Kogo reprezentuje poseł? Parlamentarzyści w Rzeczypospolitej i Anglii w epoce nowożytnej - wykład prof. Richarda Butterwicka-Pawlikowskiego
03/04/2024
Klasyfikacja praw autorskich
Transkrypcja
- Dzień dobry państwu. Chciałem bardzo serdecznie przywitać na wykładzie, który mieści się w nowej formule realizowanej przez nasze muzeum, ale w formule wypracowanej wspólnie z Instytutem Historii Uniwersytetu Warszawskiego. Przepraszam, już chyba nie ma Instytutu Historycznego, tylko jest Wydział Historii. Ja jestem absolwentem jeszcze z jeszcze sprzed trzydziestu paru lat, w związku z tym proszę mi wybaczyć, jeśli jakieś pomyłki tutaj będą. W każdym razie jest to... Był to cykl właściwie wykładów, które rozpoczął się w 2005 roku. Dobrze pamiętam? Był naszej ery i był poświęcony profesorowi Antoniemu Mączakowi. Ja sam zresztą pamiętam profesora, byłem uczestnikiem jego wykładu, więc dla mnie to też jest niesłychanie ważna postać na Uniwersytecie Warszawskim i w ogóle w polskiej historiografii. Niestety ten cykl wykładów został przerwany przez COVID i przez pandemię, więc mamy szansę tutaj, przy współpracy z Wydziałem Historii Uniwersytetu Warszawskiego, wznowić tę wspaniałą, piękną tradycję. Ten pierwszy wykład, będzie naszym gościem, jest profesor Richard... Gościem, ale i współgospodarzem profesor Richard Butterwick-Pawlikowski, a dlatego współgospodarzem, bo jest profesorem Uniwersytetu Londyńskiego, ale również głównym historykiem Muzeum Historii Polski i autorem również książki wydanej przez nas poświęconej Konstytucji 3 Maja.
No i autorem też niedawno wydanej książki "Światło i Płomień" poświęconej historii polskiej XVIII wieku. No i generalnie rzecz biorąc, myślę, że jednym z najznakomitszych specjalistów, ekspertów, historyków zajmujących się właśnie osiemnastowieczną Polską. A teraz przekazuję mikrofon Michałowi Kopczyńskiemu, który poza tym, że jest profesorem Uniwersytetu Warszawskiego, jest pracownikiem Muzeum Historii Polski, to jest również uczniem profesora Antoniego Mączaka.
- Dziękuję bardzo. Proszę państwa, bardzo chciałbym podziękować naszemu referentowi za wybór tematyki, tak sam z siebie to zrobił, nie żeby był jakąś ręką prowadzoną. Mianowicie "Kogo reprezentuje poseł", Rzeczpospolita i Anglia epoki nowożytnej. I to wydaje mi się jest takie bardzo mączakowskie, dlatego że profesor był absolwentem Instytutu Historycznego, jeszcze wtedy Uniwersytetu Warszawskiego, ale uważał się za Cambridgeczyka dlatego, że spędził tam dłuższy okres w seminarium Michaela Postana i fascynował się zawsze Anglią, a nie tylko Anglią nowożytną, ale też Anglią dziewiętnastowieczną. Saga rodu Palicerów dla mnie zupełnie niezrozumiała, ale on tam rozumiał absolutnie wszystko i było mu to bardzo bliskie. Rudyard Kipling dzisiaj, powiedzmy sobie, na przynajmniej lekkim indeksie, a dla mnie niezrozumiały. Ale Antoni Mączak przeczytał wszystko i jak trzeba było, to dzwoniło się i pytało o coś dziewiętnastowiecznego, dwudziestowiecznego, angielskiego, nie tylko angielskiego, ale angielskiego często, żeby się dowiedzieć. No więc Anglia, historia komparatystyczna i samo zagadnienie parlamentaryzmu angielskiego i polskiego. I no właśnie, kogo reprezentuje poseł? Ja pamiętam, że bardzo, bardzo dawno temu, jak jeszcze byłem młody, no więc wyobraźcie sobie państwo, było dawno, naprawdę dawno. I myśmy te zagadnienia dyskutowali na seminarium. Dla mnie to było takie dość abstrakcyjne. Ale nie było to takie abstrakcyjne dla profesora. W związku z tym dzisiaj w taki bardzo bezpośredni sposób nawiązujemy do do tradycji pamięci o Antonim Mączaku. Proszę państwa, co do naszego referenta już tutaj powiedziane, że on właściwie jest nasz. No ale wypada mi przedstawić. Jest to niewątpliwie człowiek rozdwojony, tak jak temat jest rozdwojony polsko-angielski, tak on jest rozdwojony, bo nie wiem, komu kibicuje w najważniejszej, corocznej imprezie światowego sportu, to znaczy wyścigu wioślarskim Cambridge Oxford? On sam chyba nie wie. A może nam później powie, dlatego, że BA i magisterium z Cambridge, doktorat z Oxfordu, a więc klasyczny taki reprezentant Oxbridge, jak to się mówi w Anglii. Ponadto Richard Butterwick uczył w Belfaście, a w tej chwili w School of Slavonic and East European Studies University College of London. To chyba się kiedyś nazywało Imperial College, prawda? To konkurencja. Jest autorem książek znanych na pewno osiemnastowiecznikom.
Ja jestem upadłym nowożytnikiem, nigdy zresztą osiemnastowiecznikiem nie byłem, a te książki znam. Poza wspomnianą Konstytucją 3 Maja, którą żeśmy wydali tutaj jako muzeum "Światło i płomień". Także "Stanisław August a kultura angielska", "Polska rewolucja, a Kościół katolicki 1788 -1792" i masa jeszcze innych prac, także. The floor is yours.
- Szanowni Państwo, bardzo dziękuję Panu Dyrektorowi oraz panu Profesorowi za te wprowadzenia, które mnie nieco onieśmielają. Czuję się zaszczycony, że zostałem poproszony o wykład pamięci profesora Antoniego Mąciaka, którego co prawda poznałem tylko raz, ale to było niezwykłe, miłe doświadczenie, bo byliśmy ulokowani w sąsiadujących pokojach gościnnych na Wawelu. I pamiętam, jak we wszystkich sprawach potrafił coś ciekawego i sympatycznego powiedzieć, więc zachowuję tą pamięć bardzo drogo. Jak słyszeliśmy Antoni Mąciak lubił komparastyko polsko angielską. Porównanie mieszanych ustrojów republikańsko-monarchicznych ma długą tradycję, o czym świadczy wypowiedź Stanisława Poniatowskiego, ojca króla z 1744 roku. Patrzmy na drugie w Europie Wolne Stany i Rzeczpospolite. Anglia niewiele prawami i wewnętrzną konstytucją różni od nas, a jakże pięknie rządzi, w jakiej się utrzymuje sławie". Jednak z powodu osiągnięcia globalnej potęgi przez Zjednoczone Królestwo w XVIII wieku i równie spektakularnego zniszczenia państwa polsko-litewskiego akcentowano bardziej kontrasty niż podobieństwa. Historycy zwracali uwagę na relacje między monarchami a parlamentami, na wzajemne opinie i asymetryczne wpływy, i nawet na odzwierciedlone przekonanie o szczególnej przychylności Pana Boga. Mniej uwagi porównawczej poświęcono stosunkom między reprezentowanymi a reprezentantami, ale wyjątkiem jest obecna tutaj pani profesor Jolanta Choińska-Mika.
W pierwszej części wykładu przedstawię Państwu argumenty przemawiające za tym, że jedną z najważniejszych reform dokonanych przez Konstytucję 3 Maja - zastąpienie zasady delegacji zasadą reprezentacji została inspirowana przykładem brytyjskim. W drugiej części omówię problematykę instrukcji danych angielskim parlamentarzystom przez ich wyborców w okręgach. Skupię się nad doktryną wygłoszoną przez Edmunda Burke'a w 1774 roku. W trzeciej i ostatniej części porównam funkcjonowanie nowożytnego parlamentaryzmu polsko-litewskiego z brytyjskim pod kątem instrukcji sejmikowych. Wyniknie z tych porównań zniuansowany obraz systemu suwerenności władzy i wpływów między centrum a prowincją Wielkiej Brytanii oraz w Rzeczypospolitej. Zgodnie z praktyką ówczesną będą mówił wymiennie o Rzeczypospolitej i Polsce oraz o Anglii i Wielkiej Brytanii. Gwoli ścisłości, Królestwo Anglii i Szkocji od 1707 roku tworzyły Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii, które w roku 1800 stało się Zjednoczonym Królestwem Wielkiej Brytanii i Irlandii. W wyniku aktów Unii osobne parlamenty szkocki i irlandzki zostały wtopione do angielskiego, czyli brytyjskiego, w sposób, do którego nigdy nie dopuściłoby Wielkie Księstwo Litewskie w Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Więc część pierwsza Reprezentanci całego narodu. 6. Artykuł Konstytucji Trzeciego Maja uzasadnia kluczową reformę z właściwą sobie dydaktycznością. "Jako zaś prawodawstwo sprawowane być nie może przez wszystkich i naród wyręcza się w tej mierze przez reprezentantów, czyli posłów swoich dobrowolnie wybranych, przeto stanowimy, że posłowie na sejmikach obrani prawodawctwie i ogólnych narodów potrzebach podług niniejszej konstytucji uważani być mają jako reprezentanci całego narodu, będąc składem ufności powszechnej". Historycy są prawie zgodni, że mandat imperatywny wynikający z instrukcji danych posłom na Sejm przez ich szlacheckich wyborców zgromadzonych na sejmikach, stracił tym samym swoją moc. Co więcej, sięgając po metaforę sakralną, konstytucja ustanowiła, że izba poselska jako wyobrażenie i skład wszechwładztwa narodowego będzie świątynią prawodawstwa. Termin wszechwładztwo narodowe oznaczało to, co byśmy dzisiaj nazywali suwerenność. To pojęcie, choć jeszcze nie to słowo, weszło do polskiego dyskursu politycznego w ostatnich dziesięcioleciach XVIII wieku. Piąty artykuł Konstytucji 3 Maja zaczyna od stwierdzenia, że "wszelka władza w społeczności ludzkiej początek swój bierze z woli Narodu". Na sejmie wielkim doktryna, że sejmująca Rzeczpospolita jest absolutną panią, która nikomu nie musi tłumaczyć się ze swoich decyzji nieraz służyła oratorom do rozstrzygnięcia ciągnących sporów. Podsumowując, parlamentarna reforma dokonana 3 maja 1791 roku zastąpiła zasadę delegacji władzy zasadą reprezentacji w ramach suwerennego narodu, bądź wspólnoty obywatelskiej, jaką była Rzeczpospolita. Rozwiązanie zawarte w konstytucji było dość nagłym rozstrzygnięciem długotrwałego sporu ustrojowego, czyli źródło prawodawstwa, które obok podatków było głównym wyrazem suwerennej władzy, znajdowało się w sejmikach czy w Sejmie.
