Dlaczego Polska nie miała kolonii?
Muzeum Historii Polski (producent);
05/01/2023
Klasyfikacja praw autorskich
Transkrypcja
[00:00] [Prowadzący] Gdy nasze ziemie w złotym wieku Jagiellonów rozciągały się praktycznie od morza do morza inne europejskie państwa brały już udział w wyścigu o podział świata, tworząc rzutujący na dużą część historii system kolonialny. Czy dla Rzeczypospolitej to dobrze czy źle, że w tym wyścigu nie brała udziału, a nasi magnaci zamiast tworzyć latyfundia na Podolu nie posiadali plantacji na Karaibach czy w Afryce lub Ameryce Południowej? Czy to prawda, że nad Wisłą nigdy nie rodzili się dobrzy żeglarze i podróżnicy skoro Jan z Kolna jako pierwszy dotarł do Ameryki Północnej? Kim była ta postać? I czy Kolno to na pewno to nasze Kolno? O tym wszystkim opowie nam profesor Andrzej Karpiński. Nazywam się Cezary Korycki i zapraszam na „Prześwietlenie. Inne historie Polski.”
Część I. Legenda polskiego odkrywcy.
[Lektor] „Aby się nie zdawało, że zbyt pochlebiam swoim i daję szczutka w nos historii, należy pokrótce ukazać komu należy się sława odkrycia tego kraju borealnego. Nie przysługuje ona Hiszpanowi, Portugalczykowi, ani Francuzowi, gdyż Polak to Jan Scolnus dotarł tam.”
„ Zaszczyt ponownego odkrycia tej ziemi przypadł Janowi Scolnus, Polakowi, który żeglując w roku 1476 wypłynął poza Norwegię, Grenlandię, Fryzlandię, wpłynął na Morze Północne i dopłynął pod samym kręgiem polarnym do owych ziem Labradoru i Estotilandii.”
[Prowadzący] Panie profesorze, czym by była profesja historyka bez ważnego zadania jakim jest rozwiewanie legend, bajek i nawet fake newsów? Przed chwilą usłyszeliśmy zagraniczne, XVI wieczne relacje Francuza, Franciszka de Belleforest i Flamanda Korneliusza Wytflieta. Jak to było z tym Janem z Kolna?
[Gość] No niewątpliwie dla historyka zadaniem bardzo interesującym jest właśnie konfrontowanie rzeczywistości z rozmaitego typu mitami, które mają jakiś… każdy mit ma pewną podstawę, ale niekoniecznie musi być prawdziwy. Wracając do tej sprawy, bardzo dyskusyjnej powiedziałbym i budzącej duże emocje i długo te emocje, do dnia dzisiejszego nie rozwiązane, mianowicie o tak zwanych przedkolumbijskich odkrywcach Ameryki. Bo to tego dotyka. Abstrahuję w tej chwili od Normanów, bo Normanowie, to już wszyscy wiemy, że byli wcześniej, ale o nich w tym momencie nie mówimy, mówimy o bezpośrednich poprzednikach Kolumba. Przypominam, Kolumb dopłynął do Ameryki, do kontynentu, a właściwie do wysp karaibskich w 1492. Natomiast sława, którą potem okryli się i Kolumb i potem Hiszpanie, spowodowała, że zaczęto poszukiwać poprzedników, jak gdyby, osób, które mogły przed tym Kolumbem tam dotrzeć. No Francuzi mieli takiego Cousin z Dieppe. On miał ok. 1488 roku dotrzeć do nowego kontynentu, to jest autentycznie apokryfem. Hiszpanie szukali tak zwanego Sancheza. Sanchez to miał być taki nieznany pilot, który umierając przekazywał Kolumbowi informację o tym, co jest za Atlantykiem, gdzie miał być przed tym Kolumbem. No z tym, że najbardziej taką nośną historią jest historia wyprawy, która rzeczywiście się odbyła. To była wyprawa z 1476 roku, wyprawa duńsko-portugalska można powiedzieć, pod kierownictwem takich właśnie niemieckich dwóch żeglarzy, prawda, Pininga i Podhorsta, a także Portugalczyka Jao Vas Corte-Reala nota bene ojca wybitnych późniejszych dwóch braci Corte-Realów, którzy rzeczywiście penetrowali, już dużo później, penetrowali wybrzeża Ameryki Północnej. W tej wyprawie brał udział także sternik, właśnie Jan Skolwus, czyli Jon Skolw. Mówię dlatego jego różne określenia, ponieważ pisownia tego nazwiska podawana jest w dwudziestu rozmaitego typu przemiankach. Dlatego też, że do niego się poczuwa bardzo wielu, prawda, Islandczycy chcieliby, żeby to był prawda Islandczyk, Portugalczycy uważają, że ten Jan Skolwus to jest nie kto inny jak ten Joao Vas de Corte-Real. No ale także, prawda ten Jan Skolwus został w jednym ze źródeł... przeinaczone zostało jego nazwisko na Skolnus. Jan Skolnus. I to dało asumpt Joachimowi Lelewelowi, no jednemu z najwybitniejszych wczesnych historyków polskich do tego, żeby stworzyć historię Jana z Kolna, Polaka, który miał przed Kolumbem w tym 1476 roku dotrzeć do Ameryki Północnej. [05:00] W zasadzie do Grenlandii, bo ta wyprawa Pininga, Podhorsta i Corte-Reala tak naprawdę dotarła do Grenlandii, no ale Grenlandię liczymy do kontynentu amerykańskiego. Z tego Jana Skolwusa zrobił Jana Skolnusa. I z tego wyrósł Jan z Kolna. Chociaż tutaj Lelewel naciągnął, ponieważ gdyby to było po łacinie to byłoby de Kolno, a nie „z Kolna”. Niemniej, prawda, w ten sposób została nagłośniona postać Jana z Kolna, przedkolumbijskiego odkrywcy Ameryki, Polaka, notabene jest to ważne, XIX wiek, nie ma państwa polskiego, a mamy taką wybitną postać. No późniejsze polemiki doprowadziły do tego, że wyraźnie udowodniono, że ten Jan Skolwus to nie jest Jan z Kolna, niemniej legenda długo żyła i do tej pory są historycy, są powiedzmy sobie miłośnicy historii, którzy uważają, że rzeczywiście ten Jan z Kolna, Kolno to jest takie miasteczko na pograniczu Mazowsza i Podlasia, że on rzeczywiście jest postacią historyczną, niedocenioną, ma nawet gdzieniegdzie pomniki czy ulice. Natomiast jest to tutaj powiedzmy sobie sytuacja przedziwna, ponieważ postać jest zupełnie fikcyjna. Najprawdopodobniej to był Duńczyk. I to jest największe prawdopodobieństwo, sternik duński, który w tej wyprawie udział brał. Ale to jest właśnie taki przykład, kiedy no historycy no najpierw tworzą jakąś ideę, a potem trzeba to, prawda, weryfikując trzeba z tym się w jakiś sposób rozprawić.
