Ruth Goldstein - Mediateka - Muzeum Historii Polski w Warszawie SKIP_TO
Wizyta w muzeum Przejdź do sklepu
Historia mówiona
Audiovideo

Ruth Goldstein

Goldstein, Ruth (świadek historii);

01/05/2010

Minutnik

  • wygnanie Żydów z Berlina, noc kryształowa

  • brak informacji o wygnanych, wysłani do polskiej granicy

  • powrót ojca po pół roku

  • kryształowa noc, powrót ze szkoły, likwidacja sklepów

  • bojkot żydowskich zakładów, sklepów

  • wyjazd do Polski

  • wyjazd wiosną na kolonię zorganizowane przez Towarzystwo Ochrony Zdrowia

  • powrót, w czasie wybuchu wojny, bombardowanie w Warszawy

  • mieszkanie u babci, pralnia na poddaszu, szrapnel w kotle, bomba zapalna

  • wyjazd do siostry matki do Białegostoku, ucieczka do rosyjskiej strony

  • rodzina matki w Warszawie, ojciec pochodził z Przemyśla

  • przyjazd do Białegostoku, poddasze, powrót matki do Warszawy, dostarczenie rzeczy

  • koniec czerwca 1940, informacja o wygnaniu na Syberię, brak zgody na przyjęcie rosyjskiego obywatelstwa

  • zsyłka na Syberię, praca w lesie

  • 1941 r. czerwiec wojna między Niemcami a Rosją, w Rosji tymczasowy rząd, oswobodzenie z Syberii

  • podróż z Syberii, rozstanie z ojcem w pociągu, opis rzeczy wziętych na drogę

  • rozstanie rodziny, przejazd do Ulianowska (centrum Rosji), nakaz opuszczenia miasta

  • decyzja o wyjeździe do Uzbekistanu, podróż trwająca kilka miesięcy

  • odmrożenie palców u brata, pobyt w szpitalu, szykowanie lepioszek

  • napaść psa na matkę, szpital, rozstanie z matką

  • listy od brata ze szpitala

  • przybycie brata po 4-5 miesiącach, zniknięcie matki

  • śmierć matki, decyzja o ucieczce

  • mieszkanie u starszej kobiety

  • ucieczka z bratem z kołhozu, ziarna do zupy

  • pójście do sierocińca

  • choroba brata, trudności z przyjęciem do szpitala

  • śmierć brata w szpitalu

  • sierociniec, wyprawa do szpitala, informacja o jego śmierci

  • pobyt w rosyjskim sierocińcu, dzieci do 10 lat

  • przyjazd nowej nauczycielki, braki pożywania, podagra u dzieci, poszukiwania ojca

  • informacja o adresie ojca, treść listu do ojca

  • przekazanie listu ojcau

  • przyjazd ojca, podróż w głąb Rosji, ucieczka przed NKWD, oskarżenia żydów o szpiegostwo

  • zapalenie płuc w sierocińcu, wizyta u lekarza, przesłuchanie NKWD

  • otrzymanie od lekarza świadectwa inwalidy, polecenie ucieczki, zostawienie córki u znajomych

  • przyjazd wg instrukcji ojca, pobyt 1,5 roku

  • pobyt w domu inwalidów, nauczycielka od jęz. polskiego

  • wyjazd z ojcem do Torunia, poznać kuzynów

  • otrzymanie Tory, wyjazd z okolic Wrocławia do Kamiennej Góry, zdjęcie z pociągu

  • obserwacja zdarzeń z okien pociągu, pomoc pułkownika

  • Przemyśl - wizyta w domu dziadków, informacja o wygnaniu wszystkich żydów

  • wspomnienia o rodzinie, poznanie rodziców

  • prezentacja zdjęć rodzinnych

  • dom rodziny w przemyślu, wizyta w gminie żydowskiej

  • Warszawa, wzięcia ojca do łagru, unieknięcie wywiezienia

  • znaczenie Polski dla rozmówczyni

Transkrypcja

Kiedy mój ojciec został weznany z Niemiec, przyjechali wszyscy do Zbąszynia. À propos Żydów, którzy zostali wyznani z Niemiec, z Berlina wyznawali tylko, zostali wyznani tylko mężczyźni od 21, kiedy mieli 21 rok. Rodziny zostały w Berlinie i tak myśmy zostali w Berlinie. Była matka moja, starszy brat i ja. I jak wam powiedziałam, że pamiętam tą noc kryształową… Na początku nie wiedzieliśmy wcale, co się działo z tymi ludźmi, który policja wzięła ich, dokąd wysłali. Myśmy myśleli, że są w jakimś więzieniu. W każdym razie po kilku dniach się okazało, że zostali wysłani do polskiej granicy. Ojciec tam został przez jakie pół roku. Po pół roku pozwolili mu wrócić na, do Berlina na likwidację, ale wszystko już było likwidowane, matka wszystko zrobiła. I wyjechaliśmy do Polski. Powiedziałam wam przedtem, że podczas kryształowej nocy byłam tam. Więc to był dzień, bo to się zaczęło z samego rana. Kiedy byłam, ja też jestem urodzona w [19]32 roku, ale w Niemczech od sześciu lat się chodziło do szkoły, ja już byłam w pierwszej klasie, i wysłali nas do domu, prosto do domu. Przyjechałam do domu, matki nie było w domu. Po kilku minutach mój brat przyszedł i u stróża były… Każdy stróż miał klucze tak z mieszkania i czekaliśmy tam na matkę. Matka przyjechała i po drodze już widziała, że coś się dzieje strasznie w Berlinie, bo jechała tramwajem. W tramwaju wszyscy na nią patrzyli, co tutaj robi ta Żydówka, jak ona…? Był bojkot straszny, w Niemczech był bojkot na Żydów. Powiedzmy, na sklepach było napisane te imiona i stali, był bojkot, ludzie stali koło sklepu, „Nie kupić u Żyda!” itd. Matka zlikwidowała wszystko, myśmy tam czekali na ojca. Ojciec przyjechał, zlikwidowali, myśmy wyjechali do Polski. Ja myś/, nie wiem, nie pamiętam dokładnie, kiedy to było, ale uważam, że to było kiedyś – jak to mówimy parif – wiosna, tak, że to była wiosna. Wte/ rodzice nas wysłali na kolonie. Była tam kolonia TOZ-u. TOZ to było Towarzystwo Ochrony Zdrowia.

