Henryk Sienkiewicz - historyczny pisarz wszechczasów - Mediateka - Muzeum Historii Polski w Warszawie SKIP_TO
Wizyta w muzeum Przejdź do sklepu
Podcasty
Audiovideo

Henryk Sienkiewicz - historyczny pisarz wszechczasów

10/12/2024

Transkrypcja

- Gdyby żył w dzisiejszych czasach i tworzył w dzisiejszych czasach zapewne jego opowieści stałyby się kasowymi hitami niczym najpopularniejsze współczesne seriale. Świat Henryka Sienkiewicza był nie tylko światem ku pokrzepieniu serc dla rodaków pod zaborami, ale prawdziwą kuźnią pokoleń patriotów zaczytanych w jego dzieła. Jak wielki wpływ na jego twórczość miała rewolucja techniczna? Czego szukał na dzikim zachodzie? I dlaczego bohaterowie Trylogii stali się obiektem ataku innych polskich pisarzy? Dziś przybliżymy państwu postać historycznego powieściopisarza wszechczasów. Wspomnimy także o związanej z tym tematem nowej wystawie czasowej pod tytułem: „Potęga opowieści. Od dawnej kroniki do nowoczesnego muzeum”, którą od 15 czerwca można zwiedzać w Muzeum Historii Polski na Cytadeli Warszawskiej. Więcej informacji w linku w opisie. Z tej strony Cezary Korycki, zapraszam na kolejny odcinek podcastu Muzeum Historii Polski z serii: „Inne historie Polski”. Część pierwsza: „Wiek pary i era czytelnika”. Dzień dobry, witam wszystkich w podcaście Muzeum Historii Polski. Dziś odcinek z udziałem prof. Michała Kopczyńskiego, co tym bardziej mnie cieszy, bo do podcastu wraca gość, z którym miałem przyjemność i zaszczyt zaczynać współpracę tutaj, z Muzeum Historii Polski. Gość, z którym zrealizowaliśmy nie tylko pierwszy, ale także te, jak się później okazało, cieszące się rekordową popularnością odcinki. Tak że witam panie profesorze.

 

- Dzień dobry.

 

- Nasze spotkanie jest nieprzypadkowe. Dzisiaj będziemy rozmawiać o najnowszej ekspozycji Muzeum Historii Polski, ale też o temacie, o którym zawsze chciałem z panem profesorem porozmawiać. Powiedzmy może, jakie jest założenie wystawy „Potęga opowieści”, a za chwilę przejdziemy do tematu naszego dzisiejszego odcinka, czyli postaci Henryka Sienkiewicza.

 

- To jest wystawa czasowa, która ma pokazać, jak buduje się świadomość historyczna. I w zasadzie mamy jedno skojarzenie, to znaczy są jacyś tam uczeni historycy,  którzy prowadzą jakieś badania.  Potem w oparciu o te ich badania, powstają jakieś szkolne podręczniki  i to jest ten jeden kanał, prawda, takiego przekazywania tej wiedzy.  Otóż tak wcale nie jest, dlatego że historycy, środowisko naukowe,  ma takie wyobrażenie, że oni są kreatorami wyobraźni zbiorowej, ale nie są.  Oni są kreatorami wyobraźni tak naprawdę swojej własnej,  czyli dość wąskiego kręgu.  Natomiast ta taka świadomość historyczna buduje się przez inne kanały.  I my dość celowo tych historyków odsuwamy, bo nie chcemy pokazywać polemik  między samymi historykami, to jest dość nudne.  Ciekawe jest, jak ktoś jest historykiem, ale generalnie dość nudne.  I pokazujemy te inne kanały.  I te inne kanały są takie:  Zaczynamy od kronik, to się nazywa „na papierze”,  chociaż było na pergaminie początkowo, no ale te, prawda, tak, symbolicznie  to nazywamy „na papierze”.  Proszę sobie wyobrazić,  dlaczego Gal Anonim napisał kronikę?  Co, właściwie, dlaczego w pewnym momencie,  akurat zaraz po zabiciu Zbigniewa przez Bolesława Krzywoustego,  nagle ktoś wpadł na pomysł, że właściwie  takie poważne państwo jak Polska, to powinno mieć jakąś kronikę?   Państwo, którego elita poza duchownymi była analfabetami.  No więc właśnie. Po co im ta kronika, prawda?  Więc to są takie pytania, które stawiamy,  nie dajemy na to odpowiedzi, bo na to odpowiedzi nie ma oczywiście,  ale no, żeby przynajmniej się nad tym zastanowić.  No więc kronika jako taki sposób przekazywania wiedzy, to jest jedna rzecz.  Potem drugi kanał przekazywania tej świadomości historycznej  to jest malarstwo historyczne, które przeżywa rozkwit,  ono jest starsze, oczywiście, przeżywa rozkwit w XIX wieku.  Kolejnym sposobem przekazywania,  czy kanałem przekazywania tej wiedzy są ceremonie.  Te ceremonie takie, prawda, co wszyscy kojarzymy:  3 Maja, 11 listopada, gdzie jest jakaś defilada wojskowa,  ale nawet jak jej nie ma, to zawsze jest wystąpienie prezydenta.  Otóż to jest bardzo pradawny zwyczaj.  Bardzo pradawny sposób przekazywania pewnej wiedzy o takim  punkcie początkowym zbiorowości, punkcie, do którego wszyscy się odnoszą,  wszyscy się odnoszą i jednoczą się wokół niego.  W naszym wypadku, w tej chwili to są takie wydarzenia,  powiedziałbym świeckie, prawda, to znaczy Konstytucja 3 Maja,  11 listopada, czyli uznane w pewnym momencie, że to jest ta data,  którą powinniśmy czcić jako odzyskanie niepodległości, choć tutaj  różne daty padały zanim się ustaliło, że 11 listopada.  No ale pierwsze polskie, nazwijmy to, święto narodowe czyli 15 lipca,  rocznica bitwy pod Grunwaldem, miała całkowicie religijny charakter.  On został sfabrykowany, prawda, że dzień rozesłania Apostołów i tak dalej, to była całkowicie religijna ceremonia.  To, co nas interesuje, to jest przejście, w którym momencie i w jaki sposób,  bo przecież nie automatycznie, nie w jednym momencie,  następuje przejście od tych ceremonii o charakterze religijnym  do tych ceremonii o charakterze świeckim, bo ich esencja jest dość podobna.  Chodzi o działanie na emocje i pewne takie działanie jednoczące.  Dalej sprawa oczywista – druk.  Druk, to jest, znowu, XIX wiek.  Uprzemysłowienie druku powoduje, że powieść historyczna, nowela historyczna,  nagle staje się jakąś taką opowieścią, którą czytają masy.  Masy, które w ogóle nie wiedzą o tym, że są jacyś zawodowi historycy,  że uprawiają jakąś historię.  Masy, które tak naprawdę często też nie wiedzą, że czytają powieść.  Bo im się wydaje, że to jest po prostu, autor opisał, jak to było,  autor jest historykiem, a on nie jest historykiem.  Po prostu wymyśla pewną narrację.  A, i to jest rozkwit tego druku jako nośnika w XIX wieku.  No potem jest film, oczywiście, no bo od braci Lumière mamy film,  ruszające się obrazki. I te ruszające się obrazki dzisiaj są też przenośnikiem  pewnych wyobrażeń o przeszłości, prawdziwych, nieprawdziwych,  nie o to chodzi. Chodzi o to, że to są pewne wyobrażenia,  ale przekaźnikiem wyobrażeń o przeszłości jest muzeum.  I to nie tylko takie muzeum jak to, w którym teraz jesteśmy,  Historii Polski, prawda, narracyjne.  Czy powiedzmy Powstania Warszawskiego, czy jakiegokolwiek innego.  To są też muzea, które by się wydawało, że wcale nie kojarzą nam się  z opowiadaniem historii, typu muzea regionalne,  takie przyrodnicze, Muzeum Tatrzańskie.  Ale jak się przejdzie przez Muzeum Tatrzańskie w Zakopanem,  tam zobaczycie państwo, tam jest pełno historii.  I to jest takiej, historii takiej polskości, polskości, prawda.  Bo w pewnym momencie z woli pewnych pisarzy przede wszystkim,  a nie tylko elit przyjeżdżających do Zakopanego,  Zakopane stało się nagle takim jądrem polskości.  Górale jądrem polskości, prawda.  Co niektórzy, inne regionalne grupy ludzi,  do dzisiaj mają za to żal do górali,  a proszę zwrócić uwagę, że górale wcale nie domagają się,  żeby gwara góralska była językiem etnicznym.  Oni nie muszą, oni już i tak są na piedestale,  wyniesieni przez Tytusa Chałbińskiego, Henryka Sienkiewicza.  Nie muszą się o to upominać.  Wreszcie, no ostatnie, prawda, wydarzenia,  ostatnia rewolucja komunikacyjna, z którą mamy do czynienia,  to jest Internet.  To jest Internet, który ma najróżniejsze rodzaje  zapoznawania z historią, one są takie bardzo, powiedziałbym,  zdecentralizowane, to jest jedna cecha charakterystyczna.  A druga to to, że one są bardzo różne,  to znaczy od tekstu, krótkiego najczęściej, w Internecie musi być tekst krótki,  po powiedzmy filmiki na jakichś tam platformach streamingowych typu YouTube.  Można całymi dniami tam siedzieć.  Inteligentną, inteligencją sztuczną podsuwa sztucznie kolejne filmiki.  Ja się nie raz złapałem na tym, że siedzę, pół dnia straciłem,  a tu mam robotę.  No a siedzę i oglądam.  A oglądam co? No oglądam historię, prawda.  Więc o tym chcemy opowiadać, a nie o tym, że paru historyków  na jakiejś konferencji się pokłóciło.  To bywa ciekawe, ale oni stosunkowo rzadko uczestniczą  w tej dyskusji.  Czasem narzucają pewne tematy.  Czasem też publikują oczywiście rzeczy, które się sprzedają, mają rezonans  i sprzedają się w wielu tysiącach egzemplarzy, ale wtedy wychodzą spoza tego swojego, ze swojej wieży z kości słoniowej i zaczynają grać, stają się publicystami. Bardzo często tak jest, wyostrzają swoje sądy po to, żeby mieć silniejszy odbiór. I my o tym wszystkim na tej wystawie chcemy opowiedzieć.

