Marysia Kosiorek
Kosiorek, Maria (świadek historii); Rottermund-Taraszkiewicz, Elżbieta (prowadzący/a rozmowę); Gil, Paweł (operator kamery);
28/11/2025
Klasyfikacja praw autorskich
Transkrypcja
Maria Kosiorek
Pierwszego dnia, jak dowiedziałam się, że jest pandemia i że nie będę chodzić do szkoły, to byłam w sumie, na początku byłam szczęśliwa trochę, bo nie musiałam chodzić do szkoły. Też ja myślałam, że to będzie tak na krótko, na początek: tydzień, dwa może tygodnie, a potem jak się okazało, że to będzie tak na dłużej, to było coraz trudniej. Dobrze wspominam pandemię, w sensie te lekcje, bo były przyjemne. Mi się podobało. Też u nas za bardzo nie przerywało tego komputera. Ale najtrudniejsze było dla mnie to, że właśnie nie miałam kontaktu z koleżankami. Te lekcje zaczynały się tak jakoś dość później niż normalna szkoła. Tam właśnie była ta lekcja. Pani coś tam opowiadała, potem wyświetla nam jakieś ćwiczenia. My robiliśmy tak sobie, w sensie mówiliśmy odpowiedzi. I tak wyglądała zwykle lekcja matematyki. Polski był troszeczkę luźniejszy. W sensie, na tym polskim nie robiliśmy żadnych ćwiczeń, tylko bardziej tak pracowaliśmy nad pisownią różnych literek albo coś takiego. Potem była przerwa. Ta przerwa trwała tak 10-15 minut i potem pani znowu łączyła, choć było to dosyć trudne, żeby po prostu załapać, bo to też nie było do końca wiadomo, kiedy ta pani zadzwoni przez tego Teamsa i kiedy właśnie ten, więc zawsze trzeba było być na czasie przy komputerze, pilnować. Więc te przerwy to tak średnio można było nawet odchodzić od tego komputera. Mieliśmy, właśnie mieliśmy bardzo ograniczone te liczby przedmiotów, był matematyka, polski, angielski, ale takich nie było takich innych przedmiotów, takich jak WF na przykład. Dlatego też musieliśmy siedzieć w domu zwykle przez cały dzień i bardzo rzadko mogliśmy wychodzić na spacery czy coś takiego. A jeśli już na spacery, to tak w maseczkach właśnie. Pamiętam też krótszy był ten dzień lekcyjny. Trwał zwykle do 13., 14., może 12. Wtedy była taka przerwa na obiad, potem zwykle następowała świetlica. Bardzo lubiłam tą świetlicę, bo była naprawdę bardzo przyjemna dla mnie i było takie odpoczęcie od dnia. Mogliśmy wtedy pogadać i różne rzeczy zrobić. Właśnie porysować coś tam wspólnie. Mieliśmy też takie różne tam zajęcia, bo to prowadziła taka pani, która też robiła takie rękodzieła zwykle, więc mieliśmy też coś w rodzaju plastyki. I to właściwie świetlica to była moja ulubiona część dnia. Dla mnie najtrudniejsze były właśnie te kontakty z rówieśnikami, dlatego, że ich właśnie za bardzo nie miałam. I mogłam się po prostu na tej świetlicy, zwykle był taki czas rozmów też i to był taki jedyny czas. Oczywiście dzwoniliśmy też sobie po lekcjach do siebie, ale to musiało być tak bardziej na krótko. I no a oczywiście te rozmowy też nie zastępowały takiego prawdziwego rozmawiania w realu, bo też myślę, że przez przez Teamsa, przez rozmowę wideo czy tam na czacie, to nigdy nie zastąpi tej rozmowy na żywo.