Myślałam, że zwierząt. [osoba towarzysząca nagraniu – przyp. M.R.]

Nie, Towarzystwo Ochrony Zdrowia. No i wyjechaliśmy tam i byliśmy tam aż do wybuchu wojny. Wojna wybuchła, wróciliśmy, wrócili nas do Warszawy i byliśmy w Warszawie, kiedy się zaczęły bombardowanie i to było straszne, no bo potem Warszawa była w ruinach. Jakoś mieliśmy szczęście, że do naszego domu nie wpadła żadna bomba, pomimo że raptem coś cały dom się tak trzęsił i kiedy wróciliśmy do mieszkania mojej babci, myśmy wtedy mieszkali u babci, przyjechaliśmy do Warszawy i mieszkaliśmy u babci. Ona mieszkała na 3 piętrze pod dachem i był, w kuchni był, taki, taka wielka plama wody. Ojciec i mój brat poszli na poddaszek.

Na strych [osoba towarzysząca nagraniu – przyp. M.R.]

[5:00]

Przepraszam, nie jestem urodzona w Polsce i nie mówię…

To, co ona zna to też dobre. [osoba towarzysząca nagraniu – przyp. M.R.]

Tak, więc… Poddaszek to też jest co prawda strych, ale to też jest poddaszek. Okazało się, że tam była pralnia i tam mieszkał jakiś jegomość albo rodzina i ponieważ był tam wielki kocioł taki, to oni przygotowali wodę, bo powiedzieli, że trzeba przygotować wodę, bo nie wiadomo... I właśnie tak było. Było bombardowanie i nie było nic, ani elektryczności, ani wody. Okazało się, że shrapnel, shrapnel to jest taka, to jest bomba… Wiecie, co jest shrapnel?

Oczywiście. [osoba towarzysząca nagraniu – przyp. M.R.]

Więc wleciał przez dach prosto do tego, do tej…

Do tego kotła? [osoba towarzysząca nagraniu – przyp. M.R.]

Do tego kotła. Ten kocioł się przewrócił i ta woda zgasiła tą bombę. To była bomba zapalna. To naprawdę było cudo. W każdym razie myśmy nie zostali w Warszawie, po kilku tygodniach… Matka moja miała siostrę komunistkę.

[słychać dzwonek telefonu – przyp. M.R.]

I ona przesłała do nas ludzi, którzy powiedzieli, żebyśmy uciekli od Niemców. Ona była po rosyjskiej stronie. Wiecie przecież, Rosjanie, oni wtedy oswobodzili to pół Polski, a Niemcy, znaczy …

Tu była okupacja niemiecka, a tu była okupacja rosyjska. [osoba towarzysząca nagraniu – przyp. M.R.]

To nie była, ale nie nazywali to okupacja rosyjska. Tylko to było zwolnienie. Także oni zwolnili, żeby Niemcy nie zajęli wszystko. W każdym razie myśmy wtedy, cała rodzina postanowiła, że ponieważ my jesteśmy już wysłani z Niemiec, to musimy, to lepiej żebyśmy nie byli, nie zostali w Warszawie. Więc myśmy uciekli do rosyjskiej strony, do Białegostoku. Przyjechaliśmy tam, a tam podczas rodzic/…

Zróbmy przerwę, już teraz jest takie natężenie różnych dźwięków, że nam to przeszkadza. Bo ja jeszcze…

[przerwa w nagraniu]

Cała rodzina moich rodziców, bracia, siostry, matka z obu, obydwu stron zostali w domu, znaczy rodzina mojej matki była w Warszawie, mój ojciec pochodził z Przemyśla. Przemyśl był podzielony, Bug był w środku, po jednej stronie, wtedy to się nazywało Zasanie – San tam był, nie Bug, San. W Zasanie była, byli Niemcy a po drugiej stronie byli Rosjaninie. Myśmy przyjechali do Białegostoku i właśnie ciotka nam załatwiła jakieś poddaszek, naprawdę poddaszek – tam mieszkaliśmy. Niczego nie było - ni łóżka, ni nic. I była ta sama zima, która była bardzo zimna i wtedy moja matka wróciła do Warszawy. Wróciła! Znaczy przeszmalcowała granicę, przyjechała do Warszawy. Wzięła dwie furmanki i przywiozła pierzyny, wszystko, co potrzebne było. Powiedziała: „Tak nie można żyć”. I udało jej się… Kiedy ona wróciła, Bug, bo w Białymstoku był Bug. Bug już był zmarznięty znaczy i oni tam, i to był taki pas, to był jakiś pas…

