Mieszko i jego Drużyna. Bitwa Pod Cedynią
11/12/2024
Klasyfikacja praw autorskich
Transkrypcja
Bitwa pod Cedynią. Symbol pierwszej batalii w historii polskiej wojskowości. Symbol walki z niemieckim najeźdźcą. I wreszcie, choćby i dziś najdalej na zachód wysunięty przyczółek naszej ojczyzny. Tylko czy słynna Cedynia to na pewno Cedynia? A sama bitwa bardziej niż zderzeniem dwóch armii była starciem lokalnych watażków? Jak wyglądała ta pierwsza drużyna wojów Mieszka? I czym różniła się od zachodniego rycerstwa? Czy najlepsi z zastępów księcia tworzyli późniejsze elity państwa Piastów, czy byli raczej tylko najemnikami? No i czy prawdą jest, że w zastępach piastowskich wojów walczyły kobiety, wręcz słowiańskie Amazonki? Dziś w innych historiach Polski odwiedzimy pole bitwy Polan. Cezary Korycki. Zapraszam.
Część pierwsza. Drużyna Mieszka górą.
- I nadszedł ten dzień wszystkich zmęczonych tematami z XX wieku, dwóch wojen światowych, tudzież upadku i powstania PRL, zapewniamy, że dzisiaj zupełnie coś innego. Przenosimy się o 1000 lat wstecz. Ponieważ dziś w audycji Muzeum Historii Polski będziemy gościć profesora Pawła Żmudzkiego z Wydziału Historii Uniwersytetu Warszawskiego. Dzień dobry, panie profesorze.
- Dzień dobry.
- I będziemy rozmawiać o wojach Mieszka, o pierwszej odnotowanej przez nas ich bitwie, a także jak ta drużyna powstawała, jak stała się elitą Królestwa Piastów. Zanim jednak to nastąpi, trzeba się troszkę odnieść do XX wieku, więc ta moja obietnica była troszkę na wyrost, bo dziś ta gmina Cedynia, to właśnie Cedynia będzie tematem naszego spotkania. Dziś to jest najdalej na zachód wysunięta gmina Polski i ważny element tej narracji związanej z powojennymi dziejami Polski, narracji związanej z tak zwanymi ziemiami odzyskanymi. Bo wydaje się, że to właśnie w okresie PRL-u po II wojnie światowej te odniesienia piastowskiej przeszłości i średniowiecza były bardzo chętnie przez władze używane, ale czy nadużywane?
- Trzeba zacząć od tego, że my nie wiemy, co to jest za Zedini, o której pisze Thietmar. Tak podaje nazwę miejscową. Ale właściwie ograniczenie, czy takie skoncentrowanie się na tym, że to mogła być Cedynia, ta właśnie na wschodnim brzegu Odry, jest ewidentnie uwarunkowane przebiegiem granic powojennej Polski i próbą takiego powiązania tej historii najdawniejszej z z kształtem granic ustalonych w 1945 roku, bo właściwie poszukiwania jakichś innych możliwości pozwalają założyć, że w grę wchodzą trzy albo nawet cztery miejscowości, nie tylko po tej stronie Odry, ale również mówiąc kategoriami z czasów Mieszka I na Połabiu, czyli na tych obszarach pomiędzy Odrą a Łabą, czyli już na zachodnim brzegu Odry. I z tej, bardzo zresztą krótko precyzującej jakieś szczegóły geograficzne relacji Thietmara po prostu nie sposób dociec, gdzie to konkretnie mogłoby być. A więc umiejscowienie tej bitwy pod Cedynią, próba archeologicznego potwierdzenia zresztą tej bitwy akurat tam przeprowadzana w ciągu kilku kampanii archeologicznych w latach 40. I 50. to jest raczej wyraz powojennego kształtu Polski niż tego, co my wiemy o wojnie i konflikcie. Właściwie wojna to za duże słowo, bo to wyglądało trochę jak jakieś takie sąsiedzkie porachunki, czy próba ustalania, kto jest ważniejszy między margrabią Hodonem a Mieszkiem I.
- Właśnie celowo zapytałem o tę narrację powojenną, tę narrację jeszcze z czasów Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, a może nawet wcześniej, jeszcze przed powstaniem Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, tuż po wojnie, po zakończeniu II wojny światowej, bo Odrę uznawano za symbol tych najdalej na zachód granicy pomiędzy tymi ziemiami tradycyjnie piastowskimi. Czy faktycznie Odra była granicą zachodnią ziem piastowskich?
- Z ustaleniem dokładnego przebiegu granic w czasach Mieszka I mamy bardzo poważny problem. Ja już nie mówię nawet o tym, że nie bardzo umiemy precyzyjnie powiedzieć, jakie on ziemie konkretnie posiadał w latach 70-tych X wieku, czyli w czasach kiedy została stoczona ta walka z Hodonem. Ale nawet ten opis w pewnym sensie geograficzny, którym dysponujemy, czyli tak zwane Dagome iudex, a więc regest jakiegoś pisma wystawionego przez kancelarię papieską potwierdzającego nadanie państwa Mieszka I Świętemu Piotrowi, a więc Stolicy Apostolskiej. Ten opis jest na tyle wedle naszych przyzwyczajeń i kryteriów nieprecyzyjny, posługiwanie się nazwami krain jest tutaj próbą określenia zakresu terytorialnego tego nadania, że właściwie nawet dysponując źródłem, które właściwie jest o tym, my nie bardzo umiemy powiedzieć precyzyjnie, co należało do Mieszka I. I to wynika z zupełnie innego traktowania przestrzeni w X wieku i w naszych czasach. Trudno sobie wyobrazić, żeby wszędzie, w każdym miejscu pogranicznym, że tak powiem, tego władztwa Mieszka I, ta granica była wyznaczona w sposób bardzo precyzyjny, prawda? My dziś jesteśmy przyzwyczajeni do granicy liniowej, która przebiega, niezwykle precyzyjnie jest wytyczona i dokładnie wiemy, gdzie przebiega. Natomiast w czasach Mieszka I poza sytuacjami takimi szczególnymi, jak na przykład brzeg morza czy jakaś rzeka właśnie, to raczej chyba trzeba mówić o jakichś strefach granicznych i to czasem bardzo szeroko rozumianych, bo nawet w czasach późniejszych, nawet jeszcze w XII wieku, my wiemy, że granice to były najczęściej bezludne takie pasy na przykład puszczy, gdzie nie było osadnictwa. Jak nie ma osadnictwa, to trudno mówić o precyzyjnej granicy, prawda? Bo to ludzie wyznaczają, ludzie tutaj decydują o tym, po której są stronie, prawda? Są ludzie, którzy wiedzą, że są ludźmi Mieszka, a są ludzie, którzy wiedzą, że są na przykład ludźmi Hodona, prawda? Więc tutaj, jeśli nie ma osadnictwa w tych strefach nadgranicznych we wczesnym średniowieczu, to najczęściej ich nie ma, bo w ogóle osadnictwo w tej części Europy jest raczej rzadkie. Poza pojedynczymi punktami centralnymi, to raczej mamy do czynienia ze znacznie, znacznie rzadszym osadnictwem niż to, do czego my jesteśmy przyzwyczajeni. W związku z tym tej granicy po prostu najczęściej precyzyjnie ustalić się nie da. Nawet jak jest podejmowana i to w epoce taka próba, bo oczywiście ci kanceliści papiescy musieli otrzymać jakąś informację od kogoś, kto przybył od Mieszka i Judy, a więc od tych, którzy nadawali Państwo Świętemu Piotrowi.
