W cieniu szlachcica? Kobiety w dawnej Rzeczpospolitej
12/09/2025
Klasyfikacja praw autorskich
Transkrypcja
Historia I Rzeczypospolitej jest zdominowana przez mężczyzn. Wiemy jak rządzili, jakie toczyli wojny i czego dokonali. Historia Polski to ich historia. No ale umówmy się, nie jest to pełny obraz. Kobiety odgrywały bowiem w świecie sarmackim role po stokroć istotniejszą, aniżeli mogłoby to się wydawać na pierwszy rzut oka. Za szlachcicami stały ich żony, matki oraz przeorysze klasztorów. Wśród kobiet doby staropolskiej nie brakowało niezwykłych osobowości, które odcisnęły bardzo głębokie piętno na swoich czasach. Czy naprawdę szlachcianki zawsze były tylko pokornymi żonami i dobrymi córkami?
Część pierwsza. Córki, żony, przyjaciółki.
Z założenia kobieta miała znacznie mniejsze niż mężczyzna szanse na to, co współcześnie określamy jako rozwój osobisty. To dla mężczyzn były zarezerwowane urzędy dostojeństwa i funkcje publiczne. Kobiety miały przede wszystkim rodzić dzieci i zajmować się domem. Przez całą młodość były przygotowywane do roli żony cichej i pokornej. Do edukacji dziewcząt w przeciwieństwie do kształcenia chłopców nie przykładano specjalnie dużej wagi. Na początku XVIII wieku pisarz Sebastian Petrycy z Pilzna pisał o tym tak.
"Panny mają być nie próżnujące, ale robotne, nie próżnujące, aby się mogły doma łacno siedzieć, ponieważ powiedzieliśmy być ich tę powinność w domu zawżdy być przechadzek, nie stroić próżnych, a nie mogą się osiedzieć, ażeby się czym zabawiły przystojnym. Przystojnym mówię, iż insze są zabawy męskie, jako uczyć rządzić, kupczyć, żołnierką służyć, a insze białogłowskie jako prząść, szyć, wyszywać, haftować".
Ramy były zatem dosyć sztywne. Młoda szlachcianka miała być wychowana na idealną żonę, posłuszną, pokorną, wprost zapatrzoną w męża. No ale jak się zdaje, sarmacki świat, w którym królowała wolność, powodował, że ostatecznie kobiety wymykały się tym jednoznacznym nakazom. Niemniej co do zasady małżeństwa były jednak złotymi klatkami dla szlachcianek, które traktowano jako istoty podlejszej kondycji niż mężczyźni. Ich losy w małżeństwie bywały trudne. Chociaż, co warto podkreślić, często i tak lepsze niż w innych krajach. Na przykład w Anglii, gdzie mąż mógł sprzedać cały majątek małżonki zupełnie bez jej zgody. Jakie były zatem granice wolności polskich szlachcianek? Małżeństwa w dobie staropolskiej były aranżowane. Młodzi ludzie nie mieli w praktyce większej możliwości decydowania o tym, kogo chcą poślubić. Dotyczyło to zarówno mężczyzn, jak i kobiet, i prostych szlachcianek i wielkich magnatek. Ślub był kontraktem, które zawierały dwie rodziny. Na miłość romantyczną miejsca było niewiele, albo i wcale. Małżeństwa zawierano ze względu na potrzeby rodowe, jako alians dwóch rodzin w celu zwiększenia wpływów albo czysto materialne w celu pomnożenia majątku. Dorosłe dzieci były bardzo istotnym zasobem, który można było odpowiednio wykorzystać w praktyce, traktując je wprost jak towar i dzięki korzystnemu mariażowi zwiększyć majątek rodziny. Pomagał w tym swat, czyli dziewosłęb, który aranżował związki. Dobierał je pod względem majątkowym, lecz także brał pod uwagę charaktery przyszłych małżonków. O ile bowiem małżeństwo szlacheckie nie musiało być koniecznie wypełnione romantycznie rozumianą miłością, to miało być relacją przyjacielską. Kobieta wnosiła do małżeństwa sumę posagową, czyli