Bitwa o Monte Cassino. Czy Polacy zadecydowali o zwycięstwie? - Mediateka - Muzeum Historii Polski w Warszawie SKIP_TO
Wizyta w muzeum Przejdź do sklepu
Podcasty
Audio

Bitwa o Monte Cassino. Czy Polacy zadecydowali o zwycięstwie?

13/08/2024

Transkrypcja

18 maja 1944 roku trębacz obwieścił zdobycie ruin klasztoru Monte Cassino.  W czwartej bitwie o tę pozycję  udało się to wojskom 2 Korpusu Polskiego pod  dowództwem generała Władysława Andersa.  Dlaczego polskim żołnierzom przyszło walczyć właśnie tam?  Jak wyglądały walki w niebywale trudnym górskim terenie I jak to się w ogóle  stało, że żołnierze Armii Polskiej trafili na front włoski?  2 Korpus Polski był nie tylko formacją wojskową, ale ogromnym projektem ratowania  Polaków przed śmiercią i terrorem.  W początkach 1942 roku wraz z generałem Andersem Związek Sowiecki opuściło ponad  100 tysięcy Polaków, z czego ponad 30 tysięcy cywilów.  Jak potoczyły się ich dalsze losy?  Jak po II wojnie światowej nagrodzono wysiłki Andersa i jak współcześnie wypada  nam pamiętać o bitwie pod Monte Cassino?  O tym wszystkim rozmawiam z profesorem Tadeuszem Kondrackim, historykiem  wojskowości z Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk.  

 

Część pierwsza. Bitwa nr 4.  

 

- Panie profesorze, bitwa pod Monte Cassino to jedna z takich naszych  narodowych świętości.  W tym roku obchodzimy jej 80 rocznicę, ale bitwa pod Monte Cassino,  to, co Polacy nazywają bitwą pod Monte Cassino, była w historii wojskowości  czwartą bitwą pod Monte Cassino. Mam rację?  

 

- Tak jest. To była czwarta bitwa.  Pierwsza bitwa o Monte Cassino to jest styczeń 1944 roku.  Druga bitwa to jest luty, potem marzec, no i w kwietniu Polacy już  przygotowywali się do wejścia do walki we Włoszech, tej właśnie  bitwy o Monte Cassino.  Bitwa z udziałem Polaków rozpoczęła się w  nocy z 11 na 12 maja 1944 roku uderzeniem  na całym na całej długości frontu. Przy czym kluczowym rejonem  działań był rejon w dolinie Doliny Liri i klasztoru na Monte Cassino.  Dlaczego to miejsce było tak niebywale istotne?  Otóż była to jedyna droga prowadząca z południa od strony Neapolu  w kierunku Rzymu.  Wybicie drogi przez dolinę Liri było naczelnym imperatywem wszystkich uderzeń  alianckich w okresie od stycznia do maja 1944 roku.  Dopiero uderzenie czwarte, z decydującym udziałem 2 Korpusu Polskiego  zadecydowało o tym, że ten cel został osiągnięty.  

 

- Czy mam rozumieć, że to trochę tak, że gdzie diabeł nie może, tam Polaka pośle?  Czy to jest tak, że Polakom się udało, to dlaczego wcześniej  sprzymierzonym się nie udało?  

 

- Problem polegał na tym, że na siłę pozycji niemieckiej w rejonie  Monte Cassino, w masywie Monte Cassino składały się przede wszystkim  liczne umocnienia.  Poza tym sam teren był wybitnie sprzyjający obronie.  Kto był na Monte Cassino, ten na pewno zdaje sobie sprawę, że przebicie się do  Doliny Liri na odcinku uderzenia 2 Korpusu Polskiego to była  rzecz bardzo, bardzo trudna.  Trzeba było atakować w terenie górzystym, w terenie niemal całkowicie odkrytym  na widoku żołnierzy niemieckich.  A poza tym, co jest niezmiernie istotne, sam przeciwnik narzucał  tutaj bardzo surowe warunki.  Jako że przeciwnikiem Polaków w Bitwie o Monte Cassino były doborowe  jednostki niemieckie, w tym zwłaszcza spadochroniarze.  20 maja to jest dokładnie rocznica największej operacji desantowej  niemieckich wojsk spadochronowych na Krecie w 1941 roku.  Na Krecie wojska spadochronowe  niemieckie poniosły ciężkie straty i to zadecydowało o tym, że  od tej pory były używane przede wszystkim do działań lądowych.  Jako zwykła piechota.  Jako zwykła piechota. Doborowa piechota.  No i rzeczywiście padło na Polaków, że to im przyszło pokonywać  opór wojsk niemieckich.  Dodatkowy czynnik był tego typu, że polskie uderzenie w  rejonie masywu Monte Cassino w nocy z 11 na 12 maja zbiegło się z luzowaniem  niektórych pododdziałów niemieckich.  W efekcie na pozycjach były podwójne składy żołnierzy.  To oczywiście na pewno  sprzyjało obronie, a utrudniało niebywale polskie uderzenie.  I stąd polskie straty.  I stąd fakt, że bitwa o Monte Cassino z udziałem Polaków  trwała jednak około tygodnia.  

 

- Tydzień walk to dużo, prawda?  