No nic, to już poczekajmy już…

[przerwa w nagraniu]

To wszystko do Białegostoku i jeszcze wtedy byliśmy wszyscy razem. To znaczy pierwsze rozłączenie było z ojcem w [19]38 roku, w koniec czerwca [10:00] 1940. Pamiętam dokładnie, bo 30 czerwca są moje urodziny i matka przygotowała nawet ciasto i miała zamiar mi zrobić taką uroczystość i powiedzieli nam, ciotka przyjechała i powiedzieli, że dzisiaj w nocy wszyscy zostają wygnani do Sybirii, znaczy wszyscy ci, którzy nie chcieli przyjąć rosyjskiego obywatelstwa. Moi rodzicie nie chcieli przyjąć. Mieli zamiar wrócić do Warszawy. Mój ojciec miał zamiar wyjechać do Ameryki. Nie zdążyliśmy. I tak nas wysłali na Sybir. W Sybirze nie było tak strasznie. Pracowali co prawda w lesie, czarna robota. I tam nam powiedzieli, że już nigdy nie zobaczycie swoją Polskę. Wszyscy byli z Polski, przeważnie Żydzi, było Rosjaninów też, znaczy Polaków też. Ale jednak rodziny były całe, nikogo się nie zabijało, pomimo że stosunki były bardzo trudne. W [19]41 roku wybuchła wojna 6 czerwca, prawda?

Nie. 21 [osoba towarzysząca nagraniu – przyp. M.R.]

Może być i… W każdym razie w czerwcu w [19]41 roku wybuchła wojna między Niemcem i, Niemcami i Rosjaninem i wtedy powstała w Rosji tymczasowy rząd i powiedzieli nam, że jesteśmy oswobodzone z lasu, z Sybirii, możemy wyjechać dokąd chcemy. I wtedy wszyscy się chcieli wybrać z tego, ze Sybirii. Nikt nie wiedział, co nas oczekuje, bo już wybuchła wojna i pociągi były przepełnione przeważnie wojskiem. Nie mieliśmy nic. Zapisaliśmy się do jakiegoś miasta w głąb Rosji, ale po drodze, od razu na początku, rozstaliśmy się z ojcem. Bo byliśmy w pociągu, mieliśmy dużo bagażu., który matka moja przywiozła do Białegostoku, kiedy zostaliśmy wysłani, to wszystko wzięli ze sobą. I powiedzieli nam, że, myśmy byli w siódmym wagonie, a w 14 wagonie tak na końcu kolei jest, na końcu tego pociągu, jest miejsce, że można się tam przewieść z tymi wszystkimi rzeczmi. I tam myśmy się znowu rozdzieli z ojcem. Znaczy ojciec został w siódmym wagonie pilnować te wszystkie rzeczy, matka z dziećmi poszła do, na tam… Mieliśmy jakaś skrzynkę, która była zrobiona jakby była walizka, ale to nie była walizka, to była skrzynka taka. I tam mama włożyła te wszystkie suchary, rzeczy, która przygotowiła, żeby było pod ręką: kilka talerzy, szklanek i tego, wszystko było zawiązane, powiedzmy bielizna, piżamkę, takie różne – co trzeba po drodze. I raptem ta, która była odpowiedzialna tego wagonu nie pozwoliła, żeby wnieść tą skrzynkę do wagonu, tak, bo powiedziała: „To trzeba wysłać na bagaż”, a mama powiedziała: „Daj mi tylko wyjąć, co mam tam, co są, bo mam tam jedzenie dla dzieci, wszystko co potrzebujemy teraz”, to ona powiedziała: „Nie” i raptem ten pociąg ruszył i zaczął wyjechać. Ja byłam na górze, matka moja wskoczyła na dół, bo brat był na dole [15:00]z tą skrzynką, bo on otworzył to, żeby jej podać. No i pociąg ruszył, to ja zaczęłam płakać, bo ja: „Mama, mama!”, to ktoś mnie podał, ktoś mnie zdjął. Powiedzieli jej: „Matka jest tam”. Powiedziałam ,tak ja zostałam z matką i z moim bratem, pociąg pojechał z moim ojcem i ze wszystkimi rzeczami, wszystko tam było. I myśmy zostali tak, nawet nie mieliśmy żadnego dokumentu, wszystko było u ojca. Mama poszła tam do milicji. Zrobili jej taki papier, napisane jest, jak to się stało i tak i my jesteśmy tym, kim jesteśmy. Zrobię długą historię, pokrótce ją. Ojciec mój, znaczy my, ja spotkałam jeszcze ojca potem, ale moja matka i mój brat nie spotkali więcej mojego ojca, znaczy ojciec więcej mojej matki i brata nie widział, bo oni się więcej nie spotkali pomimo, że przeszło kilka lat. I co się stało? To myśmy przejechali do tego Uljanowska, do tego miasta, który był cel naszy, żebyśmy tam przyjechali i tam zostali, ale…

Gdzie to było? [osoba towarzysząca nagraniu – przyp. M.R.]

