Między toporem a dybami. Zbrodnia i kara w dawnej Polsce - Mediateka - Muzeum Historii Polski w Warszawie SKIP_TO
Wizyta w muzeum Przejdź do sklepu
Podcasty
Audio

Między toporem a dybami. Zbrodnia i kara w dawnej Polsce

Muzeum Historii Polski (producent);

28/10/2022

Transkrypcja

        [00:00] [Prowadzący] To będzie odcinek przedstawiający prawdziwe staropolskie true crime, zbrodnie i kary w dawnej Polsce. Topór i dyby stanowiły jedne z najbardziej humanitarnych sposobów na resocjalizację, bo choć w przeszłości straszono naszych przodków piekłem, to złoczyńcom często tworzono prawdziwe piekło na ziemi. W odcinku z detalami i bez cenzury omówimy także jedną z najsłynniejszych egzekucji w naszych dziejach, prześwietlimy biografie szlachetnie urodzonych, którzy zeszli na ścieżkę bezprawia oraz zaskakujące źródła dochodów kata. Opowie nam o tym wszystkim prof. Andrzej Karpiński. Ja nazywam się Cezary Korycki i zapraszam na „1000 lat. Prześwietlenie – inne historie Polski.” Podcast Muzeum Historii Polski.

 

        Część I. Cechy rzezimieszków i piekło na Ziemi.

 

        [Lektor] „Przeto szalbierze w głębszej siedzą jamie, a duch ich z wielką boleścią się łamie. Dla gwałtowników jest pierwszy krąg cały, tak zbudowany, że ma trzy oddziały, bo trzem osobom szkodzi gwałt zuchwały: Bogu, bliźniemu i samemu sobie, który czynimy, bądź wprost na osobie bądź na jej dobru. A co moja mowa objaśni tobie przez następne słowa. Gwałt się dopełnia naprzeciw bliźniemu, gdy śmierć lub rany zadaje się jemu. Albo przez kradzież, łupież, podpalenie gwałtownie jego rujnuje się mienie. Więc mężobójcę, co śmierć zadawali, co podpalali, łupili, kradali w pierwszy są oddział strąceni w płomienie. Ten, co na siebie lub na własne mienie podnosi rękę, za takie szaleństwo idzie w dział drugi, na wieczne męczeństwo.”

 

        [Prowadzący] Dante Alighieri  w „Boskiej Komedii” przestrzegał, co czeka złoczyńców w piekle. Ale realia czasów średniowiecza były takie, że przestępcom gotowano to piekło na Ziemi. Chrześcijańska Europa, ale kara bez miłosierdzia.

 

        [Gość] No rzeczywiście można powiedzieć, że dominowała w tym okresie średniowiecza, a także i w epoce wczesnonowożytnej, kara eliminująca. Uznawano, że przestępca powinien zostać wyeliminowany ze społeczeństwa. Co prawda, dla osób z lepszych grup społecznych istniała możliwość okupienia się, wykupienia się, tak zwana główszczyzna, nawiązka. Nota bene bardzo różna, jeśli chodzi o przedstawicieli różnych grup społecznych. Za zabicie rycerza płacono dużo więcej, niż za zabicie zwykłego chłopa. Natomiast generalnie, z czasem to wynikało również z tego, że ówczesny system penitencjarny nie bardzo radził sobie. Tzn. te kary miały być odstraszające. One nie bardzo dawały sobie radę i przestępczość rozwijała się. To powodowało, że utrzymywano ten system kar, bardzo ostrych, z karą eliminującą, czyli karą śmierci na czele. Jednocześnie, prawda, tutaj uważając, że dla przestępcy, dla tego, który popełnia przestępstwo nie powinno być miłosierdzia.

               

              [Prowadzący] No właśnie wiemy na przykład, że w czasach Tudorów w Anglii wykonywano wręcz, po prostu przerażającą liczbę wyroków śmierci. A jak było nad Wisłą? Czy ta Constitutio Criminalis Carolina była surowsza od naszych kodeksów Królestwa Polskiego?

 

              [Gość] Bartłomiej Groicki, ten słynny prawnik krakowski z XVI stulecia, on właściwie adaptował i tłumaczył na język polski prawo niemieckie, to słynne „Zwierciadło saskie” i w związku z tym praktycznie przyjmował i również tę Constitutio Criminalis Carolina. Stąd jeśli chodzi o kwestię ferowania wyroków śmierci i odpowiedzialności za poszczególne przestępstwa, tu różnicy większej nie było. Na pewno w szczegółach można byłoby tutaj zwrócić uwagę na skalę przestępczości. Ta skala przestępczości jest tu może powiem mniej znana u nas, bo mamy mniej zachowanych akt kryminalnych. Być może, prawda, gdybyśmy mieli tak dobrze zachowane akta jak Włosi, czy właśnie Anglicy z epoki rządów Tudorów, to prawdopodobnie byłyby to liczby zbliżone. Zresztą tutaj jest jeszcze kwestia: co liczymy? Jeśli chodzi np. o wyroki śmierci spowodowane domniemanymi czarami, to tutaj nawet nie Anglia górowała, a górowały tereny niemieckie, górowały Niderlandy. Tutaj, jeśli chodzi właśnie o wyroki śmierci ferowane na domniemane czarownice, to my tutaj nie jesteśmy w czołówce, szczęśliwie. Co prawda, jesteśmy trochę w cudzysłowie „zapóźnieni”, tzn. wtedy, kiedy już w środkowej i zachodniej Europie te procesy o czary zaczęły zmniejszać się ich liczba, u nas się zaczęła zwiększać.

 

              [Prowadzący] A jaka była typologia przestępstw?

 

