Jak wybierano króla w I Rzeczpospolitej? Fenomen Wolnych Elekcji
11/12/2024
Klasyfikacja praw autorskich
Transkrypcja
Rzeczpospolita Obojga Narodów – jedyne państwo w nowożytnej Europie, w którym aż tak duża część obywateli miała prawo wyboru władcy. Warszawskie elekcje bez wątpienia były wydarzeniami bez precedensu w skali kontynentu, zarówno jeśli chodzi o majestat, rozmach, ale także okoliczności spotkania kilkudziesięciu tysięcy potomków sarmatów w jednym czasie i w jednym miejscu. Czy wyprzedziliśmy epokę, wdrażając mechanizmy demokracji bezpośredniej? Czy raczej elekcja była schedą po starosłowiańskim wiecu? W dzisiejszym odcinku „Innych historii Polski” o fenomenie naszych wyborów w dawnych wiekach. Z tej strony Cezary Korycki, zapraszam na kolejny odcinek podcastu Muzeum Historii Polski z serii „Inne historie Polski”.
Część pierwsza: stadion koronacyjny.
Tegoż roku 1573, 5 miesiąca kwietnia, zjechały się wszystkie stany koronne, tak duchowne, jako i świeckie, na dzień naznaczony elekcji pod Warszawą we wsi Kamień, gdzie ludzi taka wielkość się najechała, że nie tylko w mieście, ale i po wsiach wszędzie okolicznych rozpostrzeć się nie mogli, aż potem drudzy stali. Województwa wszystkie osobno się zjeżdżały, a między nimi w pośrodku rozbito namioty królewskie do obierania przyszłego króla.
W kolejnym odcinku podcastu Muzeum Historii Polski witam profesora Wojciecha Tygielskiego.
- Dzień dobry.
- Co, nie ukrywam, cieszy zarówno mnie, jak i przede wszystkim naszych odbiorców. Ale mnie także proszę dołączyć do tego grona. Panie profesorze, zaczęliśmy od cytatu z Marcina Bielskiego, ale ja chciałbym prosić słuchaczy i pana o zamknięcie oczu. Wyobrażenie sobie Stadionu Narodowego, kilkadziesiąt tysięcy obywateli kraju na tym Stadionie Narodowym, ale takich najważniejszych obywateli, zgromadzonych w jednym miejscu w celu wyboru władcy. Dzisiaj moglibyśmy to sobie wyobrazić ze względów logistycznych, ale przede wszystkim tak wyglądały właśnie wybory władców w Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Już w roku 1573 szlachta wybierała króla. Właśnie dlatego ta analogia, bo szlachta wybierała króla właśnie w miejscu mniej więcej dzisiejszego Stadionu Narodowego. Pierwsze pytanie: dlaczego to się nie działo w Krakowie?
Dodam od razu, że Stadion Narodowy rzeczywiście gdzieś tam się znajduje bardzo blisko, chociaż wedle mojej wiedzy to samo pole elekcyjne na Kamionku znajdowało się troszeczkę na wschód. To znaczy, dla Warszawiaków to będzie oczywiste, między gdzieś Teatrem Powszechnym bym je lokował a fabryką Wedla. Gdzieś, gdzie ulica Zamojskiego przechodzi w Grochowską. Dla wszystkich nie z Warszawy: przepraszam za takie precyzowanie, ale to jest ciekawe, że rzeczywiście ta pierwsza wolna elekcja odbyła się na prawym brzegu Wisły, a większość absolutna, poza Augustem III, odbywała się na błoniach Woli. Dlaczego nie w Krakowie pyta pan? No jakbyśmy spojrzeli na mapę, to chyba winowajcą jest Unia Lubelska. Unia Lubelska zmienia kształt terytorialny państwa polskiego, czy polsko-litewskiego w tym momencie, i jak się spojrzy na mapę, to Kraków jest blisko granicy zachodniej, a na pewno nie jest położony centralnie. Więc jakaś taka potrzeba, żeby przesunąć punkt ciężkości na północ i troszeczkę na wschód była, zwłaszcza że, o ile pamiętam, alternatywnymi propozycjami dla odbycia tego pierwszego wyboru króla był Lublin i Parczew. Więc widać wyraźnie, że ci ludzie myśleli o tym, żeby tak troszeczkę w górę mapy i troszeczkę ewentualnie w jej prawą stronę. Czyli Warszawa zawdzięcza stołeczność tej decyzji, prawda, i swojemu położeniu, przecież tu nasze Mazowsze kochane było peryferią tej Polski piastowskiej z całą pewnością a i jagiellońskiej. I z drugiej strony ta decyzja o odbywaniu elekcji właśnie tutaj była jednym z najważniejszych czynników, który stymulował tę stołeczność warszawską. Tak że mi się wydaje, że to jest kwestia odległości. Tak popatrzyłem sobie, że z Wilna, już nie mówmy o jakichś tam dalekich Smoleńskach czy Witebskach, ale z Wilna do Warszawy dzisiaj, jak ktoś jedzie koleją, to jedzie do Krakowa przez Warszawę. Czyli to jest po prostu ta odległość Warszawa-Kraków, zaoszczędzona dla potencjalnego wyborcy litewskiego, traktując Wilno jako serce Litwy. Więc mi się wydaje, że praktyka i dość dalekowzroczne myślenie stały za tą decyzją.
- Wolną elekcję traktujemy jako coś unikatowego w skali Europy, ale czy rzeczywiście Rzeczpospolita Obojga Narodów była jedynym miejscem, w którym wybierano władcę?
