Telefon - historia rewolucyjnego wynalazku - Mediatheque - Polish History Museum in Warsaw SKIP_TO
Visit Przejdź do sklepu
Podcasty
Audio

Telefon - historia rewolucyjnego wynalazku

Muzeum Historii Polski (producent);

07/05/2026

Transcription

Prowadzący: Czy współczesny świat nadmiaru informacji naprawdę jest czymś nowym? W XIX wieku telegraf, pierwsze kable transatlantyckie i telefon sprawiły, że wiadomości zaczęły krążyć szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. Narodził się rynek informacji. Powstały pierwsze agencje prasowe, a newsy, często sensacyjne zaczęły wpływać na politykę, gospodarkę i opinię publiczną. W rozmowie z profesorem Michałem Kopczyńskim przyglądamy się momentowi, w którym informacja stała się jednym z najważniejszych towarów nowoczesnego świata. Mówi Cezary Korycki. Zapraszam na odcinek z serii "Inne historie Polski". Państwa i moim gościem jest dziś profesor Michał Kopczyński z Muzeum Historii Polski. Dzień dobry.

 

Gość: Dzień dobry.

 

Prowadzący: Ten odcinek to jest kontynuacja naszej, mam nadzieję, bardzo ciekawej rozmowy. W jednym z poprzednich odcinków rozmawialiśmy o tym, jak technologia informacyjna nie tylko wpłynęła na rozwój ludzkości, ale także wpływała na historię świata, a nawet, co jest bardzo ciekawe i co gdzieś umyka nam w opowieści o historii Polski i historii polskich powstań...

 

Gość: To znaczy właściwie nie wpłynęła, bo rzecz się odbywała już po upadku powstania listopadowego. Kiedy wybudowano Cytadelę, zresztą przywożąc jakąś gigantyczną masę ziemi tutaj, bo trzeba sobie zdawać sprawę, że ta górka, na której stoi Cytadela, to nie jest żaden dalszy ciąg skarpy warszawskiej, tylko to pracowicie wozacy i dorożkarze zwozili tutaj po prostu piach, który wysypywano. Na tej cytadeli zamontowano też telegraf optyczny, który miał na wypadek, gdyby coś wybuchło, dać wiadomość do Petersburga. On rzeczywiście funkcjonował, przy czym tu parę razy wybuchły różne rzeczy w międzyczasie, ale już w czasie powstania styczniowego już był telegraf elektryczny. W związku z tym ten telegraf optyczny w zasadzie nie odegrał jakiejś większej roli, przynajmniej nie w dziejach takich militarnych, polskich czy powstaniowych.

 

Prowadzący: Natomiast technologia przepływu informacji, te najnowsze zdobycze XIX wieku jednak wpływały w znaczący sposób na konflikty militarne i to w znaczący tak, że sobie nawet chyba z tego nie zdajemy sprawy. Gdzieś nam to umyka, na przykład wojna secesyjna.

 

Gość: No tak, znaczy w znaczący sposób, dlatego że można powiedzieć tak to się gdzieś zaczyna, nawet wcześniej, bo zaczyna się w latach 50. w czasie wojny krymskiej, gdzie potrzebna jest szybka komunikacja i żeby ta szybka komunikacja i szybkie wiadomości z Sewastopola, z Krymu docierały do zachodniej Europy, to wtedy położono pierwszy taki kabel podmorski na dnie Morza Czarnego. No i stamtąd dochodziły informacje. To jest pewnego rodzaju paradoks zresztą, bo to jest taka europejska pierwsza wojna techniczna. I pewien paradoks polega na tym, że jeśli chodzi o dostawy sprzętu, wojska, amunicji i wszelkiego rodzaju wyposażenia, to wojska interwencyjne, czyli francuskie, angielskie i jeszcze tam wspierające je oczywiście tureckie i włoskie, właściwie sardyńskie, no, one miały lepsze zaopatrzenie niż rosyjskie, które walczyły na własnym terenie, bo w Rosji nie było żadnej kolei w tamtym kierunku prowadzącej. No i szybszy obieg informacji też, dlatego, że w Rosji tak naprawdę, no, był kto, był tylko i wyłącznie goniec na tej trasie łączącej Petersburg gdzieś tam z południem i nic więcej. Ale oczywiście tak. Amerykańskim odpowiednikiem takiej wojny technicznej czy pierwszą wojną techniczną amerykańską jest oczywiście wojna secesyjna, która miała gigantyczny wpływ na sieć telegraficzną, dlatego że wcześniej ona się opierała na tym, że ona musiała być opłacalna po prostu. I Morse miał z tymi swoimi wspólnikami, bo to było całe konsorcjum, tam było 16 akcji, które było tam, Morse miał więcej niż połowę, natomiast resztę dawał swoim współpracownikom, musiał po prostu poszczególne odcinki dzierżawić. Trochę tak jak powiedzmy Żabka dzisiaj funkcjonuje. Tak Morse działał. Natomiast w momencie, kiedy wybuchła wojna, kiedy te działania wojenne zaczęły się rozgrywać na kilku frontach i to na bardzo dużych dystansach, no to okazało się, że szybki obieg informacji ma znaczenie fundamentalne. I wtedy wojska północne powołały specjalny dział, właśnie taki telegraficzny. Położono wzdłuż kolei linie telegraficzne, czego wcześniej nie robiono, bo jakby koleje nie bardzo chciały w to inwestować na takiej czysto komercyjnej bazie. Natomiast tutaj baza jest już taka wojskowa. No i właściwie tak, no kogo można było wziąć? No wzięli po prostu współpracowników. Znaczy wojsko wzięło współpracowników z Western Union, głównej tej takiej firmy, która właściwie przejęła też Morse'a i miała największą sieć komunikacyjną, znaczy telegraficzną w tamtym czasie.

