Marta Szczepaniak
Szczepaniak, Marta (świadek historii); Rottermund-Taraszkiewicz, Elżbieta (prowadzący/a rozmowę); Gil, Paweł (operator kamery);
17/11/2025
Klasyfikacja praw autorskich
Transkrypcja
Marta Szczepaniak
Na chwilę przed wybuchem pandemii podjęłam pracę w szkole jako nauczyciel współorganizujący kształcenie uczniów ze specjalnymi potrzebami. W momencie wybuchu pandemii ani ja, ani żaden inny nauczyciel nie był przygotowany do pracy w takich warunkach. Nie przeszliśmy żadnego szkolenia, nikt nam nie pokazał, jak obsługiwać te wszystkie platformy. I z dnia na dzień ja i moje koleżanki musiałyśmy nauczyć się obsługi wszystkich platform internetowych, pokazać dzieciom, jak się łączyć na zajęcia zdalne. Dzieci z pierwszych klas, które nie potrafią czytać i pisać, musiały nagle nauczyć się jak się logować, jak włączyć mikrofon i kamerę. Gdy ja miałam pracować z dzieckiem w spektrum autyzmu, łączyć się z nim, to wcale nie było dla niego takie łatwe, bo mojemu uczniowi ciężko jest się skupić nawet na zwyczajnie prowadzonych lekcjach. A gdy mieliśmy dodatkowo skupiać uwagę na ekranie i na podręczniku czy ćwiczeniach nie miałam kompletnie na początku pojęcia, jak jemu to wytłumaczyć, jak on ma to robić, jak się skupić. To było bardzo trudne. Był taki moment w czasie trwania pandemii, kiedy zezwolono dzieciom ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi przebywać w szkole. I mój uczeń w szkole był. Ja musiałam być w tym czasie w maseczce, siedzieć obok niego. On nie do końca rozumiał, dlaczego ja w maseczce jestem. Ciężko nam się było porozumieć wtedy. Wszystkie dzieci były w domu. On nie rozumiał, dlaczego on musi przebywać w szkole, gdy innych dzieci nie ma. Ciężko mu było to też wytłumaczyć, że lekcje w ogóle odbywają się zdalnie i że to nie jest czas wolny, jakaś taka forma rozrywki przed komputerem, tylko że on faktycznie ma się skupić i czegoś nauczyć.
Gdy wróciliśmy do szkoły, gdy już można było po pandemii wrócić, to wszystkie dzieci, nie tylko te ze specjalnymi potrzebami, były bardzo do tyłu z materiałem, więc przez kilka kolejnych miesięcy staraliśmy się nadgonić ten materiał, który minął i jednocześnie realizować podstawę programową. Dzieciaki były bardzo zagubione, bo część owszem, coś pamiętała z tych tematów, z lekcji zdalnych, część, która łączyła się wcześniej z telefonu, z łóżka, nie wiedziała w ogóle, o czym my mówimy. Mi też było ciężko codziennie jakby tłumaczyć od nowa zasady obowiązujące w szkole, zasady panujące na lekcji. Wszystkie, które mieliśmy do tej pory wypracowane, jakieś schematy i rutyny, które pomagają nam w codziennej pracy to ja musiałam im od nowa te zasady tłumaczyć, od nowa je wdrażać. Dużą część pracy na początku poświęciliśmy na nowo integracji zespołów klasowych. Nie tylko integrowaliśmy pierwszaki, ale też dzieci ze starszych klas. Ja jako pedagog specjalny to próbowałam zintegrować starsze dzieci, które w ogóle zapomniały, jak funkcjonować w grupie, jak budować te relacje koleżeńskie. Najchętniej siedzieliby w telefonach na przerwach, a my tutaj proponowaliśmy jakieś zabawy, wyjścia na boisko, lekcje przeprowadzane w jakiś ciekawszy sposób. Więc zamiast takich wykładów, jakich się już nasłuchali w czasie zdalnych, to próbowaliśmy i ja jako nauczyciel współorganizujący też proponowałam nauczycielom na przykład pracę w grupach. To nam wiele ułatwiło, bo dzieci kompletnie zapomniały życia społecznego przez to, że siedziały tak długo w domach przed ekranami.