              [Gość] Ta typologia przestępstw jest dobrze znana. To mamy tutaj po pierwsze przestępstwa przeciwko życiu i mieniu, do tego… i zdrowiu oczywiście. To tutaj zaliczamy do tego i zranienie i pobicie, i zabójstwo i morderstwo, rozróżniając tutaj, prawda, [05:00] kwestię motywacji. I także gwałt zaliczamy do tych kar przeciwko życiu i mieniu. Mamy kary przeciwko własności prywatnej, czyli to są głównie kradzieże. Ale nie tylko, włamania, rabunki. Rozbój traktowany był właściwie jako przestępstwo obu tych kategorii, ponieważ to była kradzież, ale z zagrożeniem życia napadniętego. To samo jest z podpaleniem, ponieważ podpalenie tak naprawdę jest przestępstwem przeciwko mieniu, ale ponieważ bardzo często pociąga za sobą ofiary śmiertelne, w związku z tym traktowano je także jako przestępstwo przeciwko życiu i zdrowiu. No mamy niewątpliwie przestępstwa przeciwko religii i dobrym obyczajom, to jest jak gdyby trzecia kategoria przestępstw. Religii to będzie z jednej strony herezja, to będzie bluźnierstwo, ale także właśnie czary i magia. To jednocześnie właśnie będą wszelkie przestępstwa obyczajowe przeciwko rodzinie. Począwszy od cudzołóstwa przez kazirodztwo, przez sodomię, którą w tym czasie rozumiano w sposób dwojaki. To były zarówno pewnego typu właśnie odstępstwa seksualne typu homoseksualizmu, ale także to była dzisiejsza zoofilia, czyli stosunki ze zwierzętami, to będzie bigamia. To są te przestępstwa, które mi się w tej chwili nasuwają przeciwko rodzinie i tym dobrym obyczajom. Tutaj pominąłem przestępstwo, które też zaliczano właściwie do przestępstw przeciwko państwu i miastu, i władzom, bo jeszcze i taka kategoria była – fałszerstwo. No fałszerstwo monet na przykład, to jest tego typu przestępstwo, bardzo mało udokumentowane, ale bardzo ostro karane. No to oczywiście będą wszelkiego typu bunty, rebelie, crimen laesae maiestatis, czyli obraza majestatu królewskiego i tak dalej. Także tutaj ta typologia przestępstw była dosyć duża. Natomiast jeśli chodzi o system kar. Kary były dwojakiego typu: kary zwyczajne i kary, jak gdyby ekstraordynaryjne, nadzwyczajne. Kary zwyczajne najczęściej stosowane, mam na myśli kary śmierci, prawda, to będzie kara śmierci przez ścięcie i przez powieszenie, ewentualnie utopienie. Dlaczego? Dlatego, że złodziei wieszano, złodziejki z różnych względów raczej… no wyjątkiem jest Anglia, gdzie czasami wieszano, ale głównie albo ścinano, albo topiono. Też nic miłego, prawda? Obok tego mamy kary kwalifikowane, czyli prawda te ekstraordynaryjne, za najcięższe przestępstwa i będzie to kara łamania kołem, przeznaczona dla rozbójników, dla trucicieli, dla morderców z premedytacją. Ci sami przestępcy mogli być również ćwiartowani, bo ta kara też występowała, równie okrutna. No kara przez spalenie to tutaj będą oczywiście domniemane czarownice, to będą heretycy, to będą sodomici, to będą fałszerze i oczywiście podpalacze, jakoś to była kara odzwierciedlająca, prawda. Podpaliłeś? Giń w ten sam sposób. No i mamy też nietypową karę kwalifikowaną – zakopanie żywcem i przebicie palem. Bardzo ciekawe, przeznaczone dla… dzieciobójczyń głównie. Ta kara z takimi elementami, prawda, do końca niewyjaśnionymi, ale chodziło o to, że dzieciobójczyni, najczęściej to była młoda dziewczyna, która bezpośrednio po porodzie, być może w szoku poporodowym, zabijała to nowo urodzone niemowlę, tego noworodka. W związku z tym uważano, że jednocześnie zabija się nie tylko ciało, ale także i duszę, ponieważ nie było tego chrztu, jako takiego. Stąd może właśnie to takie rytualne przebicie serca właśnie palem, żeby ta dusza pokutująca potem nie wyszła, jakby no zagrzebanie żywcem nie jest też miłą karą, można powiedzieć. Tak wyglądała typologia kar dla różnych przestępców.

 

              [Prowadzący] Temat pala sam Pan wywołał i temat chciałbym rozwinąć, czy to tylko wyobraźnia Henryka Sienkiewicza czy to wbijanie na pal to była jakaś praktyka?

 

              [Gość] Ona w kodeksach karnych specjalnie nie była przewidziana, natomiast wykonywano ją. Na ziemiach polskich wykonywano ją… na ziemiach należących do Rzeczpospolitej wykonywano ją na terenach tam, gdzie walczono z Kozakami. I to trzeba powiedzieć, że obie strony tutaj były równie okrutne. Także tutaj, tutaj akurat Sienkiewicz nie przesadził, on w niewielu miejscach trochę ubarwił tę historię, ale tutaj nawlekanie na pal, nabijanie, miało miejsce. Na pal nabijano u nas, ale dosyć rzadko, rozbójników podgórskich, lub za szczególnie odrażające przestępstwa, czasami zdarzały się takie, przy zbiegu przestępstw, to znaczy trzy, cztery przestępstwa naraz, w ten sposób właśnie tutaj tego nieszczęśnika na tym palu osadzano lub tak, jak w przypadku Jerzego Janosika wieszano za żebro, no też nie ma takiej kary kwalifikowanej, ale wyjątkowo, prawda, powieszono go za jedno z żeber i w ten sposób, przedłużano mu, prawda, to konanie. Co można jeszcze powiedzieć z takich nietypowych kar? Jeśli już tutaj mówimy była też możliwość [10:00] teoretyczna i czasami robiono to – gotowano w oleju. To znaczy wrzucano do… też znowu, na ziemiach Polski ja nie spotkałem się osobiście z tego typu karą, ale wiem, że taka kara też mogła od czasu do czasu się zdarzyć, znowu w stosunku do szczególnie obrzydliwych przestępstw. Tak można byłoby powiedzieć. Jeśli chodzi teraz o samo karanie, oczywiście można było zaostrzyć, albo złagodzić sam wymiar tej kary, mianowicie, no bardzo często zdarzało się, chociażby nieszczęsnego Piekarskiego, prawda, szarpanie rozżarzonymi cęgami, rwanie kawałków ciała, zrywanie pasów skóry. W przypadku kary stosu też istniały dwie kategorie kary stosu. Można było na stosie, powiedzmy sobie, zbudować to bezpośrednio pod podsądnym, no i wtedy spalił się dosyć szybko, albo stos umieścić kawałek od niego i on wtedy po prostu gotował się, on się po prostu gotował, potrafił się całymi godzinami smażyć jeżeli ten stos był umieszczony kilka metrów od niego, on był przywiązany, nie mógł się ruszyć, natomiast wiedziano, że w tym momencie wiatr będzie wiał w jego stronę, no i te płomienie będą go tam, prawda smażyć. Zdarzało się nawet, że taki spalony był do połowy tylko, w przeciwieństwie do osób, które właśnie na tym typowym stosie były umieszczone.

 

              [Prowadzący] A w pewnym momencie w historii pojawia się ta zbrodnia najcięższego kalibru, która najbardziej rozbudza naszą wyobraźnię, czyli ta zbrodnia przeciwko dogmatom wiary. Czy tutaj też było tak, że nikt się nie spodziewał polskiej inkwizycji?

 

