Husaria - elitarna jazda Rzeczpospolitej - Mediateka - Muzeum Historii Polski w Warszawie SKIP_TO
Wizyta w muzeum Przejdź do sklepu
Podcasty
Audio

Husaria - elitarna jazda Rzeczpospolitej

Muzeum Historii Polski (producent);

04/06/2023

Transkrypcja

Husarskie skrzydła  to nie tylko symbol polskości wykorzystywany wielokrotnie choćby na odznakach pancernych dywizji generała Maczka czy strojach polskich sportowców, ale także symbol  wyjątkowo skutecznej formacji wojskowej. Husaria miała nie tylko swoje 5 minut  w militarnych dziejach świata odnosząc spektakularne zwycięstwa,  ale była także wojskiem, które w naszych dziejach  funkcjonowało aż przez 250 lat, czyli 1/4 naszej historii. A że historia lubi mity,  to już dziś w dobie Internetu wokół naszych skrzydlatych rycerzy  narosło ich całkiem dużo. W część zaczęliśmy wierzyć bezkrytycznie dopisując kolejne zera do liczby rozgromionych przez husarię  obcych wojsk. Ile w tym prawdy? Dziś na placu boju zmierzymy się  z prawdziwym ekspertem od sztuki wojennej, profesorem Mirosławem Nagielskim. Ja nazywam się Cezary Korycki i zapraszam  na podcast Muzeum Historii Polski "Prześwietlenie. Inne historie Polski".

 

Część pierwsza. Jazda, która zachwyca świat.

 

- "Wówczas to wyjechała  naprzeciwko nas z obozu chorągiew husarska. Nigdy nie widziałem wspanialszego widoku,  wszyscy oni to szlachta polska na pięknych rumakach w zbroi świetnej i lśniącej,  z zarzuconymi na plecach skórami panter, lwów i tygrysów, wyposażeni w długie kopie, podtrzymywane rzemieniami  zwisającymi z siodła, na których końcu poniżej ostrza  umieszczane są jedwabne stęgi, czyli proporczyki,  które furkoczą na wietrze i zwodzą oczy wrogów. Są wspaniali,  ale trudno nie zaśmiać się na widok długich skrzydeł przymocowanych do ich pleców, od których, jak mi się wydaje,  konie nieprzyjaciół się płoszą i rzucają do ucieczki. Przy boku mają szable,  przy siodle pistolety, obuchy, siekierki i koncerze. W bitwie kopii tych może użyć pierwszy, ewentualnie drugi szereg, pozostałym są niemal bez pożytku,  dlatego chwytają się za inną broń."

 

- Zaczęliśmy od fragmentu diariusza Charlesa Ogiera, francuskiego pisarza,  kronikarza i dyplomaty, który w 1635 roku przybył  wraz z poselstwem na nasze ziemię, i wiadomo,  co go zachwyciło - nasza husaria. O tym dziś porozmawiam  z profesorem Mirosławem Nagielskim. Policzyliśmy, że husaria  to 250 lat polskiej historii wojskowości, więc może zacznijmy od bitwy numer jeden. Gdzie i kiedy? Oceniamy, że jedna z pierwszych bitew  to była bitwa pod Lubieszewem, 1577. O tyle jest ona bardzo ciekawa,  że dowodził Jan Zborowski. Jan Zborowski nie zaliczał się  w późniejszym okresie do zwolenników Stefana Batorego, był hetmanem nadwornym koronnym i pokonał wojska gdańskie,  właśnie w tej bitwie w 1577, i tutaj wsławiła się ta jazda husarska,  która wykrystalizowała się  z chorągiew radzkich,  które już widzimy w wojskach koronnych  w pierwszej połowie XVI wieku.

 

- No ja muszę się przyznać,  że namawiałem Pana Profesora na taki specyficzny tytuł odcinka, "Niepokonani w iluś tam bitwach", no i zaczęliśmy rozmawiać o tym,  jak to z tym faktem niepokonania husarii przez te wszystkie lata było. No i zaczęły wypływać takie troszkę  mało znane fakty.

 

- Inaczej bym to określił. Dlaczego? Dlatego, że husaria  stanowi jeden z rodzajów kawalerii polskiej,  która funkcjonowała w wojsku najpierw kwarcianym, później oczywiście  w wojsku komputowym Rzeczypospolitej aż do, w zasadzie,  likwidacji tych chorągiew husarskich przez Sejm delegacyjny 1773-1775, a więc są to już czasy  ostatniego władcy elekcyjnego Stanisława Augusta Poniatowskiego. Ma Pan relacje zatem,  że historia jest bardzo długa, bo prawie 2,5 wieku. Natomiast ona wchodziła zawsze  w skład pułków jazdy, w skład której wchodziły również chorągwie lżejsze, kozackie, zwane później pancernymi, żeby nie mylić z Kozakami zaporoskimi. I dlaczego o tym mówię, dlatego, że oczywiście  tych chorągiew husarskich  na początku było bardzo dużo. Jeżeli patrzymy konkretnie na przykład,  tak dynamicznie, na kampanię Chocimską,  to mamy husarii prawie 8,5 tysiąca, czyli prawie 40-45%  w ogóle całej kawalerii w obozie chocimskim pod dowództwem Jana Karola Chodkiewicza. Jeżeli idziemy troszkę dalej,  to już jest troszkę gorzej, bo w kampanii Smoleńskiej, mówię o kampanii  i wystawieniu armii odsieczowej, pod oblegany Smoleńsk przez Władysława IV, 1/3 sił stanowią jednostki ciężkie,  czyli te chorągwie przełamania, jakim była husaria,  mimo że przyszło jej działać w układzie  dość dziwnym, dlatego że były to  działania oblężnicze, gdzie oczywiście ważna była piechota, dragonia, a więc te strzelcze jednostki. Ale jeżeli pójdziemy dalej i patrzymy,  jak wygląda struktura armii koronnej w przededniu powstania Chmielnickiego, to mamy stałego wojska  niecałe 4000 koni i porcji, a więc jeszcze mniej ludzi. I z tego mamy zaledwie  kilkanaście chorągiew husarskich, no więc około 1300-1400 koni,  a więc bardzo mało. Z różnych powodów, dlatego że husaria  była formacją bardzo drogą i poczet taki husarski,  trzy-, czterokonny, to dobra wioska. A więc nie każdego było stać  zaciągnąć się do chorągwi husarskiej.