- Znaczy generalnie w Europie dominuje oczywiście tendencja czy też dziedziczność monarchii. Tu Tudorowie, Stuartowie w Anglii, Habsburgowie, tu Hiszpania, cesarstwo, Bawaria, no jest to absolutnie europejska norma. I pamiętam taką wypowiedź Łukasza Górnickiego, a więc znawcy i ustroju i dawnej Polski, który w utworze „Dialog Polaka z Włochem” mówi tak: „takiego obierania, jakie u nas jest, ziemia żadna nie ma na świecie. Dobrze to wszystkim obierać króla i w polu”. No więc jest jakaś taka apoteoza tej formuły, która, wydaje mi się, zawsze ma w sobie tę sprzeczność. Z jednej strony to jest bardzo demokratyczne, o czym za chwilę na pewno porozmawiamy, no bo wszyscy szlachcice są upoważnieni do wyboru króla. A z drugiej strony no trzeba cały czas pamiętać, że to dotyczy drobnej części społeczeństwa, czyli jest to rozwiązanie demokratyczne w odniesieniu do wąskiej grupy mieszkańców Rzeczypospolitej. I jak chwalimy albo ganimy ten system, no to zawsze trzeba o tym pamiętać, prawda, że jednak gros mieszkańców jest z tego wyłączonych, a rzeczywiście niektóre rozwiązania, o czym chętnie porozmawiam, były dalekowzroczne i, można powiedzieć, wybiegające w przyszłość.
- Słowo klucz szlacheckiej demokracji: „viritim”. Co znaczyło?
- No właśnie „viritim” czyli „mąż w męża”, tak to się tłumaczy, czyli że każdy szlachcic ma prawo uczestniczyć w wyborze króla. Oczywiście wybór następuje na sejmie elekcyjnym i ten sejm elekcyjny ma posłów, których się wybiera tak, jak na inne sejmy i to w potrojonej liczbie, więc jest taka grupa osób jakby zobligowana do uczestnictwa w elekcji. No i oczywiście cały senat ma do tego prawo, ale tu jest otwarta ta możliwość, że każdy obywatel szlachecki, tak ich nazywajmy roboczo, jeśli ma takie życzenie, może przybyć na pole elekcyjne i wziąć w tym udział. Więc to oczywiście funkcjonowało różnie w różnych okresach. Początkowo, to widać po frekwencji, prawda, próbujemy jakoś oszacować liczbę uczestników elekcji. Od pewnego momentu, nie chcę tutaj przynudzać, istnieją tak zwane suffragia, czyli podpisy elektorów uczestniczących w elekcji, ale to dopiero od 1632 roku, od elekcji Władysława. Natomiast wcześniej, no szacujemy jakoś tę liczebność i wynika z tego, co ciekawe, że pierwsza wolna elekcja jest najliczniej obsadzona. Mówi się o 40 tys. uczestników. Druga znacznie, znacznie słabiej, ta Batorego typu 12, i wreszcie Zygmunta III, kiedy jest konflikt polityczny, 20 tys. Powiadam, to jest odpowiedzialność autorów piszących na ten temat i znających temat lepiej od mnie, ale ja zawsze jako stary belfer statystyki dla historyków mam wątpliwości w stosunku do takich liczb, zwłaszcza jeśli są okrągłe.
- Skąd geneza tego pomysłu ustrojowego? Podejrzewam, że ze średniowiecza, a może i nawet wcześniej, biorąc pod uwagę kolejne, słowiańskie tym razem słowo, „wiec”.
- No na pewno. Znaczy, element demokracji zawsze funkcjonuje we wszystkich możliwych rozwiązaniach politycznych, więc on nie może tak całkiem zniknąć. Natomiast mnie się wydaje, że on wraca do tej kultury politycznej dawnej Polski w taki sposób, że jest szalenie ważna ta równość stanowa, skoro każdy szlachcic jest równy. Szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie. No to w zasadzie jest otwarta ścieżka tak, jak dzisiaj do wyborów prezydenckich. Nie mamy cenzusu, nie mamy zróżnicowania obywateli. Każdy obywatel, czy jest wielkim przemysłowcem czy też prostym robotnikiem, ma taki sam jeden głos. Więc ja myślę, takie myślenie równościowe legło u podstaw tej koncepcji, choć ta koncepcja nie ma właściwie oczywistego ojca. Przypisywało się ją Janowi Zamojskiemu jako pomysłodawcy, ale potem jakieś, zdaje się, badania wskazywały na to, że on się lubił od tego odżegnywać i doceniał głosowanie większościowe jako bardziej pragmatyczne i mi się to wydaje bardzo prawdopodobne, że on, pełniący ważne funkcje polityczne, raczej nie mógł być przesadnym zwolennikiem takiego głosowania jednolitego. No bo to zawsze trudno taki konsens jest osiągnąć.
- Zaczęliśmy od analogii stadionu. Mówimy o liczbach. Rzeczywiście te liczby, które pan profesor przytoczył, gdzieś tam są zgodne z pojemnością stadionu piłkarskiego. Ogromny tłum ludzi. Ale tym bardziej to zastanawia, jak w takim razie musiał wyglądać proces wyborczy. Jakieś karty do głosowania, urny, komisje. To jest coś, co znamy dziś. Ale bądźmy poważni: jak liczyć głosy 40 tys. ludzi?