              [Gość] Sam system inkwizycyjny jest w ogóle systemem powszechnym, który był prowadzony wszędzie, prawda. U nas pojawia się to z inkwizycją, no bo inkwizycja to była prawda najpierw rzymska, potem rzymska i hiszpańska, prawda instytucja, która właśnie w sprawach wiary miała trybunały i sądziła. Natomiast proces inkwizycyjny to jest proces, w którym starano się przede wszystkim wydobyć zeznania z podsądnego. To nie był proces skargowy, tutaj świadkowie mniej decydowali. Ważniejsze było przyznanie się do winy. Jak wyglądało to przeważnie w zwykłej sprawie, za chwileczkę powiem o tych kościelnych procesach inkwizycyjnych. Przede wszystkim delikwenta początkowo pytano, dobrowolnie, żeby się przyznał, prawda do winy. Jak się nie przyznawał, to tutaj już mistrz sprawiedliwości, o którym być może jeszcze będziemy sobie mówić, mistrz sprawiedliwości, prawda pokazywał mu, co się z nim zrobi w tym momencie jeśli się nie przyzna. Innymi słowy zapoznawał go z narzędziami tortur. Dalej pytano czy się przyznaje. Byli tacy, którym to wystarczyło, przyznawali się, ale niekoniecznie. Więc, prawda, co więcej jeśli się przyznał do paru kradzieży, pomyślano: no dobrze, to co to będzie jak weźmiemy go na tortury? A tortury były elementem procesu inkwizycyjnego. To był element tego procesu, który w tym momencie dominował. No i te tortury, prawda, wykonywano w różny sposób. Jeśli chodzi o ziemie polskie, no to polscy tortorzy, prawda, bo to też znowu kat wykonywał, polscy tortorzy nie byli specjalnie pomysłowi, ale skuteczni. U nas dominowały dwa typy torturowania: rozciąganie i przypalanie. Rozciąganie, no więc rozciągano w różny sposób, albo w pozycji leżącej, prawda wyłamując członki, albo wieszając na jakimś tam haku i podciągając do góry, prawda. Jeśli delikwent nie przyznawał się no to jeszcze mu boki palono blachami na przykład rozgrzanymi, czy świecami przypalano. Na ogół wystarczyło. W licznych przykładach zachodnioeuropejskich stosowano bardziej wyszukane narzędzia tortur. I tu na przykład ta inkwizycja hiszpańska, która stosowała te słynne buty hiszpańskie. To były takie buty, które były wypełnione szpilami, prawda i skręcanie ich oczywiście powodowało miażdżenie goleni. Czy takie zgniatacze kciuków, czy żelazne dziewice, no więc takie różne elementy stosowano. U nas tego w zasadzie nie stosowano można powiedzieć, może w pojedynczych przypadkach. Natomiast generalnie wystarczyły te dwa typy. Jeśli chodzi o właśnie przyznawanie się delikwenta, no po takich mękach, takie męki nie powinny trwać dłużej niż 45 minut, tak plus minus. Ściągano go, prawda tam i pytano go czy się przyznaje. No jak się przyznawał to wcale nie świadczyło, że nie będzie dalej torturowany, prawo przewidywało możliwości trzykrotnego torturowania. Jeśli został w trakcie torturowania, któregoś z tych trzech razy, prawda, za bardzo poturbowany przerywano, kat leczył delikwenta, żeby można było go torturować kolejny raz. No i potem on się na tych torturach przyznawał, ale już po zakończeniu tortur musiał dobrowolnie potwierdzić to, co zeznał na torturach. Bywało tak, że większa część osób na torturach się przyznawała, winni, częściowo pewnie też  i niewinni, no ale jeżeli potem odwoływali te swoje zeznania, mogli być ponownie brani na tortury. Natomiast jeśli chodzi o tę inkwizycję kościelną. Proces inkwizycyjny kościelny akurat [15:00] na ziemiach polskich on tutaj specjalnie się nie  rozwinął. Ponieważ u nas przede wszystkim w stosunku do tych domniemanych czy prawdziwych heretyków, jak gdyby no na ogół to była szlachta. A szlachcica w ogóle nie wolno było torturować. Także tutaj… mieliśmy oczywiście ileś tam przypadków, ale to były przypadki, które można było policzyć w dziesiątkach, że te procesy się odbywały, zapadały wyroki, ponadto pamiętajmy, że inkwizycja niekoniecznie musiała skazywać na stos, ona mogła skazać na długoletnie więzienie, dzięki temu prawda bardzo wielu luminarzy nauki europejskiej jak Galileusz na przykład wylądował, prawda w więzieniach inkwizycji. Nie został stracony.  Giordano Bruno został spalony. Natomiast inkwizycja generalnie, ona odegrała ponurą rolę w państwach arcykatolickich: w Hiszpanii, Portugalii, w swoim czasie także na terenie Niderlandów, dopóki tam nie doszło do rewolucji, to była ta inkwizycja niderlandzka, no i na terenach państw włoskich. Tam rzeczywiście tych ofiar idzie w dziesiątki tysięcy. Ofiar szczególnie tutaj inkwizycja nastawiła się na likwidowanie nieszczerych katolików. Np. na terenie Hiszpanii, tam w pewnym momencie wypędzenie Żydów i wypędzenie potomków Arabów, prawda tzw. morysków. To była sytuacja, że tak: albo przechodziłeś na katolicyzm, albo musiałeś opuścić kraj. Bardzo wielu wyznawców i judaizmu, i islamu formalnie przyjmowało katolicyzm, tak naprawdę oni w dalszym ciągu praktykowali swoje religie. Maranowie to byli Żydzi, moryskowie to ci właśnie ukryci islamiści. No i tych właśnie szczególnie prześladowała inkwizycja hiszpańska i tam właśnie były te powszechne auto-da-fe, czyli palenie. Tak samo zresztą nawet i, prawda, myślelibyśmy o bardziej cywilizowanej Francji, też mieliśmy walkę z herezją bardzo brutalną, też właśnie te stosy dla heretyków organizowane przez inkwizytorów działały. Działalność taka inkwizytora dosyć dobrze widoczna jest w pracy Umberto Eco „Imię róży”, gdzie widzimy właśnie tutaj mniej więcej w jaki sposób mógł taki inkwizytor działać. Natomiast trzeba powiedzieć jedną rzecz, że inkwizycja na terenie Hiszpanii położyła kres procesom o czary. Inkwizycja kościelna. Dlaczego? Tych wszystkich delatorów – donosicieli, wzięto na tortury w pierwszej kolejności i przestało się donosić na te czary. I w związku z tym, akurat gdybyśmy patrzyli to na terenach iberyjskich, gdzie działalność inkwizycji jest bardzo krwawa, procesów o czary jest relatywnie bardzo mało na tle europejskim.

 

              [Prowadzący] A wróćmy do statystyk kryminalnych. Czy w średniowiecznej i wczesnonowożytnej Polsce była przestępczość zorganizowana, czy istniały jakieś cechy rzezimieszków, o których pisał Bronisław Geremek?

 

              [Gość] Mówi się o tym, że istniał specjalny język, zarówno żebraków jak i przestępców, t zw. mowa wałtarska, albo mowa libijska. Ileś wyrazów tej mowy wałtarskiej i libijiskiej właśnie świętej pamięci Bronisław Geremek tam w jednym z artykułów wskazał. Niewiele o tym wiemy. Utwory literatury plebejskiej, czyli  [niezrozumiałe] na przykład, „Peregrynacja dziadowska” Dzwon owskiego czy „Świat tragedii żebraczej” one wskazują na to, że istniała pewna organizacja świata przestępczego. Na ile ten świat przestępczy był w dużym stopniu zorganizowany trudno powiedzieć, bo niewątpliwie dziedzińców, cudów a [niezrozumiałe] nie było u nas. Natomiast bandy występowały. Bandy występowały, z tym że najczęściej to były albo grupy rozbójników podgórskich, którzy byli zorganizowani i tam rzeczywiście te partie rozbójnicze liczyły czasami do kilkudziesięciu osób. Albo to były grupy, które działały w okolicach poszczególnych miast, przemieszczające się zresztą, liczące kilka, kilkanaście osób mniej więcej. Zdarzało się, że taka grupa wpadała w całości, no i wtedy zeznania kolejnych podsądnych dawały nam dobry obraz tego wszystkiego. Natomiast niewątpliwie istniały powiązania pomiędzy grupami przestępczymi sensu stricte, czyli właśnie tymi rozbójnikami, złodziejami, a wydawałoby się bogobojnymi mieszczanami zajmującymi się paserstwem i meliniarstwem. Ja znam akta takiego procesu z Lublina, gdzie wpadła siatka sutenerów lubelskich. Zeznania były bardzo duże i uzupełniające się i okazało się nagle, że tam właśnie w tym Lublinie, niejaka Kasprowa kuglarka, nota bene kobieta, stała na czele takiej organizacji przestępczej lokalnej, obejmującej nie tylko właśnie tych sutenerów, ale także i miejscowych rzezimieszków, a także zbierała tak zwane szychty, czyli opłaty od poszczególnych złodziei.

 

              [Prowadzący] No właśnie dlaczego w kategorii patologii społecznej minionych wieków [20:00] wiodącą rolę pełnił ten stan żebraczy? Dlaczego on był tak niewygodny dla stanowego społeczeństwa?