 

- Do tego, że husaria była skuteczną, prestiżową,  ale też bardzo drogą formacją wojskową,  jeszcze wrócimy, ale można stwierdzić,  że do pewnego stopnia taka inwestycja się opłacała, bo tych wygranych bitew  było jednak troszkę.

 

- My zawsze rozpatrujemy to  poprzez te perełki. Perełkami są na pewno Kirchholm 1605  i Kłuszyn 1610 - chyba najlepsza batalia  stoczona przez hetmana  Stefana Żółkiewskiego. Otóż ważne jest to,  że ona wchodziła zawsze w skład właśnie, jak już powiedziałem,  tych pułków, które miały bardzo różnorodną strukturę,  a kończy również, i ci, którzy opracowują husarię, jak choćby mamy tutaj przede wszystkim prace Radosława Sikory, na Wiedniu, drugich Parkanach - świetne zwycięstwo Sobieskiego, no i osławionej bitwy pod Kliszowem 1702, kiedy mamy do czynienia z  już w jakiś sposób pewnymi mankamentami tej husarii, ale o tym porozmawiamy. Bo Kliszów jakby zamyka  tę epokę staropolską,  początek panowania Augusta II Wettyna, ale pamiętajmy,  że bardziej są to decyzje polityczne niż militarne. Tu pan Radosław Sikora ma o tyle rację,  że husaria mimo przemian technologicznych  na polu walki, do Europy Zachodniej, ale i u nas  wchodzi broń skałkowa, jednak dotarła do rajtarii szwedzkiej,  tylko jej nie przełamała. Natomiast zawsze husaria  wymagała wsparcia, a więc jeżeli tego wsparcia nie ma,  ona uderzała, wycofywała się na pozycję wyjściowe i ponownie uderzała. Pod Kłuszynem mamy sytuację,  kilkunastu szarż, oczywiście już nie z kopijami,  bo one zostały starte, czyli inaczej mówiąc, zniszczone, i później husaria działała  w oparciu o oczywiście koncerze  i o szable, ale nadal mając świetne konie,  mając jednocześnie uzbrojenie ochronne, była groźnym przeciwnikiem  dla każdej rajtarii, czy będzie to rajtaria cesarska,  czy będzie to rajtaria szwedzka.

 

- Opowiedzieliśmy o bitwach, uchyliliśmy trochę  rąbka techniki wojskowej, ale zapytajmy może,  skąd w ogóle wziął się pomysł na husarię. Są twierdzenia, że było to wojsko w jakiś sposób  zaadoptowane przez Rzeczpospolitą i wręcz skopiowane z formacji z Bałkanów, a nawet z Imperium Ottomańskiego.

 

- Tak, dlatego że jeżeli obserwujemy przede wszystkim ikonografię turecką,  to porównujemy husarię silahdarami, czyli właśnie tą ciężką jazdę turecką  zaopatrzoną też często w pióra orle, a więc bardzo zbliżoną  do husarii polskiej. Natomiast oczywiście te wzory  epoka Batorego zaciążyła tutaj, to nie tylko ze względu na reformy,  jakie przeprowadził, a więc piechota wybraniecka  i szereg innych reform, ale przede wszystkim ujednolicenie  uzbrojenia tej jazdy  i w jakiejś mierze zaopatrzenie jej  w te dłuższe kopije, które już sięgały 5,5 metra. A więc nie stanowiło problemu rozbicie  nawet gęsto uszykowanych pikinierów, mówię o czworobokach  tych zachodnioeuropejskich formowanych na polach  wojny trzydziestoletniej.

 

- Ja myślę, że trzeba przyznać,  że każdy nowy typ sił zbrojnych w każdej epoce ma swojego promotora. A tutaj tym ewidentnym promotorem  był Stefan Batory. Można powiedzieć, że gdyby nie Batory, to husarii by nie było?

 

- Chyba tak daleko bym nie poszedł. Natomiast te przemiany najbardziej widać we właśnie epoce batoriańskiej, chociaż husaria też odgrywała,  czyli ciężka jazda, pewną rolę w zagonach,  które prowadził choćby Krzysztof Radziwił. Wiadomo, że trzy kampanie Batorego,  czyli najpierw Połocka, później wyprawa na Wielkie Łuki,  a następnie pod Psków, to są wyprawy oblężnicze. A więc decydują tutaj formacje strzelcze, artyleria, ale one musiałyby być chronione  przez zagony jazdy, które działały tutaj na zasadzie  nie tylko zniszczenia  zaplecza przeciwnika, niedopuszczenia przeciwnika do kontrakcji, ale chroniły po prostu  ogromne tabory wojska, które zmierzały pod tę twierdzę. I stąd mówimy, że ona nabiera jakby waloru nie tylko świetnej jazdy, działającej na teatrze wschodnim. I tu kilka słów o teatrze wschodnim, dlatego że jeśli patrzymy  na działania w Europie Zachodniej, są to działania wybitnie manewrowe. I to będzie funkcjonowało również  aż przez cały wiek XVII. Natomiast my mamy, zgodnie z zasadami  staropolskiej sztuki wojennej  Ottona Laskowskiego, tak zwany głód bitwy. Co to jest? My nigdy nie mamy kasy.  Chyba do dzisiaj. I w tym momencie  hetman musiał zaczynać kampanię, ale ją zaraz kończyć. Pieniądze by starczyły konkretnie  na jeden kwartał lub dwa. A więc nie mogliśmy się bawić  w podchody i oblężenia, tylko dopaść przeciwnika i go zniszczyć,  zniszczyć siły żywe przeciwnika. Widać to nawet po kampanii wiedeńskiej, proszę sobie zauważyć, zupełnie inne  koncepcje oswobodzenia Wiednia, który broni się,  ale mamy Karola Lotaryńskiego, który ma koncepcję  odblokowania za wszelką cenę Wiednia, ale w działania manewrowe wzdłuż Dunaju. Sobieski ma koncepcję  zniszczenia armii Kara Mustafy. A można to zrobić atakiem  kilkunastotysięcznym uderzenia jazdy, kawalerii na Wiedenkę,  i doprowadzić konkretnie do otoczenia nie tylko [inaudible 00:12:03], ale również całego zgrupowania  wojsk tureckich Kara Mustafy. No wiadomo, że [inaudible 00:12:10] półśrodek. Wykonano z jednej strony tę szarżę,  która doprowadziła do klęski wojsk tureckich. Ale z drugiej strony wolno,  ale mimo wszystko, posuwały się oddziały cesarskie  wzdłuż Dunaju, i one także dotarły pod mury Wiednia. Ale całą palmę zwycięstwa  zdobył Jan III Sobieski. Półgodzinna szarża doprowadziła,  że to on znalazł się w namiotach Kara Mustafy.

