Kircholm - największy triumf Rzeczpospolitej
Muzeum Historii Polski (producent);
09/10/2025
Klasyfikacja praw autorskich
Transkrypcja
[Prowadzący] Jedno z najważniejszych zwycięstw polskiej husarii w historii. Pogrom Szwedów pod Kircholmem trwał zaledwie kilkadziesiąt minut, w ciągu których armia Karola Sudermańskiego została zmieciona z powierzchni przez kilkukrotnie mniejsze siły wojsk polsko-litewskich, a sam dowódca, przyszły król Szwecji, ledwo uszedł z życiem. Bitwa-symbol. Symbol dawnej potęgi i świetności oręża polskiego. W dzisiejszym odcinku przeniesiemy się na pole tej batalii. Ja nazywam się Cezary Korycki i zapraszam na podcast Muzeum Historii Polski, serię Inne historie Polski. Jest z nami dr Przemysław Gawron, specjalista od wojskowości Rzeczypospolitej. Dzień dobry.
[Gość] Dzień dobry.
[Prowadzący] No właśnie. Rzeczpospolita, która sięgała niegdyś w swej rozciągłości na ziemie dzisiejszych czy siedmiu, czy może nawet ośmiu państw. Skoro dzisiaj mówimy o Kircholmie, to zlokalizujmy, bo nie wszyscy wiedzą, gdzie na rubieżach naszej monarchii leżał Kircholm. Co to było? Co tam znajduje się dziś? Bo zdaje się, że tamta nazwa też została zmieniona. A może trochę w tym miejscu czy w tym państwie dzisiejszej Europy zapomniane?
[Gość] Zacznijmy od tego, że jest to miejscowość w pobliżu stolicy dzisiejszej Łotwy, czyli Rygi. To miejscowość, której nazwa, podobnie jak chyba wszystkich miejscowości w tym regionie, występuje w trzech formach. To znaczy w formie estońskiej, łotewskiej, w formie niemieckiej, w formie polskiej. Nie wspomnę już o formie rosyjskiej czy białoruskiej, które też się pojawiają, ale rzadziej. Dlatego zazwyczaj mówimy dzisiaj o Salaspils, jeśli dobrze pamiętam, tak nazywa się ta miejscowość. Niestety ze względu na to, że spora część dawnego pola bitwy została, zdaje się, zalana w wyniku prac w drugiej połowie XX wieku, to samo Salaspils mocno się już zmieniło. To utrudnia badania. Kiedy patrzę na to, co potrafią czy czego potrafią dokonać nasi koledzy z Niemiec czy Wielkiej Brytanii w badaniach archeologicznych pól bitew, to jedynie pozostaje żałować, że my tego pola bitwy nie możemy tak dokładnie zbadać.
[Prowadzący] Zakładam, że był pan na tym miejscu, bo to są przedmieścia Rygi.
[Gość] Tak. To są przedmieścia Rygi. To jest miejsce, w którym chyba tylko najwytrwalsi poszukiwacze ducha dziejów rzeczywiście zobaczą to, co chcieliby zobaczyć. Natomiast jest to z całą pewnością miejsce, które warto odwiedzić.
[Prowadzący] Jedno z najbardziej spektakularnych zwycięstw wojsk Rzeczypospolitej, uwiecznione, zdaje się, jakimś delikatnym monumentem tam na miejscu, ale chyba bez powszechnej świadomości lokalnych mieszkańców, że to jest miejsce tak znaczące dla historii jednego z narodów europejskich.
[Gość] Ale to dla nich, znaczy z ich punktu widzenia, nie jest to z całą pewnością bitwa kluczowa. To jest skomplikowane pytanie o to, na ile dzisiejsi Łotysze poczuwają się do wspólnoty z krajem, którego częścią kiedyś krótko byli. Umówmy się, że Rzeczpospolita władała okolicami Rygi w zasadzie w najlepszym razie licząc około 60 lat. Jedna z badaczek, która zajmowała się miasta w Rzeczpospolitej, zaczęła swoje badania od roku 1581 i skończyła na 1621, więc dla nich Rzeczpospolita nie jest tak znaczącym punktem odniesienia jak Szwecja, która władała tymi ziemiami sto lat.
[Prowadzący] No dobrze, przedstawmy tło wydarzeń, dość istotne, bo związane z konfliktem wewnątrz dynastii Wazów. Czy słuszne jest to twierdzenie, które usłyszałem kiedyś od pewnego szwedzkiego historyka, znanego szwedzkiego historyka, że te wszystkie wojny polsko-szwedzkie to w gruncie rzeczy były konflikty rodzinne?
