Tadeusz Kościuszko i ks. Józef Poniatowski. Żywoty równoległe - wykład otwarty prof. Jarosława Czubatego - Mediateka - Muzeum Historii Polski w Warszawie SKIP_TO
Wizyta w muzeum Przejdź do sklepu
Wykłady i debaty
Audiovideo

Tadeusz Kościuszko i ks. Józef Poniatowski. Żywoty równoległe - wykład otwarty prof. Jarosława Czubatego

09/10/2025

Transkrypcja

- Dobry wieczór, proszę państwa, witamy serdecznie na kolejnym wykładzie z serii "Otwórz się na historię". Cieszę się z Państwa licznej obecności tej naszej frekwencji. Przed nami wybitny historyk, profesor Jarosław Czubaty. Bardzo dziękuję, że zechciał Pan przyjąć nasze zaproszenie. Profesor specjalizuje się w historii XIX wieku, zwłaszcza w epoce napoleońskiej, o czym dzisiaj będziemy mieli okazję usłyszeć, w dziejach Księstwa Warszawskiego właśnie. Od lat związany jest profesor z Instytutem Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie pełni liczne funkcje dydaktyczne, naukowe, między innymi przewodniczącego Rady Naukowej Instytutu. Jest Pan także autorem, Panie Profesorze, wspaniałych książek, wielu podręczników szkolnych również. Pozwolę sobie wymienić tylko dwie. "Księstwo Warszawskie 1807-1815 oraz zasada dwóch sumień normy postępowania i granice kompromisu politycznego Polaków w sytuacji wyboru. Profesor jest również laureatem nagrody Clio, Nagrody Miasta Stołecznego Warszawy. Jego badania koncentrują się na przemianach społecznych, przemianach mentalności politycznej oraz historii wojskowości przełomu wieku XVIII i XIX. A dzisiaj przed nami wykład poświęcony relacji, właściwie żywotom równoległym dwóch bohaterów, bo chyba tak warto mówić o tych dwóch postaciach. Tadeusz Kościuszko i książę Józef Poniatowski. Wykład związany jest z wystawą czasową, którą jeszcze można oglądać w Muzeum Historii Polski, z wystawą zatytułowaną Rzeczpospolita Powstańcza. Wystawa trwa jeszcze do 23 listopada, jeżeli dobrze pamiętam. Wtedy będziemy obchodzili już jej finisaż. Rozmawialiśmy z profesorem, że jest to właściwie ostatni z wykładów z tej serii, chociaż mamy jeszcze w planach 4 grudnia wykład profesora Chwalby, też związany jeszcze z pamięcią powstań w wieku XIX, więc jakby staramy się trochę iść chronologicznie, bo wykład profesora Ugniewskiego opowiadał o wcześniejszych czasach, Pana w zasadzie skupi się na relacji dwóch momentów, a potem zamkniemy wiekiem XIX. Także proszę państwa, życzę wspaniałego odbioru i oddaję głos profesorowi Jarosławowi Czubatemu. Dziękuję serdecznie za zaproszenie.

 

- Dziękuję bardzo. Działa? Świetnie. Dziękuję bardzo. Po tak pochlebnym wprowadzeniu poprzeczka została zawieszona bardzo wysoko, ale postaram się sprostać. Proszę państwa, zaproponowano mi wykład na temat żywotów równoległych księcia Józefa Poniatowskiego i Tadeusza Kościuszki. Zgodziłem się po krótkim wahaniu. Nie jestem Plutarchem, ale pomyślałem, że Plutarch i grecki historyk z pierwszego wieku po Chrystusie, autor licznych dzieł historycznych, z których najbardziej chyba słynne są żywoty równoległe, To jest ciekawa konwencja, która pozwala na zestawienie biografii różnych postaci. Na przykład Kato starszy i Arystyles, prawda? Co zdaniem Plutarcha pozwala na przeprowadzenie pewnych paraleli między tymi żywotami, między wyborami dokonywanymi w różnych sytuacjach przez opisywanych analizowanych bohaterów, których biografie są analizowane. Wskazywania szczególnych cnót moralnych czy też wytykania błędów i to jest konwencja ciekawa. Spróbuję tutaj dokonać pewnej prezentacji postaw i wyborów dwóch bardzo różnych bohaterów, których jednak połączyły pośmiertne hołdy ze strony rodaków, prawda? I to tak na stałe. Dobrze. Pozwolę sobie usiąść. No ten pomysł równoległej biografii wydaje się tym bardziej uzasadniony, że tak współcześni, jak i potomni w ogóle bardzo często łączyli, zestawiali ze sobą obie te postacie, porównywali ich dokonania. I to dotyczy nie tylko Polaków. Rzecz ciekawa książę Józef i Kościuszko pojawili się w 1991 roku w japońskiej mandze. Teraz może mi się uda. Bardzo słynnej autorki podobno, nie jestem specjalistą od mang, Ikedy Ryoko, zatytułowanej "Aż do nieba". Jej głównym bohaterem jest książę Józef, to jest ten brunet. Książę Józef i znawcy gatunku wyjaśniają to faktem, że ten typ mangi shoujo chyba to się nazywa, jest adresowany do nastoletnich dziewcząt. Co wiele mówi nie tylko o wyobrażeniach na temat nastolatek, ale też o charakterze pamięci o obu bohaterach. Tutaj ten brunet to jest książę Józef, a ten blondyn to Kościuszko. Różnica 16 lat, która ich dzieliła, trochę się zatarła. Swoją drogą to manga w ogóle oprócz pewnych przeinaczeń dokonywanych w imię zwiększenia dramaturgii narracji, na przykład wprowadzenie fikcyjnego starszego brata, księcia Józefa, który oczywiście musi być z nim skonfliktowany, ta manga zawiera sporą dawkę sensownych informacji na temat historii Polski XVIII, początków XIX wieku. Naprawdę można się dowiedzieć czegoś na temat Targowicy, reform Sejmu Wielkiego i tak dalej. Sam tytuł jest w ogóle godny uwagi, dlatego że to jest w gruncie rzeczy trawestacja domniemanych ostatnich słów Poniatowskiego, czyli "Bóg mi powierzył honor Polaków", prawda? Ponieważ to się nie da przełożyć na japoński, to pojęcie chrześcijańskiego Boga nie jest takie zupełnie oczywiste, więc autorka uciekła się do takiego rozwiązania. To zostało zastąpione konceptem. Niech głos wołający o wolność Polski uniesie się aż do nieba, prawda? Więc to kulturowo to jest interesujące rozwiązanie. No tak. Na wstępie należałoby jednak zaznaczyć, że te żywoty równoległe obu bohaterów nie są tak do końca równoległe, bo naczelnik był jednak niemal 16 lat starszy. Żył też niemal dokładnie 4 lata dłużej, bo zmarł na 4 dni przed czwartą rocznicą śmierci księcia Józefa, ale od 1763 roku przynajmniej te żywoty są równoległe w sensie dosłownym. Zacznijmy chronologicznie więc od dzieciństwa. Tadeusz Kościuszko urodził się w dworku w Mereczowszczyźnie, w województwie brzesko-litewskim rodzinnym dworku, w majątku dzierżawionym wtedy przez jego ojca, później wykupionym prawdopodobnie. Niemal identycznie wyglądał inny dworek w Siechowiczach, w którym Kościuszko zamieszkał po powrocie z Ameryki. Tutaj widok miejsca, w którym przyszły naczelnik spędził lata dzieciństwa, coś mówi o kręgu społecznym, z którego się wywodził. Ród Kościuszków to jest średnia szlachta piastująca od dziesięcioleci co najmniej różne urzędy w szlacheckim samorządzie na szczeblu powiatowym przede wszystkim. Ale to już jest szlachta ubożejąca. Ludwik Tadeusz, ojciec Tadeusza był wprawdzie pułkownikiem, ale dość szybko wystąpił z wojska. Był miecznikiem brzeskim, to jest jeden z niższych urzędów ziemskich. Czyli mamy tu do czynienia z... Dochody z tych dwóch wiosek były na tyle znaczne, że można było obu synów wysłać na naukę do Collegium Pijarów w pobliskim mieście. Ale mamy tutaj do czynienia ze średnią szlachtą, nadal liczącą się w jakimś takim powiatowym, powiedzmy, układzie sił, ale wyraźnie już ubożejącą. Krąg rodzinny księcia Józefa Poniatowskiego to jest już zupełnie inna sfera, inny poziom społecznej stratyfikacji. Ojciec Andrzej, brat króla Stanisława Augusta, był zasłużonym oficerem w służbie austriackiej. Dosłużył się najwyższego stopnia generalskiego. Był szambelanem dworu, nieoficjalnym przedstawicielem króla w Wiedniu. Ożenił się ze słynną z urody hrabianką Marią Teresą Kinsky to jest taki czesko-austriacki ród arystokratyczny. Wzmianki o nim pojawiają się gdzieś tam w jakichś XIX wiecznych źródłach mniej więcej. Tam mieliśmy dworek, tutaj mamy barokowy pałac Kińskich w Wiedniu, w którym książę Józef przychodzi na świat. Czyli jest to polsko-czesko-habsburska arystokracja, bardzo dobrze umocowana w kręgu elity dworskiej, dygnitarskiej, wojskowej, dyplomatycznej, tej części Europy. O dzieciństwie Kościuszki wiemy niewiele. Nie ma do tego wielu źródeł. Możemy oczywiście na podstawie opisów podobnych dworków domyśleć się, jak wyglądały jego wnętrza, co tam wisiało na ścianach. Pewnie to były święte obrazy, jakiś portret zasłużonego przodka, broń pewnie i tak dalej. Natomiast nie za wiele wiemy na temat pierwszych lat jego życia. Dysponujemy wprawdzie portretem młodego Kościuszki w surducie, ale jego autorem jest Jan Rustem, który tak naprawdę zaczął malować na poważnie w latach 20. XIX wieku. Więc to jest pewnie taki trochę wyobrażony. Natomiast co jest ciekawe, a to nie przynosi zaszczytu polskiej historiografii niewiele wiemy też na temat dzieciństwa księcia Józefa, bo z tego prostego względu, że dzieje bohatera narodowego interesowały historyków głównie od ich bohaterskiej strony.

