Krwawa wojna domowa, czyli rokosz Lubomirskiego - Mediateka - Muzeum Historii Polski w Warszawie SKIP_TO
Wizyta w muzeum Przejdź do sklepu
Rzecz historyczna
Audiovideo

Krwawa wojna domowa, czyli rokosz Lubomirskiego

05/06/2025

Transkrypcja

Historycy staropolscy odnotowali, że na początku 1666 roku widziano kometę lecącą nad Rzecząpospolitą. Miała być zwiastunem nieszczęścia i kary boskiej. I rzeczywiście 1666 rok był pamiętny w dziejach Rzeczypospolitej. Po latach krwawych walk, po powstaniu Chmielnickiego, po potopie szwedzkim, wojnie z Moskwą i buncie chłopów na Podlasiu, zamiast wytchnienia przyszło jeszcze jedno nieszczęście - wojna domowa Sarmatów z Sarmatami. Rokosz Lubomirskiego to poruszająca historia o tym, jak przewrotnie zmieniają się losy ludzi i jak wczorajsi bohaterowie mogą stać się grabarzami ojczyzny.

 

Część pierwsza Preludium tragedii.

 

Trudno pojąć tragedię, którą był rokosz bez świadomości wydarzeń go poprzedzających i roli, jaką odegrał w nim hetman Jerzy Lubomirski. Właściwie całe rządy króla Jana Kazimierza Wazy były wielką próbą, na którą wystawiona została Rzeczpospolita i sam władca, brat i zarazem poprzednik króla Władysław IV Waza umarł, gdy rozgorzało powstanie Chmielnickiego na Ukrainie. Wiosną 1648 roku wieść o jego śmierci zbiegła się w czasie z informacją o sromotnej klęsce wojska Rzeczypospolitej w bitwie pod Korsuniem. Wydawało się, że kraj stanął na skraju przepaści. Ale jak się okazało, najgorsze miało dopiero nadejść.

 

Szybko zwołano nową elekcję. Oprócz Jana Kazimierza kandydatami na władcę Rzeczypospolitej byli jego młodszy brat Karol Ferdynand Waza oraz książę siedmiogrodzki Zygmunt Rakoczy. Ostatecznie wybrano jednak Jana Kazimierza, którego szlachta poparła wbrew sympatiom magnatów. Zasiadł zatem Jan Kazimierz na tronie Rzeczypospolitej, ciesząc się sporym zaufaniem szlachty. Zaufanie to szybko zostało jednak roztrwonione. Niedługo po elekcji Jan Kazimierz ożenił się bowiem z wdową po bracie Marią Ludwiką Gonzagą, która otoczyła go cudzoziemskim dworem. A tymczasem rozpoczynał się właśnie jeden z najtrudniejszych okresów w dziejach państwa polsko-litewskiego. Krwawe dekady, które wpłynęły na los całej Rzeczypospolitej. Lata 1648-1666 były z pewnością jednymi z najtrudniejszych w historii staropolskiej Rzeczypospolitej. Niemal wszystkie jej zakątki doświadczyły wówczas wojennej pożogi, a każdy kolejny rok przynosił nowe nieszczęścia. Pierwszym było powstanie Chmielnickiego. Po klęskach w bitwach pod Korsuniem, żółtymi wodami, Rzeczpospolita była w defensywie. Król musiał działać. Najpierw uratować wojsko polskie pod Zbarażem, a kiedy to się powiodło, przejść do kontrataku. Dzięki jego nie byle jakim zdolnościom militarnym Rzeczpospolita zwyciężyła w bitwie pod Beresteczkiem i rozgromiła armię Chmielnickiego. Wygrana nie cieszyła jednak długo, ponieważ blisko rok później Chmielnicki ruszył z Kozakami i rozbił Armię Rzeczypospolitej w bitwie pod Batohem.

