Zygmunt I Stary - Bona Sforza, Stańczyk i złoty wiek
Muzeum Historii Polski (producent);
19/06/2025
Klasyfikacja praw autorskich
Transkrypcja
[Prowadzący] Panujący w latach 1507-1548 Zygmunt I okazał się najdłużej żyjącym polskim królem. Doczekał 81 roku życia oraz przydomka, pod jakim go pamiętamy. Zygmunt Stary. Król nierozerwalnie złączony z Wawelem, panujący na nim przez ponad pół życia, władca świetności potęgi jagiellońskiej Polski, król złotego wieku, a może jednak bardziej pozłacanego ze względu na niewykorzystane możliwości i zaniechania z budowy prawdziwej politycznej potęgi? Czy taka ocena jest słuszna? Dziś porozmawiamy o panowaniu przedostatniego z Jagiellonów, a naszym gościem będzie profesor Hieronim Grala. Zachęcam widzów i słuchaczy do subskrybowania kanału tak, aby nie przegapić kolejnych odcinków tej serii. Zapraszam także do głosowania w rankingu na najlepszego Króla Polski z okazji 1000-lecia koronacji pierwszego króla, Bolesława Chrobrego, Muzeum Historii Polski zaprasza do wspólnego stworzenia Rankingu Królów Polski. Wybierz swojego ulubionego władcę. Więcej o rankingu na stronie ranking.muzhp.pl. Link w opisie poniżej.
[Prowadzący] Część pierwsza: Zygmunt Młody. Dzień dobry, mówi Cezary Korycki. Państwa i moim gościem jest profesor Hieronim Grala z wydziału Artes Liberales Uniwersytetu Warszawskiego. Dziś przenosimy się w czasy złotego wieku. Dzień dobry, panie profesorze.
[Gość] Dzień dobry panu. Dzień dobry państwu.
[Prowadzący] Panie profesorze, zadam to pytanie, które na pewno intryguje słuchaczy podcastu, ponieważ ja przyznam, że pana kojarzę doskonale ze spraw rosyjskich, z komentarzy związanych i z historią Rosji, i też z poprzednich odcinków, które mieliśmy okazję realizować, z komentarzy dotyczących dzisiejszej sytuacji, jakkolwiek ona by nie była skomplikowana i zawiła. A dziś będziemy rozmawiać o Rzeczpospolitej. Więc moje pytanie numer 1 brzmi: to jest pierwsza miłość pana historyczna, pierwsza miłość, złoty wiek i okres Rzeczypospolitej?
[Gość] Nie. Moją pierwszą miłością historyczną, jak pewnie przeważającej części tych, którzy wybierają studia historyczne, tak przynajmniej było w moim pokoleniu, była oczywiście epoka napoleońska. Zresztą jak tu nie zajmować się epoką napoleońską? Tak mi się wtedy wydawało, jak rodzona siostra mojej mamy idzie za Kozietulskiego, a na cmentarzu Powązkowskim leżą Rudniccy, artylerzyści Księstwa Warszawskiego. Ale nie, przyjście na studia historyczne spowodowało, że mnie moja pierwsza miłość wywietrzała natychmiast. Ja potem zajmowałem się Rusią, średniowieczną Rusią Halicko-Wołyńską, aż wreszcie, kiedy zacząłem szukać tematyki do doktoratu, pojawiła się Moskwa. Nie ma możliwości zajmowania się Moskwą bez zajmowania się równocześnie kontekstem polsko-litewskim i Rzeczpospolitą. Podobnie, na co uczulam także co poniektórych kolegów, nie ma szans na kompetentne zajmowanie się polityką państwa polsko-litewskiego, kompetentne zajmowanie się Rzeczpospolitą bez znajomości materiału rosyjskiego i szeroko pojętego wschodnioeuropejskiego. No i tak się to złożyło, że kiedy pisałem moją rozprawę doktorską o czasach Iwana Groźnego, to kontakty dyplomatyczne między państwem jagiellońskim a Moskwą były moim chlebem powszednim. A potem pojawił się wątek nieco wcześniejszy, który towarzyszy mi do dzisiaj, a mianowicie wątek tego, co naprawdę nam się za Jagiellonów udało, czyli propagandy orszańskiej, bitwy pod Orszą i wykorzystania wiktorii niewykorzystanej militarnie, ale pięknie wygranej na polu dyplomatycznym i propagandowym. No i ta Orsza, o której pierwszy raz napisałem coś w roku 90., w różnych aspektach towarzyszy mi do dzisiaj, ponieważ ostatnia moja publikacja związana z tą propagandą antymoskiewską, a więc także orszańską, ukazała się w roku ubiegłym. Była związana ze znanym działaczem epoki zygmuntowskiej, z Janem Dantyszkiem, który odegrał niemałą rolę w nakręcaniu tej antymoskiewskiej propagandy. Więc ta Moskwa po prostu harmonijnie łączy się z historią państwa polsko-litewskiego. Kiedy zacząłem zajmować się wiekiem XVII, no to Moskwa już wchodzi w nasz świat z butami przecież. To Smuta, to wojny o Ukrainę. No więc jest, jest cały czas, jedno z drugim jest połączone. Zajmując się Rosją, nawet sprawami wewnątrzrosyjskimi, nigdy nie mogę tracić z oczu kontekstu polsko-litewskiego, skoro nie traciła go z oczu elita kremlowska i kolejni posiadacze kołpaku monomacha.
[Prowadzący] Tak że, szanowni państwo, ze względu na szerokie zainteresowania naszego dzisiejszego gościa, to zachęcam do giełdy pomysłów, ponieważ z panem profesorem będziemy jeszcze realizować w przyszłości odcinek o królu Aleksandrze. Natomiast giełda pomysłów polega na państwa propozycjach, jaki to temat związany, bo mi się lampka zapaliła, jak usłyszałem o tej Orszy. I może bym pana namówił na rozmowę o dokonaniach militarnych Jagiellonów. To byłaby ciekawa sprawa.
[Gość] Z przyjemnością, zwłaszcza, że ja kiedyś nawet pisałem książkę niewielką dla ówczesnej Bellony, o bitwie pod Orszą, która to książka nigdy nie została sfinalizowana, ale nie z mojej winy i nie z powodu mojej opieszałości, tylko ze względu na jednostronne wycofanie się wówczas przez wydawcę z warunków umowy. Część tam gdzieś leży w maszynopisie, a temat jest dla mnie fascynujący. Zresztą, jak tu wspominałem panu poprzednio, w ubiegłym roku miałem ogromną przyjemność i zaszczyt otwierać konferencję orszańską zorganizowaną przez Ministerstwo Obrony Litwy z okazji 510 rocznicy wiktorii orszańskiej w Wilnie właśnie wykładem o międzynarodowym kontekście kampanii orszańskiej i międzynarodowym kontekście propagandy orszańskiej. Orsza jest niesłychanie dla nas ważna.
[Prowadzący] Przenieśmy się zatem do czasów Zygmunta I, zwanego później, pod koniec panowania Zygmuntem Starym. Zacznijmy od młodości. Zdaje się, że Zygmuncikowi, jeśli tak mogę nazwać Jagiellona, nie śniło się chyba o tym, że kiedykolwiek włoży na głowę koronę. W końcu był ósmym dzieckiem Kazimierza Jagiellończyka i Elżbiety Rakuszanki. Jak wygląda młodość Zygmunta?
