Zygmunt III Waza i monarchia republikańska - wykład prof. Roberta Frosta - Mediateka - Muzeum Historii Polski w Warszawie SKIP_TO
Wizyta w muzeum Przejdź do sklepu
Wykłady i debaty
Audiovideo

Zygmunt III Waza i monarchia republikańska - wykład prof. Roberta Frosta

22/05/2025

Transkrypcja

[Prowadzący] Dzień dobry państwu. Bardzo się cieszę z takiej licznej obecności, mimo tego, że pogodę mamy prawdziwie szkocką, chociaż w Szkocji podobno słońce świeci, a u nas nie. No ale musi być, prawda, jak wiadomo, muszą się żywioły wyrównywać. Proszę Państwa, 22 lata temu, 6 marca 2003 roku, zmarł prof. Antoni Mączak, wielki mistrz znacznej części wszystkich nowożytników, z całą pewnością, ówczesnego Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego, a dzisiaj Wydziału Historii Uniwersytetu Warszawskiego. Mój mistrz również w czasach ponurych socjalizmu. Był Antoni Mączak takim dla nas oknem na świat. To pewnie z perspektywy Roberta było inaczej, ale to on nam powie. W każdym razie ja pamiętam, gdzie byłem na pierwszym roku. Chodziłem do niego na wykład. I tak chyba w drugim tygodniu znalazłem w BUW-ie książkę Robertsa "Swedish Imperial Experience", bo to było o historii Szwecji. Podszedłem tak przed wykładem i tak otwieram pierwszą stronę. I zna pan to? On mówi: tak, znam. Po tygodniu przyniósł mi ze swoich książek recenzję szwedzką tego czasopisma. Znaczy tej książki z czasopisma, taką nadbitkę. Wtedy były te papierowe odbitki. Pamiętam, że przed przeczytaniem to trzy razy myłem ręce. I tak otwierałem, żeby nie zagiąć. To było dość trudne, więc tak to czytałem. Dość trudno mi to szło. A potem już zaczął przynosić tak ot, po miesiącu mniej więcej, przynosić swoje własne książki i tam były pozaznaczane na żółto najważniejsze rzeczy. Tak że ja już wszystko to byłem w stanie czytać. Pamiętam tak przed wykładem godzinę, półtorej mogłem siedzieć za BUW-em koło tej armaty z 20 roku, bo ona tam stała cały czas w krzakach i przygotowywać się do tego wykładu. I to było fantastyczne przeżycie, kontakt z nim. Nawet jak już zdradziłem czasy nowożytne, przeszedłem do XIX wieku, to zawsze mogłem zadzwonić do Antoniego, pamiętam numer do dzisiaj, i zapytać, co on sądzi tam o jakimś właśnie nie wiem, rewolucji przemysłowej czy coś takiego, bo dowiadywałem się jeszcze, co jest w ostatnim odcinku sagi rodu Palisserów, czego ja nie byłem w stanie wytrzymać. Ale profesor oglądał każdy odcinek i naprawdę wynajdywał tam takie fajne, fajne smaczki. Ale dzisiaj jest z nami Robert Frost, który znał Antoniego Mączaka. Mam nadzieję, że tam parę słów powie na początek. Robert Frost jest Burnett-Fletcher Chair of History, jest profesorem na uniwersytecie w Aberdeen. Jest autorem bardzo licznych książek, z których najbardziej chyba znana jest ta oksfordzka historia unii polsko-litewskiej. Ona ma tłumaczenie polskie z 2018 roku. To jest, proszę państwa, tom pierwszy. Tom drugi jest gotowy? No prawie tak, bo on zawsze coś musi poprawić. I jeszcze ostatnią literaturę, więc myślę, że on lada chwila będzie i też lada chwila będzie przetłumaczony. Robert od zawsze się zajmuje historią Rzeczypospolitej, od tych czasów po potopie "After the Deluge", to było chyba pierwsze. Potem "Northern Wars", już kolejne chyba tłumaczenie to już po francusku, chyba ostatnio prawda.

[Prelegent] Po estońsku.

[Prowadzący] I po estońsku. Tak, jasne. Wszystko przed nami. I Robert jest wielkim popularyzatorem historii Rzeczypospolitej, historii Polski, Litwy. W Aberdeen stoi na czele Research Center for Polish-Lithuanian Studies, gdzie jest nie tylko o czasach nowożytnych, ale też ostatnio było o konferencji wersalskiej, prawda? Robert, the floor is yours.

