Tryumf, zdrady i dziedzic. Władysław Jagiełło
Muzeum Historii Polski (producent);
09/02/2024
Klasyfikacja praw autorskich
Transkrypcja
Od dawna już nie był poganinem, od 15 lat zasiadał na tronie Polski. Teraz jednak, w 1399 roku po śmierci Jadwigi stał się królem samodzielnym. Historia nieubłaganie pchała go ku przeznaczeniu zawartemu w proroctwie zmarłej żony Jadwigi. Swego czasu rzuciła ona w twarz wielkiemu mistrzowi krzyżackiemu, że gdy jej zabraknie, nikt nie powstrzyma wojny. Jeszcze o tym nie wiedziano, ale już wszystkie drogi prowadziły pod Grunwald. Łukasz Starowiejski, Zapraszam na kolejną odsłonę podcastu Muzeum Historii Polski "1000 lat. Prześwietlenie". W odcinku kończącym trylogię o królu Jagielle prześwietlimy ostatnie 30 lat panowania tego wybitnego władcy. Pogromca Krzyżaków Władysław Jagiełło. Jak doszło do jednej z największych bitew średniowiecznej Europy? Jak blisko klęski był Jagiełło w bitwie pod Grunwaldem? Przyjrzymy się kłótliwym Polakom i Litwinom i unii dwóch narodów, która kilka razy mogła się rozpaść. Znów zajrzymy też do sypialni królowych, w których dochodziło do kolejnych afer i skandali. Namiętność miała nawet doprowadzić do zawalenia komnaty, a wśród podejrzanych był nie tylko zastęp rycerzy, ale nawet prymas Polski. Tak, tak, sam prymas. Spróbujemy także prześwietlić kwestie potomków króla, czy aby na pewno pochodzili od Jagiełły? Czy dynastia rzeczywiście powinna nosić imię Jagiellonów? Na koniec podsumujemy panowanie jednego z największych władców w historii Polski.
Część pierwsza. Anna i prymas. Po śmierci królowej Jadwigi kraj rozpaczał, a król stanął na rozdrożu. Panował w Polsce ledwie iure uxoris, czyli z prawa żony. Z drugiej strony, trwało to już od 15 lat. Pogański władca Litwy wstąpił na tron Polski w 1386 roku. Warunkiem było poślubienie córki poprzedniego króla Ludwika Andegaweńskiego oraz przyjęcie chrześcijaństwa. W efekcie powstała unia polsko-litewska. Po śmierci Jadwigi Jagiełło oświadczył ni mniej, ni więcej, tylko że nie ma już prawa do sprawowania władzy i też opuszcza tron. Nie ma pewności co do intencji króla, ale przypomina to grę w pokera o bardzo wysoką stawkę. "Sprawdzam" rzucił polskim możnym. Licytował wysoko, ale nie przelicytował. "Znaczniejsi doradcy, zwróciwszy się do gnębionego niepewnością króla polskiego Władysława, dodają otuchy pełnemu nieufności do wszystkiego i wątpliwości i przyrzekają, że uznają go za króla i pana i okażą mu szczerą wierność i uległość". By dodatkowo legitymizować władzę Litwina, znaleźli mu nawet nową żonę. Twierdzili, że jest inna, równie prawowita dziedziczka Królestwa Polskiego, odpowiednia do małżeństwa dziewczyna. Anna, córka hrabiego Cylejskiego Wilhelma, którą mu zrodziła córka króla polskiego Kazimierza II Anna. Ponoć Annę na swoją następczynię namaściła Jadwiga na łożu śmierci. Miał zapewne rację Jagiełło zastanawiając się nad prawnym umocnieniem swojej władzy. Anna, w ćwierci krwi Piastówna, miała być dodatkową pieczęcią. Tyle, że to postać z zupełnie innej bajki. Jej matka, też Anna, była najmłodszą córką Kazimierza Wielkiego. W chwili śmierci ostatniego Piasta miała ledwie 4 lata. Ludwik Andegaweński nie robił ceregieli, wywiózł ją z kraju, a potem wydał za księcia Cylii. Po śmierci ojca przyszłej królowej Polski matka drugi raz wychodzi za mąż, a dziecko zostawia na dworze cylejskim. Perspektywy małej Anny są raczej mizerne, by nie powiedzieć opłakane. Niezamożna, traktowana, przypuszczalnie, jak piąte koło u wozu, a do tego podobno nieurodziwa. Grom z jasnego nieba uderza, gdy ma 19, a może 20 lat. Przybycie polskich posłów wzbudza niedowierzanie. "Comte z Cylii z wielkiej radości zalany łzami bez wahania oddaje swoją bratanicę posłom królewskim". Tyle że sprawa wcale nie jest załatwiona. Okoniem staje Jagiełło. Król na powitanie przyszłej żony wychodzi z uroczystym orszakiem i nie próbuje ukryć zawodu. "Król Polski Władysław usiłował bowiem przez jakiś czas uniknąć zaręczyn i zerwać je, ponieważ dziewicza Anna wydawała mu się za mało urodziwa. Z tego powodu gniewał się nawet na swoich swatów, że, zobaczywszy dziewczynę, powzięli decyzję małżeństwa". Jagiełło gra na zwłokę. Anna ma najpierw nauczyć się polskiego. Księżniczka po polsku nie mówi, ale język rozumie. Do ślubu dochodzi po 8 miesiącach w styczniu 1402 roku. Koronacja odbywa się rok później. Anna, może i początkowo zahukana, a także nieładna, miała według plotek niezgorszy temperament. Zajrzyjmy więc do królewskiego magla. Mamy do czego, bo Długosz też tam chętnie zaglądał. "Wawel huczał od plotek, a nawet zatrząsł się w posadach, i to dosłownie", pisze Długosz. Przepowiednią był wypadek, jaki zdarzył się kilka dni wcześniej na Zamku Krakowskim. "Zapadnięcie się bez żadnego gwałtownego wstrząsu komnaty królowej". Ową komnatą miała być sypialnia Jej Wysokości. Życzliwi w te pędy pobiegli do króla. Ten zaś, "opanowany zazdrością, którą potajemnie wzbudzili w jego sercu ohydni pochlebcy, więzi rycerza Jakuba z Kobylan z rodu Grzymalitów jako winnego nierządu, którego dopuścił się z królową Anną. Zakutego w kajdany zamyka na zamku górnym we Lwowie, co musiał znosić blisko 3 lata. Nadto inny rycerz, Mikołaj Chrząstowski, posądzony o ten sam haniebny występek, dobrowolnie poszedł na wygnanie". Król szybko ochłonął, czy to samodzielnie, czy pod naciskiem doradców. Dość, by ustami arcybiskupa gnieźnieńskiego Mikołaja Kurowskiego ogłosić niewinność Anny. Sam prymas zresztą wcale niekoniecznie okazał się czysty, jak łza. Ale o tym za chwilę. Wróćmy na razie do pierwszej odsłony skandalu. Plotki krążyć nie przestały. Otóż cień podejrzeń padł na kolejnego rycerza, Andrzeja Tęczyńskiego, którego przyłapano "na Zamku Królewskim o tajemnej porze w ustronnym miejscu z królową". Wszystko to jednak drobiazgi wobec seksafery, która wybuchła wiele lat później. Dla tej pikantnej historii warto na chwilę porzucić chronologię wydarzeń i wybiec nawet poza Grunwald. Właśnie tu na języki i do dzieła Długosza trafia sam prymas. Tak, tak, prymas Mikołaj Kurowski, "który rzekomo dopuścił się ciężkiej obrazy królewskiego majestatu, namawiając królową Annę według twierdzenia tejże królowej, do cudzołóstwa". Historia wydaje się nieprawdopodobna i szyta grubymi nićmi. Kurowski miał wówczas lat około 55, przy tym należał do najbliższych współpracowników króla.
