Wielka ucieczka Henryka Walezego
Muzeum Historii Polski (producent);
25/06/2025
Klasyfikacja praw autorskich
Transkrypcja
[Prowadzący] Wielka ucieczka. Henryk Walezy. Pierwszy elekcyjny król Polski. Łukasz Starowieyski, Zapraszam na kolejny podcast Muzeum Historii Polski z serii '1000 lat. Prześwietlenie". Ucieczka w środku nocy. To najbardziej mu pamiętamy. Tylko raz w historii Polski zdarzyło się, żeby król zbiegł, zostawiając pusty tron. Zarówno współcześni, jak i potomni zrównali za to Walezego z ziemią. Czy rzeczywiście zasłużył na aż taką krytykę? Czemu płakał, kiedy został wybrany na władcę jednego z najpotężniejszych krajów Europy? Dlaczego uznał tron Francuzki za lepszy od polskiego? I czy rzeczywiście był fatalnym władcą? W podcaście o Henryku Walezym, pierwszym elekcyjnym królu polskim, powiemy też o nocnych wyprawach na miasto, o kobiecych strojach i kolczykach dworzan Walezego, czyli o francuskich obyczajach, które szokowały Polaków. Będzie też mowa o neurotycznej matce Henryka, w której cieniu pozostawał niemal do końca życia, a także o jego śmierci w przeddzień ostatecznego zwycięstwa. I o tym, dlaczego chodził po ulicach Paryża z różańcem z trupich czaszek.
[Prowadzący] Część pierwsza: mały orzeł.
[Prowadzący] Edward Aleksander. Tak, tak. Edward Aleksander, a nie Henryk. Takie imiona nadano mu na chrzcie. Urodził się 19 września 1551 roku.
[Lektor] Przeszłej nocy królowa zrodziła pięknego syna, który wraz z matką jest, Bogu dzięki, w dobrym zdrowiu.
[Prowadzący] Pisał naczelny dowódca armii francuskiej. Stronnicy króla i dynastii odetchnęli. Henryk nie był pierwszym dzieckiem Henryka II i Katarzyny Medycejskiej. Miał trzech starszych braci, ale okazał się pierwszym w pełni zdrowym męskim potomkiem. Najstarszy, Franciszek, urodzony 8 lat wcześniej, wciąż uskarżał się na bóle głowy i uszu. Drugi, Ludwik, zmarł, gdy miał półtora roku. Karol Aleksander, starszy od przyszłego króla Polski o 14 miesięcy, zdradzał objawy niezrównoważenia. Ale i Edward Aleksander był ponoć dzieckiem wątłym i podatnym na infekcje. Za to okazał się najbystrzejszym z potomków królewskiej pary. Miał sześć lat, kiedy własnoręcznie naskrobał list do starszego brata Franciszka, oficjalnego następcy tronu.
[Lektor] Panie mój, jestem bardzo zafrasowany, że jesteście tak długo chorzy. Chciałbym mieć coś, co mogłoby wam sprawić przyjemność i być koło was, aby pomóc wam czas spędzić. Panie mój, uczę się zawsze dobrze, abym mógł wam służyć, gdy będę duży. Wasz bardzo pokorny i bardzo posłuszny brat Alexander de France.
[Prowadzący] W liście uderza oficjalny ton i dyplomatyczny język. Zapewne mały Aleksander nie układał tej epistoły samodzielnie. Być może dyktowała ją matka. Wszystko, co dotyczyło dzieci, działo się pod dyktando Katarzyny Medycejskiej. I to nie tylko wtedy, gdy Walezjusze byli mali. O przyszłym królu Polski, nawet gdy już miał 20 lat, szeptano na dworze, że nie umie przed Katarzyną ukryć niczego dłużej niż przez godzinę. Na razie naszemu bohaterowi jeszcze daleko do dorosłości, za to bardzo blisko mu do matki. Wśród dużej gromadki dzieci, bo oprócz czterech braci, po Aleksandrze Edwardzie na świat przyszedł jeszcze Franciszek Hercules, miał jeszcze cztery siostry. To przedostatni syn jednak stał się oczkiem w głowie Katarzyny.
[Lektor] Nazywała go "moje oczy" i "mały orzeł". Zachwycała się jego zdrowiem i urodą. Surowa dla innych dzieci dla niego zawsze znajdowała czas na czułości i pieszczoty.
[Prowadzący] Pisał w biografii króla Stanisław Grzybowski. Jak traktowała innych? Wystarczy posłuchać Małgorzaty, czyli słynnej późniejszej królowej Margot.
[Lektor] Wychowana byłam w takim lęku przed królową, moją matką, że nie tylko nie ośmielałam się do niej mówić, ale kiedy na mnie spojrzała, drętwiałam ze strachu w obawie, że zrobiłam coś, co się jej nie podoba.
[Prowadzący] Katarzyna otacza dzieci zaborczą opieką, pilnuje edukacji i ubioru. Chłopcom długo zakłada sukienki. Wywołało to nawet bunt pierworodnego. Franciszek, wówczas trzyletni, zażądał spodnie czym wywołał podziw króla.
[Lektor] Bardzo dobrze, że chce mieć portki na tyłku. Skoro tego żąda, to nie wątpię, że wie, co ma w nich potrzebnego.
[Prowadzący] Tyle że król, również Henryk, niezbyt interesował się dziećmi, podobnie jak żoną. Katarzyna widywała męża znacznie rzadziej i miała znacznie mniejszy wpływ niż jego kochanka, piękna Diana de Poitiers. Sytuacja Katarzyny na dworze w ogóle była bardzo trudna, niekochana przez męża, lekceważona przez dworzan, którzy pogardliwie nazywali ją potomkinią kupców. Pozbawiona wsparcia, bo potężny ród Medyceuszy, z którego wywodzili się nawet papieże, tracił we Włoszech na znaczeniu. Nikt pewnie wówczas nie przeczuwał, że już niedługo Katarzyna stanie się najpotężniejszą osobą we Francji. Do tego niezbędna była jednak czyjaś śmierć. To niewierny mąż Katarzyny nieoczekiwanie zginął. Król Henryk II wystąpił w turnieju rycerskim. W czasie starcia przeciwnik złamał kopię na napierśniku jego zbroi, a jej odłamek przebił oko króla. Próby leczenia nie powiodły się. Henryk zmarł 10 lipca 1559 roku. Katarzyna ponoć rozpaczała, do końca życia nie zdjęła żałoby, a za godło przybrała skruszoną kopię. Za to jej sytuacja zmieniła się diametralnie. Królem został jej najstarszy syn, 15-letni Franciszek II. Katarzyna została regentką. Tyle że faktyczną władzę przejęli wujowie jego żony.
[Prowadzący] Matka królów pozostała w cieniu. Jeszcze, ale nie na długo. Jej pierworodny zmarł rok po objęciu tronu z powodu powikłań po zapaleniu ucha. Tym razem Katarzyna nie dała odsunąć się od władzy.
[Lektor] Gdy podobało się Bogu zabrać mi mojego pierworodnego syna, nie chcę pogrążać się w rozpaczy, lecz poddać się woli Bożej, pomagając i służąc królowi memu, drugiemu synowi, wedle mojego słabego doświadczenia. Dlatego zdecydowałam się zatrzymać go przy sobie i rządzić państwem tak, jak powinna postępować kochająca matka. Taka jest moja wola.
[Prowadzący] Mówiła na radzie królewskiej 40-letnia Katarzyna. Znów została regentką, tym razem w imieniu dziesięcioletniego Karola. Jego młodszy brat też doczekał się zaszczytów i nominacji. Został księciem Orleanu i od tego momentu tytułowany był "Messire". Rodzeństwo na pewien czas stało się nierozłączne, pisze Stanisław Grzybowski w biografii Walezego.
[Lektor] Karol IX, przytłoczony trochę swoją nową rolą, szukał w młodszym, ale mądrzejszym bracie oparcia. Gdy w dwa dni po śmierci Franciszka II dekorowano nowego króla wielką wstęgą Orderu Świętego Michała, znakiem zwierzchności nad francuskim zakonem rycerskim, Karol płacząc, rzucił się na szyję Aleksandra, wołając, że wszystko chce z nim dzielić. Zostali więc razem udekorowani wielką wstęgą. Zebrani byli szczerze wzruszeni dziecięcymi objawami miłości braterskiej.
[Prowadzący] Bracia razem podróżowali, razem się bawili. Zażyłość skończyła się, gdy weszli w wiek młodzieńczy. Pojawiła się zazdrość i intrygi, z których słynął francuski dwór. To dobra chwila, żeby przyjrzeć się temu miejscu. W końcu to ono ukształtowało Henryka. Posłuchajmy historyka Michała Bąka z Muzeum Historii Polski.