[Gość] Skromnie, a pewnie jeszcze i na początku dosyć surowo, bo chyba miał sześć, nie więcej niż siedem lat, jak go oddano na nauki do coraz bardziej stetryczałego i antypatycznego kanonika Jana Długosza, o którym jak już rozmawialiśmy przy okazji Jana Olbrachta, który miał zwyczaj hołdować staropolskiej zasadzie wychowawczej, że "różdżką dziateczki Duch Święty bić radzi, różdżka nigdy nie zawadzi". Krótko mówiąc, najmłodszy z braci najkrócej zapewne pobierał nauki u kanonika, no ale pewnie tą rózeczką też czasem obrywał. Tak czy inaczej był tym juniorem, dla którego w zasadzie trudno było wymyśleć i przewidzieć cokolwiek. Mając zresztą tylu synów, Kazimierz Jagiellończyk, no i bardzo zapobiegliwa matka Elżbieta Rakuszanka, imali się różnych pomysłów, żeby zagospodarować to potomstwo. Najstarszy dosyć szybko zostaje wypchnięty z ojczyzny i z ojcowizny, bo Władysław dostaje tron czeski, drugi w kolejności późniejszy święty, Kazimierz, w pewnym momencie jest przewidziany na tron węgierski, nawet jest wyekspediowany na Węgry. Niczym dobrym to się nie kończy. On potem w atmosferze pobożności odejdzie z tego świata bardzo wcześnie na gruźlicę. Potem mamy tych dwóch starszych braci Zygmunta, czyli Jana Olbrachta i Aleksandra, których dzielą dwa lata różnicy, jeżeli chodzi o narodziny. Jan Olbracht w zasadzie byłby przewidywany do objęcia korony, jeżeli ma być utrzymana dynastia Jagiełłowa w Polsce. No ale w pewnym momencie, jak już rozmawialiśmy, jest jego własny pomysł, że może jednak Litwa, no bo mu się śpieszy. No ale na Litwie zostaje osadzony Aleksander. Jan Olbracht po nieudanej próbie opanowania tronu węgierskiego, który zajmie brat Władysław, jest jakby w koronie, więc zostaje potem polskim królem. No i zostaje dwóch najmłodszych. Zostaje Zygmunt i Fryderyk. Fryderyk od dawna przecież przeznaczony do stanu duchownego. Zresztą osiągnie wszystko, co można tutaj, w naszej jagiellońskiej rzeczywistości, bo przecież będzie kardynałem. Zresztą odejdzie w miarę z tego świata stosunkowo szybko. No i Zygmunt. Zygmunt, gdzie w żadnej konfiguracji dla niego nie ma nic. W Polsce żadnego udziału mu się nie wydzieli. No bo korona jest niepodzielna. Na Litwie panowie litewscy nie zgodzą się na nic takiego. Ilość pomysłów na to, jak można zabezpieczyć Zygmunta, zanim on sięgnie po koronę polską i mitrę wielką książęcą, jest po prostu gigantyczna. I w większości są to pomysły egzotyczne. Czego tutaj nie było. Przy Olbrachcie jeden z pomysłów hospodarstwo mołdawskie na przykład. Inny wątek to próba wykrojenia mu dziedzictwa z Wielkiego Księstwa na Rusi. Kijów. Pomysł na Kijów dobrze widziany w Koronie jest pomysłem fatalnie widzianym na Litwie. Z jednej strony dlatego, że ciągle istnieje jeszcze w Wielkim Księstwie ta linia domu Giedymina, a raczej Olgierda, która już spiskowała przeciwko Jagiellonom, czyli Olelkowicze, którzy byli związani przez dłuższy czas z Kijowem jako swoim nadziałem, swoją dzielnicą. Pozbawieni tego za spiskowanie. No, nie zapomnieli o tym. A tutaj Zygmunt jako potencjalny kandydat na objęcie tronu w Kijowie. Ale to jest jeszcze pół biedy. Gorszym aspektem jest protest strony rosyjskiej moskiewskiej. Kiedy zaczynają się pogłoski pojawiać o tym, że Zygmunt mógłby dostać Kijów, interweniuje u swojego zięcia Aleksandra Jagiellończyka. Jego teść z Moskwy, Iwan III Srogi, przestrzegając córkę zresztą, Helenę Iwanownę, że to jest spisek, który ma umniejszyć ich dziedzictwo. I nie wolno się na to zgadzać. Nawiasem mówiąc, teść sam dybie na ten Kijów, bo to jest przecież ciągle historyczna macierz grodów ruskich. Ale te pomysły to nie jest wszystko, bo przecież jest jeszcze pomysł przeniesienia, to za Olbrachta, kolejny pomysł, przeniesienia zakonu krzyżackiego na jakieś Podole albo nad Dniestr i zrobienia z Zygmunta gubernatora w połączonych Prusiech na przykład. Kolejny pomysł. Inny pomysł to już pomysł zupełnie z piekła rodem, że zrobimy z Zygmunta szefa zaciągniętych tutaj za pieniądze weneckie kondotierów, których wyślemy do Italii, żeby posiłkowali Wenecję przeciwko Osmanom. Tych pomysłów jest gigantyczna ilość, tylko one się nie przekładają na nic. Tak naprawdę jedynym, który pochyli się nad losem juniora i przyłoży maksimum wysiłku do zaopatrzenia juniora, jest najstarszy z braci, teoretycznie najbardziej oddalony, czyli Władysław Węgierski, który udzieli mu gościny, a w zasadzie schronienia na swoim kwitnącym, zresztą wtedy arcyeuropejskim dworze budzieńskim, który decyduje się zaopatrywać go w stałą lafę, stałe uposażenie. Negocjuje z braćmi zrzutkę na juniora, a ostatecznie daje mu to, co pozwoli już nie takiemu małolatowi przecież, wprawiać się w rządzeniu, bo daje mu po prostu uposażenie na Śląsku. Daje mu Księstwo Głogowskie i Opawskie i daje mu namiestnictwo na Łużycach. To zresztą jest chyba dobra szkoła, tak samo jak pobyt na tym dworze węgierskim w złotej Budzie, jak i namiestnictwo w tak zróżnicowanym, ale ważnym, newralgicznym dla regionu obszarze. To jest dobra szkoła polityczna dla Zygmunta. Zygmunta, który poza wszystkim innym, jest człowiekiem zrównoważonym, spokojnym, pilnym, skłonnym się uczyć. I on się uczy, odziedziwszy to Księstwo Głogowskie po starszym bracie, bo przecież Olbracht przez pewien czas miał to jako swoje uposażenie, zanim został królem i powinien był to zwrócić Władysławowi. Nie bardzo miał chęć się wyrzec tych swoich apanaży śląskich, ale on tam nigdy nie był. On tam rządził przez swojego namiestnika, przez Kankowskiego, i o tych rządach Ślązacy mówili, że to był straszny okres, grabież, łupież i tak dalej. Po czym przychodzi junior, pacyfikuje nastroje, porządkuje prawodawstwo, cła, ustanawia mennicę, inwestuje. I to jest potem przez stulecie wspominane jako błogi okres dla dzielnicy. Wspaniale sobie z tym poradził.
[Prowadzący] Wydaje się, że biografię Zygmunta Jagiellończyka można podzielić, to jego dość długie życie, ponad 80-letnie życie można podzielić na dwa etapy. Pierwszy etap przed włożeniem korony, drugi już jako króla. I tu pojawia się ciekawy aspekt związany z życiem czy uczuciowym, czy rodzinnym. Może tak pozwolę sobie nazwać Zygmunta, ponieważ błędne jest nasze przeświadczenie, że miał tylko jednego syna Zygmunta Augusta, ostatniego z dynastii Jagiellonów. Tam były jakieś kobiety w jego życiu, o których musiał zapomnieć. Nawet zdaje się, że był związany z jakąś kobietą, nie stanu szlacheckiego, co dla mnie jest już zupełnie szokującą sprawą.