konkretne dobra albo pieniądze, które stanowiły jej majątek osobisty. Jej mąż z kolei miał obowiązek wnieść tyle samo w wianie i kwotę tę zabezpieczano na majątku nieruchomym męża, czyniąc z niej reformację, zwaną też oprawą. Dobra oprawne były formalnie własnością męża. Mógł czerpać z nich korzyści, dzierżawić się, ale nie mógł ich sprzedać bez zgody żony albo jej dwóch krewnych. To zaś zabezpieczało żonę przed utratą majątku. W dniu ślubu młoda szlachcianka oddalała się od swojej rodziny. Jej główną powinnością, jak już sobie powiedzieliśmy, było wychowanie dzieci. Ale historia pokazuje, że kobiety wcale nierzadko obejmowały majątki i zajmowały się ekonomią. Nie raz i nie dwa znacznie skuteczniej aniżeli ich mężowie. Charakterystycznym rysem rodziny szlacheckiej była jej skomplikowana struktura. Niejednokrotnie wchodzono w związki małżeńskie wdowy i wdowcy, ale również i rozwodnicy zawierali nowe małżeństwa, wnosząc w nie nie tylko majątek, ale również dzieci z poprzedniego związku. Śmiało można powiedzieć, że rodziny staropolskie miały rys znany z naszych czasów. Nader często miały charakter patchworkowy. Było tak nie tylko wśród najlepiej sytuowanych wśród magnaterii, lecz także wśród szlachty ziemskiej. Niewątpliwie wpływało to na rolę kobiet, które po śmierci męża miały szansę wyjść kolejny raz za mąż i tym samym zwiększyć swój zakres wpływów jako kobiety doświadczonej i z majątkiem. Mogły też jednak wybrać zupełnie inną drogę. Postrzeganie kobiety w świecie sarmackim bywało pełne sprzeczności. Z jednej strony uważano je za istoty słabsze, pozbawione wielu zalet i cnót. Z drugiej zaś otaczano je specjalnymi względami. Wielbiono i traktowano z nabożną czcią. Na kobietach skupiona była sarmacka. Duchowość, szczególnie ważne miejsce dzięki duchowości jezuickiej zajmowała bowiem Matka Boska. Traktowano ją powszechnie jako opiekunkę, matkę i wspomożycielkę. Do niej zwracano się o pomoc i na jej interwencję liczono. Zwłaszcza liczył na nią nawet sam król. Nie bez kozery przecież w trakcie potopu szwedzkiego Jan Kazimierz Waza złożył śluby lwowskie przed obrazem Matki Bożej Łaskawej. Śluby lwowskie były niczym innym, jak w gruncie rzeczy ofiarowaniem Rzeczypospolitej właśnie pod opiekę Matki Boskiej. Składnikiem kultu był nurt dewocyjny niewolnictwa maryjnego, który zakładał oddanie się w pełną opiekę Matce Bożej. Człowiek stawał się niejako rycerzem Matki Boskiej oddającym się w jej służbę. Staropolski stosunek do kobiet był przekładany na podejście do małżeństwa. Żony miały być najlepszymi przyjaciółkami mężczyzn. Charakterystycznym przykładem mogą być listy, które słał do swojej żony niezapomniany Jan III Sobieski. Oto próbka.
"Żoneczko moja najśliczniejsza, największa duszy i serca mego pociecho. Tak mi się twoja śliczność, moja złota panno, wbiła w głowę, że zawrzeć oczu całej nie mogłem nocy. Pan Bóg widzi, że sam nie wiem, jeśli tę absencję znieść będzie można. Dziś ani o jedzeniu, ani o spaniu i pomyśleć niepodobna".
Tak, tak. Panowało wówczas powszechne przeświadczenie, że żony są, a przynajmniej powinny być najlepszym przyjacielem, przyjaciółką męża. Cóż, to był jednak model idealny. I niekiedy tak rzeczywiście było, jak choćby w przypadku Marysieńki Sobieskiej. Taki model powtarzał się też w podręcznikach dobrego życia. Pisał o tym chociażby autor renesansowy Jan Płoczywłos Mrowiński w swoim "Stadle małżeńskim".
