Władysław Warneńczyk - potężny biskup, tragiczna krucjata i ścięta głowa
Muzeum Historii Polski (producent);
22/05/2025
Klasyfikacja praw autorskich
Transkrypcja
[Prowadzący] Jedyny król Polski, który zginął na polu bitwy, włożył na głowę korony Polski i Węgier, będąc władcą Litwy, Chorwacji, Dalmacji i Bułgarii. A w młodym wieku ta głowa została ścięta przez Turków. I to gdzie? W czasie walki nad Morzem Czarnym daleko od ojczyzny. Władysław Warneńczyk, syn Jagiełły, który miał kontynuować dzieło ojca, władać najpotężniejszym państwem środkowej Europy, a panował raptem 10 lat i skończył swoje życie tragicznie. Cezary Korycki, zapraszam na odcinek, w którym nie zabraknie także i wątków sensacyjnych związanych z rzekomym dalszym życiem króla na obczyźnie. Przypominam, że z okazji 1000-lecia rocznicy koronacji Bolesława Chrobrego, Muzeum Historii Polski zaprasza do wspólnego stworzenia Rankingu Królów Polski. Wybierz swojego ulubionego władcę. Więcej informacji o rankingu na stronie Muzeum www.muzhp.pl. Link w opisie poniżej.
[Prowadzący] Część pierwsza Królewicz skazany na sukces.
[Narrator] Władysław, król Polski, po zwiedzeniu Wielkopolski wrócił w Krakowskie, a stąd udał się znów na Ruś, gdzie gdy zabawił, narodził mu się z Zofii Królowej Polskiej w Krakowie dnia ostatniego października, we wtorek, w wigilię Wszystkich Świętych, syn pierworodny. Wiadomość ta, nadesłana do Przemyśla, wielce uradowała króla Władysława i naród wszystek. Po jej otrzymaniu król przez cały dzień nie wychodził z kościoła, ale cały czas trawił na modlitwie, dziękczynieniu Bogu i pobożnych uczynkach.
[Prowadzący] Dzień dobry. Jest z nami prof. Piotr Węckowski z Wydziału Historii Uniwersytetu Warszawskiego. Dzień dobry, panie profesorze.
[Gość] Dzień dobry.
[Prowadzący] Cieszę się, bo to pana pierwsza wizyta w naszym podcaście, ale cieszę się także, bo przechodzimy do epoki Jagiellonów w końcu i do pierwszego syna Władysława Jagiełły. Zaczęliśmy od radosnej nowiny, radosnej nowiny tego, jak informacja pojawiła się o narodzinach tego potomka, pierwszego wyczekiwanego męskiego potomka Władysława Jagiełły. Długo Władysław Jagiełło na tego potomka oficjalnego, musiał czekać. Dzisiaj będziemy rozmawiali o krótkim, ale barwnym życiu Władysława, zwanego później Warneńczykiem. Ale chciałbym przybliżyć może ten okres, który dla nas, pasjonatów historii, dla osób interesujących się historią, ale także też dla osób, które uczą się historii, to jest taki troszkę okres znajdujący się w cieniu, bo już ten Grunwald gdzieś minął. Pokolenie bohaterów Grunwaldu już stało się starszymi ludźmi. Zbliżamy się do połowy wieku. Powoli kończy się też średniowiecze. Jak wygląda to państwo po tych wojnach z zakonem? Jakie są tutaj układy polityczne i przede wszystkim to, co najważniejsze, to o czym zapominamy, czyli te relacje z Litwą. Bo ten romantyczny, wspólny bój pod Grunwaldem nie oznaczał wcale, że nagle rozpoczęła się ta piękna miłość dwóch narodów i współpraca polityczna, i nie tylko polityczna, prawda?
[Gość] Połowa lat 20. XV wieku to dla Jagiełły, bo to jest w tej chwili najważniejszy, to być może chwila największego triumfu, bo rzeczywiście te pierwsze lata po Grunwaldzie były ciężkie. Był cały czas jednak ciąg dalszy sporów z Krzyżakami, kolejne wojny. Natomiast, jeśli tak byśmy powiedzieli, w przededniu narodzin pierworodnego syna, no to państwo Jagiełły jest dosyć silne, nie ma zbytnich konfliktów ani na północy, ma dobre relacje z cesarzem, ale też po okresie różnych zawieruch na tle polsko-litewskim z księciem litewskim Witoldem, akurat w latach dwudziestych ta współpraca się układa bardzo dobrze. W związku z tym można powiedzieć, że Polska, czy Królestwo Polskie, i sam Jagiełło jest u szczytu powodzenia. I w zasadzie, no, mógłby spocząć na laurach, gdyby nie to, trochę uprzedzając fakty, że sam sobie zaszkodził grą polityczną już po narodzinach syna.
[Prowadzący] No właśnie, w jakiś sposób sobie zaszkodził? I dlaczego ta wizja tej współpracy, tego, że mieliśmy króla litewskiego na polskim tronie, niekoniecznie była tak, jak sobie to możemy wyobrazić, że pokonaliśmy tych Krzyżaków pod Grunwaldem i nagle tworzymy wspólne państwo. Jest jakaś wspólna polityka? To było zupełnie inaczej.
[Gość] Znaczy no, od samego początku inaczej patrzyli na ten związek Polacy, inaczej patrzyli Litwini. Zresztą Polacy też nie byli jednorodni, bo pewnie inaczej patrzyli panowie Małopolscy", inaczej trochę panowie Wielkopolscy, więc nigdy nie było jakichś takich jednolitych spojrzeń na to państwo. Tutaj to słynne słowo "aplicare" z aktu krewskiego, który dla jednych, tak naprawdę dla Polaków, włączenie Litwy do Królestwa Polskiego, dla Litwinów złączenie Litwy z Królestwem Polskim. I pewnie sam ten termin, który był później wciąż używany, bardzo często używany, ponieważ był niejednoznaczny, to chyba żadnej ze stron nie zależało na tym, żeby ten termin ujednoznacznić, bo obie strony wiedziały, że tak naprawdę nieważne, jakie są zapisy dokumentów unijnych, ważna jest praktyka. No, jak mówię, w latach 20. ta praktyka jest taka, że jest bardzo dobra współpraca króla Jagiełły i najwyższego księcia litewskiego Jagiełły z wielkim księciem Litwy Witoldem. Więc tutaj na tym tle nie ma większych konfliktów. Oczywiście dorasta, i tak jak tutaj pan powiedział, odchodzi "pokolenie grunwaldzkie", tak mówiąc w cudzysłowie. Natomiast przychodzi nowe pokolenie polityków, choćby Zbigniew Oleśnicki, którzy próbują, dążą do tego, żeby stosunki polsko litewskie wyglądały inaczej, ale na razie tak naprawdę są zbyt słabi. Jagiełło ma bardzo silne poparcie elity politycznej, jest naprawdę znakomitym politykiem, potrafi wszystkich ładnie rozgrywać, ma wierne sobie stronnictwo dworskie, stronnictwo królewskie, więc na razie ten Oleśnicki, ta czarna postać polskiego średniowiecza w stereotypowym oglądzie, na razie naprawdę on nie jest jeszcze jakimkolwiek problemem. W związku z tym, jak mówię, rok 1424, relacje polsko-krzyżackie wyglądają dobrze, Jagiełło bardzo mocno siedzi na polskim tronie i nic nie zapowiada, żeby było inaczej z tym jednym, ale wciąż nie ma potomka męskiego.
