Krzyżacy. Największy "przekręt" średniowiecznej polityki?
Muzeum Historii Polski (producent);
04/11/2022
Klasyfikacja praw autorskich
Transkrypcja
[00:00] [Prowadzący] Był w istocie największym geopolitycznym błędem. W tej historii prześwietlimy fakty i mity związane z rycerzami w płaszczach z czarnym krzyżem. O Grunwaldzie będzie tylko trochę, bo prawdziwa historia rozgrywała się gdzie indziej. O tym wszystkim porozmawiam z prof. Michałem Kopczyńskim z Muzeum Historii Polski. Ja nazywam się Cezary Korycki i zapraszam na „1000 lat. Prześwietlenie. Inne historie Polski”, podcast Muzeum Historii Polski.
Część I. Fałszerze i rycerze.
„Zakon Najświętszej Marii Panny przyrzeka, z zupełną wiernością, mnie i wszystkim innym dziedzicom, jak im Bóg miły i ile im tylko sił wystarczy, przeciw nieprzyjaciołom Chrystusa i naszym wszystkim poganom bez kłamstwa i wszelkiej obłudy, aż do ostatniego męża razem z nami w każdym czasie walczyć.”
[Prowadzący] Panie profesorze, jak miało być dobrze między Krzyżakami a Królestwem Polskim skoro nasi goście od początku się posłużyli manipulacją, żeby nie powiedzieć fałszerstwem? Bo w historiografii niemieckiej dokument z 1230 r. z Kruszwicy nosi nazwę traktatu, a w polskiej – falsyfikatu. Obecność Krzyżaków w tej części Europy to jeden z największych przekrętów w historii Polski?
[Gość] No pewnie słowa „przekręt” można użyć, chociaż ono ma taki bardzo finansowy podkład, prawda, dzisiaj, ale jest to jakiegoś rodzaju oszustwo. Z tym że tutaj trzeba od razu sprostowanie. Jeśli chodzi o dokument kruszwicki to on jest tak: pierwszy jego odkrywca, oryginał się nie zachował, zachował się taki transumpt, wpis najpierw do regestu papieskiego, kancelarii papieskiej z 1234 r. a potem transumpt, to znaczy taki dokument papieski, który cytuje ten dokument kruszwicki. Ale ten cytat z tego dokumentu, czy właściwie przytoczona treść tego dokumentu, to jest dokładnie to, co jest w tym regeście papieskim z 1234 r. To nam wskazuje, że już w 1257 r. tego, co my nazywamy dokumentem kruszwickim już nie było. Nie było oryginału. Transumpty zwykle się robiło w kancelariach średniowiecznych wtedy, kiedy dokument był jakiś bardzo zniszczony, czy coś takiego, no to wtedy ten wystawca, swoim autorytetem potwierdzał, że ma w ręku dokument, z którego wynika to czy tamto. No więc jest to taki dokument-meteoryt, który zapewne powstał w 1230, prawda, oryginał bardzo wcześnie zaginął, co niektórych trochę dziwiło, że tak fundamentalny dokument, w którym cała ziemia chełmińska zostaje oddana Krzyżakom bez żadnych warunków, przez Konrada Mazowieckiego i że Krzyżacy znani z tego, że do różnych dokumentów dla siebie korzystnych mieli takie zamiłowanie i je przechowywali, nagle, prawda, gubią taki dokument. No to to jest trochę dziwne. I to spowodowało, to był jeden z czynników, który spowodował, że człowiek, który go odkrył, Perlbach, to był niemiecki badacz w XIX w., w 1873 r., że Perlbach uznał, że ten dokument jest fałszerstwem. I podkreślam, to był niemiecki badacz. Potem polska historiografia, oczywiście traktowała ten dokument kruszwicki jako dokument fałszywy. Dodawano jeszcze inne, prawda, argumenty wynikające z samej treści tego dokumentu, jakaś zła datacja i tak dalej, natomiast historiografia niemiecka w początku XX w. zaczęła twierdzić, że ten dokument jest autentyczny. I można było znaleźć tak, że w niemieckiej historiografii to właśnie traktat, a u nas fałszerstwo. I to się zmieniło stosunkowo niedawno, dlatego że pojawiły się głosy w polskiej historiografii, że jednak ten dokument może być autentyczny. I tutaj tym pionierem jakby, który w tym twierdzeniu w polskiej historiografii był znawca kancelarii cesarza Fryderyka II, bo to są wszystko czasy, gdy cesarzem był Fryderyk II, Tomasz Jasiński. I później, prawda, są kolejni badacze, Gerard Kucharski, Dariusz Sikorski, którzy… Sikorski zresztą książkę napisał o całym tym dokumencie… którzy jednak uważają, że to jest dokument, który jest… który rzeczywiście był prawdziwy. To znaczy, my go nie znamy całego, my znamy tylko regest, czyli streszczenie, ale że ten dokument jednak był autentyczny. Co innego jest fałszywego, co innego jest tym takim dokumentowym przekrętem w początkach dziejów polsko-krzyżackich. No bo spójrzmy sobie w podręczniki. [05:00] W podręcznikach pada data 1226. Natomiast dokument, który jest zachowany, leży w Archiwum Głównym Akt Dawnych w Warszawie na Długiej, w którym Konrad Mazowiecki nadaje wsie Orłowo i Nieszawa Krzyżakom, to jest dokument datowany w Bieczu w Małopolsce w roku 1228, no więc pytanie: to jest 26 czy 28? Skąd te dwa lata różnicy w tej dacie? Dokument Konrada Mazowieckiego jest z roku 28, natomiast 1226 to jest data tzw. Złotej Bulli zakonu krzyżackiego. To jest bardzo duży dokument wydany przez Fryderyka II, cesarza, który obiecuje zakonowi krzyżackiemu różne przywileje, niezależność od władzy świeckiej, czyli podległość tylko władzy, prawda, duchownej. Obiecuje suwerenność tam, gdzie Krzyżacy sobie zbudują państwo, nie jest powiedziane gdzie, tylko, że sobie zbudują. I to jest datowane tradycyjnie – rok 1226. W tym dokumencie nie ma daty, w ogóle nie ma, nie jest podana. Natomiast jest tak zwyczajowo. Stąd w podręcznikach polskich i zresztą w niemieckich też 1226. Problem polega na tym, że Złota Bulla nie jest z roku 1226, co udowodnił Tomasz Jasiński. Udowodnił to jeszcze, on się tym zajmował w latach 80., czyli w czasach, kiedy komputery raczkowały, bo dzisiaj to byłaby dość prosta sprawa, dzisiaj byśmy zestawili wszystkie dokumenty wydane przez kancelarię Fryderyka II i byśmy się zorientowali, który jest w którym roku napisany, dlatego że fragmenty tych dokumentów, takie jak arenga, czyli uzasadnienie dlaczego dokument został wydany i różne… styl datacji i tym podobne rzeczy, one się różnią w zależności od tego, kto był dyktatorem dokumentu. Bo dokumenty powstawały w ten sposób, że był dyktator, czyli człowiek, który dyktował co ma być i jakiś tam pisarz, który to spisywał. No i ten dyktator dokumentu miał swoje ulubione formułki, swoje ulubione porównania i on je po prostu wprowadzał i po tym możemy powiedzieć kto jest kto, w którym roku dokument powstał, jeżeli on nie ma dat. Dzisiaj wrzuca się takie dokumenty, ich tam jest ponad 2 500 z kancelarii Fryderyka II, wrzuca się je po prostu do komputera i komputer błyskawicznie to nam odnajduje. A w tamtych czasach, kiedy Jasiński prowadził badania tak nie było. Jasiński musiał się nauczyć na pamięć, po prostu, tego dokumentu, tej Złotej Bulli, a potem mając w pamięci Złotą Bullę czytał kolejne dokumenty no i ustalał skąd, z którego roku ta Złota Bulla może pochodzić i ustalił, że ona pochodzi z ok. 1235 r. Dlaczego 1235 i dlaczego ten rok jest ważny? Otóż ten rok jest ważny dlatego, że kiedy trwały wali z Prusami rok wcześniej i uczestniczyli w nich Krzyżacy, ich było niewielu wtedy jeszcze, ale było tam kilku i wtedy też uczestniczył w tych walkach margrabia Miśni Henryk. Margrabia Miśni Henryk był tak chętny do walczenia, generalnie walczenia, niekoniecznie z poganami, że nie tylko że bił się z Prusami to jeszcze najechał na Płock i spalił katedrę. No ona była chrześcijańska, ale po prostu taka furia, prawda, bojowa. I to doprowadziło do konfliktu Konrada Mazowieckiego z margrabią Henrykiem i z zakonem. Bo to zakon margrabiego zaprosił. No i kiedy ten konflikt groził jakimś takim zaognieniem, no to Krzyżacy zwrócili się do cesarza o tę Złotą Bullę. I ta Złota Bulla została wtedy wydana. Ona miała być argumentem w jakimś sporze z Konradem Mazowieckim. Dlaczego Krzyżacy tak obawiali się takiego sporu? Ano obawiali się takiego sporu dlatego, że oni mieli 20 lat wcześniej podobny spór na Węgrzech, ponieważ Krzyżacy zdawali sobie sprawę, że Ziemia Święta nie jest lokalizacją przyszłościową. Zakon jak wiadomo powstał w czasie krucjaty 1190 r. To było, prawda, jeszcze wtedy Królestwo Jerozolimy, ale było jasne, że nacisk ze strony muzułmanów jest tak silny, że ono się długi nie utrzyma. Więc oni szukali sobie miejsca w Europie, no i mieli, dostawali różne miejsca, prawda, w Niemczech dostawali, we Włoszech mieli sporo nadań, ale to nie były jakieś duże tereny, które byłyby suwerenne. I upatrzyli sobie taki teren na pograniczu węgiersko-kumańskim. Kumanowie, czyli Połowcy inaczej, to był taki lud, który najeżdżał na Węgry od wschodu, dzisiejszy Siedmiogród. No i tam król węgierski nadał im ziemie Borsa [10:00] w Siedmiogrodzie, żeby oni byli takim buforem między Połowcami a Królestwem Węgier. I to długo nie potrwało, dlatego że w 1217 r. bodajże, król węgierski zorientował się, że Krzyżacy na dworze cesarskim i papieskim intrygują w tym kierunku, żeby ta ziemia Borsa była nie jakimś lennym nadaniem dla nich warunkowym, tylko żeby ona była suwerenna. I wtedy król węgierski był na tyle silny, że ich po prostu wyrzucił. I teraz, kiedy jesteśmy w tych spalonych murach, prawda, płockiej katedry, no to Krzyżacy mają te same obawy, że może Konrad Mazowiecki postanowi, żeby ich wyrzucić. I stąd zabezpieczają się tą Złotą Bullą angażując już teraz autorytet papieski, autorytet cesarski na serio, na wypadek gdyby Konrad Mazowiecki, prawda, no miał jakieś gwałtowne wobec nich zamiary, dlatego że Krzyżacy jeszcze nie byli wtedy jakąś taką wielką potęgą przecież. Naprawdę ich nie było wielu. Za chwilę zresztą znajdą się w jeszcze takiej, powiedziałbym, ci Krzyżacy, którzy są tutaj, jeszcze bardziej krytycznej sytuacji, dlatego że Krzyżacy stanęli razem z rycerstwem śląskim w 1241 r., stanęli przeciwko Mongołom pod Legnicą. I też tam poginęli, więc ich dużo nie było, można ich było jakoś jeszcze wtedy usunąć, no ale w Polsce wtedy trwało rozbicie dzielnicowe i taki okres dość powiedziałbym anarchiczny, dlatego że Konrad Mazowiecki, jak powiedziałem, wydał ten dokument pierwszy dla Krzyżaków w 1228 w Bieczu. Dlaczego w Bieczu książę mazowiecki pod Krakowem? Ano dlatego, że po śmierci jego brata, Leszka Białego trwały walki o Kraków wtedy. Później, prawda, jest ta sytuacja, że ginie Henryk Pobożny pod Legnicą w 1241 i jest z kolei jeden z książąt mazowieckich, Bolesław Wstydliwy jest księciem, który jest Wstydliwy, czyli on nie ma dzieci, prawda, jest