 

              [Gość] To się będzie zmieniać. Po pierwsze w okresie średniowiecza, czyli przed epoką reformacji żebrak był potrzebny, no bo jak będziemy pełnić dobre uczynki, żeby dostać się do nieba? No musimy dawać jałmużnę. W związku z tym, prawda, żebrak jako taki był człowiekiem, który no konieczny był, żeby można było te dobre uczynki czynić. To oczywiście spowodowało, że tym „fachem” żebraczym zaczęły zajmować się coraz większe grupy ludzi. I to żebractwo zaczęło przyjmować ogromne rozmiary. Do tego stopnia, że jak właśnie pisał Geremek w „Litości i szubienicy”, to taka jego inna praca, którą napisał, no tam wyraźnie pokazywał, że to szło w tysiące. Tym gościńcem, te tysiące żebraków szły od odpustu do odpustu, od konwentu do konwentu, od miasta do miasta żebrząc. W pewnym momencie, jednocześnie trzeba powiedzieć, że w tych szeregach to żebractwo jak gdyby wiązało się także z przestępczością. Powiązania pomiędzy środowiskami zawodowych przestępców a żebraków są bardzo duże. Abstrahując od tego, że część przestępców z tego środowiska żebraczego się rekrutuje. Część pomaga tym przestępcom, np. szpiegując. No to jest właśnie bardzo ważna rzecz, przeprowadzając wywiad gdzie warto napaść, bo tego żebraka wpuszczano, prawda, dawano mu jałmużnę, a on potem informował bandę. W związku z tym w pewnym momencie ta masa żebraków, stała się dla władców poszczególnych państw, już nie mówię o miastach, rzeczą niebezpieczną. Jednocześnie poziom życia i higieny tych grup żebraczych był tak niski, że przy chorobach zakaźnych, które przecież szalały przez całe średniowiecze i okres wczesnonowożytny, nie bez kozery obwiniano żebraków za to, że to oni mogą przyspieszać, roznosić tę epidemię, stąd przecież przepisy antymorowe mówiły o tym, że jak się zbliża epidemia, w pierwszej kolejności wyrzucamy część żebraków z naszego miasta, wypędzamy. Trzecia rzecz, która tutaj zaważyła na tym, że tych żebraków, jak już mówiliśmy wcześniej, lepiej zorganizowanych, bo tutaj te utwory... [niewyraźne] ...żyli blisko na tym gościńcu z żebrakami, byli świetnymi obserwatorami. Tamte grupy było może i lepiej zorganizowane, co więcej i państwo i kościół próbowało ich zorganizować. Mamy żebraków szpitalnych, mamy żebraków podkościelnych, istnieją bractwa żebracze, coś czego nie ma jeżeli chodzi o bractwa przestępców, no nie mamy czegoś takiego, więc to wszystko razem stawało się niebezpieczne. I do tego dołóżmy jeszcze reformację. Reformację, która mówi tak: nie przez dobre uczynki, a przez wiarę, albo metodą predestynacji osiągamy zbawienie, w związku z tym żebrak jest nam niepotrzebny.

 

              [Prowadzący] Co z przestępczością wśród szlachetnie urodzonych? Czy to nie jest tak, że oni często schodzili na tę złą drogę np.? I czy byli i kim byli w Polsce raubritterzy?

 

              [Gość] Byli raubritterzy. Takimi no najbardziej znanymi raubritterami byli bracia Maternowie, którzy wywodzili się z dobrej rodziny gdańskiej, potem w związku z jakimiś perturbacjami zostali skazani na banicję i zaczęli się mścić. I prowadzili w zasadzie swoistą wojnę, na czele sporej grupy, wśród której było bardzo wielu dobrze urodzonych, czyli szlachty lokalnej z Gdańska. No to jest jeszcze kwestia rywalizacji mieszczanie – szlachta, prawda. Tutaj tej szlachcie lokalnej, pomorskiej na rękę było to, że przeciwko tym gdańszczanom ktoś występuje. Działalność ich trwała mniej więcej od samego schyłku wieku XV do lat nastych wieku XVI, z tym że po kolei, najpierw Grzegorz Materna został stracony, prawda, powieszony, a potem ten Szymon Materna, chyba w 1516 r., popełnił samobójstwo w momencie, kiedy już nie miał możliwości wyjścia z opresji. Chcę powiedzieć, że to byli bardzo zuchwali raubritterzy, którzy podpalili parokrotnie Gdańsk. Podpalili Gdańsk! No może nie cały, ale przedmieścia Gdańska. Którzy negocjowali i próbowali negocjować z władzami gdańskimi, ale także i z władcami Polski, więc tutaj jest zupełnie inna jak gdyby skala. Nieżyjący już historyk Marcin Kamler zajął się przestępczością szlachecką, najpierw w sieradzkim, a potem także w innych rejonach. Okazało się, że było jej bardzo dużo. To były przestępstwa, które, no można powiedzieć wynikały troszkę z brutalizacji obyczajów, ale nie mniej to były ciągłe najazdy i zajazdy, prawda. To były ciągłe poranienia, to były zabójstwa. I w sporej mierze pozostawało to bez odpowiedzialności. Gdyby wskazać jakiegoś takiego wybitnego, może nie raubrittera, ale rozbójnika dobrego pochodzenia, to Stanisław Stadnicki o przydomku „Diabeł”. „Diabeł Stadnicki” [25:00] albo „Diabeł łańcucki”, z bardzo dobrej rodziny wywodzący się, który terroryzował te Kresy południowo-wschodnie tutaj, prowadził prywatne wojny z Opalińskimi, walczył tam, prawda, pomiędzy Łańcutem i Przemyślem. A wcześniej, prawda, funkcje poselskie sprawował. Ostatecznie w roku 1610 r. bodajże, został zabity, prawda, w jakichś takich utarczkach, a ten, który go zabił, Tatar notabene, został nobilitowany nawet. W każdym razie był wielkim utrapieniem, dla ludności cywilnej w ogóle nie tylko i miasteczek i miast Rusi Czerwonej, ale także i dla lokalnej szlachty. Złą sławą cieszyli się lisowczycy. Bardzo złą sławą, no ale Aleksander Lisowski, twórca tej formacji, no niewątpliwie jest on postacią znaną, a lisowczycy działali właściwie w stosunku do ludności cywilnej własnego państwa tak samo, jak w stosunku do ludności wrogiej. Nie służyli za żołd, a służyli za to, co zdobędą. W związku z tym były to po prostu świetne oddziały lekkie, ale okrutne niebywale. Niewątpliwie lokalną sławę zdobywali przywódcy zbójników podgórskich. Samo zbójnictwo w etosie ludności podgórskiej jest czymś ważnym, właściwie każdy młody mężczyzna powinien przejść inicjację idąc na zbój. No i dlatego też tak naprawdę, tutaj jeśli chodzi o tych mieszkańców podgórskich, ciągnąć od Podbeskidzia aż po Czarnohorę, właściwie trudno byłoby wskazać rodziny, z których nie wywodziliby się, chociażby krótkotrwali ludzie, którzy chodzili na zbój. Natomiast ci hersztowie, ci harnasie jak ich nazywano, beskidników, czy opryszków – to są nazwy na zbójników: zbójnicy wschodnio-karpaccy, beskidnicy to jak sama nazwa wskazuje od Beskidów, kilku z nich zdobyło sławę ponadlokalną. Co więcej, urastali oni do rangi właśnie niezasłużonej, ponieważ uważano, że taki Jerzy Janosik, no to on łupi bogatych, a rozdaje biednym. Tak naprawdę, żaden z tych przywódców i harnasiów nie był taki, jak potem legenda ich zaczęła kreować. Janosik, przypomnę, jego działalność trwała dwa lata, tak naprawdę, 1711- 1713. Działał głównie tutaj na terenach słowackich, w Karpatach tutaj prawda i w Liptowskim Mikulaszu za to żebro został powieszony. Miał kilkanaście napadów, prawda, w jaki sposób wpadł trudno powiedzieć . Jest bardzo wiele koncepcji mówiących a to, że to kochanka go zdradziła, a to przyjaciel go zdradził. No w każdym razie dwa lata walczył. Dłużej walczył Ondrasz Szebesta, znowu – Ondraszek. Druga taka postać legendarna dla zbójnictwa podgórskiego. Ten dłużej się utrzymał, bo przez 4-5 sezonów. Zmarł z ran w 1745 roku. A oprócz nich także paru jeszcze innych takich harnasiów moglibyśmy wskazać. Taki Aleksy Dobosz, działający w Czarnohorze, prawda też przez kilka lat. Lokalny bohater. Ponieważ oni z racji tego, że walczyli także z władzą, w oczach tych górali, bo o góralach mówimy w tej chwili, niezależnie od tego, że trzeba pamiętać, iż większość z nich łupiła zarówno tych owczarzy na halach, jak i te dwory, które napadali, także to nie jest tak, że oni łupili tylko dziedziców, nie. Częściej nawet łupili tych owczarzy, bo to było im łatwiejsze.

