Przegląd Piosenki Prawdziwej. Festiwal „Solidarności” - wykład otwarty dr. Grzegorza Wołka - Mediateka - Muzeum Historii Polski w Warszawie SKIP_TO
Wizyta w muzeum Przejdź do sklepu
Wykłady i debaty
Audiovideo

Przegląd Piosenki Prawdziwej. Festiwal „Solidarności” - wykład otwarty dr. Grzegorza Wołka

Muzeum Historii Polski;

10/09/2026

Transkrypcja

Prowadzący

Dzień dobry. Nazywam się Bartosz Wójcik, jestem pracownikiem Działu Naukowego Muzeum Historii Polski i mam przyjemność powitać państwa na pierwszym po wakacyjnej przerwie wykładzie z cyklu „Otwórz się na historię”. Dziś nieprzypadkowo podejmiemy temat Przeglądu Piosenki Prawdziwej, który odbył się w sierpniu 81 roku w Gdańsku. Pretekstem do wyboru tego właśnie tematu jest nasza nowa wystawa czasowa „Za czym kolejka ta stoi? PRL w muzycznym zwierciadle”. Jeżeli ktoś z państwa jeszcze nie widział, to gorąco zachęcamy. Wystawa trwa do 6 grudnia. A wracając do tematu dzisiejszego wystąpienia, mamy okazję gościć pana doktora Grzegorza Wołka, pracownika Instytutu Pamięci Narodowej, redaktora naczelnego „Encyklopedii Solidarności”, autora licznych publikacji z zakresu historii opozycji demokratycznej, ale także aparatu bezpieczeństwa PRL, by wspomnieć ostatnią, dość głośną, ukazała się, jeżeli się nie mylę, dwa lata temu praca „Szaleńcy niepodległości. Historia Konfederacji Polski Niepodległej”. No i cóż, aby nie przedłużać, przenosimy się do Gdańska, jest 81 rok, lato. Panie doktorze, oddaję głos.

 

Gość

Dziękuję bardzo. Tak, od Konfederacji Polski Niepodległej do Przeglądu Piosenki Prawdziwej, to jest dość duża przestrzeń. W zasadzie chyba jedynym elementem łączącym te dwa, z jednej strony tę organizację, z drugiej to wydarzenie, to jest chyba tylko to, że i jedni, i drudzy byli zwalczani przez Służby Bezpieczeństwa. Ale proszę być spokojnym, o SB będzie, ale tylko trochę. Natomiast nie mogę się powstrzymać przed komentarzem, że jest to pierwszy wykład, jaki mam przyjemność prowadzić, na który uznałem, że nie wypadałoby ubrać marynarki, a tym bardziej ubrać krawata, że jednak to mogłoby być nie do końca wskazane. Przegląd Piosenki Prawdziwej - tam raczej pod krawatem nie chodzono. Nawet ci esbecy, którzy to nagrywali, myślę, że też niekoniecznie ubierali krawaty. To tyle słowem wstępu. Ja co prawda śpiewał nie będę, ale zanim przejdę do wystąpienia, myślę, że dobrze by było poświęcić 3,5 minuty na odsłuchanie pewnego utworu.

 

Nagranie

Jacek Zwoźniak.

 

„W czasach, gdy się naród zrywał, by się bić o rzecz największą. Ktoś próbował opisywać pannę w klasie najpiękniejszą. Że jest piękna jak Dantego Beatrycze. Wszystko to nad marnościami marność, bo najpiękniejsza w klasie robotniczej jest Solidarność. Najpiękniejsza w klasie robotniczej jest Solidarność. Że nie zgwałci tajny agent byle bałamutną strofą. Tej zwyczajnej prawdy nagiej nie śniło się filozofom. A na pewno nie śnił o tym Friedrich Nietzsche, choć swą myślą wiele spraw ogarnął, że najpiękniejsza w klasie robotniczej jest Solidarność, najpiękniejsza w klasie robotniczej jest Solidarność. Ranne ponad Polską zorze zapalała Matka Boska. Choć sam Bóg nie wierzył w to, że tak na zawsze ma już zostać. Trzeba śpiewać o tym nam. I trzeba krzyczeć i nie pójdzie ten nasz trud na darmo. Bo najpiękniejsza w klasie robotniczej jest Solidarność. Najpiękniejsza w klasie robotniczej jest Solidarność. Niechaj hula wiatr po polu. Niech kakao pije Murzyn. A my walczmy do oporu stale nie na przerwach dużych. Innym klasom, co nam chcą założyć stryczek, czas pokazać to na białym czarno. Że najpiękniejsza w klasie robotniczej jest Solidarność. Najpiękniejsza w klasie robotniczej jest Solidarność".

 

Gość

Wszystkich 30-kilku piosenek nie będę dzisiaj odtwarzał, chociaż to na pewno zapełniłoby czas i ułatwiłoby mi zadanie, bo mógłbym je tylko komentować. Natomiast, drodzy państwo, to jest piosenka, która, moim zdaniem, nie tylko z faktu, że wygrała pierwszy dzień festiwalu, zdobyła główną nagrodę i to zdecydowanie, ale też chyba jest jedną z tych, która najlepiej oddaje ducha tego festiwalu. Bo jakby i walory artystyczne, które niejednokrotnie były krytykowane, i to zderzenie różnych wykonawców, którzy wówczas na Przeglądzie Piosenki Prawdziwej wystąpili, no, to był bardzo duży miks w zasadzie twórczości, która częściowo była niemile widziana przez cenzurę, ale nie tylko, bo też wystąpili wówczas artyści powszechnie cenieni, powszechnie puszczani w oficjalnych mediach. Więc to jest to jest dość ciekawe, że tak powiem, po staropolsku, combo muzyczne, które mogło się wydarzyć tylko w momencie, kiedy trwa rewolucja Solidarności. Ale przechodząc od ogółu do szczegółu, zacznijmy od suchych faktów, czyli od tego jak wygląda hasło Przegląd Piosenki Prawdziwej Zakazane Piosenki czy Pierwszy Przegląd Piosenki Prawdziwej. To jest jedno z haseł encyklopedycznych, bo tych haseł encyklopedycznych Przegląd Piosenki Prawdziwej ma sporo. No i jak widzicie państwo, odbył się między 20 a 22 sierpnia 81 roku w gdańskiej Hali Olivia, w ramach obchodów pierwszej rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych z inicjatywy władz Solidarności i związanych z opozycją środowisk artystycznych. Pomysłodawcą i dyrektorem artystycznym festiwalu był Maciej Zembaty. W skład Komitetu Organizacyjnego weszli przedstawiciele gdańskiego MKZ z Lechem Wałęsą, honorowym przewodniczącym Biura Festiwalowego na czele oraz właśnie wspomniany Maciej Zembaty, Andrzej Wajda, który był przewodniczącym Rady Artystycznej, Jerzy Janiszewski, który był odpowiedzialny za projekty graficzne. Jerzy Janiszewski jest najbardziej znany w ogóle jako autor logo Solidarności, to też myślę, że tutaj powinno paść. Andrzej Czeczot, scenografia, którą państwo też częściowo na zdjęciach prezentowanych dzisiaj obejrzą, no, bardzo ciekawa i myślę, że graficznie imponująca. Waldemar Banasik, który wspomagał tutaj w organizacji Macieja Zembatego, był dyrektorem Przeglądu i Maciej Karpiński, który reżyserował to widowisko. Festiwal składał się z dwóch części. W pierwszej konkursowej wykonawcy ubiegali się o nagrodę Złotego, Srebrnego i Brązowego Knebla, a w drugiej odbyły się koncerty zespołów muzycznych, występy kabaretowe oraz wręczenie nagród.

 

Występy prowadzili Andrzej Strzelecki i Daniel Olbrychski. Laureatami Pierwszego Przeglądu Piosenki Prawdziwej zostali Jacek Zwoźniak, którego utwór „Najpiękniejsza w klasie robotniczej" odsłuchaliśmy na początku. On wówczas wykonał także „Piosenkę na wszelki wypadek". Jacek Kaczmarski, który wykonał „Świadków" i „Rejtan, czyli raport ambasadora". Małgorzata Braunek z utworami „Kiedym stawił się" i „Modlitwa". Maciej Zembaty z „Izbą chorych" i „Brygadzistą Albinem". Tutaj akurat ci, co pamiętają tamte czasy, wiedzą doskonale, że wspomniany tytułowy Albin był bardzo wdzięcznym obiektem różnych piosenek, żartów i w zasadzie w każdym zestawieniu dowcipów z PRL-u przynajmniej kilka dowcipów dotyczących towarzysza Albina się pojawia, Albina Siwaka. Także wystąpił zespół Pomorzanie z utworami „Ten grudniowy dzień", „Mario Matko". Zbigniew Sekulski, Jan Tadeusz Stanisławski, Aleksander Grotowski czy Maciej Pietrzyk. Tutaj tytuł jednej z piosenek jest z błędem, ale to już specjalnie zostawiłem, żeby kto bystrzejszy mógł zauważyć. Ale przejdźmy dalej, bo to hasło zawiera w sobie, powiedzmy, że najważniejsze elementy, ale nie oddaje ducha tego festiwalu, nie oddaje tego, czym on był.

 

