Tajemnice obrazów Jana Matejki
Muzeum Historii Polski;
09/12/2024
Klasyfikacja praw autorskich
Transkrypcja
Wizja historii z płócien Jana Matejki to obrazy, które już na stałe wdrukowane są w świadomość każdego Polaka. Myślimy o naszej przeszłości Matejką, widzimy twarze władców i innych wielkich Polaków, ale także i tych zapisanych w historii niechlubnie. Wielkie bitwy, znamienne momenty, triumfy, czasem klęski. Skala twórczości artysty z Krakowa to malarstwo historyczne, chyba bez precedensu w dziejach samej historii sztuki. Tylko czy to na pewno malarstwo historyczne? Czy nie za dużo jest w nim ukrytych znaczeń, przekazów, wręcz kodu, który nazwać możemy kodem Matejki? Jak układają się w tej sekwencji symboliczne figury władcy, zdrajcy czy mędrca? Powtarzalne i obecne w tak wielu z dzieł mistrza. To właśnie będzie tematem dzisiejszego odcinka, a moim gościem będzie prof. Wojciech Tygielski. Nazywam się Cezary Korycki i zapraszam na podcast Muzeum Historii Polski „Prześwietlenie. Inne historie Polski”. Część pierwsza: Sztuka i historia. Dzień dobry, dziś gościem podcastu Muzeum Historii Polski będzie prof. Wojciech Tygielski. Witam, panie profesorze. Dzień dobry, witam serdecznie. I to jest wielki powrót, dlatego że Pana profesora przez pewien czas u nas nie było, ale dzisiaj będziemy też rozmawiać o wielkich historycznych tematach. Ale to jest też wielki powrót, dlatego że nieustająco wielkim zainteresowaniem cieszą się poprzednie nasze odcinki z Panem Profesorem, które mieliśmy przyjemność realizować. Zapraszam do poprzednich naszych spotkań. Miło mi to słyszeć. Dzisiaj tematem jest Jan Matejko i „Dzieje cywilizacji w Polsce”. Głównie „Dzieje cywilizacji w Polsce”, czyli ten najważniejszy cykl 12 prac Jana Matejki. Cykl, który zasługiwał by chyba na dwanaście oddzielnych odcinków, w których każda z tych prac byłaby omówiona w kontekście historycznym. Może kiedyś uda nam się taki cykl zrealizować. Ale dziś porozmawiamy o Mistrzu w kontekście całości, skondensujemy jego dorobek, dorobek w ramach jednego spotkania. Czym są w ogóle „Dzieje cywilizacji w Polsce” i czy przede wszystkim sztuka Jana Matejki to jest malarstwo historyczne? Zastanawiałem się właśnie, jak można rozmawiać jednak w formie radiowej na tematy artystyczne, czy też na temat obrazów. Jest to możliwe, ale wymaga specjalnego kunsztu. Ja jako historyk interesuję się Matejką przede wszystkim z punktu widzenia tego, co on namalował, a nie jak to zrobił i „Dzieje cywilizacji w Polsce”, mnie się wydaje, że to nie jest może najważniejsze dzieło Matejki, bo przecież te wielkoformatowe, historyczne obrazy jednak swoim znaczeniem przeważają. Ale ja widzę w tym taką tajemnicę, mianowicie co on nam chciał naprawdę powiedzieć, malując 12 obrazów, które zatytułował właśnie tak. Wziąłem sobie ściągawkę, żeby nie pomylić tytułów i kolejności. Ale to jest tak, że pewne elementy tego cyklu są oczywiste. Pierwszy to jest Zaprowadzenie chrześcijaństwa. To nie wymaga specjalnego komentarza. Drugi to koronacja Bolesława Chrobrego. To też jesteśmy przyzwyczajeni do tego fundamentalnego wydarzenia, jakim była koronacja i wszystko, co było z tym związane. Ale potem są takie tematy, które wymagają wydaje mi się odrobiny namysłu. Punkt trzeci Przyjęcie Żydów, czyli zaleta migracji i zaleta otwartości na pewne zjawiska migracyjne. Bo to jest na pewno namalowane w ciepłym stosunku do tego zjawiska, a jednocześnie mamy kilka punktów dalej Powtórne zajęcie Rusi – Bogactwo i oświata, czyli znowu ekspansja. Powtórne, no bo Chrobry, a to się odnosi do Kazimierza Wielkiego i do naszej ekspansji na wschód. Jakby takie podkreślenie, że w obie strony dwa wektory ku nam i ekspansywne, pochwalane tutaj zdecydowanie, to są elementy, które umacniają państwo. Ale po drodze są dwa punkty, które mnie zawsze niepokoją. W Łęczycy pierwszy sejm – Spisanie praw – Ukrócenie rozbojów. Chodzi o synod łęczycki 1180, Ale to jest nieważne. Ważne jest to, że nagle on odnosi się do pewnego wydarzenia, które nie mieści się w naszym kanonie podstawowych faktów historycznych i coś nam przez to chce powiedzieć. A drugi to jest Klęska Legnicka – Odrodzenie. Cytuję specjalnie te tytuły, bo Matejko jest czy był człowiekiem, który nam wszystko tłumaczył. To jest jego cecha absolutnie fundamentalna, na tle, wydaje mi się, całego malarstwa historycznego i malarstwa w ogóle. Od niego dowiadujemy się, co autor chciał nam powiedzieć. Czyli nie to jest ważne przy interpretacji, żeby dociec, że to jest ten biskup albo ten wojewoda, bo to nam Matejko mówi. Tu stoi nuncjusz papieski, dlatego że on się przygląda wydarzeniom z roku. Czyli nie mamy tej tajemnicy, jeśli chodzi o intencje i o treść bezpośrednią, ale mamy tajemnicę, jeśli chodzi o tę treść głębszą. Więc proszę zobaczyć Łęczyca i ta Klęska Legnicka są dwoma z 12 ważnymi elementami tego cyklu. Dojadę do końca, jeśli Pan pozwoli, bo ta całość wydaje mi się ma znaczenie. Punktem ósmym jest Chrzest Litwy. To zrozumiałe, prawda? Ochrzciliśmy Polskę, ochrzciliśmy Litwę, ale potem są co najmniej trzy punkty, które są związane z pośrednio uniwersytetem, Akademią Krakowską, czy z edukacją, bo jest obraz zatytułowany, znowu proszę zwrócić uwagę na ten opisowy tytuł: Założenie Szkoły Głównej przeniesieniem do Krakowa ugruntowane. Nie wnikajmy dlaczego przeniesieniem. Wiadomo, że