[00:00:22.14]
Nazywam się Magdalena Stachurska. Drugie imię mam Wiktoria, po mojej prababci, która tutaj mieszkała w Cytadeli i była żoną wyższego oficera z grona Józefa Piłsudskiego, który stacjonował tutaj w Cytadeli i był w Sztabie Generalnym. Później ci oficerowie przenieśli się do Pałacu Saskiego i pradziadek pracował w słynnej Dwójce razem z chłopakami z Enigmy. Ale zanim to nastąpiło, to cały Sztab Generalny był tutaj, w Cytadeli Warszawskiej. No i trzeba było gdzieś tych oficerów rozlokować. Także jak niedawno przechodziłam przez Cytadelę, to miałam przyjemność zobaczyć... No pałac, w którym mieszkali pradziadkowie. Ja będę mówiła dziadkowie, bo tak się przyzwyczaiłam. I prababcia Wiktoria z domu Kibord po mężu Petrus. I tutaj sobie, że tak powiem, układała swoje pierwsze kroki w małżeństwie. Bo jak wzięli ślub, to pradziadek zaprosił swoją młodą żonę i opłynęli dookoła świat jakimś statkiem z całą... Jakimś takim wycieczkowcem, a może w ten sposób. To jest takie zdjęcie prababci z jej rodzeństwem i z mamą. Tutaj jest prababcia Witunia. Tak się na nią mówiło, jej mama, siostra 15 lat młodsza i brat.
[00:02:51.10]
Wiem, że prababcia miała dwóch braci, ale jak oni się nazywają, to ciężko mi teraz powiedzieć. Na pewno jeden był Józio. Prababcia była najstarsza w rodzinie i jak się kiedyś mówiło, była bardzo przystojna. To była blondynka o błękitnych oczach. Urodziła się jeszcze w zaborze rosyjskim, w 1893 roku w fermie na Uralu, dlatego, że jej ojciec budował z wraz z innymi inżynierami kolejnictwa dla cara kolej żelazną. Ci, co się... o tym dużo czytali, wiedzą, że polscy inżynierowie zdominowali w ogóle ten rynek i tylko oni mieli możliwości takie, żeby to wszystko tam sobie prowadzić. Prababcia miała wielu adoratorów. Ale tutaj pradziadek zdecydowanie... jakby wygrał konkury ze wszystkimi i jeszcze w trakcie... Jeszcze zanim Polska odzyskała niepodległość, to wiem, że, że znali się, że chyba byli w Galicji w parlamencie, ale to mi jest ciężko teraz o tym powiedzieć, bo musiałabym się zagłębić bardziej w informacje rodzinne. Z kolei po I wojnie światowej, jak już powstało państwo polskie i zaczątki, to tutaj w Cytadeli był właśnie Sztab Generalny i pradziadek jako bliski współpracownik Piłsudskiego miał tutaj swoje zadania, które zostały mu przeznaczone.
[00:05:15.15]
Wiem, że był szefem któregoś pułku i to nie była piechota, tylko chyba artyleria. Ja wezmę pamiętnik, który znalazłam wczoraj w domu i powiem szczerze, że pisany jest przez moją prababcię, która tutaj w Cytadeli mieszkała i była żoną oficera. Może przeczytam fragment. „Mieszkając już w Cytadeli przeżyliśmy przewrót majowy zorganizowany przez Marszałka Polski Józefa Piłsudskiego. O nim można przeczytać w Encyklopedii Powszechnej.” To jest ciekawe, dlatego, że kiedyś były książki, leksykony i encyklopedie, gdzie człowiek zaglądał. I tak babcia w 1978 roku, pisząc ten pamiętnik w XX wieku, wspomniała o encyklopedii. Teraz mamy wszyscy encyklopedię w telefonie i nie potrzebujemy gdzieś biegać i sprawdzać. W każdym razie tu jest właśnie taki ciekawy fragment. Dopisała jeszcze, że „jako dyktator - to o Piłsudskim - wywierał decydujący wpływ na politykę wewnętrzną i zagraniczną Państwa. Umarł w 1935 roku, pochowany na Wawelu. Przypomina mi się, że raz w Wielki Bal zaproszeni byliśmy do generała Konarzewskiego. Miał on córkę na wydaniu. Robił więc wiele bali. Około godziny dwunastej w nocy oczywiście zjawił się marszałek Piłsudski ze swoją świtą.