Sądząc pamfletów i projektów publikowanych w pierwszych 30 miesiącach Sejmu Czteroletniego, to pierwsze z tych przekonań czyniło postępy. Wyrażający to przekonanie mogli powołać się na Rousseau, który opiewał sejmiki jako palladium wolności. Rousseau radził Polakom, aby nie poszli za przykładem nie przezornych Anglików, którzy nie wiązali swoich członków parlamentu imperatywnym mandatem. Według Rousseau Anglicy byli wolni tylko podczas swoich wyborów parlamentarnych odbywanych co siedem lat. Z drugiej strony, odkąd Sejm rozpoczął swoją obrady 7 października 1788 roku, parlamentarzyści polsko-litewscy mieli czas, aby przyzwyczaić się do postrzeganie samych siebie jako zgromadzoną suwerenną Rzeczpospolitą. Konstytucja 3 Maja także różniła się od treści prawa o sejmikach uchwalonego 24 marca 1791 roku. Według tej ustawy aktualni i nowo wybrani urzędnicy obecni na sejmiku mieli ułożyć instrukcja poselskie, zanim wszyscy uprawnieni do głosowania je przyjęli albo odrzucali. Instrukcje miały zawierać afirmatywny albo negatywny response na propozycje królewskie oraz dezyderaty z ciał samorządowych i obywateli. Aczkolwiek prawo nie potwierdziło expressis verbis zasady mandatów imperatywnych, jednak zastosowało ją. Posłowie mieli postąpić na sejmie, zgodnie z pewnymi negatywnymi responsami swojego sejmiku na propozycje Królewskie. Prawo także się wyjaśniło funkcję sejmiku w relacyjnych, podczas których posłowie zdawali sprawę swoim wyborcom z decyzji Sejmu, łącznie z wynikiem próśb przekazanych w instrukcjach. Ponadto prawo przewidziało możliwość, aby sejmiki odwołały i zastąpiły tych posłów, którzy nie wykonali swoich obowiązków w sposób zadowalający. Na dalsze sesje limitowanego, czyli tymczasowo przerwanego Sejmu, wzmocniło odpowiedzialność polityczną posłów przed swoimi wyborcami. W czasie ostatniej debaty nad projektem tego prawa nie powiodła się próba, aby znieść zasadę delegacji na rzecz reprezentacji. Wśród argumentów przedstawionych 24 marca 1791 roku przez posła Lipskiego Kicińskiego był przekład angielski. "Anglia od wieków doskonalącą swoje prawodawstwo. Dwakroć instrukcja powracała, dwakroć o ich szkodliwości przeświadczona już na zawsze ich zakazała. Tam poseł od momentu dowiedzenia prawnego wyboru swego, przestaje być posłem od części kraju, a jest uważany jako reprezentant całego narodu. Jedynym jego prawidłem jest szczęśliwość publiczna". Było to stanowisko wówczas zbyt radykalne dla wielu parlamentarzystów. Niektórzy sprzeciwiali się podczas przemówień, które towarzyszyło otwartemu głosowaniu, choć byli i tacy, którzy z Kicińskim się zgadzali. Być może poseł Liwski wypuścił balon próbny. Reputacja sejmowa, której był członkiem i odpowiedzialne za przygotowanie i poprawianie projektów ustaw, nie wysunęła tego argumentu, ale pozwoliła Kicińskiemu mówić we własnym imieniu.
Hasło reprezentanci całego narodu powróciło w szóstym artykule Konstytucji 3-go Maja. Nie przypadkiem poseł Kiciński był dyrektorem gabinetu Stanisława Augusta i czołowym regalistą króla. Anglofil od czasów młodości podziwiał parlament brytyjski podczas negocjacji, które prowadziły do opracowania i uzgodnienia projektu konstytucji rządowej. Monarcha chciał kasować wiążącą moc z instrukcji sejmikowych, nawet w sprawach partykularnych dotyczących daną ziemią tekście ustawy rządowej przemilczaną. Instrukcja, gładka redakcja, ostateczna, nazywająca posłów reprezentantami całego narodu, nie zawarła kąśliwych słów monarchii, przeto aby prawodawstwo na sejmiki przelanym być nie mogło. Podobnie rozumiał zasadę reprezentacji ksiądz Franciszek Salezy Jezierski, który w sprawach wiary był wiernym kapłanem, lecz w kwestiach społecznych i politycznych jednym z najbardziej radykalnych pisarzy polskiej rewolucji. Pośmiertnie wydanym dziele, niektóre wyrazy porządkiem abecadła zebrane i stosownymi do rzeczy objaśnione, Jeżewski odróżnił posła od reprezentanta. "Poseł zaś w narodzie wolnym wysyłany od prowincji, miasta albo miejsca jakiego jest dwojaki: to jest albo jest posłem, tak jak w Polszcze, albo jest reprezentantem tak jak w Anglii. Między posłem a reprezentantem zaś jest taka różnica, że poseł zostaje związany instrukcją z tymi, którzy go wysyłają. Instrukcja daje mu rozum i powagę i przepisuje mu powinność w użyciu powagi.
Reprezentant zaś w Anglii nie ma żadnej instrukcji, władza jego jest tylko w woli jego. On jednowładnie radzi swoim zdaniem i jemu jest powierzono wszystko, ale reprezentant w Anglii jest niewolnikiem konstytucji krajowej. Postępowanie jego jest przepisane niewzruszonymi prawidłami rządu. W Polszcze zaś instrukcje dla każdego posła wysłanego na Sejm jest jego prawidłem, ponieważ Polska niema stałej konstytucji rządowej". Jezierski w ten sposób przygotował grunt do przyjęcie zmiany przez łączenie zasady reprezentacji ze stałą konstytucją rządową, która powstawała za kulisami obrad sejmowych. Także poczuł się w obowiązku twierdzić, że obecny rewolucyjny Sejm nie podlega zwykłym regułom, ponieważ obraduje się pod węzłem Konfederacji wydawcą dzieła. Niektóre wyrazy bo ksiądz Hugo Kołłątaj, współtwórcą Konstytucji 3-go Maja. Podobnie jak u Ignacego Potockiego, poglądy Kołłątaja na imperatywny mandat posła ulegały zmianie, zwłaszcza po przykrym dla nich doświadczeniu sejmików poselskich odbytych w listopadzie 1790 roku. Zbliżały się do zasady reprezentacji wyznawanej od dawna przez króla Znaczenia terminu reprezentanci całego narodu jest zatem wyjaśnione przez dobrze poinformowanych ówczesnych odniesień do Anglii. Podobna zasada znalazła się w także francuskiej konstytucji 13 września 1791 roku. Niemniej pozostało trochę wątpliwości, gdzie Konstytucja 3 Maja faktycznie zniosła imperatywne mandaty.
Głównym powodem jest wzmianka, że prawo o sejmikach "jako najistotniejszą zasadą wolności obywatelskiej uroczyście zabezpieczamy". Nie jest to jednak to samo, co jednoznacznie inkorporowanie w całości miasta prawa o miastach uchwalonego 18 kwietnia 1791 roku do Konstytucji, a ponadto słowami Końcowej deklaracji Stanów, gromadzonej integralną częścią integralnej części konstytucji. "Wszystkie prawa dawne i teraźniejsze przeciwne niniejszej konstytucji lub któremukolwiek jej artykułowi zniosiemy, a szczególne co do artykułów i każdej materyi niniejszej konstytucyi zamkniętych potrzebne, jako dokładniej wyszczególniające obowiązki i układ rządu za część składającą tęż Konstytucyą". Zatem prawo o sejmikach zachowało instrukcje poselskie, ale ich wiążącą moc zastąpiła zasada, że posłowie są reprezentantami całego narodu tak jak zamierzał król. Kolejną wątpliwość mogłaby wynikać z języka późniejszych praw Sejmu Czteroletniego. Wyraźne przesunięcie akcentu w tekście ustawy rządowej otwartej mu dyskursowi narodu i Polski zarówno odzwierciedliło, jak i miało ułatwić przemianę idei wspólnoty narodowej, monopolu stanu szlacheckiego na dobro wspólne wszystkich mieszkańców ojczyzny. Późniejsze ustawy jednak stosowały tradycyjne nazewnictwo obojga narodów Korony Polskiej i Wielkiego Księstwa Litewskiego i sejmujących Rzeczypospolitej Stanów. Sugestywna jest też różnica między ustanowieniem Konstytucji 3 go Maja przez króla polskiego, wielkiego księcia litewskiego, ruskiego, pruskiego etc, etc.
Wraz ze stanami skonfederowanymi naród polski reprezentując Sejm, a początkiem prawa zaręczania wzajemnego obojga narodów z 20 października 1791 roku, które uspokoiło obawy Litwinów o możliwe wtopienie Wielkiego Księstwa Litewskiego do jednolitego państwa i narodu polskiego. Ta ustawa ustanowił monarcha z identyczną listą tytułów za zgodą panów Rad Senatu, tak duchownych, jako i świeckich oraz posłów żeńskich Korony Polskiej i Wielkiego Księstwa Litewskiego. Nie ma natomiast dowodów, że ówcześnie rozumiano ten wyraz jako przywrócenia imperatywnych mandatów poprzednio udzielanych posłom rzymskim. Quod erad demonstrandum. Możemy robić głosowanie. Prosta teza jest dobrze udokumentowana. Konstytucja 3 Maja zastąpiła zasadę delegacji zasadą reprezentacji, dopiero na sejmie kształtowała wola suwerennego narodu. Nie ma przekonujących powodów, aby ustąpić, odstąpić od ortodoksji wyrażonej przez Adama Lipińskiego. Cytuję z 3-go maja 1791 roku mandat poselski zmieniono z imperatywnego na wolny, a poseł stał się reprezentantem całego narodu. Co więcej, reforma została inspirowana wzorem angielskim. Stwierdziwszy to wszystko nie wyczerpaliśmy tematu. Podobnie jak nie wyczerpuje go przekonanie Władysława Konopczyńskiego, że członkowie angielskiego parlamentu reprezentowali z całą wspólnotą Anglii już od XIV wieku. W praktyce zarówno Wielkiej Brytanii, jak i Rzeczypospolitej dawania instrukcji posłom przez wyborców było częścią bardziej złożonych zjawisk niż powyższe kontrasty u Kicińskiego i Jeżewskiego.