[Prowadzący] No właśnie, jak ten potomek się rodzi, tutaj wchodzimy na temat troszkę tabloidowy temat, troszkę sensacyjny, temat troszeczkę plotkarski, no ale muszę o to zapytać, chociaż to takie pytanie, może jednak mało eleganckie, no bo to był wiekowy już mężczyzna. Jeszcze dopytam. Tak na prawdę jaki był wiek Jagiełły, kiedy rodził się Warneńczyk? Bo to też jest kwestia dyskusyjna. Nie wiem, czy dzisiaj historycy już osiągnęli kompromis w tej sprawie, w którym roku urodził się Jagiełło, ale tak czy inaczej rodzi się syn. Troszkę dworzanie sobie naigrywają, że to nie jest tak na prawdę syn Jagiełły. Więc jak później rodzi się Kazimierz Jagiellończyk, o którym będziemy rozmawiali w kolejnym odcinku, tym bardziej się naigrywają, że to też nie jest syn Jagiełły. Więc czy Jagiellonowie to byli potomkowie Jagiełły, czy to jest tylko jakaś plotka rozsiewana przez nieprzychylnych na dworze królewskim?
[Gość] W zasadzie odpowiedź można by bardzo krótko zamknąć. Jednym słowem tak, to byli synowie Jagiełły. Koniec kropka. Natomiast Jagiełło, rzeczywiście kiedyś się wydawało, że był bardzo wiekowym starcem, teraz te badania właśnie już sprzed wielu lat odmłodziły Jagiełłę, więc w latach 20. tak naprawdę on ma około 60-tki. Owszem jak na ówczesne standardy jest to już dużo, ale również ze względów biologicznych. No nie jest to bardzo, bardzo dużo. Więc problem polegał przede wszystkim na tym, że miał młodą żonę. Młoda żona, Zofia Holszańska, która wyrosła, nigdy nie była przeznaczana na jakikolwiek tron. W związku z tym też nie była wychowywana w takiej kulturze, co powinna, a czego nie powinna robić królowa. Więc można sobie wyobrazić i bardzo łatwo sobie to mogę wyobrazić, że wokół Zofii jest krąg młodych rycerzy, że zgodnie z pewną kulturą dworską, kulturą rycerską na dworze, że odbywają się zabawy, że odbywają się różnego rodzaju gry, które były zgodne z ówczesnymi konwenansami kultury dworskiej, ale dla różnych nieprzychylnie spoglądających na dwór, w ogóle jako sam w sobie, osób, choćby tak w cudzysłowie mówiąc, z "kręgu biskupa krakowskiego". No, w zasadzie królowa powinna całe dnie leżeć krzyżem w kościele i to powinna robić. Tymczasem ona się bawi, więc łatwo mogą powstać w związku z tym plotki o przekraczaniu pewnych granic. Nie sądzę, żeby one rzeczywiście zostały przekroczone. Natomiast jak mówię, to była raczej taka swobodna kultura dworska młodej królowej w otoczeniu młodych rycerzy. Natomiast kiedy urodził się syn, a później kolejni synowie. Jeden z nich szybko zmarł. A więc kiedy jest Władysław III, późniejszy Warneńczyk, i Kazimierz Jagiellończyk, owszem, pojawiają się plotki, pogłoski, że to są synowie Jagiełły, ale to jakby niewiele miało wspólnego z rzeczywistością, a bardziej z ówczesną polityką. Pytanie komu było na rękę, żeby takie plotki rozsiewać. I tutaj tak naprawdę historycy wskazują na bardzo różne tropy, bo według jednych to książę Witold chciał osłabić pozycję Jagiełły, według innych cesarz Zygmunt Luksemburczyk, oczywiście przy pomocy Krzyżaków, bo oni zawsze są tym złym charakterem dla polskich historyków. Jak było? Trochę nie wiadomo. Najważniejsze jest to, że śledztwo zostało przeprowadzone. Sama królowa Zofia została oczyszczona z wszelkich zarzutów. I jak mówię, to była tylko i wyłącznie rozgrywka polityczna dotycząca tego, żeby osłabić Jagiełłę i jego potomków. Także tylko i wyłącznie gra polityczna. Kończąc, nie mam wątpliwości, że obaj byli synami Władysława Jagiełły.
[Prowadzący] Władysław Jagiełło umierał w roku 1434 w wieku 72 czy 62 lat? Wracam do poprzedniego pytania.
[Gość] No pewnie 60.
[Prowadzący] I jest dziesięcioletni syn. I tutaj chciałbym, żebyśmy te kategorie, jakimi dzisiaj patrzymy, może na sprawy polityczne czy sprawy dziedziczenia, czy kolejnych następców dynastii Jagiellonów, żebyśmy troszkę postarali się zrozumieć, jaka tam zasada rządziła. Czy to było oczywiste, że Władysław III będzie następcą? Problem pojawiał się, miał związek przede wszystkim z tym, że Władysław III był 10-letnim chłopcem. Co z rodziną i z jakimiś ewentualnymi pretendentami do polskiego tronu, na przykład z Litwy. Jak to wyglądało? Jak to było formalnoprawnie rozwiązane i zaplanowane jeszcze za życia Jagiełły? Co się miało wydarzyć?