Myślę, że głównie dla artystów i tych kilkunastu tysięcy ludzi, którzy mieli tą przyjemność, że weszli, łącznie przez te trzy dni. Twórcy czy organizatorzy szacowali, że przez te trzy dni to mogło nawet do 20 000 ludzi się pojawić na tym festiwalu. Mówimy o ludziach, którzy weszli do środka, do Hali Olivia i mogli słuchać też tych utworów pod halą. Więc to nie jest grono, tutaj już każdy z nas może ocenić, czy to jest duży, czy mały festiwal. Myślę, że jak na ówczesne warunki to był całkiem spory. Jaki był pomysł na festiwal, drodzy państwo, skąd on się w ogóle pojawił? Tutaj właśnie mamy wejście czy zdjęcie historycznej Hali Olivia. Ono jest kilka czy kilkanaście dni później. Dużo, dużo częściej ta hala będzie fotografowana, bo będzie się odbywał tam Krajowy Zjazd Delegatów Solidarności. Wydarzenie bardzo ważne. Jedno z najważniejszych wydarzeń w historii NSZZ Solidarność sprzed wprowadzenia stanu wojennego. Natomiast ja bym chciał przeczytać cytat z „Biuletynu Festiwalowego". W trakcie festiwalu ukazały się cztery wydawane na bieżąco numery tego biuletynu i w pierwszym, który został opublikowany jeszcze przed rozpoczęciem festiwalu, jest wypowiedź właśnie redaktorów. I ona brzmi tak: „jedna pani drugiej pani i tym sposobem uzbierało się kilkudziesięcioosobowe grono wykonawców indywidualnych, 10 zespołów, nie licząc już całego zaplecza organizacyjnego. Zaledwie przed miesiącem głośno wyrażono inicjatywę, a już 20 sierpnia 1981 roku o godzinie 20 rozpoczyna się pierwszy koncert w Hali Olivii. Wszystko, co składa się na Przegląd Piosenki Prawdziwej jest wynikiem dobrej woli i społecznej potrzeby każdej z zaangażowanych w to przedsięwzięcie osób. To po pierwsze. Po wtóre wyjaśniono sobie raz na zawsze, że Przegląd to nie żaden antyfestiwal, jak usiłowali chrzcić czy ochrzcić imprezę jej przyjaciele, lecz jedno z wydarzeń artystycznych, jakie mogłoby dojść do skutku, gdyby oblekać konsekwentnie w czyn dobre pomysły. Z ochotą więc, choć bez megalomanii, zbierać będziemy wyrazy uznania. Chociaż z drugiej strony przepraszamy, jeśli coś się nie uda, w nawiasie odpukać, zaczynamy przegląd bez fanfar i przemówień". No i tak faktycznie było. Tyle redaktorzy, natomiast no takim spiritus movens i głównym twórcą i realizatorem tego festiwalu był Maciej Zembaty i sam Maciej Zembaty W tym samym numerze biuletynu opowiada o tym pomyśle tak: „Pewnego dnia poszedłem do ZAKR-u, czyli Związku Polskich Artystów i Kompozytorów, złożyć tekst piosenki „Sejm" dla Kabaretu Opolskiego oraz kilka tekstów Andrzeja Garczarka. I odbyłem rozmowę z dyrektorem artystycznym festiwalu Jackiem Korczarowskim. Piosenka Andrzeja Garczarka „Przyjaciół nikt nie będzie mi wybierał" została odrzucona natychmiast jako godząca w sojusze, a piosenka o sejmie została przyjęta, ale w sposób nie pozostawiający szans na wykonanie. I tak się stało. Prosto ZAKR-u udałem się do Komisji Kultury Mazowsza - chodzi o region Mazowsze Solidarności - i powiedziałem, że powinniśmy zrobić swój festiwal. Trochę zbyli ten pomysł, wyrazili zainteresowanie, ale ich zdaniem powinna się tym zajmować agencja artystyczna. Usiłowali to z siebie zrzucić, ale na szczęście w Komisji Kultury Mazowsza zasiada pani Krystyna Zachwatowicz, która w tym pomyśle dostrzegła jakąś szansę. Spotkałem się z nią i jej mężem Andrzejem Wajdą w Krakowie podczas 25-lecia Piwnicy pod Baranami". I to są początki. A w dalszej części tego wywiadu Zembaty odnosił się do tego, że festiwal miał być de facto, że miał i nie miał, to jest właściwie pytanie otwarte, które wówczas sobie mocno zadawano, czy to miała być alternatywa dla festiwalu w Opolu i Zembaty jest między innymi pytany: ale ty przecież nigdy nie byłeś twórcą w cudzysłowie „politycznym".

 

I Zembaty odpowiada tak: „To nie jest tak. W pewnym momencie zrezygnowałem z oficjalnych prób robienia kabaretu. Nie miało to żadnego sensu. Oficjalnie zajmowałem się tłumaczeniem Cohena i religiami Wschodu, ale nie pomijałem żadnej okazji, by w dalszym ciągu uprawiać satyrę polityczną i w rezultacie nie musiałem po sierpniu tworzyć nowego programu, tylko wykonywałem dalej to, co śpiewałem przedtem w bardzo zaprzyjaźnionych klubach studenckich. Mogłem teraz śpiewać oficjalnie i przy każdej okazji". Jak się czujesz jako dyrektor artystyczny artystyczny festiwalu? „Strasznie. Nie byłoby tak źle, gdybym mógł zajmować się tylko sprawami artystycznymi. Tutaj jest tak, że wszyscy muszą robić wszystko. Być może, że następnym razem będzie możliwość podziału funkcji. Na razie nie można tego robić". Tyle twórca czy główny spiritus movens. Natomiast trzeba powiedzieć i przyznać rację częściowo temu hasłu encyklopedycznemu, które najpierw przeczytałem, bo dość szybko ludzie z Solidarności wsparli ten pomysł. No, może nie był to Lech Wałęsa osobiście, bo Wałęsa figuruje w materiałach festiwalowych, w artykułach prasowych jako osoba, która objęła, i co jest akurat prawda, honorowy patronat nad festiwalem.

 

I na samo zakończenie festiwalu odczytano też list podpisany przez Wałęsę. Ale sami twórcy opowiadali, że de facto Wałęsa czy jego otoczenie, głównie w postaci Mieczysława Rakowskiego, po prostu dostarczyli kartkę in blanco podpisaną przez Wałęsę z poleceniem: „wpiszcie sami, co uważacie za stosowne i odczytajcie na zakończenie festiwalu". Więc mniej więcej tak to było tutaj, w gronie ludzi, którzy jeszcze pamiętają to i należeli do współorganizatorów, no to myślę, że to nie była żadna tajemnica. Myślę, że to też już wówczas na szerokim rozdzielniku funkcjonowało. Tłumaczono sobie też wtedy, że sierpień 81 może nie był aż tak gorący jak strajk rok wcześniej, który zakończył się powstaniem Solidarności, ale też musimy pamiętać, że to było kilka dni, jeżeli mówimy o Przeglądzie Piosenki Prawdziwej przed Krajowym Zjazdem Delegatów, o którym wspomniałem, ale też w całym kraju trwa dyskusja i oddolnie członkowie Solidarności usiłowali zorganizować coś takiego, co się nazywało „marsz gwiaździsty". Dzisiaj się o tym nie pamięta, bo to jest przykład takiego wydarzenia historycznego, o którym w danym momencie dziejowym wszyscy mówią, ale później już przestają o nim mówić, bo do niego nie doszło.

 

A marsz gwiaździsty, drodzy państwo, to miała być duża manifestacja czy raczej kilka oddzielnych manifestacji, które miały ruszać z największych miast Polski i wspólnie spotkać się w Warszawie. One miały być zawiązane, znaczy pomysłem na to, znaczy celem, może tak, celem marszu gwiaździstego było wymuszenie na władzach zwolnienia siedzących wówczas w więzieniach więźniów politycznych. Chodziło głównie o, i tutaj mamy związek z moją książką, czyli chodziło o liderów Konfederacji Polski Niepodległej, Leszka Moczulskiego, Romualda Szeremietiewa, Tadeusza Stańskiego, ale także braci Kowalczyków, którzy też odsiadywali już wieloletnie wyroki więzienia za wysadzenie Auli WSP w Opolu po wydarzeniach grudnia 70 roku. I to był dość silny prąd Solidarności, więc festiwal jako element przygotowujący do obchodów pierwszej rocznicy powstania Solidarności był wydarzeniem ważnym. Ale z tej perspektywy bieżącej polityki no to nie było wydarzenie kluczowe. Jakby no nie trafił w czas, kiedy na przykład główne pisma Solidarności by z wyprzedzeniem pisały, jaki to piękny festiwal się odbywa i że to jest jeden z tych elementów, gdzie ta kontrkultura czy kultura, która była zwalczana przez cenzurę, może wejść do głównego obiegu właśnie dzięki Solidarności. Tak niestety wówczas nie było. Natomiast, co ważne, organizację festiwalu wsparła też lokalna Solidarność. To nie jest tak, że związek w ogóle się tym nie interesował. Z ramienia związku festiwalem opiekował się Szymon Pawlicki, członek Zarządu Regionu Gdańskiego oraz koordynator Krajowej Komisji Porozumiewawczej Solidarności do spraw Kultury. To on stanął na czele komitetu organizacyjnego. W skład tego komitetu weszli też przedstawiciele Komisji Zakładowych Solidarności z Trójmiasta. Kluczowe okazało się wsparcie ze strony Klubu Stoczni Północnej Lastadia. Tym klubem kierował wówczas Waldemar Banasik. I tutaj, drodzy państwo, chciałem zacytować Mariana Kołpaka, który wówczas był zastępcą Banasika do spraw kulturalno-oświatowych. On wspominał w rozmowie z Katarzyną Goc ten moment tak: „kiedy Maciek Zembaty zdecydował, że robimy Zakazane Piosenki, było nas w Lastadii zaledwie kilka osób, Waldek Banasik, ja i paru naszych przyjaciół, między innymi Mirka Sokołowska. Do dyspozycji mieliśmy jeden klubowy aparat telefoniczny, oczywiście na podsłuchu. To było parę tygodni szaleńczej pracy. Spaliśmy w klubie, bo nie było czasu jeździć do domu. 200 artystów, ponad 300 osób obsługujących, trzy dni po 5000 na widowni i wszystko chodziło jak w zegarku. Zarzucano nam między innymi brak profesjonalizmu. Oczywiście, że nie byliśmy profesjonalistami, bo robiliśmy to pierwszy raz w życiu. Ale czy ktoś wcześniej robił festiwal piosenki antykomunistycznej? Gdyby władze wtedy wiedziały, jak to będzie wyglądało w fazie końcowej, nigdy by do tego festiwalu nie dopuściły". No i to jest pytanie otwarte, czy faktycznie władze nawet nie tyle, żeby do niego nie dopuściły, czy w ogóle miały narzędzia do tego, żeby w okresie szalejącej kontrrewolucji, używając języka marksistowskiego, czyli właśnie okresu działalności Solidarności, czy w ogóle miałyby narzędzia, żeby do niego nie dopuścić? Tutaj, drodzy państwo, podejrzewam, że to może być średnio widoczne, więc musicie mi częciowo uwierzyć na słowo. To są dwa dokumenty ze śledztwa, które już po festiwalu zostało wszczęte w związku z wykonaniem w trakcie festiwalu piosenek zakwestionowanych przez cenzurę. I też jest fragment odnoszący się do tego, to jest ten dokument w środku, biuletynu informacyjnego wydawanego przez organizatorów festiwalu. No bo tak, z jednej strony ten margines wolności po sierpniu 80 roku zdecydowanie się powiększył.

 

No jednak organizatorzy, a też sama Solidarność pamiętajmy o tym, że jednym z jednym z postulatów Solidarności było wprowadzenie ustawy normującej zapisy cenzorskie, cywilizującej te zasady cenzury, więc też organizatorzy wystąpili do lokalnej komórki, trójmiejskiej komórki cenzorskiej o zatwierdzenie wykonywanych utworów, programu i tak dalej, zgodnie zresztą z istniejącymi przepisami. Cały program liczący prawie 80 pozycji przedstawiono właśnie w Delegaturze Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk w Gdańsku. I Marian Kołpak tak to wspominał: „mimo że istniała już Solidarność, wszystko musiało być najpierw zatwierdzone przez władze. Waldek Banasik wraz z Maćkiem Zembatym udali się do cenzora w sprawie zatwierdzenia tekstów piosenek. Cenzor zdecydowanie skreślił z listy znaczną część piosenek, które absolutnie nie mogły być zaśpiewane. Więc co zostało zaśpiewane na festiwalu? Oczywiście piosenki zakazane. Oni się wtedy naprawdę wściekli". Z dokumentacji właśnie tego prowadzonego śledztwa wiemy, że jakby z całkowitą pewnością, że zakwestionowano, wówczas cenzura zakwestionowała wykonanie pięciu piosenek: „Piosenki na wszelki wypadek" Jacka Zwoźniaka, „Przyjaciół nikt nie będzie nam wybierał" Andrzeja Garczarka, „Felietonu" Jana Tadeusza Stanisławskiego, „Świadków" Jacka Kaczmarskiego i „Pielgrzymki" Leszka Wójtowicza.

