Stan wojenny. Wojna ze społeczeństwem
Muzeum Historii Polski (producent);
16/12/2021
Klasyfikacja praw autorskich
Transkrypcja
[00:00] [Prowadzący] „1000 lat. Prześwietlenie.” Historyczny podcast Muzeum Historii Polski. Zaprasza Michał Przeperski.
Stan wojenny. Wojna ze społeczeństwem.
13 grudnia 1981 roku nie było Teleranka. To jedno z takich wspomnień ze stanu wojennego, które utkwiło w pamięci wielu i stało się częścią swoistej pamięci pokoleniowej. Kilka godzin wcześniej na ulice polskich miast wyjechały transportery opancerzone, czołgi. Gmachy o strategicznym znaczeniu, takie jak radio, telewizja, zostały opanowane przez żołnierzy tak zwanego Ludowego Wojska Polskiego. Obradujące w Gdańsku szefostwo Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność” zostało w większości aresztowane i w ten sposób wielomilionowy ruch [01:00] sprzeciwu wobec władzy komunistycznej w Polsce został pozbawiony swoich przywódców. O tym jak doszło do tych wydarzeń, o tym jaka droga doprowadziła do użycia siły przez polskich komunistów wobec własnego narodu i czy Wojciech Jaruzelski powinien z dzisiejszej perspektywy być uważany za bohatera, który doprowadził do tego, że nie została przelana polska krew, będziemy rozmawiać z doktorem Tomaszem Kozłowskim z Instytutu Pamięci Narodowej i Instytutu Studiów Politycznych PAN. Ja się nazywam Michał Przeperski i zapraszam Państwa do słuchania naszego dzisiejszego podcastu.
Część pierwsza. Zdławić rewolucję.
Panie doktorze, zacznijmy od samego początku. 24 sierpnia 1980 roku zebrało się Biuro Polityczne Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, czyli taki powiedzielibyśmy quasi-rząd, takie ciało, [02:00] które w ówczesnym czasie rządziło komunistyczną Polską. Dyskutowano tam o tym, aby siłą zdławić strajki, które rozlewały się szeroką falą po kraju, przede wszystkim strajk Stoczni Gdańskiej. O co chodziło?
[Gość] Tutaj trzeba powiedzieć, że Biuro Polityczne dostało pewne zagadnienia, czy pewne propozycje z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. W każdym kraju, w sytuacji kryzysowej Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, czy Wojsko, zaczyna konstruować pewne plany, procedury, i powołano, kiedy strajki zaczęły się rozlewać po całym kraju, powołano specjalny Sztab Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, który zastanawiał się nad możliwościami zdławienia, po prostu, tej rodzącej się rewolucji w zarodku. I z jednej strony planowano różne działania, które miały spacyfikować strajki w całym kraju, a z drugiej strony zastanawiano się nad takim wariantem, który dzisiaj może brzmieć [03:00] jak zupełne political fiction, żeby do Stoczni Gdańskiej, gdzie powstał Międzyzakładowy Komitet Strajkowy, wysłać grupę komandosów, która przedrze się na teren stoczni, aresztuje liderów strajkowych, czy właściwie ich porwie, i wyprowadzi ich ze stoczni. Nawet wysłano specjalną grupę komandosów, która udała się do Gdańska, tam na miejsce, oni już zaczęli nawet robić rozpoznanie i pewne plany. I w tym momencie te wszystkie koncepcje, pomysły z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych płyną do Biura Politycznego, które rozważa, po prostu, czy z punktu widzenia polityki globalnej, czy to w ogóle ma szanse powodzenia, czy nam się to opłaca. No i konkluzja jest taka, że w tym momencie nam się nie opłaca. Strajki są zdecydowanie zbyt silne, mobilizacja społeczna jest zbyt duża. Pamiętajmy, że w momencie takiej największej kulminacji strajkowej strajkuje 700 tysięcy osób w całym kraju. I zresztą nie kto inny jak [04:00] Wojciech Jaruzelski, który za kilkanaście miesięcy wprowadzi stan wojenny, pyta w czasie posiedzenia Biura Politycznego: no, jak mamy wyegzekwować jakiekolwiek rygory wobec takiej masy ludzi, kiedy właściwie nie poczyniliśmy żadnych przygotowań wcześniej? Więc ta opcja bardzo szybko zostaje uznana za nierealistyczną, no i właściwie jedyne, co zostaje w tym momencie na stole to szukanie jakiegoś porozumienia ze strajkującymi.
[Prowadzący] Porozumienie zostaje osiągnięte w końcu sierpnia 80 roku najpierw w Szczecinie, następnie w Gdańsku, aż wreszcie na Śląsku zostają podpisane porozumienia, na mocy których będą mogły działać niezależne samorządowe związki zawodowe. Po kilku tygodniach, 17 września, okazuje się, że zostanie z nich stworzona struktura ogólnokrajowa. W listopadzie 1980 roku dochodzi ostatecznie do rejestracji „Solidarności”, co powoduje, że staje się ona w pełni zalegalizowanym związkiem zawodowym. [05:00] Tak naprawdę, w gruncie rzeczy, znacznie więcej niż związkiem zawodowym. W tle jednak wiele się dzieje i władza w dalszym ciągu myśli o tym w jaki sposób siłowo rozprawić się z „Solidarnością”. Czy nie tak?
