Jak Pan Bóg pozwoli zmartwychwstać - Losy zesłańców do ZSRS w latach 1944-1958 - Mediatheque - Polish History Museum in Warsaw SKIP_TO
Visit Przejdź do sklepu
Filmy dokumentalne
Audiovideo

Jak Pan Bóg pozwoli zmartwychwstać - Losy zesłańców do ZSRS w latach 1944-1958

Turula, Adam (scenariusz i reżyseria);

24/05/2016

Transcription

- Ten dziad z Sybiru wraca. Ciężka mu tam była praca. Sybiru on nie wzbogacił, tylko swoje zdrowie stracił, długi kawał, uszedł drogi. Patrzcie, jak wyginają mu się nogi, kijem musi się opierać, z żalu, nawet łzy ocierać. Ale kroczy w swoje strony, do swych dzieci i do żony. Bo i siostra, bracia, matka, mały wnuczek czeka dziadka, tam, choć bardzo jest zmęczony, chce mu się dostać w swoje strony. Bo w Polsce domek mały, warty więcej niż Sybir cały.

 

- Ojciec został w swoim kraju aresztowany przez obcą policję NKWD.

 

- Kiedy wyszliśmy zza pagórka, zobaczyliśmy tysiące naszych chłopaków rozbrojonych siedziało już na łąkach, oddziały NKWD już przyszły konwojowe i prowadziły nas do Miednik. W czasie prowadzenia doszło do jednego wypadku, że kto miał okazję uciec, to uciekał w las, za nimi pogoń. Jednego przyprowadzili, to na miejscu został rozstrzelany. Wszyscy widzieli, nikt nic nie mógł zrobić. Chłopak zginął.

 

- 5 marca rano od siostry byli ruskie i Polaki też zabrali, bo było polskie wojsko i nic nie mówili. Brali i tak prowadzili każdego, nie? Szykuj się, mówi, na pięć minut i koniec no. A bo gdzieś uciekł, to zaraz strzelali bokiem.

 

- Cała kwestia związana z wywózkami Polaków, obywateli polskich, oczywiście żołnierzy Armii Krajowej i cywilów, związana była z polityką Józefa Stalina podbicia państwa polskiego. Są to więc represje polityczne skierowane wobec państwa i narodu, które de facto było państwem sprzymierzonym. Ponieważ Polska oczywiście w odróżnieniu od państw Europy Środkowo-Wschodniej, a więc chociażby Węgier, Czech czy Słowacji czy państw bałtyckich, stała zawsze po stronie alianckiej.

 

- Jak Ruscy weszli to jeszcze zakłady były czynne, właściwie Ruscy ich zatrzymali i tych ludzi co internowanych mieli już, wszyscy mężczyźni od 18 do 50 roku bodajże tak było, pozbierali.

 

- Najpierw zegarki. Ten sąsiad jakoś nie miał tam przy sobie to i prowadzili go i chcieli go zastrzelić, ale to było ciemno. Tam było tak dużo drzewa. Jakoś mu się udało uciekać. Co te ruskie wyrabiali? Jak te kobiety wyglądały? Podrapane włosy, potargany i siniaki.

 

Chłop i żona jego i dziewczyna. Jak Ruskie chcieli zgwałcić to starsza produła młody, wzięli ją zastrzelili, ją już zgwałcili oni.

 

- Kolega przyszedł mój z klasy. On był przy milicji. No i z listu przyszedł opowiadał "Antek, masz iść do Walów, tam są Rosjanie, chcą z tobą gadać". No posłali go, bo jego ojciec był wójtem. Niestety tam to było robione, ta lista u niego.

 

- To ojciec tą wojnę przeżył pracując cały czas i był przekonany, że nic złego się mu nie może stać, ponieważ ludzie muszą jeść, ludziom trzeba dostarczyć żywności. Ja nikomu nic złego nie zrobiłem. Wiadomo było, że on się zgłosił na komendanturę z radiem, bo nie wolno było mieć radia. I zdjął obrączkę i rzucił ją pod szafę. W ten sposób matka dostała jedyną pamiątkę po ojcu. Wiadomość, że ojca nie ma, kolegów z tego samego cechu rzeźników w Koźlu. Wszystkich aresztowano i wywieziono. Gdzie? Nie wiadomo.

