Michał Elmerych
Elmerych, Michał (świadek historii); Rottermund-Taraszkiewicz, Elżbieta (prowadzący/a rozmowę); Gil, Paweł (operator kamery);
10/12/2025
Klasyfikacja praw autorskich
Transkrypcja
Michał Elmerych
Kiedy w marcu 1999 roku Polska wchodziła w struktury Paktu Północnoatlantyckiego, czyli po prostu wchodziliśmy do NATO jako kraj. My w Szczecinie wiedzieliśmy już, że dla nas to będzie znaczyło zdecydowanie coś więcej. Wiedzieliśmy z bardzo prostego powodu, bo od jakiegoś czasu trwały remonty koszar przy ulicy Łukasińskiego i były to koszary dla NATO. Tak się wtedy w Szczecinie mówiło, chociaż tak naprawdę nikt nie wiedział o co tak naprawdę będzie chodziło w tym NATO. Jak to na to będzie w Szczecinie wyglądało? Wszystko okazało się pół roku później, po tym, jak już kilkanaście razy byliśmy tam, chodziliśmy, pokazywali nam, jak robią tutaj, jak pokoje, jak jak szykują gabinety, toalety różnego rodzaju, po tym, jak nasi żołnierze się stamtąd wyprowadzili. No bo to były koszary, które były, istniały wcześniej przed wojną oczywiście służyły Reichswehrze, potem Wehrmachtowi, a potem naszym polskim jednostkom. No a teraz miały służyć rzeczywiście NATO. No i się zaczęło. Okazało się, że w Szczecinie będzie stacjonował wielonarodowy Korpus Północny "Wschód", a właściwie siedziba tego korpusu będzie właśnie tutaj, dowództwo. Często i ja bywałem w Baltic Barracks, czyli w siedzibie korpusu. No dobrze, przeważnie towarzysko zdradzę, natomiast też służbowo, bo organizowano tam różnego rodzaju konferencje prasowe. Trzeba było też słuchać, ćwiczenia przed ćwiczeniami, po ćwiczeniach. W związku z tym bywaliśmy w tym korpusie. A na początku też pomagaliśmy troszeczkę zorganizować się wszystkim tym, którzy do nas przyjechali. Te rodziny, które przyjechały czy z Niemiec, czy z Danii, zaczęły rzeczywiście mieszkać koło nas. Zaczęliśmy mieć sąsiadów Duńczyków, sąsiadów Niemców, żołnierzy. Zaczęły się przyjaźnie. Zaczęły się imprezy, bo o tym też trzeba wspomnieć. Ale zaczęło się takie zwykłe funkcjonowanie też w mieście. Te dzieci poszły do szkół. Było zresztą, pamiętam jak dziś, że wspólnie z koleżankami i kolegami z redakcji napisaliśmy ileś tam tekstów o poszukiwaniu dobrych szkół dla dzieci z Danii. No bo to wiadomo, trzeba było szkoły z językiem angielskim, bo z tym duńskim to tak sobie. Więc NATO powolutku, powolutku wkraczało, wkraczało, wkraczało. Bo też kilku moich znajomych, jeden szczególnie znalazł, pracę po prostu w tym korpusie, bo też była praca dla Polaków, nie tylko żołnierzy, ale też osób cywilnych, bo to się nam wydaje, że to jest tak, że to jednostka wojskowa, to sami żołnierze. .Otóż niekoniecznie sami żołnierze, bo na przykład, nie wiem, księgowością niekoniecznie muszą zajmować się żołnierze, mogą to robić pracownicy cywilni. Tych pracowników cywilnych to NATO też potrzebowało. Rekrutowało ich spośród nas tutaj Szczecinian i tacy ludzie dostawali pracę. Koleżanka została sekretarką dowódcy, bo na przykład znał język duński. Kolega pracował w dziale księgowości. No i to NATO tak funkcjonowało, funkcjonowało, funkcjonowało. Wydawało się, że nie ma większego znaczenia dla miasta. Że niby sobie jest gdzieś tam z boku, bo to jest willowa dzielnica. Nagle to był [19]99 rok, kiedy się zaczęło? W 2001 roku, kiedy nastąpił atak na World Trade Center 11 września w Stanach Zjednoczonych. To wtedy tak naprawdę zobaczyliśmy, zobaczyłem ja, bo kiedy samoloty wlatywały w te dwie wieże, zastanawialiśmy się, co my możemy zrobić tutaj, w Szczecinie. Wspólnie z redakcją warszawską, wtedy pracowałem dla Radia Zet, i mówię "słuchajcie, ja mam u siebie korpus" i podjechałem pod ten korpus. I pierwszy raz nie było tak, że witają mnie uśmiechnięci żołnierze. Stojący oczywiście na warcie, ale uśmiechnięci. Nie, witają mnie żołnierze pod bronią, w pełnym uzbrojeniu, z pełnym uzbrojeniem. To robiło wrażenie, to robiło wrażenie. Takie bardzo szybkie postawienie ich w pełną gotowość.