"Posłuchajmy albowiem, gdyż ten węzeł trokami tylko miłości bywa związany, a żadna miłość nie jest tak uczciwa, tak święta, tak gorąca, jako która między mężem i żoną jest. Żadna siła nie jest nad miłość małżeńską większa. Ty przeto wszelaki, który chce żonę mieć, niechaj ta będzie najporządniejsza przyczyna: rozkazanie Boża miłość nie imieniem albo łakomstwo; żonę obieraj, nie ubiór, albo też strój, towarzysza, nie pana, przyjaciela, nie posag pojmuj".
Traktat Mrowińskiego z 1561 roku jest jednym z najstarszych dzieł tego typu, drukowanym w Rzeczypospolitej. Później były inne Mikołaja Reja czy Piotra Skargi, w których kładziono duży nacisk nie tylko na posiadanie dzieci, lecz także na miłość. Jezuicki kaznodzieja pisał tak.
"Gdy oboje z serca przyzwoli. Ono przyzwolenie czyni prawe małżeństwo, to przyzwolenie ma być bardzo wolne, bez żadnego przymuszenia".
Apoteoza małżeństwa stwarzała przestrzeń do gloryfikacji żony, która miała być gospodynią, matką dzieci, posłuszną mężowi, ale zarazem, kiedy trzeba, miała własne zdanie, a mąż mógł jej się poradzić. Była przecież najlepszą przyjaciółką. Razem z mężem opiekowała się gospodarstwem i pomnażała majątek.
Część druga. Kobiety nieszczęśliwe.
Żony, przyjaciółki oraz przyjazne stadło rodzinne były tylko jednym z oblicz małżeństwa. O innych doświadczeniach mówiono za zamkniętymi drzwiami albo w ogóle milczano, Zwłaszcza zaś o tych wstydliwych i haniebnych wprost sytuacjach, kiedy żony wcale nie były przez mężów traktowane jak przyjaciółki, lecz wprost przeciwnie jak niewolnice. Jednym z nielicznych, a zarazem najpewniejszych źródeł osobistych do opisu życia szlachcianek są rymowane wspomnienia pierwszej polskiej poetki Anny Stanisławskiej na kartach dzieła "Transakcja" albo "Opisanie całego życia jednej sieroty" przedstawiła swoje nieszczęsne życie u boku męża. Był nim Jan Kazimierz Warszycki, człowiek dobrze sytuowany, a jednocześnie zupełnie nieobliczalny. Jego ojciec, Stanisław Warszycki znany był z brutalności i bezwzględności. Sam znęcał się nad swoim pierworodnym.
"Stanisław Warszycki był człowiekiem zamożnym, ale złego charakteru. Srogi i litościwy był zarówno dla służby, jak i dla swoich kolejnych żon. Jedną ponoć za niewierność żywcem zamurował i wysadził tę część zamku, inną chłostał publicznie. Dopóki... Nie spotkał swojej Heleny i nie został pantoflarzem".
