Największa polska królowa? Mity o Bonie Sforzy
Muzeum Historii Polski (producent);
20/11/2024
Klasyfikacja praw autorskich
Transkrypcja
To jest diabeł, którego się nie da wypędzić postem i modlitwą - mawiano o niej w Polsce. I nawet trudno się dziwić tej reputacji, bo taka kobieta wcześniej się w Polsce nie pojawiła. I nie chodziło o grzeszne życie czy występki, raczej o wejście z butami w męski świat. Bona Sforza, królowa Polski, do dziś wywołuje gorące spory. Bez wątpienia to jedna z najwybitniejszych postaci naszej historii. Łukasz Starowieyski, zapraszam na mój kolejny podcast z serii "1000 lat. Prześwietlenie." NAJWIĘKSZA POLSKA KRÓLOWA? MITY O BONIE SFORZY W Polsce mawiano o niej, że to smok lub diabeł. Oskarżano ją o największe zbrodnie - łącznie z otruciem dwóch królowych, jednej księżnej i dwóch książąt. Nienawidzili jej magnaci i nie znosiły rzesze szlachty. Za to król i małżonek Zygmunt Stary ją kochał, a kraj na jej działaniach zdecydowanie zyskiwał. Dziś w podcaście Muzeum Historii Polski opowiem o jednej z najbardziej kontrowersyjnych postaci w historii Polski - Bonie Sforzy. Włoskiej księżniczce wychowanej tak, by rządzić mężczyznami. Czy rzeczywiście była trucicielką? Czy zasłużyła na czarną legendę, która towarzyszyła jej wizerunkowi przez wieki? Jak zdołała zrazić do siebie niemal wszystkich w Polsce łącznie z jedynym, ukochanym synem, który też śmiertelnie ją znienawidził? Będzie o kobiecych rządach, mistrzowskim zarządzaniu majątkiem i charakterze nie do wytrzymania. Powiemy też, czy rzeczywiście przywiozła do Polski włoszczyznę.
CZĘŚĆ PIERWSZA. URODZONA BY RZĄDZIĆ MĘŻCZYZNAMI.
Io credo che tu mi vogli sforzare - "Mam wrażenie, że chcesz mnie zniewolić, zmusić" - krzyknął dowódca do najemnego żołnierza, chrzcząc tym samym nieświadomie jeden z najsłynniejszych rodów kondotierskich i książęcych we Włoszech. Był rok 1385. To wówczas pojawiło się nazwisko Sforza – w dosłownym tłumaczeniu zmusza, wymusza czy forsuje. Idealnie pasuje to nazwisko do tego rodu. Znakomicie do naszej bohaterki Bony! Podobnie jak herb - wyobrażenie węża lub smoka, w którego paszczy znajduje się człowiek! Kończąc wątek pochodzenia rodu – dodajmy, że rodzina Sforzów w połowie XIV wieku zawładnęła Mediolanem i stała się jedną z najpotężniejszych na półwyspie Apenińskim. I podobnie jak inne rody we Włoszech także ten nie stronił od przemocy, intryg, krwawych porachunków, podstępnych zamachów czy trucizny. Do tego rodu, w którym niepoślednie role odgrywały kobiety. Choćby jedna z ulubionych ciotek Bony - Katarzyna Sforza – która zasłynęła m. in. z tego, że sporządziła recepturę trucizny, która wedle życzenia mogła zabijać w dwa tygodnie lub w miesiąc. Nawiasem mówiąc to nie jedyna niebezpieczna ciotka, z którą przyjaźniła się późniejsza królowa Polski. Drugą była córka papieża - Lukrecja Borgia! Tak, tak, ta właśnie osławiona trucicielka i femme fatale. Zła sława ciotek przyjaciółek dotarła nawet do Polski – pisała Maria Bogucka w biografii Bony. Zrozumieć można, czemu w Polsce powstała tak łatwo i rozprzestrzeniła się tak szybko legenda o Bonie trucicielce. Fama pięknych, niebezpiecznych ciotek krążyła po całej Europie. Stop! Zatrzymajmy się na chwilę. Jeszcze nie czas, by ruszyć z urodziwą Włoszką i bagażem plotek do Polski. Przyjrzyjmy się pierwszym latom przyszłej królowej. Bona urodziła się 2 lutego 1594 r. Była córką Giana Galeazzo Sforzy, prawowitego władcy Mediolanu, tyle, że faktycznie władzę sprawował jego stryj - okrutny i ponury Ludovico il Moro. Sytuacja pogorszyła się jeszcze, gdy ojciec Bony umarł. Miała wtedy 8 miesięcy. Matka: Izabela Aragońska – z trójką małych dzieci – w praktyce zdana była na łaskę i niełaskę Il Moro. Z naciskiem na niełaskę. Nawet nadworny błazen litował się nad jej losem. "Nie ma tak twardego serca, które by się nie wzruszyło, widząc ją z trojgiem dzieci, wychudłą, przybitą, w czarnej sukni szerokiej i długiej, która wlokła się po ziemi, z materii taniej, łokieć po 4 soldy z kawałkiem barwionego płótna zakrywającego jej oczy." Do dziś zachowały się listy z prośbami o ubranka czy przygotowanie dla nich pokojów. Izabella z dziećmi mieszkała najpierw w Pawii, później w Mediolanie. Po zajęciu miasta przez Francuzów wróciła do rodzinnego Neapolu. Jej jedyny syn, nominalny następca tronu, został wzięty jako zakładnik. Po kilkunastu latach umarł we Francji. To nie był koniec kłopotów. Stryj Fryderyk - władca Neapolu, przyjął Izabelę z wielkimi honorami, ale i on wkrótce stracił tron! W 1501 r. po ataku wojsk papiesko-francuskich musiał uciekać, a jego włości podzieliły między siebie Hiszpania i Francja. Izabela nie załamała się. Od wielu lat walczyła o przyznanie jej księstw Bari i Rossano. Udało się w 1502 r. To Bari tak naprawdę stało się domem rodzinnym Bony. Przybyła do miasta mając 8 lat. Oczekiwania wobec niej były ogromne. Wychowywano ją na władczynię. "Jeśli książęta z natury, a nie tylko według praw, i zwyczajów, jak wielu mniema, stoją wyżej od innych ludzi, największa między tobą i innymi dziewczętami powinna być różnica. Ty do rządzenia, one do służenia przyszły na świat; one cedzidłem i wrzecionem niech się posługują, ty prawami, nauką i dobrymi obyczajami" - pisał nauczyciel małej księżniczki. Łatwiej zrozumie się późniejsze działania Bony, gdy wsłucha się w słowa innego listu, który otrzymała od nauczyciela. "Zacznij po trochu nabywać wiedzy o mężczyźnie, ponieważ urodziłaś się, by rządzić mężczyznami." Na tych lekcjach Bona musiała być wyjątkowo pilną uczennicą. Twarda niekiedy edukacja przyniosła efekt. "Księżniczka Bona jest bardzo uczona, wzrostu średniego, ani za chuda, ani za tęga, bardzo łagodna, umie na pamięć 4 księgi Wergiliusza, liczne listy Cycerona, pisze i wysławia się w sposób niezwykle uczony" - podsumowywał jeden z mentorów. Poza łagodnością zapewne wszystkie komplementy były prawdziwe. Ale Bona ma już wówczas 22 lata i jeszcze kilka innych przymiotów. Uroda na pewno pełniła wśród nich niepoślednią rolę. Młodzieńcy ze złamanymi sercami składali wiersze: "O księżna Bono wspaniała, Koronę, znak majestatu, dla siebie wijesz jak z kwiatu. Z emalii będziesz ją miała, Mój ból więzieniem, gdzie płaczą ci, którzy cierpią bez winy." Bona stała się nawet bohaterką napisanego w 1512 r. hiszpańskiego romansu. Później jeden z kronikarzy zarzucał jej, ale także innym księżniczkom rozwiązłość obyczajów. Historycznych dowodów na to brak. Od gry uczuć, flirtów i romansów bez wątpienia wolna nie była. "Podniety bowiem miłości, jak Pan wie, są ustawiczne i nieznośne, tak że nie pozostawiają ani jednej godziny spokojnej" - przyznawała w liście. To zresztą charakterystyczny rys XVI-wiecznych Włoch. Ale ponieważ o tych podnietach w życiu młodej, pięknej dziewczyny niewiele wiemy, spuśćmy tu zasłonę milczenia. Odrobinę tylko uchyloną… Czas swawoli zresztą dobiegał końca. Bona miała już ponad 20 lat! Jeszcze chwila, i groziłoby jej staropanieństwo. Izabela próbowała wydać córkę za brata papieżą z potężnego rodu Medyceuszy, księcia sabuadzkiego, brata króla Hiszpanii, a nawet za syna znienawidzonego Il Moro! Wszystkie kandydatury łączyło jedno – Izabela chciała odzyskać Mediolan. Ale nawet ów cel przestał mieć decydujące znaczenie, gdy na horyzoncie pojawiła się okazja jedyna w swoim rodzaju! 2 października 1515 r. zmarła Barbara Zapolya – pierwsza żona jednego z najpotężniejszych władców ówczesnej Europy – Zygmunta Starego! W tę grę zaangażowali się nawet papież i cesarz, a palce maczali też brat Zygmunta – król Czech i Węgier - Władysław oraz najznaczniejsi ludzie w Polsce. Tylko Zygmunt do ożenku się nie palił. Bardzo mocno przeżył śmierć pierwszej żony. Ponoć długo jeszcze na je wspomnienie – jak pisali współcześni - "zanosił się od płaczu, chorował też na głowę i żywot." Wiedział jednak, że długo żałoby nosić nie będzie mógł. Na przeszkodzie stały obyczaj i racja stanu. Cesarz zaproponował Zygmuntowi trzy kandydatki. Gdy zorientował się, że król szuka żony, która przede wszystkim mogłaby mu dać syna, listę zawęził do dwóch – do propozycji dołączył wykaz realnych i potencjalnych korzyści. Jego wnuczka, 17-letnia Eleonora, miała wnieść w posagu 300 tys. dukatów i perspektywę odziedziczenia Flandrii i Burgundii w razie bezpotomnej śmierci jej braci. 