Krzysztof Grzegorski
Grzegorski, Krzysztof (świadek historii); Szumska, Natalia (prowadzący/a rozmowę); Gil, Paweł (operator kamery);
07/07/2026
Klasyfikacja praw autorskich
Transkrypcja
[00:00:23.08]
Jestem mieszkańcem Żoliborza od urodzenia. Nazywam się Krzysztof Grzegorski, mieszkam przy ulicy Mickiewicza, w tym samym mieszkaniu Całe swoje życie. Jestem tu... Chodziłem tu do szkoły. Potem się moje losy zmieniły. Jestem z zawodu geodetą, więc jeździłem trochę po Polsce. Mierzyłem Port Północny i Rafinerię Gdańską, Gdańsk - na podstawie zdjęć lotniczych. Taka nowa technologia, bardzo ciekawa. No tak, wszystko. I nadal jestem związany z Żoliborzem. Nie chcę się stąd wyprowadzić. Pamiętam krótkie spodenki. Gdzie budowana jest kładka, było gospodarstwo rolne. Był rolnik. Miał konia. Sad. Normalnie budynek, stajnia. Wszystko było. No i tam chodziliśmy sobie. Nie... był zakopany ten strumień piękny. To źródełko, co tutaj biło. Tam czyściutka woda. Chodziliśmy na traszki kolorowe były, takie miały pomarańczowe brzuszki. No, do słoika. Potem się każdy chwalił kolegami. Tutaj kiedyś nie było komputerów, tylko życie się spędzało na podwórku. Kiedyś koleżeństwo było. Oczywiście wojny między podwórkami też. Były to czasy Robin Hooda, Wilhelma Tella w telewizji. Początki
[00:02:03.07]
„Czterech pancernych”. Potem w 66 roku, to już późniejsze lata, jak szkoła z Placu Inwalidów 10 została tutaj przeniesiona. No, jako młodzi ludzie pomagaliśmy przeprowadzać. I taka charakterystyczna rzecz na temat butów. Ponieważ na wozach, które woziły węgiel... Tym wozem też się przywoziło. No i boisko było jeszcze takie miękkie, nieutwardzone. Wstąpiłem w kałużę, miałem taki brudny but. I gdzie starszy pan podszedł do mnie: „Młodzieńcze, taki ładny, przystojny chłopiec jesteś. A masz takie brudne buty?” Do dziś nie wyjdę, jak buty nie są przeczyszczone, wyczyszczone. Muszą u mnie buty być ok. Jeszcze wracając do tego... Oczywiście chodziliśmy też do tego rolnika na dzierżawę tak zwaną, czyli jak jego nie było - na jabłka. Tam były śliwki, te wszystkie różne owoce. Oczywiście tu na terenie jeszcze w 1966 roku działobitnia była otoczona drutem kolczastym i wojsko pilnowało tego terenu. Był zawsze jeden wartownik. Chodził, ale i tak łaziliśmy między tymi dziurami, między tym, tym, bo tutaj było... leżało dużo prochu. Na skarpie były karabiny, broń. Mieliśmy całą zbrojownię u kolegi w piwnicy.
[00:03:57.14]
Kiedyś znalazłem karabin z zakleszczonym pociskiem. No więc nie mierzyłem w ludzi, bo to człowiek się bał. Ale strzelałem w górę. Ale kiedyś coś mi... Strzeliłem do kolegi. Tylko pocisk gwizdnął. Ale pochodził tylko dwa tygodnie, bo go rodzony brat postrzelił. Ale wszystko się dobrze skończyło. No, ale jak przyjechała wtenczas milicja, to pół ciężarówki broni z naszej zbrojowni... bo tutaj kolegów dwóch tak samo chodziło bez nóg - bo sobie oczywiście w ognisku starali się pocisk zobaczyć, jak wybuchnie. No, nogi potracili. Znaleźliśmy granat, filipinkę. Więc z jednej strony muru Cytadeli rzut przez tego... Bo widać, że wystawał zapalnik. No, nie wybuchło, więc cała ekipa z powrotem. Tutaj jak jest akwedukt przechodziliśmy tędy też na teren Cytadeli. No, raz, drugi nie wybuchł i nie wybuchł, aż w końcu któryś z kolegów się dopatrzył, że to nie był granat uzbrojony, tylko kawałek kija było to zamiast zapalnika. Jakiś tutaj jeszcze... Z charakterystycznych... No i wtenczas też taką przygodę miałem, bo tego wozaka... pana podszedłem do jego konia od tyłu, kopnął mnie w kolano.