 

- Wiedeń, Głuszyn, Kircholm  i te ogromne liczby, w których w tysiącach już obecnie artykułów w Internecie mówi się o tym,  w jaki sposób z ogromną przewagą polskie wojska i polska husaria  rozbiła przeciwników. Ile jest prawdy,  a ile mitów w tych liczbach?

 

- Rzeczywiście, biorąc pod uwagę  różnicę sił tak pod Kłuszynem, jak pod Kircholmem,  to przewaga była zawsze po stronie przeciwnej,  a więc i Szwedów, i Moskwy. I często ona była trzy-, czterokrotna,  a więc walor tej jazdy jest niepodważalny. Nie tylko, ale wymagało to  wielu elementów, zgrania, świetnego zgrania towarzyszy husarskich,  a więc tych, którzy służyli w husarii, świetnego dowódcy, który wydawał komendę w bardzo istotnym momencie,  kiedy albo oddano już salwę przez pierwszy szereg, a wiemy,  że szczególnie w początku XVII wieku ładowanie tutaj broni trwało, a więc co trzy mniej więcej minuty następowała kolejna palba ogniowa, czy żeby ta szarża  miała dobre warunki terenowe, a więc na przykład  nie szarżowanie pod górę, i szereg innych elementów. Po drugie, pamiętajmy,  że do pierwszej połowy XVII wieku ta husaria święci sukcesy  na wszystkich trzech  teatrach operacyjnych, oczywiście zdarzają się wpadki, ale one są dyskusyjne, jak na przykład bitwa pod Gniewem 1626, gdzie była ona bitwą nierozstrzygniętą, ale nie dość,  że warunki były fatalne terenowe, a husaria wykonywała  wielokrotne ataki na pozycję szwedzkie. Ale mimo wszystko był to  inny materiał koński, inny materiał ludzki,  mówię pod kątem wyszkolenia biorąc pod uwagę to,  co się stało po 1648 roku, kiedy husaria przeżywa pewien kryzys. Nie tylko husaria,  w ogóle cała armia koronna. Dlaczego? Dlatego, że mamy do czynienia z wodzem, który przerósł innych wodzów kozackich, mówię o Bogdanie Chmielnickim, i mamy do czynienia z czymś,  czego nie mieliśmy do tej pory, bo jak walczyliśmy z Tatarami,  to głównie nie husaria, ona była siłą przełamania, ale Tatarzy byli jazdą lekką, lotną,  manewrową, i tutaj lepiej radziły sobie  na dłuższy dystans chorągwie lżejsze, tak zwane kozackie, zwane później pancernymi. Natomiast istotnym elementem  w tym wszystkim jest połączenie szabli z taborem kozackim. Tatarzy uzyskali wsparcie ogniowe  taboru kozackiego, a tabor kozacki uzyskał wsparcie lotnej, szybkiej, manewrowej jazdy tatarskiej, i z tym nie mogliśmy sobie  zupełnie poradzić. No, ktoś będzie protestował,  bo mówi "A Beresteczko?". Ale pamiętajmy, że w drugim dniu bitwy ponosimy olbrzymie straty, bo te półki jazdy oddaliły się od obozu,  gdzie były nafaszerowane,  przepraszam za słowo, jednostkami ogniowymi, dragonią,  piechotą, rajtarią,  i zostały okrążone przez półki tatarskie ze wszystkich stron. Straty były poważne, stąd między innymi hetmani żądali od Jana Kazimierza  zamknięcia się w obozie. Na szczęście wiemy, że Jan Kazimierz wyprowadził centrum,  i to centrum, a nie kawaleria,  rozstrzygnęło tę bitwę w trzecim dniu właśnie  starcia pod Beresteczkiem. A więc z tym było bardzo różnie,  ale zdarzało się. Dlaczego mówiłem,  że husaria jest uniwersalna? W dobie potopu mamy ogromne kłopoty,  oczywiście wiemy, że walczymy pro publico bono,  bo sejmy się nie uzbierają, więc nie znam takiej armii europejskiej,  która by walczyła bez pieniędzy, ale ekspiacja za zdradę 1655 roku  miała też swoje znaczenie. I mamy tutaj czy atak na Tykocin,  czyli próba zdobycia Tykocina, husaria zsiada z koni,  bo nie ma zbyt dużej ilości piechoty, i działa jak spieszona piechota. Niejednokrotnie ma sukcesy w pogoni,  chociaż tu są lepsze oddziały lekkie. To znaczy, i kawaleria lekka  wprowadzona przez nas po tych klęskach, po dramacie jazdy koronnej,  jak pisze Jerzy Teodorczyk w pierwszych latach  powstania Chmielnickiego. My zaciągamy dużą ilość chorągwi lekkich wołosko-tatarskich, które mają inne zadania niż husaria,  jazda przełamania, ale na krótki dystans. Natomiast ta jazda wołosko-tatarska  jest do czego? No do pościgu, do schwycenia języka,  do, można powiedzieć, w jakiejś mierze dotarcia do przeciwnika, utrzymania go przez pewien moment do dotarcia głównych sił. I tu jeszcze jedna uwaga. Niejednokrotnie mówimy,  że husaria uderzała kopjiami, a później po starciu,  utracie kopii w pierwszym uderzeniu,  jeszcze raz atakowała lub wiele razy już korzystając z innych  elementów uzbrojenia, broni białej. Pamiętajmy, że nieraz nie ma wsparcia,  jak na przykład bitwa pod Warszawą 1656. No i już wyjaśniliśmy, znaczy, młodzi oczywiście  moi koledzy wyjaśnili, że w szarży nie brało udział  6-8 chorągwi husarskich, ale to był rekonesans. To, co miał pod ręką, rzucił Jan Kazimierz dwie chorągwie husarskie litewskie, królewską pod  Aleksandrem Hilarym Połubińskim i drugą, konkretnie Pawła Sapiehy,  hetmana wielkiego litewskiego. Wszystko to było na papierze  około 350 koni, a de facto,  biorąc pod uwagę ślepe porcje, bo one są zawsze czy w piechocie,  czy w jeździe, około 300 husarzy. Połowa z nich zginęła,  ale oni dotarli do pierwszego rzutu z [inaudible 00:18:35]  rajtarii szwedzkiej, rozbili pierwszy rzut,  dotarli do drugiego i tutaj zostali powstrzymani  bocznym ogniem  innych regimentów  brandenburskich i szwedzkich. No i co się dzieje,  że Jan Kazimierz chce uruchomić odwód, czyli uderzenie kilku tysięcy  jazdy i szlachty pospolitego ruszenia, ale nikt nie chce się ruszyć. Jak pamiętnicy mówią, "Patrzymy,  co i jak się tej husarii powiedzie". Ale nikt nie ruszył,  i w tym momencie odpływają oni oczywiście ze wzgórz praskich. No i wiemy, że atak był tak silny, i takie zrobił duże wrażenie  na przeciwniku, że już tego dnia działania zbrojne,  drugiego dnia bitwy Warszawskiej zamarły. A więc musiały być one duże, dlatego że Karol X Gustaw  jako wódz naczelny armii brandenbursko-szwedzkiej na ten dzień dał sobie spokój, a dopiero trzeci w jakiś sposób  zaciążył na tym, że ta batalia zakończyła się przegraną strony polskiej. Część druga.  Elita na kredyt.