W czasie, gdy Jagiełło był pod Grunwaldem, jako arcybiskup gnieźnieński zastępował go w Krakowie. Wcześniej przewodniczył poselstwu do krzyżaków. Pojawi się zresztą jeszcze w naszej historii w tym właśnie charakterze. Podejrzeń Jagiełło zweryfikować nie zdołał. Jadąc do króla prymas spadł z konia i zasłabł. Zmarł kolejnej nocy. Jeśli wierzyć Długoszowi, coś na rzeczy być musiało. Kurowski ponoć jechał sprawiedliwość kupić. "Wiózł podobno ze sobą niemałą ilość złota w przekonaniu, że wspaniałymi darami obali skierowane przeciw niemu pełne zawiści oskarżenie". Zazdrość - to słowo pada często, gdy słyszymy o Jagielle. Przyznajmy, jak mało który władca ma do niej podstawy. Wystarczy wspomnieć aferę jego poprzedniej żony Jadwigi z Habsburgiem Wilhelmem, a to wcale nie koniec listy jego małżeńskich nieszczęść. O pechu do żon lub, być może, tylko pomówień jeszcze będzie mowa. Anna zmarła na początku 1416 roku. Z Jagiełłą przeżyła więc lat 14. O ich małżeństwie zdania są podzielone. Część historyków mówi, że było nieudane, inni temu przeczą. Na pewno była życiową towarzyszką w czasach największej chwały pierwszego Jagiellona na polskim tronie. Z Anną Cylejską wybiegliśmy zbyt daleko w przyszłość. Czas ściągnąć cugle, zawrócić bieg naszej historii i odpowiedzieć na pytanie: jak doszło do tego, że Grunwald stał się miejscem tak sławnym? Część druga. Wszystkie drogi prowadzą pod Grunwald. Grunwald to na razie mała wioska otoczona łąkami, lasami i polami, cicha i nikomu nieznana. Jeszcze nikt nawet przypuszczać nie może, że już niedługo usłyszy o niej cała Europa. Przełom wieków przynosi wydarzenia przełomowe w dziejach Polski. O śmierci Jadwigi była już mowa. Drugim jest porozumienie Jagiełły z Witoldem. Bracia stryjeczni żyć bez siebie chyba nie mogą, ale ze sobą, a zwłaszcza w zgodzie, też nie bardzo. Na przemian to się godzą, to drą ze sobą koty. Ale akurat teraz wchodzą na ścieżkę przyjaźni i współpracy. Ten stan potrwa naprawdę długo, niemal aż do śmierci Witolda. Wreszcie udaje im się tak podzielić władzą, że obaj są zadowoleni. Witold oficjalnie składa hołd stryjecznemu bratu, ale na Litwie staje się samodzielnym władcą. Układ, potwierdzony tak zwaną unią wileńsko-radomską, jest stabilny i skuteczny. Kuzyni od tego czasu współpracują zgodnie. No, niemal zgodnie. Na pewno zaś wystarczająco blisko, by poważnie zaniepokoić krzyżaków. Zakon wie już, że plany podboju całej Litwy, o ile nie legły w gruzach, trzeba odłożyć na daleką przyszłość. Mocny sojusz polsko-litewski zagraża jednak i dotychczasowym zdobyczom. Przecież bracia zakonni jeszcze nie zdołali spacyfikować dopiero co uzyskanej Żmudzi. Tymczasem bitni mieszkańcy nadmorskiego regionu Litwy wcale nie zamierzają zgiąć karku. Dla państwa krzyżackiego ostateczne podbicie tego terenu to sprawa kluczowa.
Wszak łączą dwie posiadłości zakonu w Prusach i Inflantach. Krzyżacy sięgają więc po wypróbowaną broń. Nawet nie tyle sięgają, co sama puka do ich drzwi. Na Litwie zawsze można było znaleźć jakiegoś niezadowolonego brata lub kuzyna z książęcego rodu. Układał się z krzyżakami i Jagiełło, i Witold. Ten drugi nawet szedł z zakonnikami na Litwę, gdzie burzył, palił i mordował. Tym razem do Prus przybywa Świdrygiełło. Najmłodszy rodzony brat polskiego króla i prawdziwy enfant terrible rodziny. W Malborku potwierdził krzyżakom wszystkie nadania Witolda. W zamian dostał obietnicę wprowadzenia do Wilna. A więc wojna. Krzyżacy jako pretekst wykorzystują powstanie na Żmudzi, które zresztą wybucha za wiedzą i ze wsparciem Witolda. Mimo pomocy Jagiełły i wojsk polskich, zakon tryumfuje. W 1404 roku zawarty zostaje pokój. Bolesny pokój potwierdzający między innymi prawa krzyżaków do Żmudzi, aczkolwiek Polacy nieco zyskują. Jagiełło wynegocjował możliwość wykupu ziemi Dobrzyńskiej. To jednak tylko gra na czas. Tak traktują ten pokój obie strony, zarówno Żmudź, jak i ziemia Dobrzyńska, pozostaną zapalnikami. Na razie trwa kolejna odsłona bitwy na słowa. Już przy okazji koronacji Jagiełły po całej Europie krążyły poselstwa i listy. Nie inaczej jest teraz. Jagiełło i jego doradcy wiedzą bardzo dobrze, że korzenie krzyżackiego państwa sięgają cesarstwa i papiestwa. Chcąc w przyszłości wygrać starcie zbrojne, trzeba najpierw te korzenie podciąć. Zadanie z pozoru wydaje się mission impossible. W końcu zakon celuje w propagandzie. Ma szerokie kontakty, mnóstwo pieniędzy i świetnych dyplomatów oraz mocne argumenty: te religijne - głosi krzewienie prawdziwej wiary i nawracanie niewiernych, i te przyziemne - oferuje przeżycie przygody i przywiezienie zdobyczy. Przyciąga rycerzy z całej Europy, obiecując i zasługi, i korzyści. A jednak ta walka wcale nie jest przegrana. W 1403 roku polskim dyplomatom udaje się nakłonić papieża do wydania bulli zakazującej krzyżakom najazdów na Litwę. Wytrąciła ona zakonowi jeden z najważniejszych pretekstów, którym posługiwali się, by ściągnąć posiłki z zachodu. Dla Krzyżaków to cios. Wielki mistrz Konrad von Jungingen, brat i poprzednik Ulricha, zgrzyta zębami i próbuje ratować sytuację. Do europejskich władców pisze list, w którym ostro atakuje polskiego króla. "Usiłuje nas odwieźć od obrony wiary katolickiej przeciwko pogańskim Litwinom i schizmatyckim Rusinom, nastaje u was na dobrą naszą sławę, tymczasem sami, łamiąc pokój z nami zawarty, zbroją się ustawicznie i wchodzą w związki z poganami i odszczepieńcami, aby tym pewniej z ich pomocą mogli podnieść oręż przeciwko nam, wiernym chrześcijanom, a tym samym zniszczyć cały nasz zakon i znieść go zupełnie". Jagiełło odpowiada listem także wysłanym na wiele dworów. Skarży się, że Krzyżacy, "Jako spragnieni krwi chrześcijańskiej jeszcze usilniej nastający na nasze wyniszczenie, wszędzie proszą o posiłki zbrojnego ludu na pomoc, fałszywie oskarżając nas o zbrodnie apostazji". Apogeum wojny korespondencyjnej przypada na czas, gdy obie strony nie ostrzą już tylko piór, ale także miecze. Nowy wielki mistrz Ulrich von Jungingen jest zdecydowanym zwolennikiem konfliktu zbrojnego. By zyskać pieniądze na wojnę, decyduje się nawet sprzedać Gotlandię. Zbrojownie pękają w szwach. Witold i Jagiełło też nie zasypiają gruszek w popiele.
W 1408 roku dochodzi do tajnego spotkania w Nowogródku, na którym zapewne ustalone zostają kierunki działań. Witold podrzuca drwa do tlącego się ognia na Żmudzi, gdzie wybucha nowe powstanie. To nadal jednak kwestia wyłącznie krzyżacko-litewska. Jagiełło, by nie dostarczyć zakonowi paliwa dyplomatycznego i uniknąć oskarżeń, że zerwał pokój, czeka na pretekst. Casus belli według Długosza stają się statki. Tak, tak, statki, a dokładnie 20 statków, które, jak twierdzi kronikarz, płynęły ze zbożem w związku z głodem na Litwie. "Uprowadzono je na rozkaz mistrza pruskiego Ulricha von Jungingen, który dla stworzenia pozoru usprawiedliwiającego występek, jakiego się dopuścił, twierdził, że na tych statkach wieziono dla niewiernych barbarzyńców broń przeciw wiernym chrześcijanom". Pretekst do wojny jest gotowy. Pytanie, czy gotowy jest kraj, w którym panuje Jagiełło? Nie do końca. Tym bardziej, że Krzyżacy spór rozgrywają po staremu, starając się poróżnić Polskę i Litwę. Posłuchajmy Długosza, który pisze o dylemacie Jagiełły. "Nie chciał on bowiem ani opuszczać Witolda i Litwinów w ich trudnościach i niebezpieczeństwie, ani nie życzył sobie przeniesienia od Litwinów do królestwa ciężkiej wojny, ponieważ jego polscy doradcy zdecydowanie ją potępiali i z największą gorliwością zabiegali, by nie doszło do jej wybuchu i rozszerzenia". Mamy więc linię podziału. Jagiełło się nie poddaje, ale potrzebuje poparcia. Zwołuje więć zjazd możnych do Łęczycy. Tam wszystko przebiega po jego myśli. Podjęto decyzję, że w przypadku najazdu Krzyżaków na Litwę Polska pospieszy z pomocą. Ląd już jest. Potrzeba tylko iskry. Czy o to chodzi Jagielle, gdy wysyła poselstwo do Malborka? Na jego czele stoi zaufany jeszcze człowiek króla, znany nam już arcybiskup gnieźnieński Mikołaj Kurowski. Ten zaś gra ostro, mówiąc: "Mistrzu, przestań straszyć nas wojną litewską, jeśli ty bowiem wybierzesz się na Litwę, bądź pewnym, że król nasz Prusy zbrojno nawiedzi. Nieprzyjaciół Litwy my za swoich uważamy wrogów, na ciebie więc zwrócimy oręż, jeżeli Litwę zaczepisz". Czy arcybiskup powiedział to nierozważnie od siebie, czy też, jak twierdzą niektórzy, ponieważ mu kazano? Von Jungingen połyka przynętę. "Dziękuję Ci, Ojcze przenajwielebniejszy, że nie utaiłeś przede mną zamiarów twego króla. Ja Twoją mową objaśniony i upewniony raczej na głowę samą, niż na członki, cios mój wymierzę. Wojnę zamierzoną przeciw Litwie na Królestwo Polskie obrócę". Taki zapewne był plan Jagiełły. Miał wielki mistrz rozpocząć wojnę i stać się wobec Europy agresorem. Gra się udała. 6 sierpnia wielki mistrz wypowiada Polsce wojnę. Musiał być wcześniej gotowy do akcji, bo już 10 dni później wojska krzyżackie wkraczajć jednocześnie na ziemię Dobrzyńską, na Mazowsze, i do Wielkopolski. Jagiełło kontratakuje na początku września. Odbija Bydgoszcz i na tym kończy się pierwsza próba sił. 8 października pod miastem strony podpisują rozejm, który ma obowiązywać do zachodu słońca 24 czerwca 1410 roku.