 

Ta decyzja o zakwestionowaniu została przez samych twórców w dużej części zignorowana. Dlatego we wrześniu 81 roku skierowano sprawę do prokuratury. Można się domyślać, że pewnie konsekwencjom poważniejszym w tym przypadku przeszkodziło wprowadzenie stanu wojennego. Bo o ile wszczęto sprawę, to ona się po prostu rozmyła. Zgromadzono informacje, jakby z perspektywy historyka to jest cenne, że są potwierdzenia, są teksty tych piosenek, zresztą też z pewnymi błędami, bo już nie pamiętam, na jakie imię, ale Jacek Kaczmarski jest tam, jakby inne imię Kaczmarskiego podane po prostu. Więc są też tego typu błędy. Natomiast, no wiemy o tych pięciu zanegowanych piosenkach, to jest jeden element. Drugi element, o którym wspomniałem, przepraszam, ale to zdjęcie jest dość niewyraźne, natomiast no to jest zdjęcie oryginalne, z jakby z samej hali. Tutaj może troszeczkę, zdecydowanie lepiej widać, chociaż w tym kontekście to jest zdjęcie ahistoryczne, bo to jest zdjęcie z początku września już, później będę mówił, skąd ono jest, ale chciałem zwrócić uwagę na te elementy wystroju sceny, które akurat na tym zdjęciu lepiej widać. Bo jak już wspomniałem, festiwal odbył się w Hali Olivia i bilety były płatne, dość drogie. Niektórzy też członkowie Solidarności narzekali na wysokość tych biletów, natomiast rozeszły się wszystkie. Zysk miał być w całości przeznaczony na cele społeczne. Artyści występowali za darmo. I tutaj bardzo chętnie też do Trójmiasta ci twórcy się pojawili i chętnie występowali. Wśród widzów rozprowadzano śpiewnik, który zawierał właśnie teksty 33 piosenek, które miały być wykonywane na Przeglądzie Piosenki Prawdziwej. Ta scenografia, scenografia budziła poruszenie. Część z Państwa pewnie rozpoznaje na karykaturach przynajmniej, myślę, że niektóre postaci z tych karykatur są oczywiste, pozostałych można się domyślić. Natomiast tak, w kolejności od mojej prawej strony to jest Bolesław Bierut. To są po prostu pierwsi sekretarze, czyli Bolesław Bierut, też jest Józef Cyrankiewicz, Władysław Gomułka, Piotr Jaroszewicz i Edward Gierek. Co ważne, akurat właśnie na tym zdjęciu to widać doskonale, zwróćcie państwo uwagę, że są dwa, jakby dwa obrazy. One na czarno właśnie takim, powiedzmy, kirem przesłonięte. I to też była pewnego rodzaju gra z cenzurą, bo jak się można domyślić, patrząc tutaj na na te pięć postaci, których twarze widać, no to było miejsce wolne dla generała Wojciecha Jaruzelskiego i dla Stanisława Kani.

 

Więc na tym zdjęciu, no, fakt, że jest częściowo obcięte, ale tego dobrze nie widać, na tym widać to doskonale. I jak widzicie na środku jest stoczniowiec patrzący się w górę i jest sznur powieszony na kształt szubienicy. To też było bardzo, bardzo wymowne. Z takich elementów, na które cenzura i działacze partyjni się bardzo mocno wówczas wściekali, był też fakt, że elementem wystroju były gazety czechosłowackie i NRD-owskie odpowiedniki „Trybuny Ludu", czyli gazety propagandowe, które początkowo wisiały, ale jak ludzie chodzili, to one opadały i po prostu ludzie po nich deptali. To też w zasadzie we wszystkich dokumentach partyjnych i dokumentach wytworzonych przez służby bezpieczeństwa jest zauważane. No, to jest pytanie otwarte skąd te gazety? Jak je zdobyto? Bo podejrzewam, że w realiach 81 roku zdobycie gazet czy to niemieckich, czechosłowackich łatwe nie było. Więc. Ale, ale to może w części, kiedy już, jak będzie dyskusja po moim wystąpieniu? Może się uda coś więcej na ten temat ustalić. Co dalej? No właśnie. Ta wystawa, czy te portrety wzbudziły protesty działaczy partyjnych?

 

Doszło do interwencji, w wyniku której, i to też jest pytanie otwarte, czy to w wyniku interwencji działaczy partyjnych z Trójmiasta, czy organizatorzy we własnym zakresie. Ale jak zobaczycie państwo, chociażby na tej fotografii, tutaj widać te wizerunki zostały w pewnym momencie, już nie pamiętam, czy drugiego dnia, czy jeszcze pierwszego, trzeciego dnia zostały zasłonięte potężnym transparentem Solidarność i one częściowo były widoczne, bo jak widać tak mniej więcej do połowy były przesłonięte, więc dla osób w tej dolnej części widowni one wciąż były doskonale widoczne. A jak widać chociażby na tym zdjęciu, no, był komplet. Zainteresowanie było ogromne. To też oddawało jakby ducha, może nie epoki, ale momentu dziejowego. I ten entuzjazm solidarnościowy, który już z jednej strony rok po strajkach sierpniowych, ale jednak wciąż był pełen. Pojawiły się nawet takie elementy, które przy popularnych koncertach dzisiaj są oczywiste, wówczas takie oczywiste nie były. Mam tu na myśli koników, którzy handlowali biletami, pokazywały się fałszywe bilety, więc ludzie też się na wejściu potrafili wściekać, bo zapłacili za bilety.

 

A był problem, bo się okazywało, że te bilety nie są ważne. Jednym elementem, dość humorystycznym, ale który pozwolił rozładować pewne napięcie z tego wynikające, był fakt, że, już nie pamiętam w tym momencie kto, ale jeden z organizatorów festiwalu zarezerwował część dość dobrych miejsc z przodu dla duchowieństwa, które miało się zjawić na tym festiwalu, ale żaden z kapłanów się nie zjawił. No i dzięki temu można było część tych ludzi wpuścić na ten wolny, powiedzmy, księżowski sektor. To jest taki element, myślę, że też dość dość ciekawy, jeżeli chodzi o kuluary organizacji tego festiwalu. Co do samego przebiegu, dzień pierwszy, czy w zasadzie wszystkie trzy dni, rozpoczynały się od wykonania piosenki „Janek Wiśniewski" czy „Ballady o Janku Wiśniewskim", tak. I w pierwszy, i trzeci dzień, z tego co pamiętam, ta pieśń została odtworzona z magnetofonu i była wykonywana przez panią Jandę. Drugiego dnia wykonywał ją autor melodii do tej piosenki. Przepraszam, ale teraz uciekło mi nazwisko. Cholewa, właśnie, i on sam po latach opowiadał, że był tym faktem niezmiernie zestresowany, bo jak duża część uczestników tego festiwalu to byli ludzie nieprzyzwyczajeni do tak wielotysięcznej widowni, do wyjścia na takie duże sceny.

 

Jeżeli występowali, to występowali albo w domach prywatnych, albo w małych klubach studenckich, gdzie występowali głównie dla swoich znajomych albo znajomych znajomych. Więc no przejście z klubu studenckiego, gdzie się występuje dla 20, 30, 50 osób do sali, gdzie jest kilka tysięcy ludzi, dla wielu było dużym szokiem i chociażby Cholewa wspominał, że jemu akurat częściowo odwagi dodał Daniel Olbrychski, który widział, jak on się stresuje przed wykonaniem tego utworu i po prostu podszedł, i powiedział, że on też jako już wówczas superpopularny aktor, też się często stresuje, że nie ma się czym stresować i że sobie na pewno poradzi. I właśnie dzięki temu to wykonanie, chociaż też były momenty zawahania głosowego, że tak to ujmę, ale jednak zostało wykonane całkiem, całkiem przyzwoicie. Więc tak, jeżeli chodzi o prowadzących, to prowadzącym był nie tylko Daniel Olbrychski, ale też niektóre te wydarzenia w trakcie trzech dni były prowadzone przez Andrzeja Strzeleckiego, Jerzego Stuhra, Krzysztofa Jaroszyńskiego czy Piotra Skrzyneckiego. Pierwszy dzień rozpoczął się od części konkursowej, która właśnie była prowadzona przez wspomnianego przeze mnie Daniela Olbrychskiego i Andrzeja Strzeleckiego.

 

Utwory wykonało wówczas w tej części konkursowej 11 uczestników i publiczność wybrała laureatów. Wygrał Jacek Zwoźniak, którego piosenkę odtworzyłem na samym początku. On uzyskał 72 głosy za wykonanie utworów „Najpiękniejsza w klasie robotniczej" oraz „Piosenka na wszelki wypadek". Drugą nagrodę, czyli Srebrny Knebel, otrzymał Jacek Kaczmarski za piosenki „Świadkowie" i „Rejtan". Trzecie, Brązowego Knebla otrzymała pierwszego dnia Małgorzata Bratek. Część pozakonkursową prowadził Piotr Skrzynecki z krakowskiej Piwnicy pod Baranami. Wystąpiła między innymi grupa B-Complex, która była założona wcześniej jeszcze przez Zwoźniaka, a także Leszek Wójtowicz oraz Marek Grechuta. Jacek Fedorowicz przedstawił program satyryczny, to już w tej części pozakonkursowej, który odnosił się do bieżącej sytuacji w kraju i negocjacji prowadzonych przez rząd z Solidarnością. Zresztą jak państwo wejdziecie chociażby na serwis YouTube, to część tych wystąpień jest do odtworzenia, do odsłuchania. Fedorowicz wzbudzał, jeżeli się przegląda dokumenty esbeckie, partyjne, to przy Fedorowiczu pojawia się najwięcej negatywnych ocen. Być może dlatego, że on najczęściej odnosił się do bieżącej sytuacji. Ale Fedorowicz w tych raportach esbeckich wyrasta tutaj na taką, no, największy problem festiwalu, jeżeli chodzi o głoszone treści.