- No właśnie, to znaczy tutaj jest dość ważna kwestia organizacji samej elekcji. Dlatego że musimy pamiętać o tym, że po pierwsze, jest to oczywiście ogromny kłopot logistyczny. Są takie bardzo ciekawe i bardzo nieliczne ryciny pokazujące pole elekcyjne. Dwie są, wydaje mi się, najważniejsze. Jedna takiego jezuity, Alabiano, z 1587 roku, pokazująca obozy magnackie zgrupowane wokół szopy i tego wału, oddzielającego, od okopu oddzielającego pole elekcyjne od reszty. I to są bardzo ciekawe, choć bardzo niewyraźnie zaznaczone miejsca, gdzie te poszczególne siły polityczne się grupowały. Ale są też takie ryciny pokazujące, François Collignon jest autorem takiej najczęściej eksploatowanej w tym kontekście, pokazujące rejon Warszawy w czasie elekcji. I tam widać bardzo wyraźnie, że mamy do czynienia z 30 km, obszarem o promieniu czy o średnicy może 30 km, 30 to jednak jest bardzo dużo, tych miejscowości, które były gospodarzami przybyszy na elekcje. Więc jak to się odbywało, czy to była atrakcja, w sensie wynajmuje kwaterę, czy był to straszny jakiś zamęt, czy był to kłopot dla tych ludzi, którym przecież, może jeszcze o tym wspomnimy, niszczono zasiewy, niszczono pola. No przecież to nie jest wszystko tak jakoś nieużywane. Więc na pewno to jest kłopot logistyczny, ale też wydaje mi się, że dla tych ludzi to musiała być atrakcja. Więc ja nie chcę się domyślać, jak oni tam się zachowywali, weselili, spotykali. Myślę, że to dla ludzi normalnie żyjących na jakieś tam wsi, jeśli już się decydowali na koszta przyjechania aż do Warszawy, no to myślę, że mieli nastrój energicznych, zabawowych…
- Festiwalowy.
- …młodych ludzi. Festiwalowy, bardzo słusznie. I teraz ta organizacja. Organizacja no nie jest taka głupia. Trzeba powiedzieć, że, o całej takiej, jeśli pan mi pozwoli, sekwencji zdarzeń. Mianowicie to się wszystko zaczyna mszą w Kolegiacie św. Jana. To jest porządnie przemyślane. Potem ci ludzie, to jest odprawiana przez prymasa albo przez nuncjusza ta msza, potem się idzie do wdowy, jeśli jest po zmarłym władcy wdowa, z kondolencjami. Potem wszyscy udają się na pole elekcyjne. Szlachta, znaczy senat, początkowo zdecydowanie w tej swojej szopie oddzielony od reprezentantów szlachty, szlachta wybiera sobie marszałka. Marszałka koła rycerskiego i jeszcze, co ważne, w tych pierwszych dniach obrad senatorowie zapraszają reprezentantów koła rycerskiego do środka, jakby wewnątrz okopu. Tam wybierają coś, co się nazywa „kaptur generalny”. To jest ta władza sądownicza na czas elekcji. Czyli jednak jest to jakoś tam przemyślane. To jest też czas na ewentualne rozmowy z posłami zagranicznymi. Dopiero potem senatorowie… głosuje się województwami, to jest podstawowa sprawa, prawda. Więc odpowiedź na pana pytanie, jak 40 tys. ma podnieść rękę. Głosuje się, ci ludzie są rozproszeni po całym polu wedle województw i wojewodowie zwracają się do swoich reprezentantów, kogo chcą na króla. Ci ludzie najpierw ustnie coś tam mówią, tego, tego, tego, tamtego. Potem zaczynają tę swoją wolę przelewać na papier, głosując za tymi kandydatami, którzy zostali wcześniej zwerbalizowani, czyli ten wojewoda w pewnym momencie orientuje się, kogo reprezentuje, jakie poparcie. Teraz ten wojewoda się spotyka z innymi, oni się spotykają teraz w centrum, no i zaczynają reagować na te informacje o nastrojach elektorów. Z tego wynika jakiś kandydat. Najwyraźniej wynikał jakiś jeden, dwóch, prawda, były podwójne elekcje. Teraz następuje taki moment, kiedy albo prymas, albo ten marszałek koła rycerskiego, wraca z tym pomysłem ustalonego władcy do owych województw. Komunikuje im tę decyzję, oczekując poparcia, akceptacji. Czyli jest taki moment jeszcze, żeby to zaakceptować. I po przekazaniu tych wyników cała szlachta zbliża się do okopów ze swoimi chorągwiami i na placu zostaje oznajmiony wynik głosowania. Potem prymas konno objeżdża wszystkie oddziały zgromadzone i grupy szlacheckie, i marszałek po takiej czynności, marszałek koronny, obwołuje czy obwieszcza wybór króla. Wszyscy śpiewają „Te Deum laudamus” oczywiście i udają się najprawdopodobniej, najczęściej do kolegiaty z powrotem, razem już z elektem w takim triumfalnym pochodzie, i to jest zamknięte nabożeństwem w kolegiacie Św. Jana. To jest przemyślany scenariusz, który jednak zakłada pewną sprawność działania. Problem polega na tym, że to jest bardzo wymagające dla uczestników i że wraz z upływem czasu to coraz gorzej funkcjonowało.