[00:05:35.11]
No, jak to młodzi ludzie pobolało, pobolało i dalej się szło. Dopiero w późniejszych, dalszych latach okazało się, że miałem pęknięte wtenczas jabłko. No i do dziś nieraz... jak się zrosło, to mnie, aż mnie boli, ale posmaruję. Mówię żonie, że mnie boli i nie mogę przed nią klękać, bo mnie kolano boli. Także z takich tutaj wspomnień... Przychodziliśmy tutaj do żołnierzy z Cytadeli też z tymi swoimi przejściami na kawę i suchary dostawaliśmy. Taką dawali nam taką sprasowaną kostkę kawy i do tego sucharki. To było najlepsze jedzenie. Niech się szynki i inne rzeczy schowają. Na tym, co teraz jest zagrożona skarpa, to tam zimą to były tory saneczkowe. Jeździło. Były takie łyżwy saneczkowe, podwójne, to się brało dwie, trzy deski zbijało, to się jakoś przymocowało i na tym się jeździło. Też takie wspomnienia ze stawiku, który jest tutaj. Tam w tych latach jeszcze łabędzie były. Była budka, one tam mieszkały, pływały. Między nimi żeśmy się kąpali w tym stawiku. Budowaliśmy sobie też... Właśnie świętej pamięci mój kolega Włodek wpadł na pomysł, żeśmy witki ścinali,
[00:07:26.07]
budowaliśmy żaglowce, puszczaliśmy tam. Także tutaj się wspomina. No, bardzo miłe. Takie koleżeństwo, że się wszyscy znaliśmy. Jedne... jedni z drugimi. Teraz, prawda, nie znają się, a tam wszyscy się znali z tego podwórka. I takie różne były... Przygody. No właśnie, z tą bronią jeszcze to chodziliśmy tam, gdzie jest Centrum Olimpijskie. Tam były... Nie było Centrum, tylko były takie chaszcze. Tam chodziliśmy na zające z tą bronią polować, bo może ustrzelimy jakiegoś zająca. No tak, to wszystko się tutaj i do dziś część jeszcze tutaj mieszka. No, tutaj często my... Szymon Kobyliński przyjeżdżał, bo tutaj jego znajomy, pan dr Szajewski, który był ordynatorem właśnie Szpitala Praskiego, to też jakaś rodzina. No, tutaj dużo takich znanych ludzi mieszkało. No. I coś jeszcze?
[00:08:55.13]
A proszę powiedzieć w takim razie co na to wasi rodzice? Jak tak z tą bronią chodziliście.
[00:09:03.00]
To rodzice nie wiedzieli. Rodzice nie wiedzieli, bo to było tak. A no to wtenczas przyjechała milicja i wszystko zabrała. Zabrała, ale tutaj, jak się chodziło jeszcze raz do tego... To jeszcze leżały odłamki, nieraz kawałki bomb jeszcze były z czasów wojny, jeszcze pozostawały. Nikt tego nie czyścił. Tutaj też jak jest targ, to tutaj w rogu, jak dochodzi Mirosławskiego lub Alei Wojska, to był kiedyś bunkier, pozostałość niemieckiego bunkra. Kawałek takiego bunkra jest dalej. To jest w Alei Wojska Polskiego. Teraz to już... Też był drugi - róg Felińskiego i Alei Wojska Polskiego był drugi bunkier. Pozostałości po niemieckich bunkrach tutaj znaleźliśmy na terenie Cytadeli po wyprawie granat filipinkę. Myśleliśmy, że jest uzbrojony. Wystawał taki zapalnik, więc zeszliśmy z drugiej strony murów, więc chcieliśmy obejrzeć efekt wybuchów, więc rzuciliśmy przez mur. Nie wybuchł. Wyprawa kolegów z powrotem. Drugi raz nie wybuchł, a wreszcie kolega, który się dopatrzył, że to nie jest zapalnik, tylko kawałek kija, tak był uformowany jak zapalnik. Ale ten granat mam w domu do dziś.
[00:10:43.22]
Pomalowałem go na zielono i zamiast zapalnika wsadziłem tak zwaną zapalniczkę. Mam także taką iskrę. Może nie, ale już nie wybuchnie, bo prochu nie ma. Jeszcze tutaj chciałbym wspomnieć... Ta pieczara, co jest przy tych schodach tam. No, staraliśmy się wejść, trochę spenetrować, jak to młodzi ludzie, z ciekawości, ale trochę się baliśmy. To tam wszystko. Ale potem ktoś tam pieczarki hodował. No to też jak to było tu gospodarstwo rolne, tam rolnik miał tego konia i wszystko to tam też... I pieczarki były hodowane, tak jak ja pamiętam z tych lat. No i teraz takie chodzą historie, że tam są podobno aż można przejść tymi tunelami aż na Powązkowską ulicę. Ale to nikt nie sprawdził, bo to pewnie... jest bardzo zmurszały. Tego, że może grozić zawaleniem, zasypaniem. To wreszcie jakaś ekipa górników ze Śląska, którzy mają wprawę. Może... Ale to pewnie kiedyś dojdą ciekawscy, którzy będą chcieli to spenetrować. No. Brakuje właśnie mi tego zasypanego strumyka i zakopanego źródełka. Naprawdę, jak się chciało pić, to się nachylał człowiek nad tym strumykiem i pił tę wodę, żeby nie było tam oranżady takich rzeczy, bo to wszystko kosztowało,
[00:12:31.20]
a my młodzi ludzie, to skąd kasę mieć? No to tak się uzupełnialiśmy, a jak. Na dzierżawy się chodziło też do przedszkola tutaj... Też tam były drzewa. Nieraz się chodziło i dozorca też ganiał, się uciekało, jak to młodzi ludzie mieli... No u nas tutaj, ja mieszkam przy Mickiewicza 18, to jest podwórko. To w wakacje to też tam trzeba było uważać, bo jak się 60 chłopa nudziło w wakacje, nie miało co robić, to różne były pomysły, różne gry jakieś tam wymyślane. Ale cały dzień wakacje. Tu się na podwórku... wojny były. Robiło się karabiny, takie dmuchane, jak to się mówi kawałek rury, do tego jakąś kolbę, plastelinę i się takie wojny miedzy sobą robiło. Strzelał jeden do drugiego i było: „Krzysiek do domu”. „Mamo, jeszcze tylko tego zastrzelę i zaraz przyjdę.” Tak wyglądało życie tutaj młodzieży, młodych ludzi na podwórku. Ciekawiło nas tutaj, co tutaj jest. Żołnierze nas gania... Jak się weszło na te mury to żołnierze ganiali. A jak złapali, to kazali potem ziemniaki obierać.