Korpus miał jeszcze jedną rzecz. Otóż korpus był na terenie miasta. To taka tajemnica, no ale już ją powiem jak już zacząłem. Pewną enklawą wolnocłową i tam były sklepy i w tych sklepach ceny były troszeczkę inne niż w normalnych sklepach. I można tam było kupić inne towary. Oczywiście one były reglamentowane. To było śmieszne, dlatego że my już żyliśmy w normalnej gospodarce, a ci biedni ludkowie z tego wielonarodowego korpusu, z tego NATO takiego słynnego oni mieli kartki. Mieli kartki na papierosy, mieli kartki na alkohol. Nie mogli kupić więcej. Musieli tak naprawdę mieć te kartki, żeby móc kupić. Natomiast no kwestia tego, że było to taniej.
Zdarzyło mi się też widzieć tych żołnierzy, którzy służą w korpusie, albo służyli, bo część z nich już, przyznam, jest na emeryturze, w akcji, ale nie w takiej normalnej, bo nigdy nie byłem korespondentem wojennym, natomiast bywałem na poligonie w Drawsku. Poligon Drawski też szybko stał się jakby bardzo ważnym ośrodkiem szkoleniowym dla wojsk Sojuszu Północnoatlantyckiego. Z jednej bardzo prostej przyczyny to jest największy poligon w Europie. W związku z tym, no takiego poligonu NATO nie ma. Więc jeżeli przyjeżdżali tutaj ćwiczyć, a stacjonowali na przykład Amerykanie z pierwszej, z tej dywizji, która nazywana była Wielką Czerwoną Jedynką. Ta historyczna dywizja. Oni przyjeżdżali tutaj po to, żeby między innymi właśnie ćwiczyć na terenie poligonu drawskiego. Jedzenie amerykańskich porcji żywnościowych, które Amerykanie mają dla swoich żołnierzy i rozrzucają je na poligonie, żeby żołnierz taki jak sobie gdzieś tam się zgubi na przykład, albo nie ma dostępu do tego, żeby iść do kuchni, żeby mógł się najeść. Ma taką specjalną porcję o różnych smakach, żeby było, już nie pamiętam w tej chwili jakich, ale my też jedliśmy. Na pewno był indyk, to pamiętam. Ale jakie tam inne smaki, to nie pamiętam. A jest też karbid, jest rzecz do uzdatniania wody, jest batonik energetyczny. Po prostu full wypas jak w sklepie spożywczym.
Na Pomorzu Zachodnim NATO to jest coś, czego można realnie dotknąć. To nie jest coś, co jest wymyślone i istnieje w Brukseli, tylko ono tutaj po prostu jest. Tu przez tory, torami kolejowymi jadą te wagony, które jadą na ten poligon drawski. Tu jest ten wielonarodowy korpus, tu można spotkać oficerów, tu można spotkać żołnierzy. Tak to jest u nas tutaj.
