Józef Piłsudski i artyści. Od fascynacji do zawstydzenia - wykład otwarty prof. Tomasza Nałęcza - Mediateka - Muzeum Historii Polski w Warszawie SKIP_TO
Wizyta w muzeum Przejdź do sklepu
Wykłady i debaty
Audiovideo

Józef Piłsudski i artyści. Od fascynacji do zawstydzenia - wykład otwarty prof. Tomasza Nałęcza

14/03/2024

Transkrypcja

- Dzień dobry, Szanowni Państwo, pozwolę sobie zacząć, przywitać w murach Muzeum Historii Polski zarówno państwa, jak i naszego dzisiejszego gościa, którym jest pan profesor Tomasz Nałęcz, wieloletni badacz i wykładowca w Instytucie Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego. Pan Profesor specjalizuje się przede wszystkim w historii politycznej, można powiedzieć lat I wojny światowej, bo tutaj bardzo taka ważna, często przywoływana książka o Polskiej Organizacji Wojskowej, właśnie działającej w latach tak zwanej Wielkiej Wojny. Ale także pan profesor zajmował się historią II Rzeczypospolitej i oba te okresy w zainteresowaniach badawczych pana profesora w pewnym sensie spina obóz piłsudczykowski, dlatego że tu było kilka ważnych prac, takich jak "Józef Piłsudski w legendzie historycznej" czy napisane razem z panią Darią Nałęcz "Józef Piłsudski. Legendy i fakty" oraz książka "Spór o kształt demokracji i parlamentaryzmu w Polsce w latach 1921-1926". Pan Profesor zajmował się także okresem troszkę wcześniejszym, czyli czasami rewolucji roku 1905, a także działalnością Polskiej Partii Socjalistycznej. I tu jest znów książka współautorska z Darią Nałęcz "Zemsty grom, ludu gniew". To jest taka praca, gdzie za pomocą odwołania się do tekstu pieśni Czerwony Sztandar snuta jest opowieść o ruchu robotniczym, a także niepodległościowym z pierwszych lat XX wieku. I także pan profesor wrócił do tej tematyki w książce, która już jest napisana i czeka na wydanie, ukaże się nakładem Muzeum Historii Polski w tym roku. Jest to książka poświęcona właśnie rewolucji 1905 roku. Jest to takie syntetyczne opracowanie dotykające najważniejszych tematów związanych z tym niesłychanie ważnym dla kształtowania się nowoczesnej sceny politycznej, ale też dla problemów społecznych okresie. Dzisiaj jednak spotykamy się po to, aby zająć się właśnie piłsudczykami, o których już wspomniałem, dlatego, że na wystawie w naszej wystawie inauguracyjnej zatytułowanej "Wielkie i małe historie", wśród ponad pięciuset eksponatów prezentujemy popiersie Piłsudskiego wykonane przez bardzo ważnego polskiego rzeźbiarza Edwarda Wittiga, który jest także chociażby autorem Pomnika Lotnika Polskiego, takiej ikonicznej rzeźby w przestrzeni Warszawy, czy też rzeźby pomnika Peowiaka. Ją można oglądać przy gmachu Zachęty, a wreszcie Witting wśród wielu innych prac wykonał także rzeźbę, na podstawie której, czy raczej na podstawie projektu z lat 30. gipsowego stworzono pomnik Juliusza Słowackiego stojący na Placu Bankowym. Dzisiaj jednak skupimy się na Józefie Piłsudskim i na artystach. I punktem wyjścia właśnie jest rzeźba Wittiga. Pan profesor zaproponował temat dzisiejszego wykładu następujący "Józef Piłsudski i artyści. Od fascynacji do zawstydzenia". Panie Profesorze, zapraszam.

 

- Kłaniam się pięknie Państwu. Chciałem przede wszystkim podziękować Panu dyrektorowi Robertowi Kostro. I zespołowi Muzeum za zaproszenie. Po raz pierwszy jestem w tych murach, a towarzyszy mi autentyczne wzruszenie. Od kilkunastu lat śledzę te heroiczne boje pana dyrektora Kostro i całego zespołu, żeby muzeum powstało i w końcu powstało. Trwało to bardzo długo, zadziwiająco i niepotrzebnie długo. Muzeum Historii Polski naprawdę powinno być placówką, która w naszej przestrzeni historycznej, kulturalnej powinna funkcjonować od dawna. Ale dzięki takim ludziom wytrwałym jest i moim zdaniem będzie jedną ze świątyń polskiej historii w pejzażu Warszawy i Polski. Czuję się naprawdę wyróżniony, że zostałem zaproszony z możliwością wygłoszenia tego wykładu. Raz jeszcze chciałem Państwa bardzo serdecznie pozdrowić. Dziękuję za obecność. Liczę na dyskusję. Tak jak organizatorzy zaproponowali, planuję zmieścić się w trzech kwadransach, bo możliwości słuchaczy są oczywiście ograniczone. Chciałbym, żeby mój wykład się skończył, a nie wygasał. Jeśli państwo pozwolicie, to po tym przywitaniu i podziękowaniu siądę, to będzie mi swobodniej, jednak się będę czuł siedząc, zwłaszcza, że będę chciał odwołać się do cytatów. Z góry państwa przepraszam za swój konserwatyzm narracyjny, bo jeśli temat jest o Józefie Piłsudskim i artystach, to chciałoby się, żeby to był wykład znacznie bardziej nowoczesny, z ilustracjami, zaprezentowaniem całego tego bogactwa przedstawień Piłsudskiego, aczkolwiek nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Ja nie ukrywam, ja nie jestem specjalistą od sztuki i nie znam się na warsztacie, na tych wszystkich technikach. Ja jestem historykiem idei, myśli politycznej, gry politycznej i tak też. A ponieważ jak się mówi, to warto mówić o tym, na czym się człowiek zna, a nie udawać specjalistę od wszystkiego. To chciałem przede wszystkim tak popatrzeć na ten problem. Będę się odwoływał tam, gdzie można lapidarniej myśl przekazać cytatem z epoki do słowa mówionego. Stąd i do cytatów, bo one rzeczywiście znakomicie pokazują kształtowanie się postaw i ewolucję, ich zmianę. Proszę państwa. Mówimy. Dobrze mnie słychać, jak rozumiem. No to świetnie. To bardzo dziękuję, bo miałem wątpliwości. Proszę państwa, mówimy o półwieczu. W gruncie rzeczy tak się akurat składa, że to półwiecze, na które składa się ostatnie ćwierćwiecze niewoli. I wojna światowa, i te ponad 20 lat Polski Niepodległej to jest okres, w którym ja się zawodowo zajmuję źródłową jako historyk, ale też niesłychanie okres ważny dla najnowszej historii Polski. Ale to jest też okres właśnie wypełniony postacią Józefa Piłsudskiego. Gdyby szukać postaci dla tego okresu najbardziej reprezentatywnej, najbardziej symbolicznej, najbardziej wyciskającej swoje piętno na tych latach, to taką postacią byłby Józef Piłsudski. I widać to także w stosunku ludzi kultury do Piłsudskiego. To się wzięło nieprzypadkowo, bo przecież, proszę państwa, wielkich Polaków to było wielkie szczęście Polski, przed którą stanęła szansa odrodzenia w 18 roku. To było wielkie szczęście Polski, że wybitnych Polaków było naprawdę wielu. Był wysyp wielkich Polaków, którzy raz się wadzili, raz potrafili ze sobą współpracować, ale w sumie wspólnym wysiłkiem doprowadzili do tego, co wydawało się przez wiele pokoleń niemożliwe, czyli do odbudowania państwa polskiego i do posadowienia go na solidnych podstawach. Wydawałoby się, że na tyle solidnych, że polskość będzie trwała zawsze. Przyszła wielka próba roku 39 i oczywiście rzecz się skomplikowała.

 

No ale takich, mówiąc językiem staropolskich - termitów nie przewidywano. Ale w tym bardzo wybitnym gronie, tą postacią najbardziej znaczącą, też najbardziej przykuwająca uwagę artystów był Piłsudski. To oczywiście dlaczego tak się stało to jest temat na oddzielny wykład. Ja to bardzo zwięźle chciałbym zasygnalizować. Moim zdaniem są trzy takie główne przyczyny, które sprawiły, że ten blask Piłsudskiego błyszczał najbardziej i błyszczał między innymi najbardziej, że ta postać też zafascynowała wręcz ludzi kultury tutaj wszystkich profesji malarzy, rzeźbiarzy, litografów, ale też różnych twórców piórem. Wypełniających swoją twórczość, poezję, literaturę, ale nie tylko, bo to i sztuka użytkowa była. Właściwie cały ten świat twórców kultury był tą postacią zafascynowany, choć to był też świat różnorodny i w tej kwestii też będę dotykał. Dlaczego tak się właśnie stało? Dlaczego reszta tych wybitnych postaci znalazła się w głębokiej smudze cienia? Moim zdaniem dla kilku powodów. Po pierwsze Piłsudski postawił. Wybrał tą drogę walki o polskość, która najbardziej działała na emocje. Najbardziej też była osadzona w polskiej tradycji czynu zbrojnego, bo tak naprawdę Polska odrodziła się w roku 18 dzięki nałożeniu się na siebie dwóch wielkich koncepcji, które wydawały się bardzo konkurencyjne.

 

Bardzo ostry spór, bardzo ostra rywalizacja między tymi koncepcjami miała miejsce przed 18 rokiem. To znaczy z jednej strony była to koncepcja obozu narodowego endecji kierowanej przez Romana Dmowskiego. To była droga, która wykluczała Czyn zbrojny, która uważała, że jakiekolwiek rojenia o jakiejś walce o powstaniu to jest zbrodnia na narodzie, to jest otwieranie żył żywego organizmu bez szansy na jakiekolwiek powodzenie i wykrwawienie, wytracenie najwartościowszych, którzy powinni być wykorzystani we wzmacnianiu substancji narodowej. I endecja to konsekwentnie robiła. I ta wielka praca. Ja nie jestem fanem endecji, żeby była jasność. Powinniśmy grać w otwarte karty. Ja rozumiem ludzi, którzy mogą być zafascynowani tym ruchem, ale nie odpada mi nacjonalizm, populizm, antysemityzm. Ale jako historyk doceniam ten ogromny wkład endecji, wzmocnienie substancji narodowej, budowanie tkanki obywatelskiej. Proszę państwa, nie było przypadkiem, że jak po raz pierwszy w 19 roku, potem po raz drugi w 22 roku naród mógł się w wolnych demokratycznych wyborach wypowiedzieć, kogo obdarza swym zaufaniem, kogo chce, żeby kto rządził Rzeczpospolitą, to endecja te wybory wygrywała, co prawda nie bezwzględną większością, ale większością, gdzie do bezwzględnej większości niewiele już brakowało.

 

To był efekt tej drogi, tej strategii walki o niepodległość poprzez wzmacnianie substancji narodowej, poprzez zakorzenienie polskości w sercach, umysłach. No, można ubolewać, że nieraz zamiast pokarmu podawano narkotyk, na przykład w postaci antysemityzmu. No ale tak to było. Tylko, proszę państwa, to nie było widowiskowe, to się nie nadawało na ikonografię narodową. I była ta druga droga czynu zbrojnego, wyrąbania orężem prawa Polski do niepodległości. Droga wydawałaby się straceńcza, niemożliwa do realizacji, ale jednak licząca się i składająca się na ten cud odrodzenia. W 18 roku to było... To o wiele bardziej oddziaływały na emocje. To o wiele bardziej nadawało się jako materiał dla twórców, bo to było głęboko osadzone i w tradycji polskiego oręża. Kłaniał się gdzieś tam Grunwald, Chocim, Wiedeń, Kirholm. No i oczywiście kolejne pokolenia powstańcze. I Piłsudski był uosobieniem tej tradycji. I niewątpliwie ta droga, właśnie strategiczny wybór, czyn zbrojny jako sposób walki o własne państwo. To fascynowało ludzi kultury i sztuki. Ale oczywiście wiadomo, że sztuka jest częścią kultury.

