Między Listą Przebojów Trójki a Jarocinem. Polski rock lat 80. - wykład otwarty dr. Tomasza Toborka
Muzeum Historii Polski (producent);
22/10/2026
Klasyfikacja praw autorskich
Transkrypcja
Bartosz Wójcik:
Dzień dobry państwu. Ja nazywam się Bartosz Wójcik, jestem pracownikiem Działu Naukowego Muzeum Historii Polski i mam przyjemność powitać Państwa na kolejnym z cyklu wykładów „Otwórz się na historię”. Dziś nieprzypadkowo zajmujemy się tematem polskiej muzyki rockowej w latach 80., ponieważ dzisiejsze wydarzenie jest takim spotkaniem towarzyszącym naszej trwającej obecnie wystawie czasowej „Za czym kolejka ta stoi? PRL w muzycznym zwierciadle”. Kto z państwa nie widział, serdecznie zachęcamy do jej obejrzenia. Wystawa trwa do 6 grudnia, natomiast dziś będziemy mieli przyjemność posłuchać jednego z jej twórców doktora Tomasza Toborka, pracownika Instytutu Pamięci Narodowej Oddziału w Łodzi, którego jednym z zainteresowań badawczych jest właśnie polska muzyka rockowa lat 80. Pan doktor jest autorem pracy „Niezależna muzyka rockowa”, jest współredaktorem albumu „Jarocin w obiektywie bezpieki”. No i cóż, nie przedłużając, przenosimy się do dekady lat osiemdziesiątych. Jest jak w niebie. Pieniądze tracą sens. Panie doktorze, oddaję głos.
Tomasz Toborek:
Dzień dobry, witam państwa serdecznie. Bardzo dziękuję za zaproszenie do muzeum. Może jest jak w niebie, ale wtedy nie było jak w niebie i chyba też dlatego trochę stąd ten wykład i stąd ta tematyka. Ja na początek tak tytułem wytłumaczenia się. Ten pokaz, który państwu będę prezentował, on jest wykorzystywany dla młodzieży, której staram się na wykładach opowiadać trochę od początku, skąd się wzięła muzyka rockowa, dlaczego ona niesie ze sobą jakiś taki bunt, obietnicę wolności, niezgody na świat i tak dalej. Stąd te fotografie. Ja nie będę państwu opowiadał o work songach oczywiście, o historii muzyki całej. Przelecimy, mówiąc kolokwialnie, ten początek tego pokazu, ale generalnie o to chodzi tak, że muzyka rockowa powstała po to, żeby wyrażać jakąś prawdę, prawdę o sobie, prawdę o świecie, gdzieś pokazywać, że się na ten świat nie zgadzamy. To się zaczęło właśnie gdzieś tam na plantacjach w Stanach Zjednoczonych, na południu, kiedy ta muzyka powstawała. Była to pierwsza taka muzyka niezgody na świat, później kontynuowana już w miastach na północy Stanów przez bardziej znanych, rozpoznawalnych wykonawców przy pomocy muzyki elektrycznej i tak dalej.
Później przez gwiazdy tejże muzyki, które rozpropagowały ją, bo do samej muzyki doszedł jeszcze wizerunek, tak? Doszli idole, doszli ludzie popularni, tak jak tutaj Elvis Presley. Czy to zdjęcie z premiery filmy Beatlesów w tym wypadku, kiedy też młodzież czeka na swoich idoli. W Polsce tak wesoło nie było. No to zdjęcie takie po prostu, nazwijmy to przypadkowe, sygnalityczne, żeby troszkę zmienić klimat i czas, i miejsce. Rozrywka w Polsce nie mogła w tym czasie wyglądać tak, jak wyglądała w Stanach Zjednoczonych czy po prostu na Zachodzie. Tutaj Mieczysław Fogg, oczywiście z towarzyszącym zespołem. Przez wiele lat takim rodzajem muzyki, przy której zbierali się czy gromadzili się ludzie buntujący się przeciwko systemowi w takim bardziej intelektualnym sznycie powiedzielibyśmy, była muzyka jazzowa. To ją na początku odbierano w taki sposób żywiołowy, spontaniczny, odbierano trochę jako coś, co jest w opozycji w stosunku do władzy. To oczywiście władzy też się nie podobało od początku. I chociaż nie było jakiejś, powiedzmy, przemyślanej polityki w stosunku do jazzowych muzyków, to przez jakiś czas ta muzyka, a może nawet może nie, chociaż czy właśnie z tego powodu, że nie było jakiegoś pomysłu, to ona się jakiś nieskrępowany sposób rozwijała. Gdzieś pod koniec lat 40. to się to się zmieniło, kiedy zespoły gdzieś zeszły do podziemi i była taka muzyka, często zakazywana. Powstał tak zwany dżas, jak to się mówiło, czy grało się w piwnicach czy gdzieś tam. Łódzki zespół Melomani występował w większych kamienicach, w większych mieszkaniach w Łodzi i przyjeżdżali tam wtajemniczeni ludzie słuchać tychże koncertów, ale ten ruch się rozwijał. Szczególnie kiedy przyszła odwilż po śmierci Stalina w 53 roku, to już trudno było to powstrzymać. Tutaj jest plakat ze słynnego Jam Session Number One z Warszawy z 55 roku. Takie legendarne wydarzenia. Wojciech Młynarski, który uczestniczył w tym wydarzeniu i jeszcze w latach osiemdziesiątych napisał piosenkę poświęconą tym wydarzeniom, bo to było ogromne przeżycie. Znaczy to był sam koncert, a później jeszcze takie przejście przez miasto osób, które uczestniczyły w tych wydarzeniach. Zresztą podobnie się działo w Sopocie, kiedy w 56 roku odbył się pierwszy festiwal jazzowy.
Tam też tak przychodząc na koncerty, manifestowano taką miłość i przywiązanie do swojej muzyki. Tymi, którzy tam uczestniczyli w tych spotkaniach, byli często tak zwani bikiniarze, których ówczesna władza bardzo tępiła i nie lubiła. I były nawet procesy sądowe osób, które - cokolwiek to znaczyło - uprawiały bikiniarstwo. To było kojarzone też z jakimś handlem nielegalnym i nieprzyzwoitymi zachowaniami i tak dalej. Tam młodzież prowokowała ówczesne władze i była często szykanowana. To zdjęcia ze wspomnianego festiwalu jazzowego w Sopocie. Melomani, czyli ta łódzka grupa. A na festiwale jazzowe właśnie w Sopocie na stadion Lechii przychodziło po 18 tysięcy ludzi. Dzisiaj na koncert zespołu jazzowego nie bardzo znanego pewnie nikt nie ma szans nawet, żeby myśleć o takiej frekwencji. Muzyka rockowa pojawiła się troszkę później, w 59 roku. Jakby pierwszy rockandrollowy polski zespół nazywał się Rhythm and Blues. Taki jego koncert w gdańskiej kawiarni Rudy Kot uważa się za początek muzyki rockowej w Polsce w ogóle w marcu 59 roku. Wtedy zaczęło się to całe jakby bigbitowe szaleństwo. Jazz zszedł na dalszy plan, bo pojawiło się chyba coś bardziej prostego, przystępnego dla publiczności, bardziej takiego bezpośredniego w odbiorze z tekstami też, które nazwijmy to, mogły być tekstami młodzieżowymi, chociaż różnie z tym bywało.
Pojawił się cały szereg zespołów, tych kolorowych, jak byśmy dzisiaj określali Niebiesko-Czarni, Czerwono-Czarni i Czerwone Gitary i tak dalej, które zyskiwały ogromną popularność. I do pewnego momentu ten cały muzyczny ruch rozwijał się też bez jakichś przeszkód. Powstawały fankluby. Ludzie się tym interesowali. No wiadomo też sentymentalne troszkę wspomnienia o tych wszystkich pocztówkach dźwiękowych, na których można było posłuchać zachodnich gwiazd, bo płyty były absolutnie niedostępne, ale praw autorskich nie było. I w każdym większym mieście taka, nazwijmy to, wytwórnia tych pocztówek była i pojedyncze utwory można było posłuchać. Zawsze się śmieję, bo na naszej wystawie... Były fajne zestawy, bo na takich pocztówkach z PRL-owskich kiosków drukowało się... I tam na widokówce z kaszubskim strojem ludowym David Bowie na przykład jakiś utwór i tak dalej. Tą muzykę starano się w jakiś sposób ucywilizować. No takim hasłem było „polska młodzież śpiewa polskie piosenki”, żeby coś zrobić z tymi takimi trochę niegrzecznymi, nad którymi nie posiadano kontroli muzykami. Starano się, żeby to było bardziej grzeczne, wpisane w jakiś nurt, w jakiś ruch, żeby pokazać, że władza, władze kulturalne jakoś nad tym panują, co się dzieje.
To szczególnie się działo po roku 63. Wtedy się odbyło XIII Plenum Komitetu Centralnego dotyczącego spraw kulturalnych, oświatowych. I tam Władysław Gomułka wygłosił taką prelekcję, na której skrytykował to, co się dzieje w kulturze, co się dzieje w rozrywce, że to jest niedopuszczalne, że jest tylko jakaś taka tania, prymitywna, żywiołowa rozrywka. On oczekuje i władza, i partia oczekują, że muzycy będą się wpisywali w nurt budowy nowej rzeczywistości. I tak dalej, i tak dalej. Będą aktywnie uczestniczyć w budowie kraju, systemu socjalistycznego i tak dalej. Więc starano się tą muzykę spacyfikować w jakiś sposób. Ja twierdzę, że no niestety się to udało w jakiś sposób na lata. Druga połowa lat sześćdziesiątych, bo ja będę już teraz przyśpieszał, bo nie chcę państwa tutaj zanudzić opowiadaniem o tym, co jakby nie należy do tematu dzisiejszego naszego spotkania. Ale druga połowa lat sześćdziesiątych, no to jest taki czas już, i pierwsza połowa 70., kiedy ta twórczość staje się taka, bym powiedział, polukrowana mocno, czasem infantylna, czasem śmieszna.
Zawsze jak porównuję to, co się działo w Polsce i na Zachodzie, kiedy zespół The Who śpiewał „mam nadzieję, że umrę, nim się zestarzeję”. No to my mieliśmy właśnie takie piosenki zespołu Niebiesko-Czarni. No, żeby być uczciwym, trzeba powiedzieć, że no to był taki haracz, który trzeba było zapłacić władzy. I takie utwory ukazywały się na płytach przede wszystkim. czy gdzieś tam, jak zespół się dostał do mediów. Na koncertach grało się Led Zeppelin, Hendriksa, utwory, które rzeczywiście grały gdzieś tam w sercu tym ludziom, ale jeśli przyszło coś zarejestrować na płycie, no to już bywało z tym inaczej. Bywało z tym różnie. Tak. Tutaj jeszcze jest taka chociażby też składanka z „Pożarem w Kwaśniewicach” i tego typu utworami, takie mielizny, o których mówię, i ten tak infantylizm, no niektórym udawało się ominąć. Jeśli weźmiemy Czesława Niemena, Ewę Demarczyk i wielu innych, niewielu, przepraszam, nie wielu, niektórych wykonawców przy pomocy, nie wiem, polskiej poezji czy zaangażowanej twórczości. Jednak pokazywali, że można było. To akurat zdjęcie ze słynnego wykonania utworu „Dziwny jest ten świat” Czesława Niemena z Opola z 67 roku. Więc jakoś się jednak dało ominąć tę państwową kontrolę i przekazać, zaśpiewać coś ważnego.
