Od Cudu nad Wisłą do cudu nad Rawą - Mediateka - Muzeum Historii Polski w Warszawie SKIP_TO
Wizyta w muzeum Przejdź do sklepu
Filmy dokumentalne
Audiovideo

Od Cudu nad Wisłą do cudu nad Rawą

Turula, Adam (reżyser);

21/08/2020

Transkrypcja

Bronisław Korfanty (bratanek Wojciecha Korfantego): Myślę sobie, że to trzeba było mieć wtedy bardzo wielką odwagę, żeby marzyć o tej Polsce, której przecież te 600 lat tutaj nie było. Ale ten język jednak tutaj przetrwał i zasługą tego też, że ta polskość tutaj przetrwała była wiara jednak, wiara katolicka. To zawsze pomagało.

prof. Michał Lis (historyk, Instytut Śląski w Opolu): Ta ludność wydała takich ludzi jak święty Jacek. Ta ludność piórem jednego Wincentego, którego początkowo umieszczano w Kielcach a pochodzi z Kielczy pod Strzelcami, napisał Gaude Mater Polonia.

prof. Franciszek Marek (wnuk i syn powstańca śląskiego): Na Śląsku nie mówiono o powrocie Śląska do Polski. Uważano, że Śląsk jest Polską. I to zjednoczenie z macierzą określano inaczej. Mianowicie mówiono, że nadejdzie taki czas, kiedy Polska swego króla dostanie.

prof. Edward Długajczyk (historyk, Uniwersytet Śląski w Katowicach): Powstania Śląskie są tym aktem założycielskim pamięci o Śląsku. Tej żywej pamięci, o ile żywej pamięci.

Ireneusz Dudek (wnuk powstańców śląskich): To by było cenne, jeżeli by pokazać tych powstańców jako zaczyn tej polskości tutaj na Śląsku. Ludzie pokroju... wielcy historycy a nawet politycy, którzy gdzieś tam mieli w rodzinie powstańców, odwoływali się do tego faktu. Mogli o tym mówić i ciągle przypominać.

Bronisław Korfanty (bratanek Wojciecha Korfantego): Dla mnie Wojciech Korfanty był dziadkiem stryjecznym. Moja ciocia, Stefania Korfanty, pracowała w Polonii u Wojciecha Korfantego. Ona opowiadała czasem o Wojciechu Korfantym, jaki on był. Mówiła, że bardzo energiczny człowiek, to wiadomo było. Ale mówiła, że bardzo dużo zawsze w pracy, jak rozmawiał ze swoimi współpracownikami, bardzo dużo papierosów palił, z tego co mówiła, jednego za drugim, odpalał jednego drugiego dosłownie.

Konstanty Wolny (wnuk Konstantego Wolnego): Korfanty z Wolnym zaprzyjaźnili się w gimnazjum. I to była taka przyjaźń dozgonna. Oprócz tego, że prowadzili tutaj działalność polityczną, to przyjaźnili się również na niwie prywatnej. On zasadzie był w cieniu Korfantego, to jego pomocnik. I Wolny miał duży wpływ na decyzje Korfantego.

Janusz Steinhoff (wnuk powstańca śląskiego): Ja pochodzę z rodziny mieszanej. Mój ojciec urodził się w Galicji, moja mama rodowitą była Ślązaczką, urodzoną w Hajdukach. Dziadek Kacper Kubicki był zawsze zaangażowany, pamiętam to z przekazów rodzinnych, w działalność na rzecz krzewienia polskości na Śląsku. Była to polsko-śląska rodzina. Dziadek uczestniczył w trzech powstaniach śląskich. Również u mojej ciotki czy wujków ze strony mamy, to cały czas problem powstań śląskich, problem tych czasów życia pod zaborem niemieckim był bardzo żywy w ich wspomnieniach.

Jerzy Urbańczyk (wnuk powstańca śląskiego): Jestem wnukiem Piotra Urbańczyka. Podczas I wojny światowej dziadek przebywał na froncie wschodnim i zachodnim. Był dwa razy ranny. Należał do Polskiej Organizacji Wojskowej Górnego Śląska. W I Powstaniu Śląskim był dowódcą na Kozłową Górę. I tam ze swoimi chłopakami rozbrajał Sipo, była to policja niemiecka.

Jan Rzymełka (bratanek ks. Jana Rzymełki): Do wielu tradycji rodzinnych należał również słynny dowódca powstańczy Walenty Fojkis. Jego mama z domu była Rzymełka, też w tym domu urodzona. Mógłbym wiele wymieniać. Powstania są żywe u nas w domu. I przekazujemy je również swoim wnukom, bo jest to coś, z czego możemy być dumni.