 

Ale do tego jeszcze przejdę, jakie się tam inne elementy pojawiały, bo czas tutaj też nie jest, drodzy państwo, z gumy. Więc tak. Drugiego dnia wystąpiło z kolei w części konkursowej już 15 artystów. Nie będę wymieniał wszystkich. Faktem jest i to też był jeden z elementów zarzutów, drugiego dnia właśnie Złoty Knebel przypadł i to też zdecydowaną większością głosów Maciejowi Zembatemu. No i to właśnie to się później też pojawiało nie tylko w propagandzie peerelowskiej, ale także w tekstach prasowych pism solidarnościowych, chociażby takich jak „Tygodnik Solidarność" piórem Małgorzaty Niezabitowskiej, że no jednak, no, Zembaty prawie że miał sobie przyznać sam, no, nieważne było to, że wybierała publiczność i to publiczność głosowała. No ale że jako kierownik festiwalu zdobywa główną nagrodę festiwalu, no to tutaj był pewien dysonans, który później też wracał, jeżeli chodzi o te takie negatywne elementy oceny festiwalu. Pozostałe nagrody tego dnia, czyli Srebrnego Knebla otrzymała grupa Pomorzanie za utwory „Ten grudniowy dzień" i „Mario, Matko", a Brązowy Knebel Tadeusz Sikora za piosenki „Targowica pod Grunwaldem" i „Samitowski".

 

W części pozakonkursowej też wystąpiły takie zespoły czy twórcy, jak Jacek Kleyff, grupa Pod Budą, Stalowy Bagaż, Trzeci Oddech Kaczuchy. Trzeciego dnia mieliśmy do czynienia z kolei z jedenastoma uczestnikami. Jeżeli chodzi o osoby nagrodzone trzeciego dnia, to Złoty Knebel otrzymał Jan Tadeusz Stanisławski, Srebrny Knebel - Aleksander Grodkowski, Brązowy Knebel, Maciej Pietrzyk. I co ważne wówczas też przyznano nagrodę specjalną Gdańskiego Komitetu Obrony Więzionych za Przekonania. I tą nagrodą specjalną uhonorowano Ewę Dałkowską i Piotra Szczepanika za wykonanie pieśni patriotycznych z okresu powstania listopadowego. Komitet Obrony Więzionych za Przekonania to też jest taki element historii, tego karnawału Solidarności czy rewolucji Solidarności, jak kto woli, troszeczkę zapomniany. A niesłusznie, bo, drodzy państwo, już 31 sierpnia gdy podpisywano porozumienia w stoczni, punkt 4 mówi o zwolnieniu więźniów politycznych. No ale już od września władza zaczęła w postaci Moczulskiego i innych działaczy KPN-u i nie tylko KPN-u znowu zamykać ludzi za przekonania polityczne do więzień. Więc w grudniu 80 roku powstaje Ogólnopolski Komitet Obrony Więzionych za Przekonania, który ma z ramienia Solidarności dążyć do uwolnienia czy do przyczynienia się do uwolnienia tych więźniów politycznych.

 

Ale odczucia szeregowych działaczy związku i oddolne ciśnienie w różnych dużych zakładach pracy jest takie, że ten ogólnopolski, w którego skład wchodzi Wałęsa, Andrzej Wajda, cała masa intelektualistów wspierających Solidarność. Poczucie jest takie, że ten komitet nie działa wystarczająco aktywnie, więc od wiosny 81 roku w całym kraju powstaje ponad 50 lokalnych komitetów, między innymi Gdański Komitet Obrony Więzionych za Przekonania na różnych uczelniach. To są często dużo bardziej radykalni działacze, którzy tworzą KOWzaP-y niż niż kierownictwo Solidarności i to między innymi na bazie tych KOWzaP-ów chociażby miały być organizowane w sierpniu 81 roku marsze gwiaździste. To jest ten kontekst szerszy. A nagrodę, tak jak już powiedziałem, otrzymuje Ewa Dałkowska i Piotr Szczepanik. Tego dnia też wykonywano piosenki Bułata Okudżawy i Włodzimierza Wysockiego. Daniel Olbrychski recytował też wiersze poświęcone Wysockiemu. Część koncertową prowadził Jerzy Stuhr, pojawia się Maanam, Wały Jagiellońskie, ale też legendarna, jeżeli chodzi o poezję śpiewaną, Wolna Grupa Bukowina z Wojciechem Bellonem też występuje wówczas w Hali Olivia. Kabaret Sześćdziesiątka, Andrzej Rosiewicz, to też jest zaskoczenie dla wielu, myślę, że nawet dzisiaj, ale ten festiwal czy przegląd piosenki, posiadał na tyle szeroką formułę, że pojawiają się też osoby, które tak potocznie są bardziej kojarzone z tym peerelowskim mainstreamem. Może nie z sympatykami władzy komunistycznej, ale jednak z ludźmi, którzy niekoniecznie są znani z jakiegoś antysystemowego zaangażowania, jak chociażby wspomniany Rosiewicz. A on tutaj występuje i jakby nie jest jedynym z tego grona. Też jeżeli chodzi o ten kontekst, jak festiwal był rozpropagowany szerzej, to na nim pojawiło się ponad 200 dziennikarzy, 15 ekip telewizyjnych, także ekipy z zagranicy. I w tym kontekście trzeba powiedzieć, że przegląd cieszył się dużym zainteresowaniem. Myślę, że właśnie ten jego oddźwięk zagraniczny mógł być momentami większy niż oddźwięk w prasie solidarnościowej, wewnątrzkrajowej. Bo tak jak już nawet chyba kilkakrotnie powiedziałem, tutaj zdecydowanie ważniejszy był przygotowywany i mający się za chwilę odbyć Krajowy Zjazd Delegatów. No, bilety się rozeszły. Wszystko się odbywało, powiedzmy, że z tej perspektywy organizatorów może nie, że doskonale, ale jednak całkiem sprawnie. Natomiast jeżeli weźmiemy pod uwagę to, co można wyczytać czy to w raportach partyjnych, czy w raportach służb bezpieczeństwa, no to gdzie jest drążone to, co się nie udawało, to wydaje mi się, że najciekawszym elementem tego są raporty, które mówią, że nie udało się zaprosić zagranicznych twórców i tam pojawiają się czasami ciekawe nazwiska, bo jest Bob Dylan, Kris Kristofferson, czyli taka jedna z najważniejszych postaci ówczesnej sceny country, czy Leonard Cohen, którego no, główny organizator festiwalu był tłumaczem na język polski już wówczas. No i w jednym z raportów jest nawet taki cytat: „Bob Dylan nawet nie odpowiedział na wysłane zaproszenie". To jest jeden z raportów SB o tyle ciekawy, że z jednej strony były próby ściągania zagranicznych twórców, no ale mówimy o sierpniu. W okresie letnim tego typu twórcy mają kalendarz zapełniony już z kilku, kilkunastu miesięcznym wyprzedzeniem. Czasami więc to nie było tak. Natomiast chciałbym tutaj może trochę anegdotycznie, ale też pokazując, jak wyglądały emocje tamtych czasów, opowiedzieć, jak to wyglądało z Leonardem Cohenem. Z tego, co przynajmniej nam na chwilę obecną wiadomo, otóż było bardzo blisko, żeby Leonard Cohen pojawił się na Przeglądzie Piosenki Prawdziwej. Nawiązano z nim kontakt. On wówczas przebywał na wakacjach w Grecji na jednej z greckich wysp.

 

Udało się go do tego przekonać. Bardzo się rozochocił w ogóle na wieść o tym, że go zaprasza Lech Wałęsa. No, tutaj troszeczkę organizatorzy podkoloryzowali, ale tylko troszeczkę, bo Wałęsa jak by trzeba było, to by pewnie też podpisał pismo mu podsunięte, że zaprasza. A więc udało się załatwić mu bilet lotniczy z Aten. I to też na to są dokumenty, że tutaj od tej strony wszystko wyglądało dobrze i kwestią otwartą jest, dlaczego finalnie nie mógł przylecieć. Wiadomo, że pojawił się na lotnisku w Atenach, że nawet samolot był opóźniony, bo czekano, aż dostarczona mu zostanie wiza. Tylko niestety nikt z ambasady PRL-owskiej się wówczas na tym lotnisku nie pojawił. I to jest pytanie otwarte, bo w archiwach SB nie ma śladu tej historii. Być może w archiwach Ministerstwa Spraw Zagranicznych czy ambasady właśnie w Atenach może by się znalazły jakieś odpryski, które by pozwoliły, jakby ten wątek Przeglądu Piosenki Prawdziwej jakoś ułożyć. Czy to była inicjatywa własna jednego z dyplomatów, że się nie pojawił, czy to był ogólny bałagan panujący wówczas?

 

Fakt faktem, że on się na Zembatego obraził, pomyślał, że to jest w ogóle hucpa i że został w to wkręcony, i że Wałęsa go jednak może nie zapraszał. No ale tak jak mówię, z jednej strony logistycznie dużo elementów dopięte, żeby on się pojawił, ale finalnie to się nie udało, a szkoda. Myślę, że o ile Cohena nie było, i innych zagranicznych twórców, to jednak ludzie, którzy się pojawili, a szczególnie artyści, byli atmosferą festiwalu zachwyceni. Było dużo pozytywnych emocji, chociażby tutaj Jacek Fedorowicz, który był jednym z tych najbardziej gromko oklaskiwanych osób, które występowały na scenie, opowiadał między innymi tak: „Wrażenie zrobiła na mnie siła i powszechność niezgody na komunizm. Niby o tym wiedziałem, ale tu mogłem to zobaczyć i usłyszeć w formie skondensowanej, a z drugiej strony rampy wyraźnie odczuwalna była przeogromna satysfakcja wykonawców, że wreszcie mogą dać publiczności to, za czym tęskniła od dziesięcioleci". Tak to zapamiętał Fedorowicz. A, drodzy państwo, tutaj to jest też częściowo może i element, może się wydać dzisiaj humorystyczny, wówczas z pewnością taki nie był.

 

Jak zapamiętała ten festiwal czy jak opisywała ten festiwal w dokumentach Służba Bezpieczeństwa? Między innymi w jednym z raportów możemy przeczytać i to jest cytat: „Ponieważ uzyskano wyprzedzające dane, z których wynikało, że prezentowane na przeglądzie treści piosenek będą miały charakter napastliwy, ośmieszający władze i ustrój socjalistyczny, podjęto decyzję o zrealizowaniu działań specjalnych. W efekcie ich realizacji przez trzy kolejne dni rozkolportowano wśród uczestników przeglądu łącznie około 14 tysięcy różnego rodzaju wierszy satyrycznych i plakatów, stanowiących swego rodzaju przeciwwagę dla utworów zgłoszonych na Przegląd Piosenki Prawdziwej". I tłumacząc z raportu milicyjnego na język polski, tutaj jest napisane, że usiłowano w ramach resortu spraw wewnętrznych tworzyć kontrwiersze, które miały ośmieszać tych antykomunistycznych twórców występujących na festiwalu. No, znając język raportów milicyjnych, no to mogłoby wywołać wesołość niż przekonać kogoś z widzów tego festiwalu. Problemem jest to, że nigdzie nie udało się znaleźć takich ulotek. We wspomnieniach ludzi, którzy byli zaangażowani w organizację przeglądu, też to się nie pojawia. Nawet dopiero jak są pytani, jak te dokumenty z IPN-u zostały upublicznione, czy coś takiego pamiętają, to niektórzy z nich wspominają, że może faktycznie coś takiego było, ale w żadnym z archiwów nie udało się znaleźć tej twórczości esbeckiej, więc nie wiemy, co w tych ulotkach było.