[Gość] Młody Henryk przede wszystkim wychowywał się w dworze przy swojej matce. Był to dwór w dużej mierze pod wpływami włoskimi, z dużą ilością intryg, dużą ilością politycznych koterii. Zdominowany przez kobiety, więc młody Henryk wychowywał się głównie w środowisku kobiecym. I takim też dość swobodnym. Współczesnym historykom tak naprawdę trudno jest wydzielić mity od prawdy, co tak na prawdę na tym dworze się działo i jak bardzo właśnie moralność była tam rozluźniona, a co jest tylko wymysłem na użytek propagandowy. To warto też zauważyć, że strona polska też była zainteresowana tym, żeby w późniejszym okresie Henryka raczej mieszać z błotem. Więc też bez wątpienia ten wątek moralności wysuwano przeciwko niemu. Co wiemy na pewno? Wiemy na pewno, że na jego dworze lubiono bawić się w przebieranki. Kobiety przebierały się za mężczyzn, mężczyźni za kobiety. Stąd zresztą jest legenda tych "mignon", czyli faworytów męskich samego Henryka. I zarzuty właśnie w stosunku do jego seksualności niepotwierdzone. Wiemy bez wątpienia, że miał wiele kochanek-kobiet, co też było normą. Tu warto podkreślić, nie tylko zresztą na dworze francuskim, ale na każdym dworze. Można powiedzieć, że ta moralność, to co wiemy na pewno, nie wychodziła daleko poza standardy epoki. Jedyne, co mogło się potencjalnie wyróżniać, to pewna ostentacja.
[Prowadzący] Wróćmy do braterskiej relacji. Młodzieńców różniły też zainteresowania. Karol najbardziej lubił się bawić. Uwielbiał polowanie. Aleksander był raczej typem prymusa. Kiedy miał zaledwie 14 lat, jego matka pod swoją nieobecność i w czasie choroby jego brata zleciła mu zwołanie i poprowadzenie rady królewskiej. Młodszy z braci wkrótce też zaczął pokazywać pazurki. Zniknął mały Aleksander, pojawił się Henryk. Takie imię przyjął podczas bierzmowania i tak kazał się odtąd nazywać. Miał lat 15, gdy starał się ostro z jednym z przywódców opozycji, słynnym wodzem Antonim Kondeuszem.
[Lektor] Mości książę, w obecności króla mojego brata i mojej matki nie chciałem odpowiadać na słowa mocne i bezczelne, które słyszałem z ust Waszmości. Jeśli nie chcesz waść okazywać uszanowania własnemu królowi, będziesz musiał okazać je mnie, jako że jestem jego generalnym namiestnikiem. Wracaj więc waść do swej żołnierskiej kompanii i nie dawaj mi więcej sposobności, bym ci miał prawić powtórnie o wielkim błędzie, który czynisz, pchając się do naczelnictwa w podobnych imprezach.
[Prowadzący] Słowom mocy dodała obecność królewskich łuczników, których Henryk nie zapomniał wziąć na spotkanie z księciem. Kondeusz położył uszy po sobie i wyjechał z dworu żądny zemsty. Próbował następnie porwać królową i jej dzieci, ale Katarzyna ostrzeżona uniknęła pułapki. Już wówczas Henryk występował w roli namiestnika królestwa, choć oficjalnie został nominowany kilka miesięcy później, sprawami wagi państwowej interesował się bardziej niż jego starszy brat. Gdy Karol polował, Henryk od rana zasiadał w radzie królewskiej, twardo broniąc interesów korony. Kierował się zasadą, że król winien pozostać silny, by mógł chronić dobrych i ukarać złych poddanych. Pracowite popołudnie spędzał w swoim gabinecie, przekazując sekretarzowi polecenia, rady i nadzorując prowadzenie korespondencji. Uczył się teraz, że królowanie jest przede wszystkim ciężką pracą administracyjną. Szybko ją polubił. Rada złożona z jego najbliższych współpracowników wkrótce zaczęła być nazywana radą do spraw porannych. Został też wodzem armii. W kraju trwała religijna wojna domowa. Henryk i na tym polu odnosił sukcesy. Karolowi powodzenie brata było jednak nie w smak. Zazdrościł mu sławy. W rodzinnym gnieździe Walezjuszy zaczęło się robić gorąco.
[Lektor] Byłaby to dla mnie klęska i boleść tak wielka, że raczej wybrałbym okrutną śmierć niż podobny upadek.
[Prowadzący] Mówił Henryk podczas tajnej rozmowy z młodszą siostrą Małgorzatą. Mógł rzeczywiście bać się, że zawistny Karol spróbuje go odwołać ze stanowiska namiestnika i wodza armii i sam stanie na czele wojska.
[Lektor] Nękany tą obawą i myśląc o sposobach, by temu zaradzić, dochodzę do wniosku, że potrzebuję koniecznie mieć kilka oddanych osób w otoczeniu królowej mojej matki, które by trzymały moją stronę. Nie znam nikogo tak odpowiedniego jak ty.
[Prowadzący] Małgorzata połknęła haczyk. Ale intryga była podwójna. Treść rozmowy Henryk powtórzył matce. Późniejsza słynna królowa Margot odegra jeszcze pewną rolę w naszym podcaście. Będzie próbowała prowadzić własną grę, ale w końcu sama stanie się pionkiem w okrutnej i krwawej rozgrywce. Noc świętego Bartłomieja. To ze ślubem Małgorzaty, wymuszonym przez jej matkę, z Henrykiem Burbonem, księciem Nawarry, wiąże się jedna z najczarniejszych kart historii Francji. Zaciąży ona także na późniejszą elekcję Henryka na tron Polski. Książę Nawarry jest jednym z przywódców zbuntowanych francuskich protestantów. Otwarty konflikt między katolikami a hugenotami trwa od lat. To praktycznie permanentna wojna domowa z bitwami oblężeniami i rzeziami dokonywanymi na przeciwnikach. Do dziś nie ma pewności, na czym polegała intryga związana ze ślubem. Być może była to próba osiągnięcia kompromisu. Może pułapka? Zaślubiny Henryka z Nawarry i Małgorzaty odbyły się 18 sierpnia 1572 roku. Pięć dni później w Paryżu dochodzi do rzezi innowierców przybyłych na tę ceremonię. Tej nocy zginie 5 tysięcy protestantów. Książę Nawarry przeżywa. Zostaje więźniem, ale głowę ratuje. Ceną jest konwersja na katolicyzm. To posunięcie czysto taktyczne.
[Prowadzący] Gdy tylko odzyskuje wolność, porzuca narzuconą wiarę. Po śmierci bohatera naszego podcastu zostanie królem Francji. Będzie jeszcze i o tym. Nie wiadomo, kto był inspiratorem rzezi w noc świętego Bartłomieja. Katarzyna i jej synowie na pewno maczali w tym palce. Czy Henryk Walezjusz także miał krew na rękach? Nie ma na to dowodu, ale trudno sobie wyobrazić, żeby przynajmniej nie wiedział, co planują jego najbliżsi krewni. Tym bardziej, że Henryk miał już niezwykle mocną pozycję na dworze. Od kilku lat był prawą ręką Katarzyny, a to ona, a nie król, sprawowała wtedy rzeczywistą władzę we Francji. O Henryku, zdolnym młodzieńcu, zaczynało być głośno w całej Europie.
[Lektor] Dosyć rozbudzony i żądny wiedzy o ważnych sprawach rozpatrywanych z ambasadorami i innymi ludźmi. Widzę, że obdarza się tu księcia andegaweńskiego przesadnym afektem. Zechciałby Bóg, aby to wyszło na dobre.
[Prowadzący] Pisał zaniepokojony ambasador hiszpański. W interesie Hiszpanii bowiem było utrzymać Francję osłabioną. Katarzyna marzyła zaś o tym, by jej mały orzeł został królem. Na tron francuski szanse miał niewielkie. W końcu Karol był ledwie o rok od niego starszy. Królowa szukała więc dla ukochanego syna zarówno odpowiedniej żony, jak i zagranicznego tronu. A tak się złożyło, że właśnie w tym czasie w jednym z wielkich państw europejskich umierał monarcha, nie zostawiwszy potomka.
[Prowadzący] Część druga: Gra o tron, czyli złoty most na Wiśle. Zygmunt August zmarł 7 lipca 1572 roku. To właśnie ta data tradycyjnie uważana jest za koniec trwającej blisko dwa wieki epoki jagiellońskiej. Epoki, którą potomni nazwą złotą. Przyjrzyjmy się więc scenie, na której już za chwilę pojawi się Walezjusz. Państwo ostatnich Jagiellonów to olbrzym. Powierzchnia Rzeczypospolitej to ponad 865 000 kilometrów kwadratowych, czyli niemal 2,5 raza więcej niż obecnie. Dla porównania Hiszpania z Portugalią mierzyły wówczas 580, Francja 450, a Niemcy 410 000 kilometrów kwadratowych. Tylko Rosja i Turcja były wyraźnie większe. Szwecja z Finlandią niewiele mniejsza. Ludność? Twardych danych nie ma.
