Władysław IV Waza - pogromca Moskwy, miłośnik sztuki i tolerancyjny władca - Mediateka - Muzeum Historii Polski w Warszawie SKIP_TO
Wizyta w muzeum Przejdź do sklepu
Podcasty
Audio

Władysław IV Waza - pogromca Moskwy, miłośnik sztuki i tolerancyjny władca

Muzeum Historii Polski (producent);

30/06/2025

Transkrypcja

[Prowadzący] Panujący w latach 1632-1648 Władysław IV Waza to pierwszy monarcha elekcyjny urodzony w Polsce. Król, w którego żyłach płynęła krew trzech znaczących dynastii, wojennik, ale zainteresowany także sztuką i teatrem. Gdyby takich władców Polska miała więcej, być może historia Rzeczpospolitej potoczyłaby się inaczej. A może nie, bo Władysław IV w gruncie rzeczy nie zapobiegł temu, co nadeszło już kilka miesięcy po zakończeniu jego panowania. Jakim w gruncie rzeczy był ten środkowy i najbardziej kochany przez szlachtę władca z dynastii Wazów? O tym w odcinku, w którym będziemy gościć dr Annę Kalinowską. Zachęcam widzów i słuchaczy do subskrybowania kanału, tak, aby nie przegapić kolejnych materiałów z tej serii. Zapraszam także do głosowania w rankingu na najlepszego Króla Polski. Z okazji 1000-lecia koronacji pierwszego króla Bolesława Chrobrego Muzeum Historii Polski zaprasza do wspólnego stworzenia rankingu królów Polski. Wybierz swojego ulubionego władcę. Więcej informacji o rankingu na stronie muzeum ranking.muzhp.pl. Link w opisie poniżej. Część pierwsza: młodzieniec pędzla i szabli. Dzień dobry, gościmy dziś dr Annę Kalinowską z Muzeum Historii Polski i Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk, z którą będziemy rozmawiać o kolejnym królu Polski z rodziny Wazów.

[Prowadzący] Pani doktor, nazwałem tę część wprowadzającą do panowania Władysława IV mianem "królewicza pędzla i szabli". Nie, bynajmniej nie płaszcza i szpady, tylko pędzla i szabli, bo od tego chyba trzeba zacząć. Gdy przyglądamy się, gdy szukamy, gdy przygotowywałem się przede wszystkim do naszego spotkania, to zauważyłem, że chyba żaden z naszych władców nie był tak często uwieczniony na rozmaitych płótnach. Postać iście medialna, jeśli chodzi o XVII wiek.

[Gość] Z całą pewnością Władysław był częściej przedstawiany na różnego rodzaju portretach niż jego poprzednicy. Ale to jest też rzecz charakterystyczna dla tego okresu. Początek XVII wieku to jest moment niesamowitego rozwoju sztuki w Europie, a Władysław był wielkim znawcą sztuki, jej wielbicielem. I rzeczywiście w pewien sposób wpisywał się w ten trend ogólnoeuropejski. Przy czym jeżeli porównamy to, co się zachowało, jeżeli chodzi o wizerunki Władysława z tym, co się zachowało po innych władcach, no to ta liczba nie jest aż tak, ta liczba portretów, nie jest aż tak imponująca. Natomiast trzeba przyznać, że jest to dość szeroki i bardzo interesujący przegląd, bo mamy i piękny portret konny z warsztatu Rubensa, ale mamy też całą serię znacznie mniej udanych wizerunków. Niektóre wręcz karykaturalne, bo koncentrują się przede wszystkim na tuszy króla, który z czasem nieco, właściwie znacząco, przybierał na wadze. Ale to nie przeszkadzało Władysławowi w wykorzystywaniu swojego wizerunku dla celów propagandowych. I tutaj tak naprawdę chyba przed Stanisławem Augustem był jedynym władcą, który robił to na taką skalę i tak skutecznie.

[Prowadzący] Jeszcze taka ciekawostka, że tak jak pamiętam z naszego dzieciństwa, że zawsze były te pierwsze zdjęcia nas jako dzieci, no ale to XX wiek, kiedyś to też nie było takie popularne. Natomiast tutaj ciekawa sprawa, czyli portrecik dziecięcy niczym zdjęcie takie już praktycznie z XX wieku i Władysław IV uwieczniony jako roczne dziecko.

[Gość] Władysław Zygmunt, jeszcze nie Władysław IV rzeczywiście jako roczne dziecko, wyjątkowej urody blond słodziak w czerwonym stroju, w takim stroju dorosłym. I rzeczywiście to jest fotografia, to jest obraz namalowany przez Marcina Kobera, właściwie część pewnego zestawu, ponieważ tych portretów były dwa oprócz Władysława Zygmunta sportretowano również jego starszą siostrę Annę Marię. I oba te portrety w tej chwili są w Madrycie. Jest też, zdaje się, kopia w Monachium portretu królewicza i przechowywane są w bardzo interesującym miejscu, bo w klasztorze klarysek. To był klasztor, który ufundowały i z którym były bardzo blisko związane kolejne pokolenia infantek królowych hiszpańskich, głównie z dynastii Habsburgów. I tak się składa, że te portrety trafiły tam właśnie za pośrednictwem kobiet. To była taka fotografia rodzinna przesłana kuzynom z Hiszpanii, bo warto pamiętać o tym, a często się o tym zapomina, że dzięki małżeństwom Zygmunta III i dzięki temu, że poślubił najpierw Annę Habsburżankę, a następnie Konstancję Habsburżankę, tak naprawdę jego dzieci, w tym Władysław IV, były spokrewnione z najważniejszymi monarchami europejskimi. Anna Austriaczka z "Trzech muszkieterów" Dumas to jest siostra cioteczna Władysława IV i jego ciotki były żonami króla Hiszpanii, wielkiego księcia Toskanii. I w zasadzie to pokazuje też, jak bardzo Wazowie, mimo że była to relatywnie młoda dynastia, a w przypadku tronu Rzeczpospolitej nawet mówimy o dynastii Wazów, natomiast tak naprawdę zgodnie z prawem nie można było przesądzać o tym, że kolejni władcy Rzeczypospolitej wybierani w wolnych elekcjach będą pochodzili z tej samej rodziny. Tak naprawdę Wazowie byli częścią wielkiej monarszej europejskiej katolickiej familii.

[Prowadzący] No, ale to nasza rozmowa o dziełach sztuki jednak wskazuje na to, że był to taki szalenie medialny, medialny w znaczeniu dzisiejszym tego słowa, taki król, który przez swoje działania zamierzone czy przez okoliczności tego, jak ten dwór wyglądał, zyskiwał rozpoznawalność, o to jest inne słowo.