[Gość] Tak. Mamy tutaj do czynienia z przekroczeniem kolejnej granicy. Czym innym były zdecentralizowane, spontaniczne strajki, które miały miejsce w sierpniu, czy jeszcze nawet we wrześniu, a czym innym jest właściwie nowa, ogólnopolska struktura zrzeszająca robotników z całego kraju. To jest gigantyczna siła polityczna, która się pojawia na scenie, i władze są po prostu tym zaniepokojone. Do tego dochodzi jeszcze tak zwany kryzys rejestracyjny. To znaczy „Solidarność”, zgodnie z obowiązującymi przepisami, składa podanie o legalizację związku i w pierwszej instancji sąd wyraża na to zgodę, ale wprowadza do statutu pewne poprawki. Wtedy „Solidarność” zaczyna się mobilizować [06:00] i władze właściwie wtedy w październiku, w listopadzie dostrzegają z jaką siłą mają do czynienia. Odbywa się strajk w październiku, zorganizowany przez „Solidarność”, w którym strajkuje 1 200 000 osób, czyli jeszcze więcej niż w sierpniu. I władze obawiają się, że ten konflikt będzie eskalował i szykują się do stanu wojennego. I wtedy sporządza się pierwsze listy internowanych, sporządza się jakieś plany pacyfikacji, innych tego typu rzeczy. Ale to jest cały czas, to jest zbyt krótki okres, żeby zaplanować tak skomplikowaną operację. Więc władze po raz kolejny doprowadzają właściwie do kompromisu, cofają się przed „Solidarnością”. Tak jak Pan powiedział, „Solidarność” w listopadzie 80 roku zostaje już zalegalizowana z tym statutem, który chciała mieć.
[Prowadzący] Kolejne miesiące roku 1980, a potem 81, są naznaczone wieloma rozmaitymi mniejszymi i większymi kryzysami politycznymi, kryzysami na linii „Solidarność” [07:00] i władze komunistyczne. Jednym z być może najistotniejszych jest tak zwany kryzys bydgoski, z marca 1981 roku, o którym czasem mówi się, że był tym momentem, w którym Solidarności przetrącono kręgosłup. Tym razem, 30 marca 81 roku, doszło jeszcze do zawarcia kompromisu, ale władze były chyba bliskie tego, żeby, żeby wówczas doszło do jakiegoś rodzaju użycia siły.
[Gość] To znaczy tak jak mówiłem – to jest proces. Decyzja o tym, że trzeba przygotować się na wprowadzenie jakiegoś rodzaju stanu wyjątkowego, stanu wojennego, zapada jesienią 80 roku i właściwie cały czas ta machina pracuje. W marcu ona osiąga pewną gotowość, ale jeszcze nie taką jakiej władze oczekiwały, więc po prostu te przygotowania są jeszcze kontynuowane. Takim momentem, kiedy właściwie cały ten aparat osiąga gotowość już do przeprowadzenia operacji [08:00] jest jesień 81 roku. I wtedy mamy do czynienia z takim dość poważnym sporem w łonie biura politycznego, ponieważ w biurze politycznym znajdowali się zwolennicy zarówno szybkiej konfrontacji z „Solidarnością”, jak i ci, którzy mówili, że wprowadzenie stanu wojennego może doprowadzić do eskalacji sytuacji, krwi na ulicach, a w konsekwencji także w ogóle destabilizacji w całym kraju i być może wkroczeniu wojsk sowieckich. Doszło do szeregu spotkań we wrześniu 81 roku, w których brały udział najważniejsze osoby w państwie. I tutaj można zarysować taką linię podziału. Ówczesny premier i Minister Obrony Narodowej, generał Wojciech Jaruzelski razem z Ministrem Spraw Wewnętrznych Czesławem Kiszczakiem byli raczej zwolennikami wcześniejszego wprowadzenia stanu wojennego. Czesław Kiszczak zapewniał, że cały aparat jest przygotowany, w czasie dyskusji na posiedzeniu Biura Politycznego zapewniał także, że żołnierze są gotowi strzelać do swoich współobywateli i że wykonają wszystkie rozkazy, jakie dostaną, tak samo aparat bezpieczeństwa, milicja, służba bezpieczeństwa. Z drugiej strony był ówczesny pierwszy sekretarz Stanisław Kania, który przekonywał, że trzeba kurs zaostrzyć, ale to jednak nie jest ten moment, kiedy powinniśmy wprowadzać stan wojenny, że to sytuacja nie wyeskalowała jeszcze tak, że jesteśmy, powinniśmy podjąć to ryzyko. I ostatecznie Stanisław Kania, jako pierwszy sekretarz, ma jednak większą siłę przebicia wtedy i cała ta operacja nie wchodzi w życie. No, natomiast kilka tygodni później Stanisława Kanię zastępuje Wojciech Jaruzelski, który w ręku trzyma już wtedy właściwie wszystkie karty. Jest premierem, szefem partii, ministrem obrony narodowej, jego zaufany współpracownik jest ministrem spraw wewnętrznych, [10:00] więc to już jest sytuacja idealna.