 

Choć mamy w Polsce Pałac Kultury i Sztuki. Tak jakby jednego było mało. Natomiast. To było to ważne skrzydło tej legendy, która Piłsudskiego wynosiła ponad innych. Ale myślę, proszę państwa, że tym drugim skrzydłem to były cechy osobowe. To był rzeczywiście człowiek nietuzinkowy, wybitny. Ja już pomijam jego cechy charakterologiczne, bardzo charakterystyczny wygląd, dbanie o pewne charakterystyczne elementy jego zewnętrznego wystroju. Skromny mundur, szabla bez odznaczeń, maciejówka. To już mówi o pewnych symbolicznych przymiotach tej postaci zewnętrznego wyglądu z okresu II Rzeczypospolitej. Ale to była autentyczna wielkość. Legenda historyczna ma to do siebie, że ona nie może się żywić miałkością, przeciętnością. Żeby coś unosiło się nad narodem w postaci legendy, musi być autentycznie wielkie. I proszę państwa, żeby powiedzieć przystępniej, opowiem pewną anegdotę. Moje doświadczenie sprzed kilkudziesięciu lat. Pamiętam, zbierałem materiały do mojej pracy magisterskiej... Do mojej pracy doktorskiej poświęconej Polskiej Organizacji Wojskowej. Trochę po omacku, ponieważ podstawowy zasób aktowy oczywiście zginął. Okazuje się, że nie do końca, bo znaczna jego część została zrabowana przez Sowietów w 45 roku i powoli do Polski lat 90 wracała, choć niestety niekompletnie.

 

Natomiast szukałem trochę po omacku w różnych bibliotekach. Siedziałem przez kilka tygodni w Ossolineum i trafiłem na rękopiśmienny, znaczy w maszynopisie wspomnienia asystenta sekretarza Władysława Leopolda Jaworskiego. Władysław Leopold Jaworski to bardzo wybitny polityk galicyjski, prezes Naczelnego Komitetu Narodowego, czyli tej organizacji politycznej patronującej funkcjonowaniu Legionów Polskich. No, proszę państwa, gwiazda pierwszej wielkości w Galicji, konserwatysta nieznoszący populizmu. Endecją pogardzający w każdym calu i właśnie opisywał ten asystent Władysława Leopolda Jaworskiego, bo to był profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, opisywał relację Władysława Leopolda Jaworskiego z 21 bądź 22 roku, jak Jaworski, wtedy celebrowany jako wielkość, został zaproszony na jakąś imprezę do Poznania i naukową. Potem się odbył uroczysty obiad na kilkanaście osób i Władysława Leopolda Jaworskiego posadzono obok Romana Dmowskiego. Proszę państwa, tak jakby się no postacie z Antypodów spotkały. No ale, proszę państwa, nie znosili się politycznie. Jaworski uważał Dmowskiego za zło wcielone z wzajemnością. Dmowski uważał Jaworskiego, serwilizm austriacki, też za zło wcielone, ale dwóch kulturalnych panów dobrze wychowanych. Spotkali się na wspólnym przyjęciu no przecież nie będą mówili o polityce.

 

Więc pisze ten asystent. Profesor opowiada swoją historię rozmowy z Dmowskiego i mówi tak, opowiada. Podają zimną przystawkę to próbuje Dmowski mu zaserwować jakiś temat. Widzę front odmowy, nic nie chwyta. Podają ciepłą przystawkę, próbuje z innej strony. Nie chwyta. Podają zupę. Nic. Znowu podają pierwsze, pierwsze, drugie, pierwsze. Drugie danie. Nic. No i tak to się ciągnie. Dopiero przy deserze, jak powiedziałem "Panie prezesie, nie wiem, co pan o tym sądzi, ale takiego idioty jak Józef Haller to w życiu nie spotkałem". To Dmowski się rozpromienił i powiedział Panie prezesie, z ust mi pan to wyjął. Proszę państwa, dlaczego ja tę anegdotę w tym momencie opowiadam? Ponieważ dlaczego oni się tak porozumieli? Ku żalowi Jaworskiego, że od przystawki już nie zaczął o Hallerze, no bo miałby wtedy rozmowę na cały dwugodzinny obiad zapewnioną. No i by mieli wspólny temat, nadawali by na tej samej fali, bo oni mieli za sobą to wspólne przeżycie. Dzieliło ich wszystko. No bo Jaworski postawił na czyn zbrojny Polski po stronie Austrii.

 

Dmowski to uważał za zdradę narodową, bo uważał Legiony za agenturę pruską, a zwycięstwo Niemiec w tej wojnie za nieszczęście. Oczywiście za dowód, że nawet gorzej niż zdrady, bo głupoty, po prostu zdrady to jeszcze można wybaczyć, jeśli jakaś racjonalna... Jeśli w ogóle można. Ale głupoty to już się nie wybacza. Zwłaszcza jeśli ona rodzi takie zdradzieckie postawy. Ale Jaworski, który jako prezes MKS-u współtworzył legendę Piłsudskiego. Nie będę miał okazji dokładnie o tym mówić, ponieważ dotykamy kwestii... To zjawisko funkcjonowania Piłsudskiego w legendzie, czego przekaz artystyczny był bardzo dobrym odzwierciedleniem. To meander przy tym to prosta rzeka. To się tak wydaje, że to taka prosta droga narodowego bohatera. Ale to, proszę państwa, kręciło się strasznie. Będę mówił jeszcze właśnie o tym pierwszym publicznym wizerunku Piłsudskiego, jako to drugi właściwie, jako wodza narodowego, czyli Piłsudski w Legionach. Przez pierwszy rok budował to też NKN, ale latem 15 roku Piłsudski politycznie się rozstał z NKN-em i propaganda NKN-owska ona była, duże pieniądze, wiele talentów w to inwestowano, bardzo dobrze prowadzona. Postanowiła wyciszyć propagowanie Piłsudskiego, zastąpić go jakimś innym oficerem Legionowym. Piłsudski był komendantem I Brygady. Tylko legiony składały się z trzech brygad, więc wymyślono sobie NKN, że przykryje Piłsudskiego kultem, propagandą komendanta II Brygady Józefa Hallera. No i proszę państwa, jak to mówiono w pierwszych latach PRL-u nie matura, lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera. Na co ludzie nie podzielają tego poglądu, mówili mimo najszczerszych chęci z gówna oficera nie wykręcisz, prawda? Więc przepraszam za cytat, ale w cytatach nie ma brzydkich słów, jest tylko realizm przytoczonej wypowiedzi. Więc podobnie było z tym materiałem na legendę wodza Legionów. Bardzo obolały oczywiście zwyciężył piłsudski. W tej rywalizacji pozostał tylko głęboki uraz Jaworskiego do tej próby. A identyczną próbę podjął Dmowski w końcu 18 roku, jak szukał wodza dla armii polskiej we Francji i też postawił na Hallera. No i w czasie tego obiadu powiedział, jak mu się to udało? Jakim to był materiałem? Dlatego się może ponad miarę... Bo ta anegdota w końcu nie jest jakimś realistycznym opisem sytuacji całego skomplikowanego zjawiska, ale myślę, że pewne ziarno prawdy w niej jest. Haller był, nie chcę oceniać jego kwalifikacji, ale na symbol narodu, na wodza narodu, na materiał, na legendę się nie nadawał. I podobnie było z innymi Polakami, włącznie z tym samym Dmowskim. Piłsudski był świetnym tworzywem tej legendy i to w różnych okresach. I dlatego ta legenda tak się rozwinęła. Proszę państwa, w takim naszym codziennym przekazie uważa się, że pierwszym etapem tej legendy, że po raz pierwszy historia wzięła na swoje skrzydła Piłsudskiego i zademonstrowała to w przekazie polskiej kultury. To jest okres PPS-owskich walk Organizacji Bojowej. Ale to nie jest prawda, to jest element. To budowano już potem, już w okresie II wojny światowej zaczęto tak konstruować narrację o Piłsudskim. Natomiast kiedy Piłsudski autentycznie działał w Polskiej Partii Socjalistycznej. Kiedy był liderem tej partii, kiedy kierował organizacją bojową tej partii w latach 1914-1918. To temu nie towarzyszył przekaz medialny. Proszę państwa, nie mógł towarzyszyć. To była konspiracja. Konspiracja wymaga ciszy. Łatwo też to udowodnić, że w gruncie rzeczy do 1908 roku nawet dosyć wtajemniczony w politykę Polak o Piłsudskim nie miał pojęcia. Kiedy zaczęto nagłaśniać Piłsudskiego, zaczęto budować legendę komendanta strzelców i aktywny już udział w tym mieli ludzie kultury i sztuki. Od 1908 roku w okresie początku galicyjskiego etapu życia Piłsudskiego. To wtedy... A to jeszcze trwało, proszę państwa, przez cały okres II wojny, nawet jeszcze na początku, w pierwszych miesiącach Polski Niepodległej, rzeczą nagminną jest pisanie nazwiska Piłsudskiego z błędem. Zamiast Piłsudski pisano Piłsucki tak jak fonetycznie, jak słyszano. A tak oczywiście krążyły jakieś głuche wieści o liderze socjalistów. Dla jednych to był czerwony bohater, dla innych to był bandyta napadający z bronią w ręku na kasy rządowe, na pociągi. Proszę państwa, jak ktoś chce zobaczyć, jak mógł być wykrzywiony wizerunek tych bohaterów z organizacji Bojowej, to niech sięgnie po książkę naszego, no krzepiciela serc i rzeczywiście rządcy polskich dusz tego okresu Henryka Sienkiewicza. Henryk Sienkiewicz napisał taką powieść "Wiry", proszę państwa, to jest taka powieść jak "Ogniem i mieczem", tylko tłuszczą dziką kozacką są bojowcy z PPS-u, czerwoni bandyci, prawda?

 

I to rzeczywiście okrucieństwa kozackie z "Ogniem i mieczem" są niczym w porównaniu z tą bezwzględnością i bandytyzmem tych bohaterów czerwonych, antybohaterów z "Wirów" to jak ktoś chce zobaczyć do czego może zaślepienie i doprowadzić w przekazie literackim, to może sobie sięgnąć. Chociaż ja akurat uwielbiam powieści Sienkiewicza i po "Wiry" sięgam niechętnie, bo to mi się taki robi dysonans w odbiorze tej postaci. Więc, proszę państwa, Piłsudski się pojawił w przestrzeni publicznej w 1908 roku, kiedy powoli rozstawał się z socjalizmem i stawiał na polski czyn zbrojny w sojuszu z Austrią, w przyszłej nadciągającej wojnie. To 1908 rok jest taką cezurą otwarcia, kryzys bośniacki. Nagle w Europie, wydawałoby się spokojnej, stabilnej zbrojnym pokojem pomiędzy dwoma potężnymi blokami mocarstw, wydawało się, że ludzkość stworzyła tak koszmarne środki zniszczenia, że ich nigdy nie użyje. No bo przecież nikt o zdrowych zmysłach nie pójdzie na wojnę, która będzie kosztowała kilkadziesiąt milionów ludzkich istnień. Okazało się proszę państwa, spokojnie, jak człowiek stworzy jakąś broń, to prędzej czy później ją użyje, prawda? Tu nawet nie trzeba było długo czekać. Po paru latach jej użyto. W 1908 roku zapachniało w całej Europie wojną. Polacy w Galicji zaczęli się szykować. Część tych taka lewicowo-postępowa do wywołania powstania antyrosyjskiego w zaborze rosyjskim. I Piłsudski stał się postacią symboliczną dla tego obozu. I od tego czasu zaczął się pojawiać też w takich... Znaczy, proszę państwa, to był bohater jednego obozu, wcale nie dominującego w Galicji. Bez przesady. My dzisiaj jesteśmy skłonni wyolbrzymiać to zjawisko poprzez znajomość następnych etapów życia Piłsudskiego. Ale wtedy rzeczywiście pojawiły się pierwsze artystyczne obrazy Piłsudskiego z brodą zresztą, bo on nosił wtedy brodę ze względów konspiracyjnych. Ale zgolił ją dopiero w pierwszych miesiącach wojny. Ale tak naprawdę ta legenda Piłsudskiego rozkwitła w 1914 roku, kiedy wybuchła wojna. Kiedy strzelcy wyruszyli do Królestwa. Powstanie nie wybuchło. Akcja się nie udała, ale rzeczywiście stworzono polską formację w ramach armii austro-węgierskiej Legiony polskie. I Piłsudski, chociaż był jednym z dowódców najpierw pułków, potem brygad. Tam była komenda Legionów na czele z austriackim generałem. Ale ten świat Polski patriotycznej, Polski w Legionach widzącej to kolejne pokolenie polskich żołnierzy walczących o odbudowę Polski. To było wbrew realiom politycznym. Tak naprawdę byliśmy zainteresowani, żeby wojnę wygrała Ententa, tak to się skończyło w 18 roku. No, nie daj Boże dla sprawy Polski, gdyby wojnę wygrały państwa centralne, a Legiony temu służyły. Ale to o tym nie mówimy dzisiaj, broń Boże. Ale rzeczywiście ten czyn legionowy rozpromienił cały galicyjski świat kultury. Proszę państwa, tu Legiony były bardzo nietypową formacją. Była formacja ochotnicza, zwłaszcza jeśli chodzi o I Brygadę, tą formacja piłsudczykowską. To była formacja inteligencka, mnóstwo malarzy, rzeźbiarzy. Niesłychanie rozczytane wojsko. Tam w tych żołnierskich plecakach, gdzie wiadomo, trzeba to nosić, na plecach, nosi się tylko najbardziej zbędne rzeczy. Często zastępowano podstawowe wyposażenie żołnierskie książkami. Jest sporo zdjęć z tego okresu. Zimę i wiosnę z 14 na 15 rok w okopach nad Nidą Legioniści na Kielecczyźnie spędzili częściowo te pozycje były w glinie kopane. Widać jak ci żołnierze, Rzeźby takie na transze jak modelowane, bardzo piękne nieraz, które przetrwały kilka godzin jak to na przedpolu linii frontu.