[Gość] Tak, z jednej strony rozpoznawalność właśnie poprzez sztukę, poprzez portrety, poprzez grafiki, poprzez medale, które krążyły po Europie. Ale z drugiej strony też musimy pamiętać, że okres, w którym żył Władysław, to jest moment wielkiej rewolucji medialnej w Europie. Pojawiają się gazety, pojawiają się najpierw gazety seryjne, później gazety periodyczne i w efekcie tak naprawdę Władysław Zygmunt jeszcze jako królewicz, a później jako król, pięknie wstrzelił się w całą tę rewolucję. I on się pojawia, o nim czytano we Francji, o nim czytano w Anglii, czytano w Niderlandach, we Włoszech. Tam, gdzie te gazety wydawano. Jest taki bardzo ciekawy przypadek, w czasie swojej podróży edukacyjnej, chociaż trudno to nazwać do końca podróżą edukacyjną, bo ma już prawie 30 lat, ale Władysław odbył taką podróż po dworach europejskich i odwiedzał właśnie głównie kuzynów, bo odwiedził Bawarię, odwiedził Wiedeń, dwór cesarski Wiedniu, odwiedził infantkę Izabelę Klarę Eugenię, która była namiestniczką Niderlandów Południowych, które podlegały Hiszpanii, pojechał też do Włoch. Odwiedził Florencję, spędził trochę czasu w Rzymie i jednym z elementów tej podróży była wizyta w obozie wojskowym pod Bredą. Ponieważ trwało oblężenie Bredy przez wojska hiszpańskie, trwała właśnie wojna pomiędzy Hiszpanią a Zjednoczonymi Prowincjami. I to było w ogóle wydarzenie militarne, które wzbudzało bardzo duże zainteresowanie w Europie. I w momencie, kiedy pojawił się tam Władysław, okazało się, że zaczęto o tym, że on ten obóz odwiedził i że spotkał się z głównodowodzącym hiszpańskim i że został tam podjęty, zaczęto o tym pisać. Są też fantastyczne relacje polskie dotyczące tego pobytu pod Bredą, ponieważ królewiczowi towarzyszył orszak i część z osób, które do orszaku należały, zostawiły swoje własne opisy tej podróży. No i dowiadujemy się na przykład, że rzeczywiście trafiono na ostrzał, gdzieś tam prawie że u stóp królewicza wylądowała bomba czy kula armatnia. No a w Europie można było przeczytać, że w zależności od tego oczywiście, czy czytało się katolicką, czy protestancką gazetę, albo że królewicz odwiedził Hiszpanów pod Bredą i był zachwycony ich męstwem i poprowadził jeden ze zwycięskich szturmów. Albo że wręcz przeciwnie, co prawda przyjechał, pozwolono mu poprowadzić szturm, ale przy okazji stracił 3000 żołnierzy hiszpańskich, bo cała impreza okazała się totalną klapą. Więc został trochę bohaterem w taki sposób nie do końca zamierzony i nieświadomy. Natomiast później już całe jego panowanie było relacjonowane przez europejskie gazety. Ostatnie chwile jego życia są, można prześledzić to jak raport z Merecza z maja 1648 roku jest publikowany czy w Niderlandach, czy w Paryżu, czy choćby nawet w Londynie.

[Prowadzący] Miałem właśnie zapytać o tą ciekawą sprawę podróży, którą jeszcze za życia ojca, Zygmunta III, odbywa nasz królewicz Władysław. Może, mości, pozwolę sobie tak zdrobnić, mości Władek Snopczyński, bo podobno podróżował pod zmienionym nazwiskiem, które było wariacją tego oficjalnego nazwiska Vasa. Oczywiście to po szwedzku znaczy "snopek". Źródła podają, że odbywał tę podróż incognito, ale tak jak tutaj, z tego co słyszę, to niekoniecznie incognito. Może incognito na terenie Rzeczypospolitej, gdy wyjeżdżał.

[Gość] Nie, incognito również poza granicami Rzeczypospolitej. Natomiast to incognito było bardzo praktyczne. To znaczy ono było wygodne po to, żeby uniknąć różnych niebezpieczeństw. No bo wiadomo, że jeżeli rozeszłaby się wiadomość, że jedzie królewicz, to komuś mogłoby coś niezbyt mądrego przyjść do głowy. To było wygodne, jeżeli chciało się uniknąć jakiegoś niepotrzebnego zamieszania, co zresztą też nie zawsze się udawało, bo jednak to incognito, no, powiedzmy sobie szczerze, bywało dość umowne. I nawet jeżeli królewicz nie chciał być witany przez władze miejskie, przejeżdżając przez jakiś gród, to i tak zdarzało się, że czekała delegacja i wygłaszano mowy pochwalne. Natomiast na dworach, które odwiedzał, już to incognito, nie obowiązywało. Natomiast też trzeba pamiętać, że w przypadku Władysława bardzo wyraźny jest pewien problem, który w ogóle dotyczy synów królewskich w Rzeczpospolitej, bo on jest w zasadzie takim chyba najlepiej udokumentowanym, mówiąc brzydko, przypadkiem, syna króla elekcyjnego. Tutaj jeszcze nakłada się to, że pochodził z dynastii, która panowała w innym kraju, więc to jest inny przypadek niż na przykład synowie Sobieskiego. Więc to jest punkt wyjścia, jest troszkę, troszkę inny. No i pojawia się problem, co z takim królewiczem zrobić? No bo nie jest następcą tronu. Bo gdyby był najstarszym synem króla Francji, Anglii, Hiszpanii, no to wiadomo, będzie następnym królem. Tutaj to nie jest wcale takie oczywiste. Jego ojciec, niezależnie od tego, jak bardzo jest potężny, tak naprawdę jego pozycja w hierarchii królewskiej monarszej, no też jest taka no, teoretycznie nie jest gorszy niż inni królowie, ale to jednak jest monarchia. Jednak jest monarchia elekcyjna i to się pojawia choćby przy problemie znalezienia żony. I istnieje teoria o tym, że Władysław Zygmunt dlatego tak długo pozostawał kawalerem, bo ożenił się dopiero gdzieś tam przed czterdziestką, że właściwie nie wypadało mu się ożenić. Musiał znaleźć odpowiednią, godną kandydatkę, odpowiednio dobrą partię. No ale w momencie, kiedy nie wiadomo, czy będzie królem, jest tylko najstarszym synem króla Polski. Teoretycznie jest dziedzicem tronu szwedzkiego, ale bardzo teoretycznie, bo doskonale wiadomo było, że raczej szanse na to, żeby Rzeczpospolita pokonała Gustawa Adolfa są niewielkie. No to w zasadzie dla cesarza wydanie córki za takiego kandydata to nie jest najciekawsza opcja. I podobnie też z innymi monarchami. Więc tutaj był pewien kłopot czysto ceremonialny na przykład, bo w Rzymie się okazało, że ktoś tam nie chciał mu ustąpić pierwszeństwa, dlatego że to jest syn króla elekcyjnego. Dlaczego mamy go traktować, jakby był następcą tronu króla w monarchii dziedzicznej. I to się przekładało właśnie też na taką praktykę funkcjonowania.

[Lektor] Jest to wielkich nadziei młodzieniec wyposażony we wszystkie dary natury, postawny, o wysokim czole, jasnej płci, wielkiego, łaskawego i przystępnego ducha. Włada doskonale czterema językami: polskim, niemieckim, włoskim i łacińskim. Poczynił znaczne postępy w naukach humanistycznych. Teraz przyswaja sobie prawo. Świetny to jeździec, zapalony żołnierz. Stąd też cieszy się miłością Polaków, a Rosjanie chcą go pozyskać. Wydaje się też, że odznacza się roztropnością niezwykłą w tych latach.

[Prowadzący] Tak o wyjątkowym młodzieńcu, o synu polskiego króla pisał hiszpański dyplomata, niejaki Abraham Dohna. Mówiliśmy o tym, jakim młodzieńcem był Władysław Zygmunt. Zaznaczmy coś, co jest istotne, jeśli chodzi o tą postać. Może rzeczywiście ktoś nie traktował go z należytą estymą, bo był synem króla elekcyjnego, a taki król elekcyjny? Myślę, że to faktycznie mogło być dość niezrozumiałe w Europie jako taki król troszkę przez małe k. Natomiast z punktu widzenia obywateli Rzeczypospolitej, no to jednak był ktoś, kto był nie dość, że król oczywiście panującego Zygmunta III Wazy, ale przede wszystkim Jagiellonów, po prostu wnuk Zygmunta Starego, półkrwi Habsburg.

[Gość] No to jeżeli mogę przerwać to to, że półkrwi Habsburg to akurat w Polsce nie robiło zbyt dobrze.

[Prowadzący] Ale Jagiellon.