[Gość] W zasadzie większość konfliktów w Europie to są konflikty w jakiś sposób rodzinne. Zważywszy na fakt, że władcy byli ze sobą w ten czy inny sposób spokrewnieni i postrzegali swoje państwa trochę jako byśmy powiedzieli dzisiaj rodzinny folwark. Stąd też, kiedy poszukiwali uzasadnienia dla podjęcia wojny, często sięgali do rozmaitych traktatów rodzinnych zawieranych przy okazji małżeństw czy też wynikających z testamentów. Taka specyfika świata, w którym Rzeczpospolita była częścią. Natomiast nie był to na pewno czysty konflikt dynastyczny, chociażby dlatego, że Rzeczpospolita zaangażowała publiczne środki nie w takiej ilości, jakiej byśmy chcieli, jaka pozwoliłaby na zwycięstwo, ale jednak Sejm uchwalił podatki, skarb litewski koronny płaciły na utrzymanie wojska, żołnierze byli rekrutowani w imieniu króla jako władcy Rzeczpospolitej, a nie jako króla, jako osoby prywatnej. Po szwedzkiej stronie jest zresztą to samo. W pewnym momencie stało się także częścią oficjalnej szwedzkiej polityki tworzenia władztwa obejmującego cały Bałtyk, więc trudno tu mówić wyłącznie o sporze dynastycznym. Ale istotnie u podłoża tego zdarzenia jest to, co wydarzyło się w Szwecji w połowie lat 90., czyli bunt części szwedzkich elit przeciwko Zygmuntowi I Wazie jako królowi Szwecji. Bunt, na którego czele stanął i który podsycał jego stryj, a ostatni z żyjących synów Gustawa Wazy, Karol książę Sudermański, jak go w Polsce nazywano, i konflikt ten na nieszczęście dla Zygmunta zakończył się porażką. Karol przejął władzę, Zygmunt obiecał Polakom Estonię, przyłączył ją i w ten sposób włączył Rzeczpospolitą do wojny, której tak naprawdę mało kto chciał.
[Prowadzący] Co dzieje się latem roku 1605 i w pierwszych dniach jesieni nad Dźwiną? Dlaczego w ogóle dochodzi do tej konfrontacji? To znaczy co? Co te dwie armie chcą osiągnąć w tym miejscu i czasie? Dlaczego tam się akurat spotykają?
[Gość] Zacznijmy od końca. Wojna o Inflanty, bo tak tę prowincję nazywano w tych czasach, trwa od roku 1600. Szwedzi chcą rozszerzyć swoje władztwo, które do tej pory obejmowało dzisiejszą północną Estonię, w zasadzie aż po Dźwinę, a jeżeli się da, to dalej. Rzeczpospolita chce opanować Estonię i utrzymać to, czym do tej pory władała. Obie strony angażują spore siły. Szwedzi relatywnie większe, to też jest temat na całkiem inną dyskusje, dlaczego Szwedzi byli w stanie zmobilizować i przerzucić do prowincji większe siły niż teoretycznie znacznie bardziej ludna i potężna Rzeczpospolita. Kluczem do opanowania Inflant jest Ryga. To jest największy port znajdujący się u ujścia Dźwiny, który skupia na sobie handel, a zwłaszcza handel zbożem idącym po części z Rosji, jak i głównie z Wielkiego Księstwa Litewskiego. I to jest potężny rezerwuar pieniędzy, broni i sprzętu wojskowego. Ten, kto ma region, ten kontroluje południowe Inflanty i ma bazę do dalszego podboju. Stąd też uderzenie na Rygę w 1605 roku nie jest pierwszą próbą. Szwedzi próbowali zdobyć już miasto w roku 1601, ale wtedy w tle pojawiła się odsiecz w postaci armii koronnej hetmana Jana Zamoyskiego, która zmusiła Karola Sudermańskiego do bardzo szybkiego odwrotu. Tym razem Szwedzi byli przekonani, że nic takiego się nie zdarzy. Sejm 1605 roku, który odbywał się w atmosferze narastającego sporu między królem a opozycją, sporu, którego twarzą był Jan Zamoyski, nie uchwalił podatków. Było zatem jasne, że żołnierze nie otrzymają należnego żołdu, a to w warunkach Rzeczypospolitej oznaczało prędzej czy później konfederację wojskową. Wiedzieli także, że nie ma szansy na nowe zaciągi, że Chodkiewicz nie zmobilizuje wielkiej armii, takiej jak ta, którą przeprowadził Zamoyski, a cztery lata wcześniej miał około 15 tysięcy żołnierzy. Chodkiewicz mógł liczyć na pięciokrotnie mniej, stąd też nie spiesząc się, rozpoczęli działania oblężnicza i te działania oblężnicze sprowokowały Chodkiewicza do ruszenia z odsieczą pomimo dysproporcji sił. Trzeba pamiętać, że Szwedzi zmobilizowali do 11 tysięcy żołnierzy, czyli lekko licząc, niemal 3-4 razy więcej niż Chodkiewicz miał do dyspozycji.
[Prowadzący] Wyjaśniliśmy, że te wszystkie informacje, które są powielane na portalach internetowych, w mediach społecznościowych, o tej dysproporcji sił, są jak najbardziej właściwe, potwierdzone. 11 do 3 tysięcy.
[Gość] Niespełna 11 do 3 i pół, do 4 tysięcy maksymalnie. Tutaj liczby się różnią, nie mamy dokładnego zestawienia. Zresztą to się bardzo rzadko zdarza w nowożytnej wojskowości siedemnastowiecznej, byśmy mieli dokładne zestawienie wszystkich oddziałów polskich i litewskich, kurlandzkich, bo o Kurlandczykach też trzeba pamiętać, czy szkockich, bo mieliśmy tam Szkotów i Anglików w oddziałach, a nie mamy tych oddziałów, więc te zestawienia są siłą rzeczy mniej bądź bardziej prowizoryczne, ale wszystkie oscylują wokół tych samych wartości.
[Prowadzący] Czy możemy powiedzieć, że w jakiś sposób wzory tych armii się różniły między sobą? Zdaje się, że Szwecja, Szwedzi zostali dość zaskoczeni przez sposób i przez formacje, jakimi dysponowała armia Rzeczpospolitej.