Wielka wojna wymaga specjalnych przygotowań. Jak one wyglądały i jak wielki hałas towarzyszył bitwie? O tym już za chwilę. Część trzecia. Grunwald. Starcie tytanów. "Dyplomacja i łowy". Tytuł czwartej księgi "Pana Tadeusza" jak ulał pasuje do tego, co działo się po obu stronach granicy przez kilka miesięcy rozejmu. Pierwsze listy z kancelarii królewskiej otarły się o falstart. Zostały wysłane nim jeszcze wysłannicy krzyżaccy przybyli z wypowiedzeniem wojny. Ich treść odsłania rzeczywiste motywy krzyżaków. "Na tym bowiem polega ich troska i pragnienie, by, co własne, zatrzymać, co cudze, łupić i pożądać, zawsze bowiem chcą oni korzystać z cudzego dobra. Dla jego zdobycia nie cofają się przed niczym, nie przestrzegają żadnych praw i wyroków". Dyplomaci znów krążą po całej Europie, sprawa dotarła nawet do Londynu. Według krzyżackich źródeł Jagiełło przy tej okazji wysłał władcy angielskiemu cztery ogiery. Jedni i drudzy budowali sojusze. Krzyżacy sprzymierzyli się z królem węgierskim Zygmuntem Luksemburskim. Jagiełło zawarł rozejm z Wielkim Księstwem Moskiewskim. Zyskał też pomoc chana Złotej Ordy. Książęta Pomorza Zachodniego podzielili się. Szczeciński Kazimierz V stanął po stronie zakonu, Słupski Bogusław wsparł Polskę. Nie tylko Krzyżacy werbowali najemników. Król Polski pozyskał 3000 Czechów. Pierwszymi ofiarami wojny stały się zwierzyna i drzewa. Wielkie łowy urządzano w puszczy Niepołomickiej. Ogromną armię trzeba było przecież wyżywić. W puszczy Radomskiej rozpoczął się natomiast wyrąb na wielką skalę. To tam przygotowywana była największa niespodzianka tej kampanii, pierwszy w historii Polski most saperski. Dzięki składającemu się ze 150 łodzi i przęseł cudowi techniki spławionemu Wisłą do Czerwińska i złożonemu w ciągu pół dnia Jagiełło będzie mógł zaskoczyć krzyżaków. Plan zakładał uderzenie prosto w serce państwa zakonnego - Malbork. Koncentracja wojsk polskich i litewskich to był kolejny majstersztyk, jak na owe czasy, gdy sojusznicy często czekali na siebie tygodniami i nie zawsze się spotykali. Witold i Jagiełło znaleźli się w okolicach Czerwińska w tym samym momencie. Po przekroczeniu Wisły po moście bracia stryjeczni już razem ruszyli na krzyżackie ziemie. Von Jungingen musiał być zaskoczony. Pewny był, że atak pójdzie wzdłuż Wisły lub też Litwa i Polska uderzą z dwóch stron. Z każdym krokiem dwie potężne armie zbliżały się do siebie. Zapewne nie wiedziały, że wszystkie drogi prowadzą pod Grunwald, ku jednemu z najgłośniejszych starć w polskiej historii w przenośni i dosłownie, bo "Słyszeli je nawet ci, którzy byli oddaleni o kilka mil. Rycerze, walcząc, robili tak potężny huk, jaki zwykle jedynie w kuźniach wydają uderzenia młota". Nim jednak zbrojni zderzą się ze sobą, zatrzymajmy się na chwilę, by policzyć te ogromne, jak na średniowiecze, armie. Szacunki są bardzo trudne i znacząco różnią się od siebie. Wszyscy jednak badacze twierdzą, że polsko-litewskie wojska miały przewagę liczebną. Jaką? Zwykle mówi się o stosunku 3 do 2. Wojsko polsko-litewskie liczyło zapewne około 30000, krzyżaków było o 10000 mniej.
Warto dodać, że braci zakonnych, tych w białych płaszczach z krzyżami, było ledwie 250. Większość armii stanowili mieszkańcy Prus, szlachta i mieszczanie. Do tego oczywiście zagraniczni goście, ale także między innymi Piastowie ze Śląska. Zresztą i pod chorągwiami Jagiełły znaleźli się przeróżni sojusznicy. Byli wspomniani Czesi, ale też Tatarzy, Mołdawianie, a także książęta mazowieccy. Tego dnia, 15 lipca 1410 roku, wszyscy wstali bardzo wcześnie. Armia Jagiełły ruszyła o świcie. Pierwszy postój zarządzono o 8 rano, wysłano też zwiadowców. Ci wrócili z informacją, że Krzyżacy też okazali się rannymi ptaszkami. Chwila bitwy zbliżała się nieubłaganie. To Krzyżacy pierwsi osiągnęli gotowość bitewną. W tym czasie część armii polsko-litewskiej dopiero nadciągała na teren bitwy. "Gdyby z miejsca zaatakowali króla, mogliby zyskać chwałę i korzyść", ubolewał kronikarz krzyżacki. Właśnie wówczas zakon stracił swoją wielką szansę, pierwszą, choć nie ostatnią, by historia potoczyła się zupełnie inaczej. Von Jungingen wstrzymał atak, bo bał się zasadzki. Jagiełło z rozpoczęciem bitwy się nie spieszył, wystarczyło, że spojrzał w niebo. Nie, wcale nie będzie tu opowieści o cudownych znakach. Król patrzył na słońce. Po porannym deszczu i chmurach nie było już śladu. Z godziny na godzinę robiło się coraz goręcej. Polsko-litewskie wojska schowane były w lesie, a ciężkozbrojni Krzyżacy stali bezpośrednio pod lipcowym niebem. Być może król myślał też o ruchu słońca. Część historyków uważa, że Krzyżacy nadeszli od wschodu, a sprzymierzeńcy z zachodu. Atakując rano, Jagiełło walczyłby pod słońcem. Król więc celebrował każdą kolejną czynność. Najpierw wysłuchał dwóch mszy. "Następnie własną ręką dokonał pasowania do tysiąca, albo i więcej rycerzy, tak, aż się zmęczył tym pasowaniem", donosiła spisana niedługo po bitwie kronika konfliktu. Zniecierpliwieni czekaniem Krzyżacy przysłali posłów. To być może najsławniejsze poselstwo w polskiej historii. Tak, tak, to z dwoma mieczami. "Najjaśniejszy królu, wielki mistrz pruski Ulrich posyła Tobie i Twojemu bratu przez nas, tu obecnych posłów, dwa miecze ku pomocy, byś z nim i z jego wojskami mniej się ociągał i odważniej, niż to okazujesz, walczył, a także żebyś się dalej nie chował, i, pozostając w lasach i gajach, nie odwlekał walki". Krzyżacy, pewni siebie, proponowali nawet, że nieco się cofną, by Polacy i Litwini mogli rozwinąć szeregi.
