Miłość czy władza - prawdziwa historia Marii Kazimiery
Muzeum Historii Polski (producent);
31/07/2025
Klasyfikacja praw autorskich
Transkrypcja
[Prowadzący] Oczarowała i rozkochała w sobie jednego z największych wodzów w historii Polski, późniejszego króla Jana Sobieskiego. Pisał do niej dziesiątki listów, listów, z których znamy tę wyjątkową relację małżeństwa połączonego nie tak, jak prawie wszystkie w tych czasach interesami dynastycznymi, ale po prostu prawdziwym uczuciem. W Polsce pieszczotliwie nazywaliśmy ją Marysieńką. Ale dlaczego o tej postaci powinniśmy mówić z większą powagą? Mowa oczywiście o Marii Kazimierze d’Arquien, pochodzącej z Francji polskiej królowej. Czy była tylko muzą swojego męża? Czy miała także wpływ na pewne decyzje polityczne? Jak wyglądała jej droga z francuskiego dworu do Polski i co tak naprawdę wiemy o jej charakterze, ambicjach i życiu prywatnym oraz co ważne zasługach dla Rzeczypospolitej już po śmierci męża. Cezary Korycki Zapraszam na kolejny odcinek z serii "Inne historie Polski". Dzień dobry. Gościmy dziś prof. Aleksandrę Skrzypietz z Instytutu Historii Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Witam panią profesor.
[Gość] Dzień dobry.
[Prowadzący] I bardzo się cieszę, że odwiedziła pani nasze studio na warszawskiej Cytadeli.
[Gość] Dziękuję bardzo za zaproszenie.
[Prowadzący] A bohaterką naszej dzisiejszej rozmowy będzie osoba, której, jak się domyślam, poświęciła Pani niemałą część swojej naukowej kariery, ponieważ będzie to królowa Polski Maria Kazimiera Sobieska. No ja tylko zapowiadam, bo tutaj z panią profesor już mieliśmy okazję wcześniej rozmawiać o tym odcinku. To ja od razu zapowiadam, że ten jeden, pierwszy i ostatni dzisiaj raz użyję pieszczotliwego imienia, pod jakim jest znana, czyli Marysieńka. No to od razu zapytam, dlaczego tak zwalcza pani nazywanie królowej w taki sposób.
[Gość] Marysieńką określał ją Jan Sobieski. Zwracał się do niej w ten sposób nie tylko w listach, ale także czasem publicznie. Co może dziwić dlatego, że nawet własny mąż do królowej zwracał się "Wasza Miłość" albo "Wasza Królewska Mość". Natomiast królowa też czasami potrafiła publicznie zwrócić się do męża, Jasieńku, tak jak pisywała w listach. Natomiast to ten słodko brzmiący skrót jej imienia, mam wrażenie, jest w opowieści historyków deprecjonowaniem osoby tej kobiety, jej postaci. Nie chcę przez to powiedzieć, że była wybitna, choć uważam, że dużo, dużo talentu, a nawet talentów w różnego rodzaju, w tym także politycznych, miała. Natomiast skoro o królu nie mówimy, Jasieńko, to nie mówmy o królowej Marysieńka, bo wiąże się to z takim trochę prześmiewczym brzmieniem kobiety, której, no właśnie, nie doceniamy. I to mnie smuci.
[Prowadzący] No to może zadam pytanie związane z rodowodem Marii Kazimiery. To pytanie może wydać pani profesor banalne, troszkę naiwne, ale chyba jest zasadne, bo też zastanawiając się nad, w cudzysłowie mówiąc, "paszportami" polskich królowych w XVII wieku, nagle dochodzimy do wniosku, że podejrzanie duża jest liczba Francuzek. Więc idąc tym tropem, pytam się, co robią te imigrantki matrymonialne nad Wisłą? Ale co robią? Zdaję sobie sprawę, że Francja miała jakieś wyjątkowe znaczenie w tym czasie, w tym miejscu i w tym czasie historii Europy. No ale dlaczego nie Hiszpanki, dlaczego Niemki? Dlaczego nie Włoszki, tylko akurat Francuzki w takiej ilości pokaźnej?
[Gość] Może zaczniemy od tego, że każda królowa otaczała się kobietami tak zwanym fraucymerem, jak to z niemiecka nazywamy, były tam damy już zamężne, które otaczały królową, które stanowiły jej towarzystwo. Były też młode panny, bez względu na opinie krążące o dworach, a bywały one bardzo różne i nie tylko w Rzeczypospolitej, to trzeba mocno podkreślić. To wiele rodzin arystokratycznych, szlacheckich, arystokratycznych w innych krajach szlacheckich, senatorskich w Polsce, czasem nawet mieszczańskich, starało się o umieszczanie swoich córek w pobliżu królowej i jedną z takich. Jednym z zadań królowej było znalezienie im mężów. Tam można było trafić lepiej aniżeli w najbliższym gronie rodzinnym czy też sąsiedzkim. Każda królowa przywoziła z zagranicy swoje panny, a więc wcześniej za królowych z rodu Habsburgów mieliśmy Niemki. Niektóre z nich Ludwika Maria została w Polsce, odziedziczyła, wydała za mąż, natomiast ona przywiozła ze sobą grono panien francuskich. Tutaj chcę dodać, że w Europie kiedy zawierano królewskie małżeństwo, bardzo często w kontrakcie zapisywano, ile tych kobiet może wraz z królową przybyć. Część z nich na przykład chciano potem odsyłać. Różnie to wyglądało. Ludwika Maria przywiozła ze sobą spore grono panien, ponieważ przyjechała tu z Francji, przywiozła ze sobą Francuzki, jak to napisał jeden z dyplomatów "ładne pyszczki i żadnego zmartwienia o posag", bo królowa rzeczywiście starała się je wydać za mąż dobrze i pod tym względem, trzeba przyznać, miała absolutną rękę. Ale też Ludwika Maria próbowała prowadzić z ich pomocą politykę. Mówiono o tych mężach, tych panien, że są zięciami dworu. I nie zawsze z sukcesem królowa starała się tych ludzi, tych panów, pozyskać dla swoich wizji politycznych. Z Marią Kazimierą na przykład się nie udało. Wydała ją za Jana Sobiepana Zamoyskiego, który politycznie był niezainteresowany. Za to Maria Kazimiera znalazła sobie kolegę, potem oczywiście także człowieka bliskiego swemu sercu, którego do królowej i do tego stronnictwa francuskiego doprowadziła, czyli Jana Sobieskiego.