 

Dokonał tam rzezi wojsk koronnych. I Rzeczpospolita została upokorzona. Jej wojska zaś rozgromione. Klęska pod Batohem była ściśle związana z innym nieszczęściem na Sejmie, który miał ustanowić podatki na wojsko i na którym planowano ostatecznie ratyfikować pokój z Kozakami. 9 marca 1652 roku poseł z Upity Władysław Siciński krzyknął veto! W konsekwencji czego Sejm rozszedł się bez konkluzji, czyli nie podejmując żadnych decyzji. Rzeczpospolita stanęła wobec widma politycznej anarchii. Znowu najgorsze miało jednak przyjść. Wojna z kozaczyzną miała swoją kontynuację. W styczniu 1654 roku Kozacy zawarli ugodę perejasławską z Moskwą i na jej mocy Ukraina miała oderwać się od Rzeczypospolitej, a przyłączyć się do Moskwy. Dzięki zapisom umowy kilka miesięcy później wojska rosyjskie wkroczyły w granice Rzeczypospolitej. Konflikt z Moskwą trwał z przerwami do 1667 roku, Jednak duży wkład w jego przebieg miał właśnie Jerzy Lubomirski, który w 1660 roku przyczynił się do ciężkiej porażki Moskwy pod Cudnowem. Gdy trwała wojna z Moskwą, Rzeczpospolita została zaatakowana z jeszcze innej strony. Latem 1655 roku Rozpoczął się potop szwedzki. Inwazja przeprowadzona przez armię Karola X Gustawa była krwawa i niszczycielska.

 

Ujawniła przy tym małość ludzi mieniących się najlepszymi synami Rzeczpospolitej. Zmęczona wojnami, a może po prostu myśląca przede wszystkim o własnych korzyściach, magnateria zaczęła pertraktować z najeźdźcami. Zamiast bronić kraju, wolała się poddać. A wśród chcących dogadać się ze Szwecją prym wiódł hetman wielki litewski Janusz Radziwiłł. Szybko okazało się jednak, że Szwedzi wcale nie planują trwale zajmować Rzeczpospolitej, ale co najwyżej ją złupić. Wojska szwedzkie bez litości paliły, burzyły, plądrowały, gwałciły i rabowały. Potop szwedzki trwał do roku 1660 i był konfliktem dewastujących Rzeczpospolitą na niespotykaną wcześniej skalę. Statystyki wskazują, że proporcjonalnie zniszczenia były porównywalne do tych, jakich nasz kraj doznał w czasie II wojny światowej, a moralnej sytuacji Polski nie poprawiał wcale fakt, że król na pewien czas zbiegł z kraju, chroniąc się na Śląsku rządzonym ówcześnie przez Habsburgów. Jakby nieszczęść było mało. Kiedy wojska szwedzkie łupiły kraj, idąc od północy od południa, swój kawałek tortu postanowił uszczknąć Jerzy Rakoczy, władca Siedmiogrodu. W styczniu 1657 r. jego wojska przeszły przez Karpaty, pustosząc przede wszystkim południową część Rzeczpospolitej. W tym czasie w kraju pozostali nieliczni wierni Królowi i Rzeczypospolitej.

 

Opierali się oni Szwedom, mobilizując do walki nie tylko szlachtę, mieszczan, lecz i chłopów. W tej właśnie grupie był cieszący się rosnącą popularnością Jerzy Lubomirski. On to zdecydował się przystąpić do Konfederacji Łowieckiej, którą założył razem ze Stanisławem Rewerą Potockim oraz Stanisławem Lanckorońskim. Zdecydowali się oni wspólnie bronić kraju. Lubomirski wsławił się wówczas zwłaszcza brawurową kampanią w Siedmiogrodzie, podczas której złupił i zniszczył ziemie Rakoczego. W 1660 roku zakończył się potop szwedzki, ale Rzeczpospolita była absolutnie w strasznym stanie. Król Jan Kazimierz chciał wprowadzić reformy, które miały wzmocnić kraj i pozycję samego króla.

 

Część druga. Narastające konflikty.