To było w Rosji.

Ale gdzie? [osoba towarzysząca nagraniu – przyp. M.R.]

Kujbyszewska Oblast. To było w centrum Rosji, ale ponieważ była wojna i ponieważ bombardowali już wtedy obie/, znaczy… Rząd rosyjski właściwie już był tam w tym okręgu, do którego myśmy powinni były przyjechać. Opuścili Moskwę i nam nie pozwolili więcej zostać tam w tym mieście, bo myśmy przyjechali z Niemiec. Więc obawiali się, że może jesteśmy, kto wie, jakimiś szpiegami albo coś. I powiedzieli nam albo do jakiegoś kołchozu żebyśmy wyjechali albo do Uzbekistanu. I matka postanowiła do Uzbekistanu, bo tam było ciepło, a tutaj nie mieliśmy się czym przykryć, nie mieliśmy niczego. I tak wyjechaliśmy do Uzbekistanu. Krótko po przyjeź/… Mój brat po drodze… Znaczy to nie była taka prosta jazda. Jazda, która trwała kilka miesięcy. Wprawdzie całą zimę myśmy przejechali do Uzbekistanu. Ja myślę, że to było w styczniu albo w lutym, nie pamiętam dokładnie, ale wiem, że mój brat, który zawsze, młody chłopak, to on zawsze od pociągu latał, żeby przynieść trochę gorącej wody albo trochę zupy gdzieś tam kupić, zmarzły mu palce od mokrych butach, zmarzły mu palce nóg i musiał pójść do szpitala. Matka go odprowadziła od szpitala, po dwóch tygodniach chciała pojechać, żeby go odwiedzić. Co można przynieść wtedy? To tylko kilka takich… Lepioszki, tak, lepioszki, to jest po rosyjsku. Ona poszła do jakiejś Uzbeczki, która oni mają tak jak Arabowie tutaj, mają takie tabun, tak, i ona powiedziała: „Przyjdź do mnie, u mnie zrobisz te lepioszki” i tam napadł na nią pies ich i ukąsił ją bardzo. Nawet przez, ona miała kurtkę skórzaną, przez tą skórę jednak ukąsił ją bardzo. Po dwóch dniach ona się czuła bardzo źle i wtedy wzięli ją do szpitala. Ja więcej mojej matki nie widziałam, ale po czterech miesiącach mniej więcej dostawałam listy od mojego brata ze szpitala. Przez te listy zrozumiałam, że on matki nie spotkał, pomimo że tam był ten jedyny szpital, jedyny szpital całego okręgu. [20:00] Ale jeżeli on nie spotkał mojej mamy, to na pewno z nią się stało coś niedobrego. Ale jak matka mi powiedziała: „Ty tutaj czekaj, czekam, czekaj, bo ja przyjadę za kilka dni”, to czekałam, nawet jak trzeba czekać kilka miesięcy. W końcu…

Ale ile wtedy pani miała lat?

[przerwa w nagraniu]

Raptem mój brat przyjechał, przyszedł. Wszystko to było pieszo, nie jeżdżało się, tylko chodziło się pieszo. On przyszedł zobaczyć, co się stało, bo on w przeciągu prawie pół roku, albo więcej nawet, nie wiem, nie pamiętam dokładnie: albo cztery miesiące albo pięć miesięcy, nic nie słyszał od matki. Matka nie przyjechała. Znał swoja matkę, mówił: „To jest niemożliwe. Coś się stało tam”. Przyjechał, ja mu opowiedziałam moją historię, znaczy co jest. On powiedział: „Tutaj czekaj jeszcze dzień, dwa, ja pójdę zobaczyć, co się stało z matką”. Nikt mi nie powiedział, że ona zmarła. Brat mi też nie powiedział, ale kiedy wrócił, to powiedział, że teraz uciekamy. Naczy to było rozłączenie z matką. To jest drugie rozłączenie w rodzinie.

A gdzie pani mieszkała w tym czasie, jak mama była, jak mama poszła, te pięć miesięcy czy tam ten okres? 

Te pięć miesięcy mieszkałam z prawie rodziną, to znaczy nie moja rodzina. Była tam starsza kobieta, która miała dwie starsze… Córki jej było już czterdzieści kilka lat, niezamężne i ja z nimi zostałam. Bo do każdego kołchozu wzięli takie dwie rodziny i ponieważ byliśmy w tym samym wagonie, matka się trochę tam zakolegowała z tymi, to byliśmy tam razem i matka była pewna, że oni na pewno będą mnie pielęgnowali – nie pielęgnowali mnie...

Opiekowali się. [osoba towarzysząca nagraniu – przyp. M.R.]