[Prowadzący] Pozostają szacunki zapewne około 7,5 do 8 miliona. Dwukrotnie mniej niż Francja, nieco mniej niż Niemcy. To ogromne państwo było w pewnym sensie noworodkiem. Ledwie trzy lata wcześniej Zygmunt August wymusza na Litwinach zawarcie unii lubelskiej. To ogromna zmiana. Dotychczasowy, mniej lub bardziej stabilny związek dwóch osobnych krajów połączonych osobą króla, zmienia się w jeden organizm, unię realną. Powstaje pierwsza Rzeczpospolita. Olbrzym stoi na rozstaju dróg i cierpi na lekką schizofrenię. Czego innego chcą panowie litewscy, czego innego polscy. Podziałów społecznych jest więcej, choćby na magnaterii i szlachtę. A teraz trzeba jeszcze wybrać króla. Tę sprawę Zygmunt August zupełnie zaniedbał. Polacy i Litwini nie byli na to całkowicie nieprzygotowani. Jagiellonowie nie mieli dziedzicznych praw do tronu, też byli wybierani, tyle że spośród członków dynastii. Teraz w grę wchodziła tylko siostra zmarłego króla - Anna Jagiellonka. Warto dodać, że to wtedy wypracowano reguły, które stały się fundamentem ustroju niemal na 200 kolejnych lat. Przymiarki do gry o tron rozpoczynają się jeszcze za życia Zygmunta Augusta. Sam król już w 1556 roku wskazuje czterech potencjalnych następców.
[Prowadzący] Jest wśród nich pięcioletni wówczas Henryk. Dziesięć lat później dochodzi nawet do pierwszych dyskretnych rozmów polsko-francuskich. Po śmierci ostatniego z Jagiellonów w szranki o schedę po nim stają najwięksi w Europie. Habsburgowie wyznaczyli cesarskiego syna Ernesta. Francja, jak wiemy, królewskiego brata. Szwedzcy Wazowie króla Jana. Wśród kandydatów wymieniano też cara Rosji Iwana Groźnego. Nie pojawił się natomiast żaden Piast, czyli kandydat z kraju.
[Lektor] Gdy sowa z zjastrzębieje, chce wyżej latać niż sokół.
[Prowadzący] Pisano w wyborczej ulotce. Za to istotną postacią miała być siostra zmarłego króla, czyli Anna Jagiellonka. Nie miała co prawda szansy, żeby samodzielnie zasiąść na tronie. To rozwiązanie nie mieściło się w głowie jej ówczesnych. Ale połączenie jej praw z wybranym dzięki elekcji władcy to było według wielu rozwiązanie idealne. Kandydaci musieli mieć kwaśne miny, gdy poinformowano ich o tym warunku. Anna to nie była królewna z bajki. Miała już 50 lat i ponoć dość paskudny charakter. Gra o tron rozegrała się w praktyce między dwoma kandydatami, Niemcem i Francuzem. Do walki przystępowało dwóch młodzieniaszków. Ernest miał lat 19, Henryk ledwie dwa lata więcej. Nie przystępowali do potyczki osobiście. Obaj mieli za to niezwykle obrotnych i wytrawnych przedstawicieli. Habsburg miał na starcie zdecydowaną przewagę. Poparcie zapewnił mu potężny wysłannik Watykanu. Nuncjusz miał właśnie wyjeżdżać z Krakowa, gdy dowiedział się o śmierci Zygmunta Augusta. Zawrócił konie i wysłał czym prędzej posłańca do cesarza Maksymiliana II, żeby ten gromadził pieniądze i wojsko. Pieniądze na kupowanie stronników, a wojsko do Wrocławia, by w razie czego było blisko do Krakowa.
[Prowadzący] Na kłopoty biskup Valence, Jean de Monluc, uważany był za jednego z najwybitniejszych europejskich dyplomatów.
[Lektor] Bystry, przebiegły, skory do trącenia się kielichem, doświadczony i zepsuty zarówno w teorii, jak w praktyce.
[Prowadzący] Pisano o nim. Jego przyjazd jako emisariusza Walezego był starannie zorganizowany. Grunt przygotowały dwie osobistości. Pierwszą był błazen z paryskiego dworu, Polak, Domino Krasowski, drugą syn biskupa. Tak, tak, syn biskupa. Biskup Monluc w Polsce pojawił się jesienią i ruszył z kopyta.
[Lektor] Gdyby Monlucowi zrobiono propozycję, aby przyrzekł wystawić złoty most na Wiśle, nie byłby się namyślał, że złoty. Ale czy z francuskiego, czy węgierskiego ma być postawionym złota.
[Prowadzący] Mówił o nim Jan Firlej, marszałek koronny i przywódca innowierców. To właśnie z nimi miał Francuz najtrudniej. Wieść o nocy świętego Bartłomieja niemal zbiegła się z jego przyjazdem. O tym, jak zręcznym dyplomatą był biskup Monluc, niech świadczy rozmowa z jednym z czołowych przedstawicieli protestantów. Gdy Jan Zborowski wprost zarzucił królowi udział w rzezi, Francuz odrzekł.
[Lektor] Jeżeli by miał co do powiedzenia tyczącego się dobra ojczyzny lub jego własnego, wtedy wysłuchać go jest gotów. Lecz jeżeli nie przestanie mówić tak nieprzyzwoicie o tak wielkim królu, jakim jest król francuski, wtedy przymuszony będzie przerwać rozmowę i porzucić go, nie chcąc dłużej słyszeć Panu jego czynione tak dalekie od prawdy zarzuty. Powiedział na to Zborowski, że jeżeli uniosła go w mówieniu żywość innego, nie miał w tym zamysłu. Nadto aby doszło wtedy biskupa jegomości, jak po całym kraju powszechnie z wielkim dla niego żalem o królu francuskim mówią.
[Prowadzący] Ostatecznie biskupowi udało się przekonać zarówno Zborowskiego, jak i pozostałych negocjatorów, że Henryk nie brał udziału w masakrze. Dlatego obiecał wszystko, czego żądali Polacy, a po elekcji nawet podpisał odpowiednie dokumenty od równouprawnienia innowierców po ślub Henryka z Anną Jagiellonką. Pierwsza wolna lekcja była niezwykłym widowiskiem.
[Lektor] W biegu trzech mil około Warszawy znajdowało się pewnie ludzi z końmi nie mniej jak 100 tysięcy, a przez 6 tygodni czasu nie zbywało nigdy ani żywności, ani na obrokach, choć te miejsca tak napełnione były ludnością wielka panowała w nich skromność i nie przyszło nigdy między tak licznym tłumem ludzi do waśni ani do gwałtów, choć znajdowały się tam umysły od dawna poróżnione.
[Prowadzący] Pisze ówczesny kronikarz. Ten spokój na polu elekcyjnym i brak zbrojnych starć zadziwił też cudzoziemców.
[Lektor] Tak dalece naród polski jest dobry i od rozterek domowych daleki.
[Prowadzący] Czytamy w relacji pewnego Włocha. Wybór też był stosunkowo zgodny. Szanse Habsburga zmniejszały się z dnia na dzień. Szlachta nie chciała Niemca na tronie. Odrzucali go zwłaszcza najliczniejsi na polu Mazowszanie.
[Lektor] A ci najwięcej głosami swemi na książę Andegaweńskie zagęścili, acz go i wymówić dobrze nie umieli i zwali "gaweńskim książęciem", a Ernest inaczej u nich nie był, jeno "rdest".
[Prowadzący] Czytamy w jednej z ówczesnych kronik. Tuż przed ostatecznym wyborem doszło jednak do pewnego incydentu. Innowiercy pod wodzą Firleja opuścili pole elekcyjne i zawiązali konfederację. Wydawało się, że za chwilę dojdzie do zbrojnego starcia. Firlejowi chodziło jednak o to, żeby doprowadzić do podpisania konfederacji warszawskiej, dokumentu o tolerancji religijnej. Ostatecznie dokument został parafowany, a 10 maja 1573 roku Henryk Walezy ogromną większością głosów został wybrany królem Polski. Trzy miesiące później do Paryża przybyło uroczyste poselstwo. Oczywiście do króla elekta. Składało się z 13 osób, ośmiu senatorów i pięciu przedstawicieli szlachty, dziewięciu katolików i czterech innowierców. Przewodzili mu biskup poznański Adam Konarski i luteranin Andrzej Górka. Towarzyszył im orszak 150 szlachciców. 22 sierpnia Polacy stanęli przed obliczem króla elekta. To dobry moment, byśmy i my przystanęli, żeby przyjrzeć się Francuzowi, który już za chwilę miał zasiąść na tronie w Krakowie.
