Martyna Kośka
Kośka, Martyna (świadek historii); Rottermund-Taraszkiewicz, Elżbieta (prowadzący/a rozmowę); Gil, Paweł (operator kamery);
03/09/2025
Klasyfikacja praw autorskich
Transkrypcja
Martyna Kośka
Po raz pierwszy pojechałam za granicę w 2002 roku. Miałam wtedy 15 lat. To był taki rodzaj wymiany z uczniami z Niemiec, ze Schwarzwaldu. Bardzo byłam tą wycieczką podekscytowana, bo byłam jedną z pierwszych znanych sobie osób, które pojechały za granicę. Kiedyś wyjazdy zagraniczne naprawdę należały do rzadkości i na pewno wtedy, na początku XXI wieku, nikt z nas nie zakładał, że w przyszłości będziemy mogli za granicę jeździć za wcale niewysokie pieniądze. Bardzo często i bardzo łatwo. Jadąc, byłam bardzo ciekawa, jak wygląda ten "lepszy świat", tak jak sobie myślałam. Bo znowu, sięgając pamięcią początek XXI wieku, postrobotnicze miasto Łódź, z którego pochodziłam. Szaro, biednie, ciągle wysokie bezrobocie i jakiś taki... umiarkowane perspektywy. Tak bym o tym teraz powiedziała. Oglądaliśmy przecież telewizję. Widzieliśmy, widzieliśmy i trochę sobie dopowiadaliśmy chyba, jak wygląda życie za granicą. Wiadomo, że trawa u sąsiada jest zawsze bardziej zielona. Niemniej miałam takie poczucie, jadąc tam, że jestem taką "ubogą krewną" z jakimś bardzo niskim kieszonkowym do wydania na miejscu, która chłonęła to wszystko co, tam widziałam: inne samochody, inne budynki. Po czasie wiem, że te różnice wynikają z tego, że chociażby architektura w tamtym regionie jest inna niż architektura polska. Natomiast wtedy robiło to na mnie ogromne wrażenie i wracając miałam takie poczucie, że my jesteśmy mocno do tyłu.
Pamiętam wejście Polski do Unii Europejskiej przez pryzmat doniesień medialnych, różnych wydarzeń kulturalnych, które się w tamtym okresie odbywały. Było dużo koncertów, były spotkania polityczne, było wszystko relacjonowane w telewizji, to pamiętam. Cała otoczka wokół tego. Natomiast jakichś swoich prywatnych wspomnień nie mam, bo kiedy wchodziliśmy do Unii Europejskiej, miałam 16 lat. Więc tak sobie wtedy myślałam, że fajnie, bo jeszcze mam chwilę do osiągnięcia pełnoletności, kiedy zobaczymy, w którym kierunku te zmiany związane z tym, że weszliśmy do Unii Europejskiej, pójdą, jakie ułatwienia wejdą. I za te dwa lata, jak skończę 18 lat, trzy lata, kiedy skończę liceum, pomyślimy, zobaczymy, czy w jakiś sposób z tego skorzystam. Nie miałam też żadnych konkretnych obaw związanych z wejściem Polski do Unii Europejskiej. Bardzo wiele w tamtym okresie przeprowadzano różnych akcji informacyjnych, edukacyjnych, dotyczących zagrożeń, korzyści związanych z wejściem do Unii Europejskiej. Pamiętam, że nie były one wyrównane w takim sensie, że głośniej do głosu dochodziły te grupy czy aktywiści, czy organizacje, które przekonywały, że Unia Europejska przyniesie więcej korzyści. I ja przez ten pryzmat też na to patrzyłam. Skoro zapadła decyzja, że wstąpimy do Unii Europejskiej, to te oczekiwania były duże.
Do Unii Europejskiej wstąpiliśmy w maju, a ja pamiętam, że już w lipcu ludzie masowo zaczęli, ludzie młodzi, studenci, maturzyści, masowo zaczęli wyjeżdżać za granicę do pracy, bo otworzyła się taka możliwość. Wtedy, w 2004 roku, tylko kilka krajów umożliwiło Polakom legalną pracę. Była to przede wszystkim Wielka Brytania, więc pojechały tam tysiące ludzi. Ja miałam takie wrażenie, że nagle zabrakło, latem 2004 roku, na ulicach zabrakło moich 19, 20 letnich sąsiadów, bo wszyscy wyjechali. Niektórzy z zamiarem pozostania tam na dłużej, co najmniej na rok, a może i jeszcze dłużej. Przecież jechali z biletem w jedną stronę. Nie wiedzieli co ich tam czeka, a inni założyli sobie, że pojadą na dwa, trzy miesiące, zarobią pieniądze na studia i wrócą. I tak naprawdę skalę tych wyjazdów poznałam dopiero we wrześniu, w październiku, kiedy wróciłam do szkoły. Oni też wrócili. Oni mam na myśli moi sąsiedzi, którzy studiowali i pojechali na bardzo określony czas. Czy uczniowie szkoły, do której wtedy chodziłam. Wrócili to i opowiadali o tym, jak przez te dwa, trzy miesiące wyglądało ich życie. Ja byłam pełna podziwu dla tego, co robią, bo myślę sobie, że mieć 18-19 lat i wyjechać nie mając zbyt wielu informacji o miejscu, do którego się jedzie, to jest duże wyzwanie. Bo ten 2004 rok to jest czas, kiedy Internet nie wyglądał tak jak dzisiaj. Był mało powszechny, nie każdy miał do niego dostęp, strony zresztą były dużo uboższe, nie można było, nie było forów internetowych tak rozwiniętych jak teraz, o portalach społecznościowych nie wspominając.