[00:14:00.21]
Brali za karę, żeby nie było... Żebyśmy na drugi raz nie wchodzili. No ale wiadomo, że... Potem to przejście. Po górze się przechodziło na te mury, co tam potem już było drutem kolczastym, żebyśmy nie przechodzili. Ale i tak sposoby mieliśmy, że się przechodziło i tam, jak to się mówi, niejedne spodnie się podarło, jak to się przechodziło po tych skarpach, po tym wszystkim biegało. No to były takie... Gdzie ten strumyk zszedł tutaj, jak jest wejście do Muzeum Katyńskiego i oni zrekonstruowali ten stawik. Ale ten strumyk tam aż przybiegał. Tam, był, i tam były no, różne takie zwierzątka, które nas interesowały, jak to młodych ludzi. Z ciekawości chcieliśmy to spenetrować. No... Najważniejsze, że był taki... Tam między sobą też były kłótnie, awantury, no ale były... A w ogóle, państwo wiecie, że kiedyś były wyścigi kolarskie wokół Cytadeli? Najpierw ten wyścig zaczynał się tutaj jak jest teraz biblioteka Sowa. Tam był taki kamień. Przy tym kamieniu oni startowali i dojeżdżali do Placu Słonecznego.
[00:15:31.18]
A potem, jak wybudowano Wisłostradę, to już był tam przeniesiony ten wyścig. Ale my byliśmy psotni ludzie i jak tu, jak jest ten zakręt przy bibliotece, to chyba Zajączka 23, to żeśmy piach sypali z tym... Bo tam była budowa. Tam wszystkie... I patrzyliśmy jak się kolarze wywalali, jak kupa idzie. Bo to na zakręcie, bo to tam były te dwa ostre zakręty. A w ogóle dlaczego za bardzo nie chcą rosnąć na tym skwerku przy, czy właśnie tam drzewa? Ponieważ to jest... wszystko tam budowano na starych murach. Nie rozbierano starych, bo tam były wille i jeden teren to jest tam Grot... Nawet była parcela Grota Roweckiego tutaj, prawda. I to jest chyba... To jest obok wejścia do przedszkola. To była parcela Grota Roweckiego, a drzewka,... Ponieważ tam są... dużo cegieł, różnych fundamentów, nie mają się gdzie trzymać i większe drzewa się przewracały. No to teraz to pięknie zarosło, Ale kiedyś to była pustynia, bo te budynki, bloki, to są lata 50. Budowa Śmiałej, co tutaj, zabudowa tam Śmiała 1, 8. I to wszystko
[00:17:13.24]
jest powojenna budowa. No późniejsze lata.... to tutaj różne mecze piłkarskie na boisku rozgrywane. Między innymi kiedyś taka historia była, że graliśmy wieczorem mecz. Tam, gdzie jest teraz sklep jeździecki, był sklep spożywczy. No to szliśmy na oranżadę się napić po meczu, a tam jeden z kolegów właśnie... Tam trochę brzydkich słów padło, jak to młodzi ludzie wtenczas. No i podjechała taka Warszawa, wysiadło czterech panów w ortalionie, w berecikach i idą sobie spokojnie do nas. No, a my idziemy. I w pewnej chwili wyciągnęli tak zwane pałeczki, bo to było ORMO. Za to, że my tak trochę głośno się zachowywaliśmy, zaczęli nas gonić. Ja uciekałem tu, na Cytadelę i słyszę za sobą sapanie... sapanie. I w pewnej chwili już nie miałem siły uciekać. Stanąłem, niech nie leją i oglądam się. A to nie oni byli, tylko kolega gonił, uciekał. Z takich wesołych różnych... No, mecze się w siatkówkę... Podwórkami graliśmy między sobą. Które lepsze, które. No to jest z takich rzeczy, no nie? To może nie będę mówił... bo tutaj była melina u Baśki.