Kraków był od początku miejscem tej uczelni, ale Założenie Szkoły Głównej, a te kolejne będą miały tytuły: Wpływ Uniwersytetu na kraj w wieku XV – Nowe prądy – Husytyzm i Humanizm. No wszystko jak spis treści podręczników. I wreszcie: Złoty wiek literatury w XVI wieku – Reformacja – Przewaga katolicyzmu. Bardzo wiele miejsca poświęcił Matejko na ten moment budowania podstaw edukacyjnych społeczeństwa, żeby następnie okazać się bardzo lakonicznym, jeśli chodzi o ostatnie 200 lat naszych dziejów. Bo ten jedenasty, już przedostatni obraz z cyklu jest zatytułowany: Potęga Rzeczypospolitej u zenitu – Złota wolność – Elekcja. Ale chodzi o konkretną elekcję 1573. O Walezego, a następna jest Konstytucja 3 Maja. Czyli całe 200 lat ostatnich mistrz pominął, jakby nic się nie budowało. Ja mogę zrozumieć, że budowa istoty tej cywilizacji następowała wcześniej. Ale mam taką obserwację nie do końca wyjaśnioną. Prosiłem o to moich studentów. Też nie do końca mi potrafili powiedzieć, jak to rozumieją. Dlaczego właśnie jest takie przesunięcie akcentów na rzecz tego rozbicia dzielnicowego. Jakby w tym rozbiciu dzielnicowym budowano fundamenty przyszłego zjednoczenia państwa za Łokietka i Kazimierza Wielkiego. I potem jest ten reflektor skierowany na elementy edukacyjne. Mi się wydaje, że jest w tym jakieś przesłanie, z którego warto i dzisiaj korzystać. Jednak twórczość Jana Matejki jest ciekawa dla znawców historii, dla historyków, dla pasjonatów historii, ale mam wrażenie, że ciekawa jest w kontekście tego, jak lubimy wytykać pewnego rodzaju może nie błędy, tylko swobodne podejście do faktów, do postaci, które czasami pojawiają się na jakimś płótnie, a już np. od kilku lat taka postać nie żyła albo była gdzie indziej, albo była w innym wieku. Ale nie o to chodzi przecież. Myślę, że zupełnie nie o to chodzi. Analitycy, czy osoby analizujące twórczość Matejki uwielbiają ustalenie właśnie tych niekonsekwencji, z których mistrz sobie przecież zdawał sprawę. I nie łapiemy go tu na żadnych błędach rzeczowych. Drugim wątkiem jest to ustalenie, kto był pierwowzorem postaci, ale o tym zdaje się jeszcze będziemy rozmawiać. Otóż to jest moim zdaniem połączone z tym dydaktyzmem, który ja widzę u Matejki, że on potrzebuje poszczególnych elementów, więc umieszcza je w jednym wspólnym jakimś kontekście, bo jest mu potrzebny choćby nieżyjący senator w danym momencie do pokazania całości obrazu. Mnie się wydaje, że warto na tę twórczość Matejki też patrzeć z punktu widzenia chronologii powstawania obrazów, dlatego że tak jak sobie kiedyś zestawiałem te daty powstania, bo tak, to mamy pewną mieszankę, znamy konkretne tytuły, a to jakiś Stańczyk, a to Unia Lubelska, a to Grunwald. Natomiast jak to się układa w cykl chronologiczny, to widzimy, że na początku są takie bardziej wydaje się moralizatorskie wątki. Jest Stańczyk z 1862 roku, czyli mamy tam scenę balu, beztroski, a Stańczyk się martwi, co będzie z Rzecząpospolitą. Jest Kazanie Skargi potem. Czyli znowu samotny Skarga nie do końca przemawiający do słuchaczy, którzy zajmują się trochę czymś innym. I jest Rejtan najbardziej chyba taki spektakularny obraz upadku Polski i samotności tego człowieka, który próbuje się przeciwstawić. I to jest początek, to jest wczesna twórczość, ta wielkoformatowa, relatywnie wczesna. Natomiast potem mamy taki cykl Unia Lubelska, Batory pod Pskowem, Bitwa pod Grunwaldem właśnie, gdzie są elementy ku pokrzepieniu serc, oczywiście, ale są też elementy... Krytycy dopatrują się elementów krytycyzmu, że jakieś elementy słabości widać już w tych poszczególnych scenach. Może z wyjątkiem Zawieszenia dzwonu Zygmunta, który jest w pełni taki optymistyczny. Potęga jagiellońska, wspaniały dzwon, wspaniałe postacie, które przy nim pracują i nadzieja, że ten dzwon będzie miał okazję dzwonić wielokrotnie. Teraz jak niepodległość. I jest wreszcie wydaje mi się taka grupa wśród tych obrazów, takiego zadumania nad konsekwencjami czy nad oczywistością pozytywnych konsekwencji. Taki jest hołd pruski. Hołd pruski ma w sobie coś takiego, że to jest tryumf pozorny, że już Matejko i my wszyscy dobrze wiemy, że te Prusy, czy też ten Hohenzollern, który hołduje królowi Zygmuntowi, to jest zalążek państwa pruskiego i zalążek przyszłego zaborcy, i że to lenno przestanie istnieć w połowie XVII wieku. A i Konstytucja Trzeciego Maja, choć jest oczywistym pozytywem, jest takim dowodem na przełamanie niemocy, na nadzieję, na odrodzenie i społeczne, i narodowe, i państwowe. Ale jednak na tym obrazie nie wszyscy jakby są pochłonięci tym wątkiem, jakby roztargnieni, trochę nieobecni, trochę niezainteresowani. Także wydaje mi się, że patrząc na tę chronologię, widać, jak Matejko dojrzewa, jak myśli o pewnych rzeczach. I wydaje mi się, że też to jest efekt kolejnych lektur. Bo jeśli mogę jeszcze to zdanie dodać. Cechą Matejki jest znakomita znajomość historii i środowiska historyków. Przypomnę, że mamy wtedy do czynienia z tzw. szkołą krakowską historiografii, to znaczy ludźmi bardzo wybitnymi, takimi jak Walerian Kalinka, Józef Szujski, którego wykładów Matejko słuchał wielokrotnie, Stanisław Smolka czy Michał Bobrzyński. Ludzi, którzy uważają, iż ten nasz upadek jest wynikiem słabości wewnętrznej, anarchii, prywaty. To, co mniej więcej się mieści w naszym kanonie edukacyjnym i którzy spierają się tutaj z