 

- Do publicystyki jeszcze wrócimy, natomiast tutaj pojawił się ciekawy wątek o tym, jak pewnego rodzaju przełomy technologiczne wpływają też na humanistykę. To się ciekawie składa, gdyż bohater naszego dzisiejszego spotkania urodził się jeszcze w czasach przed wynalezieniem lampy naftowej, w czasach lampy olejowej. Nikt nie słyszał wtedy jeszcze nawet o elektryczności. Ale tym samym Henryk Sienkiewicz akurat trafił w taki moment, w którym stał się dzieckiem epoki rozwoju tej technologii.

 

- No tak, on się urodził w czymś, co kiedyś Jerzy Borejsza w tytule swojej książki nazwał „pięknym wiekiem XIX”. On z punktu widzenia patrzenia na historię Polski takiego podręcznikowego, wcale nie jest piękny, bo trudno uznawać za piękne przegrane powstania narodowe i tak dalej. One mają swoją piękność, ale jest taka powiedziałbym piękność martyrologiczna. Natomiast to nie jest taka piękność radosna z tego, że nagle, światło gazowe albo światło elektryczne się rozpaliło. My w Polsce tego nie dostrzegamy i mamy takie trochę wykrzywione spojrzenie na wiek XIX. A to było stulecie niebywałych odkryć. No bo rzeczywiście, kiedy Henryk Sienkiewicz się rodził w 1846 roku, no to światło to była lampa olejowa. Fakt to była to nie była taka lampa olejowa, jak powiedzmy w starożytności lampka olejna, tylko to była już taka naukowa lampa olejowa. Aimé Arganda, który był chemikiem szwajcarem. Potrzebował oświetlić fabrykę alkoholu, był inspektorem w tej fabryce, więc tam potrzebował, żeby różni tam nie pili po w ciemnościach, ale ponieważ był chemikiem, to wiedział, że Lavoisier ustalił, że tlen służy do utleniania, czyli do spalania. W związku z tym, do knota trzeba dostarczyć tlen, wtedy będzie jaśniejsze światło. Dotąd knoty były w tych świecach, były po prostu taką tasiemką, taką jak powiedzmy sznurowadło. Natomiast on wprowadził knot rurkowy, przez knot rurkowy płynął tlen i ogień był, znaczy to światło było jaśniejsze. No a kończy się w momencie, kiedy już jest światło elektryczne. Znaczy, kończy się, umiera Sienkiewicz w 1916 roku. W czasach absolutnie światła elektrycznego i to jeszcze, prawda, już właściwie przekazywanego prądem zmiennym z elektrowni, które są oddalone o setki kilometrów od miejsca, gdzie się świeci żarówka. To jest wielka zmiana, ale przecież to jest tak, epoka koni.

A Henryk Sienkiewicz rozstaje się ze świata w epoce już Henry Forda, czyli „człowieka, który kopnął konia”. Bo to koń kopnął Henry Forda podobno w dzieciństwie. On tak potem opowiadał i dlatego on koni nie lubił. Postanowił zlikwidować konie. No i właśnie, „człowiek, który kopnął konia”. Ale idąc bliżej, oczywiście, bo tych wynalazków jest masa. Natomiast, idąc bliżej, tym, czym się Sienkiewicz zajmował. To powiedzmy sobie, my wszyscy wiemy o tym, że Gutenberg, rewolucja druku, to się tam jesteśmy, prawda, w XV wieku, inkunabuły i potem już ten druk znika. Potem się gdzieś pojawia, ale zastanówmy się, co się dzieje. Otóż druk zostaje połączony w początku XIX wieku, w 1814 roku, zostaje połączony z ikoną, okropne słowo, ale używam, rewolucji przemysłowej, silnikiem parowym. Robi to Niemiec Friedrich Koenig, który w Niemczech w ogóle nikt nie mógł zrozumieć jego idei maszyny drukarskiej, napędzanej maszyną parową. Więc on wyjechał do Anglii, gdzie były maszyny parowe i byli ludzie, co rozumieli. Opatentował, zresztą wsparty przez inwestorów angielskich, i nocą z 28 na 29 listopada 1814 roku w tajnej drukarni, tajnej, żeby się drukarze dawni nie dowiedzieli, którzy to ręcznie składali, bo jeszcze te maszyny by rozwalili. W tajnej drukarni wydrukowany został cały nakład „Timesa” na następny dzień. I jaka jest konsekwencja tego? Otóż przy bardzo szybkiej pracy, taką ręczną drukarnią typu poprawiony, prawda, Gutenberg, wydajność jest 2000 stron na godzinę. Przepraszam, nie, 240 stron na godzinę. Natomiast ta maszyna Koeniga, 2000 stron na godzinę. Oczywiście ona to jeszcze na razie jednostronnie robi, czyli trzeba odwrócić na drugą stronę, żeby wydrukować. To jest jeszcze nie to, ale już jesteśmy na dobrej drodze. I na tej dobrej drodze są Amerykanie, bo tam potrzebne są wielkie nakłady. W 1847 maszyna Friedricha Hoe, maszyna obrotowa, 8000 stron na godzinę. Dalej, mało tego, potrafi z dwóch stron drukować. I dalej mamy 1870 rok, podawanie papieru z wałka, tak, jak to się dzisiaj odbywa. No i to już idzie w dziesiątki tysięcy stron, to znaczy, można gazetę, całą gazetę, która ma tam te kilkanaście stron, można wydrukować w godzinę. Więc mamy technikę, która umożliwia powielanie druków z ogromną szybkością.

