Marek Barton - Mediateka - Muzeum Historii Polski w Warszawie SKIP_TO
Wizyta w muzeum Przejdź do sklepu
Historia mówiona
Audiovideo

Marek Barton

Barton, Marek (świadek historii); Rottermund-Taraszkiewicz, Elżbieta (prowadzący/a rozmowę); Gil, Paweł (operator kamery);

25/01/2026

Transkrypcja

Marek Barton

Zdarzały się informacje o tym, że papież jest już od lat coraz słabszy. Ale wiadomość o tym, że papież może odejść, jakoś nie mieściła mi się w głowie. Pamiętam, że oglądaliśmy telewizję TVN akurat i w pewnym momencie relacja, jakby doniesienia, transmisje z Watykanu zostały przerwane i został włączony serial "Kryminalni". Oglądałem ten serial, lubiłem ten serial, on był wtedy dość popularny. No i w trakcie oglądania serialu nagle była przerwa. Nigdy się czegoś takiego nie stało, żeby w trakcie serialu nie była przerwa na reklamę. Tylko nagle przerwa. Włączony film, sceny z życia papieża. Informacja, że Jan Paweł II zmarł. To była godzina 21:37. Wszyscy o tym pewnie pamiętamy. Przynajmniej ci, którzy wtedy świadomie śledzili te wydarzenia. No i na pewno to było wielkie przeżycie. Na pewno płacz. Na pewno "co dalej?". To była taka dla mnie wiadomość. Co dalej? Co? Bo sobie nie wyobrażałem w ogóle jak to może istnieć świat bez papieża Polaka? Bo dla mnie osoby urodzone w [19]89 roku, to było czymś oczywistym, że papież jest Polakiem, mówił po polsku, jest jakby powiedzieć, można tak powiedzieć, jednym z nas.

Papież był w jakimś sensie idolem, ale nie idolem w sensie gwiazdy muzyki, tylko kimś takim, takim autorytetem osoby, do której można mieć pełne zaufanie. Skąd to się wzięło, to myślę, że to jest kwestia wychowania. Kwestia też tego, że papież był dużo obecny w polskich mediach. Z wszelkiego... Pielgrzymki były transmitowane, a zwłaszcza jak przyjeżdżał do Polski. Z racji tego, że mieszkałem w Częstochowie, zawsze udawałem się, no dwa razy akurat miałem okazję w [19]97 roku i [19]89 roku na Jasną Górę. To było coś oczywistego, że wszyscy moi znajomi praktycznie szli pod szczyt Jasnogórski posłuchać papieża. No, wtedy rzeczywiście miałem 8-10 lat, za dużo nie rozumiałem. Było to bardziej emocjonalne doświadczenie, że przyjeżdża ktoś wielki, ktoś, można tak powiedzieć, osoba pełniąca jakąś najwyższą funkcję, można tak powiedzieć. Głowa Kościoła, papież. Na pewno to zwracało też uwagę jako taka osoba trochę z innego świata, może lepszego. Później to już myślę dojrzewałem tak, chociaż nie mogę powiedzieć, żebym jakoś bardzo świadomie chłonął może nauczanie Jana Pawła II wtedy. Także papież był na pewno taką bardzo ważną postacią w moim życiu. A z racji tego, że był praktycznie rówieśnikiem mojego dziadka, bo mój dziadek również urodził się w maju [19]20 roku, to trochę go porównywałem do swojego dziadka. I tak samo mojego dziadka, jak i papieża nie mogę sobie wyobrazić co będzie jak oni odejdą. Nie wyobrażałem sobie, że oni będą mogli kiedyś odejść. Myślę, że to takie młodzieńcze wyobrażenia, że coś będzie trwało wiecznie.