troszeczkę na wyrost nazywaną moim zdaniem szkołą warszawską, która jest taką opozycją wobec tej krakowskiej, która była jednolita. Jednak jakieś poglądy, jakiegoś środowiska, pada pojęcie stańczyków, oczywiście wyrażała. A ci warszawscy byli bardziej tacy rozproszeni, mniej jednolici. Adolf Pawiński, Tadeusz Korzon czy Władysław Smoleński, którzy uważali, upraszczając, że to agresja zewnętrzna właśnie uniemożliwia nam dokonanie tego odrodzenia, którego symbolem jest Konstytucja 3 Maja. Można powiedzieć, że Jan Matejko był takim artystycznym, zbrojnym ramieniem szkoły krakowskiej, które to ramię pokazywało pewnego rodzaju tezy. Zdecydowanie. Tutaj porównanie z Sienkiewiczem aż się nasuwa, prawda? Ten maluje, ten pisze fantastyczne i czytane powszechnie powieści, to się tworzy pewien komplet takich prób. I pokrzepienia serc i dodawania otuchy, i wskazywania drogi wyjścia z niedobrej sytuacji dziewiętnastowiecznej. Oczywiście mieliśmy w<i> </i>XIX wieku wybitnych Polaków, pisarzy, kompozytorów, naukowców, przedsiębiorców. Gdzież tam, możemy ich porównywać z konkurencją światową, szacować, w jakiej lidze grali. Wiemy, w jakiej lidze grał Fryderyk Chopin, wiemy, w jakiej lidze grał Henryk Sienkiewicz. A w jakiej lidze malarstwa historycznego grał Jan Matejko, jeśli chodzi o świat? Wydaje mi się, że nie było chyba takiego malarza, który z takim rozmachem ilustrowałby historię. A może się mylę? Tutaj nie aspiruje do bycia w pełni kompetentnym, więc wypowiadam się jako trochę amator, ale ja mam wrażenie, że nie, że to jest unikalna zupełnie postać i unikalny warsztat, i unikalne przesłanie, i unikalna intensywność tego przesłania. Taka skoncentrowana na pewnych konkretnych wątkach. Co my mamy w klasycyzmie? We Francji mamy Davida z jego Śmiercią Sokratesa czy z Przysięgą Horacjuszy. No i mamy oczywiście sławnego Delacroix, z tą wolnością idącą na barykady, czyli rewolucja lipcowa 1830 roku. Malarstwa historycznego jest bardzo dużo generalnie. I przecież Matejko nie jest pierwszym i nie jest jedynym w XIX wieku. Tak się zastanawiałem nad poprzednikami naszymi krajowymi, ale zwracam uwagę, że jest taki obraz sławny Bitwa pod Orszą odnoszący się do bitwy 1514 roku. Symboliczny początek zmagań litewsko, wtedy raczej, moskiewskich, ale generalnie tych naszych kłopotów na granicy wschodniej. I jest ten obraz, który jest anonimowego autora, czyli nie mogę powiedzieć, że tutaj ktoś takim był wielkim poprzednikiem Matejki, choć obraz jest z rozmachem zrobiony, batalistyczne wszystko jak trzeba. Potem przyszło mi na myśl, że Tomasz Dolabella, czyli nasz Włoch XVII-wieczny na dworze Wazów, malarz nadworny itd. Między innymi malował rzeczy, które można nazwać historycznymi, na przykład taką Bitwę pod Lepanto. Ale to jest problem dla mnie definicji, trochę pan o to pytał, malarstwa historycznego. Dla mnie to są takie obrazy, które wykorzystują wątki historyczne w jakimś konkretnym celu. To znaczy, że jest jakieś przesłanie, że jakoś powody użycia wątku historycznego się tłumaczą i jakieś intencje, wydaje mi się, stoją za malarzem. Myślę, że akurat Bitwa pod Lepanto poza tym, że uruchamiała wyobraźnię Europejczyków i to morska bitwa, Turcy, zagrożenie to były jakieś takie hity epoki. To nie była jakaś taka ważna dla polskiej świadomości. Ale dochodząc do... Jest oczywiście Bacciarelli i tak dalej. Jest Canaletto, jest mnóstwo malarzy, ale tej klasy, jeśli dojdziemy do XIX wieku i wydaje się, że tak samo jak Sienkiewicz sięga do przeszłości, w której szuka pociechy i takich dowodów na prosperity, jeśli to była prosperity, to Matejko robi, podobnie i ci malarze dziewiętnastowieczni w związku z sytuacją dziewiętnastowieczną, zaborczą itd. szukają też takich wątków, więc wydaje mi się, że malarstwa historycznego znacznie przybywa. Mamy Artura Grottgera, który jednak te całe cykle powstańcze, Polonie itd. Mamy Józefa Brandta, którego ja bardzo lubię, zarówno te kozackie XVII-wieczne wątki, jak też zwracam uwagę, to jest autor Bitwy pod Chocimiem. Wcześniej Norblin. Norblin, które też... To szkice są na ogół, ale jemu zawdzięczamy bardzo wiele, jeśli chodzi o realia historyczne, czyli znowu pewien realizm, który w sytuacji bardzo niewielkich zasobów ikonograficznych odnoszących się do tej kultury staropolskiej, zwłaszcza kultury politycznej, jak wyglądały sejmiki. To zawdzięczamy naszą wiedzę w dużym stopniu Janowi Piotrowi Norblinowi, ale on też ma takie dzieło jak Zaprzysiężenie Konstytucji 3 Maja, często używane w różnych ilustracjach. Siemiradzki to też jest wielkie nazwisko i też pokazujące, jak ta dawniejsza tym razem historia, ta wspólna, ta starożytna inspirowała tego wielkiego twórcę. Mam wrażenie, że że to jest zjawisko jednak bardzo mocno osadzone w XIX wieku i wiązałbym to z sytuacją polityczno-społeczną, bo nawet w twórczości Matejki widać wyraźnie, że przeżycia związane z powstaniem styczniowym jakoś odciskają się na jego świadomości, że on miał tam jakieś próby uczestnictwa w tym powstaniu, pomagania, a na pewno został wstrząśnięty wydarzeniami i represjami popowstaniowymi. Za chwilę przyjrzymy się ciekawym wątkom z kuchni artystycznej Jana Matejki. Ale teraz może chwileczkę o temacie, który jest bardzo intrygujący, bardzo ciekawy. Oczywiście dżentelmeni o pieniądzach nie rozmawiają, ale skoro ten Matejko był takim tuzem malarstwa