[00:18:50.24]
Tak, gdzie można było.... Jak zabrakło paliwa co niektórym, to do Baśki lecieli. Dzisiaj to jest tam z 2010 roku Mister Warszawy jako budowa w tym miejscu. Tam Baśka mieszkała, mieszkała też tam. Takie towarzystwo spod ciemnej gwiazdki, jak to się mówi. Też chłopcy... No. Ale właśnie przez te swoje tego... To nie ma już tych chłopców. Poumierali wcześniej. To marskość wątroby i inne rzeczy wychodziły. Tak samo tutaj, jak jest... ta willa róg alei Wojska Polskiego i Śmiałej. To była dawna willa Or-Ota. Nawet tam kiedyś była afera, ponieważ nowi, nowi właściciele. Ponieważ był balkon, tam wszystkie inicjały od razu, ponieważ było to trochę stare, zniszczyli. Nawet w gazetach opisywano, że taka pamiątka została zniszczona, a następna - ta, co stoi druga willa, to w tym miejscu był kiosk Zieleniaka Mareckiej i tam się chodziło też. Po zakupy, po kapustę mama wysyłała, po różne zakupy. Zieleniak taki był. Z takich tutaj, przepraszam, terenów, gdzie obserwowaliśmy. Teraz już jest zoperowany mur. Jak dawny pomnik był tam Pniewskiego, tam były... Żołnierze na lewiznę tamtędy wychodzili, aż się widziało, bo tam był mur niski, tylko zagrodzony.
[00:20:56.06]
I tam drucik, się odpięli i wychodzili tędy.
[00:21:04.01]
Też się bawiliście?
[00:21:05.02]
Oczywiście. Tam były, wie pani, w chowanego. A ta górka, co jest, tak samo służyła do zjazdu. Tam się zjeżdżało na na nogach, na butach, jak był śnieg. Bo takie zimy to były zimy, prawda? Pamiętam, jak kiedyś młody człowiek... Jechałem, noga mi podskoczyła, walnąłem bokiem w drzewo. Dech mi odjęło, a minęło dwie, trzy minuty, pobolało i dalej człowiek. Teraz to by był wielki płacz, wielkie stękanie, a kiedyś nie było na to czasu. Moja siostra studiowała na AWF-ie i miała narty. Ja kiedyś chciałem nauczyć się jeździć na nartach na tej właśnie górce, ale przyjechał mój brat i to ja sobie, jak spróbował, to już nie jeździłem, bo połamał niechcący narty. Już się skończyła moja nauka na nartach jeżdżenia, ale właśnie to, że było takie koleżeństwo. Jeden drugiemu starał się pomóc, że tak różne takie rzeczy się odbywały. No ale to już było różne towarzystwo, prawda? Dymińska to była taka ulica, trochę tam były bloki komunalne i tam wszystkich takich trochę, nie obrażając tych ludzi, bo to każdy ma, ale taki trochę element mieszkał też tutaj.
[00:22:39.21]
Każde podwórko to było jakby jedną enklawę tworzyło, jedno zgrupowanie, prawda? Ale Dymińska słynęła... I tutaj właśnie Wojska Polskiego od szkoły, to były też takie bloki komunalne, oprócz pierwszego. Dalej tu były bloki komunalne i to tak trochę podniszczone. I tam mieszkała właśnie Baśka. Była ta meta i synowie, dzieci, to wszystko. A. Też ja miałem taką przygodę. Graliśmy w siatkę. Z właśnie z Aleją Wojska Polskiego i w pewnej chwili jeden z tych kolegów ściął piłkę i mi uderzył niechcący w twarz. Ja powiedziałem brzydkie słowo. „O kurwa” , przepraszam za takie wrażenie. On na mnie popatrzył i odszedł. Potem przyszło z 20, bo nie powiedziałem mać. A jakbym powiedział mać, to było wszystko w porządku. I było potem, że on szedł z towarzystwem, ja przechodziłem na drugą stronę ulicy, a on przechodził jakąś tam... Aż wreszcie kiedyś się spotkaliśmy. Popatrzyliśmy na siebie i zapanowała między nami wielka zgoda, przyjaźń. Znaliśmy się, rozmawialiśmy, to nie było takiej zawziętości. Teraz tylko, no, pewnie takie... Wiadomo, tam było ciężej tym ludziom.