Trzy dni przed katastrofą smoleńską oglądałem transmisję w telewizji ze spotkania premierów Donalda Tuska z ówczesnym premierem Rosji Władimirem Putinem, także w Lasku Katyńskim. Była to siedemdziesiąta rocznica katastrofy zbrodni katyńskiej. Był też m.in. prezydent, były premier Tadeusz Mazowiecki. Oglądałem to z zaciekawieniem, jakąś taką podniosłą chwilę, i z informacją, że za trzy dni ma być takie spotkanie na poziomie prezydenckim. Niestety, do tego spotkania nigdy nie doszło. Nawet pamiętam, chyba piosenka Kaczmarskiego była puszczona na zakończenie tego spotkania premierów. Piosenka "Katyń". Podniosła chwila i myślałem, że ciekawie, że jakoś wreszcie pamięć o Katyniu zostaje uznana także przez Rosjan. I że za trzy dni będzie kolejne spotkanie. Pewnie jakieś kolejne ustalenia dotyczące właśnie upamiętnienia ofiar Katynia zapadną. No, jak wiemy, 3 dni później to się nie stało. Informacje o katastrofie przede wszystkim do mnie dotarły z rana koło godziny 9:00. Byłem wtedy studentem. Także gdy ksiądz od nas duszpasterstwa akademickiego powiedział, że będzie jechał złożyć hołd przy trumnie, kiedy już przyjechały trumny z Rosji, pary prezydenckiej. Że będzie jechał do Warszawy i spytał, czy bym chciał z nim jechać. Powiedziałem, że chętnie. Pojechałem ja jeszcze trzech innych kolegów. Pamiętam, że musieliśmy wyjechać wcześnie w nocy. Nie wiem, może godzinie drugiej, trzeciej. Przyjechaliśmy do Warszawy, że dopiero świtało. Kolejka na Krakowskim Przedmieściu. Gdzieś zaczynała się, jak pamiętam, przy kościele świętej Anny, zakręcała wokół kolumny Zygmunta i dalej z powrotem do Pałacu Prezydenckiego. Pamiętam dość dobrze, że nastrój był podniosły można tak powiedzieć. Ale ludzie ze sobą rozmawiali. Ludzie się nie bali mówić, co czują. Nie było to... Myślę, że to było spontaniczne. Na pewno była to podniosła atmosfera i to stanie mimo, że było zimno wtedy nie dłużyło się. Podszedł ktoś z reporterów i zapytał dlaczego tu stoimy. Kolega wtedy powiedział "no jak to, prezydent nie żyje", czy coś takiego. Teraz być może parafrazuję, nie jestem w stanie dobrze oddać odpowiedzi kolegi, ale była ona na tyle dosadna, że ta pani już, pani reporterka dalej nie dopytywała. Ja nie byłbym w stanie chyba tak do kamery wtedy powiedzieć, dlaczego stoję. Pamiętam, że usunąłem się z widoku kamery, bo to powodowało jakąś taką nieśmiałość. Byłem dumny z tego, że kolega tak powiedział stanowczo. Bo tak naprawdę oddawał to, co myśleliśmy, że dlatego tu jesteśmy, żeby właśnie oddać hołd parze prezydenckiej bez jakichś podziałów politycznych. Po prostu dlatego, że to była głowa państwa. Osobiście miałem do tego taki stosunek, bo sam pamiętam, że jako jeszcze licealista trochę się śmiałem z pary prezydenckiej. Potem miałem wyrzuty sumienia, że coś takiego robiłem. Także, wydaje mi się, że to jest takie uniwersalistyczne, żeby zawsze patrzeć na to, czy się czegoś nie będzie żałować, że się kogoś krytykuje, że się kogoś wyśmiewa. Oczywiście z mojej perspektywy nie było to jakieś groźne naśmiewanie, ale myślę, że czasem takie drobne, drobny hejt, że tak powiem, buduje całą złą atmosferę. Dlatego od tego czasu chyba postanowiłem nie uczestniczyć w jakimś hejcie politycznym. Wydaje mi się, że to tak na mnie wpłynęło, że zawsze staram się rozumieć drugą stronę, nawet gdy nie jest mi bliska. Mam na myśli politykę, ale nie tylko.

Dane o obiekcie

Opis

Relacja Marka Bartona dotyczy osobistych doświadczeń związanych ze śmiercią papieża Jana Pawła II oraz katastrofą smoleńską, widzianych z perspektywy osoby dorastającej w latach 90. i młodego studenta. Relacjonujący opisuje moment otrzymania informacji o śmierci papieża 2 kwietnia 2005 r., emocje towarzyszące temu wydarzeniu oraz znaczenie Jana Pawła II jako autorytetu i postaci „oczywistej” dla pokolenia urodzonego pod koniec lat 80. Wspomina także wcześniejsze doświadczenia związane z papieskimi pielgrzymkami do Częstochowy. Druga część relacji poświęcona jest katastrofie smoleńskiej z 10 kwietnia 2010 r. – od transmisji uroczystości katyńskich z udziałem premierów Polski i Rosji, przez moment dotarcia informacji o katastrofie, po osobisty udział w oddaniu hołdu parze prezydenckiej na Krakowskim Przedmieściu. Relacja zawiera refleksje dotyczące wspólnotowego przeżywania żałoby, odpowiedzialności za słowo oraz dystansowania się od politycznych podziałów i języka nienawiści.