Józef Skrzek (wnuk powstańców śląskich): Jestem absolutnie pewien tego ducha, którym natchnął nas powstaniec śląski. Pierwszy przekazał później następnym pokoleniom miłość do ziemi. Śpiewam taki utwór symfonijny: "O ziemio, jam ci wierny, jak gołąb szybujący w niebo, o ziemio, śląsko ziemio".

Jan Kocurek (wnuk Zofii Koniarkowej działaczki plebiscytowej i powstańca śląskiego): Jako syn powstańca najczęściej w rozmowach z moim dziećmi, z moim wnukami, nie raz rozmawiamy, jak to było w tamtych latach, w latach kiedy toczyły się te trzy powstania śląskie.

prof. Michał Lis (historyk, Instytut Śląski w Opolu): Świadczyli o tym, że jesteśmy tutaj żyjąc, będąc Polakami jednocześnie częścią większej całości, Europy. Czyli jesteśmy Ślązakami, Polakami, Europejczykami. Dobrze byłoby czasem dzisiaj o tym pamiętać też.

Ireneusz Dudek (wnuk powstańców śląskich): Mnie się córka spytała ostatnio o powstaniach, więc troszeczkę jej opowiedziałem. Ale generalnie młodzież nie żyje tym. I należałoby wzbudzić takie zainteresowanie, bo to trzeba przypominać o historii. My zapominając naszą historię, podcinamy sobie korzenie w ogóle, jesteśmy byle kim.

dr hab. prof. UŚ Zygmunt Woźniczka (p.o. Dyrektora Instytutu Myśli Polskiej im. Wojciecha Korfantego w Katowicach): I Powstanie Śląskie mimo olbrzymiego zaangażowania ze strony wojsk walczących, zakończyło się klęską. Wybuchło na obszarze, który znajdował się jeszcze pod jurysdykcją i administracją Niemiec. Był to dalej teren niemiecki, gdzie funkcjonowała niemiecka administracja, niemieckie wojsko, niemiecka policja. Klęska doprowadziła do rozbicia struktur konspiracyjnych powstańczych. Bardzo wielu ludzi uciekło za Brynicę do Zagłębia Dąbrowskiego. Bardzo wielu zostało również aresztowanych, represjonowanych a nawet zabitych.

Janusz Steinhoff (wnuk powstańca śląskiego): Przypominam sobie dziadka, jako bardzo wysokiego, sympatycznego, bardzo miłego człowieka. Niesamowicie oczytanego. Cały pokój miał zostawiony książkami. Po pierwszym powstaniu musiał uchodzić do Zagłębia i jakiś czas tam przebywał, takie są przekazy mojej mamy. Również jego najstarszy syn uczestniczył w powstaniach śląskich.

Jerzy Urbańczyk (wnuk powstańca śląskiego): Po upadku I Powstania Śląskiego, powstańcy musieli uchodzi do Polski, za zagranicę, do obozów w Sosnowcu, w Jaworznie, w Szczakowej. I znalazł się tam też dziadek w Jaworznie, gdzie był jako komendant. Pod koniec 1919 roku doszło do amnestii. Powstańcy wraz z dziadkiem wrócili do swoich domów.

Janusz Steinhoff (wnuk powstańca śląskiego): Zagłębiacy, czyli za Brynicą, przyjęto tych powstańców bardzo gościnnie. Tak że to są kamienie milowe w budowie dobrej współpracy między Zagłębiakami i Ślązakami. Zawsze tutaj ta Brynica dzieliła często ludzi.

prof. Michał Lis (historyk, Instytut Śląski w Opolu): Przy pierwszym powstaniu kilka elementów jest ważnych. Po pierwsze, że nie przygotowawszy dobrze zaplecza, nie zorganizowawszy tych, którzy mają walczyć, nie określając celu, samotnie nie można odnieść sukcesu. To zostanie wykorzystane rok później, w 1920 roku, pod panowaniem Międzysojuszniczej Komisji Rządzącej i Plebiscytowej formalnie mogą ruszyć przygotowania do plebiscytu.

dr hab. prof. UŚ Zygmunt Woźniczka (p.o. Dyrektora Instytutu Myśli Polskiej im. Wojciecha Korfantego w Katowicach): W wyniku decyzji wielkich mocarstw zdecydowano, że teren Górnego Śląska zostanie wyłączony spod jurysdykcji administracji niemieckiej. Powstała Międzysojusznicza Komisja Kontroli i Nadzoru w Opolu na czele której stanął generał Le Rond. I teraz cały ten obszar znalazł się pod władzą tej komisji. Wycofano niemieckie wojska. Pojawiły się wojska francuskie, angielskie i włoskie, czyli wojska sojusznicze, które miały nadzorować ten obszar do przeprowadzenia plebiscytu.