[Prelegent] Michał, Serdecznie dziękuję. Proszę państwa, wielki historyk niekoniecznie jest tym, z którym się zgadza. Wielki historyk to taki, który skłania do myślenia. Uważam, że Tony Mączak był naprawdę wielkim historykiem, chociaż jak może wynikać z tego, co dzisiaj powiem, nie zgadzam się z nim w niektórych kwestiach. To, co państwo usłyszycie, w dużej mierze zawdzięczam jego badaniom i badaniom jego uczniów. Niektórzy z nich są dzisiaj obecni. Mam nadzieję, że wybaczą mi, że nie zgadzam się ze wszystkim, co napisał ich mistrz. Tony wywarł na mnie wpływ, podobnie jak na wielu innych swoją osobowością. Był pierwszym historykiem Polski, jakiego spotkałem na początek w 1979 roku, po tym jak otrzymałem stypendium na letnią szkołę w Krakowie od Uniwersytetu St. Andrews. Ale zanim odwiedziłem Polskę, kiedy dopiero zaczynałem zgłębiać jej historię jako student trzeciego roku, zostałem zaproszony na seminarium podyplomowe przez mojego wspaniałego nauczyciela, mentora, a obecnie przyjaciela Jeffreya Parkera, który właśnie wrócił z Polski i zaprosił Tony'ego do St. Andrews. Od razu stało się jasne, że podobnie jak Jeffrey, Tony miał wielką charyzmę i urok. Jeffrey przedstawił mnie mu później i byłem pod wrażeniem tego, że poświęcił czas na rozmowę ze mną, zwykłym studentem trzeciego roku studiów. Jego angielski był doskonały, ale Jeffrey powiedział mi, że był zdumiony, widząc, jak Tony wygłasza improwizowany wykład w języku angielskim na podstawie tekstu napisanego po francusku. Mój tekst dzisiaj nie jest napisany po francusku. Nie pamiętam dokładnie, o czym Tony mówił tego dnia, ale bardzo mnie to zainteresowało. Byłem wtedy zainteresowany annalistami i czytałem Braudela, Blocha i Febvre'a, którzy do dziś pozostają dla mnie inspiracją. I o ile dobrze pamiętam, Tony mówił o gospodarce wiejskiej w Polsce i na Litwie. Spodziewałem się marksistowskiej dogmatyki, a zamiast tego usłyszałem subtelny wykład wyraźnie inspirowany ideami annalistów. Spotkałem Tony'ego wiele razy po tym wydarzeniu na konferencjach w Monachium, Londynie i Oxfordzie, a także w Polsce, gdzie sponsorował moją podróż badawczą do Warszawy w okresie upadku PRL-u. Poświęcił czas, aby rozwiązać absurdalny problem z czasów komunizmu, który polegał na tym, że przyznano mi stypendium na miesiąc, ale okazało się, że zostanie ono wypłacone nie z góry, ale z dołu pod koniec mojego pobytu, ponieważ nie mogłem wydawać złotych ani wywieźć ich z kraju. Wydawało mi się to nieco absurdalne. Tony interweniował i w ciągu jednego dnia otrzymałem pieniądze. Później zaszczycił mnie zaproszeniem do wygłoszenia referatu na seminarium poświęconym mojej książce o wojnach północnych. Przy każdym spotkaniu, nawet gdy publicznie nie zgadzałem się z tym, co Tony powiedział na konferencji, traktował mnie z takim samym urokiem, uprzejmością i szacunkiem, jak podczas naszego pierwszego spotkania. Rozumiał, że nauka historyczna rozwija się dzięki debacie, a nie dogmatom. I że to właśnie różnice zdań napędzają nowe myślenie. Niestety, nie wszyscy nasi koledzy są tak hojni. To dla mnie jest wielki zaszczyt, że zaproszono mnie do wygłoszenia wykładu ku pamięci Tony'ego. Mam tylko nadzieję, że to, co dzisiaj powiem, skłoni Państwa do refleksji. Tak jak Tony skłonił mnie do refleksji. Zygmunt III Waza i monarchia republikańska. Powiem państwu prosto z mostu. Kiedy zaczynałem badania doktoranckie, Tony opublikował artykuł na temat struktury władzy w XIV-wiecznej Rzeczypospolitej w anglojęzycznym zbiorze. Jedno zdanie szczególnie zwróciło moją uwagę, cytuję, "Perhaps one should not regard the Polish king as head of state so much as the head of a faction more or less equal to the others". Więc król był głową frakcji mniej więcej równej pozostałym. Wtedy zastanawiałem się, czy to prawda. I od tamtej pory wciąż nad tym rozmyślam. Tony, jak Państwo zauważyli, napisał "być może", co sugeruje, że zamierzał pobudzić dyskusję. Dzisiaj wieczorem przedstawię Państwu moje aktualne przemyślenia na ten temat. Analizując panowanie Zygmunta III, Zygmunt jest zresztą monarchą, który do niedawna był uważany za to, co nieśmiertelni autorzy książki "1066 and All That", najlepsza książka historyczna angielska, nazwali "a bad king", złym królem, bo rzekomo nie rozumiał systemu politycznego Rzeczypospolitej i nie darzył go sympatią. Tony nie był zygmuntologiem, jak można by nazwać osoby obsesyjnie zajmujące się badaniem tego fascynującego monarchy. W tym samym artykule przedstawił Zygmunta zgodnie z ówczesnym przekonaniem wielu historyków. Cytuję: "Zygmunt pomimo swoich absolutystycznych poglądów, nie był w stanie przekształcić podstawowych instytucji Rzeczypospolitej na korzyść władzy królewskiej. Regaliści tłumnie przybywali na jego dwór w poszukiwaniu łask, ale wynagradzając ich, król tracił nad nimi kontrolę i nigdy nie był w stanie sprawować władzy nad swoimi magnackimi przeciwnikami". Pogląd ten był głęboko zakorzeniony w polskiej historiografii. W 1939 roku Kazimierz Lepszy pisał, że gdy Zygmunt przybył do Polski w 1587 roku, spotykała go, cytuję, "powszechna nieufność". Jego charakter podsumował następująco, cytuję, "charakter króla zamknięty, obyczaje niemieckie, dwór szwedzki, niedoświadczenie w rządach krajem, brak rzucającej się w oczy energii raziły Polaków". Koniec cytatu. Twierdząc, że Zygmunt nie lubił Polaków, a oni nie lubili jego, Lepszy zapytał, cytuję, "czy może nie mógł on, wychowanek absolutyzmu, pogodzić się z dążeniami polskiej demokracji szlacheckiej?". Koniec cytatu. Lepszy wyraźnie wierzył, że nie mógł w pierwszych latach panowania, napisał cytując opinie, które powtarza Tony w swoim artykule. Cytuję: "jego majestat królewski nie mógł dorównać blaskowi potęgi i popularności senatorskich królewiąt". Koniec cytatu. Od czasu, gdy Lepszy napisał te słowa, historycy tacy jak Henryk Wissner, Edward Opaliński, Walter Leitsch oraz Anna i Maciej Pieńkowski wnieśli wiele do modyfikacji lub podważenia tej czarnej legendy o Zygmuncie, zwłaszcza w odniesieniu do jego charakteru. Natomiast wiele z ogólnych ram dotyczących polityki króla, które Lepszy przedstawił prawie 100 lat temu, pozostaje aktualnych. Według Lepszego Zygmunt przybył jako naiwny, młody człowiek, całkowicie nieprzygotowany do rządzenia. Niemniej jednak, co dosyć zaskakujące, twierdzi on, że ten naiwny "wychowanek absolutyzmu" przystąpił od razu do tworzenia partii regalistycznej, aby wesprzeć swój plan wprowadzenia monarchii absolutnej, dopingowany przez jezuitów, którzy gromadzili się wokół niego przez dwie dekady. Zamoyski, bohater Lepszego, skutecznie blokował wszelkie tego typu plany, więc Zygmunt dopiero starał się go zrealizować. Po niespodziewanej śmierci Zamoyskiego w czerwcu w 1605 roku. Pierwszy etap jego realizacji na sejmie w 1606 roku wywołał rokosz sandomierski, podczas którego potężna partia opozycyjna zwołała dziesiątki tysięcy zwolenników na wielkie zgromadzenia, zjazdy w Jędrzejowie, Lublinie i Sandomierzu. Chociaż Zygmunt i regaliści pokonali rokoszan na polu bitwy pod Guzowem w lipcu 1607 roku, wielki plan nie powiódł się, ponieważ nie miał szans powodzenia. W swojej monografii poświęconej pierwszej fazie rokoszu Jarema Maciszewski rozwinął relację Lepszego na temat zamiarów Zygmunta. Według niego plan Zygmunta był rzeczywiście wielki. Chciał on zniszczyć dysydentów, zwiększyć rolę duchowieństwa katolickiego w rządzie i sądownictwie, osłabić izbę poselską i wzmocnić senat oraz wprowadzić stałe podatki dla szlachty. W polityce zagranicznej planował zgodnie z wolą papieża zawrzeć sojusz z Habsburgami i rozpocząć krucjatę przeciwko Turkom. I jakby tego było mało dążył do podporządkowania Moskwy zwierzchnictwu papieża, aby ułatwić feudalną ekspansję polskich magnatów, odzyskać tron szwedzki, a następnie przywrócić katolicyzm i wprowadzić monarchię absolutną w Szwecji. Ufff. To dość ambitny plan dla człowieka pozbawionego energii. Ostatnio ten obraz spotkał się z krytyką. Natomiast chociaż Edward Opaliński słusznie odrzucił pomysł, że Zygmunt i jego zwolennicy planowali wprowadzić monarchię absolutną jako "absurdalny", cytuję Edwarda, w zmodyfikowanej wersji wielu historyków nadal sugeruje, że partia regalistyczna, którą Zygmunt rzekomo zbudował, dążyła do wzmocnienia władzy królewskiej, choć jej cele nigdy nie zostały jasno określone. Jak Agnieszka Kubik-Pawłowska, która zasługuje na duże uznanie za napisanie pierwszej poważnej współczesnej monografii poświęconej rokoszowi jako całości. I obecnie, tak jak autobusy w Londynie mamy dwa, bo Kolja Lichy napisał "Stand und Aufstand" o rokoszu po niemiecku. Ona stwierdza, że cytuję, "charakteryzował rokosz brak zwycięzców i pokonanych w konflikcie, w którym długofalowego zwycięstwa nie odniosła żadna ze stron. Była jedna przegrana - Rzeczpospolita". Chociaż zgadzam się z wieloma opiniami dr Kubik-Pawłowskiej, nie podzielam jej wniosku. W moim zdaniu Zygmunt i jego rząd odnieśli całkowite zwycięstwo nad rokoszem. 9 rozdziałów drugiego tomu oksfordzkiej historii o panowaniu Zygmunta wyjaśnia, dlaczego tak uważam. Dzisiaj mogę jedynie przedstawić Państwu zarys mojego rozumowania w tych sprawach. Chyba wzbudzę Państwa zainteresowanie napisaniem krytycznych recenzji po opublikowaniu książki. Mam nadzieję, że w przyszłym roku. Moja argumentacja składa się z trzech części. Po pierwsze charakter Zygmunta i jego rozumienie polityki. Po drugie, należy ponownie rozważyć strukturalistyczne ramy, w których interpretowano politykę jego panowania. Po trzecie, zbyt mało uwagi poświęcono wizji politycznej, która animowała jego rząd. Nie tylko król, ale rząd króla. Szwedzkie wychowanie Zygmunta ma zasadnicze znaczenie dla zrozumienia jego osoby i charakteru. Pozwolę sobie najpierw wyjaśnić nieporozumienie. Zygmunt nie był "wychowankiem absolutyzmu", chociaż jego ojciec Jan III miał autorytarny charakter, nie był monarchą absolutnym. W Szwecji znaczne ograniczenia władzy królewskiej nałożyła ustawa Magnusa Erikssona z 1350 roku, a królowie musieli ściśle współpracować z Riksdagiem, który miał znaczną możliwość blokowania inicjatyw królewskich oraz arystokratyczną radą Riksrådet, która nie byłaby najmniej posłusznym narzędziem w rękach króla. Szwedzka polityka była brutalna. Dziadek Zygmunta, Gustaw Waza, był charyzmatycznym, autorytarnym populistą, który wykorzystywał izby niższe Riksdagu do rzucania wyzwania wysokim arystokratycznym doradcom, którzy byli, cytuję Michaela Robertsa, "byli arystokratycznymi konstytucjonalistami zdecydowanymi na przestrzeganie szwedzkiego prawa w celu ograniczenia władzy króla". Chyba wiemy o tym w Rzeczypospolitej. Rada współpracowała z ojcem Zygmunta, Jana, ówczesnego księcia Finlandii, aby obalić, a następnie prawdopodobnie zamordować starszego brata Jana, Eryka XIV, w 1568 roku, a później sprzeciwiła się próbom Jana narzucenia swojej woli, zwłaszcza w kwestiach religijnych. Siła charakteru Zygmunta była widoczna już od najmłodszych lat. Jan pozwolił mu otrzymać zarówno katolickie, jak i luterańskie wykształcenie. W przeciwieństwie do swojej siostry Anny Zygmunt wcześnie przyjął religię swojej matki Katarzyny Jagiellonki. W wieku 12 lat został ciężko pobity przez ojca za odmowę udziału w nabożeństwie luterańskim. Nie zniechęciło go to jednak. W następnym roku Zygmunt przystąpił do Pierwszej Komunii Świętej w kaplicy matki, przysięgając, że nigdy nie porzuci wiary katolickiej. W 1586 roku Katarzyna już nie żyła, ale podczas gdy reszta rodziny królewskiej uczestniczyła w nabożeństwie wielkanocnym, Zygmunt odprawił prywatną mszę, w której uczestniczyło sześciu jezuitów, którzy tego wieczoru ostentacyjnie towarzyszyli mu na publicznym koncercie. Chłopak miał odwagę i już zrozumiał znaczenie gestów politycznych. Gdy Zygmunt przybył do Polski, Erik Sparre zauważył, że jest on tabula rasa, na której Polacy mogą pisać, co tylko zechcą. Nie, to była dezinformacja jakaś. Natomiast Zygmunt nie był ani politycznie naiwny, ani niedoświadczony. Ojciec Jan zaangażował go w sprawy rządowe na trzy lata przed wyborem na tron Rzeczypospolitej. Podpisywał listy w imieniu ojca, uczestniczył w posiedzeniach rady i był czasami wykorzystywany jako pośrednik przez radnych, którzy obawiali się porywczego króla. Do niedawna historycy zbyt często dali się zwieść wysokiej opinii, jaką Jan Zamoyski miał o sobie samym, a jego niskiej opinii o młodym królu, którego wybór poparł dopiero późno i niechętnie, a któremu przez większość następnych dwóch dekad niezwykle utrudniał życie. Zamoyski nie docenił Zygmunta w ciągu tych dwóch dekad. Jednak Zygmunt po cichu, ostrożnie i skutecznie umocnił swoją pozycję, a czasami przechytrzył Zamoyskiego. Właśnie w tym miejscu mam problem ze strukturalistyczną analizą Tony'ego. Porównuje on Wazów bezpośrednio do Stuartów, a Polskę i Litwę do Anglii. Pisząc o, cytuję, "wyraźnym przeciwstawieniu dworu i kraju, które dwukrotnie doprowadziło do wojny domowej". Koniec cytatu. Tak więc, cytuję, "tak na wyspie, jak nad Wisłą i Dźwiną instytucja dworu nie skupiła w sobie marzeń ogółu szlachty". Koniec cytatu. Pod rządami Zygmunta Rzeczpospolita doświadczyła zatem, cytuję, "walki dwóch koncepcji władzy królewskiej i parlamentarnej". Koniec cytatu. Rzeczypospolitej jednak w przeciwieństwie do Anglii, cytuję znów, "król dwór jest na pozycji straconej z przyczyn zupełnie odmiennych niż w Westminsterze". Nie ma wśród szlachty zwolenników absolutyzmu, nie ma alternatywy. Prerogatywa. Prawo powszechne". Koniec cytatu. Zgadzam się oczywiście, że wśród szlachty nie było zwolenników monarchii absolutnej, ale uważam, że Zygmunt od momentu przybycia zdawał sobie sprawę, że powszechne poparcie nie dotyczyło tego, co historycy nazywają wzmocnieniem władzy królewskiej, ale sprawowaniem silnej władzy królewskiej w ramach prawa. Ruch egzekucyjny dążył do wzmocnienia, a nie osłabienia monarchii. Chciał zapewnić jej środki do obrony republiki z domeny królewskiej. Monarchia cieszyła się znacznym poparciem szlachty, co podkreślano podczas kolejnych sejmików w trakcie rokoszu, w którym domagano się zachowania, godności i majestatu króla. Kwestia, do której powrócę. Zygmunt jest często krytykowany za to, że nie kontynuował sojuszu ze szlachtą, który rzekomo zawarł Zygmunt August, opowiadając się za ruchem egzekucyjnym na początku lat 60-tych XVI wieku. Twierdzi się, że zamiast tego dążył do stworzenia stronnictwa regalistycznego, którego celem było, jeśli nie wprowadzenie absolutyzmu, to przynajmniej wzmocnienie władzy królewskiej. Przeciwstawiła się temu "partia opozycyjna", która sprzeciwiła się temu programowi w sejmie i podburzyła szlachtę do pokonania go w rokoszu. Zgodnie z tą koncepcją regaliści nie mogli wygrać. Maciszewski postulował rozróżnienie, które nadal ma wpływ między monarchistami, którzy wierzyli w monarchię absolutną, a regalistami, którzy, jak twierdzi byli w istocie karierowiczami popierającymi partię regalistyczną nie dlatego, że wierzyli w wzmocnienie władzy królewskiej, ale z ambicji osobistych. W związku z tym nie można było ostatecznie polegać na nich w realizacji planów Zygmunta. Wobec tego powinienem przyznać, że w moich wcześniejszych publikacjach na ten temat uznałem rozróżnienie wprowadzone przez Maciszewskiego za użyteczne. Już nie. Chociaż naukowcy regularnie używają terminu "regalista" do opisania tego, co często nazywa się obozem dworskim, w tomie drugim nie używam go wcale. Z wyjątkiem cytatów ze współczesnych źródeł. Termin "regalista" był bowiem obraźliwym określeniem używanym przez przeciwników rządu, aby sugerować, że Zygmunt i jego zwolennicy byli tym, co Maciszewski nazywa monarchistami dążącymi do obalenia konstytucji i wprowadzenia monarchii absolutnej. Mam wątpliwości jednak jeśli chodzi o określenie "partia" i "frakcja", ponieważ były to również terminy obraźliwe. Zgadzam się z Tonym, że klientela była istotnym czynnikiem w polityce Rzeczypospolitej. Oczywiście nie jestem jednak przekonany, czy istniały partie polityczne lub frakcje w nowoczesnym rozumienie tych słów, chociaż na pewno istniały luźne ugrupowanie lub "networks of trust", czyli sieci zaufania, czyli "interest groups". Ewangelicy na przykład. "Networks of trust" to jest koncepcja Charlesa Tilly'ego. Zamoyski z pewnością miał swoich klientów, ale jak pokazuje Violetta Urbaniak nie była to tak spójna frakcja polityczna, jak wcześniej zakładano, i szybko rozpadła się po śmierci Zamoyskiego. Co więcej, podczas rokoszu, a nawet wcześniej, wielu dawnych współpracowników Zamoyskiego, takich jak Baranowski, Tylicki czy Żółkiewski, poparło rząd. Rząd, a nie partię regalistów, choć sugerowałbym, że nie uważali się oni w żadnym sensie za regalistów ani członków partii regalistycznej. Dla współczesnych bycie członkiem frakcji lub partii oznaczało przekładanie prywatnych interesów nad dobro publiczne, więc uważam, że historycy powinni stosować takie terminy z ostrożnością. Nie istniała żadna "kamaryla dworska" poza wyobraźnią Stadnickiego i Stabrowskiego. Ani żadne "stronnictwo regalistyczne". Podobnie jak Karol Żojdź wierzy raczej w stronników niż stronnictwa, czyli zaplecze, jak pisze Ewa Dubas-Urwanowicz. Z tym, że mam pewne zastrzeżenia co do kategorii Żojdzia "ludzi króla". Oni byli zwolennicy rządu. Ale był to rząd Rzeczypospolitej kierowany przez króla, którego popierali, choć niekoniecznie we wszystkim. Jakie były zatem cele i zamierzenia Zygmunta? Zanim przejdę do rokoszu, muszę cofnąć się nieco w czasie. Sytuacja polityczna, w jakiej znalazł się Zygmunt po przybyciu, była niezwykle trudna. Zamoyski dał jasno do zrozumienia, że pogardza nowym królem i zamierza nadal sprawować rządy jako kanclerz i hetman wraz ze swoim współpracownikiem Baranowskim pełniącym funkcję wicekanclerza. Ponadto wielu naturalnych zwolenników rządu królewskiego, w szczególności biskupi katoliccy, poparło Habsburgów podczas elekcji i Zygmuntowi zajęło czas, zanim zdobył ich szacunek i respekt. Jak więc postąpił Zygmunt? Uważam, że od samego początku zdawał sobie sprawę, iż aby zabezpieczyć swoją pozycję, musi wykazać, że zamierza rządzić zgodnie z prawem, tak jak wymagała tego konstytucja. Aha, słyszę państwa głos. A co z Rewlem w 1589 roku? A co z planami przekazania tronu Ernstowi Habsburgowi? Piszę wiele o tym w książce, ale krótko mówiąc, uważam, że Zygmunt nie popełnił krzywoprzysięstwa przed sejmem inkwizycyjnym w 92 roku. Nigdy nie miał zamiaru abdykować, a pantomima w Rewlu oraz negocjacje z Ernstem były manewrami politycznymi mającym trzy cele: zapobieżenie zawarciu sojuszu Habsburgów z Moskwą, zapewnienie sobie realizacji prawdziwego celu, małżeństwa Habsburżanką, oraz skonfrontować rządom polskim i litewskim z rzeczywistością, że może odejść, tak jak odszedł Henryk. Jeśli senatorowie chcieli kolejnej elekcji, która mogłaby w końcu dać tron nie Habsburgom, a Zamoyskiemu, którego tak widocznie pragnął, to mogli ją mieć. Rewl był wersją Zygmunta, moim zdaniem, "back me or sack me", czyli "poprzyj mnie albo wyrzuć mnie". Nie chcieli senatorowie w Rewlu, nawet Baranowski błagał króla, aby powrócił do Krakowa. Wrócił. Zygmunt nie był głupcem. Doskonale zdawał sobie sprawę, że jeśli zrzeknie się tronu polskiego, istnieje duże prawdopodobieństwo, że zostanie całkowicie pozbawiony jakiegokolwiek tronu. Jego wuj Karol był wyjątkowo nieprzyjemnym człowiekiem, który już wtedy wywoływał różnego rodzaju kłopoty i posiadał potężną bazę polityczną w swoim księstwie Södermanland. Zygmunt wychował się jako katolik w kraju luterańskim i nie miał złudzeń co do tego, jak trudno będzie mu rządzić w Sztokholmie jako katolik. W Krakowie otaczali go świeccy doradcy, którzy byli bez wyjątku arystokratycznymi konstytucjonalistami. W 1582 roku Erik Sparre napisał dzieło "Pro lege, rege et grege", w którym twierdził, że królowie muszą podlegać prawu i instytucjom królestwa. Uważam, że Zygmunt obliczył, że ma większe szanse na utrzymanie szwedzkiego tronu, jeśli wyśle swoich arystokratycznych senatorów konstytucjonalistów do Sztokholmu, aby zajęli się nieprzyjemnym starym wujem Karolem, a sam został w Krakowie. Poza sporadycznymi wizytami w Sztokholmie, bo świetnie rozumiał, że obecność monarchy była niezbędna dla funkcjonowania republikańskiego rządu w Rzeczypospolitej. Po sejmie inkwizycyjnym, na którym, jak sądzę, Zygmunt całkowicie przechytrzył Zamoyskiego, on powoli i skutecznie zbudował nie partię regalistyczną, ale rząd, który go wspierał. Proces ten zakończył się dopiero po śmierci Zamoyskiego. Kiedy w końcu po 18 latach, po 18 latach!, Zygmunt mógł w pełni ukształtować swój rząd zgodnie z własnymi pragnieniami. Nareszcie miał grupę ministrów oraz stronników senatorów, która wspierała go w większości spraw, choć bynajmniej nie we wszystkich. Wielu z nich było nowymi ludźmi, wywodzącymi się ze średniej lub nawet skromnej szlachty, takimi jak Feliks Szczęsny Kryski, jeden z najbardziej imponujących spośród nich, który