Przyjrzyjmy się najpierw sytuacji w Anglii. Część 2. Parlament jest decyzyjnym zgromadzeniem jednego narodu. Edmund Beck strofował swoich wyborców w mieście Bristol, kiedy próbowali go instruować przy okazji jego wyboru do parlamentu w 1774 roku. Jego przemówienie po zakończeniu głosowania uchodzi za standardowe wyrażenie doktryny, że członkowie parlamentu reprezentują cały naród i zatem nie mogą być poddawani woli ich bezpośrednich wyborców. Niemniej sam fakt, że poczuł się zobligowany wytłumaczyć swoim wyborcom, dlaczego odrzucał autorytatywne instrukcje, wydane mandaty, które członek ma obowiązek ślepo i bezgranicznie przestrzegać i według nich głosować i przekonywać, wskazuje, że kwestia delegacji albo reprezentacji pozostała sporna w osiemnastowiecznej Anglii. Instrukcje dane członkom parlamentu mają długą, nierówną historię z przełomu XVI i XVII wieku. Zachowały się ślady zorganizowanego lobbowania przez grupy interesów oraz sporadycznego wydawania instrukcji wybranym przedstawicielom w ramach kampanii publicznych. Starano się uzyskać handlowe lub fiskalne przywileje i nawet reformować Kościół anglikański. Instrukcje mogły układać i wydawać zarówno elektoraty okręgów municypalnych broughs, jak i hrabstw counties. Warto pokrótce wyjaśnić system wyborczy sprzed reformy 1832 roku. 40 angielskich, 12 walijskich i 30 szkockich hrabstw łącznie wybierało 122 członków parlamentu.
Hrabstwa angielskie i walijskie miały względnie szerokie i liczne elektoraty, ponieważ posiadanie nieruchomości wartych 40 szelągów, czyli 2 funtów rocznie, uprawniało mężczyzn do głosowania, zatem ich przedstawiciele cieszyli się większym prestiżem. Większość członków natomiast wybrała okręgi municypalne: 203 angielskie, 12 walijskie i 15 szkockich. Łącznie wybory wybierała 432 członków. I elektora były różnorodne od licznych i otwartych, co charakteryzowało większe miasta takie jak Bristol, do zamkniętych i sprzedajnych jak podupadłych miasteczkach pogardliwie zwanych zgniłymi okręgami rotten boroughs. Dwa uniwersytety, a tu zdradzam, że zwykle kibicuje Oxford. Wybierały czterech członków. Łącznie było 558 członków parlamentu. Na licznie uczęszczanym zebraniu lub elekcji na poziomie hrabstwa Konsens wśród głównych Rzymian zwykle wystarczyło, aby rozwiązać spory, biorąc pod uwagę ich wpływ pośród pomniejszych posiadaczy i dzierżawców oraz jawnego trybu głosowania. Antoniego Mączaka pojęcia nierównej przyjaźni znakomicie nadaje się do analizy takich układów. Pomaga rozumieć dlaczego doradzała wszystkim, aby uzyskać w miarę szerokie poparcie decyzji podjętych przez węższe grupy. Zebranie miejskie lub elekcja w ludnym okręgu municypalnym, takie jak Bristol, mogło także wiązać się z partycypacją ludzi spoza listy wyborców.
Jakkolwiek hierarchiczne pozostała angielskie społeczeństwo w dobie nowożytnej, cały czas toczyły się swego rodzaju negocjacje między interesami oligarchii ziemskich lub miejskich a interesami szerszych warstw ludności. Jest to już klisza historiograficzna, która odnosi się zarówno do samorządów miast hrabstw, jak i do centralnych instytucji państwa. A jak państwo widzą, doskonale pojął tę relacja William Hogan. Wiele instrukcji dotyczyło poszczególnych interesów gospodarczych, ale one mnożyły się w czasie kryzysów politycznych. Lata 1681, 1701 i 1715 przyniosły wybory powszechne, od których zależały sukcesje do tronu w Anglii, Szkocji i Irlandii. Kampanie publiczne lat 1733 i 1753 poprzedzały lata wyborcze, co żywo obchodziło parlamentarzystów, zabiegając o ponowną elekcję. Ministerstwom nie udało się forsować wówczas kontrowersyjnych projektów. O akcyzie i naturalizacji Żydów. Znanych jest 59 instrukcji danych członkom parlamentu, aby głosowali przeciwko projektowi ustawy o akcyzie 13. Oraz 15 przeciwko tak zwanemu projektowi żydowskiemu. W 1739 roku liczne instrukcje, odezwy przyczyniły się do przemożnego nacisku na ministerstwo, aby wypowiedzieć wojnę Hiszpanii. Fale instrukcji potępiła utrata wyspy Minorki Hiszpanii w 1756 roku, co także przyczyniło się do zmiany ministrów, choć odezwy gratulacyjne powitały późniejsze triumfy wojenne.
Instrukcje wydawane parlamentarzystom w 1769 roku broniły prawa dziennikarza Johna Wilkes'a, uwięzionego za wywrotowe zniesławienie, aby zajął swoje miejsce jako wybrany członek parlamentu. Kolejna fala instrukcji nastąpiła po przegranej wojnie o niepodległość amerykańską i towarzyszyła wyborom 1784 roku. Cofamy się do mapy wyników tych wyborów. Wtedy popierany przez króla Jerzego III premier William Pitt młodszy, pokonał koalicję pod przewodem Charlesa Jamesa Foxa i Lorda Nota, których monarcha dymisjonował z urzędu w kontrowersyjny sposób. Rozpoczęty wówczas ruch na rzecz reform systemu wyborczego nareszcie wygrał w 1832 roku, ale nie bez wpływu wyborów lat 1830 i 1831, kiedy wielu kandydatów obiecało wyborcom poprzeć reformę. Wydawanie przez wyborców instrukcji łączyło się ze wzrastającym wpływem opinii publicznej i nawet popularności w systemie politycznym. Instrukcje drukowano w gazetach, w Londynie i na prowincji. W chwilach kryzysowych także je zbierano i opublikowano w osobnych tomach. Widać tutaj tytuł jednego tomu z roku 1756 The voice of the people a collection of address to his majesty and instructions the members of a parlament, by their constituency, czyli głos ludu, zbiór odezw do Jego Królewskiej Mości i instrukcji członkom parlamentu, ich wyborców.
Wkrótce potem upadła administracja księcia Newcastle. Lojalne odezwy do króla dawało szerszym warstwom ludu lub publiczności na przedstawienie postulatów elicie politycznej. Jednak to petycja do parlamentu prześcigała wszelkie inne formy oddolnej komunikacji. Od połowy XVII wieku petycja nie rozbierano i drukowano, aby zwiększyć ich rozgłos i skuteczność. Podczas pierwszego osiemdziesięciolecia XVIII wieku, coroczna liczba petycji, nie włączając tych na prywatne ustawodawstwo, wahała się od kilkudziesięciu do kilkuset. Często złożone przez lobbystów handlowych bardziej podkreślał zasadność i publiczną pożyteczną sprawę oraz interesy, zawody, doświadczenie i wiedzę o petentów niż ich liczba. Jednak wśród petentów bywały kobiety i także ubogie osoby niepiśmienne. Były zatem bardziej otwartymi środkami nacisku niż instrukcja. Petycje szczególnie licznie odnosiły się do ogrodzenia gruntów, ulepszeń dróg i budowy kanałów. Liczba osób podpisujących, rzadziej oznaczające, petycje rosła od lat 80. XVIII wieku, sięgała nieraz dziesiątki tysięcy ludzi. Podobnie zwiększyła się proporcja petycji dotyczących spraw politycznych lub ustrojowych. Jak tutaj osiągnąłeś szczyt? Za sprawą ruchu artystów w latach 30. i 40. XVIII, XIX wieku. Masowe petycje podpisane przez ponad milion ludzi.
Kontrowersje wokół instrukcji, odezwy, petycji oraz powolnie ustąpionym postulatom wolnego sprawozdania w prasie obrad parlamentu wiązały się z szerszym roszczeniem króla w parlamencie, a zwłaszcza ich gmin, aby władać suwerennością na rzecz całej wspólnoty narodowej. Parlament miał nie ulegać dyktatowi ani wyborców w poszczególnych okręgach, ani opinii publicznej wśród elity parlamentarnej. XVII-wieczna wojna domowa i interregnum pozostawiły głęboki niepokój o społeczne i polityczne przewroty. Kwestia instrukcji stanęła na ostrzu w 1701 roku, kiedy petycja z hrabstwa Kent domagała się wypowiedzenia wojny Francji. Izba Gmin zarządziła areszt pięciu spośród około trzystu podpisujących posiadaczy za wywrotową działalność. To władcze postępowanie wywołało polemiki. Niektórzy pisarze twierdzili, że wyborcy mieli nadrzędne prawa nad członkami parlamentu, Niekiedy nawet pisano o prawach ludu. Przeciwnicy utrzymywali, że wyborcy oddali władzę wybranym przedstawicielom. Dwa wybory powszechne tego roku, ostro kontestowane między Wigami a Torrisami, przyniosły wiele instrukcji, zarówno z municypalnych okręgów, jak i hrabstw. 17 instrukcji zbierano i wydano w Londynie w 1701 roku jako The Electors' Right Asserted, czyli prawo wyborców stwierdzone. Te dokumenty odrzuciły pogląd, że członkowie parlamentu byli cytuję "pozostawienie absolutnej swobodzie własnej woli, aby mogli działać bez kontroli".
Przeciwnie, instruowanie delegatów, cytuję, było cytuję "dawnym obyczajem, ciągle użytkowanym i niewątpliwym prawem wolnych posiadaczy". Wyborcy z miasta Bristol nie wątpili, że "mamy prawo kierować naszych przedstawicieli" natomiast wśród celnych ripost znalazł się ten argument "Interes Anglii jest sprawą złożoną i nie można o nim wydać solidnych sądów, nie mając należytego względu dla każdej części wyspy. Czego nie można oczekiwać od lepszego miejsca niż Izba Gmin, gdzie są przedstawiciele z każdego zakątka". Również wskazano, że instrukcje, odezwy i petycje często zawierały sprzeczne treści. Niezawisłość członków parlamentu od woli ich wyborców była maksymą bronioną wytrwale. Od lat osiemdziesiątych XVIII wieku stała się również częścią wolnej obrony, niepisanej konstytucji brytyjskiej przed tymi, którzy domagali się radykalnej reformy nielogicznego i niespójnego systemu wyborczego. Taka reforma obejmowałaby zarówno rozkład mandatów, jak i uprawnienie do głosowania, szczególnie po tym, jak rewolucja francuska przechodziła paranoję i terror. Obrońcy brytyjskiego porządku ustrojowego odrzucali doktrynę suwerenności ludu. Utrzymywali, że wolność i własność najlepiej chroniły Praworządność i suwerenność parlamentu w ramach zrównoważonej konstytucji byłoby niebezpieczne, gdyby każdy dorosły człowiek, jakkolwiek nieświadomie niewykształcony, głosował wyrównanym okręgu wyborczym.
