Kontusz, żupan i... słoma w butach. Moda po sarmacku
Muzeum Historii Polski (producent);
12/08/2025
Klasyfikacja praw autorskich
Transkrypcja
Kontusz, żupan, guzy, delie, czechmany – określenia te dzisiaj wydają się egzotyczne, ale dla sarmatów były codziennością. Często odnosiły się do obiektów ich westchnień, zazdrości, kiedy indziej i rzadziej – pogardy. Są to bowiem nazwy części stroju sarmackiego. Szlachcice byli modnisiami, lubili paradować niczym papugi, w różnobarwnych ubiorach o orientalnym nierzadko pochodzeniu. Czym stroje były dla sarmatów? Co ciekawe, to właśnie pozwalają nam dobrze zrozumieć testamenty szlacheckie. W nich właśnie rozporządzano najważniejszym majątkiem. Ubrania musiały chyba sporo znaczyć, skoro w testamentach często znajdujemy zapiski o tych właśnie ruchomościach. Oto na przykład kasztelan Stanisław Maj spisując swój testament w roku 1703, rozdysponował właśnie swoje ubiory. Może już trochę niemodne, ale wykonane z materiałów pierwszej próby. Swojemu bratu stryjecznemu, stolnikowi Marcinowi Majowi oraz jego dzieciom zapisał pięć kontuszy tkanych i jedwabnych, jeden żupan, komplet guzów i parę złotych perlic. Wśród wymienionych w testamencie kontuszów wyróżniał się czarny, podszyty futrem z kun i wykończony sobolami. Kolejnym cennym okazem był kontusz z włoskiej tkaniny jedwabnej, podszyty popielicami i wykończony futrem z bobra. A to tylko jedna część testamentu! Poza zapisem dla bliskich, kasztelan Maj zdecydował się bowiem przekazać ubiór i tkaniny liturgiczne kościołowi Świętej Katarzyny na Kazimierzu. Takie kontusza życie po życiu nie było niczym niezwykłym. No ale moment. Jak to się w ogóle stało, że Polacy zaczęli paradować w kontuszach? Skąd one przyszły i właściwie dlaczego? Narodowy strój polski, bo tak się mówi o stroju szlacheckim, narodził się mniej więcej wraz z ideami sarmatyzmu, czyli w wieku XVI, kiedy to mieszkańcy Rzeczpospolitej zaczęli odkrywać swoją tożsamość i budować ją z wielu rozmaitych elementów. Sam strój, podobnie jak sam sarmatyzm, był tworem cokolwiek eklektycznym. U początku stroju szlacheckiego znajdują się tuniki pochodzące jeszcze z czasów Cesarstwa Rzymskiego, a następnie przejęte przez rycerstwo średniowieczne. Tuniki tego typu były znane także w Polsce. Można je oglądać na rewersie pateny z kościoła cystersów z XII wieku. Oprócz tuniki, na strój polski składają się jeszcze pochodząca ze Wschodu szuba, czyli rodzaj okrycia wierzchniego, pasy, znane zwłaszcza w Persji oraz właśnie kontusze. Proces kształtowania się stroju polskiego rozpoczął się w renesansie. Na dobre zaś skończył się właściwie wraz z upadkiem I Rzeczpospolitej. Przez cały ten czas pojawiały się nowe mody, dochodziły kolejne dodatki, zmieniały się charakterystyczne elementy. Jeszcze w XV wieku tak pisał Mikołaj Rej: Zresztą nie tylko rodzimi autorzy, lecz także cudzoziemcy zwracali uwagę na to, że Polacy do strojów przykładali olbrzymią wagę i w ten sposób właśnie manifestowali swoje bogactwo. Strój był wynikiem poszukiwania tożsamości innej zarówno niż zachodnia, jak i innej niż wschodnia, stanowiącej własny wkład Rzeczpospolitej w ogólnoeuropejską cywilizację. Wszystko zaczęło się zatem od samoidentyfikacji szlachty Rzeczypospolitej