historycznego, tyle tych dzieł namalował. Tak duże znaczenie odgrywały i były kupowane przez największych arystokratów, jak za chwilę usłyszymy, w Europie. Jaka była wartość tych dzieł Jana Matejki na dzisiejsze pieniądze, jeśli chodzi o dochody, jakie zapewniały jemu i jego rodzinie? O, wymaga pan ode mnie za dużo. To znaczy ja pamiętam, że były jakieś aukcje kilkanaście lat temu różnych dzieł Matejki, nie tych pierwszorzędnych, tylko drugo i trzecio i one osiągały jakieś zawrotne sumy. Tylko tyle mogę powiedzieć o współczesności. Natomiast są te rzeczy bezcenne, które się mieszczą w kanonie jego twórczości i możemy się zastanawiać, ile one były warte w XIX wieku. No, jak wiadomo, każda rzecz, jeśli ją chcemy sprzedać, tyle ile jest warta, ile ktoś chce za nią zapłacić. Więc padają w tych życiorysach Matejki imponujące sumy i imponujący nabywcy, prawda? Wiadomo, że Bitwę pod Grunwaldem kupił finansista warszawski, który nazywał się Dawid Rosenblum za 45 tysięcy, no właśnie, złotych, florenów. Tutaj ta nomenklatura zawsze sprawia nam pewien kłopot. To na pewno było mnóstwo pieniędzy i trudno to jednoznacznie przeliczać na płace, koszty utrzymania itd. Ale to była suma pozwalająca wydaje mi się utrzymać rodzinę przez kilka lat. Każdy artysta malarz, jeśli się utrzymuje i to z powodzeniem z twórczości artystycznej, no to jest sukces. Jak wiemy, zwłaszcza dzisiaj, to nie każdemu się udaje. Więc Matejko z całą pewnością mógł spokojnie żyć z malarstwa. Wiadomo, że Kazanie Skargi zostało sprzedane za 10 000 złotych, toteż te sumy rosną razem z upływem czasu, bo Matejko robi się coraz sławniejszy. Ale zwracam uwagę może nie tyle na te sumy, bo jeszcze parę można by wymieniać. Chyba Batorego pod Pskowem kupił hrabia Tyszkiewicz, Benedykt Tyszkiewicz za z kolei 60 tysięcy złotych. Sumy ogromne, ale zwracam uwagę, że Matejko nie tylko sprzedawał, prawda? Że tam jest ten rodzaj patriotyzmu mistrza, który po pierwsze uruchamia zbiorową wyobraźnię, że na te obrazy Matejki się czeka, że o ich powstawaniu się informuje. To jest ciekawe, że to się czyta w prasie, że mistrz właśnie pracuje nad tym i nad tym. Mistrz kończy. Mistrz skończył, wystawił w jakimś Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pięknych czy gdzieś tam. I na przykład następują zbiórki społeczne, żeby to od niego kupić. Czyli jest taka współpraca ze społeczeństwem. Jest, wydaje mi się, pełna akceptacja dla tej roli i pozycji Matejki w tych kręgach krakowskich. No i wreszcie jest ten przypadek z Sobieskim pod Wiedniem, kiedy Matejko postanawia ofiarować obraz papieżowi Leonowi XIII I jest cała taka akcja, która ma podłoże polityczne. Delegacja tarnowska jedzie do Rzymu, ofiarowują obraz. Dzięki temu mamy takie ważne Polonicum dzisiaj w Muzeach Watykańskich i możemy z radością na to wskazywać. No ale to jest działanie patrioty Matejki, który przecież nie myśli o komercji, tylko myśli o ogólnym przesłaniu. Podobnie Astronom Kopernik. To jest ten ostatnio często pokazywany obraz związku z rokiem Kopernikowskim czy też Kopernikańskim. Znowu Astronom Kopernik, czyli rozmowa z Bogiem. Ten bardzo ciekawy i piękny obraz został zakupiony znowu ze składek społecznych, żeby podarować uniwersytetowi. Czyli jest to jakaś wspólnota ludzi, którzy starają się to nasze patrimonios orico, że użyję tego określenia włoskiego, wzbogacać. I Matejko jest tu bardzo ważnym elementem. Cesarz chyba kupił, nie pamiętam, Rejtana. Pamięta pan? Rejtana chyba. Franciszek Józef kupił. No więc znowu mamy tę Galicję. Musimy pamiętać o tej scenerii w której są Austro-Węgry, jest dobry cesarz Franciszek i jest Kraków. Nie tak daleki od Wiednia. Część druga. Władca. „Z hotelu poszedłem prosto do mariackiego kościoła na nabożeństwo. Po mszy zaś świętej idę do Reymana w Sukiennicach na kawę. Już w bramie kościoła dostrzegłem, że mi się jakiś sucherlawy przypatruje. Macałem się po piersiach. Torba z pieniędzmi jest. Patrzę sucherlawy za mną. Czego ty człowiecze, chcesz ode mnie? Czego za mną łazisz? A on mi na to nic nie odpowiada, tylko szepce sam do siebie. Co za głowa, co za wyraz! Jakie zęby! Istny jedyny Stefan. Wariat jakiś pomyślałem i powiadam mu na to: Ja nie Stefan, ja Teodor, A on sobie dalej Stefan, Stefan, Stefan! Machnąłem ze złością ręką i odwróciłem się. Myślę: Wariat skończony, Niech ci będzie Stefan. Lecz on w tej chwili musiał się domyśleć mego zamiaru, bo nagle roześmiał się delikatnie i kłaniając się nisko, zarekomendował się. Jestem Matejko. Przyznam się, żem zgłupiał. On to swoje Matejko powiedział tak, jakby był jakimś wojewodą. Widocznie myślał, że każdy musi wiedzieć, co to jest Matejko. Pomyślałem jednak: Dobrze, że Matejko, a nie złodziej”. Tak spotkanie z mistrzem opisywał pewien szlachcic z Podola, Teodor Tuchowicz, który nieopatrznie przybył do Krakowa w interesach i nieopatrznie wziął udział w castingu na postać Stefana Batorego. Trzeba przyznać, że wizerunek królów polskich, który mamy przecież wdrukowany nomen omen w podświadomość z uwagi na poczet królów Polski czy nawet banknoty, które pamiętamy przecież od lat dziecięcych, ten poczet jest, delikatnie mówiąc, umowny. Te wizerunki tych naszych władców są wysoce umowne. Bardzo umowne. Matejko podobnież korzystał z rodziny i znajomych i takich właśnie dziwnych ludzi spotkanych na ulicy. Podobno nawet królowa Bona to jest wizerunek