[Prowadzący] Duńczycy, Portugalczycy przede wszystkim, Hiszpanie, Genueńczycy, Katalończycy, Francuzi, Brytyjczycy, wszyscy gdzieś podbijali dalekie lądy, dobrze czuli się na oceanach. A czy słuszne jest twierdzenie, że Słowianie, a później mieszkańcy królestwa Piastów ogólnie mogą być nazwani jednak takimi szczurami lądowymi?
[Gość] No więc powiem tak, to nie jest prawdziwe. To nie jest prawdziwe zważywszy, że jeśli chodzi o powiedzmy sobie już samo państwo piastowskie, to można powiedzieć, że z racji między innymi uwarunkowań politycznych, odepchnięcia od Bałtyku, zakon krzyżacki w sumie nas na parę wieków odepchnął od tego Bałtyku, ta polityka morska prowadzona być przez czas tych właśnie w okresie średniowiecza, nie mogła być prowadzona. Natomiast jeśli chodzi o Słowian zamieszkujących Pomorze czy tak zwane Połabie czyli tutaj właśnie pomiędzy ujściem Odry a ujściem Łaby, to były plemiona też Słowiańskie, które tutaj przybyły w VI, VII i na początku VIII wieku i które właściwie do połowy XII wieku prowadziły bardzo aktywną politykę bałtycką. Na tyle aktywną, że stali się właśnie tutaj ci zarówno Pomorzanie, wśród tych najsłynniejsi są Wolinianie, od nazwy Wolina, prawda, Szczecinianie, ale ci Słowianie połabscy czyli Obodryci, Wieleci, a zwłaszcza tak zwani Ranowie. Ranowie to są Połabianie zamieszkujący wyspę Rugię, przed którymi drżał cały ten rejon Bałtycki, także Wikingowie. Teraz gdybyśmy się zastanowili nad taką kwestią, dlaczego w sagach skandynawskich te wyprawy Wikingów są dokładnie określane, że prawda dopłynęli do Winlandu, dopłynęli do Islandii, dopłynęli do Rusi. Jest bardzo mało informacji o tym, żeby te wyprawy Wikingów dopływały do wybrzeży no tych naszych tutaj, południowego Bałtyku. Jeden wniosek z tego może płynąć: tu nie mieli się czym Wikingowie w tych sagach za bardzo pochwalić. Faktycznie, w tych starciach z Wikingami bardzo często flotylle słowiańskie odnosiły sukcesy i to ogromne sukcesy. Cała Dania, państwa skandynawskie były niszczone przez „piratów” słowiańskich, dochodziło do wielkich bitew, tutaj oczywiście okręty były podobne, to były okręty wiosłowo-żaglowe. Łodzie, takie duże łodzie, prawda. Niemniej trzeba pamiętać, że to właśnie Słowianie poniszczyli i pozdobywali bardzo ważne punkty, np. Roskilde, które były stolicą Danii. Została zdobyta właśnie, bodajże w 1135 roku. W czasie takiej wyprawy słowiańskiej księcia Racibora, powiedzieć ten książę pomorski był już lennikiem Bolesława Krzywoustego. A zatem, to też jest ważna rzecz, praktycznie lennik nasz tego dokonał. Rok później bodajże, albo w tym samym roku, tutaj historycy się spierają padła Konungahela po bardzo dużej bitwie, zdobyta… Konungahela to był z kolei w tym czasie bardzo ważny port norweski, obecnie leżący na terenie dzisiejszej Szwecji, który po bitwie pod tą Konungahelą, bardzo wielkiej bitwie, mogę tylko podać, że flota słowiańska to znaczy flota właśnie tego Racibora, królem morza go nazywano, w 1135 [10:00] czy 36 roku miała liczyć między 300 a 700 no stateczków, no nie powiem wielkich statków, ale każdy z nich przewoził 40 ludzi i 2 konie. To była olbrzymia armada. I to takie armady słowiańskie staczały w tym momencie walki. No i pod tą Konungahelą Słowianie wygrali. Pokonali, prawda, Skandynawów, a potem Konungahela została zdobyta i spalona. Tak samo jak zresztą Roskilde, jak Hartleby. Także tutaj te sukcesy zwłaszcza w drugiej połowie wieku XI i pierwsza połowa wieku XII, to są wielkie sukcesy i właściwie można powiedzieć panowanie tych Słowian połabskich i części Słowian pomorskich. To się potem zacznie załamywać. Załamywać się zacznie za Waldemara I Wielkiego, to był władca duński, rządzący właśnie tak mniej więcej od lat 40. do lat 80. wielu XII, który po pierwsze zjednoczył Danię. Ta Dania była rozbita na cały szereg księstewek w pewnym momencie, a potem no sukcesywnie zaczął narzucać zwierzchnictwo tym rozmaitego typu państewkom połabskim. W 1168 roku zostali pokonani Ranowie, ci najbardziej groźni, prawda, a ich stolica Arkona, zresztą wielkie sanktuarium słowiańszczyzny pogańskiej zostało zdobyte i spalone przez Duńczyków. No jeszcze kilkanaście lat później Bogusław I, który był lennikiem już nie naszym, bo my jesteśmy w okresie rozbicia dzielnicowego wczesnego, natomiast Fryderyka I Barbarossy. W 1184 roku podjął jeszcze jedną taką wyprawę, która miała na celu odzyskanie z rąk Duńczyków tej wyspy Rugii. No nie udało mu się to i można powiedzieć, że niebawem, to też jest ważna rzecz, gdzieś tak właśnie w latach 80. późnych XII w. także i te inne plemiona połabskie uznają zwierzchnictwo duńskie na Pomorzu. Nasze Pomorze Zachodnie było przejściowo Duńczykom przyporządkowane. No a tragedię Połabian dokończyli margrabiowie niemieccy, no. Henryk Lew, książę saski, Albrecht Niedźwiedź, twórca późniejszej marchii brandenburskiej. To jest połowa wieku. Także w połowie wieku XII Połabianie przełamują się, ale jednocześnie także ich ta polityka morska, można powiedzieć, do tej pory bardzo licząca się no kończy. Później mamy rzeczywiście… trudno powiedzieć, że my prowadzimy politykę morską jakąś wielką, aczkolwiek w okresie wojny trzynastoletniej przypomnę, że to już może nie fota polska, ale Gdańszczanie i Elblążanie stoczyli bardzo poważną bitwę na Zalewie Świeżym z flotą krzyżacką w 1463 roku i wygrali tę bitwę. Bitwę, która właściwie zadecydowała ostatecznie o sukcesie strony polskiej w wojnie trzynastoletniej. To może tak bym mniej więcej zakończył tutaj ten okres średniowiecza no i jednocześnie bym tutaj wyraźnie stwierdził, że ci Słowianie tak niezupełnie się odsunęli od tego morza, prawda, no.
[Prowadzący] Kończy się średniowiecze i koniec tego okresu wyznaczają wielkie odkrycia geograficzne. Czy nazwisko jakiegoś mieszkańca Królestwa Polskiego powinniśmy pamiętać? Powinniśmy znać kogoś, kto brał udział w jakichś wyprawach?
