Igor Kopa
Kopa, Igor (świadek historii); Rottermund-Taraszkiewicz, Elżbieta (prowadzący/a rozmowę); Gil, Paweł (operator kamery);
18/11/2025
Klasyfikacja praw autorskich
Transkrypcja
Igor Kopa
To była taka początkowo zwykła sobota. Co sobotę dzwoni do nas babcia i ta tradycja jest podtrzymywana do dzisiaj. Ja odebrałam ten telefon i babcia w zasadzie zaczęła wtedy taki słowotok: co się wydarzyło, kogo z nami już nie ma. I ja w tym momencie robiłem się coraz bardziej blady i tak w zasadzie ledwo już trzymałem tą słuchawkę. Mama spojrzała się na mnie, bo myślała, że ktoś umarł w rodzinie. Tak momentalnie krew mi z twarzy odpłynęła. Odłożyła słuchawkę, babcia się rozłączyła i ja tylko powiedziałem Mamuś, samolot się rozbił, prezydent nie żyje. I po prostu ta chwila zmieniła wszystko. I ja wtedy w zasadzie nie wiedziałem co powiedzieć. Rzuciłem się w zasadzie tylko po pilota od telewizora. Włączyłem telewizję. Już wtedy na informacjach było, że rozbił się samolot w Smoleńsku. Pamiętam, że później mama została w kuchni i oglądała to, co w polskich wiadomościach leciało, a ja pobiegłem do pokoju. Mieliśmy telewizję satelitarną i po prostu zacząłem skakać po tych kanałach międzynarodowych i BBC i CNN i tak dalej, i tak dalej, bo każda stacja pokazywała już coś innego. Niektórzy korespondenci dotarli już na miejsce w Smoleńsku i pokazywali te gałęzie, te kawałki wraku leżące przy jednej z ulic i w okolicy już wrakowiska, tego, że coś się tam paliło. Te syreny cały czas wyjące. No i później właśnie ta jeszcze relacja już z samego Katynia. Minister Sasin powiedział, że pana prezydenta nie ma już z nami. I wtedy taka cisza. Ja nie wiedziałem, co się dzieje. Ja miałem wtedy 15 lat, byłem uczniem gimnazjum. To troszkę wydawało mi się, że za dużo jak dla takiego młodego człowieka, bo jednak do 10 kwietnia 2010 roku wydawało mi się, że ta duża historia jest gdzieś obok, że ona tak nas nie dotyczy. Poczułem się tak, jakby kraj został bez głowy, bez dowództwa, jakbyśmy zostali po prostu sami sobie, pozostawieni troszkę na pastwę losu. Dlatego to mnie tak dotknęło. Dlatego to też tak osobiście przyjąłem. I po tym 10 kwietnia, gdy wróciliśmy już do szkoły w poniedziałek, pierwsza lekcja zaczęła się minutą ciszy. A od wtorku pomyślałem, że warto to jakoś zachować. Wtedy też poszedłem do kiosku i kupiłem gazetę. I od tamtego czasu przez tydzień codziennie kupowałem jakiekolwiek czasopismo, jakikolwiek dziennik. Tak można powiedzieć, tworząc troszkę domowe archiwum, żeby gdzieś zachować to na później, za te 15, 20, 30 lat, żeby coś zostało. Wiadomo, przekazy różne medialne zostają, ale takie, żeby coś było w domu, zostało potem. Nadal u rodziców w domu jest teczka właśnie zasznurowana, podpisana, że pierwszy tydzień po katastrofie w Smoleńsku.
Temat katastrofy smoleńskiej przewijał się u mnie w zasadzie można powiedzieć, latami. Ja od dziecka też rysowałam, więc gdzieś ten samolot, tego Tupolewa też wielokrotnie rysowałem, szkicowałem. W 2011 roku poszedłem do liceum plastycznego. No i wtedy też rozwinąłem swoje umiejętności, jeśli chodzi o rysunek i malarstwo. I wtedy nadal wracałem do tematu Smoleńska. Jakby to takie piętno odcisnęło na mojej osobie, że to do mnie wracało latami, można powiedzieć, wraca nadal w różnych momentach. I po zakończeniu edukacji tam cały czas tworzyłem prace dotyczące historii Polski, przedstawiające różne, często tragiczne wydarzenia. I tym sposobem powstała też praca dotycząca katastrofy w Smoleńsku. Namalowałem wtedy Takiego oto tupolewa stojącego na płycie lotniska, wyjeżdżającego z mgły. I nawiązując do tego, w jakich warunkach rozbił się ten samolot jako, można powiedzieć, taki mój hołd troszkę dla ofiar katastrofy i w celu przekazywania dalej pamięci na różne sposoby jeśli chodzi o katastrofy w Smoleńsku. I myślałem, że w ten sposób temat Smoleńska też zakończę, ale myślę, że on cały czas do mnie wraca i cały czas będzie w mojej pamięci, bo mogę uznać, że było życie przed 10 kwietnia i po 10 kwietnia. Właśnie to, że byłem wtedy nastolatkiem, odcisnęło swoje piętno i to cały czas do mnie będzie wracać.