[Lektor] Słusznego wzrostu, wysokiego, o szlachetnym wejrzeniu, łaskawym obejściu, dłoniach tak pięknych, jakich nie miał żaden mężczyzna ani kobieta we Francji, okazującego zarazem wiele godności w zachowaniu.
[Prowadzący] Pisał o nim ambasador wenecki. Najbardziej charakterystyczny dla francuskiego księcia nie był jednak jego wygląd, ale ubiór.
[Lektor] Sposób ubierania i wyszukane stroje sprawiają, że się on delikatnym i zniewieściałym wydaje. Gdyż poza bogatymi sukniami, które nosi, pokrytymi całkowicie złocistym haftem, drogimi kamieniami i perłami najwyższej ceny, ukazuje jeszcze nadzwyczajną dbałość o swą bieliznę i o ułożenie włosów. Ma zwykle na szyi podwójną kolię z oprawnej w złoto ambry. Chwieje się ona na jego piersi i wydaje słodki zapach.
[Prowadzący] Warto dodać, że z kolei ubiór Polaków stanowił w Paryżu sensację. Śmiano się z ich futrzanych kołpaków i okryć. Jednak nie strój i powierzchowność były istotne w tych dniach, ale rokowania. Nie wszystko, co zaprzysiągł biskup Monluc, podobało się przyszłemu królowi. Młody piękniś najbardziej kręcił nosem na ślub ze starszą Anną Jagiellonką. Skwitował to niezobowiązującym obietnicami. Akurat w tej sprawie polscy posłowie też wykazali spore pobłażanie. Znacznie mniej ustępliwi byli w innych kwestiach.
[Lektor] Jeśli nie przysięgniesz, nie będziesz panował.
[Prowadzący] Ponoć rzucił Henrykowi w twarz Jan Zborowski. Dwa fundamentalne dokumenty przyjęte zostały podczas bezkrólewia, czyli konfederacja warszawska i tak zwane artykuły henrykowskie. Oba głosiły mniej więcej to samo. Posłuchajmy tego pierwszego.
[Lektor] Inaczej na żadnej Pana nie pozwalać, jedno z takową pewną, a mianowitą umową, iż nam pierwej prawa, wszystkie przywileje i wolności nasze, które są i które mu podamy, post electionem poprzysiąc ma. A mianowicie to poprzysiąc: pokój pospolity między rozerwanymi i różnymi ludźmi w wierze i w nabożeństwie zachowywać i nas za granicę koronną nigdy nie ciągnąć żadnym obyczajem ani prośbą królewską swą, ani ruszenia pospolitego bez uchwały sejmowej czynić.
[Prowadzący] W artykułach henrykowskich dodano też zakaz wybierania przez panującego władcę swojego następcy. Henryka musiały mocno uwierać te artykuły. We Francji nikt o wybieraniu króla nawet nie myślał. Sam Henryk od lat toczył wojnę przeciw innowiercom, a o tym, czy i kiedy prowadzić działania zbrojne lub powoływać wojsko, decydował król i jego doradcy. Zgoda buduje, chciałoby się powiedzieć. Daleko było jednak do niej polskiemu poselstwu. Jeszcze Polacy na dobre nie przystąpili do rozmów z elektem, a już na jego ręce została złożona protestacja. Biskup Konarski oficjalnie poinformował, że polski Kościół katolicki nie uznaje konfederacji warszawskiej, dokumentu gwarantującego tolerancję religijną w Rzeczypospolitej. I choć protestacja nie dawała Henrykowi wprost możliwości odrzucenia tego punktu, dała mu jednak argument w negocjacjach, a i oręż na później. Henryk ostatecznie zaprzysiągł w katedrze paryskiej wszystkie żądania ustrojowe. Wykpił się natomiast z powinności finansowych. Posłowie darowali mu między innymi konieczność spłacania z własnej kiesy potężnych długów poprzedniego władcy. Pieniądze, które miał przekazać skarbowi polskiemu, w rzeczywistości miały być spożytkowane na jego potrzeby. 22 sierpnia, po złożeniu przysięgi, Henryk otrzymał dokument erekcyjny.
[Prowadzący] Uff. Można wreszcie z nowym królem ruszać do kraju. Nie tak prędko. Lamenty Henryka i choroba Karola stoją na przeszkodzie. Część trzecia: Łzy króla i powolna podróż. Objęcie tronu w Rzeczpospolitej jednym z najpotężniejszych państw europejskich, powinno się chyba wydawać powodem do szczęścia lub choćby radości. Tymczasem Henryk rozpacza i jechać nie chce.
[Lektor] Po całych dniach książę płakał jak dziecko, a matka jego dodawała mu odwagi i podtrzymywała na duchu po trzy lub cztery godziny dziennie.
[Prowadzący] Czytamy w liście hiszpańskiego dyplomaty do jego króla preteksty, żeby nie opuszczać Francji. Jeśli wierzyć tej relacji, Henryk wymyśla różne. Zżyma się na przykład na warunki objęcia tronu.
[Lektor] Że Polacy chcą nałożyć mu takie warunki, które ograniczają jego rolę do jakiegoś doży weneckiego.
[Prowadzący] Zasłania się też trudną sytuacją swojej rodziny.
[Lektor] Za przyczynę tego podaje, iż brat sam się gubi w nocy z kobietami, w dzień na polowaniu, z wielkim niebezpieczeństwem dla swojej osoby, że nie ma on syna dziedzica, że wygląda na to, iż nie pożyje zbyt długo, gdyż zaczyna już pluć krwią.
[Prowadzący] Henryk jednak wie, że nie ma wyjścia. W całej Francji nie było wówczas takiego śmiałka, który by się odważył przeciwstawić Katarzynie Medycejskiej, a już na pewno nie był nim jej ukochany syn. Plan królowej musiał zostać zrealizowany, tym bardziej, że opracowywała go tyle lat. Karol też wolałby pozbyć się brata z kraju.
[Lektor] Król robił to samo, gdyż dla niego będzie to z wielką korzyścią, jeśli zobaczy go już stąd odjeżdżającego.
[Prowadzący] Chcąc nie chcąc, Henryk szykuje się do podróży. Nie pali jednak za sobą mostów, bo wie, że sytuacja we Francji daleka jest od stabilnej. Próbuje nawet zażegnać dawne konflikty.
[Lektor] Już na kilka miesięcy przed opuszczeniem Francji wysilał się na wszystkie sposoby, abym zapomniała o złych przysługach płynących z jego niewdzięczności i pragnął, aby nasza zażyłość stała się równie doskonała jak za pierwszych lat. Chcąc przy pożegnaniu wymusić to na mnie przysięgami i obietnicami.
[Prowadzący] Wspominała Margot. Jednemu z zaufanych Henryk powierza misję podtrzymania stronnictwa w Paryżu. W końcu zabrakło już pretekstów. Henryk musiał wyruszyć. Granicę Francji przekroczył pod koniec listopada. Orszak był imponujący: 1200 jeźdźców, wozy z bagażami, a do tego karety z damami dworu, przeważnie lekko się prowadzącymi. Oj, nie spieszyło się elektowi. Dwa miesiące trwał przejazd przez kraje niemieckie, niekoniecznie jednak z lenistwa czy niechęci. Henryk spełniał misję dyplomatyczną. W czasie podróży spotykał się z książętami Rzeszy na zlecenie swej matki. Szukał sojuszników, którzy mogliby go wesprzeć w wielkim planie zdobycia cesarskiej korony dla Walezjuszy.
[Lektor] Nie znam braci waszej Królewskiej Mości, lecz jeśli są równie mądrzy, to Królowa Matka winna być najszczęśliwszą kobietą na świecie.
[Prowadzący] Rzucił jeden z książąt Rzeszy na pożegnanie. W Henryku wraz z kolejnymi tygodniami podróży następuje przemiana. Jeszcze z Saksonii wysyła list do brata z ostrzeżeniami.
[Lektor] Panie mój! Zdobywam się na zuchwałość, nie mając nic tak przed oczyma, jak dobro waszej służby, że winniście okazać się władcą. A jeśli kto was obrazi, winniście tego nie ścierpieć, gdyż nagromadzenie tylu zniewag doprowadzi w końcu do wielkiego dla was niebezpieczeństwa.
[Prowadzący] Dzień później myśli już o celu swej wyprawy. Śle listy do Polski, do swego wysłannika, prosząc i przypominając, by komnaty były przygotowane wedle jego upodobań i wedle zwyczajów francuskich.