[Prowadzący] W tym o czym Pan mówił bardzo istotną rolę odgrywa Moskwa. Moskwa, a więc Związek Sowiecki jako państwo, ale przede wszystkim armia radziecka, która stanowiła jakiegoś swojego rodzaju miecz Demoklesa, wiszący stale nad Polską. To była groźba tego, że to nie polskie wojska, tak jak stało się w grudniu 81 roku, ale wojska sowieckie przekroczą polskie granice, albo też po prostu wyjadą z sowieckich garnizonów, które znajdują się na terenie, na terenie Polski. Na ile realne było, jeżeli patrzymy po 40 latach na lata 80-81 faktyczne wkroczenie sowietów do Polski?
[Gość] Moim zdaniem w latach 80-81 nie istniała groźba militarnej interwencji, natomiast ta sprawa jest bardziej skomplikowana. To znaczy zaczęliśmy naszą rozmowę od sierpnia 80, warto powiedzieć co wtedy się działo w Moskwie. [11:00] Przede wszystkim Politbiuro sowieckie powołało tak zwaną komisję polską, na której czele stał Michaił Susłow. Ona miała opracować strategię radzenia sobie z tym rodzącym się polskim kryzysem. I wtedy po raz pierwszy właściwie przedstawiono rekomendacje, aby w perspektywie właśnie takiego zagrożenia, jakiejś rewolucji społecznej w Polsce, zmobilizować wojsko, aby – i tutaj były dwa warianty – albo żeby wspomóc wojsko polskie przy ewentualnej pacyfikacji tych strajków, albo żeby dokonać ataku, właściwie inwazji na Polskę i walczyć i ze społeczeństwem i z żołnierzami, gdyby ci stanęli po stronie, po stronie właśnie tych protestujących. Więc to był pierwszy moment, kiedy takie procedury zaczęto przygotowywać, ale one właściwie nie weszły w żadną fazę realizacji, ponieważ wcześniej podpisano porozumienia, zresztą także za zgodą sowieckiego Politbiura. W tamtym czasie sowieckie [12:00] Politbiuro realizowało tak zwaną doktrynę Breżniewa. Zakładała ona, że jeżeli w którymś państwie bloku wschodniego dojdzie do rewolucji, będzie miała miejsce, będzie miała miejsce jakaś destabilizacja polityczna, społeczna, państwa Układu Warszawskiego mogą wprowadzić swoje wojska, aby jakoś zażegnać to zagrożenie, żeby ono się nie rozlało poza granice tego kraju i nie zagroziło stabilizacji całej Europy Środkowo-Wschodniej. Teraz tak, w latach 80-81 doktryna Breżniewa została odłożona na bok, ponieważ jej realizacja nie była możliwa, co najmniej z trzech przyczyn. Po pierwsze, Politbiuro obawiało się reakcji międzynarodowej. Pamiętajmy, że kiedy Sowieci wkroczyli do Czechosłowacji w 68 roku ten krok spotkał się z bardzo żywą reakcją na Zachodzie, z potępieniem także środowisk lewicowych. [13:00] Moskwa obawiała się powtórki tego. Ponadto obawiała się także nowych sankcji nakładanych na przykład przez Stany Zjednoczone, albo przez kraje Europy Zachodniej. To był pierwszy czynnik. Drugi czynnik był taki, że Sowieci mieli wtedy już, armia sowiecka miała pewne ograniczone pole manewru, ponieważ od 79 roku była już zaangażowana w konflikt w Afganistanie. I teraz nie tylko trzeba by wyasygnować nowe wojska, przekierować ludzi, sprzęt, ale także potrzeba by prawdopodobnie bardzo dużych nakładów finansowych, aby stabilizować sytuację w Polsce. Wracając do tej Czechosłowacji i interwencji w 68 roku. Tam problem był głównie polityczny, nie ekonomiczny. Czechosłowacja była wtedy w dość dobrej sytuacji gospodarczej. Polska w roku 80-81 była na skraju kryzysu. Więc nie tylko potrzeba wojska, ale też potrzeba [14:00] pieniędzy. Wreszcie trzecia rzecz, którą Rosjanie poznali w Afganistanie, to znaczy bardzo łatwo jest zrobić inwazję i wejść, trudniej jest później wyjść. Gdyby weszli do Polski, mogliby tutaj utkwić na długie lata i prowadzić po prostu okupację.
[Prowadzący] Ostatecznie wojsk sowieckich w Polsce, w takiej formie – wojsk inwazyjnych, nie było. A o tym co było, porozmawiamy w drugiej części naszej dzisiejszej rozmowy.
Część druga. Rządy junty.
Jesienią 1981 roku w Polsce pojawiło się dosyć dziwne zjawisko. I tym zjawiskiem były takie grupy wojskowe, które pojawiły się w rozmaitych polskich miejscowościach. Terenowe grupy wojskowe, które miały, przynajmniej w oficjalnym przekazie, w oficjalnym przekazie propagandowym, wspomóc w przełamaniu kryzysu. [15:00] Gospodarczego, społecznego, ogólno-organizacyjnego, można by powiedzieć. Ale tak naprawdę, jak się później okazało, ich rola była inna. Jaka?