 

I klimat tej formacji niósł też Piłsudskiego. Wtedy właśnie Piłsudski w galicyjskiej legendzie narodowej wyrósł na wodza hetmana Polski niepodległej. Miałem tutaj cytaty, ale patrzę na zegar. Muszę się streszczać. Proszę państwa, w Legionach służyli tak wybitni malarze, wymienię tylko kilka nazwisk Leon Wyczółkowski, Wojciech Kossak, Julian Fałat. Stąd z tego okresu są też ich portrety Piłsudskiego, ale też w Legionach służyli i wybrali potem karierę oficerską. Bardzo dobrze zapowiadający się malarze, jak Edward Rydz, późniejszy Śmigły generał, jak Kazimierz Młodzianowski, późniejszy komendant główny policji czy minister spraw wewnętrznych, jak Józef Zamorski, pseudonim Kordian, późniejszy główny komendant policji, ale też jak ktoś by sięgnął do ikonografii Kazimierz Sichulski, znakomity ilustrator, autor pierwszych sztychów wyobrażających Piłsudskiego jako wodza narodowego z 14-15 roku. Zdzisław Czermański, późniejszy grafik, karykaturzysta, autor słynnych karykatur z Piłsudskim z Cyrulika Sewilskiego. Piłsudski miał dystans do siebie, kazał 13 najlepszych karykatur powiesić w Belwederze Czermańskiego. No, między innymi dlatego, że one budowały też jego legendę. To był portret, to było ujęcie niby karykaturzysty, karykaturzysty pokazującego wielkość tej postaci. Proszę państwa, ta legenda Piłsudskiego jako wodza narodu miała ten mankament, że to była legenda tylko części społeczeństwa. Po pierwsze galicyjskiej, nie lewackiej poza tym tylko tej optującej za sojuszem z Austrią. Żeby się nie rozwodzić. Największym moim wrogiem jest czas. Jedna scena tylko strzelcy, legioniści byli zafascynowani Sienkiewiczem. Jak się patrzy na pseudonimy legionowe, to bardzo wiele pseudonimów jest z trylogii Kmicica. Ileż tam było Zagłobów, Rzędzianów. Jak strzelcy zajęli Kielecczyznę to delegacja ułanów najbardziej malowniczy, widowiskowy, nawiązujący do tej polskiej amarantowej tradycji, udała się do Oblęgorka, czyli tego dworku, który od narodu Sienkiewicz otrzymał w podzięce za swoje krzepiące serca powieści, żeby się pokłonić swojemu mistrzowi wieszczowi, przewodnikowi. Sienkiewicz do nich nie wyszedł. Kazał im powtórzyć, że do pruskich agentów nie wyjdzie i że najlepsze, co mogą zrobić, to się opamiętać i przestać szkodzić ojczyźnie. To dla nich było szokiem. No, proszę państwa, ale to była postawa znacznej części społeczeństwa.

 

Tak naprawdę. Świat kultury i sztuki, głównie galicyjski, przeprowadził wielką batalię i to też nieskutecznie, żeby odwojować część tej straconej pozycji w Królestwie Polskim, w zaborze rosyjskim. Jak Rosjanie zostali wyparci i jak te tereny były okupowane przez Niemców i Austriaków? Oczywiście ta pierwsza okupacja niemiecka była diametralnie inna niż ta, którą znamy z lat 39-45. Niby dwie okupacje, ale to niebo i ziemia. Oczywiście było niebo i piekło. Oczywiście niebo w czasie I wojny światowej, piekło w czasie II. Ale tym ograniczeniem popularności Piłsudskiego, do tej legendy Piłsudskiego to proszę Państwa Był ten związek z państwami centralnymi, ten ponury cień pruskiej zaborczości. Jednak endecja ogromną pracę wykonała przez kilkanaście lat, żeby przekonać przytłaczającą większość Polaków w zaborze pruskim, w zaborze rosyjskim, że owszem, Rosjanie tępi, nie potrafią się z nami porozumieć. Zamiast się porozumieć i wspólnie walczyć z nawałą germańską, to z nami walczą bezsensownie wytrącając energię. Ale tak naprawdę śmiertelne niebezpieczeństwo dla Polaków grozi ze strony Prus, a zjednoczone Niemcy zostały zjednoczone na modłę pruską.

 

To są wielkie Prusy i każdy, kto się wiąże z Niemcami, a Austria to tylko satelita niemiecki, szkodzi sprawie polskiej. To ciążyło nad możliwościami tej legendy. To było bardzo poważnym ograniczeniem. To sprawiało cały czas, że to była legenda tylko skromnej części społeczeństwa. Nie chciałbym w tej chwili wyważać, co trzeba byłoby szczegółowego wywodu w jakiej części, ale moim zdaniem zdecydowanej mniejszości, co znakomicie uskrzydliło tą legendę Piłsudskiego, co dodało jego skrzydła. Aresztowanie przez Niemców w lipcu 17 roku, zresztą sprowokowane przez Piłsudskiego. Piłsudski sobie zdał sprawę latem 17 roku, że dotychczasowa stawka na państwa centralne się nie sprawdza, że od lata 17 roku zaczął być przekonany, że państwa centralne przegrają wojnę, chociaż na frontach wcale się nie miały tak źle. I że wojnę wygrał Ententa. No ale sojusznikiem Ententy był śmiertelny wróg i konkurencyjny obóz - Dmowskiej endecji. Tam Piłsudski nie miał czego szukać. Były nawet snute jakieś plany, że Piłsudski na czele oddziałów legionowych przebije się przez front, przejdzie na teren Rosji, ogarnięty rewolucją, stamtąd na zachód, jak Haller na przykład.

 

Ale Piłsudski wiedział, że teren jest zajęty i nie ma tam czego szukać. Tak naprawdę sprowokował uwięzienie przez Niemców. Choć, proszę państwa, to nie jest tak, że spędził kilkanaście miesięcy w Magdeburgu i wrócił jako bohater, bo to jest prezentyzm historyczny, to jest wykorzystywanie wiedzy przyszłej dla danego okresu. Piłsudski przeciwstawiając się Niemcom i robiąc zwrot o 180 stopni z postawy proniemieckiej, zamieniając na antyniemiecką i podległym mu organizacje, przede wszystkim właśnie ten pierwowzór, ten pierwowzór przyszłej Armii Krajowej, czyli Polska Organizacja Wojskowa, wiele ryzykował. Była wojna, Niemcy go mogli postawić przed sądem wojskowym i rozstrzelać po prostu. Kto by się tam przejął jakimiś brygadierem dawnym, legionowym, nawet byśmy nie mieli pojęcia, że ktoś taki był. No bo kto... Może to co więksi fascynacji historii by tam taką postać zapamiętali. Ale oczywiście nie byłoby całego tego dorobku po roku 17, architekta niepodległości, no i polityka najbardziej ciążącego nad tą niepodległością. No ale te kilkanaście miesięcy w więzieniach Niemieckich internowania Piłsudskiego sprawiło, że Piłsudski jesienią 18 roku był jedynym w Polsce politykiem, który siedział. Chciałem powiedzieć we wszystkich więzieniach zaborczych, w austriackim nie, ale w Austrii trafić do więzienia za patriotyzm było bardzo trudno, więc to żaden wyrzut. Ale i miał za sobą Syberię i był najbardziej poszukiwanym przestępcą politycznym w Imperium Rosyjskim przez kilkanaście lat i miał za sobą więzienie niemieckie. Pojawił się w Warszawie, kiedy przyszło do budowania Polski, jako więzień Magdeburga, jako więzień Niemców. A te kilkanaście miesięcy jego zwolennicy w Królestwie bardzo intensywnie wykorzystali dla budowania jego właśnie wizerunku jako tego wodza narodu, który każdemu skacze do oczu, który sam jest gotów uderzyć na całą potęgę wszystkich zaborców w imię wolnej Polski. Jakby tak rozłożyć na pierwsze czynniki od strony polityki, to można by było mieć dużo wątpliwości. Ale legendę to uskrzydlało proszę państwa, i ta legenda w 18 roku doznała kolejnego przepoczwarzenia, bo Piłsudski z legendarnej postaci jednego obozu, wspieranego bardzo talentami polskich twórców, ale tylko części tych twórców identyfikujących się z jedną opcją polityczną, wyrósł na głównego architekta niepodległości, na symbol państwowości. Bardzo dbał o ten wizerunek. Jak sięgamy, kapitalnym materiałem są różne dzienniki, czyli na żywo notowane zapiski ludzie kultury w tamtych czasach często prowadzili takie właśnie sztambucha, notatniki, diariusze. Sporo z nich dotrwało do naszych czasów. Część jest, coraz więcej jest wydanych. Kapitalne są dzienniki Marii Dąbrowskiej, Zofii Nałkowskiej. Widać, jak te środowiska lewackie zaboru rosyjskiego w pierwszych miesiącach postrzegają jeszcze Piłsudskiego jako polityka socjalistycznego. Proszę państwa, no, prawdę mówiąc, najdłużej w swoim życiu Piłsudski był socjalistą. Wstąpił do PPS-u w 1903 roku. Formalnie się rozstał z Polską Partią Socjalistyczną dopiero w 14 roku. To mamy prawie ćwierć wieku, prawda? To jest połowa aktywności, a nawet więcej Piłsudskiego, więc trudno się dziwić, że był postrzegany jako socjalista. Proszę sobie przypomnieć, jak długo z prezydentem Kwaśniewskim do NATO już Polski wprowadził do Unii Europejskiej i ciągle był postkomunistą, prawda? Do dzisiaj dla niektórych jest postkomunistą. Taki Piłsudski trudno się dziwić, że w pierwszych miesiącach niepodległości był postrzegany jako jako socjalista, ale na głowie stawał, żeby odrzucić to dziedzictwo, żeby się zaprezentować jako polityk ogólnonarodowy.

