Rosja. Tajemnice przyszłego imperium
Muzeum Historii Polski (producent);
18/06/2023
Klasyfikacja praw autorskich
Transkrypcja
Lech, Czech i Rus to legenda, która już od średniowiecznej Kroniki Wielkopolskiej w interpretacji Jana Długosza miała symbolizować braterstwo Słowian zachodnich i wschodnich. A jak wyszło na koniec przekonały się pokolenia naszych przodków, dla których Rosja czy to carska, czy bolszewicka zawsze była traumą i zagrożeniem. Przez ostatnich 300 lat rosyjskie wojska tylko przez około 50 nie stacjonowały nad Wisłą. Skąd jednak wzięła się potęga tego państwa? Jak Rosja została imperium? Co w swojej mentalności odziedziczyła po Mongołów? Ile jest prawdy w historii o Bitwie na Kulikowym Polu, czyli tak zwanym ruskim Grunwaldzie? O tym porozmawiamy z wybitnym specjalistą historii Rusi, profesorem Hieronim Gralą. Ja nazywam się Cezary Korycki i zapraszam na podcast Muzeum Historii Polski Prześwietlenie. Inne historie Polski.
Część pierwsza. Historia i propaganda.
Ruś to wielkie państwo ówczesnej Europy. Jednoczące słowiańskie, ukraińskie, tureckie i inne plemiona, które zgromadziło pod swoimi krzepnącymi skrzydłami od Ładogi i Bałtyku. Nowogrodu i Pskowa, do Kijowa i Czernichowa, Azowa, Morza Czarnego i Krymu. Bycie patriotą jest istotą natury i charakteru narodu rosyjskiego. Teraz, w trakcie specjalnej operacji wojskowej, nasi bohaterowie, żołnierze i oficerowie, ochotnicy demonstrują właśnie takie najwyższe ludzkie cechy. Walcząc dzielnie ramię w ramię jak bracia w imię ratowania ludności Donbasu. Nareszcie! Cieszę się, że możemy Pana Profesora powitać w naszych progach. Dzień dobry.
- Witam Pana, witam naszych słuchaczy, rzeczywistych i potencjalnych.
- Już się usprawiedliwiam dlaczego zaczęliśmy podcast Muzeum Historii Polski od jednego z najnowszych przemówień Władimira Putina, które zostało wygłoszone w Nowogrodzie Wielkim na okoliczność 1160-lecia historii Rusi. Jak to jest, że punktem odniesienia dla Władimira Putina nie jest Rosja carska? Nie jest tym bardziej ostatnio nawet ZSRR, a dalekie, dalekie średniowiecze?
- No tak, ponieważ odwołuje się do okresu w przekonaniu rosyjskich polityków decydującego o samostanowienia tego ogromnego obszaru, jakim jest ich Rosja. Ich Rosja, ponieważ ta Rosja, którą oni sobie wyobrażają w oparciu o dosyć, powiedziałbym, fragmentaryczną wiedzę historyczno, nie zawsze ma coś wspólnego z Rosją historyczną, ale właśnie tak. Początek XI, koniec X wieku znakomicie pasuje do tych ich dywagacji historiograficznych. Bo to i wejście Rusi w świat cywilizacji. Jakiej? Bizantyńskiej, więc chrześcijańskiej. Bo to stworzenie tego kijowskiego, jednak lokalnego imperium, opierającego się gdzieś tam prawie że o Kaukaz i o Bałtyk. Ten Bałtyk będzie tu nam potrzebny za chwilę. O Bug. Więc to jest wielki gracz polityczny. No i to stwarza oczywiście przy skonsumowaniu, XV-wiecznej tak naprawdę, teorii rosyjskiej translatio imperii. Przeniesienia władzy monarszej w ramach Rusi z Kijowa na Ruś Zaleską. Więc Włodzimierz, Rostów, Suzdal, Moskwa. Stwarza prawa historyczne na Ukrainę, Białoruś, kraje bałtyckie, Przykaukazie. Jak dobrze się postaramy to ujście Wołgi. Przecież oni od XVI wieku dokonują łamańców historycznych, żeby dowieść, że wszystkie ziemie dookoła były odwiecznie ruskie. I czasem wystarczyło takie powiedziałbym podobieństwo fonetyczne nazwy, żeby coś uzasadniać. Klasycznym przykładem jest ten Tmutarakań, który gdzieś tam na południu brat Jarosława Mądrego, syn Włodzimierza, Mścisław Chrobry, wyrąbał tam sobie, wybudował księstwo. Przestał ci on istnieć we wczesnym etapie państwa ruskiego, ale w XVI wieku, jak zdobywano należący do ordy Astrachań, to wystarczyła końcówka tej nazwy, żeby stwierdzić: Tmutarakań to oczywiście Astrachań, bo się nazywa tak samo. Podobieństwo nam się wydaje wątpliwe, im się wydawało wielkie. Już nie mówiąc o tym, że jak pan pewnie pamięta, Iwan Groźny, jak doszedł do wniosku, że musi mieć genealogię równającą go z cesarzami prawdziwymi, a nie jakimiś tam okolicznymi monarchami, jakimiś Wazami, Jagiellonami itd. Którym w ogóle odmawiał dostojeństwa przecież. To szukając genealogii równej, a raczej przewyższającej cesarzy Zachodu, kupował sobie pochodzenie od Oktawiana Augusta. No ale jak tu połączyć Ruś z Oktawianem Augustem? Wymyślono sobie, że Oktawian August miał brata, który żeglował na północ od wybrzeży północnych Europy i przez Bałtyk. I brat Jak się nazywał? Brat się nazywał Prus. Plus to brzmi dobrze, no bo gdzie leżą Prusy i gdzie byli Prusowie to my wiemy. A na dokładkę wystarczy pierwszą bukwę odrzucić, od razu jest rus. Więc powstaje mityczny władca, który nie tylko jest w prostej linii z domu Cezarów i jest latoroślą imperatorów Rzymu, ale jeszcze uzasadniając historyczne prawa dynastii na panowanie nad Rusią stwarza widoki w razie czego sięgnięcia po Prusy. Przypominam, że ten sam monarcha, który się tak bardzo lubił zajmować historią, aczkolwiek był lepszym historykiem niż Włodzimierz Putin, wykazywał od czasu do czasu, że ta Ruś to jest po Białowodę, czyli po Wisłę. W związku z czym apetyt miał duży. Uzasadniał to w gruncie rzeczy tymi samymi świadectwami tych samych latopisów. Pod wieloma względami to się odwołuje wszystko do tradycji „Powieść lat minionych”, którą myśmy przez stulecia nazywali Opisem Nestora. No więc w ten sposób, posługując się materią historyczną, oczywiście można dowieść, co się człowiekowi żywnie podoba.