„Tymczasem dostojny margrabia Hodo, zebrawszy wojsko, napadł z nim na Mieszka, który był wierny cesarzowi i płacił trybut aż po rzekę Wartę. Na pomoc margrabiemu pospieszył wraz ze swoimi tylko mój ojciec, Graf Zygfryd, podówczas młodzieniec i jeszcze nie żonaty. Kiedy w dzień świętego Jana Chrzciciela starli się z Mieszkiem, odnieśli zrazu zwycięstwo. Lecz potem w miejscowości zwanej Cydzyną, brat jego, Czcibor zadał im klęskę, kładąc trupem wszystkich najlepszych rycerzy, z wyjątkiem wspomnianych grafów. Cesarz, poruszony do żywego wieścią o tej klęsce, wysłał czym prędzej gońców, nakazując Hodonowi i Mieszkowi, aby pod rygorem utraty jego łaski zachowali pokój do czasu, gdy przybędzie na miejsce i osobiście zbada sprawę”.
- Nie liche to musiało być starcie, skoro sam cesarz się nim miał zainteresować i zbadać sprawę. O co poszło, jak to wyglądało? Czy może jednak była to mniej znacząca potyczka? Co wiemy o bitwie z roku 972? I chyba ważniejsze, skąd o niej wiemy?
- Wiemy od Thietmara, który zresztą sam się czyni nawet jeszcze wiarygodniejszym źródłem niż zazwyczaj, ponieważ wspomina, że jego ojciec, jak jeszcze był młody, jeszcze zanim się ożenił, to właśnie ruszył razem z Hodonem na tę wyprawę, która miała się dla Hodona zakończyć klęską, właśnie pod tym Zedini. No więc Thietmar miał tutaj informacje od ojca z całą pewnością. Natomiast czy była to ważna bitwa, to właściwie wydaje się, że ważniejsze są takie bitwy, które są elementem jakiejś wojny, jakiegoś bardziej znaczącego konfliktu. Ta awantura między Hodonem a Mieszkiem, która zakończyła się właśnie bitwą pod Zedini, była jakąś jednak jednostkową sprawą. To znaczy my nic wcześniej nie wiemy o konflikcie między Hodonem a Mieszkiem, a też wszystko wskazuje na to, że cesarzowi dość szybko udało się pogodzić obu walczących pod Zedini. W związku z tym chyba to nie był jakiś wielki konflikt. Zresztą my w ogóle nie wiemy, o co był ten konflikt. To też jest taka znacząca informacja, że chyba powód mógł być raczej jakiś ambicjonalny, taki nie do końca związany ze sferą jakichś ważnych kwestii politycznych, czy majątkowych. Bitwa może była i duża, ale konflikt wydaje się, że ani nie ma jakiegoś precedensu, nie ma jakichś długo rozwijających się powodów, ani też nie trwa długo, bo właściwie wygląda na to, że został stłumiony. Natomiast to, że interesuje się sprawą cesarz, to nie jest nic dziwnego, ponieważ tę bitwę stoczyli dwaj ludzie cesarza i to ludzie, którzy są blisko cesarza. Margrabia Hodo, jako właśnie margrabia, jest tutaj bezpośrednim ramieniem cesarza, gdzieś na pograniczu. Natomiast Mieszko, też wiemy z kroniki Widukinda, że jest określany przyjacielem cesarza, a więc jest człowiekiem cesarza wysokiej rangi. A więc konflikt między dwoma własnymi ludźmi, między dwoma ważnymi, można powiedzieć, dostojnikami, choć oczywiście Mieszko nie ma żadnego dostojeństwa w takiej hierarchii godności w Cesarstwie, to jest sprawa, która cesarza bardzo niepokoi i nic dziwnego, że on się bezpośrednio w to zaangażował.
- O tym, kim był Mieszko w strukturach cesarstwa za chwileczkę jeszcze porozmawiamy. Teraz może przyjrzyjmy się tej grafice, którą wykorzystaliśmy jako miniaturka tego odcinka. Pewnie każdy ze słuchaczy może ją zobaczyć. To jest właśnie ilustracja starcia Polaków z Niemcami. Polaków w umownym tego słowa znaczeniu. Oczywiście z Niemcami z XI wieku, z Moguncji. I tu jest taka ciekawa sprawa. Nasi ewidentnie z brodami, nasi ewidentnie z takimi łukami troszkę przypominającymi te łuki kompozytowe, czyli te łuki na modłę wschodnią, nasi na koniach. Wyobrażając sobie tą bitwę może ustalmy dla tych, którzy nie wiedzą jak rozwijała się ta historia wojskowości, historia uzbrojenia, czego na pewno nie mieli ci wojowie Mieszka?