jako potomków Sarmatów, ludu będącego jednocześnie spadkobiercą tradycji rzymskiej i jej zaciekłym przeciwnikiem. Ta dwoistość sprawiła, że szlachta bardzo chętnie odwoływała się do świata rzymskiego, widząc w sobie kontynuatora rzymskich cnót. Zarazem jednak bez kompleksów przekraczała te tradycję. Mit sarmacki miał swoje źródło w "Kosmografii" Ptolemeusza. Następnie został rozwinięty przez Marcina Miechowitę i Marcina Bielskiego. Zwłaszcza ten ostatni przedstawiał koncepcję historii Polaków, którzy pochodzą od Sarmatów wywodzących się ze starożytnej Troi. Przy czym Sarmaci byli uważani za przodków jedynie szlachty, a wcale nie wszystkich mieszkańców Rzeczypospolitej. Ten właśnie mit znajdował odzwierciedlenie w szlacheckich strojach. To one miały podkreślić odrębność kulturową naszych przodków i podkreślić ich wyjątkowość. W wieku 18, kiedy moda sarmacka doszła do szczytu swojego rozwoju, Jędrzej Kitowicz w ten sposób opisywał typowego szlachcica. Kontusz i żupan nie zawsze stanowiły całość. To przyszło z czasem. Początkowo, czyli mniej więcej do połowy XVII wieku, dominowały same żupany związane pasem z nałożonymi deliami albo czechmanami. Początkowo to żupan stanowił centrum stroju szlacheckiego. Była to szata z długimi, wąskimi rękawami i ze stojącym kołnierzem, zapinana na guzy. Te guzy, czyli współczesne guziki niekiedy potrafiły kosztować prawdziwą fortunę. Były bowiem wykonane z przeróżnych materiałów, od tych stosunkowo prostych, aż po najdroższe kamienie szlachetne. Żupan był swoim wyglądem zbliżony do średniowiecznych sukman. O jego cenie decydowały materiał, z którego został wykonany oraz kolor. Codzienne żupany były wykonywane z wełnianego sukna, ale te odświętne z aksamitu, atłasu lub adamaszku. W żupanie prezentuje się na portrecie Aleksander Dominik Tarnowski. Ma na sobie długi strój dopasowany w złociste wzory, z charakterystycznymi rękawami, z tak zwanym psim uchem. Sam strój zaś opisany został na kartach diariusza. Żupan z czasem stał się elementem całego polskiego stroju narodowego i występował razem z kontuszem albo delią. W połowie XVII wieku utrwaliło się połączenie kontusza z żupanem, a pas odtąd wiązano na kontuszu. Kontusz z kolei był rodzajem kamizelki albo płaszcza z głębokim wycięciem, które odsłaniało żupłan. Niekiedy zamiast kontusza używano deli albo ferezji. O ile kontusz był raczej ubiorem przeznaczonym na miesiące letnie, o tyle delię nosiło się zimą. Była bowiem często podbita albo wykończona futrem. Najsłynniejszy, wielokrotnie podawany jako modelowy wzór przedstawienia szlachcica w kątuszu, pochodzi z pierwszej połowy XVIII wieku. Uwieczniono na nim Stanisława Antoniego Szczukę w czerwonym, długim do kostek kontuszu z białym kołnierzem i białymi wyłogami, z żupanem niemalże całkowicie skrytym pod kątuszem. Kontusz i żupan stały się symbolem przynależności kulturowej. Zagraniczni władcy na tronie polskim, a także magnaci pragnący zyskać poparcie szlachty, ubierali się właśnie w kontusze i żupany. Wtedy kontusz pełnił funkcję propagandową, i tak w kontuszu i żupanie pokazali się podczas koronacji zarówno August II jak i August III. Obaj z saskiej dynastii Wettynów. Chcieli w ten sposób podkreślić, że też są częścią