Mam dwie koleżanki, które bardzo podziwiam. Wyjechały do Wielkiej Brytanii, obie zrobiły doktoraty, mieszkają do dzisiaj w środkowej Anglii. Natomiast dużo osób też wyjechało w związku z popularyzacją programu stypendialnego Erasmus, to było bardzo, bardzo popularne. Zresztą do dzisiaj jest, przecież masa młodych ludzi z tego korzysta.
Ja nie wyjechałam na żaden program stypendialny, ponieważ studiowałam prawo i zrobiłam sobie taką kalkulację, z której wynikało, że niespecjalnie zyskam wyjeżdżając. Biorąc pod uwagę, że na trzecim roku zaczęłam pracę w kancelarii adwokackiej, więc wolałam pracować i zdobywać doświadczenie w firmie, w której być może mogłabym zostać na dłużej niż jechać i studiować za granicą. Drugą kwestią były pieniądze, bo jednak ten wyjazd, tego rodzaju wyjazd zawsze się łączy z jakimiś wydatkami, a w tamtym czasie nie byłam w stanie ponieść tego kosztu.
Nigdy nie żałowałam, że sama nie wyjechałam za granicę, dlatego, że lubię mieszkać w Polsce. To jest moje miejsce. To jest kraj, w którym są setki kodów kulturowych, które rozumiem i które są dla mnie ważne. Rozumiem powody, dla których ludzie wyjeżdżają. Rozumiem powody, dla których zostali i rozumiem powody, dla których wrócili. Natomiast sama zawsze czułam, że jestem w odpowiednim miejscu. Miałam natomiast nadzieję, że w którymś momencie mojego jeszcze młodego życia sytuacja zmieni się do tego stopnia, że spowszedniają nam wyjazdy za granicę. Że to, że ktoś jedzie na weekend za granicę albo że jedzie na musical do Berlina, albo na wystawę do Wiednia, będzie czymś w miarę naturalnym. Że będzie można ot tak kupić bilet na pociąg międzynarodowy, o tanich liniach lotniczych nie wspominając, że będzie to w zasięgu finansowym każdego zarabiającego człowieka. Że będziemy mogli z tego korzystać. Na to liczyłam, na to czekałam. Bo to też nie stało się od razu. Pamiętam, że w czasie moich studiów, które przypadły na lata 2006-2012 no jeszcze, jeszcze ludzie nie podróżowali tak masowo za granicę jak teraz. Ale poszło to na szczęście finalnie w tym kierunku, w którym oczekiwałam, że pójdzie. Tak więc sama nigdy nie żałowałam, że nie wyjechałam za granicę, bo to była też decyzja podyktowana tym, że chciałam pracować w Polsce, zdobywać tutaj pierwsze doświadczenia i później przekuwać je w coś więcej. Ale liczyłam na to, że warunki naszego życia zmienią się na tyle, że nigdy nie będę już więcej czuła się "ubogą krewną", która wyjeżdża za granicę.
Dane o obiekcie
-
Nazwa / Tytuł
Martyna Kośka -
Twórca / Wytwórnia
Kośka, Martyna (świadek historii); Rottermund-Taraszkiewicz, Elżbieta (prowadzący/a rozmowę); Gil, Paweł (operator kamery) -
Rodzaj
-
Kategoria
-
Zakres chronologiczny
-
Data wykonania
03/09/2025 -
Czas trwania
0h 9min 23sek -
Miejsce
-
Numer inwentarzowy
MHP-07-3208 -
Klasyfikacja praw autorskich
-
Permalink
Opis
Relacja Martyny Kośki dotyczy doświadczeń młodego pokolenia Polaków na przełomie XX i XXI wieku w kontekście otwarcia granic i wejścia Polski do Unii Europejskiej. Rozmówczyni wspomina swój pierwszy wyjazd zagraniczny do Niemiec w 2002 roku, poczucie cywilizacyjnego dystansu między Polską a Europą Zachodnią oraz medialną i społeczną atmosferę wokół akcesji do UE. Opowiada o masowych wyjazdach młodych ludzi do pracy i na studia po 2004 roku, programie Erasmus, własnej decyzji o pozostaniu w Polsce oraz o stopniowym powszednieniu podróży zagranicznych jako ważnej zmianie cywilizacyjnej.