W lutym 2022 roku mieszkałem w Warszawie i pracowałem w Centralnej Bibliotece Wojskowej. Z racji tego, że jest to instytucja podległa MONowi, to gdzieś ten temat możliwej wtedy rosyjskiej agresji się pojawiał. I cały czas pojawiało się to pytanie "wejdą czy nie wejdą?". Przypomina mi to pytania starszego pokolenia ze stanu wojennego czy Rosjanie wejdą, czy nie wejdą. I tutaj troszkę czułem się podobnie. Troszkę jak powtórka z historii. I w nocy z 23 na 24 lutego spać nie mogłem, bo tak czułem wzrastające napięcie. W nocy się kilkakrotnie budziłem, aż w końcu po kolejnym przebudzeniu sprawdziłem wiadomości i zobaczyłem na pasku, że jednak Rosjanie wkroczyli do Ukrainy. I ten moment po prostu już przykuł moją uwagę, ale spowodował też jakąś wewnętrzną panikę z tego co będzie dalej i jak to się potoczy. Ale z drugiej strony siedziało we mnie coś takiego, że trzeba pokazać jakąś solidarność. Bo my jako Polacy jednak tu można powiedzieć z solidarnością to troszkę przodujemy. Dlatego we mnie też coś się działo takiego, że trzeba pokazać, że jest się z tą stroną, która się broni. Dlatego następnego dnia 25 lutego poszedłem pod rosyjską ambasadę. Tam już też trwały od 24 lutego protesty przeciwko rosyjskiej agresji. I pamiętam, to był wieczór, takich może właśnie żółto-niebieskich flag, a ja poszedłem z biało-czerwoną. Ale nie czułem się obco, bo czułem, że wszyscy tu jesteśmy razem w tej jednej sprawie. W geście protestu przeciwko temu, co się dzieje za naszą wschodnią granicą. I pamiętam właśnie, jak wszyscy patrzyliśmy na tą ciemną rosyjską ambasadę, na tą podświetloną rosyjską flagę, która tam powiewała na wietrze. A tam stały tysiące ludzi pod i wszyscy po prostu staliśmy razem jako wsparcie. I zarówno Ukraińcy i Polacy. Ale pojawili się też Rosjanie, którzy protestowali przeciwko rosyjskiej agresji na Ukrainę. I to było coś niesamowitego, że my w obliczu tego, co się dzieje u naszego sąsiada, potrafimy stanąć razem. I ja wtedy czułem, że jestem tego częścią, że nie stoję gdzieś z boku, tylko aktywnie się włączam w to, co się dzieje. Czułem, że tak trzeba, że zarówno liczy się ta pomoc faktyczna, gdzie część osób jeździła na granicę, zabierała uchodźców czy też pomoc materialna, żywność i tak dalej, i tak dalej. Ale taka pomoc, po prostu wsparcie słowem, wsparcie tym, że się gdzieś pójdzie to też było ważne. I wiedziałem, że to jest ważne i że robię coś dobrego.
Dane o obiekcie
-
Nazwa / Tytuł
Igor Kopa -
Twórca / Wytwórnia
Kopa, Igor (świadek historii); Rottermund-Taraszkiewicz, Elżbieta (prowadzący/a rozmowę); Gil, Paweł (operator kamery) -
Rodzaj
-
Kategoria
-
Zakres chronologiczny
-
Zakres chronologiczny
-
Data wykonania
18/11/2025 -
Czas trwania
0h 8min 37sek -
Miejsce
-
Numer inwentarzowy
MHP-07-3245 -
Klasyfikacja praw autorskich
-
Permalink
Opis
Relacja Igora Kopy dotyczy osobistych doświadczeń związanych z dwoma przełomowymi wydarzeniami o charakterze historycznym i politycznym: katastrofą smoleńską z 10 kwietnia 2010 roku oraz rosyjską agresją na Ukrainę w 2022 roku. Relacjonujący opisuje moment uzyskania informacji o katastrofie lotniczej w Smoleńsku, reakcje emocjonalne piętnastoletniego gimnazjalisty oraz poczucie nagłego zetknięcia się z „wielką historią”. Wspomina szkolne i domowe formy upamiętnienia ofiar, tworzenie prywatnego archiwum prasowego oraz długotrwały wpływ tych wydarzeń na swoją wrażliwość i twórczość artystyczną. Drugą część relacji stanowią wspomnienia z lutego 2022 roku, kiedy narrator – mieszkając w Warszawie – śledził narastające napięcie związane z możliwą agresją Rosji na Ukrainę, a następnie uczestniczył w demonstracji pod ambasadą rosyjską. Relacja podkreśla znaczenie wspólnoty, solidarności i osobistego zaangażowania w obliczu wydarzeń o międzynarodowym wymiarze.