Sabina Gorzkulla
Gorzkulla, Sabina (świadek historii); Rottermund-Taraszkiewicz, Elżbieta (prowadzący/a rozmowę); Gil, Paweł (operator kamery);
17/12/2025
Klasyfikacja praw autorskich
Transkrypcja
Sabina Gorzkulla
Podjęcie decyzji o pomocy Ukraińcom nie było dla mnie jakoś szczególnie trudne, dlatego że też jakby uwarunkowania rodzinne sprawiają to. No, miałam w rodzinie osoby, które walczyły w wojsku amerykańskim. Mam wujka, który zginął pod Monte Cassino. Miałam wujka, który był kiedyś w niewoli na Syberii. Ale miałam też członków rodziny, którzy walczyli po stronie niemieckiej. Więc gdzieś tam zawsze te różne opowieści rodzinne, które się przewijają, no gdzieś tam zostają. Tym moim osobom bliskim też kiedyś ktoś udzielał wsparcia, gdzieś ktoś udzielał pomocy. No, mój wujek wracał z Syberii piechotą, więc no nietrudno sobie wyobrazić, ile to go kosztowało, żeby wrócić do swojego miejsca zamieszkania i ile po drodze musiał spotkać życzliwych ludzi. Myślę, że jest wiele takich osób w Polsce, które przeżywają podobne historie albo przeżywały rodzinne.
Tamtej nocy, kiedy wybuchła wojna w Ukrainie, wiedzieliśmy, że nie ma chwili na zastanawianie się ani na czekanie, tylko trzeba działać natychmiastowo. I to nie tylko z racji funkcji, jaką pełnię jako wicestarosta i odpowiadam w części też za zarządzanie kryzysowe, które jest zobligowane do tej działalności. Ale wiedzieliśmy też, że musimy działać bardzo mocno społecznie i czasami wychodzić poza różne normy i ramy z tym związane. Drugiego dnia nie było jeszcze żadnych uregulowań, takich przepisowych, też odgórnych, rządowych, więc pewne działania i pewne też z nimi związane jednak ryzyka podejmowaliśmy sami. Pierwsza myśl oczywiście to była zapewnienie mieszkań, warunków bytowych tym osobom. I to się udało zrobić. Zrobiliśmy sobie bazy z telefonami, z wielkościami tych pomieszczeń. Były niektóre takie obiekty, które wymagały na szybko drobnych takich działań remontowo-budowlanych, więc mieliśmy też firmy zaprzyjaźnione, które chętnie od razu wchodziły, przygotowywały różne pomieszczenia, różne rzeczy potrzebne do życia. Przedsiębiorcy też bardzo chętnie wyposażali nam wiele z tych obiektów. To wszystko to był taki zryw, myślę na początku bardzo emocjonalny. To nie do końca też wszyscy sobie zdawaliśmy sprawę z tego, jak to będzie wyglądało. No i przede wszystkim nie wiedzieliśmy, jak długo to wszystko będzie trwało.
Myślę, że mieszkańcy tutaj naprawdę zasługują na ogromne podziękowania i duży podziw, bo to są takie decyzje, które na pewno też nie były dla nich bardzo łatwe. No, jesteśmy 60-cio tysięcznym powiatem, a ulokowaliśmy na terenie swojego powiatu 500 osób, więc to jest jak na tak mały powiat bardzo dużo. Wiedzieliśmy, że tych osób będzie tutaj z każdym dniem nam przybywać coraz więcej i że pewnie będą potrzebne różnego rodzaju nie tylko środki, ale też informacje. Więc postanowiłam, że zrobimy taki punkt informacyjny i że będziemy w tym punkcie informacyjnym dyżurować. Oczywiście pomagali pracownicy zarządzania kryzysowego, ale też muszę powiedzieć, że sama podjęłam taką decyzję, że tak długo, jak trzeba będzie swoje obowiązki służbowe będę załatwiała w godzinach pracy, a tym osobom będę pomagała po pracy. Postanowiłam, że po prostu w tym punkcie informacyjnym zamieszkam na łóżku polowym. I dzisiaj wiem, że to była bardzo dobra decyzja. Mimo wszystko wiele tych osób nie przyjeżdżało w godzinach pracy starostwa. Najwięcej tych osób przyjeżdżało nocą. No, pewnie wynikało to też z jakiejś tam podróży, przesiadania się. To mnóstwo tych osób przyjeżdżało, szukało takiej prostej pomocy. Pamiętam taki obraz, kiedy przyjechała mama z trzymiesięcznym dzieckiem i okazało się, że podróżowała trzecią dobę i nikt wcześniej nie udzielił pomocy. I jak weszła tutaj w nocy, to no to takie było bardzo, do dzisiaj z trudem o tym mówię, ale mieliśmy przygotowane mleko modyfikowane i ta dziewczyna mogła nakarmić dziecko. To było coś niesamowitego. Myślę, że każdy, kto ma małe dziecko, to, w rodzinie, to po prostu wie, jak trudna to była dla tej dziewczyny sytuacja. Ona była skrajnie wyczerpana. Wcześniej było to dziecko karmione piersią. Nie była w stanie tego dziecka po prostu nakarmić, bo była już tak strasznie zmęczona tą podróżą. I dla kogoś może to mogłoby się wydawać dziwne, bo ktoś mógłby powiedzieć no przecież mogła sobie gdzieś kupić wodę, cokolwiek. No to myślę, że ktoś, kto nigdy w pośpiechu nie uciekał ze swojego miejsca zamieszkania albo ze swojego domu, nie jest w stanie sobie wyobrazić, co tacy ludzie w takim momencie właśnie przeżywają. Mieliśmy starszą panią 85 letnią, która jak otworzyłam drzwi, żeby ją tutaj przyjąć w punkcie informacyjnym, to stała z reklamówką ziemniaków. Więc to naprawdę na wielu z nas tutaj robiło to ogromne wrażenie, ale też takie wzruszenie, bo to też pokazało, że to są ludzie, którzy jednak też uciekają z małych miejscowości. I też z takich miejscowości biednych, bo ten symboliczny worek ziemniaków przywieziony w reklamówce, kilka no to jednak to też pokazało, że pani to zabrała, bo tylko tyle w tym swoim domu pewnie na szybko miała i pomyślała o tym, żeby jakoś ten trudny okres przetrwać. Z jednej strony skupialiśmy się, żeby pomagać tym osobom, które były tutaj z nami, ale też działaliśmy dwutorowo. Wszyscy pomagaliśmy jeszcze tym osobom, które walczyły na froncie. Jedna z naszych tutaj firm obuwniczych, firma Nagaba, przygotowała całą partię butów dla żołnierzy, którą wysyłaliśmy. W związku z tym, że mieliśmy tam zaprzyjaźnioną też osobę i mieliśmy na bieżąco informacje, wiedzieliśmy, co jest potrzebne.