wspólnoty szlacheckiej. I co tu kryć, niemała grupa szlachciców brała te manifestacje za dobrą monetę. Rzecz jasna olbrzymi spór toczono ze wszystkimi tymi, którzy nosili stroje inne niż narodowy. W dworach królewskich, zarówno u Wazów, jak i później u Wettynów, panowała inna moda, daleka od szlacheckiej, ale to zupełnie inna historia. Kontusze i żupany zaczęły odchodzić do lamusa w drugiej połowie XVIII wieku. Ostatnie pokolenie urodzone w Rzeczypospolitej Obojga Narodów już nie chciało chodzić w strojach starodawnych. Portretowało się za to w nowych ubraniach, wzorowanych na modzie francuskiej. Dobrze widać to na przykładzie hetmanów Rzewuskich. Wacława sportetowano jeszcze w stroju polskim, ale jego synowie noszą już na portretach zupełnie inne stroje. Nie sposób zobaczyć Seweryna w innym stroju niż zachodni, z modną peruką na głowie. Pod koniec XVIII wieku doszło zatem do wojny kontusza z frakiem i ten drugi zdecydowanie ją wygrał. Bardzo ważną rolę w szlacheckiej modzie odgrywał pas, zwany kontuszowym albo słuckim. Stanowił on w dużej mierze o zamożności właściciela i jego pozycji społecznej. Sam pas noszono albo na żupanie, albo na kontuszu. Mierzył on od 3,5 do 4 metrów. Miał 30, w wypadku pasów ormiańskich albo 60 cm szerokości, tak jak pasy perskie. Okręcano się nimi kilkukrotnie i związywano z boku brzucha. Pasy mogły być dwustronne, w zależności od sposobu wiązania ukazywały się inne kolory, co oczywiście wzmagało ich siłę wyrazu. Do Rzeczpospolitej dotarły za pośrednictwem kupców ormiańskich. Ci zaś przynieśli je ze swoich handlowych wypraw w głąb Azji, do Persji, do Turcji. Tam właśnie służyły do przepasywania długich kaftanów. Początkowo tylko w taki sposób można było pasy zdobyć. O popularności pasów świadczy to, że kupcy ormiańscy z czasem otworzyli manufakturę w Konstantynopolu, w której wytwarzano ten element stroju specjalnie dla szlachciców z Polski. W XVIII wieku powstały persjarnie z inicjatywy Karola Radziwiłła "Panie Kochanku", również w Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Najpopularniejsza z nich była ta słucka. To od tej manufaktury powstała potoczna nazwa - pas słucki. Pasy tam wytwarzane miały nawet swoje specjalne sygnatury. Interesująca kolekcja pasów słuckich znajduje się także w zbiorach Muzeum Historii Polski. Same pasy były bardzo cenne, wykonane z jedwabiu, czasem przeszywane srebrnymi i złotymi nićmi. Co więcej, nie raz i nie dwa spotyka się zapisy w testamentach, aby pas był dawany w wotach dla kościoła albo pocięty na części i złożony do grobu wraz ze zmarłym. Niekiedy zaś, o czym wspomniałem wcześniej, zapisywano je w testamencie konkretnej osobie. To, co na głowie było nie mniej ważne niż to co na plecach. A na głowie noszono kołpak, czyli czapkę obszytą futrzanym otokiem. Rodzaj futra stanowił o statusie szlachcica. Najczęściej pokazywano bogactwo nosząc czapki z futra sobolowego z aksamitnymi podszyciami. Często też dla dodania sobie powagi doczepiano piórko, niekiedy bardzo egzotyczne. Buty były ważnym elementem ubioru szlachetnie urodzonych. Po butach też można było rozpoznać, czy miało się do czynienia z prostaczkiem, przedstawicielem plepsu, czy z kimś herbowym, a zatem z prawdziwym szlachcicem. Noszono