[Gość] To był jeden z elementów po prostu przygotowań do stanu wojennego. Trzeba powiedzieć, że miała wtedy miejsce, w 81 roku, nazwałbym to militaryzacja życia społecznego, politycznego. Mieliśmy do czynienia nie tylko z tymi grupami, o których Pan wspominał, ale mówiliśmy o tym: premier jest jednocześnie Ministrem Obrony Narodowej, to jest wojskowy, to jest generał, i w rządzie zaczynają się pojawiać kolejni generałowie, na różnych stanowiskach, nie tylko Ministra Spraw Wewnętrznych, ale także innych ministrów odpowiedzialnych za jakieś sprawy ogólnogospodarcze. I to wszystko było jednym z elementów przygotowań do wprowadzenia stanu wojennego.
[Prowadzący] 13 grudnia 1981 roku na ulicach polskich miast pojawiło się wojsko. Kilka godzin później Polakom oświadczono, zrobił to sam Wojciech Jaruzelski w swoim przemówieniu transmitowanym [16:00] w kółko przez telewizję w kolejnych dniach, że rządy w kraju objęła Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego, którą dosyć szybko zaczęto powszechnie określać mianem, mianem junty. Jednym z najważniejszych celów jaki stał przed Wojskową Radą Ocalenia Narodowego było pełne opanowanie sytuacji, zastosowanie siły na pełną skalę. Jednym z najważniejszych, najbardziej dramatycznych i najbardziej krwawych elementów tego procesu było przełamanie strajków i pacyfikacje zakładów pracy w całym kraju.
[Gość] To był podstawowy problem z którym musiała się zmierzyć władza, a którego geneza sięgała właśnie sierpnia 80 roku. Wtedy robotnicy zostali na terenie zakładów pracy, zabarykadowali się tam i władza była właściwie w dużej mierze bezsilna. I kiedy planowano wprowadzenie stanu wojennego, to był ten problem, z którym władza musiała sobie poradzić: jeżeli robotnicy dalej pozostaną na terenie zakładów to musimy mieć jakąś strategię pacyfikacji. [17:00] I tutaj współpracowały zazwyczaj jednostki wojska i milicji. Milicja była bardziej aktywna, wojsko ubezpieczało. Chodziło o to, żeby dokonać, po prostu, szturmu, przełamać bramy, wpuścić na teren zakładu milicjantów, którzy mieli wyłapać i spacyfikować protesty. I w ten sposób robiono, zazwyczaj unikano używania ostrej amunicji. Jednym z wyjątków był właśnie pacyfikacja kopalni Wujek, gdzie zginęło 9 osób, a kolejne zostały ranne.
[Prowadzący] Strzelanie do robotników to jeden z najbardziej dramatycznych elementów pierwszych dni stanu wojennego, ale represje miały znacznie szerszy charakter i były tak naprawdę bardzo, bardzo wielowymiarowe. Dekret o stanie wojennym obowiązujący od 13 grudnia 81 roku zawierał wiele drakońskich przepisów, które wprowadzały bardzo surowe kary za niepodporządkowanie się władzom stanu wojennego. Co możemy powiedzieć o represjach stanu wojennego?
[Prowadzący] [18:00] To znaczy tutaj chodziło przede wszystkim o uzyskanie efektu mrożącego. To uderzenie musiało być silne, zapobiec, już po rozbiciu tych strajków w zakładach, zapobiec jakimkolwiek demonstracjom, próbom oporu, biernego, czynnego, więc tutaj duża była rola nie tylko sił porządkowych, ale także wymiaru sprawiedliwości. W stanie wojennym na karę bezwzględnego pozbawienia wolności skazano 3 500 osób, kolejne na przykład 200 tys. skazały takie specjalne kolegia, które nakładały grzywny. Tak? Chodziło o to, aby jak najszybciej spacyfikować społeczeństwo.
[Prowadzący] Aktywni opozycjoniści, liderzy „Solidarności” zostali internowani. To w ogóle instytucja nieznana szerzej wcześniej polskiemu prawu. Jak właściwie to rozumieć? Internowanie to znaczy co? I co właściwie stało się z tymi ludźmi?
[Gość] Ci ludzie, zazwyczaj prominentni liderzy „Solidarności”, ale także innych ugrupowań – Niezależnego Zrzeszenia Studentów, KPN-u, różnych [19:00] innych grup, zostali po prostu zatrzymani, właściwie tylko na podstawie administracyjnych decyzji, przewiezieni do ośrodków internowania, które zazwyczaj były zorganizowane albo w albo przy jakichś zakładach karnych, aresztach śledczych. Na specjalnych zasadach aresztowano czy internowano dwie osoby: Jana Kułaja i Lecha Wałęsę, czyli odpowiednio lidera Solidarności Rolników Indywidualnych i lidera tej robotniczej „Solidarności”. Ich internowanie miało trochę inny cel, bo większość internowanych została zamknięta no właśnie jako, był to element realizacji tej polityki pacyfikacji, zamrożenia społeczeństwa, zamrożenia oporu. A Lecha Wałęsę internowano po to, aby się z nim dogadać. To znaczy władze miały pomysł na stworzenie neo-solidarności. Nie chciały likwidować tego związku, ale go przebudować, sprawić, że kierownicze stanowiska obejmą ludzie, którzy będą bardziej skłonni do [20:00] kompromisu, albo nawet tajni współpracownicy Służby Bezpieczeństwa. Do tego im była potrzebna osoba Lecha Wałęsy, który by to wszystko firmował swoim nazwiskiem.