Konstanty Wolny (wnuk Konstantego Wolnego): Taka znacząca rola Konstantego Wolnego jest wtedy, kiedy tworzy się Polski Komisariat Plebiscytowy. Korfanty mianuje Konstantego Wolnego jednym ze swoich zastępców. I również zostaje kierownikiem Wydziału Samorządowego w tej komisji. Oprócz prowadzenia białej księgi nieprawidłowości, jakie stosowali Niemcy wobec Polaków. Skrytobójcze jakieś zabójstwa i tak dalej. Powstaje również w ramach tej komisji taki zespół do opracowania statutu organicznego pod przyszłe województwo śląskie. Mam tutaj maszynopis dziadka, w którym pisze w ten sposób: "Zredagowaliśmy statut organiczny a właściwie sam go napisałem". Później, kiedy już część Górnego Śląska zostaje przyłączona do Polski, zostaje marszałkiem Sejmu Śląskiego i posługuje się tym statutem, który sam opracował.

prof. Michał Lis (historyk, Instytut Śląski w Opolu): Polacy powołują swój organ centralny Polski Komisariat Plebiscytowy na czele z Korfantym. Niemcy powołują troszeczkę później, swój. Polski jest w Bytomiu, niemiecki w Katowicach. Ale nie można rozwinąć propagandy plebiscytowej, bo nadal jest policja a dawno powinno jej już tu nie być. W związku z tym drugie powstanie ma jeden jasno określony cel. Wyeliminowanie policji, jako utrudniającej Polakom równy start do przekonywania się nawzajem. Bo przecież przygotowania plebiscytowe polegają na tym, że trzeba przekonać głosujących.

Danuta Rzepacka (wnuczka powstańców śląskich): Komisarzem plebiscytowym na powiat Zabrze mianował Korfanty Bronisława Hagera. I on był komisarzem plebiscytowym. Podzielił to Zabrze na kilka okręgów, wyznaczył różnych dowódców.

Jan Kocurek (wnuk Zofii Koniarkowej działaczki plebiscytowej i powstańca śląskiego): Babcia Koniarkowa bardzo mocno czuła się Polką. Była zaangażowana w Polskim Komitecie Plebiscytowym. Tam mocno współpracowała, roznosiła ulotki i w ogóle była działaczką w tym czasie. Często spotykała się z różnymi ludźmi i miała taki dar przemawiania do ludzi. Wszystkie jej przemówienia były traktowane tak, że ja spotykając później ludzi, którzy ją pamiętali z tamtych lat, często ją wspominali. I byłem nawet nie raz zdumiony, że ludzie, których w ogóle nie znałem, spotykałem po raz pierwszy, jak padło to nazwisko Zofia Koniarek, to od razu wiedzieli, o kogo chodzi.

Jan Rzymełka (bratanek ks. Jana Rzymełki): W Bibliotece Śląskiej mamy kilkanaście różnych ulotek podpisanych Kapłan - Górnoślązak. To pseudonim księdza Rzymełki, który pisał ulotki polityczne dyktowane przez krakowską kurię, przez arcybiskupa kardynała Sapiehę, który wiedział, że największym wrogiem na Górnym Śląsku polskości jest struktura niemieckiego kościoła z Wrocławia. I w wielu tych ulotkach, jedna jest najwspanialsza. "Kto wyrządził ludowi polskiemu na Górnym Śląsku największą krzywdę?" To struktura niemieckiego kościoła. To biskup wrocławski przez swoich proboszczów. To byli Niemcy. Oni pilnowali interesu gospodarczego również.

Jerzy Urbańczyk (wnuk powstańca śląskiego): Po powrocie z obozu w Jaworznie, dziadek w dalszym ciągu angażował się w prace, związane z przygotowywaniem następnego powstania Polskiej Organizacji Wojskowej. Polska Organizacja Wojskowa Górnego Śląska umożliwiała szkolenie się w tym okresie między powstaniami. Różnego rodzaju ćwiczenia, musztry przechodzono na polach, gdzieś na uboczach, żeby ani Grenzschutz, ani Sipo nie mogli się zorientować, co się dzieje.

dr hab. prof. UŚ Zygmunt Woźniczka (p.o. Dyrektora Instytutu Myśli Polskiej im. Wojciecha Korfantego w Katowicach): Nastąpiła niejako aktywizacja zarówno środowisk polskich, jak i niemieckich, które przygotowywały się do konfrontacji. Konfrontacji za pomocą kartki wyborczej. Dochodziło do dużych konfrontacji między stroną polską i niemiecką. Odbywały się konfrontacje również siłowe. Tutaj proszę pamiętać, że mimo wycofania niemieckich wojsk, została niemiecka administracja. Nadal pozostali niemieccy właściciele wielkich koncernów, którzy zatrudniali robotników. Jeżeli ci robotnicy byli Ślązakami i głosowali za Polską, no to cóż z tego, jeżeli właściciel był Niemcem i on decydował, kto będzie pracował, kto nie będzie pracował.