Część druga: królowie malowani i kupowani
Pierwszy król wybrany przez szlachtę to jest jednak według mnie dość nieoczekiwany wybór. Zaskakujący, zastanawiający wybór, bo jest to król z Francji. Ze względu na dość frywolny sposób noszenia się i sposób bycia został nazwany „królem malowanym”. Przejdźmy może do tych bohaterów, tej rozmowy o elekcjach. Dlaczego ten pierwszy bohater, taki troszkę niefortunny i ten jego wybór, i ta postać, i to jego panowanie, i koniec tego panowania?
- No nie czuję tu własnej odpowiedzialności, powiem szczerze, i sam do końca nie wiem. Mnie się wydaje, że to otworzyło, ten pomysł właśnie wolnej elekcji, otworzył nagle jakieś takie bardzo szerokie perspektywy, jeśli chodzi o dobór kandydatów. A dlaczego nie szwedzki? A dlaczego nie car rosyjski? A dlaczego nie jakiś tam przedstawiciel rodziny panującej we Francji?
No mówi się wiele o ambasadorze Monlucu, który pieniędzmi przekonywał elektorów, ale mnie się wydaje, że to głównie polegało na tym, że nie było takiej jasności czego my oczekujemy po tym wyborze. Ponieważ te realniejsze kandydatury zapewne, tak się domyślam, miały swoich przeciwników wyraźnych, więc szukano jakiegoś takiego rozwiązania, które przynajmniej nie byłoby oprotestowane bardzo kategorycznie przez zwolenników jakiegoś tam Habsburga albo innego cara Moskiewskiego. Tak bym to tłumaczył generalnie. Pewna egzotyka, pewne próbowanie, jak to będzie funkcjonowało. No i wreszcie stosunkowo łatwo pewnie było uzyskać konsens. Lubię słowo „konsens” a nie „konsensus”. Podobno „konsens” jest poprawniejszy. Więc konsens między stronami, tak sobie to wyobrażam, bo potem już było wiadomo między kim a kim się wybiera. Dlatego te kolejne elekcje były elekcjami, w których dochodziło do konfliktu, starcia zbrojnego, podwójnych elekcji, prawda, już jakby się nauczono tego. No a doświadczenie z Walezym jest okropne, no co tu dużo mówić. Żeby nam król uciekł, bo ma lepszą posadę w ojczystej Francji, no to jest bardzo nieprzyjemne. Kiedyś prof. Chrościcki pokazywał mi taką piękną rycinę pokazującą świadectwo panowania Henryka Walezego przy krakowskich Sukiennicach, które było zniszczone przy pomocy takiego dłuta. To jest pokazane na rycinie, taka damnatio memoriae, żeby nam już więcej o tym Walezym nikt nie pamiętał. Z kolei kolejni podróżnicy po Włoszech i tak dalej, jak znajdą się w Wenecji, to im pokazują miejsce, gdzie stał król francuski, który wracał z Polski i tam się zatrzymał, jako atrakcję, prawda, miejsca.
Z oświeceniowej encyklopedii francuskiej: „Na pierwszy rzut oka można by mniemać, że Polska cieszy się najdoskonalszą wolnością. Ale ta wolność istnieje tylko dla szlachty i panów, którzy związują ręce swemu monarsze, aby móc bezkarnie sprawować najokrutniejszą tyranię nad swymi poddanymi, podczas gdy oni sami cieszą się wolnością. Poprzez pacta conventa panowie polscy zapewniają sobie, że król nigdy im nie przeszkodzi w korzystaniu z praw, częstokroć barbarzyńskich, ustroju feudalnego, który trwa dziś u nich.”
- Tak o polskim ustroju pisano w słynnej oświeceniowej francuskiej encyklopedii pod hasłem „Polska”. Oczywiście moglibyśmy wymieniać wszystkie nasze elekcje w historii, nawet chyba zaprosić słuchaczy do specjalnego cyklu audycji wyborczych z dawnych czasów, ale oczywiście dzisiaj nie damy rady przedstawić wszystkich. Następca Henryka Walezego okazał się królem bardzo fortunnym, chociaż okoliczności jego wyboru też były ciekawe i pełne kontrowersji i emocji, ale ja mam tutaj taką inną zagadkę logiczną, łamigłówkę i propozycję. Ja proszę pana profesora o werdykt w dziedzinie najbardziej dostojnej, takiej porządnej, modelowej elekcji i tej najbardziej kuriozalnej, których naprawdę było chyba dużo.
- Jeśli przez dostojną, modelową, będziemy rozumieli zgodną, ale taką, od której bardzo wiele nie zależało, bo rzecz wydawała się z góry przesądzona, to wskazuję niewątpliwie na elekcję Władysława IV, na 1632 rok. Dlatego że, no najstarszy syn i tak dalej, o różnych zasługach, lubiany przez społeczeństwo szlacheckie i praktycznie niemający realnego konkurenta. O ile w tej następnej elekcji, Jana Kazimierza, dwaj Wazowie jakoś tam stawali w szranki, to tutaj właściwie… I to jest też… Nie było realnego kontrkandydata, więc w tym sensie można powiedzieć, że to jest elekcja, która nie ma aż tak wielkiego znaczenia, ale przebiega w sposób modelowy przy relatywnie, co już wspomniałem, nie tak dużym zainteresowaniu społecznym, ale jednak większym niż Batorego. To jest ciekawe. No ale oczywiście… No nie wiem. Myślę sobie, że no najgorsza, to to chyba Augusta III, bo to już te XVIII-wieczne elekcje no odbywają się pod presją militarną państw sąsiednich, więc nie decydują. I myślę że ten, to połączenie właśnie Stanisława Leszczyńskiego i Augusta III, i to rozdwojenie, które w czasach Zygmunta II czy Batorego miało jakiś sens, doprowadzało do realnego konfliktu sił. Ktoś wychodził zwycięsko i jakoś porządkował sprawy po tym konflikcie, lepiej czy gorzej. Batory bardzo zgrabnie wyszedł z tego konfliktu. Zygmunt III też w końcu po kilku latach to zrobił. Natomiast te XVIII-wieczne, to myślę, że spuśćmy zasłonę milczenia. Raczej patrząc na degenerację systemu i na osłabioną skuteczność tej formuły, która 100 lat wcześniej okazywała się całkiem funkcjonalną.