Należy dodać, że Jan Kazimierz Warszycki, o ile wierzyć relacji żony, nie bardzo rozumiał, na czym polega skonsumowanie małżeństwa. Nie wiadomo, co dalej stałoby się ze związkiem, gdyby Anna została ze swoim mężem. Ten bowiem pewnego razu zapragnął zobaczyć, jak wylatuje dusza z ciała. Chciał ją udusić. Przemoc w rodzinie była tematem, który pojawiał się co jakiś czas w przekazach z dawnych czasów. Kobiety bywały ofiarami przemocy fizycznej i psychicznej. Badaczka Bożena Popiołek pisze, że niejaka Stadnicka żaliła się, iż mąż połamał jej obydwie ręce, a z kolei Eleonora Korwin-Kochanowskich Wyrzycka pisała do swojego wuja o próbach gwałtu, głodzeniu i biciu oraz o regularnych zdradach męża. Przemoc ze strony mężów niestety wcale nie była rzadkością. Jej przykłady odnajdziemy zarówno w dużych rolach magnackich, jak i pośród drobnej szlachty. Tak to pomimo obowiązującego ideału żony, przyjaciółki, kobiety nieraz stawały się ofiarami ciężkiej ręki mężów. Czasem jednak z opresji udawało się kobietom wyjść. Anna Stanisławska postanowiła najzwyczajniej w świecie rozwieść się ze swoim niebezpiecznym i do tego niezbyt inteligentnym mężem. Z pomocą króla Jana III Sobieskiego doprowadziła do rozwodu. Poetka miała potem jeszcze dwóch mężów, których zresztą obu przeżyła, a którzy okazali się mniej problematyczni niż pierwszy małżonek. W Rzeczypospolitej Obojga Narodów dochodziło do rozwodów z przyczyn majątkowych, z powodu szaleństwa czy też nagłej choroby współmałżonka, jak w historii Anny Stanisławskiej. Najgłośniejszy i zarazem najbardziej spektakularny był chyba rozwód Elżbiety ze Suszków primo voto Kazanowskiej. Sprawa była bardzo skomplikowana. W atmosferze skandalu Kazanowska rozstała się z drugim mężem Hieronima Radziejowskim, który okazał się człowiekiem wyjątkowo niegodnym. Nie dość, że najprawdopodobniej kupił urząd podkanclerzego, to jeszcze zdradził króla i stał się współodpowiedzialny za nieszczęście, którym był potop szwedzki. Dlatego też jego własna żona postanowiła rozerwać więzy małżeńskie i jej się to udało. Mąż z kolei próbował porwać ją z klasztoru, ale nie pozwolił na to król. Zupełnym przypisem do tego niezwykłego wydarzenia wydaje się plotka, według której nasza bohaterka była najprawdopodobniej kochanką monarchy. Z mężem Karolem Stanisławem Radziwiłłem, panie kochanku, rozstała się także z powodu jego szaleństw i skłonności do nadużywania alkoholu Maria Karolina z domu Lubomirska. O tym, że rozwody były obecne w świecie sarmackim, świadczy relacja sławetnego zdrajcy Stanisława Szczęsnego Potockiego z piękną Zofią. Gdy po latach starań uzyskała ona rozwód od swojego męża, oficera artylerii, mogła wreszcie wyjść za swojego długoletniego kochanka Targowiczanina, który sam wcześniej rozwiódł się ze swoją żoną Józefiną. Oficjalnie z pierwszą żoną miał jedenaścioro dzieci, choć do dziś nie ustają spory, jak wiele spośród nich było jego rzeczywistą progeniturą. Gdy jednak rozwód nie był możliwy, w grę wchodziła separacja. A czasami nawet to nie. Ukochana Jana III Sobieskiego musiała czekać, aż umrze jej zdziwaczały mąż Jan Sobiepan Zamoyski i dopiero wtedy, a i to w wielkiej tajemnicy wyszła za mąż za przyszłego króla Polski. Czasami ani rozwód, ani separacja nie pomagały i zdarzało się, że kobiety sięgały po środki ostateczne. Do legendy przeszła historia Elżbiety Halszki Ostrowskiej, która wbrew swojej woli została wydana za Łukasza Górkę. Ponieważ konsekwentnie odmawiała współżycia, miał on kazać zamknąć ją w wieży w Szamotułach, tak aby nikt postronny nie mógł jej widzieć i spotykać. Zdarzało się, że to żony zabijały mężów. Niezrównany badacz obyczajów szlacheckich Władysław Łoziński podaje, że niejaka Beata Zawisza Anka miała razem z dwoma sługami zabić swojego męża Jana Solikowskiego. Według zeznań sądowych nie zrobiła tego sama, ale rękami właśnie swoich sług, którzy szablą i siekierą ubili swojego pana. Historia miała swój bardzo smutny finał. Ostatecznie panią Beatę wydał w ręce kata jej rodzony brat, u którego szukała schronienia. Inny przypadek mężobójstwa wydarzył się w rodzinie Herbutów. Zofia z Podolec, córka wojewody Samborskiego, zabiła Kacpra Herburda. Kiedy Herburt wrócił z wyprawy do domu w Krzeszowicach, żona najpierw mu wyprawiła wystawny bankiet, upiła go małmazją, a kiedy usnął, razem z matką go udusiła. Zbrodnię odkrył brat zamordowanego i ostatecznie pojmał bratową i jej matkę. Cóż, jak widać w źródłach możemy znaleźć informację o obustronnej przemocy małżeńskiej.