Zwłaszcza gdyby robił to tajnie. Konserwatyści byli zdania, że wszystkie istotne interesy handlowe i społeczne w kraju miały swoją reprezentację w ekspertyzie i doświadczeniu gromadzonych w parlamencie. Na przykład żadna szkoda nie działa się interesom Manchesteru z faktu, że to miasto nie było municypalnym okręgiem wyborczym. W Izbie Gmin siedzieli nie tylko zamożni ziemianie, lecz także kupcy, bankierzy, fabrykanci, prawnicy, oficerowie wojska i marynarki królewskiej oraz przedstawiciele innych uczonych zawodów. Co więcej, członkowie wybrany przez zgniłe okręgi byli najbardziej zdolnymi, kompetentnymi, pracowitymi parlamentarzystami. Ponieważ byli wybrani pod tymi kątami przez ambitnych właścicieli owych miasteczek, którzy chcieli wykazać się duchem publicznym, obrona status quo była, owszem, stronnicza i interesowna, ale opierała się na pragmatycznej logice i dowodach empirycznych. Nawet wtedy, gdy pod rosnącą presją opinii publicznej nadeszła reforma wyborcza w 1832 roku, jej głównym skutkiem było dalsze wzmocnienie roli parlamentu w sprawach kraju. Czołowi historycy osiemnastowiecznej Anglii podkreślają, że parlament był chłonnym i elastycznym ciałem ustawodawczym, który zajmował się nadzwyczajną różnorodnością spraw i przyjął na siebie ciężar zadziwiającej ilości pracy. Gdyby było inaczej, lokalnie rządzone społeczeństwo, które zazdrośnie strzegło swoich starodawnych wolności, nie dostałoby ogromnych sum pieniędzy pochodzących z pożyczek na niskim procencie gwarantowanych przez podatki uchwalone przez parlament, które podtrzymywały triumfy brytyjskiego państwa fiskalno-wojskowego.
W praktyce członkowie parlamentu działali jako reprezentanci nie tylko wyborców poszczególnych wspólnot, choćby wspólnot, posiadaczy. Sam Edmund Burke przedstawiał i bronił interesy swoich wyborców. Przynajmniej raz zmienił swoje zamierzone głosowania, aby im dogodzić. Jednak stawiał pryncypialny opór przed poddaniem się woli zorganizowanej grupy wyborców. No, takie były szersze i dłuższe tło słynnego przemówienia Burke'a. W listopadzie 1774 roku w brystolu Burke odpowiedział na postawę wybranego raz ze sobą przedstawiciela, który nie tylko przyjął instrukcje, lecz i zachęcał do niej przemawiając do tłumu na końcu głosowania. Burke najpierw podkreślił, co reprezentant winien swoim wyborcom, cytuję "ma obowiązek poświęcić swój własny spokój, przyjemności i satysfakcję. I nade wszystko, zawsze i w każdym przypadku preferowanie ich interesu od swojego. Jednak nie powinien im ustępować swojego bezstronniczego zdania swojego dojrzały osądu, swoje oświeconego sumienia, ponieważ sprawy rządu i prawodawstwa podlegają rozumowi i sądowi, a nie woli". Doszedł do sedna sprawy. Cytuję "autorytatywne instrukcje, wydane mandaty, które członek parlamentu ma obowiązek ślepo i bezgranicznie przestrzegać i według nich głosować i przekonywać, choć brew najjaśniejszemu sądowi i sumieniu.
Są to rzeczy wcale nieznane praw całego kraju, które wynikają z fundamentalnego błędu całego porządku i treści naszej konstytucji. Parlament nie jest kongresem ambasadorów różnych i wrogich interesów. Które interesy każdy członek musi utrzymać jako pośrednik i adwokat przeciw innym pośrednikom i adwokatom, lecz parlament jest decyzyjnym zgromadzeniem jednego narodu z jednym interesem, interesem całości, gdzie nie miejscowe cele, nie miejscowe uprzedzenia powinny kierować, lecz dobro powszechne, wynikające z ogólnego rozumu całości. Zaiste wybieracie członka, ale kiedy już wybierzecie, nie jest członkiem dla Bristolu, lecz członkiem parlamentu". Jest znamienne, że Burke wyłożył tę doktrynę, ogłosiwszy najpierw swój szacunek dla poglądów i interesów swoich wyborców. Jest równie znaczące, że potem usiłował przekonać swoich słuchaczy, że zrównoważona konstytucja brytyjska dobrze służyła interesom ich miasta handlowego, podobnie jak służyła interesom narodu i imperium, które było częścią. Cytuję dalej "jesteśmy już członkami bogatego miasta handlowego. Jednak to miasto jest tylko częścią bogatego narodu komercyjnego, którego interesy są różnorodne, wielopostaciowe i złożone. Jesteśmy członkami dla tego wielkiego narodu, który sam jest tylko częścią wielkiego imperium rozszerzonego, dzięki naszej cnocie i naszemu szczęściu, ku najdalszym krańcom Wschodu i Zachodu.
Trzeba wszystkie te rozległe interesy rozważyć, porównać i w miarę możności pogodzić. Jesteśmy członkami dla wolnego kraju i na pewno wszyscy wiemy, że machina wolnej konstytucji nie jest rzeczą prostą, lecz równie złożoną i delikatną, jak i cenną". Koniec cytatu. Burke owijał stanowczą treść w miękkie szaty. Ponieważ wyborcy dość często sprzeciwiali się doktrynie, że członkowie parlamentu reprezentowali cały naród i obradowali na rzecz dobra powszechnego. Doktryna ta nie przetrwałaby, gdyby parlament nie uwzględniał szerszych interesów w narodzie. Dodajmy, że wyborcy w Bristolu nie wybrali Becka do parlamentu w następnych wyborach. Odbytych w 1780 roku. Musiał wrócić do parlamentu z mniejszego okręgu municypalnego Morton, korzystając z wpływów czwartego hrabiego Fitzwilliama.
Część trzecia i ostatnia. Porównania i wnioski. W porównaniu z sytuacją Rzeczypospolitej układanie i wydawanie instrukcji parlamentarzystom brytyjskim zdarzało się sporadycznie i na słabszych podstawach instytucjonalnych. Jeszcze mniej rozwinięte w Anglii były normy, według których członkowie parlamentu mogli złożyć sprawozdanie swoim wyborcom. Angielskie ciało samorządowe nie było ściśle związane z wyborami parlamentarnymi, choć ci sami ludzie najczęściej uczestniczyli w jednych i drugich zebraniach. Biorąc pod uwagę siedmioletnią kadencję parlamentu w 1716 roku, bezpośredni udział elity parlamentarnej w samorządach lokalnych w Anglii zmniejszył się w ciągu XVIII wieku. Średnio zamożni posiadacze ziemscy miejsce i duchowni przejęli więcej obowiązków, zwłaszcza jako sędziowie pokoju. Jednocześnie lokalnie organizowany pobór podatku ziemskiego tracił na ważności na rzecz akcyzy i innych podatków pośrednich pobieranych przez centralnie zatrudnionych urzędników skarbowych. Procedury wyborcze nowożytnej Anglii, podobnie jak zebranie wyborców, były zatem znacznie mniej formalizowane aniżeli sejmiki poselskie. W Rzeczpospolitej sejmiki ziemskie były także organami samorządu i tu wiele wykazał pan profesor Michał Zwierzykowski. Od końca XVI wieku sejmiki także wybierały z deputatów do trybunału koronnego i litewskiego oraz różnego rodzaju urzędników i sędziów. Zbierają się kilka razy w roku. Stały się zgromadzeniami najbardziej czynnych obywateli ziem, powiatów i województw. Zajmowało się wieloma sprawami lokalnymi. Sejmiki wraz komisjami, które wyłoniły pozostałe w sporej mierze samorządami, nawet po odebraniu im kompetencji w poborze podatków w 1717 roku. Instytucje i praktyki staropolskiego parlamentaryzmu stopniowo kształtowały się przez XV i XVI wiek. Uporządkowano jeszcze systemu parlamentarnego przystosowanego do Wielkiego Księstwa Litewskiego. W latach 60. XVI wieku, zanim oba systemy połączyły się w wyniku Unii Lubelskiej i wtedy nawet nie do końca. Podczas wiecznych zgromadzeń panów prałatów, rycerzy i przedstawicieli głównych miast, królewskie prośby o podatki i pospolite ruszenie spotkały się z odpowiedzią, że obecni nie mogli decydować w imieniu swoich ziem lub innych wspólnot.
Przy tym, że imię było trudne do odróżnienia od ich bardziej znaczących mieszkańców. W praktyce miejsca i ludzie się pokrywali. Decyzje więc podejmowano, aby referować nierozstrzygnięte kwestie do braci na sejmikach ziemskich. Stąd według znawców problematyki, mamy trochę na sali, powstały pisemne mandaty, czyli instrukcje poselskie. Podobne procesy nastąpiły także w innych stronach chrześcijańskiej Europy. Instrukcje poselskie rozkwitły w pełni na początku XVII wieku. Proces przebiegał nieco później na Litwie, gdzie krąg wpływowych decydentów był węższy. Choć nawet Radziwiłłowie musieli uwzględnić interesy szlachty powiatowej. Zwołując sejmiki, król uniwersałom przedstawiał najważniejsze kwestie, o których miał decydować Sejm. Sejmiki odpowiedziały na propozycje królewskie w swoich instrukcjach poselskich, dodając własne dezyderaty. Dokumenty te układała węższa grupa na końcu sejmików. Może tak jak to przedstawiał Norwid, w nieco karykaturalny sposób, ale różnorodność poruszanych... Norblin, nie Norwid, poruszonych spraw świadczy o otwartości na interesy lokalne. Niektóre sejmiki były bardziej czułe niż inne na kwestie handlu i urodzaju, ale z biegiem czasu większość stała się bardziej obojętna czy nawet wrogo wobec interesów mieszczan i chłopów. Brytyjski ideał wirtualnej reprezentacji całego narodu lub przynajmniej wszystkich posiadaczy mógłby wydawać się kuriozum Rzeczypospolitej, która coraz bardziej była utożsamiana ze wspólnotą szlachecką.
W niektórych sprawach sejmiki nadały swoim posłom sejmowym pełną władzę, plena potestas, zgodnie z prośbami monarchów. Natomiast w innych sprawach ograniczyły ich swobodę, nadając im limitata protestas. Ograniczone mandaty były często imperatywne, zwłaszcza, że posłom wyraźnie zabroniono zgodzić się na podatki lub inne propozycje królewskie, gdyby warunków wpierw nie spełniono. Powtarzające się dysputy wokół podatków sprzyjały sformułowaniu dwóch konkurencyjnych zasad. Pierwsza utrzymywała, że posłów obowiązywały instrukcje, druga, że posłowie reprezentowali całą Rzeczpospolitą i obradowali na rzecz dobra powszechnego. Chociaż Jolanta Choińska-Mika słusznie zastrzegła, że te zasady wzajemnie się nie wykluczały, większość historyków dostrzega ogólną tendencję ku ściślejszemu pojmowaniu mandatów imperatywnych oraz zaprzysiężeniu instrukcji przez posłów. Jednak formuły tych przysiąg zostawiły sporą możliwość interpretacji w praktyce. Posłowie mogli powołać się na milczenie swoich instrukcji w danej sprawie, gdyby nie chcieli zgodzić się na propozycję na forum Sejmu. Mogli też powołać się na ich przysięgę, by bronić wolność i ojczyznę, aby dać pierwszeństwo powszechnemu zamiast partykularnemu dobru. Nie sprawdzono i spisano treści wszystkich instrukcji, więc posłowie mogli je cytować wybiórczo. Sejmiki relacyjne, na których posłowie mieli zdać sprawę z decyzji ostatniego Sejmu, ewentualnie wyjaśnić, dlaczego przekroczyli swoje instrukcje, okazały się słabszym ogniwem staropolskiego parlamentaryzmu, mimo że miały silniejsze podstawy formalne niż zebranie wyborców w Anglii.