 

- Zebranie zrobili we wsi. No i wszystkie zebrania zagarnęli tych mężczyzn. W końcu tam kogo wypuścili, kogo zwolnili, a kilku zatrzymali naszych 16 osób było. Do dzisiaj nic nie wiemy o nich.

 

- Nie mówili, że tam aresztowany jesteś, czy coś. Tam wyjaśnimy i przyjedziesz z powrotem. Tak mówią i powieźli do Wilna. Jeszcze ja im sam drogę pokazałem, bo oni by na ten pociąg nie zdążyli tak jak oni szli, a ja im pokazałem, że prędzej na pociąg zdążyć na prosto przez kolej, to zdążyli, pojechali, to jeszcze dostałem pochwałę, że prędko im dałem możliwość siebie złapać. W 47 na Boże Narodzenie aresztowali. Rok przytrzymali w śledztwie, a potem rok w Mordowii. A wróciłem w 55 roku.

 

- W marcu 47 roku NKWD aresztowało ojca, wywieziono do Białegostoku i tam był przesłuchiwany przez Mirosława Milewskiego, że jest obywatelem Związku Radzieckiego, Zdradził swój kraj i poszukiwany jest przez NKWD. Milewski go przesłuchiwał i w pewnym momencie mówi "No dobrze, panie Burzyński, jest pan wolny, proszę tędy przez te drzwi". A tam już byli Rosjanie. Nakryli na niego płaszcz wojskowy, związali skuli i wrzucili do samochodu ciężarowego. Pierwszy wyrok sądu to była kara śmierci za zdradę ojczyzny. Potem był jakiś obrońca z urzędu, potem zmieniono na 25 lat i wsadzono tak jak wielu innych Polaków w jakiś pociąg i wywieziono do Workuty.

 

- Na konferencji w Jałcie Rosjanie uzyskali zgodę mocarstw zachodnich, że mogą pobierać reperacje poprzez niewolniczą siłę roboczą i poprzez deportację. Pierwszych ludzi zaczęto wywozić jako Niemców, volksdeutschów już z terenów Rumunii w drugiej połowie 44 roku czy z terenów Węgier. Stalin sądził, że uda mu się pozyskać niewolniczej siły roboczej z Europy Środkowo-Wschodniej około 500 000 ludzi. Ci ludzie byli traktowani jako Niemcy, przy czym ten termin Niemcy był traktowany bardzo dowolnie. Niemcem mógł zostać każdy, który nadawał się do pracy. Dotyczyło to zarówno obszarów polskich, obszarów kresowych, obszarów Bałkanów, Bałkan, jak i terenów rdzennie niemieckich, za których uważano Prusy Wschodnie, ale za których uważano również przede wszystkim Górny Śląsk i Pomorze.

 

- Nie było żadnych wyjaśnień. Potem, jak się dowiedziałem od innych osób, to większość osób była złapana na ulicy. Przypadkowo gdzieś szli, czy z kościoła wracali, czy gdzieś tam na spacerze przechodził, czy zakupy, już do domu nie wrócił. Po prostu został zabrany. Uzupełniali tyle, ile mieli w planie wywieźć, tyle wywieźli. Były takie pomówienia o współpracę z Niemcami. Takie zarzuty były ogólne dla wszystkich, nie?

 

- My szli piechotą do Bytomia, do pociągu. A ludzie z Knurowa stali z boku, a my szli idą Niemcy, idą te Niemcy. Tak nam dogadywali. Pełno było tych ruskich i od razu mnie nie puścili ani do domu, ani od razu aresztowali. Zamknęli w odmianie i potem do Mołodeczna, z Mołodeczna do Bobrujska i tam siedziałem w więzieniu. Strasznie bili. Ja to szybko przytomność stracił. Mieli jakieś takie gumy czy coś. To po plecach przeważnie, po głowie. Mnie rewolwerem jak uderzył. O, tu mam, taki strup był duży.

 

- W czasie wojny rozbudowali Sowieci drugi system obozowy obok gułagu pod nazwą Główny Zarząd do spraw Jeńców Wojennych i Internowanych. I tutaj ta ludność trafia jako internowani.