 

Po potopie szwedzkim. Obóz królewski bardzo silnie związany z dworem francuskim, przedstawił propozycje reform, które miały zmodernizować Rzeczpospolitą. Wśród nich był projekt elekcji Vivendi rege. Miała ona chronić kraj przed osłabieniem w czasie bezkrólewia, ponieważ w myśl tego projektu nowy władca miał być wybierany jeszcze za życia poprzedniego króla. Problem polegał na tym, że reforma proponowana przez króla Jana Kazimierza była inspirowana przez jego żonę Marię Ludwikę Gonzagę i stronnictwo francuskie, a jej zasadniczym celem było wprowadzenie na tron Polski kandydata pro francuskiego.

 

W mniejszym zaś stopniu realna naprawa Rzeczypospolitej. Projekt ten mógł wzmocnić samego władcę, którego decyzje miałyby znacznie bardziej długotrwały wpływ na politykę państwa. Szlachta uznała to za zamach na swoje przywileje. Narastał bunt i sprzeciw. Na czele szlachty stanął nie kto inny jak Jerzy Lubomirski, bohater walk z Kozakami, Szwedami, Węgrami i Moskwą. Jerzy Sebastian Lubomirski herbu Szreniawa bez krzyżyka był jednym ze złotych dzieci staropolskiej Rzeczpospolitej. Urodził się w 1616 roku w domu Stanisława Lubomirskiego, wojewody krakowskiego, człowieka potężnego, szanowanego i traktowanego przez szlachtę z najwyższym szacunkiem. Ojciec zadbał, aby jego syn został gruntownie wyedukowany. A więc Jerzy Sebastian Lubomirski od młodości był kształcony na obywatela przez prywatnych nauczycieli. Następnie został wysłany przez ojca do Włoch, Niemiec i Holandii, aby tam zdobył wiedzę, a kiedy wrócił, rozpoczął żmudną drogę, wspinając się po szczeblach politycznej kariery w Rzeczpospolitej. Rozpoczął ją od udziału w sejmiku przed sejmowym w Piotrowicach, na którym szlachta wybrała go na swojego posła. W 1643 roku młody Lubomirski został po raz pierwszy marszałkiem izby poselskiej. Pełnił funkcję naprawdę ważną i naprawdę odpowiedzialną, bo władza marszałka była realna.

 