bezpotomny, więc za chwilę znowu wybuchnie jakaś walka o tron krakowski i książęta polscy są tym przede wszystkim zajęci. I to nam jeszcze jedną rzecz tłumaczy, dlaczego Konrad Mazowiecki sprowadza Krzyżaków? Ano dlatego, że on się zajmuje Krakowem i walką o Kraków, a za plecami, na północy ma Prusy, którzy najeżdżają,prawda, na Mazowsze, najeżdżają na Płock, nawet do wsi Warszawa są w stanie dotrzeć, w związku z tym tam są Prusowie. Nie tak daleko, bardziej na wschód są Litwini, no więc tu jest dużo różnych, bardzo groźnych ludów i potrzeba jest jakiejś takiej siły militarnej, która by im się była w stanie przeciwstawić. No bo kto się może przeciwstawić na Mazowszu tym wszystkim groźnym najeźdźcom z północy i ze wschodu? Można brać takich chłopów co bardziej bogatszych, czy ambitnych, nadawać im prawa rycerskie i oni siedzą gdzieś tam, na pograniczu, prawda, i stanowią w razie czego takie pospolite ruszenie, ale to jest za mało. Potrzebna jest jakaś taka siła, bardziej wykwalifikowana. Krzyżacy są siłą wykwalifikowaną. Skąd się Konrad Mazowiecki mógł o tym dowiedzieć? Raczej z Węgier nie, bo jakby z Węgier się dowiedział o Krzyżakach, to raczej by nie miał do nich zaufania. Więc dowiedział się zapewne od mającego dobre kontakty w Niemczech Henryka Brodatego, księcia śląskiego, a może nawet od jego żony, świętej Jadwigi, że są tacy wykwalifikowani ludzie jak Krzyżacy, rycerze, prawda i to w dodatku jeszcze mnisi-rycerze, którzy mają doświadczenie w tworzeniu, no nie tylko sprawnego wojska, ale w tworzeniu takiego państwa buforowego. Bo oni przecież stworzyli państwo buforowe w Ziemi Świętej, od niczego jakby. I to wszystko powtórzyli na terenach pruskich, które zaczęli systematycznie podbijać i właściwie do 1290 r. można byłoby tak powiedzieć, te Prusy podbili.
[Prowadzący] Właściwie czym w istocie był zakon? Wizerunek mamy gdzieś zbudowany na podstawie książek Henryka Sienkiewicza i filmu. A tak naprawdę trzeba powiedzieć, że to była dobrze zorganizowana korporacja.
[Gość] To była korporacja w sensie religijnym, ale korporacja też w sensie świeckim. Tu odniosę się do tego, co Pan powiedział o Sienkiewiczu i o filmie. Oczywiście i powieść „Krzyżacy” i jej ekranizacja to są dzieła swoich czasów, a więc jak pisze o tym Sienkiewicz no to mamy Hakatę, walkę o ziemie, w Wielkopolsce ,już Bismarck [15:00] był, już go nie ma, ale nie tak dawno był, wszyscy go jeszcze pamiętają. W związku z tym ci Krzyżacy nabierają takiego, prawda… no są tacy zdemonizowani. Z kolei jak Aleksander Ford kręci „Krzyżaków” to to jest po II wojnie światowej, zresztą wystarczy na to popatrzeć, w tej wersji czarno-białej, bo tam jest też wersja kolorowa, taka na zachód robiona, ale w tej wersji czarno-białej tam jest taka gra kolorem i niektórzy mówią, że to są takie wojenne nastroje, prawda, takiej ponurości tych obrazów, więc… przywołujące nam właśnie na myśl II wojnę światową. W ogóle myślę sobie, że nawet historiografia, tak zwana naukowa jest w jakimś stopniu takim odbiciem czasów, w których ona powstaje, no bo jak my zadajemy jakieś pytania, to czasami zadajemy takie pytania, które są pytaniami, no… wychodzącymi zza okna, prawda, z jakiejś problematyki, którą my dzisiaj żyjemy. Jesteśmy sterowani przez tak zwaną wiedzę pozaźródłową. Czyli nie tylko tym, co żeśmy przeczytali w źródłach, ale też naszymi jakimiś przekonaniami. Wszystko jest pewnego rodzaju przetworzeniem i trzeba mieć oczywiście tego świadomość. No więc tak, wracając do samych Krzyżaków – to był przede wszystkim zakon. To znaczy w roku 1190, jak to zakładano, a ten zakon zakładano, to było bractwo szpitalne, dlatego że było sporo rycerzy i pielgrzymów niemieckich w Ziemi Świętej i oni nie mieli własnych szpitali, a szpitale były te, które prowadzili Templariusze, czy Joannici były, no powiedzmy sobie przeludnione i w dodatku Templariusze brali głównie francuzów, Joannici brali głównie Włochów, no więc potrzebne było coś dla Niemców. I to była stosunkowo nieistotna instytucja, powiedziałbym, aż do iV wielkiego mistrza, w początku XIII w. w pierwszych latach został nim Hermann von Saltza. I ten zakon zaczął żyć własnym życiem dzięki kontaktom przede wszystkim Hermanna von Saltza z cesarzem Fryderykiem II. To jest taka fundamentalna postać dla dziejów zakonu. I on zaczął żyć własnym życiem i był pewnym sposobem też na życie. Dla kogo? Bo to jest pytanie, kto tam wchodził w skład tego? Główna część, główna ta największa siła, ta władza, mózg tego zakonu to są bracia rycerze. Czyli to są ci, którzy chodzą w białych płaszczach z czarnym krzyżem. To muszą być tak: to muszą być Niemcy i muszą pochodzić z Niemiec. To znaczy nie może być tak, że to będzie jakiś akulturowany człowiek, który jest pochodzenia pruskiego, albo powiedzmy, że jakiś polski rycerz chciałby zostać Krzyżakiem. Nie ma szans na to. To muszą być Niemcy z Niemiec. Najczęściej są to ludzie wywodzący się, tak jak Hermann von Saltza zresztą, z dość niskich sfer rycerskich, spośród tak zwanych ministeriałów. To jest, albo któryś syn jakiegoś takiego ustabilizowanego rycerza, alb ministeriał. Kto to