Tomasz Wasyłyszyn
Wasyłyszyn, Tomasz (świadek historii); Gil, Paweł (operator kamery); Szumska, Natalia (prowadzący/a rozmowę);
30/07/2026
Klasyfikacja praw autorskich
Transkrypcja
[00:00:01.14]
Zdarzenia sprzed lat spadają na ziemię wychodzą na dwór.
[00:00:22.02]
Nazywam się Tomasz Wasyłyszyn. Mieszkałem w rejonie Cytadeli od 14. roku życia do mniej więcej 27. I stanowi ona jakiś tam ważny element mojego życia, mojej historii. Chociaż przejściowy, ale chyba najbardziej znaczący, bo przypadający na młodość i na bardzo wczesną dorosłość. Mniej więcej w czasie, kiedy się tutaj przeprowadziłem, zaczęła mnie fascynować muzyka, zresztą jak wielu ludzi, którzy w połowie lat 80. nagle się ocknęli i stwierdzili, że ta muzyka gdzieś tam, powiedzmy w czasie późnej komuny, jest taką przepustką do wolności. Bo uważam, że autentycznie była. To jest to, co nas odróżniało od innych demoludów. Natomiast moi rodzice nie bardzo to pochwalali. Ojciec zwłaszcza. Miałem problem ze zdobyciem instrumentu i ze zdobyciem jakiegoś sprzętu. Zespół Cytadela - nazwa Cytadela przyśniła mi się w ogóle w nocy, jednej z pierwszych nocy, kiedy którą spędziłem gdzieś tutaj, w rejonie Cytadeli. No, wydaje się, że logiczne, ale nazwa Cytadela dla zespołu? No ok, nie było takiego jeszcze zespołu, to w sumie czemu nie? Poznałem wówczas muzyków żoliborskich, którzy odegrali, odcisnęli na mojej muzyce duże piętno, między innymi Aleksa Kłosia, z którym w zasadzie Cytadelę założyłem i później Mikisa Cupasa, znanego z zespołu Wilki,
[00:01:45.24]
między innymi. I my we trójkę, razem z automatem perkusyjnym, co było jakąś nowością w ówczesnym czasie, w moim mieszkanku na Mierosławskiego z widokiem, powiedzmy, na te takie wzgórza tutaj Cytadeli, zaczęliśmy nagrywać pierwsze kawałki na magnetofonie kasetowym, bo innego sprzętu wtedy nie było. Do 14. roku życia mieszkałem na Marymoncie. Przepraszam za takie..., za taki wstęp. I ta przeprowadzka na Cytadelę, dosyć nieoczekiwana, była dla mnie dużą zmianą w życiu. Mieszkanko na Marymoncie to było 50-metrowe mieszkanie w bloku, ale byłem z nim bardzo związany. Tam miałem swoją paczkę znajomych. Zresztą Marymont to był jeszcze Marymont, może już nie Marka Hłaski, bo już go wtedy nie było, ale niemalże bym powiedział. Bardzo taki egzotyczny i charyzmatyczny. Chłopaki z Powiśla też tam przychodziły i czasami odbywały się jakieś bójki, więc było naprawdę wesoło i przeprowadzka na taką, początkowo wydawało mi się nudną, Cytadelę, gdzie mieszkali jacyś zblazowani chłopcy, którzy mieli bogatych rodziców, była dla mnie sporym szokiem i gdzieś mnie tam ciągnęło do tego Marymontu, ale nagle okazało się, że tutaj też zawiązałem jakieś przyjaźnie, poznawałem wszystkie kąty i z moim cudownym pieskiem Jasiem chodziliśmy na spacery i odkrywaliśmy co rusz to nowe ulice.