5 lat starsza Bona Sforza posag miała mniejszy - 200 tys. dukatów. Za to sukcesja była bardziej intratna - po matce Izabeli przypadłyby Bonie włoskie księstwa Bari i Rosano szacowane wówczas na pół miliona dukatów. Cesarz nie dał Zygmuntowi zbyt dużo czasu do namysłu. Król Polski miał podjąć decyzję szybko – bo, jak twierdził Maksymilian, obie panny miały też inne propozycje. Nawiasem mówiąc dopuścił się kłamstwa – Bonę odmłodził o 3 lata – według niego miała ich ledwie 19. Różnica wieku i tak była ogromna - Zygmunt liczył sobie wówczas 51 lat! Jagiellon początkowo skłaniał się ku Eleonorze. Wysłał posła na dwór księżniczki, kazał też sporządzić jej portrety. Oferta stała się jednak szybko nieaktualna – Eleonora została ostatecznie obiecana królowi Portugalii. Pozostała Bona! Nastąpił etap mozolnych targów o pieniądze, sposób przekazania wiana, a także miejsca odbycia ślubu per procura. Zygmunt był jednak zdecydowany. Ponoć urzekły go wieści o urodzie, wdzięku i mądrości księżniczki. Do senatorów napisał, że Bona ma tylko jeden feler – nie jest wnuczką cesarza, ale poza tym "pod każdym względem przewyższa inne kandydatki." Do ślubu per procura doszło w Neapolu 6 grudnia 1517 r. Polscy posłowie młodą księżniczką byli olśnieni. Zatrzymajmy się na chwilę, by spojrzeć ich oczami na przyszłą królową. "Co się tyczy piękności osoby samej, nic się ona nie różni od portretu najpiękniejsze jasne włosy, podczas gdy co tym dziwniejsze, rzęsy i brwi czarne, oczy raczej anielskie niż ludzkie, czoło gładkie i pogodne, nos prosty żadnego garbu ani zakrzywienia niemający, policzki różowe i jakby wrodzonym wstydem ozdobione, usta podobne najżywszemu koralowi, zęby równe i nadzwyczaj białe, szyja prosta i zaokrąglona, pierś śnieżnej białości, nadobne ramiona, rąk zaś piękniejszych widzieć nie można" - donosili w liście do króla. Ale uroda stanowiła tylko część atutów Bony. "Wdzięk zaś w każdym poruszeniu, zwłaszcza w rozmowie, nauka i wymowa nie tak jak jej płci właściwa, ale prawdziwie zadziwiająca. Słyszeliśmy ją bez żadnego przygotowania po łacinie mówiącą i Boga bierzem na świadka, że nic nie wyrzekła, co by nie miało jakiejś wytworności bądź w przenośniach bądź też w najozdobniejszym wysławianiu się." Dodawali, że świetnie tańczy. Do listu dołączone zostały wymiary księżniczki oraz… jej jedwabna pończocha! Wiedziała włoska księżniczka, jak stopniowo budować napięcie… Bona, żegnana płaczem matki, opuszcza Włochy w lutym. Dwa miesiące później przekracza granicę Polski. Zygmunt czekał na nią dwa kilometry od Krakowa w otoczeniu 200 gwardzistów przed pąsowym namiotem. Księżniczka nadjeżdża w blasku zachodzącego słońca. Zsiada z konia kilkanaście metrów od króla. Zygmunt wychodzi jej naprzeciw. Włoska księżniczka wita go głębokim ukłonem i całuje w dłoń. Zygmunt podnosi ją i przytula. To był zdecydowanie dobry początek! Uroczystości ślubne i koronacja odbyły się 18 kwietnia. Bona z 21 sukien, która przywiozła, na ten dzień wybrała najbardziej okazałą, wartą kilka tysięcy złotych – to kwota, za którą wówczas można było zaopatrzyć chorągiew jazdy w dobre konie i broń! Między małżonkami musiało zaiskrzyć. "Po nocy poślubnej król zachwycony swą uroczą małżonką przesłał Bonie wspaniałe podarunki" - pisał w opasłej biografii Bony Władysław Pociecha. Co do dnia 9 miesięcy później Bona urodziła. Na świat przyszła Izabela.
CZĘŚĆ II. NA TRONIE. NIE TYLKO ŻONA KRÓLA.
Zapewne nie od początku Bona weszła z impetem w sprawy polskie, choć interesowała się nimi od samego początku. Piękna Włoszka miała 24 lata, zapewne sporo czasu zajmowały jej obowiązki i przyjemności małżeńskie, a także urządzenie się w Krakowie. Od razu też była brzemienna. Do tego przecież musiała znaleźć czas na poznanie kraju tak różnego od jej ojczyzny. Zatrzymajmy się na chwilę by obejrzeć teatr, w którym przyszło występować włoskiej księżniczce. Na ówczesne Włochy trzeba patrzeć jak na zlepek różnej wielkości państw i państewek. Mediolan, Florencja, Genua, Wenecja to były osobne polityczne byty, podobnie jak Państwo Kościelne i najpotężniejsze na półwyspie Królestwo Neapolu. Nawet ono, rodzinna kraina matki królowej, liczyło wówczas ok. 100 tys. km kwadratowych! Polska, i to bez Litwy, była od Neapolu 3 razy większa, a doliczając Litwę miała ok. 800 tys. km kwadratowych zamieszkiwanych przez 7,5 mln mieszkańców. Kraj sięgał od Bałtyku niemal po Morze Czarne. Pierwsze 10 lat królowa spędziła głównie w Krakowie. Jeśli wyjeżdżała, to tylko w okolice – do Niepołomic czy Łobzowa. Kolejne ciążę i porody uniemożliwiały w praktyce dalsze podróże. Dwa lata po ślubie przyszedł na świat upragniony następca tronu – Zygmunt August. Gromadka dzieci powiększała się szybko – pojawiły się trzy kolejne córki: Zofia, Anna i Katarzyna. Być może inaczej potoczyłaby się historia Polski, gdyby nie niedźwiedź. Przywieziono go z Litwy. Bona była w piątym miesiącu ciąży, ale mimo przestróg i ona pojechała na wielkie łowy. Niedźwiedź wypuszczony z klatki najpierw próbował uciekać, a przyparty do muru zaatakował. "Puścił się tam, gdzie królowa stała, która uciekając przed nim, potknął się koń pod nią, spadła i uraziła się, bo była brzemienna, tamże porodziła bez przedwcześnie syna, który pochowan zarazem w Niepołomicach." Bona chorowała ciężko po poronieniu. Synowi nadano imię Olbracht. Okazało się, że więcej nie może mieć dzieci. Los dynastii jagiellońskiej zawisł na 7-letnim wówczas Zygmuncie. Stał się on oczkiem w głowie rodziców, a zwłaszcza matki. "Matka to dziecię pieszczenie chowała i nie snadno pozwoliła, ażeby od jej boku odchodził, chociaż już był i sporszy" - pisał dawny biograf. Ówczesny zaś wspominał: "Król nasz młody wychowany od niewiast i Włochów trwożliwszych od kobiet, nie kocha się w obozach." Miłość Bony skupiła się na najstarszej dwójce rodzeństwa. Trzy młodsze dziewczynki zostały odsunięte z trudnych dziś do zrozumienia powodów. Zygmunta kochała miłością zaborczą. Syn był spełnieniem jej marzeń. Do czasu - czasu, w którym marzenie zmieniło się w koszmar, a miłość w nienawiść, która głęboko poraniła oboje. Nie spieszmy się z tą historią. Dajmy czas dorosnąć królewiczowi pod czułym jeszcze okiem matki. Wróćmy też do pierwszych chwil królowej w Krakowie. Nie dane było Zygmuntowi i Bonie nacieszyć się życiem rodzinnym. Król ruszał na wojnę z Krzyżakami. Na półtora roku zostawiał królową z niemowlęciem i spodziewającą się drugiego dziecka. Pewne jest, że już wówczas Bona bardzo mocno interesowała się kwestiami politycznymi. Stale korespondowała z królem i podkanclerzym Piotrem Tomickim. Śledziła też przebieg ostatniego, jak się okazało, starcia z zakonem krzyżackim. Zygmunt, często oskarżany o chwiejność, tym razem przynajmniej do pewnego czasu prowadzi walkę z pełnym przekonaniem. Jego natura bierze górę niemal w ostatniej chwili. Król zawraca spod Królewca, którego zdobycie mogłoby spowodować całkowite zniszczenie państwa krzyżackiego. Ostatecznie doprowadza do tego, że jego siostrzeniec, wielki mistrz Albrecht Hohenzollern, przyparty do muru, zrzuca habit, przekształca Prusy w kraj świecki i składa hołd lenny. O postępowaniu króla mogły zdecydować względy prywatne. Zygmunt wracając z wojny ponoć miał czuć się „jak zwolniony z więzienia.” Mógł wreszcie jechać do żony i syna. Hołd pruski to jedno z najsłynniejszych wydarzeń w historii Polski i moment w tej historii zwrotny. Wielu zwłaszcza starszych historyków i publicystów uważało go za wielki błąd bazując wszakże na tym, co wydarzyło się ponad 2 wieki później. Nie czas jednak, by rozstrzygać te spory. Dla naszej opowieści teraz ważniejsze jest, że Albrecht, lennik króla, ale też zręczny i bezwgzlędny gracz polityczny, staje się wrogiem królowej. Zupełnie nie po drodze Bonie z wielkimi niemieckimi rodami. Włoszka, którą na polski tron protegował Habsburg, staje się szybko zażartą przeciwniczką domu austriackiego. Po części zapewne z powodów prywatnych – cesarz nie zgadza się, by jej matka, a po niej sama Bona, odziedziczyły po królowej Joannie IV Neapolitańskiej ogromne dobra w Neapolu. Ale nie tylko kwestie majątkowe miały uzasadniać antyhabsburską postawę. Zdaniem wielu historyków będąc zwierzęciem politycznym rozumiała, że właśnie ten ród stanowi największe zagrożenie dla Polski. Najbardziej nie chciała jednak zostać teściową Habsburżanki. "Królowa Bona, wielka nieprzyjaciółka króla rzymskiego, najnieżyczliwiej usposobiona wobec całego narodu niemieckiego i jego jawny wróg, stara się wszystkimi sposobami, by małżeństwo między królem Polski i córką króla rzymskiego nie doszło do skutku. Dziwnymi sztuczkami dąży do tego, niezliczone wymyśla przeszkody" - pisał agent do Wiednia. Bona poniosła jednak porażkę. Zygmunt August ostatecznie ożenił się z Elżbietą, z czego nic dobrego ani dla niego, ani dla Polski nie wynikło. Dla Bony zresztą też - stając się teściową z koszmaru dokładała kolejne cegiełki pod budowę swego złego wizerunku.