 

I kiedy wojna się skończyła, to właściwie się okazało, że spośród sześciu, było takie konsorcjum sześciu wielkich firm telegraficznych, największy był Western Union, ale było jeszcze pięć innych konkurencyjnych. Natomiast okazało się po wojnie, że Western Union właściwie absolutnie dominuje nad wszystkim i tych swoich wspólników wykupił, tworząc pierwszy w ogóle w dziejach Stanów Zjednoczonych monopol. Co było straszne, bo to było prawda, tam zasadą jest wolny handel i żadnych monopoli. A tu się okazało, że właściwie jest monopol. I to taki monopol, który byśmy nazwali monopolem naturalnym, to znaczy bardzo trudny do przełamania, dlatego że on się wiąże z gigantycznymi kosztami wejścia na ten rynek. No, oczywiście ceny zaraz za te telegramy poszły do góry, więc tam jakaś konkurencja niby była, ale ona była praktycznie rzecz biorąc bez szans. Natomiast oczywiście problemem po wojnie było to i takim brakiem było to, że nie było połączenia z Europą. To połączenie z Europą było kluczowe z tego względu, że wszelka informacja taka polityczna, ale przede wszystkim informacja biznesowa, no to wymagała jakiejś wiedzy o tym, co się dzieje na głównym europejskim rynku biznesowym, to znaczy, co się dzieje w Londynie.

 

No i tutaj się zaczęły ruchy wokół tego połączenia z Europą. To jeszcze przed wojną się zaczęło, w latach 50 tych., w 1858 roku,  taki amerykański przedsiębiorca, producent papieru, który zbijał wielką fortunę dzięki temu, że sprzedawał papier różnym gazetom, on się nazywał Cyrus Field, w 1856 roku założył taką Atlantic Telegraph Company. Tam była bardzo duża ilość takich naprawdę bardzo bogatych ludzi, których on chciał zwołać, żeby stworzyli zarząd i dorzucili się kapitałem. Bardzo trudno było tych bardzo zajętych i bardzo bogatych ludzi w jednym terminie umówić, więc oni się umówili na spotkanie w Nowym Jorku w jakimś hotelu w niedzielę o piątej rano, no bo wtedy wszyscy mogli. I w 57 roku wspólnie z Anglikami, bo Anglia też była tym zainteresowana, podjęto pierwszą próbę. I to był kabel, który miał prowadzić z Irlandii przez Atlantyk do Kanady, do Nowej Funlandii, dlatego że ustalono, że tam jest takie wybrzuszenie w dnie Atlantyku, w związku z tym ten kabel można położyć. On nie jest zagrożony żadnymi kotwicami jakiś statków przepływających.

 

Natomiast nie jestem jakiś taki Rów Mariański czy jakieś takie straszne, prawda, głębia, tego kabla da się... No nie trzeba jakichś gigantycznych ilości, tylko kabla. Dwa statki wystarczą. No ale w 57 roku okazało się, że nie udało się go połączyć tego kabla. W 58 już się udało. No i poszedł pierwszy telegraf, królowa Wiktoria do prezydenta Stanów Zjednoczonych, szło przez 30 minut, a potem prezydent Stanów Zjednoczonych Buchanan do królowej Wiktorii. I to szło, nie, przepraszam, odwrotnie. No wszystko jedno, ale to już szło półtorej godziny, a potem następny, trzeci telegram już się zaciął. Okazało się, że kabel był źle izolowany. No ale wybuchła wojna secesyjna i w momencie, kiedy wybuchła wojna secesyjna, no to Western Union, a właściwie jego szef Sibley, wpadł na pomysł, żeby ominąć Atlantyk, położyć po prostu przez Cieśninę Beringa, to krótki odcinek takiego kabla, i dalej przez Syberię do Petersburga i przez Petersburg, Zachodnią Europę do do Londynu. Z tego na szczęście nic nie wyszło, dlatego że jak wojna secesyjna się skończyła, no to wrócono do pomysłu przez Atlantyk.

 

I ten pomysł Sibleya został zarzucony, ale Stany Zjednoczone wtedy się właśnie zainteresowały Alaską i postanowiły kupić. Natomiast tak, no, dwie próby były po wojnie secesyjnej, w 1865 i wreszcie w 1866 roku. I to się udało, to znaczy ten 66 rok, bo w 65 w ostatniej chwili się kabel zerwał i zatonął. A w 66 nie dość, że nowy kabel udało się zrobić, to jeszcze udało się wyciągnąć ten zatopiony i też go podłączyć, więc były dwa kable. Efekt był taki, że nastąpiła konwergencja cen między giełdą w Nowym Yorku i giełdą w Londynie. I to jest, ta konwergencja cen, to znaczy różnice cen spadły o 35%, o 1/3. No to można byłoby przeliczyć w ten sposób, że to jest tak jakby Ameryka obniżyła cła o 7%. Ameryka się wtedy bardzo broniła cłami przed Europą. Gdyby obniżyła o 7%, byłby mniej więcej taki sam efekt. Więc to była wielka rzecz. Oczywiście słono trzeba było płacić za te telegramy. Tam głównie szła informacja biznesowa, jakieś 20% to była informacja prasowa tego, co szło.