[00:03:00.08]
Najpierw była to Mierosławskiego i Kaniowska, potem już poszliśmy na drugą stronę Mickiewicza i zwiedzaliśmy sobie Niegolewskiego, gdzie poznałem fotografa Marcina Klimczewskiego, który też gdzieś tam był z zespołem przez jakiś czas związany jako fotograf i z czasem całą paczkę ludzi, z których później, z którymi później znalazłem się w liceum. To są moje pierwsze wspomnienia, takie moje największe utożsamianie się z Cytadelą i z tym rejonem. To były czasy moich studiów, które oprócz studiowania, jak wiadomo, to taki najbardziej taki malowniczy okres w życiu, polegały na spotkaniach plenerowych, często gdzieś tam na Cytadeli albo na przykład na obecnym skwerze Andrzeja Wojciechowskiego, czyli na tak zwanym Placyku Różanym, albo na Placu Słonecznym. Wszystko tutaj - w rejonie, w rejonie Cytadeli. Ale te mury Cytadeli cały czas gdzieś tam były tłem naszych spotkań i gdzieś tam siedziały głęboko w naszej głowie. Cytadela to był to był taki magnes, który przyciągał ludzi. Oczywiście kojarzył się z najtrudniejszymi czasami polskiej historii, z więzieniem, z okupacją. I myślę, że nazwa zespołu Cytadela w drugiej połowie lat osiemdziesiątych też odnosiła się do sytuacji całego kraju, która też nie do końca była jeszcze taka wolnościowa, prawda?
[00:04:24.23]
Więc to jeszcze było na grubo przed Okrągłym Stołem, a już po stanie wojennym, nie tak daleko po stanie wojennym przecież. Więc wszyscy te wspomnienia mieli, mieli na bieżąco. Na starówce można było być pałowanym przez ZOMO, jeżeli się za głośno krzyczało. I to nie był kraj, w którym czuło się wolność, prawda? Więc ta Cytadela, ta krata, taka, która zapuszcza korzenie, stała się logo zespołu, który gdzieś tam zza żelaznej kurtyny śpiewa pieśni o wolności, o której wszyscy marzyliśmy w takim wymiarze, w jakim wtedy, powiedzmy, ideałem wolności były były Niemcy Zachodnie czy przede wszystkim Ameryka. Ameryka lat 90. to był rzeczywiście bardzo fajny kraj i my tak naprawdę zbudowaliśmy Polskę w dwóch pierwszych dekad XXI wieku na modelu amerykańskim, który o zgrozo, przestał istnieć w międzyczasie w ogóle i ludzie, którzy mieszkają teraz w Ameryce, Polacy mówią, że Ameryka teraz jest w Polsce, co mnie bardzo zresztą cieszy i chciałbym, żeby tak zostało. Nagrywanie płyty w drugiej połowie lat 80. to jeszcze było przedsięwzięcie, do którego trzeba było mieć pieniądze na wynajęcie studia, realizatora i tak dalej.
[00:05:28.15]
I potem trzeba było znaleźć wydawcę. Sytuacja, troszeczkę wyskoczę w przyszłość, diametralnie zmieniła się w XXI wieku, bo płytę w domu w zasadzie może obecnie nagrać każdy, dlatego że sprzęt studyjny znacznie lepszy niż ten, na którym my nagraliśmy płytę, jest generalnie ogólnie dostępny i nie jest to bariera cenowa, która zabija ludzi. Można go też wypożyczyć za jakieś rozsądne pieniądze. Natomiast wtedy to było takie przedsięwzięcie, więc staraliśmy się jakoś zaistnieć na scenie muzycznej. Nasz ówczesny klawiszowiec, nieżyjący już Maciej Wyrobek, zresztą syn słynnego rockandrollowca, Bogusława Wyrobka i Hanny Rek. Obydwoje... tak naprawdę cała trójka już nie żyje, dlatego, że zarówno rodzice, jak i Maciek zachęcił nas, żebyśmy zagrali na festiwalu w Jarocinie. W zasadzie on to zorganizował. Trzeba mu tutaj oddać honor i zagraliśmy w Jarocinie na festiwalu, który był dziwny, bo jury nie przyznało żadnych nagród, ale było tam dużo fajnych zespołów i my zaistnieliśmy. Zauważył nas producent Andrzej Puczyński, który zaproponował nam nagranie dwóch utworów w swoim studiu. I w zasadzie od tego się zaczęło. Z tymi nagraniami mogliśmy już pójść do radia i jakoś tam się powiedzmy, szerzej pokazywać. Te nagrania, które przedtem robiliśmy na taśmach, które, nawiasem mówiąc, w dzisiejszych czasach robią sporą karierę, dlatego że jest to jest to takie, takie subtelności dźwięku