- Umówiłem się z panem profesorem, że dziś będziemy rozmawiali o tym wszystkim, co działo się w historii Rusi, ale przed czasami Iwana Groźnego, więc to będą bardzo mało znane i dość zamierzchłe tematy. Przed chwilą bardzo ciekawie naszkicowaliśmy chyba te ramy terytorialne, w jakich ta Ruś się rodziła, ale teraz może powiedzmy o aspekcie personalnym. My mamy Mieszka Pierwszego Ukraińcy Jarosława Mądrego. A jaka jest postać, która tę rolę odgrywa w rosyjskiej historii?
- Takich postaci jest kilka. Posuwając się wstecz od Iwana Groźnego, pewnie byśmy delikatnie musieli przypomnieć założyciela tej gałęzi moskiewskiej Rurykowiczów, czyli Iwana Kalitę. Ale znacznie bardziej tego, na którego się dynastia carów powoływała, czyli Aleksandra Newskiego, nie darmo wyniesionego na ołtarze jako święty. Ale jeszcze wcześniej. I to jest zasadnicze pole bitwy o pamięć historyczną dzisiaj. Jest Apostoł Rusi, czyli Włodzimierz Wielki, który jest kim? Dla Rosjan jest apostołem Rusi, jak już powiedziałem i jest pierwszym władcą ruskim, czytaj rosyjskim. Dla Ukraińców jest władcą ruskim, czytaj ukraińskim i apostołem Rusi, czytaj Ukrainy. Symbolem myślenia w tych kategoriach dla Rosji jest ten trwający parę lat spór wokół pomnika Włodzimierza w Moskwie, który w pewnym momencie nawet miał wylądować w tym miejscu, gdzie znajdował się zdetronizowany wcześniej twórca Czeka, nasz rodak Dzierżyński, bo myślano, żeby tą paskudę postawić na Łubiance. No ale wreszcie wymyślili, że to jest złe miejsce. Zresztą konserwatorzy, historycy sztuki się strasznie darli, że ten moloch narusza perspektywę. I wynieśli go jednak na taką przestrzeń niedaleko od borowickich wrót Kremla. I postawiono go. No i teraz oczywiście jest spór zasadniczy co ma wspólnego Włodzimierz z Moskwą, która przecież nie istniała w jego czasach? Moskwa, jak wiadomo, pierwszy zapis to jest połowa XII wieku. Oczywiście ma wiele, no bo jednak te tereny były przez Ruś, w której rządził Włodzimierz, kontrolowane i ekspansja w tym kierunku szła. Po drugie, rzeczywiście trudno zaprzeczyć, że Moskwa jest produktem starej Rusi, więc Rusi Kijowskiej tej posuwającej się ekspansji i kolonizacji ziem ugrofińskich, więc jest jakoś córką w pewnym sensie. Wreszcie Rosja jest prawosławna. No to jest ten, który implementował prawosławie na wschodnią Słowiańszczyznę. Więc trudno odmówić, praw do tego Włodzimierza. Chociaż się ostatnio ich odmawia, co w moim przekonaniu jest dosyć absurdalne. No bo jak ktoś uważa kogoś za swojego przodka, to tłumaczenie mu, że nie ma do tego prawa jest, powiedziałbym, nonsensowne. Zresztą zwracam uwagę, że cała ta dyskusja dawno wymknęła się poza granice rozsądku. Bo jeżeli ograniczymy prawo do Włodzimierza, do jednego bliskiego nam sąsiedniego narodu, to na przykład zrobimy kuku nie tylko Rosjanom, ale również Białorusinom, którzy też mają prawo się powoływać. I to jeszcze wyjątkowe, bo późniejszy, mówiąc w dzisiejszych kategoriach, późniejszy, drugi po Włodzimierzu założyciel Ukrainy, czyli Jarosław Mądry. Wedle tych kryteriów jest pół-Białorusinem, bo synem Rognedy księżniczki połockiej. Spór jest absurdalny. To jest spór absurdalny do tego stopnia, że przypominam i już o tym kiedyś mówiłem i pisałem, wielką dyskusję trwającą prawie sto lat między Francuzami i Niemcami. Do kogo należy Karol Wielki? Cały ten wielki spór, czy to jest Karl der Grosse, czy to jest Charlemagne? Losy imperium Franków były takie, a nie inne, więc po części należy do jednych, do drugich i nikt nie ma prawa tej części odebrać. Ale oczywiście co to oznacza? Że Rosjanie, którzy dosyć brutalnie usiłują zawłaszczyć Włodzimierza na swój użytek, dokonują to w sposób, powiedziałbym, rytualny i symboliczny. Ten wielki pomnik Włodzimierza, postawiony w środku Moskwy, poza wszystkim innym, jest próbą zdezawuowania tego najsławniejszego pomnika Włodzimierzowego na brzegu Dniepru, na wzgórzach kijowskich. Który był symbolem chrztu Rusi, jeszcze także za cara. Wtedy nikt nie kwestionował tego miejsca Włodzimierza w Kijowie i niech nie przenosił Włodzimierza do Moskwy. Do Nowogrodu tak. Oczywiście, on jest bardzo ważną postacią wielkiego pomnika tysiąclecia Rusi, wzniesionego przez Romanowów w 1862 roku. Natomiast to jest naturalne, bo przecież do Kijowa to Włodzimierz przyszedł z Nowogrodu. Więc Nowogród ma do niego niezbywalne prawo. No ale jeżeli Nowogród, to proszę wybaczyć, ale Rosja. Więc piłowanie tutaj na części Włodzimierza jest dosyć ryzykownym zabiegiem. Zwracam uwagę jeszcze na jedną rzecz. Otóż cały ten zamęt, cały ten spór o chrzest Rusi, trwający od 10 lat, a tak naprawdę od 15, wyprzedzający aneksję Krymu, był sporem zawierającym w sobie różne wątki, np. prawo do Krymu. Dlaczego? A gdzie to Włodzimierz się ochrzcił? W Chersonezie bizantyjskim, ale na Krymie. Dlaczego? Potem Putin mówi, w jednej ze swoich mów terenowych, że przecież Krym to jest Góra Świątynna dla Rusi, jak Jeruzalem. Dlaczego patriarcha Moskwy mówi, że Krym to jest chrzcielnica Rusi? I potem, dwa lata później chrzcielnica Rusi zamienia się w chrzcielnica Rosji. I zaczyna się posługiwać pojęciem i cerkiew i państwo chrzcielnicy Rosji. To wszystko było przygotowanie artyleryjskie do chapnięcia Krymu. Ja mówię o tym bez skrępowania, bo ja zwracałem na to uwagę na takiej konferencji polsko-rosyjskiej jeszcze w grudniu 2012 roku. Materiały są wydane w debatach Artes Liberales. I spora część ukraińskich kolegów, którzy oglądali to wystąpienie, odniosła się do tego sceptycznie, a koledzy rosyjscy dosyć ironicznie twierdząc, że to są takie dywagacje historyka, który szuka w słowach polityków treści, których być nie może, bo oni są nieuki. Nie! Tak jak za Iwana Groźnego, a potem za Józefa Wissarionowicza, historia była wprzęgnięta do rydwanu polityki państwa, do budowania programu itd. Tak samo jest wprzęgnięta w czasach putinowski nie tylko późnych, ale i wczesnych. I ta Ruś transformująca się w Rosję. Włodzimierz przeobrażający się z władcy Rusi w władcę Rosji. Apostoł Rusi, który staje się apostołem Rosji. Przecież to jest mechanizm, który daje się odwrócić. Jeżeli Rosji, to znaczy, że całość Rusi do Rosji należy. My jesteśmy Rusią i czymś więcej. Jesteśmy Rosją.
