Włodzimierz Malinowski - Mediateka - Muzeum Historii Polski w Warszawie SKIP_TO
Wizyta w muzeum Przejdź do sklepu
Historia mówiona
Audiovideo

Włodzimierz Malinowski

Malinowski, Włodzimierz (świadek historii); Rottermund-Taraszkiewicz, Elżbieta (prowadzący/a rozmowę); Gil, Paweł (operator kamery);

15/10/2025

Transkrypcja

Włodzimierz Malinowski

W roku 1989 po wygranych wyborach 4 czerwca postanowiłem spróbować szczęścia i pojechać do pracy w Norwegii. Byłem tam tylko dwa miesiące i wracając do Polski autobusem przysiadł się do mnie starszy Szwed. Mógł mieć co najmniej sześćdziesiąt kilka lat. I jadąc przez tą Polskę wtenczas tak naprawdę bardzo się wstydziłem, ponieważ to wszystko co dookoła mnie otaczało było tak różne od tego porządku norweskiego, tej czystości, tego uporządkowania właśnie takiego. A co ciekawe, jeszcze w Norwegii poznałem, co to znaczy przestrzeganie prawa. Prawa również jako pracownika, bo byłem zatrudniony legalnie i to naprawdę wywiera wielkie wrażenie. Jedziemy przez tą Polskę autobusem ze Świnoujścia do Gdyni, gdzie wtedy mieszkałem i po drodze zatrzymujemy się w jakimś Sławnie chyba, idziemy do toalety, a tu koszmar. Brudno, śmierdzi, nie ma gdzie umyć rąk, a w miejsce gdzie powinien być kran jest wbity olbrzymi kołek z drewna. Tak jakby wampira ktoś osikowym kołem przybił. I ten Szwed, który troszeczkę mówił po polsku, mówi "tak" mówi "wiem, komuna". No nic, jedziemy dalej. Jedziemy dalej, patrzymy się na te walące się płoty, rozwalone dachy, szare chałupy i on nagle powiedział "wiesz, to wszystko przypomina mi Szwecję 50 lat temu". To ja doznałem jakiegoś wstrząsu. Zaraz, zaraz, to ta Szwecja, przez którą przed chwilą jechałem z Norwegii? Ta piękna, kolorowa kraina o drogach; drogi w Szwecji są absolutnie według mnie najlepsze w Europie. To ona wyglądała tak jak nasza Polska? Ale jak to? Jak to? A on na to powiedział tylko jedno słowo "education". No zamilkłem. Właściwie, że znaczy się, że wszystko jest związane z nauką, nauczaniem ludzi i ich, jak gdyby jednak przyuczeniem i przemianą polegającym na tym, że ludzie będą chcieli czegoś nauczyć. Ale jaka była przede wszystkim różnica między tym, co ja zobaczyłem w Norwegii, a co było w Polsce? To była różnica w jakości podejścia do pracy człowieka. Na czym, w czym to się wyrażało? Otóż na budowie pamiętam, pewnego dnia młody chłopak, z którym pracowaliśmy, cieśla, chodził po budowie i prawie płakał mówi "młotek, gdzie jest mój młotek?". Ja mówię "słuchaj, jaki to problem? Przecież możesz iść kupić". "Nie, bo to był szwedzki młotek, bo to był szwedzki młotek". A on to był Norweg i takich młotków Norwedzy nie robią. I tu nagle dotarło do mnie, że jak bardzo jest człowiek przywiązany do dobrego narzędzia pracy. I wyobraźcie sobie, że ja wyjeżdżając ten czas po tej pracy, na tej budowie dostałem od majstra swojego narzędzia. I w tym między innymi dostałem młotek, który pokazuje nie dlatego, że jest amerykański. Ale dlatego, że jest świetnie wyważony, że od 30 paru lat służy mi idealnie i pod każdym względem jest wciąż lepszy od każdego z młotków, które można kupić w Polsce. A więc tak. A jak wyglądał w tym czasie młotek w Polsce? To jest autentyczny młotek, który ma prawdopodobnie tyle samo lat. Ja kiedyś pracując na stoczni, to pamiętam, że głównym problemem człowieka robotnika, który pracuje na stoczni, to było to, żeby młotek był dobrze oprawiony, żeby przy zamachu nie wyleciał nagle gdzieś tam w powietrze i nie tego. Tak, to jest autentyczny młotek. A widywałem gorsze, widywałem gorsze. Taka była różnica. I taka jest pewna różnica, której do dzisiaj nie przekroczyliśmy. To znaczy się różnica w podejściu do zdrowia i bezpieczeństwa człowieka. I stąd zrozumiałem właśnie tego, tego człowieka, że dobre narzędzie, dobrze wyważone, to jest po prostu złoto. To mu pozwala dobrze wykonać swoją pracę. Na tym można byłoby ten moment zakończyć, bo wracam do domu.