[Gość] O zaskoczeniu możemy mówić pewnie w kontekście 1601 roku. Gdyby byśmy chcieli jednym zdaniem podsumować to, co się wydarzyło od roku 1601 do 1605, to dwie rzeczy. Szwedzi z łatwością zdobywali zamki obsadzane przez Polaków. Wyjątkiem było Kokenhauzen, czyli dzisiejsze Koknese na Łotwie i Ryga. Natomiast każda bitwa polowa, każde starcie w polu kończyło się nieodmiennie zwycięstwem od strony polsko-litewskiej. Szwedzi próbowali na różne sposoby tę przewagę zneutralizować. Natomiast ich problem polegał na tym, że po pierwsze oddziały, które zbierali, to były w sporej części oddziały zaciągniętych i niezbyt dobrze wyszkolonych chłopów, które to oddziały po prostu mogły walczyć dzielnie i bardzo dzielnie to robiły pod Kircholmem nacierającą polską jazdą, ale nie były w stanie jej pokonać. Oddziały jazdy nie stanowiły żadnego zagrożenia dla oddziałów polskich. Zwykle bitwy wyglądały w ten sposób, że po przegonieniu z pola bitwy szwedzkich rajtarów, polskie połączone siły polskiej husarii i jazdy kozackiej, od razu: nie mylić z Kozakami zaporoskimi, co się najczęściej zdarza badaczom z Europy Zachodniej, a po prostu uderzały na piechotę i prędzej czy później łamały szyk. A próbowano przezbroić te oddziały szwedzkie w piki. To się nie do końca udało. To też była kwestia proporcji przy ówczesnej szybkostrzelności broni palnej piechota nie była w stanie pokonać szybkiego i dobrze uzbrojonego przeciwnika, jakim była polska jazda. Mogła to uczynić tylko wtedy, kiedy zbudowała fortyfikacje albo dysponowała wystarczającą liczbą pikinierów. Te fortyfikacje będą kluczem do zwycięstw Szwedów w latach 20. Gustaw II Adolf nauczy swoją armię, jak ryć ziemię. Natomiast tutaj Szwedzi takich prób nie podjęli, licząc na druzgocącą przewagę liczebną. I jedna jeszcze bardzo ważna rzecz: osobowość wodzów. Karol był człowiekiem, który był bardzo zręcznym politykiem, świetnym propagandystą, ale nie był dobrym wodzem. Dał się Chodkiewiczowi, mówiąc potocznie, wystawić. Wszedł w pułapkę, którą Chodkiewicz na niego zastawił, i to ułatwiło zwycięstwo. Gustaw II Adolf, jego syn, w podobnej sytuacji, 20 lat, niemal 20 lat później, w 1621 roku, po prostu nie dał się sprowokować do bitwy i liczący 3000 żołnierzy, czyli mniej więcej tyle samo, co żołnierze Chodkiewicza oddziały Krzysztofa, młodszego Radziwiłła, musiały odejść, bo nie były w stanie przełamać szwedzkich umocnień. Tutaj natomiast Karol wyprowadził wszystkie oddziały do starcia w polu.
[Prowadzący] Do tego jeszcze wrócimy. Natomiast wprowadziliśmy postać Karola IX. Natomiast chciałbym trochę poprosić pana o zaprezentowanie tego dowódcy z naszej strony, gdyż sprawdziłem, że Jan Karol Chodkiewicz dowodząc tą armią w czasie tak znaczącej bitwy, miał dużo i mało. Ale 35 lat to jest jednak dość młody wiek. Chciałbym, żeby pan przybliżył troszeczkę tą postać Jana Karola Chodkiewicza. Skąd on się wziął z tą buławą hetmańską tam w tym miejscu.