jego małżonki. Czytaliśmy te same opracowania, widzę. Też cała moja wiedza na ten temat jest z dość licznych opracowań na temat Matejki i z tych wspomnień Mariana Gorzkowskiego, to może warto to nazwisko tu przytoczyć. Przyjaciel, współpracownik Matejki, któremu też zawdzięczamy szalenie wiele faktów i informacji na temat kuchni artystycznej Mistrza. Natomiast wracając do tych postaci władców tak się zastanawiam, bo na pewno pamiętam, że Zygmunt August, jak jest scena Unii Lubelskiej na obrazie Unia Lubelska, Zygmunt August jest taki brodaty, z takim nieprzeniknionym spojrzeniem, jakby był nieobecny. Wydaje mi się, że to też warto się nad tym zastanowić, czy to wydarzenie historyczne i czy to jest jakiś komentarz, jakieś zdystansowanie się w stosunku do tego faktu historycznego, który ja zawsze uważałem za super, super pozytywny jednoznacznie, dopóki nie zacząłem spotykać historyków litewskich, którzy mówili, że ta Unia Lubelska cała to jest przejaw ekspansji polskiej i w ogóle byliśmy bardzo, bardzo wtedy mocarstwowi w tym rozumieniu tego połączenia polsko-litewskiego czy polsko-litewsko-ruskiego. Mam też takie... Na obrazie Rejtan jest portret carycy Katarzyny, który wisi na ścianie. I ona z tego portretu patrzy na to, co tutaj się dzieje. To też w tym jest taka pewna siła i emocja, taki pewien cynizm, powiedziałbym, tej politycznej patronki. Wreszcie jeśli chodzi o wyrazy twarzy, które dla mnie nie są jednoznaczne, a dotyczą władców albo prawie władców, to chętnie bym wymienił Batorego pod Pskowem jeszcze raz, gdzie mamy postacie oczywiście króla Batorego i kanclerza Zamoyskiego, no bo to jest ten duet, który wtedy dominuje. I o ile Zamoyski patrzy na przebieg całego tego ukłonu czy też ukorzenia się przed władcą Batorym z takim zaciekawieniem, z takim wzrokiem bystrym, wydaje mi się pełnym satysfakcji, to mam wrażenie, że Batory ma przymknięte oczy. I znowu ja się pytam, czy ci nasi królowie u Matejki są troszeczkę zdystansowani od tego, co się dzieje, od tych wielkich wydarzeń? Czy może uświadamiają sobie nietrwałość tych wątków, których są uczestnikami i autorami? W tej części rozmawiamy o władcy, o wizerunku władcy w dziełach Matejki. A które z tych przedstawień może być uznane za najbardziej kontrowersyjne? Chyba nie wskażę. Znaczy kontrowersyjne, ma Pan na myśli konsekwencje historyczne tego, co jest przedstawione, czy kontrowersyjność samego przedstawienia? Mam na myśli pomysł Jana Matejki, który został wykreowany po to, żeby może jakiś element czarnego wizerunku przedstawić albo kogoś wybielić niesłusznie zupełnie? Oczywiście mamy te postaci takie niedobre, mamy pewne symbole, prawda? Pojawiają się zarzuty wobec postaw niektórych ludzi. No znowu w obrazie Rejtan, prawda? Mamy tych wielkich, którzy przyczyniają się do upadku Rzeczypospolitej. Adam Poniński, Stanisław Szczęsny Potocki czy Franciszek Ksawery Branicki to są osoby obecne na tym obrazie i które się nie przejmują Rejtanem, nie przejmują się tym dramatem. One jakby w tym uczestniczą, a co najmniej na taki bieg wypadków przyzwalają. Natomiast takich niedobrych postaci wiele bym nie znalazł na obrazach Matejki, bo to jest ta pewna zbiorowość ważna. Tak jest w bitwie pod Grunwaldem, tak jest w Kościuszko pod Racławicami, gdzie mamy wielość osób, typów, które składają się na pewne wydarzenie. Chyba czytałem kiedyś u profesor Poprzęckiej taką uwagę, że tam jest taka wielość fizjonomii, na obrazie Bitwa pod Grunwaldem, że to nie jest tłum jednolity, tylko że przypatrując się możemy znaleźć bardzo różne postaci, że to coś znaczy, że dopiero złożenie w jedną całość tych różnych postaci tworzy obraz, o który Matejce chodziło. Jest też taki obraz à propos niedobrych ludzi Otrucie królowej Bony, które w tytule jest przypisane lekarzowi Antonio z Maceraty. Ja cały czas się uczyłem i profesor Cynarski, krakowski historyk, który to przed laty próbował badać, że odpowiedzialnym za otrucie Bony, jeśli do niego doszło, był niejaki Pappacoda. Ale czy to był Antonio z Maceraty, czy Pappacoda, wszystko jedno. Mamy scenę, w której ktoś naszej królowej podaje truciznę. Trudno o bardziej brzydkie intencje niż w wykonaniu tej osoby. Ona rzeczywiście ma taką chytra twarz, bo Matejko, co by nie powiedzieć, potrafił zilustrować to, co miał do powiedzenia w sposób absolutnie perfekcyjny. Część trzecia. Zdrajca. „Anna Walewska, córka jenerała Karwickiego, a przez matkę wnuczka Jacka Małachowskiego. Bardzo już wiekowa i bardzo poważna, ze łzami skarżyła się przed Matejką samym za swego dziada. Dowodziła, że w roku 1773 on był bez winy. Miała rację, ale Matejko odpowiadał, że nie był bez winy, w roku 1792. Matejko sądził, że spełnił obowiązek misję, ale nie mniej, gdyby był, widział taką starość sędziwą, czcigodną, jak drżąc na całym ciele z łkaniem w głosie, na krótko, jeszcze przed śmiercią wspominała, że ją zranił w najdotkliwsze, najboleśniejsze miejsce serca byłby doznał on znowu bardzo bolesnego uczucia”. Teraz porozmawiamy o innym motywie z dzieł Jana Matejki. Tym motywem jest zdrajca. W poprzedniej części pytałem pana profesora o kontrowersyjnego władcę, a tutaj już będzie w tej części bardzo kontrowersyjnie. Kontrowersje Matejko wzbudzał za życia. Przed chwilą wysłuchaliśmy historii związanej z Rejtanem. To dzieło budziło w Krakowie ogromne emocje. To jest bardzo ciekawe, że