 

Nikt nie prowadził poważniejszych kwerend w korespondencji Poniatowskich i Kińskich w Wiedniu. A szkoda, bo mamy do czynienia z pasjonującą kwestią. Mamy dzieciństwo przyszłego polskiego bohatera narodowego, który w domu rodzinnym mówi po francusku, niemiecku, polsku i być może trochę po czesku. Ja bym tym tłumaczył ten przydomek, tak popularny przydomek Książę Pepi, który zresztą mi się nie podoba, bo on jest taki protekcjonalny jakiś, jakaś nadmierna poufałość. Czyli dom rodzinny i dzieciństwo księcia to jest w gruncie rzeczy całkiem dobre zaplecze dla przyszłego kosmopolitycznego, arystokratycznego kosmopolity, który w wielu krajach czuje się jak u siebie i z żadnym się specjalnie nie wiąże. Tak naprawdę tutaj wszystko poszło w zupełnie innym kierunku. Jakie perspektywy życiowe otwierały się przed naszymi bohaterami przy tak różnej pozycji społecznej, na odmiennym zapleczu finansowym, też kapitale kulturowym? No więc można założyć, że Kościuszko jako młodszy syn ubożejącej, średniej szlachty mógł liczyć. Nie odziedziczył majątku, prawda? Mógł liczyć na karierę duchowną, mógł próbować być urzędnikiem, co nie było łatwe w Rzeczypospolitej, gdzie korpus urzędniczy nie był bardzo liczny. Prawdę mówiąc, mógł próbować kariery szlacheckiego prawnika albo wojskowego i wybrał tę ostatnią. Być może to był zresztą wybór jego ojca. Może to były upodobania samego Tadeusza? W przypadku księcia Józefa strategia rodowa i pozycja rodziny w gruncie rzeczy pozwalała oczekiwać, że młody człowiek będzie odtwarzał w jakimś stopniu karierę ojca, czyli służba wojskowa, a potem, być może na stare lata, czyli w wieku już późno dojrzałym, jakaś kariera dygnitarska, dworska i tak dalej. Widać, że dla Kościuszki szansą okazała się edukacja. On wprawdzie po kilku latach, obaj bracia opuszczają Collegium Pijarskie, nie ukończywszy edukacji. Po prostu umiera ojciec i środki finansowe nagle się kurczą, ale po 5 latach Kościuszko odnajduje się w Szkole Rycerskiej. Wstąpienie na tron Stanisława Augusta otwiera przed nim taką możliwość, bo spełniając jedną z obietnic złożonych szlachcie, Stanisław August ufunduje szkołę rycerską, która ma kształcić wojskową, urzędniczą elitę, nowoczesną elitę Rzeczypospolitej. Przyszłych oficerów, urzędników państwowych. Edukacja oparta na bardzo nowoczesnych programach, doświadczonych wykładowcach. Część z nich zresztą sprowadzono, sprowadzono z zagranicy. Do końca nie wiemy, jak Kościuszko tam trafił. Przypuszczalnie to był wpływ jakiegoś magnackiego patrona. Niektórzy dopatrują się w tym jakiegoś ówczesnego działania Czartoryskich, takiego wpływu na karierę Kościuszki. Bezpośrednich dowodów na to nie ma, ale niewątpliwie to jakaś protekcja miała tam miejsce dla 19-letniego Kościuszki. Edukacja w Szkole Rycerskiej była szansą na wyjście poza pewien kanon takiej prowincjonalnej edukacji szlacheckiej. Jako kadet uczy się kilku języków obcych angielskiego, francuskiego, niemieckiego. To mu się kiedyś przyda historia, matematyka, fizyka, inżynieria, tak. Wstępne studia z zakresu architektury, trochę lektur, nowoczesnych lektur, filozofów. Chodziło o to, żeby jak to sformułował komendant szkoły, książę Adam Kazimierz Czartoryski, żeby szkoła tworzyła nie członków szlacheckiej wspólnoty, tylko kadry gotowe służyć państwu, narodowi. Tak bardzo to było i wydaje się, że to wywarło... Edukacja w szkole Rycerskiej wywarła znaczny wpływ na późniejszą drogę życiową Kościuszki i jego poglądy. Dzięki dobrym wynikom w nauce po pięciu latach Kościuszko jako stypendysta króla wyjeżdża na kilka lat do Paryża, gdzie sobie, tu są opinie podzielone, niektórzy twierdzą, że uczciwie studiował, inni twierdzą, że trochę rysował i głównie się bawił. Dobrze, ale teoretycznie powinien studiować architekturę wojskową, artylerię i taktykę. Do Polski wraca latem 1774 roku. I tu przerwiemy i wspomnimy o księciu, który w wieku lat 10 stracił ojca, wychowywany później w pałacu rodzinnym, przez matkę, rodzinę. To zdaje się były dosyć trudne relacje w gruncie rzeczy. I mamy tutaj taki typowy kanon nauczania dla chłopców arystokratycznych w rodzinach w większej części Europy, czyli mamy języki obce, trochę geografii, trochę historii, ale nieprzesadnie, trochę jakichś takich ogólnych wiadomości o świecie, fechtunek, rzecz jasna taniec. Niesłychanie przydatne w życiu towarzyskim, prawda? Jazda konna, podstawy muzyki. Książę jeszcze na kampanię 1809 roku i na wcześniejsze kampanie woził ze sobą taki składany szpinet, taki uproszczony klawesyn, na którym coś tam grywał, prawda? Zresztą warto zauważyć, że w Szkole Rycerskiej zadbano też o muzyczną edukację Kościuszki i to dosyć skutecznie, bo on ma na koncie kilka polonezów skomponowanych, które przetrwały do naszych czasów i nawet miałem okazję kiedyś ich słuchać. No tak. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że jednak ta edukacja, którą odebrał Kościuszko w Szkole Rycerskiej, była znacznie bardziej systematyczna i pogłębiona. Miała na celu przekazanie dawki wiedzy znacznie większej niż to miało miejsce w przypadku księcia Józefa. No tak, ale to była szkoła adresowana do potomków średniej szlachty, którzy dzięki nabytym w szkole kompetencjom mieli aspirować do jakichś rang oficerskich stanowisk w administracji. I to jest coś, co trzeba to jasno powiedzieć Poniatowski miał zapewnione od chwili urodzenia. Prawdę mówiąc, tak. Do tego jeszcze wrócimy. Z dzieciństwa księcia Józefa zachowało się bardzo interesujące źródło. To jest fragment obrazu Bernarda Bellotta Canaletta, przedstawiającego ogrody zamkowe w Warszawie. I mamy tutaj scenę, w której pułkownik Koenig Wells to był taki mentor księcia w wieku chłopięcym, uczy księcia Józefa jazdy konnej. I ja mam wrażenie, że to jest po prostu nauka... To jest taka figura określana w ujeżdżeniu jako lewada, taki najwyższy stopień zebrania konia, kiedy cały ciężar spoczywa na tylnych nogach i koń jest takim czymś w rodzaju takiej ściśniętej sprężyny. Dość trudne do wykonania. Tutaj macie to państwo w wykonaniu jeźdźca z hiszpańskiej szkoły jazdy w Wiedniu. Wydaje się, że to mniej więcej o to samo chodziło tutaj. No więc z dzieciństwa Kościuszki takich pamiątek nie mamy. No dobrze, Kościuszko wraca z Paryża i okazuje się, że dla absolwenta Szkoły Rycerskiej z bardzo dobrymi wynikami po stypendium w Paryżu, w Armii Rzeczypospolitej, która liczy kilkanaście tysięcy żołnierzy, nie ma miejsca po prostu. Dodatkowo mówi się, że potężnych wrogów przy przysporzyły mu nieudane konkury. Otóż Kościuszko, który dorabiał sobie udzielaniem korepetycji, uczył między innymi Ludwikę Sosnowską, córkę hetmana polnego litewskiego. To się przerodziło w jakąś obopólną miłość. Podobno oświadczył się Sosnowskiemu, który miał odpowiedzieć, że synogarlice nie są dla wróbli, magnacka córka nie jest dla jakiegoś tam ubogiego szlachcica. To się o mało nie skończyło tragedią, dlatego że Kościuszko za radą jakichś swoich kolegów oficerów próbował ją porwać, żeby się z nią ożenić. No ale została ta próba, została udaremniona i generalnie nie jest to najlepsza atmosfera do zabiegów o uzyskanie rangi w wojsku, prawda? Zresztą tutaj, skoro mówimy... Jeszcze Sosnowska, tam się pojawia. To jest jej portret w późnym wieku, a właściwie do końca życia Kościuszki utrzymywali bardzo takie ciepłe kontakty, takie listy, które przetrwały, są bardzo interesujące. No dobrze, Kościuszko dobiega trzydziestki, nie ma majątku. Toczy ze starszym bratem spór o dwie wioski, z których tak naprawdę została jedna, bo jedna była zadłużona, brat nie zamierzał mu tam nic, w żaden sposób iść na rękę. W związku z tym, jak wielu bezrobotnych oficerów w Europie w tym czasie myśli o obcej służbie. Pierwszym wyborem jest Saksonia. Bardzo taki typowy kierunek dla polskich oficerów w XVIII wieku. Nic z tego nie wychodzi i Kościuszko dokonuje wyboru nietypowego. Znaczy zamiast dalej jeździć po Europie, po jakichś dworach książąt niemieckich, powiedzmy tak on wyrusza do Ameryki. W 1776 roku wyrusza do Ameryki Północnej, gdzie właśnie trwa wojna kolonistów. Wojna o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Tutaj szczegółów udziału Kościuszki w tej wojnie przedstawiać szczegółowo nie będziemy, bo to są rzeczy raczej dobrze znane, a dbamy o dyscyplinę czasową. To wspomnijmy tylko, że w ciągu kilku lat służby jako pułkownik i główny inżynier armii amerykańskiej zrealizował kilka absolutnie kluczowych fortyfikacji. Na przykład twierdzy West Point. To zdaniem Waszyngtona taki najbardziej najważniejszy posterunek w Ameryce, który miał umożliwić kontrolę nad rzeką Hudson. Kościuszko tam postawił kilka fortów, wprowadził jakieś takie zupełnie nowatorskie rozwiązania typu łańcuch podnoszony wtedy, kiedy trzeba było przeciąć żeglugę na rzece i tak dalej. Część z nich przetrwała do dzisiaj. Wojna kończy się i Kościuszko zostaje awansowany na generała brygady i przyjęty w poczet Towarzystwa Cyncynatów, które założyli wybitni uczestnicy wojny o niepodległość. Cyncynat to jest antyczny bohater, rolnik, który w chwili, gdy ojczyzna, Rzym była zagrożona, porzucił rodzinną zagrodę i tak od pługa, jest szereg takich przedstawień, tak udał się do Rzymu, przyjął funkcję dyktatora. Skończyła się wojna i wrócił z powrotem do siebie. Tak bardzo rzymski wybór. To jest order Cyncynata. Tutaj mamy Kościuszkę w mundurze amerykańskim. Właśnie z orderem orderem na piersi. No tak, ale można odnieść wrażenie, że to przyjęcie w poczet Towarzystwa Cyncynatów niczym przepowiednia określiło dalsze losy Kościuszki, bo w 1784 roku bohater republikański, bohater wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych, wraca do kraju, zgłasza się do służby i okazuje się, że znowu nie ma dla niego miejsca i nie wiadomo dlaczego. Być może przyczyniło się do tego, przyczyniły się wyraźne już wtedy republikańskie przekonania Kościuszki, które niektórzy mogliby uznać za