Notabene spodobały mi się bardzo wyniki plebiscytu na najlepszą piosenkę PRL-u zorganizowaną przez Muzeum Historii Polski. „Dziwny jest ten świat” był w finale, ale przegrał z Ewą Demarczyk, „Grande Valse Brillante”. Dobrze to świadczy o gustach publiczności Muzeum, muszę powiedzieć. Duża grupa fanów Ewy Demarczyk na pewno, ale nie dziwię się. No ale inna rozrywka wyglądała tak. Tu już przechodzimy troszkę do takich, do tego co chciałbym dzisiaj mówić troszkę kompromisów z władzą, po to, żeby gdzieś tam się w tej rzeczywistości PRL-owskiej jakoś w miarę dobrze znaleźć, trochę kolokwialnie i złośliwie mówiąc, ustawić. Zespół Tajfuny na przykład występujący tutaj, to akurat nie wiem, czy to jest Kołobrzeg czy inna tego typu na tego typu impreza, ale mundurki, tego typu stroje do muzyki rockowej jakoś specjalnie nie pasowały, o tak powiedzmy. Natomiast no trzeba to powiedzieć, że w latach 60. oczywiście zaczynały żywot te wszystkie nasze ważne festiwale od Opola, Festiwal Polskiej Piosenki w Opolu, Festiwal Interwizji w Sopocie, Festiwal w Sopocie, bo Interwizji to on był przez jakiś czas, ale to też dość istotny.
No ale dwa takie istotne festiwale też dla władzy Festiwal Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu i Festiwal Piosenki Radzieckiej w Zielonej Górze, no na której władze oczekiwały wręcz występów niektórych wykonawców. Albo w tym duchu, że ktoś tam debiutował i później jakoś łatwiej było dalej o tą karierę. Jakoś się tak składało, że jak ktoś się w tej Zielonej Górze zaprezentował i uległ tej presji, no to później jakoś się okazało, że ta solowa kariera czy solowa wokalisty z jakimś zespołem jakoś się układała. Nie ma na to... Powiem tak jako ktoś siedzący często w archiwum, nie ma takich twardych papierów, że to ma jakby poparcie, poparcie w dokumentach, że zrobisz to i to i w zamian dostaniesz to i tamto. Ale generalnie wyglądało to tak, że za tym, o czym będę jeszcze mówił, no była to jakaś droga do tam na górę, na ten top, jeśli chodzi o muzykę i to dotyczy i Zielonej Góry, i Kołobrzegu w sposób oczywisty. I to są takie dwa przykłady. Będzie ich trochę więcej. Ja złośliwy jestem czasem, więc wypominam i przypominam niektórym tym, którzy jakby uprawiają troszkę takie kombatanctwo jak walczyli z tamtym systemem. No nie zawsze tak było. A przynajmniej udział w festiwalu takim propagandowym, komunistycznym, no nie jest dowodem na jakieś bezkompromisowe stanowisko, postawę. No tutaj mają państwo po lewej Małgorzatę Ostrowską, późniejszą wokalistkę zespołu Lombard. O czym jeszcze będę mówił? Po prawej Janusz Panasewicz występujący jeszcze w mundurze, tutaj występował. No to prawda jest, że występował, żeby uniknąć jakby tradycyjnej służby wojskowej, występował w wojskowym zespole Desant. No ale występ z tym zespołem i w Kołobrzegu, i w Zielonej Górze no to już trochę pachniał obciachem, jak to się mówiło kolokwialnie i to dużym. A na takie rzeczy trzeba się było wówczas decydować. Trzeba było. No można było. Czy niektórzy się na to decydowali, ułatwiając sobie jakąś tam drogę do kariery, czy zyskując jakieś inne czy profity, czy tak jak w tym przypadku chociażby Panasewicza, unikając dwuletniej służby wojskowej, co niczym przyjemnym nie było, jak wiemy, w oczywisty sposób i to też w jakiś sposób jest zrozumiałe, co się działo.
Natomiast trochę inna jest ta ocena po latach i to zderzenie dwóch światów, dwóch scen rockowych, jakie się pojawiły w Polsce w latach osiemdziesiątych. Przepraszam, to jest taka ciekawostka, którą zawsze młodzieży pokazuję, ale może chwilkę jednak skomentuję jeszcze, w jakim świecie się żyło w latach 70. jeszcze, zaświadczenie dla artysty muzyka. Nie wiem, czy to się da przeczytać z państwa odległości, to tylko dopowiem, że mam zaświadczenie, że muzyk ten może ze względu na wykonywany zawód nosić długie włosy i w związku z tym jest to do pokazania odpowiednim służbom, władzom. Gdyby ktoś się do niego, mówiąc kolokwialnie, przyczepił, to był też no, taki był też ten świat. Fajny jest ten dokument, bo wiemy, że tak trochę wiemy, że tak było, ale na piśmie rzadko się zdarza coś takiego, a tutaj jest w sposób dosłowny niejako pozwolenie na noszenie długich włosów, dość charakterystycznym, dość mocno związane z kręgiem kulturowym, w którym się znajdziemy wśród artystów, muzyków i tak dalej.
Przechodzimy troszkę już do artystów, którzy gdzieś tam w latach 70., w drugiej połowie lat 80. byli czynni. Także ci, którzy rozpoczynali karierę wcześniej. Byli ci, którzy rozpoczynali pod koniec lat 70. No i im się jakoś też udawało w jakiś sposób zachować tę autentyczność, prawdziwy charakter. Tutaj zespół Breakout, świetna grupa bluesowa, która miała szanse nawet zrobić karierę na Zachodzie, miała propozycję trasy Led Zeppelin jako support występować. To nie doszło do skutku, ale były takie historie i takie plany. Zespół Budka Suflera, który jeszcze się u nas będzie pojawiał, wiele tego typu grup, które już w latach 70. Tu jest taki komentarz Rafała Szczęsnego Wagnerowskiego z 79 roku, który w taki bardzo ostry sposób komentował, jak wygląda polska scena rockowa. Pisząc o tym, że rock jak to pisał, został zepchnięty na daleki plan, a tysiące wykonawców zaczęło zasmucać cały kraj. Zniknęły dynamiczne piosenki wykonywane z młodzieńczym żywiołem, tryskający gejzer radości i optymizmu. Koncerty stały się nie wiedzieć kiedy dostojne, napuszone, zimne, ugrzecznione, nijakie. A czytam to trochę też dlatego i to wrzuciłem, bo jeśli chodzi o początek lat 80., jeśli chcemy i będziemy chcieli do niego przejść, no to trzeba powiedzieć, że ważnym elementem tego była ta muzyka kontrkulturowa, o której chciałbym więcej powiedzieć, która właśnie zderzała się z tą dotychczasową muzyką, nawet dość ambitną, taką dość już muzyką rockową drugiej połowy lat 70. Nie wiem, z rocka progresywnego, cenionego też przez fachowców, przez krytyków wymagającego wirtuozerii muzycznej i umiejętności warsztatowych, wszystkiego tego, co jest potrzebne muzykom. Ale byli muzycy, którym nie o to chodziło. Wtedy się pojawił ten ruch punkowy. Wtedy pojawiły się zespoły, które stwierdziły, że teraz to już się to się gra inaczej. A to, co grały zespoły występujące. Tutaj właśnie też plakat z muzyki młodej generacji. W 78 roku zaczął się taki ruch, który był czymś pośrednim między tym, co działo się w latach 70. a początkiem lat 80. I tym boomem rockowym, jaki wówczas się zaczął, kiedy pojawiły się te wszystkie zespoły nowe, typu Maanam, Lady Pank, Oddział Zamknięty, Republika Lombard itd.
Muzyka Młodej Generacji, no to były, no mieszanka takich grup jeszcze w stylu, powiedzmy, starym, takich troszkę, o jakich mówiłem przed chwilą, typu Exodus grający taką bardzo poważną muzykę na 100 minutowe suity i pewnie tych oczekujących już tej nowoczesnej, punkowej muzyki. No to właśnie zasmucający, jak to określał Szczęsny Wagnerowski właśnie w tym stylu. Zespół Kombi też wtedy debiutował, jeszcze troszkę grając w innym stylu niż później te rozrywkowe rzeczy z płyty „Nowy rozdział”. Zespół Mech. Zjednoczone Siły Natury „Mech” jeszcze wtedy. To jest zespół Irjan, czyli tam, gdzie debiutował Ireneusz Dudek, późniejszy Shakin’ Dudi. Maanam, jeszcze pod nazwą „Maanam Elektryczny Prysznic”. Tak, tak, tak. Tak się wtedy nazywali. Wreszcie zespół Perfect. No, już chyba najbardziej jeden z tych najbardziej znanych, rozpoznawalnych i tak dalej. Zespół Lombard. Zespół Oddział Zamknięty. Dość charakterystyczne zdjęcie, bo niektórzy buntowali się przeciwko systemowi. Przede wszystkim rozrywkowy tryb życia bardzo, bardzo prowadząc. Ale różny był też charakter tych tych zespołów. Mówiąc trochę o tych grupach, o tej scenie, no trzeba powiedzieć, że w oczywisty sposób one miały w swoim repertuarze też utwory, które były postrzegane jako opozycyjne, miały w swoim repertuarze utwory, które niekiedy same nabrały takiego charakteru po pewnym czasie, bo jakieś zwroty, jakieś fragmenty utworów były postrzegane jako opozycyjne albo zgrały się z jakimiś wydarzeniami z najnowszej historii Polski. Na przykład może najpierw zespół Lombard. No to po prostu oczywisty przebój „Przeżyj to sam”. Utwór komentujący w bezpośredni sposób rzeczywistość peerelowską, opozycyjne strajki i tak dalej, wystąpienia. Zespół Perfect też postrzegany jako opozycyjny po latach chyba bardziej, ale wtedy też. No to już do znudzenia jest opowiadana ta historia o utworze „Chcemy być sobą”. No samym w sobie też dość tak komentującym jakby sytuację człowieka w tamtym czasie, ale którego refren publiczność w czasie koncertów zmieniała na „Chcemy bić ZOMO”. No jeśli przyszło się na koncert kilkaset czy kilka tysięcy ludzi w warunkach opresyjnego państwa i zaśpiewało się taki refren, no to była manifestacja wolności. To było ogromne przeżycie. Nie można tego w żaden sposób kwestionować. I muzycy też to czuli i też się tym cieszyli.
Pewnie i to było jakieś wspólne takie przeżycie dla publiczności, dla zespołu, jakby niezgody na to, co się co się wtedy działo w Polsce czy w ogóle w całym PRL-u. Więc to myślę, że rzecz dość istotna. To oczywiście zdarzało się też z pewną praktyką, bo mówimy tutaj, ja tu mówię o, powiem tak troszkę złośliwie, o takim kombatanctwie, które w związku z tym się czasem uprawia, no bo różnie też było z tymi zespołami, jeśli chodzi o taką autentyczność tego buntu, tego przekazu, różne rzeczy się działy. I teraz uprzedzę pana, że chcielibyśmy włączyć filmiki, bo tu będzie trzeba dziś z dźwiękiem coś zadziałać. Nagrania już są.
Nagranie:
Na życie patrzysz bez emocji. Na przekór czasom i ludziom wbrew. Gdziekolwiek jesteś w dzień czy w nocy oczyma widza oglądasz grę. Ktoś inny zmienia świat za ciebie, nadstawia głowę, podnosi krzyk, a ty z daleka, bo tak lepiej i w razie czego nie tracisz nic.
Nagranie:
Kiedy mówisz mi: są bezpieczne wyspy. Nie wierzę! Kiedy mówisz mi: Boże, trzeba przecież nic. Nie wierzę! Kiedy mówisz mi: światło musi przeżyć. Nie wierzę! Kiedy mówisz mi, że wierzysz, wierzysz, wierzysz. Nie wierzę! Aaa. Get lost, I have enough of your love. Get lost, I have enough of your blood.
Tomasz Toborek:
To tyle. Występ zespołu Lombard na festiwalu w Zielonej Górze właśnie. Puszczam ten fragment dlatego, że to też ma pewien kontekst. Zespół bardzo nie chciał wystąpić na tym festiwalu, zresztą nikt nie za bardzo chciał. Zazwyczaj było tak, że ktoś był zmuszany, tylko albo ktoś uległ tej presji, albo jej jej nie ulegał. Zespół Lombard miał... Już tam na biurku leżał plan tournée po Włoszech, a i paszporty też leżały. A jeśli nie wystąpiliby w Zielonej Górze, to tych paszportów by nie dostali i na tournée by nie pojechali. Tutaj widać, jak Małgorzata Ostrowska zaczyna po polsku, później nawet chyba lekko złośliwie z zaciśniętymi zębami bez tej klasycznej ekspresji takiej scenicznej. Wykonuje ten utwór do końca po angielsku już z taką złością przez zaciśnięte zęby, jak mówię. No ale taka była sytuacja. Takie były kompromisy. Trudno też powiedzieć, że taki utwór jak „Przeżyj to sam” z tym bardzo fajnym tekstem. „W razie czego nie tracisz nic”. No to było dużo do stracenia i zdecydowali się, że nie będą chcieli tego stracić.
