Marta Klimczak-Uzdowska - Mediateka - Muzeum Historii Polski w Warszawie SKIP_TO
Wizyta w muzeum Przejdź do sklepu
Historia mówiona
Audiovideo

Marta Klimczak-Uzdowska

Klimczak-Uzdowska, Marta (świadek historii); Rottermund-Taraszkiewicz, Elżbieta (prowadzący/a rozmowę); Gil, Paweł (operator kamery);

11/11/2025

Transkrypcja

Marta Klimczak-Uzdowska

Papież zmarł jakiś miesiąc przed moją pierwszą komunią. Miałam osiem lat i pamiętam ten moment, kiedy obudziliśmy się następnego dnia rano, bo o tej 21:37 słynnej już spałam. Obudziłam się następnego dnia i rodzice zaprosili mnie i moją siostrę, która wówczas miała niecałe 5 lat, więc naprawdę byłyśmy małymi dziećmi. Zaprosili nas w takim poważnym tonie do kuchni. No i powiedzieli, że zmarł papież, że jest to poważna sprawa dla Kościoła, dla Polski. A co ciekawe, rodzice nie byli przesadnie religijni. Ja nie mam żadnych takich bardzo religijnych wspomnień z dzieciństwa, poza tym, że praktykowaliśmy, ale też nie jakoś tak ortodoksyjnie. Chodziliśmy do kościoła, ale to nie była reguła. I tego dnia, czyli tego 3 kwietnia 2005 roku wyszliśmy na ulicę i to jest moje pierwsze wspomnienie wyjścia na ulicę. I myślę, że to był też moment, w którym na ulice wyszło wiele osób, które na te ulice nigdy nie wychodziły, nie uczestniczyły w żadnych strajkach czy demonstracjach. Ale rzeczywiście szliśmy, śpiewaliśmy "Barkę". W mojej, w moim wspomnieniu to jest tak, że całe miasto się rozlało na tę ulicę. Pewnie to tak nie było, ale naprawdę myślę, że były to tysiące osób w niedużym w sumie  mieście. Płonęły świece, śpiewaliśmy "Barkę". Pamiętam taki moment trzymania się za ręce z obcymi ludźmi. Także mimo tego, że dzisiaj patrzę na to krytycznie, to miało to, to było to takie mocne, mocne poczucie wspólnoty, poczucie tego, że jesteśmy jakąś jednością, że wydarzyło się coś ważnego. Tak. I następnego dnia mam taki obraz, to musiało być następnego dnia, albo może to było tego samego dnia, ale gdy było jeszcze jasno, bo tą "Barkę" śpiewaliśmy na pewno po ciemku. Zresztą w moim rodzinnym albumie jest sporo zdjęć z tego pochodu. I pamiętam taki obraz największych łobuzów, którzy zapalali lampki, które już dogasały, chodzili z zapalniczkami. To były wówczas dzieci, nie wiem, może 10-12 letnie i zapalali te lampki. Ludzie, którzy, nie wiem, ja bym się wtedy, dla mnie to wtedy jako ośmioletniej dziewczynki było w jakiś tam sposób szokujące, dziwne. I mam jeszcze jedno wspomnienie związane ze śmiercią papieża. To było w trzeciej klasie, kiedy jakoś wydaje mi się, że to naprawdę przez cały rok przygotowywaliśmy się do wystawienia takiego spektaklu o Janie Pawle II. Nawet pamiętam tytuł, to było "Życie Jana Pawła II w scenkach". Matki szyły nam habity, ja akurat grałam zakonnicę i to były habity robione na miarę dla małych dzieci. Chłopcy mieli sutanny, też robione na miarę i wydaje mi się, że wtedy właściwie nie mieliśmy innych lekcji. Na pewno nie mogło tak być, ale jakoś zapamiętałam tę trzecią klasę jako nieustanne próby do tego przedstawienia, które później zresztą było wystawione na scenie. Nie chodziłam do żadnej katolickiej szkoły. To była zwykła publiczna podstawówka. I nawet wiem, że gdzieś ten film jest u mnie w domu, ale nie widziałam go już chyba dawno.