[00:06:43.11]
tam są tak naprawdę niedoskonałości, które do których dzisiaj przy pomocy zaawansowanej techniki studyjnej się dąży, a my mieliśmy je po prostu za darmo. I z tymi nagraniami poszliśmy, poszliśmy do radia, zaczęliśmy już się pokazywać, dostaliśmy zaproszenie na festiwal w Opolu, w którym wystąpiliśmy w 90. roku i to był chyba szczyt kariery zespołu, który później po różnych przejściach, stał się zespołem niszowym, z przerwą w działaniu do 2004 roku i potem istniejącym w zasadzie do niedawna, bo teraz już mogę powiedzieć, że Cytadeli niestety już nie ma. Nagrał dziewięć w sumie płyt, które albo się ukazały szerokim nakładem albo były rozprowadzane nakładem własnym zespołu, ale zawsze istniały gdzieś tam w radiu, w mediach, oprócz głównego nurtu muzyki rozrywkowej. Kiedy zespół Cytadela dalej rozwinął skrzydła, trzeba było zrobić sobie na przykład sesję zdjęciową na Cytadeli. I bardzo ciekawie wspominam nasze wyprawy tutaj na teren Muzeum X Pawilonu Ówczesnego, z wejściem jeszcze od Wybrzeża Gdyńskiego. Na środku tego placu stała kibitka, która zresztą stoi do dziś. Ale były tam takie automaty gadające, gdzie się wrzucało dwuzłotówkę i one gadały w różnych językach.
[00:07:59.17]
Angielskiego tam nie było, ale oczywiście był rosyjski, więc pamiętam, że lektorka rosyjska w tak przedziwny sposób to opowiadała, że było rozrywką wrzucanie tych dwóch złotych i posłuchanie, co ona tam po rosyjsku gada. Zresztą rosyjski komentarz na Cytadeli w drugiej połowie lat 80., kiedy Polska cały czas była jeszcze pod sowieckim pręgierzem, brzmiało dosyć osobliwie. Zrobiliśmy sobie zdjęcia między innymi przy Kibitce właśnie, ale również przed wejściem, przed Bramą Straceń. Więc no, Cytadela na Cytadeli, prawda? I też jeszcze te komunistyczne przystanki autobusowe. Więc był przystanek Cytadela 01 i tam również oczywiście musieliśmy mieć sesję zdjęciową. Ja pamiętam, że ja stałem na koszu na śmieci. Cały ten okres od 85. do 96. roku, który spędziłem tutaj na Cytadeli, był przesycony muzyką, sztuką i takim nasycaniem się tymi przemianami, które wtedy w kraju następowały. Oczywiście my, młodzi ludzie, którzy ledwo co pokończyli 18 lat, napawaliśmy się głównie tym, że można było w sklepie za złotówki kupić piwo, które do tej pory było dostępne wyłącznie w Pewexie. Niektórzy wiedzą, co to Pewex.
[00:09:17.21]
Natomiast te przemiany były bardzo widoczne. Na przykład w 89. roku nagle z dnia na dzień wszystkie sklepy zrobiły się czynne do 21. Przecież zawsze były do 18 czy 19. Były czynne w sobotę i w niedzielę. Jak się później okazało, teraz nie są czynne w niedzielę, więc tutaj pewien regres nastąpił. Nad czym bardzo zresztą ubolewam, bo niedziela jest jedynym, kiedy mógłbym zrobić zakupy, bo ja w sobotę pracuję. I powiedzmy, że ta rzeczywistość lat 90. Która miała taki posmak, trochę filmu Killer 1, to znaczy wszystko było takie trochę z plastiku, już były samochody, ale były jakieś używane samochody ściągane z Niemiec, powypadkowe i wszystko było takie tandetne. Ale już byliśmy na swoim i już byliśmy młodymi kapitalistami. To był szok dla tego społeczeństwa i w tym wszystkim ta Cytadela, tudzież zespół Cytadela, również przechodził pewne przeobrażenie. Muzyka Cytadeli z początku była muzyką zakorzenioną w takim... tak się brzydko mówi, gotyckim rocku. Ja nie lubię tego słowa, ale muzyce tak zwanej nowofalowej, głównie brytyjskiej, z pierwszej i drugiej połowy lat 80.