niebezpiecznie radykalne. Może to jest pamięć o dawnym konflikcie z Sosnowskim? Trudno powiedzieć. Może po prostu prozaiczny brak pieniędzy. Nie stać go było na to, żeby wykupić jakąś rangę w armii koronnej albo litewskiej. Te pieniądze, zaległy żołd oraz różnego rodzaju gratyfikacje amerykańskie dopiero dotrą do Kościuszki. Nie w tym momencie. No i teraz jakiekolwiek przyczyny by nie decydowały. Kościuszko, niczym ten antyczny bohater, wraca na wieś, bo tym razem ma już dokąd wrócić, do Siechnowicz, które rodzina odzyskała od jego brata i wydzierżawiła Kościuszce i następne 5 lat spędza w Siechowiczach. Przy czym to jest majątek niewielki. Tych gospodarstw chłopskich jest tam mniej niż 10. Nie przynosił ten majątek większego dochodu. Zdaniem niektórych wynikało to z faktu, że Kościuszko się nie znał na gospodarce i źle gospodarzył. Inni twierdzili, że był przesadnie filantropijny i zmniejszył liczbę pańszczyzny, zakazał wprowadzania kar fizycznych i tak dalej, co dla wielu pewnie wtedy było, właścicieli ziemskich było bulwersujące. Zwolnił kobietę z obowiązku pracy, no i tak sobie biedował. No dobrze, trochę inaczej przebiegają początki kariery księcia Józefa, który jako nastolatek rozpoczyna służbę w armii austriackiej w wieku 17 lat w 1780 jest już porucznikiem. W [17]84 jest majorem i organizuje czy współorganizuje oparty na wzorach Polskich Pułk Kawalerii Ułanów Galicyjskich. To jest taka oferta dla drobnej szlachty, która żeby się utrzymać, musi służyć wojskowo. Czemu nie Habsburgom? W wieku 25 lat awansuje na pułkownika i zostaje jednym z adiutantów cesarza Józefa II. W [17]88 roku bierze udział w wojnie z Turcją i to jest jego pierwsza kampania, gdzie odznacza się w czasie szturmu Twierdzy Sabacz, w czasie którego to szturmu najpierw ratuje życie 17-letniego księcia księcia Karola Schwarzenberga. I to nazwisko warto, żebyśmy zapamiętali, bo ono jeszcze wróci. Odnosi swoją pierwszą ciężką ranę, zniesiono z pola bitwy z raną uda. I to są te początki. I teraz tak, to porównanie pierwszych lat służby obu bohaterów wyraźnie odzwierciedla ich różny status, prawda i różne realia. Służby oficerów i w Austrii, i w Rzeczypospolitej. Książę Józef, który się wywodzi z bardzo ustosunkowanej rodziny o tradycjach wojskowych, bardzo szybko otrzymuje stanowisko oficerskie i szansę na kolejny awans. Tylko tę szansę musi wykorzystać, ponieważ jest oficerem dzielnym i wszyscy jeszcze do tego go lubią, to przychodzi mu to bez trudu. Natomiast Kościuszko tą swoją pierwszą szansę, służbę w stopniu oficerskim no musiał jakoś tak wychodzić, wyprosić albo pojechać, popłynąć do Stanów Zjednoczonych, bo tam brakowało doświadczonych, wykształconych inżynierów wojskowych przede wszystkim. W dodatku jeszcze kilkunastotysięczna armia Rzeczypospolitej no nie oferuje wielkich perspektyw. Tych stanowisk oficerskich jest nie za wiele i one są już obsadzone. Ja bym tu jeszcze jedną rzecz zwrócił uwagę, jeśli mamy porównywać. Otóż odmienne doświadczenia wojskowe i odmienny typ oficera. To jest bardzo ciekawe, bo oni jako oficerowie i osobowości byli w dużej mierze, przynajmniej wyglądają na... Archetypiczni dla dwóch odmiennych rodzajów broni. Książę Józef to jest taki rasowy kawalerzysta, który kocha konie, konie kochają jego. Z takim... Wyraźna skłonność do brawurowych popisów, do popisów szaleńczej odwagi. Człowiek, który dla zakładu z kolegami przepłynął z koniem Dunaj w Wiedniu, liczne pojedynki, hazard na wysokie stawki, romanse z kobietami i tak dalej. Natomiast Kościuszko to jest przynajmniej, w tych relacjach jawi nam się jako dobrze wykształcony, bardzo sumienny, bardzo pracowity inżynier, bardzo dobry organizator, rzecz jasna odważny jako oficer, ale nie skłonny do jakichś popisów osobistej odwagi. To ja w tym widzę jakąś taką cechę charakterystyczną, bez skłonności do demonstracyjnego lekceważenia niebezpieczeństwa, prawda? No tak, i tutaj zbliżamy się do chwili, kiedy żywoty równoległe obu bohaterów przestają być całkowicie równoległe, dosłownie równoległe i zaczynają się krzyżować. To się stało za sprawą zmiany koniunktury politycznej. W 1788 roku rozpoczyna swoją działalność Sejm, nazwany później Wielkim i w trakcie jego obrad zwolennikom reform udało się wreszcie uzyskać większe poparcie w izbie poselskiej. Sprzyja temu wszystkiemu fakt, że Rosja jest zajęta wojną z Turcją i nie jest w stanie sprawować pełnej kontroli nad Rzeczpospolitą. Jedną z pierwszych uchwał przyjętych przez Sejm Wielki jest podniesienie liczebności wojska do 100 tysięcy. To jest astronomiczna różnica w porównaniu z tym, co było, co pozwoliłoby zmniejszyć zagrożenie ze strony sąsiednich mocarstw. No i teraz oczywiście realizacja tego planu wymaga rozbudowy etatów oficerskich. Ktoś tych żołnierzy musi szkolić, ktoś musi nimi dowodzić. Doświadczonych oficerów nie było zbyt wielu, więc ściąga się bardzo chętnie tych, którzy mają jakieś doświadczenie zagraniczne. Na przykład przyszły generał Jan Henryk Dąbrowski ze Służby Saskiej. Przypomniano sobie w końcu o Kościuszce i zaoferowano stopień generała majora, ale do armii koronnej wraca, pojawia się w niej książę Józef i to się stało ze względu na jego bardzo bliskie relacje ze stryjem, który od śmierci Andrzeja Poniatowskiego zastępował księciu ojca, dbał o jego sprawy finansowe, edukację, związki z Polską, zapraszał go regularnie do kraju, naciskał na umiejętność pisania i mówienia po polsku. Pewne wątki w korespondencji księcia wskazują, że czasami go to irytowało. W korespondencji, w liście do siostry pisał... Siostra, nawiasem mówiąc, Maria Teresa, bo matką chrzestną była cesarzowa, pokazuje pewien poziom wpływów. Pisał "Zbyt dobrze wiem, że istnieję jedynie z dobrodziejstw. Cierpię, jestem nieszczęśliwy, życie mi ciąży. Kiedy myślę o ofiarach tyrańskich, których się wymaga ode mnie". I w tym przypadku wydaje się, że książę miał na myśli królewski opór wobec planów małżeństwa z księżniczką Karoliną von Thun. To taka młodzieńcza miłość księcia. Kontrola ze strony króla rozciągała się też na karierę wojskową. Otóż Stanisław August wyraził zgodę na służbę księcia Warmii habsburskiej, pod warunkiem, że w momencie, kiedy będzie potrzebny w kraju, natychmiast zawiesi, weźmie urlop, wystąpi ze służby austriackiej i podejmie służbę w armii polskiej. I w czerwcu 1789 roku napisał w takim dość kategorycznym tonie do księcia "Bóg dał ci się urodzić Polakiem, a sądzę, iż on ci dowiódł, że ci zastępuje ojca z tytułu jednego i drugiego. Piszę do ciebie i żądam, abyś się powrócił" i książę powrócił. W związku z tym w wieku 26 lat został generałem majorem w armii koronnej. Jego podkomendnym zostaje 43 letni wtedy Tadeusz Kościuszko. Mniej więcej, jak można przypuszczać, wtedy dochodzi do pierwszego spotkania obu bohaterów. Gdzie to było? Czy to było wojskowe biuro, czy jeden z balów podczas warszawskiego karnawału w 1790 roku na którym absolutną gwiazdą towarzyską był książę Józef, który pięknie tańczył, flirtował z kobietami, przegrywał z klasą ogromne pieniądze, miał na koncie jakieś wesołe awantury, rozbijał się po mieście modnym dwukołowym kabrioletem, którym sam powoził z jakąś straszliwą szybkością. Dość ironicznie opisał księcia pod postacią szambelana Julian Ursyn Niemcewicz w "Powrocie posła". Nie wiem, czy księciu podobał się ten opis, ale on miał sporo dystansu do samego siebie. W każdym razie z pamiętników wiemy, że jedyną formą zemsty księcia na Niemcewiczu był spacer kabrioletem, na który zaprosił pisarza. Objechali Warszawę w takim tempie, że Niemcewicz, podobno blady, wysiadł z tego powozu. No właśnie. Wydaje się, że w tym pierwszym okresie służby polski książę sprawami wojska przesadnie się nie przejmował. Ale to się wszystko kończy latem 1790 roku, kiedy wspólnie z Kościuszką wyruszają na Ukrainę szkolić powierzoną księciu dywizję. I tutaj okazuje się, że książę, który w stolicy był człowiekiem... To był sybaryta. Nie ulega najmniejszej wątpliwości. Natomiast w obozie wojskowym zachowywał się jak rasowy żołnierz. Wymagał wiele od siebie, tak od podkomendnych. Co więcej, wykazał zadziwiająco dużo samokrytyki. W jednym z listów do króla pisał, że w ogóle bardzo się niepokoi, bo on wie, że potrafi dowodzić pułkiem, natomiast nie jest pewien, czy potrafi dowodzić kilkunastoma tysiącami ludzi. Do tego, jak napisał na to trzeba ludzi innej miary niż ja jestem. To jest dosyć zaskakujące, może nawet troszeczkę to rzeczywisty sprawdzian tego wojska, organizowanego od lata [17]90 roku stanowiło wkroczenie armii Katarzyny II na terytorium Rzeczypospolitej w 1792 roku. Armia, która ma wspierać Konfederacji targowicką domagającą się zniesienia reform i Konstytucji 3 Maja w kampanii ukraińskiej i książę Józef i Kościuszko mieli do czynienia z prawie czterokrotnie liczniejszym przeciwnikiem. Ale należy przyznać, że poradzili sobie zupełnie dobrze. Poniatowski odniósł cenne zwycięstwo pod Zieleńcami. Pierwszy od dawna na wieści o którym Stanisław August natychmiast ustanowił istniejący do dziś order Virtuti Militari, którego pierwszymi kawalerami zostali obaj nasi bohaterowie, Kościuszko poprowadził bardzo udaną bitwę bitwę obronną pod Dubienką. No tak, ale tej wojny wygrać się nie dało. Ostatecznie zakończył ją akces króla do Targowicy, no i jego rozkaz zaprzestania działań wojennych, który był zapewne zapewne uzasadniony z punktu widzenia dysproporcji sił między walczącymi stronami. Ale on wywołał jednak ogromne oburzenie w kadrze oficerskiej. Książę Józef i Kościuszko z wieloma oficerami po prostu złożyli natychmiast podania o dymisję. I to jest ten moment, kiedy drogi obu bohaterów trochę się rozejdą. Bo Kościuszko, który zresztą był niesłychanie fetowany jako bohater tej kampanii, niektórzy dopatrują się w tym celowej akcji propagandowej Czartoryskich, którzy jakoby chcieli wykreować sobie pewnego bohatera, który nie byłby związany z królem. Być