[Gość] Jan Karol Chodkiewicz jest jednym z dwóch synów faworyta i ulubieńca Zygmunta Augusta, Jana Chodkiewicza, który też miał doświadczenia inflanckie, aczkolwiek dużo gorsze niż Jan Karol, dlatego że stracił prowincję na rzecz wojsk Iwana IV Groźnego. Obaj chłopcy, zwyczajem ówczesnym, wędrowali po krajach Europy Zachodniej, aczkolwiek nie do końca wiadomo, co z tych opowieści rodzinnych jest rzeczywiście prawdą. Trzeba pamiętać, że bardzo długo uważano, że Chodkiewicz był starszy, to znaczy część badaczy datowała jeszcze kilka dekad temu jego urodziny na początek lat 60. Więc wtedy miał 45 lat. Dzisiaj nie ulega wątpliwości, że był zdecydowanie młodszy. Szlify zdobywał u boku Zamoyskiego. Walczył zarówno, to znaczy po raz pierwszy chyba dostał list przepowiedni na rotę w 1590, ale walczył zarówno w 1595, jak 1600 roku na teatrze mołdawskim. Był jednym z przedstawicieli jednego z najpotężniejszych rodów litewskich, mocno skonfliktowanego z dominującymi od czasów Batorego Radziwiłłami z linii birżańskiej. I ten konflikt bardzo mocno przełożył się na to, co wydarzyło się w 1600 roku. Wtedy Chodkiewicz został mianowany porucznikiem hetmańskim. Część historyków uważa, że była to nominacja hetmańska. Z tym się zgodzić nie sposób. Ale czy w ten sposób Zygmunt III wykorzystywał swoją ulubioną metodę "divide et impera"? Wysłał do wojska człowieka, o którym doskonale wiedział, że się z piorunem Krzysztofem Radziwiłłem piorunem nie dogada. I rzeczywiście oni się zdołali porozumieć na tyle, że wygrali bitwę pod Koknese, natomiast później się po prostu rozdzielili. Odnoszą zresztą do takiego nieprzyjemnego zdarzenia. Otóż kiedy szwedzka załoga miasta, zamek był w rękach polskich, miasto było w rękach szwedzkich, a Polacy pobili odsiecz idącą dla miasta i miasto skapitulowało. Część żołnierzy Radziwiłła zaatakowała wychodzących z miasta, łamiąc warunki układu rozejmowego, i Piorun oskarżył o to Chodkiewicza, a to doprowadziło do ostrej kłótni pomiędzy nimi i rozejścia się obu panów. A w kampanii Zamoyskiego w 1601-1602 roku Chodkiewicz nie brał udziału, natomiast Zamoyski odjeżdżał, dostał od króla polecenie wskazania następcy, ponieważ jego zastępca Stanisław Żółkiewski odmówił, zamierzał wrócić do Korony, a Piorun także odmówił ponownego objęcia dowództwa, więc dowództwo trafiło w ręce Chodkiewicza, który nie był hetmanem, dowodził jako komisarz królewski, jako starosta żmudzki. No i okazało się, że był to strzał w dziesiątkę. W 1603 roku nie dość, że opanował Dorpat, co nie udało się Zamoyskiemu, ale także pobił Szwedów w jednym z takich mniejszych starć pod Rakvere, czyli Rakiborem, jak to podówczas mówili Polacy. W 1604 roku, pomimo różnych trudności finansowych, dyscyplinarnych z wojskiem, zdołał odnieść druzgoczące zwycięstwo pod Paide, czyli pod Białym Kamieniem. No i w nagrodę otrzymał buławę hetmańską na początku 1605 roku.
[Prowadzący] No i dochodzi tutaj do tej bitwy z roku 1605. Tutaj taki komentarz ode mnie, że to zwycięstwo oczywiście nie było przypadkowe, było efektem doskonałej strategii, ale takiej strategii staropolskiej, czy może mogę ją nazwać starolitewskiej, znanej chyba jeszcze spod Grunwaldu? Bo to można powiedzieć, że ten 35-letni Jan Karol Chodkiewicz inspirował się tym zabiegiem Witolda, bo to była strategia, która zdecydowała o zwycięstwie armii Rzeczypospolitej pod Kircholmem. Czyli ten pozorowany odwrót.
[Gość] Neologizm w tym kontekście byłby jak najbardziej sensowny. Staropolskolitewska.
[Prowadzący] Czy Kircholm to polskie zwycięstwo czy litewskie zwycięstwo? Jak to jest?
[Gość] Polsko-litewskie. Dowodził hetman litewski i w wojsku znajdowali się urzędnicy litewscy, natomiast część oddziałów to były oddziały rekrutowane na terenie całej Rzeczypospolitej Polskiej. Wiemy, że służyli w nich tak Polacy, jak i Litwini. Wspominałem już o Szkotach czy czy Kurlandczykach, którzy też się pojawili na polu bitwy. Zresztą, żeby było ciekawiej, to po stronie szwedzkiej walczyły 3 roty piechoty polskiej, a rekrutowanej po części spośród Polaków i Węgrów. Nie wiemy zresztą, jaki do końca los był tych oddziałów. Te armie były naprawdę międzynarodowe. Więc dlaczego mówię, że polsko-litewskie? To była armia opłacana z obu skarbów, to znaczy i Polacy, i skarb koronny, i skarb litewski wyłożyły pieniądze na utrzymanie tego wojska. A to wiemy chociażby z tego, że Chodkiewicz, który tak jak wszyscy wodzowie tych czasów, musiał wykładać własne pieniądze, żeby ta machina w jakikolwiek sposób się poruszała. Przedstawił później skarbowi koronnemu litewskiemu do rozliczenia rachunki. Oryginał tych rachunków zachował się w Archiwum Skarbu Koronnego, w Archiwum Głównym Akt Dawnych, jeszcze z podpisem Chodkiewicza. I wiadomo, że połowę z tego spłacał skarb litewski, a połowę koronny, więc i skład, i inny sposób finansowania wskazywał moim zdaniem na to, że mamy do czynienia z rzadkim przykładem armii Rzeczypospolitej, nie armii polskiej i armii litewskiej, ale armii Rzeczpospolitej. Natomiast jeszcze wracając do tych inspiracji, o których pan wspomniał. Nie wiem, czy akurat bliska mi jest teza, że to Jagiełło dowodził i zaprojektował pod Grunwaldem ten manewr odwrotowy. Natomiast proszę pamiętać, to jest charakterystyczna cecha wojskowości tych obszarów od Wisły na wschód. Dlatego, że głównym przeciwnikiem są Tatarzy. To od nich się uczymy i z całą pewnością wszyscy litewscy koronni wodzowie mieli gdzieś doświadczenia rodzinne, czytelnicze czy osobiste z walk z Tatarami i wiedzieli, że jest to przeciwnik, który w dużej mierze zyskuje dzięki temu, że może gwałtownie odskoczyć, sugerując ucieczkę, po czym okrążyć przeciwnika i wykorzystać tę słabość. Więc myślę, że takie doświadczenie nazwałbym wspólnym dla całej Rzeczypospolitej. Bo trzeba pamiętać, że w tradycji litewskiej bardzo silne były kontakty na polu bitwy z armią moskiewską. Armia moskiewska to w sporej części oddziały rekrutowane spośród różnych podporządkowanych Moskwie Tatarów i tam też spotykamy się z tego rodzaju manewrami. Ostatnia kwestia. Jak już mówiłem, Chodkiewicz zdobywał szlify u boku hetmana koronnego, więc myślę, że tutaj czerpał z doświadczeń wojskowości koronnej. Na równi z wojskowością litewską.
