Żegota
Muzeum Historii Polski (producent);
03/03/2023
Klasyfikacja praw autorskich
Transkrypcja
Narrator: II wojna światowa była największym konfliktem zbrojnym w historii ludzkości. W ciągu sześciu lat zginęło około trzydziestu trzech milionów ludzi na całym świecie. Najcięższy los spotkał osoby narodowości żydowskiej. Ofiar Holokaustu było około sześciu milionów. Połowę stanowili Żydzi polscy. Profesor Michał Głowiński miał pięć lat, gdy wybuchła wojna. W zasymilowanej rodzinie żydowskiej mieszkał w Pruszkowie. W styczniu 1941 roku wraz z całą rodziną trafił do Getta Warszawskiego. To dało początek wielkiej traumie. Od niej nie można uciec.
prof. Michał Głowiński (uratowany z Holocaustu): Z jednej strony zamknięcie, a z drugiej strony ucieczka. To są dwa takie motywy przewodnie. Prawda? No, to jest zrozumiałe. To jest ucieczka przed no, przed wyrokiem, przed śmiercią, przed morderstwem. A zamknięcie no, to jest oczywiste. No, bo właściwie... No ja mam klaustrofobię. Nie wiem czy ona jest wrodzona, czy ona jest wynikiem przeżyć z dzieciństwa, z czasów okupacji. Ja nie jestem w stanie wsiąść do samolotu. Ja się denerwuję, kiedy autobus stoi na światłach, jest zamknięty. Ja z nielicznymi wyjątkami nie jeżdżę windą. I na przykład ja nie mogę pójść tam, na któreś piętro Pałacu Kultury, bo ja nie jestem w stanie wsiąść do tego typu windy, prawda? Bo się boje. W Pruszkowie było przez kilka miesięcy getto, ale potem to getto, jak Niemcy zaczęli likwidować getta w małych miastach i przewozili do większych i nas przywieźli do Warszawy. To był to był początek, to był, o ile ja pamiętam, to był chyba styczeń 1941 roku. To była podróż. To to było w takim chyba bydlęcym wagonie. Tam było potwornie zimno. Bo to był przecież... Za okupacji w Polsce były niewyobrażalnie surowe zimy. Tak jakby natura czy pan Bóg jeszcze tym biednym ludziom chciał dowalić jeszcze jedno cierpienie. Więc ja to wszystko pamiętam doskonale. Ja nie pamiętam, że tak powiem przestrzeni getta. W sensie nie wiem, jaka ulica, z jaką ulicą. Ale widoki getta ja mam do dzisiaj. Ja pamiętam trupy leżące na ulicy.
Narrator: Michałowi Głowińskiemu z getta udało się zbiec. Uciekł z rodziną przed szybką śmiercią. To nie było jednak wyzwolenie. Po stronie aryjskiej czaił się ciągły strach, niekończące się kilkuletnie ukrywanie. Raz u ludzi, którzy Żydowi pomagali z dobrego serca, innym razem u tych, którzy z pomagania Żydom zrobili niezły interes.
prof. Michał Głowiński (uratowany z Holocaustu): Myśmy się ukrywali we wsi, w Radziwiłłowie u takich państwa, którzy na tym prawie nie zarabiali. To właściwie była z ich strony... po prostu... no, to też byli... On był emerytowanym zawiadowcą stacji, ten człowiek. A jego żona to była całe życie przy mężu. To byli ludzie i zacni i szlachetni, bo to nie była sprawa zarobku, tylko po prostu sprawa pomocy ludziom. Zakonnice z większości polskich zakonów świeckich mają wspaniałą, heroiczną, piękną kartę. I właściwie ja to mówię przy każdej możliwej okazji. Ja najpierw krótko byłem w dwóch różnych takich miejscach zakonnych u Felicjanek w Otwocku. Tam nie mogłem być dłużej, dlatego że ja już miałem wtedy dziewięć lat i byłem wyrośnięty a tam były dzieci mniejsze, więc ja... Oczywiście zasadą ukrywania, zasadą konspiracji jest to, że osoba ukrywana nie może się niczym wyróżniać. Potem byłem dwa tygodnie w Czersku, gdzie też oczywiście Irena Sendlerowa mnie umieściła. No i w końcu trafiłem do Turkowic, do wspaniałych Sióstr Służebniczek Najświętszej Marii Panny, Starowiejskiej.