[Gość] Zacznijmy, jakby skoryguję, tak, w wieku 70-kilku lat umiera. W wieku 60 narodził mu się potomek. O to mi chodziło. Jeśli chodzi o następstwo tronu w Polsce, to tak. Po pierwsze pamiętajmy, że w momencie w ogóle, kiedy się narodził Władysław, pierworodny, to Polska w zasadzie miała następcę, ponieważ kilka lat wcześniej córka Jagiełły, Jadwiga, została uznana za dziedziczkę tronu i została przeznaczona Fryderykowi Brandenburskiemu, który siłą rzeczy miał objąć tron. Więc w ogóle ta sytuacja była jeszcze bardziej skomplikowana, bo w momencie narodzin synów jest prawowita potomkini, dziedziczka, czyli Jadwiga. Po drugie, należy pamiętać, że tron w Polsce jest elekcyjny już od dawna, od momentu Jadwigi Andegaweńskiej. Polski tron jest elekcyjny. To jest po prostu elekcja. To nie są zasady dziedziczenia, jak wcześniej, za Piastów, jeszcze za Ludwika Andegaweńskiego, tylko i Jadwiga, później Jagiełło są królami elekcyjnymi. I tej zdobyczy polska szlachta sobie nigdy nie wypuściła z rąk. Więc na dobrą sprawę od strony formalnej po śmierci Jagiełły powinna odbyć się elekcja, wybór nowego króla. Przy czym ze względu również na i autorytet samego Jagiełły, ale także na relacje z Litwą i chęć utrzymania tych relacji, dla wszystkich było jasne, że następcą będzie syn Jagiełły. I tutaj się tylko rozpoczyna taka gra polityczna i przepychanki, który z tych synów i na jakiej zasadzie zostanie wybrany. Bo to, że to będzie syn Jagiełły, to było oczywiste. Na mocy przywileju najpierw brzeskiego, później jedlneńskiego i krakowskiego, w zamian za różnego rodzaju przywileje dla szlachty. Szlachta potwierdziła, że wybierze na tron, ale podkreślam, wybierze, syna Jagiełły. I tutaj się tylko pojawił mały problem, bo Jagiełło oczywiście chciał, żeby był zapisany najstarszy. Natomiast szlachta, i w tym dokumencie jest to potwierdzone, że szlachta wybierze tego z synów, który okaże się zdatniejszy. Czyli to była otwarta furtka. W zasadzie i tak wszyscy wiedzieli, że wybiorą starszego, dziecko, bo dziecko, ale jednak starszy, pierworodny. Więc od strony takiej, gdyby prawnik chciał przeprowadzić analizy, to rzeczywiście mógłby powiedzieć, że nic nie było przesądzone. Wszystko miało się dopiero rozegrać. Natomiast to było przesądzone. Na pewno będzie panował najstarszy syn. I kiedy po śmierci Jagiełły rzeczywiście doszło do elekcji, bez problemu został wybrany Władysław. Nikt o Kazimierzu w ogóle nawet nie myślał. Natomiast się rozpoczęły przepychanki już w obrębie elity politycznej. Jeszcze do tego w grę wchodziła przecież wdowa po Jagielle, czyli Zofia, która też chciała odgrywać pewną rolę. Więc tutaj mamy kilka różnych stronnictw, jeśli tak można powiedzieć, stronnictwa Oleśnickiego, stronnictwo Spytka z Melsztyna i tak dalej. W związku z tym zaczęły się przepychanki, jak dokonać tej elekcji, kiedy dokonać elekcji. Jedni stwierdzali, że ponieważ Władysław jest niepełnoletni, a więc nie może choćby zaprzysięgnąć przywilejów szlacheckich, przywilejów dla poddanych, więc ok, wybierzmy go na tron, ale koronujmy dopiero, kiedy osiągnie pełnoletność. Ta opcja jednak przegrała. Oleśnicki i jego stronnictwo narzucili opcję natychmiastowej koronacji dziecięcia z takim zastrzeżeniem, że po dojściu do lat sprawnych, po osiągnięciu pełnoletności wtedy zaprzysięgnie raz jeszcze przywileje. Gra też polityczna polegała na tym, co się będzie działo, kto będzie de facto rządził w imieniu nieletniego króla. I Oleśnicki dążył do stworzenia regencji, na której by czele stał. To mu się nie udało. Ostatecznie dla każdej ziemi zostały wybrane po kilka osób, którzy byli namiestnikami małoletniego króla, a oprócz tego jest rada królewska, która de facto sprawuje rządy. I tak przez kilka lat to wszystko trwało aż do okresu pełnoletności Władysława. W każdym razie ta cała rozgrywka pokazuje, że tron w Polsce jest elekcyjny, ale jest on ograniczony do dynastii Jagiellonów i w zasadzie, i tak było jasne, że zostanie wybrany najstarszy syn Jagiełły.
[Prowadzący] Część druga: Laszlo pierwszy, czyli król Polski i Węgier.
[Prowadzący] Przechodzimy do samego panowania Władysława III, dziesięcioletniego panowania, dla części możnowładców, takich jak choćby Spytek z Melsztyna, Abraham Zbąski jest to młodzian niewygodny. Nie wiem, czy dobrze interpretuje historię. Z kolei biskup Zbigniew Oleśnicki mości się jako szara eminencja dworu i nawet nie taka szara, tylko oficjalnie, eminencja, wielka, ważna eminencja. Zdaje się, że wcześniej wspomniał pan profesor to nazwisko. Jaki problem mamy z Oleśnickim?