[00:24:24.14]
No to, to jest bardzo taka ciężka sprawa, bo to też ludzie z pewnymi zasadami. No u nas na klatce, gdzie ja mieszkam, też jest. Część lokalów była komunalnych, ale na klatce był porządek. Pilnowali ci właśnie, taki element z tych. Żona idzie z wózkiem, człowiek bez ręki: „Ja pani pomogę”. Drugą ręką podniósł i schodzi. Żona idzie też - te towarzystwo, bo oni mieszkali - na górę i tam któryś zażartował, że idzie paniusia. Jak dostał od mieszkańca, który tam mieszkał, tak zwany ryj. I padły słowa: „Jeszcze raz zaczepisz tą panią, To jest pani z mojej klatki i nie wolno tak mówić, bo to jest pani z mojej klatki.” Była taka harmonia. U nas można było mieszkanie zostawić otwarte. A on pilnował, on nie dał nikomu wejść, nikogo... Była taka, jakby powiedzieć, taka charyzma, że oni mieli swój honor, swoje zasady i tym się kierowali. Właśnie że swojego nie wolno ruszyć. Inny tak, ale swojego nie. Bo tam, jak jest ten budynek wojskowy, też tam mieszkała
[00:26:06.19]
kadra oficerska. To też już była inna przy Dymińskiej, inna grupa, a po drugiej stronie właśnie te bloki stare. Trochę inaczej to wyglądało, znaczy się, moi rodzice tam się sprowadzili po wojnie. Ponieważ mieszkali na Nowym Mieście, a to wszystko się w czasie powstania... I tak przedwojennych historii nie znamy. Tylko wiem, że Mickiewicza to ze zdjęć tutaj, przez przypadek. Kiedyś była wystawa w Parku Żeromskiego, że Mickiewicza 18D była barykada powstańcza. Przez nasze mieszkanie też przeleciał pocisk od ulicy burzący, przez całe mieszkanie. Wyleciał na podwórko. Trzeba było to łatać, prawda? Te bloki były kiedyś nie tynkowane. Kiedyś takie zdarzenie też zakład był między tymi panami. Mama mnie trzyma, małego jeszcze na ręku, i w pewnej chwili słyszę: „Dzień dobry, pani Grzegorska.” Mama patrzy, a on się założył o pół litra, że wejdzie po tych cegłach na drugie piętro i wszedł. No, ale był zakład i wygrał flaszkę, więc gdzie... Potem poszli i wypili. No, ale to, że była taka... wielka rzecz - honorowo między sobą załatwiali. Tam jak coś nie tak, no to się bili.
[00:28:02.24]
Były wojny. No, między podwórkami tam różne. Nasze podwórko... Akurat dość dużo było tych chłopa, to nie dawaliśmy się. No to jeszcze były takie. Okres czasu, prawda, lato. Były biegi. Biegało się. Tutaj Mickiewicza, potem Zajączka, Śmiała w koło tych bloków i bieganie na wytrzymałość, ile przebiegnie. Było takie bieganie. Nie chwaląc się, byłem dosyć szybkim biegaczem. Mam jeszcze parę dyplomów szkolnych w tamtych czasach. No tak, też potem się trenowało na Polonii. Trenowaliśmy też część ludzi u Gerarda Macha, dawnego trenera naszych 400 metrów. Jak oni zdobywali medale na olimpiadach, na różnych mistrzostwach. Potem też kolegi z podstawówki dziadek był trenerem szermierki na Marymoncie. No i nas tak agitował. No i chodziliśmy 2 lata, trenowaliśmy, a potem jak to młodzi, to się coś innego spodobało, to się nie poszło na to. I grupa... Ale część tam jeszcze chłopaków trenowała. No i tam doszli do pewnych wyników.
[00:29:39.14]
Ma pan może jakieś jeszcze pamiątki, które tutaj znaleźliście, gdzieś tam w okolicy?
[00:29:44.13]
No, tylko ten granat, wie pani, bo to wszystko nam zabrali. Z tych pamiątek to mi został tylko ten granat. Udało się, bo to już było po tych sytuacjach, a... Przyjechała milicja, wszystko nam zabrała. Bagnety, hełmy, wszystko to, co mieliśmy. Bo to wszystko na tej skarpie tutaj leżało. Nikt tego nie zbierał wtenczas. No też u nas na podwórku czyścili kanały i wtedy wyciągnęli z kanałów... Są w Muzeum Historii Warszawy. No bo mój szwagier zobaczył, to, zabrał i zaniósł tam do muzeum. Miałem mu strasznie to za złe. Że nie ma takiej pięknej pamiątki. Nie mogę zachować. No to było któreś z tych... Pamiątek. Co jeszcze tutaj takiego? No jak te... Bo te wille były później budowane nad samą skarpą. No to też się jeździ... Rowerowe różne wypady tutaj, ściganie się sami między sobą. Na rowerach było takie współzawodnictwo sportowe między sobą, który lepszy, który gorszy. To były, takie no, była zima, choinki wyrzucali ludzi. Oczywiście to były z tego robione miecze, kopie, bitwy, tak jak..., czy coś...
[00:31:24.10]
Że też to szły w telewizji takie seriale dla dzieci. No, „Pancernych” to powtarzają, ale tych seriali bardzo fajnych nie ma.
[00:31:41.23]
Robiliście sobie tutaj zdjęcia?
[00:31:44.11]
Nie, nie było takiej, jakby powiedzieć... W wielu wypadkach nie było stać na aparat, nie było ludzi. To było bardzo, bardzo drogie. Nie było stać po prostu. No tak to było. Zdjęć nie ma z tego tutaj, z podwórka. Nawet przeglądałem swoje zdjęcia, bo tam trochę. Tak jak powiedzieć... Znalazłem zdjęcie mojej, moich rodziców, braci mojej mamy, jak na Wiśle, tam łódką pychówką pływali, bo tutaj piaskarze taką... Jak to... Piasek się kiedyś... Nie było kopalni piasku, tylko się wydobywało z dna, prawda. Pamiętam, jak tutaj też chodziliśmy. Dworzec, Most Gdański, bo kolejowy był, bo to był przedwojenny mocno. A potem budowano ten. I tam chodziło się zwiedzać i oglądać. Tak dumni, że coś takiego budują. To niedaleko nas. Także no, był w szkole... Prace ręczne robiliśmy - pasy takie krakowskie, ale no trzeba było te cekiny. A skąd wziąć? No to się zbierało. Kapsle ustawiało się na torze tramwajowym, tramwaj jechał, przejeżdżał, miażdżył te kapsle. Potem robiło się dziurkę, nabijało się i były cekiny.