Tomasz Toborek:
Takie były wybory. Z każdej sytuacji jest jakiś wybór. Zdecydowali się na to po latach. Oceny są różne. Ja też nie chcę nadmiernie oceniać. Chociaż ostatnio wokół zespołu Lady Pank i tego nowego filmu też rozgorzała trochę taka dyskusja na temat rzeczywistej jakby takiej autentyczności postawy, jakiegoś buntu, niezgody na to, co się dzieje i muzyki, która miała w tym brać bardzo duży udział w tym wypadku zespołu, o którym wspomniałem, a mam taki fragment z zespołu Lady Pank dla państwa właśnie też jakby z tamtych czasów, też myślę jakby dobrze współgrający z tą dyskusją o jakby niezależności czy autentyczności postaw w tamtym czasie. Będę skracał ten filmik.
Nagranie:
- Jesteśmy gotowi, Moskwa.
-Gotowy, Moskwa, my gotowy, proszę.
- Możemy? Halo? Moskwa? A teraz dla was w muzycznym upominku rysunkowa postać zespołu Lady Pank. Jeszcze raz, sekundę, jeszcze raz. A państwo, gdzie brawa? Moskwa, powtarzamy jeszcze raz. Halo, Moskwa? A teraz dla was w muzycznym upominku zespół Lady Pank i rysunkowa postać. Właściwie ta nazwa Lady Pank...
- Nazwa zespołu wzięła się od pierwszej piosenki, która nosiła tytuł „Mała Lady Pank”. Ponieważ była troszeczkę za długa, więc skróciliśmy do Lady Pank. Jest to taki malutki żarcik.
- Jedziecie do Moskwy, powiedzcie nam, co czym dla Was jest wyjazd do Moskwy? Jak sobie wyobrażacie wasz pobyt w Moskwie na festiwalu?
- Ja sądzę, że przede wszystkim będzie to dla nas bardzo, bardzo dobra okazja do zaprezentowania się przed bardzo szeroką publicznością z całego świata.
- Czy tylko chcecie się zaprezentować tam przed szeroką publicznością całego świata? Co jeszcze? Co jest jeszcze ważnego?
- No ja osobiście też chciałbym zobaczyć Związek Radziecki.
- Czy specjalnie przygotowujecie się do wyjazdu do Moskwy?
- No będzie to po prostu koncert, w którym oprócz piosenek, które już są znane, z pewnością będą jeszcze jakieś nowe.
- A według Was jaka muzyka będzie królowała podczas festiwalu moskiewskiego?
- Rock and roll!
Nagranie:
Która mnie dobrze zna. Moja muzyko.
Tomasz Toborek:
No tak, widzę, że też niektóre państwa wesołość wzbudziły te niektóre fragmenty. No chyba nie ma też za bardzo co komentować. Też jakby tylko jest to jakby przyczynek do tej dyskusji. Tam jeszcze był generał Hermaszewski uczestnikiem tego spotkania. Z rock'n'rollem to chyba nie ma dużo wspólnego. Jak ktoś czuje rock'n'rolla, że tak powiem kolokwialnie, to nie było rockandrollowe spotkanie, jak państwo widzieli. No ale razi chyba tylko jakby no pewne takie niekonsekwencja czy gdzieś tam po latach jednak postrzeganie jako czegoś bardzo zbuntowanego, działalności akurat tej grupy tak. No może to nadmierna ocena, ale jest taki troszkę mit też o utworze „Mniej niż zero”. Tak, bo on się zszedł z czasem zabójstwa Grzegorza Przemyka. To był maj 1983 roku. I to wydarzenie jest konfrontowane z utworem „Mniej niż zero”: „Myślisz może, że więcej coś znaczysz, bo masz rozum, dwie ręce i chęć. I twoje miejsce na ziemi tłumaczy matura zaliczona na pięć”. I ten utwór wszedł na listę przebojów tydzień po zabójstwie Przemyka maturzysty. Właśnie to zostało bardzo odebrane w taki sposób, bym powiedział bezpośredni, oczywiście jakby skojarzone fakty. Natomiast no był to oczywisty przypadek, tak. Utwór jest starszy niż te wydarzenia, powstał wcześniej. Wejście na listę przebojów Programu Trzeciego było w tym samym czasie, ale też jakby przyczynek do tego, o czym dzisiaj rozmawiamy, do tej dyskusji. No to jest bardzo duży, bo to była tygodniowa dosłownie różnica i no wydźwięk był ogromny. To wręcz nie wiem tego, nie ma tego na żadnych nagraniach. Ale że na pogrzebie Przemyka śpiewano „Mniej niż zero”, że część młodzieży śpiewała, więc tak się to też przeżywało. Więc jakby niektóre utwory z tamtego czasu żyły po prostu gdzieś własnym życiem. To tak jak Jacek Kaczmarski napisał „Mury” w trochę innym kontekście niż one są odbierane. Ale ten słynny, porywający refren no był taki, że stał się hymnem opozycji, traktowany w absolutnie dosłowny sposób i wszyscy to przeżywali. Przyjęli to jako swoje, jako hymn ludzi walczących ze zniewoleniem. Chociaż cała piosenka, jak państwo się wsłuchują, polecam, jest trochę o czym innym. Więc to też jest rzecz taka charakterystyczna. Przyśpieszając trochę, to może od razu włączymy następne nagranie, bo będziemy przechodzili do trochę innego świata stylistycznie i muzycznie.
Nagranie:
Sami zdecydowali, że nagrodę naczelnika miasta i gminy Jarocin 60 tys. zł otrzyma zespół najmłodszy z nich. A wzmacniacz ufundowany przez firmę Adama Labogi otrzyma zespół najbiedniejszy. Zespół Siekiera.
Nagranie:
Zabij ubij kiedy chcę. I marysia i ty burek. Meee … meee … mee … Helu krzysiu utnij mi. Szczurek burek gryź i ty. Tyyy … tyyy … tyyy …
Tomasz Toborek:
Wystarczy. Inny świat, inna muzyka wywodząca się z punkowej rewolty, która się w Wielkiej Brytanii zaczęła w 76 roku. I to była jakby druga połowa tej polskiej sceny rockowej tamtego czasu. Tutaj fotografie zespołu The Clash, Sex Pistols, który zapoczątkowały to w Wielkiej Brytanii. Pojawiły się w Polsce zespoły, które tym się karmiły, tym żyły, to chciały grać i w oczywisty sposób tak samo jak były przeciwko systemowi, tak samo jak były kontrkulturowe, to też były w jakiś sposób nawet skonfliktowane czy konfrontowały się z tymi zespołami sceny oficjalnej. Tutaj taki fragment utworu zespołu Dezerter nigdy się tam nie ukazał na żadnej płycie, nie został nagrany, bo to nie jest jakiś najwyższych lotów akurat ich utwór. Krzysiek Grabowski napisał dużo lepszych tekstów od tego, ale no taki charakterystyczny, bo w sposób bardzo bezpośredni, oczywisty sposób odnoszący się do tamtej rzeczywistości. To było początek na melodię „Pepe wróć” Perfectu i taki sam początek. No a później już troszkę wulgaryzmów i dale komentarz. Nie wiem, czy to w tylnych rzędach widać, czy co jest, co jest... Panowie pokazują, że jest. No więc: „Banda zgredów i szpalerów do zdrady się dorwała. To jest młoda generacja, tylko trochę wyłysiała”. Te ostatnie słowa. To nie jest też tak, że ja chcę tutaj jakoś bardzo oceniać jednych za jakiś, nie wiem, bardzo autentycznych, a drugich jakiś sprzedajnych. Chodzi mi o pokazanie tej konfrontacji i takiej absolutnej różnicy spojrzenia na twórczość. No przygotowując taki album „Jarocin w obiektywie bezpieki”, bo pisaliśmy o inwigilacji festiwalu rockowego w Jarocinie, rozmawiałem też z wieloma muzykami. Najlepiej się rozmawia z takimi, którzy są gdzieś, byli w obu tych światach, trochę gdzieś tam i byli w Jarocinie, a później odnieśli sukces, tacy jak Muniek Staszczyk chociażby. No więc on twierdzi, że no tak, my byliśmy w tym nurcie wtedy kontrkulturowym, no ale nam to nikt nie proponował czegokolwiek w tej publicznej telewizji, bo to się ani nie nadawało, ani my też nie mieliśmy jakichś wielkich umiejętności. Za bardzo takich szans nie mieliśmy. Poza tym byliśmy młodsi niż ci zawodowi muzycy z Perfectu, Lombardu i paru innych.
No i tak twierdzi, no nie wiem, czy troszkę kokieteryjnie, że nie wie, jak by się zachowali w takiej sytuacji, gdyby miał takie propozycje od reżimowej telewizji mieli. No nie do końca tak... Dlatego mówię, że może trochę kokieteryjnie, nie do końca mu wierzę, ponieważ niektórzy takie propozycję mieli i potrafili odmawiać. Niektórzy byli radykalni do tego stopnia, że uważali, że festiwal rockowy w Jarocinie to jest wentyl bezpieczeństwa organizowany przez, współorganizowany przez władze i nawet tam nie chcieli grać, WC chociażby tak. Rozmawiałem z liderem tego zespołu, pisząc też o muzyce niezależnej. Z kolei zespół Dezerter, kiedy przyjechała angielska telewizja BBC, kręcąc film „My blood, your blood”, niektórzy się tam wyrywali wręcz, żeby w tym filmie wystąpić. Gwiazdą jest Paweł Gumola z Moskwy, który co chwilę się tam pojawia. Zespół Dezerter nie chciał, bo stwierdził, że media to media. System jest system. Oni są konsekwentni w swoim buncie przeciwko systemowi i tak dalej. W tych angielskich też nie będą występować mediach. Oni mają inne podejście do rzeczywistości i buntują się przeciwko systemowi jako takiemu i nie będą. Dzisiaj to może taki radykalizm. Troszkę możemy na niego patrzeć z dystansem, troszkę nas może śmieszyć, ale taki to był czas, taki to był czas.
Zacząłem mimochodem mówić o festiwalu w Jarocinie. No nie powiedziałem troszkę o tym, skąd się wzięła ta impreza. Festiwal rockowy w Jarocinie, czyli najważniejsza impreza tej sceny zbuntowanej, kontrkulturowej, gdzie wszystkie zespoły się co roku zbierały, te bardziej znane, a na dodatek występowały nowe zespoły, które się pojawiały w ciągu roku, bo odbywał się tam konkurs w Jarocińskim Ośrodku Kultury, który też miał bardzo duże znaczenie. Młode zespoły mogły tam wystąpić, zaczynać karierę. Jeszcze zanim się zaczął taki zbuntowany punkowy okres Jarocina, no to w 80 roku debiutował zespół Dżem, w 81 debiutowało TSA, a od 82 już się zmieniło na tyle, że stał się to festiwal bardziej taki punkowy, zbuntowany. On powstał z takiej niegroźnej imprezy Wielkopolskie Rytmy Młodych, które się odbywały przez całe lata 70. Tam też był konkurs młodych wykonawców, ale w tym wypadku, no powiedzmy takich bigbitowych, nazwijmy to. I czasem przyjeżdżały jakieś uznane gwiazdy polskiej sceny. To są materiały takie z muzeum w Jarocinie z tej imprezy, jakie się zachowały. A w roku 80 ta wspomniana już Muzyka Młodej Generacji, o której państwu mówiłem, festiwal organizowany, cykl koncertów organizowany przez Jacka Sylwina i Waltera Chełstowskiego. Przyjechał do Jarocina, to znaczy Jarocin zaprosił te Wielkopolskie Rytmy Młodych, zaprosiły Muzykę Młodej Generacji do Jarocina i z połączenia tych dwóch takich szyldów, dodajmy bezpiecznych dla ówczesnej władzy, bo nic się pod nimi nie kryło takiego zbuntowanego, groźnego. No powstał festiwal, który ewoluował w zupełnie innym kierunku, który zrobił się jakby niezależny, zbuntowany. Od około 82 roku już taki bardzo punkowy w duchu. I to było miejsce, gdzie gromadzili się już właściwie wszyscy wtedy ci kontrkulturowi muzycy buntujący się przeciwko władzy. Albo tacy, dla których to kryterium nie zawsze było takie znowu czytelne. Takich, których ceniła i tolerowała jarocińska publiczność, chociaż oni niekoniecznie byli bardzo ci znowu kontrkulturowi i tak dalej.