 

Służba Bezpieczeństwa też tutaj, można powiedzieć, że trzymając się tego języka służb specjalnych, no zabezpieczała operacyjnie tą imprezę. W dokumentach jest, że cztery wydziały Komendy Wojewódzkiej z Gdańska się tym zajmowały. No ale to zabezpieczenie operacyjne polegało na tym, że można było tylko nagrywać i obserwować i tworzyć dokumentację z tego, co się dzieje. Natomiast SB nie miała żadnych narzędzi, żeby reaktywnie działać na to, co podczas festiwalu się odbywa i co jest charakterystyczne. Tutaj chciałbym państwu zacytować kolejny raport, który się pojawia w zachowanych dokumentach. „W wielu tekstach podkreślano - na festiwalu -podkreślano manipulowanie Polską przez Związek Radziecki. Podkreślano, iż trzymilionowa organizacja uzurpuje sobie prawa do rządzenia 30-milionowym narodem, że dziewiąty zjazd PZPR był marginesowym wydarzeniem w życiu narodu. Drwiono z opieszałości prac rządu. Atakowano Mieczysława Rakowskiego i Wojciecha Jaruzelskiego". I tutaj też wyszczególniono kilka takich elementów już szczegółowych przez wyszczególnione z notatek funkcjonariuszy, jakby służbowo odesłanych na widownię festiwalu, żeby notowali, co tam konkretnie antysocjalistycznego się dzieje. I tak. Za negatywne uznano zachowanie Macieja Zembatego, który naśmiewał się z Sejmu PRL i Albina Siwaka.

 

Czyli tutaj możemy się domyślać, że chodziło o tą piosenkę o właśnie o Albinie. Zbigniewa Sekielskiego, który  i tutaj cytat „popularyzował radzieckich dysydentów na przykładzie Sołżenicyna". Jerzego Klesyka, który miał powiedzieć, że „w Polsce istnieje jednostka prowokacji prasowej Jerzy Urban, a jeden Urban równa się dwóm Siwakom". Stanisława Klawe, który w jednej z piosenek śpiewał „Księżyc jak sierp na gardle, a serce wali jak młot". Jana Tadeusza Stanisławskiego, który w jednej z piosenek zaatakował działacza Komunistycznej Partii Czechosłowacji, towarzysza Lipawskiego, oraz odniósł się do ewentualnej interwencji ZSRR w Polsce słowami „mówiła mi mama, by się nie bać chama, bo cham to jest cham i się boi sam". Aleksandra Grodkowskiego, który ośmieszał Włodzimierza Lenina. I tutaj cytat „przez interpretację utworu", a także zespołu Wały Jagiellońskie, który kolejny cytat „w komentarzu przed piosenką stwierdził, że Jaruzelski jest uczciwy, gdyż jak obiecał, że będzie gorzej, to z żelazną konsekwencją to realizuje". I tak to wyglądało z perspektywy właśnie dokumentu Służby Bezpieczeństwa. Tutaj jest fragment takiej ogólnej informacji wysłanej kierownictwu MSW i też działaczom partyjnym. Tutaj, jak państwo widzą, obok są wyszczególnieni członkowie Komitetu Centralnego, m.in. Barcikowski, Czyrek, Kubiak, Milewski, Olszowski, Rakowski, Ciosek, Atlas, Cypryniak, Namiotkiewicz, Tokarski, Wojtczak.

 

Więc dość duży rozdzielnik. I tutaj jest opis całego festiwalu. Ale tutaj ważnym elementem, który widać, że z perspektywy SB miał jedno z większych znaczeń, był fakt odśpiewania między innymi przez Cholewę czy wcześniej odtwarzania z taśmy magnetofonowej piosenki o Janku Wiśniewskim. I tytuł jest tutaj podany „Ballada o Janku z Gdyni". I nawet specjalnie jest cytat, zacytowane są dwie zwrotki „huczą petardy, ścielą się gazy, na robotników sypią się razy". Dalej państwo zapewne pamiętają. To też pokazuje, na co szczególnie z tej perspektywy esbeckiej na tym festiwalu zwracano uwagę i co wywołało największy niepokój. Z drugiej strony, co może wielu z państwa zaskoczyć, no, tutaj właśnie spiritus movens całego wydarzenia, otrzymujący główną nagrodę drugiego dnia, to jest zdjęcie z archiwum IPN-u. A czy autorem jest esbek? Czy jest to zdjęcie zarekwirowane jednemu z fotografów? Tego niestety nie udało się ustalić. A obok jest tekst Małgorzaty Niezabitowskiej zamieszczony w „Tygodniku Solidarność" - „Trochę śmieszno, trochę smutno". To jest tekst dość krytyczny wobec poziomu artystycznego festiwalu z jednej strony, a z drugiej strony Niezabitowska zwracała uwagę, że dzięki takim festiwalom ta kultura podziemna czy drugoobiegowa, powiedzmy, która towarzyszyła kręgom opozycji demokratycznej, a wcześniej istniała jakby w tym kręgu takiej twórczości niezależnej, niepodlegającej cenzurze w świecie studenckim i inteligenckim, jakby wchodzi do głównego nurtu i jest szansa, że dzięki Solidarności jakby ona się ta twórczość niezależna utrzyma w tym głównym obiegu artystycznym.

 

I to akurat był element pozytywny. Kończąc i zanim przejdziemy do części dyskusji, może państwo będą chcieli zadawać jakieś pytania. Tutaj zestawiłem kilka cytatów, wypowiedzi, komentarzy z Biuletynu festiwalowego. Między innymi Marek Grechuta opowiadał o tym, jak już się pojawił na przeglądzie, czym ten festiwal różni się od innych: „To spotkanie to festiwal tekstów. Zazwyczaj w innych festiwalach topionych w morzu pozornej różnorodności. Tekstów zaangażowanych. Nie bójmy się tego słowa. Dlatego tu jestem, ale i dlatego, że choć wiem, iż jestem tu dość znany, to każde zetknięcie z Gdańskiem daje ci nowe bodźce, dostarcza inspiracji". Żeby też nie być gołosłownym, że sami organizatorzy potrafili być dość krytyczni do tego, co co się działo w trakcie festiwalu, to przeczytam państwu, jak przyszły dość znany krytyk muzyczny, Jan Poprawa, komentował utwory, które wygrały pierwszego dnia i jego twórcę: „Dżentelmeni nie dyskutują z faktami. Faktem jest, że największą liczbę głosów w pierwszym plebiscycie publiczności uzyskał pan Jacek Zwoźniak. Niestety nie solidaryzuję się jednak w tym przypadku z większością. Zaprezentowany przez jej ulubieńca repertuar wydał mi się niezbyt smaczną i co jeszcze gorsze, odwołującą się do najgorszych przyzwyczajeń tak zwanej masowej widowni chałturą. Wyniki głosowania dowodzą, jak niewiele potrzeba, by się spodobać. I tego jeszcze, że powinniśmy się wszyscy zastanowić, jak rzeczywista wartość niewątpliwa w przypadku piosenek Kaczmarskiego, Bratek czy Wójtowicza potrzebuje pomocy, by nie przegrywać z miernotą".

 

No to był komentarz dość ostry, ale myślę, że ważne jest to, że on nie był jeden jako jedyny, tylko on oddawał szerszy problem festiwalu, że na tym festiwalu występowali twórcy propagujący dość ambitną twórczość, znani głównie z festiwali studenckich, poezji śpiewanej, a z drugiej strony pojawiały się utwory kabaretowe, które były nie tylko zdaniem Poprawy, ale też w dużej części ludzi Solidarności, też wulgarne, dość prostackie, niekoniecznie ambitne artystycznie. Jak widzimy te spory o tym, co jest ambitne artystycznie, czego ludzie powinni słuchać, czego nie, co jest muzyką dla mas, a co powinno być taką bardziej wysublimowaną twórczością, to wówczas też były ostre i wolność słowa, która wybuchła wraz z Solidarnością, też sprzyjała bardzo ostrym, sporom na łamach zaznaczę tego jednego biuletynu i biuletynu wydawanego przez organizatorów, którzy też nie bali się krytyki, bo na przykład cytat i to już myślę, że ostatni z tych, które przygotowałem, sekunda, to jest cytat z ostatniego biuletynu. Przepraszam, ale niestety chyba nie wkleiłem tego, który bym chciał, a nie będę czytał komentarza, który zachwala zwycięstwo drugiego dnia dyrektora festiwalu, który też taki był ironiczny, że tutaj nasz dyrektor wygrał, ale, że jednak też wartość wykonywanych przez niego utworów była wysoka. Generalnie kończąc, zmierzam do tego, że te spory też trwały później. Pojawiały się też w gazetach solidarnościowych, chociażby wydawanych w Trójmieście. Tutaj w jednej z nich też w ramach głosów krytycznych pojawia się m.in. taki komentarz, że festiwal był mocno niedopięty organizacyjnie, wyjąwszy cytronetę w workach foliowych. I tutaj też każdemu z państwa zalecam sprawdzenie, czym owa cytroneta jest, bo wówczas to był powszechny krajobraz sklepów spożywczych, że ta cytroneta w nich była, a dzisiaj to jest słowo, które myślę, że niekoniecznie jest znane. Też organizatorów krytykowano za nonszalancję w stosunku do publiczności, dziennikarzy, za kiepskie nagłośnienie sali.

 

Hala Olivii nie była jednak sala budowana z myślą o koncertach, więc to nagłośnienie może faktycznie nie było rewelacyjne. Natomiast jednym z takich najważniejszych elementów, z którymi musieli się zmierzyć organizatorzy i on już troszeczkę w moim wystąpieniu wybrzmiał, był fakt, że na jednej scenie zagościli uznani, sławni, powszechnie znani w Polsce ówczesnej artyści, dla których nie było żadnym problemem występować przed wieloma tysiącami słuchaczy. Ale z drugiej strony byli ludzie tacy jak wspomniany już Cholewa, ale szereg też innych, którzy nagle musieli przeżyć ogromny przeskok z małego klubu studenckiego czy wręcz z mieszkań prywatnych do potężnej hali, gdzie nawet pozytywnie odbierająca widownia jednak wywoływała u niektórych ogromną tremę i problem z tym, żeby się zaprezentować w sposób właściwy. Ostatni element to jest właśnie zdjęcie, do którego chciałem wrócić, bo jak pokazywałem państwu elementy wystroju, to zauważyliście, że na tym lepiej wyglądającym graficznie zdjęciu, to nie jest hala. Otóż 4 września w Operze Leśnej w Sopocie odbył się właśnie pierwszego dnia Krajowego Zjazdu Delegatów, jakby taki festiwal po festiwalu, czyli koncert laureatów Przeglądu Piosenki Prawdziwej.