Nie zawsze zbierali się posłowie, nie zawsze w nich uczestniczyli. Konsekwencje dla nieposłusznych parlamentarzystów rzadko były gorsze niż ryzyko porażki wyborczej, gdyby ponownie kandydowali z tego samego sejmiku. Analogicznie jak losy Edmunda Burke'a w Bristolu są polsko-litewskie. Instrukcje zostawiły posłom sporo podmiotowości, gdyby chcieli z tej możliwości skorzystać. Od połowy XVII wieku liberum veto osłabiło staropolski parlamentaryzm. Według tradycyjnego poglądu roszczenie sejmików i Sejmu splotły się postępującym rozkładzie państwa. Ostatnio jednak nieco przychylniej spoglądano na sejmiki, które w obliczu wielorakiego kryzysu Rzeczypospolitej okazały się nawet fiskalnymi i wojskowymi jej ostojami. Jednak pogarszająca się trudność w konkludowaniu sejmów wiązała się z niewątpliwym kryzysem. Zaufanie we wspólnocie politycznej, zwłaszcza ze strony zwykłej szlachty ku monarsze i magnatom. Coraz bardziej restrykcyjne, imperatywne instrukcje ułatwiały hamowanie obrad sejmowych. Praktyka blokowania interesów jednej ziemi przez przedstawicieli drugiej nieuchronnie prowadziła do sytuacji patowej. Na przykład przy próbach konsekwencji podatków. Nic dziwnego, że długość instrukcji wzrastała w miarę jak malały szanse na przekształcenie dezyderatów sejmikowych w ustawy sejmowe. Liberum veto tak się rozprzestrzeniło się na sejmiki, zwłaszcza na znaczniejsze zgromadzenie, tak jak sejmik województw wielkopolskich.
W większości instrukcji z połowy XVIII wieku brakuje spójności. Wiele nakazów, zakazów, sarkań i pobożnych życzeń powielanych z instrukcji poprzednich. Choć niektóre postulaty były konstruktywnymi propozycjami na naprawę Rzeczypospolitej nie było żadnej szansy na wprowadzenie ich w życie. W tych samych dziesięcioleciach parlament brytyjski, którego coroczne posiedzenie trwały cztery lub pięć miesięcy, rozszerzył i pogłębił swoją aktywność właśnie w połowie XVIII wieku kontrast skuteczności między brytyjskim a polsko-litewskim parlamentaryzm był największy. Różnica zmniejszyła się, a podczas panowania Stanisława Augusta, które przyniosło wielokrotne pomnożenie prawodawstwa oraz reformy w instytucjach rządowych. Nie byłoby to możliwe bez skonfederowania siedmiu z dwunastu Sejmów stanisławowskich, co umożliwiało głosowania większościowe prowadzone drogą prawodawstwa. Nowe procedury sejmikowe były charakterystyczne dla wieku oświecenia, że pisemny regulamin zastąpił lub choćby potwierdził zwyczaj. Prawo z 1764 roku zakazało posłom zaprzysiężenia instrukcji, choć niewiele wynikło z tego w praktyce. Juryści nadal uważali instrukcje jako wiążące, a konsekwencje nieposłuszeństwa pozostały niegroźnymi. Wiele z obfitego prawodawstwa okresu stanisławowskiego było skutkiem ingerencji Rosji. Dotyczy to szczególnie dorobku Sejmu lat 1767-1768, 1763-1775 i 1793.
Tylko Sejm Czteroletni, liczący 562 posiedzenia można porównać suwerennej pracy ustawodawczej do parlamentu brytyjskiego. Przegląd jego prawie uchwał pokazuje, jak wiele spraw lokalnych rozstrzygnięto podczas mniej burzliwych sesji. Jedną z najbardziej udanych reform było ustanowienie komisji porządkowych cywilno-wojskowych. Przejęły dużą część zadań samorządowych, sejmików i komisji, które stały się przede wszystkim zgromadzeniami wyborczymi. Sejm Wielki także przepuścił przez próg życia politycznego mieszczan z otwartą perspektywą rozwojową na przyszłość. Podczas polskiej rewolucji proces emancypacji średniozamożnej szlachty od kurateli magnatów również osiągnął kulminację. W demagogie anty magnackie celował Kiciński. Zwolennicy reformy uchwalonej 24 marca 1791 roku wywołali drastyczne ceny, manipulowanie i upijanie najuboższej braci szlacheckiej przez najbogatszych. Średnio zamożni obywateli uważali się za kręgosłup Rzeczypospolitej. Zmiana zasady delegacji na reprezentację w polskim parlamentaryzmie, dokonana 3 maja 1791 roku, była zatem częścią szerszych przemian społecznych i politycznych. Nie ograniczyła się do ustanowienia stałej konstytucji rządowej, jak to wyraził Jezierski. W kryzysowym stuleciu od połowy XVII do połowy XVIII wieku zasada delegacji utwardziła się oraz zawężeniem przepustowości w legislacyjnych arteriach Rzeczypospolitej. Potem, w obliczu pogarszającego się kryzysu suwerenności państwa za Stanisława Augusta, niektórzy pisarze i politycy postulowali zaostrzenie imperatywnego charakteru mandatu poselskiego. Zwrot w tej sprawie nastąpił dość szybko, choć można było wyczuć w dyskursie sejmowym aniżeli publicystycznym wpływ wzoru angielskiego na polskie rozstrzygnięcie spornej kwestii mandatu poselskiego był bezpośredni i oczywisty. Natomiast brytyjskie przykłady działały szerzej na szybko reformującą się Rzeczpospolitą lat 1791-1792. Dotyczyły relacji między centralnymi władzami ustawodawczą i wykonawczą a lokalnymi społecznościami, aby skuteczniej i sprawniej reprezentować różnorodne interesy. Polsko litewskie rozwiązanie było o wiele precyzyjniej regulowane w prawodawstwie, aniżeli raczej zwyczajowe praktyki angielskie. Miały jednak ułatwiać podobnej ewolucji w polityce i społeczeństwie, wskutek czego o własność różnego rodzaju miała bardziej się liczyć niż urodzenia. Trudno powiedzieć, na ile Edmund Burke też dostrzegał polskiej reformie. Kiedy latem 1791 roku wychwalał Polaków za to, że ich dzieło zawiera w sobie nasiona coraz dalszego ulepszania, porządnym wznoszeniu się na tych samych zasadach, które naszą stałą brytyjską konstytucję czynią tak wyborną. Według tłumaczenia Niemcewicza chodziło mu przede wszystkim o deprecjonowanie rewolucyjnej Francji. Dwa lata później, kiedy Wielka Brytania już wojowała z Francją, Burke podczas debaty w parlamencie odmówił potępienia Rosji i Prus, ponieważ jak twierdził w odniesieniu do nas Polska może być faktycznie uważana jako kraj leżący na Księżycu.
I tym niezbyt optymistycznym akcentem kończę. Dziękuję państwu za uwagę.
- Dziękujemy bardzo. No, kończyło się tak niezbyt optymistycznie. Mam tutaj masę różnych przemyśleń, a myślę, że Państwo również. Powiem tak, że można byłoby z tego porównania wysnuć taki wniosek, że wyższość angielskiego parlamentaryzmu polegała na tym, że w gruncie rzeczy ci posłowie byli wybierani raz na siedem lat, co potem Amerykanie nazywali Old Coruption i w związku z tym stawali się tacy potem zupełnie niezależni. Ale jednak istniał jakiś sposób oddziaływania na nich, to znaczy przez ten ruch petycji. Co jeszcze myślę? Do tego wrócimy w czasie debaty. A więc jednak to nie jest tak, że posłowie, którzy są wybierani raz na siedem lat czy raz na kadencję, wszystko jedno, ile ona trwa, oni powinni myśleć w kategoriach ogólnopaństwowych, państwa jako całości. Natomiast mamy na nich również jakiś wpływ. I to myślę sobie tutaj przede wszystkim dla słuchaczy z Facebooka. A jest jakimś jakąś wskazówką co do tego, że mamy jakiś wpływ. To nie jest tak, że nie mamy i mówię to w roku licznych różnych wyborów przeszłych, przyszłych i bardziej oddalonych. To tyle, jeśli chodzi o Facebooka. A teraz otwieram debatę. Proszę państwa.
- Ja chciałam przede wszystkim bardzo, bardzo podziękować za ten wykład. To rzeczywiście było dla mnie fascynujące, bo to w jakiś sposób też uzupełnia moje własne przemyślenia dotyczące funkcjonowania angielskiego jeszcze parlamentu w XVII i XVIII wieku. I chciałabym w związku z tym dopytać się o kilka rzeczy, bo była mowa, mnie się wydaje o takiej kluczowej różnicy, z której sobie czasami nie zdajemy sprawy, a która chyba miała istotne znaczenie, gdy potem przystępujemy do tych badań komparatystycznych. Pierwsza rzecz to jest taka, że w istocie parlamentarzysta brytyjski, jadąc na obrady parlamentu on nie miał pojęcia, z jakim programem wystąpi monarcha. Nie było czegoś takiego jak u nas, co było przypomniane, że jest jakaś regulacja na sejmiki czy coś takiego, bo te ciała wyborcze miały się zająć tylko i wyłącznie wyborami. Więc jeśli ci wyborcy ułożyli jakiekolwiek instrukcje petita czy jak zwał tak zwał. To oni to robili w istocie nieformalnie, licząc na to, że ten ich poseł, ten ich przedstawiciel będzie na tyle silny, że skutecznie lobbuje za tymi postulatami.
O ile oczywiście spiker sterowany jakoś przez Privy Council dopuści tę kwestię do porządku obrad. Bo tak naprawdę o porządku obrad decydował speaker Privy Council. Więc to jest pierwsza taka zasadnicza rzecz. Druga zasadnicza rzecz, która zwłaszcza chyba i mam takie podejrzenia, wybrzmiewa w kontekście aresztowania tych autorów petycji o wypowiedzenie wojny Francji. Ja nie wiem, od którego momentu to się tak stało, że parlament mógł się wypowiadać w sprawach polityki zagranicznej, bo za stewardów jeszcze nie mógł. Polityka zagraniczna była uważana za prerogatywy monarchy i jak się usiłowało, widać takie wyraźne zmiany po wojnie domowej. Ale to nie jest jeszcze jakaś taka oczywista kwestia, że parlament może cokolwiek mówić w sprawie wojny, pokoju i tak dalej. I kolejna rzecz, która wydaje mi się, że taką też stawia, właśnie pokazuje te różnice między naszymi parlamentami. To jest sposób podejmowania decyzji, bo choć pozornie składa się parlament angielski, tak samo z tych trzech komponentów jak polsko-litewski parlament, czyli jest monarcha, Izba Lordów, izba Gmin, to u nas jednak ustawy powstają na samym końcu, w procesie konkludowania i jakiegoś docierania tu stanowisk w największym skrócie.