CZĘŚĆ III. WSZECHPOTĘŻNA KRÓLOWA.
Zygmunt, jeszcze wówczas nie nazwany Starym, lubił mawiać o sobie: "Kto umie rozkazywać, tego zawżdy słuchają, a rozkazywanie jest zawżdy główną powinnością królewską." O królowej i prowadzonej przez nią polityce mówiono zaś tak: "To jest diabeł, który się nie da wypędzić postem i modlitwą." Stare powiedzenie "Gdzie diabeł nie może, tam kobietę wyśle", nasuwa się samo. Podstawowym mankamentem charakteru króla było niezdecydowanie. To właśnie tę cechę w dużej mierze wykorzystywała Włoszka. I robiła to bardzo skutecznie. "Król okazuje nadzwyczajną miłość i nigdy nie przemawia ona na czyjąś korzyść nadaremnie, lecz zawsze z największą pilnością spełnia jej życzenia", takie obserwacje notował włoski kardynał. Przełom lat 20-tych i 30-tych to czas jej największych wpływów. Podstawą jej siły był bezpośredni dostęp do króla, który liczył się ze zdaniem żony. Niewiele w historii Polski kobiet, które miały tak potężną władzę! "Królowa stała się wszechpoteżną i odebrała wszelką powagę swemu mężowi i innym dostojnikom, tak, że odgrywa podobną rolę jak regentka we Francji." Warto dodać, że nigdy w pełni króla nie uzależniła. Zbyt przywiązany był do swoich starych, konserwatywnych doradców, zwykle wrogich Bonie. Mającej wielkie polityczne ambicje królowej wcale nie było łatwo. To nie były Włochy, gdzie kobietom zdarzało się rozdawać karty. Występowała przeciw polskiej tradycji, która nakazywała królowej trzymanie się z dala od polityki. Na pewno odznaczała się też niezwykłą pracowitością. "Poczynając jeszcze przed świtem, aż do późnego zmroku wszystkim przybywającym do niej dla załatwienia tak spraw publicznych, jak i prywatnych, najchętniej udziela posłuchania" - zaświadczał nadworny lekarz. Na trzech filarach budowała Bona swoją pozycję. Pierwszym był wpływ na króla. Równolegle formowała swoje stronnictwo, w dużej mierze dzięki nadaniom. Już w 1519 r. otrzymała od papieża Leona X przywilej obsadzenia 8 stanowisk kościelnych w 5 kościołach katedralnych - przywilej, którego nie miał nawet sam Zygmunt, później papież rozszerzył listę do 15. Mocno mieszała się też w obsadzanie innych, głównie kościelnych stanowisk. Trzecim filarem było tworzenie potęgi materialnej. Początkowo pozyskiwała dla siebie majątki na Litwie, następnie na Mazowszu. W oprawie otrzymała księstwa pińskie i kobryńskie, później często zajmowała zastawione dobra, a także nielegalnie zajęte królewszczyzny. W samej Koronie w latach 30-tych posiadała 19 miast i 191 wsi. Wieluń, Płock, Mława, Ojców czy Leżajsk to tylko niektóre z jej posiadłości. Nie poprzestawała na samym powiększaniu majątku. Okazała się bardzo dobrą administratorką. Tyle, że tworzenie niemal udzielnego księstwa kością stawało w gardle zarówno magnaterii, jak i szlachcie. Tym bardziej, że w tych kwestiach nie używała białych rękawiczek. Cały czas toczy też walkę o wpływy z najmożniejszymi wrogami - długoletnimi doradcami Zygmunta oraz nowym lennikiem. Albrecht wcale nie jest pokornym wasalem. Nadal knuje – próbuje nawiązać sojusze przeciw Polsce. W swoją grę wplątuje nowego papieża Hadriana VI. Ale trafia kosa na kamień. "Mistrz pruski przez swoje sztuczki, machinację i podstępy nie tylko u królów i książąt katolickich, lecz także u wrogów chrześcijańskich imienia zawsze niegodne i na szkodę Jego Królewskiej Mości działał" - zżyma się Bona i grozi, że Zygmunt może unieważnić postanowienia kompromisu toruńskiego łamanego przez Albrechta. Na księciu nowo powstałych Prus Książęcych groźby nie robią wielkiego wrażenia. Plany ma różne - próbuje zmienić warunki układu z Zygmuntem. Chce, by prawo sukcesji do Prus Książęcych mieli też kuzyni Albrechta z Brandenburgii. Bona stawia veto. "Nie ulega wątpliwości, że Niemcy, gdy tylko będą mogli pozbawić Polskę potęgi i wyciągnąć z niej wszystkie korzyści, nie omieszkają tego uczynić" - pisze królowa. Zdaje sobie sprawę, że potencjalne połączenie dwóch państw może stać się poważnym zagrożeniem dla Polski. Słowa Bony brzmią dzisiaj jak proroctwo. Albrecht montuje też w samej Polsce swoistą koalicję przeciw Bonie. Z kanclerzem Krzysztofem Szydłowskim zawiera nawet pobratymstwo i knuje, jak odsunąć królową od rządzenia. "Sam Duch Święty dla dobra kraju tę myśl podszepnął księciu, żeby zawczasu starać się o usunięcie królowej Bony od wpływu na sprawy państwowe" - mówił kanclerz o propozycjach Albrechta. Książę pruski rozpętuje też kampanie oszczerstw i plotek o złych niewieścich rządach i złym wychowaniu syna. Królowa się wścieka, a Albrecht musi się tłumaczyć. "Aby w łaskawości swej i dobroci była przekonana o dobrej wierze i uczciwości mojej wobec niej i Jego Królewskiej Mości i aby nie dawała wiary, gdyby do niej dotarły – choć w to nie wierzę i ze względu na mą niewinność ich się nie obawiam – tajemne i chyłkiem pełznące oskarżenia; błagam i gorąco upraszam, aby bez wysłuchania nie uznać mnie za winnego, gdyż na to nie zasługuję." Bona nie dała się zwieść śliskiemu siostrzeńcowi króla. Skutecznie przeciwstawiła się staraniom Albrechta o przyznanie po śmierci starego króla oficjalnej opieki nad małoletnim Zygmuntem Augustem i dążeniom do objęcia regencji. Twardo zwalczała też jego ambicje zasiadania w senacie. Mazowsze to był kolejny front starcia Bony z Albrechtem, a zarazem pierwszy etap batalii królowej o krainę, która wiele lat później stała się jej domem. To głównie ona stała za udaremnieniem małżeństwa mazowieckiej księżnej Anny z bratem Albrechta Wilhelmem, o którym mówiło się, że gdyby "wślizgnął się do Korony i senatu, byłoby wpuścić żmiję w zanadrzu." Małżeństwo to nawiasem mówiąc faktycznie mogło mieć katastrofalne skutki - Mazowsze wcale nie musiało wówczas trafić do Polski. Geograficznie równie blisko było mu do Prus. Trucicielka – to oskarżenie padnie po raz pierwszy właśnie w związku z grą o tę cały czas autonomiczną dzielnicę. Tak się dziwnie złożyło, że cała trójka ostatnich dziedziców Mazowsza odeszła z tego świata szybko i w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach. Niejasną rolę w wydarzeniach odgrywał m.in. pewien włoski aptekarz. Jako pierwsza umarła księżna Anna – była regentka i kandydatka do ręki Zygmunta Starego. Zmarła nagle w wieku 46 lat w 1522 r., a wraz z nią jej domniemany kochanek. Dwa lata później równie błyskawicznie ze światem pożegnał się jej syn Stanisław ponoć po zjedzeniu kawałka specjalnie dla niego upieczonego kapłona w polewie octowej. Ostatni z książąt mazowieckich, Janusz, umarł natomiast po ciężkiej chorobie w 1526 r. Pogłoski o otruciu książąt pojawiły się niemal od razu. Podejrzenia padły przede wszystkim na ambitną wojewodziankę płocką Katarzynę Radziejowską. Ponoć miała ona romans najpierw ze Stanisławem, później z Januszem. Z tym drugim miała nawet plany matrymonialne. "Niektórzy zaś śmierć Anny Mazowieckiej i później jej synów, lubo bezzasadnie, przypisują królowej