[00:10:20.20]
To były bardzo, bardzo mroczne brzmienia. Nowa fala później ewoluowała w kierunku takich bardziej mainstreamowych, popowych brzmień, w dalszym ciągu zostając nową falą w Ameryce. To był na przykład zespół Talking Heads, który wprowadzał takie etniczne afrykańskie rytmy do muzyki, co Cytadela notabene później również robiła. Ale były też zespoły takie jak brytyjski The The, zespół Matta Johnsona, który miał aranżacje zupełnie mainstreamowe, z zaangażowaniem najznakomitszych światowych muzyków i w dalszym ciągu była to nowa fala. I ta płyta The The była jakimś manifestem tych Brytyjczyków, powiedzmy połowy lat 90. którzy... 80. przepraszam, którzy też przeżywali pewną transformację, bo ta Wielka Brytania już nie była tym krajem, który wygrał II wojnę światową, tylko powoli zaczynała się stawać takim amerykańskim kondominium. Ale my mieszkaliśmy tutaj, w komunistycznym kraju i to było zupełnie inaczej. Przypomniałem sobie inną historię z samego początku mieszkania tutaj 85. rok i przyszedł do mnie kolega i wrzucił kasetę zespołu Depeche Mode, w której była piosenka, którą wszyscy znacie, rozpoczynająca się od słów I'm riding a car with my best friend. No i zaczął się do tego podniecać i ja wtedy nie bardzo lubiłem Depeche Mode.
[00:11:30.10]
Teraz uwielbiam, ale ja mu powiedziałem: Słuchaj stary, ale ile osób w naszej klasie ma ten samochód? On powiedział: no nikt nie ma. Dobrze, a powiedz, a starzy ilu dzieciaków w naszej klasie trzydziestoosobowej mają samochody? No, może dwa. Są? Nie. Po prostu stary ci kiedyś pożyczył samochód, żebyś przyjechał do szkoły. No raz mówię: Posłuchaj, jak my się mamy z tym wszystkim utożsamiać, prawda? I wtedy nagle powstał pewien dysonans, dlatego że my cały czas byliśmy jeszcze na takim na ruinach komunizmu i budowaliśmy jakieś takie bardzo siermiężny kapitalizm, a świat już był dużo, dużo dalej gdzieś. I my próbowaliśmy ten świat nadgonić. Ja dopiero ostatnio zacząłem rozumieć niektóre teksty właśnie Matta Johnsona, dlatego, że on śpiewał o pewnych zjawiskach, których my nie mogliśmy doświadczyć. Dlatego, że były to zagraniczne podróże albo jakieś przygody z jakimiś drogimi wyjazdami czy drogimi używkami, o których nie było wtedy mowy. Więc my przeżywaliśmy pewną pewną transformację i ona odbywała się w dużym bólu i symbolem tej transformacji w moim umyśle
[00:12:36.10]
w dalszym ciągu gdzieś tam zostaje ta Cytadela i z tą kratą, która wyrasta z tych korzeni, które gdzieś tam są u podnóża naszego, naszego tutaj postkomunistycznego człowieczeństwa. I tak naprawdę zostaną z nami chyba do końca. W 2004 roku mieliśmy jeszcze jedną sesję zdjęciową na Cytadeli, którą wykonał znany fotograf Krzysztof Gromek, wówczas zresztą też członek zespołu Cytadela, basista, saksofonista. I to był jakiś taki powrót na Cytadelę. Ale my już wszyscy mieliśmy jakieś rodziny, dzieci i jakby skończył się ten taki okres spontanicznego siedzenia na ławce i dyskutowania o muzyce, bo nikt na to nie miał czasu, więc spotkania na próby czy na nagrania były bardziej takie jak przychodzenie do pracy. To jest to, co się zmieniło. Oczywiście tym próbom i tym nagraniu w dalszym ciągu towarzyszył jakiś taki festiwalowy troszeczkę nastrój, natomiast to już nie było to samo, więc my po prostu fizycznie nie mogliśmy, nie mogliśmy dalej po prostu być tutaj, na tej Cytadeli. Korzenie naszej duszy były, ale nasze ciała już nie. Krążyły różne przedziwne pogłoski, co się tak naprawdę działo w tym garnizonie wojskowym tutaj, w czasach Cytadeli.