- A jeszcze chciałbym dopytać o dość istotną sprawę, ponieważ w moim pokoleniu każde dziecko znało słynną legendę o Lechu, Czechu i Rusie. Czy ci Rosjanie w jakiś sposób są nam językowo czy genetycznie bliżsi niż inni Słowianie? Jednym słowem czy my faktycznie mamy jakiś wspólny korzeń?
- Wspólny korzeń z pewnością mamy. Obojętnie czy przejdziemy na poziom filozofii chrześcijańskiej, a więc od Adama czy darwinizmu, a więc od małpy. Korzeń wspólny mamy, ale chociaż przypominając błyskotliwą replikę jednego z naszych polityków z czasów Sejmu pierwszej kadencji: Może nie od tej samej małpy pochodzimy. Ale już tak poważnie mówiąc oczywiście mamy wspólny korzeń, bo jedni i drudzy jesteśmy Słowianami. Słowianie czymś się różnią, prawda, od Germanów, Finów, Bałtów itd. Należymy do basenu słowiańskiego. Taka jest prawda. No ale z drugiej strony dlaczego Polacy i Rusini? Bo jednak należałoby mówić bardziej Rusini niż Rosjanie, bo to jednak dotyczy czasów zamierzchłych. Mają ze sobą mniej więcej tyle samo wspólnego, co Polacy i Serbowie, Polacy i Chorwaci, Polacy i Czesi, Polacy i Łużyczanie itd. Może nawet z Łużyczanami mieliśmy więcej, bo to Słowiańszczyzna Zachodnia itd. Natomiast oczywiście mamy wiele wspólnego i biorąc pod uwagę ile stuleci była wspólna ruchoma i w zasadzie otwarta granica, wymiana etnosów, kohabitacja, dyfuzja kulturalna itd. To oczywiste jest, że mamy wiele wspólnego. Natomiast te wszelkie opowiastki o Wiatyczach i Radymiczach, którzy przyszli od Lachów, wszystkie opowieści o Kiju, Szczeku, Chorywie itd. O tym Kiju, który też podobno od Lachów przyszedł. To jest tak naprawdę po pierwsze niczym nie potwierdzone, po prostu to jest jeden z licznych mitów latopisarskich. Po drugie. To nie jest tak, że mamy jakieś chociażby z archeologii, potężne argumenty świadczące o związkach tych poszczególnych plemion z naszymi Polanami. Wygląda na to, że w gruncie rzeczy takim zwornikiem tych wszystkich rozważań jeszcze w średniowieczu jest problem nazwy Polanie. Że skoro pojawiają się Polanie na Rusi, a Polanie to siedzą nad Wisłą, to znaczy, że coś nas łączy. No dobrze, ale w tej strefie spornej, którą my nazywamy niezbyt precyzyjnie Grodami Czerwieńskimi mamy np. Lędzian, Dulebów i Chorwatów. To są inni Chorwaci niż ci, co w Chorwacji. No i co to znaczy, że my mamy prawo na Chorwację? Albo Chorwacja na Grody Czerwieńskie? Nie, nie są pewne nazwy multiplikujące się przecież. W związku z czym należy do tego bardzo ostrożnie podchodzić. A i jeszcze jedno przypominam, że ta wersja Kijowo-Szczekowo-Chorywska, która ostatnio znowu nabrała politycznej, ja bym powiedział aktualności, to jest dowodzenie czysto słowiańskiego i tak naprawdę tubylczego, czysto ukraińskiego korzenia Rusi. To jest pewne antidotum na dobrze zakorzenioną w historiografii wersję stworzenia państwowości ruskiej przez przybyszów zza morza, przez Waregów. Czy jak kto woli prawie że wikingów idących wzdłuż Dniepru. Tyle że w przeciwieństwie do tych wykoncypowanych i wymyślonych Kijów i Szczeków, których nie wiadomo, czy wyobraźnia kronikarza nie powołała w oparciu o toponimy kijowskie. Prawda, Szczekowica góra itd. To osoba Ruryka, osoba Olega, osoba Igora czy Olgi Helgi są bardzo dobrze potwierdzone źródłowo tak naprawdę. Już nie mówiąc o tym, że należałoby sobie wtedy odpowiedzieć na pytanie jak to jest, że w Dynastii Rurykowiczów, która zarządzała tym ogromnym terytorium, która je wzmocniła, która ten patchwork w jednorodną materię państwową tworzyła, że jakoś w tym, w tej tradycji dynastycznej, Kije i Szczeki się nie pojawiają, a imiona Ruryków i Igwarów i Olegów przynajmniej do XIV wieku są widoczne. Mimo że jest to poza wszystkim innym pogańska tradycja.
- Za chwilę dokładniej omówimy to, w jaki sposób Ruś powstawała, ale na koniec tej części chciałbym, żebyśmy posłuchali jeszcze jednego przemówienia Władimira Putina, tym razem z roku 2021, przed pełnoskalową agresją na Ukrainę. Posłuchajmy, czy ta interpretacja historii w wykonaniu jej fascynata, jakim jest niewątpliwie prezydent Federacji Rosyjskiej, nie była pewnego rodzaju ostrzeżeniem. „Rosjanie, Ukraińcy i Białorusini są spadkobiercami dawnej Rusi, niegdyś największego państwa Europy. Plemiona słowiańskie i inne ludy na olbrzymiej przestrzeni od Ładogi, Nowogrodu, Pskowa, do Kijowa i Czarnkowa połączone były jednym językiem, więziami gospodarczymi i władzą książąt z dynastii Rurykowiczów. Po chrzcie Rusi połączyła je również jedna prawosławna religia”.