zręcznie przedstawił argumenty rządu podczas rokoszu. Nie byli oni ani regalistami, ani monarchistami, byli republikanami wierzącymi w konstytucję, prawo, skuteczny rząd. Więc to, co nazywam monarchią republikańską. Rządy Zygmunta były bowiem rządami republikańskimi. Tom II oksfordzkiej historii nosi tytuł "The making of the Polish-Lithuanian Republic", a ja używam angielskiego słowa "Republic" zamiast XVIII-wiecznego "Commonwealth", aby podkreślić, że była to res publica, chociaż nie nowoczesna republika w rozumieniu Quentina Skinnera i Van Genderena jako system, cytuję, "unikający wszelkich śladów władzy monarchicznej". Koniec cytatu. Rzeczpospolita Obojga Narodów była republiką renesansową i nie była państwem, ale arystotelesowską polis, wspólnotą obywateli, a nie abstrakcyjną konstrukcją prawną o osobowości prawnej odrębnej od osobowości władzy, co stanowi sedno definicji państwa nowoczesnego. Była to republika oparta na arystotelesowskiej idei mieszanej formy rządów, forma mixta. Dlatego też miała króla, który był niezbędny do jej funkcjonowania. Polacy odrzucili Bodina, którego koncepcja niepodzielnej suwerenności nie miała racji bytu w Polsce z jednego prostego powodu. Bodin uważał, że monarcha obdarzony niepodzielną suwerennością stał ponad prawem pozytywnym, stworzonym przez człowieka, ab legibus solutus, ale nie był tyranem, ponieważ ograniczało go prawo boskie i prawo naturalne, które według Bodina miały szeroki zakres. Natomiast w Rzeczypospolitej to dokładnie prawo pozytywne ograniczało króla w postaci artykułów henrykowskich i prawa stanowionego. Właśnie z tego powodu monarchia absolutna była tak znienawidzona wśród szlachty. Jakie idee polityczne leżały u podstaw monarchii republikańskiej? Na początku należy podkreślić, że nie powinniśmy wyciągać wniosków dotyczących poglądów politycznych doradców Zygmunta na podstawie radykalnych pamfletów rokoszowych. Na przykład twierdzenie, że jezuici byli zwolennikami monarchii absolutnej jest nieporozumieniem. Jezuici z pewnością opowiadali się za silną i skuteczną monarchią, ale to wcale nie to samo. Skarga wprawdzie powiedział, że uważał monarchię absolutną za najbardziej pożądaną formę rządów, ale ostrożnie dodał, cytuję, "tylko dla Boga, ponieważ niedoskonałym ludziom nie można ufać". Koniec cytatu. W siódmym kazaniu sejmowym chwali forma mixta i znaczenie prawa w ograniczaniu władzy. Istnieje bogata literatura na ten temat, więc nie zamierzam dzisiaj o tym mówić. Obszernie omawiam tę kwestię w swojej książce. Natomiast chciałbym przyjrzeć się postaci filozofa politycznego, który pojawia się jedynie na marginesie standardowych opracowań dotyczących polskiej myśli politycznej tego okresu, ale którego idei moim zdaniem stały się podstawą monarchii republikańskiej rządów Zygmunta. Teoretykiem politycznym, o którym myślę, jest Justus Lipsjusz, co może wzbudzić pewne zdziwienie, albowiem Lipsjusz jest zazwyczaj postrzegany jako zwolennik monarchii absolutnej. Zwłaszcza Jan Zamoyski, który sam korespondował z Lipsjuszem. Tak uważał, jak powiedział Zygmuntowi podczas sejmu w 1590 roku, cytuję, "pan jest głową, a my jesteśmy członkami, ale nie jesteśmy własnością waszej Królewskiej Mości, jak twierdzi Lipsjusz, który pragnie, aby cała władza spoczywała w rękach króla". Lipsjusz, jak jezuici, z pewnością wierzył w silną władzę królewską, a Jan Waszink, redaktor wspaniałego, niedawnego tłumaczenia "Polityki" Lipsjusza na język angielski, zgadza się, twierdząc, że, cytuję, "prawidłowym sposobem interpretacji Lipsjusza". Koniec cytatu. Jest postrzeganie go jako zwolennika monarchii absolutnej. To prawda, że w "Polityce" jest wiele elementów, które mogą niepokoić dobrego republikanina. Takie jak niepokoiły Zamoyskiego. Lipsjusz nie miał zbyt wiele czasu dla rządów zgromadzeń, który nazywał "poliarchia", dobre słowo, poliarchia, powiedział, że konsultowanie się z całym ludem jest stratą czasu. Tytuł drugiego rozdziału księgi II stwierdzał jednoznacznie, że chociaż istnieją trzy formy rządów, monarchia jest idealna i najlepsza z nich. Rozdział się nazywa "Divisio imperii, principatus, prima et optima eius pars". Znamienne jest, że Paweł Szczerbic, polski tłumacz "Polityki", który łagodzi niektóre z bardziej jawnych, monarchicznych fragmentów krótko oddaje tytuł tego rozdziału jako "O panowaniu jednego". Ponadto Lipsjusz w niektórych punktach broni Machiavellego, podążając za nim w umiarkowanym stopniu w twierdzenie, że czasami okoliczności mogą usprawiedliwić postawę władcy, który przedkłada konieczność nad sprawiedliwość i odnosi się do niego z aprobatą w księdze czwartej, gdzie argumentuje z pragmatycznych względów, że władca może stosować pewne środki podstępu, jeśli leży to w interesie tego, czego Lipsjusz nigdy otwarcie nie nazwał racją stanu, ale co sprowadzało się w zasadzie do tego samego. Natomiast jak zatem wyjaśnić fakt, że Lipsjusz już był bardzo popularny w Rzeczypospolitej i to nie tylko dzięki swojej pracy "De concordia", przetłumaczonej na język polski 1600 roku, zawierającej neostoiczną filozofię i kładącą nacisk na prudentia, constantia i moderatio. Jednak tłumaczenie "Polityki" Szczerbca ukazało się pięć lat wcześniej, zaledwie sześć lat po oryginalnej publikacji. Drugie rękopiśmienne tłumaczenie zostało wykonane przez Jana Komorowskiego w 1605 roku. "Polityka", jak również "De constantia" były szeroko stosowane w szkołach Rzeczypospolitej jako podręczniki do polityki i historii zarówno przez katolików, jak i ewangelików. Znajdowały się w programie nauczania szkoły w Rakowie i gimnazjum w Toruniu. Jak to możliwe? Jeżeli Lipsjusz już był zwolennikiem monarchii absolutnej, jak twierdzi Waszink. Najwyraźniej jednak w Rzeczypospolitej interpretowano Lipsjusza inaczej. Andrzej Maksymilian Fredro nie kojarzy się zwolennikiem monarchii absolutnej, a jednak uważał Lipcjusza za, cytuję, "niepodważalny autorytet moralny". Koniec cytatu. I zalecał codzienną lekturę "Polityki". Nie był on bynajmniej jednym polskim wielbicielem tej książki. Przyczyna leży w sposobie konstrukcji. W "Polityce" Lipsjusz splata cytaty z klasycznych autorów ze starannie przemyślanymi fragmentami łączącymi, które pozostawiają wiele otwartych kwestii. Jak przyznaje Waszink, cytuję, "niemożliwe jest wyciągnięcie jednoznacznej koncepcji z argumentacji Lipsjusza", a czytelnicy samodzielnie, cytuję, "muszą wykonać stosunkowo dużo pracy interpretacyjnej". Koniec cytatu. Tak więc, chociaż Lipsjusz wyraźnie preferuje silną monarchię, wnioski jakie można wyciągnąć z "Polityki", są znacznie bardziej otwarte na intuicje niż zazwyczaj w przypadku myślicieli politycznych, co jest jedną z przyczyn popularności tego dzieła. Pomija Lipsjusz debaty na temat lokalizacji, suwerenności oraz absolutem Dominium. Koncepcja, że monarcha stoi ponad prawem, nie wywodzi się od klasycznych autorów cytowanych przez Lipsjusza, ale z corpus iuris civilis cesarza Justyniana, którego nie cytuje. Waszink argumentuje, że chociaż Lipsjusz już nie cytuje Bodina, cytuję, "wydaje się, że dla niego książę jest nadrzędny wobec praw i nie jest z nimi związany". Koniec cytatu. Jednak nie jest w stanie przytoczyć żadnego bezpośredniego dowodu na poparcie swojego wniosku i musi przyznać, że koncepcja majestatu Lipsjusza różni się od koncepcji Bodina, ponieważ, cytuję, "brakuje jej prawnego wymiaru teorii suwerenności Bodina". Koniec cytatu. Lipsjusz pozostawia wiele miejsca na republikańskie interpretacje. W rozdziale IV księgi II stwierdza on, że monarchia elekcyjna jest starsza od monarchii dziedzicznej, która, cytuję, "została szerzej przyjęta". Idąc za Tacytem sugeruje on ostrożnie, że monarchia dziedziczna jest "pod pewnymi względami lepsza". Koniec cytatu. Proszę zwrócić uwagę na zastrzeżenia, ponieważ przyjęcie dziedzicznego następcy było łatwiejsze niż poszukiwanie go, a dziedziczna sukcesja pomagała zapobiegać nieporządkom, ponieważ przekazywanie władzy było "doskonałą okazją" do zamachu stanu i buntów, i to krótkich wojen cywilnych Rzeczypospolitej. Natomiast Lipsjusz natychmiast przedstawia drugą stronę argumentu, cytuję, "inni jednak preferują inne rozumowanie i twierdzą, że ten, kto ma rządzić wszystkimi, musi być wybrany spośród wszystkich, choćby dlatego, że w większości przypadków wybór ten pozwala wyłonić najbardziej zdolnych spośród ludzi". Koniec cytatu. W księdze IV rozdziale XI Lipsjusz omawia powody, dla których książę może być znienawidzony oraz sposoby uniknięcia wzbudzania tej nienawiści. Wśród nich znalazło się nakładanie podatków, które jak ujął to Lipsjusz niewiele różnią się od chciwości oraz arbitralność kar, w ramach których niektórzy byli karani, a inni nawet nie byli wezwani do sądu. Wszyscy powinni być równi wobec prawa i nie było słuszne karanie niektórych surowiej niż innych za to samo przestępstwo. Cytuję: "z wyjątkiem być może szlachty". Koniec cytatu. I żadne z tych przekonań nie mogło zakłócić spokoju szlachetnych obywateli Rzeczypospolitej. Zaproponowałbym, że Lipsjusz był przydatny dla Zygmunta i jego rządu, i jego zwolenników właśnie dlatego, że przedstawił argumenty za umiarkowaną, rozważną władzą królewską, łagodzoną radami, które Lipsjusz wysoko cenił. "Polityka" miała bowiem służyć jako podręcznik dla rządzących i była skierowana zarówno do doradców książąt, jak i do samych książąt. Lipsjusz zauważył, że Tacyt był bardziej przydatny doradcom książąt niż samym książętom, ponieważ, cytuję, "jest zbyt trudny do zrozumienia dla książąt". Koniec cytatu. Chciałbym także zasugerować, że ta lipsiuszowska wizja rozważnej, umiarkowanej monarchii okazała się przydatna podczas kryzysu rokoszowego. Rokosz nie był, jak twierdzili autorzy polemicznych pamfletów, tytaniczną walką między maiestas a libertas. Ani sądzę, między spójnymi partiami. Pod wieloma względami był on konieczny ze względu na skalę rewolucji konstytucyjnej lat siedemdziesiątych XVI wieku, która przekształciła sejm, znacznie go rozszerzając i czyniąc znacznie bardziej zróżnicowanym organem. Nieunikniony był długi okres dostosowań, ponieważ sejm musiał wypracować nową kulturę parlamentarną, a system musiał znaleźć sposób na zrównoważenie potrzeby skutecznego rządzenia, co było celem ruchu egzekucyjnego z ochroną praw i wolności obywateli. Sprawa niełatwa. W Europie nigdy wcześniej nie próbowano czegoś takiego jak unia lubelska, więc początkowe problemy były nieuniknione. W gruncie rzeczy rokosz był walką o opinię publiczną między rządem i jego stronnikami a grupą malkontentów senatorskich oraz radykalnych aktywistów, których poglądy zbyt często uznawano w historiografii tradycyjnej za reprezentatywny dla całej szlachty. Pomimo ogromnej różnorodności obywateli republiki, było jasne, że należy podjąć jakieś działania, ponieważ sejm wyraźnie zawodził w pierwszych dwóch dekadach panowania Zygmunta. Rząd starał się rozwiązać problem, pobudzając debatę. Jego propozycje na sejm w 1605 roku nie zawierały konkretnych sugestii, ale zachęcały do dyskusji na temat tego, jak sejmy mogą najlepiej osiągnąć konsensus. A w 1606 roku, już po śmierci Zamoyskiego, przedstawił skromną propozycję utworzenia stałego skarbu państwa. Nie była to tak radykalna sugestia. Sam Zamoyski zaproponował ją już wcześniej i stały skarb już istniał w Rawie. Skarb wojska kwarcianego. Zebrzydowski były członek rządu jako marszałek wielki oraz radykalna opozycja potrafili wykorzystać prawdziwy problem, jakim była jedna z podstawowych wad sejmu. Posłowie w instrukcjach sejmikowych przynosili na sejm długie listy grawaminów i egzorbitancji, których po prostu nie dało się skutecznie rozpatrzyć w ciągu sześciu tygodni. Przy ponad 50 sejmikach było ich ogromnie dużo. Zebrzydowski i radykałowie umiejętnie wykorzystali podejrzenia zasiane przez Zamoyskiego, który po 1603 roku ponownie przeszedł do opozycji, wysuwając niejasne oskarżenia o spiski i zagraniczne zaniedbania obowiązków przez senatorów. Wymyślony plan wprowadzenia monarchii absolutnej. Nie mam czasu, aby wchodzić w szczegóły, więc zakończę krótkim wyjaśnieniem, dlaczego uważam, że wynik był miażdżącym zwycięstwem rządu, nota bene rządu, a nie partii regalistycznej. Po pierwsze historycy zbyt chętnie twierdzą, że polemiczne pamflety opozycji odzwierciedlały ustaloną wolę szlachty, a tysiące osób, które pojawiły się na wielkich zjazdach rokoszowych były oddanymi członkami jakiejś partii opozycyjnej. Nie byli. Pojawili się, ponieważ Zebrzydowski i radykalni działacze oprócz kwestii grawaminów i egzorbitancji wysunęli prawdziwą teorię spiskową zawierającą sensacyjne oskarżenia o intrygi i praktyki. Jako senator, wojewoda i starosta krakowski oraz były marszałek wielki Zebrzydowski był uważany za wiarygodnego świadka, więc sejmiki wysłały posłów, a tysiące ludzi przybyło na zjazdy, aby wysłuchać jego zeznań. Po drugie należy krytycznie podejść do danych liczbowych dotyczących zgromadzeń rokoszowych, a przede wszystkim nie zakładać, że frekwencja oznacza poparcie dla jakiejś mitycznej partii rokoszowej. Frekwencja było z pewnością imponująca, przynajmniej na zjazdach w Lublinie i Sandomierzu w lecie 1606 roku, ale znaczną część uczestników stanowiła świta senatorów i magnatów, z których wielu było albo neutralnych, jak Ostrogski, ciekawskich lub wysłanych przez rząd w celu obserwacji i negocjacji. Maciszewski twierdzi, że dziesięć tysięcy osób podpisało konfederację sporządzoną w Sandomierzu, ale po zapoznaniu się z cytowanym przez niego dokumentem, który jest kopią, a nie oryginałem, szacuję, że zawiera on maksymalnie 2000 podpisów. Pod dokumentem depozytującym Zygmunta w Jeziornie w czerwcu 1607 roku podpisało się mniej niż 450 osób. Jest to ważne, albowiem chociaż artykuły sandomierskie, które dotyczyły problemu grawaminów i egzorbitancji, cieszyły się znacznym poparciem, wybuchła prawdziwa kontrowersja dotycząca dokumentu konfederacji, który pochłonął większość czasu dyskusji podczas zjazdu sandomierskiego. Sugerowałbym, że większość osób, które przybyły do Lublina i Sandomierza, zrobiła to, aby wysłuchać poważnych zarzutów postawionych nie tylko królowi, ale także senatorom. Okazało się jednak, że Zebrzydowski nie był w stanie przedstawić żadnych dowodów poza narzekaniem, że Zygmunt nie odpowiedział na jego listy, w których odradzał mu poślubienie Habsburżanki po raz drugi. Nie miał nic więcej do zaoferowania poza przywołaniem dawnej historii kontaktów z Ernestem Habsburgiem, który został rozpatrzony już na sejmie inkwizycyjnym, który uniewinnił Zygmunta. Nie, nie miał żadnych nowych dowodów. Jak zauważał Feliks Kryski, Zebrzydowski był senatorem przez cały ten okres. Dlaczego więc czekał 18 lat, aby zgłosić swoje obawy? Co więcej w tym okresie nawet nie zjawił się na sześciu sejmach. Mnóstwo spośród obecnych na zjazdach zgodziło się, mi się wydaje. Zebrzydowski był beznadziejnym politykiem skazanym na wygłaszanie długich, chaotycznych i pełnych niejasnych i mglistych zarzutów przemówień. Inicjatywę coraz bardziej przejęli radykałowie, ale ich apokaliptyczna retoryka i bezpodstawne oskarżenia zraziły większość uczestników zjazdów. Artykuły sandomierskie rzeczywiście poruszały wiele ważnych kwestii, ale były one przedmiotem dyskusji od roku 1605. W większości pochodziły one z artykułów bełskich sporządzonych przez Zamoyskiego przed sejmem w tym samym roku. Od samego początku rząd prowadził ostrożną, umiarkowaną politykę lipsjuszowską, prezentując się jako gotowy do kompromisu i cały czas podkreślając, że jedyną legalną instancją do rozstrzygnięcia takich spraw jest sejm. Wydając latem 1606 roku artykuły wiślickie, zaproponował rząd konkretną podstawę do negocjacji, która akceptowała wiele artykułów sandomierskich, zanim te ostatnie były nawet gotowe. Cierpliwa, umiarkowana strategia przyniosła efekty. Kryski zorganizował skuteczną kampanię pamfletową podważającą argumenty Zebrzydowskiego i radykalnych pamfletów. Teksty zebrane przez Czubka są pełne kluczowych terminów Lipsjusza: constantia, prudentia, modestia, moderatio - w języku łacińskim, stałość, roztropność, ostrożność, umiarkowanie i mądrość - w języku polskim. Najbardziej uderzającym aspektem rokoszu jest to, że na jednym poziomie ujawnił on znamienny podział między tymi, którzy sprawowali urzędy w republice, czyli w rządzie, senacie czy na szczeblu lokalnym, a tymi, którzy ich nie sprawowali. Tylko garstka senatorskich malkontentów, dosłownie jedna garstka podpisała najważniejsze dokumenty rokoszowe i rzuca się w oczy, jak niewielu lokalnych urzędników popisało lub poparło lauda i protesty radykalnych grup na szczeblu lokalnym. Najważniejszą kwestią, która ich dzieliła, była sprawa leżąca u podstaw niezadowolenia szerokich kręgów szlachty, a mianowicie kwestia 3/5 dochodów z królewszczyzny, które miały umożliwić królowi finansowanie obrony republiki bez konieczności podnoszenia podatków. Król, jego rząd i osoby sprawujące urzędy coraz bardziej zdawali sobie sprawę, że jest to niemożliwe. Senatorowie przede wszystkim mieli szczególne pretensje do Zebrzydowskiego i radykałów za dzikie oskarżenia, że nie wypełniają swoich obowiązków jako custodes regis et legis i że to oni są odpowiedzialni za praktyki oraz doradzanie królowi wprowadzenia monarchii absolutnej. Zebrzydowski rzucał niejasne oskarżenie, nie wymieniając nazwisk, choć radykałowie zaczęli to robić w Sandomierzu, wzywając do osądzenia i stracenia konkretnych postaci, takich jak Zygmunt Myszkowski, marszałek wielki i Andrzej Bobola. Dla większości obywateli był to krok za daleko. W szczytowym momencie kryzysu podczas zjazdu w Sandomierzu, znaczna większość obywateli wierzyła rządowi, a nie Zebrzydowskiemu i radykałom. Wielu przybyło do Lublina i Sandomierza z instrukcjami od swoich sejmików, aby zidentyfikować i ukarać osoby odpowiedzialne za rzekome praktyki. Ale wysłannicy mieli żądać dowodów oraz zapewnić ochronę majestatu i godności króla. Kiedy Zebrzydowski nie potrafił wskazać odpowiedzialnych i nie był w stanie przedstawić dowodów praktyk, a radykałowie w Sandomierzu namawiali ich do podpisania konfederacji, która miała wyraźnie stanowić podstawę prawną do detronizacji, szlachta zaczęła tłumnie opuszczać Sandomierz. Wielu z nich udało się wprost do Wiślicy, aby dołączyć do króla. Jak zauważył sejmik chełmski, powtarzając opinię wielu, nawet jeśli król postąpił w jakiś sposób niezgodnie z prawem, pragnęli oni naprawy, a nie zmiany monarchy. Po kapitulacji w październiku 1606 roku Zebrzydowskiej musiał znosić długą burzę i narzekania w namiocie w Janowcu, gdzie spotkali się z nimi koledzy senatorowie. Wszyscy byli republikanami i wszyscy byli oburzeni niejasnymi jego oskarżeniami pod ich adresem. Rokosz faktycznie się zakończył wtedy, chociaż nie został całkowicie zakończony, ponieważ radykałowie nadal nie byli skłonni do pojednania, a jeszcze mieli dosyć sporo stronników. Natomiast rząd już zdecydowanie wygrał, moim zdaniem, walkę o opinię publiczną wśród obywateli. Było to widoczne na sejmach w latach 1607 i 1609. Podsumowując, uważam, że coś takiego jak rokosz było nieuniknione w sytuacji, gdy republika dostosowywała się do doniosłych i radykalnych zmian spowodowanych rewolucją, konstytucją, unią lubelską oraz rewolucją konstytucyjną. Zwycięstwo rządu w walce o opinię publiczną otworzyło drogę do nowej ery, moim zdaniem, w której zaczęła się rozwijać widać kultura parlamentarna zajmująca się problemami, które pojawiły się od 1576 roku. Pojawiły się lepsze procedury, takie jak wykorzystanie komisji do przygotowywania ustawodawstwa, możliwość zwołania sejmu nadzwyczajnego w sytuacji poważnego zagrożenia pozwoliła skupić się na kryzysie, nie sugerując, że skargi zostaną zignorowane. Miały one zostać rozpatrzone na następnym sejmie zwyczajnym. Przede wszystkim jednak solidarność, większość urzędników popierających rząd przeciwko rokoszowi wskazywała, że coraz powszechniejsze stawało się przekonanie, że nie można oczekiwać od króla, aby zarówno wynagradzał tych, którzy służyli republice, jak i finansował obronę wyłącznie z własnych środków. Po rokoszu sejmy nadal były oczywiście burzliwe, ale wynikało to z faktu, że republika stała przed wielkimi wyzwaniami. Żądania wypłaty 3/5 zaczęły jednak słabnąć, a sejm nie tylko zaczął regularnie uchwalać podatki, ale także poszukiwał nowych sposobów zwiększenia wpływów podatkowych. Nie uzgodnili oczywiście wystarczającego poziomu opodatkowania, który pozwoliłby sprostać przede wszystkim znacznie droższym kosztom wojny. Ale to już inna sprawa. W pozostałym okresie panowania Zygmunta tylko jeden sejm został zerwany w 1615 roku. Był to kolejny sukces rządu. Zygmunt zmarł w 1632 roku, ciesząc się ogólnym szacunkiem obywateli, z wyjątkiem nielicznych malkontentów oraz niezadowolonych, którzy zawsze się znajdą. Zygmunt zasłużył na ten szacunek moim zdaniem, ponieważ zdał sobie sprawę, że aby skutecznie rządzić, król Rzeczypospolitej musi być królem republikańskim. Dziękuję.