Polegała na nadzorowaniu pracy Sejmu. Przyszły hetman ujawnił wówczas swoje ambicje polityczne i to, że potrafił stawać w opozycji względem samego króla. Władysław IV Waza, syn Zygmunta III Wazy, władca cieszący się stosunkowo dużym poparciem szlachty, miał pewną idee fixe, a była nią wojna z Turcją. W Rzeczpospolitej wcale nie było zgody co do tego. Część szlachty popierała pomysł walki z wielkim sąsiadem, ale znaczna część odnosiła się co do tego zdecydowanie sceptycznie. W tej drugiej grupie znalazł się również Lubomirski. W 1644 r. zaczął gorąco protestować, czym zyskał sobie uznanie szlachty. Z planów tureckiej krucjaty nic nie wyszło, ale Lubomirski trwale pozostał opozycjonistą. Wkrótce na króla został wybrany Jan Kazimierz z nowym władcą Lubomirski początkowo żył w dobrej komitywie. Inaczej niż większość magnatów, nie popierał jego brata Karola, Ferdynanda. Gdy Jan Kazimierz zasiadł na tronie, kariera Lubomirskiego nabrała jeszcze większego rozpędu. Wziął udział w wojnie na Ukrainie i uczestniczył między innymi w zwycięskiej bitwie pod Zborowem. Ale wraz z sukcesami pojawił się konflikt z królem. Zaczął się on paradoksalnie od nominacji, która miała nobilitować przyszłego hetmana. W 1650 roku niedługo po tym, jak objął urząd marszałka wielkiego koronnego, miał według ówczesnych relacji zachowywać się butnie i arogancko, czym uraził króla. Kanclerz Jerzy Ossoliński posunął się do tego, że napisał wówczas do świeżo upieczonego marszałka list pełen dosadnych przygan. Co było przyczyną takiego zachowania? Lubomirski wszedł w konflikt z Hieronimem Radziejowskim, którego oskarżył o korupcję, twierdząc, że ten kupił urząd podkanclerzego koronnego. Sprawa miała drugie dno. Radziejowski i Lubomirski w tym samym czasie starali się o rękę wdowy po marszałku, nadwornym koronnym Adamie Kazanowskim. Jakby tego było mało, plotkowano, jakoby wdowa po Kazanowskim była kochanką samego Jana Kazimierza. Tak czy owak, Lubomirski trwale skłócił się z monarchą. Lubomirski poparł jeszcze Jana Kazimierza w godzinie prawdopodobnie największej próby. Gdy latem 1655 roku Karol Gustaw wtargnął do Rzeczpospolitej, mniejsza część polskiej magnaterii nie czekała na rozwój sytuacji, tylko ofiarnie służyła ojczyźnie. I w tej właśnie grupie znalazł się Lubomirski. Po potopie szwedzkim gwiazda Lubomirskiego błyszczała dla wielu jaśniej niż gwiazda samego monarchy. Trudno było pominąć jego zasługi. W 1657 roku dostał buławę hetmana polnego koronnego, choć relacje z królem w gruncie rzeczy stale się pogarszały. Tymczasem Rzeczpospolitą czekała jeszcze jedna wojna, tym razem z Moskwą. I tak oto w październiku 1660 roku gwiazda hetmana Lubomirskiego zaświeciła najmocniejszym i najpełniejszym światłem. Kiedy dał się poznać jako błyskotliwy dowódca i pokonał wojska moskiewskie w starciu pod Słobodyszczami, a następnie przyczynił się do moskiewskiej kapitulacji pod Cudnowem. Lubomirski rozgromił armię moskiewską, czym de facto zakończył konflikt, choć może Rzeczpospolita go nie wygrała, ale udało jej się zamknąć bardzo ważny i bardzo trudny front. Jednak atmosfera w kraju gęstniała, bo choć skończyły się wojny, to Rzeczpospolita cały czas była w złej kondycji. Biedna, zniszczona i wymęczona. Król zaś proponował reformy, które były skrajnie niepopularne. Do tego jeszcze niedawno fetowane wojska założyły Konfederacje, związek święcony w Koronie oraz Związek Braterski na Litwie. Konfederacje złożone z żołnierzy, którzy brali udział m.in. w bitwie pod Cudnowem. Zrzeszeni w Konfederacjach żołnierze upominali się o wypłatę zaległego żołdu. Byli to żołnierze Lubomirskiego, on zaś był bohaterem, człowiekiem, który pobił Szweda, Węgra i Moskala, a w dodatku stał po stronie szlachty.

 

Cieszył się olbrzymią popularnością, którą postanowił wykorzystać. Dzięki związkowi święconemu mógł osiągnąć swoje cele. Z kolei członkowie Litewskiego Związku Braterskiego mieli na rękach krew w ramach walk politycznych. Zamordowali bowiem hetmana polnego litewskiego Wincentego Aleksandra Gosiewskiego, który wsławił się bohaterską walką ze Szwedami podczas potopu. Tymczasem konflikt hetmana z królem narastał. Ambitny i silny Lubomirski zaczął jawnie atakować króla, a zależni od niego ludzie zrywali sejmy. Senatorowie, wśród których Lubomirski miał już wielu wrogów, postanowili postawić go przed sądem. Proces Lubomirskiego był pomysłem króla, który chciał pozbyć się krnąbrnego polityka. Senatorowie wbrew szlachcie oskarżyli hetmana o zbrodnie, obrazy majestatu oraz zbrodnię zdrady kraju. Głównym punktem oskarżenia stały się działania Lubomirskiego w związku święconym. Obarczono go odpowiedzialnością za wywołanie konfliktu w kraju. Czy słusznie? W znacznej mierze słusznie, bo hetman i marszałek w jednej osobie wykorzystywał związek święcony do walki z królewskimi reformami. 29 grudnia 1864 roku wydano bardzo srogi wyrok. Zasądzono utratę czci majątku ruchomego i nieruchomego oraz pozbawienie urzędów. Tym niemniej przeciwnicy Lubomirskiego nie docenili jego siły i charyzmy oraz wpływu, jaki miał na szlachtę. Nawet ówcześni komentatorzy zdawali sobie sprawę z tego, że proces Lubomirskiego jest pokazowy i ma służyć przede wszystkim pozbyciu się podsądnego i jego zdyskredytowaniu.