[Prowadzący] Czyli właściwie z tego co Pan mówi no wynika, że mielibyśmy do czynienia z takim wrogim przejęciem szyldu „Solidarności”. To znaczy dalej byłaby, istniałaby „Solidarność”, być może zgadzaliby się liderzy czy pewna ich część, ale treść, czy też no to, czym „Solidarność” w rzeczywistości by była, neo-solidarność, jak Pan mówi, no byłaby czymś zupełnie innym.
[Gość] Tak. Dokładnie był taki zamysł, zresztą prace nad tą koncepcją trwały przez pewien czas, pilotowała je między innymi Służba Bezpieczeństwa czy Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Ostatecznie właściwie wszystko spaliło na panewce z dwóch powodów. Po pierwsze ci internowani liderzy nie okazali się aż tak skłonni do współpracy jak sądzono, a z drugiej strony operacja [21:00] militarna wprowadzenia stanu wojennego okazała się tak dużym sukcesem z punktu widzenia władz, że stwierdziły, że ten plan nie ma już właściwie racji bytu i można „Solidarność” rozwiązać.
[Prowadzący] W początku roku 1982 rzeczywiście wydawało się, że sytuacja w Polsce jest znormalizowana, o tyle, że po pierwsze „Solidarności” udało się przetrącić kręgosłup, po drugie komuniści mają właściwie pełną kontrolę nad życiem społecznym kraju, i po trzecie wreszcie, że wola oporu ze strony Polaków została skutecznie złamana. Natomiast na tym tle i w takiej niezwykle trudnej sytuacji narodził się niezwykły fenomen jakim było społeczeństwo podziemne. Czym było społeczeństwo podziemne?
[Gość] Trzeba sobie powiedzieć tak: ta operacja internowania nie zakończyła się całkowitym sukcesem. Część liderów „Solidarności” udało się, udało im się uciec, ukrywali się [22:00] Władysław Frasyniuk, Zbigniew Bujak, Zbigniew Romaszewski. To byli ludzie, którzy zaczęli organizować, właściwie od zera, ale używając starych kontaktów podziemne struktury. Szukali ludzi, których kiedyś znali, z którymi współpracowali, a którzy byli by gotowi właściwie początkowo na dość niewielkie działania. Pierwszym zadaniem tej podziemnej Solidarności było właściwie ukrywanie się tych liderów i zorganizowanie siatki, która będzie tych liderów ukrywać. Później powoli nawiązywano między tymi liderami, którzy rezydowali w poszczególnych miastach, łączność. Próbowano także wydawać prasę podziemną. To była kluczowa właściwie rzecz, którą zajmowała się wtedy ta podziemna „Solidarność”. Tworzyła sieci społeczne, które zajmowały się dystrybucją informacji niezakłamanej, czystej od propagandy, o represjach, o tym co się dzieje w kraju. I o pewnych koncepcjach politycznych, które [23:00] będą mogły w kolejnych latach być użyte. I tutaj trzeba wspomnieć krótko o takiej koncepcji długiego marszu, która właściwie była, no jakąś taką, nowym wcieleniem pracy pozytywistycznej. Założenie opierało się na tym, że właśnie trzeba tworzyć te struktury, budować od podstaw społeczeństwo obywatelskie, ponieważ kiedy nie możemy zmierzyć się z władzą na polu bitwy czy w demonstracjach, to musimy po prostu zacząć się samoorganizować, mówić prawdę i dbać o ludzi, którzy są represjonowani.
[Prowadzący] Stan wojenny został najpierw zawieszony w końcu roku 1982, a potem zniesiony w dniu święta komunistycznej Polski 22 lipca 1983. Ale w gruncie rzeczy wielu historyków mówi o tak zwanym długim stanie wojennym. O tym czym długi stan wojenny był porozmawiamy w trzeciej części [24:00] naszej rozmowy.
Część trzecia. Długi stan wojenny.
Zanim porozmawiamy o tym, jaka była reakcja polskiego społeczeństwa na kolejne bardzo trudne lata, dekady lat 80., chciałem zapytać o reakcje międzynarodowe, jakie towarzyszyły stanowi wojennemu w Polsce. No bo trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że Polska oczywiście z naszego punktu widzenia jest najważniejsza, natomiast z punktu widzenia polityki globalnej, a Polska była jej po prostu jednym z elementów, istotnym, ale z pewnością nie najważniejszym, wydarzenia w Polsce miały wpływ na to, jak układały się choćby stosunki pomiędzy dwoma supermocarstwami, Związkiem Sowieckim i Stanami Zjednoczonymi. Zatem, gdyby spróbować w skrócie odpowiedzieć na pytanie jak stan wojenny wpłynął na politykę w skali globalnej, to jak brzmiałaby odpowiedź?