[Prowadzący] Dziękujemy bardzo. Zanim otworzę dyskusję, to jedna tylko taka uwaga, bo skoncentrowałem się bardzo na rokoszu Zebrzydowskiego. A z rokoszem Zebrzydowskiego to było tak, że jak państwo weźmiecie tą dużą historię państwa i prawa Polski, tam jest ten tom pierwszy z czasów Bardacha, to po takiej dyskusji o tym, jakie są te takie momenty przełomowe, periodyzujące dzieje Polski, w pewnym momencie pada właśnie rokosz Zebrzydowskiego, że od tego momentu coś się zmieniło i pojawiła się przewaga magnaterii. Ja w to nie wierzę. Już wtedy, jak to czytałem, to w to nie wierzyłem. Oczywiście. Trzeba było czytać, bo nic lepszego nie było, ale już to nie wierzyłem. Pamiętam tak z tych zajęć. Znaczy z tego, co teraz mówiłeś, to odnoszę takie wrażenie, tak, no skoro to nie był ten rokosz żadnym przełomem, to z punktu widzenia tych opozycjonistów Zebrzydowskiego to taki trochę polski bunt. No taki, wiecie, no taki nieudany, no taki Kordian, co tam zemdlał przed drzwiami, prawda? Ci już weszli za drzwi co prawda, ale też w zasadzie w zasadzie zemdleli, aczkolwiek chyba bardzo jednak i na tych ocenach historyków później i Lepszego i też Antoniego Mączaka zaciążyła taka potwarz, którą na Zygmunta III rzucił Jan Zamoyski. To chodzi o ten handel koronną, prawda? Myślę, że do tego jeszcze wrócimy. I to tak ciąży temu Zygmuntowi w zasadzie w zasadzie do dzisiaj. Ale ja pamiętam z seminariów, że kiedyś właśnie się Antoni tak wypowiadał, że Zygmunt III jednak zasługuje na szacunek, dlatego że on z takim uporem maniaka usiłował to państwo zreformować, prawda? Zgodnie z tymi regułami, o których mówiłeś z sejmowymi. Nic z tego nie wyszło. No, prawie nic, prawda? Ale o tym, że chyba rzeczywiście zyskał szacunek, to świadczy to, że przecież jego synowie, monarchia była elekcyjna. Wcale nie musieli być królami, a jednak byli. I to była pewna siła. Dobrze, ja za dużo gadam. Otwieram dyskusję. Bardzo proszę. Już włączam mikrofon. Dobrze. Chwilę. Muszę pomyśleć.