[Gość] Tak, to ja właściwie wskazałbym dwie postacie, które są niewątpliwie postaciami nietuzinkowymi. Pierwsza z tych postaci jest to znana postać, mianowicie mam na myśli Krzysztofa Arciszewskiego. Krzysztof Arciszewski, no jedyny można powiedzieć nawet konkwistador polski epoki wielkich odkryć. Był arianinem, pochodził z Rogalina spod Poznania. Od młodych lat takim, powiedzmy sobie zaczepnym charakterem charakteryzował się na tyle, że niezależnie od tego, że szkoły różne kończył to także już w latach 20. wieku XVII został za zabójstwo skazany na banicję i musiał opuścić Rzeczpospolitą. Udał się do Holandii i tam studiował inżynierię wojskową i artylerię. Okazał się bardzo zdolnym w tych dziedzinach. Potem walczył w kilku tam starciach zbrojnych w tych etapach związanych z początkiem wojny trzydziestoletniej, więc walczył pod Bredą. Potem brał udział w oblężeniu La Rochelle, pamiętamy z „Trzech muszkieterów” walki kardynała Richelieu pod La Rochelle, no tutaj walczył, prawda on po stronie obozu katolickiego, to znaczy mu nie przeszkadzało jego wyznanie ariańskie w tym momencie, walczył z Hugenotami pod La Rochelle. Jego lokalna sława spowodowała, że po pierwsze zdjęto z niego ten wyrok banicji, ale nie wrócił na razie do Rzeczpospolitej. Natomiast Holendrzy zaciągnęli go do swojej Kompanii Zachodnioindyjskiej, to była taka wielka instytucja, która miała monopolizować faktycznie i budować imperium holenderskie na terenach nadatlantyckich. I w Afryce zachodniej i na terenach Ameryki rzeczywiście miała ona na początku wielkie sukcesy, by wskazać, że właśnie jeden z kapitanów tej Kompanii Zachodnioindyjskiej, [15:00] nie Wschodnioindyjskiej, która była silniejsza ekonomicznie i która budowała imperium holenderskie tam, gdzie potem mamy Indie holenderskie, Indonezję, prawda, ale to Zachodnioindyjskie, nazywał się Piet Hein. I uwaga, ten Piet Hein 1628 roku, po bitwie pod Matanzas na Kubie zdobył całą srebrną flotę hiszpańską. To chyba jako jeden z nielicznych zdobywców, prawda, którym się to udało. To były gigantyczne pieniądze, to szacowane było na 15 milionów guldenów. Wtedy to jest jakaś kolosalna kwota. Z tych pieniędzy można było finansować potem wyprawy i próbę budowy tutaj imperium kolonialnego w Ameryce. I tak też się stało. Jeszcze Piet Hein, jeszcze przed tą bitwą pod Matanzas, już w 1624-5 roku Holendrzy wylądowali na terenie Brazylii wschodniej. I tutaj prawda zaczęli pierwsze swoje faktorie budować. Dlaczego tutaj? Dlatego przede wszystkim, że Portugalia w tym czasie jest powiązana unią personalną z Hiszpanią, a Holendrzy cały czas toczą walkę z Hiszpanią. To jest ta słynna wojna osiemdziesięcioletnia. Z tym że łatwiej było im atakować kolonie portugalskie w tym momencie, mniej bronione przez Hiszpanów niż kolonie hiszpańskie, bronione lepiej. I dlatego to uderzenie na Brazylię. Brazylia, która nie miała co prawda złota i srebra, ale miała trzcinę cukrową i melasę. Ten cukier był na wagę złota, można powiedzieć. I tu się zaczęło w latach 20. I dlaczego o tym wszystkim mówię? Dlatego, że właśnie w służbie Kompanii Zachodnioindyjskiej Arciszewski pojechał do Brazylii. I ten jego pobyt w Brazylii, przerywany powrotami do Holandii trwał dekadę. Od 1629 do 38 roku on przebywał w tej Brazylii. No tam zasłynął jako znakomity strateg, dowódca. Radził początkowo znakomicie tam opanowywać te kapitanie, to były takie jednostki administracyjne portugalskie. I w pewnym momencie został wyznaczony przez Holendrów jako naczelny dowódca wszystkich wojsk holenderskich walczących w Brazylii i naczelny admirał floty holenderskiej. Na przeszkodzie stanęły mu ambicje Maurycego von Nassau-Siegen z domu Orańskich, który został gubernatorem tak zwanych Nowych Niderlandów, czyli tej części Brazylii, którą udało się Holendrom w latach 20. i 30. za sprawą między innymi Arciszewskiego opanować. Ten się nie zgodził, na to żeby ktoś mógł być na tak wyeksponowanym stanowisku i to spowodowało, że Arciszewski mimo tego, że go tam proszono, że wybijano jakieś tam medale na jego cześć w Holandii, zdecydował się ostatecznie wyjechać z tych Nowych Niderlandów, niemniej tutaj no zasłużył się bardzo dla budowy Nowych Niderlandów. A Maurycy von Nassau-Siegen ostatecznie w 1644 roku zrezygnował z tego gubernatorstwa a dekadę później Nowe Niderlandy faktycznie przestały istnieć. Dla Holendrów w tym rejonie pozostał troszeczkę wyżej tylko kawałek późniejszej Gujany. Była to Gujana Holenderska, także tylko to im zostało z tego, co posiadali, a było to stosunkowo dużo. Co z Arciszewskim, jeszcze dwa słowa, później on wrócił do Rzeczpospolitej, Władysław IV w 1646 roku mianował go starszym nadarmatą, taka funkcja. Innymi słowy dowódcą artylerii koronnej został. Całej artylerii koronnej, wszystkich arsenałów zbrojnych. Podobno ta artyleria koronna za czasów Arciszewskiego, nie było innego okresu, kiedy ona była na tak dobrym poziomie. No niestety potem wybuchło powstanie Chmielnickiego. Tutaj Arciszewski brał udział w walkach początkowo, między innymi fortyfikował Zbaraż. Nie trzeba tutaj tłumaczyć, prawda co to był ten Zbaraż i co to były walki pod Zbarażem 1649 roku. Później wycofał się z tej armii. Zmarł w 1656 roku. No tyle jeśli chodzi o tego polskiego konkwistadora. A inną zupełnie postacią był Michał Boym. Michał Boym pochodzący ze Lwowa, z rodziny takiej węgierskiej, osiadłej od wielu, wielu dekad we Lwowie, który po prostu w pewnym momencie wybrał karierę duchowną. On wstąpił do zakonu jezuickiego, potem prawda przeszedł nauki w zakonie jezuickim. I ogarnięty chęcią prowadzenia misji zagranicznych, wyjechał z Portugalczykami w latach 40. XVII w. No tak jak do Estado da India z Portugalii się układało, czyli przez Mozambik i dalej, prawda, aż na daleki Wschód pojechał. Już w Mozambiku