 

Stąd to on był autorem nazwy tego najwyższego w państwie stanowiska głowy państwa, naczelnika państwa, czyli tradycja kościuszkowska. Nie żadna tam lewicowa, postępowa, ale obywatelska, narodowa. Naczelnik. Naczelnik państwa. Zresztą Piłsudski był mistrzem też i autokracji. Opatrzność mu talentu nie poskąpiła i rzeczywiście też, ale też bardzo dbał, i to w taki bardzo inteligentny sposób o tą autokreację. Ale wtedy stał się uosobieniem odrodzonego państwa. Autentycznie był najważniejszym twórcą tej niepodległości. A ponieważ emocje, talenty całego świata polskiej kultury wprzęgnęły się w ten rydwan własnej państwowości, to Piłsudski jako postać symboliczna dla tego stał się natchnieniem dla artystów. Właśnie okazją do naszego spotkania jest rzeźba Edwarda Wittiga, ta najbardziej klasyczna, budująca legendę Piłsudskiego, człowieka dojrzałego, zamyślonego, skromnego. Żadne tam ordery, prawda szara, nie widać, że szara, ale prosta kurtka bez dystynkcji. Żadnych odznaczeń. Odznaka parasola, czyli szkoły Oficerskiej Związku Strzeleckiego z czasów galicyjskich. I nic więcej. I proszę państwa, ta legenda Piłsudskiego jako architekta, jako naczelnika państwa, ona też zyskała poza tym autentycznym utożsamieniem się tego świata artystycznego z tą postacią.

 

Ona też zyskała wsparcie w całym aparacie państwa. Portrety Piłsudskiego zaczęły wisieć w urzędach, w szkołach jako naczelnika państwa. Nie mówiąc o tym, że niezwykle ważnym elementem legendy jako wskrzesiciela Polski była jeszcze legenda zwycięskiego wodza, który ocalił niepodległość. To jest autentyczna zresztą zasługa Piłsudskiego z 20 roku. Więc owszem, była też, proszę państwa, i czarna legenda. Ja o niej nie będę mówił, bo to nie było tak. Świat artystyczny, chociaż on miał wyraźny przechył w stronę tej Polski, która się identyfikowała z Piłsudskim, to też wielu twórców było poglądów endeckich. Oni oczywiście byli twórcami anty legendy, czarnej legendy Piłsudskiego. Ja się tym nie zajmuję i czasu nie ma i serca do tego nie mam. Proszę państwa, ale to, co było też taką dodatkową motywacją dla tego świata, polskiej kultury, żeby wiązać się z Piłsudskim? Ano podział, który zaczął głęboko Polskę dzielić, tak jak przed 18 rokiem Polska była głęboko podzielona głębokim sporem, jak walczyć o niepodległość, czy tą drogą endecką, o której mówiłem, czy tą drogą Piłsudskiego czynu zbrojnego aktywności. Tak, ten podział przetrwał moment odrodzenia. Tylko on się zamienił w wielki spór na jakich fundamentach zbudować polskie państwo i jakimi zasadami ma się kierować? I była wizja Polski endeckiej, Polski, narodu polskiego, ale pojmowanego etnicznie. A pamiętajmy Polacy byli tylko dwoma trzecimi obywateli tego państwa. 1/3 obywateli tego państwa nie była Polakami etnicznymi, obywatelami polskimi, ale oczywiście pochodzenia żydowskiego, ukraińskiego, białoruskiego, niemieckiego. Jakby tak człowiek chciał wszystkie narodowości wymienić, to by nam tutaj zajęło to kilka minut. Więc wizja państwa nacjonalistycznego oznaczała ogromny konflikt. Była ogromnym zagrożeniem dla demokracji. Jak zbudować państwo demokratyczne, jak polska większość chce niepolskiej Polskiej mniejszości narzucić status obywateli drugiej kategorii. To się w państwie demokratycznym nie da zrobić. Więc to oczywiście od razu pachniało autorytaryzmem. Nie mówiąc już o populizmie, antysemityzmie. Ta wizja polskiej endeckiej, atrakcyjna dla części społeczeństwa. Mówiłem już, że endecja, dopóki wybory były wolne, to je wygrywała. Ale ona akurat, znaczy ona im niżej, tym była popularniejsza, im wyżej, tym było więcej wątpliwości, zastrzeżeń.

 

Ta Polska kultury, sztuki. Ona jednak w większości sympatyzowała z Piłsudskim, identyfikując go z demokracją, z liberalizmem, z postępem. Z tolerancją narodową, z otwartością. No, wiązano to z Rzeczpospolitą wielu narodów, choć oczywiście to było tylko piękna metafora historyczna. Tam był naród szlachecki. Tutaj oczywiście chodziło już o narody plebejskie milionowych rzesz prostych, prostych ludzi. Ale wtedy właśnie, w tym okresie lata i wojny, ten kult Piłsudskiego wodza to było tylko pierwsze zakorzenienie tej legendy budowanej talentem polskich artystów. Tak naprawdę głębokie zakorzenienie w społeczeństwie, w przestrzeni publicznej to był ten okres, kiedy Piłsudski sprawował najwyższe urzędy w Polsce, czyli 1923. Potem przychodzi okres Sulejówka, bo w 23 roku ta polska endecja dochodzi do władzy, powstaje rząd Witosa i Piasta. Piłsudski reaguje alergicznie, demonstracyjnie podaje się do dymisji ze wszystkich stanowisk. W międzyczasie jeszcze jest, proszę państwa, dramatyczne doświadczenie z grudnia 22 roku i zamordowanie prezydenta Narutowicza, bo rzeczywiście przypadek sprawił, nie mamy czasu, żeby w to szerzej wnikać, przypadek sprawił, że w Zgromadzeniu Narodowym, w wyniku błędnej gry endeckiej, tu endecy przeszarżowali. Jak w pokerze dobrali za dużo kart i myśleli mieli 21 mówiąc o grze w oko, a mieli furę, prawda? I mając wszystkie szanse, żeby obsadzić prezydenturę swoim kandydatem, doprowadzili, że zjednoczyli się wszyscy przeciwko nim i Narutowicz został wybrany. Nie potrafili tego uszanować. Wyprowadzili ludzi na ulicę, uruchomili kampanię nienawiści, wepchnęli szaleńcowi... On, jeśli chodzi o badania psychiatryczne, był normalny. To był polityczny szaleniec. Ale Narutowicz został zastrzelony. Proszę państwa, te dwie Polski nacjonalistyczno-populistyczną i tą demokratyczną, liberalną, wielokulturową, tolerancyjną, na różność Polski podzieliła krew prezydenta. Ta pierwsza Polska zamordowała reprezentanta tej drugiej Polski. My nie doceniamy znaczenia tego wydarzenia i ostrości tego sporu. Tak naprawdę jak biograf Piłsudskiego, szukam jej momentu, kiedy Piłsudski zaczął być gotów na robienie rzeczy strasznych w imię egzekwowania swojej wizji Polski. To jest grudzień 22 roku. Zwłaszcza, że do tego doszedł jeszcze rys osobisty. Zabójca na procesie. Bo w kilka miesięcy, w kilka tygodni po zamachu odbył się proces. To było bardzo proste, zabójca się przyznał, złożył wyjaśnienia. Wszystko. W ogóle dowody to można było przez kilka dni zbierać. Nie uciekał. To wszystko było publiczne. To w ogóle świadków było co niemiara, więc zabójca na procesie. Jedną z największych sensacji było, że zabójca, celowo nie wymieniam jego nazwiska, bo nie powinniśmy popełniać błędów z pamięcią o Herostratesie powinniśmy pamiętać o wybitnej świątyni, którą zniszczył, a nie o nazwisku barbarzyńcy, który chciał tak przejść do historii. Powinniśmy powtarzać i to bardzo często, nazwisko Narutowicz, ale zabójcę traktować anonimowo. Choć jesteśmy na Cytadeli, a na stokach Cytadeli został stracony przecież. Ale największą sensacją tego procesu było to, że zabójca powiedział, że Narutowicz był przypadkową ofiarą, bo tak naprawdę długi czas się szykował do zastrzelenia Piłsudskiego. Bo to Piłsudski jest zakałą, to Piłsudskiego ta normalna Polska powinna usunąć, jeśli chce się normalnie rozwijać. I Piłsudski tak naprawdę ocalił sobie życie. Decyzję o nie kandydowaniu na urząd prezydenta. Oznajmił tę decyzję czwartego i piątego. Miał otwierać wystawę sztuki w kamienicy Baryczków na Starym Mieście. Kopia sytuacji z 16 grudnia.

 

Tak jak Narutowicz był na wystawie jesienno-zimowego sezonu artystycznego w Zachęcie, to preludium tego była wystawa w kamienicy Baryczków. Tam Piłsudski miał być i tam miał zostać, tam go chciał Niewiadomski zastrzelić, ale gdy się dowiedział, że Piłsudski nie kandyduje, no więc skoro się usuwał, odchodził, jakby sam uznawał, że już nie ma dla niego miejsca w życiu publicznym Polski, to po co go jeszcze zabijać? Ale to też dodatkowo się na psychice Piłsudskiego ta wiadomość, że cudem ocalił życie, nie wiedząc w ogóle o tym. No bo nie było siły, nie było siły, żeby nie trafił w Zachęcie tak, nie było siły, żeby nie trafił w kamienicy Baryczków. Ale to było też pęknięcie tych dwóch światów. I ten świat kultury i sztuki brał Piłsudskiego siłą swego talentu i wynosił na wyżyny narodowej zasługi, bo traktował go jako barykadę przeciwko tej Polsce endeckiej. I Piłsudski to wyzwanie przyjął. Kiedy został sformułowany rząd Witosa, Piłsudski stanął w pierwszym szeregu jako chorąży walki z Polską endecką, nacjonalistyczną, uważając, że tego rodzaju polityka, taki program dla państwa to jest zguba dla państwa.

 

To jest wstęp do tragedii narodowej. Demonstracyjnie się zrzekł wszystkich urzędów w sali malinowej zaatakował endecję takimi słowami, prawda, które się nie nadają niemalże do cytowania, bo między innymi tam sportretował propagandę endecką jako zaplutego karła na krzywych nóżkach, wypluwającego swoją brudną duszę w opluwaniu Piłsudskiego. Ale proszę państwa, ten okres Sulejówka to jest okresem, kiedy rodzi się w kręgach artystycznych legenda Cyncynata, to znaczy rzymskiego wodza, który ocalił siłą swojego geniuszu Rzym, ale ocalił Rzym, jak Rzym był już bezpieczny, to się wycofał. Znowu uprawiał rolę. A tam, w Sulejówku co prawda nie było roli do uprawy, ale ja nie wymyśliłem tego określenia. Jeden ze skamandrytów, skamandryci byli zakochani w Piłsudskim oczywiście, jeden ze skamandrytów. Julian Lechoń. Jan. Przepraszam, nie mam szczęścia. Jan Lechoń w Skamandrze w 24 roku opublikował pierwszy reportaż z Sulejówka "Wiadomości Literackie", najbardziej opiniotwórcze w polskich kręgach kulturalnych "Tygodnik" wielki reportaż o Piłsudskim. Właśnie tam Piłsudski został po raz pierwszy nazwany Cyncynatusem. No i wrócił proszę państwa, żeby ratować państwo w 26 roku, w maju. Znamienne. Ten świat bardzo wrażliwy na wolność, na demokrację, nie miał żadnych wątpliwości, żeby się opowiedzieć po stronie zamachowca, który gwałcił konstytucję, który dokonywał zbrojnego puczu, który scyzorykiem kroił konstytucję, konstytucję i legalizm Rzeczypospolitej. To temu światu nie przeszkadzało, ponieważ panowało przekonanie, że to jest tylko ruch wyprzedzający przed otwartą dyktaturą endecji. Żeby oddać nastroje tego świata cytat z Dziennika Marii Dąbrowskiej. Postać, która jak się śledzi jej dziennik, to miała różne wątpliwości co do Piłsudskiego, ale mniejsza z tym. Ale jest jej wpis z 17 maja 26 roku, więc po kilku dniach. Zresztą wcześniej nie robiła notatek. Widać czekała jak się to... I zapisała Dąbrowska tak "Stała się w Warszawie rzecz przeraźliwa i wspaniała zarazem. Jakby rozdział z historii greckiej. Rewolucja wojskowa o ideał moralny. Dokonał jej Piłsudski, za którym stanęło całe wojsko, cała ulica, cały dół społeczeństwa. To akurat nieprawda do końca, ale ładnie brzmi. Został postawiony postulat czysto moralny nie wolno igrać z honorem żołnierza, rozkradać mienia narodu ani żyć pozorami na pokaz.