[Słuchacz] Dzień dobry. Po pierwsze bardzo dziękuję, bo na pewno podzielam pewnie większość sali, której się bardzo podobał wykład. Ale chciałbym się dopytać a propos tego, co nie wyszło, tak jak tutaj pan profesor powiedział, że chciano dużo poprawić, niewiele się udało. Pytanie brzmi, czy udało się poprawić rzeczy, które przez cały wiek XVII później nam doskwierały? Czy była szansa, czy może po prostu byliśmy skazani na to, że to było za wcześnie i za trudne?

[Prelegent] Nie sądzę. Ja sądzę, że do lat 40. XVII wieku system miał szansę, że jak wiemy, w tej chwili system konsensualny jest trudny, bo trzeba mieć obywateli, którzy chcą zgadzać się z podatkami, powiedzmy. Antoni Mączak miał rację, Stuartowie mieli te same kłopoty. Parlament nie wierzył, że wojna kosztuje tak dużo. W latach 20. XVII wieku jak Jakub VI, Jakub I im powiedział, no, jak było to, że wielka królowa Elżbieta mogła pokonać armadę hiszpańską za parę groszy, a wy? Wojna była coraz kosztowniejsza i system moim zdaniem do 1644 roku dobrze, dosyć dobrze zdał sobie sprawę, że musimy mieć podatki, musimy mieć nowe podatki, pogłówne. No, 6, 7 podwójny kwartał, bo musimy płacić żołnierzom. Ale system jest bardzo powoli. Sejmiki. Sejm. Król. Propozycja. No na każdym sejmie ile tysięcy listów musi kancelaria napisać do różnych tam polityków, do sejmików propozycja królewska to właśnie stronników, żeby, proszę pojechać na sejmik. No cóż, dla nas powiedzieć, że to jest w porządku. To był system trudny, ale moim zdaniem, do Chmielnickiego i ten problem był z innych powodów, religijnych. To jest kłopot, że powoli kultura taka parlamentarna się stworzyła, powoli, że no, żeby sejm skończyć bez żadnych podatków czy konstytucji, no musimy, to po prostu to nie musi być. Musimy dużo gadać. No to trudno, ale. Myśmy patrzyli na Brexit. O kurczę, jak trudno jest. Ale to jest system i to o tym pisze właśnie Lipsjusz, że musi być kompromis, że musi być konsensus. I cały czas podczas rokoszu rząd starał się na każdy zjazd rokoszowy, byli tam senatorowie, no, rozmawiali z ludźmi, obserwowali, co tam się dzieje. I właśnie dlatego wygrali, moim zdaniem. To był, jak powiedziałem, ja sądzę, że coś takiego musiało być, bo kłopoty. Jak stworzyć taką kulturę? No, to nie jest parlament jak parlament angielski. Reprezentatywny. Ale jak się czyta te wszystkie lauda sejmikowe, no to nie krytykują króla. Ale co robią senatorowie? Jest taka, ja to określam jako trójkąt polityczny, król, magnaci, senatorowie, szlachta. Król powinien ze szlachtą mieć,  szlachta mazowiecka, szlachta z Połocka, szlachta z Prus Królewskich. To inni mieli koncepcje polityczne, inni mieli problemy. Nie była taka opinia szlachecka, oprócz tego, że nie chcemy mieć monarchii absolutnej. Więc zgadzam się, że to nie był moment, to był kryzys, na pewno, rokosz, ale kryzys był, moim zdaniem, pożyteczny, bo musiało coś się zmienić i coś się zmieniło. Nie wiem, czy to było odpowiedź na pytanie, ale starałem się.