są ministeriałowie? To jest taka specjalna grupa rycerstwa niemieckiego, rycerze, którzy są rycerzami, mają status rycerzy z nadania cesarskiego, ale nie są ludźmi wolnymi osobiście. To znaczy, oni jeżdżą zawsze z cesarzem. Problem cesarza polegał na tym, że cesarz w Rzeszy był księciem, to był jeden z książąt, który był wybierany i on miał swoich ludzi w swoim księstwie, a w innych miejscach swoich ludzi nie miał. W związku z tym, to był sposób na zbudowanie sobie drużyny, która będzie z tym cesarzem jeździć wszędzie. W dowolną część Niemiec, do Włoch, prawda, oni muszą przy nim być po prostu. No i ci ministeriałowie, no oni mają swoich synów, czasem więcej niż jednego, nie mają dużo posiadłości. Jeżeli coś mają, to to jest jakaś jedna wieś, czy coś takiego, nie można tego podzielić, w związku z tym idealnym miejscem jest oddać syna do zakonu. A tutaj ma możliwości kariery już naprawdę aż do wielkiego mistrza, jak pokazuje przykład Hermanna von Saltza, więc jest to dobra kariera. Oni oczywiście tak, no żyją jak zakonnicy. Jak popatrzymy sobie w regułę, to tam jest powiedziane w ten sposób, że mają żyć w tych zamkach, taki zamek to jest... 12 rycerzy powinno w tym zamku być, podlegają różnym takim procedurom, prawda, typu posty, modlitwy, tam jakichś modlitw specjalnie wielkich od nich nie wymagają, oni przychodzą i modlą się kilka razy na dobę, zmawiają ileś razy „Ojcze nasz”, chyba raz dziennie mają obowiązek zmówić „Wierzę w Boga”. Charakterystyczne jest to, że nie ma, że różaniec, że „Zdrowaś Maryjo” nawet nie mówią, chociaż to jest zakon maryjny, prawda, ale tam nie ma żadnego kultu maryjnego, to takie jest towarzystwo samych facetów [20:00]. Oczywiście nic do nich nie należy, to znaczy wszystko, co mają: zbroja, broń, koń – to jest własność zakonu. To potem jak moralność krzyżacka zaczęła spadać w XIV, XV w. no to nagle się okazało, że zaczęli mieć i to nie tylko, że sweter mieli, bo sweter jak mieli to się tłumaczyli, że to dlatego, że tu na północy to są przeciągi w zamkach. I w związku z tym muszą mieć coś prywatnego do ubrania, ale mieli np. kości do gry, co już było przestępstwem. Więc tak oni funkcjonują. Natomiast jest druga grupa, która ma chęć rywalizować z tymi rycerzami, to jest grupa intelektualistów zakonnych i to są duchowni. Cały czas jest taka walka, kroniki zakonu piszą duchowni, więc oni dość... czasami dość niechętnie się odnoszą do tych rycerzy. To można wyczytać, raczej między wierszami niż tak bezpośrednio, ale jest tam pewna rywalizacja w tych grupach. No duchowni, którzy oczywiście sprawują te wszystkie duchowne rzeczy. I do tego dochodzą jeszcze półbracia, którzy chodzą w szarych płaszczach z połową czarnego krzyża. To są bracia, ci to się już mogą wywodzić z miejscowych Prusów, prawda, czy z jakichś tam Polaków, czy czegoś takiego, no i jest jeszcze specjalna kategoria, takich braci stowarzyszonych, którzy są na całe życie, albo na kilka lat i to są, albo tacy co przychodzą, prawda, trochę zarobić, no po prostu, albo tacy, którzy są darczyńcami. Darczyńca ma tę zaletę, że za niego się modlą. Oni się tam modlą, prawda, bez przerwy, no i jedno „Ojcze nasz” jest za zbawienie duszy Konrada Mazowieckiego i jego żony. Krzyżacy to odmawiali. Przestali odmawiać dopiero po wojnie trzynastoletniej i uzasadnili to w ten sposób, że skoro już stracili ziemię chełmińską, to już nie ma powodu się modlić za Konrada Mazowieckiego, ale co się modlili to 200 lat się modlili. A Konrad Mazowiecki potrzebował tego jednak, takiego wstawiennictwa, bo on sporo w życiu nagrzeszył.
[Prowadzący] No właśnie jak to jest z tym Konradem Mazowieckim? Czy słusznie na nim wieszamy psy przez 800 lat?
[Gość] No cóż. Czy Konrad Mazowiecki miał jakiś wybór? Próbował, to znaczy spróbował stworzyć taki zakon braci Dobrzyńców, który by się składał z miejscowych, z miejscowego rycerstwa, ale to było bez skutku. W związku z tym wybrał, prawda, importowany kapitał i know-how. Konrad Mazowiecki jest jako dość niesympatyczny człowiek przedstawiony w „Poczcie królów i książąt polskich” Matejki, no bo to jest ten z tym sztyletem w ręku, prawda, co pokazuje, taki zdradliwiec jakiś. To jest niewątpliwie zemsta za Krzyżaków, ale to jest też no… to był wybitny książę, nie ulega wątpliwości. Dużo zrobił dla Mazowsza, dla modernizacji Mazowsza, nie odpuścił sobie rywalizacji o Kraków, więc to był, to był wybitny książę z punktu widzenia mazowieckiego. No błąd rzeczywiście zrobił z tymi Krzyżakami, no a poza tym był to człowiek dość taki porywczy. Życie kanonika Czapli o tym świadczy, a właściwie nie tyle może życie, co to, że źle skończył, no dlatego że Konrad Mazowiecki kanonika Czaplę pod pozorem tego, że źle uczy jego syna kazał wyciągnąć, prawda, z katedry, ten się schował do katedry płockiej, kazał go z katedry wyciągnąć i powiesić przed katedrą. Więc no powiedzmy sobie, tu już w ogóle wszelkie zostały naruszone normy postępowania względem duchownych. Odpokutował to później, a resztę Krzyżacy wymodlili. Także była to postać niewątpliwie silna, kontrowersyjna, no ale też dla Mazowsza niewątpliwie zasłużona.