[Prowadzący] To może jeszcze zapytam o ród Marii Kazimiery de la Grange d’Arquien. Czy to był pewnego rodzaju, nie wiem, awans społeczny dla Marii Kazimiery, że przyjechała do Polski? Czy może degradacja? Co to był za ród?
[Gość] To był prosty ród szlachecki. Tutaj wiąże się z tym bardzo długa opowieść. Mianowicie zarówno ojciec Marii Kazimiery Henryk de la Grange d’Arquien, markiz, jak i jego żona Franciszka de la Châtre, związani byli z dworem księżniczki Marii, bo tak się nazywała w domu Ludwika Maria i królowa postanowiła, ponieważ markiz prowadził wesołe życie, niekoniecznie dbał o sytuację finansową rodziny, a dzieci było kilkoro. Ludwika Maria postanowiła, że ulży doli pani Franciszki i jedno z jej dzieci zabierze ze sobą do Rzeczpospolitej. Bardzo trudno stwierdzić, dlaczego padło akurat na Marię Kazimierę, która miała wtedy między 5 a 8 lat. Bo tutaj nie jesteśmy całkiem pewni momentu, kiedy się urodziła, mój mistrz, profesor Komaszyński przyjął, że stało się to w roku 1641. No to miałaby niespełna 5 lat. Jadąc w tę długą, kilkumiesięczną zimową podróż do Rzeczypospolitej. I na pewno na dworze żyło jej się dużo wygodniej, niż żyłoby jej się w domu rodzinnym. A potem, kiedy poślubiła jednego z najbogatszych magnatów, czyli Zamoyskiego, a potem, kiedy poślubiła bardzo bogatego Jana Sobieskiego, który jednocześnie piastował najwyższy urząd w kraju, no to oczywiście była to nieprawdopodobna kariera.
[Prowadzący] No to jeszcze jedno pytanie. Bo czym by był ten podcast, gdybyśmy nie rozmawiali trochę o plotkach? Nie plotkowali? Istniała taka plotka, że Maria Kazimiera niekoniecznie jest tylko kobietą z dworu Ludwiki Gonzagi, tylko może być z nią w jakiś sposób związana, że może to jest jakaś jej nieślubna córka. Takimi względami ją Ludwika Gonzaga darzyła.
[Gość] Tak, takie plotki się rozeszły. Cóż, dwór byłby niczym bez plotek. A więc żyły tam wszystkie dwory europejskie. Powstało właśnie pytanie to, które ja zadałam. Dlaczego tę małą dziewczynkę przywieziono do Rzeczypospolitej? Dlaczego ona towarzyszyła orszakowi? Jeżeli królowa chciałaby ją wydać za mąż, no to oczywiście musiała odczekać ładnych parę lat. Dziewczynka raczej wymagała kształcenia, aniżeli gotowa była do zamążpójścia. Ludwika Maria wcześniej we Francji związana była, w każdym razie takie plotki krążyły, z Henrykiem d'Effiat markizem Cinq-Mars. I markiz dał głowę na gilotynie za spisek przeciwko kardynałowi Richelieu. Ale w Polsce zaatakowano królową, że Maria Kazimiera jest tak właściwie jej dzieckiem z tego związku. Ta data 1641 roku tutaj mogłaby się nawet zgadzać. Mogę jedynie dodać, że kiedy Ludwika Maria szykowała się do nowego małżeństwa z Janem Kazimierzem, dziewczynkę odesłano do Francji. Tam pobierała naukę w szkole klasztornej, powróciła przed samym potopem już jako nastolatka. Być może królowa chciała uciszyć te plotki, bez względu na to, czy były prawdą, czy nie. Cóż można powiedzieć? Obydwie panie miały czarne, żywe oczy. Można jeszcze dodać, że ich szczątki spoczywają na Wawelu i zrobienie badań genetycznych.
[Lektor] Żoneczko moja najśliczniejsza, największa duszy i serca mego pociecho! Tak mi się twoja śliczność, moja złota panno, wbiła w głowę, że zawrzeć oczu całe i nie mogłem nocy. Pan Bóg widzi, że sam nie wiem, jeśli te absence znieść będzie można. Bo ażem sobie uprosił Mikołaj Koniecpolski, że ze mną całą przegadał noc tę przeszłą. Dziś ani o jedzeniu, ani o spaniu i pomyśleć niepodobna. Owo widzę, że mię twoje wdzięczne tak oczarowały oczy, że bez nich i momentu wytrwać będzie niepodobna. To jest pewna, że już od dawnego czasu zdało mi się, żem bardziej i więcej kochać nie mógł, ale teraz przyznawana, że lubo nie bardziej, bo niepodobna kochać bardziej, ale że je vous admire coraz więcej, widząc perfekcję a tak dobrą i w tak pięknym ciele duszę. Owo zgoła, serca mego królewno, chciej tego być pewna, że wprzód wszystko wspak się odmieni przyrodzenie, niżeli najmniejszą odmianę śliczna Astree w swym uzna Celadonie. (W Pielaskowicach, we wtorek 9 czerwca 1665 roku).