może Kościuszko opuszcza Polskę, udaje się do Drezna, gdzie wraz z grupą emigrantów rozpoczyna przygotowania do przyszłego powstania. Udaje się potem do Paryża z tajną misją, gdzie zabiega o poparcie Republiki dla przyszłej insurekcji. Bez większego skutku zresztą. Natomiast Poniatowski też wyjeżdża z kraju, ale wyraźne żądanie króla, który się obawia, że jego obecność w Warszawie zadrażni sytuację, zadrażni stosunki z Rosjanami, z targowiczanami na pewno jeszcze po kilku miesiącach od wyjazdu książę Józef z Wiednia listownie wyzwał na pojedynek Szczęsnego Potockiego, czyli jednego z liderów konfederacji targowickiej. Odmówił zdjęcia z fraka krzyża Virtuti Militari, czego domagała się Targowica. Generalnie wszystkich przeciwników króla niesłychanie irytował. Wyjeżdża zatem najpierw do Wiednia, a później do Brukseli. I to jest zresztą okres, w którym te stosunki między księciem i królem bardzo się pogarszają. Książę pisze szereg gorzkich listów do króla, odsyła mu ordery świętego Stanisława i Orła Białego, które wcześniej od niego dostał. Pisze, że kapitulacja była haniebna i że Stanisław August powinien stanąć osobiście na czele wojska. I że raczej należało bić się do zgonu niż oddychać hańbą. Wyjeżdża, prowadzi jakąś taką listowną... Publikuje różnego rodzaju listy, w których polemizuje z targowiczanami. W kwietniu 1904 roku do księcia docierają wieści o wybuchu insurekcji. I powrocie Kościuszki do kraju, wybuchu insurekcji. I teraz tak charakterystyczne jest to, że przez pierwsze tygodnie nie reaguje na nie. Natomiast po sześciu tygodniach mniej więcej na wyraźne wezwanie króla rusza do kraju. Stanisław August został przez Kościuszkę niejako zawieszony w pełnieniu obowiązków króla. Na razie wygląda na to, że nie groziło mu żadne osobiste niebezpieczeństwo. Ale kto wie, w jakim kierunku pójdą, pójdą sprawy. Król wyraźnie chciał mieć kogoś zaufanego u swego boku, kogoś dość popularnego w wojsku też. I tak 27 maja książę przybywa do obozu Kościuszki pod Jędrzejowem. Przyjaciel księcia, książę Eustachy Sanguszko tutaj na obrazie Juliusza Kossaka wspominał o tym, że naczelnik przyjął księcia ubranego w czerwony frak w chłopskiej sukmanie. No i to już nie mogło się dobrze skończyć, prawda? I że to było jak pisze Sanguszko. To było bardzo suche ze strony obydwu. Kościuszko pyta "Czego sobie książę życzysz?" Książę odpowiada "Służyć prostym żołnierzem". Kościuszko "Bardzo dobrze, bardzo dobrze". Ale potem mija miesiąc, a książę jest bez przydziału, wyraźnie nie wiedząc za bardzo, co z nim zrobić. Dopiero podczas obrony stolicy powierzono mu jeden z odcinków linii obronnej, tak mniej więcej od Powązek do Marymontu i z tego zadania się wywiązywał. Dobrze, tylko z jednym głośnym wyjątkiem. 26 sierpnia Prusacy zaskoczyli jego oddziały takim nocnym atakiem, a księcia nie było na miejscu. Życzliwi twierdzą, że był u króla, złośliwi, że spędzał czas z pewną aktorką. Tak czy owak, on się pojawił w trakcie tej bitwy, bardzo się starał naprawić sytuację. Został ranny, znowu go zniesiono z pobojowiska, ale nie odzyskał straconych pozycji. I to jest jednak prestiżowy cios, to insurekcyjni radykałowie bardzo chętnie to później później wyciągali. Wygląda na to, że ta współpraca Kościuszki z księciem Józefem w czasie insurekcji była trudna z dwóch powodów, z powodu kompetencyjnego i emocjonalnego. No tak, z punktu widzenia regulaminu wojskowego, no to prawdę mówiąc książę Józef posiadał starszeństwo w służbie. Znaczy był dłużej generałem lejtnant niż Kościuszko. No poza tym Kościuszko był kiedyś jego podkomendnym. To nie jest zręczna sytuacja. Drugi powód to są względy polityczne. Książę Józef nie krył swojego przywiązania do Konstytucji 3 Maja, którą to konstytucję Kościuszko uważał za przestarzałą, nieadekwatną i w ogóle mowy nie ma o równości wobec prawa i wolności dla chłopów. To jest tekst, to jest akt prawny zupełnie przestarzały. Informacje napływające z rewolucyjnej Francji, na przykład o jakobińskim wielkim terrorze mogły księcia skłaniać do wniosku, że nie wiadomo, w jakim kierunku pójdą sprawy w Polsce. Tutaj trzeba bardzo ostrożnie się w to angażować. No i ta chłodna współpraca obu bohaterów kończy się, jak się okazało, na zawsze. 10 października 1794 roku, kiedy to Kościuszko przegrywa bitwę pod Maciejowicami i ranny trafia do rosyjskiej niewoli książę Józef zostaje wywieziony do Petersburga. Książę Józef wziął jeszcze udział w kilku starciach z Prusakami, ale ostatecznie na dwa tygodnie przed szturmem Pragi przez Suworowa wziął dymisję i porzucił służbę w armii insurekcyjnej. Nie wycofał się też z niej, nie opuścił Warszawy po kapitulacji, wkroczeniu tam Rosjan. Znaczy nie on jeden, generał Jan Henryk Dąbrowski też został w Warszawie. Obaj byli z honorami podejmowani przez rosyjskich generałów. Jest takie świetne zdanie, które napisał Szymon Askenazy, wybitny biograf księcia, w jego przedwojennej biografii napisał, zamknął ten rozdział insurekcyjny, pisząc "To nie był człowiek insurekcji". I to jest takie lapidarne, świetne podsumowanie. No nie był, proszę państwa, Kościuszko od listopada 1794 roku przez dwa lata przebywał w twierdzy Pietropawłowskiej w Petersburgu. Osadzony w niej całkowicie bezprawnie, bo właściwie nie wiadomo w jakim charakterze. Nie był jeńcem wojennym. Jeśli tak, to już dawno należało zwolnić. Nie popełnił żadnego przestępstwa, bo nie był poddanym rosyjskim. Nie działał na terytorium Rosji. Po prostu został więźniem stanu uwięzionym na mocy rozkazu Katarzyny II. I trochę nie bardzo było wiadomo, co z nim zrobić. To jest oczywiście jeden z najbardziej mrocznych okresów w życiu byłego już naczelnika powstania, bo spędził go w izolacji od innych więźniów. Cierpiał na niegojącą się ranę nogi spod Maciejowic, na bóle głowy wynikające z kontuzji, którą wtedy odniósł, to będzie jeszcze przez kilka lat te dolegliwości prześladować. Wyraźny spadek nastroju. Ci oficerowie, którzy go oglądali, pisali w raportach, że trzeba uważać, bo on być może targnie się na swoje życie, nie wiadomo, co zrobi. Ta sytuacja uległa całkowitej zmianie wraz ze śmiercią imperatorowej i wstąpieniem na tron cesarza Pawła I, który wyjątkowo nie lubił polityki własnej matki. W związku z tym pewne rzeczy robił chyba troszeczkę po to, żeby się całkowicie od tego zdystansować i odwiedził w więzieniu Kościuszkę i uwolnił go oraz innych jeńców polskich. Prawdę mówiąc niektórych uwolnił, ale nikt im nie zapewnił środków do powrotu do kraju, więc oni tam zostali. No dobrze, ale pod warunkiem, że Kościuszko złoży przysięgę wiernopoddańczą. A co Kościuszko zdecydował, bo dano mu wyraźnie do zrozumienia, że jeśli nie, no to tam tysiące ludzi pozostaną na zawsze w Rosji. Naczelnik przysięgę składa, ale nie przyjmuje majątku, który mu Paweł I oferował. No bo republikanin nie przyjmuje ludzi w prezencie, to majątek razem z chłopami. Natomiast poprosił o pieniądze na powrót do Ameryki słusznie argumentując, że nikt go nie pytał o zgodę na to, czy chce jechać do Petersburga. Jak go wywieźli, to niech mu teraz sfinansują powrót do... Może nie do Rzeczypospolitej, ale podróż do Ameryki i te pieniądze dostaje i tam rusza wraz ze swoim przyjacielem, sekretarzem Julianem Ursynem Niemcewiczem. I tutaj rzecz ciekawa, bo okazuje się, że te dwa lata więzienia, które dla Kościuszki były czasem niewątpliwie straconym umocniły jego międzynarodową legendę. To jest już dla środowisk, powiedzmy liberalnej szlachty, mieszczaństwa republikańskie albo liberalne poglądy. To jest bohater i męczennik walki o wolność. Na przykład zdążający do Ameryki Kościuszko spotyka się ze spontanicznymi wyrazami sympatii ze strony części brytyjskiej elity politycznej. Stronnictwo Wigów oferowało mu honorową szablę. Nadworny malarz księcia Walii, Richard Cosway, sportretował Kościuszkę znowu z szablą od stronnictwa Wigów. Tam jest nawet podpisane. To jest, żeby nie było żadnych wątpliwości. No, gorąco przyjęto go w Stanach Zjednoczonych. Tam się tłum wyprzęgnął koniec powozu i zaciągnął go gdzieś tam aż do aż do hotelu. Powitalne listy od Waszyngtona i prezydenta Johna Adamsa. W kilkanaście miesięcy później, kiedy Kościuszko będzie wracał do Europy, do Francji konkretnie, rządzący Francją dyrektoriat go powita taką uroczystą odezwą. W gruncie rzeczy także o tym warto pamiętać, że to jest już postać, która funkcjonuje w obiegu dosłownie międzynarodowym i to jako jeden z nielicznych Polaków, dodajmy w ogóle w historii. Co ciekawe, po przyjeździe do republikańskiej Francji Kościuszko wbrew oczekiwaniom nie stanął na czele Legionów Polskich, sformowanych przez generała Jana Henryka Dąbrowskiego. W ogóle wycofał się z życia politycznego. Tak naprawdę, zwłaszcza od momentu, kiedy władzę we Francji objął Napoleon Bonaparte, którego Kościuszko, jak się zdaje, szczerze nie znosił. Kościuszko zamieszkał w domu szwajcarskiego dyplomaty Piotra Elsnera i wszedł w rolę narodowego autorytetu moralnego, który przyjmuje cierpliwie pielgrzymki Polaków i Polek, którzy będąc w Paryżu koniecznie chcą go zobaczyć, porozmawiać, potem napisać o tym w pamiętniku itd. Jedyną inicjatywą polityczną Kościuszki z tych lat jest opublikowana w 1800 roku broszura wspólnie z Józefem Pawlikowskim, w której przedstawił poglądy na szanse na odzyskanie przez Polskę niepodległości i przekonywał, że w walce o odzyskanie własnego państwa należy opierać się przede wszystkim na własnych siłach. Ostateczne zwycięstwo na pewno zależy tylko i wyłącznie od masowego udziału w przyszłym powstaniu chłopów, których należy pozyskać, oferując im wolność i własność, czyli uprawiają ziemię na własność. To jest takie republikańskie wyznanie wiary. Potomni zapamiętali z tego przede wszystkim przekonanie o tym, że kosa jest znakomitym orężem, który dorównuje armatom. No dobrze, życie księcia Józefa w tym czasie biegnie w przyjemny, choć dosyć monotonny sposób.