[Prowadzący] Część II. Niewykorzystana szansa.
„Wzrośli potęgę i dzięki poparciu i pomocy księcia Mazowsza Konrada i jego syna Kazimierza, który chodził z Krzyżakami na wszystkie wyprawy wybudowali miasta i zamki. A mianowicie: Toruń, Chełmno, Christburg, Elbląg, Balge, Wyszembork, Bartenstein, Brunsberg Heilsberg i inne warownie. A wymordowawszy znaczniejszych wśród Prusów zmusili pozostałych do przyjęcia wody odrodzenia i chrztu. Na tym bowiem głównie polega ich cel i działanie by zatrzymać własną posiadłość, a zdobyć lub dążyć do zdobycia cudzych. W celu zdobycia cudzych, nie przestrzegają porządku prawnego i sposobu postępowania dyktowanego przez sprawiedliwość. Byleby tylko gwałtem móc dokonać zaboru.”
[Prowadzący] Jan Długosz tak pisał o zakonie w XV w. [25:00] Ale już wtedy mieliśmy na koncie, co najmniej kilka niewykorzystanych szans, aby pozbyć się tego niewygodnego problemu. Może policzmy jakie były te okoliczności.
[Gość] Tak. Zanim to, to tutaj chciałbym tylko powiedzieć tak, że Długosz oddaje taki dwuznaczny trochę stosunek do Krzyżaków, dlatego że z jednej strony wybudowali miasta i zamki, prawda, on tutaj wymienia inne warownie. Proszę zwrócić uwagę: „a wymordowawszy znaczniejszych wśród Prusów” – no wymordowawszy źle, „zmusili pozostałych do przyjęcia wody odrodzenia i chrztu”. No więc chrzest i woda odrodzenia, czyli jednak jakąś działalność, prawda taką w zakresie nawracania prowadzili. To nawet Długosz przyznaje, który przecież przyjacielem Krzyżaków nie był. Tutaj dwa słowa, jak oni to zdobywali, bo to jest doświadczenie z Ziemi Świętej. Mianowicie zdobywali to szeregiem wypraw na dany teren, podejmowali wyprawy typu rabunkowego i kiedy już jakby albo zmusili do ucieczki część ludności, albo ją podporządkowali sobie, no to wtedy budowali zamek. To znaczy budowano najpierw umocnienie drewniane, w którym siedziało po prostu kilku rycerzy i jeżeli by następował na ten zamek atak no to były jakieś sposoby na danie sygnału, że tu jest atak, że trzeba przyjść z odsieczą i tych atakujących odpędzić. W ten sposób budowali państwo terytorialne. To znaczy państwo, które nie opiera się na jakimś władcy, który jeździ z miejsca na miejsce i ludzie, prawda, za nim chodzą, albo on tych ludzi terroryzuje przy pomocy swojej drużyny, tylko to jest takie państwo, które ma oparcie w terenie w postaci jakiegoś zamku, panuje nad terenem. To jest bardzo ważne to państwo terytorialne. Bo jak sobie popatrzymy na mapę Polski z czasów Kazimierza Wielkiego, to tam zawsze się zaznacza zamki, które wybudował Kazimierz Wielki. Mówi się tak: zamki budował na granicy z Czechami, no bo obawiał się najazdu czeskiego, ale jak się popatrzy na tę mapę zamków Kazimierza Wielkiego, w każdym atlasie historycznym to jest, to one są wszędzie. Więc no musiałby się strasznie bać, gdyby tyle tych zamków w środku państwa stawiał. Co on stawiał? To była władza typu terytorialnego. To było podejrzane od Krzyżaków, jak się ugruntowuje silną władzę centralną. To znaczy budując zamek i prawda to jest to oparcie dla władzy. I w tych zamkach Kazimierz Wielki osadzał starostów, którzy w jego imieniu zarządzali danym terenem. I to samo było w przypadku Krzyżaków. W tych zamkach siedziało tych dwunastu, prawda. Cecha charakterystyczna zresztą zakonu jest taka, że jak zarządzali tym swoim terytorium, to starali się, żeby spośród rycerstwa, które tam było i zobowiązane było do służby wojskowej, żeby nie było koncentracji dóbr jakiejś, żeby nie wyrosła taka, tacy rywale jacyś bogaci i silni żeby nie wyrośli, to była jedna rzecz, której pilnowali, a druga rzecz to było to, że zachowywali znaczną część ziem pod własnym, bezpośrednim zarządem. I w związku z tym np. mieli zboże. To zboże sprzedawali do miast, a miasta musiały kupić określone ilości tego zboża, po czym przemielić w młynie, który należał do zakonu, no więc trzeba było znowu za ten przemiał zapłacić zakonowi i tak dalej, i tak dalej. I to było bardzo dobrze pomyślane. Skodyfikowali prawo. Skodyfikowali prawo i takie prawo zwyczajowe polskie, prawo zwyczajowe pruskie, to my znamy z kodyfikacji zakonu takich, jak „Księga elbląska”. Administracyjnie to było dobrze zorganizowane. Można było powiedzieć: tak tam nawet jest jeden urzędnik wśród tych Krzyżaków, który zajmuje się działalnością szpitalną, czyli taką opiekuńczą. No ale jeśli chodzi o działalność opiekuńczą, szpitalną, to zakon szpitalników ma no zerowe doświadczenie to powiedzmy sobie. To im nie wychodziło. A wszystkie inne rzeczy robili naprawdę zupełnie nieźle.
[Prowadzący] Czyli w historii medycyny się nie zapisali, ale jeśli chodzi o historię gospodarczą i co ważne, historię społeczną.
[Gość] Tak, zdecydowanie. Chociaż tutaj jedno zastrzeżenie, żeby potem nam nie zarzucili nieścisłości. Mianowicie, szpitalnictwo średniowieczne i jeszcze nowożytne aż do XVIII w. to nie jest szpitalnictwo takie, jak dzisiaj, że to jest medycyna. Nie, to jest działalność opiekuńcza. Czyli oni się opiekują starcami, kalekami, chorymi, czy czymś takim. Krzyżacy się specjalnie kalekami nie opiekowali, to nie było ich celem.