[Gość] Problem z Oleśnickim mają historycy przede wszystkim, bo tutaj niestety w grę wchodzą emocje również historyków i współczesnych, i XX-, XIX-wiecznych, dla których ten Oleśnicki, ponieważ to jest tak ważna postać dla Polski XV wieku, tak, pod wieloma względami ważna, rzeczywiście kierujący polityką państwa przez pewien czas, ogromny autorytet dla współczesnych, pierwszy polski kardynał. Więc naprawdę bardzo, bardzo ówcześnie ważna postać, rzucająca ten swój cień na dzieje ładnych kilkudziesięciu czy w każdym razie prawie trzydziestu lat dziejów Polski. I w związku z tym każdy historyk zajmujący się tym okresem no, ma, jeśli chodzi o Oleśnickiego, taki trochę do niego stosunek osobisty. Jedni go lubią, drudzy go nie lubią. Jedni uważają, że był taki ciemnogród i osoba pragnąca przechwycić stery państwa w swoje ręce, stworzyć coś w rodzaju państwa kościelnego. Więc osoby nastawione tak, w cudzysłowie mówiąc, "lewicowo" patrzyły na niego właśnie w taki sposób - czarny charakter. Inni natomiast o zabarwieniu z kolei bardziej "prawicowym", spoglądali na niego, no tak, on dążył do silnej władzy monarszej, gdzie jest wszystko pięknie poukładane, gdzie nie ma żadnych herezji, jakichś tam husytów, którzy się plenią, a więc Polska pod jego skrzydłami byłaby krajem mlekiem i miodem płynącym. A więc trudno tak jednoznacznie tego Oleśnickiego ocenić, bo na pewno miał swoje cechy, również cechy charakteru, odpychające. Był na pewno autorytarny, przeświadczony o swojej wielkości i przeświadczony o swoim znaczeniu i o tym, że zawsze ma rację, więc na pewno trudno było z nim współpracować i trudno z nim było dojść do jakiegoś kompromisu. Z drugiej jednak strony on był na pewno gorącym patriotą, takim propaństwowcem. Te spory z Jagiellonami, zwłaszcza później z Kazimierzem Jagiellończykiem też są troszeczkę wyolbrzymione. To rozumiem przy Kazimierzu, o tym jeszcze możemy powiedzieć trochę. To jest spór taki o ustrój, o oblicze państwa. No ale w każdym razie to nie jest tak, że ten Oleśnicki jest jakimś szwarccharakterem, który dąży do przejęcia władzy, jak nawet niektórzy w ogóle stwierdzili z badaczy to jest osoba o trudnym charakterze, o dużym ego, ale osoba, która potrafiła spojrzeć rzeczywiście propaństwowo i projagiellońską, bo mimo tych wszystkich sporów to dla niego też było oczywiste, że on jest po prostu pierwszym sługą Jagiellonów. Tylko pytanie gdzie była ta granica sługi pierwszego Jagiellonów, doradcy, a gdzie takiego właśnie, jak on sam siebie, widział mentora, który jednak wskazuje drogę. Więc Oleśnicki jest to postać niejednoznaczna, ani nie tak czarna, jak się niektórym wydaje, ani nie tak biała, jak wydaje się innym.
[Prowadzący] Polska i Litwa przed końcem pierwszej połowy XV wieku, jeszcze przed śmiercią Władysława III, do której przejdziemy później, to jest po prostu formacja polityczna ogromna, przeogromna. To jest ważna część, ogromna część na mapie Europy. I to taka jednolita część, bo jak sobie spojrzymy na zachód, to mamy znaczne rozdrobnienie tych różnych księstw, księstw, księstwek, a tu mamy ogromne państwo. I teraz jeżeli patrzymy na historię Polski, to mniej więcej jesteśmy sobie w stanie dziś usystematyzować, na przykład jaka była polityka Polski i wektory polityki Polski, kierunki czy sojusze w drugiej połowie XX wieku. Wiemy mniej więcej, jak wyglądały zagrożenia wrogowie i przyjaciele w dwudziestoleciu międzywojennym. Natomiast pytanie brzmi, co z tymi dziesięcioma latami panowania Warneńczyka? Gdzie on się tutaj odnajdywał? Gdzie byli jego przyjaciele? Gdzie byli wrogowie? Gdzie były zagrożenia? Czy były zagrożenia? Czy były jakieś ambicje?
[Gość] Zacznijmy od tego, że panowanie Władysława zaczęło się z dużego C. bardzo dobrze w 1435 roku podpisaniem pokoju wieczystego z zakonem krzyżackim. Tak naprawdę to był ten pokój, który jak niektórzy mówią metaforycznie, kończył Bitwę Grunwaldzką, bo rzeczywiście on dawał te rzeczy, na których Polsce i Litwie zależało, więc po 1435 roku już tego zagrożenia, niebezpieczeństwa krzyżackiego, po prostu nie ma aż do wojny trzynastoletniej. W związku z tym to jest duże osiągnięcie. Wiadomo, Władysław, nie on do tego doprowadził, tylko jego doradcy, elita polityczna, rada królewska. Ale jeżeli mówimy o takich plusach panowania, to jednak mimo wszystko od tego należy zacząć. Czyli innymi słowy ta polityka północna i ten problem krzyżacki, który przez całe panowanie Jagiełły jednak był istotny i rzutował na całą politykę, tutaj w zasadzie się zakończył, co powodowało, że zaczęto, sama polska elita polityczna, coraz bardziej patrzeć na południe, gdzie działy się rzeczy istotne, to znaczy gdzie rosła w siłę potęga turecka, która już bardzo, bardzo szerokim klinem się wybijała na Bałkany na przykład, już nie mówiąc o samym Bizancjum. No gdzie właśnie jest dosyć duże w pewnym momencie nadzieje związane ze śmiercią cesarza Zygmunta Luksemburczyka, bo nagle się okazuje, że trony czeskie i węgierskie, no coś tam można ugrać. Jest, owszem, spadkobierca, Albrecht Habsburg, ale on nie jest przez wszystkich jest popierany zarówno na Węgrzech, jak i w Czechach. Elity, część elit i czeskich, i węgierskich zaczynają oglądać się właśnie na Jagiellonów jako potencjalnych władców, więc tutaj otwiera się bardzo, bardzo duża perspektywa, która tylko jest różnie pojmowana przez polską elitę polityczną. Jedni raczej dążą do zdobycia Czech, a Oleśnicki uważa, że Czechy jako kraj heretycki to trzymać się trzeba jak najdalej. Raczej prowadźmy politykę prowęgierską, zwłaszcza, że ona umożliwi między innymi ogłoszenie krucjaty. A więc też patrzono na to w ten sposób, że to może wzmocnić pozycję Polski na arenie międzynarodowej i pozycję Polski w relacjach z papiestwem. Przy czym też ówcześnie to papiestwo też jest takim terminem problematycznym, bo trwa cały czas spór między zwolennikami papieża, antypapieża, zwolennikami soboru. Więc tutaj też nie ma jakiejś jednolitej grupy. I to się przekłada też na różne spojrzenia wśród Polaków. Jedni są propapiescy, inni są prosoborowi. No ale tak czy inaczej w tych latach panowania, w tych pierwszych kilku latach panowania Władysława III rzeczywiście się kotłuje, jeśli tak można powiedzieć. Zamknęły się te drzwi krzyżackie, uspokoiły się drzwi krzyżackie, natomiast otworzyły sięczy otwierały się powoli drzwi, jeśli chodzi o południe. Natomiast jeszcze jedną rzecz można tutaj dodać. Owszem, jak patrzymy na ówczesne państwo i zresztą też późniejsze państwa Jagiellonów, no, widzimy ogromne obszary, w przeciwieństwie do tych rozdrobnionych różnych państewek na zachodzie, no ale jednak pamiętajmy, że owszem, o sile państwa, o pozycji państwa decyduje również rozmiar, ale nie tylko rozmiar jest ważny. I w tym przypadku problem polega na tym, że Polska to nie jest bogaty kraj. Nie ma surowców, które na przykład są w Czechach, ogromnych czy w innych państwach, choćby też na Bałkanach. Złoża srebra, złota, kruszców. Więc handel ten wiślany, spław wiślany tak naprawdę wtedy dopiero się zaczyna. Więc to też nie są jeszcze jakieś tam dochody, które rzeczywiście później on zaczął przynosić i nie tylko szlachcie, no bo także i państwu. Więc owszem, jest to na mapie, można powiedzieć imperium, ale imperium na bardzo słabych nóżkach, bo po prostu nie ma, jakby porównując dochody państwa na przykład Królestwa Polskiego w tym czasie z Francją, z Węgrami czy Czechami, to jest naprawdę ogromna dysproporcja.