[Lektor] Proszę was o wejrzenie na pomieszczenia, które będą dla mnie przygotowane w Krakowie, tak na pokoje, jak na inne apartamenty, a zwłaszcza gabinety, aby się przekonać, czy jest to mieszkanie dostosowane do tego wszystkiego. Nawet jak sobie życzyłem do wychodzenia i wracania z miasta, nie będąc widzianym. Lecz proszę załatwić tę sprawę tak zgrabnie, aby nie pytano, o co chodzi.
[Prowadzący] Nocne wyprawy na miasto. Z tego król elekt nie zamierzał rezygnować. Do Polski barwny korowód dotarł 24 stycznia 1574 roku. Na granicy króla przywitała delegacja senatu, wojewodowie i kasztelanowie. Późniejsza droga wiodła przez Poznań, Częstochowę. Wreszcie Walezy i jego świta pojawili się w Krakowie. Powitanie było godne króla.
[Lektor] Zaczynam rozumieć i czuć, że jestem królem.
[Prowadzący] Miał rzucić, jadąc wśród wiwatujących tłumów. W Krakowie na spotkanie Henryka wyległo całe miasto.
[Lektor] Wszyscy senatorowie zebrani z Polski, Litwy i wszystkich ziem Rzeczypospolitej wyprowadzili z miasta ogromne swoje roty, które szeroko i daleko rozwinięte przedstawiały widok wielkiego i ślicznego wojska. Chorągwie te były kosztownie odziane, odznaczające się doborem pięknością uzbrojenia i koni. Poczty senatorów składały się nie tylko z ich chorągwi, albowiem przyłączyła się do nich jeszcze nieskończona moc szlachty i urzędników królestwa.
[Prowadzący] 21 lutego nadszedł dzień koronacji. I wielkiego zamieszania.
[Lektor] Króla na majestacie posadzili. Którego gdy Jakub Uchański, arcybiskup gnieźnieński koronować miał, stał się w kościele rozruch niemały. Ze strony konfederacji i między duchownymi a ewangeliki.
[Prowadzący] Krótko ujmuje kronikarz Marcin Bielski. Prymas Uchański odczytał tradycyjny tekst przysięgi, a nie nową formułę uzgodnioną w czasie elekcji. Brakowało zwrotu o zachowaniu pokoju między innowiercami. Jan Firlej zachował czujność. Zażądał formułki zaprzysiężonej już w Paryżu.
[Lektor] Wieść o tem, która szybko po całym kościele się rozeszła. Powstał rozruch wielki, podobny do buntu. Także król zdziwiony i niewiedzący, co się dzieje, pobladł na twarzy i sądzono, iż koronacja spełznie na niczem.
[Prowadzący] Zdezorientowany król zażądał tłumaczenia, a gdy dowiedział się, że chodzi o tekst przysięgi, rzucił.
[Lektor] Jak ją poprzysiągł w Paryżu, tak ją teraz poprzysiąc chce.
[Prowadzący] Ostatecznie do starej przysięgi dodał zdanie, że.
[Lektor] Zachowa pokój między różniącymi się w wierze.
[Prowadzący] Potem już bez przeszkód został koronowany. Ale od pierwszych dni polska korona mu ciążyła.
[Lektor] Noszę ją na głowie, jakby była z kamienia.
[Prowadzący] Pisał o sobie ledwie kilka tygodni później. Szybko dostał też od Polaków przydomek "król malowany". Dlaczego? O tym już za chwilę. Panowanie Walezego zaczęło się pod złą gwiazdą. Jeszcze trwały uroczystości i zabawy, gdy doszło do zwady między dwoma możnymi Janem Tęczyńskim i Samuelem Zborowskim. Próbował ich rozdzielić niejaki Andrzej Wapowski. Zborowski uderzył go w głowę czekanem. Po kilku dniach Wapowski zmarł. Sytuacja była delikatna. Samuel był najmłodszym z braci Zborowskich, potężnego rodu i stronników Francuza. Jednak zabójstwo i to pod bokiem króla, to była sprawa gardłowa. Henryk wydał salomonowy wyrok. Uznał, że Zborowski popełnił zabójstwo, ale nie ze zdrady i namysłu. Skazał go na banicję i konfiskatę dóbr, ale nie na utratę czci i honoru, a tym bardziej życia. Niewiele później Walezy zderzył się z polskimi obyczajami politycznymi. Rozpoczęły się obrady sejmu, ciągnące się godzinami, naznaczone bezpłodnym często gadulstwem i takimiż kłótniami.
[Lektor] Tymczasem król, choć co dzień bywał na posiedzeniach senatu, siedział na nich jakoby niemy, bo oprócz ojczystego języka nie znał innego, wyjąwszy trochę i to dość źle po włosku.
[Prowadzący] Starał się uczestniczyć we wszystkich obradach, ale ponoć sprawiał wrażenie posągu i stąd przydomek "król malowany". Po kilku tygodniach Henryk nie wytrzymał. Oficjalnie zachorował. Nie ma pewności, czy choroba była rzeczywista, czy dyplomatyczna. Monarcha zamknął się w swoich komnatach. Mało kto był w stanie sforsować drzwi, żeby dostać się do króla. To stworzyło prawdziwy raj. Raj do plotek.
[Lektor] Noce wszystkie prawie przepędzał bezsennie na zabawach rozmaitych, szczególniej oddając się namiętnie grze w karty. Towarzystwa z Polakami nie cierpiał i nie dopuszczał do siebie z nich prawie nikogo. Król rozpustował w pokojach ze swymi Francuzami.
[Prowadzący] To jeden z kronikarzy. Drugi dodawał.
[Lektor] Noce bezsennie trawiąc, w dzień najwięcej spoczywał wyuzdany na wszystkie rozwiązłości, nie tylko francuskie wszetecznic do pięknego ogrodu koło zwierzyńca sprowadzał, ale nadto włoskim, ohydnym nałogom nie przepuścił.
[Prowadzący] Ale król, jak pisano, nie tylko krotochwile stroił. W swoim gabinecie całkiem ciężko pracował, naradzał się z najbliższymi współpracownikami w sprawach państwowych, próbował tworzyć w Polsce własne stronnictwo i mnóstwo pisał.
[Lektor] Nieraz po 40 lub 50 listów, nawet trzykartkowych.
[Prowadzący] Opowiadał później jego sekretarz. Fakt, że wiele z nich skierowanych było do francuskich dam, które jak się wyrażał.
[Lektor] Stracił tylko z widoku.
[Prowadzący] Francuskie obyczaje, ciśnie się na usta. Jednak dwór krakowski w kwestii romansów zbytnio się wówczas nie różnił od paryskiego. Za to inne obyczaje Walezego oraz jego francuskiego otoczenia zszokowały Polaków, choć też wcale nie wszystkich. Co, kogo i dlaczego mogło szokować? O tym Michał Bąk z Muzeum Historii Polski.
[Gość] Walezy przede wszystkim zachowywał się z dużą dozą ostentacji. Trochę to rzeczywiście oburzało, nawet może nie tyle polskie możnowładztwo, co bardziej drobną szlachtę i mieszczaństwo krakowskie, które widziało króla. No bo właśnie ten szok kulturowy był dużo mniejszy dla bogatych szlachciców i magnaterii, którzy w kulturze francuskiej po prostu operowali. Jeśli idzie o kwestie mody, to tu można powiedzieć, że Polska odstawiała jakieś 20 lat od Francji, powiedzmy, od tych trendów francuskich. To, co zniesmaczało w stroju czy zachowaniu francuskiej delegacji, która przybyła wraz z Henrykiem do Polski, polską szlachtę, no to za te 20 lat polska szlachta sama to zazwyczaj z chęcią przyjmowała.
[Prowadzący] Swoją drogą nie tylko król nie znalazł w Krakowie swego miejsca na ziemi. Również przybyli z nim Francuzi nie mieli łatwo.
[Lektor] Potem między Francuzy a naszymi zwady ustawicznie po mieście bywały tak, iż rzadki dzień, kiedy kilku Francuzów albo naszych nie zabito.
[Prowadzący] Czytamy u kronikarza. Ale nie to było głównym powodem, dla którego Francuzi nie zabawili zbyt długo w Krakowie. A czas na sceny jakby żywcem wyjęte z "Trzech muszkieterów" lub innej powieści czy filmu z gatunku płaszcza i szpady. Część czwarta: stłuczona twarz i wywrotki króla, czyli wielka ucieczka. Henryk nie tylko bawił się i pracował, ale przede wszystkim nasłuchiwał. Nasłuchiwał wieści z Francji.