Opiekowali się mną. Nie! W każdym razie brat wrócił, kiedy się dowiedział że, co się z matką stało. Nie chciał mi powiedzieć, bo nie wiedział, jak to powiedzieć. Wtedy po prostu jeszcze nie wiedzieli – trzeba po prostu prawdę powiedzieć. I myśmy stamtąd uciekli. Uciekliśmy dlatego, bo z tego kołchozu dawali mi, żebym mogła się utrzymać, to dostawałam ziarna, żebym mogła pójść na, do młynu i zrobić tego mąkę. I tą mąkę to robiłam taką zacieruchę – taką przepaloną zupkę. Przepala się trochę te, tą mąkę i trochę wody się dodaje, jeżeli jest trochę… W każdym razie myśmy tam uciekli. Brat mój był starszy ode mnie o osiem lat. On już powinien był pracować, to on mi powiedział: „Słuchaj, jest tutaj sierocinek i radzę ci, żebyś weszła do tego sierocinka. Ja przyjdę do ciebie codzienne po pracy, ale ty nie możesz tutaj zostać sama. Ty musisz pójść do szkoły, mieć jakieś odpowiednie otoczenie”. No i tak to się stało, że wesz/, nie mogłam wejść od tego sierocinka, bo powinnam była być w karantinie w przeciągu miesiąca. No i to było w Magellanie, to było w tym miej/, to było takie okręgowe miasteczko, tam gdzie był ten szpital i wszystko było tam, i na około były takie kołchozy takie. Ja tam powinnam była być w przeciągu miesiąca. Brat przychodził do mnie prawie codziennie i kiedyś mi powiedział: „Słuchaj, coś mnie tutaj boli i nawet mi przeszkadza w nocy spać. Mam straszny ból i to taki wrzód”. No powiedział mi: „Ja jutro idę do szpitala. Jeżeli nie przyjdę do ciebie, to żebyś wiedziała, że przyjęli mnie do szpitala”. Nie przyjęli go po raz pierwszy, nie przyjęli go po raz drugi nazajutrz i po raz trzeci przyjęli go. Więcej mojego brata nie widziałam. [25:00]

Rosyjski raj [osoba towarzysząca nagraniu – przyp. M.R.]

Tak.

A co się stało?

Co się stało? Że okazało się, że on… Nie wiem, co się stało. On umarł w szpitalu. I tak jak u matki wiem, że pies ją ukąsił, u brata… Na świadectwie śmierci było napisane u matki, że ona zmarła od tyfusu, tyfus, i u brata było napisane, że umarł z dezynterii. A ja wiem, że on nie z tym poszedł do szpitala. Nie wiem, co tam było, ale nawet nie mogłam pójść odwiedzić go. Przed tym czasem wysłali mnie do tego sierocińca, w którym mój brat był członkiem tego kołchozu. 

Ale powiedziano pani – tak? - że brat nie żyje, czy…?

Nie, jeszcze nic nie wiedziałam, ale wiedziałam tylko, że brat jest w szpitalu i chciałam pójść go odwiedzić. Więc powiedzieli mi: „Po tygodniu jak będziesz tutaj”, to dali nam te… Posłali ze mną dwie dziewczynki. Poszliśmy do tego szpitala pięć kilometrów w jedną stronę pieszo. I tam był, w biurze siedział jakiś jegomość tak z okularami, widział tą listę, jeszcze raz mnie zapytał, jak on się nazywał mój brat i jeszcze raz tak spojrzał na mnie, i spojrzał tu i spojrzał tam…

[przerwa w nagraniu]

No, okazało się, że brat umarł. Ten jegomość, którzy tak nad okula… okularami nie wiedział, czy ma mi powiedzieć, czy nie. Ale ja zrozumiałam, powiedziałam mu: „Gdzie mój brat jest?”. Właściwie chciałam, żeby mi powiedział, gdzie on tam leży, „Nie, on nie jest w tym szpitalu. On nie jest tutaj. On nie jest…”. W każdym razie poszłam z powrotem, wypłakałam się. Płakałam dużo wtedy, bo niestety byłam jedyna Żydówka tam w tym sierocińcu i okaza/, i były tam dzieci do 10 lat, bo od 10 lat już chodzili do zawodowej szkoły.

Ale to był sierociniec…?

Do 10 lat.

…rosyjski czy polski?