 

- Rano o świcie z rzeczami kazano nam zejść na dół. Tam już stała cała kolumna z tysiąca chyba mężczyzn, a nas, kobiet na końcu chyba dwadzieścia kilka. A za nami rozwścieczone, ujadające psy.

 

- I przyprowadzono na dworzec. Pamiętam, to był początek wiosny. Marzec 45 roku. Śnieg jeszcze zalegał na peronach i myśmy musieli klęczeć na śniegu. Postawione zostały wagony towarowe odrutowane i oficer NKWD wyczytywał nazwiskami. Jedni leżeli, jedni musieli stać, bo to nie szło, żeby wszyscy nogi wyprostowali. Tyle nas tam było. W tym wagonie trafiło nas 72 więźniów. Do tego wagonu trudno sobie wyobrazić, jaka to jest powierzchnia, ale sądzę, że łącznie ileś, ten wagon mógł mieć 3-4 metry szerokości. Długości mógł być 10 metrów, nie więcej. I na tej przestrzeni było 72 więźniów, którzy przez cały okrągły miesiąc w tym wagonie pozostawali.

 

- Na Kresach był jakby ten problem, że to była pierwsza część terytorium polskiego, które zetknęło się z Armią Czerwoną. To Kresowianie mieli doświadczenie z armią sowiecką z 39 roku i z tak zwanego pierwszego Sowieta, w związku z tym można było się spodziewać, że niestety po raz kolejny NKWD przyjdzie i będzie aresztowało Polaków, a de facto armia sowiecka wkraczała na terytorium państwa polskiego, granic sprzed 1939 roku.

 

- Najbardziej wzruszające i najwspanialszej historii o nim dowiedzieliśmy się w czasie pogrzebu. Jak jeden z partyzantów opowiedział, że tuż przed wywiezieniem ich dalej do Kaługi miał szansę uciec, bo mu to chcieli umożliwić rosyjscy żołnierze, których leczył, był lekarzem leczył wszystkich. Kiedyś pojechali po lekarstwa do Wilna, do apteki i strażnicy powiedzieli "Doktor uciekaj!" Ale on tylko poprosił ich, żeby mógł zobaczyć żonę i wtedy świeżo urodzoną córkę. I niestety zdecydował i powiedział o tym mamie, że nie może zostawić siedmiu tysięcy kolegów, żołnierzy i tylko pięciu lekarzy. Tam było wiadomo, bo przecież gdzie będą i że będą chorować, więc mama ze łzami w oczach oczywiście, ale to zaakceptowała.

 

- Posiłek to przeważnie tylko była woda, wiadro wody. Jak pociąg jechał spokojnie to jako tako. Ale jak pociąg hamował szybko, to wiadro z wodą się przewróciło i po wodzie było. Drzwi wagonu były odchylone po to, żeby takie korytko, dwie zbite deski wprowadzone do tych drzwi i zawiązane kolczastym drutem, żeby tego nikt nie otworzył. To koryto służyło na ubikacje.

 

- Z obszaru Górnego Śląska rozpoczęły się wywózki ludności cywilnej. Z uwagi na tą skomplikowaną sytuację polityczną przedwojenną. Z jednej strony na tej części, która znajdowała się w granicach II Rzeczypospolitej, prowadzono aresztowania w ramach oczyszczania tyłów. Czyli każdy, kto przeszkadzał Armii Czerwonej, mógł być zagrożeniem, mógł być aresztowany, a następnie zesłany do sowieckiego łagru. Natomiast na obszarach tego, który znajdował się przed wybuchem wojny w granicach III Rzeszy Górnego Śląska rozpoczęły się operacje internowania, czyli zatrzymywania każdego właściwie mężczyzny z tego terenu zdolnego do pracy.

 

- Ojciec został wysłany do Kramerowa, to jest w okolicach gór Ałtaj. Tam były takie pokłady węgla. Te chodniki były około pół metra. Także niektórzy wybierali ten węgiel klęcząco, albo nawet musieli się położyć, żeby wybrać ten węgiel. A ja do dzisiaj widzę te tablice na desce. Tam było wypisane, że tu jest obóz dla zbrodniarzy hitlerowskich.

