Joanna Zychla
Zychla, Joanna (świadek historii); Rottermund-Taraszkiewicz, Elżbieta (prowadzący/a rozmowę); Gil, Paweł (operator kamery);
03/12/2025
Klasyfikacja praw autorskich
Transkrypcja
Joanna Zychla
Od 6. do 9. roku życia mieszkałam w Kijowie. W wieku 6 lat rodzice mnie posłali do ukraińskiej szkoły. To były wczesne lata 2000. To było tuż po pomarańczowej rewolucji. I tak naprawdę, ponieważ poszłam tam do pierwszej klasy, to uczyłam się tak naprawdę czytać i pisać z tego samego pułapu, co dzieci z Ukrainy. A ponieważ dzieci też łapią języki jak gąbka, to bardzo szybko załapałam język ukraiński. Był mi tak naprawdę niezbędny do tego, żeby wiedzieć, co się dzieje podczas zajęć, żeby się bawić z koleżankami. I znajomość ukraińskiego bardzo mi się przydała w momencie, kiedy w 2022 wybuchła pełnoskalowa wojna w Ukrainie. Pamiętam, że tego dnia, kiedy wybuchła wojna, to znaczy przez dwa tygodnie przed tym z zapartym tchem śledziłam wiadomości, co to będzie, bo były doniesienia z obu stron, że będzie wojna, że nie będzie wojny. I tego dnia, kiedy wojna wybuchła studiowałam wówczas w Londynie i musiałam wstać o czwartej nad ranem, żeby zdążyć na samolot, bo leciałam do Poznania na pogrzeb mojego dziadka. I kiedy się obudziłam o tej czwartej, to miałam wiadomości tak naprawdę sprzed kilku minut, że wybuchła pełnoskalowa wojna i że bombardowany jest Kijów.
Jeszcze tego samego dnia tak naprawdę odkurzyłam swój ukraiński i napisałam do wszystkich swoich znajomych z tamtych czasów, z mojej klasy, z którymi miałam jakiś kontakt, czy przez, czy byliśmy znajomymi na Facebooku, czy się na Instagramie obserwowaliśmy, z pytaniem czy są bezpieczni, czy nic im nie grozi, czy na pewno. Czy jakkolwiek mogę im pomóc i zapewniałam im, że w razie czego, no nie wiem, w dzień, w nocy przyjeżdżaj, zawsze będziesz mógł się u mnie zatrzymać, mógł, mogła. I na samym początku wszyscy nas zapewniali, że są bezpieczni, że są w tej chwili daleko od wszelkich zniszczeń, bombardowań. Ale chwilę potem odezwali się do moich rodziców przyjaciele rodziny. To było tuż po masakrze w Buczy. Kiedy już było wiadomo, że młode kobiety są celem ataków, z pytaniem czy mogą do nas przysłać swoją wówczas 17-letnią córkę. I powiedzieliśmy, że tak, oczywiście. I wtedy jeszcze, ponieważ ona miała 17 lat, to miała dostać mój pokój w domu rodzinnym. Ale bodajże następnego dnia bardzo, bardzo krótko potem spytali, czy mogą jednak przyjechać. Ta siedemnastolatka, jej mama i jeszcze jeden jej syn ośmioletni. Powiedzieliśmy, że tak, oczywiście. I wtedy już było wiadomo, że udostępnimy im kawalerkę, która czekała na mnie albo na mojego brata aż skończymy studia. I znowu chwilę potem spytali, czy czy jednak mogą przyjechać oni we trójkę i jeszcze przyjaciółka tej mamy i jej syn. I mówiliśmy, że nie ma sprawy. Tylko, że to jest kawalerka. Więc tak naprawdę pojechałyśmy z mamą kupić podstawowe wyposażenie mieszkania, żeby mieli pościel, żeby mieli czajnik. Takie podstawowe rzeczy. Chwilę potem, jak ci przyjaciele rodziny się wprowadzili, zadomowili, wróciłam do Londynu. Ponieważ byłam na ostatnim roku studiów i mimo wojny tak naprawdę żyłam tym, że muszę napisać pracę dyplomową, muszę zrobić część teoretyczną i praktyczną pracy dyplomowej. Ale mimo to natychmiast po powrocie zaangażowałam się w wolontariat i taki wolontariat jaki był dostępny w Londynie to polski klub White Eagle przyjmował transporty pomocy humanitarnej, to znaczy takiej pomocy żywnościowej, lekowej, odzież. Przyjmował tak naprawdę z całej Wielkiej Brytanii. I w ich klubie była wielka przechowalnia i wielka sortownia całego tego sprzętu. I tutaj na przykład mój język przydał się w ten sposób, że mniejszość ukraińska z Wysp się również zaangażowała w tę pomoc. I bardzo często oni opisywali te pudełka z pomocą właśnie po ukraińsku i często do mnie podchodziły różne osoby i pytają co tu jest napisane? I patrzę i mówię, że nie wiem, kaszki dla dzieci. W tym samym czasie Zastęp Granica, który działał w ramach Związku Harcerstwa Polskiego, zaczął rekrutację do swoich szeregów i natychmiast wysłałam zgłoszenie. Natychmiast opisałam całą historię swojego życia. Napisałam, że znam języki i z otwartymi ramionami mnie wzięli. I tak naprawdę już w marcu, podczas ferii wiosennych, podczas których tak naprawdę powinnam pisać pracę dyplomową, pełniłam wolontariat