 

              [Prowadzący] Część II. Mistrz małodobry.

 

              [Lektor] „Sprawca najprzód z miejsca więzienia, z którego zostanie wyprowadzony przez kata i jego oprawców, wsadzony będzie na wózek do tego sporządzony, mając skrępowane ręce i nogi. Przywiązany do wozu tak zostanie, aby postać siedzącego zachował. Zasiądzie przy nim swe miejsce kat z oprawcami, mający swe narzędzia: ogień siarczysty i rozżarzone węgle. Obwożony będzie przez rynek i ulice miasta. W miejscach wyznaczonych, obnażonego, czterema rozpalonymi szczypcami, oprawcy ciało szarpać będą. Gdy na miejscu kary stanie, z wozu na rusztowanie umyślnie wystawione, na osiem łokci od ziemi wyniesione przeprowadzony zostanie. Tam mu katów czekan żelazny, którym na najjaśniejszego Króla jegomości targnął się, do ręki prawej włoży i z nim rękę bezbożną i świętokradzką nad płomieniami ognia siarczystego palić będzie. Dopiero gdy w pół dobrze przypalona będzie, mieczem odetnie. Toż i z lewą ręką, bez przepalania jednak, uczyni. Po czym czterema końmi, ciało na cztery części roztargane, a obrzydłe trupa ćwierci na proch na stosie drew spalone zostaną. Na koniec proch w działo nabity, wystrzał po powietrzu rozproszy.”

 

              [Prowadzący] Wysłuchaliśmy instrukcji [30:00] marszałka koronnego na temat wykonania, chyba najważniejszej w historii Polski egzekucji, czyli wyroku na Michale Piekarskim, zamachowcu na życie Zygmunta III Wazy. I ktoś tę karę musiał wykonać. Kim był kat w dawnej Polsce i jakie było jego miejsce w społeczeństwie, zajęcia, zarobki? Ale może przypomnijmy jednak tę słynną zbrodnię.

 

              [Gość] No więc właśnie. Michał Piekarski, szlachcic nota bene, aczkolwiek psychicznie chory, to można od razu powiedzieć, w pewnym momencie był owładnięty chęcią zemszczenia się na monarsze polskim za wywłaszczenie go z jego rodzinnej wioski, którą mu zabrano, no i roztoczenie kurateli. Dlaczego? Dlatego, że od najmłodszych lat on sprawiał wielkie trudności, dochodziło do awantur i w związku z tym utracił ten swój majątek. Właściwie jego działalność podsycali także innowiercy można powiedzieć, bo on zaczął te myśli o zabójstwie, o królobójstwie, pojawiły się u niego mniej więcej w pierwszej dekadzie XVII stulecia, kiedy właśnie nastąpiło, prawda tutaj mocne starcie katolickiego Zygmunta III Wazy i jego otoczenia z silnymi jeszcze innowiercami, co się zakończyło w końcu także rokoszem Zebrzydowskiego, jak wiemy. No niemniej propaganda innowierców o tym, że prawda tu absolutum dominium tu się szykuje i tak dalej i tak dalej, ona docierała do różnych i Piekarski też to przyjął do siebie. W 1610 r. Francois Ravaillac zamordował Henryka IV w Paryżu. To był wzorzec godny naśladowania, no jeśli króla francuskiego można zabić, to można i króla polskiego, którego się nienawidzi. I ten Piekarski jeździł przez kilka lat i próbował się do tego Zygmunta III Wazy dobrać, ale się nie mógł dobrać do niego za bardzo. Dopiero w Warszawie. Dopiero w Warszawie w listopadzie 1620 roku, udało mu się zaczaić na Zygmunta III Wazę  w takich krużgankach, w takim połączeniu pomiędzy Zamkiem a Katedrą św. Jana. Tam tymi krużgankami właśnie i tym krytym właściwie korytarzem, król na mszę niedzielną udawał się w otoczeniu swoim. I tutaj Piekarski dwukrotnie Zygmunta III Wazę rąbnął czekanikiem, ale słabo. Na tyle, że król nie odniósł specjalnych ran. Natomiast Łukasz Opaliński, ten marszałek nadworny, którego tutaj cytowaliśmy, Łukasz Opaliński, a także i Władysław IV, to znaczy jeszcze nie IV, ale no Władysław, syn Zygmunta III, oni się ładnie zachowali. Władysław szablą lekko ranił Michała Piekarskiego, natomiast ten właśnie czekan wytrącił mu ten Łukasz Opaliński. Schwytano Piekarskiego, doraźnie stworzono sąd senatorsko-poselski, który zdawał sobie sprawę z tego, że Piekarski jest psychicznie chory i mimo początkowych prób stworzenia akcji spiskowej, podejrzewano, że może innowiercy próbowali… nie było żadnych dowodów i wszyscy wiedzieli od początku, że jest to jednostkowy czyn tegoż właśnie psychicznie chorego człowieka, niemniej dlatego, żeby następny taki się nie wydarzył zdecydowano się tak surowy wyrok wydać i wykonać. Dwa tygodnie później mniej więcej, 27 listopada w Warszawie, w ten okrutny sposób, który tutaj był cytowany, tego Piekarskiego stracono. Piekarski… gdzie został stracony? Są dwie koncepcje. Jedna, że na rynku Nowego Miasta, druga, że na tzw. „piekiełku”. „Piekiełko” to jest miejsce, gdzie palono przestępców pod murami starej Warszawy, tam mniej więcej, gdzie znajduje się dzisiaj pomnik Kilińskiego, to było to „Piekiełko”, przy Podwalu. Więc albo tutaj, albo tutaj, w każdym razie znowu zwracam uwagę, że zastosowano nietypowy wymiar kary – rozerwanie końmi. O tym nie mówiliśmy. W bardzo rzadkich przypadkach dla takich przestępców stosowano, również... Ravailliaca, tego mordercę Henryka IV też rozerwano końmi, także tutaj jak gdyby królobójców w ten sposób karano. Jeśli chodzi o Piekarskiego, Piekarski zachowywał się podobno w czasie egzekucji bardzo mężnie. Te tortury były straszne, a on się zachowywał bardzo mężnie. Natomiast powiedzenie „plecie jak Piekarski na mękach”, wynika głównie z tego, że Piekarski cały czas uznawał, nie tyle wygadywał głupoty, on po prostu od początku uważał, że to anioł pojawił mu się, anioł kazał mu zabić Zygmunta III Wazę. No i stąd się wzięło to powiedzenie „plecie jak Piekarski na mękach”. Niewątpliwie była to jedna z najbardziej znanych, powiedzmy sobie, egzekucji w Rzeczpospolitej, która no musiała się odbić echem także w Europie. Drugą podobną egzekucję, tylko w okresie dużo późniejszym wykonano na niedoszłych porywaczach Stanisława Augusta Poniatowskiego.