[Gość] Jagiellon, zdecydowanie Jagiellon. Zygmunt Zygmunt III bardzo dużo zainwestował i zresztą później Władysław IV również w to, żeby przypominać o tym, że jest po kądzieli przedstawicielem dynastii Jagiellonów i tak naprawdę w bardzo dużej części fakt, że mamy coś, co nazywamy rządami dynastii Wazów w Rzeczpospolitej, to w dużym stopniu jest pochodna tych związków dynastycznych. I gdyby Jan Waza nie ożenił się z Katarzyną Jagiellonką, to pewnie sytuacja na przełomie XVI i XVII wieku i w pierwszej połowie XVII wieku Rzeczpospolitej wyglądałaby inaczej. Natomiast tutaj trzeba zwrócić uwagę. Więc tak naprawdę elekcja Zygmunta III, mimo tego, że rozdwojona, mimo tego, że przebiegała w bardzo takiej gwałtownej atmosferze, właściwie doszło praktycznie do wojny domowej między zwolennikami Habsburga i młodego Wazy, no to jednak dokonała się dlatego, że królewicz szwedzki miał poparcie Anny Jagiellonki, ostatniej przedstawicielki dynastii. Natomiast jeżeli chodzi o Władysława, to trzeba pamiętać o jednej rzeczy. To jest pierwsze dziecko królewskie, pierwsze płci męskiej dziecko królewskie, które przyszło na świat już w Rzeczypospolitej, ale w Polsce, od 1520 roku. Wcześniej ostatnim synem króla, który się tutaj urodził, był Zygmunt August. Więc jeżeli nawiązujemy do tej ciągłości dynastycznej, no to to już jest taki element, który bardzo przemawiał do wyobraźni. On się urodził w Polsce. On co prawda wychowywał się na dworze, na którym mówiono po niemiecku bardzo dużo, przynajmniej w pierwszych latach jego życia, bo pierwsze lata życia dzieci królewskich, no to jest opieka dworu żeńskiego, to jest fraucymer, duża część fraucymeru żony Zygmunta III to były. To były Niemki, to były Bawarki. Więc Urszula Meierin, ochmistrzyni dworu, która była niezwykle ważną postacią dla Władysława i dla jego młodszego rodzeństwa również. Tak naprawdę niemiecki był tym pierwszym językiem, ale on równocześnie uczył się też polskiego. On mówił po polsku, on ubierał się zarówno po zachodniemu, jak i po polsku. I miał krąg przyjaciół. Jerzy Ossoliński, ale wcześniej Adam Kazanowski. Zresztą był pewien spór między nimi dwoma, bo każdy z nich chciał być najlepszym przyjacielem królewicza. To był i też pewne cechy charakteru, które w pewien sposób pozwalały polskiej szlachcie widzieć w nim swojego. I to jest rzeczywiście taki element bardzo istotny. Wspomniał pan o szabli. Trzeba też pamiętać, że on dość wcześnie też w jakiś sposób staje się aktywny na polu militarnym. Co prawda ta podróż, o której wspominaliśmy, to oficjalnie była pielgrzymka dziękczynna za zwycięstwo pod Chocimiem w 1621 roku. Ja bym nie przesadzała z kluczowym udziałem królewicza w zwycięstwie. Choć co prawda on został uwieczniony przez Bacciarellego na obrazie w Zamku Królewskim, upamiętniającym w Sali Rycerskiej, upamiętniającym jedno z najważniejszych wydarzeń, czyli właśnie pokój chocimski. Polsko-turecki pokój chocimski z 1621 roku. Natomiast wiadomo było, że ma o tym pojęcie, wie, jak się zachować w polu, jest odważny i to też było coś, co było istotne dla obywateli, bo był trochę taki niby królewicz, ale jednak, ale jednak nasz. Jeszcze jedna rzecz. Wspomniałam o tym, że to habsburskie pochodzenie może niekoniecznie dla niektórych mogło być zaletą. Ono bywało pod pewnymi względami i w pewnych sytuacjach zaletą właśnie w tych kontaktach międzynarodowych. Co prawda ono się liczyło bardziej w Europie katolickiej niż w protestanckiej, ale ono w pewien sposób podnosiło prestiż i samego króla, i dynastii Wazów. Natomiast to, o czym warto pamiętać, tutaj się pojawia taki trochę bajkowy wręcz element złej macochy. To znaczy Władysław był synem Zygmunta III z pierwszego małżeństwa z Anną Habsburżanką. Po jej śmierci król, zresztą ku oburzeniu swoich poddanych, ożenił się z jej młodszą siostrą. I kolejne dzieci królewskie to było młodsze przyrodnie rodzeństwo, równocześnie bracia cioteczni, bo matki były siostrami. Natomiast Konstancja Habsburżanka miała swoje ambicje polityczne i skupiała te swoje ambicje polityczne na swoim najstarszym synu, czyli właśnie Janie Kazimierzu, który później został następcą Władysława na polskim tronie i pojawiają się na przykład w raportach dyplomatycznych takie opowieści o tym, że królowa coś knuje, że pod koniec życia Zygmunta III wykonuje różne działania, które miałyby na celu utrudnić elekcję Władysława, który niejako wyłaniał się jako naturalny kandydat do polskiego tronu. I Konstancja miała próbować w jakiś sposób przekonywać, że lepszym kandydatem byłby jej najstarszy syn, czyli Jan Kazimierz.

[Prowadzący] Jako ciekawostkę mogę tylko dodać, że Władysław IV urodził się w Krakowie.

[Gość] W Łobzowie. W Krakowie nie mógł się urodzić, ponieważ kilka miesięcy przed jego urodzeniem, przed jego przyjściem na świat, miał miejsce słynny pożar Wawelu. Anna Habsburżanka, już wtedy w ciąży, została ewakuowana do Łobzowa i tam właśnie przyszedł na świat królewicz.

[Prowadzący] Wyprzedzam od razu komentarze, bo wiem, że będziecie państwo wpisywać, że to przecież dzisiaj Kraków. Ja też.

[Gość] Wtedy nie.

[Prowadzący] Nie, nie. Dzisiaj w dzisiejszych granicach miasta.

[Gość] W dzisiejszych granicach miasta. I z tego co wiem, to pozostałości, czy właściwie miejsce, w którym znajdował się dwór myśliwski, w którym na świat przyszedł królewicz Zygmunt Władysław, w tej chwili, zdaje się, należy do Uniwersytetu Jagiellońskiego. Natomiast właściwie Łobzów jest częścią Krakowa. Natomiast w XVII wieku, w XVI wieku to była podmiejska rezydencja polskich władców jeszcze z czasów Jagiellonów, później też rozbudowana przez Batorego. I ona odgrywała też bardzo istotną rolę, bo to było takie miejsce, gdzie zatrzymywały się żony królewskie, czy wtedy jeszcze narzeczonej królewskie, przed uroczystym wjazdem do Krakowa.

[Prowadzący] No to przenosimy się do Warszawy. W jednym z poprzednich ciekawych odcinków rozmawiałem z profesorem Wojciechem Tygielskim. To był odcinek specjalnie poświęcony okolicznościom elekcji polskich władców, często burzliwych, często odbywających się w bardzo ciekawej atmosferze. Ale tutaj profesor zaznaczał, że ten wybór Władysława IV na króla to wyjątkowo była spokojna elekcja. Taka modelowa.