opisał ten Mozambik w sposób znakomity, opisał Kafrarię, jako pierwszy w ogóle. Kafraria to jest taki teren leżący pomiędzy Przylądkiem Dobrej Nadziei a rzeką Zambezi na wschodnim wybrzeżu. Więc on jako pierwszy opisał to. Opisał wyspę Mozambik bardzo pięknie. Ale potem udał się do Chin i tam właśnie tę akcję misyjną w Chinach prowadził, między innymi na wyspie Hajnan. W Chinach w tym czasie sytuacja była bardzo ciekawa, mianowicie to jest moment, kiedy dynastia Ming, rządząca długo… no kończy się ta dynastia Ming. Znaczna część Chin zajęta jest przez Mandżurów, przez dynastię Mandżurską późniejszą. Natomiast ostatni epigon taki tej dynastii Ming, który nazywał się Yongli [20:00] on w pewnym momencie zaczął skłaniać się ku katolicyzmowi. Na jego dworze, w tych południowych Chinach, tam było kawałek jeszcze tych południowych Chin, trzymał ten Yongli i jego zwolennicy, znalazł się Boym, i tam byli też Jezuici. Dochodzi do tego, że syn tego Yongli jest ochrzczony w wierze katolickiej. Jezuici postawili na koncepcję taką: gdyby zorganizować pomoc Europy, no z papiestwa przede wszystkim, zorganizować coś na podobieństwo krucjaty, to może by się udało uratować tych katolików w Chinach, a być może dalej, czytaj to może by spowodowało, że by te Chiny były katolickie. No i rzeczywiście, teraz trzeba tylko było wysłać posła do papiestwa. I tym posłem został Michał Boym, który w 1652 roku dotarł po dużych perturbacjach, częściowo drogą morską, częściowo drogą lądową, dotarł do Rzymu. No i niestety w tym Rzymie tutaj papież Innocenty XX nie chciał mu uwierzyć. Trzy lata prawie czekał na audiencję u papieża. Ostatecznie następca tego Innocentego XX, Aleksander VII Chigi zdecydował się dać odpowiedź i Boym wrócił z tą odpowiedzią. Ale wrócił i już było za późno. On tam, prawda, zowu te wyprawy na Daleki Wschód trwały lata całe. On dotarł tam w momencie, kiedy ostateczne te starcia zbrojne z tymi Mandżurami zakończyły się dla Yongli porażkami. A sam Boym już w 1659 roku nie dotarł do tego Yongli, prawda, tam nie mógł się do niego przedrzeć, zmarł w czasie tej wyprawy. Pozostawił po sobie bardzo bogatą spuściznę. Między innymi wspaniałe opisy flory chińskiej, kartografii chińskiej, no bo to jednocześnie był wielkiej klasy naukowiec, można powiedzieć. Część tych materiałów w dalszym ciągu w archiwach watykańskich pozostaje. No tutaj kogo by można jeszcze było wskazać? To jest, co prawda okres już nie odkryć geograficznych, ale taki bardzo późniejszych odkryć, to byłby niewątpliwie Maurycy Beniowski. Postać nietuzinkowa, co prawda z pochodzenia Słowak, bo on się urodził na terenie Słowacji, ale postać bardzo, bardzo charakterystyczna, do której zresztą potem, w pewnym momencie, także już po odzyskaniu niepodległości do jego tradycji madagaskarskich będziemy nawiązywać. Jeśli chodzi o tego Maurycego Beniowskiego, on się przyłączył do konfederacji barskiej. Został ranny, dostał się do niewoli rosyjskiej i chyba w 1769 albo 70 wywieziony daleko, bo aż na Kamczatkę. No ale Beniowski to Beniowski. Beniowski zorganizował zesłańców, podniósł bunt na Kamczatce, opanował to miasteczko, w którym był osadzony i tam zdobył okręt, razem z tymi zesłańcami w 1771 roku porwali ten okręt i popłynęli wzdłuż wysp Kurylskich, Japonii, Tajwanu do Makau. Makau było posiadłością, jak wiemy, portugalską. Tam spieniężono okręt, prawda i stamtąd potem chyba do 1773 roku, ci którzy chcieli wrócić do Europy, do Francji. Ta wyprawa była na tyle śmiała, że przyniosła wielką sławę Beniowskiemu. Na tyle wielką, że on płynąc, w międzyczasie zahaczył o ten Madagaskar i ten Madagaskar mu się spodobał. Ta wyspa Madagaskar mu się spodobała. Ona jeszcze do końca nie była zagospodarowana w tym momencie. To jest wielka wyspa, prawda, o ile sąsiednie wysepki typu Mauritius czy Reunion były już podzielone, można powiedzieć, między państwa europejskie, to ten Madagaskar nie. I tutaj właśnie w 1773 roku Francuzi zwrócili oczy na ten Madagaskar i zorganizowali tam wyprawę, która miała zdobyć dla nich ten Madagaskar. Na czele tej wyprawy stanął Maurycy Beniowski. Maurycy Beniowski, który trzy lata przebywał na tym Madagaskarze, który miał bardzo dobre kontakty z miejscową ludnością, na tyle że okrzyknięto go królem-wodzem na Madagaskarze. Stworzył czterotysięczny Korpus Madagaskarski. Tyle tylko, że być może planował ten Madagaskar wyrwać dla siebie lub może jeszcze dla Rzeczypospolitej. Francuzom się to nie podobało, zwłaszcza gubernatorowi sąsiedniego ile-de-France, czyli tego Mauritiusa i ostatecznie odwołano Beniowskiego. On przez następne kilkanaście lat właściwie próbował uzyskać jakieś poparcie dla siebie. Dopiero po zakończeniu wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych to mu się udało i w 1785 roku, przy poparciu Anglików, bo musiał zdobyć jakieś pieniądze, wylądował na tym Madagaskarze, gdzie podobno on zostawił pamiętniki. Pamiętniki są świetnym źródłem historycznym, które trzeba czytać uważnie, ponieważ Beniowski w nich wiele fantazjuje. Także tę fantazję od rzeczywistości trzeba oddzielić, niemniej właśnie pisze o tym, że tam przybył, ludność witała go prawda jak prawie półboga jak tam przybył. No niemniej siły z jakimi przybył były na tyle nieduże, że Francuzi potrafili w ciągu tam kilku miesięcy pokonać zwolenników Beniowskiego [25:00], a sam Beniowski w 1786 roku zmarł. To byłaby trzecia osoba, którą można byłoby z okresem tych wielkich odkryć geograficznych połączyć.
[Prowadzący] Część II. Przegrana szansa.
Wróćmy trochę do okresu złotego wieku Rzeczpospolitej Jagiellonów, która się rozciągała od morza do morza. Dlaczego pomimo bardzo sprzyjających okoliczności ekonomicznych, bo były pieniądze na inwestycje, nie udał nam się skok na kolonie? Przegapiliśmy ten geopolityczny moment.