W średniowiecznych realiach to była obelga rzucona prosto w twarz. W jej efekcie miał polski król unieść się honorem i zaatakować w niekorzystnej dla siebie sytuacji. Nie z Jagiełłą takie numery. Szczwany lis w pułapkę złapać się nie dał. Odrzekł: "Chociaż nie potrzebuję mieczów mych wrogów, bo mam w mym wojsku wystarczającą ich liczbę, w imię Boga jednak, dla uzyskania większej pomocy, opieki i obrony w mej słusznej sprawie, przyjmuję te dwa miecze przyniesione przez was, a przysłane przez wrogów pragnących krwi i zguby mojej oraz mego wojska". I doczekał z wydaniem rozkazu ataku aż do południa, gdy słońce stało wysoko. Nie miejsce tu, by szczegółowo opisywać przebieg bitwy. Starcie od początku jest krwawe i zażarte. "Przywarły nawzajem do siebie jedne i drugie oddziały i zbroje do zbroi tak, że naciskani przez konie, złączeni jedynie walczyli mieczami i wyciągniętymi nieco dalej na drzewcu toporami". Bitwa miała swoje chwile przełomowe. Szala klęski i zwycięstwa przechyla się kilkukrotnie. Po godzinie następuje pierwszy moment kluczowy. Z pola walki wycofują się Litwini. Krzyżacy rzucają się w pościg. To słynna chwila, piszą o niej nie tylko polskie i krzyżackie, ale nawet francuskie kroniki. Obie wersje, zarówno o ucieczce, jak i wciągnięciu przeciwnika w pułapkę, mają swoich zwolenników. Nie tam jednak rozstrzyga się bitwa. Najważniejsze jest starcie chorągwi polskich i krzyżackich. Uderzenia zakonu są potężne. Około 14, po dwóch godzinach boju, pod naporem wroga pada chorąży trzymający chorągiew Królestwa Polskiego z orłem białym - najważniejszy znak całej armii. To zwykle kończy się odwrotem wojska, żeby nie powiedzieć ucieczką. Polacy reagują przeciwnie. Wściekle atakują wroga i po chwili znak znów powiewa nad polskimi oddziałami. Czas na decydujące starcie. Około 15 wielki mistrz postanawia wyprowadzić morderczy cios. Sam staje na czele 16 najprzedniejszych chorągwi. Wówczas to po raz trzeci i ostatni jest o mały krok od triumfu, tyle że nawet tego nie zauważa. Jego hufce szarżują obok stojącej na pagórku grupki polskich rycerzy. Dowódca krzyżacki widzi niewielki oddziałek, ale ponagla swych podkomendnych, by nie rozpraszali się na drobne cele. Naprawdę drobne? Oto mija ni mniej, ni więcej, tylko, używając dzisiejszych słów, sztab generalny całej armii z samym Jagiełłą. Dziś wydaje się to naturalne, że dowódca zajmuje pozycję na uboczu i kieruje działaniami swoich wojsk. Nie w średniowieczu jednak. W czasach kodeksów rycerskich wódz rzucał się w wir walki. Tak w końcu postąpił choćby wielki mistrz.
Tymczasem Jagiełło stoi na pagórku, patrzy i wydaje rozkazy. To zwyczaj rodem nie z Europy Zachodniej, ale podpatrzony u Tatarów. Jagiełło wyprzedza swoje czasy. Długosz różnie pisze o zachowaniu króla. Raz, że rwie się do walki i powstrzymują go rycerze, innym razem, że od wykrzykiwania rozkazów traci głos. Do końca pozostaje z boku. Nawiasem mówiąc, w przeciwieństwie do Witolda, który szaleje na polu bitwy. Tylko jeden rycerz krzyżacki rusza w kierunku małej grupki na pagórku. Szybko ginie. Według różnych przekazów z rąk króla lub młodego Zbigniewa Oleśnickiego. To była już ostatnia szansa krzyżaków, by zmienić historię. Śmiertelne starcie najprzedniejszych chorągwi kończy się triumfem polsko-litewskim. W bitwie ginie nie tylko wielki mistrz, ale niemal cała krzyżacka elita. Z około 250 rycerzy braci z Grunwaldzkiego pola z życiem uchodzi zaledwie nieco ponad 40. Ginie też około 8000 innych zbrojnych, tysiące dostają się do niewoli. Straty polsko-litewskie ocenia się na od 2000 do 6000 poległych. Król triumfuje. Grunwald i Jagiełło to odtąd słowa niemal nierozerwalnie złączone. A Grunwald znaczy zwycięstwo. Często pada przy tym określenie "niewykorzystane". Mówi się, że to wówczas Jagiełło popełnił największy błąd w swoim życiu. Że gdyby ruszył niezwłocznie na Malbork, zgniótłby państwo krzyżackie do końca. Naprawdę? Przyjrzyjmy się tej sytuacji. Dajmy się jednak najpierw nacieszyć królowi i jego wojsku. Wieść o bitwie i klęsce zakonu rozchodzi się po całej Europie. Informują o niej kroniki niemieckie, francuskie, a nawet z półwyspu Iberyjskiego. W miarę upływu czasu bitwa urasta do monstrualnych rozmiarów. Kronikarz króla francuskiego serdecznie współczuje przegranej krzyżaków z Turkami, których prowadził wódz Saracenów i brat polskiego króla. Zakonnik dodaje, że armia przeciwników zakonu liczyła pół miliona rycerzy. Kronika Lubecka mówi już nawet o milionach. Armia Jagiełły i Witolda i tak krótko świętuje i liże rany. Rozkaz wymarszu na Malbork król wydaje ledwie dwa dni po bitwie. Tyle że wyścigu z komturem Świecia wygrać nie ma szans. Henryk von Plauen, którego wielki mistrz pozostawił na straży granicy pruskiej, na wieść o bitwie pognał do stolicy, a wraz z nim dwutysięczny oddział. Wojsko Jagiełły było zmęczone po bitwie, do tego co pewien czas musiało się zatrzymywać, by zająć kolejne poddające mu się miasta.
Być może Jagełło liczył, iż po złamaniu militarnej siły zakonu potężna twierdza sama wpadnie mu w ręce bez walki. Nic z tego. Von Plauen okazał się wodzem idealnym na krytyczne czasy. Na zamku zameldował się już 4 dni po bitwie. Ogłosił się namiestnikiem wielkiego mistrza, opanował panikę, umocnił fortecę i rozesłał posłów z prośbą o posiłki. Jagiełło pod Malborkiem pojawił się 6 dni później, 25 lipca. Do oblężenia zbierał się opornie. Zapewne nawet nie udało mu się do końca zamknąć pierścienia wokół fortecy. Faktem jest, że nie miał odpowiednich narzędzi do zdobywania twierdzy, zwłaszcza tak potężnej. Składała się z trzech zamków i otoczona była podwójnymi, a miejscami nawet potrójnymi murami, które niekiedy sięgały 23 metrów wysokości. Poniżej znajdowały się głębokie fosy. Wkrótce dochodzi do pierwszych rozmów. Według Długosza von Plauen jest bardzo ustępliwy. W zamian za pokój ma ofiarować Pomorze Gdańskie, Ziemie Chełmińską i Michałowską. Tej wersji nie potwierdzają jednak inne źródła i trudno w nią uwierzyć. Von Plauen wcale nie jest bezbronny i ma swoje atuty. Siedzi w twierdzy nie do zdobycia, czeka na odsiecz z Inflant, wie też, że na południu do wojny szykują się władający Czechami i Węgrami Luksemburgowie. Krzyżackie komturie rozsiane po Europie też zapewne nie siedzą z założonymi rękami. A Jagielle z dnia na dzień przybywa kłopotów. Witold, książęta mazowieccy i pospolite ruszenie tracą cierpliwość. Pierwsi od oblężenia odstępują Litwini. W ślad za Witoldem ruszają oddziały z Mazowsza i niektórzy panowie polscy. Nie ma wyjścia. 19 września Jagiełło zwija oblężenie. Nie oznacza to końca wojny. W październiku Zygmunt Luksemburski wkracza na Sądecczyźnę, pali kilka miast, ale zostaje wyparty. Podkoronowe w okolicy Bydgoszczy wojska polskie, choć mniej liczne, znów biją krzyżaków. Pod koniec listopada Polacy biorą do niewoli oddział zakonników z Inflant. 9 grudnia w Nieszawie podpisany zostaje rozejm. Zgiełk bitewny cichnie. Wzmaga się gwar w europejskich monarszych i biskupich komnatach. Czas na kolejny etap dyplomatycznych potyczek. Nim udamy się na europejski dwory, zakończmy najpierw wielką wojnę. Pokój zostaje podpisany w Toruniu w lutym 1411 roku. W świetle faktu, że doszło do rozgromienia krzyżaków, wydaje się wyjątkowo niekorzystny. Polacy odzyskują ledwie ziemię Dobrzyńską, za to sprzymierzone wojska muszą wycofać się ze wszystkich zdobytych miast, w tym z Torunia. Litwa wychodzi na tym lepiej. Odzyskuje Żmudź, choć formalnie tylko do końca życia Witolda i Jagiełły.