- My musimy zaczynać od tego, czego nie mieli. To by długo wymieniać. Oczywiście może lepiej powiedzieć o tym co mieli, jednak. Mieli konie. Rzeczywiście z tą sprawą koni, to jest takie historiograficzne nieporozumienie, w którego rozwijanie byli zaangażowani nawet najbardziej prominentni mediewiści, na przykład Gerard Labuda. To znaczy jest kwestia różnych wersji relacji Ibrahima ibn Jakuba, o którym już wspomniałem. To znaczy w trzynastowiecznej wersji jego relacji, a właściwie chyba można by powiedzieć, interpretacji tej relacji dokonanej przez Al Kazwiniego rzeczywiście te konie wypadają. I Kazwini stawia, jakby badając tekst po prostu, Al Kazwini nigdy w Polsce nie był, ani nie miał żadnych innych źródeł na temat Mieszka I. Ale badając tekst, on chyba jednak miał tę wersję Al Bekriego, czyli tą wersję najstarszą, którą my również dysponujemy szczęśliwie. I doszedł do wniosku, że raczej trzeba napisać, że Mieszko właśnie tych koni nie miał. Więc Gerard Labuda zastanawiał się, czy rzeczywiście Mieszko I już dysponował konnicą, czy może to jednak dopiero dalszy rozwój państwa sprawił, że ta pancerna konnica zaczęła funkcjonować. Natomiast w tej najstarszej wersji XI-wiecznej wersji relacji Ibrahima ibn Jakuba, nie ulega wątpliwości, że Mieszko wedle Ibrahima, słowa Ibrahima powtarza Al Bekri, czyli taki właśnie kordobański intelektualista, który w drugiej połowie XI wieku miał do dyspozycji relację i częściowo ją przepisywał, częściowo ją wykorzystywał, parafrazował słowa Ibrahima i tam konie się pojawiają jako jeden z tych darów, jeden z tych elementów wyposażenia tej właśnie doborowej grupy wojowników, tego doborowego oddziału wojowników, który Mieszko I przy sobie utrzymywał. Więc nie ulega wątpliwości, że te konie mieli. Ibrahim nazywa też tych doborowych wojowników Mieszka pancernymi, więc musieli mieć jakąś broń ochronną. I tu na myśl przychodzą kolczugi, które są takim rozwiązaniem wczesnośredniowiecznym, bardzo typowym i właściwie trudno sobie wyobrazić tutaj coś innego. W sytuacji, kiedy słyszymy i jest to wiarygodna informacja, że Mieszko I także takie właśnie uzbrojenie ochronne zapewniał swoim wojownikom, też wiemy to z materiału archeologicznego, że tą podstawową bronią musiały być miecze. Możemy sobie wyobrażać jak najbardziej włócznie, łuki też. Z łukami jest trochę trudniej z uwagi na słabe zachowanie łuków w tym materiale pozyskiwanym przez archeologów. Natomiast właściwie czemu nie zakładać, że łuki, które są też taką w tym regionie we wczesnym średniowieczu bronią powszechnie znaną, czemu by wojownicy Mieszka mieliby nie mieć także i łuków, więc tutaj można też odpowiadać na to pozytywnie. I zresztą archeologia cały czas dostarcza nowych przykładów. Jakieś parę miesięcy temu w Wiśle pod Włocławkiem został znaleziony miecz, który jest mniej więcej datowany, to datowanie metalu oczywiście nie jest tak precyzyjne jak datowanie drewna pozyskiwanego archeologicznie, ale też tutaj konkretne przykłady tego uzbrojenia są przez archeologów znajdowane.
- Tutaj pytałem o to, czego nie mieli, to troszkę może zabawnie brzmiało, ale rzeczywiście na tej grafice, którą wspominałem, ci jeźdźcy zachodni ewidentnie są lepiej opancerzeni i mają kopie, a w cudzysłowie „nasi”, co ciekawe są na koniach i mają łuki, więc to tak na modłę wschodnią i kopii nie mają.
- To oczywiście jest kwestia z jednej strony, to przedstawienie jest późniejsze, więc kopie są już elementem wynikającym z upowszechniania się uzbrojenia rycerskiego i w ogóle upowszechnianiem się sposobu walki, który jest już ściśle związany z kulturą rycerską, a więc jest tym zjawiskiem już nieco późniejszym. W czasach Mieszka jeszcze nie ma kultury rycerskiej i nie ma tych wykształconych sposobów walki, które my kojarzymy z właśnie tak zwanym dojrzałym średniowieczem i późnym średniowieczem. Natomiast na tej ilustracji widać pewien stereotyp, który jest obecny u Thietmara i pewnie jeszcze, jeszcze będziemy o nim rozmawiać, ale jest obecny w historiografii, w różnego rodzaju utworach, także i później, bo to kojarzenie Polaków z jakimiś gorszymi albo bardziej barbarzyńskimi sposobami walki na przykład, jest bardzo dobrze obecne w takiej dwunastowiecznej kronice poświęconej zresztą Słowianom. Kronice Helmolda z Bozowa, czyli takiego proboszcza, któremu została oddana placówka na terytoriach słowiańskich I z uwagi właśnie na to duszpasterstwo prowadzone wśród Słowian Helmold się bardzo Słowianami i historią i kulturą interesował. Ale ponieważ sam był niemieckojęzycznym obywatelem cesarstwa, więc uważał, ż tutaj właśnie też niesie jakąś misję cywilizacyjną, co implikowało takie właśnie spojrzenie, że my jesteśmy, my Sasi czy ludzie z Cesarstwa, ludzie z Zachodu jesteśmy cywilizowani, natomiast ci Słowianie dopiero te cywilizacje chłoną. Więc takie przekładanie tego również na pewne wyobrażenia o sposobach walki i uzbrojenie, którym się posługują Słowianie i różne grupy Słowian, to jest pewien stereotyp, który też na tej ilustracji pokutuje.
Część druga. Najemnik czy książę?
„A co się tyczy kraju Mieszka, to jest on najrozleglejszy z krajów. Obfituje on w żywność, mięso, miód i rolę orną. Ma on 3000 pancernych podzielonych na oddziały. Daje on tym mężom odzież, konie, broń i wszystko, czego tylko potrzebują. A gdy jednemu z nich urodzi się dziecko, on każe mu wypłacać żołd od chwili urodzenia, czy będzie płci męskiej, czy żeńskiej”.
- W poprzedniej części rozmawialiśmy o tym, jak nas widzieli, jak nas pisali. Niektórzy, którzy nas widzieli, dobrze o nas pisali. O kronikach i kronikarzach będziemy rozmawiać z profesorem Żmudzkim w innym odcinku. Natomiast tutaj przed chwilą usłyszeliśmy słynny i dość znany zapis relacji żydowskiego podróżnika, prawdopodobnie żydowskiego, prawdopodobnie handlarza niewolników Ibrahima ibn Jakuba, bo nie był to taki zwykły podróżnik krajoznawca.