 

W tym samym czasie sądzono bowiem morderców hetmana Gosiewskiego, niejako zrównując sprawę Lubomirskiego z procesem morderców hetmana. Postępowanie sądowe toczyło się bez poszanowania przepisów o tym, jak gorąca była atmosfera w kraju, niech świadczy fakt, że jeden z najpopularniejszych ówcześnie poetów Wespazjan Kochowski napisał wiersz komentujący sprawę, w którym Matka Boska płacze na wieść o tym niesprawiedliwym wyroku.

 

Część trzecia. Tragiczny rokosz.

 

Wyrok wydano, ale Jerzy Lubomirski nie miał zamiaru na niego czekać w kraju. W 1665 roku Hetman przebywał już na rządzonym przez cesarza Śląsku. Cieszył się też wsparciem władcy Brandenburgii, wspierającego go w działaniach przeciwko królowi. Polski władca niemiecki miał w tym własny interes. Konflikt wewnętrzny w Rzeczpospolitej był mu niezmiernie na rękę. Hetman z zagranicy kierował działaniami w kraju, buntował szlachtę i wydał manifest, w którym przedstawił siebie jako jedynego broniącego wolności szlacheckich przed absolutystycznymi zapędami Jana Kazimierza. Już w mowie obronnej Lubomirski przedstawiał swoje zasługi i miłość do ojczyzny, a argumenty te trafiały do szlachty. W swoim manifeście pisał "Stan szlachecki jako te wszystkie pisał prawa, wolności i powinności, jako królom, panom korony na głowy i Sceptora do rąk daje".

 

Ferment w kraju narastał. Za Lubomirskim opowiadała się coraz większa część szlachty, a w 1665 roku wybuchł wreszcie rokosz. W kwietniu 1665 roku Jerzy Lubomirski wraz z ośmiuset zaciężnymi żołnierzami wkroczył w granice Rzeczypospolitej. Szedł mniej więcej tą samą drogą, którą w czasie potopu wracał do kraju Jan Kazimierz. Czy cała szlachta garnęła się do rokoszan? Tak powiedzieć byłoby grubą przesadą. Początkowo poparcie dla Lubomirskiego nie było jeszcze tak potężne, ale praca propagandowa nie ustawała i na jego stronę przychodziły kolejne grupy szlachty. Zwołano wręcz pospolite ruszenie popierające hetmana. Lubomirski robił wszystko, aby przedstawić króla jako wyraziciela nie polskiej, lecz francuskiej racji stanu. Według dzisiejszych standardów można by wręcz zarzucić Lubomirskiemu wprost mowę nienawiści. Oto przykład pamfletu na królewską małżonkę.

 

"Na Zdrowaś Ludwiko Francuska Maryjo, w Polsce łaski nie pełna, piekielna harpio, Diabeł z tobą nieszczęsna. Między Polakami owoc żywota twego. Bodaj nie był z nami błogosławiony. Kędy z żywota twojego. Niech cię z Polski sprowadzi do tronu swojego".

 

W kraju wrzało. Nuncjusz papieski pisał do Rzymu pełen obaw o to, co dzieje się w Rzeczpospolitej. Kraj nagle stał się zupełnie niestabilny. Lubomirskiego poparło wielu zwykłych szlachciców, którzy widzieli w nim rzeczywiście obrońcę tradycji, obrońcę polskości. Tak jak poeta Wespazjan Kochowski, sławiący hetmana w wierszach. Doświadczenia wojenne hetman wykorzystał w wojnie domowej. Zastosował taktykę tańca gonionego, dysponując armią złożoną przede wszystkim z kawalerii, nie wchodził w bezpośrednie starcie z siłami królewskimi, tylko uciekał przed nimi, męcząc wojska przeciwnika. Król żalił się na to w listach do żony.