Narrator: W okupowanej Polsce za ukrywanie Żydów groziła śmierć. To między innymi spowodowało, że większość społeczeństwa była obojętna wobec losu Żydów. Część jawnie antysemicka a nawet pomagająca nazistom. Wreszcie byli tacy, którzy postanowili pomagać w sposób zorganizowany i systematyczny. Główną taką organizacją była powstała pod koniec 1942 roku Żegota.
prof. Andrzej Żbikowski (Żydowski Instytut Historyczny): W grudniu, 4 grudnia powołano Radę Pomocy Żydom Żegota. Powstała instytucja, którą możemy określić, jako instytucja społeczna afiliowana przy Delegaturze Rządu na Kraj. To nie był organ delegatury. Ona nie wchodziła do żadnego z departamentów, nie była składową. Natomiast to była instytucja tak społeczna, którą delegatura od początku uznawała, jako ogniwo pośrednie do rozdzielania fundusz pomocowych, które delegatura była gotowa i departament opieki społecznej pożyczyć tej organizacji, później odbierając sobie licząc, że środowiska żydowskie z zagranicy poprzez rząd londyński, kurierów przyślą te środki. No i od razu może nie zainwestować, ile je zaangażować w akcję pomocy. I do tej instytucji rzeczywiście swoich przedstawicieli wydelegowały środowiska partyjne. Polskie Stronnictwo Ludowe, socjaliści przede wszystkim i mała w sumie partia, Stronnictwo Demokratyczne. Narodowcy odmówili wyraźnie zaangażowania się w pomoc Żegocie. Julian Grobelny z PPS-u został wybrany na przewodniczącego. To nie było duże środowisko. Na początku kilkanaście osób, które bardzo szybko weszło w porozumienie z przedstawicielami środowisk żydowskich już po stronie aryjskiej, czyli Żydowskim Komitetem Narodowym i tu Adolf Berman był liderem po stronie aryjskiej tego środowiska. I Bundem z Leonem Feinerem. I dokooptowano tych dwóch panów na początku do władz Żegoty. Taką pracą organizacyjną zajął się Władysław Bartoszewski. No i tak instytucje zaczęła działać. Pojawiają się problemy. Problem legalizacji, czyli zdobycia odpowiednich dokumentów, którymi można było się wylegitymować i w urzędzie, ale przede wszystkim przed takim stróżem, właścicielem mieszkania, kamienicy. No one były raz lepsze raz gorsze, ale to była chyba najważniejsza działalność, czyli zdobyciu dokumentów. Sześćdziesiąt a może i sto tysięcy kompletów metryk, odpisów. To jest największa chyba zasługa Żegoty. Tam był Władysław Bartoszewski, którego zresztą Karski na prośbę Zofii Kossak-Szczuckiej bardzo dokładnie przepytał z jego wiedzy o Oświęcimiu. Młody człowiek, którego się udało wykupić rodzinie przez PCK z łapanki, z Oświęcimia. Chyba z pół roku tam przebywał już wycieńczony bardzo. No na tyle chciał się zaangażować, prawda, w działalność polityczną, że no już był katolikiem bardzo zdaje się gorliwym i takim zaangażowanym. Więc chciał nawiązać kontakt z Frontem Odrodzenia Polski, ale w związku z tym, że Jan Karski stacjonował w tym Stammlagrze, który był koszarami po prostu artyleryjskimi w 1939 roku, więc znał dobrze topografię i jak gdyby przepytał go, zweryfikował możemy dzisiaj tak tym żargonem powiedzieć. No i później zaczęła się kariera Bartoszewskiego, który związał się z Frontem Odrodzenia Polski z Witoldem Bieńkowskim, z Zosią Kossak-Szczucką. I razem z Bieńkowskim też przeszli do delegatury, do departamentu spraw wewnętrznych. A szczególnie oni prowadzili taką komórkę więzienną. Utrzymywali kontakty z Pawiakiem, z Serbią, z tymi no... poprzez strażników przekupywanych. I to z pewnością też bardzo pomagało, bo wielu Żydów złapanych po stronie aryjskiej, też oczywiście było więzionych na Pawiaku.
Władysław Bartoszewski (członek Żegoty): W najbardziej infernalnych sytuacjach znajdują się jednak ludzie, którzy nie dają się podporządkować zbrodni bez oporu. I że wielkie wysiłki, które towarzyszą ich działaniu pozostawiają po sobie nadzieję, że jest to też jak promyk światła w nocy, że już wydaje się, że nie ma zupełnie nic, a jednak jakieś małe światełko jest nie tylko odległą gwiazdą, ale może światłem po prostu bardzo praktycznej latarki człowieka, który szuka zabitego, rannego, biednego, któremu chce pomóc.