- „Degeneracja systemu” i zaczęliśmy od terminologii piłkarskiej, nieoczekiwanie zupełnie dla mnie. I przy tej terminologii znowu zostajemy, bo używając takiego terminu: ile z polskich elekcji, czy które z polskich elekcji było, mówiąc kolokwialnie, sprzedanych? Czyli właśnie odbywało się przy udziale jakichś sił, jakichś pieniędzy zewnętrznych mocarstw?
- No myślę, że licząc od końca i Stanisław August Poniatowski, i chyba obaj Sasi, i Leszczyński, to są te elekcje, które, jak powiedziałem przed chwilą, muszą być traktowane w trochę innych, wydaje mi się, kategoriach. Natomiast tak myślę sobie jeszcze o takiej czystej elekcji, takiej modelowej. Może ja z tym Władysławem się pospieszyłem i zapomniałem o Janie Sobieskim. Jan Sobieski to jest elekcja super, ponieważ mamy od pewnego momentu, prawda, po różnych rozczarowaniach związanych z dynastiami takimi prawdziwymi czy trochę pseudo-dynastiami, jak Wazów, mamy ten wstrząs w postaci abdykacji króla. Proszę zwrócić uwagę, że ten pierwszy od nas ucieka. Ten ostatni, Waza, abdykował. To też jest dość unikalne zjawisko. I potem jest Michał Korybut Wiśniowiecki, czyli bo chcemy Piasta i wybieramy tego Piasta naszego. I oczywiście Wiśniowiecki zawdzięcza Jeremiemu Wiśniowieckiemu tę swoją popularność, ale sam, jak wiadomo, specjalnie wybitnym władcą się nie okazał. I potem ta sama tendencja. Nasz człowiek, a tutaj Turcy idą. Tutaj hetman Sobieski, zwycięzca spod Chocimia. No to wybieramy go, prawda? I wydaje mi się, że to był taki moment pewnej euforii i pewnej aklamacji. A co ciekawe, zajęty sprawami wojennymi Sobieski stosunkowo późno się koronował w stosunku do swojej elekcji. Więc proszę łaskawie przypis zrobić w tej naszej rozmowie, że do tych modelowych zaliczam na pewno jeszcze Sobieskiego, a do tych sprzedanych – wszystkie następne. No i pierwszą trochę, chociaż nie jestem w stanie powiedzieć. Starałem się nad tym zastanowić, na ile ingerencja ambasadorska i pieniądze w tej pierwszej elekcji miały znaczenie. Myślę, że to jest trochę wyolbrzymiane w literaturze przedmiotu, bo takie nawet złe mechanizmy też musiały jakoś się udrożnić, a nie, że od razu każdy elektor szlachecki przyjeżdża i patrzy, kto by go tu przekupił najlepiej.
- Poza tym też skala była ogromna, tak jak zaznaczyliśmy, no to praktycznie było niemożliwe. Natomiast tutaj taki komentarz, że rzeczywiście ten schemat pierwszych elekcji demokracji szlacheckiej przypominał bardzo system wyborczy Stanów Zjednoczonych, czyli jakiś okręg terytorialny, który decydował o tym, na kogo głosuje elektor.
- To prawda, aczkolwiek tu się to wszystko dzieje niby na polu elekcyjnym, które ma swoje prawa, prawda, że nastroje. To szczególnie widać w tej elekcji Michała Korybuta Wiśniowieckiego, która jest dobrze opisana. Jest sporo pamiętników i jest sporo takich wydarzeń przytoczonych kryminalnych. A to ktoś z rusznicy strzelił, a to się jakiś pożar wybuchł nagle, a to jakieś zamieszanie, a to krzyczą, niedosłyszą za kim oni są. Za Ernestem, Rdestem, księciem najburskim. Jest takie wrażenie ogromnego tłumu, którym relatywnie łatwo jest manipulować. I myślę, że paru speców od tego już wtedy się znalazło. Także to są takie momenty, w których widać tę degenerację. A wydaje mi się, że te wcześniejsze były z większą powagą się odbywające. Co nie znaczy, że ten nastrój, jak pan to nazwał festynowy, nie obowiązywał w tych pierwszych elekcjach. Zwłaszcza, dodam jeszcze może, warto o tym pamiętać, że te pierwsze trzy elekcje tworzą taką sekwencję wydarzeń stosunkowo od siebie nieodległych. Czyli można sobie wyobrazić, ja bym zalecał to komuś do zbadania w ramach magisterium, czy są ludzie, którzy na trzech kolejnych uczestniczyli. Nie ma tych sufragiów, więc nie ma tych podpisów. To jest trudne. Ale wyobrazić sobie możemy, że ktoś ma doświadczenia elekcyjne i jedzie już na tego Zygmunta Wazę kontra arcyksiążę Maksymilian z doświadczeniami dwóch poprzednich. Porównuje, ocenia, że to mogło generować jakieś takie myślenie o ewentualnych reformach wczesnych. A potem jest taki długi okres panowania Zygmunta III, który przyzwyczaja do Wazów. Ci Wazowie są podtrzymani. Wygląda na to, że znowu mamy kolejnych Jagiellonów i spokój. A tutaj abdykacja Jana Kazimierza i zaczyna się to rozdroże plus słabnięcie państwa i wzmacnianie się tych sił zewnętrznych prowadzi do tego niewesołego obrazu XVIII-wiecznego.