Kasa się za to zgadza. Krzyżacy muszą zapłacić monstrualny okup za uwolnienie jeńców - 6 milionów groszy czeskich, czyli około 12 ton czystego srebra. Wydatek olbrzymi, z którego wymigać się nie mogą. Zakon w dużej mierze jest zależny od zaciągu z Zachodniej Europy. Musi więc dbać o swoich. Tym bardziej, że Polacy, co prawda, oddają pruskie zamki, ale skarbce w nich pozostawiają puste. Okup i grabieże podcinają zakonowi skrzydła, krusząc jego podstawy materialne. Przyznanie się po raz pierwszy do porażki osłabia jego sytuację międzynarodową. Po Grunwaldzkim triumfie znalazł się Jagiełło na szczycie. Mówiła o nim cała Europa. Największy wróg miał przetrącony kręgosłup. Doświadczony polityk wiedział jednak, że wielka gra wciąż trwa. Sporo też do załatwienia miał w kraju. Czego chcieli od króla Wenecjanie? Czy mógł Jagiełło zostać cesarzem? Będzie o tym za chwilę. Część czwarta. Papież, cesarz i unia. Kuć żelazo, póki gorące. Król nie czeka, aż Krzyżacy otrząsną się po klęsce. Już z pola bitwy wysyła kilka listów opisujących zwycięstwo. Wie, jak ważna jest propaganda. Błyskawicznie, jak na owe czasy, powstaje niezwykły dokument - kronika konfliktu. Pisze ją jeden z bliskich współpracowników króla, być może podkanclerzy Mikołaj Trąba lub sekretarz królewski Zbigniew Oleśnicki, późniejszy mentor Jana Długosza. Wojna w gruncie rzeczy trwa w najlepsze. Nic tu nie zmienia fakt, że miecze chwilowo schowane są w pochwach. W ich miejsce z powrotem naostrzone zostają pióra. Polem bitwy są europejskie dwory, orężem zaś pisma, głośne przemowy i ciche przetargi polityczne. Krzyżacy szafują starymi argumentami pisząc o pogańskim wsparciu w walce wymierzonej w dobrych chrześcijan. Osiągają sukcesy. Wojną grozi Polsce król Francji, nawiasem mówiąc, w owych czasach była to groźba praktycznie nie do spełnienia. Władca Anglii wysyła list do papieża, stając po stronie zakonu. Ale Jagiełło też ma świetnych dyplomatów. W całej polskiej historii trudno znaleźć władcę, który umiałby wykorzystać tak wielu wybitnych uczonych. Polscy emisariusze doskonale orientują się w skomplikowanej mozaice interesów, nie gorzej operują słowem, mówią o pysze krzyżaków, ich napaści, konstruując przy tym teorię o wojnie sprawiedliwej w obronie własnych terytoriów. Spór dociera nawet na sobór odbywający się w Konstancji. Jak do tego doszło, że Polska stała się potęgą dyplomatyczną i ile w tym zasługi Jagiełły? O tym doktor Tomasz Borowski z Muzeum Historii Polski. - Polska i Litwa z pewnością nie zdołałyby zdobyć i utrzymać statusu mocarstwa, gdyby na dworze Jagiellonów nie było wybitnych uczonych i dyplomatów.
Oczywiście, sukces ten nie byłby także możliwy, gdyby Władysław Jagiełło nie korzystał z talentu tych ludzi, z tych kadr. Miarą sukcesu dyplomatycznego Polski oraz osobiście Jagiełły, tak mi się przynajmniej wydaje, jest to, jak sprawnie zbudował swoją pozycję startując z bardzo niskiego poziomu. Obejmując tron w Krakowie, nie był znany w Europie Zachodniej i nawet w Polsce polegał na autorytecie żony. Wychowany w pogańskim kraju, trudno mu było zbudować autorytet na dworach europejskich. A jednak w czasie swoich rządów Jagiełło otrzymał ofertę obejmowania władzy w kolejnych starych wielowiekowych królestwach europejskich, więc odwróciły się zupełnie role, że z takiego nuworysza wręcz Europa zabiegała o jego uwagę. Niewątpliwie, jednym z największych sukcesów dyplomatycznych Polski był sobór w Konstancji, rozpoczęty w 1414 roku. Doszło tam do symbolicznego pojedynku dwóch wybitnych mówców, erudytów - Pawła Włodkowica, rektora uniwersytetu w Krakowie, który reprezentował interesy polskie, oraz Jana Falkenberga, dominikanina z Gdańska. Spór ten został przez Polskę wygrany, a tezy głoszone przez Pawła Włodkowica do dziś zachowują wysoką wartość intelektualną. Włodkowic głosił między innymi tolerancję wobec Żydów, wskazywał, że władcy i ludy niechrześcijańskie mają prawo posiadać własne państwa i w zgodzie z prawem międzynarodowym utrzymywać nad nimi rządy, znaczy, że chrześcijanie powinni szanować ich władzę. A to wywodził z kolei z powszechnie uznanego w średniowieczu przekonania, że nikogo nie wolno nawracać siłą, i ta postawa spotkała się z akceptacją soboru. Warto podkreślić, że zakon grecki wcale nie miał takich silnych kart jak wydaje. W Polsce często się mówi: "No, miał poparcie papieża, miał poparcie cesarza, czyli najsilniejszych postaci Europy", że to jest Dawid versus Goliat.
Warto dodać, że walcząc z krzyżakami, dyplomatycznie walcząc, Polacy potrafili wykorzystać pewne realne słabości, które zakon miał. W XV wieku w opinii publicznej europejskiej wśród intelektualistów było już dużo niechęci do zakonów rycerskich oraz szeroko do monastycyzmu. Porażki militarne nie tylko krzyżaków, ale także Rycerzy Świętego Jana, były odbierane jako brak przychylności Bożej. Do tego są takie badania wskazujące, że w XV wieku wiele klasztorów miało duże kłopoty z zapełnieniem swoich szeregów, w wielu klasztorach jest po 2-3 mnichów, bo po prostu ludzie nie chcą wstępować. Więc zwycięstwo dyplomatyczne z zakonem było dużym sukcesem, ale Polska miała dobre karty, ponieważ mogła przedstawiać się jako nowoczesność kontra taki zabytek dawnej epoki, jakim był zakon rycerski. - Kluczowe jest zneutralizowanie najpotężniejszego w owej chwili nieprzyjaciela. Wcale nie są nim Krzyżacy. Na wroga numer 1 wyrasta Zygmunt Luksemburczyk. Pod koniec poprzedniego wieku planował nawet rozbiór Polski. Od dawna jest czynnym sojusznikiem krzyżaków. W czasie wojny jego armia uderzyła na Polskę. Do tego wciąż zwiększa swoje wpływy. Będąc królem Węgier dwa miesiące po Grunwaldzie zostaje przez część elektorów wybrany na króla rzymskiego, czyli zwierzchniego władcę Niemiec. Rok później jego władzę uznają już wszyscy elektorzy. Jagiełło zmienia się w dyplomatycznego pająka. Luksemburczyka otacza swoją siecią. Jej nici sięgają węgierskiej opozycji, graniczących od południa z domeną Zygmunta Mołdawii i Wołoszczyzny.
Małżeństwami wiąże się z wrogami Luksemburczyka, austriackimi Habsburgami. A nawet prowadzi rozmowy z potężną Wenecją. Do Krakowa przyjechali posłowie republiki, którzy oferowali mu ni mniej, ni więcej, tylko pomoc w uzyskaniu cesarskiej korony. Tak, tak, cesarskiej, a do tego wsparcie wojskowe i w złocie. W zamian chcieli współpracy króla przeciw Luksemburczykowi w toczącej się właśnie wojnie dalmackiej. Zygmunt musiał czuć nieprzyjemne mrowienie, gdy zewsząd dopływały do niego wieści o działaniach Polaków. Jagiełło i Luksemburczyk spotkali się w marcu 1412 roku w Lubowli na Spiszu na terenie obecnej Słowacji. Było trochę ceregieli, kto po kogo ma wyjechać. Wreszcie władcy wybrali miejsce rozmów w pół drogi. Został tam zawarty układ. Najważniejszym jego punktem było rozbicie sojuszu Luksemburczyka z krzyżakami. Ba, król Węgier i Niemiec zadeklarował pomoc zbrojną w ostatecznym rozbiciu zakonu. Na papierze władcy nawet już dokonali podziału łupów. Uzgodnili, że Pomorze Gdańskie wróci do Polski, a Prusy rozdzielą między siebie. Dodatkowo, już w Budzie, w zamian za przekazanie części krzyżackiego okupu Zygmunt oddał Jagielle jako zastaw 13 miast spiskich. Miasta te w granicach polskich pozostaną do rozbiorów. Z kolei władca Polski zgodził się, by to król Węgier i Niemiec rozsądził spór polsko-krzyżacki. Procesy jak to procesy ciągnęły się latami. Wszelkie wyroki były podważane. Zresztą pewnie nikt nie liczył na prawne rozstrzygnięcie. Tyle że polityka miecza wcale nie okazała się skuteczniejsza. Pogranicze, jeśli nie stoi w ogniu, to cały czas się żarzy. Wojny wybuchają co kilka lat. Pierwsza z nich zwana głodową już w 1414 roku. Nie przyniosły przełomu, za to ogromne spustoszenie przede wszystkim ziem pruskich. Ostatnia wojna zakończyła się rok po śmierci Jagiełły. Przebieg granicy zmienił się nieznacznie.