 

- "Usarzowie są,  co noszą żelazne kaftany na sobie, szyszak na głowie,  żelazne zarękawie na ręku, kopia długa na 7,5 łokcia,  szabla krzywa u lewego boku, rapier pod prawą nogą u siodła,  a na przodzie pistolet lub dwa. Konie mają dzielne,  bogatsi od 1000 do 1500  czerwonych złotych, a żadnego tańszego nad 200. Na zbroi wieszają rysie,  tygrysy lub niedźwiedzie. Na głowę zaś swoją,  jako też i końską, kładą pióra. Tę jazdę mają za najlepszą na wojnie  i przy spotkaniu”.

 

- Tak Szymon Starowolski  w dziele Eques Polonus z roku 1628 opisał husarię, i znowu tak jak  żyjący w tym samym czasie kronikarz francuski, zwracał uwagę na te  najbardziej spektakularne atrybuty. A tymczasem cała siła husarii  nie była ukryta w skórach egzotycznych zwierząt czy nawet piórach, ale w tych śmiercionośnych kopijach. I do tego jeszcze bardzo ważna uwaga,  bo spróbujmy utrzymać taki mierzący, powiedzmy,  4 metry kawałek drewna czy drewnianą tyczkę  jeszcze jadąc na koniu i trzymając to jedną ręką. Jest to praktycznie niemożliwe,  więc tutaj pojawia się ciekawostka związana z kopijami.

 

- Kopije były drążone,  czyli one były z drewna, ale nie pełne. Te pełne, zdarzało się,  takie łącznie z grotem i kitajką na końcu, a więc manifestującą barwę  danej chorągwi husarskiej, to ważyły ponad 10 kg, więc ma Pan rację,  że to nie było  na dłuższą metę do utrzymania, ale te drążone konkretnie od środka, ważyły dużo mniej,  o połowę mniej, 4-4,5 kg. Po drugie pamiętajmy,  że mitem jest, że one były transportowane  cały czas w trakcie marszu. One były w taborach. A więc to jeszcze jeden jest element,  nie zawsze tabory dochodziły i zdarzało się konkretnie,  że husaria czekała na tabory, na których znajdowały się drzewka,  bo tak je nazywano, drzewka, kopije jako drzewka, a nie mogła się doczekać  i musiała brać udział w działaniach, a więc działała bez kopii  jak jazda lżejsza, czyli ta kozacka, więc to jest jedna sprawa. Druga, pamiętajmy,  że to świetnie pokazuje program  z wojny moskiewskiej samego Stanisława Żółkiewskiego,  który jak Jozue stał i rzucał w kierunku Moskwy  i de la Gardiego kolejne uderzenia husarii. To ona po dziesięć,  po kilkanaście, niektóre chorągwie  kilkanaście razy uderzały i wychodziły z powrotem  na pozycję wyjściowe. One walczyły już w zasadzie  tylko szablami. Dlaczego? Dlatego że koncerz mający  około 1,20m-1,30m jeżeli został uruchomiony,  to znaczy w trakcie szarży, i przebijał muszkietera,  często nawet dwóch, zdarzały się takie opisy,  to już go nie wyciągał w trakcie cwału i w tym momencie pozostawała mu  tylko szabla. Ale Kłuszyn jest  tego klasycznym przykładem, bo najpierw trzeba było oczyścić pole z kobylin, wszystkich zapor, za którymi, płotów tak zwanych,  za którymi stała piechota moskiewska i oczywiście sił sojuszniczych,  a dopiero potem próbować przez te płoty kolejne ataki prowadzić na zgrupowanie moskiewskie  i wojsk sprzymierzonych z Moskwą. No ale to jest też autorytet wodza, mamy kampanię, gdzie w zasadzie trudno zmusić towarzystwo do działań, jak już powiedziałem, pod Warszawą. A tutaj kilkanaście szarż  świadczy o niesamowitym autorytecie Stanisława Żółkiewskiego,  hetmana polnego koronnego.

 

- I druga ciekawostka, czyli szarża husarska  polegająca na bardzo wąskim, praktycznie kolano w kolano,  natarciu szarżujących kawalerzystów.

- Kirholm był tego klasycznym przykładem,  bo przewaga była prawie 3,5-krotna, a zniesiono całą rajtarię szwedzką. Z trudem uratował się  sam Karol Sudermański, uratował mu życie szlachcic Wrede,  który przekazał mu swojego konia i dał się zarąbać. Natomiast później  husaria wróciła na pole bitwy i dokonała pogromu tych regimentów pieszych, które nie miały szansy  wydostać się z pola walki.

 

- Szarże pod Kircholmem już mamy za sobą, od razu powiem,  że starałem się przygotować do tej naszej rozmowy i natrafiłem na Pana całkiem nowy artykuł "Blaski i cienie działań  husarii koronnej w XVII wieku". No porozmawialiśmy o tych blaskach,  to jakie były te cienie tej naszej legendarnej formacji wojskowej?