 

Kilkuletni pobyt w Wiedniu, kilkumiesięczny w Petersburgu, związany z pogrzebem króla. Powrót do Warszawy. Rezydencja, którą otrzymał w spadku po królu w Pałacu pod Blachą. To jest przedwojenna fotografia. Pałac pod Blachą, który stał się jednym z centrów czy właściwie głównym centrum życia towarzyskiego stolicy, ale dość specyficznego. Takim centrum kosmopolitycznym, bardzo snobistycznym, nieco skandalizującym, gdzie się romansuje, gra w karty na wysokie stawki. Może skandalizującym nie za sprawą samego księcia, ale jego gości. Stateczna część elity warszawskiej, na przykład salony dawnego marszałka Sejmu wielkiego Stanisława Małachowskiego postrzegała te zabawy pod blachą jako takie tańce na grobie ojczyzny, to nie wypada. W takich latach oburzenie budził nawet fakt, że bywalcy Blachy bywają na spektaklach Teatru Francuskiego, ignorując Teatr Narodowy Wojciecha Bogusławskiego. A jeśli zresztą to dotyczyło też tej drugiej frakcji, jeśli zwolennicy Teatru Polskiego pojawiali się w teatrze francuskim na spektaklu, to po to, żeby wygwizdywać aktorów i zrywać przedstawienie. I w drugą stronę to działało też to się potem kończyło jakimiś pojedynkami, awanturami ulicznymi i tak dalej. Książę w nich udziału nie brał, ale Szymon Askena znowu bardzo trafnie napisał, że płacił za to podwójnie, znaczy płacił własnymi pieniędzmi, bo trzeba było pokrywać jakieś straty i płacił reputacją, bo to jego towarzystwo tak się źle zachowuje. Wydaje się, że nie bez powodu Ludwik Osiński, który był bardzo znanym wtedy pisarzem, krytykiem literackim, takim arbitrem elegancji, puścił w obieg taki złośliwy wierszyk. "Jeszcze Polak po polsku i mówi i czyta, bo nie cała Warszawa jest blachą pokryta". Coś nam mówi o tym wyobrażeniu. No to już mamy taki przyjemną, empirową sypialnię. Wiosna, lato. Książę tak preferował pobyty w skromnym pałacyku w Jabłonnie. Takie wdzięczne wnętrze. Poniatowski nie wykazywał żadnego zainteresowania polityką. To jest dość jasne. Nie wspierał Legionów Dąbrowskiego, natomiast wspomagał weteranów Legionów, którzy wracali i często go odwiedzali z prośbą o jakiś zasiłek, coś takiego. Nie konspirował. Przyjął liczne ordery od wszystkich dworów, władców zaborczych, ale wcale o nie zabiegał. Tak to o co inni zabiegają, to po prostu przyjął, bo odmowa osoby o takim statusie to była demonstracja polityczna. Z całą pewnością nie zależało mu na tym. Najwyraźniej odrzucił propozycję wstąpienia na służbę wojskową rosyjską albo austriacką. Czyli mamy trzydziestoparoletniego arystokratę, takiego sybarytę, który chyba trochę przedwcześnie wycofał się w domowe pielesze. Trochę się z tym wszystkim nudzi. Wydaje mi się, że ta sytuacja jednak niezbyt mu odpowiadała. W pamiętnikach wspomina się o jakichś napadach melancholii na które cierpiał. Jest bardzo charakterystyczny epizod w czasie pobytu w Petersburgu. Słynna portrecistka pani Le Brienne poprosiła Poniatowskiego o zgodę na namalowanie jego portretu. Portrecistka numer jeden w Europie i na co Poniatowski odmówił, mówiąc "Powinienem chyba wcześniej wygrać liczne bitwy". Jest w tym jakiś taki element? Tak. Cień melancholii w gruncie rzeczy. No dobrze, nadchodzi rok 1806, jesień. Po zwycięstwach nad Prusakami, pod Jeną i Aurestet, wielka armia Napoleona zbliża się do granic zaboru pruskiego. Wkracza do niego. Do zawarcia pokoju jest jednak daleko, bo pomocy Fryderykowi Wilhelm III udziela car Aleksander I, dwie rosyjskie armie wkraczają od wschodu do zaboru pruskiego, Francuzi od zachodu. No i ta błyskotliwa kampania zaczyna się bardzo niebezpiecznie przedłużać i to przedłużać na porę roku, w której w Polsce lepiej jest siedzieć w domu, a nie walczyć. To znaczy późna jesień, zima i Napoleon zdaje sobie sprawę z tego, że prowadzenie kampanii w kraju, gdzie jest niewiele dużych miast, nieliczna sieć niezbyt dobrych dróg, kłopoty z zaopatrzeniem i jeszcze brzydka pogoda, i zimno i pada, że to wszystko będzie wymagało jednak wyraźnej, pomocy ze strony Polaków, co on przewidywał już wcześniej, dlatego, że już wcześniej zaprosił do swojej kwatery, wezwał właściwie do swojej kwatery w Berlinie generała Jana Henryka Dąbrowskiego, wtedy na służbie włoskiej i jego przyjaciela i współpracownika Józefa Wybickiego, twórcy Mazurka Dąbrowskiego i 3 listopada oni obaj wydają w Berlinie odezwę do rodaków, która wzywa do bezwarunkowego poparcia Napoleona, ale bezwarunkowego, który jeśli będzie chciał, to odbuduje Polskę. Ta odezwa spotkała się w gruncie rzeczy z entuzjastycznym poparciem elit miejskich szlachty w Wielkopolsce. To jest ciekawe pytanie. Czy gdyby Napoleon jakimś przypadkiem wkraczał od strony Galicji, czy jak by to było, bo ja nie jestem pewien, ale Wielkopolska oni tam znają i Wybickiego, i Dąbrowskiego. To są znane nam postaci i zasłużone. No i tutaj zbliżamy się do największego politycznego faux pas polskiej epoki napoleońskiej, bo w tej odezwie zatwierdzonej przez Napoleona znalazło się stwierdzenie "Wkrótce Kościuszko wezwany przez niezwyciężonego Napoleona, przemówi do was z jego woli, na teraz macie od nas rękojmię jego świadczonej dla narodu obrony. Kościuszko przybędzie i znowu stanie na czele Polaków popierających tym razem Napoleona". Ale Kościuszko nie chciał, to najwyraźniej Dąbrowskiemu i Wybickiemu wydawało się oczywiste, że przybędzie. Kościuszko odbył dwie rozmowy z bardzo przebiegłym i inteligentnym i wpływowym ministrem policji Josephem Fuchs, którego namawiał do opowiedzenia się po stronie Napoleona i stanięcia na czele tego polskiego ruchu narodowego. Kościuszko odpowiedział, że zrobi to, ale pod warunkiem, że Napoleon publicznie ogłosi, że to jest wojna o odbudowę polskiego państwa. Ja tę odpowiedź odczytuję jako zakamuflowaną odmowę. To jest takie "Dajcie mi święty spokój", dlatego że Napoleon jesienią 1806 roku z powodów politycznych i strategicznych nie może otwarcie oświadczyć, że to jest wojna o odbudowę Polski, bo ma na karku Rosjan i Prusaków, a za chwilę będzie miał Austriaków. To mu się zdarzyło tylko raz w 1813 roku i wtedy akurat przegrał. W związku z tym stąd w tej odezwie Dąbrowskiego znalazły się wezwania do poparcia cesarza. Bez warunków. My go poprzemy, a on zobaczy, jak bardzo go kochamy i odbuduje Polskę. No tak, wydaje się... Oczywiście Kościuszko nie lubił Napoleona, nie ufał mu, ale to jest też, mamy w tej odmowie też trochę takiego idealistycznego republikanizmu. XIX-wieczny republikanizm jest nie tylko postawą polityczną, ale też moralną. I polityka powinna być ściśle związana z moralnością. Jak się prowadzi wojnę, to powinno się otwarcie powiedzieć, po co jest ta wojna. Powinno się zakomunikować Polakom i światu, że to jest wojna w sprawie odbudowy Polski. No dobrze, 27 listopada awangarda wielkiej Armii wkracza do Warszawy, ponieważ Poniatowski był przekonany, że o wszystkim w Polsce decydują wielkie rody, arystokracja czy dawni magnaci. No to od tygodni dopytywał się Dąbrowskiego gdzie są ci arystokraci, na których czekam? Nie ma ich jeszcze? Delegacje się nie pojawiły żadne, więc Wybicki i marszałek Mira, który dowodził tą awangardą, rozpoczynają rozmowy z arystokracją warszawską, wśród której oczywiście znajduje się książę Józef. Książę Józef, który przez 8 dni zwlekał z odpowiedzią na pytanie, czy będzie popierał Napoleona. Czy może inaczej - może zgłaszał poparcie pod warunkiem, że Napoleon zagwarantuje Polakom, że to jest wojna o odbudowę polskiego państwa. I tutaj jest bliski Kościuszce, w gruncie rzeczy. Napoleon ma publicznie oświadczyć całemu światu teraz po co jest, o co walczy? No pod warunkiem, że Napoleon przywróci Konstytucję 3 Maja. No, tutaj już się z Kościuszką różnił. I że powierzy najważniejsze stanowiska osobom znanym, tutaj miał na myśli tę dawną elitę Sejmu wielkiego, o rodowodzie, takim arystokratycznym, średnio szlacheckim. No, tutaj też by się z Kościuszką zasadniczo różni. Oczywiście żadnych gwarancji nie uzyskał. Napoleon nie zamierzał dawać nikomu żadnych gwarancji i 6 grudnia w dniu, w którym do Warszawy przybył generał Dąbrowski, to jest bardzo charakterystyczne, Poniatowski bezwarunkowo deklaruje poparcie dla Napoleona. On się po prostu wystraszył, że Dąbrowski jest w Warszawie, już wiemy, co zrobił w Poznaniu. Za chwilę przejmie władzę w stolicy. Ale napisał rzecz charakterystyczną, napisał do marszałka Mira, że Francuzi powinni więcej liczyć na tych, którzy jak my decydują się po dojrzałej rozwadze, niż na kilku zapaleńców, którzy nie mają nic do stracenia, a wobec cienia niebezpieczeństwa ukryliby się lub uciekli. To jest dość złośliwa aluzja do Dąbrowskiego, który rzeczywiście gdyby się sprawa się nie powiodła on miał etat w armii włoskiej, miał dokąd wracać, nie miał żadnych majątków, które można by było skonfiskować w tych prowizorycznych polskich władzach powołanych przez Napoleona. Książę zostaje dyrektorem wojny. I to jest taka funkcja organizacyjno-administracyjna, której temperamentowi raczej nie odpowiadała. Praca biurowa go nudziła okropnie, ale miał dobrych współpracowników, udziału w działaniach wojennych, w odróżnieniu od swoich rywali generała Zajączka, generała Dąbrowskiego nie bierze. W Księstwie Warszawskim, utworzonym w 1807 roku na mocy pokoju w Tylży książę obejmuje tekę ministra wojny. Od 1808 roku jest też faktycznym wodzem naczelnym Wojska Polskiego Księstwa Warszawskiego. I teraz ten rzeczywisty sprawdzian jego umiejętności nadchodzi. Wiosną 1809 roku, kiedy podczas wojny wypowiedzianej przez Austrię Napoleonowi, 40 parotysięczny korpus austriacki księcia Ferdynanda Deste, dawny znajomy Poniatowskiego z Wiednia, wkracza do Księstwa. 19 kwietnia Poniatowski wydaje na przedpolach Warszawy Austriakom bitwę pod Raszynem. Bardzo dobrze poprowadzona bitwa obronna, tylko że część zasług za jej przebieg przypadła generałowi Sokolnickiemu, który dowodził przednią strażą. Książę dojechał gdzieś tak we wczesnych godzinach popołudniowych. Złośliwi twierdzili, że musiał odespać grę w karty i dlatego się późno obudził, ale jak już się obudził to i przybył. No to wszedł mocno w tę bitwę. I to jest jedna z legendarnych scen na obrazie Wojciecha Kossaka. O, Coś się stało? Nie, jest. Inaczej ten kontratak 8 pułku piechoty na Grobli Falenckiej, który książę poprowadził z karabinem w ręku i z fajką w zębach. I to jest zobaczymy, jest chyba tutaj Wojciech Kossak. No dobrze, ta bitwa, której wynik był trochę zaskoczeniem dla arcyksięcia Ferdynanda, skłoniła Austriaków do zawarcia pewnej konwencji z Poniatowskim, na mocy której armia polska opuszcza Warszawę, przeprawia się na prawy brzeg Wisły. I to jest decyzja. Na pozór kontrowersyjna, ale tak naprawdę miasto i tak by się nie dało obronić. Natomiast przechodząc na drugi brzeg Wisły armia zyskuje swobodę manewru i wykorzystuje to do wkroczenia do zaboru austriackiego, gdzie powstają nowe polskie pułki. Polacy wychodzą na linie komunikacyjne Austriaków, odcinają ich od połączenia z Czechami. Generalnie sukces i kampania kończy się wkroczeniem wojsk polskich do Krakowa. Zawarty w Schönbrunn traktat pokojowy przynosi przyłączenie do księstwa tzw. Galicji Zachodniej, do Krakowa. Książę zresztą wchodzi w sposób też bardzo dla siebie charakterystyczny, bo Austriacy, wiedząc, że będą musieli Kraków oddać, złośliwie oddali go korpusowi rosyjskiemu, który występował w tej kampanii jako teoretycznie jako sojusznik Napoleona, a tak naprawdę to raczej starali się zająć jak najwięcej zaboru austriackiego, żeby Polacy go nie zajęli, więc wystawili jakieś pikiety w Bramie Floriańskiej, które nie bardzo było wiadomo, co z nimi zrobić. Więc Poniatowski się ze sztabem rozpędzili konno i tak przejechali po tych pikietach. To jest taki właśnie, to jest książę Józef. Tak, proszę państwa i to jest moment, kiedy książę właściwie za życia, którego wielu lubiło, wielu nie lubiło. Nie powiedziałbym, że on był powszechnie szanowany. Raczej uchodził za człowieka sympatycznego, nieco postrzelonego i generalnie lekkoducha. A to jest moment, kiedy on zostaje w gruncie rzeczy żywym bohaterem narodowym. Pisarz Aleksander Fredro, który wtedy był porucznikiem w pułku ułanów, w pamiętnikach potem stwierdził, że Poniatowski w gruncie rzeczy nie był jakimś genialnym strategiem, ale był świetnym wodzem, bo wojsko go uwielbiało. Tu jest taka wizja Kossaka, późniejsza, do której bardzo koresponduje z tą opinią Aleksandra Fredry "Trzy po trzy" jeszcze jedna kwestia z czasów tuż po zakończeniu kampanii 89 roku i rozpoczęciem negocjacji pokojowych. Mamy bardzo interesujące źródło, bo Wiedeń postanowił, że może trzeba będzie zagrać politycznie z Polakami. Jakoś bardzo późno na to wpadli. To niezbyt dobrze o nim świadczy. No bo wojnę już przegrali i teraz sobie przypomnieli. Więc wysyła do Krakowa, znaczy nie do Krakowa... Miejscowości na drugim brzegu Wisły, na przeciwko Krakowa księcia Dietrichsteina. To jest taki dawny przyjaciel z czasów młodości księcia, który wyciąga księcia na taki sentymentalny spacer nad brzegiem Wisły. No i wspominają dawne czasy. Ale potem z raportu Dietrichsteina wynika jasno, że to jest rozmowa o tym, czy Polacy nie zdecydowaliby się na wariant austriacki, to znaczy odbudowa Królestwa Polskiego pod berłem habsburskim, a może pod berłem Poniatowskiego w jakichś wyraźnych związkach z Austrią? W każdym razie odstąpienie Napoleona. Dietrichstein napisał, że wszystkie dawne zalety odnalazł w Poniatowskim spokojny osąd rzeczy, wierność przyjętym zobowiązaniom, ale bez marzycielstwa, bez fanatyzmu i szkody dla własnego sposobu myślenia. Zauważył, że książę podziwia Napoleona jako wodza, ale zdaje sobie sprawę z tego, że ta gwiazda cesarza może kiedyś przygasnąć. I nie wierzył w trwałość imperium napoleońskiego, bo jak powiedział, wraz z klęską lub śmiercią cesarza, tak olbrzymia kolumna, która zdaje się aż do nieba sięgać, najprawdopodobniej rozpadnie się w gruzy, które Bóg wie komu i w jaki sposób będą służyły do wystawienia nowego gmachu. Dietrichstein przeprowadził też dyskretny sondaż w sprawie tego, czy Poniatowski nie miałby ochotę być wicekrólem, a może nawet królem. I z tego wynikło, że jak napisał zdaje się, że on nie myśli o Koronie ani o stanowisku wicekróla. Myśli, że skoro tylko rzeczy do końca dojdą, udać się do Warszawy i swojej posiadłości na odpoczynek do Jabłonny, stęsknił się. Do kolejnego spotkania, mimo nalegań Dietrichsteina nie doszło i to zostało ucięte przez Poniatowskiego, który doskonale wiedział, o co chodzi w tych przyjacielskich spotkaniach. On to uciął listem, który należałoby poddać pod rozwagę wszystkim politykom, którzy mają kłopoty z odróżnianiem sfery prywatnej od publicznej, bo pisał do swojego dawnego przyjaciela "Mój drogi, kocham cię z całego serca, ale ponieważ ty jesteś znakomitym Austriakiem, A ja dobrym Polakiem. Przecież to są rzeczy, co do których nie możemy się porozumieć, a tym mniej o nich mówić". I to jest koniec tej znajomości w gruncie rzeczy. W 1811 książę odrzucił kolejną ofertę, tym razem ze strony Aleksandra I i złożoną przez księcia Adama Czartoryskiego. Czyli przejścia Polaków na stronę rosyjską z kolei. Co więcej, poinformował o tym Napoleona i w niespełna półtora roku później na czele polskiego korpusu rusza wraz z Napoleonem do Rosji. No dobrze, a co z Kościuszką w tym czasie? No to już jest taki późny portret rysunkowy Kościuszki. Rezyduje u Piotra Zeltnera, adoruje jego piękną żonę Andżelikę. Złośliwi czy tylko niedyskretni twierdzą, że nie bez powodzenia. I że nie bez powodu jedna z córek Zeltnerów miała na imię Tadea, ale to może o niczym nie świadczyć akurat. No właśnie przyjmuje wizyty Polaków, pisze dzieło o manewrach artylerii konnej. Potem w 1808 roku wraz ze swoimi przyjaciółmi szwajcarskimi przenosi się do Solury i jeśli się spotyka z Francuzami, to dawnymi generałami z okresu rewolucji. Życie prywatne. No dobrze. Tymczasem książę Józef odbył wyprawę do Moskwy, która wcale nie miała zakończyć się w Moskwie. Wraca z niej chory, bardzo poważnie kontuzjowany. Po prostu koń go przygniótł, Miał połamane żebra. Długo dochodził do siebie, ale właściwie natychmiast przystępuje do odbudowy armii. Rozwój sytuacji wojennej sprawia, że w początkach 1813 roku armia musi odbudowywana. Opuszcza Warszawę. Pod naciskiem Rosjan i rusza do Krakowa, żeby znaleźć się pod osłoną korpusu austriackiego. Austriacy jeszcze wtedy są sojusznikami Napoleona dowodzonego przez księcia Schwarzenberga, dawnego znajomego z kampanii z kampanii tureckiej. I to jest ten moment, kiedy ta przyjaźń się jednak bardzo wyraźnie kończy, tzn. Poniatowski ma pretensje, odkrywa, że Schwarzenberg prowadzi podwójną grę i dogaduje się z Rosjanami i zamierza odsłonić Kraków. I to się kończy tak bardzo wymianą bardzo gorzkiej korespondencji. Wreszcie pod koniec. I to jest najważniejszy być może moment w biografii księcia politycznej, bo pod koniec 1812 roku część ministrów, ministrów Księstwa Warszawskiego, przede wszystkim Tadeusz Matuszewicz, Tadeusz Mostowski, postanawiają. Uznają, że Napoleon przegrał.