To jest druga rewolucja drukarska, o której się mało pamięta. Do tego dochodzi ta rewolucja oświetleniowa, o której żeśmy zaczęli mówić. Czyli lampa Arganda, potem lampa, prawda, naftowa. Właściwie mamy idealne warunki do tego, żeby móc czytać. Jeżeli o wieku XVIII się mówi, że to jest epoka konwersacji, jest taka autorka włoska, nazywa się Benedetta Craveri. Napisała „Złoty wiek konwersacji”. To jest o XVIII wieku, o kulturze salonów. Ona się zaczyna w końcu XVII wieku, na Wersalu, a potem w XVIII rozkwita. Tak XIX wiek to jest epoka lektury. I to, w dużej mierze już teraz, lektury cichej, nie takiej głośnej. Bo jeden umie czytać, reszta to analfabeci. Dlatego że tych, co umieją czytać jest już więcej, bo jest szkolnictwo. Oczywiście to jest modernizacja, na tym polega. Mamy więc moc wytwórczą. Możemy ten papier powielać, zadrukowywać, powielać w ogromnych ilościach. Mamy światło. Mamy ludzi, którzy potrafią przeczytać po cichu. Idealne warunki dla gazet. To są idealne warunki dla powieści, tylko jeszcze jest pytanie takie: „No dobra, tylko jakoś, gdzie ci ludzie mają czytać?”. W domu. Ale są takie sytuacje, które znowu wymyśla technologia, czy stwarza technologia, w których trzeba czytać. No bo nie ma co innego robić. Proszę sobie wyobrazić: jesteśmy w pociągu. Otóż te wczesne pociągi, to jest epoka od 1830, powiedzmy, następne 20-30 lat. Wczesne pociągi są wzorowane, pociągi pasażerskie tych lepszych klas, pierwszej i drugiej, są wzorowane na rozwiązaniach dyliżansu. To znaczy siedzą naprzeciwko siebie różne osoby i jadą. I proszę sobie wyobrazić sytuację, że tak, tam nie ma korytarza, tak jak dzisiaj jest w wagonach. Czyli można wyjść tylko wtedy, kiedy pociąg staje. Proszę sobie wyobrazić sytuację, że siedzi mężczyzna, a naprzeciwko, na przykład, młoda kobieta. I co on ma robić? Ma się na nią gapić? To będzie odebrane jako taka agresja wzrokowa. To jest po prostu nieprzyzwoite. Ile można się ślepić w okno? Więc musi się czymś zająć. Powinien czytać. Powinien czytać gazetę. Gazeta jest taka duża, więc może się za tą gazetą schować. Zresztą, w pewnej mierze, dlatego są właśnie takie duże. Może się za nią schować i nie molestować wzrokiem tej panienki z naprzeciwka. Ale gazeta dość szybko się kończy, a podróże są długie. Pociągi chodzą stosunkowo powoli, ponieważ są liczne wykolejenia. W związku z tym trzeba im dać książkę. Niech czyta książkę. Książka jest dłuższa. Potrzebny jest pomysł. Człowiekiem, który ma ten pomysł, był George Routledge. Routledge był wydawcą książek i wpadł na pomysł, aby w roku, to jest 1849, żeby wydawać tak zwaną „Serię kolejową”. „Seria kolejowa” to były książki różnego rodzaju, głównie przygodowe. Nathaniel Hawthorne, prawda, Jane Austen. Tytułów można wymieniać, bo on do końca XIX wieku wydał 1300. To się nazywało Routledge Railway Library i charakteryzowało się, tam była taka zielonkawo żółta-okładka, obrazek jakiś związany z treścią tej książki. Na okładce cena, zawsze ta sama, jeden szyling. Czyli to mniej więcej tyle kosztowało, co przejazd w najtańszej klasie 12 mil. Można to było kupić w księgarniach Williama Smitha, który miał monopol na księgarnie kolejowe. i w ten sposób kolej się w ogromnym stopniu przyczynia do rozpowszechnienia się sztuki czytania. Więc mamy moce przerobowe, mamy światło, mamy ludzi, mamy okoliczności. Po prostu aż się prosi, żeby zacząć czytać. Naszkicował pan profesor te wspaniałe okoliczności dla rozwoju literatury, więc teraz przenieśmy się na ziemie Polski pod zaborami. I w to wszystko wpasowuje się młody, i chyba na szczęście dla Polski i dla Polaków, taki niespecjalnie zdolny, jeśli chodzi o edukację szkolną  i taki palący się do nauki, Henryk Sienkiewicz. Skąd wywodził się Henryk Sienkiewicz? Henryk Sienkiewicz, jak już wspomniałem, urodził się w 1846 roku w rodzinie, no właściwie takiej drobnoszlacheckiej. To znaczy ojciec zajmował się zarządzaniem majątkami, matka się wywodziła z rodziny Cieciszowskich czyli na Podlasiu takiej dość znanej. Ale powiedzmy sobie, szlachta Podlaska, z całym szacunkiem dla Podlasia, nie była jakąś taką szlachtą bogatą czy czymś takim. Więc raczej powiedziałbym, to jest mentalnie takie drobnoszlacheckie środowisko z tradycjami pochodzenia gdzieś tam z Litwy, ze Żmudzi. Dlatego Sienkiewicz używa w początku swojej kariery, używa pseudonimu Litwos, prawda, wskazujący na jego związki z Litwą. I tak, no Pan powiedział „mało zdolny”, on był piekielnie zdolny. Ale on po prostu miał takie przedmioty, których się uczyć nie lubił. I takim przedmiotem, który wykoleił jego drogę edukacyjną, była greka. Dzisiaj nikt się już greki nie uczy, poza jakimiś filologami klasycznymi, a wtedy się wszyscy greki uczyli. No wszyscy, którzy chodzili do gimnazjów humanistycznych. I on też, i on się tego nie mógł nauczyć. Zresztą tak, no przed maturą rzucił w ogóle tą szkołę i postanowił zostać guwernerem w Poświętnej został, to na Mazowszu cały czas jest, guwernerem w rodzinie Wejherów. Stamtąd pisał listy do przyjaciela, które się zachowały i już te listy, już lektura tych listów pokazuje, że ten chłopak, no kilkunastoletni, naprawdę ma taki zmysł obserwacji. Opisuje tam wizytę księdza na przykład, czy coś opisuje. Ma taki zmysł obserwacji, bardzo ostry i jest naprawdę utalentowany, jeśli chodzi o opisy, czy to jakichś scen rodzajowych, czy to opisy przyrody. To wszystko już wtedy widać. No w końcu matka go zmusiła do tego, żeby wrócił, zdał eksternistyczne matury. On zdał, następnie zapisał się do Szkoły Głównej. Tutaj był pewien kłopot z wyborem, bo oczywiście trzeba byłoby się zapisać na coś takiego praktycznego, czyli tak, na prawo. Nie wytrzymał tam długo. Zresztą nie wytrzymał dlatego że matka chciała, żeby on miał prawdziwy zawód. To znaczy, żeby taki naprawdę niezależny, to znaczy medycyna. Więc się zapisał na medycynę, ale tam nie wytrzymał, bo to jakoś nie tego i poszedł na wydział filologiczny. No to co jest, coś okropnego. Dlatego że, no Szkoła Główna została zlikwidowana. On kończył studia na cesarskim Uniwersytecie Warszawskim, i w czasach po powstaniu styczniowym dla Polaków z takim wykształceniem, powiedzmy sobie, humanistycznym, po prostu nie było miejsc pracy. To były najniższe rodzaje prac biurowych. Dla których, do których oni byli, mieli prawo dostępu w Królestwie Polskim. W Rosji nie było takich ograniczeń kariery. Jakby wyjechał, mógłby zrobić karierę. O to zresztą chodziło, no tutaj mieli rządzić Rosjanie. Polacy mogli sobie jechać gdzieś tam głęboko do Rosji. Natomiast tutaj żadnych możliwości kariery, więc przy takim kształcie wykształcenia, on mógł jedyną karierę robić taką w  miarę niezależną jako dziennikarz. I zaczął pisać jako dziennikarz w 1869 roku. Zaczął najpierw pisać takie recenzje teatralne. Później już felietony. Z tym że nie skończył studiów. To znaczy, po prostu ta greka. Na studiach oczywiście on studiował historię. Na tym wydziale filologicznym. Na studiach oczywiście był bardzo taki rozczytany w epoce staropolskiej. Bardzo dobry był z różnych herbów, genealogii. To ludzie go wspominają, aczkolwiek mówią, on się nie wyróżniał jakoś specjalnie. Na wielu wykładach po prostu nie był, bo musiał zarabiać korepetycjami, guwernerką się zajmować, ale no miał niewątpliwie zainteresowanie, to widać. Zresztą jak się czyta Trylogię, to widać, że to był człowiek, który bardzo dobrze znał tą historię tamtego czasu i miał przerobione i zapamiętane ówczesne najważniejsze prace historyczne dotyczące tej epoki. No jak powiedziałem, debiut prasowy 1869 rok i w pewnym momencie zaczyna pisać felietony. Tu musimy się na chwilkę zatrzymać.