Powrót do szkoły na początku był taki trudniejszy, bo była taka zmiana też czasowa i w ogóle, że nagle z wstania o 8:00 musieliśmy wstać na siódmą. Co było no właśnie, trochę męczące. Ale z tych pierwszych dni się cieszyłam bardzo, że zobaczę inne osoby właśnie. Tylko jedyna rzecz, która mi przeszkadzała w tym powrocie do szkoły były właśnie te maseczki i dezynfekcja. Bo pamiętam, że przed każdym obiadem, w ogóle w każdej możliwej porze dnia musieliśmy te ręce dezynfekować z tych dezynfektorów, co stały zwykle na korytarzu. Mieliśmy też ograniczony kontakt, w sensie musieliśmy, były takie wskaźniki 15 metrów odstępu, nie metr odstępu. Chyba coś takiego. I jeszcze pamiętam mieliśmy wtedy, bo ja byłam wtedy taka mniejsza, to mieliśmy takie dni z pluszakiem. I pamiętam jak my braliśmy te pluszaki, musieliśmy je przed każdym wejściem do szkoły dezynfekować, dezynfekować ręce i te pluszaki. Zwykle ja nie lubiłam strasznie tego dezynfekowania, tych pluszaków. Bo pamiętam, że strasznie mi się nie podobał zapach tego środka dezynfekującego, więc zawsze ten pluszak potem śmierdział tym środkiem. I po prostu wkurzało mnie to, że musimy przed każdym wejściem do szkoły dezynfekować te pluszaki, bo też nie rozumiałam tego wtedy, tej potrzeby, tego robienia i myślałam, że to jest po prostu niepotrzebne. I właśnie nie chciałam, pamiętam, było dużo osób, które także jak ja w moim wieku uważały, że to jest niepotrzebne, po prostu dlatego próbowały ominąć tę dezynfekcję. Ale niektórym się nie udawało, bo ta pani tam stała i pilnowała to.
Samego niepokoju związanego z tą chorobą nie miałam, choć później miałam taki lęk. Ale to było już później, jak byłam już trochę starsza. I potem właśnie wtedy, kiedy mój tata zachorował i pamiętam, musiał wąchać takie ostre przyprawy, żeby mu ten smak wrócił. To właśnie wtedy miałam tak, bałam się trochę, że zachoruję czy coś, ale bardziej nie. Też pamiętam, mój dziadek to dosyć ciężko przeżył tą chorobę, ponieważ on pojechał do szpitala w związku z tą chorobą. Ponieważ był już starszą osobą, więc musiał pojechać do szpitala. Wtedy się oczywiście bardzo martwiłam. I właśnie jak mówię, potem miałam dopiero ten niepokój, a tak w tym czasie to nie miałam.
Dane o obiekcie
-
Nazwa / Tytuł
Marysia Kosiorek -
Twórca / Wytwórnia
Kosiorek, Maria (świadek historii); Rottermund-Taraszkiewicz, Elżbieta (prowadzący/a rozmowę); Gil, Paweł (operator kamery) -
Rodzaj
-
Kategoria
-
Zakres chronologiczny
-
Data wykonania
28/11/2025 -
Czas trwania
0h 7min 0sek -
Miejsce
-
Numer inwentarzowy
MHP-07-3254 -
Klasyfikacja praw autorskich
-
Permalink
Opis
Relacja Marii Kosiorek dotyczy doświadczeń dziecka związanych z pandemią COVID-19, w szczególności z nauką zdalną oraz powrotem do szkoły stacjonarnej. Opowiada o początkowej radości z zamknięcia szkół, która z czasem ustąpiła trudnościom wynikającym z izolacji i braku bezpośredniego kontaktu z rówieśnikami. Wspomina organizację lekcji online, ograniczoną liczbę przedmiotów oraz znaczenie świetlicy jako miejsca rozmów i odpoczynku. Relacja obejmuje także wspomnienia związane z reżimem sanitarnym po powrocie do szkoły oraz późniejsze, bardziej osobiste doświadczenia lęku związanego z chorobą w rodzinie.