Rosyjski z Ukrainy, który został ewakuowany z Ukrainy do Uzbekistanu. Przesiedlili ca/, wszystkich ludzi, których mogli wysiedlić przez tą wojną z Niemcami. Kiedyś tam przyjechała nowa nauczycielka do nas. Było 120 dzieci tam w tym sierocińcu. Głodowaliśmy tam. Nie było soli. Dzieci dostali podagrę. Nie wiem, czy wiecie, co to jest podagra? Podagra, że skóra się tam, skóra się suszy i znika. I przyjechała ta  nauczycielka i widziała, że ja jestem trochę inna w tej całej sytuacji, i mnie się zapytała: „Jak ty tutaj się dosta/, jak przyjechałaś tutaj?”. Ja powiedziałam jej całą historię. Już byłam zupełnie sama: ojca nie wiedziałam, gdzie on jest, matka zmarła, brat zmarł. I ona mnie się pyta: „Pamiętasz ostatni adres ze Sybirii?”, pamiętałam, „Rok urodzenia ojca?”, pamiętałam. I ona napisała prośbę, że szuka mojego ojca do Buguruslanu. Buguruslan to jest miasto, gdzie był centralny, centrala adresów wszystkich, całej Rosji. I po trzech miesiącach dostałam adres mojego ojca. No i wtedy jak dostałam adres mojego ojca, to jak dziecko, które ma [30:00] – ile?- 10, może 11 lat napisałam list i wszystko mu powiedziałam: że jestem w sierocińcu i tak i tak się stało, że jestem sama, że matka zmarła i mój brat zmarł i posłałam to do mojego ojca. Ojciec mieszkał z znajomymi, razem z nimi, i ta znajoma nasza dostała mój list. Patrzy „z sierocińca”, [niezrozumiałe 30:30] „z sierocińca”. Otworzyła list, przeczytała i powiedziała: „Nie można mu dać tak ten list”. Trzeba mojego ojca przygotować. W końcu ona mówi mu: „Słuchaj, miałam taki dziwny sen. I w senu widziałam twoją córkę, że znajduje się w jakimś sierocińcu i szuka ciebie”, to on jej mówi: „Słuchaj, to nie jest sen. Gdzie jest ten list?”. On już zrozumiał, że co się tutaj stało. Ona coś wyszła. Ojciec znalazł ten list i ona go znalazła bez pamięci na podłodze. W każdym razie podczas wojny, pomimo że nie wolno było się dostać z jednego miejsca bez przepustki, ojciec zrobił wszystko, dostał przepust. Przyjechał do mnie, żeby mnie odebrać z sierocińca. Odebrał mnie, przyjechaliśmy w głąb Rosji, tam Kujbyszewska oblast i to też był taki, jakaś wieś, mała, bardzo mała wieś i stamtąd ojciec musiał uciec, bo KGB, to znaczy NKWD – wiecie, co to jest NKWD? – oni wtedy zatrzymali pięć Żydów z Polski, którzy byli w tym samym i skarżyli, że oni są szpiegami. Nie było co szpiegować tam, ale to było wtedy, kiedy Rosja, Stalin szukał Żydów. On przecież zrobił straszne rzeczy, nie tylko z Żydami, ale z Żydami specjalnie się strasznie bał. Pięć osób, cztery osoby z tych pięciu, którym ojciec też prawie był między nimi, dostali 10 lat więzienia. Nawet zmusili żony ich, żeby podpisali, że oni…

Się zgadzają. [osoba towarzysząca nagraniu – przyp. M.R.]

Tak. Są świadkami, że mężowie są szpiegami. Mój ojciec spotkał lekarza. Kiedy ja przyjechałam… Ja tam w sierocińcu byłam bardzo chora, dostałam tuberkulozę płuc i ojciec się bardzo martwił o moje zdrowie. I wziął mnie, kiedy przyjechaliśmy tam, do lekarza. Ten lekarz był lekarzem całego okręgu, nawet z wojenkomatu, znaczy do wojska te wszystkie badania on robił. I tego samego rana, kiedy mój ojciec został zwolniony z NKWD, całą noc go tam trzymali i pytali się i twierdzili, że on na pewno jest szpiegiem, który jeszcze przyjechał z Niemiec, na pewno jest wrogiem, i spotkał mojego ojca i pyta się: „No, jak się ma twoja córeczka?”, to mówi: „Słuchaj, moja córeczka jest w porządku, ale ja jestem bardzo zmartwiony”. I opowiada mu tą historię, że on już po raz drugi był w NKWD całą noc i na pewno chcą ze mną zrobić co zrobili z tymi, tymi ludźmi. To on mówi: „Słuchaj, wejdź do mnie o 10”. To było z samego rana, dał mu świadectwo inwalidzką, że jest inwalida trzeciej kategorii i mówi mu: „Uciekaj stąd”. [35:00]. I powiedział mu dokąd wyjechać. I wtedy już tak się dostałam do tego polskiego internatu albo sierocińca…

Domu dziecka. [osoba towarzysząca nagraniu – przyp. M.R.]

Tak. I tam się nauczyłam polskiego.

Ale to znaczy wtedy, jak uciekał…

[przerwa w nagraniu]

Zostawił mnie u znajomych i w końcu napisał, bo nawet nie przyjechał do mnie, napisał mi list, jak przyjechać do niego pociągiem i 15 kilometrów pieszo, i nikt na mnie nie czekał. I jakoś się dostałam, przyjechałam i tam byliśmy jeszcze, myślę, półtora lat do wrócenia do Polski, ponieważ byliśmy oswobodzeni.

Ale to znaczy pani była w tym sierocińcu, a tata był gdzieś tam w mieście, tak? Ukrywał się wtedy czy…?

Nie. Ten sierociniec był też we wsi, to nie było… Nigdzie nie byliśmy w miastach.

Czyli pani tam mieszkała z ojcem, tak? Czy…?

Tak. W tym internacie tam było, bo to był dom inwalidów, tak to się nazywał, ale był też, było tam sieroty, sieroty z Polski, a to była mała grupka i dostaliśmy nauczycielkę, żeby nas uczyła polskiego: pani Maria. Tak, ale to było ile lat temu? 50, 60 lat temu, przeszło 60 lat temu. No i to się dobrze skończyło, dobrze i niedobrze, bo nie chcieliśmy zostać i nie mogliśmy nawet zostać w Polsce. Był wtedy nawet pogromy na Żydów.