 

- No dużo. Była przerwa, co prawda między między dwoma polskimi uderzeniami.  Pierwsze uderzenie, jak już mówiłem, zaczęło się w nocy z 11 na 12 maja.  Natomiast drugie uderzenie, które zadecydowało o polskim zwycięstwie  było datowane na 17 maja.  Natomiast pierwsze wstępne działania tego decydującego uderzenia  no to jest jeszcze 16 dzień maja.  I to drugie uderzenie wykonywane już właściwie bardzo wątłymi  siłami polskiej piechoty, która była już bardzo przetrzebiona we  wcześniejszych walkach  zadecydowało o powodzeniu, zadecydowało o zwycięstwie.  Tutaj trzeba dodać, że o zwycięstwie  aliantów w czwartej bitwie o Monte Cassino  zadecydował wysiłek wszystkich wojsk alianckich.  Tutaj należy oddać Francuzom, którzy naciskając Niemców w górach Aurunci  spowodowali, że jednak ta presja na pozycje niemieckie była tak silna,  z głównym udziałem oczywiście naszych żołnierzy, że ostatecznie ta obrona po  prostu pękła i wymusiła ewakuację pozycji niemieckich  w masywie Monte Cassino.  Ostatnią pozycją zajętą przez naszych żołnierzy były same  ruiny klasztoru Monte Cassino. O czym mało się mało się pamięta.  Nasi żołnierze wzięli do niewoli 18 żołnierzy niemieckich.  Z tym związana była dość takie, bym powiedział,  dramatyczne oskarżenie strony polskiej przez niektórych dziennikarzy  i historyków niemieckich o wymordowanie  tych ludzi w ruinach klasztoru Monte Cassino.  Tymczasem, jak śledztwo późniejsze wykazało  było to całkowicie zmyślone.  Polacy nikomu spośród 16 rannych  i dwóch sanitariuszy nikomu niczego złego nie zrobili.  Sprawę te wyjaśnił i całkowicie naświetlił  jeden z Niemców wziętych do niewoli w ruinach klasztoru Monte Cassino.  

 

- Panie profesorze, zanim jeszcze zdążymy powiedzieć o tym, kto  walczył, to chciałem jeszcze na sekundkę  powiedzieć dwa słowa o samym klasztorze Monte Cassino.  To jest miejsce wyjątkowo ważne w ogóle nie tylko dla kultury krajów włoskich,  kultury Włoch, ale w ogóle dla kultury europejskiej.  To założenie klasztorne, jeszcze z głębokiego średniowiecza.  Miejsce wyjątkowe i symboliczne, ale ono  stało się ruinami tak naprawdę nie pod  wpływem ataków polskich, ale jeszcze wcześniej, we wcześniejszej części roku  1944, alianci zdecydowali o zbombardowaniu tego klasztoru.  To barbarzyństwo.  

 

- Konkretnie chodzi o luty 1944 roku, drugą bitwę o Monte Cassino,  Część dowódców alianckich z udziałem dowódcy korpusu nowozelandzkiego  generała Freyberga uznała, że klasztor stanowi na tyle silny  punkt oporu niemieckiego, że  należy go wyeliminować poprzez bombardowanie.  Tymczasem prawda była taka, że wojska niemieckie zajmowały pozycje  u szczytu wzgórza Monte Cassino, ale nie zajmując samego klasztoru.  Natomiast bombardowanie sprawiło, że rumowisko klasztoru stało się  bastionem trudnym do pokonania.  W efekcie, per saldo, okazało się, że bombardowanie klasztoru Monte Cassino  było skrajnym błędem od strony wojskowej.  Pomijając aspekt, jednak jakim było zniszczenie tej kolebki  cywilizacji europejskiej.  

 

- Pozwoliłem sobie o tym wspomnieć, bo ci, którzy nieco lepiej znają  historię kampanii włoskiej, walk we Włoszech, będą pamiętali o tym, że  Rzym na przykład – drogę, do którego wyrąbywali sobie alianci  pod Monte Cassino – został ostatecznie miastem otwartym.  Walki o Rzym się się nie toczyły i wśród jednej z  interpretacji podaje się to, że nawet i sami Niemcy, którym wszelakie  barbarzyństwa byśmy przy okazji II wojny światowej przypisali,  nie chcieli toczyć walk, nie chcieli bronić Rzymu, żeby też  i miasta nie zniszczyć. To polega na prawdzie?  Rzeczywiście było w tym coś?  

 

- Z Rzymem sprawa jest tego typu, że gdyby Niemcy zdecydowali się na obronę  Rzymu, wówczas ich wojska tam zaangażowane byłyby stracone właściwie dla  przyszłych walk, ponieważ doszłoby do okrążenia Rzymu i  walk w samym mieście, co musiałoby się skończyć  jednak zniszczeniem tych wojsk. Niemcy zdecydowali się na wycofanie sił.  Czemu sprzyjały okoliczności takie jak właśnie przerwanie linii  Gustawa w rejonie Monte Cassino. To raz.  A po drugie działania alianckie z przylądka pod Anzio.  Także przyczółek pod Anzio tutaj odegrał istotną rolę jako ten straszak, który  wymusił ewakuację wojsk niemieckich na północ.  Tutaj jeszcze trzeba uwzględnić fakt decyzji dowódcy piątej armii amerykańskiej  generała Clarka, który przedłożył ponad zniszczenie wojsk niemieckich w rejonie  Rzymu, wkroczenie w nimbie bohatera i triumfatora do Wiecznego Miasta.  

 

- Zostawmy proszę Rzym.  Wróćmy jeszcze na chwilę do Monte Cassino.  Chciałbym, żebyśmy powiedzieli sobie, kto właściwie walczył pod Monte Cassino ze  strony polskiej o 2 Korpusie generała Władysława Andersa i jego żołnierzach,  o ich epopei, opowiemy sobie za chwilę w drugiej części naszej rozmowy.  Ale tak konkretnie, jakie jednostki i kim byli żołnierze z jednostek, które  szturmowały Monte Cassino w maju 1944 roku?  