 

              [Prowadzący] No dobrze, ktoś te wyroki wykonywać musiał. Co to był za zawód?

 

              [Gość] No więc to jest bardzo ciekawa rzecz, [35:00] ten zawód tego „mistrza sprawiedliwości” zwanego bardzo różnie: małodobrym i tortorem, egzekutorem, prawda i carnifexem, także określeń jest bardzo wiele na człowieka, który musiał wykonywać wyroki, wszelkie wyroki sądowe. Właściwie od XIII w. uznawano, i to nawet papież Innocenty III uznał, że ten człowiek, który wykonywać będzie takie wyroki jest jak żołnierz. Żołnierz walczący dla króla i zabijający w majestacie wojny królewskiej też pozbawia życia drugiego człowieka. Innymi słowy, osoby, które były desygnowane do wykonywania wyroków kary śmierci czy innych wyroków, one uznawane początkowo były za, to znaczy zwolnione były z grzechu śmiertelnego – zabójstwa. Jak gdyby one tylko realizowały prawo. Do XIII w. właściwie trudno powiedzieć jest skąd ci przedstawiciele tego stanu katowskiego, jak gdyby się rekrutowali. Początkowo byli to nawet niżsi urzędnicy władz miejskich. Czasami byli to przedstawiciele rodzin pokrzywdzonych. Czasami byli to przestępcy, którym mówiono: dobrze, no jeżeli wykonasz wyrok to my złagodzimy tobie wyrok. Z czasem jednak ten zawód katowski, jak gdyby okrzepł i to jest właśnie XIII, XIV w., kiedy okrzepł. I znowu tutaj, ponieważ zawód był na tyle interesujący, że wiele prac powstało na ten temat, więc autorzy doszukują się, prawda, genezy i grup społecznych, z których oni się rekrutowali. Więc niewątpliwie na pewno część, początkowo mogła pochodzić od eks przestępców, ale także część pochodziła z chirurgów. No chirurg ma pewną wiedzę, a dobrze ściąć to była sztuka bardzo poważna. Jeszcze inni wskazują z kolei na lancknechtów. To byli ci żołnierze zawodowi, po demobilizacji tracili pracę, a jedno co umieli to właśnie władać tym mieczem. I to były te, jak gdyby, pierwsze grupy, z których oni się rekrutowali. A potem, kiedy zawód katowski stał się, z jednej strony on utracił ten prestiż, ponieważ kata i jego rodzinę uważano za infamisów, ale z drugiej strony stał się bardzo intratnym zawodem. To były duże profity i kat był człowiekiem zamożnym bardzo. W tym momencie zaczęły powstawać dynastie katowskie, czyli prawda, kat, a potem przez wiele, wiele pokoleń przedstawiciele jednej i tej samej rodziny starali się monopolizować stanowisko kata w jakiejś tam miejscowości, gdzie ten kat funkcjonował. Czasami nawet w wielu innych, mniejszych miejscowościach, bo żeby utrzymać kata trzeba było mieć odpowiednie pieniądze, jako że kat zarabiał dobrze. Kat zarabiał dobrze, a jego zajęcia były wszechstronne, no oczywiście oprócz tych podstawowych zajęć to znaczy udziale w procesie inkwizycyjnym, czyli torturowanie i wykonywanie wszelkiego typu egzekucji, kat także otrzymywał pieniądze, z jednej strony stałe salarium, stalą płacę, z drugiej strony za każdą wykonaną chłostę, torturowanie czy egzekucję, według specjalnych taryfikatorów otrzymywał dodatkową gratyfikację.   I w momencie, kiedy nastąpiła walka z prostytucją, to też nastąpiło w XVI w., legalną prostytucją, jedyny legalny dom publiczny wmieście to był zamtuz katowski, czyli kat prowadził jedyny legalny dom publiczny. Z tego płynęły następne dochody. Miasto, które zatrudniało kata zobowiązane było mu także wybudować katownię, czyli miejsce, w którym mieszkał. Tych katowni kilka się zachowało i często były to dwupiętrowe domy dobrze wyposażone. Tyle tylko, że znajdujące się peryferyjnie. Albo w pobliżu murów miejskich, albo poza murami. No, jest to zawód, prawda niegodny, można powiedzieć. Co więcej, kat dostawał tak zwaną barwę, czyli pieniądze na strój. Te stroje katowskie były bardzo różne, prawda, no od czerwonego przez żółty, bardzo różne były te stroje, w których kaci występowali. Nieprawdą jest, że te maski katowskie, te kaptury zasłaniały im całe twarze, ponieważ wtedy nie widzieliby tego skazanego, więc twarz zawsze była odkryta, a częściej kat nosił kapelusz w specjalnym kolorze, który miał go odróżniać od uczciwych obywateli w mieście, w jakimś kolorze czy to czerwonym, czy zielonym, prawda, ale to tak przy okazji tej barwy. Ale co jeszcze kat robił? No kat był odpowiedzialny za oczyszczanie miasta, no więc też z tego płynęły pieniądze. A więc może nie sam, ale jego pomocnicy rakarze i hycle, zajmowali się na przykład usuwaniem padliny z ulic, albo wyłapywaniem bezpańskich psów. Kat zabierał dobytek skazańców, cały, a także te skóry z tych psów które cieszyły się wielką popularnością, bo z tego rękawiczki, torebki i tak dalej szyto, to była znakomita skóra jeżeli się ją wyprawiło. Kat pełnił funkcje medyczne w mieście. To jest właśnie taki dualizm podejścia: z jednej strony infamis [40:00] a z drugiej strony z jego umiejętności korzysta bardzo wielu mieszczan, ponieważ no kat musiał mieć podstawową wiedzę, no anatomiczną na pewno. Handlował rzeczami ze wzgórz szubienicznych, które cieszyły się w myśl ówczesnych obyczajów, prawda tam pasek wisielca, czy jakaś część tego wisielca miała szczęście przynosić. Kat też przymykał oczy na to, prawda, albo, prawda, to sprzedawał. Wtedy kiedy jeszcze były zakazane sekcje zwłok, a już pierwsi medycy chcieli te sekcje przeprowadzać, co kat robił? Mógł sprzedać w ogóle zwłoki takiego skazańca. W ten sposób Andrzej Wesaliusz, twórca nowożytnej anatomii, w ten sposób, jak sam opisywał, mógł tę anatomię galenowską poprawić. Bo zwłok oficjalnych nie mógł uzyskać. I dodatkowo jeszcze, źródło dochodu, które chyba było w pewnym momencie najintratniejsze, a mianowicie oczyszczanie miasta z nieczystości. To był monopol kata. I teraz jak się patrzy czasem na generalne dochody takiego kata, to wybieranie tych wszystkich prewetów, czyli tych toalet, prawda i miejskich, i z więzień, i z instytucji użyteczności publicznej i prywatnych, to wszystko było domeną kata. Ogromne pieniądze z tego płynęły. On znowu oczywiście nie sam to robił, ale to jego czeladź. Czeladź, która składała się na ogół z czterech – sześciu takich kacików, czyli czeladników katowskich, prawda, zwanych hyclami, oprawcami, czasami rakarzami. Kat miał nadzór nad więzieniem, kat dbał o wzgórze szubieniczne, prawda i tutaj obowiązane były tym wzgórzem szubienicznym…. I rabensteinem. Rabenstein to jest „kruczy kamień”. To jest taki specjalny podest kamienny, na którym ścinano. Niekoniecznie musiało to się robić na rynku na doraźnym takim drewnianym podeście, ale to było w okolicach szubienicy. Zachowało się trochę tych rabesteinów. To były takie kręgi kamienne z wejściem wewnątrz, na których właśnie, no żeby lepiej było widać, pamiętajmy, że egzekucje ówczesne to znane i dobre widowiska. Gawiedź się bardzo cieszyła z nich, prawda, oglądając, więc z takiego rabensteina, z takiego „kruczego kamienia” lepiej było to zobaczyć. W sumie zatem, jak widać, kat jest personą, która zarabia znakomicie. Ma pewne trudności w życiu rodzinnym, ale też nie za wielkie. Rodziny katowskie ze sobą się skoligacają, najczęściej w sąsiednich miastach, ale też można powiedzieć, że rodzice chrzestni, czy świadkowie to najczęściej, jak patrzymy, bo wielu katów zostawiło takie diariusze, pamiętniki, wynika z nich, że byli to patrycjusze, z najlepszych rodzin, także znowu ten dualizm widzimy, z jednej strony nie można dotknąć kata, bo w tym momencie jest się skażonym i już nieczystym, nie można pić z katem, nie można z katem grać w kości, a z drugiej strony korzysta się z jego usług i można być świadkiem na jego ślubie i tak dalej i tak dalej. Także tutaj mamy takie bardzo dualistyczne podejście. Pragmatyczne? Niepragmatyczne? Trudno powiedzieć. W każdym razie to się zaczęło w tym kierunku legitymizacji tego zawodu, im głębiej w XVIII w. tym bardziej ten kat stawał się normalnie jak gdyby obywatelem wspólnoty. I zawód przestawał być takim zawodem, będącym całkowicie na infamisa. Takim zawodem marginalnym, jak gdyby, ale jednocześnie bardzo potrzebnym.