 

Starły się w Polsce dwa narody moralne". To jest ten podział bardzo ostry, o którym mówiłem. "Jeden naród twórczości i doskonalenia się, docierający do istoty zagadnień i drugi naród, naród kłamstwa i konwenansu". Ileż jest dystansu, pogardy wręcz dla tej drugiej Polski, intelektualista nie przystoi taka postawa. "Zostały stworzone warunki do nowego życia". Proszę Państwa, jest znamienny dopisek, już w czasach okupacji II wojny światowej Dąbrowska przeglądała te notatki i dopisuje jedno krótkie zdanie "Boże, jaką pomyłką okazała się ta wizja". I tu jesteśmy, dochodzimy od tego oczarowania do początków zawstydzenia, rozczarowania i zawstydzenia. Ale po maju to była skromna mniejszość. Przytłaczająca większość tego środowiska absolutnie ciągle żeglowała pod tym kursem Piłsudskiego, wielkiego herosa, wielkiej postaci, wielkiego architekta polskiej pomyślności, wolności, demokracji. To pięknie oddaje wiersz Benedykta Herca zatytułowany znamiennie "Augiaszowa stajnia". W ogóle zbitka augiaszowa stajnia dla charakterystyki Polski przed 26. to ulubiony termin propagandy piłsudczykowskiej. Ale to jest wiersz, który powstaje już potem, więc on pokazuje te nastroje z tego pierwszego okresu pomajowego. Jak poeta widzi Polskę i Piłsudskiego, rząd bez ministrów, Sejm bez konstytucji, Polska bez granic.

 

A że ktoś narzuci kolej bez maszyn na skarb, bez gotówki w wojsku koterie i jakieś placówki w aprowizacji, co tydzień zatorek na każdym kroku dawni łapownicy, chociaż dla swoich brak miejsca w stolicy. W ogonku cicha marznie starowina, bowiem sklepowa miejska to hrabina. Gdy coraz większa tu stajnia Augiasza, do Belwederu westchnienie wiatr niesie. A chwyćże miotłę polski Herkulesie" tak postrzegano Piłsudskiego, proszę państwa. I to się dosyć dobrze nakładało. Bo my często nie doceniamy tego, że lata po maju to nie była zasługa piłsudczyków, bo tak naprawdę obfitowała reforma Grabskiego, stabilizacja w całej Europie. Ale to były lata do 26 roku. To były, tak mówiąc językiem biblijnym, lata chude. Lata 26-29, dopóki nie przyszedł wielki kryzys to były lata tłuste, rzeczywiście gwałtownie rosła produkcja przemysłowa, rolnictwo, zamożność. Jak mówiłem tutaj o dziennikach ludzi kultury. Jak się czyta zapisy w 26 roku, to były pierwsze wybory po maju 26 roku. BBWR tam startował z numerem 1. Wtedy się głosowało nie na nazwiska, tylko na numer listy, a politycy układali listę i kolejność na niej, a obywatel głosował tylko na listę.

 

To ludzie wręcz się z dumą zapisują w tych dziennikach, że zagłosowali na jedynkę, czyli na BBWR, czyli na tą partię, którą piłsudczycy stworzyli. Ten nastrój trwał do 30 roku. No i schody. Mówiąc językiem Wieniawy-Długoszowskiego po biesiadowaniu całonocnym w Adrii i potrzebie zejścia z piętra na parter, schody zaczęły się w 30 roku. Jak Piłsudski umiejętnie, zakulisowo, głośno deklarują co innego, budował podstawy systemu autorytarnego od maja już 26 roku. Nie czas nie ma miejsca. I tak przeciągnę kilka minut. Zapowiedziany wstęp kamuflował to bardzo umiejętnie. Historyk musi się mozolnie odtwarzać. Te jego działania bardzo przemyślane, bardzo konsekwentne, bardzo umiejętnie prowadzone. W 30 roku sytuacja się zaostrzyła. Tak naprawdę Polak w polityce ceni sobie rządzącego przez przestronność swoich kieszeni, przez objętość swojego portfela, przez to, co i za ile może kupić. Przez bezpieczeństwo, po daj Boże dostatek swojej rodziny. Pierwsze lata po majowe można sobie wymarzyć. Potem ogromne tąpnięcie. Największy kryzys dotychczasowy świata. On szczególnie mocno rąbnął w Polskę. No Piłsudski i jego rządy kolejne nie były bez winy, bo wybrały fatalną drogę walki z kryzysem.

 

Nie ma miejsca, żeby o tym mówić. To już z legendą nie wiąże. Natomiast nastroje zaczęły się odwracać, bo oczywiście władza piłsudczykowska, która sobie tą pomyślność przypisywała swojemu mądremu rządzeniu, padła ofiarą swojej propagandy. To się często władzy tak kombinującej zdarza. Jeśli jest dobry okres koniunktury, władza to wykorzystuje i wszystko przypisuje sobie. To jak przychodzi tąpnięcie, to ludzie już są przyzwyczajeni, że wszystko zależy od władzy i wtedy się nie da tłumaczyć obiektywnymi czynnikami. No bo wystarczy nie kraść, żeby było dobrze. Więc proszę państwa, oczywiście znamy to hasło z innego zupełnie okresu, ale nie bez kozery go użyłem, bo prawdę mówiąc, jakbyśmy tak zaczęli grzebać w tej propagandzie po majowej BBWR-owskiej, to niewykluczone, że już ktoś wtedy jakiś mądrala od propagandy wpadł na pomysł, że wystarczy nie kraść i gdzieś to napisał. Marszałek był w tej legendzie budowany jako symbol skromności, który cudzego nie ruszy, prawda? Miałem tu nawet wiersz Tuwima na ten temat innego skamandryta, ale już nie mam czasu go czytać. No, ale naród się zaczął burzyć. Opozycja zyskała wiatr w żagle. Zaczęło się robić przestronnie i luźno na wiecach piłsudczykowskich, sanacyjnych. Zaczęło gęstnieć, tłumy na wiecach opozycji. Piłsudski doszedł do wniosku, że nie będzie czekał. Wojskowy - jak robi się groźnie, trzeba uderzyć mając inicjatywę w ręku i dopóki jeszcze ma się przewagę strategiczną. I rzeczywiście przystąpił do brutalnej rozprawy z opozycją. W Polsce zaczęły dziać się rzeczy straszne. No a środowisko kultury na tego rodzaju gwałty, nieprawości władzy jest szczególnie wyczulone. Takim momentem zwrotnym była sprawa Brzeska. Piłsudski w walce z opozycją po rozwiązaniu Sejmu polecił uwięzić kilkunastu liderów opozycji. Osadził ich w wojskowym więzieniu w Brześciu. Chociaż to byli cywile, byli tam oni poddani brutalnemu reżimowi. Wielu z nich było pobitych, upokarzanych, prawda? W grudniu roku 30. posłowie opozycyjni w Sejmie zgłosili w tej sprawie interpelację do premiera i treść tej interpelacji, opisującej te wszystkie okropności Brześcia podziałała jak zimny prysznic, zwłaszcza na te środowiska. Zaczęły się protesty środowisk. Pisarze protestowali. No jak to, proszę państwa, taki zdrowy moralny odruch niezgody na przemoc. To szczególnie bolało to środowisko. No bo, proszę państwa, firmował tę przemoc idol tego środowiska. Jak to robi druga strona, o której jesteśmy złego zdania? No to czego od łobuza oczekiwać, że się będzie jak łobuz zachowywał. Ale skoro to robi nasz idol, no to jest szczególnie... To trzeba świecić oczami w swoim środowisku. No ale to też bardzo boli. I te protesty rzeczywiście się podniosły wysoką falą. Ale, proszę państwa, tutaj kończę moją opowieść o tym. One nie przyniosły wielkiego rozczarowania. One przyniosły pewne zawstydzenie w tym środowisku. Oczywiście część ludzi definitywnie zerwała. Andrzej Strug jest dobrym przykładem. Legionista, znaczy kiedyś jeszcze socjalista, legionista, piłsudczyk, zdeklarowany w pierwszych latach niepodległości po maju, z wątpliwościami po Brześciu, stanowczo przeciwstawiający się sanacyjnej dyktaturze. Jedna z najbardziej znienawidzonych postaci. Ale, proszę państwa, chciałem państwu ten moment zawstydzenia zilustrować. Mam nawet cytat, ale on jest obszerny, więc muszę go skrócić, bo już kończę. Jest taki bardzo charakterystyczny. Notatka Zofii Nałkowskiej z początku 41 roku w Dzienniku. Bo ona podpisała oczywiście protest protestujący przeciwko gwałtom brzeskim organizowanych w środowisku pisarzy, chociaż była bardzo mocno w tym środowisku zakorzeniona. Przypomnę tym, którzy nie wiedzą to przecież była żona pułkownika wtedy Jura Gorzechowskiego, szefa wojskowej żandarmerii, a to legendarna postać z 1905 roku, bo wtedy jeden z czołowych bojowców Organizacji Bojowej PPS, Gorzechowski pod pseudonimem Jur, był wykonawcą największego majstersztyku Organizacji Bojowej, to znaczy uwolnienia dziesięciu więźniów skazanych na stracenie z Pawiaka poprzez bardzo chytry ruch, niemalże jak z sensacyjnych kart II wojny światowej. Dokonano mistyfikacji, że zadzwonił do komendanta, naczelnika komendanta więzienia na Pawiaku ober policmajster, czyli szef policji w Warszawie Mejer z poleceniem, że zaraz zjawi się konwój dziesięciu żandarmów i ma dziesięciu więźniów wydać, którzy mają być jutro rano na Cytadeli straceni. To normalny rytuał był wtedy. Nic w tym dziwnego, że się Zjawił się rotmistrz von Budberg, na czele dziesięciu żandarmów z karetką więzienną. Załadowali tych dziesięciu nieszczęśników żegnających się z życiem, bo byli przekonani, że o wschodzie słońca po raz ostatni zobaczą ze stoków Cytadeli Wisłę i jej prawy brzeg.

 

A tymczasem nad bramą się okazało, że to kolejarze, to bojowcy przebrani, prawda? Więc oczywiście PPS się tym pochwaliła. Cała Warszawa temu kibicowała, a rotmistrz Budberg stał się kultową postacią takiego właśnie zagrania zaborcy na nosie. Dziesięciu ludzi ocaliło życie. No on zrobił błyskotliwą karierę. Potem w Wojsku Polskim od I wojny światowej był najpierw partnerem, potem mężem Nałkowskiej. Nałkowska była świetnie w tej elicie zakorzeniona, ale list podpisała. Ale, proszę państwa, ta notatka, którą chcę powiedzieć, to jest notatka relacjonująca udział Nałkowskiej w raucie, w Prezydium Rady Ministrów, no to wtedy się właśnie taka sesja ta warszawska, spotykała od czasu do czasu, czyli w obecnym Pałacu Prezydenckim był Pałac Namiestnikowski. To była siedziba rządu w okresie międzywojennym. No i tam, w tej Sali Kolumnowej rauty były wydawane. I Nałkowska notuje najpierw z takim miłym rozczarowaniem, że mimo tego podpisu ją zaproszono. Przyszła, nikt jej nie traktował jako czarną owcę, a co więcej marszałkowa Piłsudska ją zaszczyciła długą rozmową. I żadna krzywda jej się nie stała.