[Prowadzący] Tak, bardzo proszę.

[Słuchacz] Panie profesorze, bardzo dziękuję. Ja dziękuję za to, że pan podejmuje problemy, które mnie bolą i pan zna o tym. Jak z Arturem Sinalauskasem z panem rozmawiali jeszcze w 2001 roku, wtedy w Mielniku. Ja chciałbym pokazać to, co pan mówił, na kilku przykładach. Szlachta połocka. Dwa. Posłowie z Połocka, Piotr Dunin Koniński i Daniel Korsak podpisali akt detronizacji króla, ale sejmik był podzielony. Było bardzo wiele w Połocku ludzi z obozu królewskiego i bardzo wiele rokoszan. To jedno podejście, które omawiali kiedyś jeszcze z profesorem Opalińskim w Krakowie w 2004 roku.  I szlachta nowogródzka. Na przedelekcji, która odbyła się w Wilnie, o czym pisał kiedyś pan profesor Lulewicz świętej pamięci. Było dziesięciu przedstawicieli województwa nowogrodzkiego, powiatu nowogrodzkiego lub ziemi nowogrodzkiej i z tych 10 osób 9 głosowało za Habsburgiem i tylko 1 głosował za Zygmunta III. I to był żołnierz prawosławny z powiatu rzeczyckiego, z powiatu nowogrodzkiego. Wasyl Zienkowicz Tychiński, który w czasie wojny inflanckiej chodził, wywiad brał, więźniów moskiewskich. Zaczął karierę polityczną za Batorego jako poborca. I ten człowiek prawosławny, który od 94 roku już dokładnie arianin antytrynitarny, tak, głosował za Zygmunta III, był jedynym przedstawicielem nowogrodczyzny na sejmie koronacyjnym Zygmunta, kiedy był zatwierdzony statut litewski. Ten człowiek otrzymał od Zygmunta urząd marszałka i potem sędziego ziemskiego w Nowogródku. Zmarł w 1613 roku i on postępował w czasie rokoszu. Kiedy, no znamy, Nowogrodczyzna to Chodkiewiczowie, Jan Karol na stronie króla i Janusz Radziwiłł, marszałek rokoszu. I oczywiście szlachta była podzielona w całości. Sapieha prosił Tyszkiewicza, Teodora Kumina, żeby przyjechali na sejmik ten przed sejmem 1607 roku. Jeden obiecał, że pojedzie na sejmik nowogródzki, drugi, żaden nie pojechał z senatorów, szlachta była sama. Wyprawiła posłów i na zjazd rokoszowy, i na sejm. Tylko powiedziała tak: nic nie przyjmować na rokoszu, póki sejm nie rozwiąże te pytania. Żeby takich ludzi jak Zienkowicz Tychiński, jak Snowski, który jeszcze na sejmie lubelskim proponował, było więcej. W całości byłaby inna sytuacja. Ja bardzo proszę, panie profesorze, jeszcze uwzględnić w swojej książce, kiedy to można tak stosunki prawne między Wielkim Księstwie Litewskim i Koroną. Dziękuję ślicznie.

[Prelegent] Tak jest.

[Słuchacz] Przepraszam, jeszcze jedno zdanie. A wie pan, gdzie mianowicie był przetłumaczony Lipsjusz? W majętności Zienkowicza Tychińskiego w Tichiniczach w powiecie rzeczyckim. Zrobił to i wydał tę książkę jeszcze za pieniądze siostrzeńca Tychińskiego sędzica połockiego Korsaka.

[Prelegent] To bardzo dziękuję. Szlachta była podzielona, więc dla rządu to była okazja, żeby budować nie stronników, ale akceptację. Większość była neutralna, moim zdaniem, chcieli zobaczyć. Ale król był kimś. On był bardzo ważny dla systemu i szacunek był wielki. Kłopot polega na tym, że za dużo wiemy, co było później. Liberum veto. XVIII wiek. Magnateria. Klientela. Chaos. Ale oni nie wiedzieli. Oni byli. No po prostu dumę mieli właśnie z powodu ich systemu politycznego. No, gdzie indziej. Wszędzie są okropni królowie absolutni, a my? My jesteśmy obywatelami. To jest nasz system. I w wojnach do Chmielnickiego to jest dobrze. Przeciwko Turkom. W Szwecji i tak dalej. Patrz na wojnach prowadzony przez Anglików w tych okresach.

[Słuchacz] Dziękuję Ci, Robercie, odwołuję się do tego, co powiedziałeś na początku. Wykład, który dał bardzo dużo do myślenia. Ja chciałbym zapytać, że rząd był leitmotivem twojego wystąpienia. Jak ludzie z epoki, jakim słowem ludzie z epoki, nie będąc malkontenckimi radykałami, posługiwali się, aby określić tych ludzi, o których mówisz, rząd?

[Prelegent] To bardzo dobre pytanie i nie wiem, czy mam odpowiedzi. Ale. Trzeba patrzeć na to i nie mam odpowiedzi od razu. Ale oczywiście radykałowie powiedzieli: kamaryla dworska. Ci źli ludzie, około króla, cudzoziemcy i wszystko. Ale król oczywiście był personifikacją rządu. Więc mówili o królu, ale o partiach. Frakcja jak powiedziałem, to jest. To jest. Tak powiedział, frakcja. Partia. No, mówili o bonum commune i zgoda. Kultura była bardzo ciekawa, ale to muszę o tym pomyśleć. Dobrze, już nie skończyłem książkę.