Część druga. Wschód dwóch Rusi.
„Powiedzieli sobie: Poszukajmy księcia, by nami władał według porządku i prawa. Szli za morze, ku Waregom, ku Rusi. Bowiem tak się zwali ci Waregowie – Rusią, jak się drudzy zowią Szwedami. Inni Normanami, Anglami, a inni Gotami. Takoż i ci się zwali. Rzekli Rusi, Czudowie, Słowianie, Krywicze i Wesowie. Ziemia nasza wielka jest i obfita, a ładu w niej nie ma. Pójdźcie więc rządzić i władać nami. I wybrali się trzej bracia z rodami swoimi. Wzięli ze sobą wszystką Ruś i przyszli do Słowian najprzód i obwarowali gród Ładogę. I siadł Ruryk najstarszy w Ładodze. A drugi Sineus w Białym Jeziorze. A trzeci Truwor w Izborsku. Od tych Waregów Nowogrodzianie nazwani zostali Rusią i są dziś ludzie nowogrodzcy rodu waregskiego, a pierwej byli Słowianami”.
- Waregowie, czyli mieszkańcy terenów obecnej Szwecji dokonali czegoś praktycznie niemożliwego, czyli przedostali się w górę rzek z terenów północy Morza Bałtyckiego aż do Morza Czarnego.
- Chodzili handlować. Dało to dnieprowskim wodnym traktom taką nazwę umowną drogi od Waregów do Greków. Wzdłuż tej arterii wybudowali sobie różne zimowiska i faktorie. I wraz z ich postępami na południe rosła kontrola nad dnieprowskimi obszarami. Ale przecież to nie jest kwestia tylko tych przeciąganych tam gdzieś przez progi Dniepru, a przedtem przez Berezynę łodzi wikingów z towarem, bo to jednak byli wojownicy i kupcy. Ale to przecież jest również kwestia sporych kontyngentów zbrojnych za ściągających się na służbę cesarzy bizantyjskich. Ja jednak przypominam, że nie ma badań nad dziejami Rusi, ale także ułomne byłyby badania nad wojskowości Cesarstwa Bizantyjskiego, gdybyśmy nie sięgali do sag skandynawskich. I nagle się okazuje, że późniejsi królowie skandynawscy, tacy jak Olaf Tryggvason jak Harald Hardrada, który potem zginie pod Stamford Bridge. Rywalizując, kto pierwszy zdobędzie Anglię z Wilhelmem Zdobywcą. Czy Amon Żelazne Ramię to wszystko są osoby, które przez tę Ruś przeszły. Niektórzy z nich jeszcze ożenili się w Kijowie z córkami Wielkich Książąt. Ludzie, którzy zaciągali się w Konstantynopolu, służyli w Gwardii Cesarskiej. W sagach zachowały się o tym heroiczne wątki. Na przykład o tym, jak Harald Hardrada walczył na Sycylii przeciwko Arabom, prawda itd. Do spółki z wielkim wodzem Georgiosem Maniakesem, którego Waregowie nazywają Gyrgi itd. Poza wszystkim innym to był trakt, którym powtarzam przemieszczały się spore masy ludzkie. Jak Włodzimierz Wielki zdecyduje się na chrzest, zawrze pakt dynastyczny umocniony matrymonią, a potem małżeństwem z córką cesarza i siostrą cesarza, z Anną Porfirogenetką, to przecież w sukurs szwagrowi wyśle nie tylko swoje drużyny kijowskie, ale potężną zaciężną drużynę skandynawską, którą najmie dla niego i która przesądzi o początkowym zwycięstwie w walkach z uzurpatorami. Wikingowie dokonają desantu po Abydos, prawda. I rozgromią uzurpatora. W związku z czym to jest może nie Marszałkowska, ale to jest trakt wydeptany, dobrze znany, przez stulecia funkcjonujący. Ważny, wiążący Ruś ze Skandynawią, ale wiążący również z najważniejszym ośrodkiem cywilizacyjnym ówczesnego świata, czyli Konstantynopolem. Wiążący nie tylko ze Skandynawią, bo wiążący z całą strefa Bałtycką, wiążący pośrednio przez Danię, także z Niemcami itd. To są po prostu nie jedno okno na świat, a dwa w amfiladzie. I o tym warto pamiętać. Nawiasem mówiąc, pytał się Pan Redaktor wcześniej o pochodzenie nazwy Ruś. To właśnie jest ten problem, że przypominam, że z większości teorii na temat pochodzenia tej nazwy większość opowiada się za pochodzeniem skandynawskim. Albo mówimy o tym, że Ruotsi to jest nazwa Szwedów dawana przez plemiona fińskie. Jest ten tzw. model Roslagen itd. Większość tych teorii tej nazwie przyznaje pochodzenie nordyckie. Najstarszy zapis źródłowy o pochodzeniu stosujący nazwę Ruś. Zapis niemieckiej kroniki „Annales Bertiniani” opisuje kogoś, kto dla kronikarza jest przybyszami z Północy, raczej Skandynawami, chociaż rządzi nimi Hagan, więc tak jak u Chazarów. I kronikarz pisze: „Sami siebie nazywają Rusią”. Więc są Rusią, skoro tak się nazywają. Natomiast przestrzegam przed jednym. U nas szczególnie ostatnio popularna zrobiła się teoria, że do XII wieku to ta Ruś Zaleska to to w ogóle. Czyli tereny gdzie powstało potem Wielkie Księstwo Moskiewskie, jest poza tą kijowską ekumeną i prawie że jej nie ma itd. Nie jest to prawda, żeby sięgnąć tron, osiągnąć tron kijowski po śmierci Włodzimierza, kontrpretendenci muszą zamordować tego, który jest wyznaczony przez Włodzimierza swym następcą. Kto jest wyznaczony następcą? Wyznaczony jest późniejszy święty Borys. A gdzie ten Borys włada? Borys włada w Rostowie. Czyli mamy w tym momencie już konkurencję dla tej ważnej dzielnicy, tego apanażu i następców. Czyli dla Nowogrodu. Już mamy dzielnicę rostowską. Rostów, czyli Ruś Zaleska, w związku z czym nie opowiadajmy o tym, że dopiero Jerzy Dołgoruki itd. Tam państwo się już umocniło. Na przełomie X i XI wieku powstała ważna stolica książęca i stamtąd pójdzie ta ekspansja na ziemie zasiedlone przez plemiona ugrofińskie. A już wiadomo, że i ten Rostów, i ten Murom, to wszystko jest opanowane przez Ruś wcześniej i należy do Rusi. Także starajmy się pozostawać w kręgu źródeł, a nie z pozycji napędzanych polityką.
