Dynastia Wazów - czas chwały I Rzeczpospolitej czy początek jej końca - Mediateka - Muzeum Historii Polski w Warszawie SKIP_TO
Wizyta w muzeum Przejdź do sklepu
Podcasty
Audio

Dynastia Wazów - czas chwały I Rzeczpospolitej czy początek jej końca

10/12/2024

Transkrypcja

Szwedzka dynastia na polskim tronie. Czas chwały Rzeczypospolitej Obojga Narodów czy może preludium do nieszczęść, które spadły na nas w XVII wieku? Czy wzniesiony na słynnej kolumnie wysoce kontrowersyjny w swoich czasach pomnik króla Zygmunta to hołd dla jednego z najlepszych polskich władców? A może wybitniejsza od wszystkich mężczyzn z polskiej linii Wazów była zapomniana troszkę u nas Anna Wazówna - siostra króla? Jak to z tymi Wazami w naszej historii było naprawdę? Cezary Korycki. Zapraszam na kolejny odcinek podcastu Inne historie Polski.

 

Część pierwsza. Waza, czyli snopek.

 

Żadnej innej krainie Bóg nie błogosławił tak jako Polszcze, bo choć ją postawił wśród nieprzyjaciół krzyża zbawiennego, w całości dotąd jest z obrony jego. Stąd ma i sławę, bo postronni wiedzą, że za jej strażą w bezpieczeństwie siedzą. Do sąsiadów też chleba nie biegamy prosić. Owszem im swego udzielamy. Czegóż chce więcej ta kraina z nieba mając dość sławy, obrony i chleba? Rządu potrzeba.! Jan Andrzej Morsztyn

 

- W podcaście Muzeum Historii Polski witam profesora Wojciecha Tygielskiego.

 

- Dzień dobry.

 

- Panie profesorze, zaczęliśmy od cytatu z Jana Andrzeja Morsztyna. Cytatu, który ilustrował jeszcze ten schyłek pięknego okresu Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Ten okres i ten schyłek to oczywiście czas dynastii Wazów. Dynastia Wazów to nie tylko ważny ród, ważna rodzina w dziejach Rzeczypospolitej, ale jak się okazuje dość znacząca rodzina także w dynastyczne drzewach genealogicznych innych europejskich rodów królewskich. Zacznijmy może od tego, jak to się stało, że ten skromny szwedzki snopek wydał tak okazały plon?

 

- No cóż, nie jestem za mocny w takich genealogicznych rozważaniach, ale z tego co powszechnie się wie i pamięta, to Gustaw Waza, taki przywódca szlachty szwedzkiej, który działał przeciwko dominacji duńskiej na tych terenach, stał się w pewnym momencie w latach 20., chyba w 1523 roku regentem i władcą, który zapoczątkował dynastię Wazów i który wprowadził jakby taką monarchię dziedziczną do tego kraju. Uczynił luteranizm religią dominującą czy panującą. Powołał ważne instytucje, jak choćby Radę Królewską. Więc to jest taki początek dynastii Wazów w Szwecji. On miał trzech synów. Eryka XIV, Jana III i Karola IX. I ci trzej panowie są ważni również dla kontaktów z Polską. I ten Gustaw Waza to był dziad naszego Zygmunta III Wazy, więc to wszystko są dość bliskie relacje. I jeszcze dodajmy, że Gustaw Waza, bo pyta pan o europejskie wpływy tej dynastii, miał córki, nie pamiętam ich imion, które wydawał za kolejnych książąt Rzeszy, za księcia Meklemburgii jedną. Chyba jedną za przedstawiciela dynastii saskiej Anhalt i chyba w Bawarii Wittelsbachom powierzył jedną z córek. Czyli to jest jakby początek takich więzi dynastycznych, które wtedy w Europie są dość intensywne i one się rozszerzają w naturalny sposób. I w tym momencie wydaje mi się, że Wazowie wchodzą niezależnie od swojego północnego pochodzenia, jednak marginalnego ciągle jeszcze dla ówczesnej Europy, do tego powiedzmy networku jakby władców europejskich. Więc taki jest ten początek. A potem pojawia się konflikt dwóch synów Gustawa Wazy, czyli wspomnianego Eryka XIV i Jana III. Bracia, co się braciom zdarza, popadają w ostry konflikt polityczny, który prowadzi do uwięzienia przyszłego Jana III na zamku Gripsholm. I tam ze swoją żoną Katarzyną Jagiellonką spędza czas i między innymi tam na świat przychodzi Zygmunt Waza. Taki jest ten splot, który powoduje, że zaczynamy być z tymi Szwedami i z tą dynastią w jakimś związku. I w żyłach tej dynastii pojawia się krew jagiellońska co dla świadomości i dla późniejszych decyzji elekcyjnych wydaje mi się miało spore znaczenie. A w tle jeszcze jest ten trzeci syn Gustawa Wazy, Karol IX Sudermański, ten główny antagonista naszego Zygmunta, z którym będą się kłócili o to, kto jest władcą Szwecji, wyjdzie na to, że Karol Sudermański. Ale nasi Wazowie będą konsekwentnie używać tytułu królów Szwecji, nie przyjmując do wiadomości tego rozstrzygnięcia w zasadzie militarnego. I to będzie powodem konfliktów, o których na pewno za chwilę porozmawiamy.

 

- Przygotowując się do naszego spotkania jednak dowiedziałem się bardzo ciekawej rzeczy, że w XVII wieku, chyba nawet w XVIII wieku jeszcze, mało kto nazywał Zygmunta Władysława i Jana Kazimierza w ogóle Wazami. Dopiero później zaczęto ich w ten sposób tytułować. Natomiast był to jednak wielki renesans krwi jagiellońskiej na polskim tronie.