 

              [Prowadzący] Część III. Porządek musi być.

 

              Panie profesorze, czy zgodzi się Pan, że wiezienie ze swoją ideą resocjalizacji to jest w historii Europy pomysł relatywnie nowy?

 

              [Gość] To jest generalnie, w stosunku do tej epoki wczesnonowożytnej i średniowiecznej na pewno novum, ale w sensie odbywania kary ostatecznej. Ponieważ więzienia, one jako miejsca odosobnienia dla osób zatrzymanych czy sądzonych, one występowały zawsze. Początkowo to były, prawda albo piwnice podratuszowe, albo w basztach zamkowych gdzieś, prawda to więzienie górne i dolne się mieściło. Dlaczego tak mówię? Górne czyli dla szlachty, a dolne to był loch, w którym się nie przeżywało długo. No w każdym razie… czy tak zwane dłużnice, pamiętajmy, że do więzienia dostawało się za długi… i też odrębny charakter takich… miejsc odosobnienia istniała. One spełniały właściwie, te więzienia aż do… chyba do końca XVII w. przede wszystkim rolę aresztu. Przetrzymywano tam te osoby, które były sądzone, a potem w jakiś sposób, prawda, tam albo uwalniane, albo skazywane na chłostę i relegację, albo tracone, prawda. W ten sposób. Dlaczego tak było? Dlatego, że po prostu trzeba było utrzymać tych więźniów, nikt ich nie chciał utrzymywać. Miasto nie chciało, no… [45:00] właściciel zamku też nie chciał. Ten, który skazał, prawda, czy wskazał tego, że to jest winny utrzymywał, ale też do czasu. W związku z tym chodziło o to, żeby jak najkrócej w tym więzieniu osadzonego trzymać. No oczywiście zdarzało się w pewnych przypadkach, zwłaszcza w stosunku do szlachty, że no jak już popełnił poważne przestępstwo szlachcic, no to lepiej było skazać go na rok więzienia górnego niż na karę śmierci, więc go te sądy grodzkie tak skazywały i on tam siedział, prawda, czasami w nie najgorszych warunkach zresztą. No także samoistna kara więzienia występowała, ale miała ona charakter niedominujący niewątpliwie. Była dosyć rzadką. Tak samo jak praca więźniów, która stawała się w pewnym momencie coraz bardziej ważna. I tak zwani kajdannicy to były osoby, które były skazywane na to, żeby prawda w trakcie kary więzienia także pracować na rzecz miasta, zarabiając nie najwyższe stawki. To się zacznie zmieniać w XVIII stuleciu. I tutaj Cesare Beccaria, taki włoski prawnik, on tutaj jest taką postacią sztandarową, ponieważ to on postawił ideę, że należy karę eliminującą zamienić na karę więzienia, z tym że na zasadzie takiej: kara musi być nieuchronna, ale nie musi być eliminująca. No i to wpłynęło na rozwój samego systemu więziennictwa jak gdyby takiego, coraz więcej osób zaczęto skazywać na rozmaitego typu albo więzienie, albo właśnie twierdzę jak u nas w tym Kamieńcu Podolskim to innymi słowy ciężkie więzienie, albo tak zwane domy pracy przymusowej. Bo i taka kategoria się pojawiła, ona się pojawiła od XVII w. właściwie. U nas w największych miastach: w Gdańsku, w Toruniu, w Krakowie i w Warszawie takie domy pracy przymusowej w XVII i XVIII w. powstały. To było coś na podobieństwo domu poprawczego. Osadzano tam za drobniejsze przestępstwa no i oczywiście tam taką metodą, prawda… ci więźniowie musieli jakoś tam pracować, otrzymywali prewencyjną, codzienną chłostę, żeby pamiętali gdzie są, ale w każdym razie tutaj… w domach pracy przymusowej to jest, mówię, bardziej dom poprawczy niż… no powstawały też te areszty, ta Kordegarda warszawska, prawda i tak dalej...gdzie przetrzymywano podsądnych  przed zasądzeniem ostatecznego wyroku. Ale potem gdybyśmy spojrzeli na ferowanie wyroków no to im głębiej w wiek XVIII tym mniej wyroków śmierci jest serwowanych. No wyjątkiem jest rewolucja francuska oczywiście. Ale to jest sytuacja rewolucyjna, wyjątkowa. Ale generalnie kara eliminująca jest ograniczana, aczkolwiek egzekucje publiczne będą się odbywać długo, prawda. I w XIX w. będą i w XX w. wiemy, że jeszcze po zakończeniu II wojny światowej iluś katów z obozów koncentracyjnych zostało publicznie straconych, także od tego odeszło się dużo później. Niewątpliwie no ten system… teraz jest jeszcze kwestia warunków w tych więzieniach. One były bardzo ciężkie. Zawsze bardzo ciężkie, ci więźniowie o ile oni mieli przebywać tam krótko no to jeszcze pół biedy, ale generalnie w tych więzieniach, no to i wyżywienie bardzo marne i jakieś wiązki słomy, na których na ogół spali, no specjaliści zagadnienia wyliczali w pewnym momencie, że tyle ile przeznaczano na utrzymanie jednego więźnia to jest minimum egzystencji jaka może być, czyli to jest coś minimalnego w ogóle. W XVII w. to był jeden grosz na przykład dziennie, podczas gdy stawka takiego robotnika niewykwalifikowanego była kilkanaście groszy, no więc najlepszy dowód świadczy, że w tych więzieniach za dobrze im nie było, ale znowu więzień więźniowi nierówny. Jak siedział, prawda, oskarżony szlachcic, no to jemu nawet do tego więzienia górnego dostarczano i żywność, i odwiedzano go i tak dalej. Ja mówię o przeciętnym przestępcy, który tam czekał na ten wyrok, jak gdyby. Także... Najprawdopodobniej od XIX w. te warunki zaczęły się zmieniać, a to głównie dlatego, że zaczęły się rozpowszechniać wizytowanie więzień. Początkowo to było dosyć rzadkie. Niektóre bractwa w swoich statutach miały to, żeby raz tam na jakiś czas wizytować te więzienia, dawać jałmużnę tym więźniom. Ale z kolei takich bractw, które opiekują się więźniami, w przeciwieństwie do innych bractw, jest bardzo mało do końca XVIII w.  Mamy bractwa dewocyjne, mamy bractwa dobroczynne, ale dobroczynne serwowane dla osób, ale nie dla więźniów. Dla więźniów w ostatniej kolejności. No i ponadto jeszcze jedna może uwaga, mianowicie aż do praktycznie chyba początków XVIII w. w tych więzieniach trzymano także psychicznie chorych. To dopiero ten konwent Jana Bożego, prawda i Bonifratrzy. Oni dopiero tutaj zaczęli na szerszą skalę opiekować się tymi psychicznie chorymi. No też w sposób bardzo taki powiedzmy sobie jeszcze niespecjalnie ukształtowany, ale początkowo to właśnie tych psychicznie chorych w tych więzieniach też na łańcuchach trzymano. I takie opisy [50:00] i wizytacje nawet z francuskich więzień z okresu rewolucji wskazują, że wśród tych więźniów też przebywali w dalszym ciągu też i jeszcze część tych psychicznie chorych także.