[Prowadzący] Władysław to jest młody chłopak, choć pewnie w średniowieczu ta kategoria dorosłości i ten próg, kiedy człowiek stawał się mężczyzną, były znacznie przesunięte w dół. Można powiedzieć, że od połowy tego dziesięcioletniego panowania był już takim hardym rycerzem. No ale co z jego działaniami ustrojowymi? Jak on się odnajdywał? Czy on był takim samodzielnym królem, który podejmował decyzje, czy jednak był w cieniu tych różnych szarych eminencji dworu, tej eminencji, o której powiedzieliśmy.
[Gość] Tak naprawdę trudno powiedzieć. Zwykle się mówi, że oczywiście był w cieniu, no bo był młody. No też pamiętajmy, że w 1438 roku on osiągnął te lata sprawne, czyli 14 lat. Dla nas to nie jest pełnoletność, dla ówczesnych była więc, od 1438 roku zaczyna się już takie prawdziwe panowanie Władysława, gdzie jest królem, a nie nieletnim chłopcem na tronie. Owszem, te kategorie właśnie 14 lat, zawsze to jest mało, bo to są też prawa biologii, rozwoju emocjonalnego. Ale ten 14-latek dawniejszy, na pewno był o wiele bardziej dojrzały, również taki Władysław, także i z tego powodu, że on był od dziecka chowany do bycia królem. On był uczony, że będzie królem. Więc skądinąd można by być może nie psychologizować, że może też to jakoś mogło go spaczyć. No ale chyba nie był zbyt dumny i blady, więc akurat to przygotowywanie do bycia królem chyba mu nie zaszkodziło. Natomiast na pewno mu pomagało, więc on jako 14-latek na pewno się orientował, no choćby w rozgrywkach politycznych, w obowiązkach i prawach, ale także ograniczeniach króla. Po prostu musiał. Natomiast siłą rzeczy polegał, jak każdy władca, na doradcach. I to jest jedna z miar dobrego polityka, że polega na doradcach. I tylko tą miarą polityka jest właśnie to, czy potrafi rozpoznać dobrych doradców, którzy rzeczywiście choćby zgodnie z racją stanu, racją państwa, czy też działają pod kątem prywaty. Więc na pewno ten Władysław właśnie również z powodów biologicznych jakoś był pod wpływem zwłaszcza najbliższego otoczenia, ale też bym nie nie doceniał go, bo jak mówię wtedy te 14 lat, a później 15, 16, 20, to jest zupełnie inne dwadzieścia lat niż dzisiaj. A do tego jednak też musimy o tym pamiętać, że no naprawdę król po koronacji to jest osoba namaszczona olejami świętymi i oni patrzą na niego jako na pomazańca Bożego. To nie jest tak, że oni widzą tam chłopca na tronie, oni widzą na tronie pomazańca Bożego. I dla nich jest oczywiste, że ten pomazaniec Boży to jest ktoś zupełnie inny niż nawet i oleśnicki. W każdym razie każdy inny człowiek chodzący po tym łez padole. Więc nieważne, jaki byłby sam Władysław, to jednak można powiedzieć, że za nim stał autorytet władzy królewskiej jako takiej i w ówczesnym systemie, w ówczesnym ustroju król jest, ma władzę wykonawczą, sądowniczą, prawodawczą. Nie ma żadnego trójpodziału władzy. To wszystko jest w rękach króla. Króla Władysława, pomazańca Bożego. Owszem, nieletniego, a później już pełnoletniego, ale młodego. Ale mimo wszystko w jego rękach, więc nie można mówić, że on był tylko popychadłem. Czy że on był bezwolnym narzędziem w rękach bardziej doświadczonych polityków.
[Prowadzący] Przychodzi też moment, w którym jakby tego było mało, panowania nad tak ogromnym państwem, jeszcze włożona zostaje na głowę korona świętego Stefana. Dobrze mówię? To była korona świętego Stefana. To była ta korona świętego Stefana. Ale ona się okazała koroną cierniową, bo od tego wszystko się zaczęło. Ale ciekawa sprawa, jak do tego dochodzi, że nastolatek zostaje jeszcze na dodatek królem Węgier?
[Gość] No, tutaj właśnie po śmierci Albrechta Habsburga w 1439 roku, nagle się okazuje, że i tron czeski, i węgierski w zasadzie jest pusty, ponieważ on miał córki i bardzo ambitną żonę i w zasadzie nikt nie wiedział, jak to wszystko się skończy. Właśnie były różne opcje. Jedną z opcji nawet było małżeństwo wdowy po Albrechcie, czyli owej Elżbiety z Władysławem, naszym Władysławem III. Rzecz skomplikowała się, kiedy się urodził pogrobowiec po śmierci Albrechta. Urodził mu się syn. No ale był to właśnie Władysław, pogrobowiec, niemowlę, ale w rękach ambitnej mamy Elżbiety rzeczywiście on stał się kartą przetargową. I o ile wydaje się, że na początku ona pewnie dążyła do, i tak by się rzecz skończyła, ślubu młodego Władysława Jagiellończyka, z wdową po Albrechcie Habsburgu. I może by żyli długo i szczęśliwie. No ale ponieważ urodziła syna, no to ona od razu zmieniła swoje zapatrywanie i zaczęła dążyć do tego, żeby zrobić wszystko, żeby zapewnić synowi w przyszłości tron. I czeski, i węgierski. No, doprowadziła między innymi do wykradzenia insygniów koronacyjnych, właśnie tych legalnych insygniów koronacyjnych węgierskich królów. Więc można powiedzieć, że właśnie Władysław Jagiellończyk nie został ukoronowany koroną świętego Stefana, bo ona została ukradziona przez właśnie stronników wdowy po Albrechcie Habsburgu i nim został koronowany noworodek, kilkumiesięczny Władysław Pogrobowiec. Więc to też skądinąd spowodowało taki dosyć duży dyskomfort, bo zgodnie z ówczesnymi zwyczajami no, jednak ta koronacja na króla Węgier, żeby była legalna, musiała się odbyć właśnie prawidłowymi regaliami. A tutaj nie ma ich. Więc na poczekaniu wymyślono, bardzo skądinąd inteligentnie ktoś wymyślił, że Władysław Jagiellończyk został koronowany koroną Stefana wziętą z jego relikwiarza, a więc nie tą prawdziwą koronacyjną koroną, ale też koroną Stefana. Tak czy inaczej, część Węgrów poparło wdowę po Habsburgu. Część poparło opcję jagiellońską. Ta opcja zwyciężyła. Przybyło do Krakowa poselstwo ofiarujące Władysławowi koronę. Sami Polacy, też tutaj trwały debaty, czy brać, czy nie brać, jakie są tutaj mankamenty. Przeważyło zdanie choćby Oleśnickiego i jego stronnictwa, że to jest świetna szansa, świetna okazja, połączenie dwóch tronów, a do tego właśnie ewentualne w przyszłości krucjaty na Turków. Więc staniemy się nie tylko przedmurzem chrześcijańskiej Europy, ale obrońcą całego chrześcijańskiego świata, co nam też umożliwi ogromne relacje, lepsze relacje z papieżem i z innymi państwami. Już nie mówiąc o chwale wiekuistej. W 1440 roku to na Węgry wyruszyło poselstwo. Wyruszył Władysław w otoczeniu Oleśnickiego, elity politycznej. Do granicy polsko-węgierskiej odprowadzała Władysława mama Zofia, brat Kazimierz. No i 1440 rok. Na granicy łzawo się pożegnali i nigdy więcej już mieli się nie spotkać. Ani z mamą, ani z bratem.