 

- No tak. Mi się wydaje, że w tej scenerii politycznej musimy pamiętać, że po pierwsze istnieje bezpośrednio przed Zygmuntem III Anna Jagiellonka jako żona Stefana Batorego i ona ciągle żyje, bo ona umiera chyba w 1596 roku. Więc mamy wybitną przedstawicielkę, siostrę Zygmunta Augusta, Jagiellonów w centrum politycznym państwa. I jak powiadam, dla osób, które optowały za kandydaturą młodego Zygmunta Wazy w kontrze do kandydatury habsburskiej, to myślę, że też to pochodzenie i ta matka Jagiellonka to miało na pewno duże znaczenie. i późniejsze losy tych Wazów na naszym tronie powodują, czy utwierdzają nas w przekonaniu, że to dziedzictwo było dla nich ważne.

 

- Zygmunt III Waza przybywa w pewnym momencie, ale powiedzieć, że był dość osobliwą postacią, to jak nic nie powiedzieć.

 

- No tak, powiedział Pan przybywa w końcu i to jest bardzo, bardzo trafne. Marek Wrede opracował kilka lat temu itinerarium króla Zygmunta III. Precyzyjne informacje, co w danym dniu władca robił, ale także przed momentem wyboru. Jak się to śledzi, to widać, jak on się nie śpieszył, żeby objąć tron, czy żeby potwierdzić swoją obecnością fakt wyboru. A sytuacja była naprawdę trudna i poważna, bo jego kontrkandydat, arcyksiążę Maksymilian Habsburg, miał dużo bliżej. On miał do Krakowa – a Kraków wtedy jest niekwestionowanym miejscem, gdzie to wszystko się będzie decydowało – nieporównanie bliżej. Nie chcę nawet mówić o różnicy między Sztokholmem czy jakimś Gripsholmem a Krakowem w linii prostej, ale tam trzeba było płynąć. Oni płynęli, płynęli. Potem wiatry były nie zawsze korzystne. Potem ten orszak Zygmunta Wazy jedzie przez Oliwę, uroczyście wjeżdża do Gdańska i zaczyna taką długą podróż w gruncie rzeczy Wisły aż od wschodu dotrze do Krakowa, a w tym czasie Maksymilian zdążył już dotrzeć, być powstrzymany przez wojska Jana Zamojskiego, pobity pod Byczyną itd. Jest cały taki splot, który powoduje, że ten Zygmunt nie zaczynał w sposób spektakularny swojego panowania i wyglądało na to, że nie jest to jakaś sprawa absolutnie dla niego priorytetowa. No ale jak już osiadł na tronie, to zaczął prowadzić politykę całkiem roztropną. I ku zaskoczeniu wielu politykę pojednania z Habsburgami. On bardzo szybko zaczyna myśleć o tym, że długofalowo jakiś sojusz z Habsburgami jest potrzebny i Polsce, i jemu jako królowi, daj Bóg dynastycznemu. Choć pewnie jeszcze o tym nie mógł marzyć na samym początku. I rzeczywiście wykonuje takie kroki, które doprowadzają do uspokojenia tej zachodniej granicy państwa, która nie sprawia potem żadnego kłopotu, co jest bardzo ciekawe. Jesteśmy na ogół przyzwyczajeni do tego, że zło idzie dla nas z zachodu albo ze wschodu, rzadziej od północy czy od południa, z wyjątkiem Turków i Szwedów. Ale generalnie trzeba pamiętać, że to jest czas, kiedy ten Zachód jest relatywnie spokojny, bezpieczny i nieagresywny.

 

A jaką był postacią? Pan pyta o postać. „Co to za kukłę nam tu przywieźliście?” To jest niby ten cytat z Zamojskiego, ale to jest specyficzna sytuacja, bo Zamojski ma pozycję absolutnie pierwszoplanową w państwie, jest pierwszym ministrem, jest twórcą sukcesu elekcyjnego Zygmunta Wazy. Ma prawo oczekiwać, że jego pozycja nie dozna żadnego uszczerbku. Tymczasem młody Waza nie zamierza mieć takiego patrona nad sobą, tylko wyraźnie chyba chce być królem niemalowanym. Może do Batorego próbuje tutaj jakoś się porównać, więc ten konflikt między panami jest dość nieunikniony i następuje, więc być może potem te charakterystyki króla negatywne, mogą wychodzić z kręgu jego opozycjonistów. Akurat Zamoyski miał ogromne możliwości dystrybuowania swoich opinii w gazetach ulotnych. W prywatnej drukarni w Zamościu. To była pewna siła medialna, byśmy dzisiaj powiedzieli. I myślę, że potrafił z tego korzystać.

 

- Zygmunt III to jest także ciekawa postać. Młody człowiek pochodzi z kręgu luterańskiego, pochodzi ze Szwecji. Płynie w nim, co można tak obrazowo troszkę powiedzieć, płynie w nim pewnie krew wikingów. Obyczaje, wydaje mi się, że się zgodzimy tutaj, panie profesorze, na przełomie XVI i XVII wieku na europejskich dworach i wśród europejskich rodzin królewskich są na pewno dość ciekawe i dalekie pewnie od ascetyzmu. Czy od respektowania takich reguł tradycyjnie pojmowanej moralności katolickiej. Natomiast tutaj Zygmunt III Waza zupełnie jest odmienny od tego wszystkiego. Jest podobno gorliwym katolikiem, jest takim aż przesadnym ascetą nawet.