 

W łagrze z całej Europy ludzie, bo tu lager w centrum Rosji, tam Irańczycy byli i z Anglii, i Włosi byli i Niemcy, tylko czarnoskórych nie było jeszcze. Przeważnie to z tych krajów zachodnich tak.

 

- Obóz wyglądał lager tak jak Oświęcim identycznie. Strefa ochronna, pierwsze zasieki, pole zabronowane, po śladach widzieć czy ktoś... Drugie ogrodzenie już prąd był. Wieżyczki na rogach i NKWD siedziało i reflektory.

 

- To celowo zawołał tego więźnia, który palaczy, którzy palą, a tam narzucał na te pety z wieży, kazał mu pozbierać ten wlazł w zasieki i go zastrzelił, że on chciał uciec z tego tam takie takie coś. Były tu dwa wypadki były tego tam.

 

- Trzeba było ustawić w kolumnę po pięć osób, pod strażą nas wyprowadzali. Takie przemówienie do nas było zawsze, odezwa taka. Znaczy iść w tym szeregu po 5 i nie wolno odchodzić. Krok w lewo czy w prawo będzie uważany za ucieczkę. Czyli użyli broni bez uprzedzenia, jak za oddalenie się.

 

- Śmierć właściwie zaglądała nam w oczy często i właściwie czyhała na nas na każdym kroku. Przypominam sobie taki moment, kiedy byłam z Rosjanką w parze, wtedy przy drzewie i na moment wyprostowałyśmy się przy tym drzewie, żeby odpocząć. Podbiegła Rosjanka jakaś i rąbnęła tą stojącą obok mnie pół metra ode mnie dziewczynę w głowę siekierą i na moich oczach ta głowa się prawie rozpadła na dwie części. I muszę powiedzieć, że to nie były wcale porachunki jakieś. To była tylko metoda na to, żeby nie być więcej na tej pracy głodowej na chłodzie, mrozie, przy tym ciężkim spuszczaniu drzew. Ale żeby trafić chociaż na trochę do więzienia, gdzie jest ciepły kąt i gdzie jest kawałek chleba podany.

 

- Dziewięćdziesiąt wzrostu i ważyłem 102 kg. Byłem bardzo silny. Spadłem do 48 kilogramów. Straciłem zupełnie władzę. Miałem to szczęście, że miałem takiego opiekuna. To był Górnik Śląski, bo tam cała kupa była tych górników śląskich. Okazuje się, że były bardzo podobne do jego syna. No i on mnie pieścił. Udało się sprzedać za całe moje ubranie, jakie miałem. Czosnku, karmił tym czosnkiem. Dość, że ja powoli zaczynałem dochodzić do siebie.

 

- Obywatele polscy i Polacy byli wywożeni z Polski, tej rdzennej, o której zawsze mówił Stalin, a więc tej Polski centralnej co najmniej do 48 roku. Tym bardziej oczywiście Kresy.

 

- Wyprowadzili nas z tego wagonu i jakiś taki oficer powiedział do mamy, że może oddać właśnie mnie, czyli najmłodsze dziecko Libertę swojej siostrze i mama prawdopodobnie by się może zgodziła, bo ja już zaczęłam kasłać mocno, ale moja siostra i mój brat to pamiętam do dziś, jak trzymali mnie za nogi i krzyczeli "Mamo, nie oddawaj Liberty! Gdzie my tam i ona". Ciotka płakała. Mama płakała. Myśmy wszyscy płakali. Oficer zaczął krzyczeć na mamę, żeby się zdecydowała, czy mnie oddaje, czy nie, ale w każdym bądź razie zostałam.

 

- Zdarzały się na pewno takie przypadki i takie sytuacje, że przymusowi robotnicy, którzy wracali z Niemiec, byli aresztowani przez jednostki NKWD zazwyczaj, bądź kontrwywiadu wojskowego Smiersz, który wówczas też intensywnie działał i również dołączane były do transportów, które z aresztowanymi osobami były odprawiane w głąb Związku Sowieckiego. Warto też dodać i trzeba też o tym pamiętać, że powstańcy warszawscy byli aresztowani przez armię sowiecką i byli wywożeni w głąb Związku Sowieckiego.