buty wysokie, z wyższą przednią częścią cholewy. Były one żółte, czerwone albo czarne. Kiedy indziej zakładano również buty niskie, sięgające kostek. Bez względu na to, czy buty były wysokie czy niskie oraz kto je miał na nogach, przez długi czas utrzymał się zwyczaj noszenia w nich wiechci słomy. Tylko od noszącego buty zależało, czy będzie z nich ta słoma wystawała, czy też będzie elegancko przycięta. Jędrzej Kitowicz pisał tak: Wszystko to, co było pod żupanem było już mniej ważne. Typowy sarmata nosił pod kontuszem spodnie zwane portkami lub szarawary, czyli spodnie bufiaste. Co ciekawe, ponieważ przez długi czas panowała moda, która pozwalała je całkowicie zakrywać, często były one dziurawe albo niestarannie połatane. Wyszło to na światło dzienne, gdy w XVIII wieku stały się popularne żupany dopasowane. One odsłaniały to, co wcześniej miało być skrzętnie skryte. Bieliznę stanowiły koszule, które, jak się zdaje, przez długi czas nie stanowiły większej wartości oraz bielizna dolna, czyli gacie. Na koniec powiedzieć dwa słowa trzeba o modzie na szlacheckie fryzury i zarosty. Wygląd łączył się z użytecznością, ale i z funkcją. Żołnierze rzadko kiedy nosili długie brody z przyczyn praktycznych. Te bowiem mogły stać się zgubą na polu bitwy. Co innego senatorowie, hetmani albo stateczni ziemianie, którzy nie byli narażeni na podpalenie zarostu przez iskrę z rusznicy albo zaplątanie się w nią strzały. Noszono za to wąsy, czasami naprawdę długie, na modłę kozacką, czasami po prostu bujne. Wąsy były wyznacznikiem szlachcica. Tak pisał Franciszek Dionizy Kniaźnin. Typowe było podgolenie włosów tak wysoko, że jedynie na czubku głowy zostawał czub włosów. Jeszcze dalej szli Kozacy, którzy zostawiali na głowie jedynie wąskie pasło zwane osełedcem. W stroju szlacheckim niemałą rolę odgrywały dodatki, które dowodziły zamożności. W stroju udawało się bowiem przemycić to, czego nie szło wyrazić inaczej. Formalnie przecież szlachta była równa sobie bez względu na to, czy posiadała tyle co miała na grzbiecie, czy też jedną małą wieś, albo klucz wsi, czy też może wielkie latyfundia. Na sejmie i na elekcji głos magnata był równie ważny, co chłystka chodzącego w łapciach i dziurawym kontuszu. Skoro nie stosowano żadnych tytułów, które by różnicowały szlachtę, to strój dawał do różnicowania znakomitą sposobność. Guzy, czyli pagwice, knefle albo guziki, służyły do zapinania ubioru, najczęściej żupana. Mogły być one kuliste, jajowate, spiralne, spłaszczone, zrobione ze złota, ze srebra albo z cyny. Do tego dochodziły zapony, czyli różnego rodzaju klamry, agrafki albo sprzączki, także na szlacheckich nakryciach głowy. Spinki przyczepiano do koszul. Odzież zdobiły metalowe pasy, niekiedy z metali szlachetnych. Kamienie szlachetne umieszczano w guzach, wszywano w czapki, a wreszcie noszono w pierścieniach. Nie można zapominać o zdobionych pochwach na szable i puginały, które również bywały kunsztownie zdobione. Dodatkami, które pojawiły się w połowie XVIII wieku były zegarki kieszonkowe. Początkowo były szalenie nieprecyzyjne. Noszono je zatem jedynie dla ozdoby, chwaląc się kunsztowną kopertą albo złotą dewizką. Sprawa stroju mogła budzić oburzenie. Już w XVI wieku tak pisał