Danuta Rzepacka (wnuczka powstańców śląskich): Nigdy dziadek Bronisław Hager nie walczył z bronią w ręku. On był bardzo dobrym mówcą. On zawsze przemawiał na wiecach. Zresztą w 1920 roku dwa razy były już zamachy na jego życie, na tych wiecach właśnie. Jeden w Zabrzu, drugi w Bujakowie. Czy tam ktoś go postrzelił, czy co, to już nie znam szczegółów. W każdym razie wiem, że były zamachy na jego życie.

Antoni Strzempa (syn powstańca śląskiego): Mój ojciec Franciszek Strzempa wstąpił do Polskiej Organizacji Wojskowej Górnego Śląska. Przed drugim i trzecim powstaniem brał udział w bojówce, która jeździła i ochraniała agitatorów namawiających do głosowania na Polskę. I mówił, że nie lubił tego okresu, bo chodził wiecznie z przestrzelonymi kieszeniami. Nigdy, mówił, nie mieli czasu, żeby wyjąć porządnie broń i przez kieszenie strzelali.

Czesław Rymer (syn powstańca i pierwszego wojewody śląskiego): Pamiętam jak był zamach na mojego ojca. Tak. Willa była ogromna i tam schodziło się do pokoiku. Ten pokój był poniżej poziomu najniższych pokoi. Mój ojciec lubił tam przebywać, bo to był taki zakątek, trochę jakby wyłączony z tego. No to wie panu, jak my jako dzieci. No to przecież, kto to utrzyma, panie, ośmioro dzieci w ryzach? No i mój ojciec siedział, pracował plecami do okna. Tam miał biurko i coś tam robił. I padł strzał z ulicy. Ktoś strzelił, mierząc w głowę mojego ojca w przeświadczeniu, że ojciec siedzi normalnie jak z poziomem. A ojciec siedział niżej, bo ten pokój miał niższy poziom, niż reszta pokoi. I trafił, ale w Tadeusza Kościuszkę, w portret. Długośmy mieli ten portret z tą dziurą po karabinie.

Bronisław Korfanty (bratanek Wojciecha Korfantego): Ze strony mojej matki to moim pradziadkiem był Franciszek Stanek. Już za czasów Kulturkampfu zmagał się właśnie tutaj z tym żywiołem niemieckim. Jak przychodzili do niego Niemcy i coś tam, co on z tą Polską i tak dalej, to zawsze podobno odpowiadał: "A co wy mi tu wszyscy z tą waszą pierońską niemczyzną?", mówił do nich. Żona tego Franciszka Stanka się nazywała Agnieszka. Ona podczas manifestacji została przez Niemców ciężko pobita i w bardzo młodym wieku zmarła.

Antoni Strzempa (syn powstańca śląskiego): Niemcy mieli organizację. Ochraniała swoich, niemieckich agitatorów. I tam się potrafiły strzelaniny pomiędzy tymi ekipami odbywać, jak na Dzikim Zachodzie. I wiem, była jedna zasada, nie strzelano do policji Francuzów, którzy stacjonowali tu na Śląsku. I Anglicy też stacjonowali, ale z Anglikami się nie lubili. I Włosi też. Bo jedyni, którzy sprzyjali temu śląskiemu ruchowi, to byli żołnierze francuscy.

Czesław Rymer (syn powstańca i pierwszego wojewody śląskiego): Ojciec wracał do domu. Gromada mężczyzn, Niemców. Któryś krzyknął, że to jest Rymer. Przecież ojciec był znany, przecież był prezesem związku zawodowego, Zjednoczenia Zawodowego Polskiego. I zaczęli go szarpać, bić. Szarpać, bić. Podszedł jakiś facet i mówi: "Co wy robicie?" "To Rymer, to jest ten Rymer". Ten tego i tak dalej, panie, przekleństwa pod adresem mojego ojca. A on mówi: "To nie jest Rymer. Ja go znam, to nie jest. Rymer tu mieszka, na Kościuszki". I poszli razem z moim ojcem. Ten facet wszedł do mieszkania. Mamie powiedział, o co chodzi. To był Polak. Wyszedł z powrotem a ojciec stał na tym podwórku pobity. Rękaw wyrwany, marynarka oberwana, pobity po twarzy. Powiedział: "Słuchaj, nie ma, rozmawiałam z jego żoną. Jest w tej chwili gdzieś tam, tu go w ogóle nie ma. To nie jest ten". I ojca zostawili i sobie poszli. Ojciec wrócił do domu pobity, poszarpany, ubranie zdemolowane, wyrwany rękaw i tak dalej.