 

Nie jesteśmy mu już nic winni. Trzeba teraz szukać nowego rozwiązania, bo grozi nam IV rozbiór i likwidacja Księstwa Warszawskiego. I takim oczywistym rozwiązaniem, jakie się nasuwa jest Aleksander Pierwszy, który wielokrotnie mówił, że on bardzo lubi Polaków. Bardzo chciałby, że odbudowa Polski jest jego ulubioną ideą. Sympatyczny władca, prawda? Idealnym pośrednikiem do tego mógłby być i zostaje nim książę Adam Jerzy Czartoryski, czyli dawny przyjaciel cara i jego dawny minister spraw zagranicznych. Ale w to jest zaangażowana duża grupa, duża grupa i dygnitarzy, i nawet piękna Zofia z Czartoryskich Zamojska, która się kocha. Kocha w księciu Józefie też próbowała wywierać na niego jakiś wpływ. I teraz ten. Plan księcia Adama polegał na tym, że ministrowie ogłaszają neutralność Księstwa Warszawskiego i zrywają sojusz z Napoleonem. Wojsko Polskie zostaje w kraju I po pokonaniu Napoleona Aleksander pierwszy w jakiś sposób odbuduje Polskę. Ale tu znowu wracamy do kwestii gwarancji. W tym planie mieści się jedno Aleksander. Jeden ma publicznie ogłosić, że odbuduje Królestwo Polskie. Aleksander jest w takiej samej sytuacji jak Napoleon. W roku 806 ledwo się dogaduje z Prusami.

 

Musi przeciągnąć na swoją stronę Austriaków. Jeśli teraz ogłosi, że odbuduje Polskę, nic z tego nie będzie. W związku z tym nic nie mówi. I teraz. To kuszenie księcia kończy się na niczym, bo Zofia Zamojska napisała w naiwnie szyfrowanej korespondencji do swego męża, że książę ma pewne wątpliwości. Ale do rzeczy jasnej i pewnej na pewno przystąpi. No tak, ale właśnie ta jasna i pewna rzecz to są gwarancje oficjalne Aleksandra, których książę nie dostaje. No tak, ale dylemat jest. Pod koniec kwietnia Aleksander Linowski, przyjaciel księcia i wykonawcy jego testamentu, wchodzi do sypialni w Krakowie Poniatowskiego i książę mu pokazuje dwa pistolety pojedynkowe, które mówi. A dzisiaj w nocy dwa razy miałem w ręku i chciałem sobie w łeb strzelić, żeby wyjść z tego położenia jakoś. Na czym polega ten dylemat? No na tym, że jeśli. Jeśli Poniatowski dołączy do Napoleona, czyniąc zadość honorowi wojskowemu, a Napoleon przegra, to przepadnie też szansa odbudowy ewentualnej odbudowy Polski przez Aleksandra. Jeśli książę zaufa Aleksandrowi bez gwarancji, Aleksandrowi coś się odwidzi albo koniunktura polityczna się zmieni, to Poniatowski stracił ostatnią szansę odbudowania Polski przy pomocy Napoleona, który być może wygra tę wojnę.

 

Przecież tyle już tych wojen wygrał. No i teraz ten wybór jest zły i ten drugi też niedobry. I ostatecznie Poniatowski stawia na Napoleona, wychodząc z założenia, że honor wojskowy. Po drugie po pierwsze Napoleon wygrał tyle wojen, że być może teraz też wygra. Po trzecie Napoleon jest w gronie władców europejskich. Napoleon jest nadal tym, który dał Polakom najwięcej, bo dał im Księstwo Warszawskie, którego istnienie nadal uznaje. O tak, to nie jest jakaś mrzonka o ewentualnym przyszłym królestwie. To jest pewien konkret. I to jest te dwa tygodnie w Krakowie, wiosną w Krakowie. Właściwie to jest ten moment, kiedy książę dorósł do rangi męża stanu. Tak naprawdę. Bo to jest Jeśli pomyślimy o księciu sprzed kilkunastu lat, to to jest już zupełnie inny typ człowieka, inny typ rozumowania. Już nie myśli o sprawach wojska, kampanii, tylko myśli o strategii politycznej, bardzo ryzykownej. W 1813 roku książę bierze udział w kampanii jesiennej w kilku bitwach. 17 października pierwszego dnia bitwy pod Lipskiem zostaje mianowany jako jedyny cudzoziemiec marszałkiem Francji, co podobno przyjął bardzo obojętnie.