Kielce [osoba towarzysząca nagraniu – przyp. M.R.]

Kielce. Nas jak pojechałam… Z ojcem pojechałam do Torunia zobaczyć jego, spotkać kuzynkę jego. Oni przeżyli w partyzantce, bo był lekarze, on był chirurgiem, żona jego była dentystką. I oni mieszkali w Torunie. Urodził im się tam synek. I ojciec mnie wziął i pojechaliśmy do nich. I po drodze byliśmy w Łodzi i ojciec był w gminie żydowskiej i dostał tam Tora, to znaczy... Wie pani, co to jest Tora? I stąd tam, to było prawie jak… Pan przyniósł ten, to wszystko ten było zapakowane. I po drodze stamtąd do Kamiennej Góry, myśmy były niedaleko Wrocławia, do Kamiennej Góry zdjęli nas z pociągu. Wtedy była Armia Krajowa i były, po drodze zatrzymali pociąg, wszyscy Żydzi żeby zeszli. Z ojcem, z nami w pociągu siedział jakiś podpułkownik, nieznajomy, i rozmawiał z moim ojcem i siedział koło okna i widział, co się tutaj dzieje. Wzięli tutaj ludzi, oni, żeby pociąg już pojedzie. On zeszedł z pociąga i powiedział: „Ten pan jest ze mną” – ten pułkownik – „Ten pan jest ze mną i idź pan na górę, idź na górę do pociągu!”. I tak go uratował. W każdym razie…

Ale chciałam się zapytać, czy, jak pani z tatą wracali z Syb/, z Rosji…

Tak?

…jakby po wyzwoleniu, to nie było takiej myśli, żeby w ogóle, żeby wracać do rodzinnego miasta?

Tak. Dobrze, że pani pyta. Myśmy wrócili pociągiem, który się zatrzymał w Przemyślu. W Przemyślu ojciec wziął moją rękę i mówi: „Teraz idziemy do domu moich rodziców”. To była Słowackiego 64, nawet pamiętam adres, przyszliśmy, kamienica duża. I ojciec się pyta i wiedział, gdzie rodzina jego mieszkała, właściwie matka, i miał jeszcze nieżonatego brata i niezamężną siostrę jeszcze, i oni mieszkali z matką tam. Nikt nie pamiętał, nikt nie wiedział, nikt niczego nie mógł powiedzieć. Poszliśmy do gminy żydowskiej. Okazało się, że z całego okręgu Przemyśla [40:00] przeżyli, zostali w życiu 200 osób, którzy się zapisali tam. Nikt nie wiedział. Wiedzieliśmy, co się stało, że wygnali wszystkich Żydów do obozów, do koncentracyjnych lagrów i nie ma nikogo. Ja właściwie została jedyna z całej rodziny, która liczyła bardzo dużo ludzi. Moja matka, oni było, oni byli 10 dzieci, znaczy był, siedem bratów miała i jeszcze dwie siostry, trzy dziewczynki, 10. U ojca oni było, oni w tym byli pięcioro. Ale były babcie moje, moje obydwie babcie były siostry. Jedna była macochą mojej mamy, bo matka jej umarła, kiedy była jeszcze małym dzieckiem, i dziadek ożenił się z siostrą. Co się potem okazało – siostra mojej mamy, siostra matki mojego ojca. I tak moi rodzice się poznali pomimo, że kuzynowie, ale nie krewni, nie przez krew. Mam tutaj, przyniosłam specjalnie kilka zdjęć. Nie mam dużo, ale chce wam pokazać, jeżeli chcecie.

Nie musimy tak blisko, bo my mamy taką… Może nam pani tak tylko pokazać do kamery po prostu, a potem my z bliska nagramy.

[świadek pokazuje i opisuje zdjęcia od 42:00 – 45:20].

[45:20 – powtórzenie od pytania „Chciałam się zapytać czy jak pani z tatą wracali z Rosji, po wyzwoleniu, to nie było takiej myśli, żeby wracać do rodzinnego miasta? Do ponownego obejrzenia zdjęć – aż do 50:45].

A w jaki sposób przetrwały te zdjęcia? Gdzie one się…

U krewnych. Miałam ciotkę w Ameryce i nawet są tu poświęcenia napisane. To jest, moja matka pisała, i to też na pamiątkę, napisane jest: „Na pamiątkę mojej cioci i jej rodzinie. Rodzinka Rotenberg z Berlina 26-go 31-go roku. To było…

Jeszcze przed urodzeniem pani, tak?

Tak. A to było w Torunie, tutaj napisałam, że to jest podczas…

Wizyty. [osoba towarzysząca nagraniu – przyp. M.R.]

Odwiedziny. [osoba towarzysząca nagraniu – przyp. M.R.]

Tak,tak...

[przerwa w nagraniu]

Po wojnie. Widzi pani, jak on tutaj wygląda? Różnica.