[Prowadzący] Ale jak się żyło ludziom pod panowaniem krzyżackim? Bo mamy gdzieś w ramach tego czarnego piaru wizję, że oni prześladowali tych biednych pruskich chłopów, [30:00] najeżdżali sąsiadów, a wszystko wskazuje na to, że jednak był to jakiś sposób na sukces i to państwo się rozwijało szybciej od sąsiadów.
[Gość] To znaczy zależy w jakim okresie, dlatego że pierwszy okres, no to jest okres, prawda, podboju, więc trudno mówić, że się poddanym żyło dobrze. Potem jest okres rozkwitu, to jest mniej więcej wiek XIV, a wiek XV to już jest okres kryzysu, dlatego że to są wojny z Polską, które niosą za sobą zniszczenia terytorialne i to świadomie zresztą, takie niszczenie terytorium przez polskie i litewskie rycerstwo, co powoduje z kolei zwiększenie nacisku fiskalnego na własnych poddanych, czyli miasta muszą coraz więcej zboża kupić, coraz wyższe są stawki za przemielenie tego zboża w młynie należącym do zakonu, coraz większe są różnego rodzaju opłaty, coraz większe są naciski na rycerstwo, że np. w przypadku dziedziczenia no to cała ziemia należąca… prywatna, należąca do rycerza idzie w ręce zakonu. I zakon mu oddaje… on miał trzy wsie, a zakon mu odda jedną, jego synowi na przykład, a pozostałe sprzeda jakimś innym tam, to znaczy coś takiego… i jeszcze podatku się do tego domagali. I nie można było pójść do sądu, bo sąd był krzyżacki, no w związku z tym wiadomo było, że sąd krzyżacki rozstrzygnie spór między poddanym, a Krzyżakiem, nawet rycerzem a zakonem krzyżackim na korzyść zakonu. A mamy do czynienia, jesteśmy w XV w., kiedy powszechną formą ustrojową już jest w Europie monarchia stanowa tak zwana, to znaczy taka monarchia, w której suwerenność jest podzielona pomiędzy władcę a poddanego. Są zgromadzenia stanowe, prawda i tak dalej. Wszędzie są a w państwie krzyżackim nie. I to w końcu prowadzi do buntu poddanych, co się zaczyna od 1440 r., tak na dużą skalę, kiedy powstaje związek pruski, który domaga się zwołania stanów pruskich, prawda, i traktowania tych poddanych… oni nie kwestionują jeszcze państwa krzyżackiego, ale domagają się traktowania poważnego, jakiegoś kompromisu, tak jak wszędzie wkoło. Natomiast zakon się na to nie godzi i chce tych przywódców po prostu wyaresztować i jeszcze ich oskarża o herezję.
[Prowadzący] Zanim to się wydarzyło był początek XV w. i największa bitwa średniowiecznej Europy, choć nie wiem czy to jest prawda, że to była największa bitwa średniowiecznej Europy, ale dlaczego nie zakończyła się ona sukcesem? Świętujemy sukces, ale to nie był sukces w 1410 r.
[Gość] Nie no był sukces. To znaczy my sobie teraz… to nie był sukces taki jak, nie wiem, jak powiedzmy zrzucenie dwóch bomb atomowych na Hiroszimę i Nagasaki i następnego dnia się Japonia poddaje. To nie są tego typu sukcesy. Ale takich sukcesów w średniowieczu za dużo nie ma też, więc musimy o tym pamiętać. Sukces polegał na tym, że zakon został pokonany, że on już przez wiele następnych lat nie podejmował agresywnych działań wobec Polski, takich zbrojnych, że jeżeli dochodziło do wojny, to rycerze zakonni chowali się w zamkach, natomiast myśmy łupili kraj i wyniszczali po prostu to państwo zakonne gospodarczo. W związku z tym to sukces jednak był. Jeżeli spojrzymy do tyłu to były w zasadzie same militarne porażki, z jednym może remisem, bo to są te sławne… bitwa pod Płowcami, która była remisem, dlatego że tam wojska polskie zaatakowały straż tylną krzyżacką. Główna grupa, takie siły, które najechały na Wielkopolskę, ona już wyruszyła z obozu, a tylne te składały obóz. I Polacy ich zaatakowali, rozbili i zaczęli rabować to, co pozostało po nich. No i wtedy główne siły wróciły. I z kolei one, siły polskie… no zastali ich przy rabunku już, więc trudno się dziwić, że wygrali. A jak się patrzy w relacje kronikarzy, czy to Długosza, czy relacje kroniki krzyżackiej to widać, że tam jak np. mówią o liczbie poległych i liczbie wziętych do niewoli to pada ta sama liczba, ze strony polskiej i ze strony krzyżackiej ta sama, tylko że odnosi się, prawda, do Krzyżaków, albo do Polaków. No więc to pokazuje, że to chyba był remis. Natomiast Polska odnosiła sukcesy takie, powiedziałbym, dyplomatyczne. Były procesy. Był proces jeden w Inowrocławiu, 1320, gdzie nakazano Krzyżakom oddać Polsce Pomoże. Musimy o tym wspomnieć, 1308 to jest, no Krzyżacy niby idą przeciwko brandenburczykom na Gdańsk [35:00], ale tak naprawdę zamiast odpędzić Brandenburczyków, to znaczy odpędzili ich, ale przy okazji Gdańsk zdobyli, a za tym całe Pomorze, w 1309 r. całe Pomorze, prawda. I stąd ten proces 1320, no ale oni nie uznali tego wyniku, w ogóle nie wzięli udziału w tym. Potem był drugi proces, 1339 w Warszawie, gdzie byli świadkowie różni, prawda i tak dalej, z dwóch stron i też wyrok był korzystny dla Polski, ale dawał Polsce tylko i wyłącznie przewagę moralną . W związku z tym jest traktat kaliski, 1343, w którym to Pomorze zostaje przy Krzyżakach, przy czym użyte jest takie sformułowanie „jako wieczysta jałmużna”. Co znaczy wieczysta? No to znaczy niby na zawsze, ale jałmużna, więc… jałmużny się nie odbiera, ale jest to jakieś takie, przynajmniej retoryczne przypomnienie, że to nie jest coś, co do nich tak naprawdę należy, czy należało od zawsze, do czego mają takie prawo, jak chociażby do tych ziem pruskich. Więc tak, no były te próby oczywiście też za Kazimierza Wielkiego, były te próby takich sądów, bo te sądy, o których powiedziałem to były sądy duchowne, natomiast było takich sądów, prawda, gdzie król Węgier i król Czech… no ale to też nic nie dawało, dlatego że król Czech był zawsze z Krzyżakami, a król Węgier był po naszej stronie. Więc powiedziałbym tak, myśmy tak dużo sukcesów przed Grunwaldem nie mieli.