[Gość] Tutaj trudno wyjaśnić, ale wiąże się to prawdopodobnie z faktem, że o ile za ostatnich Jagiellonów ta polityka morska Rzeczypospolitej, możemy mówić o zrębach polityki morskiej, chociaż to nie było takie proste ponieważ Gdańsk należący do Rzeczpospolitej był właściwie samodzielną jednostką ekonomiczno-polityczną, można tak powiedzieć. Ten Gdańsk zresztą blokował nawet można powiedzieć w pewnym momencie blokował jakieś próby tworzenia na przykład floty królewskiej. Z drugiej strony ten Gdańsk partycypował w walkach, które toczyliśmy w tym momencie na Bałtyku, bo takowe były. Przypomnę I wojnę północną, w której toczyliśmy walki właśnie z jednej strony z jednym z państw skandynawskich, najpierw ze Szwedami, potem z Duńczykami, ale także z państwem Moskiewskim tutaj toczyliśmy. I tutaj no nie mieliśmy własnej floty. Flota kaperska, kaper to jest inaczej korsarz, czyli żeglarz, który działa w interesie jakiegoś monarchy, prawda i uzyskuje od niego jak gdyby opiekę prawną, no więc tutaj Gdańszczanie i Elblążanie w mniejszej liczbie, no te okręty kaperskie gdańskie brały udział w tej walce. Ale znowu – gdańskie, nie Rzeczypospolitej. Wojna skończyła się w 1570 roku, a potem ta flota kaperska uległa częściowo rozbiciu, częściowo rozwiązaniu. Drugi raz do tej idei nawiązaliśmy w okresie wojen szwedzkich za czasów Zygmunta III Wazy. Tu można powiedzieć, że takim elementem, który hamował nam możliwości rozwoju nad Bałtykiem była Szwecja i jej coraz większa dominacja nad Bałtykiem. Przecież w pewnym momencie Bałtyk stał się morzem, to znaczy takim jeziorem szwedzkim, brakowało mu niewielu odcinków wybrzeży i stąd między innymi tak zwany potop szwedzki, prawda, bo to miało zakończyć ostatecznie zamykanie wszystkich wybrzeży bałtyckich w rękach Szwedów. Ale ja wracam tutaj do innego okresu, wcześniejszego troszkę, no pamiętajmy, że Zygmunt III Waza stworzył jednak takie zalążki floty królewskiej, która stoczyła taką bitwę, na nasze warunki sporą, bitwę pod Oliwą, późną jesienią 1627 roku, w której to okręty królewskie, no pokonały tę flotę szwedzką, blokadę morską Gdańska zniesiono no tyle tylko, że była to bitwa, no na skalę lokalną, myśmy zdobyli jeden okręt szwedzki, a drugi zatonął. No jeśli chodzi o wielkie bitwy jakie toczyły się gdzie indziej, no to skala jest nieporównywalna, ale niewątpliwie tutaj ta dominacja Szwecji nad Bałtykiem była elementem, który uniemożliwiła. Inaczej by prawdopodobnie to wyglądało gdybyśmy w tych walkach ze Szwedami no nie oddali tych Inflant i gdybyśmy tutaj właśnie nie zawierali tych niekorzystnych dla nas rozejmów, na przykład altmarskiego czy potem nawet ten w Sztumskiej Wsi, czyli w Stuhmsdorfie też nie był specjalnie korzystny. Z kolei Morze Czarne, nad Morzem Czarnym mamy Tatarów i Krym jest opanowany przez Tatarów i to są z kolei wasale Turcji. Jak tutaj można było się dostać? No dostawali się tam Kozacy na swoich śmigłych czajkach i ci Kozacy nawet tam dokonywali wielkich czynów, nad tym Morzem Czarnym. Ale Kozacy, no formalnie poddani Rzeczypospolitej, ale znowu, możliwości opanowania tam jakiegoś stałego punktu, który mógłby stać się miejscem, portem do zatrzymania się okrętów polskich właściwie nie było. No i ciągłe walki z Turcją, no jednak w XVII w. te wojny się nasilają, z Tatrami cały czas. Te wojny jak gdyby, one w pewnym sensie uniemożliwiają nam nawet rozwijanie takiej tej polityki. Pewną propozycją takiej właśnie działalności parakolonialnej były propozycje niektórych teoretyków, prawda, państwa polskiego z okresu wojen z państwem moskiewiskim, z okresu wielkiej smuty, kiedy to rzeczywiście istniała pewna możliwość, że i tron carski zostanie opanowany przez przedstawicieli dynastii Wazów. I tam w pewnym momencie były nawet takie projekty, żebyśmy to przyjęli i dalej próbowali w tym kierunku jak gdyby rozwijać potęgę naszego państwa w kierunku tym syberyjskim. No przypomnę, że właściwie od lat 80 wieku XVI do lat 30. wieku XVII cała Syberia została formalnie podporządkowana państwu rosyjskiemu. To jest jedno z najbardziej trwałych następstw wielkich odkryć. Inne imperia się porozpadały, a tutaj, jak widać te drużyny kozackie pozdobywały to i to w dalszym ciągu jest [30:00] tym elementem przewagi obecnego państwa rosyjskiego jeśli chodzi o obszar, możliwości ekonomiczne i tak dalej. No z tej koncepcji nic nie wyszło za sprawą innych względów politycznych, no tutaj prawda dosyć niejednoznaczna polityka Zygmunta III Wazy, potem usunięcie Polaków z państwa moskiewskiego, podziały i tak dalej. Także to były te czynniki polityczne, można by powiedzieć, w sporym stopniu zaważyły na tym, żeśmy nawet nie wychodzili z takimi koncepcjami tworzenia jakiegoś silnego państwa morskiego.
[Prowadzący] A co z postacią Jakuba Kettlera, który w roku 1651 ponoć proponował Janowi Kazimierzowi zorganizowanie wyprawy Armady? I był wtedy nasz lennik właścicielem kolonii w Gambii, tam może mogła być polska kolonia? W Afryce Zachodniej.
