Straszna wojna - Mediateka - Muzeum Historii Polski w Warszawie SKIP_TO
Wizyta w muzeum Przejdź do sklepu
Filmy dokumentalne
Audiovideo

Straszna wojna

Czarny Słoń (koproducent); Geremek, Rafał (scenariusz i reżyseria); Muzeum Historii Polski (producent); Janczewski, Adam (autor); Kowalewska, Katarzyna (dźwięk); Kubacki, Łukasz (konsultacja historyczna); Ondruska, Ludek (zdjęcia); Racinowski, Piotr (zdjęcia); Stremecki, Marek (scenariusz); Szukała, Michał (konsultacja historyczna);

28/02/2023

Transkrypcja

Narrator: Przed 1914 rokiem niewielu podejrzewało,  jak bardzo będzie to niszczycielska wojna. Jednym z tych, którzy przewidywali nadchodzącą hekatombę  był Jan Bloch, polsko-żydowski milioner z Warszawy,  który ufundował nawet instytut produkujący prorocze raporty  o nowoczesnych konfliktach zbrojnych. Przyszła wojna miała być pozycyjna i wyczerpująca. Miliony żołnierzy miały zginąć, przestrzegał Bloch. Nikt nie chciał go słuchać. Dla wielu Polaków I wojnę światową symbolizuje Szwejk. Wielu myśli, że na tej wojnie było, jak w filmie "C.K. Dezerterzy". Nic bardziej mylnego.

prof. Ryszard Kaczmarek (historyk): Dla większości rekrutów I wojna światowa, dla rekrutów w wojsku niemieckim, była jednak mimo wszystko zjawiskiem nowym. Oni znali wojnę w armii pruskiej  z opowiadań swoich dziadków albo ojców, którzy walczyli w XIX wieku w wielkich wojnach pruskich. Ale ta wojna była inna. Po raz pierwszy wojska niemieckie, szczególnie w 1914 roku, w stosunku do ludności cywilnej w Belgii  i w północno-wschodniej Francji po raz pierwszy zastosowały terror.

Narrator: Na wszystkich frontach Wielkiej Wojny  rozpoczęło się rozstrzeliwanie cywilów pod byle pretekstem.

prof. Ryszard Kaczmarek (historyk): Zachowała się rzeczywiście relacja Polaków niedaleko Louvegné,  którzy uczestniczyli w rozstrzeliwaniu dwóch,  no prawdopodobnie zupełnie niewinnych, jak wynika z tych relacji, rowerzystów.

prof. Andrzej Chwalba (historyk): Działania wojenne w Europie były prowadzone  na froncie zachodnim, ale ten front był płytki. On się zbliżał, co najwyżej do Paryża. Objął Belgię i północno-zachodnie skrawki Francji. Natomiast front wschodni kilkakrotnie przetaczał się przez ziemie Polski, objął pięć szóstych ziem II Rzeczpospolitej, prawie całą Galicję,  z wyjątkiem skrawka zachodniego na zachód od Krakowa,  objął całe Królestwo Polskie i tę część ziem zabranych,  która weszła w skład II Rzeczypospolitej  w latach 1918, 1920, 1922 z Galicją Wschodnią. W wypadku Galicji Wschodniej Królestwa, mówię, front się przesuwał dwu-, a nawet trzykrotnie, prawda. Bowiem wojna miała charakter w mniejszym stopniu manewrowy, a bardziej okopowy, czy pozycyjny,  co oznaczało zniszczenie dosłownie wszystkiego, co się znajdowało między walczącymi stronami.

Narrator: Carska armia już na początku wojny  wdarła się głęboko do Prus Wschodnich. Rosjanie zostali pobici pod Tannenbergiem w sierpniu 1914 roku i dopiero wtedy zaczęło się wypieranie Rosjan z tej krainy. Cały świat pamięta o zniszczonym belgijskim Louvegné,  ale mało kto pamięta o tym, że w sierpniu 1914 roku  Niemcy zbombardowali Kalisz, niszcząc miasto w 90%. Ktoś ostrzelał kolumnę niemieckiego wojska, dlatego dowódca od razu postanowił ukarać całe miasto.

dr Piotr Szlanta (historyk): Na miasto spadły represje. Zostało ono ostrzelane z artylerii,  planowo podpalono całe sektory tego miasta. Łącznie zginęło około 250 jego obywateli  w wyniku rozstrzelania bądź ostrzału artyleryjskiego. Ludność miasta skurczyła się  z 65 tysięcy do 5 tysięcy.