- To, że Ibrahim był Żydem, to my wiemy na pewno, bo tak go prezentuje właśnie Al Bekri i wspomina, że Ibrahim był Izraelitą, jak to ujął Al Bekri. Natomiast raczej nie był handlarzem niewolników. On się interesował handlem niewolnikami. Ale my też się interesujemy handlem niewolnikami, a sami tego procederu na szczęście nie uprawiamy. Natomiast to, co my wiemy o Ibrahimie na pewno to wiemy to, że był posłem kalifa. To była misja dyplomatyczna. Wysłanym na dwór cesarza Ottona I. I wiemy z relacji Ibrahima, że Ibrahim na dwór cesarza dotarł. Rozmawiał z Ottonem I, co zresztą też dla szczegółów relacji niewykluczone, że o Mieszku I opowiadał Ibrahimowi właśnie Otton I. To jest niewykluczone. Natomiast wiemy też, że kiedy Ibrahim wyruszył w drogę powrotną, to cesarz poprosił go o pewne słynne relikwie, które były w jednym z hiszpańskich klasztorów przechowywane. I marzeniem cesarza było to, żeby kalif mu te relikwie wysłał. Więc była to z całą pewnością misja dyplomatyczna, ale misja dyplomatyczna, która zaowocowała taką dość obszerną relacją, ale relacją w gruncie rzeczy dość typową, bo my wiemy, że w kręgu arabskim tego typu literatura, jak to się określa, kosmograficzna, czyli po prostu opisy świata, zawierają pewien zestaw interesujących tematów, które są wykorzystywane i które służą do opisu jakichś ludów czy jakichś rejonów świata. W związku z tym Ibrahim interesuje się wieloma rzeczami, ponieważ one wchodzą do kanonu opisu świata, który wydaje się interesujący, jest czytany w tym właśnie kręgu arabskim. To się oczywiście wywodzi z tych starożytnych opisów świata i tu pewnie takim najsłynniejszym autorem, też pewnie pierwszym znanym nam w tak szerokim zakresie, jest Herodot, który też przecież takie opisy różnych ludów egzotycznych w swoich Dziejach zawarł. Więc ta tradycja po prostu jest w świecie arabskim kultywowana. I Ibrahim jakby wedle tego właśnie kwestionariusza pytań czy kwestionariusza rzeczy interesujących tę swoją relację konstruuje. Natomiast był to dyplomata i to nie ulega wątpliwości, bo to wiemy z tych właściwie nie budzących żadnych kontrowersji czy wątpliwości szczegółów relacji, które się zachowały. A więc on oczywiście opowiada o tym handlu niewolnikami i nawet daje takie rady, że słowiańscy niewolnicy w Italii na przykład jest im za gorąco. Ale to jest raczej kwestia tego, że on się o tym dowiaduje, niż kwestia tego, że on sam taki proceder uprawia, bo to trudno sobie wyobrazić godzenie tego z tą misją dyplomatyczną. Natomiast wiemy oczywiście, że inni kupcy żydowscy docierali do Mieszka, kupowali niewolników, Mieszko ich pewnie sprzedawał, choć tego w takich zupełnie bezpośrednich jakichś przekazach źródłowych nie mamy. Ale to jest ta najbardziej prawdopodobna hipoteza, jeśli chodzi o to, za co Mieszko I to swoje władztwo zbudował, to zakłada się, że właśnie handel niewolnikami jest tutaj tym procederem numer jeden, procederem najbardziej dochodowym. I wiemy o innych władcach słowiańskich z czasów Mieszka, na przykład o Bolesławie II, to wiemy dzięki „żywotom świętego Wojciecha”, że właśnie tymi niewolnikami handlował z całą pewnością więc jakby trudno założyć, że Mieszko I nie handlował. Poza tym, wiemy też na pewno, to już wynika z odkryć archeologicznych o srebrnych monetach, które docierają do tych właśnie ziem, które z całą pewnością były już pod władzą Mieszka. I też trudno wyobrazić sobie, za co to srebro, bez właśnie zaangażowania tutaj czy postawienia takiej hipotezy, że to właśnie handel niewolnikami był tą przyczyną pozyskiwania srebra. Więc to tyle jeśli chodzi o handel niewolnikami, natomiast Ibrahim jest jednym z tych autorów, którzy piszą bardzo ciepło o Mieszku, bo on właściwie swoją relację o Mieszku zaczyna od zupełnie jednoznacznych komplementów, bo tak należy traktować tą informację, że państwo Mieszka było najrozleglejsze ze wszystkich państw słowiańskich, co wydaje się nawet chyba nie do końca odpowiadać realiom czasów, kiedy Ibrahim podróżował na dwór Ottona, czyli lata 60. X wieku, a nawet jak się dziś zakłada samemu początkowi, to jest być może sam początek lat 60. I też Ibrahim daje taką krótką pochwałę dóbr, które można pozyskać w kraju Mieszka, więc dowiadujemy się, że to jest bardzo taki kraj mlekiem i miodem płynący, choć lesisty, prawda? Właściwie Ibrahim jest jednym z tych autorów, którzy z całą pewnością komplementują Mieszka, co może być oczywiście efektem też bliskiej już i przyjaznej relacji Mieszka I z cesarzem.
- 3000 pancernych miał mieć Mieszko. Oczywiście w realiach późniejszych bitew czy naszej historii to nie jest jakaś liczba, która robi wrażenie, ale jest wiek X. To chyba zacna drużyna? I dość trudna do utrzymania z logistycznego punktu widzenia. Jak to musiało być zorganizowane?