Bonie, aby po tym zgonie otrzymała od króla Zygmunta Mazowsze tytułem oprawy" - można przeczytać w anonimowej relacji przypisywanej sekretarzowi królowej Stanisławowi Górskiemu. W sprawę miał być zamieszany podający się za Wenecjanina płocki aptekarz Jan Alantsee. Włoch najpierw uciekł, ale później od Zygmunta Starego otrzymał list żelazny. Śledztwo nie wykazało jego winy. Za to późniejsze postępowanie Bony, która przyjęła go na dwór w Krakowie i sowicie wynagradzała, tylko wzmogło pogłoski. Tym bardziej, że miała Bona osobisty interes w kwestii Mazowsza. "Księstwo to niemałe jest i nie do pogardzenia, a w burzliwych czasach może Jego Królewskiej Mości niemało korzyści i powagi dodać" - pisał do Bony marszałek koronny. Na pewno na śmierci książąt zyskał król, który wcielił dzielnicę do Korony, ale zyskała i królowa, która przejęła Mazowsze jako swoją oprawę. Wcześniej próbowała też na osieroconym tronie osadzić syna, ale wobec inkorporacji Mazowsza do Korony projekt przepadł. Nie tylko wewnętrzne sprawy pochłaniały ambitną królową. Będąc jednym z najpotężniejszych państw Europy monarchia polsko-litewska z natury rzeczy musiała być wplątana w większość europejskich spraw. A kwestia przyszłości Węgier była sprawą kluczową. W końcu rządził tam najpierw brat Zygmunta - Władysław Jagiellończyk, a później jego syn Ludwik. Po jego śmierci w wojnie z Turcją rozgorzała walka o tron. Bona chciała go dla męża, ale Zygmunt nie miał na to ochoty. Ostatecznie odbyła się podwójna elekcja Habsburga i Jana Zapolyi. Kilka lat wojen doprowadziło w końcu do podziału monarchii między dwóch kandydatów. By wzmocnić Zapolyę i zablokować ekspansję Habsburgów, Bona za zgodą Zygmunta postanowiła wydać swoją ukochaną, pierworodną córkę Izabelę za tego pierwszego. "Królu, zbuduj w czas jej kamienicę tu w Krakowie, żeby miała gdzie mieszkać" złowieszczo przepowiadał Stańczyk. Niewiele się pomylił, spokojnego życia rodzice Izabeli nie zapewnili. Ślub odbył się w 1539 r., rok później Izabella urodziła następcę. Zapolya nie nacieszył się synem - kilkanaście dni później umarł. Nie czas i nie miejsce, by opowiadać tu szczegółowo o losach Izabeli. Warto tylko dodać, że Bona zrobiła wszystko, by córka utrzymała tron. Nawiązała nawet kontakt z żoną sułtana Sulejmana, słynną Roksolaną, wziętą do niewoli córką popa. "Córko najdroższa. Obie zrodzone jesteśmy z jednej matki Ewy, z takiego samego ciasta ulepione" - pisała Roksolana do Izabeli. Bona ani na chwilę nie opuściła córki w staraniach i walce, ryzykując nawet własne dobra. "Oto cesarz i król rzymski chcą rządzić tym królestwem. Nigdy nie uczynię tego, co oni chcą, raczej wolę umrzeć. A jeśli cesarz zechce mi zabrać to, co posiadam we Włoszech, niech to uczyni, nie dbam o to. Wystarczy mi to, co mam w Polsce" - rzuciła w twarz posłowi austriackiemu w 1543 r. Izabella jako regentka utrzymała się na Węgrzech przez 11 lat. Zmuszona do zrzeczenia się praw do korony, kilka lat przebywała na Śląsku, by wrócić na Węgry i przez ostatnie dwa lata życia w imieniu syna rządzić Siedmiogrodem.
CZĘŚĆ IV. OCZKO W GŁOWIE. KORONACJA ZYGMUNTA.
Nie było nic ważniejszego dla Bony. Praktycznie od chwili urodzenia syna chciała zapewnić mu koronę. Co więcej, marzyła, by tron polski wreszcie nie był elekcyjny, ale stał się dziedziczny. Temu celowi podporządkowała niemal wszystkie inne. Jej spojrzenie początkowo spoczęło na Litwie. Miał ledwie 2 lata August, gdy tamtejsi możni zaręczyli Bonie, że jej syn zostanie wybrany na wielkiego księcia po śmierci ojca. 7 lat później Litwini już oficjalnie okrzyknęli chłopca władcą. Teraz już droga do polskiego tronu i koronacji za życia króla była otwarta. W grudniu 1529 r. para królewska szykowała się na wielką sejmową batalię, tymczasem "Rzecz ta byłą łatwiejsza i skuteczniejsza do przedsięwzięcia i przeprowadzenia wbrew Naszej wcześniejsze i wszystkich opinii" - pisał król do żony nieobecnej podczas obrad w Piotrkowie Trybunalskim. Po informacji o wybraniu Augusta na Wielkiego Księcia "najpierw wszyscy senatorowie, potem także i posłowie ziemscy prosili Nas usilnie z własnej woli, abyśmy Najjaśniejszego Syna Naszego także na tron królewski na wypadek zmienności rzeczy ludzkich wynieśli." To był wielki tryumf Bony. Po raz pierwszy i jak się okazało ostatni w historii Polski wybrany został król vivente rege, czyli za życia poprzedniego władcy. Kraj przez kilkanaście lat miał dwóch królów. Nawiasem mówiąc to wówczas zaczęto Zygmunta nazywać Starym, by odróżnić go od króla młodego. Wszystko poszło gładko? Nawet jeśli w źródłach trudno znaleźć jakieś wzmianki o kłopotach, fakty trochę temu przeczą. W marcu 1530 r. jeszcze podczas sejmu koronacyjnego Zygmunt Stary specjalnym uniwersałem potwierdził nienaruszalność dotychczasowych zasad elekcji, uznając wybór Augusta za jednorazowy wyjątek. Warto przy tym przypomnieć, że Jagiellonowie wcale nie byli władcami dynastycznymi. Każdy z nich od Jagiełły począwszy był wybierany. Po śmierci Augusta znów więc miała odbyć się elekcja. Co więcej, 8 lat później została ona wpisana do konstytucji. To był mocny cios wymierzony w Bonę. Oznaczał ostateczne ucięcie jej dynastycznych planów. Pozostaje pytanie: czemu tak bardzo spieszyła się Bona z wprowadzeniem syna na tron? Nie ma co tu szukać pokrętnych odpowiedzi. Bona bała się, że zostanie wdową. W chwili koronacji Augusta jego ojciec miał już 62 lata. Coraz częściej podupadał na zdrowiu. W 1528 r. przez miesiąc leżał w łóżku z powodu ostrego ataku reumatyzmu. Rok później sytuacja byłą tak poważna, że Bona poczuła się w obowiązku wysłać do podkanclerzego Tomickiego list: "Chcielibyśmy w tych czasach o weselszych rzeczach pisać, lecz cokolwiek Bóg i natura czynią, musimy chociaż z przykrością, przyjąć." Donosiła o przewlekłej chorobie i ostrej gorączce, a także o tym, że jak dotąd żadne lekarstwo nie podziałało. Plotki o bliskiej śmierci Zygmunta Starego pojawiały się od tego czasu regularnie. Nikt wtedy nie mógł przewidzieć, że stary król przeżyje jeszcze lat 19. Im była Bona potężniejsza, tym potężniejszych i liczniejszych miała wrogów. "Królowa tyle znaczy, ile chce, tyle zaś chce, ile jej się podoba, a władza jej nie jest określona żadnymi granicami" - grzmiał Piotr Zborowski, siostrzeniec Szydłowieckiego. I nie chodziło wcale o granice polityczne. To była przede wszystkim kwestia pieniędzy i majątków. Szlachtę i możnych do białej gorączki doprowadzała akcja rewindykacji królewszczyzn, często bezprawnie zagarniętych i przetrzymywanych oraz skupowanie zastawianych majątków. Wielu wówczas Bona nadepnęła na odcisk, tym bardziej, że nie zawsze działała zgodnie z literą prawa, a zwykle bardzo brutalnie. Budując swoje dominium nie wahała się procesować z całym mrowiem szlacheckich zastawników i dzierżawców. W szlachcie i tak już mającej za złe Bonie mieszanie się do polityki te poczynania tylko wzmagały niechęć. Po