[Prowadzący] To jest właśnie to, co jest dla mnie wielkim symbolem związku Marii Kazimiery, a raczej tak jak zawsze z dzieciństwa i zainteresowania historią Janem Sobieskim sobie zapamiętałem tej nieszczęsnej Marysieńki z Janem III Sobieskim wtedy jeszcze, wtedy jeszcze przyszłym królem Polski, ale już chorążym wielkim, koronnym. Dokonywałem przeglądu tej korespondencji z zaciekawieniem, żeby wybrać jakiś ciekawy fragment. No i muszę przyznać, że Jan Sobieski miał naprawdę lekkie pióro. Ale pytanie, czy to jest tylko jakiś zachwyt związany z tym, że to ten Jan III Sobieski, ten słynny król zwycięzca spod Wiednia. Czy rzeczywiście w tym czasie tego rodzaju listy się pisało w ten sposób? Czy on był, czy to było coś wyjątkowego?
[Gość] Jan Sobieski otrzymał naprawdę doskonałe wykształcenie. Zadbał o to jego ojciec Jakub Sobieski, pod koniec życia kasztelan krakowski. Ojciec przywiązywał dużą wagę do tego, żeby synowie zostali dobrze przygotowani do działalności publicznej. Bardzo pięknie zachęcał synów do tego, żeby czytali. Mówił o przodkach, którzy zrobili karierę dzięki temu, że mieli dobre wykształcenie. Sam mówił o sobie, że jeżeli tylko ma czas, książki z ręki nie wypuści. Marię Kazimierę i Jana Sobieskiego do pewnego stopnia połączyła lektura romansów francuskich, które w tamtym czasie były niesłychanie popularne. Potem, kiedy ich znajomość ewoluowała i kiedy zrodziła się między nimi miłość. Bo ja nie sądzę, żeby była to miłość od pierwszego wejrzenia. Ich uczucia zmieniają się i w pewnej w pewnym momencie stają się zakochaniem, miłością. To sięgają do tych romansów, stamtąd czerpiąc swoje pseudonimy. Więc ona jest Astreą, Różą. On jest Celadonem, Sylvandrem. To są bohaterowie najsłynniejszego z tych romansów - "Astrei" Honoriusza d'Urfé. Pewnie tam także w tych książkach, przez tą lekturę Jan Sobieski nauczył się słów opowiadających o uczuciach. Bo sądzę, że dobre pióro to jedno, ale ta niesłychana umiejętność pisania o uczuciach, o uczuciach wyższych, ale także o cielesności jest czymś bardzo szczególnym. Kiedy czyta się te słowa i to one robią na nas takie wrażenie. I jakkolwiek takie tematy czasami w listach tej epoki były poruszane, to myślę, że na taką skalę Jan Sobieski jest jedyny.
[Prowadzący] Jan Sobieski nie był bynajmniej pierwszym mężem naszej dzisiejszej bohaterki i trudno uznać chyba jej życie uczuciowe za dość szczęśliwe wcześniej, zanim go poznała i się z nim związała.
[Gość] Małżeństwo, które zaaranżowała Ludwika Maria z Janem Sobiepanem Zamoyskim, było typową kreacją, było owocem obyczajów tamtej epoki. Królowa swoją ulubioną dwórkę postanowiła wydać za Zamoyskiego, który był człowiekiem bogatym, wpływowym. Królowej pewnie zależało na tym, żeby zbliżyć go do dworu, ale przede wszystkim to był czas potopu szwedzkiego, by Zamoyski zachował przynajmniej dystans i neutralność. No i zachował dystans i neutralność, bo on karierą publiczną nie był bardzo zainteresowany. Natomiast po przybyciu do Zamościa, czyli do głównej rezydencji swojego małżonka, Maria Kazimiera zastała tam siostrę tegoż, swoją szwagierkę Gryzeldę z Zamoyskich Wiśniowiecką, wdowę po Jeremim, znanym nam dobrze od Sienkiewicza, która majątek mężowski straciła podczas powstania Chmielnickiego. Ona Zamość znała, ona się tam urodziła, ona była panią na włościach. I tak naprawdę z jednej strony młody mąż nie interesował się Marią Kazimierą, nie była mu potrzebna do towarzystwa, bo on miał inne, innych ludzi, z którymi lubił się bawić. Natomiast nie mogła też zająć tej pozycji gospodyni, pani domu, która jej przynależała. Znudzona próbowała uciekać na dwór, pod opiekę Ludwiki Marii, zwłaszcza wtedy, kiedy miała na przykład rodzić, bo kilkakrotnie była w ciąży. Tam też w Zamościu albo na dworze wcześniej, ale na pewno w trakcie tego pierwszego małżeństwa, zbliżyła się do Jana Sobieskiego, z którym początkowo załatwiała różne sprawy, pojawiły się ta wspólna lektura, te romanse. No a potem pojawiło się uczucie.
[Prowadzący] No to kolejna plotka, którą chciałem przedstawić, ale taka, która z taką plotką cięższego kalibru. Czy to prawda, że. Że Maria Kazimiera cierpiała na chorobę weneryczną?
