Wiesława Kaszewska
Kaszewska, Wiesława (świadek historii); Rottermund-Taraszkiewicz, Elżbieta (prowadzący/a rozmowę); Gil, Paweł (operator kamery);
16/01/2026
Klasyfikacja praw autorskich
Transkrypcja
Wiesława Kaszewska
Dla mnie pandemia zaczęła się w sposób okropny, bo nagle straciłam jakoś swoją osobowość. Coś się ze mną zaczęło dziać. Nagle przestałam mieć smak jedzenia i czucia w ogóle. I najdziwniejsze rzeczy działy się w mojej głowie i w moich ustach. Miałam takie odczucia, to nie było odczucie, tylko to był fakt, że mi się cofnął język, bo nie mogłam mówić. Sama chciałam coś sobie mówić, jakiś bełkot ze mnie wychodził. Gdzieś czułam, że ten język poszedł mi gdzieś tak daleko tam do środka. No i oczywiście zaburzenia typu, myślę sobie to nie mogę mówić, ale napiszę kartkę, bo może ktoś mnie odwiedzi, to napisze na kartce, że jestem chora i moje jakieś tam życzenia do spełnienia. Nie mogłam pisać, jakieś krzywe litery mi wychodziły, jakieś w ogóle. Zrozumiałam, że ze mną się źle dzieje. No i po jakimś bardzo krótkim czasie nagle czuję też jakieś zmiany w jamie ustnej. Czuję, że zęby poszły mi do przodu, ząb zachodzi trochę na ząb, jeden też wychodzi większy, inne równe, a ten większy mam do tej pory. No oczywiście proteza jest niepotrzebna, nieprzydatna w ogóle do niczego. No i taka to była mordęga przez jakiś czas. Leki miałam dowożone przez osoby obce. Byłam szczepiona, więc to mnie uratowało, że byłam szczepiona. Trzy szczepienia miałam zrobione, ale ten pobyt w domu to było coś okropnego. Nagle przestałam być aktywna, przestałam być samodzielna, potrzebowałam pomocy. Pomocy nie mogłam się wiele spodziewać, bo każdy bał się tej zarazy. Musiałam sobie jakoś radzić. No ale jakieś tam te wiadomości doszły właśnie gdzieś, że jestem bez obiadów, że ja sobie, że jest mi bardzo ciężko. No i właśnie tak jak pewnego dnia usłyszałam dzwonek do drzwi. Za drzwiami stoi młoda dziewczyna, fajna i mówi "Przywiozłam pani obiad". No ja oczy w słup, bo nie wiedziałam skąd i co. Pytam się "Przepraszam, ale pani jest taką niewidzialną ręką? No ktoś musiał to zainicjować". A ona mówi "Proszę pani, ja jestem z baru, który jest przy naszym Teatrze Komedia na Żoliborzu i taką akcję prowadzimy właśnie dowożenia w tej pandemii obiadów". To nie były takie obiady typu tam 2-3 dania, ale to był jakiś makaron z sosem, jakaś zupa taka konkretna, coś do tego. I to tak trwało około trzech tygodni. Potem już się zgłosiłam do Domu Seniora "Piękny Brzeg" na Popiełuszki 16 i tam już uruchomili to wszystko, bo to taki chaos był ogólny, jakieś to wszędzie zaskoczenie. Tam już uruchomili to, co trzeba i te obiady miałam przywożone. No ale dalej kłopoty były. No były kłopoty, że nie mogę wychodzić, że jednak zakupy są jeszcze oprócz tego, jakieś potrzeby. No i te przemyślenia, że nagle się wszystko mi skończyło, wszystko się urwało. I czytać nie mogę, bo oczy nie te, kontaktów towarzyskich żadnych, mówić nie mogę przez telefon, bo języka prawie, że nie mam, gdzie się daleko. No nieszczęście, no myślę sobie, to już pewnie będzie, będę sobie odchodziła pomalutku.
No ale potem to wszystko pomalutku zaczęło jakoś wracać. To spotkałam na swojej drodze właśnie. Potem poprzez takie przekazy jedna osoba drugiej, pocztą pantoflową. Że mam mieszkanie nie odkurzane. Przez trzy tygodnie siedzę w bałaganie. Nie mogę sobie poradzić. Wyjść nie mogę kupić odkurzacza. Nikt mi tego nie może załatwić, bo wszyscy się boją tej pandemii. No i też taki telefon właśnie z urzędu naszego miasta, że od takiej pani, Ania Orzelska, że możemy pani pożyczyć odkurzacz na jakiś czas. Na tyle, ile potrzeba. Ja mówię "Boże, no coś pięknego". No następnego dnia przywiozły mi panie ten odkurzacz. No więc zrobiłam tu porządek, wszystko zrobiłam. Ale właściwie na tej pandemii skończyło się moje życie aktywne. Bo ja się potem czułam coraz gorzej. Dochodziły różne inne komplikacje, bo ja mam już nie będę wymieniała chorób, bo to nieciekawe. Ale już zrozumiałam, że właściwie moja aktywność się w tym miejscu kończy. I wycofałam się z czytania dzieciom w dwóch przedszkolach bajek. Śpiewałam w dwóch chórach, wycofałam się. Byłam radną w Radzie Seniorów w naszym Urzędzie Miasta, też się wycofałam. Po prostu nie byłam w stanie. Mój czas już minął i od tamtej pory siedzę w domu. Coraz więcej mam problemów. Ale jeszcze chodzę do tego klubu naszego tu "Promyk". I jak trzeba to śpiewam. Jak trzeba to coś recytuję. No i tak jakoś muszę się godzić z losem. Czas aktywności minął.