 

I oczywiście te telegramy musiały być specjalnie pakowane, to znaczy tak, żeby było jak najmniej słów. W związku z tym informacje, które są prasowe z 35 słów złożone, to one tak naprawdę dochodziły w takich siedmiu, ośmiu słowach sprasowanych, bo jeszcze poza tym, że dziennikarz wiedział, że to będzie kosztowało i prasował, licząc, że odbiorca po drugiej stronie drutu będzie rozumiał o co chodzi i rozbuduję tę informację. No to jeszcze stosowano różnego rodzaju skróty. A na koniec była specjalna agencja, która się profesjonalnie zajmowała takim właśnie jeszcze bardziej skracaniem tych znaków, żeby jak najniższe ceny były. Wyszedł z tego język telegraficzny. Jak sobie państwo poczytacie Hemingwaya, to będziecie mieli właśnie taki język telegraficzny. On się tym zachwycał, mówił, że to jest wspaniały język, to są same kości i nie ma żadnych mięśni, krwi, ścięgien. I to jest to jest taki prawdziwy, prawdziwy język, taki, jaki powinien być. Nie jestem przekonany. No ale. Ale niech będzie.

 

Prowadzący: No XIX wiek, skoro pojawiło się słowo agencja, to czytając pana książkę, bo do tej książki nawiązujemy, książkę o wynalezieniu wynalazczości, to jest ciekawa sprawa to skojarzenie, że te największe agencje informacyjne świata właśnie wtedy się rodziły, więc może w telegraficznym skrócie opowie pan profesor, czy to właśnie w XIX wieku już można powiedzieć, że narodził się rynek informacji jako towaru?

 

Gość: Jak pan i państwo mnie znacie, to wiecie, że u mnie z tym językiem Hemingwaya to jest pewien problem, ale spróbujmy. Otóż one są starsze, te agencje są starsze od telegrafu, dlatego że pionierem absolutnym był Żyd francuski, który się nazywał Havas. On pracował jako liwerant, dostarczyciel różnych różnych rzeczy, głównie mundurów, ale nie tylko, dla wojska francuskiego.

 

Prowadzący: Mówimy o firmie Havas pisane przez "H", czyli szanowni państwo, zdradzę wam sekret, że to jest firma, która nadal istnieje. I na przykład jeżeli oglądacie jakieś wydarzenia sportowe, mecze piłkarskie najwyższych lig, ewentualnie na przykład turniej Roland Garros, to ta agencja nadal istnieje, bo handluje też na przykład prawami sportowymi.

 

Gość: No tak, a oni poza tym w tamtym czasie mieli w Paryżu taki monopol na informacje giełdy z Londynu. To się opierało na tym, że jak giełdy otwierano, to ósmej startowały gołębie pocztowe z informacjami o notowaniach giełdowych, o 14:00 odbiorcy w Paryżu mieli w swoich biurach informacje, jak wyglądają kursy giełdowe. Poza tym Havas się zajmował Europą zachodnią i południową. Jednym z pracowników Havasa był Reuters. Reuters był Niemcem, właściwie Żydem niemieckim, który w 1848 roku zaangażował się w publicystykę skierowaną przeciwko władzom pruskim i musiał uciekać, bo był zagrożony aresztowaniem. Podjął na krótko pracę u Havasa, a potem się przeniósł do Londynu, tutaj założył własną agencję. On już nie opierał się, to już są późniejsze czasy, więc już jest telegraf. Jego metoda polegała na tym, że miał stację telegraficzną w Irlandii, na samym czubku południowym Irlandii, wszystko, co przypływało z Nowego Jorku, wszystkie statki pasażerskie, okrążały Irlandię od południa i wpływały do tego kanału między Anglią a Irlandią, żeby iść do Liverpoolu. I jak robili zakręt wokół Irlandii, to ludzie Reutera wyrzucali w takich specjalnych termosach informacje, różne informacje ze Stanów i tam już czekali w łodziach ludzie Reutera, którzy to nadawali telegrafem do Londynu i zanim ten statek w ogóle wpłynął do Liverpoolu, to już cały zakres newsów już był w Londynie. Więc on w ten sposób działał i jego udział to było Imperium Brytyjskie, Wielka Brytania, Ameryka i to był jego. Europę Wschodnią obsługiwał z kolei trzeci, ten był też Żydem niemieckim, nazywał się Wolf, miał agencję w Berlinie. No i on był specjalistą od Europy wschodniej. Więc wszystko, co szło z Polski na przykład, no to szło przez Wolffa. Przy czym te agencje wspólnie się dzieliły  tymi zakresami informacji, co wychodziło w sumie dość tanio. Oczywiście w Ameryce działają amerykańskie też agencje Associated Press, przy czym są dwie Associated Press, jedna jest z Nowego Yorku, a druga jest z Chicago. Więc tak wygląda ta sprzedaż tych informacji. Jest taka fajna wypowiedź z 80 lat XIX wieku Reutera, gdzie on mówi, informuje swoich pracowników, co agencje interesuje. Szukam teraz cytatu, bo to jest bardzo charakterystyczne. Pisze tak: "pożary, eksplozje, powodzie, katastrofy kolejowe, niszczycielskie sztormy, trzęsienia ziemi, katastrofy statków z ofiarami w ludziach, wypadki amerykańskich i brytyjskich okrętów wojennych i parowców pocztowych, gwałtowne rozruchy uliczne, problemy wynikające ze strajków, pojedynki i samobójstwa znanych osobistości społecznych i politycznych oraz morderstwa o sensacyjnym i okrutnym charakterze".