 

"Odłączyłem się i ja, następnie zakonnicą, zostawiając w tyle piechotę z oddziałem artylerii, aby tem prędzej dogonić Lubomirskiego i co więcej, oddzieliłem znowuż od tegoż korpusu jazdy trzy tysiące koni pod Połubińskim i Bidzińskim, ażeby powstrzymali Lubomirskiego, aż ja nadciągnę z resztą kawalerii i z jakim skutkiem. Oto po kilku wycieczkach podjazdowych nie chcieli iść naprzód. Ścigałem go potem sam, znowu aż do Gostynia, a kiedy sądziłem, że go nareszcie dopadnę, zdarzył się deszcz tak rzęsisty, że rozproszył wszystkich żołnierzy do tego stopnia, iż nie pozostało na polu więcej jak po dziesięć na kompanię i z konieczności trzeba było się zatrzymać, a tym sposobem dało się nieprzyjacielowi czas do ponownego oddalenia się. Nie moja zatem wina, jeśli Nieba i przeznaczenie nie chcą jeszcze jego zguby".

 

Równolegle z tym tzw. tańcem gonionym trwała walka o rząd dusz w całej Rzeczypospolitej. We dworach śledzono doniesienia z rokoszu, a przede wszystkim śledzono manifesty i odezwy obydwu stron konfliktu. Do pierwszej większej konfrontacji doszło we wrześniu 1665 roku pod murami klasztoru Paulinów, prawie 10 lat po tym, jak oblegali go Szwedzi. Siły królewskie przegrały z rokoszanami, ponieważ zakonnicy częstochowscy nie wpuścili do twierdzy cofających się zwolenników króla. Pomimo klęski pod Częstochową wydawało się, że sytuacja została ustabilizowana. Zawarto ugodę palczyńską, a sprawy reform miano ustalić na najbliższym Sejmie. Nie udało się jednak uspokoić trwale sytuacji politycznej w Rzeczypospolitej, ponieważ sąsiedzi Austria i Brandenburgia konsekwentnie widzieli swoją korzyść w wojnie domowej w Polsce. Jak wskazywał badacz Stanisław Płaza, popierali więc kandydaturę na tron polski Filipa Wilhelma Wittelsbacha, który miał być wybrany na władcę Rzeczypospolitej jeszcze za życia Jana Kazimierza. Zwolennikiem tej koncepcji był zresztą także Lubomirski, czym udowodnił, że walczył nie tyle z reformami, co z twórcami reform, jak to wtedy mówiono opowiedział się za prywatą. W tym czasie król próbował załagodzić konflikt. Gotów był cofnąć banicję i infamię, oddać Lubomirskiemu urzędy, przywrócić go do łask. Jerzy Lubomirski nie był już jednak zainteresowany, zaślepiony ambicją. Myślał tylko i wyłącznie o swoich interesach. 13 lipca 1666 roku Jerzy Lubomirski na czele swoich wojsk stanął naprzeciw wojsk Jana Kazimierza pod Mątwami. Współcześnie to dzielnica Inowrocławia. Stoczono tam bitwę, którą można śmiało określić jako najtragiczniejszą w dziejach całej Rzeczypospolitej. Rokoszanie byli mniej liczni i gorzej uzbrojeni, ale siły królewskie nie miały potrzebnego do walki ducha i wiary we własną sprawę. Nie powtórzyła się niestety sytuacja z bitwy pod Guzowem, stoczonej sześćdziesiąt lat wcześniej w trakcie rokoszu Zebrzydowskiego, a prowadzonej tak, by nie doprowadzić do eskalacji. W 1666 roku pod Mątwami szlachta pragnęła krwi. Dlatego też doszło do prawdziwej kaźni. Na przeprawiające się i rozbijające obóz oddziały królewskie uderzyła kawaleria rokoszan. Uczestnik tych zmagań Jan Chryzostom Pasek tak opisywał to w swoich pamiętnikach.