Wszyscy wiedzieliśmy, że ta chwila nadejdzie, bo to było już wiadomo, że papież, że to są ostatnie godziny życia papieża. Natomiast kiedy to już się stało, kiedy już zamknęliśmy numer poświęcony ostatnim chwilom Jana Pawła II, idąc pustą warszawską ulicą z kolegą, powiedziałem "wiesz Łukasz, ja bym chciał pojechać na ten pogrzeb". I następnego dnia poszedłem do redaktora naczelnego, do Grześka Jankowskiego i poprosiłem "Grzegorz, pojadę. Napiszę ci stamtąd reportaż". I rzeczywiście udało się. Pojechałem do Rzymu dwa dni przed pogrzebem. Sam dzień pogrzebu ja pamiętam doskonale. Raz, że jechałem w olbrzymim tłumie ludzi z różnych stron świata. To znaczy w tym moim wagoniku metra słyszałem polski, ale słyszałem też rumuński. Słyszałem hiszpański, niemiecki. Tych języków naprawdę było tam mnóstwo. Ale jak już dojechaliśmy na miejsce, zostawiłem swoich towarzyszy podróży korzystając z tego, że mam ten kwitek i mogę sobie przechodzić inaczej, poszedłem na plac Świętego Piotra, wziąłem fotoreportera. Mówię "chodź, zrobimy sondę, zapytamy ludzi co sądzą". Pamiętam, że pytaliśmy skąd przyjechali, za co chcieliby papieżowi podziękować. I w pewnym momencie podszedł do nas gwardzista i zaczął nas przepychać w kierunku wyjścia. Okazało się, że musimy już opuścić plac, bo za chwileczkę zacznie się uroczystość. W związku z tym musimy pójść. Moje miejsce, takie przeznaczone dla dziennikarzy prasowych, było w zupełnie innym, w innej części placu, to znaczy z tyłu, za tymi ludźmi, to dość sporo niż ja byłem, ale on w ogóle nie chciał słuchać. Ja mu próbowałem wytłumaczyć. On nie chciał słuchać, tylko popychał, popychał, popychał i w końcu wepchnął nas na kolumnadę na placu Świętego Piotra. Znalazłem się w miejscu, gdzie byli najwięksi fotoreporterzy światowych agencji. Znalazłem się tuż nad całą uroczystością. Pod moimi stopami byli biskupi, kardynałowie, dalej była papieska trumna, a naprzeciwko mnie były, byli przywódcy świata. Ci wszyscy, którzy na ten na ten pogrzeb przyjechali. Nigdy nie myślałem, że znajdę się w takim miejscu. Znalazłem się tam przez przypadek, chociaż myślę, że niekoniecznie akurat przypadek można za to winić w przypadku pogrzebu papieża. To myślę, że zupełnie inne siły mogły o tym zdecydować. I patrzyłem, jak pracują najlepsi fotoreporterzy. Widziałem wszystko z góry, z takim małym aparacikiem, miałem takiego łamanego Nikona, pamiętam. I tam próbowałem robić te zdjęcia. Nikt się ze mnie nie śmiał. Żeby było śmieszniej, oni w ogóle nie zwracali na mnie uwagi, bo sami byli zajęci swoją pracą. Ja starałem się robić te zdjęcia, co zresztą potem zapewniło mi oczywiście chwile sławy. Jak każdy mężczyzna łasy jestem na sławę. Ale to już było zdecydowanie po tym, jak wróciłem do Polski. Te zdjęcia wywołałem w jednym z zakładów fotograficznych. "To pan tam był? Tak, byłem, byłem. To są moje zdjęcia". I usiadłem też tam, napisałem tekst. Pamiętam, że to było niesamowite, dlatego, że wielu ludzi oglądało to oczywiście na placu. Wielu oglądało w telewizji, a