Narrator: Na ziemiach zaboru rosyjskiego  toczyły się nie mniej zacięte walki. W grudniu 1914 roku w wielkiej operacji  zaczepnej zwanej bitwą pod Łodzią  straciło życie 200 tysięcy żołnierzy. Mało kto wie, że w walkach nad Bzurą i Rawką  doszło do dwóch ataków gazowych. Niemcy użyli ciekłego chloru wypuszczonego z butli  rozmieszczonych przed linią okopów rosyjskich. W pierwszym z nich, 30 maja 1915 roku  w podżyrardowskim Bolimowie  zginęło co najmniej 2 tysiące carskich żołnierzy. Dobrze znana jest historia ataku gazowego w belgijskim Ypres,  ale o tym, że w Polsce dokonano podobnej zbrodni wie niewielu. O ile armia kajzera Wilhelma II potrafiła się bić,  o tyle armii austro-węgierskiej szło kiepsko. Po początkowych sukcesach w Królestwie Polskim  Austriacy zostali zmuszeni do odwrotu,  a armia rosyjska podeszła pod Kraków. Po dwóch przegranych bitwach Rosjanie cofnęli się  w rejon Beskidu Niskiego z zamiarem sforsowania Karpat. Gdyby to i mi się udało  los monarchii austro-węgierskiej byłby przesądzony. Przez 173 dni oblegana była chluba cesarstwa,  ogromna twierdza Przemyśl. Jej obrońcy poddali się 23 marca 1915 roku  w obliczu głodu i groźby buntu. Dzień wcześniej wysadzono w powietrze działa,  forty i mosty na rzece San.

Krzysztof Kopaliński (Stowarzyszenie Historycznego Galicyjskiego Pułku Artylerii Fortecznej): Jest to jedna z trzech wielkich twierdz  po Verdun w Antwerpii i twierdza Przemyśl. Nigdy nie została zdobyta. Trzy razy oblężona.

Narrator: Na początku maja 1915 roku pod Gorlicami  połączone siły niemieckie i austro-węgierskie rozgromiły Rosjan. W samym mieście pamięć o wydarzeniu jest ciągle żywa. Jeszcze dzień przed bitwą armia carska podpaliła miasto. W toku walk zostało ono prawie starte z powierzchni ziemi. Prawie w 90% zniszczone zabudowania Gorlic,  najróżniejsze pozostałości po stacjonujących  i przemieszczających się na zmianę oddziałach,  setki kilometrów okopów i umocnień ryjących ziemię,  mnóstwo niewybuchów, tymczasowe groby w każdej części miasta,   w każdym niemal przydomowym ogródku, rowie,  w każdym najmniejszym nawet zagajniku, mnóstwo niepogrzebanych ciał żołnierzy,  niezliczona ilość rannych,  a do tego niesamowita bieda, głód,  choroby i wyniszczenie fizyczne oraz psychiczne ludności,  ludności, która miała szczęście  znajdować się przez kilka miesięcy na samej linii frontu, w centrum jednego z najważniejszych wydarzeń  w dziejach wojny światowej,  wspominał ksiądz Bronisław Świeykowski, wojenny burmistrz miasta.

Katarzyna Liana (C.K. Piechoty obrony krajowej nr 32): Ksiądz kanonik Bronisław Świeykowski przez ówczesnych gorliczan,  ale także przez teraźniejszych, wspominany jest bardzo sympatycznie,  z wielką prawie czcią. Bardzo dużo dobrego zrobił dla mieszkańców Gorlic. Wielu uratował przed śmiercią,  zarówno tych posądzonych o szpiegostwo, jak i tych, którym groziła śmierć głodowa. Wstawiał się u nich u komendanta rosyjskiego,  organizował żywność z narażeniem własnego życia,  niejednokrotnie starał się tutaj zapewnić warunki ludności,  która w czasie oblężenia pozostała w mieście.

prof. Andrzej Chwalba (historyk): Rosjanie wycofując się w 1915 roku  zostawiali dosłownie kamień na kamieniu. W 1914 roku zachowali się inaczej. W 1915 roku jakby przeczucie, że już tu nigdy nie wrócą, a nie chcąc by zasoby wpadły w ręce wroga, niszczyli, co można było zniszczyć. Tylko niekiedy łapówka, przekupienie Kozaków  czy innych oddziałów ekspedycyjnych, pozwalały na uratowanie majątku. Niszczono obiekty przemysłowe na wsi: gorzelnie, tartaki, młyny. Niszczono stawy, wycinano drzewa owocowe,  podpalono dwory i pałace. Całe wsie puszczano z dymem. W listopadzie 1918 roku w Galicji pół miliona ludzi  mieszka w lepiankach, nie ma własnych domów. Lepiankach czy jakichś takich powiedziałbym domkach  skleconych z tego, co było pod ręką, szałasach, prawda. Przepędzano setki tysięcy ludzi na wschód.