 

- Wszystko prawda. Taki mamy jego obraz i nie zamierzam tego, co pan tu powiedział w jakimkolwiek stopniu kwestionować. Wizerunek Zygmunta III jest taki skupiony wewnętrznie, wstrzemięźliwy, pozbawiony skłonności do jakiegoś takiego epatowania bogactwem czy rozwiązłością, broń Boże. Natomiast mnie się w nim podoba to, że on potrafił dość szybko, jak mi się wydaje, zrozumieć mechanizm polityczny kraju, w którym przyszło mu rządzić, bo on jednak zastaje pewne koterie, pewne układy polityczne. Pewien Senat, który składa się z osób mianowanych dożywotnio. I Zygmunt III jednak umiejętnie dokonuje pewnej zmiany w składzie elity władzy, zarówno poprzez nadania ziemskie, nadawania starostw itd., którymi jakoś tam jako monarcha dysponuje, jak i poprzez wydaje mi się przemyślane, długofalowo planowane decyzje personalne. Jego katolicyzm m.in. w tym się przejawia, że skład Senatu po jego długim panowaniu wygląda zupełnie inaczej, że pozycja protestantów w Senacie ulega gwałtownemu osłabieniu. No więc w jakimś sensie jest on tutaj realizatorem myśli i koncepcji, postawy, którą z tym swoim katolicyzmem powiązał. Ja tu może nie jestem osobą obiektywną, bo ja się naczytałem w życiu korespondencji nuncjuszy papieskich, a dla tych Zygmunt III jest po prostu cudo. Nie może być lepiej, idzie na wschód, będzie chrystianizował Rosję, wygania protestantów, ogranicza ich możliwości. Zachowuje się moralnie pod każdym względem, więc entuzjazm dyplomacji papieskiej dla Zygmunta III jest trwały i niezmienny, co szczególnie widać w czasie rokoszu Zebrzydowskiego. Proszę pamiętać, że ma Zygmunt jednak przed sobą w latach 1606-1608 gwałtowną rebelię, bardzo silną, która musiała być reakcją na te tendencje centralizacyjne i katolickie, bo przywódcy rokoszu, Zebrzydowski był gorliwym katolikiem, ale tam są przywódcy różnowiercy. Czyli następuje taka reakcja tego elektoratu szlacheckiego, bardzo silna i wpływowa na jakie tendencje? Na tendencje centralistyczne, bo takie najwyraźniej ten Zygmunt III zaczął przejawiać. On daje sobie radę z tym rokoszem i jakoś tam też potem udaje mu się stworzyć modus vivendi pomiędzy pokonanymi a swoimi stronnikami, więc jakoś tak politycznie on się potrafi znaleźć i tym budzi mój respekt.

 

- Mówimy o Zygmuncie, mówimy o męskich przedstawicielach dynastii Wazów, ale z

ubolewaniem tutaj muszę przyznać, że nieco nasze nauczanie o historii i podręczniki

historii pomijają bardzo ciekawą postać. Tą postacią jest właśnie siostra Zygmunta, Anna Wazówna, nietuzinkowa kobieta.

 

- Zgoda. Znaczy, ona jest luteranką, prawda? To też jest ciekawe, że ona tej wiary nie zmienia i jej relacje z elitami Rzeczypospolitej muszą być siłą rzeczy trudne. Bo jako cudzoziemska ważna postać i to jeszcze luteranka jest oskarżana o zły wpływ na króla. I ten król chyba jakoś się z jej zdaniem liczył, bo czując tę presję polityczną, która doprowadza w sumie do opuszczenia przez nią dworu królewskiego, ona zamieszkała w Brodnicy i tam miała uposażenie ziemskie i tam spędzała sporo czasu. To była osoba, która znała języki obce, która miała skłonności mecenasowskie. Nie miała chyba ambicji politycznych, jeśli chodzi o samą Rzeczpospolitą. I jeszcze miała ciągle żyjącą tą wspomnianą Annę Jagiellonką. Dwie takie damy, bardzo różne, w niedalekiej odległości od króla. To musiało być interesujące na dworze. Ale ja bardzo wielkim szacunkiem darzę Annę Wazównę, choć niewiele o niej wiem. Ale pamiętam, że była taka troszeczkę, np. nie dopuszczono do jej pochowania na Wawelu, bo nie to wyznanie. Została pochowana w Toruniu, o ile dobrze pamiętam. Ale generalnie tworzy z tej Brodnicy – i chyba Gołubia, bo to też chyba należało do jej uposażenia – takie centrum dworu na poziomie i za to ją trzeba cenić.

 

Część druga. Król na piedestale.

 

„Na starość Rzeczpospolita w królu Zygmuncie III zakochała i w dzieciach jego. Albowiem Pan był majestatu pełen. Statura poważna przeciwnościami, żadnemi nie zwyciężony. Podściwość kochający, dotrzymujący słowa. A najbardziej, że katolik prawdziwy. Sumienia dobrego nabożny, bogobojny pan. Ledwo ku końcowi naturę cudzoziemską w obyczaje polskie przełamał, a temi Polaków za serce wziął i u onych afekt i miłość zniewolił sobie i dzieciom swoim”.

 

- Zygmunt III Waza nieodłącznie także w takim wyobrażeniu współczesnej grafiki i ikonografiki kojarzy się z Warszawą. Przede wszystkim z jednym z najważniejszych symboli Warszawy, którą jest Kolumna Zygmunta. Mówił pan profesor w poprzedniej części o zachwycie idącym ze strony Watykanu na temat działań Zygmunta III. Więc tutaj warto zapytać, czy kolumna Zygmunta to przypadkiem jest świecki, czy może sakralny pomnik?

 