[00:07:13.03]
Rozmawiali w alkowie salonu. Był około półtorej godziny. W tym okresie w kasynie oficerskim odbywały się w czasie karnawału, karnawału bale.” I tu taki ciekawy fragment: „w ogóle w tym okresie prowadziliśmy wesoły tryb życia. Upamiętnił mi się również bal w Bristolu w Sali Malinowej. Żona pułkownika Kwiecińskiego wciąż później wspominała, że utrwalił jej się obraz jak ja w pierwszej parze z jej mężem tańczyłam mazura. Z tego okresu bardzo dużo zostało wspomnień.” To bardzo ciekawe i miłe wspomnienia, że ludzie potrafili się... Dobra. „Ponieważ żony oficerów nie pracowały zawodowo. Ja byłam inicjatorką zorganizowania kółka pań pod nazwą >>Robótki<< i to było tutaj. Pamiętam jak babcia mi opowiadała to. Wracając ze szkoły, zamiast odrabiać lekcje, siadałam w jej pokoju, który już nie był na Cytadeli, ponieważ w 1933 roku pradziadek wybudował tutaj dom. Wszyscy ci oficerowie wyżsi mieli możliwość wykupienia działek i powstał Żoliborz Oficerski. W ogóle Żoliborz się dzieli na kilka takich podgrup i... Kiedyś sprawdzając archiwalia, dowiedziałam się, że te działki w ogóle to nie były rozdawane działki, że te działki były bardzo drogie i nie wszyscy oficerowie mogli wykupić te działki.
[00:09:22.24]
Dlatego później, w czasach PRL u też, jak to było konfiskowane, to nie konfiskowane były całe ogrody, ale częściowo. Natomiast. Jak mieszkała tutaj w w Cytadeli zorganizowała kółko pod nazwą robótki. Każda z tych pań co tygodnia urządzała u siebie wieczór z robótkami. Schodziłyśmy się przy kolacji, omawiałyśmy różne bieżące sprawy polityczne. Przy robótkach opowiadałyśmy sobie kawały. Do tego kółka należały: żona pułkownika Czernego z 21 Pułku Piechoty, żona majora 30 Pułku Piechoty, żona porucznika Grzybowskiego z 30 Pułku Piechoty, żona porucznika...” To jest bardzo ciężko czytać, bo... to jest takie pismo w ogóle sprzed I wojny światowej. I tutaj prababcia widzę wymienia dalej te wszystkie pułkownikowe, podpułkownikowe i generałowe, które tutaj w Cytadeli mieszkały. Zastanawiam się w ogóle, bo dziadkowie zajmowali parter tego pałacu przy kaplicy św. Ducha. To gdzie mieszkała reszta tych pań wszystkich, zanim pobudowali sobie te wille w... Kaniowska, Śmiała, Mierosławskiego. To bardzo ciekawe. Fragmenty są jeszcze do przejrzenia. To ponieważ dziadkowie budowali tutaj dom, to cała nasza rodzina jest związana z tym miejscem.
[00:11:31.00]
I mój tata, i jego siostra, i babcia i jakby idąc chronologicznie, również ja. Moi dziadkowie mieli trzy córki i babcia była najstarsza była Janina, którą nazywali Lalka, ponieważ była bardzo piękna. Tutaj mamy takie zdjęcie babci jeszcze z powstania warszawskiego. Babcia i siostry były chrzczone w kaplicy. Druga siostra babci była Marysia, a trzecia była Halusia. Halusia to Halina w tym momencie. Pradziadek był uważany za bardzo surowego ojca. Te trzy córki traktował jak małych żołnierzy, więc codziennie robił apel na baczność podobno. Żeby wstały. Ale to tylko pradziadek i przeważnie nie było go przez cały dzień, ale również wyjeżdżał na różne zgrupowania wojskowe i szkolenia. I to też opisywane jest w pamiętniku. Był również, o ile dobrze pamiętam, attaché w... przy rządzie czeskim. I tak jak myślę, że potem dostał pracę w tej słynnej Dwójce, czyli w takim polskim wywiadzie, to domyślam się, że że po prostu pracował również nad takimi kwestiami, z których nie mógł się zwierzać prababci. I... Wracając do... już bezpośrednio do mojej babci, Lali, która była tutaj chrzczona, to babcia, jej mama urządzała bale dla dzieci tych wszystkich oficerów i kiedyś...
[00:13:44.18]
A ponieważ miała dobre koneksje również z Operą Warszawską, to tu przeczytałam, że zaprosiła kiedyś chyba głównego choreografa. I... W dwie pary on nauczył tańczyć menueta. Jak widać na Cytadeli nie było tylko wojsko, ale również życie towarzyskie kwitło pełną parą. I po tym odzyskaniu przez Polskę niepodległości widzę, że... że ci ludzie potrafili się również... nie tylko skupić na polityce, ale często i na odprężeniu się. Poza tym całym tyglem początku XX wieku, trudnych lat 20. i bardzo trudnych lat 30. W ogóle ten XX wieku. Wydaje mi się taki bardzo ciekawy, jeżeli chodzi o historię Polski, bo wygląda jakby Polska jakby trzy razy odzyskiwała niepodległość. Pierwszy raz na samym początku XX wieku po I wojnie światowej. Drugi raz, jak skończyła się wojna, jak wygraliśmy wojnę z naszymi wschodnimi i zachodnimi sąsiadami. Tylko że potem niestety znowu trafiliśmy pod jarzmo sowieckie wschodnich sąsiadów, czyli jak się człowiek uwolnił już od zachodu, no to niestety była sytuacja bardzo ciężka wtedy w kraju. I w tych czasach ja się urodziłam. To były lata, powiedzmy sobie, kończącej się komuny i...