na granicy polsko-ukraińskiej. Na samym początku, na swoich pierwszych zmianach zostałam przydzielona do rejestracji uchodźców w Centrum Pomocy Humanitarnej w Przemyślu. To było to słynne tak zwane Tesco, bo ono zostało założone w byłym Tesco. I na samym początku ono działało tylko i wyłącznie wolontaryjnie, tzn. nikt kto tam pracował, tzn. mało kto, kto tam pracował miał płacone. A tak naprawdę wszystko się odbywało w ten sposób, że byliśmy my, była straż pożarna, była straż miejska, była lokalna społeczność, był Caritas, byli kierowcy wolontariusze, którzy przyjeżdżali z całej Polski, żeby zabierać rodziny w dowolne miejsca. I rejestracja polegała na tym, że kiedy na samym początku Ukraińcy przekraczali granicę, no to bardzo często albo zupełnie nie mieli pomysłu na siebie, albo czekali na odbiór, albo na przykład mieli lot, ale za kilka dni. I centrum pomocy humanitarnej było takim miejscem, w którym mogli bezpłatnie przenocować kilka dni. To co mi tak w ogóle bardzo na to zwracałam uwagę i co mi bardzo zapadło w pamięć, to że, to znaczy Ukrainki zawsze są bardzo eleganckie i eleganckie Ukrainki są bardzo eleganckie od eleganckich Polek. I to, na co bardzo, co bardzo zwróciło moją uwagę, to to, że wiele z nich miało bardzo pięknie zrobione paznokcie z takim właśnie idealnym 3-tygodniowym odrostem. To znaczy widać było, że od początku wojny no nie zrobiły sobie paznokci, nie miały jak ich zdjąć. I też widziałam, że bardzo często one się wstydziły, jakoś to ukrywały i że ten taki element takiej kobiecości w czasie wojny i takiej elegancji i tego wstydu, że jest ten odrost, gdzie to jest najbardziej normalna sytuacja na świecie, że w takich okolicznościach nikt nie myśli o paznokciach.
W czerwcu po studiach, kiedy tak naprawdę szukałam pracy, takiej nawet na początek, zobaczyłam w naszej grupie wolontariuszy Zastępu Granica post o tym, że "hej, słuchajcie, ten projekt się profesjonalizuje, więc jeśli chcecie robić to samo co do tej pory, ale za pieniądze wyślijcie mi CV". I wysłałam swoje CV. I tak naprawdę następnego dnia mój późniejszy szef do mnie oddzwonił. Powiedział, że wybrali moje CV i mnie ze względu na moje zdolności językowe i że to jest tak naprawdę posada koordynatora punktu pomocy humanitarnej i że ZHP weszło we współpracę z UNICEF-em i że tak naprawdę to wszystko się będzie odbywać pod egidą UNICEF-u. Więc na początku byłam przerażona, że to przecież olbrzymia odpowiedzialność i że to przecież olbrzymia marka i byłam strasznie podekscytowana, ale się zastanawiałam, czy podołam. Więc przeprowadziłam się na stałe do Przemyśla i później przez półtora roku koordynowałam tak zwany Blue Dot. To jest taki punkt pierwszej pomocy humanitarnej na samej granicy, na samej pierwszej granicy w Medyce.
Całe życie miałam żal do rodziców, że posłali mnie do ukraińskiej szkoły, a nie do szkoły międzynarodowej albo szkoły francuskiej. I całe życie byłam taka sfrustrowana, że po co mi ten ukraiński. A w 2022 wszystko się odwróciło w ten sposób, że w tym momencie cała moja kariera opiera się na tym, że znam język ukraiński.
Dane o obiekcie
-
Nazwa / Tytuł
Joanna Zychla -
Twórca / Wytwórnia
Zychla, Joanna (świadek historii); Rottermund-Taraszkiewicz, Elżbieta (prowadzący/a rozmowę); Gil, Paweł (operator kamery) -
Rodzaj
-
Kategoria
-
Zakres chronologiczny
-
Data wykonania
03/12/2025 -
Czas trwania
0h 10min 9sek -
Miejsce
-
Numer inwentarzowy
MHP-07-3257 -
Klasyfikacja praw autorskich
-
Permalink
Opis
Joanna Zychla opowiada o doświadczeniu dorastania w Ukrainie na początku lat 2000., które z perspektywy czasu okazało się kluczowe dla jej dorosłego życia. Nauka w ukraińskiej szkole w Kijowie pozwoliła jej biegle opanować język. Te kompetencje stały się niezwykle ważne po wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie w 2022 roku, kiedy zaangażowała się w pomoc uchodźcom – najpierw prywatnie, goszcząc ukraińską rodzinę, a następnie jako wolontariuszka w Londynie i na granicy polsko-ukraińskiej. Z czasem jej działalność wolontariacka przekształciła się w pracę zawodową: została koordynatorką punktu pomocy humanitarnej Blue Dot w Medyce, prowadzonego przez ZHP we współpracy z UNICEF-em. Historia pokazuje, jak dziecięce doświadczenia migracyjne i językowe mogą po latach stać się fundamentem ścieżki zawodowej i osobistego zaangażowania w działania humanitarne.