 

- 2 Korpus Polski, który zadecydował o zwycięstwie alianckim w czwartej bitwie o  Monte Cassino, składał się z ponad 40 tysięcy  żołnierzy, około 44 tysięcy żołnierzy.  Główną siłą drugiego korpusu były wielkie jednostki piechoty  dwie dywizje, mianowicie 3 Karpacka dywizja oraz 5 Kresowa Dywizja Piechoty.  5 Kresowa, 3 Karpacka. Te dwie jednostki.  W momencie przygotowywania polskiego udziału w Bitwie o Monte Cassino  ich dowódcy losowali pas natarcia, ponieważ pas natarcia  w rejonie masywu Monte Cassino Dotyczył obszaru od pozycji  wyjściowych aż do Doliny Liri.  Trzeba było zdecydować, który pas natarcia przypadnie której dywizji.  Otóż karpatczykom, Dywizji Karpackiej przypadł pas natarcia  szczególnie trudny, przez grzbiet Głowa Węża, wzgórze 593 i 569,  aż do folwarku Albaneta.  Uderzenie na folwark Albaneta i przełamanie tej pozycji niemieckiej  właściwie kończyło bitwę, ponieważ Niemcy traciliby w tej sytuacji  możliwość w ogóle obrony masywu Monte Cassino.  Natomiast 5 Dywizja Kresowa walczyła bardziej na północ.  Jej pasem natarcia był odcinek od wzgórza  zwanego Widmem, poprzez San Angelo  aż po ostatnie pozycje niemieckie przełamywane przez Kresowiaków,  a mianowicie pozycje na wzgórzu 575.  Nie jest kwestią przypadku, że po bitwie pomniki obu tych dywizji, tych głównych  czynników polskiego zwycięstwa pod Monte Cassino stanęły właśnie na  szczególnie skrwawionych, miejscach, a mianowicie  pomnik 3 Dywizji Karpackiej na wzgórzu 593.  Zresztą pomnik ten jest widoczny doskonale z klasztoru.  Natomiast pomnik 5  Kresowej Dywizji Piechoty stanął na wzgórzu 575, a więc w tych miejscach,  które zadecydowały o powodzeniu obu polskich dywizji.  Oprócz piechoty, która tutaj odegrała decydującą rolę, a która rzeczywiście  poniosła niezmiernie ciężkie straty, to trzeba przyznać.  W sumie na straty polskich piechurów przypadła zdecydowana większość poległych,  a tych poległych było pod Monte Cassino ponad 900.  Prawie trzy tysiące rannych, nie licząc trzystu kilkudziesięciu  żołnierzy zaginionych.  Większość tych strat przypadła na piechotę.  Oprócz obu dywizji piechoty pod Monte Cassino  wyróżniła się również 2 Brygada Pancerna, która walczyła przede wszystkim  na odcinku tak zwanej gardzieli, a więc przełęczy oddzielającej pasy natarcia  5 ddwizji od pasa natarcia 3 Dywizji Karpackiej.  A zatem to był wspólny wysiłek polskich piechurów i  polskich pancerniaków.  Nie licząc oczywiście artylerzystów, którzy przez cały czas  bitwy również dławili niemiecki opór na tyle, na ile to było możliwe.  

 

- Panie profesorze, a zatem zanim trębacz  18 maja 1944 roku mógł dać do zrozumienia  urbi et orbi, że Monte Cassino jest polskie, zostało zdobyte i alianci  mają otwartą drogę na Rzym.  Straty były ogromne.  Proszę powiedzieć, jak na to  patrzy dzisiaj historyk wojskowości ex post.  Było warto?  

 

- Odnośnie strat. Straty były duże, ale były rzeczywiście  uwzględniając warunki terenowe, uwzględniając klasę przeciwnika  były bym powiedział akceptowalne. Tak to trzeba ująć.  Jest faktem, że przed samym decydującym uderzeniem Polaków pod Monte  Cassino, proszę państwa, strona brytyjska przygotowywała czynniki odpowiedzialne  za kwestie przygotowywania cmentarzy polowych,  przygotowywała ponad 3000 grobów,  czyli kopano ponad 3000 grobów z myślą o żołnierzach 2 Korpusu.  Ostatecznie tych poległych było jedna trzecia, niespełna tysiąc.  A zatem te straty były mniejsze, niż oczekiwali alianci.  Tutaj trzeba dodać, że we wszystkich walkach o Monte Cassino,  we wszystkich szturmach przed owym czwartym, w którym decydującą rolę  odegrali Polacy, alianci stracili 50 tysięcy zabitych i rannych. 50 tysięcy.  Także straty Polaków w czwartej bitwie  w świetle tych danych rysują się, jako bym powiedział,  per saldo niewielkie, uwzględniając, jak mówię,  uwarunkowania terenu i przeciwnika.  Tutaj trzeba należne oddać oczywiście naszym poprzednikom, którzy rzeczywiście  wielką daninę krwi złożyli w wcześniejszych walkach o klasztor.  Ja szczególnie jestem przywiązany do mojej faworytnej formacji alianckiej, jaką  są Gurkhowie nepalscy walczący w składzie wojsk indyjskich w rejonie Monte Cassino.  Rzeczywiście Gurkhowie byli bliscy wejścia do klasztoru.  Ale przybici niemieckim ogniem z góry byli zmuszeni po dwóch dobach silnego  oporu wycofać się na pozycje wyjściowe.  Faktem jest, że alianci dokonali tam cudów męstwa i  należne trzeba oddać wszystkim żołnierzom, którzy obok Polaków walczyli  w tej sławnej batalii.  