Co to jest felieton? Otóż felieton dzisiaj, no to jest taka krótka forma dziennikarska. Natomiast w tamtych czasach pojęcie felietonu rodzi się w czasach napoleońskich we Francji, kiedy Napoleon jako pierwszy konsul wprowadził cenzurę. I żeby te ingerencje cenzury ukrywać, no to redaktorzy ówcześni zdecydowali się dzielić już pierwszą stronę na takie wiadomości czysto polityczne. One były na górze, a potem była taka gruba kreska. Gdzieś różnie, czasem w 3/4, a czasem w 8/10 tej strony. Taka gruba kreska. I to się nazywało „pod grubą kreską” czyli „felieton”. I felieton to już było coś, gdzie czasami się przemycało, jakieś, ale przemycało się, ezopowo tak, jakąś krytykę czy coś takiego, ale w zasadzie to już było niepolityczne. Chodziło to, cenzura niech se czyta wiadomości polityczne. Natomiast tutaj już niech zostawią w spokoju. W pewnym momencie wydawcy, znowu francuscy, zdali sobie sprawę, że jak zaczynają pod tą grubą kreską publikować powieści Dumasa, innych pisarzy, to to się sprzedaje. Nakłady dramatycznie rosną wtedy. I zaczęto tak drukować powieści. Przez cały XIX wiek mamy te powieści drukowane w prasie pod grubą kreską i naprawdę tylko mało zdolni pisarze publikowali książki, na początku książki. Wszyscy wybitni pisarze pisali najpierw do gazet. Książka się mogła potem ukazać, ale najpierw się pisało do gazety. Gazeta się tym chwaliła, że oto jest ta powieść i drukowała to. Podwyższone nakłady. No na przykład weźcie sobie państwo „Ziemię obiecaną” Reymonta. I tak, jak się dochodzi do końca, to człowiek ma wrażenie: „no tu już będzie koniec, to już jest ten...”. I potem jest, dalej się ciągnie, i dalej się ciągnie, i dalej się ciągnie, a mogłoby już się zakończyć. I widać, że Reymont już postanowił skończyć, ale jeszcze coś dalej pisze, bo są następne wydania gazety, i gazeta mówi: „pisz jeszcze, pisz jeszcze dalej”. No i tak niechętnie stawiają wreszcie te magiczne słowo „koniec”. No bo musi być następny pisarz, który wpadnie pod grubą kreskę i nie obniży tego nakładu. Więc to jest tego typu kultura literacka, ale zwracam państwu uwagę, że to już jest kultura o charakterze masowym. Bo mamy pierwsze kryterium ilościowe spełnione. Drugie kryterium kultury masowej, to jest szybkość, z jaką dochodzi ta informacja. To jest tak, że powieści Sienkiewicza są wielkie. Ogniem i mieczem to się drukuje przez rok. Nawet niecały rok w gazecie. I on jak zaczął, to jeszcze nie miał jej skończonej, jak zaczął drukować. W związku z tym pisał kolejne odcinki, pisał w najróżniejszych sytuacjach. Pisał w podróży, w pociągu, w sanatorium wysyłał to. Normalną pocztą to szło do redakcji, i oni przygotowywali do następnego wydania gazety. No więc jest to szybkość. Bardzo ważna cecha to jest, no jednak pewna standardyzacja treści, o których sobie jeszcze powiemy i wreszcie pośredniość. Pośredniość polega na tym, że dotychczasowy przekaz kulturowy to był przede wszystkim salon, teatr, gdzie był bezpośredni związek, bezpośredni kontakt z odbiorcami. Natomiast teraz to zostaje już przerwane, tego nie ma. Dlatego że kontakt z odbiorcą następuje ewentualnie za pomocą listu którego ten odbiorca pisze.  No ale to nie każdy odbiorca pisze. Czyli to oznacza, że musimy sobie wyobrazić tego odbiorcę. Czego on potrzebuje i dostarczyć mu to, czego on potrzebuje. Patrzeć ewentualnie na jakieś reakcje i do tego się dostosowywać czyli standardyzować tą treść. My znamy tych pisarzy, którzy potem zostali, po druku zostali, mieli powodzenie, wydawali, byli jako książki, oni zostali w historii literatury. Ale z nimi podążają dziesiątki wyrobników pióra, którzy starają się ich naśladować, publikują w tych gazetach, nie trafili na stałe do historii literatury, ale produkują ogromną masę tych dzieł takich dość standardowych. Dość standardowo skonstruowanych. I teraz proszę sobie zobaczyć, co nastąpiło w XIX wieku. Na początku XIX wieku, czyli między 1794 a 1803 roku, w Polsce wydano 2531 tytułów książek. W latach 1904-1914 wydano 28 900 tytułów. To policzyła Biblioteka Narodowa. Jest po prostu jak gigantyczna zmiana. W końcu XVIII wieku, w początku XIX wychodziło 14 czasopism, a przed I Wojną Światową wychodzi 935 tytułów czasopism. Masa papieru, masa oczu, które to czytają i to jest to otoczenie, w którym Sienkiewicz działa i się sprawdza.

 

„Gdy poczta przyszła, urzędnik pocztowy zaczął czytać „Potop” na głos. Ci ludzie czekali tam parę godzin, oderwawszy się od pracy, aby usłyszeć dalszy ciąg powieści. Nie darmo mówią, że naród zdaje rachunek przed Sienkiewiczem z uczuć polskich. Jest to objaw znamienny. Sam widziałem w sandomierskiem, jak wszyscy, tacy nawet, którzy nigdy nic nie czytują, dobijali się o „Potop”. Książki kursują, rozbiegają się błyskawicznie. Niebywałe, niesłychane powodzenie”.

 

Tak właśnie, można powiedzieć grupowe czytanie Potopu wspominał młody Stefan Żeromski. Fenomenalna popularność powieści Sienkiewicza to jest jedno, ale drugie, to w jaki sposób właśnie forma przekazu wpływa na treść. Zdaję sobie sprawę, że większość z naszych słuchaczy, podobnie jak ja, od dzieł Sienkiewicza nie mogło się oderwać. Przyznam się szczerze, że niektóre, że Trylogię czytałem też po kilka razy. Ale teraz dopiero, jak pan opowiadał o tej formie i o tej prasie, to zrozumiałem, dlaczego to tak właśnie wyglądało. Że to jest skonstruowane, te powieści Sienkiewicza, są skonstruowane niczym odcinki popularnych seriali telewizyjnych. Czyli kończy się jeden i człowiek czeka tak, jak w starych czasach. Jeszcze czeka tydzień na to, żeby obejrzeć ten następny. Planuje też swój czas pod to, żeby obejrzeć ten następny. I tutaj muszę przyznać, że faktycznie ten „Potop”, to wcale nie musiał się skończyć. Tam jeszcze można było dopisać kilka rozdziałów.

 

- No tak, z tym że on już wtedy pracował nad następnymi rzeczami. To znaczy nad „Panem Wołodyjowskim” i tak dalej, ale ja powiem tak, bardzo dziękuję za to porównanie z serialami. Ja nie oglądam seriali, więc po prostu nie mam tej wyobraźni, ale rzeczywiście, to jest to porównanie. To jest jak serial. To jest zresztą też pewien symbol, bo pan mówi, że pan czytał kilka razy, mnie czytano, najpierw czytano mi „Ogniem i mieczem”, bo jeszcze nie umiałem czytać, ale potem, jak się nauczyłem, to też przeczytałem. Natomiast dzisiaj to jest jednak tak, że to się odwraca. To znaczy czytanie „Potopu” zaczyna stawać się, czy w ogóle Trylogii, zajęciem elitarnym. Bo się Trylogię ogląda. Oczywiście ta trylogia filmowa, którą się ogląda, dla zaoszczędzenia czasu, to jest coś, co jest przetworzone przez reżysera. Ale mało kto się już, że tak powiem przejmuje, że to scenarzysta czy reżyser to przetworzył. Więc no widać, że się po prostu czasy zmieniają i tak to wygląda. Zresztą z tego Żeromskiego, z tej sceny na poczcie, to wynika jeden problem. Otóż te powieści ukazywały się w gazetach. Można było rozłożyć sobie, gazety nie były drogie, więc można było sobie rozłożyć jakoś pieniądze na to, żeby to kupować i kolejne odcinki czytać. Ale w momencie, kiedy kończył się druk, to właściwie książka mogła wyjść, ale kosztowała bardzo duże pieniądze. I ona stawała się niedostępna. I teraz powstaje pytanie: „Dobrze, to co dalej po gazetach?”. Nie ma bibliotek w tamtym czasie, znaczy są jakieś tam naukowe czy coś takiego, ale dla takiego zwykłego odbiorcy, na którym Sienkiewiczowi zależało, no to po prostu nie ma. I teraz, jak dostarczyć to zwykłemu człowiekowi? My na wystawie to pokazujemy, dlatego że dzieła Sienkiewicza były skracane. Jego szwagierka na przykład, Jarczewska, zrobiła taki skrót „Potopu”. Chodzi o ten fragment przy Jasnej Górze. Jest wszystko tak, jak jest w powieści. Tyle tylko, że tam nie ma żadnego Kmicica, tylko jest podczęstochowski chłop, który nazywa się Marcin Otręba. Sienkiewicz to zaakceptował, no być może dlatego, że to była jego szwagierka, ale takich przeróbek chodziła cała masa. Proszę sobie wyobrazić „Pana Wołodyjowskiego” na 80 stronach. Była taka autorka, my pokazujemy te książki, która po prostu skracała to i wydawała. Sienkiewicz tego nie akceptował, ale też nie zwalczał w jakiś sposób i tak to trwało do końca XIX wieku. Dlatego że w końcu XIX wieku jest przełom związany z osobą Hipolita Wawelberga. Otóż Hipolit Wawelberg, przemysłowiec, Bankier Warszawski w 1896 roku przygotowuje takie wydanie Trylogii narodowe. kiedy to wychodzi, to jest tania książka, dofinansowana, to chyba 15 rubli kosztowało, te wszystkie tomy, czyli to było mało. Następnie przekazuje te blachy, na których ten tekst jest złożony. przekazuje Sienkiewiczowi, i Sienkiewicz przekazuje innym wydawcom. Z Galicji, z Poznańskiego, i oni to drukują już wtedy, no płacąc mu, ale drobne pieniądze. I w ten sposób całość tej trylogii za przystępną cenę staje się dostępna. Bo przecież zebranie tych starych gazet odcinek po odcinku było, w tamtych czasach, no powiedzmy sobie, niemożliwością. Tak wygląda to popularyzowanie Sienkiewicza.