Jest moment taki, że te zarobione pieniądze trzeba gdzieś wydać i postanawiamy przeprowadzić się do małego miasteczka z Gdyni. I tutaj też postanowiłem dalej pracować w swoim ówczesnym zawodzie. To znaczy się miałem już w Gdyni firmę "Reklama" i taką samą firmę otworzyłem w Tucholi. Byłem pierwszy, który robił takie usługi reklamowe. No i teraz przychodzi styczeń, luty roku 1990. Przemiany idą pełną parą. Jest ogłoszona swoboda ekonomiczna, a więc każdy może założyć firmę. Ludzie czują się zagrożeni utratą pracy, bo to zaczyna być widoczne w różnych miejscach. I ja dzięki temu mam klientów, ponieważ zakładając firmę, każdy musiał mieć szyld, bo taki był obowiązek wtenczas. Każdy też chciał mieć wizytówkę. Później każdy też, kogo oczywiście było na to stać, chciał mieć folder. Tutaj była lokalna firma, jedna i druga, które takie rzeczy u mnie zamawiały. Teraz po trzydziestu paru latach na mojej ulicy jest trzydzieści parę firm, a wtenczas byłem sam. A teraz praktycznie w każdym gospodarstwie, bo to są domki jednorodzinne, w każdym domu są firmy. Rzeczywiście ludzie poczuli, że mogą robić coś dla siebie, że mogą utrzymać z tego rodzinę i że mogą być niezależni, a więc, że to była wielka wartość, że nikt, żaden szef niczego im nie każe. A że sami są panami swojego losu. W czym się jeszcze wyrażało to, że ludzie poczuli się uwolnieni od różnego rodzaju okowów? Na początku lat 90. okazało się, że jestem jedną z niewielu osób, które ma jako takie pojęcie o zakładaniu stowarzyszeń, bo sam w takim stowarzyszeniu już za PRL-u uczestniczyłem. No i widziałem kilka podstawowych spraw. Jak robić zebranie założycielskie, ile musi być osób, w jaki sposób przeprowadzić, gdzie idzie się potem do sądu, jak się rejestruje stowarzyszenie, jakie powinno mieć władze. To po prostu było dla mnie czymś zwyczajnym. I zwrócili się do mnie najpierw koledzy, którzy postanowili założyć Bractwo Kurkowe, bo okazało się, że w Tucholi przed wojną było Bractwo Kurkowe, czyli taka organizacja nazwijmy sobie rzemieślnicza, ale jednak o charakterze nieco paramilitarnym. Ale było to o tyle ważne, że najpierw Hitler po dojściu do władzy zakazał wszelkiego rodzaju stowarzyszeń, a w Polsce po [19]45 roku praktycznie zakazał Stalin. I tak do końca roku [19]89 praktycznie prawo o stowarzyszeniach było bardzo, bardzo restrykcyjne i założenie stowarzyszenia graniczyło z cudem. Jak się to nam udało, w przypadku było to Polskie Stowarzyszenie Grygo [?] pochodzącej wtenczas nam się wydawało z Japonii. Pojawiła się grupa inicjatywna, która powiedziała tak "skoro mamy takie dobre technikum leśne znane w całej Polsce, to może także spróbować na tej bazie otworzyć choćby niewielką szkołę wyższą?". I w tym celu zostało założone stowarzyszenie kilku gmin, które tworzą powiat tucholski. I mimo bardzo poważnych przeszkód na początku, mimo nawet wewnętrznych takich przeszkód, że część... W tym czasie byłem już jednym z członków Rady Miejskiej, to właśnie tam, w łonie Rady, był bardzo duży opór przeciwko temu, żeby tworzyć właśnie takie stowarzyszenie, żeby tworzyć tą szkołę, że to w ogóle wszystko się nie uda. Tymczasem kiedy przyszedł dzień podpisania, to pamiętam, że ci byli oponenci wręcz płakali ze wzruszenia, że to się udało. Oni po prostu nie wierzyli, nie wierzyli. To, że udało się tę szkołę zrobić to jest właśnie dzięki, przede wszystkim dzięki zmianom w prawie. Że to prawo o stowarzyszeniach nagle powiedziało wystarczy, że jest was 15, że macie wspólny cel, że lubicie to robić, róbcie to i to. Można powiedzieć, że powoli ten nasz przykład właśnie tego naszego stowarzyszenia i tego, jak my staramy się coś robić dla miasta, brać udział w jakichś czy uroczystościach itd. To nagle zaczęło procentować i to jest coś, co po prostu ludziom daje nie tylko jakąś radochę, ale to jest potrzebne. To jest edukacyjnie bardzo wartościowe, bo dzięki pracy tych stowarzyszeń ludzie budują zaufanie, a jednocześnie wiedzą, jak bardzo takie wzajemne się jest potrzebne, żeby coś zrobić, że samemu nie zrobisz nic.

Dane o obiekcie

Opis

Relacja Włodzimierza Malinowskiego dotyczy osobistych doświadczeń związanych z początkiem transformacji ustrojowej po 1989 roku oraz pierwszymi latami przemian społeczno-gospodarczych w Polsce. Relacjonujący opowiada o wyjeździe do pracy w Norwegii po wyborach 4 czerwca 1989 roku, zetknięciu się z inną kulturą pracy, standardami bezpieczeństwa i organizacji oraz refleksjach nad stanem Polski w okresie schyłku PRL. Wspomina powrót do kraju, założenie własnej działalności gospodarczej na początku lat 90. oraz rozwój lokalnej przedsiębiorczości w warunkach wprowadzonej swobody ekonomicznej. W dalszej części relacji odnosi się do zaangażowania w życie społeczne i samorządowe, zakładania stowarzyszeń oraz znaczenia zmian w prawie dla odbudowy społeczeństwa obywatelskiego na poziomie lokalnym.