 

Część druga. Droga do Włoch.  

 

- Panie profesorze, mówimy o bitwie pod Monte Cassino.  Mówiliśmy o tym, jak sprawnie spisali się i mężnie żołnierze  2 Korpusu Polskiego, Dywizja Karpacka, Dywizja Kresowa.  Pozwólmy sobie może w drugiej części naszej rozmowy na rozwinięcie tego tematu,  bo to wcale nie jest oczywiste, jak właściwie Polacy znaleźli się we Włoszech?  Jak to się stało, że generał Anders i ponad 40 tysięcy jego żołnierzy walczyli  właśnie o Albanetę i ostatecznie zdobyli Monte Cassino?  Bo cała ta bardzo skomplikowana historia, którą spróbujemy teraz  w skrócie opowiedzieć, ona się zaczyna w 1941 roku, po części właściwie  to i w 1939, ale my ją zacznijmy w 1941 roku.  Związek Sowiecki przyjmuje zaskoczony, chyba zaskoczony, jednak  atak III Rzeszy Niemieckiej.  I następuje coś nieoczekiwanego, bo II Rzeczpospolita, która znajdowała się w  stanie niewypowiedzianej wojny ze Związkiem Sowieckim, zaczyna być  traktowana jako, może nie bardzo chciany przez Stalina, ale jednak sojusznik.  I co następuje później?  

 

- Rzecz polega na tym, że Sowieci byli zmuszeni do zawarcia swego rodzaju  kompromisu z Polakami do podpisania układu Sikorski-Majski, bo  od niego się zaczęło 30 lipca 1941 roku.  I ten właśnie układ otworzył drogę do powstania Armii Polskiej w ZSRR.  Na czele tej armii stanął generał dywizji Władysław Anders.  I to właśnie to właśnie od owych dokumentów z lipca i sierpnia  1941 roku datuje się historia,  tak de facto, historia Bitwy o Monte Cassino.  I generał Anders przecież też jest właściwie wprost wyciągnięty  z sowieckiego więzienia.  No tak, generał Anders do wydarzeń, o których mówimy, do  do zawarcia owego kompromisu polsko-sowieckiego,  był więźniem Łubianki, czyli  najbardziej takiego spektakularnego miejsca odosobnienia w  Związku Sowieckim przy centralnym placu Moskwy.  Także to rzeczywiście  był zwrot w dziejach tych ludzi zasadniczy.  Ci, którzy do niedawna jeszcze byli zesłańcami, ci, którzy do niedawna byli  jeszcze łagiernikami, odzyskiwali wolność.  

 

- Myślę, że to trzeba powiedzieć naszym słuchaczom, że to, co się działo  jesienią, późnym latem i jesienią 1941 roku,  było bezprecedensowe, bo po pierwsze w  systemie Gułag, czyli w tym systemie obozów sowieckich, nie było wcześniej,  w trakcie całego jego istnienia,  ówcześnie on liczył sobie już blisko 20 lat,  założony w czasach jeszcze Lenina, aby tak duża, konkretnie nazwana grupa więźniów  została stamtąd wypuszczona bardzo często, bardzo niechętnie, ale jednak wypuszczona.  Ci Polacy, obywatele polscy, którzy docierali do miejsc zbiórki, byli  bardzo często w fatalnym stanie zdrowia.  Niejeden dotarł i nie poszedł już dalej, bo wyzionął ducha.  Po prostu w miejscach zbiórki.  To było bardzo wyjątkowe w ogóle dla takiego esprit de corps  całej armii Andersa.  

 

- Jest faktem, że cały szlak Armii Polskiej w ZSRR, a później Armii Polskiej na  wschodzie znaczony jest polskimi cmentarzami.  Tak było jeszcze w okresie tym właśnie sowieckim, rosyjskim.  Tak było w momencie ewakuacji tych wojsk do Azji Centralnej sowieckiej.  I tak było w Iranie, Iraku i na całym długim szlaku  prowadzącym ze Związku Sowieckiego aż na pola bitew kampanii włoskiej.  

 

- Powiedzmy sobie w takim razie Władysław Anders w latach 1941-42 stoi na czele  Armii polskiej w Związku Sowieckim.  Tymczasem jesienią 1941 roku i zimą 1941 roku Sowieci skutecznie bronią Moskwy.  Zaczynają naciskać na Polaków, aby ci weszli do walki  dywizja po dywizji. Na to Polacy nie chcą się zgodzić.  Dochodzi do poważnego konfliktu i dzieje się rzecz bezprecedensowa.  Józef Stalin zgadza się na to, aby ci lepiej, gorzej wyposażeni i  umundurowani polscy żołnierze opuścili granice Związku Sowieckiego.  Dlaczego właściwie Stalin się na to zgadza?  

 

- To była czysta, polityczna kalkulacja.  Wiadomo było, że blitzkrieg niemiecki się wyczerpuje,  że strona sowiecka coraz skuteczniej stawia opór.  W tym momencie nawet wejście do walki na froncie wschodnim polskich oddziałów nie  stanowiłoby istotnego czynnika militarnego.  Natomiast politycznie było to wojsko bardzo niewygodne  dla strony sowieckiej, jako że gdyby to wojsko było w stanie dojść do kraju,  wyzwolić Polskę, wówczas szanse reżimu sowieckiego na  narzucenie Polsce swoich porządków byłyby zniwelowane w dużym stopniu.  Także z punktu widzenia politycznego  dla Stalina było wygodniej pozbyć się Polaków.  Przy czym, zaznaczam, to był już moment, kiedy obecność Polaków na froncie  wschodnim nie była już specjalnie cenna z punktu widzenia militarnego.  