[Lektor] Wtem nowina żałosna do króla przyszła. Że król francuski chory bardzo. A potem mu prędko listy od matki przyszły. Gdzie mu o śmierci królewskiej daje cicho znać. A prosi, żeby tam jak mógł najprędzej bywał. Bo gdzie by nie przyjechał, tedy by ona żadną miarą sama temu podołać i nań tego królestwa zdzierżyć nie mogła.
[Prowadzący] Pisał kronikarz. 30 maja 1574 roku. To data kluczowa dla tej historii. Karol IX zmarł rok i 2 tygodnie po elekcji Henryka Walezy stał się następcą tronu, wymarzonego francuskiego tronu. Wszystko działo się bardzo szybko. Henryk o śmierci brata dowiedział się 14 czerwca, dzień po balu wydanym przez infantkę Annę. List od matki dotarł 2 dni później. Katarzyna błagała go o powrót. Pisała, że w przeciwnym razie władzę może przejąć najmłodszy z braci Franciszek, postrzegany w rodzinie jako enfant terrible, a ją i Henryka od rządów odsunie. Listy przyszły też od francuskich dostojników. Oni również namawiali do szybkiego przyjazdu, choć z innych przyczyn bali się samowładzy starej królowej. Henryk o wyjeździe do Francji myślał już wcześniej. Zapewne liczył się też z koniecznością ucieczki. Czekał jednak na wieści z Paryża. Od koronacji z Krakowa praktycznie się nie ruszał. Odłożył plan podróży po kraju. Jednego po drugim odsyłał też nad Loarę swoich zaufanych doradców. Jeden z nich przygotował też plan potencjalnej ucieczki przez Wiedeń i Wenecję. W Rzeczpospolitej też nikt raczej nie miał wątpliwości, że król będzie chciał zdobyć francuską koronę.
[Lektor] Gdy się naszy śmierci króla francuskiego dowiedzieli, zwątpili zaraz w królu, rozumiejąc, że będzie wolał swe własne, dziedziczne królestwo niż nasze. A gdzie by też oboje chciał mieć, acz nie rozumieli o nim tego, że by ich tak płocho odbiec miał. Tylko co baby na rynku już o tem mówiły.
[Prowadzący] Przekupki krakowskie, jak się okazało, miały lepszą intuicję niż możni. Ci drudzy proponowali, żeby król jechał do Francji, ale dopiero po tym, jak otrzyma zgodę od sejmu. To przesunęłoby wyjazd o kilka miesięcy. Henryk nie miał tyle czasu. Wiedział, że wtedy na zdobycie tronu będzie najpewniej zbyt późno. Wcale nie było tak łatwo uciec. Król wiedział, że może zostać zatrzymany siłą. Nie miał wyjścia. Musiał wyjechać potajemnie.
[Lektor] Przeto zamknąwszy się z kilku tylko Francuzów, uradził z nimi cicho zjechać. A tak tejże nocy, której miał zjechać, odprawił wszystkich wczas z wieczora od siebie, powiadając, że się chce uspokoić tej nocy.
[Prowadzący] Król, jak to było w zwyczaju, w obecności podkomorzego Jana Tęczyńskiego, rozebrał się do spania, wydał polecenie, aby senatorowie przyszli do niego następnego dnia, ale niezbyt wcześnie. Henryk zaczekał, aż zamek pogrąży się we śnie. Około pierwszej w nocy opuścił swoje komnaty razem z kilkoma towarzyszami. Po krętych schodach zbiegł na piętro. To nie był perfekcyjnie opracowany plan. O szczegółach ucieczki wiemy z dokumentu o naprawie drzwi.
[Lektor] Popsowanych przez zbiegłe Francuzy.
[Prowadzący] Francuzi nie zdążyli zdobyć klucza, musieli więc je wyważyć. Przez kolejne komnaty wydostali się na dziedziniec i tu natrafili na kolejną przeszkodę. Furta zewnętrzna była zbyt masywna, żeby ją wyważać. Pomogła zła francuska sława. Jeden z uciekających wyprosił klucze od któregoś z dworzan, mówiąc, że przed furtą czekają zaproszone na zamek prostytutki. Po opuszczeniu Wawelu Francuzi zbiegli ku Wiśle stromym, ciemnym zboczem.
[Lektor] Podobno król się kilkakroć powalił i twarz sobie stłukł.
[Prowadzący] Tak twierdził kronikarz. Wreszcie Henryk dotarł do pozostałych spiskowców, którzy czekali z końmi. Ponoć miał dosiąść ognistej klaczy tureckiej i odjechał. Galopując całą tę noc.
[Lektor] Zmierzał do Oświęcimia i tam granice polskie przejechawszy, nie zsiadł z konia aż we Pszczynie. Gdzie miał konie swe odmienne, tak że chleba białego trochę z winem podjadłszy, przesiadł się na inne konie i bieżał w drogę.
[Prowadzący] Plan ucieczki co chwila się sypał. W ciemności Francuzi nie odnaleźli przewodników. Później zgubili się w lesie. Mieli szczęście, bo natrafili na chatkę, a mieszkający w niej drwal za sowitą opłatą zgodził się poprowadzić ich dalej. Pośpiech był konieczny, bo za królem już ruszyła pogoń. Biegnącego po schodach Wawelu króla rozpoznał kucharz. Nerwowość Francuzów musiała mu się wydać podejrzana, bo zawiadomił swojego przełożonego. Niewiele później o nocnej eskapadzie dowiedział się sam Tęczyński po sprawdzeniu sypialni króla podkomorzy osiodłał konia i ruszył za Henrykiem. Zaledwie z kilkoma tatarskimi łucznikami. Być może szybko dogoniłby króla, gdyby sam nie zgubił drogi. Ponoć pierwszy próbował zatrzymać Walezego starosta oświęcimski. Pisał o tej scenie Stanisław Grzybowski w cytowanej już biografii króla.
[Lektor] Zobaczył króla już na Śląsku. Zrzucił więc suknie i wskoczył do wody, krzycząc "Serenissima Maiestas, cur fugis?", czyli "Najjaśniejszy Panie, czemu uciekasz". Widząc nagusa w Wiśle serenissima maiestas, wybuchnęła śmiechem i zacięła konia.
[Prowadzący] Henryk był już jednak bezpieczny. Nie można było go już zawrócić. Przekroczył granicę królestwa i znalazł się na ziemiach cesarskich. Pogoń jednak nie ustała. Jan Tęczyński dognał go za Pszczyną.
[Lektor] Prosił go dla Boga, aby się wrócił, a im i sobie takiej hańby nie wyrządzał. I za odjazdem swym płochym, tak szlachetnego królestwa w ręce nieprzyjaciołom nie panował.
[Prowadzący] Henryk odmówił. Zarzekał się, że nie chce porzucić tronu. Obiecał rychły powrót, a na potwierdzenie tej obietnicy zdjął z palca złoty pierścień i wręczył go Tęczyńskiemu. Dodał też, że w komnacie zostawił kilka listów, w których wyjaśnił motywy działania. Nie mógł jechać do Francji najkrótszą drogą. Zbyt wiele księstw w Rzeszy było niechętnych katolickiemu władcy. Chcąc nie chcąc, wybrał okrężną trasę.
[Lektor] Jechał na Wiedeń, gdzie wstępował do cesarza, od którego był wdzięcznie przyjęty. Tam trzy dni z mieszkawszy, jechał na Wenecję i księstwo savoyskie do Francji.
[Prowadzący] Pisał kronikarz. Wbrew temu, co obiecał, nie miał najmniejszego zamiaru wracać do Polski. Już w Wenecji wydał zarządzenie, by odesłano do Francji jego meble i rzeczy osobiste. Gdyby niedawni poddani nie chcieli oddać mu jego własności, kazał zatrzymać Polaków przebywających w Paryżu. Dla Polaków i Litwinów ucieczka była prawdziwym szokiem. Dla króla zewsząd sypały się gromy. Powściągając emocje, warto zastanowić się nad decyzją Henryka. Czy można go potępiać? To kolejne pytanie do historyka Michała Bąka z Muzeum Historii Polski.