[Gość] To jest bardzo ciekawa postać ten Jakub Kettler. Chcę powiedzieć, przypomnieć, że jest to wnuk Gottharda Kettlera, tego słynnego mistrza inflanckiego, który złożył lenno Polsce z Inflant i stał się tym księciem Kurlandii i Semigalii świeckim w 1561 r. Jakub Kettler rzeczywiście miał duże ambicje tworzenia silnego państwa morskiego z Inflant. On rozbudowywał stocznie, on budował flotę, ekonomicznie wzmacniał Kurlandię i Semigalię, gdzie rządził, no długo rządził, bo prawie 40 lat tam rządził , do początku lat 80 XVII stulecia. Proponował i Władysławowi IV wcześniej, prawda w 1647, a potem Janowi Kazimierzowi, tak jak tutaj pan redaktor powiedział, taką koalicję stworzenia kompanii, a przede wszystkim wyekwipowania, na koszt zresztą Inflantczyków, dużej floty, tam mówiło się o kilkudziesięciu okrętach i armii liczącej dziesiątki tysięcy ludzi, która miała pomóc właśnie opanować kolonie, no dla Inflantczyków, w sensie opanować handel. Żeby móc handel opanować dalekowschodni. I w tym momencie no trzeba było mieć punkty oparcia, czyli kolonie. Nasi monarchowie do tego się nie palili, bo też się wiąże to troszeczkę z tym, że za Jana Kazimierza mamy te wojny, powstanie Chmielnickiego, a potem wojna z Rosją i tak dalej. Natomiast sam Gotthard Kettler niezależnie od tego jak nie uzyskał pomocy polskiej zaczął szukać pomocy gdzie indziej. I tę pomoc znalazł u Anglików. Za cichym przyzwoleniem Anglii, a przypomnę, że właśnie w latach 1652-54 toczy się pierwsza wojna angielsko-holenderska za Cromwella. Tutaj Anglicy właściwie poparli jego wyprawę do zachodniej Afryki. I u ujścia rzeki Gambii w 1651 roku powstały pierwsze kolonie, pojawili się koloniści Inflanccy, na dwóch wysepkach, które sobie wykupiono od miejscowego ludu Kombo, nazywał się ten lud, prawda. Notabene trzeba powiedzieć, że ci Inflantczycy, którzy tam wprowadzali chrześcijaństwo, nie katolicyzm a luteranizm, bo to są luteranie, ale oni traktowali tych wodzów lokalnych zupełnie przyzwoicie, na zasadzie partnerskiej. I tutaj tych właśnie osad, powiedzmy sobie powstało kilka w dolnym biegu rzeki Gambii. Równocześnie w 1654 roku Gotthard Kettler wykupił od Anglików Tobago. Tobago to jest taka wysepka nieduża, leżąca koło Trynidadu, który był też Angielski. N i to Tobago miało być drugą jak gdyby bazą dla Inflantczyków. Tam zresztą została założona taka kolonia, która miała się nazywać Nowe Inflanty prawda, czy Nowa Kurlandia nawet, coś w ten sposób. I tam też od połowy lat 50. zaczęli pojawiać się na tej wyspie koloniści z Inflant i z Kurlandii. Tyle tylko, że to Tobago bardzo interesowało również Holendrów. I Holendrzy też tak, nieformalnie, ale to to Tobago zaczęli z drugiej strony jak gdyby zasiedlać. To nie jest duża wyspa, ale możliwości takie były. Co by się dalej działo, gdyby nie II wojna północna, czyli tak zwany potop szwedzki trudno powiedzieć, ale ten potop szwedzki, on właściwie położył całą tę koncepcję Gottharda Kettlera, ponieważ Kurlandia została zajęta przez Szwedów, Kettler został internowany, no aż do 1660 roku, do pokoju oliwskiego właściwie przestały funkcjonować możliwości zarządzania tymi terenami zamorskimi. A w międzyczasie przede wszystkim Holendrzy, oni mieli największą ochotę na to i oni zajęli to, od razu w 1659 roku jak Kettler został internowany, zajęli te tereny. I w zachodniej Afryce i Tobago. Te tereny w zachodniej Afryce, już właściwie ich Kettler nie odzyskał, tyle tylko że przekazał je Anglikom w 1661 roku. Natomiast jeśli chodzi o Tobago, to Tobago odzyskał po pokoju oliwskim i tam przez kilka lat jeszcze do 1666 roku rządził. Potem sami Kurlandczycy wycofali się stamtąd. Czasowo zajęli to [35:00] ponownie Holendrzy. Z tym, że właściwie do aż po śmierci Jakuba Kettlera do 1693 roku jeszcze tam, prawda, ci Kurlandczycy próbowali odzyskiwać i okresowo nawet część tej wyspy Tobago utrzymali. Ich przywiązanie do tego Tobago było tak duże, że aż do trzeciego rozbioru Polski upominali się stale o odzyskanie tej wysepki, którą no ostatecznie zajęli Holendrzy. Ale prawda stałe roszczenia aż do 1795 roku trwały.
[Prowadzący] Proszę o taką szerszą refleksję, co my straciliśmy w naszej historii nie stając się mocarstwem kolonialnym?
[Gość] To nasze geopolityczne położenie sprawiało, że my w zasadzie nie mieliśmy dogodnych możliwości budowania takiego imperium. Zwrócić można uwagę na to, że jednak budowały te imperia państwa morskie przede wszystkim, albo takie, które miały szeroki dostęp choćby do Oceanu Atlantyckiego. I tu łatwiej było, prawda, to rozwijać. Bałtyk i Morze Czarne są akwenami zamkniętymi. I łatwo byłoby, prawda, tutaj czy przez cieśniny duńskie, z jednej strony, no też to często się odbywało w różnych sytuacjach, czy przez cieśninę Bosfor, zamykać te morza. To automatycznie uniemożliwiało jak gdyby, prawda, tutaj szerszą ekspansję. Natomiast no generalnie, czy my moglibyśmy w ogóle być takim mocarstwem morskim? Wydaje mi się, że tutaj realnych szans na to nie posiadaliśmy. Chociaż takie ambicje, prawda, trzeba powiedzieć nawet w okresie, kiedy państwo polskie nie istniało, kiedy byliśmy rozebrani pomiędzy trzech sąsiadów, prawda trzy czarne orły, takie koncepcje się odzywały, prawda. Mówiłem już tutaj o tym, prawda, Madagaskarze, który miał być, no albo dla Polski, albo dla samego Beniowskiego, no ale jednak także w tym momencie obywatela państwa polskiego. W drugiej połowie XIX w. pojawia się też bardzo ciekawa postać, Stefana Szolca-Rogozińskiego. Stefan Szolc-Rogoziński z takiej niemiecko-polskiej rodziny, on zresztą potem używał głównie nazwiska Rogoziński. Ojciec jego był kupcem niemieckim. On wykształcił się na uczelniach rosyjskich i odbył podróż dookoła świata w latach 1879-80. I w czasie tej podróży między innymi opłynął zachodnią Afrykę. W tej zachodniej Afryce jeszcze nie istniał do końca podział kolonialny. Jak państwo wiecie XIX wiek to jest podział Afryki, kolonialny, ale nie wszystkie tereny były jeszcze w tym momencie rozdzielone. I tutaj właśnie wpadł na, można powiedzieć ciekawy, trochę szalony pomysł ów Rogoziński, żeby po pierwsze spenetrować tereny Kamerunu, to jest jeden z takich terenów nad Zatoką Gwinejską, do tej pory przez nikogo jeszcze nie zajęty. W domyśle: a może by nawet stworzyć z tego kolonię dla Polski. Polski, której nie ma. Ale na zasadzie takiej, żeby w tym momencie