[Gość] W jednym z listów Jana Sobieskiego czytamy, że rzeczywiście lekarze przyszli z taką informacją do niego, o co był mocno zagniewany. Zamoyski cierpiał na taką właśnie chorobę. No, nie byłoby niczym dziwnym, gdyby ją sprzedał żonie, że tak to ujmę, gdyby żonę zaraził. Maria Kazimiera na pewno wyjeżdżała na zachód. Wyjeżdżała do Francji, gdzie biegli lekarze mieli ją wyleczyć, a w każdym bądź razie doprowadzić do tego, by urodziła zdrowe dziecko i to się udało. Chyba trzeba byłoby się przychylić do tej wersji, że mogła zostać zarażona. Oczywiście są różne opinie na ten temat. Bo wydaje mi się, że dożyła późnych lat w stosunkowo dobrym zdrowiu. Owszem, cierpiała parokrotnie na różnego rodzaju choroby. Między innymi na ospę, ale to bez związku z tym, o czym tutaj rozmawiamy. Natomiast później, jako osoba już starsza, wydaje się być dosyć odporna. Jak to napisał jeden z rezydentów na dworze "królowa czasu nie ma chorować dla spraw swoich". A zatem zdrowie jej dopisywało.
[Lektor] Jedyna duszy i serca pociecho, najśliczniejsza i najukochańsza Marysieńku! Bóg i Pan nasz na wieki błogosławiony dał zwycięstwo i sławę narodowi naszemu, o jakiej wieki przeszłe nigdy nie słyszały. Działa wszystkie, obóz wszystek, dostatki nieoszacowane dostały się w ręce nasze. Nieprzyjaciel, zasławszy trupem aprosze, pola i obóz, ucieka w konfuzji. Wielbłądy, muły, bydle, owce, które to miał po bokach, dopiero dziś wojska nasze brać poczynają, przy których Turków trzodami tu przed sobą pędzą. Drudzy zaś, osobliwie des renegats, na dobrych koniach i pięknie ubrani od nich tu do nas uciekają. Taka się to rzecz niepodobna stała, że dziś już między pospólstwem tu w mieście i u nas w obozie była trwoga, rozumiejąc i nie mogąc sobie inaczej perswadować jeno, że nieprzyjaciel nazad się wróci, prochów samych i amunicyj porzucił więcej niżeli na milion. Widziałem też nocy przeszłej rzecz tę, którejm sobie zawsze widzieć pragnął. Kanalia nasza w kilku miejscach zapaliła tu prochy, które cale Sądny Dzień reprezentowały, bez szkody cale ludzkiej: pokazały na niebie, jako się obłoki rodzą. Ale to nieszczęście wielkie, bo pewnie na milion w nich uczyniło szkody.
[Prowadzący] No właśnie, Wiedeń to jest to wydarzenie, z którego najbardziej znamy. Pamiętamy Jana III Sobieskiego, ale można chyba podejrzewać, że i tak część historyków twierdziła, że królowa nie była tylko jego muzą, ale też stanowiła pewnego rodzaju inspirację dla podejmowania pewnych działań politycznych, w tym tego rodzaju wyprawy. Czy to może być prawda?
[Gość] To na pewno nie jest prawda. Historycy budowali opowieść o Janie III i o Marii Kazimierza, jego przedstawiając jako Polaka patriotę, mądrego, dzielnego człowieka, wybitnego wodza. Jej obraz budując w czarnych kolorach, więc deprecjonując jej talenty, więc mówiąc, że mogła mieć na niego jedynie zły wpływ. W związku z wyprawą wiedeńską mówiono, że chciała tytułu diuka i paira dla swojego ojca, a kiedy Ludwik XIV odmówił uczynienia, wyniesienia markiza tak wysoko, zdenerwowała się i namówiła Jana III, by zerwał z Francją i zwrócił się ku Wiedniowi. Tymczasem fakty są takie, że rzeczywiście o ten tytuł występowała, ale początek tych starań to jest taki pomysł królowej, by diukiem i pairem został jej syn Jakub Sobieski, by mógł się schronić we Francji, znaleźć tam dla siebie dom, gdyby nie zdołał zwyciężyć w elekcji po śmierci ojca. Potem była mowa, że być może diukiem i pairem mógłby zostać markiz, ale pod warunkiem, że tytuły przejdą na wnuka po córce, co było możliwe w świetle prawa francuskiego, aczkolwiek wymagało szczególnej zgody króla. Tak naprawdę to Jan Sobieski doszedł do wniosku, że zbliżenie z Francją nie przynosi już należytych korzyści. Że te korzyści, które odniósł w pierwszej części swego panowania, już się wyczerpały, już zostały skonsumowane. Uznał natomiast, że może Rzeczypospolitej grozić niebezpieczeństwo od strony Turcji, a zatem należy szukać sojusznika. I tutaj Francja nam nie pomoże. Zwracał się do sąsiadów, w tym także do cesarza. Początkowo cesarz odrzucał tę propozycję Sobieskiego, uznając, że tak naprawdę chodzi Sobieskiego jedynie o zawarcie małżeństwa między arcyksięniczką a królewiczem Jakubem, na co nie wyrażał zgody, a nawet zgody nie wyrażały kobiety w Wiedniu, tak zwane stronnictwo trzech Eleonor, żony cesarza, macochy cesarza i jego siostry. Natomiast rok 1683 rzeczywiście pojawiło się bezpośrednie zagrożenie tureckie i wtedy cesarz zwrócił się do Jana III z prośbą o pomoc. Sojusz został zawarty. A zatem ta wizja królowej tupiącej nogami i wiercącej dziurę w brzuchu mężowi jest od początku do końca nieprawdziwa.
[Prowadzący] Ale wspomniała pani profesor, że Maria Kazimiera miała negatywny wizerunek, czarny, mówiąc nieładnie czarny PR. Ale w sumie dlaczego, w jakim celu i przez kogo i kiedy?