Narrator: Czego nie zniszczyli bądź nie zrabowali Rosjanie,  rozkradali okupanci niemieccy. Większość maszyn w łódzkich fabrykach zdemontowano i wywieziono.

prof. Andrzej Chwalba (historyk): Powoli zostawała sama skorupa zakładów:  komin i hale fabryczne. Łódź, która miała prawie pół miliona mieszkańców,  pod koniec wojny ma 300 tysięcy mieszkańców,  dlatego że część ludzi wyjechała na roboty do Niemiec,  część opuściła Łódź, przeniosła się na wieś,  gdzie można się było w swoich rodzinach  lub u bliskich znajomych wyżywić, mogli tam znaleźć pracę. W mieście nie można było znaleźć pracy. Mówiono, że miasta polskie wyglądały po zakończeniu wojny  jako miasta przemysłowe,  bowiem z tych miast pozostały tylko kikuty murowanych kominów. I wszystkie miasta były zniszczone. Duże miasta typu: Kraków, Lwów  czy Warszawa zniszczone nie były,  ale małe miasta, miasteczka zwłaszcza, uległy niekiedy pełnemu zniszczeniu.

Narrator: Polacy na frontach pierwszej wojny bili się dzielnie, bo wierzyli, że zaborcy zwrócą im wolną Polskę. Pod Rokitną polscy Ułani  przeprowadzili jedną z najbardziej brawurowych szarż w tej wojnie. Pod Kostiuchnówką w 1916 roku 5,5 tysiąca polskich żołnierzy powstrzymało 13 tysięcy nacierających Rosjan. Niemieccy dowódcy byli pod wrażeniem hartu ducha Polaków, którzy nie uciekali z pola walki, jak żołnierze austro-węgierscy. Polacy płacili za swą odwagę ogromnymi stratami. Tylko pod Kostiuchnówką zginęło 2 tysiące Legionistów,  prawie 40% walczących. Żołnierze, najcięższe z dotychczasowych naszych bojów  przebyliśmy w dniach ostatnich. Ogień artylerii z nieznaną nam dotąd potęgą szalejący na naszych okopach, masowe ataki na nieprzyjaciela,  przebijanie się bagnetem przez piechotę wroga,  masowe również szarże kawalerii rosyjskiej,  wreszcie odwrót w nadzwyczajnie ciężkich warunkach,  oto cośmy przeszli w ciągu kilku dni. Pomimo krwawych i ciężkich ofiar któreśmy złożyli, cofnęliśmy się z każdorazowej pozycji jedynie wtedy, gdyśmy byli prawie otoczeni. Schodziliśmy zawsze ostatni z pola,  przeciwstawiając wszędzie na naszym froncie nowy opór przemocy. Legenda Legionów Piłsudskiego sprawiła, że patrzymy przez ich historię na udział Polaków  w I wojnie światowej. Tymczasem Legionistów nie było więcej niż dwadzieścia tysięcy,  zaś armia polska we Francji w 1918 roku  liczyła ponad 50 tysięcy żołnierzy. Zapomnianą tragedią tej wojny są polegli polscy żołnierze,  którzy nie służyli w polskich formacjach  tylko od razu byli wcielani do armii państw zaborczych. Było ich ponad 3 miliony. Około pół miliona naszych rodaków straciło życie w Wielkiej Wojnie  walcząc w mundurach obcych mocarstw. Tylko w dawnej Galicji o tragedii I wojny światowej  zaświadcza ponad 400 cmentarzy wojennych. Ponad 70 z nich zostało zrewitalizowanych  głównie przez społeczników.

Roman Frodyma (Inicjator Rewitalizacji Galicyjskich Cmentarzy z I wojny światowej): Stojąc na tym wzgórzu,  gdzie tam za moimi plecami widzimy głębokie, takie granatowe góry, to Karpaty. Ot takie pagórki by ktoś powiedział,  żadne to góry, bo tutaj wysokości nie przekraczają tysiąca metrów. Ale proszę sobie wyobrazić, jeżeli tu była straszliwie ciężka zima,  zaspy sięgały do półtora metra, a mrozy miały po 20-30 stopni,  jeżeli za chwilę była odwilż, nie było drogi, nie było jedzenia, lodowate zupy donoszono żołnierzom na front,  to przecież tu była wojna krwawa. Proszę pamiętać, że to tu na tych polach poległo ponad 60 tysięcy ludzi,  a więc ponad 18% wszystkich poległych tutaj na ziemi galicyjskiej,  to są groby żołnierzy polskich.

dr Piotr Szlanta (historyk): Skala strat ludzkich w I wojnie światowej  przekraczała najbardziej pesymistyczne założenia  z okresu przed 1914 rokiem. Jeden przykład. No armia austro-węgierska od sierpnia do grudnia 1914 roku  straciła około 800 tysięcy żołnierzy. To byli zabici, ranni, chorzy, dezerterzy, osoby wzięte do niewoli. To był dwukrotny pokojowy etat tej armii. Ginęli także w szeregach armii austro-węgierskiej Polacy. Grupą, w której odsetek strat był najwyższy byli młodsi oficerowie,  którzy podrywali żołnierzy do ataku.