 

No proszę państwa. No i jak na osobę protestujących przeciwko brutalności reżimu, to zadowolenie z udanego rautu naprawdę jest świadectwem lekkiego tylko zawstydzenia tą sytuacją, mówię o Brześciu, a nie głębokiego urazu i rozbratu z marszałkiem. Ta legenda, ta wielkość Piłsudskiego, właśnie uskrzydlona talentami polskich artystów, była już tak wielka, że w gruncie rzeczy przytłaczająca. Większość tego środowiska się od Piłsudskiego nie odwróciła. Zresztą tu mamy już rozdział w tych ostatnich latach pomiędzy. Wcześniej legenda była jakimś refleksem autentycznych zachowań Piłsudskiego. Od 30 roku, gdy Piłsudski jest coraz bardziej chory, zniedołężniały, dochodzi do degradacji jego osobowości. Legenda go coraz bardziej uskrzydla. Proszę państwa, nieprzypadkowo, wizerunki Piłsudskiego... Piłsudski w ogóle niechętnie pozował. Ale wizerunek... A jest wysyp przecież różnego rodzaju przekazów artystycznych Piłsudskiego po 30 roku, to one są robione w oparciu o zdjęcia z lat 20. Piłsudski z lat 30. jako model się już absolutnie nie nadawał. Jak ktoś sięgnie do zdjęć z tego... W ogóle trzymano w tajemnicy jego chorobę. To była jedna z najbardziej strzeżonych tajemnic reżimu, jaki jest tragicznie chory. Żadna władza autorytarna nie lubi się obnosić z chorobą wodza. No bo to w ogóle jest wstęp do porażki. Więcej zdjęć jest jak na lekarstwo, ale te, które są, są przejmujące. To widać. Lekarz myślę to może z tych zdjęć odczytywać historię tej choroby. Więc tu był ogromny już rozbrat między rzeczywistością. Nie było żadnej synchronizacji między autentycznymi dokonaniami i legendą. Ta legenda już była autonomiczna. Zresztą słabość autentyczną Piłsudskiego władza zastępowała legendą. Wpompowano ogromne pieniądze w to wszystko. Ale to już jest.... No i ostatnie zdanie. Proszę państwa, jak patrzymy na reakcję tego środowiska na 12 maja, czyli śmierć Piłsudskiego. Wieczór, przypadek sprawił, że znaczna część tego środowiska artystycznego Warszawy była na towarzyskim evencie u Zofii Nałkowskiej. Nałkowska mieszkała na Marszałkowskiej 4, niedaleko placu Unii Lubelskiej. Tu do Belwederu, gdzie umarł Piłsudski, jest żabi skok. Mamy kilka relacji w dziennikach uczestników tego spotkania u Nałkowskiej. Znaczna część się rozpierzchła, bo jak przyszła ta wieść do Słonimskiego, ktoś zadzwonił, mówiąc Marszałek umarł.

 

Jest zapis z jednego z dzienników "Zamilkliśmy i rozpierzchliśmy się jak stado kuropatw". Ale część tych osób jednak udała się pod Belweder. I proszę państwa mamy opis tej sytuacji pod Belwederem, we wspomnieniach Kazimierza Wierzyńskiego, kolejnego skamandryty, bardzo zakochanej w Piłsudskim do końca w gruncie rzeczy postaci. I Wierzyński opisuje, jak właśnie część tych uczestników spotkania. U Nałkowskiej to już był późny wieczór. 23:00 sądząc po zajeżdżających limuzynach dostojników. Ciemna Warszawa, choć oświetlona latarniami, jasno oświetlony Belweder. Podjeżdżające limuzyny i ci przejęci oniemieli z rażącego działania tej wiadomości artyści i Wierzyński zapisał słowa, które najbardziej zapamiętał, a są to słowa Wojciecha Jastrzębowskiego, legionisty, grafika, projektanta, autora wielu zresztą przedstawień Piłsudskiego, który do tego grona znajomych powiedział "My wszyscy sieroty, nie będzie już brwi, pod które moglibyśmy się schronić". I to, proszę państwa, reakcja tego środowiska, niezależnie jak kto patrzył na te lata 30., to śmierć dla tego środowiska Piłsudskiego była jak grom z jasnego nieba końcem dotychczasowego świata, początkiem nowej, niepewnej epoki. Nikt nawet nie myślał o dramacie roku 39, ale gdzieś klimat tej niepewności, tego dramatu w tą ciemną majową noc zgonu Piłsudskiego nad tymi ludźmi zawisł. Dziękuję bardzo Państwu za cierpliwość, za uwagę. Jezus Maria, ale się rozgadałem. Państwo wydawało mi się, słuchacie z uwagą. I doszła do głosu moja wada, im uważniej ludzie Cię słuchają, tym dłużej mów. A to nie to jest jednak zła cecha. Bardzo przepraszam. Dziękuję za to. Jeśli państwo macie jakieś uwagi, pytania, głosy polemiczne, to jestem do Państwa dyspozycji.

 

- Proszę państwa, mam tu mikrofon do państwa dyspozycji. Czy ktoś chciałby zabrać głos? Proszę bardzo.

 

- Panie profesorze, gratuluję bardzo interesującego wykładu. Mam pytanie takie nawiązujące i w pewnych momentach pan już dotykał tego tematu, ale nie powiedział, nie postawił kropki nad "i". Na ile chwalenie czy właśnie wznoszenie Piłsudskiego na piedestał opłacało się tym, którzy to robili, bo podejrzewam, z Pana wypowiedzi wynikało, że w pierwszym okresie on miał apologetów czy sympatyków no, z przekonania wśród swoich towarzyszy. Natomiast w miarę postępowania pewnych procesów, o których Pan opowiadał, następowało użył Pan tego słowa pompowanie pieniędzy i na ile apologeci, zwłaszcza po 30 roku, już nie patrzyli na Piłsudskiego jako na swojego idola autentycznego, tylko po prostu komercyjnie korzystali z tego, że system sanacyjny no po prostu pchał pieniądze. My zresztą na wystawie mamy, sądzę, przykład tego mianowicie Łukaszowców, którzy dostali pieniądze za to, że na wystawę nowojorską wysłali ten komiks o historii Polski. Piłsudskiego co prawda tam nie było. Ale rozumiem, że ci, którzy pracowali na rzecz państwa sanacyjnego, byli jednak sowicie opłacani. Czy są jakieś dane, jakieś opracowania na ten temat? Ile konkretnie można było osiągnąć będąc apologetą Piłsudskiego w tej schyłkowej fazie?

 

- Proszę państwa, no ma pan rację. To znaczy tak. Ale chcę zacząć od tego, że w tym oczarowaniu Piłsudskim, ale jako tym uosobieniu najpierw idei walki o niepodległość, choć to było środowiskowe tylko poparcie, a potem już w wolnej Polsce, jeśli mówimy o naczelniku państwa, no to już było zjawisko ponad środowiskowe, choć nie dotyczące twórców endeckich. Powstawały też paszkwile w tym czasie głównie w formie pisanej. To znaczy sztuka, rzeźba źle się nadaje do paszkwilanctwa, prawda? Choć od biedy można sobie to wyobrazić, ale w karykaturze może. Chociaż przytłaczająca większość pism satyrycznych warszawskich, ona z reszta była komercyjna utrzymywała się ze sprzedaży i jeśli chodzi o prasę satyryczną, to mnóstwo było tego. Piłsudski był jedną z najchętniej portretowanych tam postaci, ale właśnie z pozytywnymi konotacjami. To znaczy czy w prasie satyrycznej lat dwudziestych Piłsudskiego, kiedy w Polsce panowała demokracja, wolność słowa, kiedy nie było cenzury, to znaczy cenzura, tak jak w każdym państwie jest. No, jeśli ktoś naruszył cudze dobra, no to oczywiście można było tego dochodzić, ale to nieistotny był urząd. W latach 20., w latach 30. to stał się pewien moderator już zbiorowych wyobrażeń cenzura w Polsce. Natomiast Piłsudski w prasie satyrycznej był postacią jednoznacznie pozytywną. W szopkach na przykład, który też były w różnych wydaniach. To tam dziadek zawsze był tą postacią pozytywną. Natomiast i ma pan rację, znaczy inaczej. No ten świat z czegoś musi żyć, ale to zaangażowanie świata, kultury, sztuki. Przepraszam za masło maślane. Ono się brało z autentycznej wielkości też tych twórców. Oni oczywiście pobierali honoraria za swoje dzieła, zwłaszcza jeśli to było eksponowane w przestrzeni państwowej, publicznej. Ale to nie nazwałbym tego korupcją. Proszę państwa, kiedy się zaczęło to zjawisko, o którym pan mówi i które pan intuicyjnie, jak rozumiem, wyczuwa w latach 30-tych. Koronny dowód Polska Akademia Literatury świetna synekura, prawda? No ale znakomite pensje, beneficja, nagrody. No ale pod warunkiem, że się władzy nie krytykuje, choć to nie była władza tępa aż tak i tak prymitywnie nagradzała swoich, ale no trzeba było też zauważyć nie swoich, przeciwników nie, ale osoby neutralne nie służące na kolanach też. I oczywiście to, o czym Pan mówi, to już zjawisko, to już bardziej są czasy po 35 roku, kiedy świadomi swojej małości następcy protezowali się kultem Piłsudskiego. I wtedy rzeczywiście mamy wysyp takiej i tandetnej twórczości, przede wszystkim w literaturze, bo to wielkie pióra nie chciały się w to angażować. Rzeczywiście, ale to też, ale bardzo wiele osób. Rozdzielić tę motywację byłoby bardzo trudno. Choć pojawia się to zjawisko. Ale to ja myślę, że to jest takie zjawisko, które się w każdym systemie autorytarnym pojawia, bo ludzie przywiązani do wolności, do swobody, do własnego zdania będą, nawet jeśli będą właśnie związani przeszłością, uczuciem, przekonaniem, wątpliwością, tłumaczeniem, to tępi wykonawcy, bo on jednak o wszystkim nie wie. Czyli taki klasyczny mit dobry car zły, źli bojarzy. Jakoś sobie tłumaczyli, ale to po 35 roku to zjawisko, o którym Pan mówi, to już gołym okiem widać, zwłaszcza w propagandzie ozonu. No ale generalnie rzecz biorąc, przytłaczająca większość z tych talentów w służbie wielkości Piłsudskiego brała się z potrzeby ducha i z przekonania, że to służy dobrej sprawie. A te procesy degradacyjne przyszły już z zapętlaniem się dyktatury w latach 30-tych.

 

- Jeśli mogę też trochę włączyć się do dyskusji, to bym jeszcze zwrócił uwagę na takie czynniki jak po pierwsze II Rzeczpospolita, poza krótkim okresem, na samym początku nie miała Ministerstwa Kultury. Kulturą zajmowały się departamenty w Ministerstwie Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego. I sam ten fakt coś już mówi o tym, jak bardzo ograniczona była państwowa polityka kulturalna. To jest pierwsza rzecz. Jeśli chodzi o to, komu się opłacało, to postawiłbym taką tezę, że opłacało się przede wszystkim artystom plastykom, którzy dostawali do realizacji duże dzieła, zamówienia publiczne, takie jak pomniki, tego rodzaju dzieła sztuki, które służyły oficjalnemu propaństwowemu kultowi marszałka Piłsudskiego. Tu pan profesor powiedział o Polskiej Akademii Literatury i to jest ciekawy przypadek. Ja akurat też siedziałem trochę w archiwaliach związanych z tą instytucją. Oni dostawali pisarze, poeci, którzy dostali się do akademii, otrzymywali diety, ale to nie była instytucja bardzo hojnie dotowana. Tak, tak, tak. Oni wewnętrznie bardzo, bardzo się skarżyli na to, że właśnie wielu projektów nie mogą przedsięwziąć i to coś mówi. Dlatego, że nawet instytucja, której szefem był Kaden-Bandrowski, czyli ten najbardziej już piłsudczykowski z pisarzy, jakiego można wskazać, on i Sieroszewski. Nawet oni się skarżyli, że nie mogą w pełni działać. I to pokazuje, jak duży dystans był między polityką kulturalną II Rzeczypospolitej, a chociażby nazistowskich Niemiec, czy też Rosji sowieckiej. Takie pisma de facto w pewnym sensie można powiedzieć, że przychylne Piłsudskiemu, jak "Wiadomości Literackie" czy wcześniej "Skamander", to nie były pisma, które były subwencjonowane przez państwo. Przełomem, tak jak pan profesor mówił, były lata 30. Kiedy Jędrzejewicz był ministrem wyznań religijnych, oświecenia publicznego. I rzeczywiście wtedy coś próbowali ruszyć z tą polityką kulturalną, jakby aktywniejszą, państwową. I wtedy na przykład powstaje tygodnik literacki "Pion", który rzeczywiście jest dotowany z pieniędzy publicznych, państwowych, ale on nie ma takiej pozycji na rynku literackim jak pisma, jak "Wiadomości", ale też pisma bardziej lewicowe chociażby czy związane z obozem narodowym. Więc pewnie wielu twórcom się opłacało. Ale to nie jest tak oczywisty rachunek. Korzyści ekonomiczne. I tu się w pełni zgadzam z panem profesorem. Jak byśmy chcieli przenieść to chociażby z lat PRL-u. To jest inna, inna sytuacja instytucjonalna. Inaczej te pieniądze są przyznawane, są po prostu mniejsze. I ta polityka kulturalna prowadzona przez państwo jest mniejsza. A propos Nałkowskiej ciekawy może, może detal jej zawstydzenia nie było właściwie bardzo mocne, tak jak pan profesor mówił, bo jeszcze po zajęciu Zaolzia uczestniczyła w takich spotkaniach z polskimi twórcami kultury organizowanymi właśnie na terenie zajętej tej części Śląska. Tam widziałem zgłaszał się Michał Przeperski.

