Joanna Piskorz
Piskorz, Joanna (świadek historii); Rottermund-Taraszkiewicz, Elżbieta (prowadzący/a rozmowę); Gil, Paweł (operator kamery);
14/10/2025
Klasyfikacja praw autorskich
Transkrypcja
Joanna Piskorz
Gdy wchodziliśmy do Unii Europejskiej, miałam 14 lat. Byłam w gimnazjum. Dużo rzeczy zmieniło się wokół mnie. Na pewno zaczęliśmy uczyć się o Unii Europejskiej o nowych, właściwie nie nowych państwach, ale o państwach, które nas otaczały, które były członkami Unii Europejskiej. Pamiętam, że była taka sytuacja, kiedy mieliśmy święto Unii Europejskiej w szkole i każda klasa przedstawiała inne państwo. To było na tyle fajne, że każdy, każda klasa musiała się zmotywować bardzo, żeby przedstawić kuchnię, kulturę, nauczyć się tańca, piosenki, hymnu. Coś, co oddawało dane państwo. Pamiętam, że mieliśmy Polskę. Robiliśmy strzechę, był bocian, był smalec. Wszystko takie typowo polskie. Ale też były państwa, które były Anglia, Francja to były bagietki, ktoś robił inny musakę grecką, więc to było takie naprawdę bardzo pozytywne. I tutaj rodzice musieli dużo swojej pracy tak samo włożyć, żeby pomóc nam to wszystko przygotować, przygotować strzechę. Ktoś musiał pojechać na wieś, żeby przywieźć słomę. Inni rodzice musieli zbić tę strzechę z desek. Pamiętam, że moja mama dała nalewkę, która oczywiście była wydzielona tylko dla nauczycieli, ale jednak ona gdzieś tam była ukryta. Było robione, no to, że hymn no to jakby hymn Polski, to wiadomo, że my umieliśmy. Ale pamiętam jak oglądaliśmy występy innych klas, które no śmiesznie śpiewały, z błędami, wywalali się podczas tańców, były jakieś próby niezjadliwych potraw, które rodzice przyrządzali, które miały być ok, ale jednak nie były ok. Ale to było takie naprawdę bardzo pozytywne. I to fajne było takie pokazanie, że możemy coś zrobić my też. Jest to bardzo, bardzo pozytywne.
Jeżeli chodzi o referendum przyłączenia się do Unii Europejskiej, to był problem ze starszym pokoleniem. Wiadomo, dziadkowie tutaj mieli takie trochę nastawienie, że to zabiera się polskość i będzie częścią czegoś, co nie jest już Polską. No, my byliśmy za, my wszyscy młodzi, to znaczy moje rodzeństwo cioteczne. Ale też rodzice widzieli szanse dla nas, że to jest coś, co działa i powinniśmy być częścią wspólnoty europejskiej, a nie odizolowanym państwem. Dla naszej rodziny zmieniła się na pewno sytuacja materialna, polepszyła się. W momencie, kiedy mój brat mógł pojechać za granicę. Wydaje mi się, że też podniosły się stawki, jeżeli chodzi o zarobki w Polsce... Osobiście my mieliśmy dosyć ciężką sytuację materialną, więc też przyjmowaliśmy paczki żywnościowe z Unii Europejskiej, więc dla nas to był duży taki zastrzyk pomocy.
Ja nie, nie podjęłam takiej decyzji, jeżeli chodzi o wyjazd z Polski. Ja jednak bardzo lubię podróżować, ale moim miejscem jest Polska. Nauczyłam się języków obcych. Pracowałam przez pewien czas. Teraz zajmuję się dziećmi swoimi. Natomiast nie, nie myślałam nad tym, żeby wyemigrować. Chociaż jakby ze strony męża cały czas ta droga jest otwarta i gdzieś tam może trochę wisi nad nami los wyjazdu na jakiś czas, ale jednak wolałabym zostać w Polsce.