 

- Olbrzymia pustynia, Karakum i na tej pustyni nas ulokują po prostu na ziemi, bo mamy tam namioty i okazuje się, że jest tylko do picia słona woda, a jednocześnie szybko rozpoczynają się straszne upały, szalona śmiertelność, codziennie po kilkadziesiąt osób ginie, chowani są wszyscy na pustyni. Ładuję się do ciężarówki z ciężarówki do dołu wszystkich tam zrzucają.

 

- Taki pagórek, który myśmy zwali Golgotą, bo tam nasi jeszcze postawili trzy krzyże na nim. I tam po prostu ciało gołe wrzucono. Do tego, bo to była instrukcja specjalna w łagrach, musieli obnażyć zwłoki, żeby bez żadnej szmatki, bo te wszystkie stroje zużyte już potem rozdawano pozostałym więźniom, jak ci zużyli własne.

 

- Patrzę przez okno podeszła ciężarówka i zaczęli wynosić trupy naładowane całą ciężarówkę. Teraz w oczach stoi. I z wierzchu jeszcze posadzili żywych, jeszcze oczy patrzą normalnie i wywozili w step, wyrzucali, oni tam umierali, a potem kopali doły, zsyłali ich i na tym koniec.

 

- Niestety, nie jesteśmy w stanie stwierdzić dokładnie, ile tysięcy Polaków, obywateli Polski zostało wywiezionych po 44 roku w głąb Związku Sowieckiego. Bazujemy tylko na danych szacunkowych. Liczby, które podajemy jako historycy, wahają się od 80 do 100 tysięcy obywateli polskich. Natomiast myślę, że nie są to pełne dane.

 

- W wigilię Święta Bożego Narodzenia tam czasem w kuchni ziemniaki obierali, one były ugotowane ze skóry, tam skubali, parę sobie w kieszeń schowali, marchew i tu w kieszeń tam pochowali. To my z tego zrobili sobie, pokroili i tort zrobili. I my tam wszyscy śpiewali. Poszliśmy, tym tortem się dzielili.

 

- Postanowiłyśmy sobie, że nie będziemy płakać, że przyniesiemy ze stołówki tą łyżkę kaszy, którą dostawałyśmy w miseczce, to będzie nasza kutia, że zostawimy kawałeczek chleba, który dostawałyśmy rano. To będzie nasz opłatek.

 

- Zamiast ciastek my mieli sobie ze śmietnika nazbierane obierki od ziemniaków. Te obierki mi sobie na blacie wysuszyli i one było bardzo smaczne, bo takie chrupiące. Siedzieli na tej wigilii. To były nasze ciasteczka.

 

- Nikt chyba, kto nie był w tych takich warunkach i nie przeżył tych okropności, nigdy nie zrozumie, jaką siłę mają te pieśni. Te nasze kolędy, kiedy zaczęłyśmy śpiewać, myśmy poczuły się nagle tak silne, tak odporne, że wiedziałyśmy, że przetrwamy wszystko, że na pewno wytrzymamy. I nie płakałyśmy, bo tak sobie dałyśmy słowo.

 

- Ścisłe kierownictwo na Kremlu doskonale wiedziało, że tymi działaniami represyjnym na Śląsku czy na Pomorzu, czy na Warmii i Mazurach uderzy także ludność polską, a więc na swój sposób oni przy okazji represjonując państwo niemieckie obywateli czy czasowo włączonych i Niemcy jako takie osłabiają potencjał państwa polskiego. My znamy analizy chociażby Iwana Majskiego ze stycznia 44. Powojenna, odbudowana Polska, nawet gdy ją ze sobą zwiążemy ze względu na zaszłości historyczne, będzie krajem, który nie będzie w pełni godnym zaufania z naszej strony. Nie powinna być zbyt silna.

 

- Byłem dwa miesiące trupowozem i pochowałem, czyli nie pochowałem, a wrzuciłem do dołu około 300 ludzi. Ja osobiście sam. Moja praca polegała tylko wywieźć w nocy zmarłych, nagie zwłoki, wywieźć do lasu, wrzucić do dołu, przykryć trochę i następne. Może pan wiedzieć, że duchów się bałem, a ja w grobie siedziałem i układałem w nocy. Tak się przyzwyczaiłem już do zmarłych ludzi. Tak, miałem wrażenie, jakby to nie ludzie byli.