[Prowadzący] Ale gdyby został pan zaangażowany jako konsultant filmu historycznego, scen batalistycznych i chciał w skrócie przedstawić naszym słuchaczom, jak ta bitwa się rozegrała. Mniej więcej co tam się działo, to co trzeba by było o tym powiedzieć.
[Gość] Najpierw trzeba by zacząć od kontrowersji, to znaczy przez długie dekady pojawiało się pytanie, jak w zasadzie wojska były ustawione. A mówi pan o filmie. No to z punktu widzenia filmowego niewątpliwie duże znaczenie ma, czy wojska walczą mając rzekę na skrzydłach, czy też mają rzekę w przypadku armii polsko-litewskiej za plecami. Otóż pojawiła się taka teza swego czasu była ogłoszona przez niektórych historyków, że Chodkiewicz walczył trochę jak Cortez z Aztecami. Cortez, jak wiadomo, spalił, choć nie do końca chciał je spalić, te okręty po to, żeby żołnierze poszli za nim. Natomiast Chodkiewicz miałby w ten sposób zmusić swoich żołnierzy do walki, wskazując na to, że za plecami mają rzekę, której z łatwością nie przepłyną. Badania ikonograficzne mamy znakomite, choć pewnie nie odzwierciedlające rzeczywistego przebiegu zdarzeń. Obraz jednego z wybitnych batalistów siedemnastowiecznych Pietera Snayersa, jeśli dobrze wymawiam to nazwisko. Mamy także kilka szkiców czy też litografii przedstawiających starcie, to jednak wiele wskazuje na to, że walczyli mając Dźwinę na skrzydłach, nie za plecami. To jest pierwsza kwestia, która z pewnością miałaby znaczenie. Po drugie duże znaczenie ma skład sił. Niewątpliwie większość naszych słuchaczy jest pewnie przyzwyczajona do obrazu skrzydeł husarskich. Obraz Snayersa, i nie tylko zresztą on, przekonuje jednak, że tych skrzydeł za wiele nie było, a jednak pełniły rolę paradną i raczej nie zakładano ich na polu bitwy. Natomiast niewątpliwie to, co jest ważne, to jest fakt, że z tych trzech tysięcy to ponad 1100 husaria, a około 600-800 koni to są rajtarzy i kirasjerzy, którzy niczym się nie różnią, jeśli chodzi o uzbrojenie od husarzy, poza tym, że oni mają kopie. Więc to uderzenie ciężkozbrojnej jazdy miało duże znaczenie. Natomiast to o czym zwykle zapominamy, a w kontekście, patrząc na skrzydła, to jest piechota. To jest kwestia sporna, czy tam piechota była szykowana w dwa, trzy czy cztery oddziały, ale z całą pewnością jej wykorzystanie przyczyniło się do rozbicia szyku szwedzkiej piechoty. Kolejna rzecz to nie jest jedna szarża. To znaczy tak trochę tak, jak ci wszyscy, którzy znają Kłuszyn, wiedzą, że oddziały husarii szarżowały nawet 10 razy, to nie wiemy ile razy, ale wiadomo, że nie od razu rozbito szwedzkie szyki, a takie były powtarzane. I tutaj ta kluczowa rola piechoty, której ogień zmusił Szwedów, spowodował uszczerbek w szeregach, który pozwolił husarzom na wdarcie się do środka w momencie, kiedy husaria znalazła się w szwedzkich czworobokach, to w zasadzie starcie było przesądzone. Po trzecie już mówiłem, że to jest bitwa wodzów w dużej mierze. To znaczy nie dość, że przyszły Karol IX, nie był jeszcze królem, tylko księciem, wyprowadził oddziały z obozu, praktycznie wszystkie, wedle szwedzkich źródeł zostawił do obrony obozu 200 ludzi, czyli ponad 10 tysięcy walczyło przeciwko Chodkiewiczowi. Dzięki manewrowi Chodkiewicza stały się dwie rzeczy. Po pierwsze ci żołnierze ruszyli nieco bezładnie w dół, bo opuścili dobre pozycje na wzgórzu po to, żeby wspinać się na wzgórze zajmowane, niewielkie zresztą, zajmowane przez Chodkiewicza, co zdezorganizowało te szyki i spowodowało, że armia szwedzka była bita na raty. Najpierw rozbito pierwszy rzut piechoty, dopiero potem kiedy ten rzut, wycofując się czy uciekając, zdezorganizował szyk szwedzki rzutu drugiego, udało się go rozbić. Kolejna kwestia była to z całą pewnością bitwa krwawa. Źródła mówią nawet o ośmiu tysiącach szwedzkich zabitych w około 20 zbiorowych grobach, w których pochowano szwedzkich żołnierzy, a więc z całą pewnością była zaciekła, nie dawano sobie nawzajem pardonu. No i wreszcie mamy tutaj ten dramatyczny epizod, który być może omal nie rozstrzygnął losów całej wojny. To znaczy moment, w którym polscy husarze zbliżają się niebezpiecznie blisko do Karola. I w tym momencie uratował go jeden z inflanckich szlachciców, jeśli dobrze pamiętam, nazywał się Lambert Wrader, który zeskoczył z konia, oddał swojego konia przyszłemu królowi, a sam dał się rozstrzelać atakującym. Gdyby Karol zginął, to Zygmunt był jedynym w tym momencie legalnym kandydatem do tronu, dlatego że jedyny syn Karola z nieprawego łoża Carl Carlsson Gyllenhielm znajdował się od dwóch lat w polskiej niewoli, a drugi z potencjalnych następców, czyli Gustaw II Adolf, był zdecydowanie za mały. Można przypuszczać, że tu losy wojny by się rozstrzygnęły. No, nie rozstrzygnęły się. Natomiast ten moment też jest niesamowicie filmowy: król, który musi uciekać w obliczu uciekających przeciwników. A jak powiedziałem, skala emocji była tutaj olbrzymia. Jeśli dobrze pamiętam, kiedy oddziały szwedzkie zamknęły się w kościele, który znajdował się w pobliżu pola bitwy, to w zasadzie nikt z tych żołnierzy nie wyszedł żywy z tego kościoła, więc to pokazuje, że nie oszczędzano się nawzajem.