 

Tutaj macie Państwo zdjęcie widowni, która była pełna. I plakat reklamujący to wydarzenie. Myślę, że to jest ważne, bo akurat tej, jakby można powiedzieć w cudzysłowie, dogrywki mało kto pamięta, że ona się odbyła. Dużo bardziej jest pamiętany fakt, że już kasety przed 13 grudnia z piosenkami wówczas wykonywanymi zaczęły się rozchodzić. Tutaj jest na środku, to jest okładka jednego z pierwszych wydań kasety z piosenkami z festiwalu czy Przeglądu Piosenki Prawdziwej. A taką dość ważną legendę ten festiwal przeszedł, myślę, że głównie dzięki wprowadzeniu stanu wojennego. To był pewien paradoks, że nie odbyła się kontynuacja festiwalu, a piosenki, które wówczas były takim powiewem wolności, 13 grudnia zostały brutalnie wszystkie nadzieje wolnościowe spacyfikowane i cały zestaw antykomunistycznych piosenek już bez względu na to, czy to był Kaczmarski, Zwoźniak, czy to było ambitne, mniej ambitne i jak ludzie do tego podchodzili, to jednak powszechny odbiór tych zakazanych piosenek z Sierpnia 80 czy wykonywanych w sierpniu 81 roku, po 13 grudnia, jakby ten odbiór się zmienił i wznowień sprzedawania tych kaset jako cegiełek na rzecz podziemnej Solidarności była cała masa.

 

I to z pewnością jest chyba takie drugie życie po życiu tego festiwalu, że myślę, że ta recepcja po latach była dużo bardziej przerobiona przez pryzmat 13 grudnia niż przez prawdziwy przebieg tego festiwalu w 81 roku, bo tak jak mówię, w 81 roku, czy to w trakcie jego trwania, czy w tygodniach następujących już po zakończeniu festiwalu, te dyskusje, na ile on był udany, były dużo żywsze niż po 13 grudnia. Po 13 grudnia już mówiła tylko ta twórczość. I to właśnie w dużej mierze ta twórczość antykomunistyczna. Dziękuję bardzo państwu za uwagę.

 

Prowadzący

Dziękujemy panu doktorowi bardzo za tą część wykładową, natomiast tradycyjnie zachęcamy do dyskusji, zabrania głosu. Być może ktoś ma jakieś pytania, komentarze do tego, co tutaj w tej pierwszej części padło. Rozumiem, że na razie nikt. Natomiast. Bo o ile się nie mylę, tutaj mamy zaszczyt gościć na sali również organizatorów? Proszę bardzo.

 

Waldemar Banasik

O rany, słaby jestem w wystąpieniach publicznych. Trzy osoby już kompletnie mnie załatwiają, tremują. Byliśmy tutaj z kolegą Adamem członkami tego komitetu organizacyjnego. Adaś był rzecznikiem prasowym naszej grupy. Natomiast ja zajmowałem się organizacją, byłem kierownikiem biura organizacyjnego. I muszę powiedzieć, ponieważ jakby uczestniczyłem w kilku takich spotkaniach, że dzisiejsze spotkanie tutaj i pański wykład był z tych, które do tej pory doświadczyłem, no, chyba najbardziej obiektywny. Chciałbym na jedną rzecz tylko zwrócić uwagę. Ponieważ owszem, osoby, które zabierają głos, takie oceny właśnie odnośnie tego festiwalu, jakby z pewnego oddalenia oceniają, krytykują, chwalą i tak dalej. Natomiast ja chciałbym uświadomić co do takiej rzeczy, że my ten festiwal zorganizowaliśmy w ciągu dwóch miesięcy. No, w takich warunkach myślę, że dość skrajnych i bardzo trudnych, no bo wiadomo, że całe otoczenie nie sprzyjało nam i to, że doszło tam do wielu, powiedzmy, potknięć, wielu niedociągnięć i tak dalej, generalnie wynikało z tego, że my byliśmy naprawdę bardzo mocno zaangażowani w dialog z władzami, z Komitetem Wojewódzkim, który cały czas rzucał nam kłody pod nogi i tak naprawdę to nawet na parę dni przed festiwalem my nie byliśmy do końca przekonani, że do tego festiwalu dojdzie.

 

No bo tam się na zapleczu zbierały jakieś gremia w Komitecie Wojewódzkim, tam powstawały, no, takie bardzo rozbrzmiewały bardzo mocne głosy, ale takie naprawdę bardzo brutalne, że należy po prostu no, tych ludzi, czyli mówię o naszej grupie, no, w jakiś sposób spacyfikować i w końcu z tą awanturą, bo to nazwano awanturą polityczną po prostu bardzo konkretnie i brutalnie, zdecydowanie skończyć. I może to byłoby najistotniejsze z tego, co jakby chciałbym uświadomić państwu, że to nie była taka normalna sytuacja organizacji dużego przedsięwzięcia, no, takiego jak ten przegląd. Pan tutaj wspominał o jakby ilości zaangażowanych osób i tak dalej. No, ci ludzie, wszyscy przecież pracowali społecznie, prawda? Tam zdarzyła się taka sytuacja, że akompaniujący Piotrowi Szczepanikowi muzycy, bodajże z Filharmonii Gdańskiej, zażyczyli sobie honorarium. Ale to był jedyny wypadek tego typu. Wszyscy i organizatorzy, i wykonawcy, zresztą takie umowy zostały zawarte z nimi, na tych umowach widniała kwota 0 w pozycji, że stawka. Prawda, zero złotych.

 

No to może tyle. Miałbym tam, dużo szczegółowych rzeczy można byłoby dopowiedzieć, bo pan wspominał o dużym zainteresowaniu. My szacujemy, bo mniej więcej tyle biletów było sprzedanych, że każdego dnia było około 5-6 tysięcy ludzi na widowni. Czyli łącznie przez te 3 dni tam około 18 tysięcy się formalnie przewinęło. Natomiast no tam były takie różnego rodzaju incydenty, bo w pewnym momencie na przykład się pojawili ludzie, tacy wtedy bardzo modni panowie tam byli, skinheadzi, i zrobiła się potężna burza, burda przed Halą Olivii. No i to było rzeczywiście tak, że ci nasi ochroniarze, którzy notabene później okazali się w dużej części oficerami czy funkcjonariuszami Służby Bezpieczeństwa, no po prostu scykorowali, mówiąc tak lapidarnie, no i musiałem wyjść tam do nich. I ten kolorowy tłum, bo to tam te czuby postawione i tak dalej. Bardzo wolni ludzie, bardzo rozgrzani. W momencie, kiedy uświadomiłem im, że sala jest kompletnie wypełniona i nie ma najmniejszych szans mimo dobrej woli kogokolwiek wpuszczenia dodatkowo, no zgodzili się na to. Kiedy zaproponowałem, że wystawimy na zewnątrz głośniki i oni będą z tych głośników, że tak powiem, uczestniczyli.

 

No i tak się istotnie stało. A jeszcze z takich ciekawostek, bo bilety kosztowały, o ile pamiętam, 250 złotych, chyba mniej więcej odpowiadałoby to dzisiejszej cenie. Tak z grubsza to one się pojawiły właśnie na tym tak zwanym czarnym rynku. Koniki sprzedawały te bilety i jak dobiegła mnie jakaś taka zaskakująca informacja, to okazało się, że najdrożej ktoś zapłacił najwyższą cenę półtora tysiąca za bilet. Mówię tylko po to, żeby uświadomić, jakiego poziomu było to napięcie i zainteresowanie na zewnątrz. No bo kilkukrotnie przepłacono za to, żeby się znaleźć na sali. Z tymi biletami to było jeszcze dodatkowo w ten sposób, że no nie wiem, jak to jest dzisiaj, bo już od jakiegoś czasu się nie zajmuję tymi tematami, znaczy nie organizuję koncertów, nie jestem menadżerem muzyków. To wtedy trzeba było po prostu w Urzędzie Miejskim te wszystkie bilety, które rozprowadzaliśmy głównie po komitetach zakładowych Solidarności. One po prostu były wszystkie ostemplowane w Urzędzie Miejskim. Musiały być obligatoryjnie i mieliśmy pełną świadomość, że każde niedociągnięcie z naszej strony to jest takie zakładanie sobie trochę stryczka na szyję i to wszystko było bardzo rzetelnie dopełnione.

 

No, mimo wszystko pojawiły się bilety nie ostemplowane. Właśnie. I teraz do dzisiaj tak właściwie nie wiem, można dedukować, że po prostu z drukarni wyciekła jakaś ilość tych biletów właśnie, które nie zostały ostemplowane, bo nie mogły, ponieważ ja osobiście te bilety własnoręcznie stemplowałem w urzędzie, no to te bilety po prostu po prostu puszczono. No nie wiem, albo to mogła zrobić Służba Bezpieczeństwa, chcąc zrobić zamieszanie. No, jest taki jeden wariant niepotwierdzony niczym. Albo po prostu jacyś cwani drukarze tam sobie chcieli dorobić. No i rzeczywiście bywało tak, że ja jestem też trochę kiepskim, że tak powiem, rozmówcą, jeśli chodzi o sam festiwal, w tym sensie, że no po prostu byłem potwornie zajęty różnego rodzaju sprawami, niezwiązanymi z salą, sceną. Nie miałem okazji chyba przez te 15 godzin bitych koncertów, nie wiem, z trzy godziny góra, nawet pewnie nie byłem na sali, po prostu nie miałem czasu, ponieważ ciągle wyskakiwały jakieś problemy właśnie między innymi z tymi biletami na widowni. No i rzeczywiście, chyba z dwu- czy trzykrotnie mnie poproszono o interwencję.

I rzeczywiście patrzę na to samo miejsce, są dwa bilety, jeden jest ostemplowany, a drugi surowy, że tak powiem. Co tam można jeszcze powiedzieć? No, dostaliśmy w skórę później. No bo jak się rozpoczął stan wojenny, no to ja byłem wtedy kierownikiem właśnie wspomnianego przez pana klubu kultury Stoczni Północnej. Takiego chyba bardzo dobrze wtedy w Trójmieście prosperującego, bo mieliśmy bardzo dobry program, co było łatwe z punktu widzenia mnie jako kierownika, dlatego że no, to, co się działo w Gdańsku, powodowało, że wszyscy garnęli się do Gdańska i po prostu na pstryknięcie palców można było po prostu każdego zaprosić i to jeszcze z wdzięcznością. Także była to okazja do rzeczywiście poznania ogromnej ilości wspaniałych ludzi. W klubie po koncertach prowadziliśmy różne rozmowy prywatne, takie towarzyskie. Tam czasami się jakaś wódeczka zdarzyła. Szczególnie pamiętam wódeczkę pitą z Piotrem Szczepanikiem, bo on nie wylewał za kołnierz. No, tyle może na razie. Dziękuję.