Tak autentyczne zespoły grające dobrą muzykę bluesową też też tam występowały czy innego typu reggae i tak dalej. Nie chciałbym przeoczyć jednego, chyba najważniejszego zespołu polskiej sceny rockowej, tamtego tamtego czasu, czyli Brygady Kryzys. Mamy filmik dotyczący Brygady Kryzys, więc jeszcze to będzie już ostatni, ale wokół którego chciałem jeszcze parę słów komentarza powiedzieć.
Nagranie:
- I w jakiś szybki sposób przedstawić nam może drogi wyjścia z tego kryzysu, który niewątpliwie się rysuje? - Nie, nie, nie, nie, nie, nie nie, nie, tak. - Kryzys to nazwa zespołu muzycznego, który od dwóch lat występuje na coraz bardziej liczących się estradach naszego kraju. Słuchając ich produkcji i patrząc na powodzenie, jakim cieszy się zespół nastolatków, z całą powagą uświadamiamy sobie, jak wiele szkody uczynił lekceważący stosunek władz oświatowych do spraw wychowania muzycznego i estetycznego w polskim szkolnictwie. Ale są także inne przyczyny tego dziwnego sukcesu. No bo w końcu kryzys to nasz pierwszy zespół estradowy, który ma w swoim dorobku płytę długogrającą wydaną przez filię największej francuskiej wytwórni Berkeley. Mówi Robert Brylewski: Wcale nie chcieliśmy, żeby nam ktokolwiek płytę wydawać. Przyjechał ten człowiek z Francji i po prostu powiedział „chcecie, to zrobimy coś razem”. A my żeśmy wcale w jakikolwiek sposób nie chcieli tego zrobić za wszelką cenę. Powiedzieliśmy „jeżeli chcesz, to rób”. Po prostu o to chodzi. Ja bardziej cenię na przykład udany koncert, na którym część młodzieży po prostu zrozumie to, co chcemy im przekazać. Nie jest jakaś taka twórczość, która powstaje nagle. Po prostu to już jest w naszych głowach i jest to po prostu nasze spojrzenie na świat, to, co prezentujemy od początku do końca. Jesteśmy przeciw wszystkiemu, co jest przeciw nam, przeciw wszystkiemu, co w jakikolwiek sposób ogranicza naszą jakąś swobodę. A jak można nie mówić o pesymizmie, skoro na świecie dzieje się tyle dziwnych rzeczy i rządzą światem dziwni politycy? Człowiek zapomina o swoich ludzkich odruchach, upchany jest tylko ambicjami i używa do tego celu innych ludzi. Człowiek używa człowieka.
Tomasz Toborek:
Tak przeszedłem do zespołu Brygada Kryzys, troszkę przerywając ten wątek jarociński, ale to jest ta sama strona sceny rockowej, zespół chyba najważniejszy. Zresztą Robert Brylewski to, jak wiemy, nie tylko Brygada Kryzys, ale później Armia, Izrael i tak dalej, więc postać chyba najważniejsza dla polskiej sceny niezależnej, już nieżyjąca. Ale tutaj taka piękna, fajna wypowiedź. Mam nadzieję, że wspaniale się go słucha. Nagrane, bo to też jest... Nie tylko z tego powodu to puszczam, ale też w różnych kontekstach jakby pewna sytuacja się powtarza, jeśli chodzi nawet o powstawanie takich filmów, twórców tego typu materiałów. Ten oczywiście zabawny komentarz, który państwo słyszeli na początku o szkodzie, jaką wyrządziła zła polityka w stosunku do młodzieży, brak oświaty i opieki nad zagubioną młodzieżą. Jestem prawie pewien, że był tylko taki alibi dla twórców, żeby mogli pójść i w tym klubie nagrać swój ulubiony zespół, żeby zarejestrować jego koncert, jakiś występ, wypowiedź. Takich sytuacji było bardzo dużo na początku tych zespołów jazzowych, o których państwu gdzieś tam mówiłem.
Jak Jerzy Hoffman jechał na festiwal jazzowy do Sopotu, to też komentarz jest taki krytyczny dla tych zespołów jazzowych, ale ma zarejestrowanych ileś fajnych występów, koncertów, których nigdy by nie zarejestrowano, bo kto wtedy miał kamerę, mógł nagrać jakiś koncert czy zrobić materiał. Podejrzewam, że tutaj mechanizm był całkiem podobny, że ten komentarz był tak troszkę dołożony. Natomiast dzięki temu, że jacyś tam zaprzyjaźnieni redaktorzy, dziennikarze i tak dalej mieli taką możliwość, no to oni po prostu przyjechali, nagrali zespół, który cenili czy nawet często swoich kolegów. No to jest ten cytat właśnie. Aż go przepisałem, żeby był. Ale państwo go słyszeli w całości. A jeżeli jesteśmy przy tych takich relacjach między muzykami a częścią, no nazwijmy to decydentów czy ludzi, którzy mieli wpływ na życie kulturalne, na to, co się wydaje, co się dzieje, no to trzeba powiedzieć tak, że tamten system też miał swoje... Po pierwsze miał swoje luki, które próbowano się, próbowano wejść i furtki, a poza tym było tak, że byli ci ludzie, byli ci ludzie, którzy też byli przychylni.
Niekoniecznie, jeżeli pełnili funkcję dyrektora wydawnictwa Tonpress czy Klubu Stodoła, czy jakichś innych miejsc. To niekoniecznie byli bardzo mocno związani ideowo z ówczesną władzą. Wręcz przeciwnie, często byli gdzieś tam po stronie muzyków, starali się im pomóc, starali się jakąś sprawę załatwić. No i taka jest na przykład historia słynnej czarnej płyty zespołu Brygada Kryzys, gdzie kiedy powstało nowe studio nagrań na Wawrzyszewie, to potrzebny był zespół do testowania tego studia. No i nie wymyślono żadnego ze znanych muzyków studyjnych czy któregoś z tych znanych zespołów telewizyjnych, nazwijmy to tylko zaproponowali znajomi oczywiście zespołowi Brygada Kryzys, który to zespół wszedł wtedy do studia i nagrał swoją słynną „Centralę” i inne utwory, i całą tę płytę. Smaczku całej sytuacji dodaje fakt, że to był najczarniejszy okres stanu wojennego zima z 81 na 82 rok, a zespół grający alternatywną opozycyjną muzykę jeździł ze specjalnymi przepustkami przez mroźną Warszawę nocami nagrywać, bo była godzina milicyjna. Przecież tak nagrywać właśnie „Centralę”, która była utworem o orwellowskiej takiej wizji właściwie świata, gdzie władza wszystko kontroluje i ma pieczę nad tym, co robią ludzie.
Ale płyta kończyła się utworem „Fallen, fallen is Babylon” też proroczym, więc wszystko dobrze się skończyło. I to były takie paradoksy tamtego czasu, też takie sytuacje. Jeszcze plakat z Jarocina, a tutaj tak, jeżeli jesteśmy właśnie przy tych paradoksach i sytuacjach związanych takich zderzenia na linii władza-muzycy, w tym wypadku też cenzura, no bo nie sposób mówiąc o tamtych czasach, nie powiedzieć o cenzurze. Tu znowu jest zespół Dezerter taki, no bo wokół niego skupia się najwięcej chyba takich problemów, zagadnień z tamtych czasów bardzo charakterystycznych. I tu takie dwa wątki chciałem dopowiedzieć. To bardzo stare zdjęcie jeszcze z tym skandalem na wokalu. Zespół Dezerter też według podobnego schematu, według podobnego klucza. Jak państwu mówiłem, tych kontaktów z zaprzyjaźnionymi dziennikarzami uczestniczył, wziął udział za namową dziennikarzy znajomych w konkursie jakimś tam muzycznym, w którym nagrodą było nagranie singla dla Tonpressu. W konkursie było dwóch laureatów Klaus Mitffoch i Dezerter. Klaus Mitffoch nagrał bez problemu utwór, bo Lech Janerka pisał utwory, których cenzorzy nie rozumieli, przynajmniej teksty, więc tam były „ogniowe strzelby” i tak dalej.
Utwory, które przeszły od razu. Natomiast gorzej było zespołem Dezerter, ponieważ tam właściwie żaden utwór przez cenzurę nie miał szansy przejść, więc Krzysztof Grabowski napisał utwory w takim, powiedzielibyśmy dzisiaj, socrealistycznym duchu, tak jakby komunistyczne hasła traktował śmiertelnie poważnie, z entuzjazmem. I napisał cztery utwory w stylu „Ku przyszłości”, „Spytaj milicjanta jak stać się doskonałym, pięknym, dzielnym, silnym, którędy dojść do celu i zawsze być niewinnym. Spytaj milicjanta, On ci prawdę powie. Spytaj milicjanta, on ci wskaże drogę". No i ten cenzor pewnie nie był zbyt rozgarnięty albo nie wyczuwał szyderstwa i ironii, i przepuścił te utwory. Ukazała się tak zwana „Czwórka”, singiel składający się z czterech utworów. Ja jestem posiadaczem takiego szczęśliwego białego kruka, bo jest białym krukiem, ponieważ drugi nakład już zmielono, bo ktoś się zorientował, gdzieś to poszło dalej i poszła fama, że ukazała się taka płyta, że to chyba jednak nie o to chodzi temu zespołowi, żeby sławić ustrój jedynie słuszny i drugi nakład już został zmielony. Ale cztery utwory totalnie szydercze w stosunku do ówczesnej władzy zostały nagrane.
Dość podobna jest historia płyty długogrającej Dezertera, trochę już później 86 chyba to był rok, kiedy zespół miał nagrać płytę długogrającą dla klubu płytowego Razem, bo większe wydawnictwa jakoś się nie podjęły jeszcze wydania płyty Dezertera. No ale i tak był problem. No bo oczywiście znowu cenzura. Zespół postanowił, wiedząc jaka jest sytuacja, że ich utwory się nie nadają do przejścia przez komunistyczną cenzurę. Oddał niejako, żeby sprawdzić sytuację, oddał wszystkie swoje utwory, pięćdziesiąt kilka, do cenzury, przeszło 12. I jeszcze z zastrzeżeniami, z propozycjami jakichś tam zmian i po długich negocjacjach wyrażono zgodę na wydanie tego longplaya. Chyba 18 utworów, nie, 16 jest. Ale on się ukazał z tak zwanymi pikami, czyli fragmenty tekstu, które się nie podobały cenzorom, zostały zagłuszone takim głośnym piknięciem. Do dzisiaj ten jest na wystawie tutaj też z moich zbiorów egzemplarz tej płyty Dezertera, która pod tytułem „Kolaboracja”. „Kolaboracja” też wtedy nie funkcjonowała pod tym tytułem, bo też się władzy nie podobał ten ten tytuł, ale też takim jakby fortelem udało się ukazać, że mówię też tylko w jakimś mniejszym gronie, w nakładzie 5000 egzemplarzy dla klubu płytowego Razem dla specjalnych abonentów tego klubu, a nie w powszechnej dystrybucji.