 

- Zaraz jeszcze wrócimy do tego, jaką funkcję Sienkiewicz pełnił, nie tylko jako pisarz, tylko jako piewca patriotyzmu. Natomiast ciekawą sprawą jest ta analogia dzikie pola – dziki zachód. Wiemy, że podróżował do Stanów Zjednoczonych Ameryki. Sienkiewicz chyba więcej tam nawet czasu spędził niż Karol May, który podobno, pisząc o apaczach, nawet nie był w Ameryce. Ale czego szukał Sienkiewicz w Ameryce? Jak tam trafił? Z kim tam był? I co to wniosło do jego twórczości?

- On wyjechał w 1876 roku do Kalifornii, tam właściwie był 3 lata. Natomiast to był taki pomysł nawet w ogóle wyjazdu z Polski. Tutaj była Helena Modrzejewska, jej mąż, Chłapowski, kilka jeszcze innych osób. Oni właściwie mieli taki zamysł, żeby w ogóle wyjechać, założyć taką farmę, gdzieś tam w Kalifornii w Anaheim. Sienkiewicz wziął zaliczki za pisanie listów z Ameryki. I to już jest po wojnie secesyjnej, to jest ten taki moment, kiedy jest przyspieszenie marszu na zachód, osadnictwa. To są czasy, kiedy Indianie są spychani, prawda, do rezerwatów. To jest Little Big Horn, prawda i generał Custer, i tak dalej. Tam zresztą było kilku innych. Wiśniowski, był taki dziennikarz z Warszawy, który tam do warszawskiej prasy pisywał opisy właśnie, zapamiętałem to. On pisał o Custerze i o Little Big Horn, i o Indianach, i mówił: „tak no dzisiaj w tych czasach, kiedy tutaj cywilizacja idzie i kolonizuje, daje ludzkości nową ziemię i nowe zboże, Indianie są czymś przestarzałym, muszą ustąpić cywilizacji” to takie… Ale to jest, fajnie było napisane. Dzisiaj te myśli może nie są specjalnie popularne, powiedzmy sobie. Ale bardzo dobrze to było napisane. Natomiast Sienkiewicz, to był pomysł taki, żeby tam zostać po prostu. Ale no ile można było? Sienkiewicz podróżował po Kalifornii, w pewnym momencie jednak ta praca rolnicza mu się trochę znudziła. Modrzejewska została, nauczyła się angielskiego. Zrobiła przecież fenomenalną karierę w Stanach, ona nie znała angielskiego, jak tam jechała. Natomiast Sienkiewicz wrócił przez Paryż do Warszawy. Tutaj się spotkał z Emilem Zolą, w Paryżu znaczy. No i takie miał, jeśli chodzi o pisanie, naturalizm Emila Zoli, to miał takie dość odpychające jednak wrażenia. Proszę zwrócić uwagę, kiedy on publikuje. Otóż ten taki moment przełomowy, to jest rok między 78 a 85. I tak, to są czasy, kiedy wychodzą te znane jego nowelki, „Janko Muzykant”, „Jamioł”, „Latarnik”. „Latarnik” jest jakimś tam pokłosiem poamerykańskim, oczywiście. On też, decydując się na powrót z Ameryki, był takim latarnikiem. Jest trochę, jest to takie powiedziałbym autobiograficzne, ale jednocześnie on już zamyśla o czymś nowym. Zresztą tak, zmienił mu się stan cywilny, ożenił się. Małżeństwo trwało 4 lata, żona była chora na gruźlicę, w związku z tym, w zasadzie on pisał „Ogniem i mieczem”, jeżdżąc z jednego do drugiego sanatorium. I ona w pewnym momencie umiera. Ale to już jest, ona umiera w 84. roku. W 83. wychodzi „Ogniem i mieczem”, w 86. „Potop”, w 88. „Pan Wołodyjowski”, „Quo Vadis” w 96., 1900 to są „Krzyżacy”. To są jego najważniejsze powieści historyczne, prawda, w międzyczasie są różne, mniejsze też utwory. I teraz o tej standardyzacji. Otóż my pokazujemy na wystawie dla Trylogii, jak jest skonstruowany wykres jest po prostu. Jak jest skonstruowana akcja, gdzie są postacie historyczne, a gdzie są te postacie wymyślone. One są symbolizowane główkami aktorów, żeby było jasne, że one są wymyślone, a nie tymi obrazami prawdziwych postaci. I tam schemat jest zawsze ten sam, to znaczy jest młoda niewinna, jest bohater, są perypetie i okropne przygody, a na końcu się kończy happy endem. Tam jest jedno odstępstwo od tego w „Krzyżakach”, czego my nie pokazujemy, bo tam jest Danusia Jurandówna, prawda, która ma tragiczny los, ale generalnie też się kończy takim happy endem to wszystko. Sienkiewicz, pisząc o powieści historycznej, to pisał o tej technice pisania, pisał tak: są pewne wydarzenia historyczne, które trzeba wpisać do tej powieści. I w związku z tym, możemy sobie wymyślać postacie i wprowadzać je w te punkty, w te puste miejsca, których historia nie opisała. Ale nie możemy zmieniać historii, nie możemy zmieniać postaci, prawda, tych autentycznych. I wtedy ta powieść rzeczywiście jest historyczna, a nie jest jakąś taką straszną fantazją. Przypomina mi się tutaj w tym momencie, to też z YouTube'a, Mr Bean, jak grał tego Blackadder, jest tam taki odcinek, podróż w czasie, jak przenosi w czasie, zakład zrobił, że przeniesie się w czasie i przywiezie z przeszłości jakieś artefakty, żeby udowodnić, że był w czasie, w przeszłości. Ląduje pod Waterloo. Akurat w momencie, kiedy Wellington tłumaczy, jaki jest jego plan bitwy. Szafa, ta cała maszyna ląduje, zabija Wellingtona. Mr Bean zabiera jego buty. Wraca. Pokazuje tym ludziom, z którymi się założył o 100 tys., chyba 10 tys. funtów. Pokazuje buty Wellingtona spod Waterloo. No i rzeczywiście, wygrałeś zakład. Jeden z tych kolegów wyciąga pieniądze, to jest te 10 tys. franków, które miałeś dostać, prawda? No i trzeba wracać, wbrew temu opowiadaniu, że jednostka w historii nic nie znaczy, trzeba było wrócić pod Waterloo. I jakby wylądować tak, żeby Wellingtona nie poranić. No więc to jest trochę też taka strategia, pisania powieści historycznej Sienkiewicza, że nie można tutaj pójść za daleko z wyobraźnią. Ale jednocześnie jest to dość prosty schemat, ten schemat musi być, bo jak to jest pisane z tygodnia na tydzień, z gazety do gazety, no to po prostu trzeba się posługiwać pewnymi schematami.