[Gość] No, to jest wątek. Znaczy my wiemy o trzech kobietach w życiu Zygmunta, co pozwala nam go na tle takich aktywnych na tym polu braci jak Jan Olbracht czy kardynał Fryderyk uznać za bez mała abstynenta, zwłaszcza, że żył długo. Trzy kobiety w jego życiu. Wszyscy pamiętamy o jego drugiej żonie, o królowej Bonie, mniej pamiętamy o jego pierwszej żonie Barbarze Zápolya, a zupełnie zapominamy o tej, która mu towarzyszyła przez wiele lat, jego, powiedzmy to, mówiąc językiem oświecenia, oficjalnej metresie Katarzynie Telniczance, co do której jest dyskusja, czy ona była niskiego stanu, czy jednak była szlacheckiego pochodzenia. To jest ten problem właśnie Telnic i Ochstat. Ale tak czy inaczej osoby, która mu towarzyszyła przez wiele lat. No proszę pamiętać, że kiedy wchodzi na polski i litewski tron Zygmunt, to jest to przecież mężczyzna, wówczas już 40-letni, to jest czterdziestolatek, który do tego czasu nie jest żonaty. Były jakieś różne pomysły ożenienia go, ale to wszystko było bez znaczenia. Nie był żadną partią, nie miał nic tak naprawdę. A on sobie stworzył swoje własne, normalne, domowe życie. Telniczanka z nim jeździ, Telniczanka mu towarzyszy, Telniczanka jest ujęta w rachunkach jego kolejnych dworów. Nie ulega wątpliwości, że do Telniczanki dobrze odnosi się jego goszczący go brat Władysław. Mamy pośredni dowód tutaj pewnej współpracy, że Zygmunt ma z Telniczanką trójkę dzieci. I tutaj na przykład wydanie jednej z córek Zygmunta za francuskiego arystokratę Montforta, prawda, francusko-niemieckiego w tym momencie akurat, należało powiedzieć, jest bez wątpienia w jakiś sposób utkane przez kontakty Władysława. Mamy takie przekonanie, że te dzieci Telniczanki były w pewnym momencie wychowywane na wsi przy dworze Władysława. Więc jest oficjalną metresą, ma oficjalny status i co więcej, o czym naprawdę warto pamiętać? Przecież Zygmunt Stary tych dzieci się nie wyprze. Zygmunt Stary te dzieci zaopatrzy. To nie chodzi o to, że on da pieniądze na ich utrzymanie. Syn z tego małżeństwa uzyska oficjalny status, uzyska tytuł Jan z Książąt Litewskich. Tutaj korona nie ma nic do gadania, bo przecież dynastia jest litewska. Jan z Książąt Litewskich, załatwia się mu karierę duchowną, to jest biskup wileński, a potem poznański, to jest biskup wileński. Jeżeli wpisze go pan w poczet biskupów wileńskich, to po pierwsze jest to prymas Litwy, po drugie, przypominam, że tam będziemy mieli takie postacie na tym stolcu biskupim, jak na przykład Paweł książę Holszański. I tak dalej. Więc to jest to jest kariera, to jest kariera. Nawiasem mówiąc, pod wieloma względami w ojca poszedł nie tylko, jak opisy wskazują, był krzepkiego zdrowia i okazałej postaci, ale na przykład był znakomitym administratorem i ekonomistą, co z kolei spowodowało, że chociaż z książąt litewskich, to będzie miał problemy z elitą litewską, bo będzie na tyle działał w interesie dynastii i ojca, współpracując z jego ostatnia żoną, bo współpracował dobrze z Boną, że ci Litwini to się po prostu modlili, żeby go im z tego Wilna zabrać. A on też miał dosyć użerania się z Radziwiłłami, Gasztołdami i tym podobnymi. Miał jeszcze jeden talent, którego w tym rodzie nie wszyscy mieli w nadmiarze. Znakomicie pomnażał majątek wysłany na Litwę jako biskup. Zbudował w szybkim czasie podstawę ekonomiczną swojej działalności. Taką, że jakieś tam majątki Kiszków czy Chodkiewiczów były mniejsze po prostu błyskawicznie. Dlatego też musiał się znakomicie rozumieć z nieformalną i nieoficjalną macochą, którą była królowa Bona, ponieważ no rzeczywiście on współpracował, wymieniał z nią dobra, odstępował jej dobra i tak dalej. Ktoś taki, kto bez wątpienia cieszy się opieką ojca, bo widzi pan, Zygmunt Stary był rodzinny, był stateczny i rodzinny, mając po kolei trzy kobiety. Za każdym razem spełniał ten ideał, który po rusku nazywał się "adno lub" [одну люби], był z tą kobietą i żadną inną. Dlatego też nie zapadł na żadną z przypadłości, na które chorowało dwóch albo trzech jego braci. Do śmierci zachował znakomite zdrowie fizyczne.
[Prowadzący] Część druga: Władca Imperium, ale pod butem małżonki.
[Lektor] Urody był to pan krasnej i siły wielkiej, tak iż powrozy targał, podkowy łamał. Niewiele rad mówił, ale z baczeniem. W czepcu za młodu chadzał, włosy długo nosił, brodę postrzygał. W lecie w wieńcu różanym rad chodził bez czapki.
[Prowadzący] Tak o władcy pisał Marcin Bielski. Oczywiście co innego miał pisać. Wiadomo, jest to pewnego rodzaju hagiografia, ale chyba z tego, co usłyszałem wcześniej wnioskuję, że w tych relacjach jest ziarenko prawdy. I ten zachwyt, który pan, którego Pan tutaj nie ukrywa, jest chyba uzasadniony, że ten Zygmunt był jakimś naprawdę wyjątkowym człowiekiem w swojej osobowości. Później też w czasie panowania jedynie w te łamanie podków tak bym powątpiewał.
[Gość] Bez wątpienia był człowiekiem spokojnym i zrównoważonym. Bez wątpienia. Wie pan, jak się 40 lat, będąc z rodziny mającej 1/3 kontynentu, cały czas czeka na jakiś skromny nadział, on się nauczył czekać, on się nauczył być cierpliwym i gospodarować czasem. On również, tak mi się wydaje, to jest moja prywatna supozycja, nauczył się do maksimum wykorzystywać to, co ma i nauczył się cieszyć tym, co ma. Ta jego pierwsza nieoficjalna rodzina była bez wątpienia dla niego źródłem stabilizacji i radości. Związek braterski, mocny z najstarszym bratem był dla niego niesłychanie ważny. I to jest widać. Troska o dzieci jest widoczna. Lojalność wobec współpracowników jest widoczna. Ale to jest również rycerski pan, bo my tu mówimy o jego parametrach fizycznych. Ale to jest ten sam monarcha, który nie waha się przez moment ani w odwrocie olbrachtowym, ani nie waha się w czasie działań zbrojnych przeciwko Moskwie w 1507-1508. To jest ten sam monarcha, który tak naprawdę współdowodzi, jeżeli nie dowodzi generalnie w polu. W czasie kampanii orszańskiej zabezpieczasz stołeczne Wilno, ale stojąc w obozie pod Borysowem nie uchyla się od działań zbrojnych. To jest monarcha, który ponosi odpowiedzialność także jako dowódca. Lubi łowy, więc jest sprawny fizycznie. Jak widać lubi ryzyko. Co nie wyszło dynastii na zdrowie, bo jak wiadomo, no jednak słynny niedźwiedź, polowanie na niedźwiedzia i w jego następstwie poronienie drugiego syna przez królową Bonę, ściągnęło na nią, na dynastię, bezdzietność, bezpłodność na Bonę. No ale tym niemniej, no mamy do czynienia z człowiekiem, który sobie ceni przyjemności, Ci, którzy sobie ich nie odmawia, ale jednocześnie wykonuje godnie i starannie wszystkie obowiązki, prowadzi zdrowy. Powtarzam raz jeszcze tryb życia. Łaźnie lubił. Na przykład nie jest prostakiem, bo ma rozległe ambicje. Ambicje artystyczne. Wie pan, on po prostu jest sympatyczny. On jest sympatyczny. Proszę zwrócić uwagę, że miarą inteligencji monarchów tego okresu jest autorytet i sława ich trefnisiów, ich błaznów. Kim jest Stańczyk? Błazen starego króla. To jednak połączenie w pamięci, w tradycji polskiej króla i błazna, znakomicie się dogadujących. Króla traktującego Trefnisia jako superwizora. Ja bym powiedział. To też nam coś mówi o tym monarsze. A wdzięczność wobec braci, chociażby ufundowanie tych pięknych nagrobków i tak dalej. Z własnych środków. Wiele tutaj jest rzeczy, które po prostu budzą sympatię.