 

I teraz ważne: "proszę o przesyłanie przede wszystkim gołych faktów z największą szybkością, a potem jak najszybciej opisu proporcjonalnego do znaczenia wydarzenia. Należy oczywiście śledzić dalej, co się wydarzy". A więc tutaj jest informacja, a nie komentarz. To jest bardzo ważne, to jest coś, co chyba w dzisiejszym dziennikarstwie, ale to pan się na tym zna, nie zostało zapoznane. No ma być fakt po prostu. Te koszty jednak powodowały, że to ma być fakt, że to jest najważniejsze. I można powiedzieć tak, ten biznes telegraficzny wydaje się, że on będzie się rozwijał, bo tutaj właściwie nie ma konkurencji, prawda? A coraz szybciej te informacje krążą, dlatego że wynalazcy pracujący przy telegrafie opracowują metody szybszej obsługi. To znaczy dupleks, czyli dwie informacje w każdym kierunku po drucie idące, potem kwadrupleks i tak dalej. No i tak dochodzimy do Elishy Graya, który pracował, był takim telegrafistą wynalazcą, drugim był Edison. Gray był jego konkurentem, pracował nad multipleksem, czyli większa ilość tych informacji idących po drucie w jedną stronę.

 

A więc wszystko będzie taniej. I on wpada na pomysł, zauważa taką rzecz, że właściwie można byłoby po drucie przekazywać nie tylko te sygnały Morse'a, ale można byłoby po drucie przekazywać dźwięk. Ale to było to było coś takiego, co Graya specjalnie nie interesowało, bo on trochę przypadkiem ten dźwięk po drucie wykrył. Jak o tym powiedział swoim znajomym, to oni mu powiedzieli nie, nie, no to jest rzecz fajna dla naukowców, natomiast nas to nie interesuje, to jest raczej nie dla nas. I on to odłożył, poszedł tylko, złożył zastrzeżenie patentowe w urzędzie, czyli takie coś, że będę nad tym pracował, żeby ktoś inny nie ukradł pomysłu. I on przyszedł i okazało się, że to było niecałą godzinę po tym, jak Alexander Graham Bell, Anglik, Szkot właściwie, mieszkający w Stanach Zjednoczonych, wtedy przyniósł już patent na coś, co stało się telefonem. I Gray w związku z tym przegrał o te 45 minut. Dlaczego? Dlatego, że zlekceważył pomysł. To znaczy on szedł tym starym trybem.

 

Nie wyobrażał sobie, że telefon może być rewolucyjny. Bell nie myślał w kategoriach rewolucji informacyjnej. Bell zajmował się uczeniem mowy głuchoniemych i dla niego praca nad telefonem, nad przekazywaniem dźwięku po drucie z pomocą elektryczności oczywiście, była zajęciem samym w sobie. I dlatego on wygrał tę konkurencję. Western Union uznał, że telefon to nie jest to, kto będzie ustnie przekazywał. Jak idzie po drucie, drukuje się na drukarence z telegrafu, to wiadomo, prawda, co to za informacja. A tak słowo wyleciało, poleciało, zniknęło. To nie jest żadna rewolucja. I tutaj się pomylili. Kiedy Western Union nie kupił, no to powstała firma, w której Bell był użytkownikiem. No i Western Union musiał się zgodzić na to, żeby oni też mieli prawo do wykorzystywania jego drutów do obsługi telefonów. Wziął sobie za to 20% zysków Bella. No ale musiał się na to zgodzić. Tam był cały proces. W każdym razie tak powstał telefon.

 

Telefon był takim trochę... Był zawodny, bo wydawało się, Bell liczył na to, że będą połączenia długodystansowe. Ale te połączenia długodystansowe okazały się tylko niewielką częścią ruchu, dlatego że gros ruchu telefonicznego odbywało się w najbliższym sąsiedztwie. Na początku to jest biznes, który się tym zajmuje, jacyś lekarze, aptekarze, no bo oni z powodów zawodowych, a potem zajmują się tym już, no po prostu zwykli ludzie.

 

Prowadzący: To kiedy mamy taki kamień milowy rozwoju telefonu? Tak jak wcześniej słyszeliśmy o depeszy, która została wysłana pomiędzy Pałacem Królewskim w Londynie a Białym Domem. Jak to było z telefonem? Kiedy możemy określić pierwsze połączenie telefoniczne międzykontynentalne?

 

Gość: Międzykontynentalne to nie jest takie proste, bo jednak musi być drut. Natomiast jak mówię, tutaj telefon jest czymś, co służy obsłudze ruchu blisko, w najbliższej okolicy, a nie na dalekie dystanse. Więc przełom to jest lato 75 roku. To są te eksperymenty Bella i jego współpracownika Watsona. I taki moment, kiedy Bellowi z baterii, prawda, bateria się okazała nieszczelna. Bateria jest kwasowa, więc tam kwas mu na spodnie poleciał. I on, panie Watson, ja pana tutaj potrzebuję, niech pan tu przyjdzie. A pa Watson był dwa pokoje dalej za zamkniętymi drzwiami i usłyszał to polecenie. I wtedy się okazało, że coś, co jeszcze nie działało, nagle okazało się, że działa. Po czym nastąpiła seria wynalazków, bo kiedy oni opatentowali 14 lutego 1876, 45 minut przed Greyem, no to pojawiła się cała masa wynalazków. Najważniejszym z tych wynalazków był wynalazek Edisona, który on sprzedał zresztą do Western Union. To znaczy chodziło o mikrofon. Mikrofon węglowy. Bez tego nie ma tak naprawdę telefonu, prawda? W związku z tym Western Union się podzielił oczywiście tym wynalazkiem z Bellem i to jest w pakiecie te 20% zysków, używanie drutów i tak dalej.