Polsce krążył zjadliwy łaciński wierszyk: "Jeśli zamknięty w skalnej, głębokiej jaskini Groził Kraku, twemu miastu smok jak z otchłani Czyż dziwne, że gdy usiadł na zamku i na tronie Wszystko nienasycone jego brzuch chłonie?" Owa pamflet nawiązujący do herbu Sforzów ze smokiem lub wężem pochodził od nie byle kogo. Napisał go ni mniej ni więcej, tylko sekretarz królewski Andrzej Krzycki, późniejszy prymas. Złość na królową rosła. Doszło nawet do krótkiego rokoszu zwanego kokoszem. Podczas kolejnych sejmów nie brakowało ataków na Bonę i jej politykę. Często słusznych. Czemu wzbudzała aż takie kontrowersje? Czy tylko dlatego, że była kobietą? To pytanie do dr. hab. Aleksandry Jakubczyk-Goli, historyka kultury z Muzeum Historii Polski. - Na pewno dlatego, że była kobietą. To było kontrowersyjne. Ale przede wszystkim dlatego, że była kobietą wykształconą w inny sposób niż przyjęto za pewien rodzaj tradycji w Rzeczypospolitej. Od początku wyraźnie pokazywała, że nie przyjechała wyłącznie być tutaj towarzyszką życia króla i spełnić swoje zadanie jako przyszłej matki kolejnego władcy, ale właśnie była kobietą, która była przygotowana do tego, żeby rządzić mężczyznami, żeby w ogóle wejsć w ten świat polityki bardzo intensywnie. Była ambitna, szczególnie też w zakresie np. angażowania się w gospodarkę, w skupowanie dóbr królewskich, umiała obracać pieniądzem. To nie znaczy, że kobiety w Polsce nie miały takich zadań. Żony, a szczególnie wdowy potrafiły np. zarządzać majątkami i zarządzały czasami nawet całymi miastami jeżeli mąż je opuścił, zostawił czy też poszedł gdzieś na wojnę albo po prostu już go nie było. Ale w przypadku Bony to była polityka wielkiego kalibru. To było wpływanie na decyzje władcy, to było wpływanie na jakieś układy polityczne, to było też konstruowanie swoich partii, swoich sojuszników, współpracowników, i to było dziwne. Była też osobą obcej narodowości i to zawsze budziło pewien niepokój, pewną obawę, to było coś innego, coś nowego. O ile wydawało się, że to będzie takie egzotyczne i wspaniałe ze względu na kulturę renesansową, która w tym czasie w Polsce też była bardzo istotna, to nagle się okazało, że te renesansowe Włochy przynoszą też ze sobą trochę inne obyczaje, inną kulturę jedzenia, inną kulturę stroju, i że w tym wszystkim kobieta, a szczególnie kobieta władczyni ma swoje miejsce i nie będzie wyłącznie osobą bogobojną, która ma realizować przyjęte schematy i tradycje, ona chciała swoją rolę polityczną także bardzo mocno zaznaczyć. - Sytuacja Bony pogarszała się z roku na rok. Nie dość, że wrogów przybywało, to kurczyło się jej stronnictwo. Kilku zaufanych umarło, wielu nie czekając na śmierć starego króla przeszło do coraz bardziej wrogiego Bonie obozu Zygmunta Augusta. Sam stary król "popadł w zdziecinnienie, niewiele już słyszy i niewiele mówi i co mu się powie, to prawie tak, jakby się na wiatr mówiło" - donosił wysłannik księcia pruskiego w styczniu 1548 r. Stary król umarł 4 miesiące później. Bonie zawalił się świat. Tym bardziej, że jedyny syn dawno już przestał być ukochanym. Zawróćmy na chwilę bieg historii, by przyjrzeć się tym rodzinnym relacjom.
CZĘŚĆ V. OD MIŁOŚCI DO NIENAWIŚCI. BONA I ZYGMUNT AUGUST.
Toksyczny związek – tak bez wątpienia można mówić o stosunkach Bony z synem. Zaczęło się od zaborczej miłości. Skończyło nienawiścią Zygmunta do matki. "Żeśmy mieli dwie małżoncze, które iż tak prędko zeszły, acz nie my jesteśmy tego przyczyną, ale jednak są ci, którzy do tego przyczynę dali." Trudno w to uwierzyć, ale Zygmunt pisząc ten list pośrednio wskazywał na matkę jako osobę odpowiedzialną za śmierć swoich dwóch pierwszych małżonek. Już wcześniej za życia Barbary król, bojąc się otrucia żony, nakazuje, by "jedna już białogłowa, której by cnota i wiara dobrze doświadczona, picie Jej Królewskiej Mości na pokoje dawała." Plotki o Bonie trucicielce krążą po kraju. Zygmunt po matce spodziewa się najgorszego. A przecież był jej oczkiem w głowie. To o niego i jego przyszłość walczyła jak lwica. Zaborczość i inna kobieta - to odmieniło ich relacje. Bona dopóki mogła trzymała Augusta jak najbliżej siebie i starała się kontrolować każdy jego krok. Łącznie z tym, że narajała mu nałożnice. W przypadku małżeństwa też chciała mieć decydujące zdanie. Jako zadeklarowany wróg Habsburgów była przeciwna małżeństwu z Elżbietą. Umowę przedślubną zawarto już w 1530 r. Jagiellon miał lat 10, narzeczona z Austrii ledwie 3. Bona próbowała przeciwstawić się mariażowi. Zygmunt Stary, który nie cierpiał łamać przyrzeczeń, tym razem się nie ugiął. Habsburżanka została żoną Augusta i królową Polski 5 maja 1543 r. To nie było dobre małżeństwo. Elżbieta nie spodobała się Augustowi - ponoć była nieładna, do tego nieśmiała. Co gorsza, a Habsburgowie to zataili, chorowała na epilepsję. W praktyce nie było szansy, aby urodziła następcę! Bona natomiast stała się teściową z koszmaru. "Ależ, Boże mój! Ona tak młoda jeszcze, tak nieśmiała; mówić nie śmie, drży na widok Bony i lewie śmie na nią spojrzeć" - pisał habsburski dyplomata. Trudno powiedzieć, kto bardziej przyczynił się do kompletnej izolacji Elżbiety – matka czy syn. Być może po raz ostatni działali ręka w rękę. Dość, że jak donosił wysłannik austriackiego dworu, młody król nie odwiedzał żony nocą ani też nie dzielił z nią stołu, bo jadał… z matką! Małżeństwo trwało krótko. Elżbieta umarła ledwie dwa lata po ślubie, swoją śmiercią budując kolejny filar czarnej legendy królowej Bony. Włoszka miała młodą dziewczynę zamęczyć, oczywiście pojawił się też zarzut otrucia! Ten pierwszy zdecydowanie uzasadniony. Drugi niemal na pewno zmyślony. Wyjazd Augusta na Litwę. To właśnie ta podróż miała ostatecznie zniszczyć relację matki z synem. Gdy Zygmunt wrócił do Krakowa, był zupełnie innym człowiekiem, a Bony na Wawelu już nie było. Największym paradoksem jest to, że właśnie Bona namówiła Zygmunta Augusta na ten wyjazd. Chciała jeszcze bardziej odsunąć syna od Elżbiety. W ocenie biografa Bony Jerzego Besali, "Rok bez matki nauczył 24-latka nareszcie samodzielności i pozwolił mu zaznać smaku potęgi władzy." Ostry konflikt wybuchł w 1544 r., gdy Zygmunt Stary postanowił zgodnie zresztą z życzeniem syna oddać mu władanie Litwą. Bona czuła już pismo nosem. "Niechętna tej myśli, sprzeciwiła się najostrzej oddaniu Litwy synowi, płacząc, narzekając, błagając i zaklinając starego króla, aby siebie a także jej, królowej, na rzecz syna nie wydziedziczał i nie pozbawiał władzy, przewidując, że syn nie będzie już ani ojcu, ani jej posłuszny." Późno bo późno, ale August wreszcie odciął pępowinę. Pisał kronikarz, że podczas kolejnego spotkania matki z synem na twarzy Bony widać było "pewną surowość, czułości żadnej." Ale nie mogła królowa wiele uczynić. Koło historii toczyło się już nie pod jej dyktando. Tym bardziej, że młody król spotkał miłość swojego życia. W październiku 1543 r., a