[Gość] Na temat tego, że niekoniecznie była lubiana za życia, możemy poczytać w źródłach. Myślę, że była ambitną, wyrazistą postacią, co mogło budzić niezadowolenie. Mówimy o kulturze, w której, o zwyczajach, zgodnie z którymi kobieta nie powinna się pchać na front, że tak powiem. To samo denerwowało za życia Ludwiki Marii. Ona także próbowała działać zbyt otwarcie. Może gdyby to sterowanie odbywało się z tylnego fotela, byłoby prościej. Potem natomiast historiografia łagodniej odnosiła się do Ludwiki Marii, natomiast tak jak powiedziałam, w wypadku Marii Kazimiery budowano taki obraz podwójny białego Jana III i czarnej Marii Kazimiery. Natomiast myślę, że para królewska współpracowała politycznie także trochę podobnie, jak interpretowałabym to w wypadku Ludwiki Marii i Jana Kazimierza. To znaczy jest to działanie w porozumieniu. Czasami król mówi tak, królowa mówi nie. Albo odwrotnie król mówi nie, królowa mówi tak. Kiedy dokonuje się pewnych rekonesansów, w takim klasycznym przykładem jest elekcja 1669 roku, kiedy Maria Kazimiera, jeszcze wtedy nie królowa oczywiście, spotyka się z wysłannikiem księcia lotaryńskiego i próbuje sprawdzić, jakie koncesje mógłby otrzymać jej małżonek, gdyby do tego stronnictwa się przyłączył. I tutaj ładnie widać, jak ona sonduje sytuację. Po pierwsze na pewno tam nie przyszła bez porozumienia z mężem. Poza tym jest to wygodne, bo Sobieski zawsze może się wyprzeć i powiedzieć, że on nic nie wie, że to są jakieś działania ze strony Marii Kazimiery, o których, tak jak powiedziałam, nie był poinformowany. Nie wierzę, że tak było. Natomiast mąż się zawsze może wyprzeć i stwierdzić, że to no takie po prostu taka nadmierna aktywność ze strony małżonki. Dawną historiografię tworzą przede wszystkim mężczyźni, czasami mocno kobietom nieprzychylni. I mam wrażenie, że te ciemne obrazy stąd się właśnie biorą. Co nie znaczy, że będąc kobietą, jestem skłonna przedstawiać kobiety dawne w barwach różowych, bo uważam, że historię tworzą pospołu mężczyźni i kobiety.
[Prowadzący] A zasadniczo to jest ciekawa sprawa ta pozycja Ludwiki Marii na dworze ostatniego z Wazów. Myślę, że już teraz będę chciał zaprosić panią profesor do jakiejś rozmowy o tej postaci, bo i w ostatnim, w jednym z ostatnich materiałów rozmawialiśmy o Janie Kazimierzu i dzisiaj rozmawiałem o Marii Kazimierza. Wychodzi na to, że akurat te dwie Francuzki miały wyjątkowo duże znaczenie na dworze polskich władców w XVII wieku, z czego sobie nie zdajemy sprawy. Ale chciałbym zapytać, w czym one były podobne, a w czym się różniły?
[Gość] Ludwika Maria doczekała się dwojga dzieci, które wcześnie zmarły, no i później już nie miała potomstwa. Prowadziła więc specyficzną politykę związaną między innymi ale nie głównie z przyszłością swojej siostrzenicy. Natomiast Maria Kazimiera miała swoje własne dzieci i uważam, że autentyczny geniusz królowej, wiem, przesadzam, to nie jest to słowo, autentyczna aktywność królowej widoczna jest właśnie w kwestii małżeństw, które dla swoich dzieci planowała. Jak już wspomniałam, marzyli Sobiescy o tym, żeby wydać za mąż najpierw, żeby ożenić syna, bo Maria Kazimiera tutaj stosowała zasadę starszeństwa, więc starszy był królewicz Jakub. Chciała go wydać za jedną z Radziwiłłówien, ostatnią spadkobierczynię Bogusława Radziwiłła. To się nie udało. To była bardzo słuszna koncepcja, która została zablokowana właśnie dlatego, że była taka słuszna. Tutaj silna grupa reprezentantów elity Rzeczypospolitej nie życzyła sobie tego związku, obawiając się, że Jakub przejmie nie tylko ogromne pieniądze płynące z tych dóbr, ale także szlachty, która tam mieszkała, która wspierałaby go.
[Prowadzący] Ale dopytam jeszcze chodzi o tego Bogusława Radziwiłła.
[Gość] O tego Bogusława Radziwiłła, bo Bogusław Radziwiłł jest tylko jeden.
[Prowadzący] Czyli żadne inne przesłanki związane z przeszłością ojca potencjalnej kandydatki królewicza nie, tutaj nikogo nie budziły zgorszenia.
[Gość] Absolutnie, absolutnie. Potem królowa marzyła o tym, żeby syna ożenić z, jak już powiedziałam, arcyksiężniczka albo księżniczką francuską, ale jego pozycja jako potencjalnego kandydata do tronu była zbyt słaba, aby dwór francuski czy też dwór cesarski zgodziły się na takie małżeństwo. Natomiast znaleziono kandydatkę, która miała tę nieprawdopodobną zaletę, że jej rodzeństwo, jej siostry, to jest cesarzowa, królowa Hiszpani, królowa Portugalii i księżna parmeńska, bracia to jest kilku biskupów arcybiskupów w Rzeszy i elektor Palatynatu. To było naprawdę genialne, biorąc pod uwagę, że Sobiescy dostali się na tron z grona elity Rzeczypospolitej, ale nie byli dynastią. Maria Kazimiera wierzyła, że powinowaci pomogą jej synowi w uzyskaniu tronu w przyszłości. Przeliczyła się, ale ta koncepcja była słuszna. Potem wydała za mąż swoją córkę Teresę Kunegundę, która została żoną elektora bawarskiego. Jego syn z pierwszego małżeństwa był wskazywany jako następcę tronu hiszpańskiego po śmierci, spodziewanej, ostatniego z tamtejszych Habsburgów. Żeby córka Sobieskiego została macochą króla hiszpańskiego, no to była naprawdę kariera. I to osiągnięcie Marii Kazimiery jest szczególne zwłaszcza kiedy zobaczymy, że Zygmunt III, żonaty z dwiema Habsburżankami, sekwencyjnie rzecz jasna, miał synów, o których małżeństwa się nie zatroszczył. To jest bardzo trudna opowieść między innymi o młodości Jana Kazimierza, który tak naprawdę nawet się ożenić nie może, mimo że lata już po temu. Nie szukali także męża dla swojej córki Anny Katarzyny Konstancji. Mówię o Zygmuncie III i o królowej Konstancji. A Marii Kazimierza, szlachciance francuskiej, żonie króla elekcyjnego, oczywiście we współdziałaniu z Janem III, żeby go tutaj nie pominąć tak całkowicie, ale to przede wszystkim jej działalność, Marii Kazimierza się to udaje. Ogromny sukces.