[Gość] Tak, znaczy trudno powiedzieć, że w ogóle było coś takiego jak model polskiej wolnej elekcji. Bo to, co można powiedzieć, to to, że mogło się wydarzyć wszystko na polu elekcyjnym. Natomiast rzeczywiście to była chyba jedna z najspokojniejszych elekcji, na pewno znacznie mniej dramatyczna niż elekcja ojca. Już o tym wspominaliśmy, że tam w zasadzie skończyło się to starciem zbrojnym między przeciwnikami Zygmunta i jego zwolennikami. Albrycht Stanisław Radziwiłł napisał, że właściwie elekcja dokonała się w godzinę, więc to pokazuje, że rzeczywiście atmosfera była wyjątkowo spokojna i ten wybór był taki dość, no, właściwie nie było specjalnie wyboru, był jeden kandydat. Później, po śmierci Władysława IV, doszło do dosłownie bratobójczej walki pomiędzy jego młodszymi przyrodnimi braćmi, czyli Janem Kazimierzem i Karolem Ferdynandem. Natomiast tutaj bracia nie startowali, nie zgłaszali żadnych ambicji. Zagraniczni kandydaci też raczej stwierdzili, że chyba nie warto w takich okolicznościach, poza tym, że pojawiła się w pewnym momencie plotka i ona rzeczywiście pojawia się dość regularnie w zachodnich źródłach czy w  gazetach, czy w różnego rodzaju korespondencjach, gazetach pisanych, pojawiła się bardzo, powiedziałabym, dość egzotyczna kandydatura Gustawa Adolfa, czyli króla Szwecji, protestanta i przeciwnika polskich Wazów. Natomiast nikt nie ma najmniejszych wątpliwości, że to było trochę bardziej w kategoriach kaczki dziennikarskiej, jak byśmy to dzisiaj powiedzieli. Ewentualnie była to jakaś próba gry, trudno powiedzieć do końca przez kogo prowadzonej, ale najogólniej rzecz biorąc, taka kandydatura gdzieś tam majaczyła na horyzoncie, ale tak naprawdę nigdy nie miała ani żadnych szans, ani też w żaden sposób nie zmaterializowała się na polu elekcyjnym.

[Prowadzący] Część druga: król na beczce prochu.

[Lektor] Szlachetny, wielce nam miły, słusznie zasługują na miłość monarchów ci, którzy cieszą się przywilejem wiedzy. Przez swą szczególniejszą naukę stałeś się sławnym na świecie, a pomiędzy wieloma, którzy cię podziwiają i my także się znajdujemy. Szacunek nasz odpowiada twej zasłudze. Trwałą też mamy wolę przy każdej sposobności okazać ci naszą łaskę. Dlatego prosimy Cię, abyś nam łaskawie przysłał dwie lub trzy pary szkieł do perspektywy. Albowiem te, któremiś przed 20 laty nas obdarzył, a które doszły nas aż w Moskwie, ulegając przypadkom podróży, gdzieś zaginęły podczas pochodów. Pragniemy mieć jedne z tych szkieł, których sam używasz i z których słyniesz, a które nam będą miłe jedynie przez wzgląd na głośną twą zasługę. Zresztą możesz na łasce naszej polegać, na której ci nigdy zbywać nie będzie. Niech Bóg cię błogosławi.

[Prowadzący] Unikat. Szanowni Państwo, to jest po prostu prawdziwy unikat. To jest odnaleziona korespondencja naszego króla Władysława IV. I to z kim?

[Gość] Z Galileuszem.

[Prowadzący] No właśnie. Korespondencja z jednym z najbardziej światłych umysłów tego czasu, postacią szeroko rozpoznawalną na świecie, która przeszła do historii z powodów naukowych i pozanaukowych także. Ciekawa sprawa, że nasz król miał takich korespondencyjnych znajomych.

[Gość] Bo nasz król, a wtedy to chyba jeszcze królewicz, był wszechstronnie wykształcony, mówił w kilku językach, miał bardzo szerokie horyzonty i nie bał się na przykład kontaktów z protestantami. Biorąc pod uwagę atmosferę, w jakiej był wychowywany, obecność jezuitów na dworze, postawę jego ojca, no to w zasadzie można by się było spodziewać, że najstarszy syn Zygmunta III będzie szermierzem kontrreformacji. Tymczasem Władysław miał do kwestii religijnych znacznie bardziej otwarte podejście niż ojciec. I tak jak o tym już wspominaliśmy, to znaczy on czuł się częścią, nie ma najmniejszych wątpliwości, że on się czuł częścią tej takiej dużej, europejskiej, monarszej rodziny. W związku z tym zachowywał się tak, jak zachowywali się inni monarchowie. Był patronem sztuki, był patronem nauki, był patronem muzyki. Musimy pamiętać, że zawdzięczamy mu pierwsze przedstawienia operowe na ziemiach polskich, więc tak naprawdę bardzo ciekawa postać, też pod względem intelektualnym i szerokich horyzontów, właściwie pod każdym względem.

[Prowadzący] Chciałbym powiedzieć, że jesteśmy w połowie części drugiej, więc postanowiłem zakończyć ocieplanie wizerunku, które uprawiamy tutaj. Ocieplanie wizerunku, kreowanie.

[Gość] To wybrał pan sobie złego gościa.

[Prowadzący] Bo zacząłem lubić tego króla. Tak, słucham pani wypowiedzi i słucham. I sobie zacząłem myśleć, że to w ogóle świetny król. No po prostu niesamowity człowiek, dzielny wojskowy i człowiek szerokich horyzontów. Naprawdę bardzo mi się to wszystko podoba. Gdyby nie jeden bardzo znaczący fakt, o którym chciałem teraz powiedzieć, bo ta korespondencja z Galileuszem to jest ciekawa rzecz. Rzeczywiście ojciec pewnie by tego nie pochwalał, że ktoś, kto potępiony przez Kościół katolicki jest korespondencyjnym nawet znajomym. Najbliższy przyjaciel ojca. Denhoff do końca życia został protestantem. Podobno panowie wspólnie śpiewali protestanckie hymny, a siostra Zygmunta III, ukochana siostra Zygmunta III, Anna Wazówna, też nigdy nie porzuciła luteranizmu.

[Prowadzący] Korespondencja dotyczyła soczewek do lunet. Tutaj przypomnę to, co przed chwilą słyszeliśmy. Korespondencja dotyczyła soczewek do lunet, które zostały zagubione aż w Moskwie. Ciekawa sprawa. O Moskwie też za chwilkę porozmawiamy. No i te soczewki ważna rzecz. Czy Władysław dostrzegał te problemy wewnętrzne, które nabrzmiewały w Rzeczpospolitej? Może to soczewki były mu potrzebne, żeby tą lunetą dostrzec to, co spadło na Rzeczpospolitą po jego śmierci? Czy on już jako władca wybrany zgodnie, znakomity władca, człowiek wielu horyzontów, wspaniała postać, uwielbiany, lubiany przez szlachtę Rzeczypospolitej? Czy on dostrzegał te problemy, które po sobie zostawił?