przypomnieć podmiotowość, że ta Polska powinna istnieć, no bo jeśli ma kolonię, a jej nie ma to znaczy, że coś jest nie tak. Oczywiście o tych jego koncepcjach... ostatecznie wyszły te jego ostateczne koncepcje wiele lat po jego śmierci. Jego przyjaciel Leopold Janikowski ujawnił, że tak naprawdę w tej wyprawie, którą zorganizował w latach 80. do Kamerunu no miał także i takie plany. Potrzebne były pieniądze, żeby móc wyekwipować taką wyprawę. Sam Rogoziński nie miał tych pieniędzy, stąd odwołał się do polskiej opinii publicznej. I tutaj różne autorytety różnie się do tego ustosunkowały. Bolesław Prus, Henryk Sienkiewicz poparli tę ideę. Aleksander Świętochowski, znany, prawda twórca pozytywizmu polskiego był temu na przykład przeciwny. Ostatecznie udało się jednak Rogozińskiemu zdobyć na tyle poważne fundusze, że wyekwipował okręt, on się nazywał „Łucja Małgorzata” i on w grudniu bodajże 1882 roku wypłynął do tej Zatoki Gwinejskiej, notabene ciekawie, płynął pod dwoma flagami. Pod flagą francuską i pod herbem Warszawy. No nie mógł flagi polskiej użyć w tym momencie, bo nie było Polski. Dopłynął do tego Kamerunu i tam przez mniej więcej półtora roku 1883-84 penetrował ten Kamerun, prawda, liczne wyprawy wewnętrzne organizował ze swoimi przyjaciółmi. Jeden nazywał się Klemens Tomczek , drugi ten właśnie Leopold Janikowski. Tomczek niestety zmarł w trakcie tej wyprawy na chorobę zakaźną. Natomiast tutaj osiągnięcia były spore. To potem wszystko zostało w pracach geograficznych uwzględnione. W każdym razie ten Kamerun rozpoznawany był nawet na ten wulkan Kamerun tam, prawda, wyprawa się odbyła na wysokość powyżej 4000 metrów. Tam też Rogoziński znalazł się. No niestety była to sytuacja taka, że Niemcy, którzy… są to właśnie Niemcy w okresie [40:00] po zjednoczeniu i po wielkich zwycięskich wojnach, Niemcy chcą mieć kolonie, nie mają tych kolonii. Zwracają swoje oczy na tereny jeszcze nieopanowane. A takimi terenami są Togo i Kamerun nad Zatoką Gwinejską między innymi. No i Niemcy tutaj zaczynają się domagać dla siebie tych terytoriów. W 1885 roku państwa europejskie wyraziły zgodę na to, żeby te terytoria przejęli Niemcy. No i Niemcy oprócz tam innych, prawda Niemieckiej Afryki Wschodniej i Namibii, późniejszej Namibii, te tereny opanowali. W tej sytuacji musiała zakończyć się ta ekspedycja podróżnicza Szolca-Rogozińskiego, który zresztą jeszcze czas jakiś w pobliżu przebywał, on tam wraz ze swoją żoną założył plantację na wysepce Fernando Po. To jest taka wysepka, która leży w Zatoce Gwinejskiej. No niestety ta działalność plantacyjna też mu się nie udała. A on w ogóle skończył życie w sposób gwałtowny, przedwczesny. Zginął pod kołami omnibusu w 1891 roku. No ale jak już powiedziałem, już po jego śmierci, ten jego przyjaciel, który długo żył, ujawnił właściwe zamiary Rogozińskiego, że to miała być kolonia dla Polski. Polski, której nie było.
[Prowadzący] Część III. Kolonialne ambicje sanacji.
„Program zamorski Polski, przygotowywany w ciągu szeregu lat przez naszą organizację został ustalony. Zmierza on w sposób zdecydowany ku zapoczątkowanej akcji kolonialnej narodu i państwa naszego. A to w imię najżywotniejszych interesów gospodarczych i populacyjnych Polski. Dzisiaj, kiedy opracowaliśmy tezy dla naszej ekspansji kolonialnej i kolonizacyjnej i kiedy stwierdziliśmy, że nie do pomyślenia jest, aby nadal polska gospodarka narodowa miała pozostawać w tak dużej jak dotychczas zależności od obcych musimy się zdobyć na zapoczątkowanie stopniowego zrzucania hegemonii nad nami obcych interesów ekonomicznych.”
Tak 90 lat temu pisał o ambicjach II Rzeczpospolitej magazyn „Morze” wydawany, uwaga, w liczbie blisko 200 000 egzemplarzy. Organ prasowy Ligi Morskiej Kolonialnej. To był jakiś fantazmat sanacji czy jakiś sensowny plan?
[Gość] No jest to bardzo ciekawe, powiem, pytanie i ciekawe zagadnienie. Jak wiemy, w 1918 roku już wiadomo było, że państwo polskie powstanie. Wiadomo też było, że państwa centralne doznają porażki. Kolonie niemieckie w Afryce były w tym momencie już zajęte przez Anglików, wszystkie. No i urodził się pomysł, że a może by to nowe państwo polskie jakieś z tych terytoriów może przejęło. Do tego Kamerunu nawiązywano ideologicznie. Na razie czysto teoretycznie, chociaż już w 1918 roku takie towarzystwo kolonialne, Polskie Towarzystwo Kolonialne już wtedy powstało. W 1918 roku, kiedy jeszcze niepodległości tak naprawdę nie było. Innymi słowy taka idea, żeby przyszłe państwo polskie mogło mieć kolonie, pamiętajmy, że w tym momencie tu zależało także na prestiżu. Właściwie państwa nieposiadające kolonii w końcu XIX i pierwszych 30 latach XX wieku, były to państwa jak gdyby drugiej kategorii. Natomiast tutaj tendencje jakieś, może jeszcze nie mocarstwowe, no ale takie, żeby odrodzone państwo polskie liczyło się już wtedy się rodziły. Rodziły się przede wszystkim rzeczywiście jak pan redaktor powiedział w obozie późniejszej sanacji. A po odzyskaniu niepodległości idea była w dalszym ciągu żywa i w 1924 roku Mariusz Zaruski, to jest wybitna postać, to jest wybitny generał, prawda, piłsudczyk, twórca zresztą Tatrzańskiego Pogotowia Ratunkowego, marynarz znakomity, zakłada Ligę Morską i Rzeczną, tak to się na razie nazywało i ona miała w zasadzie dwa cele. Pierwszy cel to było umocnienie pozycji Polski nad morzem. Pamiętajmy, że myśmy odzyskali kawałek tego wybrzeża, prawda z tym Gdańskiem jako wolnym miastem jednakże, ale kawałek wybrzeża i już zaczyna się budować port w Gdyni. I chodzi o to, żebyśmy jednak także nad tym Bałtykiem umocnili się. Druga rzecz, która była stawiana, prawda, przez to zgrupowanie, przez tę organizację społeczną to była właśnie próba znalezienia jakichś terytoriów, które może można byłoby odkupić, można byłoby skolonizować na terenie całego świata. Kilka lat później, w 1930 roku zmienia się nazwa z Ligi Morskiej i Rzecznej na Ligę Morską i Kolonialną, no i na czele tej ligi staje Gustaw Orlicz-Dreszer. Znowu postać wybitna, generał Gustaw Orlicz-Dreszer, jeden z najbliższych ludzi marszałka Piłsudskiego, ten który przeprowadził żołnierzy w czasie przewrotu majowego tak naprawdę. Znakomity organizator, czego najlepszym wyrazem jest fakt, że przed momentem [45:00] jeszcze, kiedy jeszcze ta Liga Polska Kolonialna nie powstała, no tam było 30-40 tysięcy członków, a w okresie, kiedy