[Lektor] O imieniu chłopca naszego pisałem już dawno, żeby dla Polski miał imię jedno Jakub, a drugie dla tamtych krajów. Jakie Wć, moja panno, sama zechcesz. Ale podobno przyjdzie Louis. Jakub nie wiem czemu nie miało być piękne: nawet i złoto dobre i piękne w Anglii, co z niego jakobusy robią. A do tego, że to imię ojca mego, a u nas się tak w Polszcze zachowuje i już go to tak wszyscy zowią. Ale i ja to daję na wolę Wci serca mego.
[Prowadzący] Pani profesor, to jest oczywiście list Jana Sobieskiego, który akurat dowiedział się o narodzinach swojego syna Jakuba. No i tutaj moglibyśmy skonfrontować się i z mediewistami, i ze specjalistami od epoki wczesnonowożytnej, bo jak sobie tak policzę, to wychodzi na to, że ta Maria Kazimiera to urodziła tyle dzieci, co żadna inna polska królowa. Ale doprecyzujmy tę liczbę - kilkanaście.
[Gość] To znaczy Maria Kazimiera była, przyjmuje się, 18 razy w ciąży, ale niektóre ciąże traciła. Niektóre dzieci rodziły się martwo. I tu mówimy o obydwu małżeństwach, czyli pierwsze dzieci z Zamoyskim i potem dzieci z Janem Sobieskim. Dorosłości dożyło czworo. To nie jest tak mało w tamtym czasie. Tutaj chciałam podkreślić rzeczy dwie. Mianowicie po pierwsze z listów wynika, tak się dobrze składa, że Maria Kazimiera wyjechała, by urodzić to dziecko we Francji i mamy z tego czasu listy Sobieskiego. Te wyjazdy, które Jana Sobieskiego tak bolą, badaczom pozwalają wejrzeć w jego uczucia. Jan Sobieski nie czeka koniecznie na syna. Może być także córka oczywiście będzie go duma rozpierać, kiedy Jakub przyjdzie na świat, ale on tam zapowiada, że gdyby była dziewczynka, ma być Tereska, bo jak pisze, jemu za jedno i dziewczynka, i chłopczyk do kobiałki. Ta opowieść najpierw o oczekiwaniu na rozwiązanie Marii Kazimiery, potem o tym, jak się rozwija to dzieciątko, jest niesłychanie interesująca, bo pozwala nam wniknąć w emocje ojca. Bardzo szczególne, moim zdaniem, chyba rzadko spotykane. Mówi też po raz kolejny o tym, jak Jan Sobieski pięknie potrafi pisać o uczuciach. Niekoniecznie jedynie do żony. Żeby to było jasne jeszcze raz. Mamy do czynienia z jego pięknym językiem, z tą opowieścią o tym, jak on prosi, żeby syna dużo nosić po dworze, że tak powiem, żeby się nawdychał świeżego powietrza, żeby mu nie bronić, żeby mamkę ciągnął za włosy, bo on jak był mały, Jan Sobieski, jak był mały, też tak czynił. Piękne to jest.
[Prowadzący] No to może zapytam, takie pytanie z zaskoczenia zadam. Małżeństwo tysiąclecia królewskie, najbardziej modelowe, wzorcowe i najszczęśliwsze?