[Gość] No trudno by było, żeby dostrzegał to, co po sobie zostawił. Mógł jedynie dostrzegać to, co potencjalnie rysowało się jako zagrożenie, że po nim zostanie. Tak, na pewno. To znaczy Władysław, on jest bardzo, wydaje mi się, że Władysław jest taką bardzo wielowymiarową postacią i tak naprawdę on jest bardzo często przedstawiany jako trochę, ja go nawet w tej chwili tutaj przez ostatnie kilka minut przedstawiałam jako pewne przeciwieństwo ojca. Ale tak naprawdę pod pewnymi względami bardzo ojca przypominał. To znaczy te podobieństwa nie kończyły się tylko na miłości do muzyki, ale obaj byli bardzo sumienni. Są relacje z epoki, które mówią o tym, że król pracowicie spędzał wiele godzin dziennie, czytając korespondencję, odpisując na nią. Po prostu zajmował się rządzeniem. Był bardzo sumienny, jeżeli chodzi o prace sejmowe. Też jest słynna historia o tym, jak to król zaniemógł, a z wiekiem jego zdrowie coraz było coraz słabsze. Wiadomo, że cierpiał na kamicę nerkową. To nie jest przyjemna przypadłość, bardzo bolesna i wiadomo też, że miał problemy z chodzeniem. Ale też ponieważ polska procedura parlamentarna wymagała obecności króla w senacie, żeby wszystko w sejmie działo się tak, jak powinno, zgodnie z przepisami, no to po prostu króla do tego senatu zanoszono. Jest też, nie pamiętam do końca, skąd pochodzi ta historia, natomiast chyba też od Albrychta Stanisława Radziwiłła. To a propos słabego stanu zdrowia i typowo męskiej postawy króla jegomości w momencie, kiedy Cecylia Renata, jego pierwsza żona, była w trakcie porodu i rodziła syna, król miał atak kolki nerkowej i komentarz był taki: królowa powiła królewicza, a wszyscy się ucieszyli, król w tym czasie obok, w sąsiednim pokoju cierpiał. W porównaniu z nim królowa urodziła syna bardzo cicho, więc można powiedzieć, że jest to typowo męskie zachowanie. Można powiedzieć, że po prostu miał pecha i miał kiepskie zdrowie. Ale równocześnie to kiepskie zdrowie nie oznaczało, że traktował je jako wymówkę, żeby nie wypełniać swoich obowiązków. Natomiast z drugiej strony w przeciwieństwie do ojca bywał czasami niekonsekwentny w swoich działaniach. Bywało tak, że to był słomiany ogień. Miał jakieś pomysły, miał jakieś plany, próbował coś realizować i tak naprawdę nie udawało mu się doprowadzić ich do końca. Przy czym znowu tutaj czasami bywało tak, że to wynikało trochę z jego winy i z jego własnego zaniedbania. Albo z tego, że przelicytował, że wpadł na jakiś pomysł, który był totalnie nierealny, albo wynikało to po prostu z okoliczności. No bo jakiś nieszczęśliwy układ okoliczności, na przykład międzynarodowych, powodował, że cały ten plan w pewnym momencie tracił rację bytu.

[Prowadzący] Tutaj jest taka sprawa, która wydaje mi się, że nie mamy aż tak dużej świadomości związanej z rządami Wazów i z tym, co wydarzyło się na tle spraw religijnych Rzeczypospolitej, co generowało problem, bo to jest ten problem. I ten spadek, który zostawił synowi jego ojciec, jak powiedziałem, był katolikiem, ale takim bardzo radykalnym katolikiem był Zygmunt III Waza. To za jego rządów została zawarta unia brzeska w roku 1596, która rodziła, generowała konflikt. I można powiedzieć, że ten problem z unią, z następstwami unii brzeskiej to trwał w historii Polski przez następne wieki, praktycznie aż do czasów późniejszych. Władysław próbował załagodzić ten konflikt, załagodzić sprawę tego, że prawosławni, część prawosławnych z tą unią nie chciała się pogodzić, ale nie załagodził i to generowało. To był jednak istotny aspekt tych późniejszych powstań kozackich, które były taką hekatombą dla Rzeczypospolitej.

[Gość] To znaczy to była kombinacja różnych czynników, to znaczy na pewno unia brzeska nie spełniła tych oczekiwań, jakie miał wobec niej Zygmunt III. Ona miała raczej doprowadzić do podporządkowania. Tutaj ważny był element religijny. To znaczy chodziło o to, żeby prawosławni uznali zwierzchnictwo papieża. Taki obrót sprawy byłby też korzystny politycznie, no bo w pewien sposób ograniczałby różnice wyznaniowe. A król zdecydowanie miał wizję Rzeczpospolitej katolickiej i prowadził bardzo konsekwentną politykę personalną. To znaczy Zygmunt III, jest taka wypowiedź angielskiego ambasadora sir Thomasa Roe, który pod koniec lat 20., już pod koniec panowania Zygmunta III, odwiedził Rzeczpospolitą i z pewnym takim podziwem w zasadzie napisał, że gdyby nasz król, gdyby król angielski w ten sposób rozwiązywał problem katolików, no to w zasadzie nie mielibyśmy problemu katolików w Anglii, bo Zygmunt załatwia to na miękko. To znaczy on po prostu odciął protestantów, częściowo też prawosławnych, od urzędów. Nie dostawało się starostw, nie dostawało się krzeseł senatorskich. I w pewnym momencie, jeżeli ktoś miał jakieś ambicje polityczne, chciał w jakiś sposób budować pozycję rodziny, no to stawał przed wyborem konwersja na katolicyzm albo trwanie przy wierze przodków. No tylko pytanie jak długo i jak to wpłynie na pozycję rodziny. Oczywiście Radziwiłłowie birżańscy nie byli w takiej sytuacji. Ich pozycja była na tyle silna, że król musiał w jakiś sposób sobie z nimi koegzystować, niezależnie od tego, czy chcieli zostać przy kalwinizmie, czy nie. Natomiast w przypadku bardzo, bardzo wielu rodzin to po prostu tak wyglądało. I Władysław rzeczywiście odziedziczył po ojcu po pierwsze mocno skatolicyzowane elity, tak byśmy to ujęli, bardzo osłabione stronnictwo protestanckie, aczkolwiek jeszcze w czasach, kiedy był królewiczem, cieszył się opinią osoby właśnie otwartej i w pewien sposób przychylnej protestantom. Wiadomo, że miał kontakty z Krzysztofem Radziwiłłem. To była osoba, za którą Zygmunt III zdecydowanie nie przepadał. Więc jednymi z pierwszych decyzji Władysława po elekcji to były awanse właśnie dla Krzysztofa Radziwiłła, dla jego syna Janusza Radziwiłła. I ogólnie rzecz biorąc, odbierano go jako człowieka, dzięki któremu pozycja czy w ogóle funkcjonowanie protestantów w Rzeczypospolitej powinno wyglądać już lepiej, inaczej. No i zapewne spora część protestantów, którzy mieli duże nadzieje związane z panowaniem Władysława, rozczarowała się. Nie wiem czy mocno, ale się rozczarowała. Natomiast jeżeli chodzi o problem relacji prawosławnych i unitów, no to był jeden z głównych elementów samego początku panowania, bo on się pojawiał i na sejmie elekcyjnym, i później na sejmie koronacyjnym. Były pewne ustalenia. Król w pewien sposób mediował między obiema stronami, później próbował zdobyć potwierdzenie tych ustaleń ze strony Stolicy Apostolskiej. No ale też tak naprawdę to był taki kompromis, który do końca nie odpowiadał żadnej ze stron. Natomiast wspomniał pan o problemie kozackim. Tutaj te kwestie religijne rzeczywiście też odgrywają pewną rolę. Natomiast tutaj tak naprawdę trzeba wspomnieć o projekcie, o takim dużym projekcie króla, który bezpośrednio przyczynił się do zaognienia sytuacji z Kozakami, to znaczy pod koniec panowania Władysław, już w latach 40. miał pomysł na wielką wojnę z Turcją i Kozacy mieli odegrać istotną rolę. Tylko król chyba podszedł do sprawy zbyt optymistycznie, no bo wojna niestety kosztuje. A żeby mieć pieniądze na wojnę i żeby móc tym Kozakom zapłacić, żeby ich wysłać przeciwko Imperium Osmańskiemu, trzeba mieć pieniądze. A szlachta ani nie miała ochoty dzielić się z królem pieniędzmi, ani nie miała ochoty na fundowanie sobie kolejnej wojny. Musimy pamiętać, że okres bezpośrednio poprzedzający panowanie Władysława IV, to jest tak naprawdę seria różnego rodzaju konfliktów zbrojnych, bo lata 20., ostatnia dekada rządów Zygmunta III, zaczyna się od wojny z Turcją, której częścią była klęska cecorska, która była ogromnym szokiem dla Rzeczypospolitej. Później druga połowa lat 20. to jest wojna z Gustawem Adolfem w Prusach i w Inflantach. A tak naprawdę elekcja Władysława IV odbywa się w trakcie wojny z Moskwą, bo po śmierci Zygmunta III Moskwa zaatakowała Smoleńsk. Więc tak naprawdę szlachta w ogóle miała dość pacyfistyczne nastawienie i wychodziła z założenia, że będzie bronić ojczyzny, o ile ktoś tę ojczyznę zaatakuje. Natomiast pomysł, że Rzeczpospolita przeprowadzi działania zaczepne i rozpocznie jakąś wojnę, nie był specjalnie popularny. I to jest dokładnie problem, z którym musiał zmierzyć się Władysław w latach 40. I to jest rzecz, której mu się nie udało przeprowadzić. A Kozacy mieli odgrywać bardzo istotną rolę w tych planach. W momencie, kiedy w związku z tym liczyli na to, że taką rolę odegrają w momencie, kiedy okazało się, że wojny nie będzie, to problem się pogłębił.