więc niecałe pół roku po ślubie z Elżbietą, Zygmunt August przyjechał do miejscowości Geranojny na Litwie w gościnę do pięknej i młodej wojewodziny, od niedawna wdowy po Stanisławie Gasztołdzie. To tu i teraz rozpoczyna się jeden z najgłośniejszych romansów w historii Polski. Zygmunt poznaje Barbarę Radziwiłłównę. Młody król nie krył się z nowym związkiem, zwłaszcza po śmierci nieszczęsnej Elżbiety. Nie przestrzegając stosownego okresu żałoby pokazywał twarz uśmiechniętą, i z Barbarą spotykał się jawnie. Wszystko to mieściło się w ramach naciąganej, ale jednak normy. Tyle, że Zygmunt poszedł krok dalej. Według legendy przydybany podczas schadzki przez braci rodzonego i stryjecznego Barbary – Mikołajów Czarnego i Rudego, zgodził się na małżeństwo. Radziwiłłowie kuli żelazo póki gorące – pospiesznie sprowadzili księdza, który 5 sierpnia 1547 roku udzielił parze sekretnego ślubu. Rodzice Zygmunta zareagowali równie zgodnie co stanowczo! "Nigdyśmy nie byli tej wiary o Królu Jego Mości synie Naszym, aby miał kończyć to niegodnie a niesłuszne małżeństwo swoje. Mamy nadzieję w Bogu, iż tych, którzy na to doradziwszy, syna Naszego przywiedli, Pan Bóg pokarać, a tej rzeczy niedługo trwać dopuścić będzie raczył" - biadoliła Bona. Zygmunt Stary również wystąpił ostro. "Oznajamiamy, Twojej Miłości, żeśmy na małżeństwo Króla Jego Mości młodego takie, które by zmazę przyniosło całej Koronie naszej i tamtejszemu państwu, Wielkiemu Księstwu Litewskiemu, nie przyzwolimy i nie przyzwalamy." Tyle, ze stary król pisał już praktycznie z łoża śmierci. W kwietniu kolejnego roku Zygmunt Stary umarł. Bona winę zrzuciła na syna. "Boleść ta i żal ten wtrąciły Jego Królewską Miłość w niemoc, w której żywota swego dokonał i Panu Bogu duszę oddał. Mamy to zaufanie w miłym synu Naszym, jeżeli tylko ojca swego kochał (o czym nie wątpimy), że ten smutek, ten żal, który Jego Miłość ogarnął, odwiedzie Jego Królewską Miłość od ukończenia tego małżeństwa". Nic z tego! Wiedziała już Bona, co się święci. "Nas ciężkie czekają przygody." Moment, gdy zamknął powieki jej mąż, przyniósł Bonie stratę podwójną. Wraz ze śmiercią małżonka z dnia na dzień wymykał jej się z rąk jakikolwiek wpływ na politykę. Miała 56 lat. Wychowana była do rządzenia. Co więcej – w praktyce rządziła, a przynajmniej współrządziła jednym z najpotężniejszych królestw Europy przez 3 dekady. Uleganie nie było w jej naturze. Jednak by zachować dobre stosunki z synem i wpływy polityczne, musiałaby ulec. Ulec woli syna, ulec w jakimś stopniu znienawidzonej synowej. Nie ona. Na klucz zamknęła swoje apartamenty wawelskie i wyjechała z Krakowa. Wraz z trzema młodszymi córkami osiadła na Mazowszu. Trzeba było dwóch lat, by spróbowała pojednać się z synem! Zygmunt postawił na swoim. Król nie tylko przywiózł Barbarę do Krakowa i wyłamawszy drzwi do komnat Bony, osadził ją w dawnych apartamentach matki, ale złamał też opór sejmu oraz możnych i doprowadził do jej koronacji. Niemniej cały czas bał się, że Bona wyśle trucicieli. Otoczył Barbarę najwierniejszymi, którzy mieli baczyć na to, co je i pije. Strach udzielał się też najbliższym. Barbara ostrzegała brata, by nie ucztował w towarzystwie stronnika Bony, "bo wenecką pigułkę trudno wyczuć, gdy ją w polewce zadadzą." Raczej nie przyczyniła się jednak stara królowa do śmierci synowej. Barbara chorowała od lat. Zabił ją najprawdopodobniej albo rak, albo ciężki stan zapalny narządów rodnych. Raczej nie, jak często insynuowano, syfilis. Barbara zmarła w maju 1551 r. Dwa miesiące wcześniej "stał się dziw niesłychany na dworze panów naszych" - komentowano. Bona, być może wiedząc o ciężkim stanie królowej, złamała się – wraz z córkami wysłała list i posłańca do Barbary. "Królowa starsza, pani moja, waszą królewską miłość za córkę swą i synową najmilszą uznać i uczcić pragnie." Nie ma pewności, czy adresatka otrzymała wiadomość. Na pewno na nią nie odpowiedziała. Zbyt była chora? Chciała pokazać, kto tu rządzi? A może nie dał zgody Zygmunt... Śmierć Barbary nie pozwoliła zasypać przepaści, wręcz ją pogłębiła. Czytając niektóre listy Augusta można odnieść wrażenie, że popadł w paranoję. Nie tylko podejrzewał matkę o otrucie synowych, ale też bał się o własne życie. "Panie wojewodo, jakom do Gomolina wziął był rękawice, iż gdyby Jej Mość Nam jaki pierścień dała, żebyśmy byli w rękawicy od Jej Mości wzięli, teraz mieliśmy w ręku chustę, owaby Nam była Jej Mość dała jaki pierścień" - pisał do Mikołaja Czarnego relacjonując dwa spotkania z matką. Obawiał się więc, że to matka może mu wręczyć pierścień pokryty trucizną, która przenika przez skórę! Podejrzenia o trucicielstwa przewijają się tak często, że trudno nie spytać o to dr. hab. Aleksandry Jakubczyk-Goli, historyka kultury z MHP. - To jest w ogóle dosyć paradoksalna sytuacja dlatego że królowa Bona była posądzana wielokrotnie o umiejętność stosowania trucizn i o to, że być może otruła, to szczególnie jej syn posądzał ją o to, że otruła właściwie obie żony. Jest też oskarżona o otrucie księżnej mazowieckiej i jej dwóch synów w momencie, kiedy chciała przejąć jej dobra. Trzeba przyznać, że rzeczywiście pochodziła z rodziny i z kraju, w której rzeczywiście stosowano trucizny jako metody walki politycznej. To nie było tak, że dla niej to byłoby coś niezwykłego, ale trudno jest znaleźć jakiekolwiek dowody, które by pokazywały, że Bona stosowała takie metody. Jest to na pewno element tej jej tzw. czarnej legendy, którą potem zbudowano wokół jej postaci. I paradoksalne i smutne jest to, że to ona została na koniec otruta i to przez osoby, jej się wydawało, że sobie najbliższe, najbardziej zaufane. - Spotkania matki z synem musiały być dla Bony bolesne. Pretekstem była kwestia wydania za mąż młodszych sióstr Zygmunta. Żadne nie przyniosło przełomu. Królowa próbowała więc porozmawiać nieoficjalnie. "Ona umyślnie podobno na to strzegła, iżby się w drodze w boru z Nami gdzie spotkań mogła, jakoż i spotkała" - pisał król, dodając, że rozmowa dotyczyła jedynie wozu, którym przyjechała Bona. "Małą bardzo chwilę postawszy, nic więcej jeno o tym wozie rozmowy nie mając, jużeśmy się rozjechali" - puentował w liście do Mikołaja Czarnego. Nawet na zjazd całej rodziny w 1553 r. z udziałem starszej siostry Izabeli, królowej Węgier, przyjechał ledwie na jeden dzień. Nie inaczej wyglądały inne spotkania rodzinne. Sam Zygmunt przyznaje, że matka na jego przybycie za każdym razem się cieszyła: "naprzód gdyśmy przyjechali, jesteśmy od Jej Moście twarzą radosną i łaskawą przyjęci." Ale sam odnosi się do niej ozięble. Swój stosunek do matki uzasadnia krótko: "mimo powinności macierzyńskiej w inne się fakcyje przeciw Nam się była wdała." Musiała się Bona pogodzić w końcu z tą stratą. Stąd zapewne decyzja, by po wielu latach opuścić Polskę i wrócić do kraju dzieciństwa. Wrócić jak się okaże po śmierć.
CZĘŚĆ VI. ZESŁANIE, EMIGRACJA, ŚMIERĆ.