[Słuchacz] Dziękuję. Chciałem się zapytać pana profesora, ponieważ, żeby lepiej zrozumieć, o co chodzi z tą koncepcją monarchii republikańskiej opartej na Lipsjuszu, pan profesor w dużym stopniu skupił się na rokoszu Zebrzydowskiego, jakby poruszając to, co było wcześniej. Natomiast jakby zabrakło mi trochę tego, co było później. Też pan profesor wspominał o postaci kanclerza Szczęsnego Kryskiego. Czy o nim mogę trochę. Coś poniekąd wiem, gdyż pisałem o nim artykuł, i właśnie w przypadku Kryskiego jakby jego kariera w dużej mierze ten szczyt przypada już po rokoszu, gdzie chociażby jedną z jego ważnych funkcji już później jest bronienie decyzji króla o rozpoczęciu wojny z Moskwą. Bronienie tego, że król miał rzekomo prawo ją rozpocząć i że, no właśnie. I tutaj z jednej strony Kryski bronił króla przed zarzutami, że to było bezprawne. Z drugiej właśnie jego argumentacja była taka, że na sejmie potrafili tylko rozmawiać, tylko gadać o tym, a potrzeba było, żeby przyszedł ktoś, kto zrobi coś i wykorzysta okazję nadarzającą się. Więc to jest taka wizja jednak nie tyle kogoś, kto się trzyma ściśle prawa, co przywódcy, który po prostu korzysta z nadarzających się okazji, niezależnie od tego, czy to jest zgodne z prawem, czy wbrew niemu. No i właśnie ten pan profesor jakby jeszcze się powoływał na książkę doktor Pawłowskiej-Kubik, której teza już właściwie, jeśli chodzi o lata po rokoszu, jest dosyć pesymistyczna. To znaczy ona stwierdza, że zarówno szlachta, jak i król kontynuowali łamanie prawa i że to prawo nie było wcale przestrzegane, że te egzorbitancje z sejmu się powtarzały, że król je odwlekał, potem się do nich nie odnosił. No i właśnie mnie zastanawia, czy można w takim razie mówić jakby o tym modelu silnych rządów opartych o prawa, jakby, skoro cały czas były i wtedy jakby takie zastrzeżenia jakby najpóźniej. Obecnie też badacze podnoszą problem tej bezprawności.

[Prelegent] Oczywiście dużo jest mówiono o prawie, ale kłopot polega na tym, że prawo nie jest jasne, co mówi prawo. Gdyby prawo było jasne czy prawników by było potrzebnych? Chyba nie. I jeszcze w tej chwili piszę rozdziały, bo drugi tom się kończy w 48 roku śmiercią Władysława IV i jeszcze nie napisałem trzech ostatnich rozdziałów o panowaniu Zygmunta po rokoszu. Sekcja o rokoszu jest już napisana. Potem jest rozdział o dyplomacji, o stosunkach międzynarodowych. będzie rozdział o wojnach i potem rozdział o panowaniu Władysława. Więc Pan ma bardzo ważne pytanie, co o tym myślę, i do końca nie jestem pewny, co myślę. Muszę jeszcze rozmyślać o pewnych rzeczach, ale prawo nie jest jasne, jeśli chodzi o, bardzo ciekawy jest ta kontrowersja o drugim małżeństwie Zygmunta, bo Zebrzydowski narzeka, że król, on napisał listy do króla i król nie otworzył. W Janowcu jak senatorowie narzekali na Zebrzydowskiego, króla nie było, był gdzie indziej. I oni opowiedzieli to, co Zebrzydowski powiedział. Król Zygmunt miał poczucie humoru. Zygmunt powiedział: listy były takie długie, żeby czytać było szkoda czasu i nie miałem czasu na odpowiedzi. I kontrowersja była wielka, ale jak Kryski pisał, no mówią, że to małżeństwo z  Habsburżanką było okropne, nie do przyjmowania. Ale Zebrzydowskiego chciał tylko, że król miał za żonę inną Habsburżankę, więc no proszę bardzo. I to nie było możliwe, bo Rudolf II mówił, nie, musi być Konstancja. I Zygmunt bardzo dużo pisał do senatorów, nie wszyscy do wszystkich. Ale prawo nie mówi, że on musi zapytać każdego senatora. I pisał potem tak i zgadzaliśmy, że on  wolny jest mieć Konstancję za żonę. Jaki jest problem. I na sejmie szlachty w 6 roku, szlachty to nie obchodziło. To już papież zgadzał. Już król ma żonę, ma królową, to nie było problemu. Ale to, co mówi prawo. Czy to jest jasne? Ja nie wiem. Szatan się kryje właśnie w detalach.

[Słuchacz] Dziękuję za wykład. Ja się spóźniłem, więc może będę dopytywał o rzeczy, które pan profesor na początku powiedział. Ale to wszystko w kontekście tego pytania, które tutaj zawisło jak gdyby, czy ten projekt polski, bo to tak można też nazwać, miał jakąkolwiek szansę, czyli monarchia republikańska? Przecież to był ewenement w skali europejskiej. Wprawdzie później można powiedzieć, że zjednoczone prowincje od 1648 roku miały mniej więcej podobny system, chociaż oczywiście jednak inny. Była też Szwajcaria. Republiki mieszczańskie, włoskie już były daleko w historii, między innymi można powiedzieć, z poduszczenia takich ludzi jak Machiavelli. Doradcy tych książąt, którzy mieli to na swoją stronę przechylić, to czy ten projekt miał jakąkolwiek szansę? Bo szczególnie owocne wydaje się być porównanie z drugim eksperymentem, który się w tej chwili w Europie, w tym momencie w Europie dział, a mianowicie ze Szwecją. Ludzie sobie nie zdają sprawy, jakim Szwecja była nowatorskim krajem w tym sensie, że po pierwsze ich system społeczny umożliwiał ten eksperyment, dlatego, że nie było pańszczyzny, nie było poddaństwa chłopów. To była niesamowicie ważna rzecz i Szwecja skromna ludnościowo bardzo była w stanie wystawiać potężne armie. Owszem wtedy już wszystko się też musiało dodatkowo opierać o wojska zaciężne, bo od średniowiecza już to tak wyglądało. Ale pobór powszechny w Szwecji pierwszy raz wprowadzony w 1619 już za syna Karola, Gustawa Adolfa, w bardzo istotny sposób zaważył na tym, że Szwecja mogła być potęgą. Potem był odwoływany i tak dalej, ale właściwie aż do końca czegoś, co Szwedzi w swojej historiografii nazywają imperium szwedzkim. Oni to daty dają od 1619 do 1721. Ta druga to końcowe traktaty, które to zniszczyły już całkowicie po tym, jak Karol XII pod Połtawą ledwo przeżył i to już było dogorywanie tego systemu, ale to pozwalało zaciągać wojsko. A tutaj kiedy ja wszedłem, była mowa o kwarcie i tak dalej. No proszę państwa, no kwarta, no to tylko z królewszczyzn można to było brać. Te królewszczyzny były wydzierżawione. Za chwilę dzierżawcy byli całkowicie przeciwni, żeby wypuszczać tych chłopów. Czy to miało jakąkolwiek szansę? Dlatego, że wiemy, że nie miało. Ale czy wtedy się wydawało, że to ma jakąkolwiek szansę? Mnie się wydaje, że bardzo owocne byłoby zestawienie tego eksperymentu z eksperymentem szwedzkim, który z powodu zbyt wielkich ambicji władców być może poległ, ale jednak był także bardzo nowatorski. Jeszcze jedną rzecz chcę powiedzieć, że Szwedzi starali się bez uszczerbku dla własnego interesu znosić poddaństwo w podbitych ziemiach, także tam, gdzie nie było wielkiego oporu. Między innymi zrobiono to, próbowano to zrobić w Inflantach. Wprawdzie znacznie później tak zwane redukcje wprowadził to już nie Karol, to już było później niż Karol XI. Może tak, może pan profesor ma rację, Karol XI. Więc to były dwa eksperymenty. Jeden mógł się udać, a się nie udał z powodu zbyt wielkich ambicji, a drugi czy miał w ogóle, czyli nasz, czy miał jakiekolwiek szanse, żeby się to udało? Dziękuję.

[Prelegent] Moim zdaniem tak, i były momenty niektóry. Oczywiście było trudno, ale system szwedzki w XVII wieku też polegał na królewszczyznie. Chociaż Szwecja miała, Gustaw Adolf chciał wprowadzić podatki, ale Szwecja była za biedna jako kraj i bardzo sprytnie korzystał z królewszczyzny, żeby stworzyć nowoczesną armię. Ale ta armia musiała walczyć poza Szwecji. Słynnie w 1830 roku Gustaw Adolf powiedział, zapytał Riksdag, czy nie lepiej jest zawiązać koń w gospodarstwie sąsiada niż u siebie. Armia szwedzka, która pokonała Niemców podczas wojny trzydziestoletniej, to nie była armia szwedzka. To była armia szkocka i niemiecka. W zasadzie tak. Ci, którzy walczyli mnóstwo, byli. Ale przed końcem wojny Szwecja miała kłopoty z finansowaniem tego systemu, więc Karol X musiał do Polski, bo kto płaci za to wojsko? Ale to jest inna kwestia. Miał szansę, ale trudne momenty. Zamoyski w tym jest ważny, moim zdaniem. Tragedia Zamoyskiego polega na tym, że Zamoyski dokładnie potrafił, był jak Oxenstierna w Szwecji, pracować razem z młodym królem, żeby stworzyć z radą reformy, nowoczesny system. Ale ja sądzę, że Zamoyski siebie zrozumiał. On wolał być, moim zdaniem, nie Oxenstierna, ale Oktawian. On chciał być królem, bo on był taki inteligentny, takim dobrym politykiem. Że on uważał, że on sam musi rządzić, a nie król. I to była tragedia. Na pewno on był bardzo dobrym politykiem, ale nie lubił senatorów. I w końcu, no nie chciał pracować z Zygmuntem. Chciał dyrygować. To był moment, kiedy mogło być inaczej, bo miał talent polityczny. Ale, moim zdaniem, podstawowe kłopoty się pojawiły po wojnach w połowie XVII wieku. I to nie było kwestia wojska, ale dyplomacji. Jak prowadzi dyplomację Rzeczpospolita? Jaki jest król? I to był kłopot podczas rokoszu, że oczywiście cudzoziemcy, Szwedzi, że polityka króla, jako król Szwecji, chociaż tylko tytularny, bo miał interesy prywatne. No, to stworzyło podstawowy problem dla dyplomacji. Oczywiście ja nie powiem, że nie było kłopotów, ale ja sądzę, że do połowy XVII wieku były szanse na konstrukcję, system, który potrafił, no, po prostu patrzeć na problemy systemu i reformować. I w końcu oczywiście na końcu XVIII wieku udało się, ale trudno było. Nie, nie mówię, że nie było trudno, ale wojny, bunt Chmielnickiego, wojny z połowy XVII wieku. No, trzeci tom piszę i ma tytuł 'The Resilience of the Polish Republic". I to chodzi o to, co mieli, bardzo ważne było tę ideę republiki obywatelskiej. I jak powiemy, że to nie było możliwe w XVII wieku, patrz na wyspy. Antoni Mączak powiedział. Jak się czyta Defensor Poloniae Opalińskiego opublikowane w 48 roku. On pisze, że nie musimy mieć w Polsce toporu angielskiego, bo nasze prawo ma królów. Ich na ich miejscu niepotrzebne są takie barbarzyńskie rzeczy u nas. Dzisiaj patrzymy na to i myślimy, aha, no on to pisał właśnie w 48 roku. Bo my wiemy, co było później. I ja sądzę, że Władysław chyba nie był królem republikańskim jak jego ojciec, że on chciał być monarchą, tak jak gdzie indziej w Europie i nie zrozumiał tak jak, moim zdaniem, Zygmunt rozumiał, że musi mieć ekipę rządzącą, którzy potrafili wygrać opinię publiczną. Żeby przedstawiać jako monarchia legalna. Oczywiście będą radykałowie narzekać. Ale szlachta w ogóle nie chciała mieć żadnej anarchii. Chcieli, jak powiedzieli, majestat, dostojność królewska musi być broniona. Obrona musi być tego majestatu. Król musi rządzić. To jest to. Dlaczego mamy królów? Od początku oczywiście Zygmunt miał kłopoty, bo był także królem Szwecji. Ale kto chciałby mieć wtedy Piasta? Wszyscy wiedzieli, by w pierwszej elekcji chyba 36 kandydatów zostało mianowanych. Czy coś takiego. I nikt nie chciał. Dopóki Wiśniowiecki Ale to były inne czasy. Więc ja nie chcę pisać hagiografii Zygmunta czy systemu, że system był wspaniały. Nie był, ale miał szanse, moim zdaniem. Szczególnie pod panowaniem Zygmunta, bo mieli Henryka. Batory nie był zbyt popularny pod końcem jego panowania, bo chciał mieć kolejną wojnę, kolejne wojny przeciwko Rosjanom, przeciwko Turkom. Szlachta nie chciała. My będziemy obronić Rzeczpospolitą. Ale nie chcemy mieć wojny takie poza. I tak jak my dzisiaj. Jak piszę i my w Wielkiej Brytanii mamy 2% na obronę. A wy w Polsce więcej.