Część trzecia: most wyborczy
- No właśnie, most wyborczy. To jest mało znany aspekt polsko-litewskich wyborów, bo właśnie wolnej elekcji zawdzięczamy pierwszą przeprawę przez Wisłę w Warszawie. To jest ogólnie symbol tego niesamowitego rozmachu logistycznego bez precedensu w ówczesnej Europie, przenosząc się o te 400 lat wstecz. No ten most byłby ciekawy.
- No oczywiście. Ten most powstał w ostatnich latach panowania Zygmunta Augusta, więc jakby może jeszcze nie był tym takim konkretnym, konkretną inwestycją elekcyjną, ale okazał się zbawieniem, prawda, mamy nagle jakąś możliwość komunikacji. Ja bym chciał zobaczyć, jak oni przez ten most przejeżdżali. Most, chociaż był nowoczesny i piękny, no to jednak na te tłumy musiał być niewystarczający. W przepisach porządkowych elekcyjnych wiemy, że był ruch jednostronny między konkretnymi godzinami. Między tam 7:00 a 9:00 z Pragi na lewy brzeg i powrót 15:00-17:00. I to było powiedziane. I różne opisy mówią, żeby tam się pachołkowie nie wychylali, żeby się nie bili na tym moście. Widać było. że ten most jest obciążony. Obciążony do granic możliwości, a jednocześnie przecież pamiętajmy, że go zabrakło już w roku 1603, bo go kra zabrała, mówiąc brutalnie. Ale myślę, że chciałbym zobaczyć tę przeprawę i tych ludzi, którzy regulują porządek. Nie tylko na moście i na jego krańcach, ale również na tym polu elekcyjnym, bo jednak, zwracam uwagę, że przepisy porządkowe świadczyły o istniejących zagrożeniach. Nie wiemy, czy były skuteczne, ale: z bronią nie wjeżdżać, wozy zostawiać na zewnątrz, prawda, nie palić ognia. No widać, że ktoś tam zdawał sobie sprawę z tych zagrożeń. Znowu, czy one były, te zarządzenia, przestrzegane, czy też nie i co groziło tym, którzy łamali zakazy, nie mamy na ten temat precyzyjnych informacji. Tylko mamy takie świadectwo tej świadomości, że ktoś myśli dalekowzrocznie o losie zarówno tych mieszkańców, jak i tych, którzy przyjeżdżają. Bo proszę zwrócić uwagę na, bo wspomniałem o tych polach zasiewnych, w pewnym momencie jest takie rozporządzenie, żeby nie zasiewać przed elekcją. A z drugiej strony jest mowa o tym, że jak te tłumy walą na pole elekcyjne na Woli, czyli ulicą tutaj Senartorską, Elekcyjną itd., mamy ten cały szlak. Część jedzie tutaj, dzisiaj byśmy powiedzieli Aleją Solidarności, część ulicą Leszno, ale to są te ulice, które prowadzą na zachód i na północ, które zostają wybrukowane. Są jakieś inwestycje, które pozostają w tej tkance miejskiej. To jest jakaś stymulacja też rozwoju tego osadnictwa podwarszawskiego. No ale generalnie myślę sobie, że ci ludzie nie byli zachwyceni, mieszkający pod Warszawą, zachwyceni taką perspektywą, nawet jeśli mogli sobie nieźle wynająć jakieś lokum, prawda, którym dysponowali.
- No właśnie podobno ten karnawał szlacheckiej demokracji był dość uciążliwy dla mieszkańców, w takim wymiarze materialnym.
- No właśnie tak, jak mówiłem, to chyba ten bilans nie był korzystny. No ale właśnie wydaje mi się, że i te zasiewy, i to planowanie, i cała ta logistyka, ożywiała troszeczkę ruch budowlany, jakieś inwestycje takie miejskie. Natomiast generalnie no to raczej był chyba potop.
- Ale mieszczanie byli zobowiązani do goszczenia przybyszy?
- Jak najbardziej. To jest kwestia marszałków, tych sejmowych i tych nadwornych, i jakiś rodzaj dystrybuowania tych kwater funkcjonował. Ale dokładnie nie wiemy, w jakiej formie istniały rozliczenia za tę usługę.
- Rozpoczęliśmy naszą opowieść od Kamionka, czyli praskiej strony dzisiejszej Warszawy, ale zasadniczo tym ważniejszym miejscem jest to znajdujące się na Woli. Tam jest ono upamiętnione przez taki dość skromny monument. Wydaje mi się, że temu rozdziałowi historii Polski coś należałoby się jednak większego, o tym jestem przekonany. Ale to jest ciekawa sprawa, bo to chyba nie było wszystko jedno czy zbieramy się po „litewskiej”, czy po koroniarskiej stronie Wisły. Koronnej.