Gdy wybuchła pandemia... To była tak psychodeliczna sytuacja, tak przerażająca. Baliśmy się wszyscy w domu tak naprawdę, bo to był ogromny strach. Baliśmy się o zdrowie moje, ponieważ mam choroby różne. Baliśmy się o zdrowie syna, który był wtedy małym chłopcem. Stres przed wychodzeniem z domu, przed robieniem zakupów. Wszędzie maseczki. Zupełnie inny świat. Oglądanie w wiadomościach ile osób jest zakażonych i ile osób umarło. Takie budowanie nastroju grozy i niestety znaczy stety oczywiście, kilka miesięcy po wybuchu pandemii okazało się, że jestem w ciąży. Ciąży, która była totalnie ciążą niespodzianką dla nas wszystkich. No i tutaj dodatkowy był stres, bo nie dość, że był stres o mnie, o synka, to jeszcze o dziecko, które jeszcze się nie narodziło i które może też zachorować. Badania, które miałam robione wiadomo jak każda ciężarna u lekarza, u położnej. Dodatkowy stres, że mogę się zarazić podczas kontaktu w przychodni, kontaktu z lekarzem. Wszędzie maseczki, wszędzie rękawiczki, dezynfekcja. Cały czas taki stres i strach przed tym, co może się wydarzyć. No i później poród, który odbywał się w maseczce. Bardzo, bardzo stresująca sytuacja.
Jeżeli chodzi o wychodzenie w czasie pandemii, to wtedy, kiedy był zakaz wychodzenia całkowity z domów, to pamiętam, że my się ratowaliśmy wtedy tylko i wyłącznie balkonem. Co w sumie trochę obchodziliśmy, bo jednak dla naszego zdrowia psychicznego, jak wychodziliśmy na zakupy, to jednak braliśmy ze sobą syna, żeby on chociaż na chwilę wyszedł na powietrze i chociaż chwilę się poruszał. Ratowaliśmy się masą różnych gier, planszówek, torami przeszkód. Robiliśmy mu, synowi wtedy małemu tory z poduszek, kupowaliśmy tunele do przeczołgiwania się, żeby spożytkować energię tego małego człowieka, ale też żebyśmy my skupili na czymś uwagę. Mąż pracował zdalnie. Natomiast jak już urodziłam córkę, my bardzo szybko już mogliśmy wtedy wychodzić, ale bardzo pilnowałam, bardzo pilnowałam tego, żeby wsiadać sama z dziećmi do windy czy sama. Po prostu żeby nikt nie dotykał, nie chuchał na dziecko, bo to jednak jest maluch. I bardzo się bałam narażenia tego, że może zachorować. Co innego jest już większe dziecko, a co innego taki niemowlak, który dopiero się urodził. Zresztą wszystkie wizyty u lekarza czy jazda komunikacją no to dodatkowy był stres dla nas.
Dane o obiekcie
-
Nazwa / Tytuł
Joanna Piskorz -
Twórca / Wytwórnia
Piskorz, Joanna (świadek historii); Rottermund-Taraszkiewicz, Elżbieta (prowadzący/a rozmowę); Gil, Paweł (operator kamery) -
Rodzaj
-
Kategoria
-
Zakres chronologiczny
-
Zakres chronologiczny
-
Data wykonania
14/10/2025 -
Czas trwania
0h 7min 53sek -
Miejsce
-
Numer inwentarzowy
MHP-07-3227 -
Klasyfikacja praw autorskich
-
Permalink
Opis
Relacja Joanny Piskorz dotyczy doświadczeń związanych z wejściem Polski do Unii Europejskiej oraz pandemią COVID-19, widzianych z perspektywy osoby dorastającej w czasie przemian oraz młodej matki. Relacjonująca opowiada o okresie akcesji Polski do Unii Europejskiej, szkolnych inicjatywach przybliżających temat integracji europejskiej, atmosferze referendum oraz postawach różnych pokoleń wobec przystąpienia do wspólnoty. Wspomina także wpływ członkostwa w Unii na sytuację materialną rodziny oraz własne decyzje życiowe związane z pozostaniem w Polsce. W dalszej części relacji opisuje doświadczenia pandemii COVID-19, w tym lęk o zdrowie swoje i dzieci, przebieg ciąży i porodu w warunkach sanitarnych oraz codzienne strategie radzenia sobie z izolacją i ograniczeniami życia społecznego.