 

- W drugiej połowie lat 40. jeśli chodzi o tereny obecnej Ukrainy, Białorusi i Litwy, były organizowane kolejne, powiedziałbym, fale represji skierowane wobec Polaków, którzy zostali jeszcze w Związku Sowieckim, a więc de facto nie uciekli do Polski w 45-46 roku. I te grupy, które zostały, były poddawane represjom. Te rodziny były aresztowane i wywożone w głąb Związku Sowieckiego.

 

- Jedna ruska babka mówi tak, ale wy wiosną sadzicie ziemniaki? Mówi "Ale kto ich będzie kopał", że ona wiedziała, że będzie wywóz. No i nas później wywieźli. Okrążyli dom dookoła w nocy, godzina 12:00, 22 maj.

 

- Nie wolno było brać żadnych walizek. Nic z tych rzeczy. Więc babcia do jakichś worków do powłoczek zaczęła pakować tak jak leci. Potem na Syberii się okazało, że były mamy najlepsze sukienki wełniane i na przykład tarło do ziemniaków, które się zresztą przydało.

 

- To było w 47 roku. Zapaliliśmy znicze na Rossie przy sercu Piłsudskiego i Matce i było masę aresztowań. Zresztą przychodziłyśmy do szkoły i nie wiadomo było, czy któraś z nas nie zniknie w tym dniu, albo chłopców nie zabiorą z ulicy nawet brali.

 

- Moi rodzice i rodzeństwo mieszkało we wsi Sąsiadowice. Jest to powiat Samborski. Stamtąd nas wywieźli, ja byłem w brzuszku mamy. No i urodziłem się już na Uralu, to jest w miejscowości Pieńsk koło Czelabińska.

 

- Ta północna część Białostocczyzny. Dwa powiaty, szczególnie suwalski, augustowski, gdzie latem 45 roku w ramach oczyszczania tego obszaru. Wielka operacja uprowadzenia w nieznane. Oczywiście nie mamy wątpliwości tych ludzi zabito około sześciuset mieszkańców, w tym kobiety, młodzież, osoby starsze. Coś, co określamy jako największą zbrodnię komunistyczną po zakończeniu wojny, czyli po 8 maja 45 roku na ziemiach polskich.

 

- W 45 roku, jak tutaj była obława, to my już na Rosji wiedzieli z radia byli to nazywali tak jak pamiętam, tak jakby na nóżce takiej talerz "gawarit Moskwa, gawarit Moskwa" to już mówi, a raz uwaga "Tak, ciocia, mój bratowo coś tu mówi z Polski wiele w augustowskich lasach bandytów wyłapali". Tak mamusia mnie tak jak mówię, jak obłok na mnie mówi, tak mówi, że ręce odebrało mówi "Już Klimka nie ma".

 

- Mama wysyłała Jurka za rzekę tam, gdzie przetrzymywali tych aresztowanych. Kawę nosił w butelce, taką zbożówkę, chleb. Ojciec zwrócił butelkę z korkiem i tam napisał dosłownie, ja to zapamiętałam, tak, "Nie wiem, co z nami będzie. Będziesz musiała radzić sama". Matka wtedy chyba się załamała mocno.

 

- Pognali do Jastrzębiej. To gdzieś koło 3 kilometry. No i tam już byli te starsze enkawudzisty. No i tam badanie, tam ojca wynieśli. Leżał nieżywy wodą lali, tak zbili. Ślad zaginął w kierunku, mówili na Augustów to gdzieś wieźli, ale gdzie i dokąd, to nie wiadomo. Ciężko było się, zostało nas pięciu, matka. Trzeba było ciężko pracować, na kawałek chleba zarobić.

 

- To jest paradoks historii. I powiedziałbym jeszcze dodatkowy tragizm losów Polaków i obywateli polskich, że znajdowali się w miejscach, w których znajdowali się ich najeźdźcy. Częstokroć jeszcze zdarzało się tak, że ci Niemcy, jeńcy żołnierzy Wehrmachtu, byli z tych obozów zwalniani wcześniej niż Polacy.