 

- Po pierwsze za długo ta przygoda. Oczywiście te przemiany w technologii, przemiany  w unowocześnieniu broni palnej, gdzie już ta broń skałkowa, to można było nawet oddać dwa,  przy dobrym wyszkoleniu żołnierza, nawet dwa strzały na minutę, no zmieniała obraz pola walki. Oczywiście to nie znaczy,  że husaria nie miała żadnych szans. Pod dobrym dowodzeniem i, jak mówię, dobrym wyszkoleniem można było dotrzeć do przeciwnika, ale należało wtedy to uderzenie powtórzyć i jeszcze dodatkowo wzmocnić  poprzez następne rzuty jazdy, choćby lżejszej. Dlatego że półki jazdy mają to do siebie, że były jedna lub dwie  chorągwie husarskie, a reszta były chorągwie lżejsze. Tu mamy przykład, szczególnie podkreślałem, pokazania, że ta husaria już ma kłopoty. To jedna sprawa. Oczywiście są historycy,  którzy twierdzą, że nic się nie zmienia,  że mimo tych przemian w technologii, we wchodzeniu broni skałkowej,  to jednak husaria nadal sprawdza się. Ja bym polemizował z jednego powodu. Po pierwsze pamiętajmy,  że epoka Sobieskiego zaciążyła troszkę na epoce wielkiej wojny północnej. Mamy, po pierwsze, wojnę z Turcją  i Chanatem Krymskim od zmiany przymierzy  czy od Andruszowa, kiedy dochodzi do wojny  z Tatarami i Kozakami Doroszenki. I na tym teatrze Ukrainy  toczą się działania, można powiedzieć,  aż do schyłku życia Sobieskiego. Ten sam teatr, ci sami ludzie, ten sam przeciwnik. I skostnienie sztuki operacyjnej,  mówię o staropolskiej sztuce wojennej. Kiedy przyszło nam spotkać się  zupełnie na innym teatrze z innym przeciwnikiem  inaczej wyszkolonym organizacyjnie i jednocześnie uzbrojonym, no to mamy kłopot,  dlatego że nie mamy wystarczającą ilość artylerii. Wyprowadzenie artylerii w pole  to niesamowite koszty. A my na to nie mieliśmy nigdy pieniędzy. Brak strzelczych jednostek  odpowiednio powodował, że mamy ciekawe relacje,  które zachowały się z wielkiej wojny północnej. Jazda daje sobie radę pod warunkiem jednym:  że ma do czynienia z kawalerią  rosyjską, szwedzką przykładowo, ale jak na polu walki  przeciwnik wprowadzi dragonie, piechotę, artylerię,  to pozostaje nam tylko uciekać, bo nie mamy tych rodzajów broni. I wielka wojna północna zaciążyła  jeszcze na jednym. Były głosy likwidacji husarii,  wiemy, że Sejm niemy 1717 ograniczył te husarię do 1000 koni. To było bardzo mało, bo to było kilkanaście hodowli husarskich i większość była 55-60 konna,  a więc proszę sobie wyobrazić, jeżeli mówimy o towarzyszach, to jest zaledwie kilkunastu towarzyszy przy pocztach trzykonnych,  a więc siła uderzenia takiej chorągwi już w zasadzie nie istnieje. Dlatego Tadeusz Korzon w swoich pracach z dziejów wojskowości podkreślał, że wiek XVIII  to jest klasyczny wiek  husarii pogrzebowej. Najlepiej prezentuje się na pogrzebach  hetmanów, regimentarzy, pułkowników, kiedy husarz wkracza do świątyni,  uderza kopiją katafalk, świetne mamy opisy, co się dzieje,  bo często powała spada, trup pada gęsto, konie się płoszą,  ale nie w tym rzecz. Rzecz w tym, że po prostu  już nie odnosi większych sukcesów, bo nastąpiły  istotne przemiany na polu walki i stąd między innymi  historycy zajmujący się tym rodzajem broni w zasadzie kończą osiągnięcia husarii  na Kliszowie. Przy czym pamiętajmy, że Kliszów jest też tym przykładem bardziej gry politycznej niż militarnej. Koronny Lubomirski bowiem  po tej nieudanej próbie rozerwania szyków szwedzkich  wycofał całe swoje wojsko, dlatego że uważał,  takie relacje się zachowały, że on tu przyszedł, żeby być,  ale nie żeby się bić. A więc uważał,  że został zaskoczony tym. Nie było zresztą ani dragonii,  ani piechoty, była sama kawaleria. Więc po nieudanym uderzeniu odsłonił,  można powiedzieć, centrum saskie,  które zostało wycięte przez przeciwnika.

 

- Rozmawiamy cały czas  o dziejach Rzeczypospolitej, o pewnego rodzaju decyzjach  tego umownego Ministerstwa Obrony Narodowej  Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Zastanówmy się więc,  czy naszej husarii nie dało się w jakiś sposób modernizować,  dostosowywać do pola walki. To w pewnym momencie było wojsko  nie tyle kosztowne, ale też bardzo archaiczne.

 