wnuki i prawnuki tych osób na tym dziele zilustrowanych planowały nawet odkupienie Rejtana, schowanie, a nawet zniszczenie, bo było im zupełnie niezręcznie, że ich przodkowie są przedstawiani w takiej, a nie innej roli. Ostatecznie Rejtana zakupił, tak jak mówiliśmy wcześniej, cesarz Franciszek Józef i chyba dzięki temu miłościwie panującemu cesarzowi tego Rejtana możemy dzisiaj podziwiać. Jak z tą recepcją? Troszkę już o tym rozmawialiśmy. Wydaje mi się, że to jest właśnie ta kwestia skierowania jupiterów światła na mistrza i jego działania i pewna aktualizacja jego poczynań. I społeczne zainteresowanie tym, co tam się dzieje. To wydaje mi się zupełnie unikalne. Znaczy to pokazuje, trudno sobie wyobrazić, że pan czy ja się dzisiaj zastanawiamy, co akurat jakiś malarz współczesny ma na warsztacie, jak namaluje, pokaże i będzie starał się przekonać, że to jest coś bardzo wartościowego. A tu jest ta oczywistość, że mamy do czynienia z ważnymi wydarzeniami artystycznymi, cokolwiek on zrobi. I jeżeli jest takie nastawienie, to choćby na tym wspomnianym Rejtanie, ci panowie właśnie Poniński, Potocki czy Branicki, przedstawieni w negatywnym świetle, mogli utrwalać pewien obraz zdrady ojczyzny. Przecież jednak trzeba pamiętać o tym, jak sobie wyobrażam w czasach zaborów, jak palącym problemem były przyczyny upadku państwa, słabości, szukania odpowiedzialności. No przecież trzeba to jakoś było sobie opowiedzieć, jakoś wytłumaczyć. To musiało być bardzo bolesne. To trwało bardzo długo. Więc wyobrażam sobie chociaż tych wątków, o których pan wspomniał, bardzo ciekawych, nie studiowałem, że kolejne generacje miały poczucie utrwalenia pewnego obrazu negatywnego swoich przodków. No i teraz jak można reagować? Dzisiaj to w ogóle jest niemożliwe, o czym się parę razy przekonałem, bo Internet wszystko ma w sobie i zachowuje, prawda? No, tutaj jest taka szansa, że dokonamy jakiejś cenzury, wykupimy nakład, kupimy obraz, który źle o nas świadczy. To też pokazuje, jak to jest wszystko ograniczone w skali. Jeszcze nakład to ja pamiętam czasy, kiedy autor czegoś, czego się wstydził, nerwowo próbował wykupić nakład nawet w świecie naukowym. No ale wtedy to rozumiem, było jednak łatwiejsze. Kiedyś rozmawialiśmy o dyplomacji, pamiętam, że to też dla tej dyplomacji, np. rosyjskiej, są bardzo ważne elementy, żeby wytrzeć z pamięci, z obrazów i z książek takie fragmenty relacji polsko-rosyjskich, które są dla nich jakoś tam niekorzystne, o kaplicy moskiewskiej żeśmy rozmawiali itd. To są bardzo ciekawe zabiegi pokazujące, jak wielkie znaczenie ci ludzie przypisują takim właśnie wizerunkiem. Natomiast ja upieram się, że tych postaci negatywnych nie ma tak dużo u Matejki albo one są wkomponowane w wymowę scen, które mają w sobie właśnie te kilka poziomów treściowych. Ten pierwszy ogólnie pozytywny, krzepiący, ten niepokojący czy coś tam już nie zaczyna się psuć wewnątrz w ramach takiego wydarzenia. Albo też takie zupełnie interwencyjne, pokazujące, że Skarga mówi mądre rzeczy, a go nie słuchają. Postaci postaciami, ale są przecież także rekwizyty różne, które się na tych obrazach pojawiają. Opowiedzmy może troszkę o tych nieoczywistych, różnych rekwizyty, które gdzieś tam są dla bardziej uważnych odbiorców wymowne. Pojawiają się czasem pieniądze na podłodze pamiętam. Pojawiają się jakieś znaki, takie typu krzyż, który świadczy o jakiejś tendencji, jakiejś dominacji. Pojawiają się wreszcie te obrazy w obrazach. Na to lubię patrzeć, że zza jakiejś kotary patrzy jakaś postać, której już zupełnie nie mogło być na tym obrazie. I ona coś mówi w sensie obserwowania rzeczywistości. Ale powiem panu zupełnie szczerze, że ja nie zwracam uwagi przesadnej na te rekwizyty, uważając, że zestawienie postaci, że dla Matejki najważniejsze są ludzie i ich wzajemne konfiguracje, czyli że on nie musi właściwie dodawać, to jest tylko dla dopełnienia obrazu tych rekwizytów, bo jest bardzo dużo tej treści w samym przesłaniu. A do tego jeszcze to jest dopisane łopatologicznie, co która postać ma znaczyć, czyli jakby jest mniejsza potrzeba eksponowania, wydaje mi się takich rekwizytów. Część czwarta. Mędrzec. No właśnie, mędrzec. Czy Piotr Skarga wypowiadający kazanie, którego nie wypowiadał? Czy Stańczyk, który może był, a może go nie było, ale dumał nad losem Rzeczypospolitej? Jak wygląda figura mędrca, który duma nad losem narodu i państwa? A może mówi coś na ten temat? Mi się wydaje, że to jest bardzo ważny wątek w twórczości Matejki i mieści się w tym takiej podstawowej interpretacji jego twórczości, która ma przestrzegać przed zachowaniami niepatriotycznymi, nieobywatelskimi. Czyli rodzaj takiego ostrzeżenia przed koncentrowaniem uwagi na sprawach zewnętrznych, a nie szukaniu istoty tego, co się w danym momencie dzieje. Trudno nie mieć sympatii dla mądrego Stańczyka. Czy on istniał, czy nie istniał. Nieważne. Ważne, że jest tak pięknie namalowany, który się nad czymś zadumał. Zaduma sama w sobie nie jest czynnością naganną, jest czynnością, którą raczej w każdej sytuacji chętnie pochwalimy. Więc ten kontrast pomiędzy milczącym z natury rzeczy i zadumanym człowiekiem, a gwarem zabawy jest tak oczywisty, że wydaje mi się, że to jest takie wezwanie do rzetelności, do prospołecznych postaw i że to dla Matejki było bardzo ważne. Także Skarga tak samo. Skarga to jest zupełnie