[00:16:01.15]
Ale jako dziecko nie wspominam tego źle. Bardzo dobrze wspominam dzieciństwo. Mieszkaliśmy w domu na Kaniowskiej. Do tej pory mamy ten dom, pomimo, że w PRL-u chciano nam odebrać ten dom. Już nie wspominam o dekrecie Bieruta, który nam oczywiście odbierał wszystkim własności, ale też pamiętam wiele rozpraw sądowych, na które chodziła moja babcia Lala i udowadniała, że dom należy do nich, a nie do kogoś innego. To były bardzo ciężkie czasy, ale ja chodziłam tutaj do podstawówki w Alei Wojska Polskiego 1. Pierwszy budynek od Cytadeli. I tam, to muszę powiedzieć, że to był zupełny tygiel - takich elit Polski wtedy. Oprócz tych dzieci z rodzin inteligencji przedwojennej, bo tak babcia mi opowiadała, nie mówiło się wtedy ani o szlachcie, ani o arystokracji, jakby nie było punktowane w tym czasie. Ale inteligencja zawsze się obroni. I były też... Ponieważ dużo osób zginęło i nie wszyscy wrócili. Część osób w ogóle wyjechała na początku wojny, tak jak mój pradziadek. Ponieważ był w rządzie przed wojną, to został ewakuowany na początku września 1939 roku przez Rumunię do Wielkiej Brytanii.
[00:17:59.09]
I taka była sytuacja, że babcia, czyli moja prababcia Wiktoria, mogła z trzema córkami z nim pojechać, ale stwierdziła, że zostanie, ponieważ wojna będzie trwała może trzy, cztery tygodnie i... No niestety nie trwała trzy, cztery tygodnie, tylko więcej niż 4 lata i babcia już nigdy nie spotkała się ze swoim mężem, ponieważ on nie mógł tutaj wrócić i nie mieli również kontaktu. On, jako oficer wywiadu, bardzo dobrze zdawał sobie sprawę, że jeżeli tylko skontaktuje się ze swoją żoną, no to to już będzie dla niej wyrok. I nie wspominam też o kwestiach majątkowych, ale o przeżyciu zwykłym. Pamiętał, że ma trzy córki. Tym się zajmowała również moja prababcia, czyli przeżyciem w tych ciężkich czasach PRL-u. I tak jak świetnie radziła sobie tutaj na Cytadeli, tworząc kółko żon oficerów i... mając jakby czas również na takie lżejsze rzeczy, czyli bale i... dokształcanie się również dodatkowe. Bo one też przeczytałam, że sprowadzały sobie nauczycieli i rysunku, i tańca i niektóre żony uczyły się dodatkowo angielskiego, który zaczynał być wtedy w tych czasach modny.
[00:19:47.14]
Wszystkie mówiły po francusku. Także to też jest bardzo ciekawe, bo prababcia z babcią, jak chciały coś powiedzieć, abym nie rozumiała, to mówiły po francusku i ja się zraziłam do tego języka. Ale rozumiem, jak ktoś mówi po francusku. Kwestia już tych czasów PRL-u, gdzie prababcia bardzo sobie dzielnie radziła, utrzymując dom i babcia... To są kwestie takie, że patrząc na tę historię mojej własnej rodziny, widzę, że bardzo dużo kobiety jednak miały do powiedzenia i utrzymywały tą rodzinę. Tak jak panowie zajmowali się większymi sprawami, polityką, tak te nasze babki, prababki i matki trzymały te mniejsze komórki rodzinne naprawdę na dobrym poziomie. Moje pierwsze wspomnienie z Cytadelą jest takie, że dostałam się do pierwszej klasy Szkoły Podstawowej imienia 176 pułku Piechoty. Naprawdę nie wiem, co ten 176 Pułk Piechoty zrobił, ale ponieważ była to nazwa z czasów PRL-u, domyślam się, że były to jakieś flanki wschodnie współpracujące z Sowietami. Ale może źle coś mówię, to nie chciałabym, żeby to źle wybrzmiało. Natomiast... Dostałam się do tej szkoły, ponieważ nie dostałam się do szkoły muzycznej na Krasińskiego i tak jak wspominam, na Żoliborzu były różne elity.