prof. Andrzej Żbikowski (Żydowski Instytut Historyczny): Już chyba pod koniec lat 60. wszyscy ci działacze Żegoty, plus właśnie tacy emisariusze jak Jan Karski, zostali między końcówką lat 60., ale dosłownie końcówką, a początkiem lat 90.,to jest taki długi dosyć proces, prawie wszyscy zostali uhonorowani specjalnym drzewkiem, tablicą pamiątkową w Yad Vashem i medalem. I trzeba przyznać, że władze Izraela i Instytut Yad Vashem bardzo dbają. W ciągu ostatnich dziesięciu lat mamy bardzo jakby takie duże przyspieszenie w odnajdywaniu, mimo że jest coraz trudniej.
prof. Michał Głowiński (uratowany z Holocaustu): Beneficjentami, że tak powiem Żegoty są w wielu wypadkach ludzie, którzy nie są tego świadomi. Tak samo jak osoby uratowane przez Irenę Sendlerową nie wiedziały i ja myślę, że w dużej mierze nie wiedzą nadal, że są osobami zawdzięczającymi jej życie.
Narrator: Dyskusje o holokauście, zbrodni, winie i karze nie milkną. A nie raz nawet przybierają ostry ton, niesłużący dochodzeniu do prawdy. Władysław Bartoszewski, jedyny żyjący członek Żegoty, człowiek, który na sobie okrutnie doświadczył działania obydwu totalitaryzmów przypomina, że koniec holocaustu, nie był końcem zbrodniczych działań człowieka.
Władysław Bartoszewski (członek Żegoty): Dzisiaj wartości wiodące w życiu, prowadzące w życiu, też bywają zagrożone. Nie o to chodzi, aby odnosić wszystko do jednorazowego wydarzenia, jakim jak wszyscy możemy mniemać był holokaust Żydów europejskich. Zagłada wielu milionów ludzi w ciągu stosunkowo krótkiego czasu, w sposób zorganizowany, przemysłowy pod patronatem i aparatem wielkiego cywilizowanego państwa europejskiego. To oczywiście jest trudne do wyobrażenia i zapewne niepowtarzalne. Miejmy nadzieję, że niepowtarzalne. Ale waśnie narodowe, wyznaniowe, plemienne towarzyszą naszej codziennej historii w świecie, Afryka, Azja, w Europie, patrzmy na Bałkany lat 90., niemal bez przerwy. Niemal w każdym tygodniu, a może nawet w każdym tygodniu giną ludzie tylko z tego powodu, że są dla innych obcy, rzekomo wrodzy, że są gorsi.
prof. Michał Głowiński (uratowany z Holocaustu): Łatwo potępiać, kiedy człowiekowi nic nie grozi, prawda? Dzisiaj łatwo być bohaterem, łatwo być na przykład dzisiaj antykomunistą. No, bo za to można być tylko pogłaskanym po głowie. To trzeba zrozumieć sytuację. Muszę powiedzieć, że na tę obojętność, czy też jak pisze Błoński zaniechanie, złożyło się wiele rzeczy. No to były społeczności był w dużej mierze od siebie oddzielone, poza grupą Żydów zasymilowanych. No za to groziły wielkie kary. Społeczeństwo polskie było też prześladowane. Więc oczywiście najważniejsze jest dla każdego człowieka, jest prześladowanie tej grupy, do której samemu się należy. Więc ja bym tutaj był jak najdalszy od potępienia. Tym bardziej, że jeśli się potępia, to trzeba zadać sobie to pytanie, samemu sobie, a jak ty byś się zachował gdybyś się znalazł w takiej sytuacji? Otóż muszę powiedzieć, ja nie wiem jak bym się zachował.
prof. Andrzej Żbikowski (Żydowski Instytut Historyczny): Na kanwie tych debat dotyczących stosunków polsko-żydowskich nie można mówić tylko i wyłącznie o tych stronach, negatywnych aspektach, czyli wydawania Żydów, łapania, rabowania, często nawet też mordowania. To jest oczywiście bardzo ważne, nie można tego pod dywan zamieść, ale sporo jeszcze jest takich różnych ciekawych szczegółów, które dotyczą tego dnia codziennego i zagrożeń, które wiązały się z tą akcją pomocową. To naprawdę nie mogła być prosta sprawa. Ponieważ przekonania, że środowiska nastawione antysemicko, albo po prostu wystraszone terrorem niemieckim, to jednak te afisze i ogłoszenia o tym, że właśnie należy wyłapywać ukrywających się Żydów, doprowadzać ich na posterunki, meldować o tym, to była taka codzienność powszechnie znana.
Dane o obiekcie
-
Nazwa / Tytuł
Żegota -
Twórca / Wytwórnia
Muzeum Historii Polski (producent) -
Rodzaj
-
Kategoria
-
Data wykonania
03/03/2023 -
Czas trwania
0h 15min 43sek -
Osoby występujące
-
Miejsce
-
Numer inwentarzowy
MHP-08-605 -
Klasyfikacja praw autorskich
-
Permalink