ewidentne. Znowu nie wnikamy, czy wygłaszał swoje kazania, czy też nie, ale jest to pewne przesłanie, prawda, które apeluje o powściągnięcie się w kwestiach prywatnych na rzecz publicznych, o pohamowanie, o myślenie o dobru wspólnym. I wydaje mi się, że na tym obrazie jest taki akcent, że ten Skarga przesadnie uważnie słuchany nie jest. Proszę powiedzieć, czy jednak nie powinniśmy... Czy ja może pozwolę sobie wrzucić kamyczek do ogródka twórczości Jana Matejki? Czy nie był to w wielu przypadkach taki troszkę wyidealizowany wizerunek przeszłości i troszkę może też będący taką delikatną manipulacją historyczną? Podam na przykład dwa takie dzieła, które mi przychodzą do głowy. Po pierwsze to jest Hołd pruski, a po drugie to jest kolokwialnie nazywane ostatnio, ale bardzo popularny w dzisiejszych czasach i powielany częstokroć w Internecie tzw. hołd ruski, czyli Carowie Szujscy przed Zygmuntem III. Pierwsze z tych dzieł idealizuje niewątpliwie błąd polityczny, który miał opłakane konsekwencje dla naszego narodu, a drugie stało się taką propagandą, która dzisiaj jest tak bezrefleksyjnie powielana. Ostatnio rozmawiałem w jednym z poprzednich odcinków z profesorem Hieronim Gralą, wybitnym specjalistą od Rusi i on strasznie się oburzał, że co to w ogóle za hołd? I jacy to carowie ci Szujski? To nawet w tytule jest manipulacja i błąd. To jest zabawne, dlatego, że szykując się już do odpowiedzi, słuchając Pana pytania, pomyślałam o Hieronimie Grali jako o znawcy tematu i pamiętam z nim rozmowę, w której mnie także przekonywał, iż właściwym tytułem tego obrazu powinien być pokłon Szujskich, a nie żaden hołd i nie żaden ruski. Ja się z nim siłą rzeczy zgadzam, bo jego autorytet tutaj szanuję. Natomiast co do samego kontekstu, to zwracam też uwagę, że Matejko malował pokłon Szujskich dwa razy. Jako bardzo młody człowiek i pod koniec życia. To mnie ciekawiło. Dlaczego dwa razy wraca do tego samego wątku? Ale po kolei. Hołd Pruski. Troszkę już o tym żeśmy rozmawiali. Nie można jednoznacznie powiedzieć błąd polityczny. Tak bym nie powiedział, ale powiedziałbym sytuacja, która potem była powodem kolejnych błędów historycznych, Mianowicie były kolejne hołdy, hołdy pruskie, których nie wykorzystywano politycznie albo niekonsekwentnie wymuszono kolejne hołdy, jakby tolerując sytuację coraz większego separatyzmu pruskiego w stosunku do Rzeczypospolitej. Najogólniej rzecz ujmując. Więc sam moment jeszcze od biedy, ale potem było znacznie gorzej, dlatego że zdarzały się sytuacje, w której za pieniądze wypłacone Rzeczypospolitej, która ich bardzo potrzebowała, na wojsko w konkretnym momencie łagodzono tę relację lenną wobec Prus Książęcych. A carowie, że nazwę teraz ich z kolei po matejkowsku. No to rzeczywiście to jest trochę taki przejaw. Ta popularność współczesna może być związana z jakimiś kompleksami czy z naszą niechęcią do dzisiejszej Rosji i tego, co wyprawia. No bo te momenty rzadkie naszego tryumfu, tak eksploatowane i eksponowane w taki sposób, że Żółkiewski bierze do niewoli Szujskich, byłych już carów i że oni na Zamku Warszawskim wobec Zygmunta III i małego królewicza Władysława ten pokłon składają. To jest takie pocieszanie się, że byliśmy wielcy, równorzędni ówczesnej Moskwie i że mieliśmy momenty takiego triumfu. To tak, jak myślimy o okresie smuty, prawda o obecności Polaków na Kremlu itd, itd. To z grubsza jest ten sam czas, ale epizod. Powiedzmy sobie szczerze. To dlaczego Matejko wraca ponownie w zupełnie innym obrazie w sensie formalnym do tego wątku? To nie jest dla mnie oczywiste, ale to bodaj jedyny przykład w jego twórczości, kiedy tak samo zatytułowany obraz powstaje, że tak powiem, po raz po raz drugi. Czy Matejko chce nam coś przez to powiedzieć innego niż właśnie, popatrzcie, jacy byliśmy potężni? Nie jestem pewien. Nie mam takiego przekonania, ale może tutaj zbyt powierzchownie to interpretuję, że w tych dwóch obrazach i dwóch wątkach jest taka... Może w hołdzie pruskim bardziej jest takie przekonanie, że będzie niedługo szło ku złemu, w wyniku tego, co wam tutaj pokazuję. Ale w przypadku akurat pokłonu Szujskich wróćmy do nomenklatury Hieronima Grali, to chyba jakiegoś takiego przesłania długofalowego ja nie widzę. A na koniec naszej rozmowy jeszcze to, w jaki sposób następowała nie tylko recepcja dzieł Matejki, ale także w jakiś sposób kontynuacja jego dorobku. Mieliśmy takie przykłady twórców, którzy z podobnym rozmachem chcieli przedstawić polską historię. Tu jest ciekawy wątek sekwencji dzieł, które całkiem niedawno wróciły po długiej nieobecności do Polski. A myśli pan o Łukaszowcach, oczywiście? Tak jest. No tak, to dla Muzeum Historii Polski będzie na pewno bardzo ważny eksponat. I bardzo się cieszę, że te obrazy wróciły, ponieważ było o nich głośno ostatnio, więc może nie warto tak szczegółowo o tym opowiadać. Ale to, co wydaje mi się ważne, to to, że na tę Wystawę Światową w Nowym Jorku w 1939 roku otworzoną i przygotowywano polską ekspozycję. Jest pytanie, co my mamy do pokazania? To jest stałe pytanie, które sobie stawiamy w różnych epokach. W jaki sposób się najlepiej zaprezentować? I pomijam inne elementy pawilonu polskiego, swoją drogą bardzo interesujące, ale postanowiono, że na tę okazję władze zamówią u grupy określanej mianem Łukaszowcy, czyli grona artystów malarzy skupionych wokół Tadeusza