Ukoronowaniem tego wszystkiego, co działo się tutaj przez ten cały czas w Polsce, dotyczące pomocy Ukrainie, jest na pewno podpisanie porozumienia z obwodem iwanofrankiwski w 2024 roku, w maju w Kijowie, w którym uczestniczyłam. To też bardzo ogromne przeżycie, nie tylko z racji samego podpisania porozumienia, ale przede wszystkim tego, że mogłam zobaczyć, jak to wygląda naocznie w tej Ukrainie. Odwiedziłam Buczę, odwiedziłam Irpień, więc te obrazy zostaną ze mną naprawdę na bardzo długo. Podczas samej wizyty w Kijowie niestety przeżyłam też nalot bombowy i musiałam się przemieszczać bardzo szybko do schronu, w którym też spotykałam tych mieszkańców, którzy tam na co dzień żyją. No było to ogromne przeżycie, ale też mogłam z nimi w tym schronie porozmawiać, jak też ich ta codzienność wygląda w tych sytuacjach, bo zauważyłam u tych ludzi właśnie taki bardzo duży spokój w tym schronie. Było tam mnóstwo dzieci, które wracały ze szkoły i też do schronu uciekały. I byłam pełna też podziwu, jak spokojnie na to wszystko reagują, jak wiedzą już jak się zachować. Myślę, że po tej wizycie. Mam dziś przekonanie, że zrobiliśmy bardzo dobrze, że nie podjęłabym już nigdy innej decyzji i nie cofnęłabym tych wszystkich działań, tego czasu i zaangażowania, które wynikało z naszej strony. Bo to, co mieliśmy okazję zobaczyć tam na żywo, łącznie z poligonem wojskowym i w jednym mieście też z tym, gdzie zostały ostrzelane właśnie budynki osób prywatnych i sklepy i gdzie ludzie zginęli na ulicach. I mieliśmy spotkanie z burmistrzami tych miast, gdzie opowiadali ludzie to, co przeżywali tam na żywo i dlaczego dzisiaj żyją, to myślę, że to już zostanie ze mną na zawsze.
Dane o obiekcie
-
Nazwa / Tytuł
Sabina Gorzkulla -
Twórca / Wytwórnia
Gorzkulla, Sabina (świadek historii); Rottermund-Taraszkiewicz, Elżbieta (prowadzący/a rozmowę); Gil, Paweł (operator kamery) -
Rodzaj
-
Kategoria
-
Zakres chronologiczny
-
Data wykonania
17/12/2025 -
Czas trwania
0h 9min 30sek -
Miejsce
-
Numer inwentarzowy
MHP-07-3249 -
Klasyfikacja praw autorskich
-
Permalink
Opis
Relacja Sabiny Gorzkulli dotyczy zaangażowania instytucjonalnego i osobistego w pomoc uchodźcom z Ukrainy po wybuchu pełnoskalowej wojny w lutym 2022 roku. Relacjonująca osadza swoją decyzję o natychmiastowym działaniu w kontekście rodzinnych doświadczeń wojennych oraz pamięci o pomocy okazywanej jej bliskim w przeszłości. Opisuje pierwsze dni wojny jako czas działań podejmowanych bez formalnych regulacji, w ramach zarządzania kryzysowego oraz oddolnej mobilizacji społecznej w niewielkim powiecie. Wspomina organizację miejsc zakwaterowania, punktu informacyjnego dla uchodźców, współpracę z mieszkańcami i lokalnymi przedsiębiorcami oraz osobiste dyżury, także nocne, związane z bezpośrednią pomocą osobom przybywającym z Ukrainy. Ważnym elementem relacji są poruszające obrazy spotkań z uchodźcami – matkami z małymi dziećmi oraz osobami starszymi – a także działania pomocowe skierowane do walczących na froncie. W dalszej części narracji relacjonująca odnosi się do podpisania porozumienia partnerskiego z obwodem iwanofrankiwskim w 2024 roku oraz wizyty w Ukrainie, podczas której była świadkiem skutków wojny i doświadczyła alarmu bombowego. Relacja zawiera refleksje nad sensem udzielanej pomocy, trwałym wpływem tych doświadczeń oraz osobistym przekonaniem o słuszności podjętych działań.