[Prowadzący] Część trzecia Fatalna wyprawa na Turków.
[Narrator] Janczar imieniem Kodża Chajzer dzielnym natarciem ranił mu konia, zwalił na ziemię wychowańca piekła, uciął nikczemną głowę i przynosząc ją padyszachowi, pochwały względem i hojną nagrodę osiągnął. Głowa nieszczęsnego króla posłaną została do Brussy, przedtem stolicy państwa, aby na widok pospolitego ludu była tam wystawiona. Dla zachowania od zepsucia w miodzie była zatopiona.
[Prowadzący] Tak oto polski król włożył na głowę koronę króla Węgier i wkrótce chyba z tego powodu swoją głowę stracił. Bo tak o wydarzeniach spod Warny pisał Hodża Nasreddin, dołączył tę relację do osobliwego rekwizytu, właśnie odciętej głowy królewskiej. Długo nasi słuchacze musieli czekać na to, co jest najbardziej interesujące w tej audycji, bo to jedyny polski, zdaje się,, jedyny polski władca, jedyny polski król, który zginął na polu walki. W całej historii naszego państwa.
[Gość] To znaczy w zależności kogo weźmiemy, jeszcze mamy Henryka Pobożnego. Ale nie króla.
[Prowadzący] Ale nie króla. Co wiemy o tej ostatniej, nazywanej ostatnią katolicką krucjat,ą przeciwko Osmanom? Desperacki ruch europejskiego rycerstwa. Kto inspirował Władysława, żeby aż takie duże ryzyko podejmował? Szukał chwały? Czego tam szukał nad Morzem Czarnym?
[Gość] Pewnie wszystkiego. Trochę chwały, trochę zapisania się w historii, zbawienia. Bo jednak też pamiętajmy, że ci ludzie naprawdę patrzyli na to. Dla nich religia była czymś bardzo istotnym. To nie była tylko rozgrywka polityczna, militarna. Oni patrzyli na to w kategoriach właśnie życia wiecznego. Tak, ja zasłużę się, pokonując niewiernych, w związku z tym będę miał ogromne zasługi na tamtym świecie. No więc pewnie szukał tego wszystkiego. Z tą wyprawą Władysława i w ogóle jest wiele problemów, no bo tutaj mamy w większości źródła czy bardzo często źródła, które post factum już to wszystko opisywały. Jeśli chodzi o decyzję Władysława. Tutaj się pojawiają nam kolejne szwarccharaktery w otoczeniu Władysława, tak jak ten Oleśnicki wcześniej, czyli przede wszystkim poseł, wysłannik papieski, Cesarini, który właśnie miał przekonać Władysława do zorganizowania krucjaty. Jak wiadomo, w pewnym momencie, po pewnych pierwszych zwycięstwach nad Turkami, jednak doszło do podpisania pokoju, do zawarcia rozejmu, podpisania pokoju między sułtanem a Władysławem. I on rzeczywiście został zawarty w 1444 roku. W Segedynie taki pokój na dziesięć lat został zawarty. No i tutaj się zaczęły schody. Najpewniej rzeczywiście można uznać, że pod wpływem namów Cesariniego i jakiś innych osób z otoczenia Władysława, czyli choćby m.in. Mikołaja Lasockiego, zaczął Władysław chyba powoli wątpić, czy dobrze zrobił podpisując pakt, pokój z niewiernymi. Sam przedstawiciel papieski mówił, i co więcej on ten pokój zaprzysiągł, on przysiągł, więc sam Cesarini stwierdzał, że przysięga złożona niewiernym i tak nie jest ważna, więc to nie jest grzech. Ale na pewno Władysław miał bardzo taki dylemat, no, nawet osobisty. Przysiągł i w związku z tym, czy może złamać przysięgę? Ostatecznie, no uznał, że przysięga jest, no, nie tyle ją łamie, bo ta przysięga jest nieważna od samego początku, doszło do kolejnej wyprawy. Tylko że tutaj ta opcja antyturecka, stronnictwo antytureckie się przeliczyło. Liczyło na to, że uzyska ogromne poparcie z Europy Zachodniej, z Wenecji, z Genui. I że, jednym słowem, siły węgierskie wspomagane przez siły innych państw chrześcijańskich wreszcie wyrzucą z kontynentu Turków. Jak wiemy, to się nie stało. Posiłki nie dotarły, a te, które dotarły, choćby z Polski, były naprawdę w bardzo małym, małym zakresie. No i to wszystko nas prowadzi do Warny, do bitwy pod Warną, która okazała się porażką i zakończyła się śmiercią Władysława, a być może, jak też niektórzy uważają, ale jak mówię, to są takie relacje już post factum spisywane i nie wiadomo, na ile wiarygodne. No ale wydaje się, że, przynajmniej według niektórych, że sam Władysław, no właśnie, w ferworze walki, zamiast poczekać na wsparcie, sam z nielicznymi rycerzami uderzył na elitę jazdy tureckiej, został okrążony i zginął. Natomiast co się stało z ciałem Władysława, to jest jedna wielka zagadka. Owszem, jest ten przekaz o odrąbaniu głowy i później obwożeniu tej głowy, żeby pokazać upadek króla Władysława. Ale czy to jest prawdziwe, czy nie, trochę nie wiadomo. Ta relacja nie musi być wiarygodna. Samego ciała nigdy nie odnaleziono i jak wiemy, stało się to podstawą do bardzo, bardzo różnych opinii i bardzo, bardzo różnych tak zwanych pseudowarneńczyków.