[Prowadzący] Ale twierdzenie, że Kircholm to zwycięstwo husarii, jest takie troszkę niesprawiedliwe dla innych uczestników.
[Gość] Jest, to znowu, to też dotyczy wszystkich, chyba wszystkich zwycięstw Rzeczpospolitej. To znaczy armia Rzeczpospolitej funkcjonowała wtedy, kiedy funkcjonowała jako broń połączona, czyli kiedy sprawdzała się, dysponowała siłą ognia pozwalającą na to, żeby osłabić przeciwnika, kiedy dysponowała ciężką jazdą, która przełamała szyki i dysponowała lekką jazdą, która wykorzystywała to przełamanie, ścigała przeciwnika czy dobijała niedobitki. Brak któregoś z tych elementów, nie wspomnieliśmy jeszcze o niewielkiej, ale jednak artylerii, powodował problemy mniejsze bądź większe, a te problemy będą narastać w walkach ze Szwedami, począwszy od drugiej czy trzeciej dekady XVII wieku, kiedy Gustaw II Adolf nie dość, że będzie miał przewagę liczebną, to jeszcze będzie miał potężną przewagę ognia. Jak mówiłem wcześniej, nauczy żołnierzy budować fortyfikacje, tak że oddziały polsko-litewskie po prostu już nie były w stanie wykonać tych słynnych szarż, bo piechota nie była w stanie utorować drogi, którą ta szarża mogłaby pójść. Z całą pewnością jest to zwycięstwo, które jest wynikiem bardzo dobrego, a wręcz znakomitego wykorzystania wszystkich sił. Jest to zwycięstwo tym bardziej pokazujące sztukę wojenną Chodkiewicza, że umiejętności wojenne Chodkiewicza są, po prostu do maksimum zrealizował zasadę ekonomii sił. Walczyły wszystkie jego oddziały, podczas kiedy w przypadku Szwedów bito ich jednak na raty. To jest też kwestia Chodkiewicza jako psychologa. Po pierwsze mamy bardzo długie, jeśli dobrze pamiętam, 40-godzinne nabożeństwo w sytuacji, kiedy ludzie, szczególnie żołnierze, są przekonani o tym, że wsparcie Opatrzności jest tutaj konieczne, zależy od tego, jak sobie tę Opatrzność wyobrażają. W szeregach wojsk Chodkiewicza byli z całą pewnością i protestanci, i katolicy, ale to potężne wsparcie Opatrzności mogło spowodować, myślę, że spowodowało, że walczyli zdecydowanie większym, większym zacięciem. A ten drugi ważny element z kolei to przekonanie żołnierzy, że nie są sami, i naszych, i szwedzkich. Dlatego, że Chodkiewicz wykorzystał podstęp, uzbroił czeladź obozową w różnego rodzaju broni, w tym także zapasowe drzewka husarii po to, żeby symulowali czy udawali nadchodzące posiłki Krzysztofa młodszego Radziwiłła. W ten sposób żołnierze byli przekonani o tym, że owszem, ich jest tylko 3500, ale z Litwy idą inni żołnierze. A i Karolowi IX dawało do myślenia, czy może warto rozbić Chodkiewicz tu i teraz, zamiast czekać, aż siły litewskie staną się większe.
[Prowadzący] Powiedział pan żołnierze. Bo ciekawą sprawą są osobiste historie uczestników bitwy, nie tylko tych najbardziej znanych, takich jak Karol IX, który postradałby życie. I pewnie może inaczej historia Szwecji by się potoczyła w dalszych dekadach, ale takie osobistości, które ponoć pojawiły się na tym polu bitwy, sprawdziłem, ale nie wiem, czy dobrze sprawdziłem. Stefan Żółkiewski.
[Gość] Od razu powiem, że nie. Był hetmanem polnym koronnym.