- Próbowano to nawet przeliczać. Historycy z końca XIX wieku podejmowali tutaj próby jakiegoś takiego oszacowania, jakie są tego koszty i dochodzili do wniosku, że relacja Ibrahima jest całkowicie niewiarygodna. Ta liczba oczywiście jest liczbą, której my zupełnie zweryfikować nie potrafimy. Znaczy potrafimy tylko w ramach pewnych proporcji, prawdopodobnych proporcji i tu raczej wydaje się, że chyba Mieszkowi w ogóle nie była potrzebna aż tak wielka siła zbrojna do tego co nieco właśnie zrobił. Bo my z bardziej wiarygodnych źródeł znamy, czy zakładamy, że mamy jakieś informacje na temat na przykład liczebności wojsk cesarskich wyprawiających się do Italii? I z tego wynika, że raczej trudno wyobrazić sobie, żeby Mieszko miał aż 3000 zbrojnych, zwłaszcza tak dobrze uzbrojonych. Ale w gruncie rzeczy ta liczba nie ma aż tak dużego znaczenia. Bo właściwie zastanawiając się, co Ibrahim chciał nam powiedzieć podając tę liczbę, to chciał nam powiedzieć, że to jest po prostu bardzo silna armia i my nie umiemy powiedzieć, czy to jest 300, czy to jest 500, czy 150. Nie jesteśmy w stanie precyzyjnie powiedzieć, ile Mieszkowi tych wojowników było potrzebnych do tego, co robił i jakie terytorium kontrolował i jakie przedsięwzięcia podejmował. Natomiast wiemy, że taką siłę zbrojną, wystarczającą do tego miał i to musi być dla nas wystarczająca informacja. Więc Ibrahim chciał powiedzieć, że duża, ponieważ był człowiekiem z innego świata, ze świata znacznie gęściej zaludnionego. Świata gdzie to trzy tysiące dopiero robiło wrażenie, no to dlatego taką liczbę podał. Więc tutaj nie możemy się przywiązywać do tej liczby jako w pełni precyzyjnej informacji o tym, ile rzeczywiście Mieszko miał tych wojowników. Powinno nam wystarczyć to, że sama esencja informacji jest tutaj wiarygodna. I też z jakiś powodów takiej logiki myślenia historycznego musimy być pewni, że Mieszko I na pewno siłę zbrojną posiadał, więc tutaj esencja tej informacji jest wiarygodna. Tu jeszcze jedno trzeba dodać, bo ten opis drużyny, zwłaszcza to, co właściwie historyków wojskowości mniej zawsze interesowało, czyli opis niezwykle bliskiej, quasi rodzinnej relacji między Mieszkiem I a jego wojownikami, jest też komplementem. Ibrahim właściwie całą swoją wypowiedź o Mieszku I zbudował z takich szczegółów, które świadczą o Mieszku jak najlepiej. I to nie tylko właśnie ta wspomniana już żyzność kraju czy właśnie rozległość kraju, ale także to, że Mieszko I na przykład zapewnia możliwość małżeństw dzieciom swoich wojowników i wręcz płaci dary ślubne. I to zarówno za synów, jak i za córki wojowników tej swojej drużyny, jak my nazywamy ten oddział Mieszka, takim słowiańskim terminem drużyna, wziętym zresztą ze źródeł ruskich, słowiańskojęzycznych, mówiąc ogólniej. Natomiast też wiemy, że utrzymuje te dzieci, płaci od pierwszego dnia ich życia, płaci, łoży, po prostu utrzymuje dzieci swoich wojowników. Więc rysuje się tutaj taki obraz właściwego życia rodzinnego. Jakby Mieszko opiekuje się tymi rodzinami i dokłada wszelkich starań, żeby ci jego wojownicy właśnie w tym życiu rodzinnym funkcjonowali jak najlepiej i w sposób jak najbardziej dla siebie satysfakcjonujący, co wynika z tego, że życie rodzinne jest traktowane w X wieku i to międzykulturowo, bo pisze to Żyd mieszkający w muzułmańskiej Andaluzji, a opowiada o jakiś barbarzyńcach, przecież Mieszko jest poganinem jeszcze w ogóle w czasach, kiedy Ibrahim jest na dworze Ottona I. Informacje częściowo pochodzą od chrześcijańskiego cesarza Zachodu, czyli Ottona I, a więc jest to międzykulturowy konsensus polegający na tym, że cywilizacja opiera się na tym, że powinny być małżeństwa, powinno być życie rodzinne właściwie zorganizowane i jeśli władca osobiście się w to angażuje, to jest to wielki, wspaniały władca, którego się w ten sposób chwali. Więc mamy tutaj do czynienia z relacją, która jeśli mamy wątpić w jej wiarygodność, to właśnie z tego względu, że to jest po prostu zespół arcykomplementów pod adresem Mieszka I. Ale cóż, tutaj nie ma też jakichś takich poważnych kontrargumentów, które by pozwalały tak zupełnie zanegować tę relację. Poza tym, że rzeczywiście Ibrahim odwołuje się tutaj do pewnego ideału. A więc to jest tak naprawdę wypowiedź o Mieszku I jako o władcy idealnym.
Część trzecia. Słowiańskie Amazonki.
„Na ogół Słowianie są skorzy do zaczepki i gwałtowni i gdyby nie ich niezgoda wywołana mnogością rozwidleń ich gałęzi i podziałów na szczepy, żaden lud nie zdołałby im sprostać w sile”.
- I znowu Ibrahim ibn Jakub ponownie pozytywnie na temat naszych przodków, na temat Słowian. Są skorzy do zaczepki, ale co tak naprawdę wiemy o działaniach zbrojnych Mieszka? Powiedzieliśmy, że ta bitwa pod Cedynią to może nie do końca tak, jak sobie to wcześniej wyobrażano. Panie profesorze, wydaje się, że jednak to musiały być jakieś inne działania z udziałem drużyny Mieszka. Może bardziej spektakularne niż ta Cedynia? Może nawet bardziej krwawe? Bo ten Mieszko chyba jakieś powinności na rzecz cesarza musiał świadczyć na tych terenach?