 

- Ten obóz był bardzo prymitywny. Prawdopodobnie budowali go Niemcy. I prawdopodobnie, że był to przygotowany dla tych Niemców, którzy na samym końcu poddawali się. Widzieliśmy, jak oni stopniowo przychodzili tam do tego obozu. Tam nas ogolono, tam była kąpiel. Podłość, którą okazano to, że te wszystkie wokół nas, te golenia i tak dalej robili Niemcy.

 

- Większość deportowanych wróci do stycznia 46 roku. Oni spełnią rolę tak naprawdę swego rodzaju takiego rozsadnika strachu. Bo co oni mogli opowiadać, jakie to państwo jest ogromne, o swoim okrutnym przeżyciu, że oni wojnę, no gdzie oni maj witali, oni 8 maja to gdzieś już pochowali część znajomych, a sami witali gdzieś na robotach w kopalni, nie wiedząc w ogóle, czy kiedykolwiek wrócą do domu.

 

- My z Sybiru wrócili w 46 w kwietniu, to było przed Wielkanoc jakoś. To już przyjechali, to spalone było nasze mieszkanie. Nie w wojnę spalili, tylko po wojnie. Żołnierz do kurnika strzelał do wróbli i zapalił słomę. I trzech gospodarzy spłonęło. Ruskie, Polak tego by nie zrobił.

 

- Ojciec nigdy po powrocie z sowieckiego łagru nie pozwalał mówić niczego złego o Związku Radzieckim. Był do końca życia tak psychicznie przerażony, że strach uniemożliwiał mu rzetelną ocenę tamtego kraju i tamtej sytuacji.

 

- Druga fala zwolnień ze Związku Sowieckiego dotyczyła drugiej połowy lat 50. Wynikało to i przede wszystkim ze śmierci Józefa Stalina i z pewnego rozluźnienia w tym systemie i obozowym. Ale tak naprawdę te zwolnienia nie dotyczyły więźniów politycznych, a w tej kategorii znajdowali się Polacy, którzy byli skazani. Natomiast tak naprawdę 56 rok jest to też okres, w którym kończą się Polakom wyroki, a jednocześnie 56 rok oczywiście jest to dojście Chruszczowa do władzy i w tym momencie okres zwalniania z obozów i próba przyjazdu do Polski w 57-58 roku, dlatego że wielu Polaków pochodziło z Kresów Wschodnich. W związku z tym oni nie mogli wrócić do swoich miejsc zamieszkania, tylko musieli jechać do Polski w tym momencie, gdzie tam również przebywały ich rodziny. To był moment, w którym można było się wyrwać ze Związku Sowieckiego.

 

- To była już taka uciecha. Ale jeszcze niepewność była, bo jeszcze w Terespolu, w tym punkcie repatriacyjnym jakiś polityczny przyszedł i musiałem podpisać taki regres jakby diabłu, że nie będę nic mówić o Syberii.

 

- Jakby w ogóle Pan Bóg pozwolił zmartwychwstanie, to tam by cała ziemia podjęła się w tej Syberii, w tej Workucie i w ogóle, i w Kazachstanie, i na Ryskach, i wszędzie, gdzie byli nasi więźniowie.

 

- Jak wywieźli nas, to dzieci się śmiały, że jestem polskim faszystą. A jak wróciłam w 56 roku do Polski, to też dzieci się śmieli, że jestem ruską i w szkole wszystko co miałam czy zeszyt, czy ołówek, wszystko było ruskie. I to jest ta ruska.

 

- Wpis do dokumentów zawsze ZSSR, czyli jakby na to nie patrzeć wszędzie wszyscy człowieka nazywali Rusek. A bo ten zza Buga? Ja w późniejszych latach dopiero się zastanawiałem z której strony ci ludzie są zza Buga.

 

- Najbardziej to mnie bolało to, że tam byłam Polką, a tu Rosjanką. To mnie bolało. Taka zawsze się czułam, taka bezwartościowa. Takie zero. Przecież tyle lat i ja tego nie potrafię zapomnieć, nie?

 

- 85 albo 86 roku Też pierwszy raz zobaczyłam jak to się siedzi w Polsce Ludowej. Pan prokurator usiłował ze mnie wydusić coś, ale widział, że to nie bardzo. On mnie chciał nastraszyć i mówi "Ja panią posadzę i dam pani takie towarzystwo do celi, że pani się żyć odechce". A ja wysłuchałam cierpliwie i powiedziałam "Proszę pana, ja mam za sobą ruski łagry i więzienia, a pan mnie chce tutaj zastraszać, czym?" I on od razu zmienił, tak, za chwilę "Pani Janino. Z kim pani się zadaje?"