[Prowadzący] Kolejna sprawa z panowaniem Władysława IV, o którym usłyszeliśmy bardzo wiele ciepłych słów jak dotychczas, wiele plusów, ale nie zapominajmy o tym, żeby te plusy nie przysłoniły nam minusów. Kolejny minus znalazłem. No bo to jednak Władysław IV zaakceptował to, że książę Jerzy Wilhelm Hohenzollern nie musiał jako królowi Polski składać hołdu osobiście. Czyli daliśmy tym spadkobiercom Krzyżakom palec, a jak się da im palec, to za chwileczkę stało się to, co się stało później.

[Gość] Bardzo mi przykro. Dalej będę broniła króla i wydaje mi się, że mam bardzo mocne argumenty. Zgoda, Władysław mógł zgodzić się na to, żeby hołd nie odbywał się tak, jak odbywało się dotychczas, czyli osobiście. Ale tak naprawdę to, przynajmniej w mojej ocenie, to ma wymiar symboliczny. Oczywiście symbole są ważne, są istotne, odgrywają swoją rolę, ale tak naprawdę gdybyśmy szukali kogoś, kto bardziej ponosi odpowiedzialność za to, co się wydarzyło, no to kandydatem jest Zygmunt III, bo to on pozwolił, on wyraził zgodę, właściwie potwierdził coś, co i tak już wcześniej było obiecane. To znaczy zezwolił na zmianę zasad sukcesji w lennie pruskim, bo traktat z 1525 roku, którego rocznicę zresztą niedawno obchodziliśmy, bardzo precyzyjnie mówił, co się stanie, jeżeli poszczególne linie Hohenzollernów wymrą. I nie przewidywał tego, że linia brandenburska w pewnym momencie będzie miała prawo do przejęcia tego lenna. A Zygmunt się na to zgodził. I drugim drugim władcą, który moim zdaniem też więcej nabroił niż Władysław, jeżeli mówimy o Prusy, jest jego brat, czyli Jan Kazimierz, który zgodził się na traktaty warszawsko-bydgoskie. Więc obawiam się, że tutaj może Władysław do końca czystego sumienia nie miał. Natomiast może nie w ten sposób, że Władysław rzeczywiście nie był tutaj tak zupełnie niewinny, ale tak naprawdę te jego decyzje nie miały aż tak istotnego znaczenia, jak to, co wydarzyło się wcześniej i to, co wydarzyło się później.

[Prowadzący] Część trzecia: Jagiellon, który chciał być carem. Za chwilę powiemy o ambicjach politycznych Władysława IV i o wektorach jego polityki zewnętrznej. Ale może jeszcze zostańmy przy tym jakże ciekawym życiu osobistym. Nie mówiliśmy jeszcze o tym, co w biografiach władców jest szalenie istotne, czyli kobiety, małżonki i życie prywatne, życie uczuciowe i życie uczuciowo-polityczne. Jak to wyglądało? Zaznaczyła pani istotną sprawę, że nie było godnej kandydatki i dość późno nasz król znalazł małżonkę.

[Gość] Godnych kandydatek było wiele, natomiast tak naprawdę otwartą była kwestia tego, czy w momencie, kiedy Władysław nie był jeszcze królem, mogło do takiego mariażu dojść. Natomiast rzeczywiście pierwsze plany znalezienia żony dla Władysława pojawiły się dość szybko i to były dość interesujące kombinacje. Jest teoria, że jedną z pierwszych kandydatek miała być Elżbieta Stuart, córka Jakuba I. W 1610 roku do Londynu pojechał marszałek Zygmunt Myszkowski oraz Jakub Sobieski, ojciec późniejszego Jana III Sobieskiego. Tam m.in. spotkali dzieci królewskie i jest wspaniały opis. Obaj panowie bardzo byli podekscytowani faktem, że w pokojach angielskiej królewny wisiał portret Władysława. I źródłowo ja przewertowałam całą korespondencję dyplomatyczną i naprawdę bardzo, bardzo dużo źródeł z tego okresu. I jakoś nigdzie indziej nie pojawił się pomysł, żeby Elżbietę za Władysława wydać. Aczkolwiek prawdą jest, że jej ojciec w danym momencie szukał dla niej męża. I Jakub miał pomysł, żeby jedno z jego dzieci poślubiła, bądź wyszła za mąż za katolika. Więc teoretycznie taka kombinacja byłaby możliwa. Później kolejny dość egzotyczny pomysł to jest potencjalny mariaż z wdową po Gustawie Adolfie. I tutaj to już nawet była mowa o takim krzyżowym układzie. To znaczy Władysław miał ożenić się z wdową, a Jan Kazimierz miał się ożenić z jej córką, czyli z późniejszą królową Krystyną. No, były już takie bardziej konwencjonalne kandydatki, czyli księżniczka toskańska i infantka hiszpańska Maria Anna. Stanęło na Habsburżance, na siostrze ciotecznej, na arcyksiężniczce Cecylii Renacie. Ale to też wcale nie było takie oczywiste, bo ponieważ dość mocno zaawansowane były rozmowy w sprawie ślubu z siostrzenicą Karola I, Elżbietą Wittelsbach, zresztą córką angielskiej królewny. Czyli w zasadzie gdyby prawdą były teorie dotyczące 1610 roku, to Władysław miałby ubiegać się o rękę najpierw matki, a później córki. I tutaj rzeczywiście dyplomaci krążyli. Była cała prowadzona cała wielka gra dyplomatyczna. Sprawa była już na tyle praktycznie zdaniem Anglików przyklepana, że panna zaczynała się uczyć polskiego. No i nagle się okazało, że nic z tego nie wyszło, ponieważ król z powodów politycznych zdecydował się jednak na powrót do sojuszu dynastycznego z Habsburgami. No i skończyło się na ślubie z Cecylią Renatą, której król chyba nie do końca doceniał, aczkolwiek mieli jedną wspólną pasję, to znaczy łowy. I rzeczywiście tak naprawdę docenił ją chyba dopiero po śmierci, bo na wieść o śmierci żony rzeczywiście ciężko ją przyjął, bardzo ciężko przyjął wiadomość o tym, że został wdowcem. Natomiast kolejna żona, kolejny i przy okazji kolejne odwrócenie sojuszy, czyli tym razem bliższy związek z Francją. Ludwika Maria Gonzaga. No tutaj to małżeństwo też dość krótko trwało. Król zmarł. Natomiast ta relacja też była dość trudna. Tak bardzo szuka pan czegoś złego o królu? Mogę jedną rzecz powiedzieć. Jest pewna wersja mówiąca o tym, że kiedy król po raz pierwszy zobaczył swoją drugą małżonkę, zobaczył ją dosłownie przed ołtarzem, ponieważ wyjątkowo, choćby ze względu na stan króla i ze względu na trasę, jaką trzeba było przebyć, żeby przybyć do Rzeczpospolitej z Paryża, królowa przybywała nie z południa, tylko z północy przez Gdańsk, więc zdecydowano, że ślub odbędzie się w Warszawie. I w zasadzie kiedy w kolegiacie, praktycznie przed ołtarzem doszło do pierwszego spotkania młodej pary, król miał się odwrócić do swoich dworzan i powiedzieć: "Czy to jest ta piękność, o której mi tyle opowiadaliście?". No, sam też już w tym momencie swojego życia nie grzeszył nadmierną urodą, więc ogólnie rzecz biorąc, to nie było zachowanie godne dżentelmena. I tutaj mogę się rzeczywiście zgodzić, że jednak nie był takim stuprocentowym ideałem.