- Sam Sobieski  wprowadzał też pewne reformy, choćby jeżeli chodzi o regiment pierwszy pod dowództwem Ernesta Denhoffa, to on jako jedyny został zaopatrzony  w broń skałkową, a więc dla nas to nie było zaskoczenie, wiedzieliśmy, że zmienia się technologia. Z kolei jazda lekka została  zaopatrzona we włócznie. To było pod kątem przeciwnika,  wojsk tureckich i tatarskich. No i trzecie, wprowadzenie berdyszy.  To była też innowacja polegająca na tym,  że zamiast forkietu berdysz służył nie tylko do podpórki,  do oddania strzału, ale był bronią  bardzo niebezpieczną dla atakującej jazdy biorąc pod uwagę  dobrym posługiwaniem się berdyszem  piechoty. Ale wracając do XVII wieku,  pamiętajmy, że tutaj mamy bardzo małą armię  liczebnie. Na papierze to jest 24 tysiące,  18000 Korona, 6000 Litwa, ale odliczając ślepe porcje  na utrzymanie kadry oficerskiej, podoficerskiej,  to jest 13,5 tysiąca wojsko koronne i około 4 tysięcy wojsko litewskie. To jest unikalna sytuacja, dlatego że nasi sąsiedzi oczywiście dysponują  kilkusettysięcznymi armiami i to już unowocześnienionymi. My oczywiście staraliśmy się coś zrobić,  ale walka polityczna między regalistami i opozycją,  szczególnie chodzi tutaj o lata 40., każdy sejm, który był zrywany,  to był zrywany w walce o tak zwaną aukcję wojska. Aukcję wojska czyli powiększenie  tego wojska i modernizację. Najpierw oczywiście  rwali te sejmy republikanci, a później Familia, która po 1751 roku,  po śmierci Józefa Potockiego przeszła pod opozycję,  i tak wyszliśmy w czasie stanisławowskim. I dopiero Sejm delegacyjny,  niestety po pierwszym rozbiorze podjął się tej historycznej decyzji likwidacji husarii i wprowadzenia brygad kawalerii narodowej  i jej zaopatrzenia w karabinki strzelcze ale to było o dobre  2-3 pokolenia wcześniej. Dlaczego tego nie zrobiono  już kiedy daliśmy plamę w wielkiej wojnie północnej? Hetmanie mieli nawet takie pomysły,  ale bali się tego ruszyć ze względu na konfederację tarnogrodzką. A szlachta była zakochana  w tym rodzaju broni, służyli to jej synowie. No i to był prestiż. Służenie w husarii wskazywało nam  po prostu na te impresje społeczne. Ale z tym było też bardzo różnie,  dlatego że popisy chorągwi, szczególnie dochodzimy do takich  w archiwach wschodnich,  głównie we Lwowie, ale nie tylko, mamy popisy tych rot husarskich, i to królewiczów  Jakuba Konstantego Sobieskiego. No to mówimy o pauperyzacji  tego towarzystwa. Na stukonną chorągiew  mamy na około 50 towarzystwa, czyli, patrzmy na poczty,  one są jedno albo dwukonne. Zmienia się również liczebność pocztów,  a więc jeżeli w dobie Batorego mamy pięcio-, sześciokonne poczty,  to pokazuje dobrobyt Rzeczypospolitej, pamiętajmy, no to bym zwrócił uwagę  na te sprawy gospodarcze, dlatego że już załamanie cen zboża  na rynkach zachodnioeuropejskich, w Amsterdamie w 1620 roku w jakiś sposób  ograniczało możliwości folwarku, który de facto stanowi  o potędze Rzeczypospolitej, a w późniejszym okresie  mamy jeszcze jedną rzecz - inflację. Jeżeli żołd husarza w latach 20. jeszcze  to 15 zł za kwartał,  to już w 1648 roku 40  plus złotówka na kuchenne, czyli 41. W połowie XVII wieku będzie to 51 zł. No i jak nie mówić, kochać husarii,  jeżeli oni walczyli pro publico bono, bo jeżeli wystawienie  nawet trzykonnego pocztu kosztowało mniej więcej, jeżeli to był Arab, dobry koń nadający się do Husarii,  to od 1000 do 1500 zł. To już jest kilka tysięcy,  a gdzie jest uzbrojenie ochronne i zaczepne? Tego nie liczę, sam układ koński. A żołd roczny wynosi 204 zł plus hiberna na utrzymanie zimowe,  czyli od drugiej połowy XVII wieku dochodzi jeszcze 204 zł dodatkowo,  a nie ma tu żadnej opłacalności. A gdzie straty bojowe? W drugim dniu służby można tego konia stracić jak pisze Poczobut-Odlanicki. "Kupiłem od brata trzykonny poczet na trzy konie w służbie kozackiej i zapłaciłem 1500 zł." Kilka dni później pada mu  jeden z tych koni, a więc tutaj walczyli oni  w zasadzie pro publico bono. Póki pracował folwark,  to się jeszcze kręciło, ale już w dobie potopu,  wojny z Moskwą, Szwecją, zrujnowaniem całej Rzeczypospolitej,   mamy już problemy. Przykład: Jan Kazimierz w ostatnim, konkretnie mówię o panowaniu schyłkowym Jana Kazimierza, a więc lata 60., to mamy 6-7 chorągwi husarskich,  600-700 koni - to jest wszystko, na co nas stać. A z kolei jeżeli chodzi o Sobieskiego,  odnowił tą husarię, widać to Chocim, widać Wiedeń, kampania Wiedeńska  to jest 25 chorągiew husarskich, czyli 3000 porcji, ponad 2500 husarii. To dlatego, że zaczęliśmy się odbijać  gospodarczo po potopie. Ale największą stratę gospodarczą  ponosimy właśnie w dobie  wielkiej wojny północnej. Wbrew pozorom to nie potop,  bo po potopie zaczynamy się powoli odbudowywać,  ale wielka wojna północna, ogromne epidemie, straty wojenne spowodowały zapaść, z której wychodzimy  dopiero w schyłku panowania  Augusta III Wettyna. A to ma znaczenie jeżeli chodzi  o te sprawy gospodarcze.

 