 

- Myślę, że tutaj postawmy kropkę nad i, bo pan powiedział, że  gdyby Polacy pod wodzą Władysława Andersa poszli prosto ze Związku Sowieckiego na  ziemie polskie, to po prostu było wojsko silnie patriotyczne, bardzo mocno,  jednoznacznie antykomunistyczne, też pewnie po doświadczeniach z łagrów  trudno, żeby było inaczej.  Ale innymi słowy, gdyby to nie Zygmunt Berling, jak ostatecznie się stało, a  Władysław Anders był tym głównym polskim wojskowym po prostu  komuniści mieliby znacznie trudniejszy polityczny  orzech do zgryzienia.  

 

- Rosjanie rozgrywali sprawę polską tak, jak im było najwygodniej, a w tej  koncepcji obecność silnego polskiego wojska na froncie  wschodnim się nie mieściła.  Trzeba było Polaków jako czynnik polityczny wyeliminować,  usunąć, a docelowo w sensie propagandowym po prostu zniszczyć.  - Przejdźmy dalej. Andersowcom udaje się wyjść ze Związku Sowieckiego  i zaczyna się cała epopeja.  Co się dzieje po opuszczeniu tej armii polskiej,  już nie w ZSRR, a na Bliskim Wschodzie?  Co się dzieje z nimi dalej?  

 

- Wojsko opuszcza Związek Sowiecki w 1942 roku.  Część na początku 1942 roku, Główne siły w sierpniu 1942 roku.  Żołnierze trafiają przez Krasnowodzk do Iranu, a potem do Iraku.  I tam właśnie na Bliskim Wschodzie, we wrześniu 1942 roku  powstaje Armia Polska na Wschodzie.  To jest ten czynnik wojskowy, który zbiera  siły do zaangażowania się w przyszłe walki.  I z tej właśnie siły, jaką była Armia Polska na Wschodzie  latem 1943 roku wydzielono 2 Korpus już  jako ten czynnik bojowy, który miał być  użyty w kampanii włoskiej.  

 

- I właściwie dlaczego się stało tak, że sprzymierzeni zdecydowali się na Włochy?  A czemu nie Grecja na przykład?  

 

- No, to jest kwestia długich dywagacji i długich rozważań, jaki  kierunek byłby najbardziej dogodny od strony wojskowej, ale również politycznej.  Tutaj trzeba uwzględnić rachuby między innymi premiera Churchilla,  Brytyjczyka, który miał nadzieję, że przez  uderzenie w miękkie podbrzusze Europy od strony Morza Śródziemnego uda mu się  zmarginalizować czynnik sowiecki na froncie walki z Niemcami.  To jak wiadomo, się nie powiodło.  Ostatecznie zwyciężyła koncepcja uderzenia na Półwysep Apeniński,  co było od strony politycznej niespecjalnie wydajne.  Chociaż od strony wojskowej jednak w jakiś sposób angażowało znaczne siły niemieckie.  Per saldo w znacznym stopniu osłabiło ogólny potencjał III Rzeszy.  

 

- Kończąc jeszcze wątek samych Włoch i tej inwazji.  Przecież jeżeli spojrzymy tak z lotu ptaka na całość walk toczonych w latach 1943-45,  na terenie Włoch,  wspomniał Pan o tym, że to było, powiedzmy, nie w pełni wydajne.  Przecież ta kampania toczyła się właściwie dwa lata.  10 lipca 1943 roku rozpoczęła się inwazja na Sycylię.  Stopniowo, krok po kroku, alianci szli na północ.  Ale przecież Bolonia to jest wiosna 1945 roku.  Kwiecień 1945 roku.  Strasznie, strasznie dużo czasu  alianci, może tak prowokacyjnie powiem, zmitrężyli w tych Włoszech.  

 

- Warunki były fatalne w kampanii włoskiej.  Znaczy trzeba uwzględnić przede wszystkim fakt, że mamy długi ten but włoski.  Plus do tego jeszcze warunki terenowe,  czyli Apeniny warunki górskie to jest to, czego w pełni  zaznaliśmy w Bitwie o Monte Cassino, właśnie warunki górskie.  Tam dobrze zorganizowana obrona  wojsk niemieckich, doborowych wojsk niemieckich, jednak była tym  czynnikiem, który narzucał dynamikę boju i wymuszał na  wojskach alianckich jednak postępy stosunkowo powolne i postępy  obarczone ciężkimi niestety stratami.  

 

- Panie profesorze, to jeszcze kończąc, czy zbliżając się do końca tej naszej drugiej  części rozmowy, to chciałem jeszcze wrócić do tego,  co działo się na Bliskim Wschodzie. Wspomniał pan o Iranie, o Iraku.  Także Palestyna jest tutaj istotnym elementem, jeżeli chodzi o obszary,  gdzie ześrodkowane były wojska polskie na wschodzie.  Ten czas, lata 1942, 1943, 1944 do pewnego stopnia pewnie też,  to był czas bardzo ważny, jeżeli chodzi o formowanie wojska, ale też jeżeli  w ogóle chodzi o formowanie ludzi.  Ogromna praca edukacyjna, ogromna praca poza stricte wojskowa, o której  chyba warto dzisiaj przypomnieć.  Ci ludzie, którzy opuścili łagry i w jakimś sensie trzeba było ich odżywić,  przywrócić ich do życia to jedno,  ale też ogromna liczba polskich sierot, to było  więcej niż polskie wojsko.  To była w sensie ścisłym w ogóle Polska na emigracji.  Wielkie dzieło tych lat 1942-43, chyba mało pamiętane w Polsce dzisiaj?  