 

19 października ginie podczas próby przepłynięcia z koniem rzeki Elstery. I to jest ta wizja Horacego Verneta, wielokrotnie potem reprodukowana, prawda? Ten tragiczny epizod ma też swój taki sentymentalny, trochę sentymentalną puentę. Aleksander pierwszy na wieść o tym, co się stało, zwraca się do swojego otoczenia Słyszeliście? Wódz polski nie żyje. Tak. No i książę Schwarzenberg tak Zakrywa oczy i odjeżdża gdzieś tam wypłakać się po śmierci dawnego przyjaciela. Co z Kościuszką? Kościuszko na krótko wróci do polityki. Wiosną 1814 roku. Na prośbę Czartoryskiego. Chodzi o to, żeby propagandowo wesprzeć zabiegi Aleksandra Pierwszego na Kongresie wiedeńskim o odbudowę Królestwa Polskiego. Kościuszko się zgadza. Wyrusza do Wiednia i po przybyciu do Wiednia dowiaduje się, że Królestwo Polskie będzie mniejsze terytorialnie od Księstwa Warszawskiego. No więc pisze do Czartoryskiego, że to jest jakiś żart. To się nie może utrzymać, bo jesteśmy bardzo wdzięczni Aleksandrowi Pierwszemu za ten, za tę próbę. Ale, ale nie. To ja wracam do Solury. No i wraca do Solury, gdzie umiera 15 października 1817 roku. Wcześniej umiera na serce, ale wcześniej zaraził się.

 

On miał taki szlachetny obyczaj obchodzenia ubogich na sąsiednich ulicach i wspomagania ich. Czymś zaraził po prostu. I teraz proszę zwrócić uwagę, że mamy tutaj do czynienia też z dwoma takimi archetypicznymi rodzajami śmierci. Mamy śmierć bohatera i wojskowego. Poniatowski na obrazie Werneta i śmierć, filantropa i republikanina, który do ostatniej chwili zabiegał o jakichś ubogich. Mamy bardzo charakterystyczne testamenty. Książę Józef w testamencie jest już Zmierzam do końca. Sprzed wyprawy do Rosji. Zapisał majątek siostrze, ale zadbał o wszystkich swoich wierzycieli. Dał kilkuletnie odprawy dla wieloletnich służących, zabezpieczył przyszłość swoim ślubnym synom, a pieniądze przekazał pieniądze dla wieloletniej faworyty pani Devbaum, jakąś darowiznę na ubogich Warszawy, którzy wstydzą się żebrać. Nie wiem, jak on to sobie wyobrażał, ale to Linowski, jak rozumiem, jako wykonawca testamentu powinien. Ale testament arystokraty. Ale to jest też testament dowódcy, bo tak moje konie i broni napisał mają być puszczone na loterię i te bilety będą rozdane pomiędzy towarzyszy broni, którzy na to na to zasługują. Bardzo ciekawe. Tak, wojsku, czyli szeregowcom i podoficerom przekazuję najlepsze życzenia.

 

Mamy tu taki element wisielczego humoru trochę i zaległości pensji do podzielenia. Ponieważ Poniatowski jako minister, minister wojny nie pobierał pensji, więc tam paroletnie zaległości były. Niech wojsko da sobie chwilę wesołą wypijając na moją intencję. Co z Kościuszką? No, pieniądze dla idei Zeltner i jej sióstr. Dla generała, przyjaciela generała Paszkowskiego, zwalnia z pańszczyzny chłopów Ciechanowiczach, ale pod warunkiem, że założą szkołę dla dzieci. Uposaża Zakład Sierot w Solurze 1000 franków dla ubogich, pod warunkiem, że będą nieść trumnę na cmentarz. Natomiast zaległe pieniądze od władz Stanów Zjednoczonych przeznacza na wyzwolenie i edukację pewnej liczby niewolników. Wykonawcą tego testamentu miał być prezydent Adams, który jak już przyszło co do czego, to powiedział Nie, nie, to może lepiej nie. Więc tego punktu nie wykonano. I to jest testament filantropa i republikanina. Tak, dwaj bardzo różni bohaterowie. Obaj doczekali się, nie doczekali się. Przepraszam, Dobrze. Pożegnały uroczyste obchody żałobne. Obie trumny spoczną na na Wawelu, bo zgony, hołdy chyba trochę inne w treści i formie. Może w obu przypadkach mamy z jednej strony arystokratyczny wojskowy honor, prawda?

 

Odwaga kontra republikanizm, wierność zasadom równości i wolności. Ja mam wrażenie, że gdyby tak szukać pewnych kulturowych uwarunkowań, to książę Kościuszko jest takim bohaterem oświeceniowo sentymentalistycznym. Książę Józef to jest taki sentymentalizm przełamany z romantyzmem. W gruncie rzeczy mamy bardzo różne postawy. Czyli książę, który to jest taki arystokratyczny lekkoduch, który dojrzewa, taki kosmopolityczny, który w pewnym momencie odkrywa, że istnieją sprawy. Ważniejsze niż służba wojskowa, honor, arystokraty, przyjemności. Prawda, że ważne jest też to, jak się sprawy służy i z gotowością do ryzyka w imię politycznej szansy. Natomiast w przypadku Kościuszki chyba mamy do czynienia, przepraszam, z wiernością zasadom, nawet za cenę bierności w wybranej bierności politycznej. Oni się z biegiem czasu zresztą staną takimi bohaterami komplementarnymi, bo przychodzi mi teraz na myśl taka kartka pocztowa, patriotyczna z roku 1920 bodajże. Nie, przepraszam, nie, to jest po śmierci Piłsudskiego, gdzie na progu takiej świątyni sławy Piłsudskiego, wkraczającego do niej po stopniach zmarłego niedawno Piłsudskiego, wita ją właśnie książe Józef Kościuszko ramię w ramię, prawda?

 

Proszę państwa, skoro to ma być wykład popularny, pomyślałem, że nie musimy być do końca naukowi i można sobie pozwolić na pewien element szaleństwa. I postanowiłem sporządzić taki wykres intensywności zaangażowania w życie publiczne, który jest absolutnie taki woluntarystyczny. Prof. Kopczyński zaraz złapie się za głowę i wyjdzie z sali, ale no dobrze, zaryzykuję. Tak. No więc tak więc Kościuszko to jest ta niebieska linia. Poniatowski bordowa, różowa. Przyjąłem, że bycie naczelnikiem powstania narodu to jest 10 na 10. Wódz naczelny Wojska Polskiego w latach 808 13. Też 10 na 10. Cała reszta jest dowolna. Tak więc tak. No widać, że oczywiście. Przepraszam, widać, że te biografie są trochę przesunięte w fazie. No bo jednak Kościuszko jest trochę starszy, ale też widać, że Kościuszce wszystko przychodzi z większym trudem. Jednak widać też bardzo charakterystyczny spadek, całkowity spadek aktywności związany z sytuacją polityczną. Tak po trzecim rozbiorze. Oni tak z dziesięciu spadają na jeden mniej więcej, prawda? No i później widać bardzo, bardzo charakterystyczne. Ten okres chyba wybranej i celowej bierności politycznej Kościuszki przy takim zenicie wpływów Poniatowskiego.

 

W gruncie rzeczy nie wiem, czy coś z tego wynika, ale pomyślałem, że każdy porządny wykład powinien mieć jakiś wykres. Dobrze, proszę państwa, ja mógłbym tak długo jeszcze mówić, bo to jest też kwestia pewnych biografii. Mają też swoje tajemnice, ale już nie ma, jak sądzę, czasu, żeby dłużej o tym opowiadać. Także dziękuję państwu bardzo za uwagę. Jeśli macie państwo jakieś pytania, to to spróbuję odpowiedzieć.

 

Dziękuję, panie profesorze. Proszę państwa, mikrofon państwa. Czy są jakieś pytania do profesora? Profesor Kopczyński.

 

Ja nie będę nic mówił o statystyce, tylko mam pytanie takie alkowiane, ci nieślubni synowie księcia Józefa. Jeden umarł w Algierii w 55 roku. On miał za żonę Angielkę i tam jakieś francuskie nazwiska. Ale we Francji byli tacy politycy. Do dzisiaj chyba są znane postacie W każdym razie się nazywają Poniatowski. I czy to jest jeden.

 

Jeden z tych nieślubnych synów miał nazwisko Chmielnicki od majątku jednego z majątku Poniatowskiego, drugi, drugi to był Józef Ponitycki, to był syn Zofii Czosnowskiej. Czyli to nie to, to są jakieś inne, być może po Stanisławie Poniatowskim, bratankowi bratanków króla, to może, ale nie jestem pewien.

 

Dziękuję. Jeszcze pytanie.

 

Bardzo dziękuję za świetny wykład, który poruszył tyle tematów z naszej wystawy. Można by pomyśleć teoretycznie o trzech żywotach równoległych z trzecią osobą w postaci Jana Henryka Dąbrowskiego, który został wplątany nieraz w narracje. Chciałbym zapytać, dlaczego w panteonie narodowym, o ile Kościuszko prawdopodobnie na pierwszym miejscu, Poniatowski prawdopodobnie na drugim, ale jednak obaj na Wawelu, a w Warszawie może Poniatowski, nawet Kościuszko. Dlaczego Jan Henryk Dąbrowski, pomimo tego, że hymn narodowy nosi jego nazwisko, jest tak wyraźnie na trzecim miejscu.

 

To jest bardzo dobre pytanie. Nie jestem pewien, czy znam odpowiedź. Wydaje mi się, że tak. Poniatowski, Dąbrowski przy wszystkich swoich zasługach to jest człowiek trochę z drugiego planu, bo on nigdy nie był wodzem naczelnym, a Kościuszko był naczelnikiem. Poniatowski był wodzem naczelnym przez ładnych parę lat. Dąbrowski był. Miał szansę objąć stanowisko wodza naczelnego po bitwie pod Lipskiem. Ale to już tylko parę tysięcy ludzi. Napoleon zresztą powiedział, że go nie chce, bo on jest za stary, więc może dlatego to jest. Poza tym. No dobrze, bohaterem zostaje się ze względu na Narodowym, ze względu na swoje dokonania, ale też na pewną pewną charyzmę oraz zdolność do oddziaływania, a nawet pośmiertną, na pewnej biografii, na zbiorową wyobraźnię. Dąbrowski był człowiekiem trochę bez polotu. Prawdę mówiąc, to był wychowany w Saksonii, solidny oficer z dobrym rzemiosłem, ale ani żadnych skandali, ani popisów odwagi, ani jego się najbardziej podziwia chyba za upór. To znaczy, że zaczynał jakąś. Podejmował jakąś inicjatywę wojskowo polityczną. Po roku koniunktura się całkowicie zmieniała, a on nie rzucał tego wszystkiego dalej.