[00:33:33.23]
Pomysły były fantastyczne. Dziś nikt by takiego czegoś nie pomyślał. No ja, no ja z synem przychodziłem tutaj na górkę na to wszystko. Ma takie zdjęcia, jak taki opatulony na boisku, czy coś było. Ale więcej było tego, spotykało się na podwórku i na boisku. Mecze się rozgrywało, w piłkę często się grało. Było więcej ruchu. Nie chwaląc się, ja kiedyś miałem 10 kg niedowagi. No, kanapka. Żeby wyjść na podwórko, musiałem kanapkę zjeść, bo inaczej mnie nie puścili. No, chodząc tymi ulicami, pamiętam, że był były wybudowane budynki, te domy jednorodzinne wśród skarpy i potem jak dobudowywali... No to nieładnie mówić - pewien ktoś miał... Jak z władz jakiś wiceminister dobudował, gdzie nie powinno już być budynków, bo był za blisko działobitni. Ale wybudowali ten budynek. No cieszę się. Obserwuję, chodząc, jak coś się zmienia, coś nie popadają w ruinę. Dalej te budynki, że coraz bardziej tylko to mnie martwi... Bo te budynki są tak przebudowywane, że zmieniają całkowicie to, co było kiedyś, a co jest teraz.
[00:35:21.03]
Na takie nowoczesne szkło, nie szkło. A kiedyś to było trochę inaczej, prawda?
[00:35:30.11]
Na przykład zmiany tutaj w Parku Fosa, czy tam dookoła pomnika Hibnera...
[00:35:37.07]
No to przez wiele lat tam było, prawda. Ten pomnik był. Moje takie zdanie - jak już coś jest postawione, nie powinno się tam niszczyć tego, prawda. Jest to jakaś pamiątka, jakiś artysta czy coś to stworzył. No bardzo się cieszę, że Aleję Wojska Polskiego teraz to ma być ulica pomników, prawda. Mamy Sosabowskiego popiersie, potem mamy Maczka dywizji, potem mamy... no, jejku, tego naszego... co mi nazwisko wyleciało... wyklętego pomnik. No i potem mamy hallerowców, tych, prawda, niebieskich. To jest, ale... Nowi urbaniści. Chodziło się zawsze tak na skróty. Był chodnik, a teraz zmienili. Trzeba obchodzić. A w starszym wieku już coraz gorzej, coraz gorzej się chodzi. No też pamiętam. Tu, gdzie jest teraz biblioteka naukowa, róg Placu Inwalidów i Alei Wojska Polskiego był Bank Śląski, gdzie kiedyś napad na niego, była strzelanina. To wszystko. Tam okradli ten bank. No. I człowiek się cieszy, jak coś nowego. Bardzo się cieszę, że ta kładka powstaje. Dużo jest przeciwników, ale też przeciwników z tych domów głównie, którym będzie przeszkadzało, że przyjeżdżają autokary, że przyjeżdżają, że ludzie, że głosy, że coś, a oni chcieli odpocząć.
[00:37:47.04]
Ale żyjemy w mieście, musimy się do pewnych rzeczy przyzwyczaić, że nie ma tak, że się zabierze, wyrzuci, prawda? Bo tu pan X czy Y mieszka. Musimy ze sobą współżyć tak, jak kiedyś było. Były między nami różnice zdań, ale zawsze jakoś potem dochodziło się do porozumienia, do zgody. Nie było takich, jak by powiedzieć... Zawiści takiej. Wiadomo, że niektórym lepiej się powodziło, drugim gorzej, ale jakoś wspólnie... jakoś sobie wszyscy radziliśmy. No tu u mnie mieszkała pani, która suszyła firanki. Takie ramy... Do niej się nosiło, do pralni, do pralni. To nie była ona prywatnie. I na takich ramach suszyła potem te firanki na podwórku. Pilnowaliśmy, żeby nikt tego nie złapał, nie zabrał. Druga była pani Szklarska, jeszcze starsza kobieta, też po wojnie, która szkliła okna, chodziła po domach. Jak coś wybite, to... No, takie towarzystwo. Pamiętam też... Ponieważ źle działał kanał u nas odpływowy, to jak większa ulewa, to zalewało nam dom na dole. I tak do pasa była woda. Dopiero jak tam szwagier mój porobił zdjęcia, to tam dozorca mieszkał, to dopiero dostał inne mieszkanie, bo tam przez dłuższy czas nic nie można było.