Andrzej Sas-Jaworski (wnuk Stanisława Ligonia "Karlika z Kocyndra"): Z takich wspomnień dziadka, to opowiadał o obronie, jak z karabinem latał po dachu, bo tam Grenzschutz na nich napadł, na hotel Lomnitz w Bytomiu.

Antoni Strzempa (syn powstańca śląskiego): W hotelu Lomnitz mieścił się Polski Komisariat Plebiscytowy i bojówki niemieckie napadły na ten budynek, chcąc zdemolować polską centralę plebiscytową.

Andrzej Sas-Jaworski (wnuk Stanisława Ligonia "Karlika z Kocyndra"): Napadli na nich Niemcy z Grenzschutzu, to jakoś nie było tam za dużo powstańców i ci wszyscy pracownicy złapali za karabiny i się bronili.

Antoni Strzempa (syn powstańca śląskiego): Wiem, że ojciec brał czynny udział w tej obronie hotelu Lomnitz w trakcie ataku bojówek niemieckich. Ojciec opowiadał, że się ostro strzelali i ze skutkiem obronili. Nie dopuścili do zniszczenia Komisariatu Plebiscytowego.

Andrzej Sas-Jaworski (wnuk Stanisława Ligonia "Karlika z Kocyndra"): No i ten obraz taki jest właśnie, który dziadek później namalował, "Obrona hotelu Lomnitz", jak powstańcy za kominami na dachu się chowają i strzelają na dół do Grenzschutzu.

dr hab. prof. UŚ Zygmunt Woźniczka (p.o. Dyrektora Instytutu Myśli Polskiej im. Wojciecha Korfantego w Katowicach): W momencie nasilającej się tej gry politycznej pojawiła się wielka geopolityka, pojawiła się wojna polsko-bolszewicka. Po początkowych polskich sukcesach zaczął się front zmieniać. Armia bolszewicka zaczęła maszerować na zachód. Wojsko Polskie zaczął się cofać. Niemcy, przywódcy Republiki Weimarskiej postawili na kartę sowiecką. Oni byli przekonani, że jeżeli wygra Rosja Sowiecka, to Rosja Sowiecka zdławi niepodległą Polskę, przywróci granice z roku 1914. I w tej sytuacji, jak nie będzie Polski, to nie będzie sensu przeprowadzać plebiscytu.

Danuta Rzepacka (wnuczka powstańców śląskich): Przy rodzinnym stole, to zwłaszcza babcia Hegerowa, odpowiadła, bo ona tak lubiła opowiadać zawsze. Jak to dziadek pomagał Korfantemu, jak został wyznaczony komisarzem plebiscytowym tutaj na okręg zabrzański, na powiat Zabrze przez Korfantego. Jak przemawiał na wiecach. Jak go ci Niemcy wiecznie szukali, jak wiecznie go tam śledzili. Tak że on nie czuł się nigdy bezpiecznie. Nawet, jeżeli wydawało się, że nie ma akcji zbrojnej, nie trwa powstanie, to jednak ci Niemcy byli rozzuchwaleni. Rodzina była zagrożona cały czas.

dr hab. prof. UŚ Zygmunt Woźniczka (p.o. Dyrektora Instytutu Myśli Polskiej im. Wojciecha Korfantego w Katowicach): Latem 1920 roku Niemcy nie byli nigdy tak silni na Śląsku, jak wtenczas. Polska propaganda i agitacja całkowicie zaniknęła. Polacy przegrali plebiscyt na Warmii i Mazurach. Z drugiej strony generał von Seeckt szykował armię niemiecką do uderzenia na obszar Śląska i zajęcia Śląska. On liczył, że w momencie, kiedy Polska będzie dalej przegrywać wojnę, to alianci na przykład pozwolą, żeby Reichswera liczyła nie 100 tysięcy, jak ustalono w Traktacie Wersalskim, ale 200 tysięcy albo i więcej, żeby powstrzymała nacierających bolszewików.

Bronisław Korfanty (bratanek Wojciecha Korfantego): Babcia mi opowiada, że były jeszcze Szymon Stanek. Ja znałem tego Szymona Stanka. No to on pamiętam znowu brał udział w 1920 roku w Bitwie Warszawskiej. Jeszcze mi babcia, ja byłem wtedy mały i też nie wiedziałem wtedy, co ona mówiła. Mówiła: "Bo myśmy się spotkali wszyscy, patrzymy, a Szymka nie ma. Gdzie poszedł Szymek? Nie wiadomo". I później mówi: "Dowiedzieliśmy się, że poszedł na bolszewicki front". A ja mówię: Co to ten bolszewicki front? Nie wiedziałem, wtedy o tym się niespecjalnie mówiło.