Narrator: Dla Polaków nigdy nie było bardziej bratobójczej wojny. Rosja, Niemcy i Austro-Węgry wysyłały na front wschodni  rekrutów z przygranicznych terenów. Polacy musieli zabijać innych Polaków i dobrze o tym wiedzieli.

dr Piotr Szlanta (historyk): Bitwa pod Tannenbergiem miała także charakter bratobójczy.  Od południa na Prusy Wschodnie  uderzała druga Armia Warszawska,  w której także walczyło wielu Polaków. No generalnie w jednostkach rosyjskich  Polacy stanowili kilkanaście procent stanów. Z kolei w skład 8. Armii Niemieckiej broniącej Prusy Wschodnie  wchodził 17. Korpus z Gdańska, gdzie walczyło sporo Pomorzan. Z kolei w 20. Korpusie z Olsztyna walczyli polskojęzyczni Mazurzy. Pod Łowczówkiem i Wielką Wsią na północ od Tarnowa  w Wigilię 1914 roku przyszło spotkać się polskim Legionistom  walczącym u boku armii austro-węgierskiej z Polakami  walczącymi w pułkach syberyjskich  i podczas przerw w walkach  polscy żołnierze walczący po obu stronach frontu  na zmianę śpiewali polskie kolędy. Po zakończeniu kolęd i chwili ciszy  legioniści wezwali Polaków w rosyjskich mundurach  do przejścia na ich stronę. Spotkało się to z odpowiedzią w języku rosyjskim:  " Sibirskiye strelki ne sdayutsya" czyli  "Strzelcy Syberyjscy nie poddają się".

Narrator: Profesor Ryszard Kaczmarek  odnalazł jedną z najbardziej poruszających historii  z Wielkiej Wojny z polskim udziałem. W maju 1915 roku toczyły się walki we francuskim Lorett  o wzgórze, na którym stała kaplica poświęcona Matce Boskiej. Po jednej stronie walczyli Górnoślązacy wcieleni do niemieckiej armii,  po drugiej stronie Bajończycy,  polscy ochotnicy walczący u boku wojsk francuskich.

prof. Ryszard Kaczmarek (historyk): To jest miejsce porównywalne, oczywiście nie liczbowo,  ale jeżeli chodzi o znaczenie symboliczne,  w jakiś sposób z Monte Cassino. To jest bardzo podobna sytuacja. Znaczy tyle tylko, że jak gdyby sytuacja jest odwrotna. U góry są Francuzi i Polacy, na dole walczyli Górnoślązacy. Mało tego, oni wiedzieli o tym, że...  w każdym razie Ślązacy wiedzieli,  że u góry są Polacy,  ponieważ wywieszono biało-czerwony sztandar z orłem,  żeby pokazać, że to walczą również Polacy. Ta wiedza istniała. Znaczy warunki frontowe oczywiście uniemożliwiały jakąkolwiek tutaj możliwość porozumienia.

Narrator: Polska wyszła więc z I wojny światowej poraniona i zniszczona. W 1918 roku mieliśmy więc zniszczony kraj  i miliony ludzi z ranami na duszy. Polacy jeszcze 3 lata po zakończeniu Wielkiej Wojny  będą musieli walczyć o granice swojego kraju. Dlatego kiedy mówimy o tym,  że II Rzeczpospolita nie była idealnym państwem,  pamiętajmy z jakiego poziomu startowało  owo odrodzone państwo polskie.

prof. Andrzej Chwalba (historyk): W 1919 roku produkcja przemysłowa II RP  stanowiła 15% produkcji przemysłowej ziem polskich z 1913 roku. To pokazuje, że te zniszczenia były o wiele, wiele większe  niż w II wojnie światowej,  co wolno dociera do świadomości mieszkańców III RP.

Dane o obiekcie

Opis

Film dokumentalny „Straszna wojna” opowiada o tym jak bardzo niszczycielska dla Polski i Polaków była I wojna światowa. Prof. Andrzej Chwalba z Uniwersytetu Jagiellońskiego stawia nawet tezę, że dla ziem polskich był to konflikt zbrojny dużo bardziej destrukcyjny niż II wojna światowa. Film opowiada o stratach materialnych i ludzkich, ale także o okropnościach, które były nowym doświadczeniem wojennym – polscy rekruci byli zmuszani do udziału w rozstrzeliwaniu cywili, przeprowadzali też bratobójcze ataki, co później stało się traumą całego pokolenia powojennego.