[00:39:53.04]
No, a nie było tej dokumentacji? Nie mieli jak to jest porobione. Dopiero później, po latach tam jakieś... Ale też się zdarza, że tam woda do piwnicy nam leci. Ja pływałem tam u niego na tapczanie, tapczan pływał po mieszkaniu, taka była głęboka woda. Pamiętam też na początku mieliśmy w bloku 18B ciepłą wodę, bo my mieliśmy piec w piwnicy. Był taki duży dozorca, palił, w wozach, przyjeżdżał, był taki zsyp, zsypywał ten węgiel i w bloku była ciepła woda. No, brakuje mi, tak jak mówię, tego strumyka. Został zasypany. Też zrobili te chodniki, ta skarpa się obsypuje, jakieś tam zabezpieczenia, a to wszystko było takie naturalne. A teraz takie trochę sztuczne tworzenie. No jest to wygodniej może dla ludzi utrzymać. No, ale kiedyś tam były chaszcze, to wszystko, to się biegało. Dla dzieciaków to był raj, jak w puszczy... „W pustyni, i w puszczy”. Można było tam się... W chowanego, zabawki, zabawy różne, gry w bęben, w chowanego, w berka, no różne. Tam wymyślało się gry, żeby...
[00:41:30.19]
żeby się czymś zająć. Nie było żadnych gier ani... no, w domu też wiadomo... Ludzie po wojnie nie mieli też pieniędzy. Wszystko tak spokojnie było.
[00:41:46.04]
No i nie było też muzeów.
[00:41:47.18]
Nie było. No właśnie. Muzeum było cały czas. Tutaj X Pawilonu było muzeum. Tu bardzo fajnie na Cytadeli odbywały się te grenadiery, co tutaj bywało. No były bardzo ciekawe. Było też... dzieciaki zbierano. Oni przyjeżdżali. W tych ubraniach różnych danej jednostki się chodziło. Nawet Japończyka widziałem, który przyjechał z Japonii w tym japońskim ubraniu. Potem była zawsze jakaś ciekawa inscenizacja. Było zdobywanie Berlina. Czołg T-34 jeździł, dzieciaków woził, po Cytadeli też. To też... różne tam zdobywanie Poczty. W Muzeum Historii... X Pawilonu odbywało się zdobywanie Poczty Gdańskiej. Inscenizacja była. To... Jak to się odbywało wszystko. Napad też był. Akcja Batalionów Chłopskich na jednostkę niemiecką przesuwającą się przez jakiś napad. To jak to się odbywało i tej inscenizacji. Potem dzieciaki, te łuski to wszystko zbierało, żeby mieć pamiątkę taką, bo to się... Też mieliśmy tutaj klub sportowy Spójnia, która istnieje, ale kiedyś tam była strzelnica. Można było chodzić na strzelnicę, strzelać. Zbierało się te łuski. Potem były między nami bitwy. Ustawiało się te łuski jako bataliony.
[00:43:32.07]
Miało się taki karabin, znaczy się na tę rurkę oprawioną, i jeden do drugiego strzelał do tych łusek, który więcej wybije i wtenczas wygrał. Takie były zabawy dzieci. Kolega kupił sobie komara. Motorower. No to najpierw go rozebrał do części i pojechał z workiem części po Polsce pojeździć i potem miał... Ile miał przejechanych miał powypisywane na obręczach. Tak dla żartu mu koledzy powypisywali różne rzeczy. No. Także to była inna więź. A teraz każdy się zamyka, jakby swojej enklawie, w swojej... Nie myśli. A kiedyś nie było to do pomyślenia. Pamiętam też nogę skaleczyłem tak, że po moich śladach koledzy szli, bo grałem w piłkę w sandałku i skórę sobie przeciąłem. Poszedłem do domu, usiadłem w łazience i wołam: „Mama, mama!” Mama wchodzi, a tam miska w krwi. Ale zabandażowałem wszystko w domu. Do lekarza nie. No, ale siedzę w domu. To rano było w południe. „Krzysiek. Krzysiek!” Koledzy, bo to nie było tak, że dzwonienie, tylko było krzyczenie jeden do drugiego. „Co, chodź z nami, bo my tu idziemy”.
[00:45:10.10]
„Mama, to ja pójdę.” No. Poszliśmy na przedszkole, na dzierżawę, na jabłka. Dozorca zaczął gonić. Nie patrzył człowiek, że noga skaleczona lekko, klapek w ręku i uciekał. Tak. Tak wyglądało życie, że nikt się nie pieścił. A teraz? Co by się tutaj działo, to lepiej nie mówić. No mamy. Chyba do szpitala zawieźli, że coś takiego się stało. A to było normalne. No. Zabawy w piaskownicy. Były dwie piaskownicy na podwórku dwa takie miejsca, gdzie były też... takie zabawki - drabinka, huśtawka, chodzenie jeden drugiego. Były trzepak i zabawy na trzepaku, wymyki różne. Wszystko to się robiło. A paniom się starszym nie spodobało. I jeden zlikwidowany ogródek jest, bo tam i cisza. Dzieci nie mogą krzyczeć, bo starszym ludziom przeszkadzają. No tak, że był kasztan, piękny wóz. Ile razy się spadło z tego kasztana, a teraz? A potem tak - jedna gałąź się ułamała. On miał z 60 lat ten kasztan. Jedna gałąź się ułamała, a potem sam kasztan się przewrócił i nie ma już kasztana.