dr hab. prof. UŚ Zygmunt Woźniczka (p.o. Dyrektora Instytutu Myśli Polskiej im. Wojciecha Korfantego w Katowicach): 16-17 sierpnia w gazetach niemieckich na Górnym Śląsku pojawiły się informacje, że Warszawa została zdobyta przez bolszewików. I gdy te informacje się pojawiły, niemieckie bojówki i działacze nacjonalistyczni rozpoczęli wielkie demonstracje, ale również ataki zbrojne na polskie i francuskie ośrodki na terenie Śląska, przede wszystkim w Katowicach. Zaatakowano Polski Komisariat Plebiscytowy. Zaatakowano stanowisko wojsk francuskich. Atak tych bojówek był tak silny i dynamizm tych walki tak silny, że żołnierze francuscy otworzyli ogień, ale w sumie musieli się wycofać, oddać swoją placówkę w centrum Katowic.

Danuta Rzepacka (wnuczka powstańców śląskich): Tłumaczem tej Komisji Międzysojuszniczej był brat babci Hagerowej, szwagier Bronisława Hagera, Zbigniew Rudzki. Który zresztą w okresie międzywojennym potem był burmistrzem Chebzia-Goduli. A w 1942 roku zamordowany przez hitlerowców w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu.

dr hab. prof. UŚ Zygmunt Woźniczka (p.o. Dyrektora Instytutu Myśli Polskiej im. Wojciecha Korfantego w Katowicach): W czasie walk doszło do zabójstwa doktora Andrzeja Mielęckiego. Doktor Andrzej Mielęcki był wybitnym polskim działaczem plebiscytowym, lekarzem, jednym z nielicznych Polaków, który mieszkał w centrum Katowic. Są dwie wersje. Pierwsza wersja mówi w ten sposób, że oni wiedzieli ci bojówkarze, gdzie mieszka doktor Mielęcki, wtargnęli do jego mieszkania i tam go wywleczono na ulicę i zamordowano. Druga wersja mówi, że doktor Mielęcki obserwując przez swoje okno walki na ulicy Warszawskiej, która była tuż przy jego kamienicy, wybiegł i udzielał pomocy ludziom, zarówno Niemcom, jak i Polakom. I ci bojówkarze rozpoznali w tym lekarzu polskiego działacza, został przez nich pojmany, skatowany na miejscu. Przyjechał wóz ratunkowy i chcieli go zawieźć do szpitala, żeby go ratować. Natomiast ci bojówkarze zatrzymali tę sanitarkę, wyciągnęli ciężko rannego doktora, dobili go i zwłoki wrzucono do płynącej obok rzeki Rawy. Wieść o tej tragedii w Katowicach i o tych represjach niemieckich niejako oddolnie spowodowała wybuch II Powstania Śląskiego.

Konstanty Wolny (wnuk Konstantego Wolnego): Z takich historii z okresu powstań śląskich, to często zaglądamy do Czarnego Lasu, to był ciekawy pałac i właściciele. Tam właśnie dziadek, bo było niebezpiecznie, zawoził żonę i swoje dzieciaki. Właścicielami byli państwo Niegolewscy, pierwszy burmistrz Lublińca, Niegolewski. A jego żona Wiktoria z domu Żabińska była wielką śląską działaczką, która tam zakładała szpital powstańczy, magazynowała broń.

dr hab. prof. UŚ Zygmunt Woźniczka (p.o. Dyrektora Instytutu Myśli Polskiej im. Wojciecha Korfantego w Katowicach): To powstanie, ono w początkowym okresie miało charakter swoistej samoobrony. Atak tych niemieckich bojówek był tak daleko posunięty, że ci polscy działacze plebiscytowi musieli się bronić, bo obawiali się często o życie. I te oddziały samoobrony plebiscytu, które były, one podjęły walkę broniąc tych swoich działaczy i broniąc samych siebie przed tymi działaniami Niemców, którzy byli pewni, że już teraz oni wygrają. Te struktury powstańcze prowadzone przez Zgrzebnioka, przez doświadczonych dowódców, odniosły sukces.

Jerzy Urbańczyk (wnuk powstańca śląskiego): W drugim powstaniu dziadek był dowódcą na Nakło Śląskie. Ich zadaniem było opanować park, gdzie stacjonował Grenzschutz. Stajnie końskie zostały zamienione na koszary Grenzschutzu w pałacu Donnersmarcków. Tam została stoczona ta bitwa. To się dziadkowi wraz ze swoimi chłopakami, bo takich nazywał, około osiemdziesięciu chłopa, udało zrobić. Opanowali park, rozbroili Grenzschutz, zdobyli bardzo duże ilości amunicji i broni. A część grupy w międzyczasie rozbrajała niemieckich obywateli, żeby nie mogli znienacka zaatakować.