 

Prowadzący

Bardzo dziękujemy za ten cenny głos. Pan Waldemar Banasik, dyrektor organizacyjny Przeglądu Piosenki Prawdziwej „Zakazane Piosenki". Pan Waldemar przywiózł też ze sobą płyty z nagraniami z Przeglądu, o którym tutaj odsłuchaliśmy wykładu. Więc jeżeli państwo będziecie zainteresowani, to chyba możemy udostępnić, prawda? Uczestnikom dzisiejszego spotkania. Oczywiście część zostaje, jak rozumiem, do dyspozycji Muzeum Historii Polski. Dobrze zrozumiałem intencję? Dobrze. Zatem w imieniu instytucji bardzo dziękuję. Jeżeli państwo będziecie zainteresowani, to tutaj mamy takie prezenty. I oczywiście można dziś wyjść z taką płytą z naszego spotkania. To już przekazuję.

 

Waldemar Banasik

Co chciałem państwu powiedzieć, tam na samym początku pan pokazał płytę, która została wydana w Los Angeles, w Stanach Zjednoczonych. Ona oczywiście, że tak powiem, prawa autorskie zostały ukradzione i do dzisiaj ja nie mam pojęcia, przez kogo ona tam została, przez wytwórnię Echo w Los Angeles wydana. Cieszyła się ogromną popularnością w Stanach Zjednoczonych. Tam podobno bardzo dużo sprzedano. Miały pieniądze właśnie na to wspomniane również konto Funduszu Społecznego Solidarności wpaść, ale z tego co mi wiadomo, to żadna złotówka nie napłynęła. Ale co jest istotnego, na ostatniej stronie okładki jest tam takie słowo napisane, taki tekst napisany przez Adama Michnika, który w tamtych czasach cieszył się taką niekwestionowaną popularnością i był uważany za naszego człowieka. To tam się później różnie działo, jak państwo wiecie, do dzisiaj. I on tam w tym tekście, którego pewnie nikt nie był w stanie tutaj z tego odczytać, ale napisał jedno znamienne zdanie, które dla mnie osobiście jest niezwykle ważne. On napisał, że ten przegląd był pierwszym dniem wolności polskiej piosenki, nawiązując do znanego tytułu z literatury, prawda? I to było takie ważne i jakby w pewnym sensie nadające sens nam, organizatorom tej całej roboty. Tam wielu z nas zostało później, tam bardzo brutalnie, już w stanie wojennym potraktowanych. Tutaj kolega, który pracował w jednej z gazet, został zwolniony z pracy. Ja po wielu przesłuchaniach, no to tam może nie jest istotne, bo takie przesłuchania trwały po 6 godzin nawet w komendzie miejskiej. Tam Służba Bezpieczeństwa w każdym razie. No i ostatecznie niektórzy z nas musieli kraj opuścić. Ja wyjechałem z Polski, bo przyniesiono mi paszport. Znaczy tam jakiś urzędnik czy oficer wydziału paszportowego przyniósł do domu mojej mamie, wręczył z takim zaleceniem. A to był paszport konsularny. Wtedy takie czerwone paszporty dawano z takim zaleceniem, żebym jak najszybciej opuścił Polskę i przez najbliższych parę lat się nie pokazywał, bo będą problemy. No i to tyle. Udałem się, już wróciłem do Polski.

 

Prowadzący

Raz jeszcze dziękujemy za podzielenie się tym doświadczeniem. Czy ktoś z państwa chciałby jeszcze słowo komentarza lub pytanie?

 

Publiczność

Potrzebuję korków z historii, bo nigdy nikt mi nie wytłumaczył w końcu tej cenzury, jak działała. I jeszcze myślę, że przy okazji tego festiwalu to może dobrze o tym powiedzieć, bo ja w końcu nie rozumiem. To jest tak, że to były te teksty, ale później tak jak ktoś wygłaszał. Ale w sumie to nie były zgody. Były odwołania. Ja bym chciała po prostu w końcu wiedzieć, czy to rzeczywiście, a ja jeszcze jestem urzędniczką, więc może też będzie ciekawiej. Na ile to była formalność, na ile rzeczywiście artyści tego pilnowali, a na ile udawało się po prostu, że to była tylko formalność, a później robiło się swoje. I bym poprosiła o takie skrótowe wyjaśnienie tego.

 

Gość

Dobrze, to spróbuję, ale jak pani jest urzędniczką, to pewnie będzie pani łatwiej to zrozumieć, że życie swoje, a przepisy swoje. I to tak też bywało w PRL-u. Ale tutaj można by było długo mówić o cenzurze, bo w każdej dekadzie PRL-u ona jednak funkcjonowała na zmiennych zasadach. Lata 80. to jest już w ogóle zupełnie inny schemat niż chociażby lata 60. Świadomie nie nawiązuję do stalinizmu, ale właśnie Solidarność między innymi dlatego walczyła o ustawę o cenzurze, nie dlatego, że walczyła z wolnością słowa, ale jakby w Solidarności zdawano sobie sprawę z prostej rzeczy. Prostej, może niekoniecznie z dzisiejszej perspektywy prostej, ale wówczas tak o tym myślano, że jakby zlikwidowanie cenzury całkowicie w realiach PRL-u nie będzie możliwe, więc trzeba ją ucywilizować. I chociażby walczono o to, że jak człowiek kupi gazetę, to żeby mógł zobaczyć, że gdzieś nastąpiło w jakimś tekście skreślenie i to do dzisiaj, na przykład w książkach, broszurach wydawanych w oficjalnym obiegu z końca lat 80. widać, że jest po prostu wprowadzony zapis, że wykreślono dany fragment.

 

Człowiek nie wiedział, co wykreślono, ale wiedziano, że wykreślono. I to już też jakby z tej perspektywy czytania między wierszami w PRL-u było bardzo ważne. A drugim elementem, o którym pani mówiła, że cenzura się nie zgodziła, ale coś zrobiono. To też było tak, że, książka musiała przejść czy jakiś utwór, gazeta musiała przejść cały cykl i tam nie dało się wydrukować bez zgody i zatwierdzenia cenzury. Ale już na festiwalu można było wykonać dany utwór zgodnie z oryginałem, a nie z wersją zakreśloną przez cenzurę. Zresztą chociażby cała masa wspaniałych tekstów polskich kapel rockowych z lat 80. głównie do dzisiaj można zobaczyć, co tam się cenzorom nie podobało. Zresztą pod koniec lat 70. Tomasz Strzyżewski, człowiek, który był cenzorem w Krakowie, uciekł na Zachód i przemycił ze sobą różne zapisy cenzury, które bywały kuriozalne. O czym nie pisać i dlaczego? I to też jest bardzo może i najciekawsze w schemacie, czym tak na prawdę cenzura była, bo to też obserwujemy na przykład współcześnie w krajach niedemokratycznych, że, nie wiem, ostatnio w Nepalu przecież była potężna katastrofa i władze chińskie świadomie nie informują o liczbie ofiar, bo ten system nie może się przyznać do tego, że nie panuje i że ludzie giną, więc świadomie zaniżają liczbę ofiar.

 

PRL myślał w wielu aspektach podobnie, że nie można było na przykład informować o katastrofach naturalnych zgodnie z tym, jak one faktycznie nastąpiły, tylko trzeba było podkreślać, jak sprawnie sobie z tym władze radzą. Większość ingerencji cenzury dotyczyła nie spraw czysto politycznych, bo one siłą rzeczy się w oficjalnym obiegu nie pojawiały, bo każdy sobie zdawać sprawę, że one się nie pojawią. Ale takich rzeczy, powiedzmy z pogranicza, z tej szarej strefy. Nie wiem, na ile to pani, czy odpowiedziałem na to pytanie, które pani zadała, czy jednak troszeczkę kluczę naokoło, bo to jest...

 

Publiczność

Jeszcze brakuje mi tego elementu: i co dalej? No bo jeżeli coś jest, bo jest ten tekst piosenki było coś tam, ok, jest powiedziane, że niby tak, jak tam pan czytał, że organizatorzy zapewnili, że po prostu nie będzie. No i co dalej? Czy po prostu wszyscy się zgadzali na jakąś bezkarność, że wszyscy wiedzą, w co się bawimy? Czy jednak coś się później działo.

 

Gość

Akurat do 13 grudnia Solidarność była na tyle silna, że ta sprawa w prokuraturze się rozmyła. Skończyła się tylko obiegiem informacji, zebraniem materiału. Ale twórcy, którzy wykonali wówczas te utwory zakwestionowane przez cenzurę, nie ponieśli bezpośredniej odpowiedzialności za to. Z tego co pamiętam, to karnie chyba groziła grzywna za to, a nie od razu kara więzienia. Ale musiałbym sprawdzić, jakie wówczas przepisy obowiązywały. No tak jakby najskuteczniejszą metodą było pozbawienie chleba, czyli zakaz występów, zakaz podpisywania umów. Wówczas wszystko było państwowe, więc kluby studenckie nie miałyby na przykład prawa danej osoby zaprosić i podpisać umowę, czy nawet powiedzmy nie czysto partyjne inicjatywy typu, nie wiem, PAX miał jakieś swoje pieniądze i wydarzenia kulturalne organizował. No nie mógłby podpisać z takimi ludźmi umowy i oni pozostawali jakby bez możliwości zarobkowania. I to była największa kara, która jakby trzymała w karbach cały system jakby cenzury, przynajmniej tej festiwalowo-artystycznej, że ktoś lub coś jest na indeksie. Tak, to też jakby twierdzenie „na indeksie" wówczas było popularne. Dzisiaj, tak jak pani mówi, to wymaga komentarza, bo to niekoniecznie jest zrozumiałe, że była lista artystów, których się nie zaprasza.

 

No, poza tym oczywiście istniała kontrkultura już w latach 80. Ale to głównie dotyczyło zespołów rockowych, które się z tego schematu wyłamywały. Ale też czasami rosły mity typu „chcemy bić ZOMO", które dzisiaj się pojawia jako taki przykład tego, jak walczono z cenzurą, ale to jest w dużej, dużej części te takie opowieści po latach są bardzo mocno zmitologizowane względem tych pierwotnych zamierzeń cenzury.

 

Waldemar Banasik

[Niewyraźne]

 

Gość

No tak, autocenzura to klucz, autocenzura to klucz. Natomiast też cenzura czasami bywała bezsilna. No, chociażby piosenka „Spytaj milicjanta”, jak sobie państwo odsłuchacie dzisiaj, no to nikt średnio rozgarnięty nie powie, że to jest piosenka wychwalająca milicjantów. Ale cenzor, który miał przed sobą sam tekst tej piosenki, nie mógł tam nic podważyć, bo wszystko było, że tak powiem, prawilne. Ale już wykonanie tego utworu było 200% antysystemowe, więc takie zabawy z cenzurą też były dziełem artystów. Też myślę, że tutaj chociażby zabawy czy ingerencje cenzury w utwory Jacka Kaczmarskiego, bo Kaczmarski wyrastał przecież, obiektywnie był bardem, takim najbardziej artystycznie uznanym bardem Solidarności. Te zabiegi cenzury w przypadku jego utworów one pokazują też jakby to, jak myślała cenzura, a jak z drugiej strony genialny twórca, genialny tekściarz, potrafi to obejść tak, że cenzura nie może wskazać, jak właśnie w peerelowskich dowcipach typu napisy na murach, że tam nie wiem, bić władzę, a my już wiemy jako milicja jaką władzę. Tak że nie Amerykanów, tylko właśnie miejscową.