Prawo do Mazowsza, zamieniając swą ślubną oprawę, Bona uzyskała w 1545 r. Skorzystała przy tym ogromnie. W skład królewszczyzn wchodziło 35 miast, 253 wsie, 98 folwarków i 230 młynów. Jej włości obejmowały m.in. mało wówczas znaczące miasto – Warszawę. Swoją drogą odniosło ono rozmaite pożytki pod rządami Bony, król zwolnił jego mieszkańców od ceł, myt, opłat mostowych i targowych. Królowa wszędzie wprowadzała nowy model gospodarczy, lokowała nowe wsie, poszerzała grunty orne, zakładała warzywniaki, a nawet winnice. Budowała drogi i młyny. Po śmierci Zygmunta Starego Mazowsze stało się jej domem, a także jej trzech młodszych córek. Niepojęte, że do tej pory żadna z nich, choć wszystkie miały ponad 20 lat, nie została wydana za mąż. W Europie trudno było o lepsze partie niż córki Jagiellona. Ich losem Bona zajęła się dopiero na Mazowszu. Próbowała swatać je z wicekrólem Neapolu, a nawet z Albrechtem. Tym razem veto postawił August. Być może chciał dopiec matce, ale miał też poważne argumenty polityczne. Za życia Bony tylko jedna z nich znalazła męża – starego i okrutnego księcia Brunszwiku. Za mąż wyszła też Anna, ale dopiero w 52 roku życia, gdy jako koronowany król Polski poślubiła Stefana Batorego. Wszystkie trzy miały nieszczęśliwe życie. Nad powrotem do kraju dzieciństwa ponoć Bona myślała od lat. Pierwsze przygotowania poczyniła według plotek jeszcze przed śmiercią Zygmunta Starego. "Pod pozorem powietrza skarby swoje z Krakowa wywozi, bojąc się, by po śmierci królewskiej w Krakowie nie była z nimi zamkniętą. Boi się biskupa i kasztelana krakowskiego, synowi-królowi nie dowierza. Nic nie chce z bogactw swoich utracić. Wielu mniema, że już o ucieczce zamyśla" - pisał w liście prywatnym sekretarz królewski Stanisław Górski już w czerwcu 1547 r., a więc niemal rok przed śmiercią starego króla. Po tym jak została wdową, plotki tylko się nasiliły. Ostateczną decyzję zapewne podjęła na przełomie 1552 i 1553 r. po śmierci Barbary Radziwiłłówny i ostatnich nieudanych próbach naprawienia relacji z synem. Mówi się, że do wyjazdu do Italii popchnęła ją także miłość. Tak, tak, miłość, będzie i o tym. Zygmunt August wyjazdowi matki był przeciwny. Na pierwszą sugestię Bony odburknął, że decyzję musi podjąć sejm. Niepokoiła go wzrastająca aktywność dyplomatyczna matki, która rozsyłała listy po całej Europie - do cesarza czy króla Francji. Jeszcze bardziej martwił się o dobra materialne. "Dano Nam teraz znać, że Królowa Jej Mość wysłała 16 tys. portugalów, a trzy tysiące czerwonych" - pisał do Radziwiłła. Zastanawiał się, jak zatrzymać proceder wywożenia dóbr z kraju. Z drugiej strony bał się, że wściekła matka może go wydziedziczyć. Stawka była jednak znacznie wyższa niż nawet największe góry klejnotów posiadanych przez Bonę. Chodziło o księstwo Bari. "O Bari pomyślić Jej Mość chce abo już praktykować zaczyna, jakoby i Bari nigdy ku rękom Naszym nie przyszedł. Snać z cesarzem o tym handlować myśli." Także i senatorowie sprzeciwiali się projektowi wyjazdu, który, jak pisano, okryje Polskę niesławą. Na Mazowsze ruszył nawet specjalny wysłannik senatu. Bona odpowiedziała po swojemu. Rzadko kiedy z kart kronik przebija aż taka pasja. "Nie przewieziesz mnie od tego ani ci, którzy cię posłali, iżbych ja jechać nie miała, pojadę, pojadę, a rada ujrzę, kto mię hamować będzie!" Ostateczny ruch Bona wykonała w 1555 r. Oficjalnie jechać miała na kurację antyreumatyczną. Zygmunt w ostatniej chwili próbował jeszcze powstrzymać matkę. Na rynku warszawskim odtrąbiono, że każdego, kto pomoże królowej w wyjeździe, spotka kara. Bona się wściekła. Oświadczyła, że "gwałt dzieje od tego, którego ona w żywocie nosiła i od niego ucierpiała, któy cokolwiek dobrego na swiecie ma, od niej ma. Od niej żywot, od niej i stolicę królewską za to wszystko w niewolę ją bierze." Bona wyruszyła do ojczyzny 1 lutego 1556 r. Zrzekła się wszystkich polskich posiadłości, za to zabrała ruchomości – ponoć 24 wozy klejnotów, złota i innych dóbr. Miłość, a może zauroczenie - także taki powód podawano jako przyczynę wyjazdu królowej. "Iż była zakochana w Janie Wawrzyńcu Pappacodzie, szlachcicu neapolitańskim, swym dworzaninie" - pisał ponad wiek później francuski kronikarz-plotkarz z Neapolu. Nie ma na to innych dowodów, złowieszcze nazwisko Pappacoda jeszcze tu zostanie przywołane. Na scenie właśnie pojawia się prawdziwy szwarc charakter. Miał rację jeden z senatorów ostrzegając Bonę, że kraina dzieciństwa pięknie wygląda tylko we wspomnieniach i z daleka. Bari było zaniedbane, a nad królową i przede wszystkim jej majątkiem zaczęły krążyć stada sępów. Król Hiszpanii Filip II Habsburg wysłał z Madrytu posłów, by wybadać, czy Bona nie chciałaby oddać mu dwóch swoich księstw. Królowa odmówiła, za to nie odmówiła pożyczki wicekrólowi Neapolu, za którym stał hiszpański władca, na wojnę z Francją o Neapol. Liczyła, że później uda się jej w zamian otrzymać to królestwo. Była to kwota zawrotna. 430 tys. złotych dukatów, które ważyły ponoć półtorej tony. Finansowo dobrze zabezpieczyła kredyt – 10 proc. dochodu z ceł w Loggi, czyli 43 tys. dukatów rocznie. To sumy, za którą niejeden byłby gotów umrzeć lub zabić. I niejeden taki się znalazł. Nie zauważyła Bona, że wpadła w matnię, z której nie miała już się wydostać. Ze zbyt potężnymi igrała siłami. Musiała jednak czuć się osaczona, bo zastanawiała się nad wyjazdem do Polski. Wpływ na tę zmianę miał zapewne też Zygmunt August. Zaproponował matce oddanie jej posiadłości gdyby wróciła. Nie powinna była jednak ufać nikomu. Włochy to naprawdę była ziemia spisków i zdrad. Wystarczyło, by zwierzyła się z chęci powrotu jednej ze swoich zaufanych pokojówek, by złowroga maszyna ruszyła. Warto dodać, że szczegóły tej historii znamy z archiwum weneckiego. To Pappacoda - być może kochanek, na pewno powiernik, zorganizował całe przedsięwzięcie. Zapewne od dłuższego już czasu był na usługach Habsburgów. Przekupiony przez niego lekarz podaje Bonie wolno działającą truciznę, drugą porcję specyfiku podaje jej kuchmistrz. Pappacoda ponoć zna odtrutkę, lecz wiedzę zachowuje dla siebie. Za to 17 listopada 1557 r. sprowadza notariusza z gotowym testamentem. Nikogo nie zdziwi fakt, że w dokumencie Bona przekazuje księstwa Bari i Rosano Filipowi Habsburgowi. Zygmunt August i inne dzieci mają zadowolić się pieniędzmi i kosztownościami. Półprzytomna tego dnia królowa podpisuje dokument. Ale to nie koniec. Dzień później Bona czuje się lepiej i spisuje nowy testament. Tym razem księstwa przekazuje Zygmuntowi Augustowi, córki dostają dużą odprawę pieniężną. Nie ma w tej historii happy endu. Królowa umiera nad ranem 19 listopada 1557 r. Tylko na to czeka Pappacoda. Rabuje zamek, likwiduje świadków i ucieka z pierwszym testamentem. Zygmunt August, do którego dotarła wieść o drugim dokumencie, walczy o spadek. Praktycznie znajduje się jednak na straconej pozycji. Jest za daleko. Notariusz, który sporządził drugi testament, przekupiony i zapewne zastraszony przez Habsburgów, stwierdza, że jest on fałszywy. Za to zdrada popłaca. Pappacoda zostaje margrabią Capurso i kasztelanem Bari. Po latach zwierza się, że "przez śmierć polskiej królowej wywiązał się z obietnicy uczynionej dworowi króla Jego Mości Katolickiego", czyli królowi Hiszpanii. Proces o odzyskanie dóbr wlókł się przez 250 lat. Ani Zygmunt August, ani jego następcy na tronie praktycznie niczego nie zwojowali. Przygnębiający obraz zostaje w oczach, gdy przyglądamy się ostatnim miesiącom Bony Sforzy. Ona, która przez dziesięciolecia była jedną z wielkich ówczesnego świata, ostatnie chwile spędziła w samotności. Bez bliskich jej osób, z dala od rodziny, porzucona przez sojuszników i wyklęta przez papieża. Równie przygnębiające są sceny po jej śmierci. Ciało jednej z najbogatszych osób owych czasów złożono do prostej sosnowej trumny, która o mało nie spłonęła od płomienia świecy. Obojętny syn troszczy się tylko o majątek, nie o pochówek