[00:13:50.24]
Ten garnizon... Dalej niewiele o nim wiemy i się nie dowiemy, no bo takie są życiowe interesy naszego kraju i naszego bezpieczeństwa. Natomiast krążyły pogłoski, że na Cytadeli była przechowywana broń jądrowa. Nie wiem, jak dalece one były prawdziwe, natomiast to miejsce też z tego powodu budziło jakiś strach tak naprawdę. Powrót na Cytadelę... Na pewno to miejsce nie jest już takie straszne, dlatego że ono w latach 80. w dalszym ciągu było symbolem rosyjskiej dominacji. Można tak, można było tutaj wejść, ale tak na chwilę. I tak naprawdę to można się było dowiedzieć, że wtedy to ten carat był zły, ale teraz Związek Radziecki jest dobry albo nawet bardzo dobry. I to miejsce było jednak przygnębiające. Poza tym skala tego. Bo mówi się, że wielkim więzieniem jest Alcatraz na 700 osadzonych, był wówczas areszt śledczy obecnie Białołęka ma 2400 miejsc, ale tutaj na Cytadeli było miejsce na wiele tysięcy osadzonych, jeżeli byłaby taka, taka możliwość. Więc to było największe więzienie, jakie kiedykolwiek było wybudowane. Już sama skala tego przedsięwzięcia robiła na ludziach wrażenie.
[00:14:58.23]
To, co my widzimy dzisiaj jako mury Cytadeli, to są wewnętrzne mury, a te zewnętrzne, które były nad samą Wisłę - one się ciągnęły dużo, dużo dalej. Istniała sieć połączeń, jakieś struktury kolejowe, zresztą podziemne, częściowo, które prowadziły aż do Modlina, który był ostatnim szańcem Cytadeli. Poza tym proszę pamiętać, że dużo takich... takich posterunków wojskowych o kształcie pięciokąta z fosą dookoła znajduje się w różnych częściach Warszawy, m.in. Fort Okęcie, Fort Szczęśliwice, Fort Wola. To są to są te rzeczy. One też są częściami Cytadeli, takimi rozrzuconymi. To znaczy całe miasto było taką twierdzą, gdzie był jeden centralny garnizon i więzienie, i posterunki wojskowe rozrzucone absolutnie wszędzie. Ja widzę te zmiany w kontekście szerszych zmian, które następowały w tym kraju po 89. roku i oceniam je bardzo pozytywnie. Infrastruktura jest przepiękna. Jestem pod wrażeniem. Pierwszy raz dzisiaj widziałem te bryły i te wnętrza. Jest to coś pięknego, naprawdę. Jeżeli chodzi o szersze zmiany, takie powiedzmy polskie i geopolityczne, no to jesteśmy świadkami następnych zmian, dosyć niepokojących i to z kolei mnie niepokoi.
[00:16:12.00]
Więc jest pytanie, jak długo ta Polska zbudowana na wzorze Ameryki lat 90. i będąca dzisiaj jakimś takim drogowskazem dla innych krajów, jak to ma wyglądać, jak długo ona będzie? Pamiętajmy, że Niemcy okresu Republiki Weimarskiej też były jakimś takim bardzo dobrym drogowskazem, który nagle zmienił swój kierunek i obawiam się, że nasz kraj idzie dokładnie w tym samym kierunku, więc ja jestem pełen obaw takich geopolitycznych. Natomiast samo miejsce jest imponujące. W dalszym ciągu jest jednak ono częścią tej bardzo mrocznej historii. Coś takiego mrocznego tutaj jest. Z perspektywy mieszkańca Żoliborza Park Fosa nie jest za murem, tylko przed murem, prawda? Bo my my byliśmy przed murem Cytadeli, a z naszej perspektywy tutaj siedzących oczywiście za. Tak Park Fosa to był najbliższy teren spacerowy mojego domu. Ja mieszkałem na początkowym odcinku Mierosławskiego, tam, przy alei Wojska Polskiego, więc od razu wchodziliśmy z pieskiem na Park Fosa spotykając inne pieski i innych znajomych. Często gęsto i tak się rozpoczynały nasze długie, długie rozmowy i historie, którym często towarzyszyło też tworzenie muzyki. Wychodziliśmy z jakimiś instrumentami i graliśmy ku utrapieniu innych mieszkańców.