[Prowadzący] Szukam minusów, bo szukam równowagi. Wydaje mi się, że z tego, co dzisiaj słyszymy, przekonuję się, że pomimo tego, że nabrałem sympatii do Władysława IV Wazy, ale jednak to panowanie Wazów i fakt, że stoi w naszej stolicy ten symbol i ta kolumna Zygmunta III Wazy zaczyna być, zaczyna być dla mnie takim przyczynkiem do pewnego zastanowienia, bo jednak panowanie Wazów wprowadziło nas do pewnego rodzaju problemów. Czy to ambicje Władysława IV w polityce zagranicznej nie zwiastowały tych kolejnych, kolejnych problemów? Jakie on miał wektory polityki zagranicznej. Mówiliśmy wcześniej o planowaniu wojny z Turcją. Co racjonalnie myślący monarcha chyba wiedziałby, że jest chyba nierealne. Wcześniej były ogromne ambicje związane z. O tym musimy wspomnieć, że były ogromne ambicje związane z tym, że miał być Władysław IV Zygmuntowicz.

[Gość] Ale czyje to były ambicje? Nie, to jest bardzo skomplikowane. To znaczy jeżeli pyta mnie pan o wektory, to w ogóle jeżeli chodzi o politykę wazowską, a szczególnie politykę pierwszych dwóch Wazów, to w zasadzie tutaj musimy na to patrzeć jak na naczynia połączone. Bardzo ważna jest Szwecja. Szwecja tak naprawdę łączy się ze sprawami moskiewskimi. A ta Turcja, o której wspominamy, to tak naprawdę jest coś, co pojawia się w momencie, kiedy król wie, że nie odzyska tronu szwedzkiego. On nie rezygnuje z tytułu, natomiast już realistycznie patrzy na świat i wierzy, że królem Szwecji i prawdziwym królem Szwecji już nie będzie. Więc nie wydaje mi się, żeby, to znaczy tutaj jest też tak, to jest pewna kontynuacja, to, że te ambicje szwedzkie cały czas pozostawały żywe tak długo, jak tylko można było, czyli w zasadzie do drugiej połowy lat 30 tych. To jest tak naprawdę efekt działalności Zygmunta III i kwestie moskiewskie to też jest efekt działalności Zygmunta III, który, no, wiadomo, że angażował się w sprawy moskiewskie z wielu powodów, ale takim powodem nadrzędnym było, takim powodem nadrzędnym było to, że mocarstwo obejmujące, czy miałaby to być unia dynastyczna, czy miałaby być to państwo rządzone przez jednego władcę, obejmujące Rzeczpospolitą i Moskwę, no to byłaby tak potężna siła, że z jednej strony na pewno gwarantowałoby to pewne bezpieczeństwo, no bo trudno sobie wyobrazić kogoś, kto porywałby się na zaatakowanie tak potężnego państwa. Ale z drugiej strony, no to byłby też potencjał do rozwiązania problemu Szwecji. Więc tutaj, jeżeli chodzi o sprawy moskiewskie, to tak naprawdę siłą, głównym rozgrywającym był Zygmunt III i najpierw się pojawiały projekty, żeby osadzić królewicza na tronie moskiewskim. Przy czym Zygmunt w zasadzie wahał się. Ale tak naprawdę to nie chodziło o to, czy w ogóle wysłać syna, czy raczej samemu na tronie nie zasiąść. Była później była jeszcze kolejna próba w 1617. No i tutaj w zasadzie to też kończy się rozejmem w Dywilinie. I on jest w miarę korzystny dla Rzeczpospolitej. Zyskujemy dodatkowe tereny i można uznać, że te ambicje w pewien sposób do tego się przyczyniły. No bo były swego rodzaju kartą przetargową. No bo tak naprawdę Władysław dopiero w pokoju polanowskim w 1634 roku rezygnuje z tytułu carskiego. Ale ta rezygnacja jednak nie była za darmo. Więc tak naprawdę to jest bardzo, bardzo skomplikowany układ, w którym trzeba brać pod uwagę z jednej strony politykę międzynarodową, z drugiej strony interesy dynastyczne i jeszcze dodatkowo takie ambicje prywatne, osobiste ambicje głównie Zygmunta III.

[Prowadzący] Władysław IV umiera 20 maja 1648 roku. To jest ciekawa sprawa. Trudno mi uznawać trylogię za powieść historyczną czy jakieś odniesienie do historii, ale jednak dla nas tutaj w Polsce od ponad 100 lat to jest szalenie ważna, szalenie ważna, szalenie ważna dzieła Henryka Sienkiewicza. No i właśnie to jedno z najważniejszych dzieł Henryka Sienkiewicza, zaczyna się właśnie w momencie śmierci Władysława IV. Władysław IV umiera w sielankowym Mereczu nad Niemnem. Ale to, co za chwilę się będzie działo. Zresztą to, co może troszkę w taki niepełny sposób opisuje Henryk Sienkiewicz, nie jest sielanką, bo wszystkie możliwe nieszczęścia, jakich Rzeczpospolita nie znała od początku swojego istnienia, spadają. Rzeczpospolita Obojga Narodów. Spadają nagle, w ciągu tych raptem dekady. Po prostu król zostawia państwo, odchodzi od nas, od swoich poddanych. I nagle w ciągu dekady dzieją się wszelkie możliwe nieszczęścia.

[Gość] Znaczy ja chcę wierzyć, że odchodzi szczęśliwy, bo umiera w meczu, w którym mieszka jego wielka miłość, czyli Jadwiga Łuszkowska, lwowska mieszczka, którą wydał za starostę mereckiego i gdy tylko był na Litwie, starał się do Merecza pojechać. Sądząc z opisów jego ostatnich godzin, o których już wspominałam, no, ogólnie rzecz biorąc, złe zdrowie to słabe zdrowie. W końcu go dopadło i na pewno na pewno nie rozstawał się z tym światem szybko i bezboleśnie. Natomiast nie wydaje mi się, żeby można było Władysława IV w jakiś sposób obwiniać. To może za dużo powiedziane, ale uważać za odpowiedzialnego w dużym stopniu za to, co się wydarzyło w kolejnych latach.

[Prowadzący] Nie, nie, ja nie twierdzę, tak tylko mam na myśli, że to ciekawy zbieg okoliczności. Prawda, że to takie planowanie kolejnego z dynastii Wazów kończy się i nagle zaczyna się potężny problem.