 

Potem jest popularyzacja tego, dlatego, że jest pierwsza linia telefoniczna 1877, a potem jest, a jest jeszcze wystawa światowa, to jest 76 rok. Na tej wystawie światowej taką rzeczą, którą bardzo nagłośniono, to była wizyta cesarza Brazylii Pedro I. Pedro I właśnie z telefonem to jest w ogóle taki news, który cały świat, że oto rozmawia na odległość, zresztą z Bellem rozmawiał. Więc to jest ten moment, kiedy to się zaczyna popularyzować, przy czym pojawiają się problemy oczywiście. No bo jak łączyć abonentów? Łączenie abonentów wymaga operatora, czyli kogoś, kto będzie siedział i po prostu będzie wkładał te druty, żeby jednego abonenta połączyć z odbiorcą. I kim ma być ten ktoś, kto to będzie robił? No teoretycznie, ponieważ jest to technika, nowa technika, to jacyś chłopcy powinni być, młodzi chłopcy, bo im można mniej zapłacić. Tylko młodzi chłopcy mają to do siebie, że jak czują pewną przewagę taką techniczną nad jakimś abonentem, to gotowi są nawymyślać albo mu powiedzieć, że jest głupi, albo coś takiego, jak nie rozumie.

 

W związku z tym lepsze są dziewczynki, no bo one są tak wychowane, w takiej grzeczności, prawda, i tego. No i powstaje taki zawód dla kobiet. Bo dotąd, gdzie kobiety pracowały? Kobiety pracowały w jakichś fabrykach włókienniczych czy gdzieś tam, gdzie nie trzeba było takiego wielkiego wysiłku fizycznego. No ale to wiadomo, że dla dzieci z klas średnich czy jakichś takich mających, czy dziewczynek z klas średnich, czy jakichś takich niższych średnich nawet, to jest coś, z czego się ucieka, bo w gruncie rzeczy jak się popatrzy i to wszędzie, czy to będzie, czy to będzie Polska, czy to będzie jakaś zagranica, to wszędzie jest tak, że jak pracodawcy zatrudniają kobiety w zakładach włókienniczych, to piszą tak w aktach HR-owskich "zawód: kobieta". To znaczy, że nie warto jej tam przeszkalać w jakiś bardziej wyspecjalizowany sposób, bo ona wyjdzie za mąż i przestanie pracować. I jakby marzeniem każdej kobiety jest wyjść za mąż, dom, dzieci i przestać pracować w tej koszmarnej fabryce.

 

Niektóre nie mogły oczywiście i w związku z tym tydzień czy dwa tygodnie po porodzie wracały do roboty. Ale to jest, mówię o marzeniach. Natomiast dla tych dziewczyn z klas średnich, no to sprzedawanie na straganie czy praca w fabryce włókienniczej, to zupełnie nie jest to. A telefonistka to jest to.

 

Prowadzący: Nowoczesny zawód.

 

Gość: Nowoczesny, techniczny, a więc jakby stawiający na wyższym poziomie. Tam jeszcze konkurencja się pojawi w latach 90., czyli trochę później. Pojawi się konkurencja w postaci maszynistki pracującej w biurze. To na razie nie ma jeszcze jakiegoś większego przełomu, jeśli chodzi o zatrudnienie kobiet, ale to już jest pewien potencjał, bo proszę zobaczyć, pierwsza taka telefonistka, ona się nazywała Stella Nutt chyba, to była pierwsza telefonistka. Taka, która przez wiele dziesięcioleci pracowała. Miała siostrę, tylko siostra poszła starym trybem, czyli wyszła za mąż i przestała pracować. Natomiast ta Stella to jest taka postać głośna, jeśli chodzi o telefony. I ona była, no, jedną z 200 tysięcy kobiet, bo jak wchodzimy w wiek XX, to w 1910 roku 11 milionów abonentów w Ameryce u Bella jest, z czego 800 tysięcy korzysta nie z automatów, bo już są automaty do połączeń, ale korzysta z właśnie operatorek. A liczba telefonistek w 1920 roku to jest 200 tysięcy. Czyli to jest potężna grupa zawodowa.

 

One są albo na czasowo, albo nie, dostają nawet nie jakieś wielkie pieniądze, ale to jest jakiś tam pieniądz, więc pracują. Pewien pisarz angielski, który jedzie w 1912 roku do Ameryki, opisuje, jak wyglądają te telefony, jego fascynuje, że w Anglii nie są tak popularne, natomiast w Ameryce, no właśnie, mówi tak "to chce zobaczyć, co jest za tym telefonem", czyli centralę i oprowadzają go po tej centrali. Pokazują mu, jak wygląda na przykład rekrutacja, że te dziewczyny przychodzą i są mierzone, bo one muszą mieć odpowiedni wzrost i muszą mieć odpowiedni zasięg ramion, żeby móc obsługiwać te urządzenia. I potem mówi, jakie są warunki. Warunki fantastyczne, pracuje się 10 godzin, wtłaczane jest tyle a tyle metrów sześciennych powietrza, do tego są przestrzenie odpoczynkowe i tak dalej. Jak się pyta, ile dostają, tam 6 dolarów tygodniowo. On mówi zaraz, to tyle, co praczka w hotelu, w którym jestem,  tam też tyle samo dostaje, mówi, to żadne pieniądze są.