 

- Dziękuję. Skoro tak sobie rozmawiamy o literaturze, o Kadenie, to ja mam pytanie takie. Która pańskim zdaniem, panie profesorze, kreacja Piłsudskiego, kto najlepiej Piłsudskiego opisał? I dlaczego? Kaden-Bandrowski? A może nie? No bo myślę sobie, że do Kadena nie wiem, czy ja już żyję może w takiej bańce, że mi się wydaje, że jest jakiś renesans Kadena. Pewnie nie, ale chodzi mi oczywiście o książkę. I idzie mi o książkę Modrzewskiego, gdzie odzyskany śmietnik w ogóle się znowu pojawił jako jakieś hasło, które gdzieś wybrzmiewa. A to jest oczywiście cytat z generała Barcza. Więc pytanie byłoby takie Panie profesorze, kto tego Piłsudskiego najatrakcyjniej opisał w Pańskim zupełnie subiektywnym wyborze, a od razu jeszcze do tego komentarz do tego, co pan powiedział, co jest bardzo interesujące. Czyli lata 30. i po 35 roku, a jeszcze bardziej po publikacji przez Miedzińskiego artykułu "Na przełęczy", gdzie zastanawiam się, czy po prostu nie wiem, może pan profesor coś podpowiedział, czy w literaturze końcówki lat 30-tych była na przykład próba zwalczania Piłsudskiego Piłsudskim? To znaczy doskonale wiemy, że Ozon sobie ulepił jeden totem Piłsudskiego. No ale Moraczewski też się odwoływał do Piłsudskiego, więc i lewicowi piłsudczycy mieli swojego Piłsudskiego i prawicowi piłsudczycy mieli swojego Piłsudskiego. Czy to jakoś w sztuce znajdowało odbicie? Dzięki.

 

- Dziękuję bardzo. To dziękuję. To bardzo inspirujące pytanie. Za chwilę nie odpowiem, ale jak to, co Pan powiedział to mnie skłoniło do przytoczenia pewnej opowieści. No bo tutaj czarnymi barwami kreśliłem lata 30. No nie ma usprawiedliwienia dla dyktatury, prawda? Oczywiście Piłsudskiemu się w Polsce pomniki należą za to, co zrobił przed 26 rokiem, ale gdyby zrobił z taką wielką górą, że nawet jak to zaczęło się topić po 26 roku, a po 30 już bardzo szybko, to i tak jednak zostało kupę jeszcze wystarczająco, żeby był na pomnikach. Natomiast trzeba pamiętać, że ta Polska lat 30. to też nie był taki kraj jakby jednoznacznej dyktatury. A jeśli chodzi o legendę Piłsudskiego, o ten mit Piłsudskiego, to rzeczywiście ma pan rację. To znaczy kreacja tego mitu. Znaczy ten mit po części ugryzł się we własny ogon, bo budowano na przykład, częścią tego mitu była legenda Piłsudskiego, niezłomnego bojownika, także w tym okresie socjalistycznym. I był taki młody, zdolny oficer bez historycznego wykształcenia Władysław Malinowski. No, teraz to wielki autor, jeśli chodziło o Piłsudskiego. Ale on tam został wygrzebany z jakiegoś lokalnego na wschodzie garnizonu przez szefa Wojskowego Biura Historycznego generała Stachiewicza. Dostrzegł po prostu młodego, zdolnego oficera. Zatrudnił go w Biurze Historycznym z zadaniem napisania biografii Piłsudskiego. No, pomógł się, wziął, że tak powiem, solidnie do pracy, przestudiował dokumenty, proszę państwa. No i przekonany, że ma kilkadziesiąt lat możliwości przed sobą, no chociaż miał już tylko kilka, albo 39 rok już tam w niebiosach był ten wyrok wypisany, prawda? Zaczął oczywiście chronologicznie, czyli od Piłsudskiego socjalisty i dumny z tego wygrzebał, najpierw zbulwersował wszystkich, bo jako pierwszy dotarł do aktu ślubu Piłsudskiego z Marią z Kuplewskich Juszkiewiczową. I nagle cała Polska zdębiała, że marszałek dla ślubu z rozwódką porzucił naszą świętą katolicką religię i przeszedł na protestantyzm. Dogrzebano się oczywiście przez kilkanaście lat był protestantem, no bo to od 1899 roku do 1916. No ale to jeszcze uszło poborowi na sucho. Ale jak opublikował w 34 roku, zdaje się opublikował część II tomu opisującego Organizację Bojową, czyny bojowe, czyli został wezwany przed oblicze ministra spraw wewnętrznych. Majora Zyndrama Kościałkowskiego, przyszłego premiera i tylko wszedł to Kościałkowski wydarł na niego mordę. A to przyszedł porucznik do ministra. Proszę państwa, to wtedy minister to była wielka afisza, jak to się mówi. Wydarł na niego mordę "panie poruczniku, pan tutaj sobie w rządowej gazecie", bo to w Gazecie Polskiej miał się ukazać "Pan tutaj sobie wypisuje takie historie o marszałku, że marszałek z bronią w ręku napada na poczty, napada na pociągi. No, akurat tam brał udział w napadzie pod [...], na żadną pocztę nie napadał. No ale organizacja bojowa tak. "Czy pan sobie zdaje sprawę, że te pańskie, ten pański tekst to będzie sztandarowym argumentem obrony adwokatów ukraińskich nacjonalistów, którzy przecież to samo robią teraz i za których stawiamy ich przed sądem i skazujemy na wiele lat więzienia? Pan Czy pan o tym pomyślał?" No i właśnie to jest klimat tej Polski. No to niewiele myśląc powiedział "Panie ministrze, przecież ma pan rządowy telefon, proszę zadzwonić do komendanta do Belwederu i mu to powiedzieć, co mnie. Ja napisałem, jak było. Jeśli pan uważa, że komendant źle robił temu, to proszę powiedzieć".  Proszę państwa, włos z głowy nie spadł Pobogowi. Co więcej, następnego dnia tekst się ukazał, jednak cenzura nie położyła na nim łapy. Jednak dotarło do tego ministra, że są jednak pewne granice przyzwoitości i nie wypada cenzurować książki o Piłsudskim i wykoślawiać życiorysu, bo niewygodnie, bo Piłsudski dokładnie robił to samo, co robią ukraińscy nacjonaliści. Z tym, że no ale oni w imię niepodległej Ukrainy, w imię niepodległej, wolnej Polski. No, podmiot tylko marzeń inny. Ale co do tych wizerunków pisarskich, proszę państwa, odpowiem trochę przewrotnie, ale autentycznie tak uważam. Znaczy oczywiście myślę, że jeśli chodzi o takie popatrzenie od kuchni na Piłsudskiego i sportretowanie tego to generał Barcz jest niewątpliwie, muszę powiedzieć, sam byłem zaskoczony. No bo zakochany byłem w Generale Barczu jeszcze od czasów studenckich. Potem dopiero zacząłem to poznawać od strony źródłowej i byłem zaskoczony, jak wiele detali zostało żywcem przeniesionych z rzeczywistości. I to takich najgłębszych tajemnic piłsudczykowskich. Ale proszę państwa, przewrotność mojej odpowiedzi polega na tym, że ja uważam, że tak naprawdę największy majstersztyk, jeśli chodzi o wizerunek Piłsudskiego, to jest Tadeusz Dołęga-Mostowicz i Kariera Nikodema Dyzmy. Proszę państwa, bo i dobrze, że pan doktor Przeperski tę kwestię poruszył, żebyśmy się nie rozeszli tak trochę tacy umoszczeni w takim ciepełku tej piłsudczykowskiej legendy, bo rzeczywiście już po maju działy się rzeczy niedobre. Ci, którzy krytykowali Piłsudskiego po maju, bo oni nie zamilkli, byli bardzo brutalnie traktowani. Takim najbardziej zjadliwym przeciwnikiem, najostrzejszym piórem, najbardziej zjadliwym przeciwnikiem Piłsudskiego i to bardzo bolało, był Adolf Nowaczyński. Proszę państwa, on został trzykrotnie po maju pobity brutalnie przez nieznanych sprawców. No a to byli tak nieznani sprawcy, że na pierwszych stronach gazet opozycyjnych był fakt, że ci sprawcy, którzy w drugim napadzie, zdaje się, pobili Adolfa Nowaczyńskiego, to posłużyli się samochodem służbowym komendanta głównego policji. Zresztą w czasie jednego z tych pobić on stracił oko. W ogóle został bardzo brutalnie trzykrotnie pobity. Ale też brutalnie został pobity, angażujący się w felietony anty piłsudczykowskie w prasie prawicowej początkujący literat to się wtedy mówiło Tadeusz Dołęga-Mostowicz skutecznie zamilkł, ale się odwinął postacią Nikodema Dyzmy. Proszę państwa tam jest kilka scen, które pozwalają odnaleźć w Dyzmie zachowania Józefa Piłsudskiego. Oczywiście nie cała kariera, bo cała kariera, cała książka jest satyrą na takie błyskawiczne awanse Dyzmy bo to taka kariera, ugryzłem się w język i nie powiedziałem tego, co chciałem powiedzieć, ale można by było to odnosić do naszych niedawnych czasów. Też były takie błyskotliwe kariery, prawda? Różnych geniuszy przypominających Dyzmę jak teraz to wychodzi na jaw. Natomiast jest tam parę scen, które są moim zdaniem bezpośrednim nawiązaniem do Piłsudskiego, chociaż kariera Piłsudskiego zupełnie nie pasuje do Kariery Dyzmy. Ale proszę państwa, sięgnijcie sobie do Kariery Nikodema Dyzmy. Tam jest taka znamienna scena w cyrku, jak Dyzma idzie z hrabiankami jakimiś tam i z pułkownikiem Waredą do cyrku i się nie zgadza z werdyktem sędziego. Proszę państwa, tam wręcz słowa z aktualnych wywiadów Piłsudskiego zostały włożone dosyć wulgarne, prawda, w tej wypowiedzi. Jest tam też taka znamienna scena, jak już tam w tej posiadłości pani Niny i Dyzmy. Tam generał rozmawia o języku Dyzmy z jakimś wojewodą. No to rzeczywiście ten generał posługuje się argumentacją, którą tłumaczono brutalne słowa Piłsudskiego. I moim zdaniem odwinął się Dołęga-Mostowicz piłsudczykom za pobicie i samemu Piłsudskiemu i wbił mu jednak szpilę. Chociaż, jak mówię no myślę, że miał taką satysfakcję i taką satysfakcję jak pan doktor pokazywał mi tutaj Niewiadomski wystawę i zwrócił mi uwagę właśnie w tej ekspozycji z Nowego Jorku z 39 roku, jak rycerze Chrobrego, jak jeden z rycerzy Chrobrego ma przy pasie mieczyk Chrobrego, czyli emblemat partyjny radykalnych ONR-owców. No tak sobie Tadeusz Dołęga-Mostowicz zakpił z Piłsudskiego w tych paru elementach, w paru scenach kpiąc sobie z Piłsudskiego. Ale generalnie rzecz biorąc, chociaż jest wiele powieści, w wielu powieściach jest Piłsudski, no to rzeczywiście ten wizerunek w generale Barczu jest, muszę powiedzieć, przejmującym wizerunkiem i rzeczywiście takim świadectwem epoki. Ale to też jest fascynujące, bo to nie jest powieść idealizująca Piłsudskiego. Tam Piłsudski ma jednak też szereg wad. Jest bardzo brutalny, bezwzględny. Tak że to się pojawia wątek osobisty, bo Rasiński i rozliczany za przekręty w Biurze Propagandy Wojskowej to jest element osobistego doświadczenia Kadena-Bandrowskiego. Więc to na pewno, ale znowu się rozgadałem, przepraszam najmocniej i powoli kończymy. Czy jak są jeszcze pytania, to proszę bardzo, nie ma problemu.