[Prowadzący] No właśnie, bo sam pan mówił, że rozstał się z matką i z bratem Władysław III kilka lat wcześniej. Później do Polski zaczęły nadchodzić informacje, że widziano go już po bitwie pod Warną czy w Konstantynopolu, czy w Grecji, czy w Wenecji. Czekano trzy lata z koronacją następnego króla. Trzy lata to jest bardzo długi czas jak na królestwo, długi czas oczekiwania. Czyli faktycznie wierzono, że król Władysław wróci, a tymczasem gdzieś był widziany. To jest największy historyczny mit, można powiedzieć kolokwialnie największa historyczna bzdura w naszej historii. Czy jest jakieś ziarenko prawdy w tym?
[Gość] Znaczy nie wiem, czy największy mit, największa bzdura, ale jedna z większych z całą pewnością. I tutaj też trzeba oddzielić dwie rzeczy. Po pierwsze to czekanie trzy lata w samym Królestwie Polskim z koronacją Kazimierza. Tutaj to była w ogóle rozgrywka młodego Kazimierza z polską elitą polityczną, w tym ze Zbigniewem Oleśnickim, na jakich warunkach Kazimierz obejmie w Polsce tron. Ponieważ Polacy no, trochę patrzyli z góry na młodziutkiego Kazimierza i zażądali od niego bardzo dużo, w zasadzie nic innego mu nie dając. Znaczy ofiarowując koronę. I nagle Kazimierz zaczął ich rozgrywać właśnie tą niepewnością co do śmierci brata. Bo ani nie odrzucił polskiej korony. No bo nie chciał i nie mógł. Ale też nie chciał przyjechać do Polski na warunkach, na warunkach strony polskiej. W związku z tym zaczął mówić: słuchajcie, to poczekajmy, przekonajmy się, może on żyje. Czyli odbił piłeczkę i w ten sposób Polacy musieli wysłać do niego kolejne poselstwo już wyższej rangi, już bez różnego rodzaju warunków wstępnych. I to była gra. Gra, którą Kazimierz wygrał, po prostu ograł, choćby tego Oleśnickiego w sposób koncertowy, korzystając właśnie z tej niepewności, bo wiadomo, że oni wiedzieli, że Władysław umarł. Więc to była gra. Ale niezależnie od tego, że właśnie niepewność śmierci, brak ciała umożliwiała Kazimierzowi Jagiellończykowi grę, to rzeczywiście pojawiały się co jakiś czas w różnych miejscach właśnie osoby, które twierdziły, że są Władysławem. Tutaj też może to się wydawać oczywiste, ale nie zawsze sobie to wbrew pozorom uświadamiamy. Po pierwsze pamiętajmy, że dziewięćdziesiąt pięć procent ówczesnych ludzi w Polsce w ogóle nigdy nie widziało Władysława. Oni naprawdę nie widzieli, jak ten Władysław wygląda. W związku z tym, jeżeli ktoś nagle przychodzi i mówi, to ja jestem cudownie ocalonym Władysławem, no to dla niektórych to mogło mieć jakieś źródło prawdopodobieństwa, zwłaszcza jeżeli był charyzmatyczny, przekonujący i tak dalej, i tak dalej. Więc pojawiali się, i w dziejach są bardzo liczne przykłady, że właśnie cudownie uzdrowieni, jakoby zaginięci, dzieci i tak dalej, i tak dalej. No więc takich właśnie pseudowarneńczyków się pojawiło również w Polsce, w Niemczech kilku i to pojawiali się oni bardzo, bardzo przez długie lata, bo jeszcze pod koniec lat 50-tych, na przykład w Poznaniu, w Wielkopolsce objawił się ktoś, kto się podawał za za właśnie Władysława. 15 lat mniej więcej po Warnie. On został co prawda, właśnie nie aresztowany, no został zatrzymany do wyjaśnienia. Nawet chciano ściągnąć samą Zofię, żeby powiedziała, czy rozpoznaje syna. No i ostatecznie jednak ten test wypadł negatywnie. To nie był Władysław. Ale ciekawe jest to, że mimo że został on skazany za podszywanie się, za zbrodnię, obrazę majestatu, bo się podszywał pod władcę. Został skazany na śmierć, ale jak sąd uznał ostatecznie, nie został on ścięty, żeby nikt nie twierdził, że Polacy własnego króla zamordowali. Mimo że był pseudokrólem, to i tak nie chcieli go, więc trafił do do wieży. A równocześnie w różnych rejonach właśnie różni podróżnicy gdzieś tam mówili właśnie, że widzieli Władysława. Tutaj się zaczął cały ten mit Władysława, który, no też jest bardzo popularny wątek, króla pokutującego, władcy, który pokutuje za swoje grzechy. No i tutaj właśnie tym grzechem miało być złamanie przysięgi. Dosięgnęła go kara, że wojsko przegrało i jakoby według niektórych on po prostu pokutuje w stroju pielgrzyma. Bo poza miejscami, które pan wymienił, na przykład był też przez pewnego czeskiego podróżnika, jeszcze w latach 70. jakoby widziany w Composteli na przykład. Więc ten pokutujący Władysław, który krąży po Europie, żeby przeprosić Boga za swoje grzechy, za złamanie przysięgi. Także to wszystko i ci pseudowarneńczycy, którzy sami się za niego podawali, i ci, którzy się nie podawali, ale siłą sugestii wielu ludzi widziało w kimś Warneńczyka. No to rzeczywiście się wpisuje w bardzo popularne takie właśnie wyobrażenia, oczekiwania ludzi. W dawnych czasach, kiedy obieg informacji był taki, jaki był. Zdjęć, portretów władców nie było, więc to rzeczywiście jest samo w sobie bardzo intrygujące i wpisujące się w ten mit Władysława, który zresztą wiele jest mitów związanych z Władysławem. Czy największy mit w dziejach Polski? Pewnie nie, ale na pewno jeden z istotnych.