Część trzecia. Kobiety wyemancypowane.
Nieraz zdarzało się, że żony przeżywały mężów. W realiach niebezpiecznego życia staropolskiej Rzeczpospolitej nie było wcale to niczym niezwykłym. I wtedy to na żonie spoczywał obowiązek pochowania męża, zapewnienia mu godnej ostatniej drogi w zgodzie z zapisami testamentu. Ale kiedy kurz opadał i kończyła się żałoba, przychodził nowy czas. Był to nierzadko czas, w którym wdowa mogła rozkwitnąć. Paradoksalnie kobiety we wdowieństwie zyskiwały najwięcej swobody, pozostawiał im bowiem własny majątek, a jeśli nie weszły w kolejny związek, dziedziczyły również część majątku męża. Co wyjątkowo istotne, mogły o nim wtedy decydować zupełnie samodzielnie. Jest zatem całkiem zrozumiałe, że nierzadko wbrew woli rodziny, kobiety wcale nie decydowały się na kolejny ślub, ale przeżycie męża, jakkolwiek cynicznie może to zabrzmieć, nie było jedyną drogą oddającą kobietom sprawczość. Umożliwiała to także droga zakonna. W zakonie młoda szlachcianka, zwłaszcza majętna, miała szansę zdobyć dobrą pozycję, która pozwalała jej na sporą niezależność. Zakon dawał też możliwość rozwoju intelektualnego, nauki języków i w ogóle zgłębiania wiedzy. W historii Rzeczypospolitej nie brakuje kobiet, które w ten sposób zrobiły karierę naukową. Przykładem choćby Magdalena Morska, córka podkomorzego malborskiego, która została jednym z ważniejszych polskich teologów benedyktyńskich. Przykładem niezależnej przeoryszy jest także Elżbieta Łucja Sieniawska z domu Gostomska. Za mąż wydana została za kalwinistę Prokopa Sieniawskiego. Mąż umarł po kilku latach wspólnego życia, podczas których zresztą Elżbiecie udało się przekonać go do zmiany wiary. Gdy została wdową, zbuntowała się przeciw rodzinie, która pragnęła wydać ją ponownie za mąż i wstąpiła do zakonu. Tam poświęciła się modlitwą i postem. Dzięki swojemu majątkowi założyła klasztor benedyktynek w Sandomierzu. Jako zakonnica stała się osobą ważną w perspektywie całej Rzeczypospolitej. O tym, jakimi dysponowała wpływami, niech zaświadczy choćby fakt, że goszczono ją na weselu króla Zygmunta III Wazy. Innym przykładem kobiety cieszącej się niezależnością była Anna Alojza Chodkiewicz z domu Ostrogska, wdowa po Hetmanie Janie Karolu Chodkiewiczu, który zmarł zaledwie rok po wspólnym ślubie. Po jego śmierci, pomimo młodego wieku, miała raptem 21 lat, postanowiła nie wychodzić ponownie za mąż. Znajdując się pod wpływem jezuitów, prowadziła na swoich ziemiach zaangażowaną akcję kontrreformacyjną, zwłaszcza przeciwko prawosławnym. Istniał jeszcze jeden rodzaj wyemancypowanych kobiet - wilczyce. Kobiety na wiele różnych sposobów próbowały wybić się na niezależność w świecie zdominowanym przez mężczyzn. Bywały poetki, jak Elżbieta Drużbacka, której wierszami zachwycał się m.in. Hugo Kołłątaj, ale zdarzało się, że kobiety, zwłaszcza na wschodnich rubieżach Rzeczypospolitej, zajmowały się męskim rzemiosłem. Najjaskrawszym tego przykładem była niejaka Teofila Chmielecka. Teofila Chmielecka urodziła się w 1590 roku. Wyszła za mąż za jednego z największych wojowników Pierwszej Rzeczypospolitej