Andrzej Frycz Modrzewski. Ale pamiętajmy, że Modrzewski był protestantem z zacięciem do radykalizmu, a to oznacza, że chętnie ganił każdy zbytek. Niemniej stroje szlacheckie rzeczywiście kosztowały sporo. Ich ceny różniły się bardzo w czasie i w zależności od regionu. Aby umieścić je w jakimś kontekście warto przypomnieć, że w XVIII wieku drogi, dobry koń kosztował między 300 a 600 zł, zwykły około 30 zł. Siodło proste to wydatek około półtora złotego. Reprezentant najbogatszej szlachty, Jan Zamojski na początku XVII wieku posiadał 20 miast i 800 wsi, a rocznie dochody kształtowały się mniej więcej na poziomie 200 000 zł. A jaki był w takim razie koszt ubioru? Samo szycie nie było drogie, kosztowało od 5 do 18 groszy, ale kosztowne były materiały. Cena za kontusz mogła wynosić nawet tyle, ile kosztował dobry koń. Zazwyczaj nie przekraczała ona 100 zł, co i tak było wydatkiem niemałym. Oczywiście dochodziły do tego kosztowne dodatki, takie jak wspomniane wcześniej guzy i zapięcia z kamieni i metali szlachetnych. Oczywiście stroje te nosili przede wszystkim szlachetnie urodzeni, ale, jak się okazuje, nie tylko. Sarmatyzm jako formacja kulturowa był bowiem atrakcyjny dla wszystkich mieszkańców Rzeczypospolitej, i mieszczan i włościan. Oddajmy głos Kitowiczowi. Takie zwyczaje bardzo nie podobały się szlachcie. Niektórzy z mieszczan mogli pozwolić sobie nawet na stroje bogatsze niż szlachcice. To też szlachta tworzyła rozmaite regulacje ograniczające nazbyt, ich zdaniem, zbytkowne ubiory mieszczan. I tak w 1655 roku nakazywano: Prawo swoje, a lewo swoje. Mieszczanie bogate stroje nosili tak czy siak. Na przykład dziadek jezuickiego misjonarza Michała Boyma, węgierski mieszczanin Jerzy Boim został sportretowany w stroju polskim. Od połowy XVII wieku można było spotkać mieszczan w kontuszu i z pasem. Sprawa więc wcale nie była tak oczywista, jakby się mogło wydawać. A zatem polski strój narodowy wyróżniał się na tle europejskiej mody swoich czasów. Zaś staropolscy szlachcice byli rzeczywiście prawdziwymi modnisiami. Nawet jeżeli czasem portki bywały dziurawe, a odziedziczone po przodkach kontusze lekko nadgryzione zębem czasu.
Dane o obiekcie
-
Nazwa / Tytuł
Kontusz, żupan i... słoma w butach. Moda po sarmacku -
Twórca / Wytwórnia
Muzeum Historii Polski (producent) -
Rodzaj
-
Kategoria
-
Zakres chronologiczny
-
Data wykonania
12/08/2025 -
Czas trwania
0h 24min 55sek -
Osoby występujące
-
Numer inwentarzowy
MHP-04-4765 -
Klasyfikacja praw autorskich
-
Permalink
Słowa kluczowe
Opis
Kontusz, żupan, guzy, delie i czechmany – określenia te mogą dzisiaj niewiele mówić, ale dla sarmatów były codziennością. Często odnosiły się do obiektów ich westchnień, zazdrości, pogardy. Jak się okazuje, w szlacheckim świecie moda była czymś więcej niż tylko kwestią gustu – była manifestacją statusu społecznego. Skąd wiemy jak ubierali się sarmaci? Z czego składał się szlachecki ubiór? Ile kosztował kontusz? Czym różnił się strój prostaczka od kogoś herbowego? Choć w drugiej połowie XVIII wieku kontusz ustąpił miejsca frakowi, pamięć o stroju sarmackim pozostała w polskiej kulturze żywa. Stał się symbolem nie tylko narodowej specyfiki, ale także odrębności szlachty jako grupy społecznej.