 

- Jest faktem, że z generałem Andersem Rosję opuściło  ponad 100 tysięcy Polaków.  Z tego żołnierzy było 70 kilka tysięcy, resztę stanowili cywilni uchodźcy.  Proszę państwa, 2 Korpus, o czym rzadko się pamięta, to była nie  tylko nie tylko formacja wojskowa, ale  również wielki program ratowania polskiej  substancji demograficznej, ratowania ludzi, którzy przeszli przez  gehennę Związku Sowieckiego.  Jest faktem, że u boku 2 Korpusu, u boku jednostek wojskowych istniały polskie  szkoły, istniały polskie obozy cywilne, ludności cywilnej.  Ludzie, którzy wyszli z generałem Andersem z Rosji, rozeszli się po całym świecie,  trafili do Meksyku sieroty trafiły do Nowej Zelandii.  Polscy uczniowie, polskie dzieci, polska młodzież znalazła się w Indiach.  Znalazła się w Afryce Wschodniej, w Afryce Południowej.  A zatem, proszę Państwa, jak wielkie dzieło ratowania substancji  narodowej było udziałem również Armii Polskiej na Wschodzie.  

 

Część trzecia. Pamięć o bitwie.  

 

- Panie profesorze, ostatnia część naszej rozmowy.  Mamy już lata 1945-46.  Jest po zakończeniu działań wojennych II wojny światowej.  Tymczasem rząd w Warszawie, rząd kontrolowany przez  komunistów de facto, choć złożony także z polityków emigracyjnych,  Stanisław Mikołajczyk jest w tym rządzie wicepremierem,  podejmuje decyzję, która dziś jest szokująca.  Jest zupełnie niezrozumiała.  Budzi oburzenie, żeby nie powiedzieć jeszcze ostrzej.  Pozbawieni polskiego obywatelstwa zostają wybitni polscy wojskowi, wyrzuceni w ten  sposób poza margines wspólnoty narodowej.  Władysław Anders jest jednym z tych ludzi.  Władysław Anders nie doczekał się za swojego życia w  Warszawie pomnika, nie doczekał się ulicy.  Dziś ją ma, ale to dopiero w III RP.  Dlaczego stało się tak, że w latach bezpośrednio po II wojnie światowej  Władysław Anders nie tylko nie był bohaterem,  ale wręcz był jakąś postacią bête noire  w ogóle w propagandzie komunistycznej w Polsce.  Jak to się stało?  

 

- No jest faktem, że 2 Korpus  był traktowany w propagandzie krajowej, ówczesnej  jako ten właśnie czynnik,  w sensie politycznym, absolutnie negatywny,  absolutnie zasługujący na przekreślenie.  Bardzo wyraźnie widać, że propaganda ówczesna reżimowa w  Polsce kładła nacisk na to, aby  zdecydowanie przeciwstawić wysiłek  żołnierza kierownictwu polityczno-wojskowemu.  W tym właśnie ciągu zdarzeń mieści się pozbawienie obywatelstwa generała Andersa.  Przy czym ja osobiście bym podkreślił fakt, że ówczesne władze w kraju, które  mieniły się być władzami polskimi, prawem kaduka, dokonały tego  czynu, ponieważ one faktycznie nie miały jakichkolwiek  przesłanek moralnych, politycznych, aby takiego czynu dokonać.  Po prostu były to władze absolutnie nieprawne, bezprawne.  

 

- To niewątpliwie były władze uzurpatorskie, dodajmy tylko, bo nie muszą tego wszyscy  nasi słuchacze wiedzieć, że taką  próbą zracjonalizowania, podania od razu – tu  się zgadzamy z panem profesorem – kłamliwej i nieprawdziwej, ale jednak  podstawy było to, że ci wojskowi,  między innymi generał Władysław Anders,  oni znajdują się na Zachodzie, znajdują się w podległości służbowej, można  powiedzieć nie władzy polskiej uznawanej międzynarodowo.  Istniał na Zachodzie w owym czasie, jeżeli dobrze pamiętam, już chyba istniał  Polski Korpus Przysposobienia i Rozmieszczenia i to była jednostka,  w którą przewoluowały polskie siły zbrojne na zachodzie.  I to była z punktu widzenia formalnego jednostka wojskowa brytyjska.  I zdaje się, że to było podstawą tej tej haniebnej i skandalicznej decyzji.  Ale tak jak powiedziałem, tu się zgadzamy, że był to tylko i wyłącznie  polityczny pretekst, nie miało to przecież nic wspólnego z rzeczywistością.  Bo prawda jest taka myślę, że te fakty po prostu to  potwierdzają, że Władysław Anders jest bohaterem.  Na pewno jest bardzo ważną postacią polskiej II wojny światowej, który się  zasłużył w działaniach na rzecz niepodległości.  To, co pan profesor powiedział, choćby o działaniach, bo działania bojowe to jedno,  o tym mówiliśmy, ale również wspomnieliśmy o tych działaniach na rzecz  zachowania substancji narodowej.  Ja chciałbym, żebyśmy spojrzeli na pamięć o Andersie, ale też o jego  żołnierzach, bo to bardzo ważne.  Generał Anders i jego żołnierze to jedno.  Gdybyśmy na przykład spojrzeli na dziesiątą rocznicę  bitwy pod Monte Cassino. Mamy rok 1954.  Tego w Polsce,  wówczas Polska jeszcze jest w tej najgorszej fazie komunizmu,  w fazie stalinowskiej.  Tego w Polsce nikt nie świętuje.  