- No tak, to się zawsze mówi, że na kolumnie wypada, żeby stał, od czasów starożytności typu kolumna Trajana, gdzie cesarze byli na szczycie kolumny, to raczej Matka Boska tam się powinna znajdować jakaś Matka Boska, zależnie od miejsca gdzie rzecz się dzieje, czy też jakiś święty. A tu rzeczywiście mamy w tej roli Zygmunta III. No ale to już trzeba pytać Władysława IV, prawda? Ojcu wystawia pomnik. Pomnik bardzo elegancki, ze wspaniałą historią i z bardzo ciekawą logistyką. Sama kolumna. Chęciny. Transport Wisłą, toczenie jej na miejsce ustawienia i późniejsze losy kolumny, która była przecież takim wrogiem dla różnych sił, które polskości nie lubiły. I napisy na kolumnie, które przypominały te różne zwycięstwa nad Rosją i czyny Zygmunta, które potem były i kontestowane i niszczone przez zaborców i w ogóle bardzo były solą w oku dla rosyjskiej dyplomacji. Więc kolumna jest takim symbolem. Ja się bardzo cieszę. Teraz wiem, że kolumna staje się tym symbolem Warszawy razem z Zamkiem Królewskim i z Placem Zamkowym zastąpiła jednak Pałac Kultury i tę część jako wizytówka oczywista, bo ta Warszawa nie ma oczywistego centrum nadal. Ale może to się zmieni. Więc ja uważam, że to jest po pierwsze bardzo piękny pomnik, a po drugie zawierający w sobie taki ładunek historyczny, łącznie ze zniszczeniem kolumny w czasie drugiej wojny światowej i jej podnoszeniem. Taki symboliczny i taki bardzo jednoczący. Ale też to pokazuje, że Władysław IV musiał do tego ojca mieć bardzo specyficzny stosunek. Co prawda historycy sztuki wskazują za Giovannim Gislenin jako autorem koncepcji, że miało w ogóle powstać takie forum Wazów. Miały być trzy upamiętniające trzech kolejnych Wazów kolumny i że to miało być taki ciąg historyczny właśnie świadczący o ambicjach dynastystycznych i ambicjach upamiętnienia tego. No ale mamy tylko realnie Kolumnę Zygmunta i to nam musi wystarczyć. Czy faktycznie już w tej poreformacyjnej Europie to był jedyny, pierwszy pomnik świeckiej osoby? Nie wiem, tak mówiono, ale nie jestem w stanie tak przejrzeć. Mówiono o tym i rzeczywiście ten mój nuncjusz ulubiony, który w tym czasie był i zresztą kłócił się z królem. Taki nuncjusz Filonardi, jedyny, który został zmuszony do opuszczenia placówki w Polsce. Ale to akurat nie kolumna. Kolumna była jednym z elementów sporu politycznego. Krótkotrwałego i nierzucającego się na długotrwałe relacje papiestwa z Rzecząpospolitą. Ale jednak był to taki moment pewnego zadrażnienia. To wynikało z kwestii charakterologicznych, jakiś tam kontrowersji typu politycznego. Kolumna Zygmunta nie była głównym powodem, ale wymieniano ją jako taki rodzaj jednego z argumentów, podkreślam drugo, trzeciorzędnych, że papiestwo mogło mieć tu jakieś zastrzeżenia. W tym sensie wydaje mi się, ale nie odpowiadam za wszystkie place Europy, że to taka była nowość. W tych naszych spotkaniach w Muzeum Historii Polski, już chyba pan profesor zauważył, że lubię zaskakiwać różnymi nietypowymi pytaniami do pana. Tego się boję właśnie.

 

- Dzisiaj przygotowałem takie pytanie odnośnie pana osobistego rankingu, kolokwialnie rzecz nazywając, najbardziej udanych władców Polski. Ten Zygmunt III może nie jest liderem, ale czy znajduje się w piątce, czy w dziesiątce?

 

- To bardzo, bardzo trudne pytanie, ale zastanawiając się nad tym szybko, myślę tak: Kazimierz Wielki się zmieści na pewno. Władysław Jagiełło musi się zmieścić. No i jeszcze Kazimierza Jagiellończyka bym dał z Jagiellonów, za takie wzmocnienie państwa, za wojnę 13-letnią i w ogóle. No w ogóle, zmieściłby się. Sobieski, o którym rozmawiamy często. To już mamy czterech. Nie wiem jak z Chrobrym, bo mało wiemy o średniowieczu, ale być może Chrobry powinien się tu znaleźć. I wtedy mamy już piątkę.

 

- Patrzmy po banknotach nawet.

 

 

- Tak, jak najbardziej. No ale to jest taki rytm, prawda, ten bardzo stereotypowy. Mnie się wydaje, że on się tak mieści w tej piątce albo otwiera drugą piątkę, ale jest na pewno wysoko. Tak. Jak to mówi młodzież: szacun.

 

- Za co? Za tą mądrą politykę?

 

- Tak. Za mądrą, długofalową politykę. Bo proszę pamiętać, że jeszcze zawsze Stanisław August Poniatowski się pojawia jako ewentualny kandydat, nie jako władca, bo wiadomo, że słaby. Caryca Katarzyna i wszystko. Ale jednocześnie te zasługi dla kultury i jednak sprzyjanie Konstytucji 3 maja i ruchom reformatorskim, i w ogóle oświeceniu. Za Stanisławem Augustem Poniatowskim zawsze jest kłopot. Jak ktoś uważa, że kultura ważniejsza, to go na pewno zmieści nawet w piątce. A jak uważa, że król był malowany i niewiele mógł, no to wtedy siłą rzeczy politycznie w piątce się nie zmieści. A Batory będzie w tej piątce. To zależy troszkę od kryteriów. A jeśli chodzi o osobiste sympatie, to np. mnie by było żal pominąć Władysława IV, którego lubię tak troszkę intuicyjnie, no bo nie wiem aż tyle o jego osobowości, żeby uznać go za sympatycznego, ale mam wrażenie, że był otwarty na rzeczywistość, że się uczył chętnie, że adoptował się do sytuacji, że posiadał sporo poczucia humoru, co widać w czasie jego peregrynacji europejskiej z lat 1624-1625. Krótko mówiąc, to jest taki człowiek, przypisuje się mu tę tolerancyjnosć, prawda, otwarcie otwarcie na dialog z różnowiercami. Dość krótkie panowanie, więc może nie zdążył. Zagrożenie tureckie, potem Chmielnicki, to tak się kładzie cieniem na końcu jego panowania, ale też byłoby mi trochę szkoda pominąć całkiem w tym naszym mini rankingu Władysława IV.

 

- Do Władysława IV oczywiście jeszcze wrócimy, stawiając go zapewne w kontrze wobec brata już w części trzeciej. Natomiast odnośnie polityki Zygmunta III. To nie jest tak, że to jest panowanie takich wielkich symboli pobudzających wyobraźnię? Z jednej strony Kircholm, z drugiej strony awantura w Moskwie, która dzisiaj jest, może chyba troszkę niesłusznie, przedstawiana jako prawie że podbój tego kraju przez Rzeczpospolitą Obojga Narodów.