Więc jakby w ten sposób też starano się ograniczać ten przekaz, jaki płynął ze sceny. Więc cenzura tutaj odgrywała ogromną rolę, chociaż też trzeba oczywiście zwrócić uwagę na jej łagodzenie w czasie sytuacji w ogóle PRL-u od lat 40. 50. No generalnie proces był taki, że ona była coraz łagodniejsza i było to zmiękczanie systemu cały czas. Ale już w latach 80. kiedy władza miała kłopot z opozycją, kłopot ze zorganizowaną opozycją, no to jacyś tam dziwacy występujący gdzieś w prowincjonalnym Jarocinie, no już nie byli dla nich jakimś kimś szczególnie, kogo się bardzo obawiali. To jest też trochę wytłumaczenie, dlaczego Jarocin się mógł odbywać. To jest też jakby na szerszą dyskusję temat, ale było coraz łatwiej, było coraz więcej tej muzyki, było coraz łagodniej, a cenzura funkcjonowała wtedy, kiedy przychodziło zespołom coś nagrać, zarejestrować. Natomiast jeżeli chodziło o koncerty, no to pewnie część państwa jak przyszliście tutaj, interesujecie się tą problematyką. No wie, że odbywał się w centrum Warszawy, w namiocie cyrku Intersalto festiwal Rób reggae, na którym też śpiewano jawnie opozycyjne teksty i występowały te zespoły i też to jakoś uchodziło, a bynajmniej nikt tam się cenzurą jakoś specjalnie nie przejmował.
Tak samo było w Jarocinie, gdzie oddawano na karteczkach teksty rzekomo do cenzury. Nawet nie rzekomo dawano do cenzury, tylko że cenzor później nie sprawdzał tego. To zazwyczaj była jedna osoba z tego, co mi wiadomo, czasem była spojona alkoholem przez organizatorów. To trzeba powiedzieć, bo to też była jakaś taka metoda. A tak to po prostu było też tak, że były te całonocne długie koncerty z nienajlepszym nagłośnieniem. Gdzie on tam taki cenzor miał siedzieć i rejestrować, kto co nieprawomyślnego zaśpiewał podczas takiej imprezy. To zupełnie jakby inna sytuacja była na koncertach niż wtedy, kiedy trzeba było coś zarejestrować. Nikt tego cenzora też nie rozliczył, tak że on coś przepuścił, mówiąc kolokwialnie. Tak po prostu poszło i już. Natomiast gdy miało zostało być zarejestrowane, nagrane, no to sytuacja była zupełnie inna. Było dużo takich anegdotycznych sytuacji związanych z cenzurą. Jak zespół T.Love nagrał piosenkę „Wolny jak taczanka na stepie”, to się to zeszło z czasem z wycofaniem wojsk radzieckich z Afganistanu na przykład i od razu postrzegano to jako jakąś polityczną aluzję i też musiał Muniek Staszczyk walczyć z cenzorami i tłumaczyć mu, że ta piosenka jest jednak o czymś innym.
W tym wypadku się udało, bo przeszedł, bo pamiętam z tamtych czasów, że ten utwór poszedł i ostatecznie był prezentowany, więc czasem cenzorzy byli nadgorliwi, czasem czegoś nie zrozumieli. Niektórzy z muzyków wspominają to jako taki rodzaj gry, rywalizacji z tym cenzorem. Czy da się go jakoś oszukać? Czy on będzie bystry? Czy on będzie niezbyt mądry? Czy to jeszcze różnie było, bo ci niezbyt mądrzy byli często tacy, że woleli się na nic nie zgodzić, bo wtedy było łatwe, że wtedy było oczywiste, że nic nieprawomyślnego nie przejdzie. Tutaj dalej mamy fotografie. Jeszcze państwu chcę pokazać... Całe moje zainteresowanie, też zainteresowanie muzyką i tą sceną było oczywiście od zawsze i od dawna, natomiast ono takie przybrało formy publikacji. Wzięło się stąd, że w IPN-ie w Łodzi znaleźliśmy materiały z inwigilacji festiwalu rockowego w Jarocinie. Tak to jest w strukturze IPN-u. Niech mnie państwo nie pytają dlaczego, ale Jarocin pod Łódź podlega. I tam trafiły zdjęcia z festiwalu i dokumenty z inwigilacji festiwalu. Generalnie w ogromnej większości z lat 86-88 z opisami funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa, którzy byli wysyłani po to, żeby obserwować tą młodzież, która przyjeżdża na festiwal. Co ciekawe, nie interesowało ich ponownie, tak jak w przypadku tego cenzurowania, też ich nie interesował w ogóle przekaz płynący ze sceny. Oni mieli za zadanie obserwować młodzież, czy ktoś nie rozrzucał ulotek, jak się zachowuje, co robi, ponieważ nic takiego się nie działo. To co ci funkcjonariusze skupili się na opisywaniu subkultur, ich zwyczajów, strojów, co skutkowało opisami, które dziś nadają się generalnie na jakiś kabaret czy nie wiem, czy będę to miał jakieś zdjęcie, to jeszcze skomentuję, bo oni taką esbecką nowomową, często jakąś zmilitaryzowaną próbują określić. Na przykład grupy i podgrupy ruchu punk i tak dalej. Zupełnie rzeczy kuriozalne, ale to byli zwykli funkcjonariusze Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Kaliszu albo nawet Rejonowego Urzędu w Jarocinie. Oni naprawdę nie wiedzieli, o czym za bardzo piszą. Jak to ugryźć, jak to opisać? Ale dzięki nim mamy mnóstwo ładnych zdjęć z jarocińskich festiwali. Tu przed chwilą był zespół Moskwa, najszybciej grająca kapela w Europie, jak chwalił się sam lider, więc trudne do potwierdzenia, ale powiedzmy, że mu wierzymy.
Ja mam sentyment, bo to łódzki zespół. Ryszard Riedel z zespołem Dżem. No mówiłem państwu o tym, że też cenię. Nie byli po prostu tacy wykonawcy, którzy grali dobrą rockową, bluesową muzykę. To jest koncert Tadeusza Nalepy z zespołem Dżem chociażby. Wracając z transparentem zespołu Republika, no to możemy wrócić do tej tematyki, tego zderzenia, troszkę tych zespołów oficjalnych ze sceną niezależną, tą kontrkulturową, bo tak jakby też może nie nadmiernie gloryfikując właśnie ten Jarocin, tą publiczność, ona potrafiła też być bardzo nietolerancyjna. Powiedzmy tak dla zespołów, które jej nie odpowiadały. I kiedy w 1985 roku przyjechał zespół Republika, już kojarzony z mediami, z telewizją, z takim sukcesem komercyjnym, no to dla muzyków to był trudny koncert. Ledwie go przetrwali. Tam leciały różne przedmioty na scenę, wyzwiska i tak dalej. I ciągły gwizd. Przynajmniej na początku, bo zespół zagrał podobno znakomity koncert i jakby się obronił, a na końcu publiczność domagała się bisów. Zespół nie wyszedł troszkę pogniewany na tę publiczność.
Grzegorz Ciechowski powiedział, że on nie jest rockandrollowcem i więcej w Jarocinie już nie wystąpi na takim festiwalu w związku z tym. Ale ju taki zaczął się tworzyć troszkę podział między, dość silny, już mniej więcej od 1983 roku były zapowiadane zespoły, na przykład Lady Pank i Lombard jeszcze w Jarocinie, że przyjadą przed festiwalem, że być może. Ale ktoś poszedł po rozum do głowy, stwierdził, że to nie jest ta impreza, ten festiwal, na której mogliby wystąpić tacy wykonawcy, którzy może by niektórzy i nie dokończyli koncertu, jeśli w atmosferze tamtej, jaka była w Jarocinie, w jaki sposób traktowane były te zespoły telewizyjne, nazwijmy to tak bardzo ogólnie. Oczywiście jedne z nich były no bardziej na cenzurowanym, inne były bardziej do tolerowania. To różnie bywało, ale no zespół... W przypadku zespołu Republika dochodziły gdzieś tam jakieś grzywki kojarzone z subkulturą poppersów, z kolei niecierpianą przez punków, to jeszcze to dochodziło. Taka elegancja, która w Jarocinie była nie do przyjęcia albo przynajmniej niechciana.
Więc to też było dość oczywiste. Na kolejnych zdjęciach mamy zespół Aya RL z Pawłem Kukizem. To zresztą też był zespół grający dość taką nastrojową, spokojną muzykę. Miał kłopot ze skończeniem koncertu, bo później miał być koncert heavy metalowego zespołu i cały czas skandowano heavy metal, heavy metal i tak dalej. I koncert się nie udał, delikatnie rzecz ujmując. Ale inni wykonawcy, Czesław Niemen na przykład występował w 1987 roku bodajże i był dobrze przyjęty. Nikt tutaj nie miał wątpliwości, że akurat on przecież też występuje w mediach. Jest uznaną postacią sceny od lat, ale jego jakby tolerowano, akceptowano, w przeciwieństwie do tych zespołów pokazujących się jako no dzisiaj jako opozycyjne jakieś. O zespole Dezerter już mówiłem, to wrzuciłem okładkę z płyty „Kolaboracja”. Ona się zmieniła, na tej pierwotnej napisu „Kolaboracja” nie było, zresztą nazwy, tytuły też podlegały cenzurze czy jakiejś tam ocenie. No to znane są sytuacje, kiedy zespół Brygada Kryzys, drugi człon tej nazwy, jak wiemy, był zakazany w pewnym momencie historii i proponowano zespołowi, że mogą gdzieś zagrać, ale pod nazwą Brygada K. na przykład. Zespół stanowczo odmawiał. Zresztą później wokół tego problemu doszło właściwie do rozpadu zespołu i tego, że on nie mógł dalej występować, bo nie chciano zorganizować zespołowi o tej nazwie koncertu. Tak samo było zresztą z zespołem Dezerter, który najpierw nazywał się SS20 od radzieckich pocisków rakietowych, więc zdecydował się zespół na zmianę nazwy, chociaż w stanie wojennym nazwa Dezerter też pewnie była dość prowokacyjna. Trudno było ocenić inaczej niż prowokację też nazwa zespołu Moskwa. Wiadomo, ironia i szyderstwo też jest dość trudno, jak już wiemy, udowodnić. Ale też w pewnym momencie w Rozgłośni Harcerskiej Polskiego Radia, gdzie te zespoły niezależne trochę puszczano, pojawił się nagle zespół Mkwa. Nie wiadomo czemu. Okazało się, że to jest znany wszystkim zespół Moskwa, ale w nazwie szyderstwo z najważniejszego sojusznika Polski Ludowej było niedozwolone i też cenzurowano nazwę, nie pozwalając na występy zespołowi właśnie pod tą nazwą. Na kolejnych fotografiach jest to zespół Izrael. Tu jeszcze raz Robert Brylewski w tym wydaniu reggae. Mówiłem też o tym, że Jarocin skupiał bardzo różną muzykę różnych wykonawców tej sceny, takiej typowo punkowej, wcale nie było tak dużo, że polski punk był jednak taki...