- W późniejszym czasie ta Ruś staje się terenem ekspansji, takim terenem zderzenia wpływów Wschodu, czyli Mongołów z dalekiej Azji z umownym Zachodem, czyli Litwą. Kto i dlaczego zaczął na tym terenie przeważać?
- Po pierwsze z ciepłym uśmiechem jako przyjaciel Litwy przyjmuję Pańskie stwierdzenie, że jest to ekspansja Zachodu. Biorąc pod uwagę, że Litwę w owym czasie uważano za ostatni dziki kraj i ostatni kraj pogański, co było prawdą, w Europie.
- To usprawiedliwiam się, prostuję. Chodziło o aspekt głównie geograficzny z tym Zachodem.
- Ja pomyślałem, raczej bardziej północ. Kompas byłby po mojej stronie. Natomiast wydaje mi się, że tam oczywiście były pewne elementy ekspansji, także zachodniej, no bo jednak i Duńczycy, i Szwedzi, no i Zakon Kawalerów Mieczowych, prawda jako niemiecki jednak w tym kierunku właśnie ziem Czudów, Liwów. W kierunku Kuronii jednak w pewnych momentach parł dosyć energicznie. No ale to jakby inna sprawa. Poza tym nie wiadomo, czy np. naszej i węgierskiej obecności na Rusi Halickiej nie uważać za ekspansję łacińską. Raczej nie, ale pewnie o tym warto by porozmawiać oddzielnie. Natomiast dlaczego? Po prostu dlatego, że ten fenomen, rzeczywiście fenomen niezwykłej nie tylko dla owych czasów ekspansji małego narodu. W sumie małego narodu bardzo energicznego i bardzo bitnego na wielką, przerastającą go cywilizacyjnie Ruś południową, Ruś zachodnią. Nurtuje to historyków od 150 lat. Na czym polega problem? Jednak Litwa jest silna słabością Rusi. Rusi podzielonej Rusi rozbitej przez najazd mongolski. Rusi na dokładkę między sobą konkurującej, o sukcesję po jednolitym wcześniej jednak państwie, rządzonym z Kijowa. Rusi zbierającej właśnie cięgi od różnych sąsiadów. Nie tylko przecież najazd tatarski, ale jednak powtarzam, że skądś się bierze to, że powstało pojęcie Galicja. Że i przy okazji rozbiorów władcy Austrii powoływali się na wcześniejsze prawa królów węgierskich, że to jest Regnum Galiciae itd. Ta ekspansja trwa od XII wieku, w związku z czym ta Ruś nie jest w stanie stawić jednolitego oporu. Litwa znalazła się poza ekspansją mongolską. Ekspansja mongolska ominęła. Co prawda w pierwszym rzucie ma przed sobą księstwa, ale one są słabsze i podzielone tzw. Rusi Czarnej i Białorusi. No ale jednak one też może nie do końca były w większości spustoszone przez Mongołów. Ale one są słabe. Natomiast jak wychodzą na te przestworza wzdłuż Dniepru, Siewierszczyznę Czernihowszczyznę itd. To bardzo często nie mają przed sobą adwersarza, nie mają przed sobą przeciwnika. Tam gdzie mają przeciwnika, to ta ekspansja zostaje powstrzymana. Mamy np. fenomen Paskowa, który się obroni przed energiczną ekspansją litewską, a obroni go tak naprawdę litewski dynasta, który dał drapaka z Litwy po udziale w zamordowaniu pierwszego ochrzczonego króla Litwy, czyli Mendoga. Dowmunt, który jest czczony w kościele prawosławnym ruskim jako święty Tymoteusz, bo uciekł do Pskowa, ochrzcił się i zaczął lać swoich dawnych współplemieńców, powstrzymując litewską ekspansję na Psków. Był taki, który stawił opór, stawiał opór Smoleńsk. Opór Smoleńska zostanie złamany na początku XV wieku. Ale tam, gdzie nie było gospodarza, a część tych dzielnic była, poza wszystkim innym, nawet osierocona. Ta ekspansja tatarska przerzedziła, poza wszystkim innym, szeregi Rurykowiczów. Właśnie na południu i na zachodzie. To była jednak hekatomba. Całe linie szły pod nóż. Na wschodzie i północy też. Ale tam się jakoś lepiej reprodukowali. Tutaj część tych gałęzi Rurykowiczów jest słabsza i mniej liczna. Poza tym proszę pamiętać, że ekspansja litewska przyjmowała różne formy. To niekoniecznie był tylko brutalny podbój. Było na przykład doprowadzanie do związku małżeńskiego między silnym kniaziem litewskim a dziedziczką osierocone w linii męskiej dzielnicy ruskiej. Jagiełło w pewnym momencie opanował, przejął Witebsk. Dlaczego? Ożenił się z litewską księżniczką jego ojciec. To małżeństwo Olgierda. Poza wszystkim innym dynastia niby pogańska, która jednak stosuje dywersyfikację polityki konfesyjnej. Książęta władający największymi dzielnicami ruskimi przyjmują prawosławie. To zresztą jest bardzo obosieczny środek dla nich samych, bo oni dostają potężne dzielnice, stają się monarchami, ale w ten sposób tracą prawo do tronu wielkoksiążęcego na Litwie. Bo na Litwie chrześcijanin nie może w owym okresie być księciem, więc nawet jest cała polityka Kiejstuta, Giedymina i Olgierda wypychających potencjalnych pretendentów na wschód, dających im środki, dających im drużynę, dających im oblubienicę i jednocześnie eliminujących ich z walki o schedę. Następuje rutenizacja a w zamian za to dworów litewskich. Klasycznym przykładem jest przecież nasz Jagiełło, który był człowiekiem kultury przecież nie litewskiej, tylko kultury ruskiej. Jak ktoś ma wątpliwości, niech pojedzie do Lublina i pójdzie do kaplicy Świętej Trójcy, którą kazał sobie ozdobić, jak pisze Długosz, który jak widać malarstwo i rzeźbę utożsamiał, bo jak pisze, że on po prostu lubił scultura greca, prawda? No ale przypominam, że ten ochrzczony w rycie rzymskim litewski poganin, który jest pół-Rusinem, bo synem księżniczki twerskiej Julianny, a więc potomkiem męczennika cerkwi ruskiej, księcia Michała Twerskiego, którego opiewał Słowacki. I w prostej linii potomkiem Włodzimierza Wielkiego apostoła Rusi. Dla Rusi jest swój. Jest człowiekiem ruskiej kultury, jest niedoszłym zięciem Dymitra Dońskiego z Kulikowego Pola. Przychodzi do katolickiej korony. I co robi? Przypominam, że wprowadza rytualne cerkiewne malarstwo nie tylko do swojej kaplicy na Zamku Lubelskim, ale do najważniejszej świątyni koronnej, do katedry gnieźnieńskiej. Nie zachowało się, ale wprowadził. Wprowadza malarstwo ruskie do Świętego Krzyża na Łyścu, do Najświętszej Marii Panny w Sandomierzu, do piastowskiej kolegiaty wiślickiej. Więc on jest z tym niesłychanie mocno zżyty. Obyczaj ruski, kancelaria ruska, dieta ruska, wiemy, co jadły itd. W związku z czym cywilizacyjny Rusin przecież. No i o tym po prostu trzeba pamiętać. Natomiast i tak decydujące dla tego zjawiska, o którym zaczynaliśmy mówić na początku, jest nie fenomen ekspansji litewskiej, tylko skutki ekspansji mongolskiej. Bo to ona stworzy sytuację, w której ekspansja litewska będzie mogła wejść jak nóż w masło. Jednak zdemolowanie starej struktury państwowej. Jednak przejechanie się czambułów Batu-chana i Subedeja przez prawie całą Ruś, poza Białorusią, spowoduje takie, a nie inne skutki. Ta Ruś po katastrofie lat 1239-41 nigdy już nie będzie taka sama. A najgorsze skutki tego skonsumuje oczywiście Ruś Zaleska, czyli macierz Moskwy i Rosji.