 

- No tak. Wspomniałem o rokoszu Zebrzydowskiego. To jest chronologicznie wszystko bardzo ze sobą powiązane, bo ta awantura moskiewska, która bardzo denerwuje Moskwian i również dzisiejszych, prawda? Bo przecież wygnanie Polaków z Kremla to jest święto narodowe rosyjskie, putinowskie dzisiaj. Mnie się wydaje, że to jest troszkę tak widziane w kontekście ekspansji katolicyzmu na wschód, no to ludzie wierzący, ludzie podlegli jakiejś takiej jezuickiej propagandzie, powiedzmy, czy właśnie papieskim zachętom realizują pewną politykę, która wydaje mi się w momencie smuty tej rosyjskiej, zamieszania, osłabienia władzy, stwarza pewną polityczną szansę. Nie oceniajmy tego w sensie moralnym, tylko szansa osłabienia jednak groźnego sąsiada na wschodzie być może powinna skłaniać mądrze i daleko wzrokiem myślących polityków do militarnej interwencji. To nie są dzisiejsze standardy, gdzie byśmy potępiali taki pomysł w czambuł. Więc ja chcę się tak troszkę wczuć w te realia epoki. Rzeczywiście bardzo łatwo się udało relatywnie Żółkiewskiemu zwycięstwo pod Kłuszynem, odzyskujemy Smoleńsk. Ten Smoleńsk jako kolejny symbol trudnych relacji polsko-rosyjskich aż do naszego XXI wieku. Więc są sukcesy militarne, spektakularne. I jest taka słabość po tamtej stronie, która doprowadza do wkroczenia na Kreml wojsk polskich i przebywania tam już nie pamiętam półtora roku, chyba z różnymi dramatycznymi momentami, bo są diariusze pisane przez uczestników tej okupacji, która nie była wesoła. Tam nie było co jeść. Tam był w jakimś sensie ten garnizon polski otoczony i w dość fatalnych warunkach funkcjonujący. Więc w sumie impreza bez sensu, bo nie byliśmy w stanie przecież podbić tego państwa. No chyba, że na poważnie potraktujemy wybór młodego Wazy na cara Rosji. W jakimś momencie, w wyniku negocjacji Żółkiewskiego z bojarami dochodzą oni do wniosku, że wybiorą na cara Władysława i jakoby Zygmunt III się na to nie godzi, bo on sam chce być carem. Tu bym miał do niego pewne zastrzeżenia, bo gdyby się udało Władysława rzeczywiście uczynić władcą Rosji, nie wiem, co by się dalej działo i nie ma co gdybać, bo to jest zbyt skomplikowane, ale jakaś szansa bardziej pokojowej ekspansji czy ułożenia tych stosunków myślę, żeby się pojawiała. Tu musimy patrzeć cały czas na to, że ta Rosja nie ma innego pomysłu jak parcie na zachód, oni idą na ten zapad, bo bo idą do portów bałtyckich i czy to będą Inflanty, czy to będzie Litwa, czy to będzie już Polska właściwa. To ten nacisk jest naturalny i niezmienny, jak widzimy dzisiaj. Natomiast perspektywa XVII-wieczna, że można coś tak spektakularnego zrobić, jakby powstrzymując ten napór, może być traktowana jako odpowiednik działań Batorego, który tymi trzema swoimi wyprawami inflandzkimi próbuje odciąć ten napór rosyjski właśnie od Inflant.

 

- A co w polityce wewnętrznej? Zygmunt III Waza podobno rozmowny zbytnio nie był, ale prawdopodobnie języka polskiego w pewnym momencie się nauczył. Natomiast kwestia jest taka, czy potrafił się dogadać ze szlachtą?

 

- Tu wracamy do różnych epizodów jego panowania. Ale mnie się wydaje, że z czasem, w ramach tego panowania, które przypomnę, trwa od 1588 roku do 1632, czyli jest bardzo długie. Tylko z Jagiełłą można porównywać tę długość panowania, Władysławem Jagiełło, więc to społeczeństwo szlacheckie po tych pierwszych konwulsjach w postaci właśnie najpierw protestu, jeszcze w latach 90-tych przeciwko tym, jak to wtedy nazywano, knowaniom z Habsburgami, a potem rokosz Zebrzydowskiego, o którym mówiłem jako formie protestu przeciwko tendencjom centralizacyjnym, że jakoś się ta władza Zygmunta utrwala i przyzwyczajenie do tej władzy społeczeństwa szlacheckiego też następuje. Mnie się wydaje, że to jest takie naturalne umocnienie i różne rzeczy się dzieją. Pamiętajmy, że tureckie zagrożenie się pojawia, bo jest Cecora 1620, Chocim 1621. Jest obóz właśnie pod Chocimiem, w którym zamyka się również królewicz Władysław, broniąc kraju przed Turkami. Ma też zasługi takie patriotyczne, które są potem chętnie eksponowane, że summa summarum ta monarchia to przenoszenie stolicy, budowa zamku warszawskiego, jakaś nowoczesność tego myślenia, że to wszystko utrwala jakiś szacunek wobec władcy połączony z przyzwyczajeniem do jego obecności. Więc to potem, wydaje mi się, otwiera drogę do elekcji łatwej Władysława i dość łatwej nadal Jana Kazimierza.

 

Część trzecia. Szwedzkie nieszczęście.

 

- Za chwilę porozmawiamy o tym, jakie to nieszczęścia na Polskę spadły właśnie za dynastii Wazów, za panowania tej rodziny na polskim tronie. Natomiast muszę przyznać, że w trakcie tej naszej rozmowy zaciekawiła mnie, zaintrygowała postać tego trochę, wydaje się niedocenianego przez nas króla Władysława IV. Wyjątkowy to musiał być młodzieniec, podobno wyjątkowo dobrze wykształcony, podobno wyjątkowo patriotycznie usposobiony i zasłużony.