[Gość] Małżeństwo - tak, królewskie - nie. Królowie żenili się z pewnego układu politycznego. To znaczy rozglądano się najpierw za odpowiednią narzeczoną, ale za odpowiednim sojuszem, który którego przypieczętowaniem miała być konkretna kobieta. Kobieta jadąc do męża, w ogóle małżonkowie się nie znali i nie widzieli. Ewentualnie przez portrety. Myślę, że portrety mogą dokładnie to samo, co może komputer, czyli obróbka, która nie musi mieć z rzeczywistością nic wspólnego. O rozczarowaniu, która spotykała władców, stosunkowo często czytamy. Ale sednem małżeństwa królewskiego był układ polityczny, finansowy. Sobiescy pobrali się w sposób zupełnie nietypowy dla tej epoki. W tej sferze raczej nie łączono się z miłości. A oni się poznali, pokochali, chcieli być razem. I potem okazało się, że los tak sprawił, że rzeczywiście mogli się pobrać. I powiem rzecz następującą. Po pierwsze, bezpośrednio po ślubie mamy straszliwe zamieszanie w Rzeczypospolitej, mamy rokosz Lubomirskiego i wojnę domową. Maria Kazimiera za jakiś czas też wyjedzie w związku z tym z tą ciążą. To wszystko wywołuje ogromną frustrację Sobieskiego i my znowu tą frustrację widzimy dzięki temu, że go nie było w domu, a potem ona wyjechała, my tę frustrację widzimy. To są sytuacje, które mogą rozbić każdy związek, a ten umocowały, stworzyły mu fundamenty, które pozwoliły tym ludziom przetrwać lat 30. I do końca Maria Kazimiera pisze, że po wyjeździe Jana Sobieskiego ona nie potrafi spać, boli ją głowa. Ona tęskni, ona prosi, żeby wrócił. Tam pod koniec częściej uczucia się pojawiają w jej listach, choć nigdy nie są tak pełne ekspresji jak w wypadku Jana Sobieskiego. Natomiast kiedy zdobyli tron, kiedy Jan Sobieski został obrany królem, chyba - chyba - co wynika z listów królowej, ale także z przekazów obserwatorów, przez moment pojawił się w małżeństwie problem i wiązałabym go z taką sytuacją. Raz jeszcze, zwykle królowa była z nadania politycznego. Wystarczyło, że małżonkowie traktowali się z szacunkiem i pewnym dystansem, żeby małżeństwo uznać za dobre, za spełnione. Sobieskich połączyło uczucie i teraz nagle on został królem. Powstaje pytanie, czy ona, zwykła szlachcianka, nie zawadza mu. Czy nie mógłby zacząć myśleć o tym, żeby to małżeństwo na przykład anulować. Albo jeszcze inaczej, u boku wielu władców pojawiają się kobiety. W normalnych warunkach królowej nie musi to martwić. Królowa nie wyszła za mąż z miłości. Jej wierny mąż nie jest potrzebny. Jej jest potrzebny mąż, który ją będzie szanował. A Maria Kazimiera jest związana uczuciowo i zdrada Jana III mogłaby specyficznie boleć. I to napięcie tam przez moment jest widoczne. Ono z czasem minie.
[Prowadzący] Jan III Sobieski naprawdę wierny i nie mierny, ale po prostu wybitny. To trzeba docenić, a nie tylko odsiecz wiedeńską. Natomiast Jan III Sobieski umiera w roku 1696, a naszą bohaterkę czeka jeszcze kilkanaście lat życia. Pewnie smutnego życia, smutnego życia wdowy. Biorąc pod uwagę te uczucia, o których pani profesor powiedziała. No właśnie, jaki status ma Maria Kazimiera w Polsce, jaki ma status w ogóle w Europie. I co ciekawe, o to chciałem zapytać, dlaczego król Francji Ludwik XIV zakazuje jej wjazdu do Paryża.
[Gość] Po śmierci męża królowa jest królową wdową. Oskarżoną Marię Kazimierę o to, że próbowała po raz kolejny wyjść za mąż. Nie jest to prawda. Nie próbowała, nie rozglądała się za kandydatami do swej ręki. To była taka opowieść, która miałaby ją zbliżyć do Ludwiki Marii, która po śmierci Władysława IV poślubiła Jana Kazimierza. Królowa doszła do wniosku, że jej sytuacja w Rzeczypospolitej będzie trudna. Mogłaby się schronić jedynie w swoich majątkach. Na dworze będzie drugą królową obok małżonki nowego władcy. Chociaż ostatecznie okazało się, że małżonka Augusta II wcale nad Wisłę nie przyjechała. Maria Kazimiera postanowiła, że wyjedzie do Rzymu i tam chciała spędzić rok jubileuszowy, czyli 1700. Starała się o zgodę Sejmu i nowego władcy. Pojechała. I to jest ten moment, w którym widać jak utalentowaną jest osobą. Raz jeszcze: prosta szlachcianka, która została królową dzięki zasługom swojego męża. Przyjeżdża do Wiecznego Miasta, w którym kilka lat wcześniej żyła królowa Krystyna i królowa wyraźnie idzie w jej ślady. Staje się pierwszą damą papieskiego Rzymu. No bo tam jest władca papież, ale nie ma kobiety u jego boku. Królowa to miejsce w sensie pozycji, żeby nie było tutaj najmniejszych dwuznaczności, bo absolutnie nic takiego tutaj nie zachodzi. W sensie pozycji królowa to miejsce właśnie zajmuje. Po pierwsze nieustająco przypomina o zasługach Jana Sobieskiego. Tutaj przypominam, że mamy zwycięstwo pod Wiedniem. Mamy zahamowanie tego pochodu tureckiego, kiedy wielki wezyr odgrażał się, że dojdzie do Rzymu. Dla Italii to zagrożenie z wybrzeża Dalmacji, z wysp na Morzu Śródziemnym było autentyczne i poważne. A zatem ta opowieść o zwycięstwie tureckim mogła tutaj zostać wykorzystana i została wykorzystana w całej pełni. Królowa co roku każe przypominać o tym, że takie zwycięstwo miało miejsce. Każe wspominać i czcić nazwisko swojego męża. Oczywiście przy okazji powstają też poematy na jej temat i być może one też stanowią źródło takiej opowieści, że to ona zasłużyła się i to ona wysłała Sobieskiego pod Wiedeń. Bo rzeczywiście mowa jest o tym, że odegrała pewną rolę, co jest miłym wspomnieniem dla kobiety od dawna, tak jak powiedziałam, owdowiałej. Zajmuje się królowa mecenatem, prowadzi w swoim pałacu teatr, próbuje rywalizować z innymi teatrami działającymi w Rzymie. To naprawdę pokazuje to, jaką drogę przeszła od tego swojego prostego pochodzenia do tego miejsca, które w Rzymie zajmuje. No i teraz ostatnia kwestia. Ludwik XIV nie zabronił jej przyjazdu do Francji. Królowa w pewnej chwili uznała, że jej możliwości w Rzymie już się wyczerpały, że chciałaby się przenieść do Francji. Szło tutaj między innymi o to, że chciałaby zamieszkać gdzieś na uboczu, incognito, dzięki czemu wydatki związane z prowadzeniem domu byłyby nieco mniejsze. A te pieniądze przychodzące z Polski, z oprawy wdowiej nie były szczególnie duże. Może nawet nie z oprawy wdowiej, bo nie przychodziły żadne. Źle się wyraziłam. Te pieniądze przychodzące z tej części majątków, które do królowej należały, majątków Sobieskich. Zwraca się więc do Ludwika XIV, by pozwolił jej przyjechać do Francji, a Ludwik XIV mówi, że wrócimy do tego tematu, kiedy się skończy wojna sukcesyjna, hiszpańska. I rzeczywiście, jak tylko wojna się kończy, natychmiast stawia do dyspozycji Marii Kazimiery kilka rezydencji królewskich i mówi, że ma sobie wybrać, gdzie chce zamieszkać. Maria Kazimiera wskazuje Blois .Na koszt dworu francuskiego apartamenty jednego ze skrzydeł tego bardzo pięknego pałacu, zamku zostają odnowione i Maria Kazimiera spędzi tam ostatnie miesiące. Jeszcze planowała przyjechać na dwór Króla Słońce. I pewnie udałoby się to, gdyby nie fakt, że po pierwsze oboje byli już bardzo chorzy. Po drugie Ludwik XIV w jakiś czas potem zmarł, a ponieważ zmarł też jeden z trzech synów Marii Kazimiery, to załamało jej zdrowie i już nie starczyło jej na to sił.