[Lektor] Ale cóż, dobry Boże mówić, ze starym królem jest to samo, co nie mówić z nikim. Król nie ma własnej woli. Tak jest na wędzidle trzymany. Wszystko ma w ręku swoim Królowa Bona, ona jedna całym państwem rządzi, wszystkim rozkazy daje. I tak już naprzykrzyła się wszystkim przedniejszym panom i szlachcie, że ledwie potrafią znieść ją do końca życia starego króla.
[Prowadzący] To jest ciekawy cytat O pozycji królowej Bony na dworze pisał jej bądź co bądź rodak Giovanni Marsupin. Czy to jest słuszne twierdzenie? Czy to jest jakaś znowu dziwna propaganda właśnie rodaka Bony? Może to jest jakaś obiegowa opinia wykreowana. Przypomnę, że Bona przybywa na Wawel z Bari w roku 1518 i Bari. To ciekawe skojarzenie. Dla mnie ciekawe skojarzenie, bo to jest akurat to miejsce, gdzie jest ten włoski obcas z Półwyspu Apenińskiego, więc tutaj może królowa wzięła pod obcas swojego małżonka.
[Gość] Ja myślę, że w historii dynastycznej Korony Polskiej niewiele jest postaci, do których przylgnęła by tak gigantyczna ilość mitów. Ja już nie mówię o pomówieniach, ale wiele mitów momentami niesprawdzalnych. Nawiasem mówiąc, one rodzą się w sposób dosyć prosty. Zechciał pan redaktor tutaj powiedzieć Marsupin, rodak Bony, więc powstałoby wrażenie, że jak rodak Bony tak o niej pisze, no to jest to relata refero, jest obiektywne. No ale Marsupin jest agentem Habsburgów, więc on pisze to nieżyczliwie, pisze nieżyczliwie pisze to Marsupin, który ma podobnie jak potem opat Cyrus i wielu innych dyplomatów habsburskich. Zapieczono wątrobę do królowej o różne rzeczy, na przykład o niechęć do mariaży swojego syna z kolejnymi Habsburżankami i o niedobre traktowanie przede wszystkim Elżbiety. Czy rzeczywiście wpływ Bony był tak przemożny i tak wielki? Wie pan, z tym wpływem Bony to jest tak jak z mitem, że przywiozła do Polski włoszczyznę. Jak pan przeczyta w jednym z najbardziej ogólnie dostępnych źródeł leksykograficznych, że Bona do Polski przywiozła marchew na przykład. I to jest włoszczyzna. No to pan się musi złapać w tym momencie za głowę. To co myśmy jedli? Szyszki? Przecież to włoszczyzna. Chodzi o coś zupełnie innego. Mamy rachunki dworu, mamy rachunki kuchni królewskiej z czasów Jagiełły i Jadwigi, i Kazimierza Jagiellończyka, i Zygmunta przed Boną i Zygmunta z czasów Bony i tak dalej. No, nie o to w tym wszystkim chodziło. No, bliższy przepraszam, to bliższy od tego rodzaju leksykografów do prawdy był w swoich wywodach o serze parmeńskim słynny felietonista starej Warszawy, czyli Stefan Wiechecki, który napisał o tym kiedyś opowiadanko takie małe, proszę pana, bo ona mogła dużo, ale nie wszystko. Po pierwsze, bo ona od początku do końca, od swojego przybycia do śmierci męża, bo okres po śmierci Zygmunta to jest inny okres w życiu, bo one nie ustawała w trudach budowania swojego stronnictwa, które będzie miało przemożny wpływ na Koronę i również na Wielkie Księstwo Litewskie. I przecież nigdy tego przemożnego wpływu nie uzyskała. W Koronie mogła sobie budować, powiedzmy, współpracę z takimi ludźmi jak marszałek Kmita czy, prawda, czy biskup Gamrat i tak dalej. Ale czy wpływy Szydłowieckich czy Tarnowskich były do pominięcia? Nie. Na Litwie próbowała różnych rzeczy. Na Litwie próbowała faworyzować pomniejsze rody, żeby osłabić oligarchę. Tam rzeczywiście potężną i silną. Czy skończyło to się jej sukcesem? No nie. Przegrała ostatecznie Radziwiłłami. To jest swoista zemsta losu, bo zadziwiła mnie. Rozgrywano w swoim czasie przeciw Gasztołdom grę. A już ukoronowaniem wszystkiego będzie małżeństwo Zygmunta Augusta z Barbarą Radziwiłłówną. Przeciwko któremu ona będzie potężnie oponować. Nie, bo ona odegrała dużą rolę. W moim przekonaniu największa rola Bony to jest rola gospodarcza. Rzeczywiście gigantyczne zasługi, jeżeli chodzi o pomiarę włóczną i stworzenie podstaw racjonalnej polityki fiskalnej, podatkowej w Wielkim Księstwie Litewskim. Ratowanie domeny hospodarskiej przed pazernością magnatów, wywłaszczeniem magnatów litewskich. Ale czy rzeczywiście jej determinacja tutaj była decydująca? Otóż ja osobiście jestem przekonany, że nie. I chcę powiedzieć, że na przykład kiedy mówimy o próbie budowania przez nią królewskiego stronnictwa na Litwie to forytowanie kandydatury syna, żeby został wielkim księciem jeszcze za życia ojca. A potem problem koronacji vivente rege w Koronie. To proszę sobie uświadomić, że w różnych sytuacjach i bezbronny Zygmunt Stary potrafił być władcą twardym i realizował swoje wbrew elitom swój punkt widzenia. Jest klasyczny przykład na Litwie, na Litwie istniały ograniczenia od czasów unii horodelskiej zapisane dla Rusinów i prawosławnych. Na rzecz Litwinów katolików. Jak powiedziałem, Zygmunt był człowiekiem wdzięcznym. Kiedy niefortunny, niegdyś pobity przez Moskwę nad Wiedroszą książę Konstanty Ostrowski ucieka z niewoli moskiewskiej, oddaje Jagiellonom wielkie usługi, bije Moskwę pod Orszą, jest Rusinem i prawosławnym. To, co robi wtedy, wbrew opinii litewskiej Zygmunt pozwala wbrew zapisom prawnym w drodze wyjątku, ale pozwala wybudować kniaziowi zwycięzcy dwie cerkwie prawosławne w stołecznym Wilnie. Nowe, ale co więcej, wprowadza go na czołowe miejsce w radzie hospodarskiej, czyli w senacie litewskim, mówiąc krótko w radzie monarszej. Kiedy podnosi się wrzask, że na województwo wileńskie i trockie nie może postąpić Rusin i schizmatyk, on mu daje ten urząd, mówiąc, że to jest w drodze wyjątku. To się nie podoba, ale mu daje, łamie opór możnych, Radziwiłły i Gasztołdy mają zmilczeć. Potrafił to zrealizować i w wielu różnych sytuacjach potrafił się uprzeć. Upór to pewnie miał po dziadku Jagielle.Rzeczywiście potrafił się uprzeć i realizował swoje. Czy naprawdę aż Bona była mu potrzebna, żeby się zorientować, o co chodzi w narastającym konflikcie w Koronie między możnowładztwem a szlachtą, problem obozu egzekucyjnego i tak dalej. Przecież Bona oczywiście jest osobą zdolną, szybko się uczącą, ale jest z innej rzeczywistości politycznej. Jakie doświadczenia tam Bari, Rosano? To jest drobiazg, ale ona jest ze Sforzów, prawda, Mediolańskich. Jakie doświadczenia mediolańskie są do przeniesienia nad Wisłę tutaj? No, jaki tam jest model społeczno-ustrojowy? On się boryka z pewnymi problemami i systematycznie je rozwiązuje. Jest wiele rzeczy, które budzą we mnie do niego sympatię. Chociażby na przykład to, że