Na wielkie zmiany trzeba było jeszcze poczekać. Pomorze Gdańskie do Polski przyłączył dopiero syn Jagiełły Kazimierz Jagiellończyk. Przeszło 30 lat po śmierci ojca. Nie tylko poza granicami dzieją się wielkie rzeczy. Korzystając z grunwaldzkiej wiktorii, Jagiełło i Witold postanawiają na nowo ułożyć stosunki polsko-litewskie. Horodło - to kolejna z miejscowości, które właśnie na trwale zapisują się w polskiej historii. "Chcąc ziemie przerzeczone litewskie dla nieprzyjacielskich najazdów i zdrad krzyżaków i im przyległych i innych, którychkolwiek nieprzyjaciół, w pewnej obronie postawić, i im wieczny pożytek zjednać, też ziemię królestwu polskiemu powtóre wcielamy", głosił nowy dokument. W zjeździe w Horodle udział wzięli liczni panowie polscy i bojarze litewscy. Zdanie nadrzędne mieli oczywiście bracia stryjeczni. To oni wydali wspólnie najważniejszy akt. Swoje też wystawili osobno polscy możni i litewscy bojarze. Zostawiając na boku spory ekspertów, czy użyte słowo "incorporare" oznaczało przyłączenie Litwy do Polski, czy nie, warto dodać, że ta unia mocno zacieśniła związki obu państw. Najważniejsze kroki to adopcja bojarów do polskich herbów, zrównanie ich w prawach z polską szlachtą, ustanowienie tej samej struktury administracyjnej oraz dopuszczenie do zwołania wspólnych sejmów w Lublinie lub Parczewie. W teorii też nowy wielki książę nie mógł być wybrany bez zgody polskich możnych. Czym tak naprawdę były unie z czasów Jagiełły i czy Litwa została włączona do Polski? Na to pytanie odpowie historyk, doktor Tomasz Borowski. - Unie polsko-litewskie to jest zupełny ewenement w skali Europy, który pozwala nam prześledzić, w jaki sposób negocjują ze sobą połączenie dwie bardzo różne wspólnoty, dwie bardzo różne elity. To nie jest do końca tylko łączenie dwóch państw, bo takie negocjacje o połączeniu dwóch europejskich państw w Europie się zdarzały.
Dania łączyła się ze Szwecją, Anglia łączyła się ze Szkocją. To jest, to samo w sobie jeszcze nie jest ewenementem. Ewenementem jest to, że tu się łączą dwa, a właściwie trzy różne kręgi cywilizacyjne, starając się stworzyć wspólny byt polsko-litewski. Elity muszą połączyć ze sobą dziedzictwo ruskie, dziedzictwo niechrześcijańskie, pogańskie, bałtyjskie oraz polskie. To jest dużo bardziej skomplikowane i tu śledzenie, w jaki sposób ten proces często się cofa. On nie jest linearny, to nie jest tak, że każda następna unia zacieśnia więzi. Często jest tak, że żeby w ogóle zachować unię, trzeba trochę dać, zrobić krok do tyłu. Śledzenie tego, w jaki sposób zawierano unię, pokazuje też, w jaki sposób różne wspólnoty używały swoich tradycji politycznych. Znaczy, z jednej strony to jest takie bardzo zachodnioeuropejskie, ona jest opisana dokładnie, wszystko jest opieczętowane, status poszczególnych grup społecznych jest negocjowany. Z drugiej strony obydwie strony potrafiły w taki bardzo, może zbyt osobiste, ale, wydaje mi się, w taki litewski sposób podchodzić do tego z kompromisem, naginać to, że prawo pisane nie było przestrzegane rygorystycznie. Dzięki temu w momencie, w którym łacinnicy starali się narzucić coś Litwinom, przede wszystkim szlachcie ruskiej ze wschodniej Litwy, to prowadziło do konfliktu, ale nie do konfliktu zbrojnego, to było negocjowane. Ponieważ prawdą jest także, że elity polskie kościelne oraz łacińskie starały się siłą wymuszać różne rzeczy na przede wszystkim elitach litewskich, ale przede wszystkim na możnych ruskich, którzy zaciekle bronili swojej niezależności, a oni byli tacy brani w dwa ognie, ponieważ z drugiej strony jest Moskwa, która ich atakuje. Więc patrząc na tę unię z perspektywy szlachty ruskiej to jest też majstersztyk negocjowania kompromisu, takiego chodzenia po linie pomiędzy poddaniem księstwom ruskim, Rurykowiczom, przede wszystkim Moskwie, a prób zachowania swojego statusu w relacji z Krakowem. Czasem warto w tych uniach patrzeć z perspektywy wschodu, a nie tylko z perspektywy tego, jak dużo Polsce się udało narzucić, bo to jest walka, ale dyplomatyczna walka, o autonomię, o prawo do swojej kultury, o prawo do swojego dziedzictwa. - Jagiełło grał na dwie strony. Dążył do zaciśnienia związku państw, pozostawiając jednak sporą niezależność swojej ojczyźnie, także dlatego, że tylko na Litwie jego władza była dziedziczna. Kłopot w tym, że wiekowy już władca dziedzica nie miał i nie zanosiło się, by sytuacja miała się zmienić, a jednak. Jak doszło do tego, że 60-kilkuletni, a może nawet 70-kilkuletni monarcha dochował się synów? I czy aby na pewno byli jego synami? O tym za chwilę.
Część piąta. Skandal, pomówienia i upragniony dziedzic. Wiele się działo w czasie długiego panowania Jagiełły, ale drugiego takiego skandalu chyba nie było. Mężczyzna po przejściach, kobieta z przeszłością. Do trzeciego małżeństwa Jagiełły to powiedzenie pasuje jak ulał. W 1416 roku po trwającej kilka miesięcy chorobie umiera Anna Cylejska, druga żona króla. Jagiełło staje się jedną z najgorętszych partii w Europie. Możni myślą o wyswataniu mu córki księcia Moskiewskiego, Zygmunt Luksemburczyk oferuje swoją krewną. Król jednak się uparł. Czas, by na scenę wyszła Elżbieta Granowska z domu Pilecka. Pochodziła z niezwykle możnego rodu, tak potężnego, że jej matka została chrzestną króla. Co urzekło Jagiełłę? Kronikarze nie mogli tego pojąć. "Królowi nie wiedzieć, z czego się podobała, iż ją pojął, bo była już stara i wyschła od suchot", pisał Marcin Bielski. Długosz natomiast wypominał zmarszczki. Elżbieta miała zapewne około 45 lat i czwórkę dzieci. To gotowy scenariusz na film. Bogactwo nie uchroniło jej od przemocy. Jej świat zawalił się wraz z śmiercią ojca, Ottona z Pilczy. Miała wtedy 15 lat. Niewiele później została porwana. Rycerz Wiseł Czambor młodą dziewczynę nie tylko uprowadził, ale też poślubił i dokonał konsumpcji małżeństwa. Związek nie przetrwał długo. Na Czambora najechał z kolei Jan z Jičina. Elżbieta znów została porwana i znów poślubiona. Czambora kilka lat później zamordowali nasłani przez Jana zabójcy, ale Jan też nie pożył długo - zmarł w 1395 roku. Jej trzecim mężem został Wincenty Granowski, starosta Nakielski. Z nim miała aż czwórkę dzieci. Wincenty zmarł jednak tuż po powrocie spod Grunwaldu. Długosz twierdzi, że został otruty. Jagiełło na pewno znał wcześniej Elżbietę, tym bardziej, że przyjaźniła się z jego siostrą Aleksandrą, księżną Mazowiecką. Być może nawet z nią romansował. Jeśli jednak wierzyć Długoszowi, miłość wybucha dopiero, gdy oboje po raz kolejny są wdowcami. Król proponuje małżeństwo, co kronikarz przyjmuje z oburzeniem. "Nie wstydził się niezwykle wybitny król pojąć za żonę kobietę osłabioną ciągłą uciążliwą chorobą płuc, swoją podwładną, która miała za sobą trzy małżeństwa, wyczerpaną wielką liczbą dzieci kobietę w podeszłym wieku nie równą mu pochodzeniem".