[00:21:56.11]
To także były elity artystyczne PRLu. Nie myślałam nigdy o tej szkole, o tej szkole powszechnej. To jest Szkoła Tysiąclecia, która powstała w latach 60. Taki kloc z tych czasów. I chciałam chodzić do szkoły muzycznej. Może chciałam to dużo powiedziane, ponieważ dziecko w wieku 7 lat za dużo sobie nie wyobraża o sobie. Ale prababcia, która tutaj mieszkała w Cytadeli, była... kończyła konserwatorium, pięknie gra na fortepianie. Jej córka, moja babcia i pozostałe również grały na fortepianie. Na Kaniowskiej był fortepian. No i jakby podobno miałam słuch, więc wysłano mnie do..., aby zdawać do szkoły na Krasińskiego. Pamiętam, że poszłam tam razem z Piotrkiem Kawalerowiczem. Kawalerowiczowie mieszkali wtedy na Fortecznej. Fortecznej 1B. I chodziliśmy razem do przedszkola. Byliśmy związani, ponieważ oboje byliśmy w tym samym wieku i zdawaliśmy do tej, do tej szkoły muzycznej. Zdaliśmy na piątki, ale nie dostaliśmy się i pamiętam... Jeszcze mam takie wspomnienie jak Lucyna Winnicka, mama Piotrka, wzięła nas za ręce i poszła do pani dyrektor na Krasińskiego i powiedziała: „Dzień dobry, to są moje dzieci”.
[00:24:05.04]
Ona była bardzo znana, więc to była celebrytka, ale przede wszystkim aktorka i artystka wysokiej klasy, ale też i bardzo oczytana osoba. Pani dyrektor powiedziała: „Ach, to są pani dzieci? Tak. Nie. To one. One się znajdą. Na pewno je zapiszemy.” I pamiętam, wtedy po raz pierwszy mi zaimponowała takim... swoją postawą i powiedziała: „No, skoro one się nie dostały, to one pójdą w takim razie do zwykłej szkoły powszechnej na Cytadelę”. Tak się wtedy mówiło. I zapisali nas na Cytadelę i podział... Były wtedy tylko dwie klasy, A i B. Niestety, albo może i stety, klasy były tak dzielone, że część z Żoliborza Oficerskiego i z rodzin inteligenckich była w jednej klasie, a druga klasa, czyli z tego osiedla na Krajewskiego, gdzie były bloki podoficerskie, a później już po wojnie, tam była napływowa ludność, były w tej klasie B. No to oczywiście myśmy byli wtedy w tej klasie A. I to była zupełnie zmieszana mieszanka dzieci i inteligencji przedwojennej, i artystów z takich jak właśnie Majewski, Kawalerowiczowie.
[00:26:09.08]
Pamiętam taką koleżankę z młodszych klas, Agatę Passent. Jej ojciec był dziennikarzem, mama - Agnieszka Osiecka. Wracałyśmy czasem z Agatą po Kaniowskiej albo po Cytadeli. Ona dalej szła do siebie do domu i stałyśmy na rozstaju Kaniowskiej i Haukego. I czasem żeśmy rozmawiały i nie móc się, że tak powiem, dokończyć tych wszystkich naszych ciekawych historii, jak to dzieci. Część z nas zmieniła zamieszkania, ale i z częścią osób nie mam w ogóle kontaktu, ale bardzo dużo młodzieży i dzieci z tych ulic i z tego Żoliborza Oficerskiego jednak trzyma się razem. Wszyscy się znamy. Nie dzieliliśmy się na dzieci przedwojennej elity oficerskiej czy powojennej elity czerwonej albo artystów, tylko po prostu wszyscy żeśmy się bawili na jednym krawężniku, graliśmy w kapsle, bo jakie wtedy były zabawki? No, powiedzmy sobie szczerze, że wiele nie było, choć na przykład dzieci tych peerelowskich towarzyszy, którzy tutaj mieli, zbudowali sobie również domy na ulicy, to była ulica Szaniawskiego. To jest ulica, która powstała po wojnie w latach 70. Z przejęcia ogródków z willi między Czarnieckiego a Śmiałą.
[00:28:26.11]
I pamiętam, że tędy, tamtędy zawsze chodziło się na skróty, na religię, bo nie było religii w szkołach, tylko religia była ekstra w kościele na Czarnieckiego. I będąc uczennicą tej tej szkoły przy Cytadeli, to też musze powiedzieć, że chodziliśmy na wagary. Jak chodziliśmy na wagary, chodziliśmy na wagary, oczywiście na Cytadelę Warszawską. No bo gdzież tu by się schować i jak? Przy szkole jest taka skarpa i tam żeśmy zbiegali w dół, chowali się. I trzeba też powiedzieć, że w skarpie jest tunel i ten tunel jakby łączył Cytadelę wraz z... Chyba szedł dalej do placu Inwalidów. Jak uciekaliśmy ze szkoły albo jak wracaliśmy ze szkoły, może to lepiej, lepiej zabrzmi, to chłopcy wchodzili sobie do tego tunelu i ja zawsze stałam na czatach. Stałam na czatach, żeby. Żeby po prostu pilnować, czy ktoś ich tam albo nie zamknie. No bo oczywiście to było zabronione. No ale weź zabroń coś dziecku. Jak jest zabronione, to znaczy, że trzeba to eksplorować. I pamiętam, że chłopcy stamtąd wynosili różne kości.