dr hab. prof. UŚ Zygmunt Woźniczka (p.o. Dyrektora Instytutu Myśli Polskiej im. Wojciecha Korfantego w Katowicach): Zasięg terytorialny drugiego powstania dotyczył przede wszystkim tego Śląska rdzennie przemysłowego. To obszary położone wokół takich miast jak Katowice, Mysłowice, Tarnowskie Góry, Bytom, w okolicach Gliwic. Nie walczono o wielkie miasta. Miasta były przez powstańców blokowane. Walki toczyły się na obrzeżach tych miast. Miast nie zdobywano, ponieważ w większości centra miast były niemieckie. Były chronione przez oddziały francuskie, włoskie i angielskie. Nie chciano ich zdobywać, dlatego że doszłoby do konfrontacji z tymi oddziałami, co stawiałoby stronę polską w niekorzystnej sytuacji. I dostarczyłoby argumentów Anglikom i Włochom, którzy byli nam nieprzychylni, żeby pokazać: O zobaczcie, jacy ci Polacy są okropni, w jaki sposób oni tutaj działają.

Czesław Rymer (syn powstańca i pierwszego wojewody śląskiego): Przy ulicy Bankowej tu nad Rawą, tam jest most. I tam był most i tam stały posterunki powstańcze. Potem dołączyły francuskie, były powstańcze i francuskie. Myśmy tam podchodzili do tego mostku, tam z nimi rozmawiali i tam dalej. A mój brat z tym Sławikiem Marianem, to oni w tornistrach szkolnych, bo przecież tu była jeszcze Sipo, prawda, to oni w tornistrów szkolnych nosili naboje powstańcom na ten most. To dzisiaj taki, panie, zaraz by się zrobił kombatantem. A oni to opowiadanie z uśmiechem na ustach: Pamiętasz, jak żeśmy tam te naboje nosili? No pewnie! Trochę stracha żeśmy mieli, aleśmy nosili.

dr hab. prof. UŚ Zygmunt Woźniczka (p.o. Dyrektora Instytutu Myśli Polskiej im. Wojciecha Korfantego w Katowicach): Powstanie uzyskało poparcie ze strony Wojciecha Korfantego, ze strony władz polskich. I ze strony oddziałów i władz francuskich, które tutaj uzyskały pomoc Polaków w walce o przywrócenie porządku na terenach plebiscytowych. I teraz doszła jeszcze jedna rzecz. Okazało się w okolicach 17, 18, 19, 20 sierpnia, kiedy te walki powstańcze weszły w swoje apogeum, że Polacy pokonali bolszewików, że Bitwa Warszawska została wygrana. I te informacje przepłynęły tutaj na Śląsk, które w wyraźny sposób dodały otuchy, animuszu walczącym powstańcom. A z drugiej strony odebrały to poparcie, ten animusz Niemcom, którzy zdali sobie sprawę, że te plany na to, że "polskie państwo sezonowe" się zawali, że Międzysojusznicza Komisja Kontroli i Nadzoru wycofa się ze Śląska, i że nie będzie plebiscytu, i że też Śląsk do Niemiec wróci, okazały się niepodstawne. "Cud nad Wisłą" doprowadził do "Cudu nad Rawą". Ułatwił to zwycięstwo tego drugiego powstania.

Jerzy Urbańczyk (wnuk powstańca śląskiego): Zdobywając koszary Grenzschutzu znajdujące się w Nakle, w parku księcia Donnersmarcka, podczas tej bitwy dziadek cały teren wraz z powstańcami, zajął. I tym samym został komendantem tego obszaru Nakła Śląskiego. Tę funkcje pełnił do zakończenia drugiego powstania na wyraźnie wezwanie pana Wojciecha Korfantego 25 sierpnia 1920 roku.

dr hab. prof. UŚ Zygmunt Woźniczka (p.o. Dyrektora Instytutu Myśli Polskiej im. Wojciecha Korfantego w Katowicach): Na polecenie Korfantego walki zostały wygaszone. Zakończone zostało to wszystko sukcesem. Z jednej strony spacyfikowano niemieckie bojówki. Z drugiej strony zlikwidowano tę niemiecką policję polityczną Sipo, która popierała te przygotowania i agitację niemiecką i zwalczała polskich działaczy niepodległościowych. I powstała policja Apo. Policja, która była po 50% złożona z Niemców i Polaków.

prof. Michał Lis (historyk, Instytut Śląski w Opolu): Ponieważ ten efekt osiągnięto po paru dniach, w związku z tym ono nawet tygodnia nie trwało, zostało zakończone. Został ogłoszone, jako zakończone, albowiem cel został osiągnięty.