[Muzyka]

Część druga: „Pióro zamiast rewolwera”.

 

„Sienkiewicz do rodaków: Fanatyczna nienawiść wzniosła przeciwko nam prawdziwy mur uprzedzeń. Szkalowano nasze dzieje, szkalowano triumfy, szkalowano zwłaszcza epokę upadku i życie porozbiorowe. Przekręcano fakta i fałszowano na własny użytek historię. Byliśmy społeczeństwem, wyjątkowo przez los prześladowanym, a czyniono nas prześladowcami – byliśmy rozbici, a przedstawiano nas jako rozbijających, byliśmy niejednokrotnie zawiedzeni, a widziano w nas przeniewierców. I czyniono tak nie tylko na polu historji. Obok kłamstw historyczno-politycznych wznosiły się i wznoszą, nie z jednej, ale ze wszystkich stron, całe góry uprzedzeń, zmyśleń i fałszów nawet: etnograficznych, społecznych, ekonomicznych i wszelkich innych. Obecnie należy je zwalić, ale byle kto z tego uczynić nie może i nie zdoła. Trzeba nam – do boju z tą potęgą ciemnoty i złości, – szermierzy, otoczonych uznaniem i powagą, szczególnie biegłych, szczególnie silnych, przywykłych nie tylko do walki, ale i do zwycięstw”.

 

- Wspaniałe słowa Henryka Sienkiewicza do rodaków. Zresztą ten cytat akurat pochodzi z pewnego zbioru cytatów z jego dzieł, był taki zbiór najważniejszych cytatów Sienkiewicza, wydany w roku 1926 i to jest naprawdę zadziwiające, jak wiele niesamowitych cytatów gdzieś tam powplatanych jest w kwestie bohaterów, ale także jakichś diagnoz, diagnozy historii polskiej, dokonywanej przez Henryka Sienkiewicza. Wyłania się z tego wszystkiego obraz nie tylko literata, ale wielkiego patrioty. Tutaj takie pytanie sobie przygotowałem: „Czy Sienkiewicz robił piórem to, co powiedzmy, Józef Piłsudski czy inni walczący o niepodległość, rewolwerem?”.

 

- No na pewno, na pewno. To znaczy, to jest bodajże Gembarzewski, historyk sztuki, który pisząc o polskim malarstwie historycznym, mówi w ten sposób: że to jest taki pomost, malarstwo to jest taki pomost między Mickiewiczem a Sienkiewiczem. I Sienkiewicz, myślę sobie, nie ma drugiego pisarza w historii polskiej literatury, niezależnie od tego,  co sądzimy o tych powieściach, obrazie historii, o tym sobie jeszcze powiemy. Niezależnie od tego, co o tym sądzimy, nie ma takiego pisarza, który by tak dotarł pod strzechę. I ja kiedyś sobie to uświadomiłem, czytając, seryjnie czytałem, z innych powodów zresztą, czytałem „Pamiętniki chłopskie”. One pisane były z reguły na jakieś zamówienie, bo było zamówienie, coś i te wspomnienia chłopi pisali, i jest takie z tych wspomnień Ludwik Krzywicki wybierał jakieś takie fragmenty, które go tam interesowały, dotyczące socjologicznego i ekonomicznego położenia wsi. A kilka tych pamiętników wydała Maria Dąbrowska w 1936 roku. One są anonimowe, natomiast jest scharakteryzowane, kim jest ten autor. Tam jest taki, najbardziej mi się podobał taki chłop z Kujaw, który opuścił wieś i potem trafił do Warszawy, potem był gdzieś tam w Turkiestanie jako żołnierz armii rosyjskiej. Potem był w Stanach Zjednoczonych. No fajny taki żywot miał i on pisze w tym pamiętniku, jak się zetknął z Sienkiewiczem. To znaczy pasał krowy u jakiegoś ziemianina, który no po prostu miał majątek ziemski w okolicy. I ten pan, no jak to taki, lekko zblazowany pan, dawał młodemu wiejskiemu pastuszkowi, żeby se coś poczytał na tym pastwisku. Dał mu najpierw Mickiewicza. „Mickiewicz nie, poezja zupełnie nie, bardzo się w głowie kręciło od tego”. A potem dał mu Sienkiewicza. Ten chłopak czytał i miał takie: „Jak to jest, że Polski już nie ma? Że w szkole nas uczyli, że to Aleksander II jest dobry, co oddał ziemię chłopom. A tu przecież Polska miała takich wspaniałych oficerów, ten autor ich znał, i to wszystko opisywał. To jest takie pomylenie, prawda, pisarstwa historycznego, powieści z jakimś takim dziennikarstwem, z relacją. Ta historia się skończyła w ten sposób, że ona oczywiście miała tę patriotyczną refleksję, ten chłop, natomiast, historia się tak powiedziałbym, skończyła, jak w tych powieściach takich typu „Siłaczka”, tych dziełach literackich, tragicznie, znaczy pan pojechał do Monte Carlo, zgrał się i popełnił samobójstwo. I to jest autentyczna historia, to nie jest wymysł jakiś taki literatury trzeciego rodzaju. No ale nie ma takich pisarzy w literaturze polskiej, którzy docierają aż tak daleko, to jest ta scena, która była cytowana, prawda, z tej poczty w Wielkopolsce. Ludzie, którzy nigdy nie czytali, idą po prostu na pocztę, żeby zobaczyć, co się dzieje dalej. To jest jego gigantyczna zasługa, to po prostu no, jak powiedziałem, nie ma kogoś takiego podobnego w literaturze polskiej. Jest oczywiście pytanie, jak on na to wpadł? Bo przecież te jego opowiadania, to jak ja cytowałem, „Janko Muzykant”, prawda, i „Jamioł”, i inne. To są takie opowiadania na czasie, on właśnie tak, jak pozytywiści warszawscy. Dlaczego na to się zdecydował? On sam kiedyś to powiedział, że on po prostu uznał, że ci tacy smutni, mali, prawda, bohaterowie, że ma dość, że chce pójść gdzieś tak szerzej, odetchnąć szerszym powietrzem. Czy to będzie powietrze Kresów? Można powiedzieć: „tak”, a może w jakimś sensie jest to powietrze gdzieś tam, tych stepów amerykańskich, bo przecież miał też próby pisania w realiach amerykańskich. Takie westernowe bym wręcz powiedział. To jest western, tylko taki wschodni, osadzony w dziejach Polski. Jest taka zresztą historia, którą przytacza jeden z biografów, Julian Krzyżanowski, biografów Sienkiewicza. Rok 68. kiedy on jeszcze nie został dziennikarzem. Jest Szczawnicy i tutaj w Szczawnicy, jedzie jako guwerner, i tutaj poznaje Adama Asnyka. Wielkiego poetę, prawda, członka rządu narodowego, powstania styczniowego, który musiał uciekać, bo tutaj by go powiesili. I zastanawiają się w czasie tej debaty nad tym, jak dotrzeć do chłopów. Bardzo aktualne pytanie: „Jak dotrzeć do chłopów?”. I podobno wtedy ten młody Sienkiewicz krzyczy: „Powieść historyczna!”. To jest taka relacja po latach spisana przez pewną panią, która była świadkiem. Nie wiadomo, czy to jest prawda, taka prorocza, czy to jest po prostu jej projekcja, po latach napisana, prawda, że jej się wyobraża, że coś takiego się stało, ale coś tutaj może być, prawda, może coś być, może on to planował wcześniej. Taki, takie właśnie pójście w to pisarstwo historyczne, trudno powiedzieć. Mi się wydaje, że chyba nie, że to prostu tak przyszło po tej Ameryce szczególnie. Jest bardzo wielu spośród krytyków, bardzo wielu chwalców. Jak się weźmie Tarnowskiego, innych, którzy to opisują, że po prostu coś niesamowitego, język, sposób pisania, fantastyczne. Ale są bardzo silni krytycy. Bolesław Prus go krytykuje, krytykuje go, muszę powiedzieć, że bardzo nieprzyjemnie, Orzeszkowa, która mówi tak: „no tak takie słabe charaktery, to gną się i chylą ku pieniądzowi”. No coś takiego, prawda, to taka insynuacja okropna, jak to może być od kobiety, co paliła papierosy. Nieprzyzwoita. Orzeszkowa paliła papierosy. Z drugiej strony są, Stanisław Witkiewicz mówi tak: „to jest Skiba obrócona pod zasiew przyszłości”. Czyli no właśnie to jest to, co będzie w przyszłości, czyli no chłopi w 1920 roku, którzy wystąpili w obronie polskości. Ja oczywiście nadużywam trochę tego zestawienia, nie twierdzę, że wszyscy, którzy walczyli w Bitwie Warszawskiej, przeczytali Trylogię, wszyscy chłopi, prawda. No ale część z tych ochotników, co się zaciągnęła do Legionów, czy do tych jednostek armii ochotniczej, to oni czytali. I to widać po pseudonimach legionowych. Zrobiliśmy na wystawie taką statystykę pseudonimów. Jest bardzo dużo pseudonimów legionowych, które się odwołują do bohaterów Trylogii. Jest jeszcze więcej przykładów w czasie II Wojny Światowej, w Armii Krajowej. Tutaj jest ten, zbadaliśmy sobie ten zestaw, prawda, postaci, które są udokumentowane w Powstaniu Warszawskim. I to jest bardzo dużo tego typu pseudonimów. Widać, że to jest ten zasiew na przyszłość i w jakimś sensie tak, więc zgoda, że to co pistoletem, to Sienkiewicz...