[Prowadzący] To jest ciekawa sprawa też to, o czym powiedział pan o Kazimierzu Jagiellończyku, o tym, jakim był wytrawnym graczem już w wieku lat nastu. Później potwierdzał to, że jest postacią wybitną. Może to był taki pierwszy zwiastun tego, jak rozegrał polskich panów z Krakowa, ale o Kazimierzu Jagiellończyku będziemy rozmawiać w następnym odcinku. Więc tutaj słuchaczy zapraszam do subskrybowania kanału, żeby tego odcinka nie przegapić, a będzie na pewno ciekawie. Wracam do Warneńczyka, bo przecież prawda jest taka, na koniec możemy tę prawdę ujawnić, że Władysław znalazł się na Azorach i tam był ojcem pewnego żeglarza, który później dopłynął do brzegów Ameryki, czyli Krzysztofa Kolumba. Bo to jest taka hipoteza wyglądającego na całkiem poważnego badacza, pana doktora Manuela Rosy właśnie z Azorów. I to nie są jakieś żarty, to nie są jakieś fake newsy historyczne, bo to są rzeczy, które obiegają polski Internet, publikowane są na polskich portalach i te opublikowane w książce pana Manuela Rosy wątki całkiem się zgadzają i wychodziłoby na to, że ten Władysław Warneńczyk, nawet troszkę podobieństwa widzę do Krzysztofa Kolumba.
[Gość] No, podobieństwa można by się doszukiwać, gdybyśmy znali portret Władysława. Nie wiemy, jak on wyglądał, więc trudno mówić, że był podobny. No, nie wiem, czy teraz wchodzimy w konwencję rzeczywiście poważnej rozmowy o Władysławie, czy żartów, bo na zasadzie żartów, owszem, można powiedzieć, że no tak, Kolumb potomkiem naszych polskich władców, co być może otwiera nam jakieś pola do kwestii prawowitego posiadania całego kontynentu właśnie przez nasze państwo.
[Prowadzący] Powiedzmy może, dlaczego ta hipoteza jest absurdalna? Bo to nie jest jakiś post opublikowany na Facebooku. To nie jest jakaś teoria, którą gdzieś ktoś powiedział, tylko ktoś, kto się podaje za poważnego historyka, jest z Portugalii, ma tytuł naukowy, publikuje taką książkę, więc może, chciałem tylko usłyszeć, dlaczego możemy uznać to za kompletny absurd?
[Gość] Dlatego, dlaczego już powiedziałem, nie mamy żadnych wiarygodnych informacji o tym, żeby ktokolwiek z tych właśnie pseudowarneńczyków albo domniemanych Warneńczyków był rzeczywiście Władysławem. Natomiast mamy bardzo wiarygodne i naprawdę liczne źródła informujące o śmierci Władysława pod Warną. Jakby to nie ulega wątpliwości, że on pod Warną zginął. W związku z tym wszystkie inne jakiekolwiek argumenty, dowody, przypuszczenia, hipotezy, no są, absurdalne, bo właśnie, bo ten początek jest najważniejszy. Mamy wiarygodne liczne źródła informujące o tym, że zginął pod Warną. Wszystko inne jest tylko i wyłącznie mitem. Wszystko inne jest tylko i wyłącznie przypuszczeniami, hipotezami. No, pewnie, może niektórzy w to wierzą inni nie wierzą. Tytuł naukowy, jak wiadomo, niekoniecznie musi być dowodem wiarygodności badacza, więc wszelkie argumenty właśnie, a już później wiązanie z konkretną osobą, konkretną rodziną, czyli właśnie z Kolumbem, tego potencjalnego Władysława, to delikatnie rzecz ujmując, dalekie jest od rzeczywistości.
[Prowadzący] Władysław III Warneńczyk. Jako że Muzeum Historii Polski prowadzi taki ranking, w którym właśnie zapraszamy wybitnych polskich historyków, pytamy polskich wybitnych historyków zajmujących się okresami w dziejach naszego kraju, naszego narodu. Pytamy o tych najważniejszych polskich władców. Jaki jest Pana stosunek do postaci Władysława Warneńczyka? Gdybyśmy mieli go w tej zabawie umieścić? Chyba daleko poza podium.
[Gość] Daleko. Daleko, ale czy na ostatnim miejscu? No bo zależy jakie weźmiemy kryteria oceny władcy. No, jeżeli na przykład weźmiemy takie kryteria, czy za jego panowania państwo coś straciło na przykład terytorialnie? No nie, nie ma żadnych terytorialnych ubytków, choć za wielu, wielu innych władców polskich takie terytorialne ubytki były. Więc już na tym polu by można powiedzieć, że Władysław jest wyżej. Czy działo się w tym czasie coś, co spowodowało, nie wiem, jakiś ogromny kryzys ustroju państwa, gospodarki czy czegokolwiek innego? No też nie. No bez przesady. A to, że właśnie ten stereotyp słabego popychadła, młodzieniaszka, który jest, no nawet jeżeli tak, choć starałem się pokazać, że raczej tak do końca nie było. Ale nawet gdyby tak było, no to cóż, no okej, no popychadło. Ale ani nie stracił żadnych ziem, ani nie doprowadził do żadnego politycznego kryzysu, który by miał jeszcze jakieś dalekosiężne skutki. A wielu innych władców w dziejach Polski, no, takie rzeczy się działy.
[Prowadzący] Dobrze zapowiadająca się kariera, brutalnie ucięta mieczem islamskich wojowników. Natomiast ciekawą postacią był oczywiście młodszy brat Władysława, który również się kierował w stronę morza, tylko w stronę innego morza i ani nie stracił żadnych części terytorium, ale wręcz odzyskał te najważniejsze części terytorium. I o bracie Kazimierza Jagiellończyka takim pretendencie rzeczywiście, to o nim będziemy rozmawiać w kolejnym odcinku. Już państwa zapraszam. Dziękuję. Prof. Piotr Więcowski był naszym gościem.
[Gość] Dziękuję bardzo.
[Prowadzący] Dziękujemy za wysłuchanie podcastu. Zapraszamy do subskrypcji kanału Muzeum Historii Polski, tak aby nie ominęły Państwa kolejne odcinki.
Dane o obiekcie
-
Nazwa / Tytuł
Władysław Warneńczyk - potężny biskup, tragiczna krucjata i ścięta głowa -
Twórca / Wytwórnia
Muzeum Historii Polski (producent) -
Rodzaj
-
Kategoria
-
Zakres chronologiczny
-
Data wykonania
22/05/2025 -
Czas trwania
0h 52min 33sek -
Osoby występujące
-
Miejsce
-
Numer inwentarzowy
MHP-05-17442 -
Klasyfikacja praw autorskich
-
Permalink