 

No ale to jest coś lepszego, bo to jest oczywiście taki zawód techniczny. Jak mówię, są już pierwsze łącznice automatyczne. Pierwsza łącznica automatyczna wymyślona zostaje przez Strowgera. Strowger był, Almon Strowger, jest taka opowieść, że on był przedsiębiorcą pogrzebowym i rzeczywiście był i tutaj, no, historia techniki ma masę takich różnych opowieści, które trudno jest zweryfikować. Ale jedna z tych opowieści mówi tak, że Strowger był przedsiębiorcą pogrzebowym i zajął się łącznicami telefonicznymi, kiedy się zorientował, że jego konkurent ma większy ruch w interesie, dlatego że jego żona jest telefonistką. Jak ktoś dzwoni i potrzebuje pogrzebu, to ona łączy ze swoim mężem, a nie ze Strowgerem. W związku z tym zaczął nad tym pracować. My nie wiemy, dlaczego on zaczął nad tym pracować. Może się znudził po prostu branżą pogrzebową. Ale taka historia w każdej książce jest, bo to jest fajna historia i oczywiście warto ją przytoczyć. No i on tak rzeczywiście opracował tę pierwszą łącznicę, ona działała. Strowger sprzedał zresztą licencję i zajął się tym, co lubił najbardziej, to znaczy wyjechał do Kalifornii, założył gaj pomarańczowy i zbierał pomarańcze i wędkował ryby. No i to było tak naprawdę jego przeznaczenie. Ale oczywiście cała ta sieć telefoniczna, no, bardzo się rozwija. Przy czym powiem tak, oczywiście Atlantyk jest problemem, to znaczy dopóki nie pojawi się radio, nie takie radio do słuchania, radio rozrywkowe, tylko dopóki nie pojawi się radio do przekazywania informacji, no to nie ma mowy o takich bardzo dalekodystansowych przez wielką wodę połączeniach.

 

Prowadzący: No powiedział pan o centralach telefonicznych u schyłku XIX wieku, o liczbie abonentów, a ja muszę tutaj pozwolić sobie na osobistą dygresję, bo pochodzę z wcale nie małego miasta. I powiedział pan o latach 90-tych XIX wieku. Ja pamiętam i na pewno słuchacze pamiętają lata 90-te XX wieku. Byłem wtedy nastolatkiem i nie wiem, czy to jest powszechne, czy to jakaś była usterka w tym mieście, w którym mieszkałem, i zaniechanie Telekomunikacji Polskiej, bo po prostu nie miałem w domu telefonu. I podobnie większość moich przyjaciół i część rodziny po prostu nie miała w latach dziewięćdziesiątych telefonów. Więc pytanie brzmi, co tu było nie tak? Nie chodzi mi o diagnozę w telekomunikacji po przemianach ustrojowych, tylko jak wyglądał ten rozwój telefonizacji w Polsce. To jest punkt wyjścia do mojego pytania.

 

Gość: Rozwój telekomunikacji, znaczy telefonizacji w Polsce wyglądał tak, że z pewnym opóźnieniem...

 

Prowadzący: No, jak widać z dość dużym.

 

Gość: No tak, z tym, że jak się popatrzy na większe miasta, jak popatrzy na Warszawę, to właściwie Warszawa dość szybko jest telefonizowana i jest telefonizowana przez Szwedów. Z niejasnych dla mnie powodów, muszę się poduczyć, ale Ericsson jest taką firmą, która tutaj wchodzi. Cedergren najpierw, potem Ericsson, który ich przejmuje i wchodzi. I oni budują PAST-ę, ten wieżowiec, pierwszy wieżowiec w Warszawie i tam jest centrala telefoniczna, i tam się pojawiają te telefony. Oczywiście ich jest niedużo w porównaniu z Europą Zachodnią czy Ameryką. Ale reguły są takie same, to znaczy najpierw to jest biznes, lekarze, aptekarze, a dopiero później to się upowszechnia. Oczywiście dotyczy dużych miast, no bo jednak te kable trzeba pociągnąć, a potrzebna jest elektryczność jakaś, prawda? Oczywiście to nie jest elektryczność, która daje światło z żarówki, ale zawsze jakiś kabel musi przecież być. Więc tych telefonów jest stosunkowo niedużo, a po II wojnie światowej, no myślę sobie, że... Nie mam tutaj pewności, ale w PRL-u to jednak było w ten sposób, że te centrale telefoniczne miały określoną pojemność. Mnie się zresztą tak tłumaczyli, że mają określoną pojemność, nie mogą więcej abonentów. Pamiętam, miałem taką ciotkę-babcię, która już była mocno starsza, po dwóch zawałach, i to są lata 80-te, przez wiele lat starała się o to, żeby mieć telefon w domu. No i w końcu dostała. I to była taka wiadomość, prawda,  ciocia ma telefon, w ogóle gratulacje, że ciocia ma telefon. A ona taka smutna i mówi mi, a z Kresów pochodziła, ale zobacz, jaki jest numer. I numer był 17-09-39. I ona mówi: "do końca życia będzie mnie to prześladowało". Potem dodali ósemkę, bo tam były jakieś nowe centrale nowocześniejsze. Ale ja jeszcze pamiętam takie telefony, gdzieś tam w leśniczówce jakiejś, że to trzeba było korbką pokręcić, żeby dać impuls elektryczny, żeby w ogóle jakieś połączenie mogło być zrealizowane do operatora i potem dalej. Ale to są jakieś takie opowieści. No, potem oczywiście, no, po przełomie, no to już, jak się okazało, telefony rozdawali, żeby tylko ktoś chciał. No a w tej chwili te telefony takie na kablu, no to już jest właściwie przeszłość.