Ale pamiętajmy jeszcze o jednej rzeczy, niekoniecznie, znaczy, Sienkiewicz pozostał pozytywistą. Dlatego że, mimo że to środowisko się od niego odwróciło, prawda, ale pozostał pozytywistą, bo są, cała seria jest jego takich charytatywnych działań. No jedno charytatywne, to jest tak zwany „dar Wołodyjowskiego”. Jest obraz Rosena „Dar Wołodyjowskiego”, my go pokazujemy na wystawie. Otóż w 88. roku niejaki Wołodyjowski podpisał się: „Michał Wołodyjowski”. Nie wiadomo, czy to prawdziwy Michał Wołodyjowski, czy to po prostu jakiś pseudonim przysłał na post restante Sienkiewiczowi 15 000 rubli. Sienkiewicz odpowiedział w gazecie, no bo nie wiadomo było, kim jest ten nadawca, że ma 2 lata na to, żeby je odebrać. A jak nie odbierze, to Sienkiewicz stworzy z tego fundację, którą będzie zbierać odsetki na fundowanie stypendiów dla zdolnych artystów, młodych, zdolnych artystów, chorych na chorobę piersiową. Żona Sienkiewicza przecież była zmarła na gruźlicę. I odezwał się ten anonimowy dawca, mówiąc, że: „on nie odbierze, proszę bardzo, niech Sienkiewicz robi z tym, co chce”. No i zrobił tą fundację, a ona działała aż do I wojny światowej. Potem była oczywiście inflacja szalona, i to wszystkie odsetki, i kapitał też to zjadło. Potem mamy 1897 rok, to jest pomnik Adama Mickiewicza. I tutaj Sienkiewicz był w dużej mierze osobą, która interweniowała w tej sprawie. To była wtedy, była tak, Mikołaj II był od niedawna carem, generał-gubernatorem był książę imeretyński. Aleksander, książę Imeretii, prawda, Gruzin. No i tu chodziło o to, żeby jakiś taki gest wobec Polaków wykonać, no więc zgoda na tego Mickiewicza. Tutaj znaczny wpływ miał, jako aktywista komitetu pomnika, Sienkiewicz. Po czym było odsłonięcie uroczyste, jest dokumentacja z tego fotograficzna, bardzo ładna, z tym że jak to Rosjanie, wykonali gest ale, to taki gest jest w pół drogi, i to pół drogi powoduje, że gest jest zupełnie w drugą stronę. Dlatego że powiedzieli: tak,  że może być otwarcie, ale nie ma być, nie może być wygłaszanych  przemówień na otwarcie. Więc był Sienkiewicz, miał wygłosić przemówienie, ale nic nie wygłosił. Stał w milczeniu,  a Piłsudski w „Robotniku” właśnie pisał: no proszę bardzo jak to jest, umawiać się z Ruskimi, prawda, tu doprowadzić do takich efektów. No i wreszcie 1905 rok, rok rewolucyjny, kiedy Mikołaj II musi iść na ustępstwa, dekret październikowy, zgoda na powstawanie stowarzyszeń i powstaje Polska Macierz Szkolna. Sienkiewicz wtedy  publikuje taki tekst, staje na czele tego i publikuje taki tekst: „Naród sobie”. I to właśnie,  że naród sobie wzywa do finansowania tej Polskiej Macierzy Szkolnej i szkół nierządowych, ale uczących po polsku. I to jest jego takie kolejne dzieło, więc to są takie działania  bym powiedział, pozytywistyczne bardzo patriotyczne i tego nie można mu oczywiście odmówić.

 

Część trzecia: „Pierwszorzędny pisarz drugorzędny?”.

 

Jak dalece zapomniał autor  o zachowaniu miary? Dowodzi tego rzut oka na komplet czterech przyjaciół. Tworzą oni spółkę, do której wchodzi: „śmiertelnie kąsająca osa”,  jak mówi sam o Wołodyjowskim, „Sfinks ze łbem wieprza” nazwany Zagłobą, „gilotyna w ludzkiej postaci” – Podbipięta i Jezus Chrystus w roli oficera jazdy Skrzetuskiego. Takie zbiegowisko i takich charakterów,  może zrobić silne wrażenie, niemniej, jest ono dziwaczne. Ale śmiało możemy wybaczyć autorowi, że zapatrzony w piękność swoich pomysłów, rósł sam i malował  coraz większe, coraz dziwniejsze figury, aż nareszcie przekroczył miarę.

 

-mPanie profesorze, proszę wybaczyć użycie tego słowa, ale to jakiś taki XIX-wieczny „hejter” się wypowiedział,  ale to może niewłaściwe jest nazywać Bolesława Prusa „hejterem”. A to właśnie Bolesław Prus tak podsumował „Ogniem i mieczem”, ale nie tylko on,  jak wcześniej pan profesor zauważył. Skąd ta krytyka pochodziła,  może zazdrość?

 

- Ja bym nie powiedział,  że to z zazdrości pochodziło, to chodziło o to, że Sienkiewicz i Prus zdawał sobie z tego sprawę,  z ogromną siłą, jakby zmienił koryto tej takiej rzeki płynącej. Była taka rzeka  powieści pozytywistycznych z kluczem, a on skierował w drugą stronę. I tutaj bardzo trafnie zresztą Prus scharakteryzował to, o czym mówiłem wcześniej, to znaczy  pewną schematyczność tych postaci. Natomiast zarzuty były takie,  krytycy podnieśli takie zarzuty i to Świętochowski, na przykład, podniósł taki zarzut, że w gruncie rzeczy, Sienkiewicz odwraca to,  co zrobili pozytywiści, ponieważ on tutaj rozpala, prawda, świece pamięci na pomnikach szlachectwa, szlachty. To jest coś okropnego. Bo to jest ta warstwa anarchiczna, która zgubiła Pierwszą Rzeczpospolitą. To jest ostoja także dzisiaj  takiego, no takiej minionej epoki. No to są ci, co robią te powstania, które prowadzą do pogorszenia sytuacji, to są ci, którzy zamiast  zająć się budowaniem fabryk, cały czas siedzą na tych majątkach ziemskich, które są coraz zresztą mniej dochodowe. I Polska zamiast iść śladem krajów  rozwijających się, Anglii i tak dalej, no to właściwie jest takim rykowiskiem, gdzie, jak przyjeżdżają, to kto? Albo obcy przyjeżdżają,  albo tutejsi Żydzi, albo obcy Niemcy, którzy robią biznes i zarabiają pieniądze, a ci siedzą w takim, ci Polacy, prawda, ta elita, ta szlachta, siedzą w takim jakimś, jakiejś takiej niemocy, takiej wręcz powiedziałbym  Witkiewi-, takiej, jak u Wyspiańskiego, na końcu „Wesela”, aczkolwiek to jest dużo wcześniej przed „Weselem”. I to jest to, i Sienkiewicz im mówi:  „tak, dobrze robicie”. To jest główny zarzut,  że cała ta praca, jaka została wykonana, taka praca organiczna, to on to wszystko przekreśla. Nie wiem,  czy wszystko przekreśla, oczywiście, natomiast ten głos się powtórzył  jeszcze raz, dlatego że drugi raz ta sama dyskusja wybuchła w roku 1904.