[00:30:29.24]
Na przykład kiedyś przynieśli czaszkę, ludzką czaszkę. To oczywiście przynieśliśmy to pani na biologię. Wtedy... no też muszę powiedzieć, że pani słynęła z tego, że dzieci po rękach biła linijką drewnianą. Ale jak już przynieśliśmy te kości, to mieliśmy u niej fory. Była też taka sytuacja u nas w szkole był słynny pan geograf, nazywał się Głowacki, chyba Janusz Głowacki. Pan Janusz Głowacki również robił wyciski, tak to nazywał. Nie bił linijką po rękach, ale ciągnął za uszy. Nie tylko stawiał do tablicy, przede wszystkim jak się źle odpowiedziało albo jak się przeszkadzało, to on to robił te wyciski. I chyba zaszedł za skórę wielu, wielu chłopakom ze szkoły. I on jeździł takim zielonym maluchem i kiedyś starsze, wyższe pokolenie już jakieś tam, chyba ze czterech czy pięciu chłopaków podniosło tego malucha i włożyło mu między dwa drzewa. I on nie mógł wyjechać. To była słynna afera. To chyba była klasa... Siódma czy ósma? Myśmy tam jeszcze byli na początku, na początku podstawówki, ale powiem, że to odbiło się dużym echem we wszystkich klasach.
[00:32:31.16]
I przyjechał pan Głowacki. Tego nie popuścił, więc przyjechała również policja. Ale to nie były tylko dzieci z przedwojennych rodzin, ale również dzieci z bardzo dobrze postawionych towarzyszy PRL-u, więc nic nikomu się nie stało. Koło naszej szkoły, przy ulicy Śmiałej, był w tych blokach podoficerskich czteropiętrowych... Na dole była restauracja Balaton. I koledzy ze starszych klas wymyślili sobie taką zabawę, że do foliowych torebek wlewali atrament, bo jeszcze się czasem pisało atramentem. Nie każdy miał długopis. I do tego atramentu jeszcze dolewali wodę. Wchodzili na dach tego budynku i zrzucali te bomby atramentowe na przechodni. Tylko że oczywiście sobie znajdowali coraz to takie ciekawsze okazy, czyli panie w futrach, panów w garniturach. No to już wtedy, jak widać, panie w futrach były może.. naturalnych, były niemile widziane i oblewane farbą. To również skończyło się na policji, ale ponieważ panowie z naszej podstawówki mieli wtedy WF, to mieli alibi, bo byli na WF-ie. Nikt nie zauważył, że oni po prostu z bieżni przeszli sobie szybciutko z tymi workami, które mieli naszykowane wcześniej pod...
[00:34:32.15]
pod parkanem na dach tego budynku, gdzie była ta restauracja. To taka sytuacja, którą mi opowiedział kolega i która...
[00:34:50.14]
Czy obecność Cytadeli tutaj obok szkoły miała dla was takie znaczenie tylko zabawowe, czy jednak była jakaś taka...
[00:35:00.24]
To było też znaczenie, handlowe, powiem tak dlatego, że Cytadela była kiedyś, trzeba pamiętać, zamknięta. I tam stacjonowało wojsko, Wojsko Polskie. Żołnierze chodzili dookoła murów i sprawdzali, czy ktoś po prostu nie wchodzi. Jak to żołnierze, co pilnują obiektów wojskowych, ale koledzy handlowali z nimi papierosami i nie wiem, czy jakimiś napojami, tego nie powiem. Ale, ale wiem, że... była kiedyś taka historia, ponieważ koledzy się tam przemykali na za mury Cytadeli. Tu, gdzie jesteśmy w tej chwili. Żeby eksplorować, co tam się dzieje za murami. Tak i... To kiedyś żołnierze złapali dwóch kolegów i puścili ich tylko dlatego, że tamci im obiecali, że pójdą i kupią im papierosy. No i jak już tak się udało raz załatwić tą wolność, to potem wiem, że chłopcy biegali do... I tak wyglądała ta, ta współpraca cicha między dziećmi z podstawówki a też w sumie bardzo młodymi żołnierzami, bo ile ci chłopcy mieli lat tutaj stacjonujący? Nie wiem. 18? Bo też trzeba pamiętać, że była obowiązkowa służba wojskowa i to nie wiem czy 2 czy 3 lata.
[00:36:57.08]
Jakoś jakoś tak. No może ci, co trafili do Cytadeli to mieli o wiele lepiej niż w innych garnizonach. No ale jednak na pewno nasi koledzy z podstawówki im umilali czas swoimi różnymi figlami. Też koledzy robili jakieś bomby. Pamiętam, że kiedy Jerzy Kawalerowicz kręcił Napoleona, to Piotrek przyniósł do szkoły taki proszek, który udawał dym. I pamiętam, że była klasówka zapowiedziana z polskiego. No, ale Piotruś wziął ten proszek, rozsypał dym i już nie było tej klasówki. Za to był apel całej szkoły. Potem jakoś to się rozeszło po kościach. Nie, to Cytadela to było dla nas coś bardzo normalnego. Tylko nie można było wejść za mury. Ale tak to nawet jak były zajęcia z przysposobienia obronnego. Toteż przy murach Cytadeli były ćwiczenia dla dzieci z podstawówki w maskach gazowych i reszta szkoły, bo trzeba pamiętać, że wszystkie klasy miały widok na mury Cytadeli, tak, że jeżeli któreś klasy miały szkolenie i biegały w tych maskach, reszta oczywiście obserwowała i robiła kawały. Jestem konserwatorem zabytków i ta historia związana z Cytadelą i pradziadków i opowieści babci o Cytadeli, o tym, co było tutaj w środku i mury Cytadeli, i to, co się działo wokół Cytadeli, i cała te wszystkie przygody z podstawówki w stylu „Pan Samochodzik i Templariusze” to...