nawet utyskujący na złe traktowanie dziś właśnie agenci habsburscy, kiedy piszą o tym, jak królowa Bona źle traktuje synową, jak się odwraca od Elżbiety. Zygmunt August i tak dalej, jednak odnotowują, że stary król jest wobec nowej pełen ciepła, życzliwy. On po prostu taki był. On po prostu taki był. Dużo przeżył, dużo widział, dużo się nauczył, wiele zrozumiał. Mówiliśmy tutaj o tym, jak znakomicie administrował. To z tym swoim niewielkim apanażem. Wie pan, mówimy złoty wiek. Mówimy o wielkich inwestycjach. O wspaniałym Wawelu, jakie nam zostawił i tak dalej. A skąd środki na to? Jak przyglądamy się zapleczu finansowemu polityki Zygmunta Starego? To przecież w skarbcu ciągle były problemy ze środkami. Dochód z Litwy to w ogóle się rozpływał do czasów pomiary z Korony. Dopiero trzeba odzyskiwać królewszczyzny. Ta gospodarka jest dosyć nieracjonalna. On to wszystko jakby usprawnia. Ale tak czy inaczej wyzwania są wielkie. Ostatnia wojna z zakonem krzyżackim. Wojna orszańsko-smoleńska. Wojna starodubska, czyli to, na co król poszedł pierwszy od czasów Jagiełły i Witolda. Zwrot ofensywny w zmaganiach z Moskwą. Na to wszystko potrzebne są środki, prawda? I on jeszcze znajduje środki na inwestycje artystyczne. To jest maksimum, co można było wydusić z tych ograniczonych możliwości finansowych, A ile nam pozostawił? Jeszcze jest jedna sprawa. Dlaczego ja tutaj zażartowałem o tym uporze po dziadku. Jest jedno podobieństwo i to widoczne bardzo wyraźnie. Obaj rozumieli, jak z jednej strony ważny jest związek państwa polsko-litewskiego z Kościołem rzymskim. Ale obaj nie tracili z oczu roli i znaczenia żywiołu rusko-prawosławnego w państwie. I bardzo wyraźnie zabiegali o to, żeby ten żywioł był lojalny i zaopiekowany. Zygmunt Stary jest monarchą, który w świadomy sposób kreuje politykę kadrową Kościoła wobec Kościoła prawosławnego, dba o jego uprawnienia majątkowe i dobór na stolice biskupie, w rewanżu uzyskując niezaprzeczalną bezprzykładną wierność hierarchii prawosławnej. Jak kiedyś o tym pisałem, że te dyrdymały, które się czasem widuje także w polskiej historiografii, ja już nie mówię o rosyjskiej, o tym, że wojna z Moskwą to jest strach przed prawosławną, ruską i redentą to i tak dalej. Ruska, prawosławna i redenta, ta występująca przeciwko władzy Zygmunta to kniaź Michał Gliński, który jest katolikiem tatarskiego pochodzenia, a leją spiskowców panowie ruscy i prawosławni Ostrogscy, Chodkiewicze i tak dalej, i tak dalej. Co więcej, przez całe panowanie Zygmunta Starego hierarchia prawosławna metropolii kijowskiej nie tylko wspiera monarchę jako pana przyrodzonego, ale na przykład jak grozi wojna z Moskwą, to zajmuje się przygotowaniem pracy wywiadu pogranicznego. Biskupi jeżdżą po grodach i wymuszają od prawosławnej owczarni przysięgi na wierność Koronie i tak dalej. Pełna, pełna concordia. Pełna zgoda, pełna opieka i druga strona tego zjawiska, tego zrozumienia, co tu się dzieje. Zygmunt Stary, podobnie jak jego dziadek, rozumie znaczenie sukcesu propagandowego. Mieliśmy swój sukces dzięki Łaskarzom i Włodkowicom. Na Soborze w Konstancji mieliśmy klęskę paszkwilanta Firstenberga [?]. A co się dzieje za Zygmunta Starego? Grozi nam rozbiór monarchii. Jest tak zwany pakt Schinzenpaumera [?] Wiedeń, Moskwa. Cesarz się dogadał z Wasylem III. Wiadomo, jak będą dzielić. Liga z udziałem króla duńskiego Krzyżaków, książąt Rzeszy, hospodara mołdawskiego. Wygrywamy pod Orszą. I co robi król? Wygrywa to propagandowo w całym świecie chrześcijańskim. Rozsyła listy, gazetki ulotne, zamawia tryumf antyczny w Rzymie, który organizuje prymas Łaski, kardynałom rozsyła prezenty. Jeńcy moskiewscy, brodaci i o orientalnym wyglądzie rozesłali jako wiadome dowody tryumfu na dwory europejskie. Sojusznikom i wrogom ich wysyłamy. Sukces propagandowy jest tak wielki, że cesarz wycofuje się z porozumienia z Moskwą. Papież błogosławi zakon spacyfikowany. To nie jest ważne. Jest ważne, ale w tym momencie pozostaje to na drugim planie, że nie odzyskaliśmy wszystkich strat terytorialnych, ale rozwaliliśmy dzięki tym działaniom dyplomatycznym, propagandowym największą groźbę, jaka istniała nad państwem. I tu dochodzimy do dwóch moim przekonaniu największych osiągnięć króla Zygmunta. Pierwsze to to, co jest uznawane niekiedy za dowód jego krótkowzroczności, a mianowicie porozumienie z Habsburgami. Słynny pakt wiedeński, który jak się mówi, oddał Habsburgom trony Czech i Węgier i zlikwidował plany dynastyczne Jagiellonów. No na Boga, kiedy zawierano ten traktat, to Jagiellonowie jeszcze rządzili w Czechach i na Węgrzech i nic nie wskazywało, że za 10 lat ich nie będzie. Wręcz przeciwnie. Władysław Węgierski miał kontynuatora, miał następcę, miał Ludwika, więc w owym czasie było to niczym nie groziło. Natomiast ten pakt przypieczętował to dwie najważniejsze rzeczy. Od tego momentu Wiedeń już nie inwestował w przymierze z Moskwą i co więcej wycofał się ze wspierania zakonu krzyżackiego. I tu dochodzimy do drugiego sukcesu. Dyskusja ostatnio zresztą jubileuszowa, toczona. Czy Zygmunt się omylił, przyjmując Albrechta Hohenzollerna pod swoją opiekę jako lennika? Czy hołd pruski był błędem? Nie był błędem. Był wielkim sukcesem. Znowu zapominamy o tym, że państwo ma więcej niż jedną granicę. Kiedy Wiedeń się wycofał z przymierza z Moskwą, głównym sojusznikiem Moskwy, a wojna cały czas się toczy na Wschodzie, przecież głównym sojusznikiem Moskwy jest zakon. Przecież Albrecht Hohenzollern w czasie ostatniej wojny zakonu krzyżackiego z Polską zaciąga armie także za pieniądze, które dostanie z Moskwy. Tam są raporty o tych beczkach ze srebrem, które przychodzą, prawda? Co? Próby budowania koalicji? Otóż cesarz się trzyma od tego z daleka. Ostatecznie Albrecht zostaje osamotniony. W międzyczasie mamy sukces luteranizmu w Prusiech i nagle głęboko religijny polski król robi myk i wbrew opinii ultrakatolickich doradców przyjmuje pod opiekę heretyka, który jest w Rzeszy w zasadzie w tym momencie bez mała wywołańcem, bo się wyparł wiary rzymskiej. Przypominam, że w Europie kotłuje się w tym czasie konflikt potężny, religijny już. Czyli w gruncie rzeczy tanimi środkami zlikwidował sojusz prusko-moskiewski Definitywnie podporządkował Prusy Koronie, likwidując wszelkie aktualne i przyszłe pretensje cesarskie. I tak dalej, i tak dalej. To był mądry monarcha.