Stefana Chmieleckiego, wojewodę kijowskiego. Brała udział w niezliczonych walkach i potyczkach, służąc razem ze Stanisławem Żółkiewskim czy Tomaszem Zamoyskim. Jego żona, zupełnie niczym Basia Wołodyjowska z Trylogii Sienkiewicza, stała cały czas u jego boku. Razem z nim znosiła trudy kampanii wojennych i brała udział w walkach. Była kobietą, krewką i zaprawioną w bojach. Jak podają badacze, zdarzyło się jej ze swoją służącą Annę Walicką najpierw pobiła na ulicy, a następnie ucięła jej język i rzuciła psom na pożarcie. Należy przypuszczać, że nie była to jedyna taka sprawa w jej życiu. Teofila po śmierci męża przejęła po nim schedę wojenną. Niedługo też wzięła ponownie ślub ze szlachcicem Marcinem Tulibowskim, który by tak rzec, nie odgrywał kluczowej roli w decyzjach na temat ich wspólnego, dalszego życia. To właśnie zaciekłość Chmieleckiej i jej niezmordowana walka przede wszystkim z Tatarami sprawiły, że nazywano ją kresową wilczycą. Wzbudzała postrach nie tylko wśród najeźdźców, lecz także wśród okolicznej szlachty. Takich kresowych szlachcianek, które były zmuszone bronić siebie i swojego majątku bywało więcej. Zwłaszcza, gdy mężowie w różnych okolicznościach ginęli albo brali udział w walkach na innych teatrach wojny i nie mogli bronić swoich żon. Innym mniej chwalebnym przykładem wilczycy była niejaka Anna Łachodowska z Ziemi lwowskiej. Jej dwaj bracia byli odpowiedzialni za liczne napady i mordy, a ona sama po pochowaniu pierwszego męża, wyszła za mąż za nie mniejszego rozbójnika niż ona sama. Z rodzinnej miejscowości Kałaharówka uczyniła bandycką siedzibę. Prowadziła liczne wojny z sąsiadami, co jakiś czas napadając na nich albo procesując się z nimi. Dała się im tak bardzo we znaki, że aż w końcu obłożono ją banicją, ale z respektem, bo jedynie zaocznie. Było jeszcze jedno miejsce, gdzie kobiety miały wielką, choć nieformalną władzę. Były to dwory królewskie, rządzi się swoimi prawami. Wpływy kobiet były tam formalnie nie większe niż gdzie indziej, ale w rzeczywistości, czy to ze względu na tajemnicę alkowy, czy też po prostu z uwagi na szerokie możliwości oddziaływania na mężczyzn, ich władza była trudna do zakwestionowania. W historii I Rzeczypospolitej pojawiło się kilka kobiet, które posiadały realną władzę i których działania wpływały na losy całego kraju. Pierwszą z nich była siostra Zygmunta Augusta, Anna Jagiellonka, jedna z dwóch kobiet w historii Polski noszących tytuł króla, a nie tytuł królowej. Drugą taką kobietą była żona dwóch królów Władysława IV i jego brata Jana Kazimierza. Mowa o Francuzce Ludwice Marii Gonzadze. W Rzeczypospolitej zyskała olbrzymią władzę. Miała ogromny wpływ na politykę wewnętrzną i zagraniczną prowadzoną przez króla Jana Kazimierza, a zarazem stała się obiektem prawdziwej nienawiści szlachty. Pisano nawet o niej brutalne pamflety, takie jak ten.
"Niezdrowa środowisko francuska Maryjo w Polsce łaski, niepełna, piekielna Harpio Diabeł z tobą nieszczęsna. Między Polakami owoc żywota twego Bodaj nie był z nami błogosławiony. Kędy z żywota twojego Niech cię z polskiej sprowadzi do tronu swojego".