Natomiast jednak w Anglii cały czas podejmowane... To funkcjonuje inaczej. Każda rzecz przechodzi osobno, przez każdą izbę jest konkludowana. Na etapie Izby Gmin konkludowana, na etapie Izby Lordów w dowolnym porządku. I na końcu jest sankcja królewska. I o ile u nas, w naszym parlamencie to liberum veto mogło zadecydować o tym, co przejdzie, a co nie przejdzie, o tyle tam decydował monarcha, prawda? Bo to, co zdołało się uchwalić, to ten. Więc mnie się wydaje, że to są takie kluczowe, a bardzo istotne, takie powiedziałabym, kwestie, które czynią te porównania bardzo ważnymi, ale też pokazują w istocie wagę XVIII wieku zarówno tego, co mówił prelegent, to znaczy w naszym wypadku rolę Sejmu Czteroletniego. A wydaje mi się, że w Anglii od momentu wprowadzenia kadencyjności to od 1716, wydaje mi się jest taka większa ewolucja parlamentu w stronę właśnie większej podmiotowości. I czy to tak rzeczywiście jest, że gdzieś tam po tym 1716 za Hanowerczyków rzeczywiście ten parlament staje się coraz bardziej takim suwerennym i wpływającym na politykę państwa bytem.
- Dalsze protesty, pytania.
- To może ja zadam głupie pytanie. Bo ja oczywiście nie mam pojęcia o Wielkiej Brytanii. Natomiast tutaj padło na początku takie stwierdzenie, że parlament Zjednoczonego Królestwa po Unii ze Szkocją i Irlandią powstał w sposób, do którego by nie dopuściła Litwa w Rzeczypospolitej. No ale Litwa swój Sejm straciła w sposób dość brutalny. Senatorzy, urzędnicy mający swoich odpowiedników koronnych, weszli natomiast kniaziowi, jacyś olelkowicze, słuccy i tak dalej przez 30 lat, czyli do wymarcia rodu wojowali o to, żeby się dostać, ale nie zostali dopuszczeni. Litwa rzeczywiście zachowała jakieś swoje prowincjonalne alternaty, laski i proporcje tam w rozmaitych deputacjach i tak dalej. Czy... To ja mam pytanie? Rozumiem, że w parlamencie Zjednoczonego Królestwa nie było tam jakichś takich partykularnych proporcji dla Anglii, Szkocji i Irlandii? Czy... To jest moje pierwsze pytanie, a druga kwestia od kiedy my mamy scentralizowany aparat skarbowy w Wielkiej Brytanii? Dlatego że... Słucham? Nie, nie, nie, nie. Problem jest troszkę taki - nie powstało coś takiego jak sejmiki relacyjne, dlatego, że u nas w Rzeczypospolitej to aparat skarbowy był sejmikowy i na sejmiku się zastanawiano, jak nazwać te rozmaite podatki, żeby wpływy były mniej więcej jednolite. Jest taki klasyk. Ja nie wiem, czy on jeszcze żyje, Zwierzykowski. On to dokładnie opisał, prawda? Natomiast w Wielkiej Brytanii był scentralizowany aparat skarbowy i tu nie było tego problemu. I wreszcie sprawa ostatnia. Wspomniano tutaj Adama Lityńskiego i jego, że tak powiem, i zgodzono się z jego poglądem, że mandat imperatywny został przez ten reprezentacyjny zastąpiony. To jest wszystko prawda. Tylko czy my tutaj nie uprawiamy troszeczkę, jak nazwał to Józef Stalin, jurydyczewskiego kretynizmu? Bo my właściwie nie znamy praktyki, prawda? Raptem ta praktyka trwała rok, po czym nas Katarzyna wyzwoliła z tej niewoli, zafundowanej przez Konstytucję 3 Maja. I może byłoby tak jak z Burkiem w Bristolu, prawda? Także nie wiem. No po prostu nie znamy praktyki. I to jest ten problem. O, on żyje, przywołany klasyk.
- Bardzo dziękuję. I od razu zacznę od tego, co pan profesor Zakrzewski poruszył, a mianowicie ja myślę, że bym się trochę przychylał do zdania profesora Lityńskiego. Popieram głos, że nie wiemy jak to by było i wiem, że mogłoby być wcale rozmaicie z tym postanowieniem Konstytucji 3 Maja w kwestii tych mandatów, bo my moglibyśmy się przerzucać cytatami i z XVI i XVII wieku srogich praw, które były pisane na sejmach. Moglibyśmy dobrać cytaty, które mówiły różne rzeczy, które potem się okazywało w praktyce, że nie funkcjonowały. Moglibyśmy dobierać cytaty z tych owych instrukcji sejmikowych, o których tu dzisiaj była mowa, i jedną, i drugą tezę popierać i one byłyby bardzo długie, to książki by mogły powstać. Tak samo jak o tych instrukcjach poselskich. My takie je demonizujemy, że one były takie imperatywne, ale jakbyśmy te listy tych ukaranych posłów, co im groziło, jakbyśmy śledzili rzeczywiście przebieg realizacji tychże instrukcji srogi, nawet zaprzysięganych, to by się okazało, że to w większości to było dęte i nie miało żadnego znaczenia, jeżeli były inne okoliczności, które o czymś tam mogły zdecydować.
Więc tutaj jakby bardzo mi się podoba i bardzo za to dziękuję. Pokazanie tych przykładów brytyjskich rozmaitych, które też pokazują, że te niuanse nieraz były i momenty, które powodowały, że mniej więcej to samo rozeszło się w różnych kierunkach. Tu jest kwestia petycji, która została też poruszona, bardzo interesująca. One kierowane były do parlamentu, do posłów, do władz centralnych, podczas gdy w Rzeczypospolitej przez cały długi czas to kilkadziesiąt lat te petycje były kierowane nie do posłów sejmowych czy do Sejmu, tylko do sejmików, ponieważ one lokalnie dysponowały władzą, one miały pieniądze, one mogły różne rzeczy zrobić, podczas gdy posłów nic nie pisano, posłowie dostawali instrukcje, ale praktyki korespondowania z nimi wielkiej nie było. Czasami dodatkowe instrukcje uchwalano, ale to są raczej wyjątki, czyli raczej załatwiano to na poziomie lokalnym. W XVIII wieku zaczęło się to zmieniać, a w szczególności w czasach stanisławowskich, kiedy musimy o tym pamiętać, że to jest proces długiego trwania, czyli sejmiki były przez dziesięciolecia pozbawiane całej masy kompetencji. Faktycznie przez nieużywanie kompetencji te sejmiki relacyjne, o których się mówimy, ciągle o nich mówimy tak podręcznikowo, że one były i cały czas się odbywały.
Nieprawda. One przestały funkcjonować w czasach Augusta III, praktycznie w ogóle ich nie zwoływano, nie odbywały się wcale. Za Stanisława Augusta, ale król miał prawo zwoływać po zerwanym Sejmie, co wcześniej czyniono wielokrotnie. Potem uznano, że to jest niepotrzebne. I to rzeczywiście się nie odbywało. W czasach stanisławowskich domagano się przywrócenia tej instytucji, ale jednocześnie zaszła poważna zmiana. Sejmiki przestały być tym, czym były wcześniej, bo zabrano im w 1766 roku pieniądze ostatnie. One po prostu mogły sobie dużo uchwalać, natomiast nie mogły niczego, ponieważ nie miały władzy finansowej. W większości budżet został przeniesiony do skarbu centralnego. No i oczywiście kwestia tego postanowienia czy byłby to ten mandat rzeczywiście wolny, czy taki imperatywny. Tutaj to, co udowadniał mój uczeń Grzegorz Glabisz w swojej książce o sejmikach, o reformach sejmików badanych z perspektywy jednego dużego sejmiku wielkopolskiego, to oczywiście też nie jest dowód, bo w Rzeczypospolitej było rozwiązań całkiem wiele i nie wszystko, co w Wielkopolsce się działo, to się musiało dziać gdzie indziej. Ale on pokazuje jedno. W czasach stanisławowskich oni się mogli z wieloma rzeczami nie zgadzać, ale jeżeli coś stało się prawem na Sejmie, to oni zaczęli to bardzo skrupulatnie realizować. To jest rzecz, pewna zmiana. Oni się bardzo pilnowali. Jeżeli jakaś procedura już na Sejmie stanęła, to oni według niej dokładnie procedowali i starali się rzeczywiście uchwalać, wybierać posłów, wybierać tam podpisy, zbierać. Czyli takie przymuszenie do legalizmu. Trochę myślę to po dziesięcioleciach funkcjonowania tego systemu w czasach stanisławowskich, w końcówce, kiedy Sejm Wielki obradował, też znamionował pewną zmianę, że rzeczywiście być może te postanowienia konstytucji funkcjonowały nieco inaczej niż jeszcze sto lat wcześniej. Takie srogie, że postanowione i że wiemy, że mogą pójść tak, tak, a jeszcze inaczej. Także ten przykład brytyjski, pokazany w ten sposób właśnie, jak pan profesor Butterwick, nam to dzisiaj pokazał, naprawdę daje bardzo wiele pola do przemyśleń nad tym, nad oceną tego, co się w Rzeczpospolitej działo, nad rozumieniem procesów, które się dokonywały w XVIII wieku w dość długim okresie. I oczywiście wiadomo, że to podsumowanie ono było bardzo realistyczne, aż do bólu. Rzeczywiście realizm jakby zamknął dyskusję nad Rzeczpospolitą, likwidując to państwo.
Ale to, co pan profesor w swojej książce pokazał, że wcale nierzeczywiste zmiany procesów, które się dokonywały w tym państwie, bo one nas prowadziły ku czemuś innemu. Tylko realny balans sił niestety spowodował, że ktoś powiedział sprawdzam. Jak sprawdzono, Rzeczpospolita nie była gotowa do obrony. Ale bardzo dziękuję za dzisiejszy referat. Dziękuję.
- Dziękuję bardzo. Ja tylko ad vocem. Mianowicie pomyślałem sobie, że jeżeli Sejm nie jest kadencyjny, a jest tylko na 6 tygodni, to właściwie nie ma sensu dla takich posłów, co to będą 6 tygodni, albo nie będą, bo byli tacy, co w ogóle nie jeździli, to właściwie szkoda papieru i atramentu do nich pisać. Może już lepiej do sejmiku, chociaż to jest trochę jak jak na Berdyczów.