Część trzecia. Od Jarłyku do potęgi.
„Uderzenie było nagłe. Tak nakazywał Czyngis. Cios wymierzyły świeże wojska wyczerpanemu już przeciwnikowi. Tak nakazywał Czyngis. I świeża jazda wsiadłwszy na karki nieprzyjaciela, nie pozwalając mu ni ochłonąć, ni odetchnąć. Gnała go het, niszcząc doszczętnie. Tak nakazał Czyngis. W ten sposób Ruś wypełniła trzy nakazy Czyngisa. Jęczała ziemia tatarska, spadły na nią nieszczęścia i cierpienia. Opuściła ich władców, chełpiwość i chęć wypraw na ziemie ruską”.
- Tak kroniki pisały o Bitwie na Kulikowym Polu w roku 1380. Bitwa, która jest nazywana Ruskim Grunwaldem, jedną z najważniejszych bitew we wschodniej Europie. Czy ta bitwa faktycznie miała tak ogromne znaczenie dla historii Rusi i współczesnej Rosji?
- Muszę pana zmartwić. Nie miała żadnego. Po pierwsze, rok po Kulikowym Polu czambuły moskiewskie spalą Moskwę. Proszę zobaczyć, ile lat jeszcze od Kulikowego Pola Tatarzy będą dochodzić do Moskwy i od czasu do czasu będą ją palić. Kiedy Moskwa zostanie spustoszona i spalona przez ordę ostatni raz? Za Iwana Groźnego. 1571. Skąd się weźmie wielka kariera i wielki autorytet społeczny Borysa Godunowa? Bo będzie to pierwszy dowódca w dziejach państwa rosyjskiego czy moskiewskiego, który powstrzyma ordę. Powstrzyma pod samą pod Klasztorem Nowodziewiczym praktycznie. Budując ten obóz warowny, ten hulajgorod. Czyli pan wybaczy, ale mamy dziewiątą dekadę XVI wieku, a Bitwa na Kulikowym Polu jest dwieście lat wcześniej. Ale nie to jest tu decydujące. Decydujące jest to, że Bitwa na Kulikowym Polu jest cudownym przykładem inżynierii, ja bym powiedział, historycznej w wykonaniu średniowiecznym. Przecież to nie jest żadna bitwa walczącej o niepodległość i wyzwolenie Rusi przeciw Mongołom i to jeszcze wspieranym przez złych sąsiadów, czytaj Litwa i Jagiełło. Wiarołomnych władców ruskich, korupcjonistów jak Oleg Riazański. Jak najstarsze przekazy źródłowe ruskie uzasadniają moralne prawo Dymitra Dońskiego do zwycięstwa. Dlaczego on ma moralne prawo? Bo przecież jest to po najeździe mongolskim. Ruś, straszliwie doświadczona tym najazdem uwierzyła, że oto zmienił się model świata. Kiedyś na szczycie był Basileus bizantyjski, był cesarz. Władca Rusi uznawał to. Jednocześnie mu, jakby nie podlegając, uznając jego religijny i ideowy prymat, a nie polityczny. Ale nastąpiły dwa fundamentalne wydarzenia. Upadł Konstantynopol pod uderzeniem czwartej krucjaty – 1204 i przyszli Mongołowie. Bizancjum ewakuuje się do Azji Mniejszej, do Nicei i aż do końca szóstej dekady XII wieku bizancjum nie ma w Bizancjum, Greków nie ma w Konstantynopolu. Dopóki Michał Paleolog nie odwojuje Konstantynopola od Łacinników, nie ma Konstantynopola. Zniknął, został anihilowany. Nie ma więzi kościelnej. Skąd brać metropolitów kijowskich itd. Natomiast pojawiają się Mongołowie i wtedy w mentalności ruskiej właśnie, szczególnie na północy i północnym-wschodzie, pojawia się pokusa uporządkowania tego. Chan w opisach ruskich nie występuje z nazwą Chan, z tytułem Chan. On jest cesarz, on jest car. On zmienił Basileusa. Otóż proszę przyjąć do wiadomości, że Dymitr Doński ma prawo lać Tatarów dlatego, że występuje w obronie legalnych potomków Czyngis chana. Mamaj, którego my nazywamy chanem Mamajem pokonany na Kulikowym Polu nie jest żadnym chanem. Jest emirem uzurpatorem, który odsunął ród Czyngis chana od władzy, ale sam nie może zostać chanem, ponieważ brakuje mu jednej rzeczy – świętej krwi Czyngis chana. W tym samym momencie Dymitr Doński występuje jako miecz sprawiedliwości. Oto on pobije uzurpatora i w zasadzie Chan powinien być mu wdzięczny. Chan wdzięczny jest tak bardzo, że właśnie rok później pali Moskwę. Bo wasal się trochę za bardzo zrobił dumny. Tak naprawdę nie można zjeść ciastka i mieć ciastka. Jeżeli my opowiadamy, że Bitwa na Kulikowym Polu zmieniła wszystko. To w takim razie jaki ma sens odwoływanie się, a to jest niesłychanie ważny, konstytutywny element świadomości historycznej rosyjskiej, słynne stejanie na Ugrie, czyli stanięcie nad rzeką Ugrą, gdzie Iwan III, Iwan Srogi, wreszcie on rzeczywiście w 1480 roku kładzie kres dominacji tatarskiej, odrzuca płacenie podatków, danin, przestaje się już czuć wasalem itd. No na Boga, jest to sto lat po Kulikowym Polu. Także z tym Kulikowym Polem bym nie przesadzał. Już nie mówiąc o tym, że Orda posypała się pod swoim ciężarem, a nie na skutek przegranej bitwy. Mało tego, proszę porównać potencjał, a przecież ta Złota Orda, na którą niebawem uderzy niedoszły władca świata czyli Tamerlan. I dojdzie do tych wielkich zmagań między Tamerlanem a Chanem Tochtamyszem, ta Złota Orda do tych bitew nad Terekiem, do tych bitew z Tamerlanem będzie wyprowadzała armię 80-100 tysięcy szabel. Ile tam walczyło na tym Kulikowym Polu? Jednak mniej niż pod Grunwaldem. Grunwald jest ważniejszy. Grunwald tak naprawdę potwierdził mocarstwowe aspiracje połączonego państwa polsko-litewskiego. Grunwald był pierwszym ważnym sygnałem dekompozycji rzeczywistości zakonnej nad Bałtykiem. To ma znaczenie nie tylko dla zakonu niemieckiego w Prusiech, ale ma to znaczenie dla gałęzi inflandzkiej. Grunwald położył kres tak naprawdę teorii krucjatowej, jak bym powiedział, ideologii krucjatowej, przynajmniej w Rzeszy Niemieckiej. I tak dalej, i tak dalej, w związku z czym Grunwald jest nieporównanie ważniejszy.