 

              [Prowadzący] A instytucja Policji? Jak daleko możemy ją datować, jeśli chodzi o nasze ziemie?

 

              [Gość] No od zawsze występowali pachołkowie miejscy. I ci pachołkowie miejscy w większych miastach oni sprawowali jakąś tam, prawda, władzę porządkową. Aczkolwiek zawsze ich było za mało. Zawsze ich było mało. To w mieście, w dużym mieście to było ich kilku, kilkunastu, którzy zajmowali się właśnie no przede wszystkim próbą utrzymania spokoju miejskiego, natomiast nie była to policja tak, jak my rozumiemy, policja, która ścigała przestępców. Takie instytucje wytwarzają się dopiero w późnym XVIII w. Instytucje, które bardziej będą wyspecjalizowane na łapanie i poszukiwanie przestępców. Jest taka praca, chyba Zofii Turskiej „Z rontem marszałkowskim przez Warszawę. Zeznania oskarżonych z lat 1787-1794.” Czyli znowu - koniec epoki stanisławowskiej. I to są zeznania podsądnych sądu marszałkowskiego. Marszałek, w momencie kiedy król przebywał w jakimś miejscu, przejmował nadzór nad bezpieczeństwem króla. Trochę więcej tych służb porządkowych organizowano w czasie epidemii, ponieważ to była kwestia zabezpieczenia miasta przed napływem osób z zewnątrz. I ci tak zwani strażnicy powietrzni, w dużej licznie izolowali te zapowietrzone posesje. No też możemy powiedzieć, że zajmowali się troszkę jak gdyby tą prewencją. Ale generalnie, gdybyśmy razem połączyli te wszystkie siły, to w takim dużym mieście jak Warszawa, miasto rezydencjonalne no 20-30 tysięcznym, jeżeli było dwudziestu paru, trzydziestu kilku nawet takich właśnie pachołków, łącznie z katem, hyclami i tak dalej, to jest zupełnie niewystarczające dla tych przestępców. Bo pamiętajmy o tym, że jedynie w największych miastach mogły wytworzyć się dzielnice przestępcze. Te dzielnice przestępcze istniały rzeczywiście i w Poznaniu, i w Krakowie, i w Lublinie. To były przede wszystkim siatki meliniarsko-paserskie. Ale istniały, o nich wiedziano, ale niekoniecznie likwidowano. Natomiast główni przestępcy przepływali. To jest rzecz charakterystyczna, że u nas to środowisko przestępcze wędruje, to są ludzie wędrowni, tak jak i prostytucja. Zbyt małe były te ośrodki miejskie nasze, myśmy nie mieli 100 tysięcznych miast, może z wyjątkiem Gdańska w okresie rozkwitu do 80 tysięcy dochodził, żeby na stałe mogło takie środowisko osiąść.  W związku z tym oczywiście była baza, bo pamiętajmy, bez paserów i meliniarzy nie ma przestępstw. Nie ma przestępstw w ówczesnym mieście, bo gdzie ten przestępca się zatrzyma, gdzie on zbędzie ten towar, który ukradł, gdzie się ukryje? Więc te siatki, one istniały. Mnie samemu udało się znaleźć nielegalnych zamtuzów, prawda, w Lublinie około dziesięciu. A te zamtuzy nielegalne to też pasernie, można powiedzieć jednocześnie. Powiązania między prostytutkami a przestępcami są bardzo żywe, prostytutkami niższego szczebla, można powiedzieć. Natomiast żeby  wyłapać te środowiska przestępcze przepływające przez miasto to było bardzo trudne. Bardzo trudno, no nie było dowodów osobistych. W końcu XVIII w. zaczęto jakieś tam, prawda opisy, rysopisy podawać niektórych tam złodziei i tak dalej. Ale tylko niektórych. Więc tutaj złapać było bardzo trudno. No chyba dlatego tak ważną sprawą było w momencie schwytania takiego przestępcy, najczęściej najlepiej na miejscu przestępstwa wyciągnięcie z niego właśnie w systemie inkwizycyjnym, wszystkich informacji o innych i w ten sposób jak gdyby poszerzenie tej grupy, którą można było wyłapać.

 

              [Prowadzący] „Prześwietlenie. Inne historie Polski”. Podcast Muzeum Historii Polski. Podcastów „1000 lat. Prześwietlenie” wysłuchasz na YouTube, Spotify, Google Podcast, w Audiotece, a także na innych platformach podcastowych. Chcesz być na bieżąco? Subskrybuj kanał Muzeum Historii Polski.

Dane o obiekcie

Opis

W tym podcaście przyjrzyjmy się z bliska średniowiecznemu światkowi przestępczemu. Czy mieliśmy w swojej historii polskiego Robin Hooda? Dlaczego tak często rozbojem parali się na naszych ziemiach szlachetnie urodzeni i kim byli legendarni polscy rozbójnicy? I wreszcie, czy prawdziwe było wyjątkowe okrucieństwo, jakie zadawano każdemu, kto wchodził na ścieżkę bezprawia? Podobno dyby stanowiły bardziej humanitarny sposób na resocjalizację, a repertuar kar był szeroki i bezwzględny. Przypomnimy też postać Michała Piekarskiego, który targnął się na życie króla Zygmunta III Wazę. W tym odcinku podcastu Muzeum Historii Polski omówimy także jedną z najsłynniejszych egzekucji w naszych dziejach. Gościem odcinka jest profesor Andrzej Karpiński z Wydziału Historii Uniwersytetu Warszawskiego.