 

"Bo było to, co jeden brat przy królu, a drugi przy Lubomirskim. Ojciec tam, syn tu. To nie wiedzieć jako się było bić. Prawda, że oni mieli znaki, lewe ręce chustką wiązane, aleśmy tego nie rychło spostrzegli. Ja też, skoro poczęto bardzo golić, przewiązałem też sobie rękę nad łokciem i nie bardzo od nich stronię. Poznali mię z daleka: "nasz czy nie nasz?" Podniosę rękę z chustką i mówię "wasz", aż rzecze "O Francie, nie nasz, Idź sobie, albo przydaj się do nas". Ale po wszystkiej okazyjej przyjechał z boku towarzysz z tamtego wojska, a Czop, pułkownik kozacki stoi na koniu, nie strzeże się go, rozumiejąc, że swój; po malusieńku człapią. Przyjechawszy do niego, strzelił mu w ucho z pistoletu i zabił. To to taka wojna zdradliwa, kiedy to tenże strój, taż moda. Bogdaj do tego w naszej Polszcze więcej nie przychodziło".

 

Zginęło wielu bardzo dobrych żołnierzy doświadczonych w bojach. Źródła podają, że śmierć poniosło od 3 do 5 tysięcy żołnierzy i blisko 400 oficerów. Po bitwie zamiast oszczędzić rannych, dobijano ich bez litości w brutalny sposób. Była to olbrzymia strata, zwłaszcza, że Rzeczpospolita dopiero co wyszła z kryzysów, a żołnierze, którzy ponieśli śmierć pod Mątwami, byli najlepiej zaprawieni w walce. Dlaczego po bitwie nie ratowano rannych, ale wręcz dobijano ich? Otóż rokoszanie widzieli w nich zwolenników oligarchów i opcji francuskiej. Byli uosobieniem wszystkiego, czego nienawidził Lubomirski. Dlaczego tak? Był to wynik prowadzonej w trakcie rokoszu propagandy anty królewskiej. Bitwa pod Mątwami była kulminacyjnym punktem wojny domowej i kiedy już opadł bitewny kurz, do wszystkich dotarła skala strat. Król zawarł wtedy ugodę z Lubomirskim, którego przywrócono do czci, ale już nie do urzędów i musiał się Lubomirski udać na wygnanie, co też uczynił umierając zresztą rok później, w 1667 roku. Jan Kazimierz abdykował w kolejnym roku 1668 i umarł cztery lata później w osamotnieniu. We Francji nie wygrał zatem żaden z nich. Z pewnością natomiast przegrała Rzeczpospolita.

 

Dane o obiekcie

Opis

Rok 1666 był pamiętny w dziejach Rzeczypospolitej. Po latach krwawych walk, powstaniu Chmielnickiego, potopie szwedzkim, wojnie z Moskwą i buncie chłopów na Podlasiu, zamiast wytchnienia przyszło jeszcze jedno nieszczęście - wojna domowa sarmatów z sarmatami, czyli rokosz Lubomirskiego. To poruszająca historia o tym, jak przewrotnie zmieniają się losy ludzi i jak wczorajsi bohaterowie mogą stać się grabarzami ojczyzny.

W kwietniu 1665 r. Jerzy Lubomirski wraz z zaciężnymi żołnierzami wkroczył w granice Rzeczypospolitej. Do pierwszej większej konfrontacji doszło po paru miesiącach pod murami klasztoru paulinów na Jasnej Górze. Siły królewskie przegrały z rokoszanami, ponieważ zakonnicy nie wpuścili do twierdzy cofających się zwolenników króla. Dlaczego tak się stało?

Decydujące znaczenie miała jednak bitwa pod Mątwami. Czy była to najtragiczniejsza bitwa w dziejach staropolskiej Rzeczpospolitej. Dlaczego w ogóle do niej doszło? Jaki był jej rezultat? Jak oceniać rokosz Lubomirskiego i co przyniósł dawnej Rzeczpospolitej?