[Prowadzący] Proszę jeszcze o przypomnienie, gdzie jest ten pałac, w którym ostatnie tygodnie spędziła Maria Kazimiera.
[Gość] Blois. I chciałam powiedzieć, że to jest takie pechowe miejsce, w którym umarło kilka innych królowych, m.in. Katarzyna Medycejska.
[Prowadzący] To ciekawe, ale ja chciałbym jeszcze nawiązać do innego, ciekawego miejsca, które zapewne ze względu też na to, co pani profesor powiedziała o tej funkcji, jaką tej znakomitej reprezentacji dla Polski, jaką Maria Kazimiera pełniła w Rzymie, utrwaliła tą świadomość o swoim mężu i o tym, czym była Rzeczpospolita dla Europy. Myślę, że to jest ciekawe miejsce, pewnie dla wszystkich odwiedzających licznie Rzym. A przecież polscy turyści bardzo chętnie Rzym odwiedzają. Palazzo Zuccari.
[Gość] To był pałac, który Maria Kazimiera wynajęła wraz z domem leżącym po przeciwnej stronie ulicy. Ponoć nawet kazała je połączyć takim mostkiem. On budzi nasze zainteresowanie między innymi dlatego, że wiele słyszymy o tym teatrze Marii Kazimiery, ale niestety nie da się na razie ustalić, mam nadzieję, na razie, gdzie na przykład odbywały się przedstawienia. Mowa jest, że może na tym mostku siedziała orkiestra, że może odbywało się to na takim balkonie, który tam w tym pałacu jest. A może te przedstawienia były w ogóle w ogrodzie, co nie byłoby niczym dziwnym, bo takie przedstawienia w ogrodzie organizowała Maria Kazimiera, także na dworze swojego męża, konkretnie w Jaworowie. Faktem jest, że w tą działalność włączył się bardzo aktywnie królewicz Aleksander, który mniej więcej w roku 1708 przybył do matki i tam zamieszkał. Wiadomo, że poprawiał scenariusze czy też libretta. Wiadomo, że organizował, że był reżyserem, że angażował się w scenografię, tańczył w balecie. Tańczyła również wnuczka Marii Kazimiery i jej imienniczka, córka królewicza Jakuba, która wraz z królową do Rzymu pojechała już do końca życia u jej boku mieszkała. Bardzo obfita korespondencja królowej z najstarszym synem jest przesiąknięta informacjami o tym, co się w tym teatrze dzieje. Przy czym z tej korespondencji nie wiemy, jakie były tytuły sztuk, nie wiemy, kto je tworzył. To tego dowiadujemy się skądinąd. Natomiast nieustająco czytamy o tym, jak pięknie ta dwójka Aleksander i Maria Kazimiera, ta wnuczka, potrafią tańczyć, jak oni się angażują, jaki to wzbudza podziw, jak królowa jest zachwycona, słuchając tych wszystkich dobrych słów na temat swoich najbliższych. Pokazuje to po tym czasie, kiedy Maria Kazimiera była partnerką Jana Sobieskiego, pokazuje ją teraz jako matkę, jako babkę, przede wszystkim niesłychanie emocjonalnie zaangażowaną.
[Prowadzący] Dziękuję za tę ciekawą rozmowę. Przyznam się, że nie tylko zaciekawiłem, ale wręcz zakochałem się w tej postaci. Dziękuję. Prof. Aleksandra Skrzypietz gościła dzisiaj w podcaście Muzeum Historii Polski.
[Gość] Dziękuję bardzo.
[Prowadzący] Dziękujemy za wysłuchanie podcastu. Zapraszamy do subskrypcji kanału Muzeum Historii Polski, tak aby nie ominęły Państwa kolejne odcinki.
Dane o obiekcie
-
Nazwa / Tytuł
Miłość czy władza - prawdziwa historia Marii Kazimiery -
Twórca / Wytwórnia
Muzeum Historii Polski (producent) -
Rodzaj
-
Kategoria
-
Zakres chronologiczny
-
Data wykonania
31/07/2025 -
Czas trwania
0h 48min 28sek -
Osoby występujące
-
Miejsce
-
Wydarzenie
Podcasty Muzeum Historii Polski -
Numer inwentarzowy
MHP-05-17464 -
Klasyfikacja praw autorskich
-
Permalink