Część zespołów przyjęła ten wzorzec punkowy z tego nurtu punkowego typu WC i tak dalej. Tutaj mamy chociażby Armię, tak. Wywodzące się jakby stąd troszkę już późniejszego nurtu punkowego. Ja bym określił tę twórczość jako już troszkę bardziej intelektualną, tak jak Dezerter, jak Armia, parę innych, a nie takich ortodoksyjnie punkowych, nihilistycznych, jakby negujących całkowicie rzeczywistość. Te teksty były jednak zupełnie inne. Jak poczytamy teksty Dezertera czy Armii, to jednak trochę o coś innego chodziło. No i trzeba powiedzieć, że Jarocin był też takim miejscem, gdzie debiutowało, występowało wielu muzyków później, którzy są już dla nas dzisiaj rozpoznawalni, a zaczynali też od tej sceny niezależnej, kontrkulturowej. To jest Robert Gawliński na przykład z zespołem Madame wtedy takim zimnofalowym, to też była taka w początku lat 80. wzorująca się na Joy Division, The Cure grupa zespołów grających taką muzykę. Muniek Staszczyk z zespołem T.Love. To jakiś fragment koncertu Izraela, no bo jest Darek Malejonek z Robertem Brylewskim, zespół Kult. No zespół Kult to też charakterystyczne z nim historie. No właśnie, przy okazji cenzury zapomniałem powiedzieć, bo w przypadku zespołu Kult właściwie nie ma co mówić, bo nic im nie pozwalano nagrać ani zarejestrować. To u nich była taka historia. No ale taki utwór jak „Polska” komentujący, opisujący w absolutnie bezpośredni sposób, jak wygląda Polska lat 80. No, nigdy nie mógł się ukazać aż do 89 roku na żadnym wydawnictwie. A pierwsza płyta Kultu, ja byłem jeszcze niezorientowany wtedy, jak ona się ukazała, zastanawiałem się, dlaczego tam są takie słabe utwory, nieznane, nieciekawe. No przecież na koncert się idzie, takie fajne kawałki grają, zaangażowane są. Ona była tak pocięta przez cenzurę, że właściwie tam chyba jeden utwór przeszedł z pierwotnie założonych, który miał zostać nagrany. Tak, ta biała z białą okładką z napisem Kult. Płyta całkowicie zmasakrowana, jak się to brzydko mówi, przez cenzurę. A druga taka historia. Jeszcze był taki utwór zespołu Kult związana z cenzurą. Utwór „Wódka” z kolei opisujący proces otumaniania społeczeństwa przez alkohol, który jest dostępny, tani i ma być tą używką, która powoduje, że społeczeństwo jest rozpite i w ten sposób, nie wiem, nieaktywne, niezaangażowane i tak dalej. No oczywiście coś takiego nie mogło przejść przez cenzurę. Ale tu zastosowano trochę inny wybieg. Tym bardziej, że to już była druga połowa lat 80. To było trochę łatwiej. Też od razu nadmienię, Kazik Staszewski zmienił tytuł z „Wódka” na „Na całym świecie źle się dzieje, koledzy”. Troszkę, że tak powiem, złagodziło to wydźwięk tego, że nie chodzi tutaj o PRL, ale o generalnie to, co się na świecie gdzieś tam dzieje i pod takim tytułem utwór, ale też na płycie z klubu płytowego Razem wtedy mógł się ukazać i został zarejestrowany tutaj. Tomasz Lipiński tutaj z zespołem Tilt oczywiście, tak, jeszcze raz Robert Brylewski, Dezerter. No i trochę zdjęć też, w naszym archiwum zachowało się takich operacyjnych, z samego miasta, z Festiwalu Jarocińskiego, tego jak wyglądało miasto w tym czasie. To też dobrze pokazuje, czym był Jarocin. Czym był Jarocin, czym było to zjawisko. Tam się gromadzili i nie tylko muzycy, ale wszyscy ludzie związani z taką kulturą alternatywną, z jakimiś ruchami innymi niż te oficjalne.
Religijnymi też, bo była i Oaza, i Hare Kriszna. Monar, Marek Kotański tam przyjeżdżał jakby no rozmawiać z tą młodzieżą i jakby reklamować swoją działalność. Zdjęcia operacyjne, o których mówiłem i te takie podpisy, o których państwu mówiłem, że to jest jedno z tych zdjęć operacyjnych zrobionych przez funkcjonariusza Urzędu Bezpieczeństwa. Tak jak państwo wspominałem, te opisy jakby militarystyczne, które się pojawiały pod nimi. Tutaj koledzy wiozą na jakimś wózku, może gdzieś znalezionym na śmietniku albo gdzieś swojego kolegę. Podpis pod tym zdjęciem, akurat to sobie zapamiętałem. To jest „przemieszcza się brygada z nowo wybranym przywódcą”, tak brzmi podpis. Więc tak opisywano te wydarzenia, to zjawisko. No to są akcesoria zabrane uczestnikom festiwalu, którzy gdzieś tam funkcjonariusze zabrali, powieści, bo uważali je za niebezpieczne. To był dobry pretekst. Tak zabierano sorty mundurowe, tak zwane. Czyli ktoś miał nieregulaminowe coś związanego z wojskiem, jakiś strój czy czy moro tak zwane czy jakieś elementy stroju milicjanta były zabierane. Albo te wszystkie pieszczochy, jak to się wtedy mówiło, też zabierano.
No to zdjęcie wspomnianego Marka Kotańskiego. Hare Kriszna. Zdjęcia z kościoła w Jarocinie też wykonywano tam. Zdjęcia. Te msze, bo to były msze za zmarłych muzyków, one się cieszyły ogromną popularnością wśród młodzieży. Tam przychodziły tłumy. To też jest dość charakterystyczne dla Jarocina, że ta odmienność czy trochę inny charakter, no nie skutkował na przykład niechęcią do religii czy Kościoła. No to różnie z tym bywało. Generalnie był lewicowy czy tam jakiś niespecjalnie przychylny religii, Kościołowi i tak dalej. Tutaj sytuacja była trochę inna. Tak, na organach grał Józef Skrzek. Publiczność przychodziła tłumami, nie mogła się pomieścić w kościele. Zresztą są takie charakterystyczne też takie elementy poglądów tych muzyków z tamtych czasów, chcieli być po prostu niezależni i inni niż ta oficjalna wykładnia czy oficjalna polityka. Czy wszystko to, co jest, co się dzieje w świecie polityki, starano się być krytycznym i tak dalej. Jeżeli na przykład aborcja była czymś dozwolonym, to zespół Prowokacja śpiewał piosenkę zarejestrowaną na płycie Fala, zresztą przeciwko aborcji, opisującą ją w taki okrutny, drastyczny sposób.
No co pokazu takie troszkę jakby z dzisiejszego punktu widzenia powiedzieliśmy, że jednak takie troszkę odwrócenie sytuacji. A to zespół punkowy, który komentował to zjawisko w taki, a nie inny sposób. To też było dość charakterystyczne, ale ponieważ to było częścią ówczesnej rzeczywistości, to więc podlegało krytyce, więc no tak jak inne rzeczy. No oczywiście zdjęcia z domu, zdjęcia gdzieś tam z tańców, pogo, zdjęcia z koncertu heavy metalowego, zdjęcia z amfiteatru jarocińskiego To wszystko wykonywali funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa. Na koniec tego mojego wystąpienia jeszcze taki jeden plakat. Jarocin już z czasów po przełomie. Rok 93. Nie dlatego, żeby reklamować firmę, która się tu gdzieś pojawia to państwu prezentuję, ale dlatego, że chyba tamta scena... Sam festiwal w Jarocinie paradoksalnie funkcjonował w tamtym systemie także dlatego, że tamten system był dla niego jakąś pożywką. W zderzeniu z tamtym systemem jarociński bunt miał rację bytu, miał sens, dawał emocje towarzyszące tej niezgodzie na to, co się co się dzieje. I ten dualizm nakręcał Jarocin.
Kiedy pojawiła się wolność, kiedy pojawiło się swobodny wybór, kiedy pojawiły się względy komercyjne po prostu, no to trochę jakby zabrakło koncepcji, co z tym festiwalem ma się dziać. Nie było pomysłu na to, czy to ma być dalej festiwal dla gdzieś tam wybranych, wtajemniczonych, kontrkulturowych, czy też zwykły festiwal rockowy, gdzie przyjeżdżają gwiazdy i kupuje się drogie karnety, ale słucha się po prostu dobrych zespołów. Trochę to poszło w tą stronę. W 93 roku. Wtedy autorem koncepcji, dyrektorem był Kuba Wojewódzki festiwalu i on próbował zrobić po prostu zwykły komercyjny festiwal z Jarocina. To też nie zagrało, mówiąc bardzo delikatnie. Punkowa, ta ortodoksyjna punkowa publiczność, o której mówiłem, na to się nie godziła. Domagano się cały czas występów punkowych zespołów, zakrzykując jakby innych wykonawców. No i jak już doszło do awantur na ulicach miasta, bijatyk, pobicia reportera, fotografa Gazety Wyborczej, no to się okazało, że festiwal upada, to już był 94 rok i za dużo się zrobiło jakby tych różnic i negatywnych emocji, także między poszczególnymi subkulturami, gdzie już w pewnym momencie do Jarocina zaczęli przyjeżdżać ci, którzy byli jakby po różnych stronach, gdzieś tam w różnych subkulturach się zaczęły takie niezdrowe rywalizacje.
No to festiwal upadł, kiedy jakby zabrakło tego, wydawałoby się najgorszego czynnika, jakim był opresyjny system, no to festiwal troszkę jakby może nie tyle stracił sens, ale na pewno się żywił tamtą sytuacją, tamtym systemem i upadł. A scena w naturalny sposób się z kolei jakby skleiła tych wykonawców, których tutaj widzieliśmy jarocińskich, postrzeganych jako ci no wtedy kontrkulturowi opozycyjni. Nie wiem, jak to nazwiemy, gdzieś tam przebili się ze swoimi zespołami, zrobili kariery, jak to w normalnej sytuacji i już w normalnej rzeczywistości, która też zweryfikowała tych, którzy mają większy talent, potrafią działać na dłuższą metę, są lepsi warsztatowo i tak dalej, no to to jest jakby oczywiste. No ale do dzisiaj też troszkę takie toczą się dyskusje, jak to było. Kto uczestniczył w większym stopniu w starciu z ówczesną władzą? Kiedy się odbywała premiera takiego filmu „Beats of Freedom”, opisująca zjawisko tamtej sceny rockowej, no to niektórzy się buntowali przeciwko tamtemu obrazowi, bo wszystkie te zespoły z pierwszej połowy lat 80. niejako zastane, zostały wrzucone do jednego worka jako ci, którzy nie walczyli wspólnie z systemem.
Pamiętam takie komentarze Tomasza Budzyńskiego właśnie z Armii, który jakby nie zdzierżył już tej sytuacji, a zespół Dezerter, który też wiele razy wspominał, on był na tej premierze i odmówił wyjścia na scenę, bo już może nie będę wymieniał z imienia i nazwiska, ale na widowni najbardziej fetowane i witane były osoby, które postrzegano jako te, które 40 lat wcześniej raczej uczestniczyły w tłumieniu tej punkowej rewolucji i tej sceny, a nie były jej sprzymierzeńcami. No to może tyle. Jak będą jakieś pytania, to bardzo chętnie państwu odpowiem. Dziękuję.
Bartosz Wójcik:
Proszę państwa, jak to zwykle na naszych wydarzeniach bywa, to jest ten moment, kiedy można zadać pytanie, udzielić komentarza, być może wejść w polemikę. I pytanie czy czy mamy chętnych? Już.
Publiczność:
Dziękuję za świetny wykład. Ja mam takie konkretne pytanie, bo czegoś tam nie zrozumiałem chyba. W tym filmiku z Robertem Brylewskim była mowa o jakiejś płycie wydanej przez francuską wytwórnię. Co to jest ta płyta w ogóle?
Tomasz Toborek:
To jest płyta... Nie wiem, bo tak źle się wyraziłem, mówiąc o płycie „Kolaboracja”, że to jest Brygada Kryzys.... Źle się wyraziłem, mówiąc o „Czarnej płycie”, że to jest pierwsza płyta. Wcześniej ukazała się płyta, bo na jeden z koncertów Brygady Kryzys przyjechała ekipa z Francji, taka kręcąca może nie... Oni najpierw przyjechali jakby trochę z intencją zrobienia filmu o niezależnej scenie rockowej w Polsce, ale przy okazji zarejestrowali materiał z koncertu Brygady Kryzys i wydali to we Francji. I to trafiło później do Polski. To jest taka płyta z niebieską okładką, z przewracającym się Pałacem Kultury. Nie wiem, czy państwo to kiedyś widzieli. To jest pierwsza płyta tak naprawdę w takim układzie pierwsza płyta Brygady. Tutaj Robert Brylewski trochę to komentuje inaczej na tym filmie niż później to komentował, to znaczy później mówił, że to się wydarzyło całkowicie bez wiedzy zespołu. To znaczy to wydanie tejże płyty w ogóle nie było uzgodnione, bo to był słaby materiał. To znaczy to był pół koncert, pół próba jakaś, nie wiem, w niewielkiej sali, gdzie oni nie byli za dobrze przygotowani. To jest słaby koncert, oni by chyba w ogóle tego nie chcieli wydać. No ale to się już wydarzyło i się ukazało we Francji.
Publiczność:
W którym roku był ten koncert? Orientuje się pan?
Tomasz Toborek:
Nie, ja nie będę wymyślał, nie będę udawał, że wiem.
Publiczność:
Mi się wydaje, że to jeszcze był 80. Czyli to nie były czasy Brygady Kryzys tylko Kryzysu.
Tomasz Toborek:
Tak, jeszcze pod nazwą Kryzys.