Jak się dowiedziałam o katastrofie smoleńskiej, to był dla mnie straszny szok i wprost niedowierzanie, że coś takiego mogło się zdarzyć. Byłam wtedy pracownikiem lotnictwa i znałam procedury, jakie trzeba zaangażować w to, żeby wykryć prawdę. Było to dla mnie coś okropnego. Oczywiście natychmiast poszłam pod Pałac Prezydencki ze zniczami. Zapaliłam znicze i łzy mi same leciały z oczu. I wielu ludziom, którzy stali, nie rozmawiają ze sobą, w ogóle bez żadnych ruchów, wszyscy jak zamarli przed Pałacem Prezydenckim. I potem cały czas te wątpliwości. Cały czas ten widok w tym Smoleńsku tego, to był jakiś barak, jakiś nie wiadomo co, taki jakiś murowany mały domek, nieprzystosowany zupełnie do takich lotów.
To jest dla mnie taka trauma do dzisiaj. Do dzisiaj jest naprawdę, bo wiele katastrof było, było wiele katastrof, ale ta była wyjątkowa, bo wyjątkowi ludzie lecieli. Inteligencja polska, sztab, prezydent. To się nie da przejść nad tym do porządku dziennego. To jeszcze na pewno wyjdzie kiedyś, będą jakieś na ten temat komentarze. Właśnie jak chodziłam na Krakowskie Przedmieście. Jakaś siła wewnętrzna mi tam pchała. Potrzeba być z tymi ludźmi tam, w tym miejscu. Musiałam tam być. Codziennie tam chodziłam. I tak podziwiałam nas Polaków. Właśnie my Polacy tak potrafimy się jednoczyć w jakiś takich tragediach narodowych. I to wszyscy czuli to samo. Tą miłość do tych ludzi, podziw. Dlaczego zginęli? I pytanie dlaczego, dlaczego? Pytanie, na które nie ma odpowiedzi, Ale straszne to było. Ja po prostu musiałam tam być codziennie. Ja wszystko zostawiałam, kupowałam znicze, kwiaty i szłam tam i stałam w takim, w takim niemym żalu. I tak jak wszyscy. Tłumy, tłumy ludzi i te harcerki nasze, harcerze tacy skupieni. To młodzi ludzie przecież, dla nich to było zupełnie coś nowego, ale też było widać u nich to przeżycie, ten smutek na twarzach. Bardzo się pięknie zachowywali. Bardzo. I w ogóle cała ludność, która tam przychodziła. Nie było żadnych ekscesów, nie było żadnych, tak jak ja chodziłam. Nie było żadnych podgadywań "a dlaczego, kto, kto winien, kto nie winien". Po prostu niemy, okropny żal. Żal wyrażany swoją całą postawą, łzami. No i refleksja "dlaczego tak musiało się stać?".
Dane o obiekcie
-
Nazwa / Tytuł
Wiesława Kaszewska -
Twórca / Wytwórnia
Kaszewska, Wiesława (świadek historii); Rottermund-Taraszkiewicz, Elżbieta (prowadzący/a rozmowę); Gil, Paweł (operator kamery) -
Rodzaj
-
Kategoria
-
Zakres chronologiczny
-
Zakres chronologiczny
-
Data wykonania
16/01/2026 -
Czas trwania
0h 8min 59sek -
Miejsce
-
Numer inwentarzowy
MHP-07-3261 -
Klasyfikacja praw autorskich
-
Permalink
Opis
Relacja Wiesławy Kaszewskiej obejmuje osobiste doświadczenia związane z pandemią COVID-19 oraz reakcję na katastrofę smoleńską z 2010 roku. W części poświęconej pandemii rozmówczyni opisuje ciężki przebieg choroby, nagłą utratę samodzielności, izolację oraz trudności w codziennym funkcjonowaniu, a także znaczenie oddolnej pomocy sąsiedzkiej i instytucjonalnej. Wspomnienia te prowadzą do refleksji nad zakończeniem aktywnego etapu życia społecznego i zawodowego. Druga część relacji dotyczy przeżyć emocjonalnych związanych z katastrofą smoleńską, poczucia traumy narodowej oraz spontanicznego uczestnictwa w zbiorowej żałobie pod Pałacem Prezydenckim, ukazując doświadczenie wspólnoty i solidarności w obliczu tragedii.