[Prowadzący] Część trzecia: król potężny, ale spolegliwy. Panie profesorze, no faktycznie, ta argumentacja, którą pan przedstawił, dotycząca chyba jednego z największych polskich mitów, powielanych bardzo chętnie w dzisiejszym w dzisiejszej dobie Internetu. I to oskarżanie króla o hołd pruski jest dla nas oczywiście przekonujące, bo sytuacja była znacznie bardziej złożona, niż nam się wszystkim do dzisiaj wydaje.
[Gość] Ja bym dodał jeszcze jedną rzecz. Że wobec króla, który tak czy inaczej złamał ostatecznie zakon, artykułowanie zarzutu, który powinno się adresować do jego następców, jest nieprzyzwoitością. Bo przecież nieszczęście polegało nie na tym, że król udzielił tego lenna pruskiego Albrechtowi, skądinąd swojemu siostrzeńcowi, o czym warto pamiętać? Że to wszystko, co jeszcze konteksty rodzinne i że potrzebne mu były pewne zabezpieczenia w Rzeszy. Ale problem polegał na tym, że to następcy króla zaakceptowali przeniesienie sukcesji z jednej linii Hohenzollernów na drugą. To nie z naszymi Hohenzollernami, z których był Albrecht, zdarzyła nam się ta duża nieprzyjemność owocująca rozbiorami. To jest inna linia. Parę razy była okazja zrobienia z tym porządku i inni monarchowie tego nie zrobili. Dlatego też obciążanie o wszystkie grzechy i błędy następców tego, który osiągnął największy sukces w wojnie z zakonem, jest jakąś tam aberracją. Do tego oczywiście dorabia się mity matejkowskie, legendę o Stańczyku i tak dalej, i tak dalej. No ale przecież jak się przyjrzeć temu, jak zachowywał się Albrecht po hołdzie, to mamy lojalnego wasala, który wywiązuje się ze swoich obowiązków, wojska na wyprawy daje i tak dalej. No więc nie mam sumienia krytykować Zygmunta za to.
[Prowadzący] No to jak pan skomentuje? Pojawiła się postać Stańczyka. Wcześniej, we wcześniejszych rozważaniach. To jak Pan skomentuje tą wizję? Wizję Matejki, zatroskanego Stańczyka? Jakaś kolejna projekcja mistrza Jana czy coś tu było na rzeczy z tym zatroskaniem?
[Gość] Zwracam uwagę, że w przypadku Stańczyka jest nawet problem z tytułem tego obrazu, bo to nie do końca wiadomo o co chodzi. Czy to chodzi o utratę Smoleńska, czy utratę Połocka? I tak dalej, i tak dalej. Kiedy? Kiedy padał Smoleńsk, do którego bardziej pasuje czasowo Stańczyk, to król nie miał na to wielkiego wpływu i dwór się nie bawił. Kiedy padał Smoleńsk, to padał Smoleńsk osamotniony, ponieważ wtedy jeszcze Litwa w zmaganiach z Moskwą była pozostawiona bez koronnej pomocy. Problem charakteru państwa i jego modelu. Jaka unia i czy unia, sprawiał, że przecież Litwa zmagała się z Moskwą w pojedynkę. Tak, Smoleńsk padnie. Litwa w pojedynkę już wcześniej przegrała bardzo wiele za Aleksandra, jeszcze straciła Czernihowszczyznę i Siewierszczyznę, i Brańsk. Przegrała walną bitwę pod Wiedroszą w 1500 roku. Potem właśnie był ten zwrot 1507-1508. Ale kiedy Moskwa rusza na Litwę w 13 roku, to sytuacja jest wybitnie niekorzystna dla Zygmunta, bo już jest kręgosłup tego porozumienia habsbursko-moskiewskiego. I to nie jest tylko kwestia polityczna. Przypominam, że na przykład Smoleńsk podczas oblężenia padnie dlatego, że nie wytrzyma ostrzału. Jest nowy park artyleryjski rosyjski, skąd nagle Moskwa ma artylerię? No a Habsburgowie dostarczyli ludwisarzy, giserów, instruktorów. I to jest inna armia. Przychodzi armia, która umocnienia Smoleńska po prostu rozwala. I tak dalej. To nie jest tak, że król nie starał się o obronę, ale dopiero upadek Smoleńska spowoduje, że nastąpi także pewna refleksja w Koronie. Ja już kiedyś przytaczałem to wystąpienie jednego z Chodkiewiczów, który woła do Sejmu piotrkowskiego o auxilia dla Litwy, mówiąc, że Smoleńsk to wrota do całego chrześcijaństwa. No ale nie ma unii, nie ma porozumienia, nie dajemy posiłków. No ale Smoleńsk pada, są odgłosy, że Wiedeń się dogadał z Moskwą. No i wtedy wojska koronne nie jako wojska koronne, tylko jako wojska zaciężne. Ci Sambolińscy, Świerczowscy i młodzież typu Jana Tarnowskiego ruszają na ten wschód, ruszają nad Orszę i zapewniają powstrzymanie ekspansji moskiewskiej. Ja myślę, że tak naprawdę klimat obrazu Matejki zdecydowanie lepiej pasuje do upadku Połocka w 1563, czyli za Zygmunta Augusta, kiedy dwór rzeczywiście się bawił, kiedy ignorowano pewne rzeczy, mimo że już moskiewskiego misia podrażniono, bo już Inflanty zostały inkorporowane, już traktat wileński, już ugoda pozwolska, już polskie wojska zaciężne czyściły Inflanty z moskiewskich podjazdów. Było wiadomo, że wojna wybuchnie. Dwór Zygmunta Augusta na to nie był przygotowany, w związku z czym myślę, że, zresztą proszę zobaczyć, podpis tam jest, tam jest po prostu alogiczny podpis.
[Prowadzący] Pod obrazem wywołana została postać Zygmunta Augusta, syna jedynego syna, jedynego syna króla Zygmunta Starego jako króla, jako władcy polskiego, który jest koronowany. Tenże Zygmunt August w wieku lat dziesięciu z koronowany na króla Polski. Formalnie przez lat 18 to państwo ma dwóch królów. Skąd taka decyzja? I chciałem zapytać o politykę wewnętrzną. I czy tu może były jakieś błędy polityki wewnętrznej.