- Zgadzam się, chociaż tak powiem zupełnie szczerze, że dlaczego ten Kamionek był jako pierwszy wybrany, ja nie wiem na pewno. Ale podejrzewam, że to była kwestia dostępności tego areału, relatywnie niezasiedlonego. A potem się okazało, że jednak bliżej jest wszystkim tutaj, na te pola Woli. Zwracam uwagę, że ten okop, który wyznaczał pole elekcyjne, miał trzy bramy i te bramy się nazywały „wschodnia”, „zachodnia” i „południowa”. I ta wschodnia była dla Litwinów, ta zachodnia była dla Wielkopolan, a ta południowa była dla Małopolan, więc z grubsza sens geograficzny był tu zachowany i świadomość, że ci ludzie z różnych kierunków przybywają. Ta rycina z 1587 roku, o której wspomniałem, jezuicka, niejakiego Alabiano, pokazuje, że w momencie samej elekcji jest jakiś klucz rozbijania obozów po lewej i po prawej stronie. Znaczy, wiadomo, że centrum i że to, co ważne, odbędzie się na Woli, ale Radziwiłłowie, Kiszkowie i ktoś tam jeszcze, nie pamiętam, jacyś protestanci litewscy, mają swoje obozy po stronie praskiej. Czyli oni są potencjalnymi klientami tego mostu, o którym żeśmy mówili.
Ale jednak wydaje się, że no i Wielkopolska, i Małopolska, i pamiętajmy, że kwestie z Litwinami to jest takie przeciąganie trochę struny. Litwini starają się zaznaczyć swoją odrębność, swój wpływ i to ma również w momencie Unii Lubelskiej, bardzo jest wyraźnie widoczne, więc może jakimś takim poślizgiem ukłon w stronę litewskich elektorów, żeby jednak zechcieli przybyć i że takie ułatwienie im stworzono. Ale tak naprawdę nie wiem, dlaczego był pierwszy Kamionek, a domyślam się, dlaczego Wola. W sensie dostępności terenu, relatywnej bliskości centrum politycznego, i wszystkiego, co na Starym Mieście się znajdowało.
„Polski w żadnym wypadku nie można zaliczać do europejskich potęg. Zasadniczym problemem tego królestwa jest wyludnienie. Winę ponoszą tu posiadacze ziemscy, którzy poddanych swoich traktują jak niewolników. Jest jeszcze wiele innych okoliczności, które przyczyniają się do osłabienia tego państwa. Wśród nich zła polityka finansowa, pozwalająca jedynie na wystawienie 13 tys. żołnierzy. Zachowane zostały wszystkie grzechy dawnego systemu feudalnego: elekcje królów z towarzyszącymi im wojnami domowymi, pełne niepokojów sejmy, z których żaden nie kończy się konkluzjami, brak ustawodawstwa, upośledzone sądownictwo. To królestwo anarchii.”
- No takie właśnie spostrzeżenia na temat Rzeczypospolitej miał już w roku 1752 król Pruski Fryderyk II Wielki. Oczywiście, jak już powiedzieliśmy wcześniej, wolna elekcja to było coś, co nas wyróżniało i do dziś wyróżnia w historii Europy, czyni wręcz prekursorami demokracji. To było naprawdę coś wspaniałego. Ale porozmawiajmy trochę o efektach ubocznych. No wydaje się, że ten pomysł ustrojowy jednak był źródłem wielu nieszczęść.
- No zgoda. Ja myślę, że najważniejsza i najprostsza odpowiedź brzmi: „Konstytucja 3 Maja”. Znosi tę formułę wyboru władcy, wprowadzając władzę dziedziczną. No więc ci reformatorzy, przyglądając się temu doszli do wniosku, a głupi nie byli, że to jest jeden z problemów. Tak samo, jak odebranie prawa głosu tej szlachcie, gołocie, i zerwanie z liberum veto, czyli wszystkie te elementy, które były fundamentalne dla uzgadniania stanowisk i dla tej demokracji w najczystszej postaci no okazały się być raczej czynnikiem osłabiającym państwo i doprowadzającym do licznych konfliktów. Tak, jak chyba wydawało mi się przed chwilą, żeśmy się zastanawiali nad tym wspólnie, że na tych dziejach wolnej elekcji bardzo wyraźnie widać jakość pomysłu ustrojowego na początku. Myślę, że ci ludzie, zawsze się zastanawiałem, kto to wymyślił, po śmierci Zygmunta Augusta, że musiał być taki okres w końcówce życia Zygmunta Augusta, kiedy stawało się oczywiste, że nie będzie męskiego potomka. Czyli że coś trzeba wymyśleć. No ale wyobraża pan sobie takie myślenie za życia króla i publiczne debatowanie co się stanie, jak on umrze? Myślę, że to byłoby nie tylko nieeleganckie, ale i niepolityczne. Więc jakieś grono osób musiało się nad tym zastanawiać i bo te formuły, i sposób działania w pierwszych miesiącach po śmierci króla świadczy o tym, że pewne pomysły już były. I teraz one były, wydaje mi się, ciekawe bardzo. Nie chcę używać słowa „fajne”, ale no takie właśnie do zaakceptowania. Znaczy miały wentyl taki demokratyczny i miały ten rdzeń, który był kontynuacją wpływu elity władzy na to, co się w kraju dzieje. Rola prymasa jako interrexa, przemyślany sposób. Czyli w ogóle nie jesteśmy pozbawieni władcy kompletnie, mamy interrexa. Mamy te konwenty, zbierające się, decydujące o chronologii, o sposobie przeprowadzenia. To wszystko było robione, powiedziałbym, z głową. No i potem mamy te kolejne doświadczenia, które, a to nam uciekł, bez sensu żeśmy wybrali, jakiegoś francuzika, prawda?