- Tu zacznę może dokładnie od tego cytatu dotyczącego Słowian. To jest i pochwała, i niepochwała, bo jednak Ibrahim zwraca uwagę na to, że gdyby byli razem, a razem nie są i wiemy z innych fragmentów relacji Ibrahima ibn Jakuba. Czy tu już ostrożniej mówić o po prostu przetworzonej tej relacji przez Al Bekriego, że właśnie ta umiejętność działania razem bądź jej brak jest też taką granicą cywilizacji. Jak ktoś umie działać razem, to jest cywilizowany, jak nie umie, to tutaj widać, że w całej tej wypowiedzi Al Bekriego opartej na relacji Ibrahima ibn Jakuba, Mieszko rysuje się jako taka ostoja cywilizacji także w tym świecie słowiańskim, bo właśnie inni Słowianie są gorsi. Tam zresztą wraca sprawa małżeństw, np. Ibrahim czy Al Bekri w tej swojej opowieści o Słowianach pokazuje też takie kuriozalne przypadki braku jakiegoś prawa małżeńskiego i jakiegoś takiego cywilizowanego myślenia o małżeństwach, co właśnie jest kontrastem, takim znakomitym kontrastem, kontrapunktem dla tej wypowiedzi o Mieszku I. I tak samo jest z tym wojowaniem, że właśnie na przykładzie czy na tle tego, jak funkcjonują Słowianie widać, że Mieszko, który ma tę zorganizowaną siłę zbrojną, jest takim gwarantem cywilizacji. Natomiast przechodząc do wojen, to tutaj przede wszystkim trzeba zacząć od tego, że bitwa pod Cedynią czy tym Zedini nie jest pierwszą znaną nam bitwą Mieszka I. Właściwie to drugie z najstarszych źródeł, które opowiadają o Mieszku, czyli Kronika Widukind wspomina o dwóch bitwach, przegranych zresztą przez Mieszka, z Grafem Wichmanem, a więc ciotecznym bratem cesarza Ottona I który był śmiertelnie pokłócony z cesarzem, ze swoim ciotecznym bratem i szkodził mu jak tylko mógł. Szkodził mu nawet w najtrudniejszych dla Ottona I momentach, na przykład w czasie wielkiego najazdu węgierskiego w 955 roku, kiedy to Otton odniósł takie fundamentalne dla siebie zwycięstwo na Lechowym Polu, a Wichman razem ze Słowianami połabskimi najechał wówczas Saksonię, próbując wbić cesarzowi nóż w plecy. Więc rzeczywiście Wichman był takim najgorszym wrogiem cesarza, a jednocześnie była to trudna sytuacja, bo jednak był to jego cioteczny brat, a więc najbliższa rodzina i dowiadujemy się od Widukind o Mieszku właśnie w tym momencie, w którym Wichman postanawia zaatakować Mieszka. Wiemy od Widunda, dwukrotnie go pokonał, a nawet w jednej z tych bitew zginął rodzony brat Mieszka I. Niestety Widukind nie podał imienia, więc nie wiemy jak ten brat miał na imię. I od tego zaczyna się ta historia relacji Mieszka I z cesarzem. Ponieważ Mieszko I musi podjąć walkę z Wichmanem, który mu zagraża. W tym momencie dochodzi do małżeństwa Mieszka I z Dąbrówką i Mieszko I, to wszystko wiemy od Widukinda, uzyskał 300 wojowników od swojego teścia, czyli księcia czeskiego Bolesława I. I z tymi wojownikami w 967 roku pokonał Wichmana i w czasie walk już właściwie po tej głównej bitwie, Wichman został zabity przez ludzi Mieszka, co dla cesarza było takim najwygodniejszym rozwiązaniem. Bo cesarz miał czyste ręce. To nie on, to Mieszko I, walcząc z Wichmanem doprowadził do tego, że Wichman... Widukind opowiada o tym tak, jakby w ogóle Wichman sam, przez własną pychę i głupotę doprowadził do tego, że zginął, bo nawet Mieszko oferował mu honorową kapitulację i to, że odeśle go do cesarza. Ale Wichman kręcił i zachowywał się niewłaściwie, więc w końcu został zabity przez jakichś takich najzwyczajniejszych, przez jakichś takich jakby najniżej w hierarchii usytuowanych wojowników Mieszka I. I w związku z tym cesarz miał kłopot z głowy, a jednocześnie miał czyste ręce i czyste sumienie. Bo to nie on był tym, który doprowadził do śmierci swojego ciotecznego brata. A więc od tego zaczyna się ta bliska relacja Mieszka I z cesarzem, która właśnie owocuje tym znanym nam od Widukind terminem: przyjaciel cesarza. Jako właśnie terminem określającym status Mieszka I w Cesarstwie. Status wysoki. Trzeba powiedzieć, że Mieszko właśnie dzięki tej sprawie Wichmana osiąga osiąga status porównywalny z jakimś statusem jakichś właśnie arystokratów saskich, tak by to można było ująć. Więc to są te wojny, które jeszcze przed tym konfliktem z Hodonem były prowadzone przez Mieszka. Natomiast o większości wojen Mieszka, zwłaszcza tych, które by nas najbardziej interesowały, czyli tych wewnętrznych, jakby pokazujących budowanie władztwa Mieszka my niestety nic nie wiemy. Tu archeologicznie da się stwierdzić niszczenie na przykład starych grodów, jakichś takich lokalnych ośrodków władzy, które pewnie nie chciały się dobrowolnie podporządkować Mieszkowi, więc Mieszko je niszczył. Ale to dość taka ogólnikowa wiedza. Nie wiemy, jak Mieszko zaprowadzał swoją władzę gdzieś na Mazowszu, bo wszystko wskazuje na to, że już Mieszko I je podporządkował. Być może częściowo Pomorze Nadwiślańskie też i może częściowo ziemię sandomierską, może tą późniejszą ziemię łęczycką, która też mogła być podporządkowana już właśnie w czasach Mieszka. Ale niestety zupełnie szczegółów tutaj żadnych nie mamy i niewiele o tym wiemy.
- No to jeszcze ciekawostka, czyli spostrzeżenia Ibrahima ibn Jakuba związane z kobietami na koniach, bo miał widzieć na naszych ziemiach nawet i Amazonki. Co to jest za historia? Czy kobiety Słowian także chwytały za miecz?