Według Długosza małżeństwo zawarte zostało w tajemnicy. Sprzeciwiali się mu ponoć możni, a także Witold. Król jednak postawił na swoim. Przeprowadził zarówno oficjalny ślub, jak i koronację. Złośliwych języków nie powstrzymał. Na temat królowej krążyły bardzo brutalne satyry, jak ta, napisana przez notariusza królewskiej kancelarii Stanisława Ciołka: "Ta świnia wyczerpana wielką ilością połogów, okłamawszy lwa, oszustwem zdobyła jego małżeństwo rzekomymi skarbami, które swym ryjem wykopała z ziemi". Ciołek został wygnany z dworu. Wrócił z kolejną żoną Jagiełły. Małżeństwo króla z Elżbietą było chyba szczęśliwe. Zabierał ją wszędzie, gdzie tylko mógł. Szczęście nie trwało jednak długo, królowa zmarła na suchoty w 1420 roku. Nawiasem mówiąc, jej praprawnuczką była Barbara Radziwiłłówna, inna femme fatale na polskim tronie. Choć Jagiełło mocno przeżył śmierć wybranki, szybko otarł łzy. Propozycji znów nie brakowało, najważniejsze były dwie: Luksemburczyk tym razem ofiarował rękę wdowy po bracie. Witold proponował młodziutką krewniaczkę, Zofię Holszańską. Obie oferty miały swoje plusy i minusy. W przypadku królowej czeskiej grały rolę układy polityczne. Nastoletnia Zofia mogła dać potomka. Zdawał sobie sprawę Jagiełło, że to zapewne jego ostatnia szansa. Nawet jeśli przyjąć, że miał tylko nieco ponad 60, a nie 70 lat, był już w owych czasach na pewno uważany za starca i postawił na młodość. "Wesele odbyło się w Nowogródku z wielką okazałością. Były to gody nierównych wiekiem małżonków, Władysława, króla podeszłego w latach, i rzeczonej Zofii, kwitnącej naówczas dziewicy, a urodą więcej niźli cnotami zaleconej", kwaśno pisał Długosz. Ślub odbył się w lutym 1422 roku, miesiąc później Sonka, jak ją nazywano, po konwersji z prawosławia na katolicyzm znalazła się na Wawelu. Koronacja odbyła się dwa lata później. Warto było czekać, bo cóż to była za uroczystość! Przybyli na nią Luksemburczyk, władca Czech i Węgier oraz król niemiecki, Eryk Pomorski, król Danii, Szwecji i Norwegii, książę bawarski oraz liczni książęta litewscy i ruscy. Sonka była już wówczas w stanie błogosławionym, a siedem miesięcy później Jagiełło zyskał dziedzica. Władysław, zwany później Warneńczykiem, na świat przyszedł w nocy z 30 na 31 października 1424 roku. Chwila to dla Polski wiekopomna.
Dosłownie i w przenośni rodziła się właśnie dynastia Jagiellonów. Król według zapisów Długosza na wieści o narodzinach popłakał się. Bez skandalu, scen zazdrości i pomówień obejść się, oczywiście, nie mogło. Afera wybuchła niespełna trzy lata później przy okazji narodzin trzeciego syna. Jagiełło znów miał zostać rogaczem. Według plotek do łoża młodej królowej niemal ustawiały się kolejki. Ale poczekajmy jeszcze chwilę z tą aferą, na razie król nie ma żadnych podejrzeń. Nie zwlekając, rozpoczyna walkę o uznanie pierworodnego za następcę. Witold, który nie ma syna, i Litwini godzą się bez zastrzeżeń. Polacy stają okoniem. Możni w koronie przyzwyczaili się już, że to oni wybierają króla, to oni zgodzili się i na Ludwika Węgierskiego, i na Jagiełłę. W zamian za uznanie Władysława domagają się nowych przywilejów. Początkowo władca ustępuje. Później jednak zmienia zdanie. Możni spektakularnie wycofują swoje uznanie, a podpisany dokument... "Panowie chwycili go natychmiast i wyciągnąwszy miecze z pochew nie bez szczęku i łoskotu błyskającej broni na oczach króla pocięli go na drobne kawałki". Tymczasem królowi rodzi się drugi syn. Mały Kazimierz umiera po niespełna roku W tym samym 1427 roku Sonka rodzi trzeciego syna. Przy okazji rodzi się też sporo wątpliwości. Podsyca je Witold. "Witold żywił wielkie podejrzenia odnośnie do ciąży królowej Zofii, która, urodziwszy dwóch synów, również w tym roku spodziewała potomstwa. Podejrzenia budziły plotki, które do niego dochodziły, oraz zgrzebiały raczej, niż starczy wiek króla". Podejrzeniami dzieli się ze stryjecznym bratem. Muszą być poważne, bo Witold ogłasza na sejmiku, że... "Zofia, pofolgowawszy hamulcom wstydu, związała się niezgodnym z prawem uczuciem z niektórymi rycerzami polskimi". W całej historii Polski nie ma władcy, który by tyle nasłuchał się o żonach. Przypomnijmy, podobna historia miała miejsce w przypadku Jadwigi Andegaweńskiej i Anny Cylejskiej. Jagiełło podejmuje zdecydowaną akcję. Rycerze, którzy nie zdołali zbiec, trafiają do więzienia, a dwórki na tortury. Sama królowa otrzymała silniejszą straż. Trzeciego syna powiła jednak w Krakowie, gdzie nakazał jej przenieść się Jagiełło. Tak na świat przyszedł kolejny Kazimierz, w przyszłości zwany Jagiellończykiem, "We wszystkim ojcu Jagiełłowi podobny", świadczy jeden z kronikarzy. Sonka musiała poddać się upokarzającemu procesowi oczyszczenia. W towarzystwie kilku kobiet przysięgła, że zachowała czystość małżeńską. Czy w plotkach było ziarno prawdy? Trudno to stwierdzić. Za to można szukać źródła intrygi. Część tropów prowadzi do krzyżaków. Sama Sonka pośrednio oskarżała książąt mazowieckich. I jednym, i drugim nie w smak było podtrzymanie dynastii. Czy Władysław i Kazimierz byli synami Jagiełły? To pytania do historyka Tomasza Borowskiego. - Sam fakt, że żony Władysława Jagiełły były oskarżane o niewierność, nie jest zupełnie niczym wyjątkowym. To się w Europie zdarzało często. W samej historii Polski mamy Judytę, żonę Władysława Hermana, którą oskarżano, chyba nie bezpodstawnie, o romans z możnym Sieciechem. Tego typu oskarżenia, myślę, że można podzielić na dwa rodzaje: takie, z których coś wynika, i takie, z których nic nie wynika. Na szczęście w przypadku Jagiełły z tego po prostu nic nie wynika. Nie wiemy, czy one były wierne, czy nie, i oczywiście nie ma 100% pewności, czy Kazimierz Jagiellończyk był biologicznym synem Władysława Jagiełły. Dla historii Polski to nie ma znaczenia, a zdarzało się, że takie rzeczy miały ogromne znaczenie.
Była taka królowa Beatrycze węgierska. Po śmierci jej męża króla możni węgierscy zarzucili jej, że była niewierna i że w związku z tym jej syn nie jest tak naprawdę synem króla węgierskiego, w wyniku czego ona musiała z Węgier uciekać i ten syn nigdy nie został uznany. No i to zmieniło władzę na Węgrzech. W przypadku Władysława Hermana także doszło do, właściwie, prawie że wojny domowej w wyniku romansu Judyty. I tak osobiście wydaje mi się, że zastanawianie się, czy Sonka czy wcześniej druga żona Jagiełły były wierne, czy nie, nie wiadomo na pewno i to nie ma znaczenia. - Nim młodzi dorosną i zastąpią Jagiełłę i Witolda, czas jeszcze na ostatni wspólny plan i ostatnią awanturę stryjecznych braci. Unia polsko-litewska znów znalazła się na rozstaju dróg. Niektórzy litewscy historycy do dziś żałują, że ów projekt się nie udał. Poszło o koronę. Witold i Jagiełło uknuli plan wspólnie, choć zapewne z inspiracji innego szczwanego politycznego lisa, znanego nam już Zygmunta Luksemburczyka. Plan zakładał koronację Witolda na króla Litwy, czyli w praktyce, tak, tak, koniec unii. "Radzę ci, abyś słał do cesarza i o to byś się starał, byś mógł być królem, a ja chcę tobie pomóc u cesarza i u papieża", przytacza słowa Jagiełły kronika Bychowca. To Witold wydaje się początkowo niezdecydowany, ostrzega Jagiełłę przed gniewem polskich możnych. Wielki książę jest u szczytu potęgi. Nie grozi mu Moskwa, bo stał się oficjalnym opiekunem małoletniego spadkobiercy tronu, a swojego wnuka. Rozszerza panowanie na Rusi. Miał rację Witold. Polscy panowie darli szaty. "Ty i król Władysław usiłujecie od królestwa oderwać kraje wieczyście z nim złączone i ciało naszego państwa potwornie rozciąć na dwoje", grzmiał biskup Oleśnicki przy okazji nadmieniając, że synów pewnie korona nie minie. Gra idzie o wielką stawkę, musi być więc ostra. W kancelarii królewskiej powstaje nawet pismo, w którym Jagiełło z projektu koronacji się wycofuje.