 

- Ja go lubię. Ja go lubię m.in. dlatego, że jako człowiek, który zajmuje się podróżami po Europie od dość dawna, traktuję go jako ważnego uczestnika takiej podróży, częściowo dyplomatycznej, a częściowo edukacyjnej, właśnie z lat 1624-25. To jest bardzo ciekawe, jak mi się wydaje, bo to jest taka podróż, w której Władysław ma od ojca zlecone pewne zadania dyplomatyczne, ale też widać wyraźnie, że to ma jakby przygotować go do dalszego ewentualnego panowania i że on ma się tak trochę otrzaskać jeszcze bardziej na dworach europejskich. I rzeczywiście odwiedza ważne dwory, bo ma po drodze albo rodzinę habsburską w Nysie czy Wiedniu, albo ma zaprzyjaźnionych Habsburgów w Niderlandach, albo ma wielkiego księcia Toskanii we Florencji, czy wreszcie papieża w Rzymie. I w każdym z tych miejsc jego obecność jakoś się zaznacza i widać wyraźnie, że przyjmowany bardzo uroczyście i bardzo owacyjnie, korzysta na tym również kulturowo, bo zarówno w czasie wizyty w Rzymie organizują tam na jego cześć różne koncerty i różne spektakle. Podobnie jest we Florencji. Mecz piłki nożnej, na który się wybiera we Florencji, ale też spektakle teatralne, które po drodze śledzi. Można to wreszcie połączyć z jego działaniami na niwie kultury, jak choćby w zakładaniu teatru operowego, którego był jednym z twórców. Czy posiadanie profesjonalnej kapeli królewskiej, którą posiadał już ojciec.

Ale Władysław to jakby rozwija, więc to jest taka dla mnie unikalna sytuacja, w której można powiedzieć coś więcej poza zdaniem, że podróże kształcą, że możemy popatrzeć na człowieka, który jakoś tam o tę Europę się ociera i z tego korzysta i który potem ma możliwość wyciągnięcia z tego wniosków. Zastosowania tego w praktyce, no bo jest królem. To rzadkość w takich badaniach nad podróżami, więc ja Władysława lubię. A obserwując tę jego podróż, jeszcze jedno zdanie jeśli można. Ta podróż jest wyjątkowo dobrze opisana, bo towarzyszący mu ważni ludzie Albrycht Stanisław Radziwiłł, Stefan Pac itd., piszą dzienniki podróży, więc można konfrontować ich relację. I to są niezłe pióra, więc widzimy sytuacje, w których Władysław pozwala sobie na żartowanie. Tam jest taka scena audiencji u papieża, a w otoczeniu Władysława są różnowiercy. I ci mówią: No to teraz powiedz papieżowi, jaki jesteś przeciwko papiestwu, jak taki jesteś ważny, ten się chowa, ci się śmieją. Krótko mówiąc, jest nastrój taki krotochwilny i to w wielu miejscach na trasie się pojawia, co każe mi myśleć o Władysławie jako o człowieku sympatycznym. A poza tym obżartuch. Chory na podagrę. Ze stołeczkiem wszędzie musiał jeździć. To też budzi pewną moją, nie ukrywam, sympatię, bo to był człowiek nie pozbawiony wad i diety dzisiaj zalecanej nie stosował.

 

„Sine disciplinata militia. Bez dyscypliny w wojsku. Bez wodzów wojennych. Sine nervo belli. Bez środków na wojnę, bez wszelkiego porządku, z rebelią i pomieszaniem poddaństwa, z podejrzaną przyjaźnią z postronnymi narodami”. - Biskup kujawski Wojciech Gniewosz na sejmie koronacyjnym Jana Kazimierza podsumował bilans otwarcia nowego króla.

 

- Panie profesorze, pan tu się zachwyca Władysławem IV tymczasem podsumowanie, bilans otwarcia po jego rządach już nie wyglądają tak wspaniale, bo tak właśnie biskup krakowski Wojciech Gniewosz na sejmie koronacyjnym Jana Kazimierza przedstawiał bilans otwarcia nowego króla. Był rok 1649, pojawia się na tronie kolejny z dynastii Wazów. Władysław IV oczywiście cieszyć się może naszą sympatią. Przyznam, poczułem sympatię do tego króla, ale wprowadził Rzeczpospolitą Obojga Narodów, Polskę i Litwę na trochę takie manowce.

 

- Trochę mnie pan przyłapał tutaj. Rzeczywiście po efektach powinniśmy poznawać działania, ale będę jednak trochę króla bronił, bo nie wszystko od niego zależało, a pewne procesy, będę tu odrobinę marksistowski, zachodzą niezależnie od wybitnych jednostek, które sprawują władzę. Więc to, że narasta problem kozacki, że w czasie choćby tego Chocimia jeszcze mamy Kozaków, którzy są w Wojsku Polskim, są tak zwanymi kozakami rejestrowymi, otrzymują gażę i służą Rzeczypospolitej i są z nią związani. I że te więzi się rozluźniają, m.in. dlatego, że nie bardzo są pieniądze na utrzymywanie tego rejestru kozackiego, a ci by chcieli służyć Rzeczypospolitej za pieniądze. Problem strukturalny Rzeczypospolitej, na której panowanie kilkunastoletnie Władysława nie miało fundamentalnego wpływu. To jest ten problem słabej władzy królewskiej, konieczności negocjowania wszystkiego z reprezentacją stanu szlacheckiego i powolnością wszystkich działań, które z tego wynikają. Zbiorą, nie zbiorą, poczekają, podyskutują, może uchwalą podatki, może je zbiorą, wreszcie będą pieniądze.