[00:17:25.05]
Więc to był taki outdoorowy teren naszych spotkań, bardzo malowniczy i bardzo unikalny. Gdzie indziej w Warszawie też były piękne miejsca, ale w ogóle Żoliborz i cała Cytadela były takim miejscem, które miało jakąś taką magiczną aurę. Mój kolega, który potem mieszkał długo w Singapurze, mówił, że ilekroć wraca do swego mieszkania na Żoliborzu, to mówi, że to jest jakaś inna galaktyka, że powinno się na Moście Gdańskim postawić po prostu jakieś rogatki i wpuszczać tylko niektórych, dlatego że to miejsce jest zupełnie wyjątkowe. Pamiętajmy, że na Żoliborzu mieszkało też wiele znakomitych osobistości. Moim najbliższym sąsiadem był pan Jerzy Flisak, grafik. Jego syn, Mikołaj, który niedawno niestety odszedł, również grafik, który brał udział w projektowaniu pierwszej okładki Cytadeli. Akurat nie tego znaku, a autorem tego logo jest inny plastyk - Darek Kasprzycki - mieszkający obecnie w Ameryce. Natomiast raptem kawałek dalej mieszkała pani Alina Janowska. A jeszcze kawałek dalej, na rogu Hauke-Bosaka i Śmiałej mieszkał Andrzej Wajda z rodziną. No, co krok to były jakieś osobowości. Niedaleko Wajdy mieszkał pan Tomoho [Yoshiho] Umeda, ważny doradca Wałęsy i jego syn Tomoho, to też był jakąś taką ważną częścią tej tej żoliborskiej świty i również był muzykiem.
[00:19:04.14]
Notabene niedawno się spotkaliśmy, nic się nie zmienił. Więc no, co krok to jakaś inna osobowość, jakiś inny artysta. Pamiętajmy, że jeszcze była galeria sióstr Wahl, gdzie byliśmy czasem zapraszani na wernisaże, a czasem się po prostu zapraszaliśmy, bo tam było darmowe wino, gdzie spotykało się takie postaci, jak Janusz Głowacki, jak Franciszek Starowieyski, którego kilka grafik posiadam. No i to była rzeczywiście taka śmietanka artystyczna Warszawy i nie tylko.
[00:19:36.23]
A zdarzało wam się wchodzić na dach działobitni?
[00:19:41.16]
Mi osobiście nie. Mi osobiście nie. Gdyby tam była jakaś drabinka, to pewnie bym wchodził, bo na Marymoncie wchodziłem na wszystkie dachy sklepów, które tam były, ale na dachu działobitni nie byłem. Prawdę mówiąc ja poznałem tą historię działobitni jako miejsca, gdzie była ta radiostacja, która przechwytywała w czasie Bitwy Warszawskiej rosyjskie meldunki, poznałem dopiero później. Zresztą ona nie była jakoś mocno naświetlana na lekcjach historii, która przecież była bardzo sfałszowana. Pamiętajmy, że nie we wszystkich szkołach mówiło się o tym, że 17 września Związek Radziecki napadł na Polskę. W naszej akurat się mówiło więc też ta wiedza historyczna była taka fragmentaryczna. OK, była Cytadela, ale w sumie to tak jakoś tak mieliśmy wrażenie, że znamy tylko cząstkę historii, że cała reszta po prostu nie jest nam powiedziana, że ona nie jest w ogóle przeznaczona dla pospolitych uszu, tylko gdzieś tam dla ludzi, którzy siedzą gdzieś głęboko w polityce albo w wojsku. Ja jestem dzieckiem wychowanym przez rodziców, którzy uważali, że powinni mi coś przekazać i to było moje największe nieszczęście.