Jerzy Urbańczyk (wnuk powstańca śląskiego): Dziadek Piotr na polecenie Polskiego Komisariatu Plebiscytowego został skierowany na kurs funkcjonariuszy policji plebiscytowej do Świętochłowic, gdzie ukończył go z wynikiem bardzo dobrym i wrócił do swojej jednostki.

dr hab. prof. UŚ Zygmunt Woźniczka (p.o. Dyrektora Instytutu Myśli Polskiej im. Wojciecha Korfantego w Katowicach): Kiedy powstała policja Apo, połowa tej policji to byli Ślązacy. Wielu z nich należało do Polskiej Organizacji Wojskowej Górnego Śląska. Byli to konspiratorzy, którzy legalnie nosili broń, to raz. Z drugiej strony, ta policja w dużym stopniu hamowała działalność represyjną niemieckich bojówek wymierzoną w działaczy polskich. To są takie czynniki ważne, które w perspektywie były jednym z elementów późniejszego zwycięstwa w III Powstaniu Śląskim.

Dane o obiekcie

Opis

Film dokumentalny Adama Turuli „OD CUDU NAD WISŁĄ DO CUDU NAD RAWĄ”, to druga część, kontynuacji cyklu filmów Muzeum Historii Polski przypominających wydarzenia sprzed wieku, dzięki którym najbardziej uprzemysłowiona część Górnego Śląska – powróciła do Macierzy. Tym razem autor,w 30-minutowym dokumencie, prezentuje wydarzenia jakie miały miejsce w okresie od upadku I Powstania Śląskiego z 1919 roku do momentu zakończenia 25.08 1920 roku II Powstania Śląskiego. Był to czas przygotowań do polsko-niemieckiej rywalizacji przedplebiscytowej, narastającej walki politycznej, ale też konfliktów narodowościowych. Ogromny wpływ na sytuację na Śląsku miało niepowodzenie wyprawy kijowskiej Józefa Piłsudskiego i odwrót wojsk polskich pod Warszawę. Wśród Niemców wzmogło to nadzieję, na upadek polskiego „państwa sezonowego”, bowiem eliminowało by to konieczność organizowania plebiscytu. We wspomnieniach członków powstańczych rodzin – tamten okres był „tak gorący jak na dzijim zachodzie...” Faktycznie – na porzadku dziennym był strzelaniny a nawt skrytobójcze morderstwa. W efekcie prowokowanych przez Niemców zamieszek – m.in. w Katowicach – zamordowany został 17 sierpnia 1920 roku, podczas pełnienia swej misji ratowania życia – dr Andrzej Mielencki – powszechnie poważany medyk i polski działacz plebiscytowy. Wydarzenia te w połączeniu z napadami na siedziby polskich komisariatów plebiscytowych sprowokowały Polską Organizację Wojskową (POW GŚl.) Górnego Śląska – do zbrojnego wystąpienia i ogłoszenia II Powstania z 19/20 sierpnia 1920 roku. Walki toczyły się poczatkowo w obronie zagrożonych polskich działaczy plebiscytowych i ich rodzin a potem żadając usunięcia z terytoriów plebiscytowych znienawidzonej niemieckiej policji SIPO. Na skutek szeroko zakrojonej i skutecznej akcji zbrojnej – powstańcy śląscy odnieśli blyskawiczny sukces. Był on też pochodną wieści o sukcesie Bitwy Warszawskiej, która podkopała morale strony niemieckiej. W ten sposób „Cud nad Wisłą” przelozył się też na Śląsku do „Cudu nad Rawą”. W miejsce niemieckiej SIPO utworzona została wspólna , polsko-niemiecka policja plebiscytowa. Dzięki temu strona polska – po raz pierwszy w dziejach tego konfliktu – miała prawo do legalnego posiadania i noszenia broni. Turula – jako historyk i dokumentalista – po raz kolejny nie ogranicza się do wykładu ekspertów - to zaledwie punky wyjścia , ale sięga do pamięci dzieci i wnuków powstańców, z których ostatni zmarli przed 20 laty. Z opowieści prywatnych i rodzinnych, z zachowanych pamiątek – wyłania się może obraz może nie do końca kompletny, ale za to bardzo prawdziy – historia prywatna, osobista – czasem wręcz intymna. W filmie oprócz historyków – autorytetów przedmiotu zobaczymy również – jak w ubiegłorocznym filmie o I Powstaniu – osoby publiczne i powszechnie znane, które nie wahają się opowiadać o tradycji walki o polskość Śląska. Film na zlecenie Muzeum Historii Polski zrealizował Adam Turula a producentem wykonawczym było Studio Arka Górnośląska z Katowic. Partnerami projekty były też: Ministerstwo Dziedzictwa Narodowego oraz portal internetowy Dzieje.pl Adam Turula to niezależny dziennikarz, historyk i producent tv od ponad 20 lat specjalizujący się w tematyce historycznej i edukacyjnej. Przez 16 lat pracował w redakcji programów informacynych TVP Katowice, był też wieloletnim wydawcą Regionalnego

Powiązane Materiały