[00:46:41.11]
No tak, jak my już odchodzimy, to niektórzy tak jak kasztan. No chciałbym, żeby... Wnuczka już była tutaj, nawet była w Muzeum Wojska Polskiego, ale jak to małe dziecko, to mało to interesuje, ale trochę posiedziała. I chciałbym, żeby to było upamiętnione, że tutaj tyle polskiej krwi też... tyle tutaj ludzi... I byli straceni, prawda. Mamy tu Bramę Straceń. Szubienica też jest zachowana. Tylko żeby wiedzieli... Żeby znali naszą trochę historię, żeby to ich... że jesteśmy Polakami, żeby mogli zachować nasz honor Polaka. Chociaż Polak, jak wiadomo, jaki jest. Jak Polak... jak dostaje w tak zwaną pupę, to wtenczas się jednoczy. A jak już jest dobrze, to się ma wszystko w nosie. Ale chciałbym, żeby znał tą historię. No też tutaj z książek wyczytałem, że w 44. jak tutaj mamy płytę desantową z 6 Pułku Piechoty, co forsował Wisłę w czasie Powstania, to w rogu, tam jak się przy tym jeziorku dwie ściany tam schodzą, to siedział rosyjski sołdat i nadawał radiostacją, jak mają strzelać. No, żeby takie znała, żeby ludzie znali naszą historię, żeby ona nie poszła w niepamięć.
[00:48:37.09]
Żebyśmy pamiętali o tych, którzy oddali życie, bo oddało dużo ludzi, właśnie młodych patriotów. I żeby o nich pamięć nie zaginęła. I chciałbym... Interesuję się trochę historią. I chciałbym też, żeby to przekazać, żeby ona pamiętała, coś wiedziała.
[00:49:07.24]
A myśli pan, że powoli udaje nam się? Mówię nam, w sensie nam, ludziom, którzy tutaj jakoś jesteśmy zaangażowani?
[00:49:15.22]
Bardzo jestem pozytywnie nastawiony, bardzo, do państwa. I wreszcie Cytadela zrobiła się takim właśnie miejscem muzeum, że jest zebrane w jednym miejscu. Że tu jest wszystko związane jest z historią i jest to robione nowocześnie, prawda. Jestem członkiem uniwersytetu [trzeciego wieku], jeździmy na różne wycieczki, różne muzea oglądamy. Teraz to już nie ma tak, że się... Chociaż byłem teraz w muzeum, byliśmy u Kochanowskiego, to nam kazali kapcie założyć. To mnie denerwuje, bo mi ciężko... starszym ludziom, prawda. Ale to, że aktualnie te słuchawki, to wszystko może... Byłem w Muzeum Historii II Wojny Światowej w Gdańsku. Tam jest tak fajnie zorganizowane, że jak jestem w danej sali i opowiada o tej sali, ale chcę wrócić, to automatycznie samo się przestawia. Tam można... I powinno być dużo takich właśnie, żebyśmy pamiętali, jak to było kiedyś. A nie tylko komputer, gra, bo to dzieci grają, prawda? Rodzice dają, żeby zamiast się... żeby się zajął, żeby mieć spokój. Chociaż to są takie czasy, że musimy się też... Prawda?
[00:50:56.24]
Za naszych czasów rodzice też... muzyka poważna czy inne, a my twist. I to z pokoleniem... Tak to wszystko się odbywa. I jest dużo też, nie można powiedzieć, ale jest duża część młodzieży, która się tym interesuje, która się tym nawet i pasjonuje, jest ciekawa tego. I wy to właśnie robicie, że propagujecie to, że... Z rodziny żony, bo ja też. „Krzysiek jesteś? To pójdziemy sobie na przykład jakimś tam szlakiem.” Ja trochę tak znam to jestem gawędziarz, opowiadam. Są bardzo zadowoleni. Do dziś wspominają, żeśmy taką zrobili wycieczkę sobie. Poowiadałem. I powinniśmy na to kłaść nacisk, bo to jest nasza historia, naszego kraju. My jesteśmy Polakami i powinniśmy ją propagować jak najbardziej.
Dane o obiekcie
-
Nazwa / Tytuł
Krzysztof Grzegorski -
Twórca / Wytwórnia
Grzegorski, Krzysztof (świadek historii); Szumska, Natalia (prowadzący/a rozmowę); Gil, Paweł (operator kamery) -
Rodzaj
-
Kategoria
-
Data wykonania
07/07/2026 -
Czas trwania
0h 23min 22sek -
Miejsce
-
Numer inwentarzowy
MHP-07-3327 -
Klasyfikacja praw autorskich
-
Permalink
Słowa kluczowe
Opis
Relacja została zarejestrowana w ramach projektu „Cytadela Lokalnie”. Krzysztof Grzegorski, mieszkaniec Żoliborza od urodzenia, wspomina dzieciństwo i młodość spędzone w sąsiedztwie Cytadeli Warszawskiej od lat 50. i 60. XX wieku. Opowiada o codziennym życiu lokalnej społeczności, zabawach na skarpie i terenach wokół Cytadeli, kontaktach z żołnierzami oraz odkrywaniu licznych pozostałości po II wojnie światowej. W relacji pojawiają się także refleksje na temat przemian Żoliborza i Cytadeli, znaczenia pamięci historycznej oraz roli muzeów w upowszechnianiu wiedzy o przeszłości.