[00:20:46.04]
Starałem się. Tego błędu nie popełnia względem mojego syna, ale również go popełniłem. Wydawało mi się przez jakąś chwilę, że jego życie ma wyglądać tak. Wygląda zupełnie inaczej i tyle. Ale przynajmniej staram się to szanować, w przeciwieństwie do mojego ojca. Nie wiem, to znaczy, myślę, że powinniśmy zadbać o edukację naszych dzieci w szerokim tego słowa znaczeniu. A co one uznają za warte, żeby nosić w sercu i ewentualnie przekazywać następnym pokoleniom, to już niech oni sami zdecydują. Dlatego, że chyba nie mamy moralnego prawa, żeby obarczać kolejne pokolenia schizmami naszych naszych traum historycznych, tak jak ta transformacja w latach 80. w Polsce. To było coś bardzo ciekawego. Ale ja wiem, czy te dzieciaki chcą w tym partycypować? Wcale bym się nie zdziwił, gdyby nie chciały. Takie jest moje podejście do tematu. Tereny wyludnione, które następnie miały inne jakieś znaczenie. To jest w ogóle ciekawy temat. W Europie jest kilka takich miejsc. Na przykład całe centrum Barcelony. Przecież tam był garnizon wojskowy. Zostało przerobione na teren zurbanizowany, miejski.
[00:21:50.18]
Prypeć koło Czarnobyla to jest miasto, które zupełnie po katastrofie czarnobylskiej wyludniało. I tam z kolei odrodziła się przyroda w formie naturalnej oraz częściowo zmutowanej i rządzi się własnymi prawami. I w tym napromieniowanym świecie żyje pomimo wszelkich jakichś prognoz, że nie będzie żyła i pokazuje, że przyroda jest silniejsza jednak od zapędów niszczycielskich człowieka. Ale jeszcze chyba wiele lat upłynie, zanim będzie można tam tak spokojnie pójść i zamieszkać. Można tam odbywać jakieś wycieczki. Prawdę mówiąc dziwię się ludziom, którzy to robią, ale ok, jest to jakiś sport ekstremalny, więc Cytadela też jest takim rejonem. Przez wiele, wiele lat zamknięta. I teraz nagle się okazuje, że można tu wejść i opowiadania, co się tutaj działo jest mnóstwo. A jaką cząstkę tej historii ktoś weźmie dla siebie? To jest chyba zupełnie odrębny temat. Musimy pozwolić ludziom na wolność wyboru.
Dane o obiekcie
-
Nazwa / Tytuł
Tomasz Wasyłyszyn -
Twórca / Wytwórnia
Wasyłyszyn, Tomasz (świadek historii); Gil, Paweł (operator kamery); Szumska, Natalia (prowadzący/a rozmowę) -
Rodzaj
-
Kategoria
-
Data wykonania
30/07/2026 -
Czas trwania
0h 22min 57sek -
Miejsce
-
Numer inwentarzowy
MHP-07-3321 -
Klasyfikacja praw autorskich
-
Permalink
Opis
Relacja została zarejestrowana w ramach projektu „Cytadela Lokalnie”, którego celem jest dokumentowanie historii i współczesnego znaczenia Cytadeli Warszawskiej w perspektywie lokalnej społeczności. Tomasz Wasyłyszyn, wieloletni mieszkaniec Żoliborza i współzałożyciel zespołu muzycznego Cytadela, opowiada o powstaniu grupy, jej działalności artystycznej oraz inspiracjach związanych z Cytadelą Warszawską. Przywołuje początki zespołu w drugiej połowie lat 80. XX wieku, pierwsze nagrania, występy na festiwalach w Jarocinie i Opolu, sesje fotograficzne na terenie Cytadeli oraz dalsze losy grupy. Wspomnienia rozmówcy ukazują, w jaki sposób Cytadela, jako miejsce naznaczone historią i symbol zniewolenia, wpłynęła na nazwę, identyfikację wizualną i twórczość zespołu. Relacja przedstawia również życie artystyczne Żoliborza oraz przemiany społeczne i kulturowe okresu schyłku PRL i transformacji ustrojowej.