[00:39:26.08]
jakby odcisnęło. Bardzo ciekawy... Decyzja o wyborze zawodu to była zupełnie inna i była powzięta poza mną. I to wymyślił mi mój ojciec. Stwierdził, że nie nadaję się do pracy między 8 a 17, mam zdolności artystyczne. Oprócz tego też zdolności z nauk ścisłych, bo konserwator to jest nie tylko historyk sztuki, ale również mamy chemię i mikrobiologię. I może taki zawód byłby dla mnie adekwatny i wysłał mnie na studia na Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu, ponieważ tam była bardzo dobra konserwacja i bardzo dużo przedmiotów ścisłych. Mój kolega z podstawówki tutaj z Cytadeli poszedł na konserwację w Warszawie. Tak żeśmy sobie uzupełniali wiadomości, ale w 2009 roku, jak już byłam takim konserwatorem o ugruntowanej... o ugruntowanym doświadczeniu z różnymi obiektami zabytkowymi, dostałam zlecenie opinii na temat właśnie Cytadeli Warszawskiej i pamiętam, że współpracowałam przy tym z panią architekt z Politechniki Warszawskiej i jeszcze z innymi osobami. I wtedy po raz pierwszy wpuszczono mnie na tereny Cytadeli, które nie były dostępne dla zwykłego śmiertelnika. Bo trzeba pamiętać, że tutaj też było muzeum X Pawilonu i tutaj myśmy się też opiekowali częściowo Cytadelą jako szkoła i przychodzili na lekcje historii, ale w mojej pracy zetknęłam się już zupełnie z innym rodzajem Cytadeli i zderzyłam się
[00:41:45.04]
Z pamięcią o pradziadku i prababci, którzy tutaj mieszkali. I po raz pierwszy zobaczyłam pałac i kaplicę św. Ducha, która była jakby związana z moją rodziną. I opiniowałam tą, tą naszą Cytadelę. I pamiętam jedną ważną rzecz, która mi zapadła w pamięć w tej mojej opinii. Ponieważ mury Cytadeli są ogromne i zawsze były nadwątlone. Czasem to, lekko mówiąc, bo też w czasie II wojny światowej były poniszczone, później jakby nikt ich nie konserwował. I to była opinia nie tylko pod to muzeum nowoczesne, w którym się teraz znajdujemy, czyli pod Muzeum Historii Polski i pod Muzeum Wojska Polskiego. Ale powiedziałam, że napisałam tam, że zanim jednak będziemy stawiać tutaj te nowe obiekty, to może byśmy jednak pochylili się nad historią Cytadeli i zakonserwowali mury dookoła. I powiem, że później już się nie zajmowałam tym tematem. Ale mieszkając przy Cytadeli, chodząc na spacery, zobaczyłam, że jednak ktoś posłuchał tego konserwatora zabytków i tego zalecenia. I mury zaczęły być konserwowane. Także to było bardzo miłe. To była taka wymierna, wymierny aspekt mojej pracy, jakby też oddanie cześci
[00:43:26.12]
dziadkowi i babci, którzy za tymi murami jednak mieszkali. A przed II wojną światową. Te mury były jednak niezniszczone, bo to zniszczy... zniszczone zostały dopiero w czasie II wojny światowej przez okupanta niemieckiego. Więc tak to, tak to wyglądało. Dowiedziałam się wtedy też, że w murach były stajnie. Piękne stajnie. Nie wiem, jak to teraz będzie wyglądało, ale mam nadzieję, że powoli konserwujemy tę Cytadelę. Jest to ogromny teren i to jest takie never ending story, czyli po prostu zawsze będzie coś tutaj do naprawy. I myślę, że posadowienie tutaj w Cytadeli tych dwóch muzeów i jest jakby takim hołdem dla naszej historii XX wieku. Cały Żoliborz i Cytadela. To też jest taki może, powiedziałabym, nie tylko tygiel różnych. Ludzi historii, ale również genius loci. To miejsce wcześniej, zanim została tu zbudowana Cytadela, to było miejsce pięknych pałaców, dworów i ogrodów. I jak się wczyta człowiek w archiwalia... Jako konserwator mam to na co dzień, ale w mediach społecznościowych dużo się o tym mówi, bo ludzie, pasjonaci zajmują się też takimi tematami.