[Gość] W toku naszej rozmowy o Olbrachcie i dzisiaj o Zygmuncie, parokrotnie powracaliśmy do wątku dwuwładzy Dux Magnus na Litwie, w Wilnie, i rex w Krakowie, Warneńczyk i Kazimierz, Olbracht i Aleksander. To ma oczywiście starszą genezę, bo unia krewska unią krewską, ale przecież historię Jagiełło-Witold Jagiełło-Świdrygiełło, Jagiellonowie muszą cały czas lawirować między dwoma żywiołami politycznymi, elitą koronną i elitą litewską, nie mając, mając na Litwie status panów przyrodzonych. Przez elitę litewską nieco kontestowane, nie licząc tej próby zamachu w ramach rodziny. Natomiast nawet ich prawa do Litwy potrafi kontestować elita koronna. Jak tu rozmawialiśmy o Kazimierzu Jagiellończyku i pomysłach na to, żeby Wilno odstąpił Michajłuszce Zygmuntowiczowi. Mamy ten problem, że elity koronne w zasadzie cały czas uważają, że ta unia to jest przyłączenie Litwy do Korony. Elity litewskie uważają, że jest to unia dynastyczna i spokojnie może być dwóch monarchów. Kazus obioru króla po śmierci Kazimierza Jagiellończyka, kiedy nagle się okazuje, że najstarszy wolny do wzięcia syn Jan Olbracht może mieć kontrkandydatów w Koronie w postaci aż trzech swoich braci, króla czesko-węgierskiego, Wielkiego Księcia Litewskiego i bezrobotnego Zygmunta wskazuje, jak słaba jest de facto pozycja dynastii w Koronie. W związku z czym jest to oczywiście pewna pokusa raz na zawsze uregulowania statusu dynastii. Skoro jesteśmy panami na Litwie i to jest nasza ojcowizna, no to instalujemy tam syna pierworodnego i jedynego jako Wielkiego Księcia. Tak czy inaczej mamy już coś na kształt władzy. Nie do końca dwuwładzy, bo, proszę pamiętać, że np. Kiedy Olbracht się koronuje na króla polskiego, to mimo pozornie nie unitarnego, a jedynie związku dynastycznego dwóch państw, to nagle powraca do starego tytułu z czasów Jagiełły, kiedy Witold był Dux Magnus, a Jagiełło był Lithuaniae Dux Supremus, najwyższy. Nie wiem, czy to poszło w smak Aleksandrowi, ale taka wizja istniała, w związku z czym wyniesienie na tron litewski pierworodnego zabezpiecza oczywiście interesy dynastii. Daje dynastii odskocznię, bo siłą rzeczy, biorąc pod uwagę apetyt elity koronnej, władca Litwy będzie kandydatem numer jeden na tron Polski. To, że on jest Wielki Książę, nie umniejsza roli jego ojca. Bo, powtarzam, istniała już sprawdzona formuła Księcia Najwyższego. Gorsza sytuacja jest z koronacją vivente rege, bo tego jeszcze tutaj u nas w tej postaci nie było. Znowu można by powiedzieć, że nie jest to tak zupełnie nieznane zjawisko w regionie i w Europie. Ja tutaj wspominałem w rozmowie z Panem. Kazus podniesienia do rangi współrządcy w Moskwie przez Iwana Srogiego, wnuka Dymitra, którego potem trzeba będzie od sukcesji odcinać. I, zdaje się, zostanie przez syna z drugiego małżeństwa Iwana Srogiego, Wasyla III chyba zamordowany po prostu. Tak czy inaczej mu się zejdzie. Tym niemniej jest zainstalowanie z wszystkimi honorami, tak jakby wręcz cara namaszcza obok Wielkiego Księcia. Mamy te scenariusze sprawdzone wielokrotnie w późnym średniowieczu, w różnych miejscach i różnych szerokościach geograficznych. Zresztą, mój Boże, dyskusja o instytucji cesarzy na przykład od Rzymu przez Rzeszę i Konstantynopol. No, ale u nas tego nie było. Rzeczywiście u nas tego nie było. Wydaje się dosyć prawdopodobne, że Zygmunt Stary tak naprawdę uważał, że to jest najlepsze remedium na ostateczne spojenie Korony z Litwą. Bo wreszcie mamy sytuację, w której, no po jego, daj Boże, najpóźniejszym, ale szczęśliwym zejściu z tego świata, na obu tronach zostanie jeden monarcha. Mamy sytuację, w której nie ma żadnego konkurenta dynastycznego do objęcia. To wszystko powinno sprzyjać większej unifikacji państwa, większemu połączeniu państwa w jedno. Myślę, że w dużym stopniu to jest ten koncept. Z czego to wynika? Z zachłanności dynastycznej, z chęci zaopatrzenia syna? Ja myślę, że z czegoś zupełnie innego. W ciągu swojego długiego życia i panowania Zygmunt bez wątpienia bardzo przywiązany do swej litewskiej ojcowizny, przestał, w przeciwieństwie do sporej części elity litewskiej, żywić się złudzeniem, że Wielkie Księstwo Litewskie samodzielnie przetrwa. I był przekonany, że pozbawione trwałego i mocnego związku z Koroną zostanie połknięte przez Moskwę. Myślę, że to jest od początku do końca przemyślana polityka stworzenia jednolitego państwa, która będzie hegemonem regionalnym, zaporą przeciwko Moskwie. I to jest całkowita reorientacja polityki zagranicznej Jagiellonów. Za Zygmunta przestajemy roić o krucjatach, przestajemy sobie wyobrażać jakieś wielkie pochody nad Morze Czarne. Od pewnego momentu, czyli od Mohacza, od klęski upadku Węgier, przestajemy się kopać z koniem, z Habsburgami. Trudno, stało się. Nie mamy sił, środków i możliwości rywalizować o odzyskanie tego. Lepsza jest współpraca niż wojna. I proszę pamiętać, że ta współpraca z Habsburgami, którą konsekwentnie będzie realizował do końca swojego panowania, mimo różnych problemów tutaj węgierskich i tak dalej, korzystając ze swoich powiązań, także rodzinnych, w Rzeszy, stworzy bezpieczny klimat wokół państwa. On jednak z Habsburgami współpracuje. No trudno o lepszy przykład, jak jako opiekun małoletniego bratanka, a więc de facto regenta Królestwa Czech, odda swój głos elektorski na Karola V. Co prawda różnie tam będzie z uczciwością naszych habsburskich sprzymierzeńców, ale przecież on w ewidentny sposób niemało z tego potrafi wykorzystać. Dlatego też myślę, że skoncentrowanie się na konsolidacji własnych sił i środków państw jagiellońskich, stworzenie dominium rodzinnego polsko-litewsko-rusko-pruskiego, stworzenia organizmu państwowego opartego na zdrowym fundamencie, ekonomicznej polityce, zabezpieczeniu interesów państwa na wschodzie, zachodzie, północy i południu. W jaki sposób dyktowało także rozwiązanie sprawy sukcesji tronu? Ale oczywiście miłość do syna pewnie to samo dyktowało.
[Lektor] Wielka jest, panowie a bracia, sława tej łaskawości króla Zygmunta. Nie wiem bodaj, czy nie największa na świecie. Chciał, aby w wolnej Rzeczypospolitej obywatele mogli swobodnie głos podnosić, swobodnie wypowiadać swoje zdania, swobodnie wreszcie wysuwać żądania, upominać się, stawiać zarzuty. Postanowił w tej Rzeczypospolitej postępować z wami nie jak z niewolnikami, lecz jak z dziećmi, nie jak poddanymi, lecz jak z towarzyszami a przyjaciółmi. Z największą życzliwością, aby zarówno on słuchał swoich, jak swoi jego. (Stanisław Orzechowski Mowa żałobna do szlachty polskiej na pogrzebie Zygmunta Jagiellończyka, króla polskiego).