 

Prowadzący: Jeszcze nawiążę do pana książki dotyczącej historii wynalazczości, bo pana diagnoza, tak jak odczytuję w tej książce, jest taka, że cała ta rewolucja w komunikacji wygląda tak, że ten przełom znacząco, tak jak tutaj mówimy, skraca czas obiegu informacji, zwiększa się ilość, pewnie koszt tanieje, ale informacja się zamienia w towar. Kiedy można powiedzieć, że ludzie stali się niewolnikami dostępu do informacji, do największych aktualności, tak jak tutaj ten cytat, który pan przytaczał, no to były informacje tak jak dzisiaj te, które najbardziej powodują, generują największe, jak to się mówi branżowo, zasięgi, czyli tragedia, śmierć i różne inne okropieństwa.

 

Gość: No ja myślę sobie, że to jest trochę tak jak z transportem, dlatego że jak wymyślono, jak skonstruowano kolej, jak stworzono pierwszą linię kolejową łączącą Liverpool z Manchesterem, tą pierwszą, taką tylko na chwilę, obliczoną na lokomotywę, no to myślano, że ona będzie głównie do transportu towarów. A okazało się, że właściwie ruch pasażerski był tak ogromny, że można było bieżące koszta funkcjonowania pokrywać wpływami z biletów. Mimo tego, że 80% ludzi jeździło trzecią klasą, czyli odkrytymi wagonami. Czyli w tym społeczeństwie, takim wydawałoby się nieruchomym, niemających środków transportu, istniało zapotrzebowanie, istniał potencjał. I tak samo jest z informacją. To znaczy jak się pojawiają rzeczywiście newsy, które są ważne, no to wtedy odzywa się pewien ukryty potencjał i ten ukryty potencjał, no to Oliver Wendell Holmes, pisarz, prawnik i pisarz amerykański, ojciec późniejszego sławnego sędziego Sądu Najwyższego, opisuje, że jak wybuchła wojna secesyjna, to ludzie stali pod stacjami telegraficznymi, żeby się dowiedzieć, co tam się dzieje na frontach i potrafili stać godzinami. Thomas Edison zarobił pierwsze pieniądze, nie jakieś wielkie, ale pierwsze, zarobił na tym, że on sprzedawał w pociągach różne tam słodycze, napoje i tak dalej. Jechał pociągiem, sprzedawał, przesiadał się do następnego pociągu. To był początek wojny secesyjnej. On miał kilkanaście lat wtedy i wpadł na pomysł, żeby wydawać własną gazetę, taką jednostronicową. Mianowicie leciał do stacji telegraficznej, spisywał informacje, które tam przychodziły, szybko to powielał i sprzedawał podróżnym, i na tym zarobił pierwsze pieniądze. Jak mówię, nie jakieś wielkie, ale mógł zarobić na te napoje czy ciastka, które sprzedawał też. Więc zapotrzebowanie było. Potem jest taka historia z prezydentem Garfieldem, który w 1881 roku zostaje postrzelony przez pewnego szaleńca, który chciał zostać gdzieś tam ambasadorem. Nie ma w zasadzie do tego żadnych kompetencji ani nawet znajomości z prezydentem Garfieldem, ale go zastrzelił. I Garfield umiera dwa miesiące dlatego, że lekarze go tam usiłują uratować. No ale to są jeszcze takie czasy, gdzie lekarz, powiedzmy, miał ograniczone możliwości uratowania kogoś, kto był ciężko ranny od postrzału i miał znacznie więcej szans, że doprowadzi go do śmierci.

 

No i go doprowadzili do śmierci przez dwa miesiące i tłumy się zbierały, żeby przeczytać przed urzędami pocztowymi, gdzie były telegrafy, żeby przeczytać taki biuletyn stanu zdrowia prezydenta. Czyli znowu było zapotrzebowanie na to. I myślę sobie tak, że dzisiaj przy tym przesycie tych informacji, które mamy, to zapotrzebowanie jest świadomie generowane właśnie przez tego typu koncentrację na tych informacjach, o których pisze Reuters, prawda? Czyli tych takich właśnie sensacyjnych, ale obok tych sensacyjnych mamy jakąś taką ogromną ilość informacji, które są w zasadzie w ogóle zbędne, że jakaś celebrytka powiedziała innej celebrytce, jakaś inna przyszła w przeźroczystej sukni, a ktoś tam, no ja przecież otwieram te, też jestem przecież niewolnikiem, no otwieram w tym telefoniku, tak, kolejne, kolejne, prawda, wielokrotnie wchodzę na te portale i tam właśnie takich wiadomości się dowiaduję. I to się klika, i to się patrzy i tak dalej.

 

Prowadzący: No mam nadzieję, że jeszcze w kolejnym odcinku porozmawiamy o historii radia i tego, w jaki sposób ono wpływało na życie społeczne w wieku już XX, a przekonacie się państwo, że w znaczący sposób wpływało. No ale kiedy te technologie komunikacyjne, te pierwsze technologie komunikacyjne, o których mówimy, zaczęły mieć wpływ na demokrację i życie społeczne, że nie były, służyły tylko informacjom biznesowym, jakimś przepływem jakichś rozrywkowych treści czy sensacyjnych treści, ale rzeczywiście zostały wykorzystane jako narzędzie polityczne?