[Gość] Czy można potępiać Walezego? To jest tak naprawdę kwestia perspektywy przede wszystkim. Walezy niestety uznał, że Francja jest dla niego ważniejsza, co jest naturalne, bo tam się urodził, tam się wychował, tam miał rodzinę też przede wszystkim. Z Polską nie był związany w żaden sposób. Pierwszy raz dopiero ten kraj zobaczył. Więc z takiej perspektywy czysto osobistej trudno mu się dziwić, że zbiegł do Francji. Tu warto też podkreślić, że sam Walezy uprzedził stronę polską o tym, że zamierza wybrać się do Francji, w związku z czym zamierzano zwołać sejm. I Walezy sam chciał czekać nawet. Ale ostatecznie został namówiony przez swoje otoczenie, żeby jak najszybciej udać się do Francji, żeby właśnie zabezpieczyć tak koronę, jak i właśnie życie swoje, rodziny potencjalnie. We Francji spory koterii wokół tronu były często bardzo brutalne. Warto też przy tym podkreślić, że Walezy nie porzucił Polski zupełnie, odrzucając od siebie wszelką odpowiedzialność. Jeszcze w trakcie drogi do Francji bardzo aktywnie uruchomił francuską dyplomację, chociażby żeby zagwarantować spokój na granicach Rzeczpospolitej. Obawiano się bowiem, że jeżeli informacja o ucieczce króla wycieknie, to czy Turcy, czy Moskwa skorzystają z okazji i mogą najechać kraj polsko-litewski. W związku z czym Walezy są intensywnie poselstwa do Szwecji, do Turcji, żeby te granice pozostały bezpieczne, więc też nie porzucił zupełnie Polski, natomiast raczej już nie zamierzał tam wracać. Raczej była taka koncepcja, żeby potencjalnie obiema koronami rządzić z Paryża, w Polsce pozostawiając tylko jakiegoś wicekróla. No ale na to już nie było zgody samych Polaków.
[Prowadzący] Ponoć o Polsce myśleć nie przestał. Tak pisał prof. Grzybowski.
[Lektor] Henryk załatwiał swoje rachunki z Polską w sposób uczciwy. Nie mógł pozostać i nie mógł powrócić. Jeszcze w drodze do Francji uruchomił cały sprawny aparat francuskiej dyplomacji. Stambuł i Bakczysaraj, Kopenhaga i Sztokholm, Wiedeń i Wenecja zawiadomione zostały, że król Francji nie zaprzestaje troszczyć się o interesy Rzeczypospolitej.
[Prowadzący] Chodziło przede wszystkim o powstrzymanie Habsburgów, którzy mogli wykorzystać trudną sytuację Rzeczpospolitej. Do tego ostrzyli sobie zęby na polską koronę. Walezjusz, który spędził w Polsce zaledwie 4 miesiące, nie miał zamiaru wracać, ale krakowskiego tronu oddać też nie zamierzał. Był jednak na straconej pozycji, choć do końca życia tytułował się królem nie tylko Francji, ale i Polski. Część piąta: tron w Paryżu. Detronizacja w Krakowie. 280. Dokładnie tyle dni Henryk przebywał poza Francją. Do ojczyzny wrócił 5 września 1574 roku. Na powitanie wyjechały jego matka, ostatni żyjący brat Franciszek i szwagier, czyli Henryk z Nawarry. W lutym kolejnego roku, niemal dokładnie 12 miesięcy po koronacji w Krakowie, Henryk włożył na głowę koronę królów Francji. Dwa dni później poślubił lotaryńską księżniczkę Ludwikę. Formalnie był władcą dwóch wielkich krajów. W obu przypadkach owo słowo "formalnie" jest całkowicie na miejscu. Do burzliwych lat spędzonych na tronie w Paryżu jeszcze wrócimy. Przyjrzyjmy się opuszczone mu królestwu. Konsternacja to chyba najlepsze słowo na określenie nastrojów w Polsce po ucieczce króla. Nawet jeśli wielu rozumiało motywacje Henryka.
[Lektor] Cóż by to był za rozum zgołocić się z najzamożniejszego i bogatego królestwa.
[Prowadzący] To jednak Walezy dokonał czynu bez precedensu.
[Lektor] Król Henricus wyrządził Polakom psikus.
[Prowadzący] Krążył po Polsce wierszyk, ale ani Polakom, ani Litwinom nie było do śmiechu. Ucieczka monarchy, jak słusznie zauważył ówczesny kronikarz, była zawstydzająca dla całego kraju. Henryk zostawił w komnacie na Wawelu listy między innymi do senatorów.
[Lektor] Król oświadczał swoją boleść, że nie czekając sejmu walnego, musiał spieszyć do Francji, która nań przypadła po śmierci brata. Zmienił ten zamiar, ponieważ przywieziono mu listy od matki jego Katarzyny i panów francuskich, zwiastujące, że Francji grożą wielkie niebezpieczeństwa, że jeżeli najśmieszniej w ciągu dni 20 nie przybędzie na ratunek, sprawa jego całkiem upadnie. Listy te zmusiły go przyspieszyć podróż. Prosił Polaków, aby cierpliwie znieśli wyjazd jego do Francji, aby nie odmawiali mu swojej życzliwości i wiary, aż powróci, co też jak najprędzej postara się uczynić.
[Prowadzący] Trudno stwierdzić, czy ktokolwiek w Rzeczpospolitej mu uwierzył. Niemal od razu postanowiono zwołać sejm konwokacyjny w Warszawie. Było to samo w sobie znaczące. Tego typu zgromadzenia zwoływano dotąd wyłącznie podczas bezkrólewia. Obrady rozpoczęły się 30 sierpnia i jak zwykle toczyły się bardzo powoli. Dopiero wiadomość o tatarskim najeździe skłoniła obradujących do porozumienia. Głosy były podzielone. Jedni nalegali, żeby natychmiast ogłosić bezkrólewie, drudzy, by wyznaczyć termin powrotu. Prymas snuł nawet niezwykłe wizje. Uważał, że podwójny tron dla Henryka to doskonałe rozwiązanie.
[Lektor] [Prowadzący] Kraj ten był w stanie ciągłej wojny domowej. Tak pozostało zresztą do ostatnich dni Walezjusza, a nawet dłużej. Henryk obiecał przebaczenie wszystkim zbuntowanym poddanym, a innowiercom dał gwarancję wolności sumienia. Obietnica królewskiej łaski na niewiele się zdała. W kraju trwała rebelia. Do buntu dołączyli też najmłodszy brat Henryka Franciszek i jego szwagier Henryk z Nawarry. To była już piąta wojna domowa. Zakończyła się upokarzającym dla Katarzyny i Henryka pokojem. Każdy z przeciwników dostał udzielne księstwo. Ale Henryk nie tylko wojował. Zajął się też porządkowaniem spraw państwowych. Zaczął od zmniejszenia liczby służby i dworzan. Ułożył nowy ceremoniał, który ograniczał poddanym dostęp do osoby monarchy. Dotąd, zgodnie z tradycją, każdy szlachcic mógł się domagać rozmowy z królem. Teraz miało się to zmienić. Henryk wprowadził też inne zmiany. Przeniósł się na stałe do Paryża, a w swoim pałacu zaprowadził nowe porządki. I to dosłownie. Ku zdziwieniu Francuzów polecił tam regularnie sprzątać. Kazał na przykład codziennie czyścić kominki, które służyły na co dzień dla rezydentów i gości pałacu za toalety. Sam się mył i nie cierpiał smrodu swoich poddanych, dlatego używał mocnych perfum.
[Prowadzący] Bardzo dużo też pracował. Zajął się naprawą finansów swego państwa stojącego na krawędzi bankructwa. Zniósł wiele honorowych, ale płatnych urzędów dworskich, uszczelnił system podatkowy, polecił dokładnie oszacować wartości dzierżaw. Efekt? W 1564 roku deficyt sięgał niemal 2 mln skudów, a rok później wpływy i wydatki zostały niemal zrównoważone. Oczywiście nie zaniechał też niektórych starych zwyczajów, pokazując jednocześnie dwie twarze. Jego dwór słynął z zabaw, rozpusty i pojedynków. Henryk od dwóch pierwszych nie stronił. Cały czas nocami wyprawiał się na miasto, a na pojedynki przymykał oko. Z drugiej strony manifestował żarliwy katolicyzm. Nie ma pewności, w jakim stopniu religijność Henryka była szczera, a w jakim na pokaz. Uczestniczył w nabożeństwach w wielu kościołach Paryża. Potrafił wraz z dworzanami pojawić się na ulicy w strojach pokutników, a nawet biczowników. Sam Henryk często nosił habit. Po śmierci jednej ze swoich kochanek sporządził różaniec z trupich czaszek i z nim chodził po stolicy.
[Lektor] Król prowadzi życie mnicha, a nie króla.
[Prowadzący] Złośliwie mówiono o nim w tych czasach. Dawniej był błyskotliwym dowódcą, ale teraz starał się unikać działań zbrojnych. Wypominał mu to jeden z bliskich współpracowników.
[Lektor] Aby rzec prawdę, ten dobry władca lepiej by uczynił. Być może, gdyby częściej dosiadał konia, a mniej odmawiał godzinki.
[Prowadzący] Wstrzymywał się od walki nawet wtedy, gdy jego pozycja była poważnie zagrożona.
[Lektor] Jestem jak człowiek, który tonie i z poczucia obowiązku nie chce się ratować.