- Jest to wspaniała historia i wiemy nawet, od kogo ją Ibrahim usłyszał, bo Ibrahim sam nie twierdzi, że widział. Natomiast opowiada o tych właśnie quasi Amazonkach. Ten termin nie pada. Myślę, że Ibrahim mógł go znać, bo ta znajomość również jakichś właśnie terminów greckich w Andaluzji X wieku wydaje się nawet pewna. Natomiast w relacji Ibrahima pada termin miasto kobiet, czyli jakby państwo kobiet. Tak te szczególne miejsce jest nazywane. I Ibrahim, wiedząc, że rzecz może się wydawać jego czytelnikom mało wiarygodna, powołuje się na najwyższy autorytet. Stwierdza, że miasto kobiet istnieje naprawdę, ponieważ powiedział mi o tym Otto król rzymski, czyli cesarz, czyli Otto I. I tacy historycy, na przykład Józef Widajewicz, historycy nowocześni, wręcz się zżymali, jak cesarz mógł rozmawiać o tak niepoważnych sprawach z Ibrahimem? To nie jest niepoważna sprawa. To jest też element takiego właśnie dyskursu cywilizacji i braku cywilizacji. Bo to miasto kobiet świetnie pasuje do tej kwestii właściwego życia rodzinnego wojowników Mieszka I. Bo w tej partii relacji Ibrahima ibn Jakuba dowiadujemy się, że właśnie dobry władca organizuje życie swoich wojowników. I nieprzypadkowo kładzie się nacisk także na to, że córki są także utrzymywane przez władcę i wodza tej drużyny. Natomiast w mieście kobiet dzieją się rzeczy straszne, to znaczy pasujące oczywiście do tego mitu Amazonki. Mamy do czynienia z takim długim trwaniem pewnego kulturowego przekonania o tym, że właśnie w tego typu tworach jednopłciowych dochodzi do tego, że niemowlęta płci męskiej są zabijane, a wychowywane są tylko dziewczynki i nie ma małżeństw, ponieważ te właśnie obywatelki miasta kobiet współżyją ze swoimi niewolnikami. A więc to w ogóle jest żaden związek, bo niewolnik nie jest traktowany jako w pełni człowiek. W związku z tym chodzi o utrzymywanie tej niewłaściwej z punktu widzenia autorów i z pewnością przez wszystkich tych, którzy sobie opowiadali te historie niewłaściwej konstrukcji społeczeństwa. Społeczeństwa wadliwego, społeczeństwa niepełnego, które jest takim społeczeństwem postawionym do góry nogami. Taki właśnie obraz świata na opak jest tutaj właśnie rysowany. Zresztą w ogóle te starożytne opowieści o Amazonkach też najczęściej taką rolę spełniają, że to jest albo świat jakiegoś dalekiego barbarzyństwa, że tam zaraz koło Amazonek, są jacyś psiogłowcy, albo ludzie, którzy w ogóle nie mają głów, tylko mają twarze na piersi, albo jacyś skiapodzi, którzy mają tylko jedną nogę. Więc to jest w ogóle element takiego już pogranicza znanego świata, gdzie są rzeczy kuriozalne, dziwne. I tutaj także ten element w relacji Ibrahima ibn Jakuba się pojawia. Tym bardziej że zarówno z punktu widzenia Ottona I, jak i z punktu widzenia Ibrahima niebezpieczna jest północ. I dowiadujemy się, że miasto kobiet jest właśnie na północ od kraju Mieszka, a więc jest właśnie w tej sferze niebezpiecznej, dziwacznej, niespecjalnie znanej, gdzie sytuuje się właśnie takie horrendalne zjawiska, którym trzeba dawać odpór. I ten Mieszko jest takim pierwszym cywilizowanym miejscem, które graniczy z tym niecywilizowanym miastem kobiet. A więc to w takich kategoriach trzeba rozważać. Tam w ogóle nie pojawia się zresztą informacja, że te kobiety w mieście kobiet to są Słowianki. To jest w ogóle jakby wyjęte już z tego dyskursu, takiego, dziś powiedzielibyśmy, etnicznego, ale tego właśnie dyskursu o Słowianach, którzy są jakąś grupą, ale to miasto kobiet jest jakby wyjęte, jest zupełnie czymś innym. Więc moim zdaniem nie da się tego potraktować jako jakiegoś sygnału, że mogą funkcjonować jakieś oddziały kobiece właśnie też nie wiem gdzie, bo to jest trochę takie już ubi leones.
- Historia drużyny Mieszka, rozmowa o drużynie Mieszka, rozmowa o wojach Mieszka to jest rozmowa o rodzeniu się pewnego rodzaju elity tego państwa. W pewnym momencie w średniowiecznej Europie pojawia się termin rycerz. W języku polskim ten termin pochodzi od niemieckiego Ritter, który oznacza jeźdźca od łacińskiego ride, tak?
- To jest germańskie słowo. Z łaciną to nie ma nic wspólnego. Po łacinie, nawet w takiej oficjalnej terminologii prawnej rzymskiej, eques to jest rycerz. To słowo jest niemieckie. Bo rzeczywiście w Polsce kultura rycerska jest przede wszystkim za pośrednictwem krajów niemieckich i Czech, bo tu zakłada się właściwie, że ten polski rycerz został nie bezpośrednio od Ritter, tylko za pośrednictwem języka czeskiego zaadaptowany. I zresztą Czechy też są takim krajem transmisji kultury rycerskiej do Polski właśnie w XIII wieku przede wszystkim. No właśnie, ale jeśli chodzi o to, na ile ci wojownicy Mieszka i są zaczątkiem jakiejś elity społecznej w Polsce, to tu niestety jest poważny problem. To znaczy historycy najczęściej intuicyjnie, nie na podstawie jakichś konkretnych informacji płynących ze źródeł, po prostu intuicyjnie zakładali, że to chyba musiało tak być, że właśnie ci wojownicy drużyny zakładano, że ta drużyna jest jakoś hierarchizowana już nawet w czasach Mieszka I czy w ogóle pierwszych Piastów. My tego niestety nie wiemy. Ta analogia ze źródeł ruskich ona jest trochę taką, w moim przekonaniu analogią fałszywą, to znaczy tam pojawia się pojęcie starszej i młodszej drużyny, ale w moim przekonaniu to wcale nie oznacza tego, że jest jakaś elita, jak oficerowie drużyny i szeregowi członkowie drużyny. To już jest trochę takie wyobrażenie, raczej inspirowane nowoczesną armią niż tym, co w tych źródłach rzeczywiście się znajduje. Natomiast problem polega na tym, że my po prostu nie wiemy, nawet jesteśmy w stanie dzięki Thietmarowi założyć, że taki Przybywoj i Odylen, czyli ci dwaj nieszczęśnicy, którzy przeciwstawili się Bolesławowi I w momencie, kiedy on postanowił wygnać macochę i swoich przyrodnie braci i samodzielnie objąć całą schedę po Mieszku I. I oni prawdopodobnie byli dróżnikami. Tak, wydaje się to najbardziej prawdopodobne. Ale to są wszystko informacje, które nie mają kontynuacji. Problem polega na tym, że my wiemy i z wszelkich przesłanek możemy przyjmować, że najbardziej wiarygodnym rozwiązaniem jest to, że Mieszko I ma drużynę. Bolesław Chrobry ma swoją drużynę. Mieszko II ma swoją drużynę i pewnie też to trwa jeszcze w tak zwanej drugiej monarchii, czyli Kazimierz Odnowiciel, Bolesław II i tak dalej. Natomiast my nie wiemy, czy to się przekłada na taką elitę, którą my znamy już z czasów, o których opowiada Gall Anonim. To znaczy od czasów Galla Anonima wiemy, że istnieje