I to jest to, co załatwia politykę. I być może już Zygmunt III to zobaczył. Próbował wzmocnić państwo, ci mu nie pozwolili. Władysław IV nie mógł tutaj wiele zdziałać. I też nie jest winą Władysława IV osobistą, że Turcy postanawiają iść na Europę, prawda? I że na drodze jest Rzeczpospolita. Obaj ci władcy w inteligentny sposób, wydaje mi się, nie dopuszczają do powstania i podpisania przez Rzeczpospolitą Ligi Świętej, żeby walczyć z Turkami wspólnie z papiestwem, Hiszpanią i Wenecją. Bo to jest taka grupa, Cesarstwo ewentualnie też, ale to są tacy partnerzy, którzy obiecują wsparcie moralne, trochę finansowe i chcą, żeby się bić naszymi rękami. Więc pomysł polityczny jest taki, żeby raczej w takie układy nie wchodzić. To jest pewna mądrość. Natomiast to, że zagrożenie tureckie narasta, to też nie jest osobista wina, proszę się ze mną zgodzić, Władysława IV. Ale jest ten rodzaj otwarcia na sprawy wewnętrzne, na rożnowierców, na dopuszczenie ich jednak do współistnienia, działania i decydowania. I mnie się wydaje, że to było bardzo ważne i gdyby mogło być kontynuowane, to by było dobrze. A tutaj to powstanie Chmielnickiego to jest taki cios absolutny, dlatego że jak wiemy z historii, różne drobne wydarzenia mogą doprowadzić jak iskra do wybuchu i przełamanie pewnych zahamowań np. właśnie kozackich czy jakiegoś tam chłopstwa, które szuka swojej wolności i próbuje się przeciwstawić temu istniejącemu ustrojowi, może być stłamszone przez dziesięciolecia. A potem nagle coś się dzieje i rzecz wybucha. Tak było w przypadku Chmielnickiego z tą całą polską, mówię o Koronie, niemożnością, pod tytułem armia koronna nieliczna i źle opłacana, a nim pospolite ruszenie itd. I wszyscy czytelnicy Sienkiewicza mają tutaj takie Żółte Wody, Korsuń i Piławce. Takie symbole kolejnych klęsk i tej niemożności przeciwstawienia się komu? Jakiejś, jak pisał Sienkiewicz, czerni. Dzisiaj to brzmi szalenie niepolitycznie, ale jednak jest to w jakimś sensie obraźliwe dla tego państwa, które ciągle jeszcze jest państwem w srebrnym wieku, z którym się liczą. Dynastia się umocniła, prawda? Mnie się wydaje, że to było okropne. Tak zastanawiam się, jak rozmawiamy o konsekwencjach tego powstania, a potem jest potop szwedzki. No, te ciosy przychodzą jeden po drugim, jak te fale. Jedna nas uderzyła, ledwośmy się wygrzebali i ta druga jest właśnie tą decydującą. Mnie się wydaje, że w skali kraju ta połowa XVII wieku, nic tu nie wymyślimy nowego, jest absolutnie fundamentalną cezurą, po której ta Rzeczpospolita jest czymś innym. Tak jak rozmawialiśmy kiedyś o elekcjach, prawda, to są inne elekcje, to jest inna rzeczywistość, inna odbudowa gospodarki. I mankamentem tych naszych sił jest to, że nie znajdujemy, nie tworzy to okazji, myślę o zniszczeniach po potopie, żeby coś stworzyć na nowo w sensie organizacyjnym i koncepcyjnym, tak jak każda wielka klęska. Weźmy zniszczenie Warszawy w czasie drugiej wojny światowej. To jest, cokolwiek by nie powiedzieć, szansa dla architektów i urbanistów, żeby coś po nowemu. Taką szansą okropnie to może brzmieć, ale mogły być zniszczenia w czasie potopu i nieefektywność systemu społecznego i politycznego. To się nie stało. Odtwarzamy i odbudowujemy tę samą strukturę mniej więcej, która była przed, czyli niewydolną, powolną, nieefektywną.

 

- Tak, to jest ciekawe, że właśnie po tym pobycie załogi polskiej na Kremlu przecież nastąpił świt dynastii Romanowów w Rosji, zaczęła się jej historia.

 

- I sobie kontynuowała się znakomicie.

 

- Natomiast tutaj komentarz odnośnie Wazów co pokolenie, co następny to gorszy. I jednak diagnoza moja jest taka, że Henryk Sienkiewicz tutaj delikatnie troszkę ociepli ten wizerunek Jana Kazimierza, bo jednak wydaje mi się, że to taka dość słaba postać była.

 

- Tu się nie będę ostro spierał, bo ja mam do niego pretensję o abdykację, jak już chyba zaznaczyłem. Natomiast jako adwokat diabła chcę powiedzieć, że to, co pan przed chwilą mówił, czyli że przejmuje on tą schedę w bardzo niedobrym momencie i wiele ma okazji do tego, żeby do tego rządzenia się zniechęcić, nie był osobą, która miałaby takie ambicje, powiedzmy, jak Batory sobie mogę wyobrażać jako władca, ale trochę z przymusu, trochę z sytuacji. Nawet żonę ma tę samą co Władysław IV. Ludwika Maria Gonzaga jest pierwszą jego żoną. Więc mnie się wydaje, że… czy każdy następny gorszy? Nie wiem, ale każdy następny w coraz gorszej sytuacji się znajdujący. I à propos tego potopu jeszcze mi się skojarzyło, bo ten potop to jest postrzegany jako, można powiedzieć, powód swarów w rodzinie Wazów, że Wazowie ze sobą się winią. Ja bym tego tak nie traktował, dlatego że pewne procesy jednak zachodzą w sposób powiedzmy nieubłagany i wzmocnienie się Szwecji w czasie wojny trzydziestoletniej itd. powoduje, że co mają robić Szwedzi? Iść ze swoją ekspansją na południe. Co to znaczy na południe? Albo tu na Inflanty, albo przez Bałtyk i dalej. Więc myślę sobie, że nawet gdyby się nie kłócili Wazowie o koronę szwedzką czy polską, to ten rodzaj konfliktu był możliwy, bo tu był ten trójkąt Rzeczpospolita, Szwecja, Rosja, Rosja się pcha tu, Szwecja się pcha tu, a Rzeczpospolita jakoś jest obiektem agresji. I proszę pamiętać, mówi do pana człowiek, dla którego w młodości Szwecja była synonimem bogactwa. Posiadanie samochodu Volvo albo Saab to było zupełnie poza granicami wyobraźni. Tymczasem mówimy o czasach, kiedy to u nas jest bogato, a Szwed idzie z rejonów biednych i głodnych. I niech te rabunki, jakich dokonywali w czasie potopu, świadczą o tym najlepiej.