[Prowadzący] Tak, ponoć walczył tam Żółkiewski, ponoć Aleksander Lisowski, słynny później przywódca Lisowczyków.
[Gość] Tak, ale skoro mówimy o Lisowskim, to trzeba dodać człowieka niesłusznie zapomnianego, a także odgrywającego wielką rolę. Później starostę Jana Piotra Sapiehę, który był rotmistrzem jednej z chorągwi husarskich, a który w 1608 roku ruszył do Moskwy na służbę drugiego samozwańca i przez trzy lata dał się mocno Moskalom we znaki. Do tego stopnia wręcz, że jak tworzyli swój obraz filmowy, czyli rok 1612 to pewne cechy Jana Piotra możemy dostrzec, pewne, bo nie wszystkie, on był watażką kozackim, możemy dostrzec właśnie u bohatera granego przez Żebrowskiego. Natomiast tak Lisowski tam zaczynał, zresztą już wtedy dał się mocno we znaki Chodkiewiczowi, który wyklinał go jako przywódcę.
[Prowadzący] A słynny "Diabeł" Stadnicki także tam.
[Gość] Zajmował się głównie powiększaniem swojego majątku i rywalizowaniem o względy, toczeniem walk. Zresztą on się w tym momencie bardziej angażuje w kwestie wielkiej polityki, 1605 rok, późny rok 1605 to jest czas, kiedy narastają nastroje rokoszowe, a "Diabeł" będzie jednym z tych, którzy staną u boku Zebrzydowskiego i Janusza Radziwiłła jako przywódców rokoszu.
[Prowadzący] A jak ta bitwa mogła być odbierana w Europie, jako znaczące wydarzenie? Może coś, co mogło być interpretowane nie tylko jako konflikt państw, ale choćby konflikt ze świata katolickiego z protestanckim?
[Gość] Zygmunt III podjął propagandowe działania zmierzające ku temu. Wydaje się, że na tyle skuteczne, że, no cóż, Snayers nie malował byle czego. To jest malarz, którego w zasadzie większość ważniejszych epizodów wojny trzydziestoletniej czy wojny hiszpańsko-niderlandzkiej, bardziej dla słuchaczy znajomo brzmiącej jako wojna hiszpańsko-holenderska, czy też wojna osiemdziesięcioletnia, była przez niego malowana, więc zakładam, że tutaj bitwa odbiła się szerokim echem, natomiast na jej znaczenie wpłynął fakt, że było to wielkie taktyczne zwycięstwo, natomiast nie było to strategicznie dobrze wykorzystane zwycięstwo. Dało rok spokoju, ale nie dało tego, na co liczono w Rzeczpospolitej, czyli nie dało ostatecznego zajęcia Inflant i Estonii. Wojna nadal trwała, choć już z dłuższymi przerwami. Ale tak, to jest jedna z bitew, która w dużej mierze dlatego znajduje się na kartach dzieł współczesnych historyków anglosaskich, że walczyliśmy ze Szwedami, daliśmy łupnia tym, którzy później dawali łupnia wszystkim, łącznie z nami w Europie. W zasadzie tak, kiedy czytamy biografię Gustawa II Adolfa, to punktem wyjścia wojskowych aspektów tych biografii jest zazwyczaj to, co się wydarzyło na polach pod Kircholmem, czyli dzisiejszym Salaspils, chociażby po to, żeby pokazać kontrast i pokazać, że w latach 20. to ci Szwedzi bili swoich mistrzów, czyli Polaków, Litwinów.
[Prowadzący] Minęły 42 dekady od tego wspaniałego zwycięstwa. Ale czy są jakieś tajemnice, jakieś niejasności związane z tą bitwą, które historycy, tacy jak pan, chcieliby odkryć?
[Gość] Z całą pewnością nie obraziłbym się, gdyby w jakimś archiwum znajdował się wykaz rot i liczebności tych rot, które wzięły udział w bitwie. Mamy oczywiście informacje na temat tego, jak im płacono. Nie jest to wykaz zazwyczaj pełny. Nie uwzględnia oddziałów, które walczyły ochotniczo, licząc wyłącznie na łupy i uznanie wodza. Więc tutaj z chęcią bym taki wykaz, istniejący na przykład dla nieco wcześniejszej bitwy pod Koknese, bo w tej bitwie dowodzili Radziwiłłowie i w ich prywatnym archiwum zachowano tego rodzaju dokumenty. To po pierwsze. Po drugie z całą pewnością chciałbym, chociaż chcielibyśmy wiedzieć, czy rozstrzygnąć spór co do tego, jak te oddziały były uszykowane. Jak powiedziałem, moim zdaniem bardziej przekonująca jest teza o szykowaniu wzdłuż Dźwiny, natomiast gdybyśmy mieli możliwość archeologicznego zbadania tego miejsca, takie próby były podjęte, ale nie zostały zakończone z nieznanych mi względów, dla tej części, która zalana nie jest, więc tutaj też moglibyśmy sporo powiedzieć. Podobnie jak sporo moglibyśmy powiedzieć na temat samych żołnierzy, gdybyśmy dotarli do grobów. Badania grobów pozostałych po Wittstock chociażby z 1636 roku, stoczono we wschodnich Niemczech, po której zostały masowe groby odkopane przez archeologów i dosyć dokładnie zbadane, pokazują, że jest to niesamowicie ciekawe z punktu widzenia życia codziennego żołnierzy, ponieważ współczesna archeologia