Ale myliłby się ten, kto sądził by, że aktywność kobiet w życiu politycznym ograniczała się jedynie do działań na dworze królewskim, zwłaszcza w drugiej połowie XVII wieku i na początku XVIII. Grupa wpływowych magnatek chętnie angażowała się w sprawy państwa. Kobiety te kierowały się różnymi motywami od patriotycznych po czysto merkantylne, chcąc zabezpieczyć swój stan posiadania. Wiedziano też, że w niektórych wypadkach znacznie lepiej zwrócić się o pomoc do żony określonego możnowładcy niż do niego samego. Tak np. funkcjonowało małżeństwo Józefa Wandalina-Mniszka marszałka koronnego i jego żony Konstancji z Tarłów, do której często zgłaszano się po pomoc. To pozwala lepiej zrozumieć, dlaczego jeden z władców pruskich zwykł mawiać, że w Rzeczypospolitej polityką zajmują się jedynie kobiety. Na koniec warto przypomnieć pewien humorystyczny nieco aspekt relacji damsko-męskich w historii I Rzeczypospolitej. Otóż istnieje przedziwny dokument zwany konfederacją białogłowych. Dokument powstał w czasach konfederacji barskiej i miał wytknąć części szlachty liczne zaniedbania.
"My stany płci białych głów wolnych i niewolnych panien, wdów i mężatek, zaopatrując się w tych Rzeczypospolitej czasach i mając codziennie przed oczyma, a w posiedzeniach naszych ustawicznie słysząc o bezprawiach, podłości, bojaźni, trwożliwości mężczyzn, takie między sobą artykuły konfederacji naszej ustanawiamy i póty w niej trwać będziemy, póki jednostajnym węzłem odważności naszej, my damy polskie skonfederowane na miejscu gnuśnych mężczyzn, nieprzyjaciół wiary i wolności nie pokonamy".
Przyjmuje się dwa możliwe rozwiązania tajemnicy powstania tego dokumentu, albo był on pamfletem napisanym przez mężczyzn, aby wyśmiać nie biorących udział w konfederacji, albo też był faktycznie autorstwa kobiet wyśmiewających mężczyzn. Kobiety w I Rzeczypospolitej nie miały wcale jak widać łatwego życia, ale warto podkreślić, że miały większe możliwości niż w innych krajach. Złota wolność pozwalała im na poszerzenie ram swobody i szukanie dogodniejszych dla siebie dróg życia, chociaż wcale nie było to łatwe. Potrafiły wyłamać się z ram narzuconych przez konwenanse i podążać własną drogą. W sumie daje to dość nieoczywistą perspektywę na staropolską Rzeczpospolitą, która w niejednym aspekcie prawdziwie kobietami stała.
Dane o obiekcie
-
Nazwa / Tytuł
W cieniu szlachcica? Kobiety w dawnej Rzeczpospolitej -
Rodzaj
-
Kategoria
-
Data wykonania
12/09/2025 -
Czas trwania
0h 29min 9sek -
Osoby występujące
-
Numer inwentarzowy
MHP-04-4768 -
Klasyfikacja praw autorskich
-
Permalink
Słowa kluczowe
Opis
Historia I Rzeczypospolitej jest zdominowana przez mężczyzn. Wiemy, jak rządzili, jakie toczyli wojny i czego dokonali. Historia Polski to ich historia. Nie jest to jednak pełny tej epoki. Jakie miejsce w sarmackim świecie zajmowały kobiety? Czy można powiedzieć, że kobiety odgrywały w świecie sarmackim rolę po stokroć istotniejszą, aniżeli mogłoby to się wydawać na pierwszy rzut oka? Wśród kobiet doby staropolskiej nie brakowało niezwykłych osobowości, które odcisnęły piętno na swoich czasach. Przypomnimy postaci kobiet, które nie wpisały się w zarezerwowane dla nich role społeczne. Kim była Teofila Chmielecka, Elżbieta Łucja Sieniawska, a kim Elżbieta Drużbacka? Jak szlachcianki radziły sobie w aranżowanych małżeństwach? W jakim stopniu mogły decydować o własnym losie? Czy kobiety w I Rzeczpospolitej miały większe prawa niż kobiety w innych krajach?