- Wydaje się, że poza faktami historycznymi i tymi okolicznościami, w jakich Moskwa zyskiwała niezależność od Mongołów, powinno nas bardzo żywotnie zastanowić, jaki ślad ich panowanie zostawiło w mentalności mieszkańców tych ziem. Taki ślad, który nie bójmy się użyć tego słowa, jest widoczny chyba do dziś.
- Bez wątpienia pokaźny. Jednak należy pamiętać, że ta dominacja mongolska tak naprawdę trwała ćwierć tysiąclecia. 250 lat. Nie da się 250 lat zależeć od kogoś i nie przejąć jakiś elementów jego kultury politycznej, widzenia świata, urządzenia tego świata itd. Z pewnym przekąsem i przewrotnie powiem, że jesteśmy w Warszawie, która była stolicą Kongresówki. I kiedy się zastanawiamy nad różnicami między Galicji i Kongresówką, pomiędzy Wielkopolską i Kongresówką. To zwracamy uwagę na pewne naleciałości, na pewne skutki rosyjskiej okupacji, tutaj trwającej ponad 100 lat. A Ruś zmagała się z okupacją mongolskim lat 250, mając znacznie niższy poziom rozwoju społecznego. Inny poziom rozwoju elit. Miała np. ten wielki problem. Najważniejszy autorytet moralny, czyli cerkiew prawosławna, poszła na całkowitą i głęboką kolaborację z Mongołami. M.in. stąd właśnie to aplikowanie tytułu carskiego Chanom. Uzyskała potężne koncesje i uczestniczyła, no przepraszam, w demoralizowaniu społeczeństwa, zachęcaniu go do pokory i uległości. Na pewno model władzy odegrał tu kolosalną rolę. Na pewno utrwalił przekonanie o nieograniczonych prerogatywach władzy i uzasadnił właśnie tym nieograniczeniem władzy, ja bym powiedział nawet nie tyle srogie, co okrutne formy jej sprawowania. Proszę zwrócić uwagę, że ten słynny spór między Iwanem Groźnym z czasów opryczniny a kniaziem Andriejem Kurbskim, jego polemistą i uciekinierem do Rzeczpospolitej, to Iwan Groźny wykłada tą filozofię władzy w sposób niesłychanie prosty i użytkowy. Po pierwsze, ja mam prawo mordować moich poddanych. To jest moje niezbywalne prawo monarsze. Mam prawo wywyższać, kogo chcę i mordować, kogo chcę. A wy, jeżeli jesteście nawet niewinni, to nie macie prawa oporu, które było tradycją słowiańską. Powinniście z godnością przyjąć palmę męczeństwa, ponieważ Bóg was nagrodzi. Natomiast wy nie macie prawa się opierać, bo to jest zamach na Pomazańca Bożego. Wie pan, kiedyś się mówi o trzecim Rzymie i mówi się o przejęciu sukcesji bizantyńskiej, to się opowiada dyrdymały w tym przypadku. Ponieważ Bizancjum takiego czegoś nie znało. W Bizancjum przypominam, nie było takiego czegoś, jak mająca nieograniczone prerogatywy dynastia panująca. Bizancjum chowało się za tarcze sukcesji rzymskiej, a więc res publica Romana. Elekcyjność, obieralność władców, senat urzędujący do końca Konstantynopola itd. Dlatego np. Bizancjum miało tradycję permanentnych zupełnie wystąpień uzurpatorów i walk o tron. Bo wprawdzie władca jest Pomazańcem Bożym, ale a nuż to nie jest prawdziwy Pomazaniec Boży? To opatrzność ma rozstrzygnąć, który jest prawdziwym cesarzem. Na Rusi jest to niemożliwe. Władca jest eo ipso panem przyrodzonym. Koniec, kropka. I tutaj oczywiście spotykają się dwie tradycje tradycja jeszcze Rurykowiczów, którzy tak dokumentnie wyrżnęli wszystkich konkurentów, wszystkie lokalne dynastie, wszystkie resztki po Drewlanach, Wiatyczach itd., że stali się korporacją rodzinną władającą całą Rusią. Nie darmo Tołoczko posługiwał się pojęciem monarchii rodzinnej, korporacji rodzinnej, prawda? Otóż rzeczywiście to jest dziedzictwo rodzinne, to jest własność, współwłasność, tak bym to określił, współwłasność Rurykowiczów. Więc to jest jakby jedna tradycja. Nikt oprócz nich, nikt nie ma prawa konkurować do tego. A drugie to jest to, że autorytet chana, władza nieograniczona, który może swoich poddanych kaźnić albo nagradzać, sprawia, że ten rozziew między monarchą a poddanym staje się gigantyczny. Przecież w Rosji aż do czasów Katarzyny II poddany, czy to jest kniaź, czy to jest bojar, czy to jest diak, piszący do władcy będzie posługiwał się pojęciem chołop. Ja, twój chołop. Czyli chłop. I jeszcze będzie używał poniżającego diminutivum. Ja chołopiszka twoj Iwanuszka itd. Te czołobitne supliki będą w formie poniżającego rozziewu między władcą, który jest Pomazańcem Bożym, który jest gosudar wsieja Rusi itd. I chołopiszka twoj, prawda? My twoi mużyki itd. Przecież szanowne Panie Redaktorze oświeceniowi pisarze sławili pod niebiosa Katarzynę za dwie rzeczy, które z naszego punktu widzenia nie tylko w Rzeczypospolitej, ale w Europie, wydają się, nawet w absolutyzmie oświeconym i nie tylko, nierealne. Otóż szlachta i arystokracja przestała o sobie pisać, że są carskim chłopami i skończyły się kary cielesne, chłosty publiczne i upokarzanie dla stanu szlacheckiego. I to uznano za wielki oświeceniowy przełom. No to mamy teraz efekt tego społeczeństwa zupełnie inny niż to, do czego myśmy w Europie, nie tylko