potrafi odpowiedzieć na pytanie, na co chorowali żołnierze, jakie rany odnieśli w toku służby, skąd pochodzili, w jakiej formacji służyli, nawet jeżeli nie jest to widoczne na pierwszy rzut oka. Więc tego rodzaju badania bardzo wiele by nam powiedziały z całą pewnością. I tu pozostaje mieć nadzieję, że archeolodzy wrócą na pole i dokonają badań. To jest kwestia samego przebiegu bitwy, chociażby liczby tych szarż husarskich czy w jaki sposób one wyglądały i to, ile ich było. Więc tych pytań jest na pewno sporo. Ja mam nadzieję, że dalsza eksploracja archiwów i ziemi pozwoli nam na te pytania odpowiedzieć. To, co nam się jawi na podstawie tego, co już wiemy, to istotnie mamy do czynienia z jednym z największych zwycięstw nie tylko w dziejach Rzeczpospolitej Obojga Narodów, ale również w dziejach Europy. I to trzeba pamiętać, nie jest to starcie dwóch wojskowości o diametralnie odmiennym charakterze, z których jedna jest znacznie lepsza, druga reprezentuje dużo niższy poziom. To są armie, które są mniej więcej podobne co do składu i liczebności. Oczywiście po jednej stronie byli doświadczeni weterani, po drugiej stronie w sporej części byli chłopi, dla których był to pierwszy rok służby, ale nie jest to starcie, przepraszam za porównanie, Indian północnoamerykańskich z armią amerykańską w drugiej połowie XIX wieku. Ale ta dysproporcja sił jest rzeczywiście bardzo znacząca i pokazuje, że armia polsko-litewska, dobrze dowodzona, wyposażona była, nie waham się powiedzieć, śmiertelnie niebezpieczną maszyną do zabijania. Szkoda, że za tym zwycięstwem nie poszły jednak dalsze sukcesy. Rzeczpospolita pogrążyła się w odmętach rokoszu. Później, po 1609 roku, zaangażowała się w wojnę z państwem moskiewskim. Nie było ani siły, ani środków na prowadzenie działań wojennych. Chodkiewicz swoje oddziały inflanckie poprowadził do Moskwy i z nimi będzie przez kolejną dekadę wojować. A na tym teatrze działań daliśmy czas Szwedom, a Szwedzi tego czasu nie zmarnowali. Przygotowali armię w taki sposób, który pozwolił im w 1621 roku rozpocząć oblężenie i skutecznie je zakończyć, Rygi. Wraz z upadkiem Rygi los Inflant był w zasadzie przesądzony i w ciągu kilku kolejnych lat prowincja znalazła się niemal w całości pod rządami Szwedów.
[Prowadzący] Szanowni Państwo, dziś był inny odcinek niż te, które znacie z ostatnich miesięcy, gdzie przedstawiliśmy biografie władców Polski. Dziś rozmawialiśmy o jednej z najważniejszych polskich bitew w historii, o bitwie pod Kircholmem. Jeżeli życzycie sobie, aby w przyszłości takie monograficzne odcinki, w których zapraszamy ekspertów i rozmawiamy o konkretnych polskich bitwach, pojawiały się na kanale, to zapraszam do wpisywania komentarzy i przede wszystkim wpisywania samych nazw tych bitew z naszej historii. A naszym gościem był dr Przemysław Gawron. Bardzo dziękuję...
[Gość] Dziękuję bardzo.
[Prowadzący] ...za rozmowę. Dziękujemy za wysłuchanie podcastu. Zapraszamy do subskrypcji kanału Muzeum Historii Polski, tak aby nie ominęły Państwa kolejne odcinki.
Dane o obiekcie
-
Nazwa / Tytuł
Kircholm - największy triumf Rzeczpospolitej -
Twórca / Wytwórnia
Muzeum Historii Polski (producent) -
Rodzaj
-
Kategoria
-
Zakres chronologiczny
-
Data wykonania
09/10/2025 -
Czas trwania
0h 37min 18sek -
Osoby występujące
-
Miejsce
-
Wydarzenie
Podcasty Muzeum Historii Polski -
Numer inwentarzowy
MHP-05-17484 -
Klasyfikacja praw autorskich
-
Permalink
Opis
Wojna o Inflanty między Rzeczpospolitą a Szwecją miała charakter dynastyczny. Dlaczego Szwedzi na początku XVII wieku przybyli na ziemie należące do Rzeczpospolitej? Jak to możliwe, że mniej zasobne państwo było w stanie wystawić liczniejsze siły militarne? Jak przebiegł ten konflikt i jakie przyniósł konsekwencje Koronie i Księstwu Litewskiemu? Kim był dowódca armii Rzeczpospolitej - Jan Karol Chodkiewicz? Na czym polegał jego taktyczny geniusz? Jak przebiegła bitwa? Gdzie Szwedzi popełnili błędy? Czy Rzeczpospolita wykorzystała ten wielki militarny triumf? Wreszcie, czy o zwycięskie w bataliach decydowała tylko husaria? O tym wszystkim w Podcaście Muzeum Historii Polski z serii "Prześwietlenie. Inne historie Polski" rozmawiają Cezary Korycki i jego gość, dr Przemysławem Gawron z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego.
Podcast zrealizowano w ramach zadania: kontynuacja i rozbudowa multimedialnego projektu informacyjno-edukacyjnego - Portal Historyczny Dzieje.pl