Publiczność:
Ale gdzieś tam płytę można dostać, a nawet nie wiem, czy państwo się orientują, czy ona gdzieś jest dostępna na jakimś Allegro, na jakimś..?
Tomasz Toborek:
Ona chyba nie była wznawiana nigdy, bo tak jak część tych utworów czy koncertów gdzieś tam się później ukazało w różnych wytwórniach, tam w Moich oczach i tak dalej, w tych wydawnictwach, to ta płyta chyba nie. Wydaje mi się, że nie.
Publiczność:
Dziękuję.
Publiczność:
Ja tylko tak gwoli sprostowania. Ta pierwsza płyta Kryzysu, o której mówi Brylewski, to jest koncert nagrany przez Barclay. Plus to są nagrania, które jeszcze specjalnie zrobili do studia i to jest wydane za zgodą, chociaż jej bardzo nie lubią, I ona była wznawiana. A ta z przewalającym się Pałacem Kultury to jest koncertówka, to jest pierwszy koncert Brygady Kryzys wydany przez angielskie wydawnictwo, gdzie taśmy pojechały do Anglii i wróciły dopiero jako taki bootleg. To jest też pierwszy koncert warszawski Republiki. Brzmi tragicznie, ponieważ akustyk najadł się ciastek z haszyszem, więc nie słychać tam w ogóle basu. Przy okazji najadła się też Republika. Gdzie są jakieś nagrania z tego koncertu, gdzie koncert skończył się po dwóch i pół utworu, gdzie Ciechowski krzyknął na koniec, że to jest prowokacja i zeszli ze sceny. I ona została tylko wznowiona na CD później. Nie ma dodruku do tłoczenia winylowego.
Tomasz Toborek:
Czyli Brylewski mówi nie o tej płycie.
Publiczność:
Brylewski mówi o Kryzysie. To jest 80 rok. A ta koncertówka to jest wydana w 82, to jest 13 października 82 roku..
Publiczność:
Tak, to jest tam końcówka. To jest na pewno, nie to. Radio Toruń, tu jest Radio Centrum. Tak to jest ze studenckiego Radia Centrum i to już jest późniejsze. I to zostało wydane na tłoczeniu. I tam śpiewa Mirek Szadkowski między innymi. A ta cała płyta to jest fragment koncertu, jakaś spora część koncertu, gdzie śpiewa Brylewski, tam jest jakiś „Złodziej ognia”, „Dolina lalek” i do tego jest tam chyba dwa albo trzy utwory, które dograli w studiu do tej płyty.
Bartosz Wójcik:
Bardzo dziękujemy za to uzupełnienie. Czy ktoś jeszcze ewentualnie? Nie widzę. W takim razie ja sobie pozwolę jeszcze zadać pytanie dotyczące festiwalu w Jarocinie, dlatego że z perspektywy czasu on urósł do rangi takiego wydarzenia pokoleniowego. Natomiast jak tutaj sobie też wcześniej z panem doktorem rozmawialiśmy, chciałem zapytać właśnie, jaka była faktyczna skala i na ile jest to doświadczenie pokoleniowe, jest taką kreacją de facto już z perspektywy czasu, na ile rzeczywiście czymś takim był.
Tomasz Toborek:
Tak, cieszę się z tego pytania. Rozmawialiśmy o tym wcześniej, bo wydaje mi się, że jest jakieś takie zafałszowanie troszkę po latach tego, czym był Jarocin. Moim zdaniem Jarocin i cała ta scena była zjawiskiem niszowym. Przede wszystkim to po latach, także ze względu na taki medialny rozgłos, także na te rzeczy wszystkie nieprzyjemne, jakieś tam awantury i inne historie, z których robiono sensację, większość ludzi wie, co to Jarocin, że taki festiwal się odbywał i tak dalej. No ale to była impreza, która w absolutnym, szczytowym momencie przyjeżdżało 20 tysięcy ludzi z całej Polski. Generalnie to było 10-15 zespołów, których... Albo inaczej. Osób, które słuchały tego typu zespołów, część z państwa to pewnie pamięta, to nie była scena, w którą szło się do, nie wiem, ja chodziłem do szkoły, wtedy się dzieliło z dziesiątkami kolegów. Że ten zespół nagrał taką piosenkę. W mojej szkole liczącej kilkaset osób, no to były dwie takie osoby, które wiedziały, kto to jest Dezerter, Moskwa czy Siekiera.
To dzisiaj możemy mówić o, nie wiem, Przystanek Woodstock to jest, nie wiem, 300-400 tysięcy ludzi tak. W kraju, w którym liczba ludzi za bardzo się nie zmieniła. A te 20 tysięcy przyjeżdżających do Jarocina z całej Polski, no to byli ludzie wtajemniczeni, którzy mieli swoją muzykę, chcieli się spotkać raz do roku. W Jarocinie posłuchać zespołów, których na co dzień posłuchać nie mogli, a nawet porozmawiać o nich z kolegami ze swojego miasta czy gdzieś tam z otoczenia nie bardzo, bo oni nie za bardzo wiedzieli co to jest i czym się to je. Więc to nie było zjawisko masowe, to nie było zjawisko pokoleniowe, to było zjawisko ważne dla części tamtego pokolenia. Tej, tu będę trochę gloryfikował, jakiejś tam szukającej bardziej świeżego przekazu, czegoś autentycznego. W sumie chyba tylko nie tylko w muzyce tak, ale w różnych dziedzinach życia. Dlatego też nieprzypadkowo, kiedy jest, że jeżdżę gdzieś tam z jakimiś wykładami, spotykam byłych uczestników Jarocina, to też są ludzie, którzy gdzieś tam później w życiu coś fajnego robili i robią, bo poszukiwali od początku gdzieś tam czegoś ważnego, wartościowego. Nie karmili się tylko tym, co dają im media w tamtym czasie, takie a nie inne, tylko mieli własne zdanie. Może tak trzeba powiedzieć.
Bartosz Wójcik:
Dziękuję. Czy ktoś z Państwa jeszcze...
Publiczność:
Przyszło mi do mi do głowy coś. Bo jak patrzymy na temat dzisiejszego wykładu, to jest Lista Przebojów Trójki a Jarocin. Bardzo mało było, jeśli nic chyba nie było o Liście Przebojów Trójki. Jakieś takie...
Tomasz Toborek:
Jarocin jako symbol muzyki niezależnej. Program Trzeci, lista Programu Trzeciego miała być jako symbol tych wszystkich wideotek i całej tej sceny oficjalnej, ale tak... No to trzeba. Mnie się kojarzy najbardziej taka wypowiedź Tomasza Budzyńskiego, który wspominał, że nie wiem na którym, bo to on mówił, ale skoro pamiętam, to chyba chyba nie zmyślał, że na jednym z festiwali w Jarocinie w ramach niespodzianki dla publiczności zrobiono łączenie z Programem Trzecim Polskiego Radia. Akurat chyba z Listą Przebojów Programu Trzeciego. I był jeden wielki gwizd na... Okazało się, że nie jest to zbyt mądry pomysł, ponieważ taka była jakby różnica w spojrzeniu na muzykę, w podejściu do twórczości i tak dalej. Natomiast lista przebojów oczywiście odegrała ważną rolę w propagowaniu tej muzyki. To jest taki kolejny przykład, jeśli chodzi o wydarzenia jakieś takie na styku władza a muzycy. No to jest ta słynna historia zespołu Maanam, który odmówił występu w Sali Kongresowej na imprezie dla młodzieży ze Związku Radzieckiego i z Polski. No to trochę nawiązanie do tego, co państwo widzieli w wykonaniu Lady Pank, tak?
No niektórzy się postawili i potrafili odmówić. Kora Jackowska odmówiła występu na imprezie propagandowej komunistycznej w Pałacu Kultury. No i za to był zakaz puszczania Maanamu w radiu. Marek Niedźwiecki użył takiego wybiegu wtedy, fortelu. Były dwa utwory na liście przebojów Simple Story, chyba na drugim miejscu i jakiś tam na niższym. I nie wolno było im puścić tych utworów. No ale wiemy, to były takie czasy, kiedy robiąc coś, to się tak puszczało oko do publiczności, czasem się zrobiło coś niedosłownie, ale także liczyło się na to, że publiczność zrozumie. Więc on zrobił werble z utworu „To tylko tango”. Wyjął werble z tamtego utworu takie charakterystyczne. To wykorzystujemy ten motyw tutaj na wystawie zresztą, opisując to i te werble się pojawiają, kiedy opisujemy tę historię. I w miejscu, w którym miały się pojawiać te utwory Manamu czy nawet po poprzednich innych utworach, które się wtedy na liście pojawiały, puszczał te werble. Kora Jackowska stwierdziła, że później już kochała Marka Niedźwieckiego za to, co wtedy zrobił i jak się zachował.
On jakoś specjalnie bardzo opozycyjny nie był i tam nie robił jakichś nie wiadomo jakich rzeczy, ale w tym wypadku zachował się tak, bym powiedział, oryginalnie i bardzo fair i pokazał taką niezgodę na to, co się działo. No więc no takie rzeczy też były. Też nie możemy chyba też popaść w tę przesadę, że tylko ci, którzy w sposób radykalny, nie wiem, komentowali tamten system, śpiewali o tym, że on jest taki, jaki jest, tylko po prostu niektórzy byli zwykłymi muzykami, którzy czasem zderzyli się z tamtą rzeczywistością, czasem w jakiś sposób komentowali i już. No i ci byli na liście Programu Trzeciego. Czasem przedostały się tam utwory takie, które wydawałoby się, że nie powinny. Jednak dziwne, że władza to przepuściła czy w ogóle do mediów, ale generalnie była to audycja rozrywkowa. Po prostu wszyscy się cieszyli taką popularnością i boomem na muzykę rockową. Trochę analogicznie jak to było w latach 60., chociażby kiedy był big beat i tak dalej. A pierwsza połowa lat 80. w Polsce była też takim po prostu zwykłym, żywiołowym, radosnym rozkwitem muzyki rockowej. Niektórzy ją tylko tak postrzegali i bawiło ich to, czy pierwsza na liście będzie republika, czy ma nam po prostu, nie.
Publiczność:
A jeszcze jedno, mogę jeszcze, przepraszam. Właśnie jeśli chodzi o tą nie wiem, dopuszczanie piosenek na Listę Przebojów Trójki. Na ile to była autocenzura redaktorów czy redaktora Marka, a na ile to było jakieś, nie wiem, ingerencje tej powiedzmy, władzy.
Tomasz Toborek:
Znaczy nacisk jak były, to zawsze były nieformalne. Tak, i to jest dość oczywiste. Nigdy niczego takiego nie widziałem, nie wiem, na piśmie. Tak tylko można gdzieś przeczytać w jakichś, nie wiem, jak ktoś się zdecydował spisać wspomnienia, opisał jaka była sytuacja i tak dalej. Więc tylko w ten sposób to trochę decydowało, że o ile mi wiadomo, na Listę Przebojów Trójki głosowało się na te utwory, które są puszczane w Trójce. I na przykład w ogóle nigdy się nie pojawił utwór „Przeżyj to sam” na liście przebojów, bo jego nie było, tak. Byłby pewnie kłopot, gdyby on akurat z tym refrenem i tak dalej, taki tekst znowu zyskał jakąś za dużą popularność, to pewnie by się to władzy nie podobało. No są takie sygnały i opowieści. No ale to ze strony muzyków. Nie wiem, na ile im wierzyć w tym wypadku, że były naciski na „Mniej niż zero” właśnie, żeby je wycofać z listy. Jak się wejdzie na jakiś popularny artykuł. Nawet szukałem ostatnio, tak sprawdzając historię tych utworów w jakichś popularnych pismach. Artykuł w piśmie „Zwierciadło” znalazłem, gdzie napisane jest, że były naciski i została wycofana z listy przebojów. Sprawdziłem wszystkie edycje listy przebojów, bo to wisi w Internecie bez problemu. Nie zostało. Była przez pełna 13 tygodni na liście i nikt tam nic nie zrobił. To jeszcze czasem tak było, że władzy coś się nie podobało, ale nie ingerowała, bo uważała, że jeszcze więcej szkody z tego będzie, niż gdyby tego nie zdjęli. Bo jak już przy drugim tygodniu na liście jest na drugim miejscu i wszyscy o tym wiedzą i nagle znika, to to jest jeszcze chyba większy konflikt i jeszcze większa szkoda, niż byłaby korzyść ze zdjęcia tego utworu.