[Gość] [25:00] To znaczy trzeba powiedzieć przede wszystkim, że ta solidarnościowa rewolucja skupiła na sobie oczy całego świata. To był jednak niespotykany fenomen, żeby gdzieś w środku, po prostu, imperium komunistycznego powstał tak gigantyczny, liczny, niezależny ruch społeczny. I właściwie Polska była też w centrum polityki międzynarodowej, czy zimnej wojny, w grudniu 81 roku. Prezydentem Stanów Zjednoczonych był wówczas Ronald Reagan, który dopiero co objął urząd i właściwie w 81 roku Reagan jeszcze waha się, jaką przyjąć politykę wobec Związku Radzieckiego. W jego gabinecie są zarówno, używając takich kolokwialnych określeń, gołębie i jastrzębie. Gołębie to jest Departament Stanu, który mówi, że być może trzeba się z sowietami jakoś dogadywać, że trzeba reżim w Polsce wspomagać, gospodarczo na przykład, bo to jest ciekawa droga ewolucji i trzeba zobaczyć, gdzie ten eksperyment [26:00] solidarnościowy nas zaprowadzi. Z drugiej strony mamy ludzi z Rady Bezpieczeństwa Narodowego, z innych miejsc, którzy mówią Reaganowi, że ten eksperyment się nie powiedzie, Związek Radziecki jest naszym wrogiem i nie ma co rozmawiać. I wprowadzenie stanu wojennego udowodniło, że to oni mają rację. Reagan na posiedzeniach Rady Bezpieczeństwa Narodowego, które zostały zwołane zaraz po wprowadzeniu stanu wojennego, jest bardzo wzburzony. To są słowa, których prezydent nigdy nie używał na zamkniętych posiedzeniach, porównuje Związek Radziecki i aktualnie rządzącą tam ekipę do Hitlera, a sytuację w której znajduje się świat, do właściwie Europy w latach 30. i mówi, że Amerykanie nie mogą sobie pozwolić na bierność. I to jest moment, w którym zaczyna się kształtować polityka Ronalda Reagana, którego znamy z całych lat 80., który mówi o [27:00] imperium zła, który subsydiuje bojowników w Afganistanie, który prowadzi, po prostu, bardzo agresywną politykę wobec Związku Sowieckiego.
[Prowadzący] Gdy mówi się o polityce globalnej, to bardzo często sprowadzamy rzecz do liczby czołgów. Tak zwykł robić choćby Józef Stalin, drwiąco odpowiadający na pytanie o znaczenie polityczne papieża i papiestwa: „ile czołgów ma papież?”. Ale okazało się, że w dekadzie lat 80., to nie liczba czołgów była kluczowa i rola polityczna odgrywana przez Jana Pawła II, papieża Polaka, też była znacząca, prawda?
[Gość] Też była znacząca. W latach 80. Waszyngton i Watykan nawiązały bardzo bliskie relacje. Reagan i Jan Paweł II mieli bardzo podobne spojrzenie na to, co się dzieje w Polsce, co się dzieje w Europie Środkowo-Wschodniej. I nie tylko prowadzono różnego [28:00] rodzaju spotkania na szczycie, czy konsultacje dyplomatyczne, ale także kiedy na przykład Waszyngton zdecydował, że trzeba wspomóc polskie społeczeństwo, w jakiś sposób ulżyć w tym stanie wojennym, czy później w latach 80. , to transferowano do Polski pewne środki właśnie przez kanały kościelne. To była tak bliska współpraca.
[Prowadzący] Kościół to oczywiście nie tylko polityka, ale przede wszystkim sprawy duchowe. Gdy sam patrzę na historię lat 80. mam wrażenie, że Polakom byłoby bardzo trudno, jako społeczeństwu, jako narodowi przetrwać je w jako takiej kondycji gdyby zabrakło Kościoła. Mam rację?
[Gość] Niewątpliwie Kościół stał się wtedy bardzo znaczącą siłą i wsparciem duchowym. Właściwie nie tylko wsparciem duchowym, ale także wsparciem organizacyjnym. Kiedy mówimy o tym, jak się formuje właśnie jakieś niezależne, czy w pewnym sensie nawet podziemne społeczeństwo, [29:00] niezależna kultura, niezależny teatr i różnego rodzaju też sztuki plastyczne, wiele tych inicjatyw miało oparcie w Kościele. Kościół udostępniał logistykę, Kościół udostępniał miejsca. To był niewątpliwie bardzo duży wkład.