[00:45:23.24]
To to miejsce jakby żyje swoim życiem i osoby, które obecnie pracują i mieszkają na Cytadeli i osoby, które zostały tu ściągnięte i przed II wojną światową, i po II wojnie światowej, mają jakby jakiś taki wspólny mianownik tej tej Cytadeli Warszawskiej - i tych lżejszych historii i cięższych historii, bo przecież Pawilon X, pawilon Cytadeli i niszczenie polskiej opozycji. To to są te cięższe, cięższe aspekty naszej historii. Ale kółko pań, które założyła moja prababcia Wiktoria czy babcia Witunia pod tytułem Robótki, tudzież bale oficerskie i spotkania nocne marszałka Piłsudskiego, przyjeżdżającego tutaj nie tylko na spotkania generalicji, ale również podczas jakiś takich prywatnych imprez, bo powiem, że słowo impreza nie jest tylko słowem nowoczesnym XX wieku, ale słowo impreza przeczytałam też właśnie w tym pamiętniku. Te spotkania prababcia nazywała imprezami. Także nie tylko były bale, ale również imprezy. Tutaj mam takie jedno zdjęcie mojej mamy. Widać moda z lat 70.-80. Zimy były wtedy bardzo ciężkie, ale ostatnio też mieliśmy minus 20 przez cały styczeń, więc jakby koło się toczy. Klimatyczne.
[00:47:46.15]
I w tle są mury Cytadeli, które później opiniowałam. Ale tutaj jeszcze jestem małym dzieckiem. Kilkuletnim. Po lewej stronie jest jeziorko, stawik, gdzie łowiliśmy na podbieraki kijanki, bo każdy miał wtedy akwarium w domu. Rybka takie zwierzę PRL-u. I przypominam sobie też z tych czasów, jak, jak idąc z Kaniowskiej w kierunku mojej szkoły mogłam iść przez Kaniowską i później w Mierosławskiego albo przez Cytadelę, więc czasem chodziłam również przez Cytadelę. Granią wysoko. Natomiast w dole były mury i taka mała rzeczka. Jak wychodziłam mniej więcej za 15 ósma, jeżeli na ósmą były lekcje, przeważnie tak wtedy to wyglądało, że te wszystkie lekcje były na godzinę ósmą. I jak już szłam tą Cytadelą, to w dole moi koledzy na tej rzeczce robili tamy. Jak widzieli, że ja już idę, to znaczy, że to już ten czas, że trzeba kończyć z taśmami i z tą całą inżynierią, technologią i biec już szybko do szkoły. Także byłam też takim wyznacznikiem troszeczkę ich zabaw przy Cytadeli. Tu mam jeszcze takie jedno zdjęcie z Parku Żeromskiego, który był przy... Bo Cytadela nie składa się tylko z tego terenu w mur... w obrębie murów, ale również z pozostałych budowli okalającej Cytadelę.
[00:49:58.15]
W latach 20. zrobiono tutaj na tych na tej części zielonej przy Placu Wilsona, Park Żeromskiego. I to jest takie zdjęcie przy tej słynnej Alinie, przy tej fontannie, bo wtedy był bardzo hołubiony Słowacki, Juliusz Słowacki. Alina ta piękna, z dzbanem, która... Tragicznie skończyła się ta opowieść dla Aliny, ale powiem, że Wojciech Młynarski dla poprawienia humoru, napisał pastisz na temat właśnie Balladyny i Aliny. Juliusza Słowackiego. I jest to „Ballada o Malinach”. Także proszę sobie puścić, bo jest bardzo ciekawy koniec tej ballady, jak znamy Młynarskiego. I to jest zdjęcie, gdzie siedzi moja babcia z moim tatą, który ma kilka lat. To jest 1947 rok, czyli tata ma tak naprawdę półtora roku. Nie ma jeszcze żadnych drzew, niczego. Teraz jest to piękny park z drzewami, zacieniony. Trzeba było poczekać 70 lat, żeby wokół fontanny powstało takie ciekawe, ciekawe założenie, gdzie, gdzie teraz wszyscy i tak się bawią. To jest kolejne zdjęcie też z Parku Żeromskiego, gdzie stoi moja babcia z moim tatą i z jego młodszym bratem Jureczkiem.
[00:51:53.07]
To jest rok 1955. To jest akurat smutna historia, ponieważ panował tyfus i niektóre dzieci, które były w przedszkolu, były zaszczepione, a te, które nie były wtedy w przedszkolu, nie zostały zaszczepione. No i Jureczek nie został zaszczepiony i niestety nie... nie dożył jakby końca przedszkola. Zmarł w wieku trzech i pół roku. Także jak widać nie wszystko się dobrze kończy. I najważniejsze jest mieć jednak szczęście w życiu. Tak sobie myślę, ponieważ jak patrzę na dzieje rodziny. I na to też, jak moja prababcia Witunia, radziła sobie podczas okupacji niemieckiej, znała perfekt niemiecki, to też trzeba pamiętać, bo ona kończyła pensję sióstr niemieckich w Rydze. Ryga i Łotwa były wtedy taką Szwajcarią bałtycką, powiedzmy sobie, i tam panienki z dobrego domu były wysyłane na kształcenie i. I ten niemiecki bez, bez akcentu uratował prababcię i w czasie II wojny światowej miała taką sytuację, opowiadała mi, wracając ze szkoły, zamiast odrabiać lekcje, tak jak powiedziałam, siadałam u niej w jej pokoju i przez 3 czy 4 godziny słuchałam tych wszystkich opowieści.