[Prowadzący] I w końcu Kazimierz Jagiellończyk po wojnie trzynastoletniej odbiera Krzyżakom Gdańsk. Czy nie można było więcej osiągnąć?
[Gość] No odbiera całe Pomorze Gdańskie. To jest bardzo dużo. Powiem tak, na samym początku tej wojny, a ona się zaczęła od tego, że 8 marca 1454 r. poselstwo poddanych krzyżackich przyjeżdża do Krakowa, wypowiada posłuszeństwo zakonowi i proszą Kazimierza Jagiellończyka o objęcie opieką i no przyjęcie ich do Polski. Potem jest straszna klęska nasza pod Chojnicami. Pospolite ruszenie ponosi klęskę z rąk wojsk zakonnych. I potem następuje właściwie pomoc znowu ze strony Gdańska i miast pruskich, które dysponowały dużą gotówką, no i tą gotówką, ponieważ zakon też wyczerpał swoje środki finansowe, w związku z tym nie był w stanie zapłacić najemników, których wynajął. Związek zawodowy najemników, można by powiedzieć, z takim Czechem Ulrykiem Czerwonką na czele, po prostu zażądał kto dał więcej. Zakon nie był w stanie dać, no ale Polska dała, czyli Gdańsk dał, ale też nie tyle ile się ci najemnicy domagali. W związku z tym stanęło na tym, że przekazali nam Malbork, znaczną część zamków krzyżackich, natomiast wielkiego mistrza nie. I wielkiego mistrza żeśmy odwieźli, pod eskortą, odwieźliśmy do Królewca. I wojna trwała dalej. Teraz już tylko wojska najemne walczyły między sobą, ze zmiennym szczęściem, to znaczy są polskie zwycięstwa, tutaj dominują w tej walce, ale generalnie rzecz biorąc, w pewnym momencie się środki skończyły. W związku z tym II pokój toruński już jest taki korzystny, bo to co zostało z zakonu krzyżackiego, czyli tam ze stolicą w Królewcu to jest lenno polskie. Więc wydawałoby się, że to jest sytuacja korzystna. Także to jak najbardziej, no myślę, że to był jednak sukces.
[Prowadzący] Część III. Smutna twarz Stańczyka.
Przyjaciel Jana Matejki, historyk Józef Szujski w XIX w. surowo recenzował to ważne wydarzenie w historii Polski, czyli Hołd pruski. Ale ten obraz jest traktowany jako ilustracja pewnego rodzaju triumfu Polski epoki Jagiellonów.
[Gość] Tak, to znaczy trzeba sobie zdawać sprawę, że 1525 r. nie wziął się gdzieś tam znikąd . To znaczy jego poprzedza wojna, która trwa 4 lata. Wojna polsko-krzyżacka, wojna, która jest, no taka trochę komiczna, czy tragikomiczna, z tego względu że my zaciągamy najemników, po czym się okazuje, że nie mamy pieniędzy, żeby im zapłacić, oni przechodzą na stronę Krzyżacką, ale potem zakon też nie ma pieniędzy, żeby im zapłacić. I w związku z tym to jest taka wojna, która trwa, prawda, właściwie no… w tle tego są próby dokonania reform skarbowych w Polsce. Zygmunt Stary usiłuje je przeprowadzić, ale bez skutku oczywiście, [40:00] bo wchodzimy już w nowy etap wojsk nie pospolitego ruszenia, taniej wojny, tylko wchodzimy w etap wojsk najemnych, które są szalenie kosztowne i to wiele państw w tym czasie ma takie problemy z tym. No i my też te problemy mamy. Więc wiadomo, że ta wojna się militarnie nie rozstrzygnie. Teraz trzeba to jakoś rozstrzygnąć inaczej. I są różne koncepcje z polskiej strony. Jedna z takich koncepcji, która gdyby weszła w życie, to prawdopodobnie by ten problem rozwiązała, to była koncepcja Jana Dantyszka, żeby takim wielkim mistrzem honorowym został król Polski, nie musi być zakonnikiem, ale będzie takim patronem tego, tak jak w przypadku zakonów hiszpańskich, tam król był, prawda honorową głową tego zakonu, no i żeby tam mogli wstępować kto chce. Czyli Polacy by wstąpili w końcu, Krzyżacy, może nie Krzyżacy… Niemcy z Niemiec, prawda by wymarli i byłby taki polski zakon Krzyżacki i potem na przykład by się zreformował, albo coś takiego by się zrobiło i by się przyłączyło. Ale z tej koncepcji nic nie wyszło, trzeba też sobie zdawać sprawę, że to nie była tylko wojna… dotąd jak mówimy o tych wojnach, czy o tej wielkiej wojnie 1409-11, czy trzynastoletniej 54-66, to są wojny między Polską a zakonem. Ewentualnie Litwa wchodzi w grę. Natomiast tutaj w początku XVI w. mamy jeszcze dodatkowe siły międzynarodowe, które tutaj patrzą się na to, co się dzieje. To znaczy z jednej strony jest Moskwa, która jest chętna, prawda, żeby jakoś wspierać zakon, bo Moskwa walczy z Litwą. Z drugiej strony są Habsburgowie, którzy też są chętni, żeby wspierać zakon, nie bardzo mają czym go wspierać, zresztą podobnie jak i Moskwa, ale przynajmniej moralnie, więc tutaj jest taka gra na kilka frontów. Jagiellonowie są zainteresowani Litwą, Jagiellonowie są zainteresowani tym, co się dzieje, prawda w Czechach i na Węgrzech, a to jest już tylko trzeci front. I w związku z tym gotowi są na Hołd pruski. Hołd pruski jest powiedzmy sobie tak: jest triumfem. Dlaczego? Dlatego, że zakon został zlikwidowany. Zakon został zsekularyzowany. Albrecht Hohenzollern jest księciem luteraninem, który stracił poparcie ze strony cesarza, stracił poparcie ze strony papieża i