[Prowadzący] Prawie 5.

[Prelegent] Prawie 5. Potrzebne, ale to są podstawowe kłopoty. System konsensualny, gdzie mamy parlament. I bardzo dobrze, że mamy. Polacy byli dumni i Litwini. I Rusini nie chcieli mieć cara żadnego. I to było właśnie z powodu tej koncepcji republikańskiej. My chcemy mieszkać w republice, a nie w królestwie absolutnym.

[Słuchacz] A jaką Pana zdaniem rolę odegrała w problemach Rzeczypospolitej kwestia religijna? Czy unia kościelna była zdaniem pana błędem, który miał długotrwałe konsekwencje, bo w porównaniu z Batorym było to chyba gorsze? Batory potrafił znaleźć jakieś modus vivendi z prawosławnymi, nawet z Kozakami. Ale Zygmunt chyba nie. I potem doprowadziło to do licznych powstań kozackich, do powstania Chmielnickiego też.

[Prelegent] O tym będę pisał w tomie trzecim. Oczywiście jest cały rozdział w tomie drugim o unii. Oczywiście religia była największym kłopotem tego systemu, ale patrzmy na Europę wtedy. W książce piszę o czymś, co nazywam katolicyzm republikański. To znaczy, no to co Polacy Litwini robili w 69 roku i w latach 70. To była na skalę europejską rewelacja. Bo to była rewolucja konstytucjonalna, ale to nie była rewolucja sekularna, że polityka jest ważna. Konfederacja warszawska. Nie chcemy walczyć o religię. Patrzcie na Francję: osiem wojen w ciągu od 1562 roku do pokoju. Edykt nantejski. I wiedzieli to i bardzo ciekawe jest to, co się stało z religią podczas rokoszu. Te artykuły o religii sandomierskiej są bardzo ciekawe. I kto wygrał coś z rokoszu? Właśnie prawosławni, bo Zygmunt na sejmach, on powiedział, OK, ja nie będę, oczywiście hierarchia nie będzie, ale macie prawo istnieć. Oczywiście kłopoty z unią są bardzo trudne, ale każdy system w XVII wieku miał kłopoty z religią i to była tragedia Rzeczypospolitej. Ale on był tolerancyjny. Kłopot polegał na tym, że biskupi katoliccy byli w senacie i oczywiście oni jako grupa byli stronnikami mniej więcej króla katolickiego. Ale pod koniec życia on nie mógł, ale Władysław, compositio inter status, w 32 roku to już było, ale progres konfederacji nie był możliwy. Ale do buntu Chmielnickiego można by było to w miarę, system mógł to, jak to powiedzieć, skontrolować, ale po Chmielnickim to za późno i tragedia.

[Prowadzący] Jak to z Polską nowożytną kończymy jakimś takim smutnym, smutną konkluzją.

[Prelegent] Niestety.

[Prowadzący] To ja sobie pozwolę na dwie takie metarefleksje, do których mnie sprowokowałaś. Pierwsza jest taka i dotyczy Antoniego Mączaka. On, jak państwo wiecie być może, pisał o podróżach w czasach nowożytnych, o relacjach z podróży.

[Prelegent] Tak.

[Prowadzący] I tak. Jeden z jego uczniów i mój kolega bardzo dobry, kiedyś rozpatrywał zresztą te same, niektóre jeszcze inne, ale te same źródła, które rozpatrywał Mączak. I taki pełen dramatyzmu mówi mi tak: "słuchaj, ja dochodzę do innych wniosków niż on". Ale mówi mi to tak prawie na ucho i ze strachem. A ja wtedy byłem taki młody i bezczelny, i powiedziałem, wiedziałem, że profesor jest tam w czternastce. No więc mówię, poczekaj chwileczkę, stukam do tej czternastki i wchodzę, i mówię tak: "panie profesorze, Marek mówi, że dochodzi na tych samych źródłach do innych konkluzji niż pan". A na to Mączak mówi tak: "To wspaniale. Natychmiast go tu przyprowadź". I potem z nim normalnie rozmawiał. Więc to jest tak. Nie tłumacz się, że jesteś inaczej. Bardzo dobrze to odczytałeś intencje Antoniego i to jest jedna rzecz. A druga też taka meta refleksja. No bo tu mówimy prawo, te zasady. Ja nie zgodzę się, że to jest konstytucja, artykuły henrykowskie, ale no takie zasady, powiedzmy podstawowe, leges fundamentales, ale tak naprawdę o wszystkim decyduje i w XVI wieku, i w parlamencie brytyjskim, wszystko jedno, czy będziemy w XIII, czy będziemy w XXI wieku. I dzisiaj o wszystkim tak naprawdę decydują cnoty republikańskie, bo to są takie postacie jak cyncynat, prawda, i tak dalej. Wiemy, jak się Republika Rzymska skończyła. I Cezarem okropnym, który to wszystko rozwalił, prawda, i Kaligulą, i jeszcze gorszymi.

[Prelegent] Wiedzieli, że Republika Rzymska tak się skończy.

[Prowadzący] A cała dawna Rzeczypospolita jest takim wielkim paradoksem polegającym na tym, że w budynkach w stylu włoskim chodzą ludzie ubrani po turecku w ubrania przywiezione przez Ormian i mówią po łacinie, że są Rzymianami. I wbrew pozorom ma to sens. I do pewnego momentu.

[Prelegent] Dumni z tego, że nie byli w imperium romańskim.

[Prowadzący] Tak, tak właśnie, że to res publica. Do pewnego momentu to miało sens. Do tego, tak jak dochodzisz, do tego momentu do 1632 przynajmniej, może jeszcze trochę dalej. A potem stało się już tylko taką ponurą farsą. Historia opowiadana powtarzają się po raz drugi, powtarza się jako farsa. Bardzo Państwu dziękuję za uwagę. Bardzo dziękuję profesorowi.

[Prelegent] I również dziękuję.

Dane o obiekcie

Opis

Panowanie Zygmunta III przez długi czas było postrzegane jako kluczowe dla rozwoju politycznego Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Sam Zygmunt przez lata był obiektem krytyki ze strony historyków oskarżających go o negatywny stosunek do systemu politycznego Rzeczpospolitej oraz o ambitne plany jego obalenia i wprowadzenia monarchii absolutnej.

Jednak nowsze badania podważyły to, co nazwano czarną legendą Zygmunta, a twierdzenia, że dążył on do realizacji takich planów, Edward Opaliński określił mianem „absurdalnych”. Niemniej wiele z tradycyjnych interpretacji przetrwało, w szczególności w odniesieniu do ocen rokoszu sandomierskiego, który nadal jest szeroko interpretowany jako zakończony impasem, jeśli nie całkowitą porażką partii regalistycznej skonstruowanej przez Zygmunta w celu nie wprowadzenia monarchii absolutnej, ale wzmocnienia monarchii, chociaż nie zawsze jest jasne, co to może oznaczać.

Podczas wykładu prof. Robert Frost przeanalizował powyższe zagadnienia i postawił tezę, że Zygmunt stworzył nie tyle partię regalistyczną, ale rząd republikanów poświęcony wzmocnieniu nie monarchii, ale republikańskiego systemu rządów ustanowionego w rewolucji konstytucyjnej z lat 1569-1576. Rokosz oznaczał koniec długiego okresu koniecznego dostosowania się do radykalnych zmian dokonanych po śmierci Zygmunta Augusta. Nie była to porażka rządu, ale znaczący sukces wizji monarchii republikańskiej, którą popierał Zygmunt i jego ministrowie, oraz miażdżąca porażka jej radykalnych przeciwników.

Wykład pamięci prof. Antoniego Mączaka

Profesor Antoni Mączak (1928–2003) był wybitnym znawcą dziejów Rzeczypospolitej i historii powszechnej, autorem pionierskich opracowań dotyczących bilansu handlowego szlacheckiej Rzeczypospolitej, nieformalnych struktur władzy oraz dziejów turystyki. Przez całą karierę naukową związany był z Instytutem Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego, a w latach 1980–1987 pełnił funkcję jego dyrektora. Antoni Mączak był Mistrzem całego pokolenia historyków zajmujących się dziejami Rzeczypospolitej. Profesor widział jej dzieje na tle ówczesnej Europy. Znajomość wielu języków obcych pozwalała mu nawiązywać szerokie kontakty z badaczami z różnych krajów. Od 2004 roku organizowane są wykłady ku pamięci Antoniego Mączaka. W tym roku wykład po raz pierwszy odbędzie się w Muzeum Historii Polski. Wśród dotychczasowych prelegentów znaleźli się m.in. Peter Burke, Maurice Aymard, Jan Luiten van Zanden, Jan de Vries, Knud Jorgensen, Larry Wolff.