[rozmowa między osobami znajdującymi się w pokoju]

[przerwa w nagraniu]

Takie śmieszne, takie paradoksy aż były… Jeszcze coś było w Warszawie. Pewnego dnia mój ojciec nie wrócił do domu. Okazało się, on poszedł do kuzyna i oni mieli coś załatwić, nie wiem, albo się... Nie wiem. W każdym razie oni we dwoje szli po, na ulicy i wzięli ich do, na, do roboty te gruzy odbrać i wzięli ich lagru. Już był jakiś lager. Powiedzieli, że oni muszą pracować. Wzięli ich do pracy i nikt nie wiedział, co się z nimi stało. W przeciągu kilku dni, myślę, że przeszło tydzień, nikt nie wiedział, co się z nimi stało, gdzie zginęli. Otóż oni wrócili do domu. Ojciec wrócił i opowiada taką, opowiada tak, że spotkał tam znajomego z Berlina, żołnierza. I ten mu mówi: „Co pan tutaj robi? Co pan tutaj robi?”, to ojciec mu powiedział: „Słuchaj, zatrzymali nas, nie wiem, pracujemy tutaj na ulicach i rodzina nawet nie wie, co się z nami stało”, to mówi: „Słuchaj pan, ja jestem tutaj na dyżurze, na dyżur. W tej godzinie przyjdź pan tam” i wypuścił go. To było różne rzeczy, to było na samym początku.

Czyli znajomi po dwóch stronach byli, tak?

Tak.

A chciałam jeszcze panią zapytać…

[przerwa w nagraniu]

… pani zupełnie nic nie znaczyła dla pani?

Ja prawie zostałam w Rosji, bo Rosjanie powiedzieli, że ja jestem urodzona w Niemczech, to mi się nie należy wrócić do Polski. Ale mój ojciec mi powiedział: „Słuchaj, ja mam polskie obywatelstwo i to jest moja córka i ona jest małoletnia, i ona nie może tutaj zostać sama. Co prawda urodzona w Niemczech, no i co?”. W taki sposób udało mu się, żebym też mogła wyjechać stamtąd, tak.

Ale pani nie była jakoś związana w ogóle, bo to nie był ani kraj, w którym pani miała dom, dzieciństwo. To kompletnie nie istniało. Czy istniała ta Polska dla pani jakoś w głowie?

Nie. Ja w Polsce właściwe byłam wszystkiego kilka miesięcy, znaczy kilka miesięcy przed wybuchem wojny, dopóki myśmy tam uciekli. Ja pamiętam, że Rosjaninie złapali nas po drugiej stronie, już po rosyjskiej stronie, jak przejechaliśmy ten Bug i ponieważ matka mówiła po rosyjsku, ona umiała rosyjski, bo podczas I wojny światowej wojny Rosjaninie byli w Warszawie - [55:00] Galicja była wtedy Austro-Hungaria [zapis niepewny – przyp. M.R.] – i ona mówiła i powiedziała, kiedy zatrzymali nas na granicy, to ona mówi: „My nie mamy broni. Jesteśmy bez broni”. I nawet prosiła tego żołnierza, oni byli na koniach, żeby mnie posadzili, tą małą dziewczynkę, na koniu już. I wzięli nas zatrzymali nas. Zatrzymali nas w takiej kozie. Myśmy to wołali koza, tak. I nazajutrz z rana przyszedł jakiś oficer i zaczął z każdą rodziną tak mówić, a było tam, był pełny pokój…

Przepraszam, przerwę pani, bo pan tutaj chciał, pan…

[koniec nagrania]

 

 

Dane o obiekcie

Opis

Ruth Goldstein pochodząca z żydowskiej rodziny, opowiada o tragicznych losach swoich bliskich w czasie II wojny światowej i tuż po niej. Jej ojciec został wygnany z Niemiec w 1938 roku i trafił do Zbąszynia, a reszta rodziny – matka, brat i ona – dołączyła do niego po wydarzeniach nocy kryształowej. W czasie wojny rodzina przebywała w Warszawie, a następnie uciekła na tereny zajęte przez ZSRR, do Białegostoku. W 1940 roku, za odmowę przyjęcia sowieckiego obywatelstwa, cała rodzina została zesłana na Syberię.

Po „uwolnieniu” w 1941 roku udali się do Uzbekistanu, gdzie w trudnych warunkach zmarła matka. Ruth Goldstein wraz z bratem musieli radzić sobie sami – przeszli przez głód, choroby, zimno i obojętność obcych ludzi. Po wojnie świadek trafiła do ojca, a następnie wrócili do Polski. Zamieszkali w domu inwalidów, wśród innych sierot. Ojciec próbował odnaleźć rodzinę – bezskutecznie. Większość bliskich zginęła w czasie zagłady. Sama Ruth została jedyną ocalałą z dużej rodziny.

W Polsce ojciec został kilkukrotnie zatrzymany i cudem ocalony dzięki pomocy przypadkowych ludzi. Ruth Goldstein urodziła się w Niemczech, co utrudniało jej powrót do Polski – Rosjanie chcieli ją zatrzymać, ale ojciec zdołał udowodnić jej polskie obywatelstwo. Nie czuła więzi z Polską – była tam tylko krótko przed wojną i nie zdążyła zbudować żadnej tożsamości związanej z tym miejscem.

Relacja ta ukazuje dramat uchodźstwa, przymusowych przesiedleń, utraty rodziny, obojętności otoczenia i walki o przetrwanie. Jest świadectwem losu wielu żydowskich rodzin w XX wieku, rozbitych przez nazistowskie i sowieckie represje.