właściwie ma tylko jednego sojusznika. I tym jednym jedynym sojusznikiem jest jego senior, czyli Zygmunt I, Zygmunt Stary. Tylko Polska go popiera, więc wydawałoby się, że on jest w naszych rękach. I rzeczywiście jest, bo my patrzymy, czy Matejko patrzył z perspektywy późniejszej, XIX wiecznej, gdzie już było wiadomo, co się stało później, że prawda to Księstwo Pruskie, że połączyły się dwie linie Hohenzollernów, czyli Hohenzollernowie z Prus z Hohenzollernami z Brandenburgii, tworząc Królestwo Prus w 1701 r., że to Królestwo Prus przestało… to znaczy no w pewnym momencie wzięło udział w rozbiorach Polski i tak dalej. To była w ogóle inna rzeczywistość. No ale czy możemy oskarżyć Zygmunta Starego, któremu się wydawało, że ma absolutnie w ręku Albrechta Hohenzollerna, czy możemy go oskarżyć za to, za błędy, które zrobili najpierw Stefan Batory, zajęty wojną z Moskwą i różnymi planami wojny z Turcją, który się zgodził na to, żeby opiekę nad nienormalnym synem Albrechta Hohenzollerna sprawował jego kuzyn z Brandenburgii, a potem Zygmunt III, który też był zajęty wojną ze Szwecją i wojną z Moskwą i jeszcze wojną z Turcją, który z kolei zezwolił na to, że po śmierci tego nienormalnego syna Albrechta Hohenzollerna całe Prusy Książęce przeszły pod władzę Hohenzollernów Brandenburskich. To było prawie 100 lat po Hołdzie pruskim. Na czym polegała pomyłka, prawda, Stefana Batorego? Na czym polegała pomyłka Zygmunta III? Natomiast nie oskarżajmy o to Zygmunta Starego.
[Prowadzący] Hołd pruski był też ciekawym wydarzeniem z innego punktu widzenia, bo to był taki moment, w którym Polska się wykazała wyjątkową tolerancją. Katolicki król zawarł formalny układ, pierwszy w historii układ z władcą kraju luterańskiego. Z heretyckim państwem.
[Gość] Tak, tak, oczywiście. To znaczy mając w tym polityczny interes. Wkrótce później król Francji zawarł traktat o pokoju i ogólnej przyjaźni, nie można powiedzieć o współpracy [45:00] z sułtanem tureckim, myśląc o tym, żeby w ten sposób od tyłu szachować arcykatolickiego cesarza. Zresztą król Francji nosił akurat tytuł „arcykatolicki”. W związku z tym, to takie podejście do ideałów religijnych i w ogóle generalnie do wartości, podejście instrumentalne do wartości tutaj się pojawia. To znaczy Pan powiedział, że to jest tolerancja, ja powiem, że to jest podejście... liberalne podejście do wartości, no i tak… no ja bym… myślę, że to nie jest dowód tolerancji, dlatego że ten sam Zygmunt Stary potrafił wydawać jakieś dekrety przeciwko Luteranom. Co prawda, żadnego z nich nie wyegzekwował. Czy to jest dowód tolerancji, czy jest to dowód liberalnego podejścia do wartości, nie wiem. Ale to oczywiście dobrze, że nie wyegzekwował tych… nie palił na stosach.
[Prowadzący] Puśćmy trochę wodze, może nie fantazji, ale takiej historycznej analizy, jak by się potoczyły losy Europy Środkowej, gdyby w 1525 roku jednak to państwo zostało brutalnie wcielone do Korony?
[Gość] Nie wiem jak by się potoczyły. To znaczy od razu się poddaję. Dlaczego się poddaję w tym? Dlatego, że co by było gdyby, to można powiedzieć tak: już Leopold von Ranke, ojciec nowoczesnej naukowej historiografii mówił, że zadaniem historyka jest dochodzenie wie es eigentlich gewesen, czyli „jak to właściwie było”, a nie „co by było gdyby”, prawda? No ale zostawmy to wyjaśnienie. Moim zdaniem można takie eksperymenty myślowe robić np. w historii gospodarczej. Co by było, gdyby nie było kolei? Bo na to pytanie można odpowiedzieć. Jakby nie było kolei, to byłyby przewozy kanałami, a różnica w kosztach transportu na kanałach i na kolei jest taka i taka, i gdyby transport był droższy to dochód narodowy byłby niższy o tyle i tyle. Jestem w stanie to powiedzieć, policzyć i powiedzieć liczbowo, ile procent PKB to jest kolej. Natomiast historia polityczna jest procesem tak całkowicie przypadkowym, to znaczy tyle decyzji zapada przypadkowo, że tutaj ja po prostu jestem bezbronny. Nie mam żadnej takiej dyscypliny umysłowej, która by mi pozwoliła powiedzieć: byłoby tak, albo tak. Bo tego się nie da policzyć, bo tu jest za dużo po prostu przypadkowości, jest tylko taka swobodna lewitacja mózgu. Także tu poddaje się.
[Prowadzący] „Prześwietlenie. Inne historie Polski.” Podcast Muzeum Historii Polski. Podcastów „1000 lat. Prześwietlenie” wysłuchasz na YouTube, Spotify, Google Podcast, w Audiotece, a także na innych platformach podcastowych. Chcesz być na bieżąco? Subskrybuj kanał Muzeum Historii Polski.
Dane o obiekcie
-
Nazwa / Tytuł
Krzyżacy. Największy "przekręt" średniowiecznej polityki? -
Twórca / Wytwórnia
Muzeum Historii Polski (producent) -
Rodzaj
-
Kategoria
-
Data wykonania
04/11/2022 -
Czas trwania
0h 48min 10sek -
Osoby występujące
-
Miejsce
-
Wydarzenie
Podcasty Muzeum Historii Polski -
Numer inwentarzowy
MHP-05-14076 -
Klasyfikacja praw autorskich
-
Permalink