[Prowadzący] Jest pierwszy kwietnia roku 1548, umiera król Zygmunt zwany Starym. Będąc wtedy i do dziś najdłużej żyjącym naszym władcą w historii, faktycznie miał Zygmunt aż 81 lat. To, co usłyszeliśmy, to mowa żałobna Stanisława Orzechowskiego, który mówi wyraźnie o najwybitniejszym polskim władcy. Jak wspominałem na początku, jest tutaj w Muzeum Historii Polski, w którym jesteśmy, pewnego rodzaju zabawa, ranking na najlepszego polskiego króla, króla tysiąclecia. Po tym jakże ciekawym i długim wykładzie chciałem Pana Profesora zapytać, bo coś czuję, że podium na pewno, ale czy przypadkiem nie jest to Pana typ na najlepszego polskiego króla?
[Gość] Pytanie jest ogromnie trudne, ale gdybym miał wybierać trzech, żeby się na pudle zmieścili, mówiąc językiem sportowym, najlepszych monarchów, to Zygmunta Starego z pewnością w tej trójcy bym umieścił. Sumienie nie pozwala mi pominąć w tej trójcy oczywiście założyciela instytucji Królestwa, czyli Chrobrego, który dla swoich czasów był jednak zjawiskiem miary kontynentalnej, bo to jednak był ktoś. I gdybym miał tę triadę uzupełnić, to mam tutaj pewien problem moralny, bo mam dwóch wartościowych kandydatów do medalu, bo Kazimierza Wielkiego i Jagiełłę. Jednak mój wybór pada na Jagiełłę. Kiedyś mój znakomity kolega z seminarium Aleksandra Gieysztora powiedział, że jeżeli chodzi o Kazimierza Wielkiego, to tonąc w zachwytach nad jego polityką budowlano-inwestycyjną i fortyfikacyjną, nie zdajemy sobie sprawy, że w istocie rzeczy to przypominało trochę politykę Druckiego-Lubeckiego w Królestwie Polskim i było to w ewidentny sposób przeinwestowanie. Potem kolega kontynuował, przedłużywszy tę tendencję do dekady gierkowskiej, pewnie przesadzał, ale przy niewątpliwych sukcesach polityki Kazimierza Wielkiego, to jednak Jagiełło, który z konglomeratu trzeszczącego pod uderzeniami krzyżackimi państwa litewskiego, zmagającymi się z wewnętrznymi zdradami i tysiącem wewnętrznych problemów, więc już odchodzącego quasi imperium i krzepkiego, ale regionalnego gracza, jakim jest Korona Polska, wybuduje fundament mocarstwa, bo u schyłku panowania Jagiełły to jednak państwo polsko-litewskie było potężnym graczem politycznym w regionie i nie tylko w regionie. A poza tym jednak Grunwald ma swoją wagę. Dlatego też opowiadam się w tej trójcy za Jagiełłą i w ten sposób wielki dziadek spotka się z wybitnym wnukiem. Jeżeli patrzeć na to z perspektywy środków, które były im dane, kiedy obejmowali władzę i to, do czego państwo doprowadzili, to prawdę mówiąc, Zygmunt Stary wypada lepiej niż Chrobry, ponieważ państwo Chrobrego natychmiast zacznie się rozłazić. To jest ten proces, który my nazywamy kryzysem monarchii wczesnopiastowskiej. Mniejsza już o to. Dlaczego? Bo to jest na odrębną rozmowę temat. Ale tak czy inaczej okazało się być ono znacznie mniej odporną na zewnętrzne uderzenia i znacznie mniej zabezpieczoną sojuszami konstrukcją niż państwo jagiellońskie. Tymczasem w momencie śmierci starego króla młody król dzięki polityce zagranicznej, ale także społeczno-ustrojowej ojca, i ekonomicznej ojca i matki dostaje państwo bardzo liczące się w Europie. Sprawnie zarządzane, z porządnym budżetem, które nagle staje się także ważnym ośrodkiem kultury, z rozwijającą się uczelnią. I tak dalej, i tak dalej. W związku z czym zasługi Zygmunta Starego i jego per saldo pokojowych rządów to oczywiście Orzechowscy i tym podobni musieli sobie wyjątkowo chwalić, bo jak wiadomo polska szlachta wbrew naszym urojeniom wojownicza nie była. Wolała spławiać pszenicę do Gdańska i zajmować się liczeniem dusiów niż chodzeniem na wojnę. Oczywiście Olbracht już przekonał, prawda? To jest złoty wiek. Nie darmo mówiono o złotym wieku. Dlaczego? Również dlatego, że de facto wojny gdzieś tam się toczyły na dalekich rubieżach. Jakaś tam wojna starodubska, pogoniliśmy hospodar pod Obertynem, odleliśmy sobie dzwon Zygmunta i tak dalej. Natomiast wielkich konfliktów, wielkich wstrząsów z największymi potencjałami tego świata. Moskwa powstrzymana, pokój w 1534 roku. To są pierwsze od czasów Jagiellończyka zyski terytorialne na wschodzie. Odzyskaliśmy Lubę czy Homel, przynajmniej to, co spędzało po Olbrachcie nam sen z oczu, czyli konflikt z Osmanami. Nie ma żadnego konfliktu z Osmanami. Roksolana z Boną sobie pisują listy, a Sulejman Wspaniały zaprasza polskiego króla na obrzezanie pierworodnego. Gramy na giełdzie europejskiej z Habsburgami. Jesteśmy skoligaceni potężnie, wujowie, dziadkowie i tak dalej, ale w razie czego, jak trzeba, to mamy w odwodzie swoje kontakty i projekty związane z Francją. Wszystko działa i jeszcze czas. No bo to jednak za niego się zaczyna. Za jego rządów czas wielkich postaci polskiej kultury i literatury. Lada moment eksploduje nam to polskim renesansem bez złotego wieku Zygmunta Starego. No po prostu tego wszystkiego by nie było. A ten Stanisław Orzechowski wygłaszający to, co wygłaszający, to jest też personifikacja pewnego modelu rządzenia przez tego króla. To nie mowa pogrzebowa jest najważniejszym sformułowaniem, czy jak kto woli tekstem literackim Orzechowskiego, który zapadł mi w pamięć, tradycję i duszę. My do dziś posługujemy się tą modelową frazą gente Rutenus, natione Polonus, to Orzechowski, to w państwie Zygmunta Starego rozwinął się ten model wielopoziomowej świadomości narodu politycznego. Politycznym narodem jesteśmy Polacy. Etniczność, która jest naszą wewnętrzną ojczyzną, jest częścią składową naszego obywatelstwa. To może wszystko współistnieć i to jest niezaprzeczalnie wielki legat i wielka zasługa czasów zygmuntowskich. To tylko przy tym dobrotliwym królu można było to wszystko wyciszyć i spacyfikować, przygotować stan szlachecki do transmisji swoich programów na Litwę. A to wszystko to przecież są również kroki stopniowo przygotowujące to, za co chwalimy jego syna i dziedzica, czyli unię lubelską, realną unię Litwy z Koroną.
[Prowadzący] Panie profesorze, bardzo dziękuję. Państwu też dziękuję za uwagę. Naszym gościem był profesor Hieronim Grala.
[Gość] Dziękuję bardzo.
[Prowadzący] Dziękujemy za wysłuchanie podcastu. Zapraszamy do subskrypcji kanału Muzeum Historii Polski, tak aby nie ominęły Państwa kolejne odcinki.
Dane o obiekcie
-
Nazwa / Tytuł
Zygmunt I Stary - Bona Sforza, Stańczyk i złoty wiek -
Twórca / Wytwórnia
Muzeum Historii Polski (producent) -
Rodzaj
-
Kategoria
-
Zakres chronologiczny
-
Data wykonania
19/06/2025 -
Czas trwania
1h 13min 39sek -
Osoby występujące
-
Miejsce
-
Wydarzenie
Podcasty Muzeum Historii Polski -
Numer inwentarzowy
MHP-05-17446 -
Klasyfikacja praw autorskich
-
Permalink