matki. Ciało wiele lat spoczywa w zakrystii. Na życzenie można było nawet zajrzeć do trumny. Jeden z potomnych dziwił się, że zachowało się tak dobrze. Sarkofag w bazylice św. Mikołaja w Bari wzniosła jej 3 dekady później córka Anna. Nie tylko legenda została po żonie Zygmunta Starego. "Królowa Bona przyniosła nam trzy dary: twarz umalowaną, zmyślone pieniądze, łatwy seks" - krążył po Polsce wiele lat później złośliwy i nieprawdziwy łaciński wierszyk. Nie ma jednak wątpliwości, że wpływ Bony i jej włoskiego otoczenia wykroczył daleko poza politykę. Do dziś Bonie przypisywane jest przywiezienie i zaszczepienie w Polsce całego mnóstwa produktów – choćby włoszczyzny. Co rzeczywiście sprowadziła Bona do Polski, a co jest tylko legendą? To pytanie do dr. hab. Aleksandry Jakubczyk-Goli, historyka kultury z MHP. - Żal, że kojarzy się Bonę z włoszczyzną, z warzywami. Jej zasługi są trochę inne i co do włoszczyzny, to rzeczywiście przywiozła. Przywiozła warzywa, które uprawiano w ogrodach szczególnie wawelskich, ale potem także w ogrodach w jej dobrach, które skupowała, w tych odzyskanych królewszczyznach, i w ogóle rozwijała ogrodnictwo, więc to nie jest tak, że przywiozła ze sobą warzywa, tylko po prostu zajęła się inną uprawą, bo marchewka, kapusta były w Polsce znane i były jadane. Ziemniaki - to akurat też nieprawda, że ona je przywiozła, zostały w Polsce przyjęte dużo później. Przywiozła takie bardziej wyszukane warzywa, np. karczochy - to było coś zupełnie nowego. Przywiozła też dużo przypraw, które chętniej stosowała, generalnie takie śródziemnomorskie zioła: bazylię, tymianek, oregano - to były takie zioła, które pojawiły się u nas na stołach dlatego że jej polska kuchnia po prostu nie odpowiadała. Ona też wbrew wcześniejszym założeniom sprowadziła swoich kucharzy. Powiedziała, że nie jest w stanie jeść takiego jedzenia, które gotowano, dlatego że nasze jedzenie staropolskie było bardzo tłuste, było ciężkie, zawiesiste też sosy - to w ogóle nie szło w parze z potrawami, które znała ona sama. Wprowadziła reformę jeżeli chodzi o ubiór, tzn. jej suknie były bardziej wydekoltowane, były bardziej strojne, oczywiście na początku budziły zgorszenie i krytykę, z czasem kobiety polskie też przekonały się do takiej bardziej wystawnej mody, którą Bona znała z dworów europejskich. No i szkoda, że tak naprawdę do dziś kojarzymy głównie to, co pozostawiła po sobie, wyłącznie z włoszczyzną. - Bona kłuła w oczy współczesnych Polaków. "Włoszka była z narodu, gdzie się rozum rodzi Najszlachetniejszy klejnot, lecz co nazbyt szkodzi" - złośliwie podsumowywał Mikołaj Rej. W miarę upływu czasu rosła jej czarna legenda. O truciznach Bony mówiono podczas trzech wolnych elekcji, Zygmuntowi III przypominano niecne praktyki Bony. Wśród ludu krążyły legendy o duchu Bony pokutującym za otrucie królowej czy też pilnującym zakopanych skarbów, niektóre podania przetrwały do XIX wieku. Ta zła sława miała w kolejnych wiekach coraz to nowych głosicieli – Bony nie cierpieli pisarze i poeci następnych epok Ignacy Krasicki, Józef Ignacy Kraszewski czy Stanisław Wyspiański. Czy królowa zasłużyła na tak czarną legendę i skąd ta niesława się wzięła? O to znów zapytamy dr. hab. Aleksandrę Jakubczyk-Golę z Muzeum Historii Polski. - "Czarna legenda" - nie przepadam za tym określeniem. Tutaj chodzi właściwie nawet nie tyle o zbudowanie legendy, tylko najpierw jakiegoś wizerunku, negatywnego wizerunku postaci, a potem utrwalenie go w historii i doprowadzenie do takiej sytuacji, że właściwie trudno jest określić, co z tego jest realną postacią samej królowej, a co jest jakimś pomówieniem, dlatego że bardzo dużo było wokół niej plotek, pomówień, bo po prostu była osobą bardzo wyrazistą. Albo była osobą lubianą przez niezbyt wiele osób, to trzeba powiedzieć. Bywała podziwiana, ale przede wszystkim była krytykowana i ta krytyka na bardzo różnych polach wpłynęła na jej negatywny wizerunek, który został potem utrwalony, szczególnie w wieku XIX, kiedy właściwie to zawsze ona występuje jako czarny charakter we wszystkich opowieściach. Ale spróbujmy przyjrzeć się temu od początku, bo wydaje mi się, że problem jej negatywnego wizerunku spowodowany był tym, że nadepnęła na odcisk właściwie wszystkim, tzn. każdej warstwie społecznej - magnaterii, która próbowała współpracować z Habsburgami, pokazywała, że ta współpraca jest niedobra, i próbowała likwidować jakiekolwiek przejawy tej współpracy patrząc dużo bardziej dalekowzrocznie niż magnateria i dużo dalej niż własne interesy. Dlatego właśnie magnateria jej nie lubiła, nie lubiła jej szlachta, ponieważ przeprowadziła tę reformę rolną, zmieniła relacje między poddanymi a nimi samymi, wprowadzała te zmiany w obyczajowości. To, że potrafiła funkcjonować w świecie pieniądza, też było odbierane negatywnie, to, że być może kogoś otruła, też od razu spowodowało cała lawinę plotek i pomówień. I szczerze mówiąc dopiero wiek XX w jakiś sposób zmienia tę wizję jej jako królowej i jej jako człowieka w ogóle, bo próbuje trochę odsączyć te właśnie plotki często wyrażane w sposób bardzo prymitywny, okrutny, przy pomocy jakichś takich wierszyków, często sprośnych i obrzydliwych, które po prostu były wtedy bardzo popularne. Próbuje pokazać ją jako właśnie osobę, która miała bardzo dobre cechy, a przez całą sytuację polityczną, w której się znalazła, nie do końca mogła je wykorzystać, i wydaje się, że Rzeczpospolita nie wykorzystała jej jako postaci i trochę na tym straciliśmy. - Nawet i ta czarna legenda świadczy o jednym. Bona Sforza to postać, wobec której nie da się przejść obojętnie. Pisał Jerzy Besala: "Przy próbie oceny królowej nic jednak nie może być czarne ani białe. Można ją prostu lubić albo nie, z tym zastrzeżeniem, że ze źródeł przebija postać, której polubić raczej nie sposób." Neurotyczna, chorobliwie ambitna i chora na władzę. Niezwykle inteligentna. Wytrawny polityk i świetny gospodarz. Żona, która stworzyła z Zygmuntem Starym naprawdę dobre małżeństwo! Najpierw zbyt troskliwa, a później wyrodna matka. Bez względu na to jak ją oceniamy – pozytywnie czy negatywnie, była bez dwóch zdań jedną z najbardziej niezwykłych i najwybitniejszych osób, jakie pojawiły się w całej naszej historii. I to wszystko, co dla Państwa przygotowałem w tej odsłonie podcastu. Do usłyszenia - mam nadzieję - Łukasz Starowieyski. "1000 lat. Prześwietlenie" - podcast Muzeum Historii Polski o najważniejszych wydarzeniach w historii Polski. Podcastów "1000 lat. Prześwietlenie" wysłuchasz na YouTube, Spotify, Google Podcast, w Audiotece, a także na innych platformach podcastowych. Chcesz być na bieżąco? Subskrybuj kanał Muzeum Historii Polski.
Dane o obiekcie
-
Nazwa / Tytuł
Największa polska królowa? Mity o Bonie Sforzy -
Twórca / Wytwórnia
Muzeum Historii Polski (producent) -
Rodzaj
-
Kategoria
-
Data wykonania
20/11/2024 -
Czas trwania
1h 15min 0sek -
Osoby występujące
-
Miejsce
-
Wydarzenie
Podcasty Muzeum Historii Polski -
Numer inwentarzowy
MHP-05-17357 -
Klasyfikacja praw autorskich
-
Permalink
Opis
"To jest diabeł, który się nie da wypędzić postem i modlitwą" - mawiano o niej. I nawet trudno się dziwić takim słowom, bo taka kobieta wcześniej się w Polsce nie pojawiła. Bona Sforza, królowa Polski, do dziś wywołuje gorące spory. Czy była to jedna z najwybitniejszych władczyń w historii Polski? Czy rzeczywiście była trucicielką? Czy zasłużyła na czarną legendę, która towarzyszyła jej przez wieki? Jak zdołała zrazić do siebie niemal wszystkich w Polsce łącznie z jedynym, ukochanym synem - Zygmuntem Augustem? Będzie o kobiecych rządach, mistrzowskim zarządzaniu majątkiem i charakterze nie do wytrzymania. Powiemy też, czy Bona Sforza rzeczywiście przywiozła do Polski włoszczyznę. O być może najbardziej kontrowersyjnej władczyni w historii Polski w podcaście z serii „1000 lat. Prześwietlenie” opowie Łukasz Starowieyski. Jego gościem jest dr hab. Aleksandra Jakóbczyk-Gola z Muzeum Historii Polski.