Publiczność:
Paradoksalnie władza skutecznie zaingerowała dopiero w 2019 roku i zamordowali listę. Z listą przebojów to tak jak pan mówi, ale należy się też odnieść do tego, co się w drugiej połowie lat osiemdziesiątych działo, kiedy to już ta muzyka, żeby tak powiedzieć, kontrkulturowa, ona się regularnie pojawiała, tak? No bo tam był Sztywny Pal Azji i Kult, i Róże Europy, i KSU się pojawiło przecież i Kobranocka, którą co prawda też jako jedyną chyba tam ocenzurowano, bo po miesiącu. „Ela, czemu się nie wcielasz?”. Chyba doszli cenzorzy do wniosku do tego, co się śpiewa i w związku z tym też puszczano te werble potem. Natomiast ja mam takie jeszcze pytanie, bo oprócz tego, że tu mamy Polskie Radio, ale Polskie Radio też mieliśmy ten Program Czwarty, gdzie była rozgłośnia harcerska i tam w jakiś sposób udało się zrobić to, że tam rzeczywiście, no dobra, muzyki metalowej nie było, bo jej nie puszczano. Kata nie puszczano nigdzie, prawda? Ale muzyka czy nowofalowa, czy punkowa, to ona się na tej liście u Pawła Sito i Bożeny Sitek pojawiała. Więc jak to było możliwe, że właśnie tam się to udało zrobić?
Tomasz Toborek:
Znaczy to była druga połowa lat 80.,to powiedzmy. Mówiłem o zmiękczaniu systemu i tym, że po prostu już było wolno, a chyba listę przebojów rozgłośni harcerskiej i czwarty program po prostu wybrano jakby do tego celu. Tam byli redaktorzy, którzy się tą muzyką interesowali. I tyle chyba. To znaczy to było tak, że to często było tak, że ta władza, tak jak mówiłem o tych wcześniejszych hasłach „polska młodzież śpiewa polskie piosenki”. Przepraszam za porównanie, ale jeżeli się to udało zamknąć w jakiś taki nurt, jakiś ruch, no to była Krajowa Scena Młodzieżowa, wymyślono takie hasło, Krajowa Scena Młodzieżowa i te zespoły trochę pod to podciągnięto. Ale to też trochę było tak, trudno się rozmawia o rzeczach już subiektywnych bardzo, bo to już jest, zaznaczam, że to jest jakaś taka subiektywna ocena, ale no te zespoły typu Sztywny Pal Azji i Chłopcy z Placu Broni, Kobranocka i tak dalej, no to oni tak przez tych starych punkowców trochę byli postrzegani, jak takie zespoły do ogniska, trochę takie, trochę się z nich podśmiewano, nawet szybko, więc one były takie, powiedziałbym, no grzeczniejsze.
Zespół Dezerter komentował, że tak to się skończy nurtem typu Wawele taka jak Krajowa Scena Młodzieżowa i tak dalej, że to tak wyglądało i to nie było już takie niebezpieczne, radykalne, a w połączeniu z łagodzeniem się systemu, no to się jakoś tak zeszło, że w tej drugiej połowie lat 80. no to po prostu pozwalano. A że to nie było jakoś tak bardzo masowo i nagłaśniane, to się działo. Sam słuchałem. I czekałem na to co puszczano, bo gdzie indziej tej muzyki za bardzo nie było oprócz koncertów. Ale to szło w taką stronę, już taką bym powiedział, grzeczniejszą trochę. Później w stronę Jurka Owsiaka, no i jego koncertów, takiej zorganizowanej grupy młodych zespołów, którzy byli już trochę inni niż Dezertery, Moskwy i Siekiery, o tak.
Publiczność:
No ale właśnie na harcerskiej i Dezerter, i Moskwa normalnie były. Czyli to jest w publicznym radiu...
Tomasz Toborek:
Też były. No i też oczywiście były. Natomiast jeszcze co mi przychodzi do głowy. Zderzenie harcerstwa i punka też tak trochę było dość kuriozalnym, bym powiedział, tylko w tamtym systemie było możliwe.
Bartosz Wójcik:
Proszę państwa, jako że powoli musimy już kończyć, ostatnie pytanie. Tutaj pan się zgłaszał.
Publiczność:
Tak chciałem skomentować czy uzupełnić albo nawiązać do słów pana, który wspomniał o redaktorze Pawle Sito czy Sicie, jak byśmy odmienili, który w rozgłośni harcerskiej działał. Ale on też jako jeszcze nastolatek pracował z Markiem Niedźwieckim w Trójce około roku 83. On jest rocznik 65, więc to chyba 83. Był wywiad z nim duży, czytałem. Ja też przeczytałem bardzo rzetelnego dziennikarza książkę o Programie Trzecim Polskiego Radia, ale ściśle o właśnie liście przebojów, która wygrała ranking, plebiscyt na najwiekszą audycję w historii radiowej Trójki, tam kilkadziesiąt stron. Jedyne co do czego można by się, ale to o tym w zasadzie Sito sam się przyznał, że on czuł się tak jako taki młody, zaangażowany gościu, taki do przodu, który wie, która muzyka jest lepsza, która gorsza i tam chciał niektóre piosenki gdzieś tam poprzesuwać, żeby te, które on uważa za dobre, takie nowoczesne, na czasie, takie z zębem, z pazurem, żeby trochę do przodu. A te co tam jakieś bardziej tandetne, takie starcze czy jakieś niepopularne, to może trochę cofniemy i żeby były niżej, ale te jego praktyki zostały powstrzymane. Może i on sam się zreflektował i ma pełne zaufanie do Niedźwieckiego, zresztą nie tylko on. Tutaj nie mam żadnych wątpliwości, że tam żadnych nacisków nie było, nic o tym nie wspomniał. Po prostu głosowano na takie piosenki na początku, jakie chciano, na kartkach pocztowych, a później już albo te, które były w trzecim programie prezentowane. Natomiast trzeba było coś zrobić z tym, że ludzie kombinowali tak jak i teraz się kombinuje. Tylko są inne czasy. Wtedy kartki pocztowe i wysyłano hurtowo, prawda? Ta sama osoba dziesięć kartek albo tym samym charakterem pisma z różnych poczt, żeby stworzyć wrażenie, że to różne osoby głosują. Albo fankluby się skrzykiwały. I to byłoby już przekrzywienie, deformacja właściwego, uczciwego wyniku głosowania. Dlatego tu coś trzeba było z tym zrobić, żeby oddać sprawiedliwość piosenkom. No i rzeczywiście tam był cały zestaw tych druhów zastępowych. To ci, co prowadzili w zastępstwie Niedźwieckiego, ale też tych pomagierów, różnych młodych ludzi, dziewczyn i chłopaków, którzy tam pracowali z Markiem w Trójce wtedy. I oni skrupulatnie myśleli nad tym. I tutaj trzeba było jakąś uznaniowość. Nie ma systemu na to, że po charakterze pisma, po poczcie, jakie tam pieczątki były wysyłane, z którego miasta i tak to robiono, żeby mniej więcej wycyrklować, która piosenka powinna które miejsce zająć według jakiejś sprawiedliwości wewnętrznej, jaką głosy liczymy. Plus to jak, żeby wyeliminować po prostu jakieś oszustwa. To tylko o takich oszustwach mi wiadomo. Poza tym to nie tylko muzyka i to była audycja edukacyjna muzycznie, ale też kulturotwórcza. I przede wszystkim to było diablo poważne zjawisko społeczne. Wtedy, jeszcze w latach 90. Jeszcze na początku wieku, no tak, stopniowo, aż do tego 20 roku, kiedy to wszystko runęło za poprzedniej władzy. To tyle. Dziękuję.
Bartosz Wójcik:
Dziękujemy za ten komentarz. No i tym samym dobrnęliśmy do końca. Bardzo dziękujemy panu doktorowi. Dla tych z Państwa, którzy jeszcze nie mieli okazji, przypominam, że wystawa „Za czym kolejka ta stoi”, której pan doktor jest współautorem, trwa do 6 grudnia. Serdecznie zapraszamy do jej odwiedzenia. Jest czynna od środy do poniedziałku. Tylko wtorki są dniem technicznym, kiedy nie można jej zwiedzać. Raz jeszcze gorąco zachęcam do obejrzenia. Natomiast już za dwa tygodnie zapraszamy na kolejny z wykładów z cyklu „Otwórz się na historię!”. Tym razem będziemy poznawać 100 lat historii Polskiego Radia. Gorąco zachęcam. Dziękujemy za obecność.
Dane o obiekcie
-
Nazwa / Tytuł
Między Listą Przebojów Trójki a Jarocinem. Polski rock lat 80. - wykład otwarty dr. Tomasza Toborka -
Twórca / Wytwórnia
Muzeum Historii Polski (producent) -
Rodzaj
-
Kategoria
-
Zakres chronologiczny
-
Data wykonania
22/10/2026 -
Czas trwania
1h 44min 5sek -
Osoby występujące
-
Wydarzenie
Otwórz się na historię - cykl wykładów -
Numer inwentarzowy
MHP-04-4823 -
Klasyfikacja praw autorskich
-
Permalink
Opis
Lata 80. to w polskiej muzyce rockowej czas niezwykłej różnorodności. Z jednej strony Lista Przebojów Programu Trzeciego Polskiego Radia, popularne zespoły i piosenki, które na trwałe zapisały się w pamięci słuchaczy. Z drugiej – rozwijająca się scena niezależna, festiwal w Jarocinie, punk, nowa fala i zespoły, które próbowały przekraczać granice tego, co można było powiedzieć i zaśpiewać w rzeczywistości PRL.
Muzyka była wówczas czymś więcej niż rozrywką. Dla wielu młodych ludzi stawała się językiem wyrażania emocji, sprzeciwu, dystansu wobec oficjalnej rzeczywistości, ale też sposobem budowania własnej tożsamości i wspólnoty. Koncerty, kasety, audycje radiowe i wymieniane między znajomymi nagrania tworzyły niezależny obieg kultury, który pozwalał odkrywać nowe brzmienia i artystów.
Podczas wykładu przyjrzymy się różnym obliczom polskiego rocka lat 80. – zarówno jego obecności w oficjalnych mediach, jak i fenomenowi niezależnej sceny. Między radiowym mainstreamem a muzycznym undergroundem, między popularnością a buntem, między cenzurą a potrzebą swobodnej ekspresji rozciągał się niezwykle barwny krajobraz polskiej muzyki dekady.
Nie zabraknie opowieści o najważniejszych zjawiskach, miejscach i wydarzeniach, które kształtowały ówczesną scenę rockową. Wspólnie przyjrzymy się temu, czego słuchali Polacy, jak zdobywali muzykę, gdzie spotykali się fani i w jaki sposób rock komentował rzeczywistość schyłkowego PRL.
O różnych obliczach polskiej muzyki rockowej lat 80. opowie dr Tomasz Toborek, moderatorem spotkania jest Bartosz Wójcik z Muzeum Historii Polski.
♦ Dr Tomasz Toborek - historyk, pracownik Oddziałowego Biura Badań Historycznych IPN w Łodzi. Jednym z obszarów jego zainteresowań jest polski rock lat 80. Autor pracy „Niezależna muzyka rockowa” (2010) i jeden z redaktorów albumu „Jarocin w obiektywie bezpieki” (2004). Kurator wystawy „Za czym kolejna ta stoi. PRL w muzycznym zwierciadle.
Zapraszamy na spotkanie, podczas którego muzyka stanie się kluczem do opowieści o społeczeństwie, kulturze i codzienności Polski lat 80. To będzie podróż od radiowych przebojów po jarociński festiwal – przez dźwięki, teksty i emocje epoki, w której rock potrafił mówić to, czego nie zawsze można było powiedzieć wprost.
♦ Wykład jest wydarzeniem towarzyszącym wystawie „Za czym kolejna ta stoi. PRL w muzycznym zwierciadle.