- No właśnie, bo tu jest  istotny czynnik gospodarczy, istotny czynnik związany z kosztami. Czy to prawda, że żeby być husarzem,  to trzeba było sprzedać kilka wiosek i jaką realną wartość miała stawka żołdu  wynoszącego 54 zł? - 51. Tak, w połowie XVII wieku  plus później hiberna. No to jest trudne do określenia,  bo po pierwsze, nie wszystko wiemy,  bo jeżeli mamy spisy, regestry chorągwi husarskiej jakiekolwiek,  to mamy imię i nazwisko, i liczba wystawianych koni w poczcie. Ale przecież jest jeszcze czeladź, która nie jest wliczana. No trudno, my mamy takiego Rzędziana,  doskonałe go znamy, on jest od nalewania pucharków wina,  on jest od czyszczenia butów, czyszczenia broni. Zapewne nie walczy  i nie wchodzi w skład pocztu. Pocztowi to także szlachta,  ale do końca tego nie wiemy, dlatego że my nie wiemy,  kto wchodził w skład tych pocztowych. Oni biorą udział w działaniach wojennych, ale my nie wiemy ich pochodzenia społecznego. To, że służyli w husarii  również nie szlachcice, to doskonale wiemy,  dlatego że mamy dużo nobilitacji. W Volumina Legum, czyli w drukowanych  konstytucjach sejmowych mimo że ograniczono królowi  możliwość przedstawiania do nobilitacji nawet żołnierzy,  to mogą to robić hetmani. I nikt, szlachta nie protestuje,  i mamy wiele wypadków właśnie, że poprzez służbę w husarii  ci ludzie otrzymują klejnot szlachectwa, a więc z tym jest różnie. A mówimy o towarzyszach. A jak wyglądała sprawa pocztowych? Tego nie wiemy. A jak w czeladzi? A więc zatem i liczebność chorągwi  budzi tu pewne kontrowersje, dlatego że inna jest liczebność chorągwi na papierze, bo pisarz polny, jego sztab ludzi  rozlicza daną chorągiew i mamy tak zwane popisy, te regestry,  pod którymi musi podpisać się urzędnik, czyli pisarz polny albo jego namiestnik. I wtedy dopiero wypłata następuje  ze skarbu koronnego. Ta liczba wchodzących  w skład tej chorągwi to jest wielki znak zapytania,  dlatego że straty, dezercje, nawet dlatego, że część  opuszcza i udaje się do domowych pieleszy, a pozostawia tylko poczet. A więc ponadto straty wojenne, więc my na dobrą sprawę mało mamy spisów wojska  w trakcie kampanii, natomiast mamy rachunki skarbowe,  ile ta chorągiew czy chorągwie miała swojej liczebności  w poszczególnych ćwierciach danego roku. Ale czy rzeczywiście tak było,  trudno powiedzieć. Natomiast koszty były ogromne,  bo trzeba było utrzymywać się. Oczywiście, że wojsko  żyło kosztem społeczeństwa. W księgach grodzkich i ziemskich  mamy czarny obraz wojska, bo jeżeli im nie płacono,  a z czegoś musieli żyć, to nie tylko grabili tutaj królewszczyzny. A więc tam, gdzie mieli stacje,  czyli otrzymywali przystawstwa, czyli mogli przebywać zimą  w królewszczyznach, w starostwach, ale wchodzili do duchownych, wchodzili do dóbr prywatnych, co było zakazane prawem. No bo głodny żołnierz musiał się  w jakiś sposób właśnie wyżywić i stąd tak dużo protestacji  także na chorągwie husarskie, które były opłacane, bardzo,  można powiedzieć, z dużym dystansem, poślizgiem. Podam jeden przykład. Jeżeli mamy wojnę z Moskwą,  a później ze Szwecją i państwo nie funkcjonuje, pierwsze sejmy 1658-1659  w dobie potopu, to wojsko walczy na zasadzie zaliczek,  ale nie dostaje żołdu. To spowodowało,  że po wielkich zwycięstwach na teatrze białoruskim,  Połonka, Lachowicze, i ukraińskim, a więc Cudnów, Słobodyszcze, wojsko mówi "Dość!". 6 lat walczymy bez,  w zasadzie, rządu i dochodzi do dwuletnich konfederacji  wojska koronnego i litewskiego, które wypowiada posłuszeństwo  królowi i Rzeczypospolitej. Ale to dla mnie jest ewenement,  że w ogóle walczyło 6 lat bez pieniędzy, bo jest to niemożliwe  w Europie Zachodniej, tak przed 1648 rokiem,  mówię o wojnie trzydziestoletniej, jak i po. Nie ma pieniędzy - nie ma służby. Ale my jesteśmy troszkę inni. Część trzecia. Zmierzch skrzydlatych rycerzy.

 

- W części trzeciej porozmawiamy troszkę  o tym, jak przyszło nam się niestety  rozstać z husarią, czyli o wieku XVII. Ale skoro zatytułowaliśmy ją "Zmierzch skrzydlatych rycerzy", to może zapytajmy, jaka była prawda z tymi legendarnymi skrzydłami? Czy nie był to tylko wizerunek wykreowany przez dziewiętnastowiecznych malarzy, tak troszkę dla pokrzepienia serc?

 

- Mamy napleczniki,  na naplecznikach mamy mocowania pod skrzydła. No bo jedni mówią,  że do łęku siodła, inni mówią do napleczników. Gdzie mamy te napleczniki, jest pokazane, że te skrzydła tam mocowano. Z reguły mocowano je dla parady  i mamy w związku z tym wjazd Konstancji, uroczystości dworskie,  bo to pięknie wyglądało, świetnie się prezentowała husaria,  ale czy przed bitwą był czas  na wszystkie te elementy ozdobne łącznie i, jeżeli chodzi o skrzydła, zakładanie, trudno powiedzieć. Oczywiście wiek XIX zrobił swoje,  dlatego że mamy tutaj  sienkiewiczowski popis Trylogii i jednocześnie pamiętajmy,  pisany ku pokrzepieniu serc. Podobnie w malarstwie. Powstają piękne płótna  pokazujące tę husarię  wszędzie ze skrzydłami. Ja zgadzam się oczywiście z badaczami,  którzy badają dzieje husarii, że takie skrzydła zakładano. Natomiast nie,  one nie wychodziły poza szyszak, bo by przeszkadzały. Oczywiście, że są teorie mówiące,  że to pomagało, że arkan tatarski  nie można było zarzucić na husarza, że szum tych skrzydeł  płoszył konie przeciwnika, o czym czytaliśmy. Natomiast de facto w boju  nie było ani na to czasu, a jednocześnie, pamiętajmy,  wszystko przewożono na taborach. Tabory, była to pięta achillesowa  każdej armii europejskiej. One się zawsze spóźniały. I przecież kopii nie przewożono [inaudible 00:42:45] czy w trakcie przemarszu,  tylko czekano na te kopije. A produkcja kopii była też  dużym problemem dla Rzeczypospolitej i często mamy w źródłach,  że tych drzewek nie było. A więc husarze,  mimo że była jazdą przełamania, mieli świetne uzbrojenie ochronne,  koncerze, i jednocześnie nie ulega wątpliwości,  że świetny materiał koński, nawet lepsze konie niż pozostała kawaleria nadal był jazdą przełamania. Natomiast bardzo często  po stracie kopii już drugich nie było, a więc walczyli tak jak pozostałe,  oczywiście, formacje kawalerii.

 

- A co husarii pisano na wschodzie  i na południu?