 

Gość: No, mówiliśmy poprzednio o reformacji, przy czym tam jest sprawa druku, prawda, druku odpowiedniej formy, czyli takiego druku ulotnego właśnie. Nie wiem, czy można mówić o druku ulotnym, ale w każdym razie augsburskie wyznanie wiary to jest nie wielka księga, tylko to jest niewielka broszurka. A więc chodzi o taką formę, już wtedy to ma znaczenie polityczne przy reformacji. Jeśli chodzi o demokrację, no to myślę sobie tak, że oczywiście to się zmienia, te organizowanie poparcia politycznego się zmienia, bo zmienia się też w zależności od prawa wyborczego, dlatego że póki prawo wyborcze jest ograniczone i nie wszyscy mają prawa wyborcze, no to stronnictwa polityczne organizują się wokół gazet liberalnych, konserwatywnych, takich czy innych. To są czasy, mówię o XIX wieku, to są czasy masowego czytelnictwa, takie nakłady gazet, jakie były w XIX wieku, powiedzmy w Anglii, ale w Polsce też, to są zupełnie niewyobrażalne. Dzisiaj to jest, tylko można pozazdrościć. Natomiast w momencie, kiedy zaczyna się gdzieś tak w drugiej połowie XIX wieku, już jest powszechne prawo wyborcze, kiedy chodzi o to, żeby wciągnąć masy.

 

No to wtedy trzeba odejść od tego modelu organizacji wokół gazet. Tylko trzeba taki, prawda, przez związki zawodowe czy przez coś takiego, a także przez informację, bardzo często fałszywą informację, bardzo często fake newsy. I temu służą różnego rodzaju takie plakaty wyborcze. No, taki przykład z Galicji. To jest schyłek XIX wieku, wybory w Galicji. Bardzo głośne wtedy jest na świecie takie wezwanie Wilhelma II, który mówi, że grozi nam żółte niebezpieczeństwo, grożą nam Chińczycy, w ogóle żółte niebezpieczeństwo. Możemy powiedzieć, Wilhelm II coś powiedział, co jest aktualne postulatach, był wyjątkowo głupim zresztą władcą. W każdym razie  startuje Bujak. Bujak to nie jest Bujak Franciszek od historii gospodarczej, ale to był taki działacz, który był związany z PSL-em. Startuje przeciwko socjaliści i wszystko na to wskazuje, że on będzie miał przewagę, że wygra, że zajmie to miejsce, które dotąd socjaliści wygrywali z tej partii socjaldemokratycznej Galicji, Śląska Cieszyńskiego. I wtedy zaczyna się kampania wokół fałszywej informacji, która jest podana, że Bujak planuje ściągnąć masową imigrację Chińczyków do Galicji.

 

Pojawiają się takie fantastyczne plakaty, żółte niebezpieczeństwo, Bujak sprowadza Chińczyków, masa Chińczyków wyglądająca jak stonka po prostu. I ci biedni chłopi, gdzieś tam stojący, pozbawieni pracy chłopi galicyjscy. No więc to jest informacja, fejkowa informacja. Ale taka informacja dotrze do tych chłopów, do których dotąd by nie dotarła, prawda? I być może ich czymś zainteresuje, skłoni ich do takiego czy innego działania. Więc im bardziej ta demokracja jest taka obliczona na tych ludzi, którzy normalnie nie ulegają tej takiej, prawda, zainteresowaniu polityce czy czemuś takiemu, temu FOMO, no to wtedy właśnie informacja zaczyna i, często fejkowa informacja, zaczyna mieć coraz większe znaczenie.

 

Prowadzący: Można powiedzieć, że ten nieograniczony dostęp do wiadomości i do informacji jest czymś w rodzaju dżina wypuszczonego z butelki, czyli taką technologię, która w gruncie rzeczy ma bardzo destrukcyjny wpływ na społeczeństwo?

 

Gość: To znaczy ja nie mogę tego powiedzieć, bo jak ja bym to przyznał, to bym powiedział tak: nie, no to w takim razie co? Albo wprowadzimy cenzurę, albo zakażmy czegoś. No nie, ja bym powiedział tragedia to nie jest to, że jest taka masa informacji. Tragedia jest inna. Tragedia polega na tym, że ludzie przestali używać własnego mózgu, to znaczy używają go tylko i wyłącznie do tego, żeby przemleć jakieś informacje, takie, że coś tam się stało i wypuścić drugim uchem i tyle. I to jest prawdziwa tragedia cywilizacyjna. Natomiast to, że jest dużo informacji, to nie jest żadna tragedia, tylko trzeba umieć z nich korzystać. No krytycznie, myśleć, krytycznie. Matko święta.

 

Prowadzący: I taką puentą kończymy. Czekamy na państwa komentarze i od razu zapowiadamy kolejny odcinek, w którym z udziałem profesora Michała Kopczyńskiego przedstawimy bardzo ciekawą historię radia. Do usłyszenia!

 

Gość: Dziękuję bardzo. Do usłyszenia.

 

Prowadzący: Dziękujemy za wysłuchanie podcastu. Zapraszamy do subskrypcji kanału Muzeum Historii Polski, tak aby nie ominęły państwa kolejne odcinki.

 

Data of the object

Description

Jak działał telegraf? Kto wynalazł telefon? Jak wyglądała historia powstania telefonu? Kim był Alexander Graham Bell? Historia wynalazków i wynalazki XIX wieku zmieniły świat. Jak działał pierwszy telefon na świecie? Dlaczego zawód telefonistki był tak atrakcyjny? Kiedy powstał pierwszy telefon w Polsce? Dlaczego Ericsson telefonizował Warszawę? Rozmowę prowadził Cezary Korycki, gościem był prof. Michał Kopczyński.