Tyle że list do Luksemburczyka wysłany zostaje bez wiedzy samego Jagiełły. Fałszywka cel osiąga. Skłóca stryjecznych braci. Witold czyta list i się wścieka. "Pospieszyłeś, czego nie przypuszczałem, poniżyć nas, panów, i ziemie litewskie. Wszak wiedziałeś, że ja do koronacji bez rady waszej i waszego senatu bym nie przystąpił", pisze do Jagieły oburzony. Na nic zdają się tłumaczenia króla, że o liście nie wiedział. Lawina ruszyła, a starsi panowie nie chcieli się wzajemnie słuchać. Jagiełło potwierdził inkorporację Litwy do Polski, Witold sam zaczął starać się o koronę. Koronacja została wyznaczona na sierpień 1430 roku. Do Wilna przybyli goście, ale nie przyjechała korona. Polacy zatrzymali ją na granicy. Potrzebny był czas na opamiętanie. Pomogło. Dwa miesiące później Jagiełło pojechał na Litwę. Tam spotkał się z Witoldem i doszedł z nim do porozumienia. Już po raz ostatni. Witold miał przyjąć koronę, ale królem zostać tylko dożywotnio. Jego następcami mieli być synowie Jagiełły. Tyle, że dni Witolda były już policzone. Jagiełło pozostał z nim do końca. Witold zmarł 27 października, oddając w ręce Jagiełły wszystkie swoje ziemie. To był nie tylko ostatni spór stryjecznych braci, ale też w praktyce ostatni wielki plan króla. Jeszcze musiał poużerać się ze swoim bratem Świdrygiełłą, tym, który swego czasu zwąchał się z krzyżakami, a teraz jako wielki książę pokazywał rogi i spiskował, z kim się da. Jagiełło doprowadził do kolejnego przewrotu w Wilnie i osadził na tamtejszym tronie brata Witolda Zygmunta. Poza tym próbował zachować balans w sprawach czeskich między Luksemburczykami a husytami, odmawiając tym drugim przyjęcia korony czeskiej. Ruszył też na ostatnią wojnę przeciw krzyżakom. Polacy podeszli nawet pod Gdańsk i znów spustoszyli Prusy. Trwałych efektów osiągnąć się nie udało. Później król pojechał na Litwę, gdzie namaścił Zygmunta pod warunkiem, że ten uzna jego synów. Stamtąd udał się do Gródka, by przyjąć hołd nowego hospodara Mołdawii. Dotarł tam już mocno chory. Dlaczego? Starego władcę zgubiła miłość do śpiewu słowików. Wyjdźmy i my z tym starym człowiekiem na spacer, być może ostatni. Był 30 kwietnia, ale na dworze mimo wiosny wciąż panował chłód. "A król Władysław, nie bojąc się bynajmniej ostrego mrozu ani się przed nim nie chroniąc, w sobotę wskutek jakiegoś przyzwyczajenia udał się do lasów, by nasycić uszy słodkim, pełnym czaru dźwiękiem, by słuchać śpiewu słowika. Spędziwszy większą część nocy na tym słuchaniu, zaziębił się i doznał choroby". Ponoć silnej gorączki dostał dopiero w połowie maja. Czuł zapewne, że to ostatnie chwile, bo sporządził testament i polecił, by następcą został jego starszy syn, 10-letni Władysław. Zmarł w nocy z 31 maja na 1 czerwca 1434 roku. Miał 74 lub 84 lata. Nocnym śpiewem słowików kończymy serię podcastów opowiadającą o Jagielle. Gdy patrzy się na jego życie, wydaje się, że zrealizował cele niewykonalne. Czas na podsumowanie jego osiągnięć. Posłuchajmy znów Tomasza Borowskiego, historyka z Muzeum Historii Polski. - Trudno Jagiełły dokonania podsumować w inny sposób, niż jakimś takim prostym turystycznym zdaniem, że to był wybitny władca, jeden z największych władców w historii Polski oraz w historii Litwy oraz w historii całej środkowej Europy. To znaczy, to po prostu był zupełnie wybitny władca, i to widać po jego osiągnięciach, widać po drodze, którą przebył od władcy w Europie Zachodniej zupełnie nieznanego po władcę, o którego uwagę zabiegają władcy Cypru, władcy Rodos, Zakon Rycerski Świętego Jana słał do niego listy, włoskie republiki słały listy, także po prostu to jest nienegocjowalne. Osiągnął wielki sukces.
Myślę, że, podsumowując, warto też zwrócić uwagę, że trochę podobnie jak Kazimierz Wielki, miał wielkie szczęście, ponieważ żył w czasach, kiedy ludzie wokół niego także byli wybitni. Niezależnie od rywalizacji z Witoldem, Witold także był wybitnym władcą. I sukces Jagiełły nie byłby możliwy bez tego, że Witold potrafił usunąć się w cień, potrafił zapisać mu na koniec Litwę, potrafił z nim współpracować, bez Pawła Włodkowica, który potrafił polskie racje zaprezentować na soborze w Konstancji, bez Jadwigi, pierwszej żony, która dała mu tę legitymację oraz była wybitną władczynią, chociaż rządziła krótko. To jest czas wybitnych osobistości, bo ten sukces, stworzenie tak naprawdę mocarstwa polsko-litewskiego, które właśnie łączyło granice różnych cywilizacji, różnych kultur, ludzi, którzy mówili innym językiem, chodzili na inne msze, oglądali inne obrazy, także w kontekście zwyczajnej estetyki świata, w którym żyli, to były zupełnie inne krainy. To, że udało się to połączyć w jedno mocarstwo tak trwałe, to jest sukces nie samego Jagiełły, ale wielu ludzi wokół niego oraz oczywiście ludzi po nim. - Bez wątpienia był Jagiełło jednym z najwybitniejszych polskich władców, można powiedzieć, niespodziewanie. Nie pasował do polskiego tronu, był jednym z litewskich książąt, poganinem, a do tego zapewne analfabetą. Uważany przez wielu, w tym nawet początkowo przez królową Jadwigę za barbarzyńcę, a jednak. Możni krakowscy mieli rację proponując mu tron. Okazał się mądrym władcą, przebiegłym dyplomatą i świetnym wodzem. Książę z Wilna zdobył poważanie polskich elit. Umiał układać się nie tylko z sąsiadami, ale też z wszystkimi liczącymi się dworami Europy od chana przez Wenecję po Rzym. Złamał też potęgę krzyżacką. Zza wielkich historycznych wydarzeń i sztampowych opisów kronikarzy wychyla się człowiek z krwi i kości. Niewysoki, o głębokim głosie, pod koniec życia niemal łysy. Nieraz cierpiała jego duma. Powodem były kobiety lub niegodziwe plotki. Był zazdrosny, ale i łatwo wybaczający. Potrafił dla lepszego rezultatu zrezygnować ze swojej woli i miał cechy, które pozwalały mu dogadać się niemal z każdym. Choć był analfabetą, umiał otoczyć się największymi mędrcami tych czasów i ich słuchać. Bez dwóch zdań sam też stał się mędrcem, czego dowodem długie przemówienie podczas kilkudniowej dysputy między profesorami Uniwersytetu Krakowskiego a husytami. No i zostawił synów, którzy stworzyli jedną z najpotężniejszych dynastii w Europie. I to wszystko w trzecim i ostatnim odcinku podcastu Muzeum Historii Polski o królu Władysławie Jagielle. Chcesz dowiedzieć się więcej o jego największej bitwie? Posłuchaj podcastu "Bitwa pod Grunwaldem. Niewykorzystany tryumf". Do usłyszenia w kolejnych odcinkach podcastu "1000 lat. Prześwietlenie". Ja się nazywam Łukasz Starowiejski. Mam nadzieję, do usłyszenia. "1000 lat. Prześwietlenie." Podcast Muzeum Historii Polski o najważniejszych wydarzeniach w historii Polski. Podcastów "1000 lat. Prześwietlenie" wysłuchasz na YouTube, Spotify, Google Podcast, w Audiotece, a także na innych platformach podcastowych. Chcesz być na bieżąco? Subskrybuj kanał Muzeum Historii Polski.
Dane o obiekcie
-
Nazwa / Tytuł
Tryumf, zdrady i dziedzic. Władysław Jagiełło -
Twórca / Wytwórnia
Muzeum Historii Polski (producent) -
Rodzaj
-
Kategoria
-
Zakres chronologiczny
-
Data wykonania
09/02/2024 -
Czas trwania
1h 6min 39sek -
Osoby występujące
-
Miejsce
-
Wydarzenie
Podcasty Muzeum Historii Polski -
Numer inwentarzowy
MHP-05-17358 -
Klasyfikacja praw autorskich
-
Permalink