taka elita, która przekazuje tę swoją pozycję dziedzicznie. I to już wiemy na pewno. Od przełomu XI i XII wieku. W przypadku niektórych, jak na przykład Sieciecha, możemy to nawet widzieć właśnie w czasach Władysława Hermana, czyli nawet jeszcze w XI wieku. Ale to jest sam początek. Więc co się dzieje przez cały XI wiek, to my tego po prostu nie wiemy i nie możemy założyć, że to musiało się jakoś rozwijać, bo też drużyna, jak przyjrzeć się dokładnie źródłom, okazuje się takim tworem ściśle związanym z konkretną osobą. To znaczy to, że Mieszko I ma drużynę to nie znaczy, że ta drużyna jest instytucją państwową. Czyli nie znaczy, że jak umiera Mieszko I, to tę drużynę przejmuje Bolesław Chrobry. I to są ci sami ludzie, którzy dokładnie tak samo funkcjonują. Nie. Raczej wszystkie źródła wskazują na to, że taki Bolesław Chrobry, zresztą jego przejęcie władzy po Mieszku I wcale nie jest takie oczywiste, bo są inni konkurenci albo. A wszystko wskazuje na to, że Mieszko I życzył sobie, by wszyscy jego synowie podzielili po prostu między siebie to jego władztwo. I Bolesław Chrobry musi mieć własną drużynę. To jest ten klucz do sukcesu, który on odnosi, co wiemy od Thietmar, że rzeczywiście wygnał tę macochę, wygnał tych swoich przyrodni braci i staje się jedynowładcą, ale nie dlatego, że on ma jakiś tytuł do przejęcia tej drużyny ojca, tylko wszystko wskazuje na to, że on ma własną drużynę. My to dobrze znamy dzięki Gallowi Anonimowi, który opowiada o tym, jak funkcjonuje młody Bolesław III, którego my nazywamy Krzywoustym. Gall go tak nie nazywał. I wiemy, że ta kariera wojownicza Bolesława III zaczyna się właściwie w dzieciństwie i zaczyna się z grupą rówieśniczą. A więc jeśli traktować to realnie, jako pewien wyraz tego, co rzeczywiście się dokonało, to analogicznie Bolesław I musiał mieć swoją drużynę. A więc raczej mamy do czynienia ze stałą wymianą elit. Umiera Mieszko I i ci wojownicy, którzy pewnie jeszcze życzyli sobie, by wola Mieszka I była podtrzymana, są raczej wrogami Bolesława niż ludźmi, których on może przejąć i potem się nimi posługiwać w trakcie swoich rządów. I pewnie jest tak później. Więc niestety my nic nie wiemy o tym, jak zarządzają pierwsi Piastowie, a nawet w drugiej monarchii na początku jak zarządzają władcy swoimi ziemiami i głównymi grodami nawet. Więc dopiero od czasów Galla wiemy, że ta elita funkcjonuje. Natomiast czy ona się wywodziła z drużyn, czy nie? Ona wydaje się dużo węższa. Jest jeszcze jedna sprawa. To znaczy drużyny z tego, co my wiemy o funkcjonowaniu wojowników władcy we wczesnym średniowieczu, ci ludzie raczej mają status służebny. Oni raczej są sługami i kładzie się nacisk na wręcz taką ich niepełną wolność, niż są jakimiś wielkimi panami, którzy po prostu służą władcy. A więc ich status zależy od tego, że są czyimiś ludźmi. Są ludźmi kogoś bardzo ważnego. Ale nie do końca wiemy, jak to się przekłada na ten świat zewnętrzny. Tu jest problem. Po prostu nie mamy źródeł, które by nas precyzyjnie informowały o funkcjonowaniu elit w państwie Piastów aż do czasów Galla Anonima. Ale Gall Anonim opowiada w tak szczegółowy sposób właściwie wyłącznie o czasach sobie współczesnych, z jednym wyjątkiem z wyjątkiem Miecława, który miał być cześnikiem Mieszka II. A więc Cześnik to jest raczej funkcja drużynnicza, jak to już badacze zauważyli jakiś czas temu. Ale Miecsław staje się wrogiem Kazimierza, bo nie uznaje jego władzy. A więc właśnie dochodzi też do takiego mechanizmu, że Mieczysław, który był sługą Mieszka II, wcale nie uważa, że musi służyć synowi Mieszka II. Więc to jest w gruncie rzeczy przykład pokazujący, że ciągłość tej elitarnej pozycji jest niemożliwa. Chyba, że Miecsław sam po prostu próbuje zostać takim właśnie panem Mazowsza i buduje swoją pozycję, ale już w ewidentnej kontrze wobec tradycji, że to Piastowie rządzą Mazowszem czy innymi ziemiami. A więc mamy tutaj dość skomplikowaną sytuacją. Ale i tak przed Gallem Anonimem praktycznie nic nie wiemy o funkcjonowaniu elit w państwie Piastów. To jest ten poważny problem.
- I to była dobra puenta, dlatego że w następnym odcinku i spotkaniu z profesorem Pawłem Żmudzkim będziemy właśnie rozmawiać nie o tych, którzy władali mieczem, ale o tych, którzy władali piórem. Między innymi o postaciach naszych wybitnych kronikarzy. Dziękuję bardzo za wizytę w podcaście Muzeum Historii Polski, a Państwa zapraszam do subskrypcji kanału. Do usłyszenia, do zobaczenia. Dziękujemy za wysłuchanie podcastu. Zapraszamy do subskrypcji kanału Muzeum Historii Polski, tak aby nie ominęły Państwa kolejne odcinki.
Dane o obiekcie
-
Nazwa / Tytuł
Mieszko i jego Drużyna. Bitwa Pod Cedynią -
Rodzaj
-
Kategoria
-
Data wykonania
11/12/2024 -
Czas trwania
0h 53min 29sek -
Osoby występujące
-
Numer inwentarzowy
MHP-05-17372 -
Klasyfikacja praw autorskich
-
Permalink
Słowa kluczowe
Opis
Bitwa pod Cedynią - pierwsza batalii w historii polskiej wojskowości, symbol walki z niemieckim najeźdźcą i wreszcie choćby i dziś najdalej na zachód wysuniętego przyczółku naszej ojczyzny. Tylko czy słynna Cedynia to na pewno Cedynia, a sama bitwa bardziej niż zderzeniem dwóch armii była starciem lokalnych watażków, czyli Mieszka I i margrabiego Hodona?
Jak wyglądała pierwsza drużyna wojów Mieszka i czym różniła się od zachodniego rycerstwa? Czy najlepsi z zastępów księcia tworzyli późniejsze elity państwa Piastów czy byli raczej tylko najemnikami? Jak byli uzbrojeni? Czy prawdą jest że w zastępach piastowskich wojów walczyły kobiety, wręcz słowiańskie amazonki? Kim był Thietmar i Ibrahim ibn Jakub? Czy możemy wierzyć ich kronikom? Dlaczego próba rekonstrukcji zdarzeń z X wieku jest w ogóle możliwa?
O tym wszystkim w Podcaście Muzeum Historii Polski z serii Inne historie Polski. Rozmawiają Cezary Korycki i jego gość, prof. Paweł Żmudzki z Wydziału Historii Uniwersytetu Warszawskiego.