[00:53:43.19]
Widocznie już wtedy odzywał się we mnie jakiś konserwator zabytków i miłośnik historii. I żyłam tym wszystkim. W telewizji wtedy były tylko 2 programy - Jedynka i Dwójka. I były takie fajne filmy oprócz westernów, jak w starym kinie i na to stare kino czekałam zawsze, ponieważ to pokrywało się z opowieściami prababci sprzed wojny. Jak opowiadała o tych wszystkich balach, o tych wszystkich wspaniałych i kobietach i mężczyznach, z którymi miała do czynienia przed wojną, ale również o części rodziny. I ja jako dziecko chłonęłam tylko te pozytywne aspekty. I opowiadałam potem, że prababcia jeździła karocą na komunię i że impreza trwała siedem dni. Wracając jeszcze do tej opowieści, opowieści babci, jak ona była bardzo taką dystyngowaną panią, elegancko ubraną i w czasie okupacji, jak jechał tramwaj, to pierwszy wagon był dla... tylko dla Niemców, für Deutsche, a drugi był dla reszty ludzi. Bo tak okupant... tak Niemcy traktowali Polaków i nie tylko Polaków. I dobrze, te czasy się skończyły i prababcia przemycała kiełbasy w walizce. I kiedyś Niemcy zatrzymali ten tramwaj i... I opowiadała mi prababcia, jak wszystkich z drugiego wagonu,
[00:55:57.09]
czyli wszystkich nie Niemców i nie Volksdeutschy postawili pod ścianą i rozstrzelali. Natomiast pan motorniczy, koło którego stała babcia Witunia powiedział: „Panienka powoli wyjdzie” i moja prababcia, dzięki temu, że jechała w tym pierwszym wagonie, tylko dla Niemców, wysiadła sobie na spokojnie, wyszła z tą walizką i dzięki temu przeżyła. Także tak, jak mówię, szczęście w życiu jest niezbędne. To jest zdjęcie babci z czasów wojny. Prawdopodobnie to jest 1944 rok. Babcia była wtedy zaręczona z kolegą tutaj, też z Żoliborza, ale on zginął niestety z ostrzału niemieckiego z Cytadeli. Takie historie też się zdarzały, no ale później jakby się to życie potoczyło się troszeczkę inaczej. I żeby tak nie było zupełnie negatywnie i smutno, to babcia bardzo fajnie wspominała swoje lata młodzieńcze, ponieważ to było pokolenie Kolumbów. Oni jakby urodzili się już w wolnej Polsce, ale nie dane im było dorosnąć w wolnym kraju, tylko dorastali podczas wojny. I babcia opowiadała, jak 1 września wybuchła II wojna światowa i babcia była w szkole pod patronatem pani Piłsudskiej i wszystkie dziewczynki bardzo ucieszyły się, że nie będzie szkoły,
[00:58:12.16]
tylko, że po prostu będą miały jeszcze dłuższe wakacje. Także tak dzieci, wydaje mi się, i młodzież podchodziła do takich historii lżej niż, niż ludzie doświadczeni, chociażby I wojną światową i wcześniejszymi sprawami, czyli tak jak pokolenie jej rodziców. Natomiast babcia w trakcie... No to to było to pokolenie, które które walczyło w powstaniu warszawskim i które się wykrwawiło. Natomiast ja chciałam powiedzieć coś pozytywnego i z opowiadań babci wynikało, jak już mieszkali tutaj na Kaniowskiej, że całym tym towarzystwem wesołych 15, 16, 17-latków, chodzili między sobą między swoimi domami i tam się, że tak powiem, zabawiali towarzysko. Natomiast obecnie możemy sobie puścić muzykę nawet z telefonu. A babcia opowiadała, jak kolega tachał taki ogromny... taki... kolega trzymał wielki gramofon i przenosili się z jednej imprezy z jednego domu na, na drugą imprezę. To było jakoś tak koniec lat 30. i opowiadała, jak postawili ten wielki gramofon na śmietniku. Puścili płyty i tańczyli na tym Czarnieckiego w parach. Także bardzo ciekawe opowieści, jak młodzież sobie radziła i przed wojną.
[01:00:23.06]
No i... Czyli te sytuacje, które się tutaj przeplatają i trudne, i lżejsze, jakby były zawsze obecne w historii i Cytadeli, i Żoliborza i myślę, że naszego całego kraju.