[Prowadzący] Jeżeli mówimy o długim stanie wojennym, to także dlatego, że efekty bardzo brutalnych zmian, które zostały siłą wprowadzone po 13 grudnia 81 roku, trwały właściwie aż do końca dekady. I to myślę, że ważne w tym kontekście. Wydaje mi się, że dziś jednym z najtrudniejszych do zrozumienia aspektów stanu wojennego są rozmaitego rodzaju czystki, jakich dokonano w strukturach państwa, w organizacjach społecznych. Jednym słowem, czystki, które zaowocowały wyrugowaniem z oficjalnego życia społecznego wielu ludzi niezależnych, niepokornych, myślących inaczej aniżeli życzyliby sobie komuniści. [30:00] To z jednej strony. A z drugiej strony, takim niezwykle istotnym elementem lat 80. była tendencja do emigracji wewnętrznej, niechęć do udziału w życiu społecznym, niechęć do legitymizowania władzy, która została oparta na brutalnej sile, władzy identyfikowanej z Wojciechem Jaruzelskim. Te wszystkie rzeczy plus emigracja ponad miliona osób, które wyjechały na stałe z Polski w latach 80. to chyba jedne z w ogóle największych dramatów jakie przyniósł długi stan wojenny w latach 80.
[Gość] Historykom na pewno najłatwiej mówić o jakichś uchwytnych liczbach i kiedy opowiadamy o stanie wojennym koncentrujemy się na przykład na liczbie zamordowanych, liczbie skazanych. Trudniej uchwytne są właśnie te straty społeczne: zmarnowane szanse, złamane kariery, pozbawienie też państwa polskiego właściwie najbardziej wartościowych, najbardziej rzutkich, najbardziej aktywnych [31:00] ludzi, którzy zaangażowali się w budowanie „Solidarności” w latach 80-81. Rzeczywiście miały miejsce czystki, które objęły bardzo wiele środowisk, na przykład środowisko dziennikarskie. Tutaj może jeszcze nie było tak tragicznie. Dziennikarze często przechodzili z tych tytułów oficjalnych, próbowali się odnaleźć w tytułach podziemnych, chociaż oczywiście nie wszystkim się to udało. Ale to było także wiele innych instytucji i struktur, które przez władzę były wyczyszczone, ponieważ uznawano ludzi, którzy tam działali, część ludzi, którzy tam działali, za zagrożenie dla systemu. Między innymi internowano, ale też pozbawiono stanowisk, albo zdegradowano wielu sędziów. Trzeba powiedzieć sobie, że „Solidarność” zaczęła funkcjonować, związek zawodowy, zaczął funkcjonować także wśród milicjantów. W latach 80-81 ci milicjanci także zostali wyrzuceni poza nawias służby. [32:00] Przeprowadzano weryfikacje wśród prokuratorów, przeprowadzano weryfikacje wśród nauczycieli. I właściwie ze wszystkich tych środowisk pozbyto się tych ludzi, którzy starali się coś zmienić, coś zrobić, jakoś poprawić ten byt, stworzyć jakieś oazy wolności wokół siebie. O tyle dobrze, że po 89 roku część z tych ludzi na powrót odnalazła się właśnie w tych miejscach, ale no mieli jak gdyby straconą dekadę. I państwo polskie miało straconą dekadę. Tak samo kiedy mówimy o ludziach, którzy opuścili kraj. Począwszy od internowanych. Władzom bardzo zależało na tym, aby ci działacze „Solidarności” opuścili kraj. Liczy się, że około 1100 osób, działaczy opozycji, „Solidarności”, wraz z rodzinami opuściło kraj. Kolejny milion ludzi, którzy po prostu nie widzieli tutaj dla siebie żadnych perspektyw ekonomicznych, czy po prostu przestrzeni wolności, przestrzeni do życia [33:00] opuściło kraj i często nigdy nie wróciło. To jest gigantyczny kapitał społeczny, który myśmy w latach 80. stracili.
[Prowadzący] Jednocześnie długi stan wojenny ma bardzo nieoczekiwaną pointę. Tą pointą jest rok 1989 i do tego przejdę zaraz. Ale zanim o tym, chciałem powiedzieć, że w moim przekonaniu fundamentem władzy sprawowanej przez Wojciecha Jaruzelskiego i jego ekipę w latach 80. była trauma. Trauma wywołana właśnie masowym użyciem siły 13 grudnia 81 roku. Polacy zostali przekonani, i tu pytanie na ile skutecznie, zostali przekonani do tego, że komuniści są wystarczająco silni, aby zdławić każdy ruch wolnościowy, masowy, każdy ruch, który będzie domagał się poszerzenia sfery niezależności, autonomii jednostki, czy autonomii jakichś grup. Innymi słowy możliwa jest tylko taka rzeczywistość, jaką podyktują w, nie wiem,[34:00] w Komitecie Centralnym Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej albo, albo w budynkach rządowych. Więc z jednej strony trauma, no ale właśnie, coś się dzieje w drugiej już pewnie połowie lat 80. takiego, że ta trauma przestaje oddziaływać. Co się dzieje?