- Przepraszam, ja się muszę nie zgodzić. Nie... Słuchaj, nie można tak tłumaczyć Michale. Przepraszam. Dlatego, że jeżeli poseł ma blisko do okręgu i to znaczy zwykły obywatel ma blisko do swojego posła, do swojego okręgu, to po co on ma pisać, jak on przyjedzie na sejmik i mu to wszystko powie? Jeszcze razem pójdą do karczmy, wypiją i tak dalej, to wiesz, takie korespondowanie i tak dalej. To jest w sytuacji, kiedy nie masz bezpośredniego kontaktu. Zresztą mnie się wydaje, że to trzeba by... Ja nie znam tych badań dla XVIII wieku, ale dla XVI i XVII są od tych lobby grupach. Mnie się wydaje, że co się dzieje w przypadku Wielkiej Brytanii, to, o czym zacząłeś mówić, to znaczy w wyniku kadencyjności, bo przecież przedtem parlament się zwoływał, potrafiła w istocie kadencja trwać nawet jak osiem lat, tylko był przerywany, przerywany wtedy, kiedy monarcha chce i kiedy mu nie pasuje i potem wracał, prawda? Ale biorąc pod uwagę to, co się zaczęło jeszcze w XVI i XVII wieku, czyli ta inwazja gentry na wszystkie stanowiska parlamentarne, my potem mamy raczej, chciałabym, żebyś Ryszardzie o tym powiedział czy czasem nie następuje zjawisko alienowania się od odrębnej grupy społecznej, trochę właśnie zawodowych parlamentarzystów, co to jak nie może z Bristolu się dostać normalnie to idzie do innego, z innego mniejszego okręgu, gdzie dzięki protekcji albo jakimś lobbystycznym tym otrzyma ten mandat. No więc właśnie mnie się wydaje, że to jest ten. Natomiast tam jest to bardziej wyraźne, dlatego że tam, jak też patrzysz na wykształcenie parlamentarzystów, na to, jakie oni kończą te kancelarie, jakie szkoły, tam widać wyraźnie dzięki tej wielkiej edycji, spisu parlamentarzystów, izby gmin, które są zrobione, prawda? To widać dokładnie każdego posła, wytwarza się taka grupa i to jest też model robienia jednak kariery, zwłaszcza dla młodszych synów. Potem dojdą do tego jeszcze kolonie, prawda? Jako kolejny wybór możesz jechać być urzędnikiem kolonialnym. Natomiast mnie się wydaje, że ten brak naszych, tej korespondencji. Poza tym u nas nie pisano do posła, tylko jak patrzysz na instrukcję, to ona jest do tego co najwyżej do Sejmu albo do króla, żeby, te petita są, do Sejmu albo do króla, więc to jest też troszeczkę inaczej. Inaczej zmienia taką perspektywę. Przepraszam, że tak brutalnie, ale nie mogłam się zgodzić.
- Ad vocem tylko można do tego. Tutaj Sejm Wielki jest znowu ciekawym przykładem, bo 4 lata i tam naprawdę oni długo obradowali. I tu zaczęły się dyskusje, pisma, korespondencje, przyjazdy tych posłów, dyskusje. To jest to jest coś, co w kierunku czego mogła pójść Rzeczpospolita. To nie byłoby dobre, bo to, przepraszam, rozgadałoby Rzeczpospolitą jeszcze bardziej niż wcześniej, ale jakbyśmy znowu poczytali literalnie konstytucję, to jakoś dziwnym trafem ten król reformujący w zaciszu, ustalający te zapisy, już takie dokładnie cyzelując, nie stworzył Sejmu, który miał trwać sobie przez dwa lata. On był... Wyraźnie określony limit ile dni mogli siedzieć i mieli opuścić miasto, żeby nie przedłużać obrad. Mogli tam przedłużyć. Była ta procedura przedłużenia, ale też była granica postawiona, że Sejm nie miał trwać długo. Czyli też wiedział, w jakim kierunku może pójść taki Sejm rządzący, który będzie obradował sobie całe dwa lata z przerwami jakimiś, tak jak ten model brytyjski. On u nas nie był mile widziany. To też jest ciekawa rzecz do porównań i przemyśleń, że tą drogą jednak król, który tak lubił przykład angielski nie poszedł. Czyli jednak zakreślone wyraźnie, że Sejm nie ma gadać, nie ma siedzieć, nie ma debatować, tylko ma załatwić sprawy i się rozjechać.
- Ostra debata wybuchła. Pytania, pretensje, wątpliwości. Litwini zawsze.
- A rzeczywiście będzie, ale Inflanty. I rzeczywiście widzimy jakieś profesjonalizowanie się tych parlamentarzystów na sejmie wielkim, bo nasz ulubiony Waissenhoff, który przecież był fachowcem i rzeczywiście, no, niemała część tych prac legislacyjnych to można jemu przypisać także powoli, rzeczywiście na pojedynczym przykładzie, może na kilku przykładach widzimy, że tutaj zaczynają się robić tacy fachowcy, jak właśnie na wyspie. Dziękuję, przepraszam. Aha, chciałem bardzo podziękować za to zniuansowanie sprawy instrukcji, bo to jest bardzo ważne.
- Jeszcze ja sobie pozwolę w takim razie udzielić głosu. A najpierw hipoteza co do Burke'a. Zemsta za ten Księżyc może, jego nie wybrali w 80. Moja hipoteza jest taka dlatego, że zawiódł, bo wziął pieniądze od właścicieli kopalń po to, żeby zapobiegł przedłużeniu monopolu Watt'a na maszynę parową na 25 lat i nie zapobiegł, bo nie miał szans zapobiec, ponieważ partner biznesowy Watt'a Bolton produkował proszę państwa, spinki do butów i guziki. I u nas też to kupowano. Arystokracja tez to kupowała i on przy pomocy tych spinek i guzików nowych skorumpował prawie całą izbę. I na to są dowody, dlatego, że jest w archiwum, tam leżą te listy i wiadomo kto już wziął, kto jeszcze nie wziął, kto będzie jak głosował. Więc Burke mógł po prostu całe swoje krasomówstwo księżycowe, prawda? I tak był bez szans. I dlatego ci z Bristolu wiedzieli, że tak, to to jest jedna rzecz. I mam takie pytanie co to była mowa o tych, o tych petycjach? Petycji najwięcej o ogradzaniach i chciałem się zapytać. Petycje są przeciw, czy petycje są za? Czy można takie rzeczy jak ogradzania albo wytyczenie linii kolejowej? Czy to też trzeba przy pomocy petycji załatwiać. Czy może to jest, raczej protestuje się przy pomocy petycji? Czy jeszcze Państwo pytania? To Myślę, że referentowi możemy dać głos. Co nie znaczy, że to jest koniec dyskusji.
- Bardzo Państwu dziękuję. Co za niesamowita dyskusja. To był przywilej słuchać i uczyć się. Od trzech chyba najwybitniejszych znawców Sejmików w Rzeczypospolitej, a potem pan profesor Kopczyński i tak skradł show. Więc przede wszystkim wyrażam Państwu swój podziw i swoją wdzięczność. Nie wiem, jak sobie poradzę. Postaram się mniej więcej w tym samym porządkiem, zaczynając od pani profesor Choińskiej-Miki, rzeczywiście uchwyciłaś kluczową różnicą w tych propozycjach od tronu nie było tego ekwiwalentu w brytyjskim systemie. No czasem były różnego rodzaju proklamacje. Wydaje mi się, że w nieformalny sposób zaczęło bardziej się zmieniać w XVIII wieku, ale w pewnym sensie już XVI. Wraz z rozwojem drukowanej sfery publicznej coraz więcej dyskusji o publicznych sprawach, ale to w nieformalny sposób, a nigdy nie formalny sposób, że wyborcy odpowiedzą na propozycje królewskie i w związku z tym król angielski, później król brytyjski, miał większe możliwości niż król polski i wielki książę litewski, żeby zaskoczyć parlamentarzystów, jak już byli na miejscu. A w razie jakby monarcha polsko-litewski próbował zaskoczyć, to wtedy posłowie mogli powołać o, nie mamy uprawnienia od naszych wyborców.
Gdyby im się nie podobała, jakby im się podobało, oczywiście też mieliby możliwości zgodzić się dla dobra publicznego Rzeczypospolitej. Wydaje mi się, że dziesięciolecie przełomu to są lata dziewięćdziesiąte XVII, czyli to już jest po rewolucji chwalebnej. Parlament ogromnie zyskał od 1689 roku, dał się jeszcze marginalizować za Karola II i Jakuba II. Nie było mowy o tym za Williama III lub za królowej Anny. Skumulowały się różne rzeczy, wszystkie związane z niesłychanie drogą wojną przeciwko Francji. A przecież kupili sobie spokój przez wojowanie z Francją, pobierania pensji od Ludwika XIV. A więc mamy akt. I to nawet nie kadencyjność siedmioletnia, lecz trzyletnia chyba z 1694 roku. Mamy akt, że wojsko może buntować się, jeśli corocznie parlament nie nakazuje posłuszeństwa oraz odnowienie stałych podatków co rok, co daje parlamentowi o wiele większą władzę, niż miał za pierwszych i nawet za drugich, pierwszych dwóch Stewardów mamy tworzenie Bank of England w tych latach. Cała rewolucja finansowa i ten system, że dzięki temu może mniej ludna, mniej wielka Anglia może pożyczyć o wiele taniej i o wiele więcej niż wielka i ludna Francja, ponieważ parlament corocznie gwarantuje poprzez choćby zapowiedzią podatków, że te pożyczki kiedyś będą spełnione, a Ludwik XIV, później Ludwik XV, XVI po prostu nie mieli takiej wiarygodności, więc musieli pożyczyć na o wiele wyższym procencie.
Więc to wydaje mi się transformacyjny dla roli parlamentu. I w XVIII wieku, w gruncie rzeczy aż do początku XIX są czas... Przetasowanie wokół tych wielkich zmian wprowadzonych na końcu XVII i początku XVIII wieku jeszcze parlament znowu wchodzi do kwestii sukcesji. To też jest ogromnie ważne właśnie w roku 1701. To jest kwestia wojny z Francją, to też jest sukcesja tronu. Czy katoliccy Stewartowie mają wrócić, czy nieco zrobić. To jest jakby zapowiedź dynastii Hanowerskiej, więc wtedy to było ogromnie ważne, jeśli chodzi o kwestii tego kontaktu bliskiego między ludem a posłem czy chociaż między szacownymi posiadaczami a posłami. Myślę, że tu nie będzie aż tak wielkiego kontrastu. W różnych miejscach w Anglii to był bliższy kontakt, w różnych miejscach w Rzeczypospolitej był bliższy czy dalszy. Zdarzało się na przykład, że jakiś tam Poniatowski przyjechał, co i tak samo w sobie było wyjątkiem na sejmik inflancki został wybrany, na co nie raczyli zwykli ludzie robić. Czasem było tak, że jacyś magnaci zostali wybrani z poszczególnych sejmików, gdzie rzadko się zjawiali, więc takie praktyki wydaje mi się, że można szukać analogii również w Rzeczypospolitej.