Ważnym wydarzeniem w najnowszej historii Polski był dla mnie na pewno Strajk Kobiet. I mówię tutaj o Strajku Kobiet w 2020 roku, kiedy to Trybunał Konstytucyjny uznał za niekonstytucyjną przesłankę związaną z tym, że aborcji można dokonać, kiedy dziecko może mieć nieodwracalną wadę, może być upośledzone czy może być nieuleczalnie chore. I pamiętam, że strajk, o którym za chwilę powiem, on się odbył kilka dni po tym wyroku Trybunału. Więc te emocje, ta złość na ten wyrok Trybunału i to tutaj też chciałabym zaznaczyć złość nie tylko osób, które od dawna protestowały w sprawie dostępu do aborcji, które były w tym obozie ewidentnie pro-choice, ale też osób, które popierały kompromis aborcyjny jako opcję być może niedoskonałą, ale jednak traktowały ją jako kompromis, a nie jako jakąś zdradę czy zmowę kleru i polityków, tylko pewien kompromis. To było ważne dla wielu osób, to znaczy dla osób, które miały naprawdę różne podejścia do aborcji, różne przemyślenia na ten temat. Ale pamiętam taki motyw, który się powtarzał wielokrotnie i w wypowiedziach medialnych, ale też wypowiedziach po prostu ludzi mi bliskich czy na transparentach, że to zakazanie tego prawa do aborcji w tej sytuacji jest rozwiązaniem skrajnie niesprawiedliwym, jeśli chodzi o sprawiedliwość społeczną. To znaczy ono dotyka najbardziej, najbardziej dotykało osób biednych. Pamiętam, że to chyba też było wtedy wysunięta została ta propozycja 4000 zł za urodzenie niepełnosprawnego dziecka. Nie wiem, czy to weszło w życie, czy nie weszło, ale to było jak takie po prostu, jak jakaś taka jawna obraza kobiet, jak jakieś takie przekonanie, że... Jakaś jawna obraza kobiet. Nie miałam wątpliwości co do tego, że muszę iść na strajk. I zresztą tych strajków było wiele. Natomiast taki najważniejszy on się odbył, wydaje mi się, że w Halloween albo jakoś w takiej bardzo bliskiej odległości Halloween, dlatego, że transparenty odnosiły się do tego Halloween bardzo często w taki też często dosyć zabawny sposób jakiś taki ironiczny. To zresztą trochę było tak z tymi transparentami, jakby memy wylewały się na ulice, jakby cały Internet po prostu nagle znalazł się na tej ulicy i każdy trzymał jakiś transparent. Ale w każdym razie pamiętam, że spotkaliśmy się przy rondzie Dmowskiego, które zostało w taki sposób symboliczny, choć nieoficjalny, okrzyknięte wówczas rondem Strajku Kobiet czy Praw Kobiet. I też pojawiła się ta tablica. To był ogromny tłum, to była też pandemia, więc te uczucia, ta złość ona była jakoś tak skanalizowana. To znaczy my naprawdę wszyscy wtedy generalnie siedzieliśmy w domach, więc jak wyszliśmy na ulice, to ta złość, to przekonanie, że uczestniczymy w czymś ważnym, wydaje mi się, że była jeszcze spotęgowana przez to, przez tą wcześniejszą alienację i szliśmy w stronę w stronę Żoliborza. Strajk się kończył chyba gdzieś przy Mickiewicza. Wydaje mi się, że przed domem Jarosława Kaczyńskiego. I ważne dla mnie było to, że była to wspólnota osób, które miały różne poglądy na aborcję. To znaczy niektóre uważały kompromis aborcyjny za jakąś zmowę polityków i kleru, ale inni nie. Inni uważali, że właśnie ten kompromis, że nie powinno się było go ruszać, a na pewno nie powinno się było go ruszać w taki sposób bez głosowań sejmowych, bez jakiejś dyskusji społecznej na ten temat. Bo to przyszło nagle. To znaczy wydaje mi się, że nikt się nie