[Gość] Mamy do czynienia po prostu z pewną przemianą pokoleniową. Ludzie, którzy zostali dotknięci tą traumą stanu wojennego, rzeczywiście wielu z nich wycofało się z jakiejś aktywności, jak Pan użył tego określenia, udało się na emigrację wewnętrzną. Ale dorastało nowe pokolenie. I ono zderzało się z tą samą szarą rzeczywistością, z brakiem perspektyw, z fatalną sytuacją gospodarczą. Ci ludzie nie zastanawiali się na ile ich działalność jest realna, czy solidarność może być odtworzona, oni po prostu chcieli wyrazić swój sprzeciw. I to też miało wpływ na politykę ekipy Jaruzelskiego. Pod koniec lat 80. okazało się, [35:00] że wprowadzenie stanu wojennego zamroziło tę sytuację w kraju, spacyfikowało społeczeństwo na kilka lat. Teraz co? Wprowadzimy kolejny stan wojenny? Co nam to da?
[Prowadzący] Owszem, ale to nie oznacza, że w latach 87-88-89 władza komunistyczna w ogóle nie zastanawiała się nad tym, żeby użyć siły w celu spacyfikowania pojawiających się co raz to niepokojów społecznych. Istniały takie plany, aby, aby stan już nie wojenny, ale wyjątkowy wprowadzić choćby w czasie strajków w roku 1988.
[Gość] Oczywiście plany takie istniały, ale sytuacja była już zupełnie inna niż na początku dekady. Na początku dekady, w roku 81 mamy, o czym wspominaliśmy, potężny nacisk ze strony Kremla, aby jednak stan wojenny wprowadzić. Mamy groźby użycia różnego rodzaju narzędzi ekonomicznych, odcięcia [36:00] dostaw ropy, obcięcia dostaw gazu, jeżeli Jaruzelski stanu wojennego nie wprowadzi. Pod koniec lat 80. sytuacja jest już zupełnie inna. Związek Sowiecki się reformuje pod rządami nowego pierwszego sekretarza Michaiła Gorbaczowa. Moskwa wcale już nie jest taka chętna do udzielania wsparcia dla jakichś radykalnych rozwiązań. Wręcz przeciwnie. Oczekuje, że inne państwa socjalistyczne pójdą ich śladem i zaczną poszerzać enklawy wolności, przeprowadzać reformy gospodarcze. No i tutaj Jaruzelski pozostał bez tego wsparcia ze wschodu.
[Prowadzący] No i właściwie w ten sposób dochodzimy do takiego momentu, w którym wypada zadać sobie pytanie: czy nie ma w tym pewnego dziejowego paradoksu, że człowiek, który w 1981 roku wyprowadził czołgi na polskie ulice, czyli Wojciech Jaruzelski, to ten sam Wojciech Jaruzelski, który 8 lat później doprowadza do, do [37:00] rozmów pomiędzy solidarnościową opozycją i liderami, którzy byli w 81-2 roku internowani, a partią komunistyczną, które to rozmowy prowadzą do, najpierw do wyborów 4 czerwca 1989 roku, a w konsekwencji, jak się potem okazało, do upadku reżimu komunistycznego w Polsce.
[Gość] Jaruzelski działał zgodnie z duchem czasu, czy z pewnymi okolicznościami międzynarodowymi. W 81 roku poddał się sowieckim naciskom i wprowadził stan wojenny, kiedy pod koniec lat 80. Moskwa dała zielone światło na rozmowy, prowadził te rozmowy. Ja nie jestem w stanie powiedzieć i to jest chyba kwestia interpretacji, na ile to, że Jaruzelski doprowadził do rozmów Okrągłego Stołu, jakiegoś porozumienia z opozycją, było jego własną zasługą, a na ile [38:00] był to po prostu efekt czynników zewnętrznych.
[Prowadzący] Stan wojenny wprowadzony decyzją Wojciecha Jaruzelskiego w grudniu 1981 roku nie zatrzymał upadku komunizmu, nie zatrzymał kryzysu ekonomicznego, kryzysu społecznego, który trawił Polskę, a jak się miało potem okazać także inne kraje systemu komunistycznego. Z perspektywy 4 dekad jeszcze boleśniej widać jak wiele ofiar zostało poniesionych w imię celów, których tak naprawdę od samego początku nie można było osiągnąć. Ja się nazywam Michał Przeperski i w podcaście Muzeum Historii Polski miałem przyjemność rozmawiać dzisiaj z doktorem Tomaszem Kozłowskim. Bardzo Panu dziękuję.
„1000 lat. Prześwietlenie.” Historyczny podcast Muzeum Historii Polski.
Podcastów „1000 lat. Prześwietlenie” wysłuchasz na Youtube, Spotify, Google Podcast, Audiotece, a także na innych platformach podcastowych. Chcesz być na bieżąco? Subskrybuj kanał Muzeum Historii Polski.
/transkrypcja Maciej Fejdasz-Hanczewski 10.12.2022 r.
Dane o obiekcie
-
Nazwa / Tytuł
Stan wojenny. Wojna ze społeczeństwem -
Twórca / Wytwórnia
Muzeum Historii Polski (producent) -
Rodzaj
-
Kategoria
-
Data wykonania
16/12/2021 -
Czas trwania
0h 39min 11sek -
Osoby występujące
-
Miejsce
-
Wydarzenie
Podcasty Muzeum Historii Polski -
Numer inwentarzowy
MHP-05-14110 -
Klasyfikacja praw autorskich
-
Permalink
Opis