[Prowadzący] Mawiał. Król chciał w swoim państwie pokojowej koegzystencji wyznawców różnych religii. Jednak nie znajdował poparcia ani wśród katolików, ani protestantów. Na północy kraju jego oponentem był Henryk Nawarski, przywódca kalwinistów we Francji, zwanych hugenotami. Stronnictwo katolickie też coraz bardziej otwarcie stawało w opozycji do króla. Liga katolicka na czele z potężnym i marzącym o koronie Henrykiem z Blizną z rodziny Gwizjuszy dążyła i doprowadziła do kolejnego zbrojnego konfliktu. Właśnie rozpoczynała się wojna domowa zwana wojną trzech Henryków: Walezego, Nawarskiego i Gwizjusza. To właśnie ten ostatni i królowa matka zawarli pakt skierowany przeciw hugenotom. Dano im wybór: konwersja albo śmierć. Henryk Nawarski musiał odpowiedzieć zbrojnie. Za to Walezjusz unikał opowiedzenia się po którejś ze stron. Król stracił w Paryżu resztki popularności. Sytuacja stała się na tyle dramatyczna, że po raz drugi w życiu Walezy uciekł ze swojej stolicy. Tym razem jednak nie z własnej woli. W praktyce zmusiła go do tego liga katolicka. Wyjeżdżając Henryk poprzysiągł zemstę Gwizjuszowi.
[Lektor] Nadejdzie dzień sztyletu.
[Prowadzący] Przewidywał ambasador Florencji. Nie trzeba było długo czekać. Henryk z Blizną dostał zaproszenie do zamku w Bleau, w którym przebywał król. Oficjalnie na naradę. W drodze do komnat monarchy został zaatakowany przez dworzan i zamordowany. Walezjusz, widząc go dogorywającego na ziemi, miał stwierdzić "jaki on wielki" i konającemu nadepnąć na twarz. Dzień później kazał zasztyletować też jego brata, kardynała. Ciała obu spalono. Złapano też kilku innych stronników ligi.
[Lektor] Teraz jestem królem.
[Prowadzący] Miał wówczas stwierdzić Henryk. Niewczas rzucone słowa. W rzeczywistości jego sytuacja była katastrofalna. Władzę króla uznawano tylko w Normandii, Caen i na niewielkim skrawku otaczającym Bleau. W Paryżu Henryka znienawidzono. Na wieść o zamordowaniu Gwizjuszy obalano jego posągi, a nawet ogłoszono detronizację. Do tego na początku 1589 roku zmarła Katarzyna Medycejska, Królowa Matka. Wtedy to Walezy postanowił wyciągnąć rękę do szwagra. Król Nawarry, już wcześniej wyznaczony przez Walezjusza na następcę, ukorzył się przed nim i razem ruszyli odbić Paryż. Nadszedł drugi sierpnia 1589 roku. To miał być dzień chwały i wielkiego zwycięstwa Henryka Walezego. I rzeczywiście przeszedł do historii jednak z zupełnie innego powodu. Zamiast chwały przyniósł Henrykowi śmierć. I to śmierć niesławną. Według planów tego dnia wojska dwóch Henryków miały ruszyć do szturmu na Paryż. Wiele wskazywało, że będzie to szturm ostateczny. Król miał wrócić do swojej stolicy. W przeddzień ataku do obozu królewskiego przybył młody dominikanin Jacques Clément. Miał listy do króla, rzekomo od jego zwolenników w Paryżu. Henryk nakazał go wpuścić. Wziął pierwszy z listów. Wtedy zakonnik wyciągnął z ukrycia nóż i zadał cios w brzuch.
[Lektor] Niegodziwiec zabił mnie. Zabijcie go!
[Prowadzący] Krzyknął król. Początkowo ranę uznano za niegroźną. Walezy czuł się dobrze. Opowiedział nawet historię zamachu kilku osobom. Jednak rana okazała się śmiertelna.
[Lektor] Część jelita cienkiego, zwana jelitem krętym, została przebita na wskroś nożem długim na jedną stopę, który nam pokazano jeszcze umazany krwią na długości czterech palców. Był bowiem wbity i wszedł w głąb ciała.
[Prowadzący] Czytamy w protokole z sekcji zwłok. Henryk z godziny na godzinę czuł się coraz gorzej. Wieczorem nie miał już wątpliwości. Zbliża się koniec.
[Lektor] Chcę, abyś ty nastąpił po mnie na to królestwo, w czym napotkasz wiele przeszkód, jeśli nie zdecydujesz się zmienić wyznania. Lecz również proszę cię, mój bracie, abyś rządził tym państwem w taki sposób, aby byli ci posłuszni z własnej woli, równie jak są do tego zobowiązani siłą obowiązku.
[Prowadzący] Tymi słowami na łożu śmierci powtórnie namaścił na swojego następcę Henryka Nawarskiego. Czyli Henryka Burbona. Walezy zmarł krótko po północy drugiego sierpnia 1589 roku w wieku ledwie 37 lat. Walezy królem Polski był nieco ponad rok. Ledwie cztery miesiące spędził w naszym kraju, w Krakowie, ze swoim stylem ubierania się, zwyczajami i ze świtą dworzan ubranych w damskie szaty i z makijażem. Był jak postać z innego świata. Do tego pewnie by się poddani w końcu przyzwyczaili. Tyle, że nie zdążyli. Król uciekł. To wydawało się i ówczesnym, i potomnym rzeczą nie do pojęcia. Ale czy bardziej niezrozumiała nie byłaby decyzja o pozostaniu w Polsce? Francja to był jego świat i jego ojczyzna. W dodatku wzywała go matka. Bez względu na motywy nie ma wątpliwości, że Walezy i Polaków, i Litwinów wystawił do wiatru. Opinie o nim są niemal jednoznacznie negatywne.
[Lektor] Wytrawny w rozpuście, zatwardziały w niedołężnej apatii, doświadczony w fałszu i zbrodni. Osławiony Henryk III.
[Prowadzący] Pisał o nim jeszcze kilkadziesiąt lat temu jeden z polskich historyków. Czy rzeczywiście zasłużył na tak druzgocącą ocenę? To kolejne pytanie do historyka Michała Bąka z Muzeum Historii Polski.
[Gość] Trudno o jednoznaczną ocenę Henryka Walezego jako osoby, jako króla Polski tym bardziej nie można go ocenić, bo po prostu nie zdążył nim być, żeby można było jakąś ocenę wystosować. Natomiast na zachodzie raczej podkreśla się pozytywne cechy Walezego. Przede wszystkim dobre wykształcenie, oczytanie, dobrą znajomość warunków politycznych. Był znany ze swoich debat z filozofami, ze swojego udziału w mecenacie sztuki. Wbrew pozorom tak naprawdę do przejęcia władzy w Polsce bardzo dobrze i długo się przygotowywał. Właśnie intelektualnie przede wszystkim. Prawdopodobnie gdyby tu został, to miał szansę też być w Rzeczypospolitej bardzo dobrym królem właśnie między innymi dzięki temu dobremu przygotowaniu się do warunków polskich. We Francji uważa się go za bardzo rokującego króla, bo też nie zdążył długo porządzić. Na pewno jego cechy charakteru, cechy osobiste sprawiały, że rokował bardzo dobrze na jednego zapewne z wybitniejszych królów francuskich, ale tam też jego władanie zostało ucięte. Dosłownie ucięte w tym wypadku przez nóż spiskowca.
[Prowadzący] Francuzi oceniają go zupełnie inaczej. Często uznają Henryka za władcę wybitnego. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Mawia się często. W przypadku Walezego ulubionym punktem siedzenia był ewidentnie Paryż. Ale czy można się temu dziwić? I to wszystko, co przygotowałem dla Państwa w tym podcaście. Dziękuję za wspólną podróż do epoki Henryka Walezego. Do usłyszenia, mam nadzieję, Łukasz Starowieyski. "1000 lat. Prześwietlenie". Podcast Muzeum Historii Polski o najważniejszych wydarzeniach w historii Polski. Podcastów "1000 lat. Prześwietlenie" wysłuchasz na YouTube, Spotify, Google Podcast, Audiotece, a także na innych platformach podcastowych. Chcesz być na bieżąco? Subskrybuj kanał Muzeum Historii Polski.
Dane o obiekcie
-
Nazwa / Tytuł
Wielka ucieczka Henryka Walezego -
Twórca / Wytwórnia
Muzeum Historii Polski (producent) -
Rodzaj
-
Kategoria
-
Zakres chronologiczny
-
Data wykonania
25/06/2025 -
Czas trwania
1h 20min 52sek -
Osoby występujące
-
Miejsce
-
Wydarzenie
Podcasty Muzeum Historii Polski -
Numer inwentarzowy
MHP-05-17447 -
Klasyfikacja praw autorskich
-
Permalink