W 1904 roku jedno  z czasopism warszawskich prosiło różne znane postacie,  żeby skomentowali program, repertuar teatrów warszawskich na przyszły sezon. I tam były różne, Ibsen, prawda,  Strindberg, to już zupełnie nowe czasy. I Sienkiewicz, wtedy już  taki uznany i starszy człowiek, 57 lat. Dzisiaj 57 lat – młody człowiek. Jako taki starszy, uznany pisarz miał się wypowiedzieć,  co on na ten temat sądzi i powiedział w ten sposób: „ruja i porubstwo”. Ruja i porubstwo nawet życia zwierząt nie wypełniają w 100%,  a co dopiero człowieka. A tam o czym jest ten Strindberg, Ibsen? No to są jakieś psychologiczne problemy, prawda takie no, nie no dno. I na to się odezwali młodzi: Stanisław Brzozowski jako pierwszy, geograf Wacław Nałkowski. I zaatakowali po raz kolejny Sienkiewicza, notabene Brzozowski dostał drugą nagrodę w konkursie ufundowanym przez Sienkiewicza, takim konkursie literackim.  To był jego pierwszy sukces. No i oczywiście  poszli w te same agrumenty, to jest ten  trupi jad szlechectwa, który Sienkiewicz. I to jest to samo,  co zarzucali pozytywiści, tylko do sześcianu,  jeśli chodzi o hejterstwo. Gdyby pan zacytował Nałkowskiego  albo Brzozowskiego, to to jest hejt. No jeszcze jesteśmy w jakiejś 1/3 drogi do dzisiejszego Internetu,  ale to jest mniej więcej w ten sposób. No i potem oczywiście  przychodzi Gombrowicz, który Sienkiewicza  też w jakimś sensie jest przeciwnikiem, ale mówi tak: „najlepszy”, jednak docenia, „najlepszy polski pisarz drugorzędny”. No nie? No tak. I też go wyśmiewa,  no ale Sienkiewicz przetrwał to wszystko.

 

- A jako historyk, jak ocenia pan  dobór wydarzeń XVII wieku? Dobór pewnych procesów? Dobór postaci dokonany przez Sienkiewicza?

 

- Ja go doceniam tak, no trudno jest odnosić się  z punktu widzenia, że tak powiem, no nie dzisiejszej wiedzy historycznej. Generalnie rzecz biorąc, wielu moich kolegów, może trochę starszych dotarło w ogóle  do XVII-wiecznej historii wojennej, dotarło przez Sienkiewicza. Dlatego tym się zajęli, a nie,  powiedzmy, średniowieczem czy XIX wiekiem. Więc tak, no oczywiście, była taka  szkoła badawcza, która zmierzała do tego, żeby wykazać, gdzie Sienkiewicz  się pomylił, opisując fakty, i to zaczął w okresie międzywojennym  taki historyk Olgierd Górka. I oczywiście można mu wykazać: „tu się pomylił, tam się pomylił”, ale pewne rzeczy, o których on wspomina, kampania na Podlasiu, na przykład w czasie potopu w 56 roku, to w ogóle  historiografia się tym nie zajęła. Dopiero niedawno jeden gość  zrobił doktorat na ten temat i okazało się, że to co tam Sienkiewicz wspomina, to właściwie jest prawda. Gdzieś przeczytał w jakichś  innych starszych opracowaniach. Więc ja myślę sobie tak, tu jest okej. Ja by się tej historii,  tego się nie czepiał. Natomiast można się czepiać,  oczywiście, pewnej wymowy tych powieści. Z czego ja sobie nie do końca  zdawałem sprawę, ale zwrócili mi uwagę koledzy litewscy, że on pisze o Litwinach tak niezbyt. Litwini są poczciwi,  ale tacy trochę prymitywni. Trochę tacy, no, ale poczciwi i fajni, ale generalnie, albo anarchiczni  jak Janusz Radziwiłł, albo... Zrobiłem eksperyment na własnym dziecku,  miał czytać „Krzyżaków”. I mówię jemu tak: „słuchaj, weź tam  znajdź wszystko, co jest o Litwinach. Co byś sądził o Litwinach  na podstawie Krzyżaków?”. Pisanych przez człowieka, który  miał przekonanie, że przecież pochodzi z Litwy, ze Żmudzi i używał pseudonimu „Litwos”. No więc mały przeczytał, mówi:  „No wiesz no, to takie... Jak jakieś porządne domy, to w Polsce... Na Litwie to tak las, dzicz.” No więc Litwini o to mieli  do Sienkiewicza pretensje, coś, czego my, czytając, nie zauważamy. Można mieć pretensje  o sposób przedstawienia, powiedzmy, Kozaczyzny, no ale z drugiej strony,  jak się weźmie to kończące zdanie „Ogniem i mieczem” pisze tak Sienkiewicz: „Opustoszała Rzeczpospolita,  opustoszała Ukraina, wilcy wyli na zgliszczach  dawnych miast, kwitnące niegdyś, były jakby wielki grobowiec.  Nienawiść wrosła w serca i zatruła krew pobratymczą". No nie jest tak? No jest tak. I nie jest to jakieś  bardzo optymistyczne zakończenie. No cóż, jesteśmy z Sienkiewiczem, nie musimy się koniecznie zgadzać z jego wizją, ale jakoś on został. Zostali ci górale, co to wyratowali Jana Kazimierza. To jest fikcja. Co to wyratowali Jana Kazimierza, ale wszyscy wiedzą: „Ociec, prać?”. A w ogóle, „Ociec, prać?”, Zagłoba, Kmicic, to wszystko się wbiło w kulturę taką popularną, współczesną.  Co prawda minęło już 20 lat od sławnych reklam Polleny2000, być może już dzisiaj nikt by tego nie zrozumiał, nie wiem, może jest nowa generacja,  ale ja jeszcze rozumiałem, jeszcze wiedziałem,  do czego to jest nawiązanie. I wyróżniało się to zdecydowanie z różnych innych reklam tamtego czasu.

 

- Dziękuję za rozmowę. Naszym gościem  był prof. Michał Kopczyński z Muzeum Historii Polski, współtwórca koncepcji i jeden z kuratorów wystawy „Potęga opowieści”, na którą serdecznie Państwa zapraszamy od 15 czerwca. Dziękuję bardzo za wysłuchanie odcinka i zapraszam do subskrypcji  kanału Muzeum Historii Polski, bo dzięki temu nie przegapcie Państwo kolejnych naszych materiałów. Cezary Korycki, do usłyszenia.

 

Dane o obiekcie

Opis

Gdyby tworzył dziś, jego opowieści zapewne stałyby się kasowymi hitami niczym najpopularniejsze współczesne seriale. Wizja historii Sienkiewicza służyła nie tylko pokrzepieniu serc rodaków pod zaborami, ale stała się kuźnią pokoleń patriotów zaczytanych w jego dzieła. Jak wielki wpływ na twórczość pisarza miała rewolucja techniczna, czego szukał na Dzikim Zachodzie i dlaczego stał się obiektem ataku innych polskich pisarzy? Dziś przybliżamy postać mistrza powieści historycznej - Henryka Sienkiewicza. Polacy kojarzą wiek XIX przede wszystkim z zaborami, ale warto pamiętać, że był to okres wielkich przemian społecznych. Dynamiczny rozwój technologii przyniósł m.in. maszynę drukarską, prąd elektryczny, a także stworzył nowe miejsca, w których wypadało czytać. To wszystko stanowiło doskonałe warunki do rozwoju czytelnictwa. Jak te zmiany wpłynęły na popularność dzieł Henryka Sienkiewicza? Czy rzeczywiście był pierwszorzędnym pisarzem drugorzędnym, jak go nazwał Gombrowicz? Dlaczego inni pisarze bywali wobec niego tak krytyczni? Jego powieściami żyły pokolenia Polaków, także tych, którzy walczyli o niepodległość naszego kraju. Jak ocenić dorobek autora "Potopu"? O tym wszystkim w podcaście Muzeum Historii Polski z serii Inne historie Polski. Rozmawiają Cezary Korycki i jego gość, prof. Michał Kopczyński z Muzeum Historii Polski, współtwórca i jeden z kuratorów zorganizowanej w Muzeum Historii Polski wystawy czasowej pt. "Potęga opowieści. Od dawnej kroniki do nowoczesnego muzeum". Wystawę można zwiedzać od 15 czerwca 2024 roku.