Batory, poza konfliktem z Maksymilianem i na początku, i poza problemami wewnętrznymi, czyli konfliktem ze Zborowskimi, Zamojski, te wszystkie sprawy, o których kiedyś żeśmy rozmawiali, to właściwie jest dobry strzał. To jest wybór, ciekawe, Anny Jagiellonki, prawda, ciągle jeszcze na króla i dodanie jej męża. Co bardzo ciekawe, ktoś zwracał na to uwagę, że już po śmierci Batorego ta sama Anna Jagielonka już nie jest królową, tylko jest wdową. Jakby to panowanie skasowało tę jej królewskość, która była tak przydatna jako wybieg polityczny w czasie drugiej elekcji. No i potem mam wrażenie, że niezależnie od kłopotów samego Zamojskiego, mojego ulubionego, z młodym Zygmuntem Wazą i starcia Zamojszczyków z królem, który buduje inne stronnictwo polityczne, no to sam fakt, że było takie długie panowanie Zygmunta III jakoś utrwala, stabilizuje. Nie najgorszy to jest czas. To jest ciągle jednak jesteśmy w okresie srebrnego wieku. Potem w tych Wazów uderzają klęski Powstania Chmielnickiego, Potopu, więc to wszystko zaczyna gwałtownie słabnąć. Gospodarczo się pogarsza, demograficznie się pogarsza. Połowa XVII wieku, nic tu nie poradzimy, staje się cezurą. I potem w tej nowej rzeczywistości, proszę zwrócić uwagę, nagle oni chcą: „no to może naszego, nie wyszło nam z tymi cudzoziemcami”. Jak to mówiła Urszula Augustyniak, czy nazwała to „królowie rodacy”. Rodacy. No to wybieramy sobie Michała Korybuta. Tak sobie. Sobieskiego. W porządku. Długie panowanie, ale nie powstrzymujące tych tendencji osłabiania państwa, chociaż różne spektakularne wydarzenia, łącznie z Odsieczą Wiedeńską, tam mają miejsce. Czyli to jest ten władca nasz pamiętany w Europie i powszechnie znany, nie tylko dlatego, że „Sobieski pod Wiedniem”, obraz Matejki, wisi w muzeach watykańskich. I potem jakby tak się chowamy jako państwo, zaczyna być ta ingerencja zewnętrzna. Ten pruski Fryderyk nas tutaj ocenia jako bałaganiarzy i ma rację. Encyklopedyści francuscy kręcą nosem. No zsuwamy się rzeczywiście. I w tym momencie te wolne elekcje są tylko kwiatkiem do kożucha i tracą właściwie swoje znaczenie. No i dochodzimy do tego renesansu trzeciomajowego, który jest swoistym fenomenem i to, że oni, powtarzam się, postanowili skasować wolną elekcję, jest odpowiedzią na pana pytanie.
- Na tym kończymy. Dziękuję za ciekawe spotkanie z prof. Wojciechem Tygielskim. Zapraszam wszystkich odbiorców do subskrypcji kanału Muzeum Historii Polski. Już zapowiadam kolejny odcinek, w którym będziemy rozmawiać o pewnej szwedzkiej rodzinie, zasiadającej na tronie Rzeczpospolitej Obojga Narodów i przedstawicielach tej rodziny. I tym z pięknej kolumny, i tym, który abdykował i był władcą w czasie największych nieszczęść spadających na Rzeczpospolitą. Ten odcinek już wkrótce, jako jeden z kolejnych na kanale. A jeżeli wiecie państwo, o kim mowa, to proszę o zostawianie komentarzy. Dziękuję, Cezary Korycki. Do usłyszenia.
Dane o obiekcie
-
Nazwa / Tytuł
Jak wybierano króla w I Rzeczpospolitej? Fenomen Wolnych Elekcji -
Rodzaj
-
Kategoria
-
Zakres chronologiczny
-
Data wykonania
11/12/2024 -
Czas trwania
0h 43min 3sek -
Osoby występujące
-
Numer inwentarzowy
MHP-05-17369 -
Klasyfikacja praw autorskich
-
Permalink
Słowa kluczowe
Opis
Rzeczpospolita Obojga Narodów była państwem pod wieloma względami wyjątkowym. Szczególnie wyróżniało je prawo, które dawało szlachcie możliwość wyboru władcy. Działo się to podczas zwoływanych z wielkim rozmachem wolnych elekcji. Warszawskie elekcje bez wątpienia były wydarzeniami bez precedensu w skali kontynentu, zarówno jeśli chodzi o skalę wydarzenia, jaki i okoliczności towarzyszące spotkaniu kilkudziesięciu tysięcy potomków Sarmatów w jednym czasie i w jednym miejscu. Jak to wyglądało? Czy wyprzedziliśmy epokę wdrażając mechanizmy demokracji bezpośredniej? A może elekcja była schedą po starosłowiańskim wiecu? Jak ocenić to unikalne rozwiązanie ustrojowe i do czego ono doprowadziło? Dlaczego ostatecznie zostało zniesione przez Konstytucję 3 Maja? Wreszcie, które elekcje były udane, a które okazały się porażkami? O tym wszystkim w Podcaście Muzeum Historii Polski z serii Inne historie Polski. Rozmawiają Cezary Korycki i jego gość, profesor Wojciech Tygielski z Uniwersytetu Warszawskiego.