 

Czekał, aż się koniunktura poprawi. I tak wytrwał niesłychanie wytrwały człowiek, bardzo dobry organizator, bardzo ceniony w Wielkopolsce. Natomiast to nie jest postać, która znaczy żołnierze go lubili, ale to nie jest postać, która porwie wyobraźnię potomnych. O. Kościuszko jakieś przygody amerykańskie, jakieś więzienie. Insurekcja. Kosy. Sukmany. On się z czymś kojarzy. Poniatowski. Też prawda. Tylko inne są tam takie cechy charakterystyczne czy atrybuty bohatera? Natomiast Poniatowski był taki dosyć solidny i niewątpliwie zasłużony, Ale. No tak, służył, służył, miał swoje zasługi. No i potem umarł ze starości. No nie, ja nie chcę ironizować. Znaczy ja tak się zastanawiam nad tym, jak się tworzy legenda po latach czy przez generacje, prawda? On nawet nie miał żadnego epizodu. On uczestniczył w wielu bitwach. Niewątpliwie był osobiście odważny. To widać w tych kampaniach. Natomiast tam nie ma nawet żadnego tego. Książę Józef ma jakiś Karabin w ręku, fajka w zębach i atak na Grobli Raszyńskiej, albo jakieś tam wariactwa konne. Natomiast u Kościuszki też by się coś tam znalazło.

 

U Dąbrowskiego tego nie ma. Taki kompetentny dowódca, tak bardzo zasłużony i niewątpliwie jeden z najlepszych polskich generałów w wieku XIX. Ale on chyba nie miał szans, żeby przebić się w takim, w tym procesie tworzenia się legendy czy tworzenia mitu. Tak mi się wydaje.

 

Przekazuje dalej. A mogę skomentować przepraszam, bo też właśnie mi się wydawało, że trochę ad vocem, że w pana wykładzie, profesorze, tak naprawdę widać bardzo, z czego się składa bohater. To znaczy jakie powinien mieć cechy. I to nie są koniecznie te same cechy, ale w jakich rejestrach powinien być postrzegany po to, żeby właśnie zostać postacią zapamiętaną. I wydaje mi się, że dzisiaj moglibyśmy powiedzieć postacią medialną. Popularną, ale taką, która właśnie łączy wiele takich cech. A co ciekawe, to nie muszą być zawsze te same. Te żywoty nie muszą być wcale podobne do siebie.

 

Jeśli można, to ja tylko dodam, że w przypadku Kościuszki, Poniatowskiego to są dwa inne modele bohatera, bo Kościuszko jest człowiekiem niezłomnym, odważnym, niesłychanie porządnym, zrównoważonym, konsekwentnym. Natomiast główną zaletą Poniatowskiego jako potencjalnego bohatera legendy jest to, że on. Miał masę grzechów na sumieniu, lekkomyślny był hazardzista i to wszystko nie przeszkodziło. A mimo to jest materiał na amerykański film, biografię. Jak ktoś taki całkowicie niepoważny, nagle zostaje mężem stanu. To dlatego. Dobra, przepraszam.

 

Panie profesorze, jestem przewodnikiem po wystawie tutaj w muzeum i grupy są oczywiście zainteresowane takimi frywolnymi bardziej elementami historii. W związku z tym pytanie czy jest prawdą, że Stanisław August sfinansował podróż Kościuszki do Stanów Zjednoczonych, aby uchronić go przed konsekwencjami prawnymi romansu czy potencjalnego romansu i próby porwania panny Ludwiki?

 

Czy to raczej chodziło o przestępstwo porwania panny, prawda? Bo, jak rozumiem, jest ten raptus czy coś takiego, Pewnie jeszcze obowiązujące. Przyznam, że nie wiem, bo ja nie znam jakichś takich źródeł, które by jednoznacznie odpowiadały na to pytanie. Przypuszczam, że jednak to stypendium było chyba wcześniej trochę planowane. Tak? Ale, ale. Tak, ale.

 

Do Stanów Zjednoczonych Gdzieś natrafiłem na informację, że król mu dał tam 100 talarów czy czegoś. Powiedział uciekaj?

 

Nie, bo to już było. Później to to już było. Znaczy wydaje się, że tutaj. To jest kłopot. Prof. Butterwick lepiej zna to źródło, ale moim zdaniem. Ale moim zdaniem w tego typu tego typu sprawy nie zostawiają po sobie śladu. Na ogół tak. Bo albo są zbyt kłopotliwe, albo są zbyt drobne też dla osób w to zaangażowanych. I potem możemy tylko się domyślać.

 

Czy to jest w kontekście takim, że przedstawia się podróż Kościuszki do Stanów Zjednoczonych jako formę właśnie, no, zaangażowania w ideały republikańskie, a być może to była po prostu ucieczka przed konsekwencjami prawnymi w kraju.

 

No ale jednak nie. To znaczy on mógł uciec, gdyby chciał uciec przed konsekwencjami prawnymi tego niedoszłego czy nieudanego porwania, no to wystarczyłoby, żeby wyjechał do Saksonii, prawda? Albo, no nie wiem, wstąpił na służbę w wojskach kolonialnych brytyjskich gdzieś tam. To jednak był wybór, Jednak w dużej mierze pewnie po części pragmatyczny, bo mu powiedziano, że tam potrzebują inżynierów wojskowych. Tak, ale jednak w dużej mierze też ideowy. No bo pamiętajmy o tym, że ta podróż była strasznie niebezpieczna, a Kościuszko mało nie utonął przecież w katastrofie, gdzieś u Brzegów, u brzegów Ameryki.

 

A ostatnio mieliśmy ten spektakl Kościuszko na Martynice, to podróż Kościuszki do Ameryki było konsekwencją jego podróży do Francji, tam, gdzie spotkał Franklina. Więc to, że Stanisław August już zawczasu miałby mu finansować podróż do Ameryki, wydaje mi się mało prawdopodobne. W każdym razie nigdy nie trafiłem na żadne źródło.

 

Franklin płacił takim stwierdzili.

 

No tak, No bo on miał po prostu werbować ochotników, tak?

 

Czy ktoś jeszcze, proszę państwa?

 

Panie profesorze, chciałem zapytać o taką kontrowersyjną, powiedzmy, sytuację. Chodzi o śmierć Poniatowskiego. Właśnie ostatnio były te informacje, że gdzieś tam zostały odtajnione jakieś źródła francuskie, że to jednak Francuzi postrzelili już rannego Poniatowskiego, który który był ranny, ale został przez pomyłkę postrzelony po prostu.

 

Ja wiem, znaczy tak, bo to jest taka wersja, która krąży już od dawna. Może w ten sposób znaczy. Tutaj nie wiem, czy się koledzy ze mną zgodzą, ale czasami jest tak, że historyk, żeby się przebić do szerszej publiczności, potrzebuje wygłosić kontrowersyjną tezę, zwłaszcza zwłaszcza w historiografii zachodnioeuropejskiej. To jest pomysł francuski, że to tak naprawdę taki friendly fire, jak to mówią Amerykanie. Ja to trochę trochę się temu. Nie ma żadnych archiwów, które można by odtajnić, bo nikt o tym nie napisał raportu, nie ma takiego dokumentu. No chyba, że gdzieś leży, ale jeszcze go nikt nie znalazł. Ale wątpię. To się. Ta hipoteza opiera się na takim założeniu, że książę chciał przepłynąć z brzegu, na którym już tam Rosjanie i Prusacy. Dobijali resztki Polaków i Francuzów na drugą stronę, gdzie teoretycznie powinny znajdować się jeszcze oddziały francuskie. I w momencie, kiedy wspinał się z koniem na to niestety o cembrowaną o cembrowane brzegi Elstery, no to otrzymał postrzał w piersi i po prostu odruchowo pociągnął konia na siebie i.

 

I spadli, Spadli obaj do do rzeki. No dobrze, tylko że tak mamy do czynienia z końcową fazą bitwy pod Lipskiem. I to jest taka sytuacja, w której na pewnym odcinku tej bitwy wszyscy strzelają do wszystkich, jest piramidalny bałagan. Nie ma żadnej gwarancji, że nie. Na drugim brzegu rzeki nie było akurat Austriaków albo Rosjan. Kompletnie nie wyobrażam sobie. Nie jestem sobie w stanie wyobrazić sytuacji psychologicznej strzelca francuskiego, który widzi, że z rzeki próbuje się wygramolić pojedynczy jeździec na koniu. Tak, gdyby on jeszcze jechał na czele szwadronu, prawda? No to może warto do niego strzelać? Po co do pojedynczego jeźdźca? To znaczy Nie, nie, ja w to kompletnie nie wierzę. Ale co więcej, nie ma żadnych twardych dowodów na to, że tak mogło być. Moim zdaniem nie ma też twardych dowodów na to, że to był postrzał w klatkę piersiową, a nie postrzał z drugiego brzegu w plecy na przykład. Bo te obdukcje, które tam robiono, jakiś lekarz to obejrzał i powiedział no tak, tak, ale nie ma żadnego protokołu, nawet porządnego z tego.

 

Także ja raczej bardzo sceptycznie do tego podchodzę.

 

W tamtych czasach.

 

No nie, nie, no to jest oczywiście. No chyba, że tak. No chyba, że generalnie są takie kłęby dymu, no ale nie. No ale strzelić? No tak, to prawda, jakaś zabłąkana kula mogła być. Znaczy wiecie państwo, gdyby to nawet była kula francuska, czego nie jesteśmy w stanie udowodnić, to i tak nie znaczy, że Francuzi celowo zabili nam bohatera narodowego, prawda? To tylko pokazuje to, o czym mówił, o czym powiedział prof. Kopczyński. Czy na polu bitwy, gdzie dzieła broni czarnoprochowa snują się gęste kłęby białego i o dziwo dymu i czasami w ogóle nie wiadomo do czego się strzela. Taki przypadek teoretycznie jest możliwy, ale nie ma żadnych dowodów na to, że on w tym przypadku akurat znaczy w tej sytuacji akurat nastąpił.

 

Trzeba by zbadać pewnie kierunek kuli i jak przebiegała, więc dzisiejsze pewnie technologie by sobie z tym poradziły, ale proszę państwa, wspaniale, Bardzo, bardzo panu dziękujemy. Wykład był arcyciekawy.

 

Za długi.

 

Przepraszam. Chyba nikt z nas tego by nie powiedział. Jesteśmy bardzo zadowoleni, że przyszliśmy dzisiaj. Mogliśmy wysłuchać tych dwóch życiorysów równoległych. Bardzo panu dziękuję jeszcze raz, że zechciał Pan, Panie Profesorze, przyjąć zaproszenie do nas, do Muzeum Historii Polski. A Państwa zapraszam na następny wykład już 4 grudnia. Prof. Chwalba do nas przyjdzie, opowie o tradycji powstańczej w wieku XIX. Serdecznie Państwu dziękuję za dzisiejszy wieczór i zapraszam Do zobaczenia za uwagę.

 

 

Dane o obiekcie

Opis

Dlaczego jednych bohaterów wspominamy z dumą, a innych – z zadumą? Co łączyło, a co dzieliło Tadeusza Kościuszkę i księcia Józefa Poniatowskiego – dwie ikoniczne postacie polskiej historii?

Podczas spotkania sięgnęliśmy po klasyczną konwencję „żywotów równoległych”, wywodzącą się od Plutarcha z Cheronei. Zestawienie dwóch biografii to nie tylko fascynująca podróż przez dzieje, ale i pretekst do głębszej refleksji nad ludzką naturą – cnotami, błędami, wyborami moralnymi i politycznymi. 
Wspólnie zastanowiliśmy się, co sprawiło, że pomimo różnic – charakterów, przekonań, a nawet okoliczności śmierci – obaj zostali otoczeni kultem narodowej pamięci.