[Gość] No tak, ale ten problem tak naprawdę tworzył się przez lata, przez dekady. I tak się nieszczęśliwie złożyło dla Władysława IV, że tuż po jego śmierci miał miejsce moment, w którym tak naprawdę kilka problemów równocześnie było już tak zaognionych, że w efekcie pojawiła się ta seria nieszczęść. Są pewne rzeczy związane, o czym rozmawialiśmy, z polityką wyznaniową. No i to widać wszystko rzeczywiście w kolejnych dekadach. Pewna kwestia związana z obniżeniem się poziomu kultury politycznej i to też jest już widoczne za czasów Władysława IV. Nawet pamiętam pewne opinie historyków zajmujących się dziejami parlamentaryzmu, którzy nie powiedzieli tego otwarcie, że to jest ten moment, kiedy następuje, kiedy dzieje się coś złego w polskim parlamentaryzmie, ale w sumie do pewnego stopnia to sugerowano, że na początku w takim wymiarze bardzo praktycznym, to znaczy jeszcze na początku panowania Władysława IV. Czy posłowie, czy senatorowie w momencie, kiedy mogli w pewien sposób, no, może nie obrazić, ale zachować się niestosownie wobec króla podczas obrad sejmowych natychmiast pamiętali o tym, żeby go przeprosić. Wiadomo było, że w obecności króla należy zachować pewne decorum. Należy jednak traktować godnie miejsce i zachowywać się odpowiednio do okoliczności. A pod koniec panowania Władysława on czasami sam w czasie obrad musiał się upominać. Czy marszałek musiał upominać posłów, że król jest na sali, że nie można się tak zachowywać. Więc tak naprawdę tutaj mamy do czynienia z takimi procesami, które zostały zapoczątkowane dużo wcześniej i tylko tak nieszczęśliwie dla Władysława się zdarzyło, że w zasadzie trafił na taki moment, w którym już powoli te procesy zbliżały się do takiego punktu, w którym mocno dawały o sobie znać w bardzo negatywny dla Rzeczpospolitej sposób.

[Prowadzący] Już wcześniej, przy wstępie do naszego spotkania z dr Anną Kalinowską zaznaczałem, że Muzeum Historii Polski przygotowuje zabawę, co podkreślam, zabawę, bo przecież ten ranking na króla polski to nie jest ligowa tabela. To nie jest klasyfikacja piłkarza wszechczasów. Trudno tutaj moim zdaniem porównywać władców w określonych momentach naszych dziejów, w naszych tysiącletnich dziejów. Ale ten ranking na króla Polski moim zdaniem ma ciekawą funkcję, taką jak może udało nam się tutaj, w tym naszym spotkaniu zrealizować, czyli skonfrontować pewnego rodzaju poglądy, zastanowić się nad plusami, zastanowić się nad minusami, dokonać pewnej refleksji nad ciekawymi dziejami naszego państwa, naszego narodu. Może ta dyskusja też skłoni do zrehabilitowania pewnych postaci, może czasem do surowego spojrzenia. Tutaj dzięki pani doktor udało mi się zapewne spojrzeć nieco bardziej surowo na króla Zygmunta III i to, co po sobie zostawił. No ale jak to z tym Władysławem IV Wazą będzie w Pani rankingu osobistym? Pierwsza dziesiątka?

[Gość] No myślę, że tak, ale problem polega na tym, że historyk powinien być obiektywny, a ja nie mam najmniejszych wątpliwości, że jeżeli chodzi o Władysława, to do końca obiektywna nie jestem, ponieważ mam do niego po prostu, tak zwyczajnie, po ludzku słabość, dlatego, że spędziłam z nim bardzo dużo czasu, czytając najróżniejsze źródła.

[Prowadzący] Miała też Pani plakat nad łóżkiem jak Elżbieta Stuart.

[Gość] Nie.

[Prowadzący] Reprodukcję?

[Gość] Nie. Zdecydowanie nie. Chociaż jeżeli mam się przyznać, nie nad łóżkiem, a nad biurkiem, Jakub I i Karol I, ale to dlatego, że bardzo lubię historię Wielkiej Brytanii. Natomiast jeżeli miałabym powiesić jakiś plakat, to istnieje szansa, że byłby to Władysław. I to chyba w wersji Kobera w wieku lat jeden. Natomiast to jest tak, że jeżeli ma się dużo do czynienia z pewną postacią poprzez źródła, a to, co jest istotne i to, co myślę, że warto podkreślić tutaj, Władysław IV jest jednym z pierwszych polskich władców, o którym możemy się bardzo dużo dowiedzieć. W takim wymiarze czysto ludzkim on miał albo szczęście, albo pecha w zależności od tego, jak na to patrzymy, i z okresu jego panowania zostało sporo różnego rodzaju źródeł czy korespondencji, czy też wspomnień. Tutaj przywoływany już przeze mnie Albrycht Stanisław Radziwiłł to jest człowiek, który był na dworze. To jest ktoś, kto był bardzo blisko z Zygmuntem III, a później dość blisko z Władysławem IV, chociaż ich relacje bywały napięte. Natomiast jest kilka innych, są wspomnienia wobec Letowa. Ogólnie rzecz biorąc jest bardzo dużo materiałów, które pozwalają na króla spojrzeć z takiej perspektywy życia codziennego, tego, jak się zachowywał w podróży i jak się zachowywał wśród rodziny, a nie tylko jako władcy siedzącego na tronie i wydającego bardzo ważne dokumenty. Ja mam też do niego ogromną słabość, dlatego że czytałam sporo różnego rodzaju korespondencji dyplomatycznej, więc miałam okazję też zobaczyć, jak patrzyli na niego ludzie, którzy nie znali całego tego kontekstu, o którym wspominaliśmy. Oni po prostu przyjeżdżali do Rzeczpospolitej i tutaj mieli wykonywać swoje obowiązki. Tak się składało, że część tych obowiązków wymagało kontaktów z królem. I widać wyraźnie, jaki potrafi być czarujący, jak potrafi wykorzystywać ten swój urok dla własnych celów. I nawet też było mi czasami aż szkoda niektórych dyplomatów, gdzie widać wyraźnie, że łatwo mi mówić z perspektywy czasu, znając różne źródła i wiedząc, czym się dana sprawa skończyła. Ale wyraźnie widać, że król, jeśli chciał, potrafił bardzo sprawnie, bardzo inteligentnie pewne rzeczy przeprowadzić.

[Gość] Więc to jest taka trochę też takie punkty za punkty, za inteligencję. Punkty za pewien urok. Nie chciałabym przydzielać Władysławowi żadnego miejsca w tym rankingu, bo wiem, że na pewno nie byłabym do końca obiektywna.

[Prowadzący] Pani doktor, naprawdę to było bardzo ciekawe spotkanie. Dziękuję w imieniu swoim i widzów. Doktor Anna Kalinowska z Muzeum Historii Polski i Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk była naszym gościem. Szanowni Państwo, nie pozostaje mi nic innego niż zachęcić do wpisywania w komentarzach Waszych przynajmniej trójek, Waszych podium, tego rankingu od Bolesława Chrobrego aż do Stanisława Augusta Poniatowskiego. A więcej szczegółów na temat tej zabawy na stronie muzhp.pl, czyli na stronie internetowej Muzeum Historii Polski. Dziękuję. Do usłyszenia. Dziękujemy za wysłuchanie podcastu. Zapraszamy do subskrypcji kanału Muzeum Historii Polski, tak aby nie ominęły Państwa kolejne odcinki.

Dane o obiekcie

Opis

Pierwszy monarcha elekcyjny urodzony w Polsce. Władca wybitnie wykształcony, zainteresowany sztuką i teatrem, o dużych talentach militarnych. Gdyby takich władców Polska miała więcej, to być może historia Rzeczypospolitej potoczyłaby się inaczej. Jak wyglądało panowanie Władysława IV Wazy? Czy był pierwszym władcą "medialnym", o którego postawie, podjętych decyzjach i relacjach z otoczeniem wiemy znacznie więcej? Czy rzeczywiście korespondował z Galileuszem i jako pierwszy władca doprowadził do wystawienia w Warszawie opery? Jak wyglądała wojna z Moskwą? Czy rzeczywiście planował wielką wojnę przeciwko Turcji? Jak wyglądały stosunki Rzeczpospolitej z Kozakami i dlaczego okazały się one bardzo istotne dla naszej historii? O tym wszystkim w podcaście Muzeum Historii Polski z serii "Prześwietlenie. Inne historie Polski" rozmawiają Cezary Korycki i jego gość dr Anna Kalinowska z Muzeum Historii Polski i Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk. Podcast zrealizowano w ramach zadania: kontynuacja i rozbudowa multimedialnego projektu informacyjno-edukacyjnego - Portal Historyczny Dzieje.pl