Wróciliśmy do szkoły po pandemii. Minęło niewiele czasu i kolejna sytuacja, na którą ani nauczyciele, ani dzieci nasze polskie nie były przygotowane, bo na Ukrainie wybuchła wojna. W ciągu kilku dni w naszej szkole, małej społeczności zjawiły się dzieci z Ukrainy, nie mówiące płynnie po polsku, nie rozumiejące wielu rzeczy, mimo że nasze języki są podobne. Na początku próbowaliśmy dać tym dzieciom sposób komunikacji z nami, żeby poczuły się jakkolwiek bezpiecznie. Drukowaliśmy przy pomocy tłumacza Google na przykład jakieś podstawowe zwroty, a dla tych młodszych dzieci zwroty z ilustracjami, bo one nie znały polskiego alfabetu i nie potrafiły tego odczytać. Na drzwiach do różnych pomieszczeń w szkole, np. do stołówki czy świetlicy drukowaliśmy te same słowa w języku ukraińskim, żeby one wiedziały, gdzie są. Na początku polskie dzieci bardzo były pomocne, miło nastawione do nich. Zrobiliśmy w szkole zbiórkę. Dzieci przynosiły zeszyty, plecaki i dzieliły się ze sobą. Oprowadzały te dzieci, które przyjechały po szkole, pokazywały im pomieszczenia, gdzie co mamy. A później, gdy przyszła taka codzienność, gdzie dzieci na różnych poziomach musiały się włączyć w lekcję, to okazało się, że znowu, tak jak w czasie pandemii nie jest to takie łatwe i oczywiste, bo na przykład w szóstej czy siódmej klasie tematy na biologii czy fizyce są skomplikowane. Słownictwo jest trudne nawet dla naszych dzieci, a co dopiero dla dzieci nierozumiejących języka. Musieliśmy jakoś dostosować ten materiał do nich, tłumaczyć lekcje, mieć jakieś słowniczki, słówka, takie, które na szybko mogłyby tym dzieciom ułatwić pracę na bieżąco. Na przykład pozwalaliśmy tym dzieciom, mimo że w szkole jest zakaz używania telefonów, wyciągać telefony z tłumaczem i podczas sprawdzianów skanować sobie stronę, żeby mogły zrozumieć polecenia w ogóle o co chodzi? Przyjeżdżały do nas dzieci z traumą i trzeba to tak nazwać, bo ja jako pedagog w szkole też z nimi rozmawiałam dużo. Mieliśmy chłopca, który na sam dźwięk jakiegoś stukania w oddali trząsł się, bał, nie wiedział, co się dzieje. Mieliśmy dziewczynkę, która opowiadała o tym, jak musiała się chować w piwnicy. Płaczącą co jakiś czas, że jej tata został na miejscu. No ciężko mi jako nauczycielowi było gdzieś na lekcji skupić jej uwagę na tych tematach. Na przykład na języku polskim, który w ogóle jej nie interesował. Gdy ona co chwila zaglądała w telefon i patrzyła, czy tata nie napisał jakiejś wiadomości do niej. Z mojej perspektywy jako nauczyciela współorganizującego te dzieci, które z nami zostały, bo część z nich już wyjechała, bardzo zintegrowały się z grupą. Nasze dzieci polskie nie odtrącają ich w żaden sposób, nie dyskryminują. Dzieci są zintegrowane, mówią dość płynnie po polsku, odnajdują się na lekcjach, odnalazły się w naszym systemie edukacji, mimo że jest inny od ukraińskiego. W tym roku jedna uczennica podchodzi do egzaminu ósmoklasisty i myślę, że poradzi sobie z tym całkiem dobrze.
Dane o obiekcie
-
Nazwa / Tytuł
Marta Szczepaniak -
Twórca / Wytwórnia
Szczepaniak, Marta (świadek historii); Rottermund-Taraszkiewicz, Elżbieta (prowadzący/a rozmowę); Gil, Paweł (operator kamery) -
Rodzaj
-
Kategoria
-
Zakres chronologiczny
-
Data wykonania
17/11/2025 -
Czas trwania
0h 6min 48sek -
Miejsce
-
Numer inwentarzowy
MHP-07-3240 -
Klasyfikacja praw autorskich
-
Permalink
Opis
Relacja Marty Szczepaniak dotyczy doświadczeń zawodowych nauczycielki współorganizującej kształcenie uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi w okresie pandemii COVID-19 oraz po wybuchu wojny w Ukrainie. Relacjonująca opisuje nagłe przejście na nauczanie zdalne, brak przygotowania systemowego nauczycieli i uczniów oraz szczególne trudności w pracy z uczniem w spektrum autyzmu. Wspomina częściowy powrót uczniów ze specjalnymi potrzebami do szkoły w czasie pandemii oraz problemy komunikacyjne wynikające z reżimu sanitarnego. W dalszej części relacji odnosi się do wyzwań związanych z powrotem uczniów do nauki stacjonarnej, odbudowy relacji społecznych i ponownej integracji zespołów klasowych. Istotnym wątkiem jest także przyjęcie do szkoły dzieci uchodźczych z Ukrainy po 2022 roku, działania podejmowane na rzecz ich adaptacji, bariery językowe oraz praca z uczniami doświadczającymi traumy wojennej.