 

- Nawet były próby kopiowania tej jazdy, szczególnie Moskwa, pamiętajmy, że po 1654 roku,  po zajęciu Smoleńska, część szlachty po woli i po niewoli  musiała przysiąc  Aleksowi Michajłowiczowi, i tworzono takie chorągwie i jazdy  na wzór husarii, ale kończyło się to dość fatalnie, dlatego że ułożenie tej kopii, fechtunek tą kopią,  czyli robienie kopią, jak to mówi się  w staropolskiej sztuce wojennej, było niezmiernie trudne. Przy jednej z bram mamy  taki opis moskiewskich, połamano te kopie,  bo nie złożono je w odpowiednim czasie. No bo było to trudne, takie chorągwie tworzono również z tych, którzy pozostali już po drugiej stronie. Pamiętajmy, że wojny z Moskwą są  o tyle ciekawe, że mamy to tak zwane pogranicze. Ta granica Wielkiego Księstwa Litewskiego  i Moskwy się zmienia, a więc część zostaje,  nawet rodziny są przepołowione, że jeden z braci funkcjonuje  i tworzy linię moskiewską już swoją, a drugi opuszcza po Smoleńsku  i wraca na łono Rzeczypospolitej. I z tego elementu próbowano  otworzyć takie chorągwie, ale z bardzo miernym skutkiem. Natomiast bano się tej husarii  i widać to po 1660 roku, kiedy Moskwa nie dąży do,  w żadnym wypadku, żadnej batalii polowej. Po tych klęskach 1660 roku,  Czermak nazwał to cudowny rok 1660, i na Białorusi, i na Ukrainie, mimo że mają  konfederację wojskową dwuletnią, czyli działania zamarły de facto, Moskwa jest na tyle osłabiona  i pamięta te klęski 1660 roku, że kiedy idzie kolejna wyprawa  pod osobistym dowództwem Jana Kazimierza Wazy,  tak zwana zadnieprzańska, przełomu 1663-1664, zamyka się Moskwa w twierdzach  nie próbując po prostu tutaj rozstrzygnąć tego ostatniego fragmentu  wojny z Rzeczpospolitą w postaci walnego starcia. Zdają sobie sprawę, że w konfrontacji polowej,  batalii polowej nie mają szans.

 

- A kogo możemy uznać  za legendarnego i najbardziej znanego, a może ostatniego polskiego husarza?

 

- No mamy przede wszystkim  Rocha Kowalskiego, on jestem tym symbolem konkretnie potopu  i wiadomo, zagościł w powieści Sienkiewicza, ale tu ciekawostka. Oczywiście młodsi koledzy  odkryli już całe sedno sprawy, jak to było z tą bitwą Warszawską  i z tym pojedynkiem  Rocha Kowalskiego z Karolem X Gustawem. Okazuje się, że z husarii Połubińskiego to nie jeden, a kilku husarzy uderzyło na Karola X Gustawa  chronionego przez swoich gwardzistów. Między innymi tutaj mamy  bardzo ciekawy wątek w postaci sejmiku  województwa Mazowieckiego, konkretnie z ziemi Warszawskiej  z 1662 roku, gdzie podkreśla się zasługi  dwóch nieżyjących już husarzy: Wojciecha Lipskiego,  wojewodzica rawskiego, i Jakuba Kowalewskiego, którzy tego samego herbu  uderzyli konkretnie na, właśnie, poczet Karola X Gustawa  i omal go nie zabili. Obaj polegli. Nie przypadkiem  w różnych źródłach pamiętnikarskich mamy jeszcze kilku husarzy wymienionych,  że brali udział w tym ataku, niejakiego Dąbrowskiego  i Konstantego Odachowskiego, a więc w jakiejś mierze wydaje się,  że to była cała grupa husarzy, która widząc Karolusa chciała zakończyć,  przyspieszyć koniec wojny. Oczywiście Szwedzi  widzą to zupełnie inaczej i [inaudible 00:47:41],  który teraz wydaliśmy,  tę kronikę wojennych czynów  Karola X Gustawa, widzą to starcie z kilkoma Tatarami, z osobistą ochroną Karola X Gustawa, którego uratował pułkownik Bengt Traware, a więc Szwed. My mamy jeszcze jedną relację, że miał to zrobić będący u boku  Karola X Gustawa sam koniuszy  Wielkiego Księstwa Litewskiego Boguś Radziwił, Bogusław Radziwił. Ale on w swojej autobiografii  o takim chwalebnym czynie nie mówi, więc przyjmujemy,  że było to kilku husarzy, no i ten Kowalewski Jakub zapewne  był pierwowzorem dla Sienkiewicza Rocha Kowalskiego.

 

- Panie Profesorze, dziękuję bardzo  za tak ciekawą opowieść o dziejach polskiej husarii.

 

- Ja również dziękuję.  Nie ulega wątpliwości, że husaria jako rodzaj kawalerii w jakiś sposób się po prostu  pięknie zaprezentowała, szczególnie w XVII wieku,  a że w XVII wieku przeżywała duże kłopoty, no to już zasługa naszych rodaków,  że nie zmodernizowali armii koronnej i litewskiej tak,  abyśmy mogli przeciwstawić się Moskwie. Dlatego, że ten okres był za krótki  i reformy Sejmu Czteroletniego nie były w stanie tych opóźnień nadrobić.

 

Wysłuchaliście podcastu  Muzeum Historii Polski "Prześwietlenie. Inne historie Polski." Podcastu możecie posłuchać na Youtube, Spotify, Google Podcast, na Audiotace i w aplikacji Empik Go, a także  na innych platformach podcastowych. Chcesz być na bieżąco?  Subskrybuj kanał Muzeum Historii Polski. 

Dane o obiekcie

Opis

Husaria nie tylko zapisała się w militarnych dziejach świata odnosząc spektakularne zwycięstwa, ale była też formacją wojskową, które w dawnej Rzeczpospolitej funkcjonowała przez aż 250 lat. Kiedy powstała i na czym się wzorowała? Jakie były jej największe sukcesy i co dla niej zrobił Stefan Batory? Dlaczego warto pamiętać o słynnej bitwie pod Kircholmem? Ile mierzyła kopia husarza i czemu służyły słynne husarskie skrzydła? Jak drogie było utrzymanie tej formacji wojskowej i czy rzeczywiście była elitarna? Co zadecydowało o tym, że husaria przestała być skuteczna? Wreszcie, kto był najbardziej legendarnym husarzem? Rozmawiają Cezary Korycki i jego gość, prof. Mirosław Nagielski z Wydziału Historii Uniwersytetu Warszawskiego.