 

- Ale oczywiście, 1954 rok w ogóle nie ma mowy o świętowaniu.  To jest najczarniejszy okres polskiego stalinizmu.  Także faktycznie w 1954 roku rocznicę dziesiątą bitwy o Monte Cassino świętują  wolni Polacy za granicą.  Polskie organizacje kombatanckie w  Wielkiej Brytanii, w Stanach Zjednoczonych i w innych miejscach na zachodzie.  One, owszem, mają możliwość i z tej możliwości w pełni korzystają.  Ja swego czasu rozmawiałem ze  śp. Stanisławem Żurakowskim, który opowiadał, jak  razem z kolegami pojechali właśnie w  maju 1954 roku pod Monte Cassino i tam wędrowali świeżymi jeszcze  ścieżkami po bitwie z maja 1944 roku.  To właśnie wtedy pan Staszek Żurakowski podnosił z ziemi  fragmenty pocisków, odłamki,  fragmenty drutu kolczastego i potem nadawał temu  w swoim warsztacie formę plastyczną jakby relikwii,  które potem zawieszał na ścianie i obdarowywał nimi swoich przyjaciół.  Także widać, że na zachodzie kultywowanie pamięci o bitwie o  Monte Cassino dokonywało się permanentnie, bez żadnych przerw.  Natomiast w kraju  oczywiście było to podporządkowane ówczesnym imponderabiliom  władz komunistycznych.  

 

- No właśnie, ale te się zmieniały, bo to jednak gdybyśmy tylko się trzymali  tych okrągłych rocznic. Rok 1964. Rok 1974.  Przecież Melchior Wańkowicz wraca do kraju.  Melchior Wańkowicz oczywiście w tym kontekście ważny jako  autor takiego reportażu ogromnie istotnej książki dla legendy, ale też  dla pamięci o Monte Cassino.  Początkowo ta jego ogromna publikacja w kraju ukazała się w ogóle  w takiej skróconej formie jako „Szkice spod Monte Cassino”.  Taka wersja mocno okrojona, podcenzurowana.  Ale stopniowo mijały kolejne dziesięciolecia i doszliśmy  do takiej sytuacji, że w latach 80.,  i tutaj kontekst szybki do nakreślenia jest taki, że  ówcześnie Polską rządzi generał Wojciech Jaruzelski.  Jest trzy lata po wprowadzeniu stanu wojennego i stan wojenny złamał  kręgosłup Solidarności kontestującej bardzo silnie reżim komunistyczny.  Generał Jaruzelski próbuje tak przedstawić siebie i zbudować taki  obraz człowieka opatrznościowego, wielkiego patrioty, który uchronił Polskę  przed rozpadem, przed klęską.  I w tym rozpisywaniu na partytury tej pieśni o polskości i patriotyzmie.  Jaruzelski idzie tak daleko, że zaczyna sobie przypominać o rozmaitych  tradycjach sięgających II RP.  Ot, choćby Polska Kompania Reprezentacyjna, komunistyczna,  zostaje ubrana w rogatywki, co jest takim najbardziej  chyba jasnym przykładem.  Ale też i okazuje się, że andersowcy, żołnierze Andersa, ale i  sam Anders w latach 80.,  zaczyna wracać w ogóle do panteonu ważnych  postaci polskiej historii II wojny światowej.  

 

- Ale nie dla generała Jaruzelskiego, który jak był pod Monte Cassino, to cudów  dokonywał, żeby tylko ominąć grób dowódcy korpusu.  A kwiaty złożył wyłącznie na grobie generała Ducha.  Dowódcy 3 Dywizji Karpackiej.  Także tutaj stosunek generała Jaruzelskiego do  generała Andersa pozostał wysoce krytyczny.  Natomiast jest faktem, że w kraju  po tych właśnie dziesięcioleciach, tej  indoktrynacji politycznej bardzo, bardzo intensywnej i silnej, rzeczywiście w  latach osiemdziesiątych właściwie eksplodowała pamięć o  bitwie o Monte Cassino.  Społeczeństwo było spragnione nieskrępowanej wiedzy na ten  temat i było spragnione oddania należnego hołdu wszystkim jej uczestnikom.  To znaczy nie tylko żołnierzom szeregowym, ale również dowództwu.  Temu dowództwu, które było napiętnowane do tej pory z uporem godnym  lepszej sprawy przez władze PRL.  

 

- W 1989 roku już w ostatnich miesiącach, jak się potem miało okazać, istnienia  polskiej Rzeczpospolitej Ludowej,  jeden z ostatnich premierów PRL Mieczysław Rakowski napisał do  Stanisława Maczka list, w którym go przepraszał za to,  że pozbawiono go obywatelstwa.  Prosił go o przyjęcie, odwoływał, kajał się.  To było też symboliczne pokazanie tego, że  komuniści w jakiś sposób chcą zadośćuczynić.  Było to przede wszystkim wyrozumowane i była to gra polityczna.  Ale to pokazywało w jakiś sposób, że historia zatacza koło.  Gdy III RP, która rozpoczęła się formalnie w końcu roku 1989 i w której  żyjemy dzisiaj, czyli niepodległa, suwerenna polska państwowość mogła  Monte Cassino potraktować tak, jak ludzie wolni, swobodnie poddać  ją badaniom, poddać dyskusji, upamiętnić. Jak Pan to ocenia?  Dziś rok 2024, osiemdziesiąta rocznica,  jak już powiedziałem, bitwy pod Monte Cassino.  Czy przez ostatnie 30 kilka lat Monte Cassino rzeczywiście stało się  takim elementem panteonu polskich świętości, tych najważniejszych bitew,  tych punktów historii, o których pamiętamy najbardziej?  