on był tym prezesem, to były lata 1939-36, w 36 roku Orlicz-Dreszer w katastrofie lotniczej zginął tragicznie, liczba członków liczyła już 500 tysięcy. Zwróćcie Państwo uwagę, to już nie jest mało 500 tysięcy ludzi w organizacji społecznej. W 39 roku było ich milion. Milion Ludzi liczyła Liga Morska i Kolonialna. Powstał specjalny fundusz morski. Z tego funduszu tak przez ciekawość można powiedzieć, że został między innymi zbudowany okręt podwodny nasz „Orzeł”, jeden z najsłynniejszych naszych okrętów w okresie II wojny światowej. Wracając do kwestii kolonii, zaczęto szukać terenu gdzie można by takie kolonie uzyskać i tutaj kilka różnych terenów, prawda, wskazano i nawet podjęto, ta Liga Morska i Kolonialna podjęła swoje starania. Najwcześniej właściwie o Angolę. Angola. W 1929 roku rozpoczęły się rozmowy z rządem portugalskim o odkupienie Angoli, żeby Angolę prawda uzyskać, to jest zachodnia, południowo-zachodnia Afryka. Ostatecznie Portugalczycy się na to nie zdecydowali i opinia portugalska nie chciała oddać tej Angoli. I tutaj właściwie oprócz takich rekonesansowych, bo wszędzie przy takich różnych koncepcjach no były rekonesanse. Ktoś jechał, oglądał to i tak dalej. Kolonizacja tam się nie zaczęła. Zupełnie inaczej było z dwoma innymi terenami – Brazylii. Pamiętajmy, że Brazylia była rejonem, do którego emigrowało bardzo wielu Polaków w XIX wieku. To była emigracja zarobkowa. Ale w takim stanie Parana mieszkało 100 tysięcy Polaków no i w związku z tym padł wybór – no to może w tej Paranie. Wykupmy trochę gruntów i zacznijmy kolonizację tejże Parany. W 1934 roku rozpoczęły się z rządem brazylijskim rozmowy, a zaraz potem rozpoczęła się organizacja wykupienie troszkę tych ziem, no nie tak dużo ich wykupiono, tego terenu, ale stworzono takie 25 hektarowe mniej więcej gospodarstwa i od 35-6 roku zaczęto tam sprowadzać kolonistów, rodziny przesiedlać z myślą tego, że być może przyszłościowo tutaj powstanie jakaś kolonia polska. W tej Paranie. Znowu z tego nic nie wyszło, ok 1938 roku ta akcja osiedleńcza tam się zakończyła, chociaż trzeba pamiętać, że w Brazylii w dalszym ciągu mamy tę Polonię brazylijską dosyć silną. Równolegle w tym samym czasie zaczęła się penetracja Liberii. Przypomnę, że Liberia była jednym z dwóch państw afrykańskich, które były niepodległe po podziale kolonialnym, ale tak się złożyło, że właśnie gdzieś tam od wczesnych lat 30. no zakusy na tę Liberię były spore, to jest dobre strategiczne położenie nad Zatoką Gwinejską. Liberyjczycy szukali jakiejś, prawda, pomocy. Tutaj prawda tę pomocną dłoń wyciągnął rząd polski. Od 34 roku zaczęły się rozmowy. Umowa handlowa, a nawet propozycja, że Liberyjczycy to nam wystawią nawet 100 tysięcy żołnierzy, będziemy mogli zaciągnąć w tej Liberii taką legię cudzoziemską naszą. Zaczęły się wyjazdy do tej Liberii po 34 roku. No tutaj nie sama Liberia, bo być może coś by z tego wyszło, ale kontrakcja Stanów Zjednoczonych, pamiętajmy to one stały w swoim czasie za utworzeniem Liberii, a także państw europejskich. Państwa europejskie nie chciały tu konkrecji. Spowodowały, że w 38 roku ta koncepcja również upadła. To nie była jeszcze ostatnia koncepcja można powiedzieć, bo przypomniałem sobie Beniowskiego Maurycego. I tutaj pamiętajmy, że ponieważ w dwudziestoleciu międzywojennym stosunki polsko-francuskie były bardzo dobre, no mamy te układy polityczne. One nie sprawdziły się w 39 roku, ale układy polityczne i gospodarcze istniały. Padła propozycja, żeby może Madagaskar odkupić od Francuzów. Tam nawet, podobnie zresztą jak w Liberii, podobnie właśnie jak w tej Brazylii, jeździły ekipy, które tam obserwowały, które patrzyły na możliwości, warunki i tak dalej. Zresztą trzeba powiedzieć, że dla samych Malgaszy to ten Beniowski to był, zwłaszcza po uzyskaniu niepodległości w 1960 roku, jest w dalszym ciągu bohaterem narodowym. Do tego stopnia. Więc tutaj powiedzmy sobie ludność miejscowa, można powiedzieć, przyjęłaby dosyć życzliwie. Inaczej zupełnie ta sytuacja wyglądała generalnie, zwłaszcza, że tutaj wiązał się z tym wątek jeszcze jeden, mianowicie kwestia ludności żydowskiej. Tutaj w pewnym momencie był pewien pomysł, żeby część ludności żydowskiej przeniosła się na Madagaskar. Na tej zasadzie. Może nie na zasadzie wyrzucona na Madagaskar, ale żeby się tam przeniosła. Tę ideę zresztą powiem później, w pewnym momencie już nazistowskie Niemcy też przechwyciły jak gdyby tę ideę, no nic z tego nie wyszło. Gdyby wyszło, może byłoby to lepsze [50:00] nie byłoby Holocaustu na taką skalę. No w każdym razie w 37 roku bodajże Rydz-Śmigły i pułkownik Beck wizytowali Madagaskar, byli na tym Madagaskarze. Niestety to pozostało tylko w sferze planów i ostatecznie w 38-39 roku i ten pomysł, żeby ten Madagaskar Francuzi nam odstąpili, czy Francuzi nam odsprzedali także upadł. Natomiast warto pamiętać, że ta Liga Morska i Kolonialna ona organizowała tutaj rozmaitego typu wystąpienia, manifestacje, parady. I tutaj trzeba powiedzieć, no była taką jedną z najsilniejszych społecznych organizacji w tym momencie. Co świadczy o tym, że no część przynajmniej społeczeństwa polskiego, nie tylko na zasadzie „jest to mrzonka”, naprawdę wierzyła, że jest takowa możliwość. Czy ona była realna? Z tego jak widać, co historia pokazała nie bardzo ona była realna. Sama Liga Morska i Kolonialna na okres II wojny światowej zawiesiła działalność i przez następne parędziesiąt lat nie istniała. Została odrodzona jako taka organizacja społeczna w 1980 roku. Do dnia dzisiejszego formalnie istnieje. Rzecz ciekawa, że jedną z osób, która kierowała tą ligą przez bardzo wiele lat był właśnie jeden z prezydentów wolnej Rzeczpospolitej Bronisław Komorowski.
[Prowadzący] „Prześwietlenie. Inne historie Polski.” Podcast Muzeum Historii Polski. Podcastów „1000 lat. Prześwietlenie” wysłuchasz na YouTube, Spotify, Google Podcast, w Audiotece, a także na innych platformach podcastowych. Chcesz być na bieżąco? Subskrybuj kanał Muzeum Historii Polski.
Dane o obiekcie
-
Nazwa / Tytuł
Dlaczego Polska nie miała kolonii? -
Twórca / Wytwórnia
Muzeum Historii Polski (producent) -
Rodzaj
-
Kategoria
-
Data wykonania
05/01/2023 -
Czas trwania
0h 51min 46sek -
Osoby występujące
-
Miejsce
-
Wydarzenie
Podcasty Muzeum Historii Polski -
Numer inwentarzowy
MHP-05-14058 -
Klasyfikacja praw autorskich
-
Permalink