spodziewał tego, że w pandemii, kiedy te restrykcje były wówczas takie bardzo srogie, bardzo poważne, nagle wydarzy się coś takiego. I pamiętam te takie poczucie niesprawiedliwości, poczucie, że szczuje się na kobiety czy w telewizji, czy w mediach. Jakieś takie straszliwie niesprawiedliwe wypowiedzi dotyczące kobiet i matek. I pamiętam ten tłum i byli ludzie z dziećmi, były osoby starsze, były osoby, które widać, że nie była to ich taka pierwsza demonstracja. Ale były też osoby, które pierwszy raz uczestniczyły w strajku, znaczy strajku, który popierałby prawo, prawo do wyboru. Ja też byłam jedną z takich osób. I czuć było taki rewolucyjny, a jednocześnie myślę, że naprawdę bardzo, bardzo podniosły nastrój. I pamiętam, jak tam były takie wozy, które jakieś takie platformy powiedzmy. I w pewnym momencie z jednej z tych platform poleciała piosenka "Girls Just Want To Have Fun". I pamiętam, że my byłyśmy oburzone z koleżankami, że to nie o to chodzi. To nie jest zabawa. To jest strasznie poważna sprawa i to naprawdę jest coś, co nas oburza. I ta piosenka jest po prostu nieadekwatna, mimo tego, że niektórzy do niej śpiewali. Ale to nie było tak, że ona porwała wtedy tłumy, bo to była zbyt poważna sprawa. Zbyt, zbyt mocne, takie poczucie, że po prostu dostaliśmy w twarz jako młode kobiety. Wiele mówiło się wtedy o tym, że wiele było takich wypowiedzi kobiet, które mówiły, że w takim razie one boją się zajść w ciążę i nie chcą mieć dzieci w Polsce, albo może po prostu chcą emigrować. Ja, mimo tego, że nie miałam takich myśli, wiedziałam, że jednak mimo wszystko chcę kiedyś zostać mamą. To rozumiem te kobiety i rozumiem też to, że od 2020 roku naprawdę jeszcze bardziej gwałtownie spadał przyrost naturalny w Polsce. I nie wierzę, że to nie jest ze sobą powiązane. To znaczy wiem też na pewno, że coraz więcej osób korzystało z antykoncepcji hormonalnej, nawet jeżeli nie było w stałych związkach. Bo ten lęk przed ciążą, która mogłaby być no właśnie, która mogła by się skończyć urodzeniem bardzo chorego dziecka. No i tutaj nie mówimy tylko o wadach genetycznych, które być może faktycznie, być może faktycznie to jest kontrowersyjne, że czasami zdarza się tak, że aborcji dokonuje się, kiedy jest się w ciąży z dzieckiem, które nie jest aż tak strasznie upośledzone. I to zostawiam, ale tu chodziło też o aborcje dzieci, które po prostu nie przeżyją chwili, których życie to będzie nieustanne cierpienie, których być może matka nie przeżyje ciąży. I pamiętam i wydaje mi się, że to miało wpływ na wiele osobistych decyzji wielu kobiet w mniej więcej moim wieku.

Dane o obiekcie

Opis

Relacja Marty Klimczak-Uzdowskiej dotyczy osobistych doświadczeń związanych ze śmiercią papieża Jana Pawła II oraz udziałem w Strajku Kobiet w 2020 roku. Relacjonująca opowiada o dziecięcych wspomnieniach żałoby po śmierci papieża, wspólnym przeżywaniu tego wydarzenia w przestrzeni publicznej oraz szkolnych inicjatywach upamiętniających Jana Pawła II. W dalszej części relacji odnosi się do protestów po wyroku Trybunału Konstytucyjnego z października 2020 roku, opisując atmosferę demonstracji, poczucie wspólnoty oraz sprzeciw wobec ograniczenia praw kobiet. Relacja zawiera refleksje nad społecznymi konsekwencjami decyzji politycznych, doświadczeniem protestu w czasie pandemii oraz wpływem tych wydarzeń na postawy i wybory życiowe kobiet.