 

Data of the object

Description

"JAK PAN BÓG POZWOLI ZMARTWYCHWSTAĆ - Losy zesłańców do ZSRS w latach 1944-1958" - film dokumentalny Adama Turuli przygotowany dla Muzeum Historii Polski to efekt wielomiesięcznej pracy dokumentacyjno-historyczno-reporterskiej. W tym czasie Autor przejechał z kamerą 5000 km i zarejestrował ponad 40 godzin relacji 40 świadków - zesłańców oraz ich najbliższych. Użyty w filmie materiał ilustracyjny niemal w całości pochodzi z domowych archiwów rodzinnych bohaterów filmu. Składają się nań niepublikowane fotografie, dokumenty i pamiątki, które z przejmującą wymową uzupełniają prezentowane historie. W ten sposób - po raz pierwszy tak szeroko - przedstawiony został temat nieco zapomniany - aresztowań, internowań, wywózek do łagrów i zsyłek na daleki wschód Polaków i obywateli polskich zamieszkałych na dawnych i powojennych terenach Rzeczypospolitej, w latach 1944-1958. Lata te to okres, gdy zwycięska Armia Sowiecka, w pogoni za wycofującymi się Niemcami, wkracza na dawne tereny RP a następnie przekracza Bug i zajmuje obszary Polski centralnej. Wszędzie za oddziałami frontowymi postępują jednostki NKWD oraz grupy wojskowego kontrwywiadu SMIERSZ (Śmierć szpiegom). Ich zadaniem jest z jednej strony oczyszczanie terenów przyfrontowych z niepożądanego elementu i pacyfikacja antysowieckich nastrojów, a z drugiej strony zapewnienie niewolniczej siły roboczej dla gospodarki osłabionej przez mobilizację do armii i pozbawionej rąk do pracy. W efekcie - od połowy 1944 roku niemal nieprzerwanie ruszają transporty na wschód - z żołnierzami i działaczami podziemia, ale też i z cywilami, wykwalifikowanymi robotnikami i zwykłymi pracownikami uznanymi za element niepewny politycznie, traktowany najczęściej uznaniowo - jako Niemcy. Dotyczyło to zwłaszcza mieszkańców Śląska i Pomorza, ale także Warmii i Mazur. Mimo zakończenia wojny, w maju 1945 roku represje trwały nadal. Podczas najbardziej spektakularnej - obławy augustowskiej - aresztowano ok. 2000 osób, z czego ponad 600 zostało w nieznanych okolicznościach zamordowanych a poszukiwania miejsc ich pochówków trwają do dzisiaj. Ogółem, tylko w latach 1944-1946 wywieziono do ZSRS co najmniej 100 tysięcy mężczyzn i kobiet. Proceder ten trwał jednak o wiele dłużej, zwłaszcza na dawnych polskich Kresach Wschodnich, które po zakończeniu wojny znalazły się poza granicami Polski. Wywózki Polaków z Kresów, najczęściej połączone z pozbawieniem ich Ojcowizny, trwały niemal do połowy lat 50. W swoim filmie Adam Turula - znany już z wcześniejszych dokumentów, m.in. poświęconych wywózkom ze Śląska w 1945 roku - tym razem pokazuje cały przekrój zjawiska zsyłek i deportacji - na obszarze od Kresów Wschodnich po Śląsk i od Pomorza po Podbeskidzie. Choć różne w różnych regionach i w rożnych latach są formalne powody zesłań, różne też miejsca zsyłek - jedno jest jednak wspólne - krzywda niewinnych ludzi, których zamiast radości z zakończenia bestialskiej wojny czekał okrutny los zesłańców na nieludzkiej ziemi. Według ostrożnych szacunków historyków najprawdopodobniej aż 1/3 z nich zmarła tam z wycieńczenia, na skutek nieludzkiej pracy i morderczego klimatu. Teraz ostatni żyjący świadkowie - wtedy nastolatkowie lub dzieci - opowiadają w imieniu swoim i tych co nie wrócili...