zachodniej, ale środkowej, przywykli. To jest ta fundamentalna rozmowa z pamiętników Samuela Maskiewicza z bojarem Gołowinem, zresztą źle u nas interpretowana bardzo często. Kiedy Gołowin z dumą mówi polskiemu kombatantowi, bo razem bronią Moskwy przed uzurpatorem Samozwańcem II, wspieranym oczywiście też przez Polaków. Mówi: „Wam miła wasza wolność, nam nasza niewola”. I zaczyna się oczywiście w Polsce interpretowanie, że to jest arabska dusza, prawda, niewolnicy. Nie, nie. Tu jest jeszcze jedna zagwozdka właśnie prawna, bo carskie chołopy, carskie raby to my jesteśmy wszyscy. Od kniazia do smerda. Czyli de facto oznacza to w ich przekonaniu równość wobec prawodawcy, władzy prawodawczej, władzy sądowniczej, władzy wykonawczej. Wszyscy jesteśmy równi. Nasza niewola jest naszą wolnością. A u was to jest ta stratyfikacja, jak to pisano w publicystyce szlacheckiej. Czego tam ta złota wolność strzeże. Panu nic, chłopa na pal, szlachcica na wieże, prawda? I to trzeba po prostu zrozumieć. Tak, ta tradycja mongolska odegrała kolosalną rolę. Ta tradycja mongolska odegrała rolę również z punktu widzenia ideologii politycznej w postaci doktryny, powiedziałbym, zewnętrznej. Przecież podbój obszarów azjatyckich dość często będzie się odbywał z odwołaniem do instrumentarium z czasów mongolskich. Carowie będą mieli kancelarię, będą tytułowani np. przez Nogajjców białymi chanami. Będą posługiwali się chańską tugrą itd. Skonsumowali tę sukcesję, skonsumowali tę tradycję. Przypominam, że jest coś nieprzypadkowego, że ta sama dynastia Rurykowiczów, która tak limitowała, moskiewska linia Rurykowiczów, innym Rurykowiczom możliwość funkcjonowania w granicach swojego władztwa, zrobi wyjątek dla dwóch dynastii. W zasadzie dla trzech obszarów, ale dla dwóch szczególnie. Jedną są Giedyminowicze. Ci, którzy ujdą do Moskwy, przegrawszy walkę z potomstwem Olgierda i rodziną Jagiełły i staną się elitą ruską, a potem rosyjską. Pierwszoplanową, bo kto z nas dzisiaj pamięta, że np. Golicynowie to są de facto Litwini, a nie Rusini, prawda itd. Ale druga część tej najbardziej wpływowej elity to co Czyngisydzi. To potomkowie chanów i emirów z różnych hord, z różnych kanatów. Z pokonanej, podbitej przestrzeni nadwołżańskiej, więc Astrachań - Kazań, ale również z Chanatu Syberyjskiego, potomkowie itd. I oni wszyscy są implementowani do rosyjskiej arystokracji. Czyngisydzi stają się książętami. Oni dostają tytuły książęce. Jak dalece to było rozpowszechnione, to przypominam, jak wielu ich było w elicie rosyjskiej. Z tą pamięcią mongolską, bo my to tak lubimy mówić, że prawda, Niemcy bałtyccy tam przyszli za Piotra i stali się elitą itd. No to przypominam, że ten, który spalił Moskwę, żeby Napoleonowi nie zostawić, gubernator Moskwy, hrabia Rostopczyn był Tatarom, był pochodzenia tatarskiego. I jak go car zapytał, nagradzając go orderem, powiedział: „Książę, wasza cesarska Wysokość, ja jestem hrabią. Wy jesteście hrabią? Jak to się stało? Ja myślałem, że wszyscy ordyńscy dostojnicy, którzy przyjeżdżali do nas – to się nazywało wyjechać do Rosji – dostawali tytuł książęcy. Wasza Cesarska Wysokość. Jedni dostawali kniazia, drudzy dostawali sobolową szubę. Widocznie moi przyjechali w zimie”. Przypominam, że ordyńskie pochodzenie ma zabójca Rasputina, książę Jusupow? I tak dalej. W związku z czym to jest wielka grupa osób, które też weszły do elity rosyjskiej i to też nie pozostaje bez wpływu. Także wiele tutaj tych elementów jest. Już nie będę mówił o tym, że tureckie, tatarskie, turskie pochodzenie ma spora część przecież terminologii sądowniczej, penitencjarnej. Tak proponuję zastanowić się skąd są te knuty, tiurmy itd. To nie są pojęcia z języków europejskich.
- Dziękujemy bardzo za wysłuchanie odcinka do końca. Jeżeli zostaliście Państwo z nami do końca to znaczy, że ten odcinek Was zainteresował. Ja uważam, że był bardzo ciekawy. Dlatego też korzystając z okazji będę nalegał na Pana Profesora na zaproszenie w przyszłości i realizację odcinka o kolejnych wiekach. O tym jak kształtowało się później to Imperium Rosyjskie.
Szanowni Państwo, bardzo dziękuję za wysłuchanie odcinka. Do usłyszenia. Cezary Korycki. Bardzo dziękuję. Wysłuchaliście podcastu Muzeum Historii Polski. Prześwietlenie. Inne historie Polski. Podcastu możecie posłuchać na YouTube, Spotify, Google Podcast, na Audiotece i w aplikacji Empik Go, a także na innych platformach podcastowych. Chcesz być na bieżąco? Subskrybuj kanał Muzeum Historii Polski.
Dane o obiekcie
-
Nazwa / Tytuł
Rosja. Tajemnice przyszłego imperium -
Twórca / Wytwórnia
Muzeum Historii Polski (producent) -
Rodzaj
-
Kategoria
-
Data wykonania
18/06/2023 -
Czas trwania
0h 57min 55sek -
Osoby występujące
-
Miejsce
-
Wydarzenie
Podcasty Muzeum Historii Polski -
Numer inwentarzowy
MHP-05-14105 -
Klasyfikacja praw autorskich
-
Permalink