 

- Mogę refleksję pewną.

 

- Ale jasne.

 

- To ja najpierw się przedstawię. Stanisław Brach jestem nauczycielem akademickim na ASP w Warszawie. W 2018 roku, kiedy obchodziliśmy rocznicę, setną rocznicę Niepodległości, czy przygotowywaliśmy się jako Polska? Jako artysta też sobie zadałem to pytanie i chciałem na to jakoś odpowiedzieć. I posłużyłem się tą legendą. Znaczy chciałem się wypowiedzieć na temat niepodległości i wybrać jakąś rzeźbę. Jestem rzeźbiarzem, a więc wybrać jakiś wzór, jakąś formę wypowiedzi na ten temat. I posługując się, że tak powiem tą historią Piłsudskiego, tym wzniosłym czasem do 26, który pan profesor tak pięknie powiedział, zrealizowałem taki portret. Być może, że współcześnie jedyny, który, że tak powiem, nie jest zanadto realistyczny, a potem go wykorzystałem w takiej pracy. Może państwo niektórzy znacie tą pracę, bo stoi w Muzeum Piłsudskiego w Sulejówku. Ściana Wolności. Tam jest 100 głów na takiej ścianie, które jakby tą ścianę już samą w sobie odniosłem do roku 20., czyli do tej ściany, którą Polacy postawili bolszewikom idącym na Polskę, na Europę. Tak jak się to powtarza właśnie ta ściana miała być symbolem. I z okazji tego, że wykład dotyczy Piłsudskiego i dotyczy artystów, a więc pozwoliłem sobie, że tak powiem, powiedzieć o tym, bo być może, że ta ściana w 18 roku wykonana jest jedynym przedstawieniem współczesnym, jakby nie nawiązującym bezpośrednio do portretów realistycznych, do przedstawienia Piłsudskiego konnego i tak dalej. I tak jest do oglądnięcia w Muzeum Piłsudskiego nad refleksją, którą tutaj pan roztaczał, czy się to artystom opłaca, czy nie, to oczywiście bardzo się cieszę, że zrobiłem i podjąłem to wielkie wyzwanie. Głowa jest z porcelany, 100 głów porcelanowych na pięknej konstrukcji. To nie znaczy, że się opłacało w sensie materialnym, ale opłacało się odpowiedzieć na, że tak powiem, na ten czas, czyli na to stulecie niepodległości. Chciałem panu podziękować. Faktycznie, spodziewałem się, że uczę na uczelni i czasem bardzo, że tak powiem, może niechętnie i niezbyt mądrze prowadzę wykłady, bo nie od wykładów jestem, tylko od praktyki.

 

Spodziewałem się faktycznie paru dzieł, które Pan Profesor pokaże, ale też chciałem się tym podzielić jakby tym, że artyści współcześni też sięgają. To znaczy ja akurat sięgnąłem wtedy, zrobiłem tą główkę, potem ona w tą ścianę przeszła i oczywiście nie śmiałem przynieść tutaj, ale mam taką główkę przy sobie i na ręce pana Profesora bardzo chętnie ją sprezentuję za ten piękny wykład, o ile Pan Profesor przyjmie. A cieszę się bardzo z tego wykładu, bo dzisiaj dosłownie rano gdzieś na Facebooku mi się, że tak powiem pojawił ten wykład i Piłsudskiego raz uwielbiam za ten czas, a drugi jak się pojawiło to hasło artyści, to postanowiłem przyjechać. Dziękuję bardzo.

 

- Dziękuję.

 

- Proszę państwa, więcej pytań nie widzę, więc pozostaje mi jeszcze raz podziękować panu profesorowi.

 

- To ja bardzo państwu dziękuję. Proszę państwa, ja myślę, że naprawdę warto jest wracać do postaci Piłsudskiego, tylko nie w takiej drukowanej formie. Obejrzałem z ogromną uwagą, pan tu wspomniał o Muzeum Piłsudskiego w Sulejówku, obejrzałem tą wystawę. Nie wiem, czy Państwo widzieliście. I zauważyłem, znaczy najbardziej byłem ciekaw, jak autorzy tej, tej wystawy, tego muzeum poradzą sobie z tymi trudnymi latami, czyli z okresem 26 a zwłaszcza 30-35. No i muszę powiedzieć, że wybrali, znaczy w sumie byłem rozczarowany, choć w sumie tak może nie do końca, bo praktycznie jest to okres nieobecny. Piłsudski po 26 roku praktycznie w tej ekspozycji jest ograniczony do kilku fotografii rodzinnych. Właściwie jest tylko życie rodzinne i nic więcej. No i może dobrze, bo gdyby tam się miał jakiś wódz narodu pokazać, to może byłoby niedobrze. Ale myślę, proszę państwa, i to jest bardzo, bardzo państwu dziękuję za tą uwagę. Mnie się marzy taka dyskusja o Piłsudskim, o całym tym skomplikowanym życiorysie, bo to jest naprawdę postać, z której możemy się bardzo dużo nauczyć, bo to jest postać, która uosabia nasze polskie branie się za bary z własnym państwem, najpierw z walką o to państwo bezgranicznie oddany, no bo rzeczywiście ogromne poświęcenie, uczniowie o ogromnym ryzyku najpierw wolności, a potem w ogóle życia, no bo jakby trafił w ręce Ochrany po 95 roku, no to wiadomo, zobaczyłby po raz ostatni Wisłę ze stoków Cytadeli. Więc jako że jak Okrzeja, jak Baron, jak Józef "Montwiłł" Mirecki, jak bardzo wielu innych bohaterów Organizacji Bojowej, ludzie, których on posyłał w gruncie rzeczy na śmierć. Ale proszę państwa potem mamy ten okres Polski demokratycznej przekonania głębokiego, że tylko demokratyczne państwo ma sens. Tylko ono się może skutecznie obronić i może być tym puklerzem chroniącym Polaków przed różnego rodzaju niebezpieczeństwami wewnętrznymi, zewnętrznymi. No i potem mamy rozczarowanie do demokracji i próbę sięgnięcia po autorytaryzm jako metodę skuteczniejszego rządzenia. Nie było o tym okazji mówić, ale tak naprawdę, jeśli chodzi o osobiste doświadczenie Piłsudskiego, to Piłsudski moim zdaniem pod koniec życia jest człowiekiem głęboko nieszczęśliwym, bo uświadamia sobie, że jest to narzędzie też nieskuteczne i niedobre. A już jest tak schorowany, tak zdegradowany, że już nie ma siły ani żadnego pomysłu, co zrobić dalej. I w gruncie rzeczy, proszę państwa, dlatego myślę, że bez ujmowania wielkości Piłsudskiemu naprawdę można dopełnić tą ekspozycję w Sulejówku jako pokazanie tych bezdroży, autorytaryzmu i jako wielką przestrogę przed autorytaryzmem. Bo skoro tak wielki Polak, tak wielka osobowość została na te bezdroża wyprowadzona i skończyło się niedobrze, to niech ludzie, którzy do pięt nie dorastają Piłsudskiemu, nie próbują tej recepty i nie próbują nam Polski autorytarnie urządzać. I moim zdaniem z tego doświadczenia, i z tego życiorysu płynie też takie doświadczenie i warto takiego pełnokrwistego Piłsudskiego, dramatycznie szukającego najpierw recepty na odbudowanie polskości zafascynowanego socjalizmem. Bo to się wydaje, że to będzie ta burza, która wywróci do góry nogami tę Europę, która jest stabilna, ale za cenę niewoli Polski. W tej stabilnej Europie nie ma miejsca na wolną Polskę, więc trzeba szukać ruchu, który wywróci ten ład do góry nogami. Czyli ruchu socjalistycznego. Wielkie rozczarowanie pod wpływem doświadczeń 1905-1907 roku, potem nadzieja na czyn zbrojny, potem właśnie postawienie na Polskę demokratyczną. Potem szukanie tej autorytarnej recepty. I to jest właśnie wielki Polak, który szuka skutecznej recepty na wielkość Polski, na rządzenie Polską. I warto jest z tego doświadczenia korzystać, to jest jako pewnej przestrogi, jako pewnego szukania kompasu na naszą współczesność. Bez jakiegoś taniego dydaktyzmu, bo oczywiście tego prawdziwa historia nie znosi, ale mało jaka postać z polskiej historii nadaje się do takiej narodowej refleksji nad naszym współczesnym losem jak Piłsudski. Bo to i stosunkowo niedawno, i dylematy podobne. Myślę, że część z nas pamięta świetnie lata 90-te, to wypisz wymaluj po raz drugi stanęło pokolenie wnuków czy prawnuków przed latami, które były 70-80 lat wcześniej i na nowo musiało się dobijać tej recepty. Więc warto jest do Piłsudskiego sięgać i warto jest z tego dorobku, z tych dobrych i złych też rzeczy. I dlatego nie ma sensu ukrywać, korzystać, bo to wszystko jest skarbnica dokonanej już przeszłości, z której możemy korzystać. I bardzo państwu dziękuję za uwagę.

 

- Dziękuję wszystkim słuchaczom i tutaj w sali, i tym, którzy łączyli się z nami online. Zaczęliśmy od przywołania rzeźby Edwarda Wittiga. Ona jest wciąż do obejrzenia. Wprawdzie już nie dzisiaj, bo jest już późno, wystawa jest zamknięta, ale od jutra jak najbardziej. Do 24 marca można zwiedzać naszą wystawę czasową, inauguracyjną. Wielkie i małe historie. Za tydzień zapraszamy na kolejny wykład. Także w czwartek o godzinie 18.00 w tej sali wystąpi prof. Hubert Kowalski, który opowie o badaniach archeologicznych prowadzonych w Wiśle i o tym, co z rzeki można wyciągnąć i jakie są tego konsekwencje badawcze. Serdecznie Państwa zapraszam, a dzisiaj równie serdecznie dziękuję.

 

Dane o obiekcie

Opis

Józef Piłsudski był inspiracją dla wielu artystów. Ich prace odzwierciedlały jego bohaterstwo od pierwszych dni legionowych walk, budując legendę zarówno Komendanta, jak i później Naczelnika Państwa i Marszałka. Jednak po zamachu stanu w 1926 roku niektórzy artyści zmienili swoje spojrzenie na Piłsudskiego. Oprócz fascynacji pojawiło się też uczucie zawstydzenia.

Czyn legionowy zdobył szerokie uznanie wśród literatów i artystów. Młoda Polska dołączyła do Legionów i pokochała Józefa Piłsudskiego. Dla wielu był on symbolem niepodległości nawet po 1918 roku, czemu sprzyjała funkcja Naczelnika Państwa. Cieszył się również wsparciem pisarzy i artystów w swojej rywalizacji z nacjonalistyczną endecją, także w czasie zamachu majowego z 1926 roku i w latach następnych. Jednak kiedy Piłsudski zaczął rządzić jak dyktator, a nie demokrata, poczucie zawstydzenia stawało się coraz bardziej wyraźne, szczególnie po brutalnym stłumieniu opozycji w 1930 roku.

Powiązane Materiały