Pruszkowskiego, bardzo ważnej postaci przedwojennej Akademii Sztuk Pięknych, że zostaną zamówione konkretnie historyczne obrazy. To po pierwsze. Bardzo mi z tego powodu miło. Po drugie, że tematykę tych obrazów określi kompetentne gremium, na czele którego postawiono profesora Oskara Haleckiego. To ważna postać ówczesnej naszej historiografii. Powojenny emigracyjny historyk, ale bardzo zasłużony i bardzo wybitny. Czyli bardzo poważnie podchodzono do samej tematyki i w efekcie tego powstało siedem obrazów. Jak zawsze je sobie porównuję z tymi „Dziejami cywilizacji” Matejki, o których rozmawialiśmy. Ale to jest na pewno nawiązanie do wielkoformatowych płócien Matejki. One powstawały w willi Pruszkowskiego w Kazimierzu nad Wisłą i były malowane, co bardzo ciekawe, zbiorowo. Znaczy tak rozumiem, terminy piliły, że poszczególni malarze w tym gronie, a było ich chyba -nastu, 10, 11 wykonywali fragmenty obrazów. Czyli to naprawdę praca zbiorowa. Jeden lepiej głowy, drugi lepiej to malował i to jakoś bardzo sprawnie poszło. Ale ta tematyka dla mnie, historyka, jest oczywiście najważniejsza. Wybrano chyba takie wątki, które świadczyły o pewnej międzynarodowej roli Polski, no bo w tym Nowym Jorku trzeba było jakoś to zaznaczyć, ale pewne rzeczy się w oczywisty sposób powtarzają w stosunku do Matejki. Punkt pierwszy - spotkanie Bolesława Chrobrego z Ottonem III, czyli jesteśmy u grobu świętego Wojciecha. Rok 1000. Mamy ten kanoniczny punkt. Przyjęcie chrześcijaństwa przez Litwę 1386. Znowu mamy chrześcijaństwo. Unia lubelska, znowu się powtarza. Odsiecz Wiednia. W stosunku do Matejki twórczości znowu mamy. Czyli mamy te takie elementy, kiedy a to bronimy Europy, a to rozszerzamy chrześcijaństwo, a to tworzymy twór polityczny w postaci Rzeczypospolitej. I takie są trzy pozostałe, które mają w sobie wątki demokracji. Myślę takie jakieś ustrojowe, które też mogły świadczyć dobrze o nas. Jeden z przywilejów jedlneńsko-krakowski, tam jest nadanie tego przywileju w 1430 roku, czyli jakby jednego z kanonów założycielskich, kamieni tej naszej demokracji szlacheckiej. Uchwalenie konfederacji warszawskiej 1573. Czyli mamy tolerancję religijną jako symbol naszej unikalności, którą się zawsze chętnie szczyciliśmy. Czy ona była prawdziwa, czy nie, to jest zupełnie inny temat, ale to należy do kanonu tego, czym się chwalimy. I wreszcie Konstytucja 3 Maja. Znowu nikt jej nie opuszcza, bo to jest klamra. I to jest pewna nadzieja na nowe otwarcie. Czyli ponieważ jest mniej tych obrazów, to wydaje mi się, że bardziej spójny program i spójne przesłanie, jakiego dokonali uczeni na czele z Oskarem Halecki. I wykonawcy, na czele z Tadeuszem Pruszkowski. Także ja bardzo lubię ten cykl i uważam, że to jest bardzo dobra kontynuacja Matejki. No to na koniec, panie profesorze, chciałem zaskoczyć pana pytaniem. Gdyby Jan Matejko pojawił się tu nagle za dotknięciem magicznej różdżki w roku 2024, to jakie dzieło z tej historii, pomiędzy jego śmiercią a naszymi współczesnymi czasami mógłby namalować? Z naszej historii. Z naszej historii? No myślę teraz, bo jestem całkowicie zaskoczony, ale Piłsudski z więzienia niemieckiego zwolnionym. I zajeżdża tutaj nam gdzieś na ten dworzec, prawda? Albo demokracja w kryzysie, żeby zostać przy międzywojniu i coś na moście Poniatowskiego 1926 rok. I następuje to bolesne bardzo starcie z jednej strony racji politycznych, z drugiej strony racji też politycznych i demokratycznych, czyli taki smutny moment. Wątków II WŚ, czy wszystkich tych okropieństw, to przecież by nie zabrakło. Ale ja wiem, gdyby Matejko miał dalej malować, to jakiś piec martenowski też by pewnie mógł namalować czy Nową Hutę z jakimś Birkutem. Wie pan, tak sobie zacząłem wyobrażać Podaj cegłę, ale w wykonaniu Matejki to mogłyby być przepiękne rzeczy. No i dalej już się boję ciągnąć dalej, prawda? Zgoda przy Okrągłym Stole osiągniona. Proszę sobie wyobrazić taki obraz z Wałęsą i Kiszczakiem, Geremkiem, Mazowieckim itd itd. No ale to mnie pan wciąga w bardzo niebezpieczną i chyba dłuższą rozmowę, a domyślam się, że nasz czas dobiega końca. Przynajmniej dziś. Dziś to oczywiście może budzić wiele komentarzy, ale przypomnę, że Konstytucja 3 Maja także budziła w swoim czasie też swoje kontrowersje. No oczywiście, oczywiście. Ja tutaj zatrzymałem się przy tym Okrągłym Stole, ale oczywiście mogę sobie wyobrazić spokojnie różne wątki tej Polski już niepodległej po 1989 roku, ale chyba jednak musiałbym się nad tym dłużej zastanowić. A zaskoczenie było pełne. Cieszę się, że mi się udało i dziękuję za kolejną ciekawą rozmowę. Bardzo dziękuję. Do zobaczenia. Dziękuję bardzo za wysłuchanie odcinka i zapraszam do subskrypcji kanału Muzeum Historii Polski, bo dzięki temu nie przegapicie Państwo kolejnych naszych materiałów. Zapraszam także na cykl Rzecz historyczna, w którym niezwykle ciekawie o dwudziestowiecznej historii Polski opowiada dr Michał Przeperski. Filmy z cyklu Rzecz historyczna znajdziecie Państwo także na kanale YouTube'owym Muzeum Historii Polski. Cezary Korycki. Do usłyszenia!
Dane o obiekcie
-
Nazwa / Tytuł
Tajemnice obrazów Jana Matejki -
Twórca / Wytwórnia
-
Rodzaj
-
Kategoria
-
Zakres chronologiczny
-
Data wykonania
09/12/2024 -
Czas trwania
0h 55min 28sek -
Osoby występujące
-
Miejsce
-
Numer inwentarzowy
MHP-05-17364 -
Klasyfikacja praw autorskich
-
Permalink