Jesteśmy w siedzibie Muzeum Historii Polski, gdzie na parterze mamy te kamienie, które Hubert Kowalski dzielnie wydobył z dna Wisły. To pokazuje, co oni wywozili na tych szkutach. Naprawdę wielgachne kamienie. Dzięki temu to się utopiło, jak rozumiem i zostało w Polsce. Ale rodzaj tej napastliwy i złodziejstwa zwykłego ze strony szwedzkich okupantów pokazuje jaka była to różnica rozwoju gospodarczego. Więc myślę, że tamten konflikt był prędzej czy później nieunikniony. A że on się tak trochę dziwnie odbywał, że najpierw ta łatwość zdobycia całej Rzeczpospolitej, a potem z kolei to uruchomienie wszystkich możliwych sił narodowych, jesteśmy trochę więźniami Sienkiewicza i wiemy, że Czarniecki dobry i że oblężenie Jasnej Góry i że oburzenie katolickiego społeczeństwa na tych lutrów przebrzydłych. Wielkie powstanie, gwałtowna zmiana sytuacji militarnej. Aż się wierzyć nie chce, prawda? No a Jan Kazimierz, którego pan widzę nie za bardzo lubi, ucieka na Śląsk przed wojskami Karola Gustawa, a potem wraca z tego Śląska i zaczyna stać ponownie na czele narodu i składa śluby

lwowskie Jana Kazimierza, które znowu Matejko nam pięknie wymalował, czyli tak zbliża się obietnicami do pewnego renesansu społecznego, do którego zamierza się przyczynić. Taki on był, może nienajgorszy tylko martwi mnie, że abdykował i że wywiózł do Francji zbiory Wazów obrazów, kosztowności itd. I że one w wyniku jego losów późniejszych zostały roztrwonione. Były sprzedawane na aukcjach. Tutaj mam do niego kolejną pretensję, bo znawcy sztuki mówią, że to była naprawdę godna kolekcja choćby obrazów. A jeśli mogę jeszcze słowo na temat tych potopowych rzeczy, to oczywiście w literaturze przedmiotu mówi się o takich szacunkach, jak bardzo demograficznie to osłabiło Polskę, czy też czy też gospodarczo i wymienia się straty rzędu 2/3 ludności. Jako statystyk mam oczywiście wątpliwości co do takiej skali, ale na

pewno skala jest ogromna.

Ale moją książkę ostatnio poświęciłem kanonikowi Giovanniemu Battiście Jacobelliemu. Kanonikowi warmińskiemu. I czytając listy i źródła dotyczące tej postaci, uświadomiłem sobie, jak z takiej perspektywy lokalnej ów potop szwedzki, jakim dramatem był z tej perspektywy, że ci kanonicy, czyli sobie mieszkają we Fromborku, mają swoje kanonie, mają dochody z tych dóbr kanonicznych. A tu przychodzi nawała szwedzka, nie ma się gdzie schować. Jedynym miejscem, zwracam pana uwagę na to, bezpiecznym naprawdę jest co? Gdańsk. Do Gdańska. Tam nie wejdą. Jednak potęga Gdańska była wtedy niesamowita. Ale ten rejon Warmiński, Lidzbark Warmiński czy Frombork właśnie to są te miejsca zdewastowane przez wojska szwedzkie, a jak one ustępują, to się pojawiają wojska brandenburskie i jest jeszcze gorzej. A potem jacyś najemnicy, również polscy i też wszystko łupią. Krótko mówiąc, takie wypuszczenie z rąk władzy jakiejkolwiek tej rzeczywistości, o czym zapominamy, myśląc często wyłącznie o tych frontach, o przesuwaniu się czy to powstańców Chmielnickiego, czy Szwedów od północy na południe, czyli w mikroskali to też był był, nie chcę powiedzieć disaster, ale jakieś tam straszliwe zniszczenie i okropny okres w takiej perspektywie prywatnej, konkretnych ludzi.

 

- Dziękujemy za wysłuchanie podcastu. Zapraszamy do subskrypcji kanału Muzeum Historii Polski, tak aby nie ominęły Państwa kolejne odcinki. Dla spostrzegawczych słuchaczy, którzy zastanawiali się, dlaczego nie rozmawialiśmy o fakcie przeniesienia rezydencji królewskiej do Warszawy przez Zygmunta III, wiadomość, że będzie to tematem jednego z kolejnych odcinków z udziałem profesora Wojciecha Tygielskiego. Zatem do usłyszenia.

Dane o obiekcie

Opis

Szwedzka dynastia Wazów rządziła Rzeczpospolitą Obojga Narodów niecałe 100 lat. Zygmunt III Waza został wybrany na króla podczas elekcji w 1587 roku. Co zaważyło na tym wyborze? Jak udało mu się wygrać z konkurentem z rodu Habsburgów, księciem Maksymilianem III i jaki miała z tym związek Anna Jagiellonka? Wspomnimy także o ważnej roli, jaką w tamtym czasie odegrał potężny magnat Jan Zamoyski. Czy Zygmunt III Waza był dobrym królem? Czy szybko zrozumiał specyfikę kraju, w którym przyszło mu rządzić? Dlaczego zbudowana w stolicy przez jego syna, Władysława IV kolumna Zygmunta wzbudziła tak wiele kontrowersji? Dzisiaj uznajemy ją przecież za jeden z symboli Warszawy. Czy rządy Wazów to czas chwały Rzeczypospolitej Obojga Narodów? A może preludium do nieszczęść, które spadły na nas w XVII wieku? Jak to z tymi Wazami w naszej historii było naprawdę? O tym wszystkim w Podcaście Muzeum Historii Polski z serii Inne historie Polski. Rozmawiają Cezary Korycki i jego gość, profesor Wojciech Tygielski z Uniwersytetu Warszawskiego.