ja patrzyłem sobie z góry. Po prostu patrzyłem z góry na to wszystko, jakby widziałem dokładnie każdy, takie mam wrażenie, chociaż wiem, że napisałem wtedy tekst. Nie wiem, kiedy ja to zrobiłem, ale tak jakbym pamiętał dzisiaj każdy moment tamtej ceremonii. Pamiętam też taki moment, kiedy pękło okienko w dzwonnicy po lewej stronie. Czyli tam było, my byliśmy jak jest wejście do Bazyliki św. Piotra, my byliśmy po lewej stronie na tej kolumnadzie. Pękło światełko, szkiełko i okienko w momencie, kiedy zaczął śpiewać muezin. Bo tam był taki moment, że rzeczywiście żegnali papieża też przedstawiciele innych religii. On zaczął śpiewać i usłyszeliśmy tylko taki "drynk". To "drynk" oznaczało, że rzeczywiście pojawiła się rysa na szkle. Tam zresztą tych znaków było zdecydowanie więcej. Ta zamknięta księga. Rzeczywiście wiało i to trzeba przyznać, że ten wiatr wiejący był gdzieś tam w pewnym momencie przejmujący. Ludzi było dużo, ludzi było dużo. Pamiętam, że Polaków oczywiście, no bo to naturalne. Jak się zachowywaliśmy? Myśmy porządnie. Natomiast pamiętam jak dziś, że po zakończonej uroczystości, kiedy telebimy już przestały wyświetlać to, co się dzieje na Placu św. Piotra zaczęły pokazywać ogólny jakiś tam plan. Na dole pojawił się napis biegnący "w metrze prosimy nie popychać się". Jedyny komunikat, w żadnym innym języku nie było komunikatu, tylko było do nas skierowane, żebyśmy się metrze nie popychali. To była niesamowita historia. To było niesamowite przeżycie dla mnie, bo ono jakby pokazuje, że czasami takie powiedzenie, że trzeba być w odpowiednim czasie, w odpowiednim miejscu ma po prostu sens.
Dane o obiekcie
-
Nazwa / Tytuł
Michał Elmerych -
Twórca / Wytwórnia
Elmerych, Michał (świadek historii); Rottermund-Taraszkiewicz, Elżbieta (prowadzący/a rozmowę); Gil, Paweł (operator kamery) -
Rodzaj
-
Kategoria
-
Zakres chronologiczny
-
Zakres chronologiczny
-
Data wykonania
10/12/2025 -
Czas trwania
0h 13min 43sek -
Miejsce
-
Numer inwentarzowy
MHP-07-3252 -
Klasyfikacja praw autorskich
-
Permalink
Opis
Relacja Michała Elmerycha dotyczy jego doświadczeń dziennikarskich związanych z obecnością NATO w Polsce oraz wyjątkowych wydarzeń historycznych, w których uczestniczył. Opowiada o wejściu Polski do NATO w 1999 roku, tworzeniu w Szczecinie wielonarodowego Korpusu Północnego „Wschód” i jego wpływie na życie miasta oraz lokalną społeczność. Relacjonuje codzienne funkcjonowanie jednostki, współpracę z rodzinami żołnierzy, obecność pracowników cywilnych oraz poligon drawski jako centrum szkoleniowego dla wojsk Sojuszu. Opisuje także osobiste doświadczenia dziennikarskie podczas ataku na World Trade Center w 2001 roku oraz udział w pogrzebie papieża Jana Pawła II w Rzymie, gdzie miał okazję obserwować uroczystość z wyjątkowej perspektywy i wykonywać reportaż fotograficzny. Relacja ukazuje zarówno aspekty organizacyjne, wojskowe i społeczne związane z obecnością NATO w regionie, jak i osobiste przeżycia autora w kontekście wydarzeń o znaczeniu międzynarodowym.