 

Prowadzący

Jeszcze nawiązując do wypowiedzi pana doktora, dodam, że na wystawie „Za czym kolejka ta stoi”, o której mówiłem na początku, pokazujemy między innymi dokumenty z ingerencjami cenzury w utworach różnych polskich wykonawców. I to często są niezrozumiałe z dzisiejszej perspektywy ingerencje, jak na przykład jest dokument z utworem T.Love-u, „Wychowanie”, gdzie cenzor zakwestionował akurat frazę „ojczyznę kochać trzeba i szanować, nie deptać flagi i nie pluć na godło”. Trudno powiedzieć dlaczego. Natomiast wszystkich państwa zachęcam, kto jeszcze nie był do udziału w „Kolejce”. Czy jeszcze jakieś...

 

Aleksandra Jakóbczyk-Gola

Ja przepraszam, też dodam, że właśnie w przyszłym tygodniu, we środę mamy dyskusję poświęconą cenzurze, więc jeżeli państwa ten temat interesuje, to w ramach tego panelu dyskusji właśnie w muzeum zapraszamy, bo myślimy, że ten temat, tak jak tutaj pani poruszyła, w ogóle jest dla nas też bardzo interesujący. Ja przepraszam, zapytam trochę z innej strony. Bardzo dziękuję za spotkanie i za wykład. Rzeczywiście też uważam go za taki bardzo bezstronny, próbujący przedstawić rzeczywiście sytuację. Mnie zaciekawiła sprawa ta taka historyczno-sztuczna, to znaczy w ogóle z tej oprawy scenograficznej, którą też świetnie pan pokazał, i wytłumaczył też jej symbolikę. Chyba nie rozmawialiśmy o plakacie, a wydawał mi się on bardzo ciekawy. I chciałam też zapytać o samą nagrodę. Czy to też był projekt tej samej osoby? Nie wiem, jak ona do końca wyglądała. Sama nazwa nagrody jest dla mnie oczywiście interesująca w kontekście całości. I nie wiem też, czy któraś z nagród się zachowała, bo to też z punktu widzenia muzealnika byłoby bardzo ciekawe, czy te obiekty w ogóle funkcjonują, czy istnieją, bo myślę, że byłyby po prostu bardzo, bardzo cenne i też byłyby świadectwem tego czasu. Jeżeli może pan coś pomóc w tej sprawie, będę wdzięczna za informację.

 

Prowadzący

Dobrze, już przekazuję mikrofon.

 

Waldemar Banasik

Autorem tego znaku graficznego, tej wzniesionej pięści z mikrofonem był Jurek Janiszewski, który obecnie przebywa w Barcelonie, i tam chyba robi niezłą karierę grafika. Natomiast Kazimierz Kalkowski był autorem, to jest znany ceramik, rzeźbiarz z Trójmiasta, właśnie tego knebla, prawda? I były trzy kategorie: złoty, srebrny, brązowy. No i to właśnie były takie, no, knebel wiadomo, co akurat w kontekście tego całego przeglądu naszego symbolizował. No i każdy.. Proszę? To był obiekt ceramiczny. On wtedy jeszcze chyba... [niewyraźne wtrącenie] Nie. To chyba były wszystkie identyczne, miały nazwę złoty, srebrny i tak dalej. Ja nawet też dostałem właśnie od organizatorów taki knebel, ale po tam którejś rewizji mi zabrali i nie posiadam go. Natomiast wiem, że Olek nie Grodkowski, tylko Grotowski, Aleksander Grotowski, prawda, udostępnił nam do sfotografowania właśnie obiekt, bo u niego się zachowało. I co chcę jeszcze powiedzieć? Właśnie w tej chwili IPN gdański będzie wydawał taki album, który tutaj z kolegą Adamem i Maćkiem Karpińskim, który chyba w zeszłym roku odszedł, zmarł. No wydaliśmy. I tam właśnie z punktu widzenia, bo oczywiście do przeglądu powinno się podejść od strony właśnie wyśpiewanych piosenek sensów, treści, prawda? Bo to chyba było najistotniejsze, żeby przekazać jakieś stanowisko, jakieś treści. Natomiast my pokazaliśmy, ale wizualnie, to znaczy zebraliśmy sporą gamę, no, kilkuset, kilkudziesięciu w każdym razie co najmniej zdjęć, no i tam jakieś teksty, ale od strony przede wszystkim właśnie nas jako organizatorów ten przegląd pokazaliśmy. Tak jak mówię, przegląd wymaga takiej analizy, powiedziałbym, polonistyczno-historycznej, literackiej, prawda? No, tutaj nie czujemy się tak do końca kompetentni, bo nie jesteśmy analitykami, powiedzmy literackimi, specjalistami, więc niech to kompetentni ludzie robią.

 

Gość

No ale to swoją drogą jest doskonały pomysł. Te 33 piosenki poddać takiej analizie językowej, lingwistycznej.

 

Waldemar Banasik

Uniwersytet Warszawski, Wydział Polonistyki tym się zajął i nawet w jednym kwartalniku. Tam jest taki numer poświęcony właśnie tej wiedzy.

 

Prowadzący

Proszę bardzo.

 

Publiczność

Miałbym pytanie do autora wykładu w kontekście tego opisu czy też recenzji pani Małgorzaty Niezabitowskiej. Czy wtedy, kiedy to pisała, już była tajnym współpracownikiem SB? I czy to było w pewnym sensie inspirowane przez mocodawców z resortu, czy też jeszcze była tą normalną działaczką, nieskażoną współpracą, działaczką Solidarności i nieskażoną współpracą ze strukturami SB?

 

Gość

Nie chciałbym państwa wprowadzać w błąd, ale wydaje mi się, że kwestia rejestracji pani Niezabitowskiej to już są lata siedemdziesiąte, czyli okres wcześniejszy. O inspiracji nic nie wiadomo. Nie ma żadnych poszlak wskazujących, że to było po prostu jej jakby narzucona opinia, którą miała przetworzyć na tekst prasowy. Tak że chciałbym, żeby to wybrzmiało. Natomiast jakby też zarzuty negatywne, no, tutaj nie da się ukryć, że one się pokrywają z tym, co wypływa z dokumentów SB. Natomiast w żadnym ze znanych raportów SB nie ma śladów tego, żeby oni podjęli działania takie inspirujące, jak to się określało, żeby zlecać osobowym źródłom informacji na przykład zaangażowanym w pracę solidarnościową, żeby pisali negatywne artykuły o przeglądzie piosenki. Bo też trzeba powiedzieć sobie wprost, że duża część tych negatywnych opinii wypływała z autentycznych poglądów dużej części działaczy. Ten festiwal, jak każda inicjatywa artystyczna, ma zwolenników i przeciwników. I jakby to było wydarzenie, które z jednej strony inspirowało wiele osób, ale z drugiej, no, też dostrzegano pewne elementy krytyczne. I myślę, że na takim tle ten tekst Niezabitowskiej należałoby wpisać.

 

Faktem jest, i to też trzeba powiedzieć wprost, że to jest chyba jedyny tekst w „Tygodniku Solidarność” o przeglądzie, więc to też jakby, że on od razu jest tak mocno negatywny w dużej części, no to to też myślę, że no, że jest problematyczne, że jednak głównym piśmie Solidarności nie było żadnych tekstów pozytywnych. Z drugiej strony, jakby przygotowując się do tego wystąpienia, przeglądałem taką książeczkę wydaną przez Tomasza Słomczyńskiego, który dotarł i sprawdzał, czy w „Trybunie Ludu” o tym pisano, żeby też tutaj państwa przerzucić jakby na tą stronę propagandową. Otóż w „Trybunie Ludu” żadnego tekstu Przeglądowi Piosenki Prawdziwej nie poświęcono, natomiast poświęcono kilka akapitów, zamieszczono tekst o proteście Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej przeciwko atakowaniu Związku Radzieckiego i wówczas wymieniono Przegląd Piosenki Prawdziwej jako jeden z takich sztandarowych przykładów atakowania tego sojuszu. Więc tak, to też się zdarzało. No i cóż, to chyba tyle. Czyli reasumując, nie ma żadnych śladów, żeby ten tekst Niezabitowskiej był inspirowany jakby z MSW. Natomiast te ataki w nim pojawiające się pokrywają się po prostu z tym, co jest w raportach SB, jeżeli chodzi o tą negatywną część.

 

Prowadzący

Zatem czas naszego spotkania chyba dobiegł końca. Ogromne podziękowania dla pana doktora Grzegorza Wołka. I dla państwa. Bardzo nam miło, że zechcieliście państwo spędzić to popołudnie, już wczesny wieczór z nami. Zapraszamy w przyszłym tygodniu w środę o godzinie 18:00. Debata właśnie poświęcona cenzurze również w tej sali. Bardzo nam miło będzie ponownie państwa gościć. Dziękuję bardzo. Aha, i jeżeli ktoś jest zainteresowany, mamy tutaj właśnie płyty, można zabrać, z utworami zarejestrowanymi podczas festiwalu.

 

Dane o obiekcie

Opis

Latem 1981 roku gdańska Hala Olivia na trzy dni stała się miejscem wyjątkowego spotkania muzyki, satyry i wolnego słowa. Przegląd Piosenki Prawdziwej „Zakazane piosenki”, zorganizowany z okazji obchodów pierwszej rocznicy podpisania porozumień sierpniowych, zgromadził blisko dwustu artystów i zapisał się w historii jako jedno z najważniejszych wydarzeń kulturalnych czasu „Solidarności”.

Na scenie zabrzmiały utwory, które komentowały rzeczywistość PRL, często bezpośrednio, odważnie i z ironią. Piosenka stawała się sposobem mówienia o sprawach, które przez lata podlegały cenzurze lub nie mogły pojawiać się w oficjalnym obiegu. Artyści opowiadali o codzienności, polityce, społecznych napięciach i pragnieniu wolności, a publiczność mogła usłyszeć ze sceny słowa rzadko obecne w kontrolowanych przez państwo mediach.

Przegląd był czymś więcej niż festiwalem muzycznym. Stał się manifestacją wolności słowa i symbolem niezwykłego okresu między Sierpniem 1980 a wprowadzeniem stanu wojennego – czasu społecznego entuzjazmu, nadziei na zmiany i przekonania, że poprzez kulturę również można wpływać na rzeczywistość.

♦ dr Grzegorz Wołk – historyk i politolog, pracownik Biura Badań Historycznych Instytutu Pamięci Narodowej. Specjalizuje się w dziejach opozycji politycznej w PRL oraz komunistycznego aparatu bezpieczeństwa. Redaktor naczelny Encyklopedii Solidarności. Autor wydanej w 2024 pracy „Szaleńcy niepodległości. Historia Konfederacji Polski Niepodległej”.

♦ Wykład jest wydarzeniem towarzyszącym wystawie pt. „Za czym kolejka ta stoi?". PRL w muzycznym zwierciadle.