 

- Myślę, że tak.  To znaczy sam uczestniczyłem kilkakrotnie w uroczystościach na Monte Cassino,  no i mogę potwierdzić, że rzeczywiście bitwa o Monte Cassino,  pamięć tej batalii jednak jest wpisana na trwałe już  do panteonu polskich świętości.  Także zdecydowanie  doceniałbym te przemiany, jakie stały się udziałem  tego zagadnienia w okresie minionych trzydziestu kilku lat  suwerenności naszego kraju.  A suwerenność, jak wiadomo, środowiska emigracyjne datują  od przekazania insygniów władzy  Prezydenta Rzeczypospolitej na zamku przez Pana Prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego.  

 

- Co stało się 22 grudnia 1990 roku, a odbierającym był oczywiście pierwszy  prezydent niepodległej III RP Lech Wałęsa.  

 

- Lech Wałęsa. Tak jest.  

 

- No właśnie. I może też jest tak, że wśród tych  łączących pamięć emigracyjną,  też struktury emigracyjne ze współczesną III RP elementów  Monte Cassino, tyleż symbolicznie,  jako pewnego rodzaju pamięć, ale również tak bardzo konkretnie przez  weteranów tej bitwy, którzy jeszcze przecież ostatni są z nami.  Zapewne tegoroczne obchody były jednymi z ostatnich, w których mogli wziąć udział  żołnierze, którzy zdobywali Monte Cassino.  

 

- W tym miejscu chciałem szczególnie podnieść to, jaki los był udziałem  weteranów Monte Cassino, którzy powrócili do kraju po 1945 roku.  Proszę państwa, o tym się w Polsce mało mówi, mało się wie, ale szczególnie  tragiczny był los tych kombatantów 2 Korpusu,  którzy wrócili na ziemie anektowane przez ZSRR, czyli na tereny Ukrainy,  na tereny Białorusi.  Proszę państwa, w 1951 roku wszyscy oni byli  aresztowani przez aparat bezpieczeństwa i zesłani na Syberię.  Także jeden z kombatantów, pan Kołtan, napisał potem wspomnienia  „Z tajgi archangielskiej do tajgi irkuckiej przez Monte Cassino”.  Takie były losy tych ludzi.  Także nie tylko kierownictwo polityczno-wojskowe  było na celowniku, ale również najbardziej prości żołnierze.  Ci, którzy dla swoich rodzin, dla swojej ojcowizny powrócili z zachodu do kraju.  

 

- Tak, to ja tylko pozwolę sobie  dosłownie dwoma zdaniami dopowiedzieć,  bo to bardzo ważne, co pan profesor powiedział.  Żołnierze generała Władysława Andersa,  co do których powiedzieliśmy, że w drugim korpusie było ich ponad 40 tysięcy, w  dużej mierze wywodzili się ze wschodnich terenów II Rzeczypospolitej i to właśnie  dlatego wracali na swoją ojcowiznę, do swoich małych ojczyzn, które to  były w dalszym ciągu w tych samych miejscach, ale już w granicach de facto  wrogiego im imperium, jakim był Związek Sowiecki.  Andersowcy, którzy wracali do Polski w jej granicach po roku 1945  nie byli wywożeni do łagrów, ale również musieli się mierzyć z ostracyzmem.  Zwłaszcza w pierwszych latach bezpośrednio powojennych.  

 

- Część z nich w ogóle nie wracała ze względu właśnie na to, że nowe granice  odcięły ich od ojcowizny.  

 

- Panie profesorze, bardzo dziękuję, że mogliśmy dzisiaj o tym porozmawiać.  O bitwie pod Monte Cassino, o trudnej drodze żołnierzy  2 Korpusu Polskiego do Włoch.  A także o tym, jak pamiętamy o jednej z najważniejszych  pewnie dla polskiej pamięci o II wojny światowej bitew stoczonych  przez polskiego żołnierza  miałem ogromną przyjemność rozmawiać z profesorem Tadeuszem Kondrackim z  Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk.  Bardzo dziękuję, panie profesorze.  

 

- Bardzo dziękuję za uwagę.  

 

Podcastów Muzeum Historii Polski wysłuchasz na YouTube, Spotify,  w Audiotece, a także na innych platformach podcastowych.  Chcesz być na bieżąco?  Subskrybuj kanał Muzeum Historii Polski.   

Dane o obiekcie

Opis

18 maja 1944 r. trębacz obwieścił zdobycie ruin klasztoru Monte Cassino. Dopiero czwarta bitwa o to wzgórze została rozstrzygnięta na korzyść Aliantów. Wyjątkowo niekorzystny teren i doborowe jednostki piechoty po stronie niemieckiej sprawiały, że wcześniejsze próby okazały się nieskuteczne. W maju 1944 roku do akcji wkracza 2 Korpus Polski Polskich Sił Zbrojnych pod dowództwem gen. Władysława Andersa. Jak przebiegła bitwa, która wielkimi literami zapisała się w naszej historii? Ile trwała? Czy Polacy odegrali w niej szczególną rolę i czy rzeczywiście po ich stronie było najwięcej ofiar? 2 Korpus Polski był nie tylko formacją wojskową, ale ogromnym projektem ratowania Polaków przed śmiercią i terrorem. W początkach 1942 r. wraz z gen. Andersem Związek Sowiecki opuściło ponad 100 tysięcy Polaków, z czego ponad 30 tysiące to cywile. Jak potoczyły się ich dalsze losy? Jak po II wojnie światowej nagrodzono wysiłki Andersa? I jak współcześnie wypada nam pamiętać o bitwie pod Monte Cassino?

Powiązane Materiały