Jest to alienowanie się profesjonalizacji parlamentarzystów. Edmund Burke był wyjątkiem. Nie było dużo takich jak on i może i lepiej. Natomiast też można znaleźć mnóstwo parlamentarzystów, którzy byli zrośnięci we własnych środowiskach i których znali sąsiedzi, głosowali za takim. Myślę też, że na przykład w XVI wieku Thomas Cromwell mógłby dostać spadochron, gdyby wymyślono wtedy spadochrony, żeby do niemal dowolnego okręgu Wielkiej Brytanii z królewskiego i tak musieliby go wybrać do parlamentu i chyba, że akurat miał posiadłość w danym okręgu, to trudno by było powiedzieć, że ktoś tej miary był synem tej samej ziemi, więc nie wiem, czy jest to jest aż tak wielki kontrast. Głęboko w XIX wieku mamy mnóstwo niezawodowych polityków w parlamencie. Jeśli chodzi o pytania pana profesora Zakrzewskiego, to ma pan profesor oczywiście masz rację, że Litwa został brutalnie potraktowana, jak straciła własny Sejm. Chodziło mnie nie tyle o procedurę, ile o siłę przebicia. Tą Irlandię... Co prawda w XIX wieku miała nieco większą proporcję w Brytyjskim parlamencie. Natomiast Walia i Szkocja były kompletnymi marginesami.
Do tego Szkocja, zwłaszcza szczególnie skorumpowana przez rząd w XVIII wieku i Anglia po prostu dominowała. To po prostu można powiedzieć, że to nie było żadne połączenie, lecz po prostu Szkocja została dodana do angielskiego parlamentu i to w takich proporcjach bardzo niekorzystnych. Można ewentualnie porównać do proporcji litewskich senatorów, bo tu było, niektórzy, jak książęcy, kniaziowie słuccy chcieliby wejść, a nie mogli. Natomiast jeśli chodzi o ogólny podział posłów, to Litwa nie została tak źle potraktowana i bez Wielkiego Księstwa Litewskiego no nie dało się w zasadzie dojść do konsensusu w XVI-wiecznym czy w XVII czy XVIII-wiecznym Sejmie. Nie mówiąc o tym, co już wspomniałeś o tych sesjach prowincjonalnych i też przez pewien czas konwokacje i jeszcze sejmiki. Generalnie więc te instytucje litewskiego parlamentaryzmu chyba lepiej się zachowały niż instytucje szkockiego parlamentu, a Walia po prostu została inkorporowana formalnie do Anglii w XVI wieku, a podbita w XIII. Więc Walia też w małym stopniu się liczyła, choć jeśli chodzi o liczby, miała nieco większą reprezentację niż Szkocja w stosunku do ludności. Nie oskarżałbym bynajmniej pana profesora Lityńskiego o kretynizm.
Natomiast tu jest szerszy problem. No litera prawa, a praktyka polityczna czy instytucjonalna? Zacząłem od argumentu, wydaje mi się dosyć prostego, który zresztą wyznawałem od dawna, że tak, Konstytucja 3-go Maja zmieniła imperatywny mndat na wolny. I jeszcze przedstawiam tu niezbite dowody, że to chodziło o przekład angielski. To, co mówił Kiciński, to co mówił Jezierski, to, co było w konstytucji, to były poglądy Stanisława Augusta. To wszystko składa się na bardzo mocny argument, że tak było. Inna rzecz, że potem się zacząłem zastanawiać, a w praktyce, czy to był aż taki kontrast i jakby drugie, dwie trzecie tego wykładu właśnie bardziej po angielskiej, ale też trochę po polsko-litewskiej stronie. Starałem się pokazać, że w praktyce bywało różnie, że instrukcje nie zawsze okazały się wiążące ani nawet ważkie, a z kolei to nie było tak, że członkowie brytyjskiego parlamentu byli tak majestatycznie niezawiśli jak w doktrynie Burke'a, nawet przykład samego Burke'a, nawet nie sięgając do jego losów w Bristolu i w takich okolicznościach, o których nie miałem pojęcia szczerze wyznaję, to tak wyszło. Jest ten problem. I tu wchodzę też do problematyki podnoszonej przez pana profesora Zwierzykowskiego. 14-15 miesięcy funkcjonowanie Konstytucji 3 Maja nie uprawnia nam do jakichkolwiek wniosków, co by było? Wydaje mi się, że tak, że to nie jest tak, jak czasem można spotykać się, że Konstytucja 3 Maja praktycznie nie obowiązywała i Katarzyna II od razu przywróciła normalność. Wydaje mi się, że ogromna większość zmian legislacyjnych zapowiedzianych przez Konstytucję 3 Maja doczekało się od dalszych ustaw sejmowych i większość z tych dalszych ustaw sejmowych wprowadzono w życie i przez chociażby kilka miesięcy różnego rodzaju instytucja funkcjonowała. Słucham?
- A potem Grodno, Sejm grodzieński.
- No i to, że niektóre rozwiązania nawet nie zostały porzucone w ustawodawstwie bardzo obfitym zresztą grodzieńskim, też świadczy, że pewne rzeczy się już zmieniły i stare już nie wróciły. Naprawdę imponuje mnie to, o czym mówiłeś, że sejmiki bardzo rygorystycznie wprowadziły nowe regulaminy za Stanisława Augusta, a szczególnie podczas Sejmu Czteroletniego. To, co działało się na sejmikach lutowych, tak zwane referendum 1792 roku niesamowite, nawet bardzo czasochłonne, skomplikowane, nowe regulaminy, sejmiki prześcigały się w tym, żeby to co do litery robić, nawet jeśli trochę sarkały przy tym. A że to szczególnie działało, że o Wielkim Księstwie Litewskim jest też rzeczą dobrze znaną, więc konstytucja zmieniła, jak konstytucja ogłosiła, że poseł jest reprezentantem całego narodu to nie pozostałoby bez wpływu na postępowanie posłów i też na postępowanie sejmików. To nie znaczy, że sejmiki nigdy by nie kwestionowały swoich posłów, gdyby postąpili wbrew nim. To nie znaczy, że każdy poseł zachowałby się tak, jak Edmund Burke, w teorii bardziej jak Edmund Burke. W praktyce natomiast myślę, że Konstytucja 3 Maja coś istotnego tu zmieniła.
I są przecież poszlaki, żeby patrzeć, że toczyłoby pewną drogę. Tym bardziej, że to byłą było ciężkie, tak jak konkludowałem, szerszych przemian politycznych i społecznych, które prowadziły do bardziej w kierunku społeczeństwa i polityki opartej na własności i po trosze na edukacji zamiast tylko na urodzeniu. Czyli można to powiedzieć w skrócie, to prowadziło w kierunku brytyjskim, nie tylko w tajwańskiej sprawie mandatu poselskiego. Uczyłem się co do kwestii petycji skierowanych do sejmików. Jest to nowy obszar badawczy dla mnie. I Sejm, to, że Sejm miał załatwić sprawy rozejścia na tak, to Sejm jest przeznaczony na 10 tygodni według Konstytucji 3 Maja, z gotowością do powrotu w razie czego. Ale to prawda, że to nie ta praktyka Sejmu rządzącego to nie miało się powtórzyć. Ale czy różnica między brytyjskim parlamentem, który obraduje przez 4 czy 5 miesięcy w roku, a polskim Sejmem, który obraduje co drugi rok przez 2-3 miesiące z możliwością powrotu, gdyby coś się stało. Czy to jest aż taka ogromna różnica? To brytyjski parlament nie obradował cały czas, 4-5 miesięcy w roku w XVIII wieku. Chyba już więcej odpowiedzieć na Państwa uwagi i pytania nie jestem, ale jeszcze raz chciałbym podziękować za niezwykle inspirującą dyskusję.
- Mogę jeszcze jedno słowo?
- Tak, tak.
- Chciałem tylko powiedzieć, że bardzo dziękuję za tę ilustrację pokazującą przebieg tego zgromadzenia wyborczego w Wielkiej Brytanii, bo to jest kolejne narzędzie, które pozwala nam trochę łatwiej walczyć z mitami, bo my ciągle tkwimy w tej pułapce Norblinowskiej, tego wyobrażenia o tym życiu sejmikowym. I po pierwsze możemy powiedzieć, że to nie tylko u nas, ale to gdzie indziej też wyglądało w dziwny, różny sposób. Ale z drugiej strony też możemy i trzeba mówić o tym, że to jednak jest karykatura. To jednak jest przejaskrawienie i pokazywać nie tylko nasze przykłady, tylko właśnie ten brytyjski. Tam też to nie wyglądało tak jak na sejmiku w Środzie. Ta rycina z drugiej strony, że tak powiem, barykady, też przejaskrawiona całkowicie.
- No ale było to, że tak powiem, lepiej udokumentowane i wiemy, że Richard Arkwright pracował w Bolton nad ramą wodną, po czym poszedł zagłosować i zagłosował nie na tego, od kogo wzięli pieniądze ci, którzy liczyli głosy. Co spowodowało, że przejrzano raz jeszcze listę wszystkich głosujących, aby wykreślić tych, którzy głosowali nie na tego, na kogo trzeba? I wśród nich znalazł się również Richard Arkwright. I dlatego wiemy, że kłamał, że był zegarmistrzem, bo nie był żadnym zegarmistrzem. Mamy takie fajne donosy na niego, pewnej sąsiadki, bo to trzeba było ustalić, czy on ma prawo. Sąsiadka mówiła, że ona tam podgląda tego Arkwrighta z drugim, który tam z nim pracował, pewnym zegarmistrzem. I oni się zachowują bardzo dziwne, bo z tej szopy, którą im wynajęła, dochodzą takie skrzypienia, dźwięki, a oni tak potańcowują jakby do muzyki diabelskich dud. I to był rok 1768. Gdyby to był rok w sto lat wcześniej, to jego by pewnie spalono jako czarownika. No i wyobraźcie sobie państwo chodzilibyśmy w lnianych szmatach, a nie w bawełnie.
- Dziękuję państwu. Bardzo dziękuję Ryszardowi.
Dane o obiekcie
-
Nazwa / Tytuł
Kogo reprezentuje poseł? Parlamentarzyści w Rzeczypospolitej i Anglii w epoce nowożytnej - wykład prof. Richarda Butterwicka-Pawlikowskiego -
Rodzaj
-
Kategoria
-
Zakres chronologiczny
-
Zakres chronologiczny
-
Zakres chronologiczny
-
Zakres chronologiczny
-
Data wykonania
03/04/2024 -
Czas trwania
1h 44min 29sek -
Osoby występujące
-
Wydarzenie
Zaginiony w Potopie. Królewski pałac Villa Regia - pokaz -
Numer inwentarzowy
MHP-04-4735 -
Klasyfikacja praw autorskich
-
Permalink
Opis
Wykład pamięci profesora Antoniego Mączaka
W Rzeczypospolitej aż do 1791 roku obowiązywały instrukcje sejmikowe. Zmianę wprowadzono w Konstytucji 3 Maja pod wyraźnym wpływem przykładu parlamentu brytyjskiego. Jednak porównanie fenomenu instrukcji dla członków angielskiego parlamentu oraz posłów na sejm niuansuje ten kontrast. Jak wyborcy angielscy odpowiedzieli na doktrynę Edmunda Burke’a mówiącą, że parlamentarzysta reprezentuje cały naród, a nie tylko własny okręg wyborczy?
Wykład organizowany był we współpracy z Wydziałem Historii Uniwersytetu Warszawskiego.